Dodaj do ulubionych

Irytacje pozajeżycjadowe

31.05.10, 11:43
Czy są książki, których bohaterowie, sceny, wątki itp. przeraźliwie
Was irytują?
W tej chwili przychodzi mi na myśl tytułowa Pollyanna z powieści
E.H. Porter, w moim prywatnym rankingu zdecydowanie najbardziej
denerwująca heroina powieści ever.
Ponadto Irena z "Sagi rodu Forsythów". Poderwanie narzeczonego
przyjaciółki, a później poślubienie ojca tejże przyjaciółki jest w
porządku i niechaj sczezną przeciwnicy tych związków, ale jej syn
nie może ożenić się z córką jej byłego męża, bo były mąż zachowywał
się jak skończony brutalny bydlak. (Zachowywał się istotnie, ale co
ma do tego córka?)Zawsze widziałam w tym podwójne standardy moralne
i okropnie było mi żal bogu ducha winnej Fleur.
Numer trzy to Hans Castorp z "Czarodziejskiej góry" i jego reakcja
na zgubienie się w śnieżycy.
Obserwuj wątek
    • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 11:51
      Popieram Pollyannę, w połowie książki przy słowach "cieszę się" zęby mi się
      zaciskały.
      • pink_hamster Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 12:18
        Ja też nie rozumiałam tej całej sytuacji z Fleur i Jonem (zwłaszcza w świetle
        tego, co wyprawiała Irena). Polyannę czytałam dość dawno, więc nie pamiętam
        szczególnego rozdrażnienia.
        Za to moim numerem 1 w prywatnym rankingu nieznośnych postaci jest Sara z "Małej
        księżniczki". Nie wiem, może to efekt kreskówki na ten sam temat, ale zawsze
        uważałam ją za postać do bólu słodką i grzeczną, po prostu świętą męczennicę -
        koszmar mojego dzieciństwa. Przeczytałam tę książkę chyba raz, w wieku ok 8 lat
        i potem nigdy do niej nie wróciłam, bo niesmak pozostał ;)
        • kooreczka A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 13:54
          książkową i serialową.
          Już jako dziecko do tej książki podchodziłam "naukowo"-po pierwsze zdawałam
          sobie sprawę, że ma przekazać przede wszystkim pewne wzorce, a po drugie, ze to
          wzorce sprzed ponad 100 lat. Bawiło mnie wynajdywanie różnic między moimi
          rówieśnikami i rodziną, a postaciami z książek.
          • melmire Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 15:30
            Mnie dopiero po latach zaszokowal fakt ze dobroczynca Sary "dobro czyni" tylko
            jej, zmieniajac jej poddasze we wspanialy salon. Wiedzac ze w tuz obok mieszka w
            identycznych warunkach jej przyjaciolka. Ale coz, przyjaciolka ksiezniczka nie
            byla, wyobrani nie miala, urody nie, to i dobroczynca mial ja w powazaniu.
            • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 18:34
              > Mnie dopiero po latach zaszokowal fakt ze dobroczynca Sary "dobro czyni" tylko
              > jej, zmieniajac jej poddasze we wspanialy salon.

              No nie, to niezupełnie tak
              • slotna Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 18:59
                > No nie, to niezupełnie tak
                • melmire Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 19:21
                  Dokladnie tak. Nawet jedzenie dla Rozi przewidzial dopiero nastepengo dnia, zeby
                  Sara nie musiala sie dzielic. Z tego co pamietam Rozki wystarczal luksus
                  dodatkowego koca, ktory odziedziczyla po Sarze, zaopatrzonej w materac, poduchy,
                  koldre i nie pamietam juz co.
                  • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 19:30
                    melmire napisała:

                    > Dokladnie tak. Nawet jedzenie dla Rozi przewidzial dopiero nastepengo dnia,

                    A może. Za bardzo nie pamiętam, przyznaję się bez bicia.

                    W ogóle służba jako bohaterowie w powieściach raczej niezbyt hojnymi darami się
                    musiała zadowalać. Podarta kieca po jaśnie pani to był szczyt luksusów, którymi
                    można było służbę obdarować
                    • soova Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 19:39
                      Mnie w "Małej księżniczce" zawsze zastanawiało, jak to było możliwe, że pan Carrisford szuka po całym świecie córki wspólnika, dziewczynki, która przebywała przez jakiś czas z ojcem w Indiach, i zaangażowane jest w to całe jego otoczenie. Natomiast gdy Sara pierwszy raz widzi w sąsiednim oknie Ram Dassa, rozpoznaje, że jest on Hindusem, odzywa się do niego w hindi, on jej odpowiada i jest szczęśliwy, że ktoś tu w tym paskudnym Londynie mówi w jego języku, i nie mówi swojemu chlebodawcy ani słowa, że w sąsiednim domu mieszka dziewczynka w wieku zbliżonym do poszukiwanej, która zna hindi, więc ma jakieś związki z Indiami! A przecież jego relacja z Carrisfordem nie była relacją pana i niewolnika, więc mógłby spokojnie o tym powiedzieć!
                    • slotna Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 20:01
                      > Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla młodzieży i o
                      > młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska, dżentelmeńska? Nawet
                      > Makuszyński nie zniżał się chyba do pisania o dzieciach górników, stolarzy czy
                      > robotników fabrycznych. Dopiero powojennie Niziurski i Ożogowska?

                      Czytywalam dawno temu ze smakiem powiesc pt. "Dzieci", pamietam, ze byla o nastoletnich albo i mlodszych gazeciarzach, zebrakach i w ogole najubozszych w miedzywojennym Lwowie oraz autor nazywal sie Jan Brzoza. Byc moze pamietam niedokladnie oraz byc moze (a nawet najprawdopodobniej, hehe) napisana byla hen po wojnie - nie umiem tego porzadnie wyguglac.
                      • kooreczka Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 20:08
                        W sumie pisali te powieści dżentelmeni i damy dla swoich dzieci, więc nie ma się
                        co dziwić.
                        Z opisu biednych- może "Serce", ale ono jest po pierwsze irytujące, po drugie,
                        też z perspektywy pańskiego dziecka.
                    • mmoni Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 20:22
                      nessie-jp Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla młodzieży i o młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska, dżentelmeńska?

                      Nie wiem, czy chodzi Ci wyłącznie o literaturę polską, ale w angielskiej by się znalazło parę rzeczy, przede wszystkim George Macdonald Na skrzydłach Północnej Wichury, Księżniczka i koboldy, Kingsleya Wodne dzieci. Poza tym jest kupa słusznie zapomnianych łzawych historyjek pisanych na użytek szkółek niedzielnych w typie "biedna sierotka swoją niewinnością zmiękczyła serce starego kataryniarza i nakłoniła go, aby zaczął chodzić do kościoła". Aha, i w Tajemniczym ogrodzie cała rodzina Sowerby jest przedstawiona w bardzo pozytywnym świetle w odróżnieniu od kwękających arystokratów.
                      • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 20:47
                        > Nie wiem, czy chodzi Ci wyłącznie o literaturę polską, ale w angielskiej by się
                        > znalazło parę rzeczy,

                        O polską przede wszystkim, bo po wojnie wraz z przemianą ustrojową nastąpił
                        wręcz wysyp nienajgorszych powieści dla dzieci z "najniższych" warstw
                        społecznych, co mocno kontrastuje jednak z latami przedwojennymi...

                        Przytoczonych przez ciebie anglojęzycznych akurat nie znam, ale z Sowerbymi w
                        "Tajemniczym Ogrodzie" się nie zgodzę
                      • paszczakowna1 Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:07
                        > Nie wiem, czy chodzi Ci wyłącznie o literaturę polską, ale w angielskiej by się
                        > znalazło parę rzeczy

                        Dużo jest tego w literaturze amerykańskiej. Znaczna część powieści Horatio
                        Algera (nie wszystkie - ale te w miarę nadają się obecnie do czytania - "Ragged
                        Dick, or Street Life in New York" mogę nawet polecić, reszta nie) typu "z nędzy
                        do pieniędzy" jest o gazeciarzach, czyścibutach, chłopcach na posyłki itp.

                        W przedwojennej młodzieżowej literaturze polskiej sobie nie przypominam. Jest
                        parę (dość okropnych) powieścideł z głównym bohaterem/bohaterką rzekomo z nizin
                        społecznych, o nadzwyczajnych przymiotach, który/a okazuję się zaginionym w
                        kolebce dzieckiem z wyższych sfer. Poza tym nic - najwcześniejsze z lat 40-tych.
                        • paszczakowna1 Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:13
                          A przepraszam, przypomniałam sobie - Kazimierz Rosinkiewicz (Rojan). "Stary
                          Ćwirk", "Szara brać", "Hultaj" - wszystko o chłopskich dzieciach (no, dwie
                          pierwsze o zwierzętach głównie, ale trzecia nie, a na 100% pisana przed 1939,
                          akcja w czasie I WŚ). To chyba jedyne, co mi przychodzi do głowy. Zresztą dobre
                          książki, mógłby ktoś wznowić.
                        • senseeko No kurde, no! 31.05.10, 22:17
                          paszczakowna1 napisała:


                          > W przedwojennej młodzieżowej literaturze polskiej sobie nie przypominam. Jest
                          > parę (dość okropnych) powieścideł z głównym bohaterem/bohaterką rzekomo z nizin
                          > społecznych, o nadzwyczajnych przymiotach, który/a okazuję się zaginionym w
                          > kolebce dzieckiem z wyższych sfer. Poza tym nic - najwcześniejsze z lat 40-tych
                          > .
                          Taż pisałam chwilę temu o Makuszyńskim! Głownym bohaterem "wyprawy pod psem" był
                          bodajże syn szewca i już nie pamietam jaki ciężki fach wykonywali rodzice jego
                          przyjaciół.
                          A gazeciarze?
                          A przymierający głodem i umierający na gruźlicę aktorzy czy studenci czy to w
                          Awanturze o Basię czy w innych jego ksiazkach? (Sama Basia zresztą też nie była
                          z takiej znów wysokiej sfery)
                          A szczerbaci marynarze i osierocony chłopak w "Wielkiej Bramie"?
                          "Lato Leśnych Ludzi" Rodziewiczówny czytałam wieki temu i już za wiele nie
                          pamietam, ale czy ci chłopcy byli aby z "wyższej" sfery? A ksiazka ewidentnie
                          młodzieżowa.
                          A co z Grabskim?
                          Jakby dobrze pokopać, to by się sporo tego znalazło. Tylko czytać trza ;P
                          • paszczakowna1 Re: No kurde, no! 31.05.10, 22:31
                            > Taż pisałam chwilę temu o Makuszyńskim! Głownym bohaterem "wyprawy pod psem" by
                            > ł
                            > bodajże syn szewca i już nie pamietam jaki ciężki fach wykonywali rodzice jego
                            > przyjaciół.

                            Kolejarz i bodaj lekarz. Makuszyński się marginalnie łapie, ale jednak głównie
                            jego bohaterowi niezupełnie spełniają kryteria nessie.

                            > "Lato Leśnych Ludzi" Rodziewiczówny czytałam wieki temu i już za wiele nie
                            > pamietam, ale czy ci chłopcy byli aby z "wyższej" sfery?

                            Byli.

                            Rojana sprawdziłam, zmarł w latach 30-tych, a jego bohaterowie 100% się łapią.
                            Tytułowy "Hultaj" jest synem "rolnika i stolarza, takiego stolarza, co robił we
                            wsi trumny", główny (poza tytułowym) bohater "Starego Ćwirka" jest z kolei synem
                            wiejskiego szewca.

                            Mam też przed sobą rozłożone powieścidło wydane w czasie II WŚ jako wydanie
                            trzecie (więc raczej przedwojenne) pt "Skarb na wodzie" (autor Jan
                            Szczepkowski), gdzie główny bohater jest synem biednej komornicy. Przyjaźni się
                            co prawda z "paniczem", ale ten panicz to syn młynarza (bogatego co prawda),
                            więc niespecjalna arystokracja.
                            • a_weasley Re: No kurde, no! 09.06.10, 23:23
                              Paszczakowna1 napisała:

                              >> Taż pisałam chwilę temu o Makuszyńskim!
                              >> Głownym bohaterem "wyprawy pod psem" był
                              >> bodajże syn szewca

                              A matki nie miał wcale.

                              >> już nie pamietam jaki ciężki fach wykonywali
                              >> rodzice jego przyjaciół.

                              > Kolejarz i bodaj lekarz.

                              OIP, krawcowa. Zdzisław z kolei nie miał ojca, ci trzej chłopcy łącznie mieli
                              czworo rodziców.
                          • ananke666 Re: No kurde, no! 01.06.10, 01:43
                            Z Makuszyńskim mam na pieńku za motywy głodu i głodowej śmierci w książkach dla
                            dzieci. Ja [cenzura], to [cenzura] jeden z gorszych rodzajów śmierci.
                        • mmaupa Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 10:15
                          Jest
                          > parę (dość okropnych) powieścideł z głównym bohaterem/bohaterką rzekomo z nizin
                          > społecznych, o nadzwyczajnych przymiotach, który/a okazuję się zaginionym w
                          > kolebce dzieckiem z wyższych sfer.

                          Z przedwojennych zagranicznych tego typu jest np. "Bez rodziny". Straszny gniot.
                          • paszczakowna1 Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 10:30
                            > Jest
                            > > parę (dość okropnych) powieścideł z głównym bohaterem/bohaterką rzekomo z
                            > nizin
                            > > społecznych, o nadzwyczajnych przymiotach, który/a okazuję się zaginionym
                            > w
                            > > kolebce dzieckiem z wyższych sfer.

                            > Z przedwojennych zagranicznych tego typu jest np. "Bez rodziny". Straszny gniot

                            "Bez rodziny" nie jest jeszcze taka najgorsza, choć schemat ograny jest tysiące
                            razy (we wspomnianym Algerze też). W porównaniu z książkami typu "Wieś
                            szczęśliwa" Buyno-Arctowej czy "Rysiek z Belmontu" (autor/autorka wyleciał/a mi
                            z głowy), o których pisałam, to w ogóle arcydzieło.
                    • senseeko Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 21:58
                      nessie-jp napisała:

                      > Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla młodzieży i o
                      > młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska, dżentelmeńska? Nawet
                      > Makuszyński nie zniżał się chyba do pisania o dzieciach górników, stolarzy czy
                      > robotników fabrycznych
                      .

                      O przepraszam bardzo!!! A "Wyprawa pod psem"? A "uśmiech Lwowa?" Nawet "Awantura o Basię" czy "Panna z mokrą głową" czy czego byś nie wzięła - większośc bohaterów to osoby biedne jak myszy koscielne, niedojadajace i permanentnie głodne. 3/4 z nich to osoby albo nisko urodzone albo osierocone, albo jedno i drugie ("Wielka Brama" chociażby)
                      Tyle że Makuszyński opisuje to ich głodowanie i marznięcie w taki sposób, że młody czytelnik czyta o tym jak o świetnej zabawie.

                      No wkurzyłam się czytając takie pomówienie. Kto jak kto, ale Makuszyński piszący Dynastię? Brrr...
                      • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:11
                        > No wkurzyłam się czytając takie pomówienie. Kto jak kto, ale Makuszyński pisząc
                        > y Dynastię? Brrr...

                        Ale, na litość boską, jaką Dynastię? Co mają "lepsze sfery" do Dynastii?

                        "Lepsze sfery" to przed wojną były dzieci np. lekarza albo bardzo ubogiego
                        "posiadacza ziemskiego" ("Panna z mokrą głową" też przymiera głodem, ale to NIE
                        jest powieść o dzieciach stajennego w tym mająteczku, tylko głodującej i
                        biedującej panny "z dobrego domu"). Szaleństwa panny Ewy
                        • jottka przedwojnie 31.05.10, 22:25
                          ja sie nie znam, ale skojarzyła mi sie helena boguszewska, ona programowo
                          pisywała bodaj od lat 20. książki o dzieciach czy młodzieży biednej i dla
                          takowej - 'czerwone węże' to jest taka historia o dziecku przyfabrycznym czy
                          przykopalnianym, no nie pamiętam, wieki temu czytałam:) ale to trzeba by szukać
                          wśród programowo lewicujących literatów.

                          tyle że pytanie jest chyba krzywo postawione - nikt nie pisuje z założenia
                          książki dla dziecka praczki vel barona:) pisarze eksploatują raczej pewne klocki
                          fabularne typu wspominane "z żebraka milioner" czy "od sierotki do królowej", a
                          przy okazji różne środowiska też malują. nędza to akurat w wielu powieściach
                          przedwojnia była oddawana, tyle że czytelnik zwykle nie chce czytać o podłym
                          losie robotnika, jeśli sam jest tym robotnikiem, tylko o hrabiach w złotych
                          pałacach wiodących luksusowe życie:)
                        • senseeko Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:26
                          nessie-jp napisała:

                          > > No wkurzyłam się czytając takie pomówienie. Kto jak kto, ale Makuszyński
                          > pisząc
                          > > y Dynastię? Brrr...
                          >
                          > Ale, na litość boską, jaką Dynastię? Co mają "lepsze sfery" do Dynastii?
                          A to, ze tamci bohaterowie obracają się w jakimś takim świecie dolarowo-kandelabrowym (nie wiem dokłądnie, obejrzałam moze dwa odcinki a i to jako sumę kawałków. Na obejrzenie choć jednego w całości brakowało mi samozaparcia. W każdym razie to jest jakis tam świat szybkich samochodów, długich papierosów albo na odwrót)
                          >
                          > "Lepsze sfery" to przed wojną były dzieci np. lekarza albo bardzo ubogiego
                          > "posiadacza ziemskiego" ("Panna z mokrą głową" też przymiera głodem, ale to NIE
                          > jest powieść o dzieciach stajennego w tym mająteczku, tylko głodującej i
                          > biedującej panny "z dobrego domu"). Szaleństwa panny Ewy
                          • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:39
                            > No to wspomniana "wyprawa pod psem" - dzieciaki robotników jak na dłoni.

                            Tu nie będę polemizować, bo nie czytałam ze 25 lat i zupełnie nic nie pamiętam.

                            Co do reszty postu, to oburzyło mnie :) to założenie, że lepsza sfera = bogaci.
                            Nie o to chodziło. Biedny student, lekarz czy artysta to nadal jest "wyższa
                            sfera", niż bogata (jak na swoją sferę, no, nieprzymierająca głodem) praczka,
                            stolarz czy górnik.

                            Według dokonanej przez ciebie klasyfikacji, to Borejkowie są z niższej sfery, bo
                            matka swetry dzierga, a dzieci głodują i na wakacje nie jeżdżą ;)
                            • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 22:40
                              > to nadal jest "wyższa sfera"

                              To znaczy BYŁA
                              • kooreczka Re: A ja Sarę lubiłam 31.05.10, 23:02
                                A co powiecie o "Dziewczętach z Nowolipek"? Niby nie zawsze głodują, ale wyższa
                                sferą nazwac je trudno.
                        • the_dzidka Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 11:06
                          > Ile było przed wojną powieści dla dzieci bogatych górników albo
                          majstrów w
                          > fabryce? Dzieci dobrze prosperujących praczek?

                          A ja czytałam "Pokój na poddaszu" Wandy Wasilewskiej. I mimo tej
                          komunizującej otoczki, podobała mi sie.
                          • ananke666 Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 13:16
                            O, też to czytałam... słabo pamiętam, bo ponad dwadzieścia lat temu. I też mi
                            się podobała, za pozytywny przekaz. Nie wiem, jak to byłoby dzisiaj.
                          • slotna Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 20:14
                            Bardzo, bardzo lubilam "Pokoj na poddaszu" (i zostalam za to wysmiana przez polonistke!!!), ale to powojenne przeciez.
                            • mama_kotula Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 22:37
                              slotna napisała:

                              > Bardzo, bardzo lubilam "Pokoj na poddaszu" (i zostalam za to wysmiana przez pol
                              > onistke!!!), ale to powojenne przeciez.

                              "Pokój na poddaszu" kupiłam w zeszłym roku na Allegro.
                              Czytam bardzo często i za każdym razem ryczę (tak, możecie się śmiać).
                              Jak nie miałam dzieci, to nie ryczałam ;-)
                              Moja Andzia bardzo lubi jak jej to czytam. Też jej się zdarza popłakiwać... :>
                              • slotna Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 23:55
                                > "Pokój na poddaszu" kupiłam w zeszłym roku na Allegro.
                                > Czytam bardzo często i za każdym razem ryczę (tak, możecie się śmiać).

                                Nie bede sie smiac, ale powiedz mi jak ci sie widza smazone sledzie? To byla zagadka mojego dziecinstwa - jak smakuja rolmopsy usmazone w panierce, bo tak je sobie wyobrazalam.
                                • mama_kotula Re: A ja Sarę lubiłam 02.06.10, 00:03
                                  Nie mam pojęcia, ale! moja mama zrobiła smażone śledzie bodaj 3 lata temu na
                                  święta. I ponoć były dobre.
                                  Ale one chyba nie były w panierce :D:D:D:D
                                  • truscaveczka Re: A ja Sarę lubiłam 02.06.10, 09:50
                                    Oranyboskie :D Surowe śledzie, surowe smażone ;) I pyyyszne są,
                                    tłuściutkie i mniam ;)
                                • dakota77 Re: A ja Sarę lubiłam 02.06.10, 16:10
                                  Ksiazki nie znam, nie wiem jak podawano tam sledzie, ale przeciez jest
                                  cos takiego jak normalne filety sledziowe, zadne rolmopsy, ktore mozna
                                  smazyc spokojnie. U nas to malo popularne, sledzie w naszej kuchni
                                  pojawiaja sie chyba zwykle wersji panierowanej. No ale nie znaczy to,
                                  ze inaczej sie nie da:)
                                  • nessie-jp Kippers? 02.06.10, 16:42
                                    A czy z tymi śledziami to nie chodzi przypadkiem po prostu o kippers, czyli

                                    en.wikipedia.org/wiki/Kipper

                                    Niezwykle kiedyś popularne śniadanie i podwieczorek
                                  • kooreczka Re: A ja Sarę lubiłam 02.06.10, 16:58
                                    Myślę, że to co sprzedawano w sklepie Kwiryny to po prostu obsamażone w mące
                                    ryby, taka przekąska do ręki.
                                  • slotna Re: A ja Sarę lubiłam 02.06.10, 20:20
                                    > Ksiazki nie znam, nie wiem jak podawano tam sledzie, ale przeciez jest
                                    > cos takiego jak normalne filety sledziowe, zadne rolmopsy, ktore mozna
                                    > smazyc spokojnie. U nas to malo popularne, sledzie w naszej kuchni
                                    > pojawiaja sie chyba zwykle wersji panierowanej. No ale nie znaczy to,
                                    > ze inaczej sie nie da:)

                                    Ale ja wiem o tym teraz, pisalam, ze zagadka z dziecinstwa! ;) Dla mnie sledzie byly marynowane: rolmopsy albo Lisnera w smietanie, ewentualnie w oleju z cebulka i nie kojarzylam ich ze zwykla ryba, ktora mozna smazyc.
                    • zuzzia1 Re: A ja Sarę lubiłam 01.06.10, 10:44
                      Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla
                      młodzieży i o
                      > młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska,
                      dżentelmeńska? Nawet
                      > Makuszyński nie zniżał się chyba do pisania o dzieciach górników,
                      stolarzy czy
                      > robotników fabrycznych. Dopiero powojennie Niziurski i Ożogowska?
                      Powstawalo calkiem sporo, zreszta dobrych ksiazek. Np wspomniana juz
                      Boguszewska /Czerwone weze, Za zielonym walem - kiedys bardzo je
                      lubilam :, Korczak (np. Bankructwo malego Dzeka), Gorska (Nad czarna
                      woda, Druga brama), Zurakowska
                      • nessie-jp Re: A ja Sarę lubiłam 31.08.10, 20:13
                        > Powstawalo calkiem sporo, zreszta dobrych ksiazek. Np wspomniana juz
                        > Boguszewska /Czerwone weze, Za zielonym walem - kiedys bardzo je
                        > lubilam :, Korczak (np. Bankructwo malego Dzeka),

                        Ooo! KORCZAK! No przecież oczywiście! Chyba miałam jakieś zaćmienie umysłowe... :)
                    • pocieszka Re: A ja Sarę lubiłam 04.02.23, 14:21
                      nessie-jp napisała:


                      >
                      > Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla młodzieży i o
                      > młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska, dżentelmeńska? Nawet
                      > Makuszyński nie zniżał się chyba do pisania o dzieciach górników, stolarzy czy
                      > robotników fabrycznych. Dopiero powojennie Niziurski i Ożogowska?
                      >
                      Maria Wardasówna pisała o chłopskich dzieciach, sama zresztą pochodziła z rodziny chłopskiej. O ile pamiętam, jej "Maryśka ze Śląska" wyszła jeszcze przed wojną.
                      • julian_arden Re: A ja Sarę lubiłam 04.02.23, 18:36
                        pocieszka napisał(a):

                        > nessie-jp napisała:
                        >
                        >
                        > >
                        > > Czy przed wojną (II światową) powstała w ogóle jakaś książka dla młodzież
                        > y i o młodzieży innej niż "dobrze urodzona", mieszczańska, dżentelmeńska? Nawet
                        > > Makuszyński nie zniżał się chyba do pisania o dzieciach górników, stolarz
                        > y czy robotników fabrycznych. Dopiero powojennie Niziurski i Ożogowska?
                        > >
                        > Maria Wardasówna pisała o chłopskich dzieciach, sama zresztą pochodziła z rodzi
                        > ny chłopskiej. O ile pamiętam, jej "Maryśka ze Śląska" wyszła jeszcze przed woj
                        > ną.


                        Makuszyński jest tu mocno nietrafiony: chociażby "Złamany miecz", gdzie główny bohater okazuje się wprawdzie dziedzicem, ale i tak ubogim w stopniu niewyobrażalnym dla wspólczesnej "klasy średniej", zaś jego serdeczny przyjaciel i aide-de-camp jest synem nocnego stróża, opisanego w najciepleszych słowach. Jest też dużo innych książek tego autora, gdzie bohaterowie są niekiedy wręcz skrajnie ubodzy.
        • kolczykizoldy Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 14:26
          Pat ze Srebrnego Gaju - dla mnie przebija ona nawet Polyanne.
          • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 15:06
            Problem z Pat był taki, że ona zatrzymała się w rozwoju. Mając 30 lat
            zachowywała się jak 6 latka, a to co urocze u dziecka naprawdę irytuje u
            dorosłego. To uczucie względem brata wydaje mi się niezdrowe.
            W tych książkach irytują mnie też inne rzeczy- przede wszystkim ta cholerna
            "arystokracja" na domu, zagonie i dwóch wazonach, dumna, że klękajcie narody,
            niech schowają się Wiśniowieccy z Czartoryskimi. Dla kontrastu- rodzina Binnych
            (Kopców?), którzy jak coś powiedzą to tylko po to by się zbłaźnić, wieszają
            jelenie w ramach i ma się im za złe nawet to, że "są w pewnie sposób rodzinni".
            Ja tymczasem mam wrażenie, że dzisiaj dogadałabym się z Mają, robiąc jaja z jej
            sfiksowanej szwagierki.
            Ta maniera "porażki na całej linii" u Montgomery jest widoczna- jak niemiły to
            prostak i NIC dobrze nie zrobi- choćby ciotka Gilberta, co zua jest i kfijaty
            krzywo posadzi i jak specjalnie poleci serwis do herbaty kupić to będzie on
            brzydki. Jak byłam mała- nie zauważałam tego, dzisiaj drażni mnie to niemożebnie.
            • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 17:05
              > "arystokracja" na domu, zagonie i dwóch wazonach,
              > dumna, że klękajcie narody,

              Autorka świetnie uchwyciła "purytańską dumę"
      • julian_arden Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.02.23, 18:29
        ananke666 napisała:

        > Popieram Pollyannę, w połowie książki przy słowach "cieszę się" zęby mi się
        > zaciskały.


        "Och, nic mi się nie stało, proszę pani. Choć zaatakował mnie demon, nie zamierzam przez to tracić pogody ducha" (Polyanna w: "Liga niezwykłych dżentelmanów" Tom 1, A. Moore & K. O'Neal).
    • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 14:43
      Róża z Cudzoziemki. Zarąbać siekierą.
      Co głupsze, lubię tę książkę.
      • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 15:07
        Irytująca, neurotyczna, antypatyczna- ale czy źle napisana?
        • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 17:20
          Nie, napisana dobrze. Fragmentami bardzo dobrze. Książka czytana x razy. Ale
          mnie nie wkurza książka, tylko bohaterka.
          • kajaanna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:10
            > Nie, napisana dobrze. Fragmentami bardzo dobrze. Książka czytana x razy. Ale
            > mnie nie wkurza książka, tylko bohaterka.

            Bo książka jest dobrze napisana. Bo Róża ma irytować swoim kabotyństwem. To samo
            jest z Ludźmi bezdomnymi i oczywiście Nocami dniami.
            • truscaveczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 09:56
              Wczoraj, pod wpływem foruma wypożyczyłam "Cudzoziemkę". Pochłonęłam
              w jeden wieczór. Zatchnęło mnie. Teraz muszę kupić... Czemu mi się
              zdawało, ze to ramota?
              Pycha!
              Polećcie coś jeszcze z takiej klasyki, ufam wam bezgranicznie, uf
              uf :)
      • rozdzial43 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 15:42
        ananke666 napisała:

        > Róża z Cudzoziemki. Zarąbać siekierą.
        > Co głupsze, lubię tę książkę.

        Ja lubię i Różę i książkę. Co nie znaczy, że chciałabym mieć taką osobę w swoim
        otoczeniu.

        Irytuje mnie strasznie, no strasznie, Lilka z "Paladynów" (drugiej części
        "Słoneczników"). Po prostu chciałoby się potrząsnąć tą postacią, wrzeszcząc:
        Lilka, kretynko, dorastaj szybciej!!
    • filifionka-listopadowa Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 15:28
      Bratnia dusza! Myślałam, że tylko mnie do szewskiej pasji doprowadza Irena, tymi
      podwójnymi standardami.
      Zawsze bardzo szkoda było mi biednej Juli(?), która straciła narzeczonego, na
      rzecz przyjaciółki i pies z kulawą nogą się o nią nie zatroszczył, choć to ona
      miała pełne prawo choć blada i smutna.
      Plus ta sprawa z Fleur, nie wiem jak mogła nie zgadzać się na to małżeństwo i
      unieszczęśliwiać syna. Czy nigdy nie czuła wyrzutów sumienia, że przez nią tyle
      osób jest nieszczęśliwych?

      A Pollyannę wytarzałabym w smole.
      -
      Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
      zdążyła dotrzeć treść jej słów.
      • aadrianka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 15:46
        Zawsze bardzo szkoda było mi biednej Juli(?),

        Mnie się kołacze, że przyjaciółce na imię było June, ale głowy pod
        topór za to przekonanie nie położę:)
        • filifionka-listopadowa Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:01
          Chylę mózg mój w oczekiwaniu potępienia i wypinam pośladki czekając na karzący
          palnik sprawiedliwości- oczywiście, że June!
          • aadrianka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 21:23
            Iii tam, zaraz potępienia. June, Juli, letnie miesiące i tyle:D
            • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 21:32
              > Iii tam, zaraz potępienia. June, Juli, letnie miesiące i tyle:D

              Swoją drogą, bardzo mi było żal June, że po Bosinney'u nie przeżyła już żadnej
              miłości. Przecież była ładna, energiczna i niebiedna... Jeżeli wyjaśnieniem
              byłoby to, że nie mogła już nikogo pokochać, to wydaje mi się to dziwne, w końcu
              narzeczeństwo trwało krótko, a zaangażowanie obojga wydawało mi się nie bardzo
              głębokie. Jak się tak zastanowić, to nawet mnie to irytuje ;)
    • ginny22 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 16:37
      Najbardziej wkurzająca mnie bohaterka literacka ever to Tess
      d'Urberville. Ksiązki nie skończyłam, bo tak mnie panna irytowała.
      Równie silnie nie cierpię chyba tylko Jeżycjadowego Bernarda. Nikt
      inny mi w tym momencie nie przychodzi do głowy.
      • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:20
        ginny22 napisała:

        > Najbardziej wkurzająca mnie bohaterka literacka ever to Tess
        > d'Urberville.

        O tak. I to czysto z winy beznadziejnego autora. Drugiej tak głupio i słabo
        skonstruowanej fabuły chyba nie widziałam
        • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 14:04
          nessie-jp napisała:

          > > Najbardziej wkurzająca mnie bohaterka literacka ever to Tess
          > > d'Urberville.
          >
          > O tak. I to czysto z winy beznadziejnego autora. Drugiej tak głupio i słabo
          > skonstruowanej fabuły chyba nie widziałam
          Musierowicz to przy Hardym geniusz fabularny.

          Hardy ma na swoje usprawiedliwienie to, że był genialnym poetą ;))). Zawsze mnie
          zdumiewało to, że ktoś, kto tak się wyraźnie męczy przy pisaniu powieści
          (ewentualnie - sprawia wrażenie, że się męczy, a męczy tylko czytelników) pisze
          tak wybitne wiersze, niby wiem, że jak ktos dobre wiersze pisze to niekoniecznie
          się zaraz przekłada na talent fabularny, ale jednak miałam podskórne wrażenie,
          że jakoś to się wiązać powinno... Potem gdzieś przeczytałam, że Hardy całe życie
          czuł się poetą, ale uważał, że jako młody człowiek nie powinien publikować, bo
          dobry poeta misi miec doświadczenie życiowe. Moim zdaniem pisarzowi też nie
          zaszkodzi ono, no ale ja nie Hardy - w kazdym razie Hardy publikować jako poeta
          zaczął późno, ze szkoda dla poezji. Wszystkim zniechęconym jego prozą poezję
          szczerze polecam.


          > A pierwowzór literacki Bernarda, czyli Harold Skimpole z "Samotni" Dickensa?
          > Tylko że Dickens daje ostatecznie jasno do zrozumienia, że Skimpole jest
          > postacią negatywną, a czytelniczki Jeżycjady są karmione fałszywie słodkim
          > Bernardem do mdłości...

          No i o to chodzi - u Dickensa jest pełno irytujących postaci, ale one są
          negatywne. Irytują, względnie wkurzają do białej gorączki, ale to było zamysłem
          autora. Choć pewnie nie zawsze. Zastanawiam się, czy Dickens świadomie wykreował
          na AŻ tak wkurzającego dziadzia małej Nell z "Magazynu osobliwości". Dusiłabym
          staruszka na wolnym ogniu długo i starannie, przy okazji zadając jeszcze inne
          wymyślne tortury... na każdej stronie miałam nadzieję, że mu się zemrze...
          • kolczykizoldy Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 15:00
            > Hardy ma na swoje usprawiedliwienie to, że był genialnym poetą ;))). Zawsze mni
            > e
            > zdumiewało to, że ktoś, kto tak się wyraźnie męczy przy pisaniu powieści
            > (ewentualnie - sprawia wrażenie, że się męczy, a męczy tylko czytelników) pisze
            > tak wybitne wiersze, niby wiem, że jak ktos dobre wiersze pisze to niekonieczni
            > e
            > się zaraz przekłada na talent fabularny, ale jednak miałam podskórne wrażenie,
            > że jakoś to się wiązać powinno...

            O, to podobnie jak Pasternak. Co prawda do jego wierszy mam stosunek obojetny, ale "Doktor Zywago" to moja kolejna wielka irytacja literacka, a wlasnie za te powiesc jest on najbardziej znany i ceniony. No wiec ja nie bardzo rozumiem dlaczego. Wiem, wiem, swiadectwo historyczne itd, ale IMHO to jest literacki gniot... Talent prozatorski, geniusz fabularny?! He, he, dobre zarty. Jesli chodzi o akcje, takiego nagromadzenia przypadkow i konotacji personalnych wielka Rosja dotad nie widziala. Jesli chodzi o jezyk - dosc ciezkawy. Bohaterowie - nie wzbudzajacy zadnych emocji. I w ogole, pomimo zawieruchy rewolucyjnej, nuda. Na studiach mi tlumaczono owe uchybienia tym, ze Pasternak tak naprawde z powolania byl poeta. Wielkim poeta. I dlatego, mimo wszystko, "Doktor Zywago" wielka powiescia jest. Taaaa....

            Zaznaczam, oczywiscie, ze to wedle mojej jakze subiektywnej i nieprofesjonalnej opinii, wiec bez obrazy :) Moja tesciowa np. kocha te ksiazke. No i za cos te Nagrode Nobla w koncu Pasternak otrzymal ;)
            • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 00:56
              Łączę się z Tobą w niechęci do Doktora Żywago. Zaczęłam czytać to pod
              wpływem wysłuchanego przeze mnie fascynującego referatu o topografii Moskwy w
              tej powieści, jakie różne miejsca opisane w powieści mają znaczenie historyczne,
              kulturowe, symboliczne itp itd. A potem powieść, którą na własny użytek
              streściłam sobie tak: Syberia, minus trzydzieści, z lewej biali, z prawej
              czerwoni, z przodu niedźwiedzie, z tyłu wilki, a w środku bohater tytułowy snuje
              rozważania pt. czym jest sztuka albo podobnie wzniosły temat.

              Jak również ciągłe podkreślanie wśród tych wzniosłości, że "Łara miała fajny
              biust" jakoś mi tak zgrzytało.
          • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 00:44
            Ja znam wersję, że Hardy zaczął od powieściopisarstwa, bo powieści się lepiej
            sprzedają, a na poezję się przerzucił, jak już był finansowo niezależny i miał
            wyrobione nazwisko.
    • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:01
      Anna Karenina pogrążona w intymnej konwersacji po kątach z obcym facetem i
      obcinająca Kitty zmrużonymi oczkami.

      Judym.
      • kolczykizoldy Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:43
        Juz wiem! Dorothea z "Middlemarch" na poczatku denerwowala mnie ta swoja
        wzniosloscia niewymownie. Pozniej do niej przywyklam i nawet pod koniec
        polubilam, ale zawsze pozostala dla mnie postacia "obca". Swoja droga, ksiazke
        uwielbiam.
      • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:48
        > Anna Karenina pogrążona w intymnej konwersacji po kątach z obcym facetem i
        > obcinająca Kitty zmrużonymi oczkami.

        Przyjmuję do wiadomości, lecz nie rozumiem :) Nawet w XIX w. mężatkom nie
        zabraniało się towarzyskiej konwersacji z niespokrewnionymi/niezwiązanymi ze
        sobą facetami. Zresztą Wroński (mniemam, że jego masz na myśli), nie był obcym
        facetem, zostali sobie przecież przedstawieni.
        Dopiero później Anna posunęła się dalej :-) Ale cóż, ludzie ani bohaterowie
        literaccy nie muszą być ideałami.
        • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 01:53
          > Przyjmuję do wiadomości, lecz nie rozumiem :) Nawet w XIX w. mężatkom nie
          > zabraniało się towarzyskiej konwersacji z niespokrewnionymi/niezwiązanymi ze
          > sobą facetami. Zresztą Wroński (mniemam, że jego masz na myśli), nie był obcym
          > facetem, zostali sobie przecież przedstawieni.

          Czytałam dawno, ale pamiętam, że uderzyła mnie pewna ostentacyjność zachowania
          Anny. Obecnym też wydało się to dość... nie tego. Cytatu nie podam, wrażenie i
          tylko zostało.
          No a Anna obcinająca młodziutką Kitty zmrużonymi oczkami wydała mi się wrednie
          żmijowata.

          Swoją drogą, całkiem możliwe, że Różę cudzoziemkę czekałby podobny los, gdyby
          dopadła wymarzonego Michała i nawet zawlokła przed ołtarz. Zamęczyłaby go po
          paru latach nadmierną miłością, egzaltacją i obsesyjną zazdrością.
          • croyance Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 21:46
            CO ona jej robila oczami? Powaznie pytam :-/ Ze jej sie przygladala?
      • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 00:48
        Judym. W ostatniej rozmowie z Joanną.
    • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:54
      > Ponadto Irena z "Sagi rodu Forsythów". Poderwanie narzeczonego
      > przyjaciółki, a później poślubienie ojca tejże przyjaciółki jest w
      > porządku i niechaj sczezną przeciwnicy tych związków, ale jej syn
      > nie może ożenić się z córką jej byłego męża, bo były mąż zachowywał
      > się jak skończony brutalny bydlak. (Zachowywał się istotnie, ale co
      > ma do tego córka?)Zawsze widziałam w tym podwójne standardy moralne
      > i okropnie było mi żal bogu ducha winnej Fleur.

      A ja Irenę o tyle rozumiem, że czasami emocje, odraza czy uprzedzenie, niewiele
      mają wspólnego z logiką i rozumem, ale niestety, wcale nie przestają przez to
      istnieć. A nawet przeciwnie. Ponadto uważam, że Jon i Fleur na pewno byliby ze
      sobą nieszczęśliwi.
      Mnie natomiast wkurzają maciowaci bohaterowie Nienackiego. Kto lubi te książki
      (ja też w sumie nadal lubię) i maczyzm nie przeszkadza mu, może tę opinie złożyć
      na karb mojego zgorzknienia i braku poczucia humoru ;)
      • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 18:59
        > Mnie natomiast wkurzają maciowaci bohaterowie Nienackiego. Kto lubi te książki
        > (ja też w sumie nadal lubię) i maczyzm nie przeszkadza mu

        Ale jednak taki Pan Samochodzik był wybitnie niemaczo... Kobiety się z niego
        śmiały, nie znał dżudo i źle wypadał w porównaniu z maczowatym Baturą :)
        • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:02
          > Ale jednak taki Pan Samochodzik był wybitnie niemaczo... Kobiety się z niego
          > śmiały, nie znał dżudo i źle wypadał w porównaniu z maczowatym Baturą :)


          Ale nadrabiał, hm, autem ;) A pogardę wobec rodu niewieściego prezentował
          identyczną, jak pozostali męscy bohaterowie.
          • kkokos Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 22:26
            > > Ale jednak taki Pan Samochodzik był wybitnie niemaczo... Kobiety się z ni
            > ego
            > > śmiały, nie znał dżudo i źle wypadał w porównaniu z maczowatym Baturą :)


            oj tam - oj tam, źle wypadał, ale samemu rogerowi moore'owi zaimponował!!! i z
            nich dwóch to on był bliższy filmowemu świętemu niż ten mierny zachodni aktorzyna!
        • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:13
          Oj byl maczo, byl! Tyle, ze niekanoniczny ;) Kobiety najpierw moze i sie podsmiewaly, ale potem na niego lecialy, jedna po drugiej, na jego miesnie komarze i seksi okularki. Scena z zalatwieniem Horpyny za pomoca dzudo nieodmiennie mnie rozwalala: ze niby dala sie zaskoczyc, taaa... agentka specjalna daje sie zaskoczyc muzealnikowi, co sobie trenowal z ksiazka w lesie przez 2 h. Cudo.
          • ssssen Re: Irytacje pozajeżycjadowe 25.08.10, 09:48
            > muzealnikowi co sobie trenowal z ksiazka w lesie przez 2 h. Cudo.

            Ale przecież to właśnie było zaskakujące! :)))
    • soova Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:28
      Ja w obronie Ireny.

      Chciałam zwrócić uwagę na drobny fakt, że to nie Irena sprzeciwiła się związkowi syna z córką Soamesa, a Jolyon zabronił synowi w liście napisanym przed śmiercią małżeństwa z Fleur! Ot, taki szantażyk psychologiczny na koniec, bo ogólnie postać Jolyona jest prowadzona tak, że w zasadzie nie ma się do czego przyczepić, sympatyczny gość, którego życie nie pieści, znajduje wreszcie miłość swego życia, a na końcu taki ZONK. W ostatniej scenie w Robin Hill między Ireną, Soamesem a młodym Jolyonem matka wyraźnie mu mówi, że ma zrobić, co zechce. Jolyon odrzuca propozycję Soamesa, bo już przeczytał list ojca i nie chce unieszczęśliwiać matki, ale z jej strony nie ma nacisku.

      Poza tym moim zdaniem związek Bosinneya i June od początku był skazany na niepowodzenie. Dziewczę 3 razy energiczniejsze od niego, które być może go na chwilę zafascynowało i doprowadziło do szybkich zaręczyn, a myślę, że nie bez znaczenia dla młodego architekta, a co najmniej dla jego rodziny, była też perspektywa wejścia do rodziny właścicieli nieruchomości, którym będzie mógł projektować rezydencje. To Irena była jego prawdziwą miłością i to on był chyba w tym związku tym mocniejszym, który namówił ją ostatecznie na opuszczenie Soamesa. Nie pamiętam dokładnie, jak to było w powieści, ale ona raczej chciała się wycofać, wiedząc, że jest narzeczonym przyjaciółki.

      A co do meritum: denerwowała mnie Ania w Wymarzonym Domu czy na Złotym Brzegu. Pięknoduszna (?) i uwielbiana na klęczkach Królowa Ania przechadzająca się między rabatkami w ogrodzie i zachwycająca się różami i zachodami słońca, podczas gdy w domu i przy szóstce dzieci tyra Zuzanna, to jakieś oszucstwo. Ona nie ma nic wspólnego z tą Anią, która na Zielonym Wzgórzu upiła Dianę winem porzeczkowym, ufarbowała sobie włosy na zielono, czy sprzedała krowę pana Harrisona. :)
      • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:33
        Tak się kończy pisanie książek na siłę.
        Ja jeszcze zanim dowiedziaam się o kolejności pisania "Ani" zauważyłam, że
        niektóre wątki, to przerobione opowiadania.
      • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 01:02
        trochę mi ta hostoria przypomina księżną de Cleves - książkę, którą wspominam jako irytację.
        kobieta ma wpojone zasady. stara się o nią de Cleves, matka mówi jej, że miłość przychodzi z
        czasem, żeby go przyjęła. przyjmuje. pobierają się. kobieta poznaje mężczyznę, którego kocha i
        który zakochuje się w niej, ze względu na to, że ma zasady i nie romnsuje. Oboje odczuwają
        miłość, ale ze względu na zasady ona jest wierna mężowi. Ok. Mówi mu o uczuciach, ale obiecuje,
        że będzie mu wierna fizycznie. Mąż ją za to szanuje. Ok. Mąż jest zazdrosny. Kochanek zakrada się,
        mąż widząc to podejrzewa ją o niewierność. Mąż po wypadku, zdaje się, że w związku z tą sprawą
        (czytałam to tak dawno temu, że nie pamiętam), jest w stanie agonalnym. Ona przy nim jest. On
        każe jej przysiądz, że nie poślubi tamtego mężczyzny po jego śmierci. Ona żeby go nie dobijać,
        przysięga. Mąż umiera, kobieta zostaje sama, postanawia być wierna przysiędze, ona chyba
        skończyła w klasztorze, a on cierpi. Kurtyna. :] Książka napisana dobrze, ale miałam ją ochotę rzucić
        o podłogę.
    • kajaanna Judym 31.05.10, 19:32
      Źle, bardzo źle wpajany w szkołach. Robi się z Judyma jakiegoś społecznika
      walczącego z niesprawiedliwością świata.
      Domagającego się a to darmowej pracy [lekarzy] a to nie mniej darmowego
      wyposażenia szpitala.
      A nie zwraca się uwagi na to, że Ludzie Bezdomni to powieść ośmieszająca program
      pozytywistyczny.
      To, że Judym ma pełne usta frazesów o Ludzkości i Braterstwie - bo przez bogatą
      ciotkę spośród dwóch braci został wybrany tylko jako "ładniejszy", więc mógł
      zostać lekarzem i zwiedzać Wersale. W tym czasie jego brat pazurami dorabiał się
      stanowiska majstra w hucie, a bratowa tyrała w cygarfabryce.
      Judymowi "Braterstwo Ludzkości" jakoś nie przekłada się na pomoc własnemu bratu.
      Bo Judym, wspaniały doktor Judym jest karykaturą pięknoduchów pozytywistycznych.
      I to jest jedna z tych świetnie napisanych powieści, które każą rzucać książką
      na bok, bo bohater nas serdecznie wkuropatwia.
      • kooreczka Re: Judym 31.05.10, 20:06
        A nasza klasa sama doszła do tych wniosków. Polonistka dorzuciła od siebie, że
        Judym to przysłowiowa baletnica i gdyby został z Joasią na bank obwiniałby ją o
        wszelkie niepowodzenia
        • senseeko Re: Judym 31.05.10, 22:31
          kooreczka napisała:

          > A nasza klasa sama doszła do tych wniosków. Polonistka dorzuciła od siebie, że
          > Judym to przysłowiowa baletnica i gdyby został z Joasią na bank obwiniałby ją
          > o
          > wszelkie niepowodzenia

          No to mieliście fajną polonistkę. Nas jeszcze uczono według schematu "Judym - cacy"
          Ale mało ktory bohater tak mnie wkurzał i wkurza do dziś, jak Judym, czego zresztą nigdy nie ukrywałam, na lekcjach także.
          Ale zauważyłam, ze faceci pasjami lubią i cenią i poważają i podziwiają Judyma.
          Jeden kiedyś o mało mnie nie pobił jak bez ogródek powiedzialam co sądzę o takich typach jak Judym ;)
          No bo jak to tak? On taki szlachetny, tak chce czynic dobro, tak sie poświęca, a ja mam czelność mówić, ze to głupek i nadęty bufon? I przy tym idiota.

          grr... :)
          • kooreczka Re: Judym 31.05.10, 23:03
            To teraz znasz oficjalną szkolną wykładnię- bo ze względu na brak czasu baaardzo
            byliśmy naprowadzani.
            Judym-to-idiota-i-dobrze-mu-tak.
            • nessie-jp Re: Judym 01.06.10, 02:15
              kooreczka napisała:

              > To teraz znasz oficjalną szkolną wykładnię- bo ze względu na brak czasu baaardz
              > o
              > byliśmy naprowadzani.
              > Judym-to-idiota-i-dobrze-mu-tak.

              Cholera, a my nigdy nie byliśmy naprowadzani. To znaczy naprowadzano nas raczej
              na takie rzeczy, jak "przykłady naturalizmu" (brudna szklanka) albo "motywy
              filozofii pozytywistycznej" (szał na pracę wiejską), ale tak żeby w kontekście
              oceny bohatera to nie... Cholera, chyba muszę znowu to przeczytać! Bardzo
              lubiłam Żeromskiego, miał facet pióro.
      • ananke666 podbieram 31.05.10, 20:28
        Kajaanna, pożyczam sobie wkuropatwianie do użytkowania, cudne określenie.
        • kajaanna Re: podbieram 31.05.10, 21:40
          > Kajaanna, pożyczam sobie wkuropatwianie do użytkowania, cudne określenie.

          Bierz swobodnie!
      • ananke666 Re: Judym 01.06.10, 01:47
        I jeszcze wielki społecznik Witold z Nad Niemnem, który oprócz naprawy żniwiarki
        czy co to tam było, zajmował się wyłącznie mieleniem ozorem. Pozytywista zafajdany.
        • truscaveczka Re: Judym 01.06.10, 13:16
          Ale to gówniarz raczej był, z rybakami jacicę na Niemnie łowił i w
          ogóle taki niewypierzony, acz nafaszerowany ideami.
          W Nad Niemnem mój dziki entuzjazm budzi Jan. No. Z łóżka bym
          takiego nie wygoniła z jego mocarnymi.... ekhm. Tak. Właśnie.
          Nieprawdaż. Mógłby nawet śpiewać w trakcie ;)
          • kkokos Re: Judym 01.06.10, 20:07
            truscaveczka napisała:

            > W Nad Niemnem mój dziki entuzjazm budzi Jan. No. Z łóżka bym
            > takiego nie wygoniła z jego mocarnymi.... ekhm. Tak. Właśnie.
            > Nieprawdaż. Mógłby nawet śpiewać w trakcie ;)

            ech, a ja nawet wiem, co tak naprawdę ci się w nim najbardziej podoba:

            "Od ogorzałej cery jego twarzy silnie odbijały złociste, bujne wąsy"...
            • truscaveczka Re: Judym 02.06.10, 10:00
              Ja juz dawno się przyznałam, ze mój mąż ma wąsy. I bródkę. A la
              d'Artagnan. Wobec czego ja jestem wąsożercą pierwszej wody.
              Jednakowoż mocarnych wąsów to raczej nie miałam na myśli ;)
          • ananke666 Re: Judym 01.06.10, 22:01
            > W Nad Niemnem mój dziki entuzjazm budzi Jan. No. Z łóżka bym
            > takiego nie wygoniła z jego mocarnymi....

            ...pługiem i broną!
            :D
      • tygrys2112 Re: Judym 03.09.10, 01:10
        no u jeszcze jego stosunek do Joanny - najpierw jej zawrócił w głowie, planował, ona rzuciła dla
        niego posadę guwernantki. A potem czuje, że zakiełkowałoby w nim "przyschłe nasienie
        dorobkiewicza". Zrywa z nią i zostawia ją nie tylko jako kobietę, ale jako człowieka, który nie ma
        żadnych żrodków materialnych - bo nie ma referencji i jest skompromitowana. Jakie to szlachetne.
        • tygrys2112 Re: Judym 03.09.10, 01:10
          środków
      • briar_rose Re: Judym 03.02.23, 23:19
        Nie cierpię "Ludzi bezdomnych" (może poza rozdziałem "Przyjdź", który uwielbiam), a zwłaszcza Judyma, który nienawidził ludzi tak naprawdę (te opisy jego pacjentów i to powracające słowo motłoch, motłoch!). Szczęście, miałam taką polonistkę, która obok rzetelnego przygotowania nas do matury, chciała nas zarazić miłością do literatury (no i mnie zaraziła, choć wcześniejsze czynniki też wskazywały, że będę molem książkowym, ale dzięki niej sięgam teraz niemal wyłącznie po literaturę z wyższej półki), nie interpretowała z nami "Ludzi bezdomnych" na sposób szkolny, tylko wykazała, że heroiczna postawa Judyma tak naprawdę jest jakąś formą maski... I jeszcze ten pamiętnik Joasi... ech...
    • iwoniaw Szuje i szczeżuje literackie 31.05.10, 19:36
      Najbardziej mnie irytował ten (...) Karol Borowiecki, w dodatku nie
      wiedzieć czemu nie pokarany przykładnie przez autora, tylko ożeniony
      bogato; nie mogę spokojnie przyjąć, że wykpiwa się od odpowiedzialności
      za wszystko, co celowo i przypadkiem nawywijał. Grr, grr, grr.
      • kajaanna Re: Szuje i szczeżuje literackie 31.05.10, 19:45
        Ziemia Obiecana jest o ludziach złych. Wszyscy są źli, albo głupi.
        Karol Borowiecki jest jednym z nich.
        • soova Re: Szuje i szczeżuje literackie 31.05.10, 19:50
          kajaanna napisała:

          > Ziemia Obiecana jest o ludziach złych. Wszyscy są źli, albo głupi.
          > Karol Borowiecki jest jednym z nich.

          Nie wszyscy, jest kilka postaci szlachetnych i dobrych - Anka, doktor Wysocki, Adam Malinowski. Dobre serce ma też i Mada Muller i Maks, mimo że rozumem nie grzeszą. Jest nawet szlachetny fabrykant Trawiński, który najpierw stoi na skraju bankructwa, ale potem okazuje się, że jego polityka uszlachetniania stosunków w przemyśle długofalowo jednak zdała egzamin.
        • mama_kotula Ziemia Obiecana zupełny offtopic.. 01.06.10, 22:46
          Tak mi jakoś się przypomniało, przeklejam z fejsbuka. Mało ma to wspólnego z tematem wątku, ale za każdym razem jak sobie przypomnę to pokwikuję.

          Z.O.
          Osoby dramatu: Kotula myjąca okno, Matka Kotuli dotrzymująca towarzystwa rozwiązując krzyżówkę.

          MK - Powiedz mi, co to jest: powieść z Borowieckim, Baumem i Weltem.
          K - Nie mam pojęcia. A gdzie to ma być?
          MK - Tutaj, dwa wyrazy. Pierwszy na Z a drugi na O.
          ...
          MK - Zaraz, zaraz, czekaj. Borowiecki to był u Żeromskiego gdzieś?
          K - Nie pamiętam, mamo, ja lektury z pamięci wymazałam zaraz po maturze albo i przed. Ale chyba tak. To będzie "coś opiekuna", tak z liter wychodzi, tylko nie wiem, co to będzie to coś.
          MK - Zemsta.
          K - Zemsta opiekuna. Idiotyczne. U Żeromskiego był Borowicz, a nie Borowiecki. Marcinek.
          MK - No właśnie, w Syzyfowych pracach.
          K - Nie wiem, nie czytałam. Czytałam bryk i wszystkie mi się mylą.
          MK - Bój się Boga, ty żadnych lektur nie czytałaś? Klasyki też nie?
          K - Zwłaszcza klasyki. Ty też chyba nie, bo nie pamiętasz tego Borowieckiego, Bauma i Welta, a to mi na klasykę wygląda.
          ....

          MK - Nie tu nie będzie "zemsta". Trzecia jest "e", a nie "m".
          K - Pokaż mi to na chwilę... Boże jedyny, Ziemia obiecana, a nie żadna Zemsta opiekuna, skąd ci do głowy przyszła zemsta opiekuna, ja nie mam pojęcia...

          Nastąpił spazmatyczny wybuch śmiechu. Kurtyna.
          • tygrys2112 Re: Ziemia Obiecana zupełny offtopic.. 03.09.10, 01:07
            Kotulo, cudna scenka! :D
    • kajaanna pani Barbara Niechcicowa 31.05.10, 19:43
      Kolejna wspaniała postać świetnej powieści psychologicznej. A która nieodmiennie
      działa na nerwy.

      Zakochana we własnym urojeniu. Urojeniu wizji Toliboskiego brodzącego w
      mokradłach, żyjąca "obok" męża, przez lata nakręcająca swoją wyższość wobec niego.
      Wysublimowana i nie poddająca się "schamieniu", a tym samym krzywdząca
      wszystkich dookoła.
      • meduza7 Re: pani Barbara Niechcicowa 01.06.10, 23:14
        Oooch, jak ja tej baby nie lubię! Wzbudza we mnie wielkie, wewnętrzne FUJ.
        Ale to chyba głównie dlatego, że w wielu momentach rozpoznaję w niej własne
        najgorsze cechy. Mogłabym być jak Barbara...
        • truscaveczka Re: pani Barbara Niechcicowa 02.06.10, 10:04
          Ja mam taką ciotkę. Jej mąż jest nieszczęśliwym człowiekiem :(
          • baba67 Re: pani Barbara Niechcicowa 02.06.10, 19:11
            A ja babcie. Wiekszosc zycia wyobrazala sobie co by bylo gdyby mieszkala w
            miescie. Ale ja mysle ze gdyby mieszkala to wcale nie bylaby wiele szczesliwsza.
            • croyance Re: pani Barbara Niechcicowa 04.06.10, 21:58
              Ja tez babcie. Ukochany ja zostawil, ona MU NA ZLOSC wyszla za mojego
              dziadka, swojego wiernego wielbiciela, a potem cale zycie jeczala i
              wzdychala do tamtego, ktory zreszta zostal ksiedzem w kosciele polskim
              i sie ozenil. Jak dziadek zmarl, to babcia od razu zaczela tamtego
              szukac po Polsce calej ;-/
        • anutek115 Re: pani Barbara Niechcicowa 03.06.10, 14:23
          meduza7 napisała:

          > Oooch, jak ja tej baby nie lubię! Wzbudza we mnie wielkie, wewnętrzne FUJ.
          > Ale to chyba głównie dlatego, że w wielu momentach rozpoznaję w niej własne
          > najgorsze cechy. Mogłabym być jak Barbara...

          Ja wiem, że wątek nie ma tytułu "najbardziej wkurzające postacie, które biorę w
          obronę" ;))), ale się jednak wezmę i odezwę.

          Ja Barbarę rozumiem i jej współczuję. Im jestem starsza, tym bardziej. Książkę
          czytam rzadko, bo nie mam na własność, za to serial oglądam przeciętnie raz na
          pół roku i nie poradzę, ale współczucie mi się wzmaga za każdym razem. Ja widzę
          tę biedną Barbarę w tych wszystkich Kalińcach i innych Serbinowach, walących
          się, po okiennice w błocie, na pół zrujnowanych, gdzie żywina po pokojach
          gościnnych lata, jak sobie ręce urabia po łokcie, to się jej wcale, wcale, ani
          odrobineczkę nie dziwię, że czasem wieczorem sobie popłacze nad marzeniami z
          młodości i pięknym Tolibośkim, który sobie dla niej garnitur w nenufarach
          nurzał. Poczynię teraz wyznanie osobiste - sama tak mam. To znaczy, w moim życiu
          nie było szczęśliwie żadnego Toliboskiego, a i parcia na małżeństwo żadnego nie
          wykazywałam, ale zdarza mi sie czasem po jakimś szczególnie, excusez,
          upierdliwym dniu, po użeraniu się z dziećmi, pracą, korepetycjami, domem,
          ogródkiem albo innym remontem (jak, nie przymierzając, ostatnio) paść wieczorem
          na łózko, podłogę, czy co tam płaskiego się trafi i pomyśleć, a i popłakać też,
          nad młodymi laty, kiedy to "wszystko miało byc inaczej". A jestem szczęśliwym
          człowiekiem bez skłonnosci do depresji. Więc rozumiem Barbarę, która, co warto
          zauważyć, pomaga Bogumiłowi ile sił, opiekuje się jego matką, prowadzi te
          wszystkie folwarki, odwala kolosalną robotę, tak, oczywiscie, nie docenia męża,
          tak, narzeka i jęczy, ale (w przeciwieństwie do takiej Emilii Korczyńskiej)
          wykonuje pracę, o której jej się w życiu nie śniło. A że żal jej marzeń? Że
          czasem jej się zjawi przed oczyma Tolioboski, jak biegnie przez sień, by ją
          porwać? Jakos nie umiem jej winić.

          O zrozumienie dla Barbary apeluję! :))
          • baba67 Re: pani Barbara Niechcicowa 04.06.10, 11:33
            Ja tez lubie Barbare-mnie ona bardziej bawi niz irytuje. Ale to nie zmienia
            mojego przekonania ze z Tolibowskim moglaby wcale nie byc szczesliwsza niz z
            Bogumilem. Ona bala sie swiata i te wszystkie leki nie mialy nic wspolnego z
            Bogumilem czy z Serbinowem. Teraz poszlaby do psychologa albo i psychiatry,
            dostalaby leki antydrepresyjne i bylaby zupelnie ina kobieta.
            • kooreczka Re: pani Barbara Niechcicowa 04.06.10, 11:36
              To po prostu taka natura- lękliwa, neurotyczna, uciekająca w marzenia. Cały czas
              miałam wrażenie, że ten romans z panem T istniał raczej w wyobraźni Barbary- dla
              niego była to raczej rozrywka.
              • verdana Re: pani Barbara Niechcicowa 04.06.10, 16:06
                A ja nie wiem, czy z nie bylaby jednak szczęśliwsza z Tolibowskim.
                Gdyby mi kazano mieszkac na wsi, to pewnie powiesiłabym sie na
                pierwszym malowniczo uschnietym drzewie. A wtedy wieś to
                rzeczywiscie byla pustka, zero towarzystwa, brak książek, pracy -
                nic. Mam kolezankę, ktora rozstała sie z facetem po 10 latach -
                własnie dlatego, ze nie wytrzymała na wsi, a czasy mamy cokolwiek
                inne.
                No i jeszcze jedno - żadna z Was nie zauwazyła, ze przed śmiercią
                Piotrusia pani Barbara wcale nie byla taka lękliwa i nieszczęśliwa.
                Pio smierci dziecka stracila poczucie bezpieczeństwa, zyla w
                świecie, gdzie w ciągu jednego dnia , bez zapowiedzi, można stracic
                wszystko. Doszła do siebie, ale lęk musiał pozostać.
    • soova Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:46
      Mój typ typów to Erlend. No po prostu większego pasożyta nie znałam i nie znam. Najlepsze było, jak to po wypuszczeniu z więzienia i konfiskacie majątku zostawił Krystynie całą "przyjemność" wyprowadzki z Husaby i przenosin do rodzinnego Jorund w towarzystwie 7 synów, a sam wypoczywał 2 tygodnie w klasztorze w Holmie. A na Jorund zajmował się głównie polowaniem w towarzystwie któregoś z synów, którego łaskawie dopuścił akurat do swego towarzystwa.

      Z tym, że muszę się przyznać, że "Krystynę" czytałam po raz pierwszy, gdy byłam w jej wieku, gdy wdała się w romans z Erlendem. I podobnie jak ona uważałam, że Lawrans się niesłusznie czepia! :)
      • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:51
        A ja będąc młodsza niż Krystyna czytając miałam cały czas przeczucie, że to się
        tak skończy. Już wtedy byłam bardziej rozważna niż romantyczna.
      • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:56
        > wił Krystynie całą "przyjemność" wyprowadzki z Husaby i przenosin do rodzinnego
        > Jorund w towarzystwie 7 synów, a sam wypoczywał 2 tygodnie w klasztorze w Holm

        A to nie było tak, że Erlend był wtedy chory w wyniku tortur, którym został
        poddany podczas śledztwa? Co nie zmienia faktu, że nawet sprawny nie byłby
        pewnie szczególnie użyteczny w przeprowadzce.
    • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 19:56
      Markiza de Merteuil i Valomnt! Jak ja ich nie cierpiałam! Tak dla rozrywki
      niszczyć czyjeś życie, zero empatii, refleksji. Dobrze uchwycili to w
      "Valmoncie"- oni po prostu nie myślą. Ta cała ich pseudofilozofia to zapełnienie
      pustych mózgownic. W "Niebezpiecznych Związkach" zrobiono z nich bógwico ze zuem
      wypisanym na twarzy. Ale oni nie byli okrutni w sensie, ja wiem, bohaterów de
      Sade. Oni po prostu byli jakoś upośledzeni.
      Autor na szczęście podzielał moje nastroje i piorun trafił wesołe towarzystwo.
      • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 20:10
        Tez wole "Valmont", pomijajac obsade, ktora mi znacznie bardziej odpowiada i kolorki, jest to jakos lzej pokazane - ot, znudzone chichoczace glupki. A w filmie Frearsa byli tacy ą i ę i wlasciwie nie wiem, po co to robili, ale na pewno mieli jakies wyzsze cele.
      • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 01:24
        Nie cierpię tych postaci, ale książkę przeczytałam jednym tchem. Ja to widziałam tak: Markiza de
        Merteuil uprawiała swoją zabawę, a cała reszta była marionetkami w jej rękach, łącznie z
        Valmontem. Dla mnie była próżna, ale cholernie sprytna, bawiła się z ludźmi, grała na ich emocjach.
        Valmont dawał się jej ustawiać. Zdobył kobietę, którą kochał, ale Markiza de Merteuil zaczęła się
        znów bawić. On był dla mnie natomiast pionkiem w jej rękach, nie miał żadnych skrupułów. Markiza
        to dla mnie przykład osoby okrutnej, właśnie sadystycznej, która znajduje przyjemność w niszczeniu
        innym życia.
        Też się cieszyłąm, że oboje zostali ukarani.
        • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 01:25
          nie miała żadnych skrupułów
    • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 20:09
      Konstanty Lewin, za inteligentne pomysły jak to w ramach walki z zakłamaniem dawanie narzeczonej swoich dzienniczków z kawalerskich czasów do poczytania. Jak również za to, że jest ewidentnie ulubieńcem autora.

      Mała Dorrit jako honorowa reprezentantka wszystkich heroin Dickensa (do Wielkich Nadziei) spod znaku "angel in the house".
      • soova Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 20:18
        A co w tych dzienniczkach było? Bo zdaje się, że autor o treści szczegółowo nic nie pisze, natomiast drobiazgowo opisuje reakcję Kitty po lekturze, więc musiało tam być zapewne coś strasznego (wizyty w domu publicznym? akty pijaństwa na studiach?).
        • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 20:26
          Annę Kareninę czytałam 100 lat temu, ale zostało mi dosyć mocne wrażenie, że Lewin po to daje Kitty swoje dzienniki, aby się nie łudziła biedna, że on do łoża małżeńskiego jako ta dziewica przeczysta wstąpi.
          • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 11:08
            mmoni napisała:

            > Annę Kareninę czytałam 100 lat temu, ale zostało mi dosyć mocne wrażenie
            > , że Lewin po to daje Kitty swoje dzienniki, aby się nie łudziła biedna, że on
            > do łoża małżeńskiego jako ta dziewica przeczysta wstąpi.

            Bo Lewin nie był tylko ulubieńcem autora, ale więcej - alter ego autora, Tołstoj
            zaś wykonał w zyciu ten sam numer i dał narzeczonej swoje dzienniczki przed
            ślubem, w dzienniczkach zaś szczegółowy opis życia intymnego był, wszystkie te
            chłopki, które zaliczył (a imię ich legion), oraz te, z którymi miał dzieci,
            fantazje na ich temat i tym podobne, a wszystko dlatego, że nagle uznał, że
            swojej 18-letniej narzeczonej oszukiwać nie może. Mało się to zerwaniem zaręczyn
            nie skończyło, bo szczegóły narzeczoną trochę ogłuszyły, ale jednak nie
            skończyło... a szkoda, bo Tołstoj był prywatnie koszmarnym człowiekiem, i mocny
            kop w d... by mu specjalnie nie zaszkodził. IMHO. Oczywiscie.
            • marslo55 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 11:57
              anutek115 napisała:
              "Mało się to zerwaniem zaręczyn nie skończyło, bo szczegóły
              narzeczoną trochę ogłuszyły, ale jednak nie skończyło... a szkoda,
              bo Tołstoj był prywatnie koszmarnym człowiekiem, i mocny kop w d..
              by mu specjalnie nie zaszkodził."
              Czy on czasem nie zostawił potem tej żony z jakąś chorą liczbą
              dzieci i nie ruszył w siną dal?
              Obstawiam, że kop by nie pomógł. Filozofia Tołstoja zabrania
              przemocy, a kto ją stosuje, ten jest zły i racja nie po jego stronie
              z pewnością leży.
              • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 12:48
                marslo55 Czy on czasem nie zostawił potem tej żony z jakąś chorą liczbą dzieci i nie ruszył w siną dal?

                Masz na myśli to, jak zwiał z domu tylko po to, aby umrzeć na stacji kolejowej?

                Przy okazji polecam www.youtube.com/watch?v=aw72eJi_lgs
                • jota-40 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 15:48
                  Tołstoj był wyjątkowo wrednym, psychopatycznym dziadem i przydałby mu się nie tylko kop w tyłek, ale i solidne walenie ścierą po łbie!! Żona miała z nim krzyż pański i tyle. A żeby chociaż wdzięk miał, jak to często bywa z trudnymi w pożyciu sławami... Ale i to nie. Brrr.
                  Największa moja irytacja - to bohater noweli Dostojewskiego "Sioło Stiepanczykowo", czy jakoś tak. Zdaje się, że Foma mu było. Problem polega na tym, że on ma być irytujący w zamyśle autora, jak najbardziej. Facet robi w konia absolutnie wszystkich dookoła, wykorzystuje, jak się da, robiąc miny ofiary i niewiniątka: złośliwy, paskudny wampir, leń i cwaniak, wiodący wypasiony żywot na cudzy koszt. I jeszcze robiący wszystkim dookoła wodę z mózgu.
                  Nie, to jest nie do opisania, to trzeba przeczytać! Ja mało własnych rąk nie zjadłam ze złości w trakcie lektury! No, ale to cały Dostojewski. Kudy tam Tołstojowi do niego!

                  Irytacja, którą zapałałam w dzieciństwie i utrzymuje się do dziś - cholerny Mały Książę. Wyjątkowo irytująca, kabotyńska książka. Nigdy nie uwiodły mnie te wydumane, pseudo-filozoficzne dialogi od siedmiu boleści i zawsze zastanawiałam się, co też ludzie widzą w tym ponurym, nudnym, zawstydzająco bezsensownym bełkocie??...

                  Zła dziś jestem, to i dobrze mi się pisze o irytacjach ;)).
                  • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 19:08
                    Ja wciaz duzo widze. Ani chybi naiwna i prymitywna jestem. Pociesza mnie troche
                    fakt ze jestem w duzym i dosc fajnym towarzystwie-Maly Ksiaze jest jedna z
                    najczesciej cytowanych ksiazek co zwazywszy na jej objetosc jest wypadkiem dosc
                    niezwyklym. Nie siegamy widac wyzyn prawdziwej filozofii...
                    • melmire Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 19:25
                      Czego jak czego, ale "malego Ksiecia" ciezko nazwac opaslym tomiszczem :)
                      Przyznam sie ze do mnie tez on nie przemawia, ale jak widac TWOIM zdaniem to ja
                      jestem naiwna i prymitywna, bo skoro tylu ludzi...itp, itd.
                      • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 14:18
                        Jest pewna subtelna roznica medzy napisaniem ze cos nie przemawia a
                        stwierdzeniem ze jest belkotliwe i prymitywne. Do mnie Dostojewski nie
                        przemawia, ale to nie znaczy ze uwazam jego ksiazki za pseudointelektualny
                        belkot a co za tym idzie tych ktorzy sie nimi zachwycaja za niedouczonych
                        pseudointelektualistow.
                        Tych ktorzy nie podzielaja moich gustow i tak uwazam za sympatycznych, nie moge
                        tak powiedziec o tych ktorzy oblewaja je pomyjami (ksiazki, nie bohaterow)
                  • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 20:18
                    > Irytacja, którą zapałałam w dzieciństwie i utrzymuje się do dziś - cholerny Mał
                    > y Książę. Wyjątkowo irytująca, kabotyńska książka. Nigdy nie uwiodły mnie te wy
                    > dumane, pseudo-filozoficzne dialogi od siedmiu boleści i zawsze zastanawiałam s
                    > ię, co też ludzie widzą w tym ponurym, nudnym, zawstydzająco bezsensownym bełko
                    > cie??...

                    Dla mnie to wczesniejsza wersja Coelho. "Wielkie prawdy", niech je szlag.
                    • verdana Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 16:59
                      Nienawidzę "Małego Księcia" - i jako postaci i jako filozofii.
                      Ckliwe do wypęku, podniosłe frazy, ktore dobrze brzmią, a po
                      głębszym namysle niewiele z nich zostaje("Kraj łez jest taki
                      tajemniczy!", podniosłe zdania, zawierające banalne prawdy ("Nigdy
                      nie jest dobrze tam, gdzie się jest") .
                      Mam wrażenie, z gdyby autor przezył wojnę, książka nigdy nie stałaby
                      się tak popularna.
                      • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 11:41
                        Wlasna popularnosc te ksiazke zabila-zdania brzmia banalnie, bo wielokrotnie je
                        powtarzano, cytowano itp. No i wszystcy je znaja.
                        Najpiekniejsza melodia spowszednieje jesli sie jej codziennie slucha.
                        Ale wtedy gdy powstala-zachwycala, bo trafiala w tamte czasy i mentalnosc.Mnie
                        nadal zachwyca choc akurat nie cytatami (bo ta ksiazka to wiecej niz cytaty).
                        I tak jak Buszujacego w zbozu (w polskim przekladzie ksiazka irytujaca) MK
                        najlepiej czytac w oryginale(do czego bylam zdolna dawno temu-teraz nie zatem
                        nie czytam)
                        • melmire Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 12:18
                          O kurcze, przypomnialas mi o "Buszujacym"! Raz zmeczylam, i do tej pory
                          zastanawiam sie o co ten szal, z tego co pamietam chlopak nie chcial wrocic do
                          domu na wakacje i poszedl w dluga? Czy moze zle pamietam?
                          • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 14:10
                            > O kurcze, przypomnialas mi o "Buszujacym"! Raz zmeczylam, i do tej pory
                            > zastanawiam sie o co ten szal, z tego co pamietam chlopak nie chcial wrocic do
                            > domu na wakacje i poszedl w dluga? Czy moze zle pamietam?

                            "Buszujacego" mialam na liscie lektur na dlugie wakacje pomaturalne, wiecie, ksiazki, o ktorych czesto slyszalam, ktore nalezalo znac, blablabla. Pozyczylam od kolezanki i czytam. Czytam, czytam, czytam, pol juz przeczytalam, trzy czwarte... calosc. I NIC SIE NIE DZIALO!!! :D Podobne mialam ze "Sniadaniem u Tiffany'ego".
                            • melmire Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 15:07
                              No wlasnie ja tez czekalam az sie akcja rozkreci, czekalam, czekalam, a ksiazka
                              sie skonczyla :)
                              • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 15:43
                                Podobno ma specyficzny styl ktory trudno oddac w tlumaczeniu-tak slyszalam. Sama
                                jej w oryginale nie czytalam, ale zamierzam.Albowiem wierze natomiast ze
                                tlumaczenie moze duzo zepsuc.
                              • verdana Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 16:06
                                A ja uwielbiam "Buszującego.." - za to m.in., ze nic sie nie dzieje,
                                a dzieje się tak dużo.
                                • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 21:06
                                  Rozpaskudzony kupa rodzinnej kasy smarkacz snuje jakies wyrypane w kosmos wizje
                                  zycia w malej chatce .Zapominajac o szczegole ze w tej malej chatce trzeba za
                                  cos zyc.Coz, wszystko jest lepsze od wziecia sie porzadnie do roboty.
                                  Ksiazka na pewno jest dobra, bo postac glownego bohatera w kuropatwia mnie
                                  prawie jak Krystyna corka Lawransa wybierajaca meza za pomoca doopy.Bardzo bym
                                  chciala dostac ja gdzies w oryginale (Buszujacego, nie Krystyne)
                                  • dakota77 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 21:47
                                    Ja z kolei Buszujacego znam tylko po angielsku,nigdy nie czytalam po
                                    polsku:)
                                  • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:06
                                    baba67Bardzo bym chciala dostac ja gdzies w oryginale (Buszujacego,
                                    nie Krystyne)


                                    Nie widzę problemu “catcherin the rye” by John Salinger

                                    W kolumnie "used" pominąć Amazona, bo z Amazon Marketplace nie wysyłają do Polski.
                                    • mmoni Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:25
                                      Eeee, zły link wkleiłam. Jeszcze raz:
                                      “TheCatcher in the Rye” by Salinger, J. D.
                                    • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:27
                                      Nie prościej iść do księgarni anglojęzycznej albo zamówić w empiku?
                                    • baba67 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 06.06.10, 13:41
                                      Dzienks:-)
                            • filifionka-listopadowa Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 20:40
                              fenomenu "Buszującego.." nie rozumiem, nawet po 2 przeczytaniu na przestrzeni 3
                              lat. Ale jestem otwarta na wyjaśnienia. Ogólne wrażanie z lektury to główny
                              bohater który uważał siebie lepszego od wszystkich, ale nie wyjaśnił dlaczego.
                              Bardzo chętnie dowiedziałabym się też dlaczego "Śniadanie u Tiffany'ego" jest
                              tak istotne w popkulturze, bo to historia o kłamiącej. lekkomyślnej utrzymance i
                              jej nudnym utrzymankowym tru-loffie.
                              • yo-a-ko Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 21:02
                                Dołączam się do grona tych, którzy nie łapią, o co chodzi ze "Śniadaniem...". Co
                                tam zachwyca tych, których zachwyca? :-)

                                I - wprawdzie o tym mowa była jakoś sporo wcześniej, ale - uuuh! Pollyanna!
                                Wcielony brak empatii po prostu!

                                A niedawno zaczęłam czytać "Czułe słówka" - i Aurora, jak na razie, dobrze mi
                                się zapowiada na bohaterkę, hm, jak to ujmujecie, "wkuropatwiającą" ;-)
                    • truscaveczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 09:56
                      Dzięki bogini nie tylko ja tak mam. Tzn. wąż, który pożarł słonia mi
                      się podobał. W przekroju. Li i jedynie.
                  • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 01:29
                    Ojej, kocham Malego Księcia, ale może dlatego, że czytałam wielokrotnie i za którymś razem do
                    mnie dotarło. Jako dzieciak uważałam to za dziwną opowieść.
              • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 14:50
                marslo55 napisała:

                > Czy on czasem nie zostawił potem tej żony z jakąś chorą liczbą
                > dzieci i nie ruszył w siną dal?

                To już Mmoni odpowiedziała, że owszem,zostawił, ale po wielu latach, wszystkie
                dzieci były dorosłe, a co najmniej jedno (tylko córkę pamiętam) towarzyszyło mu
                w ostatniej podróży. Daleko nie odszedł, zmarł na jakiejś stacyjce...

                > Obstawiam, że kop by nie pomógł. Filozofia Tołstoja zabrania
                > przemocy, a kto ją stosuje, ten jest zły i racja nie po jego stronie
                > z pewnością leży.

                Tak, jasne, chyba, że to my się tej przemocy dopuszczamy (a różna jest przemoc
                na świecie, psychiczna też, niekoniecznie trzeba żonę regularnie prać, by ją
                wykańczać), wtedy to nie przemoc jest, tylko wyższy cel, którego maluczcy nie
                pojmują. No uwielbiam takich apostołów prawdy!!!
    • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 20:31
      Glowny bohater "Pana Lodowego Ogrodu" Grzedowicza, taka jakas galareta, ze az to ciezko opisac. Nic nie wiemy o tym czlowieku, poza tym, ze lazi sobie po planecie z robakiem w mozgu i jest hero. W ogole ta ksiazka to dla mnie szczyt niechlujstwa pisarskiego, a do tego reklamowana jako wielkie cudo, co wzmaga irytacje razy pincet, do nieskonczonosci.
    • senseeko Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 21:51
      aadrianka napisała:


      > Numer trzy to Hans Castorp z "Czarodziejskiej góry" i jego reakcja
      > na zgubienie się w śnieżycy.

      A co zrobił? Zaspoilerujesz?
      • aadrianka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 22:09
        Cytatu dokładnego nie pomnę, ale oślepiony przez śnieżycę, zmarznięty
        i ogólnie straciwszy od dawna wszelką orientację co do czasu i
        kierunku myśli sobie coś w stylu "o do licha". Lub podobny kaliber,
        motyla noga. Właściwie od początku za nim nie przepadałam, ale w tym
        momencie zgniewał mnie tak, że książkę odłożyłam i już do niej nie
        wróciłam:)
        • jottka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 22:28
          a bo on był w ogóle męczący przygłup:) po cholerę czekać na śnieżycę, wcześniej
          swe walory demonstruje. ale 'polyanna' to jest absolutny kicz stulecia, może
          jeszcze 'małe kobietki' są równie ... piiip i 'słoneczko'! no wszystkie te
          książki z wewzruszającym przesłaniem, na podpałkę zasadniczo się najlepiej nadają:)
          • ginny22 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 22:56
            > no wszystkie te książki z wewzruszającym przesłaniem,

            Polonistka w podstawówce usiłowała mnie nakłonić do
            przeczytania "Serca" Amicisa. Próbowalam, ale najdalj po dwóch
            stronach mnie odrzucało. Czy ktoś wie, czy dużo straciłam?
            • jottka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 22:58
              sorry, nie pomogę:)
            • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 23:07
              Już co prawda po raz drugi, ale zantyreklamuję tą knigę
              www.biblionetka.pl/art.aspx?id=102622
            • natalkka1 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 23:21
              dla mnie najwiekszą jak do tej pory irytacją literacką jest książka "O psie który jeździł koleją". trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby kazać to czytać 7-letnim dzieciom jako lekturę. oprócz tego cuda typu "Janko muzykant" i inne cuda pozytywistyczne, o wrzucaniu dziewczynek do pieca (Anielka zdaje się było jej na imię).
              makabra w najczystszym wydaniu.
              • jottka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.05.10, 23:24
                rozalka:) rozalkę w piecu spalili, anielce sie zmarło (?) na co innego, chyba że
                to karusek zszedł, plącze mi się. ale co do 'psa' popieram, to straszne było, a
                zdaje się do tej pory dzieci tym dziełem straszą, mimo że kanon bohaterski
                ukatrupianych zwierzaków dawno już wyszedł z mody.
                • mankencja Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 10:31
                  zeszli, o ile mnie pamięć nie myli, w kolejności następującej:
                  Karusek (wścieklizna)
                  Mamusia (nie pamiętam)
                  Anielka (w wyniku jakiejś choroby, na widok ojca w żałobie)
                  • jottka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 11:48
                    no to na zdrowy rozum jak piesek rodziny zszedł na wściekliznę, a nie pamiętam,
                    żeby się szczepili, to i reszta rodziny się wściekła:)
                    • marslo55 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 12:56
                      jottka napisała:
                      "no to na zdrowy rozum jak piesek rodziny zszedł na wściekliznę, a
                      nie pamiętam, żeby się szczepili, to i reszta rodziny się wściekła:)"
                      Tym bardziej, że Karusek chyba schodzi z łebkiem złożonym na
                      kolanach Anielki.. Ale Anielka z wścieklizną byłaby może
                      nieelegancka (choć jak czytam opis trupa Rozalki, to nie mam
                      pewności).
                      • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 18:51
                        Karusek został postrzelony, rana się zakaziła. Do tego wyczerpały go
                        poszukiwania. Nie wiem skąd podejrzenia wścieklizny.
                        • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 19:45
                          kooreczka napisała:

                          > Nie wiem skąd podejrzenia wścieklizny.

                          Może się jej dostawało przy lekturze?
                        • mankencja Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 23:24
                          ponieważ czytałam ten jakże uroczy utwór wiele lat temu i mogło mi się poplątać
                      • kkokos Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 20:09
                        marslo55 napisała:


                        Ale Anielka z wścieklizną byłaby może
                        > nieelegancka (choć jak czytam opis trupa Rozalki, to nie mam
                        > pewności).

                        no, co przystoi gminowi, nie przystoi panience z dobrego domu, nieprawdaż.
            • pink_hamster Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 09:24
              > Polonistka w podstawówce usiłowała mnie nakłonić do
              > przeczytania "Serca" Amicisa. Próbowalam, ale najdalj po dwóch
              > stronach mnie odrzucało. Czy ktoś wie, czy dużo straciłam?
              ja wiem! ja wiem! niespecjalnie dużo, słodkie aż do mdłości, za to bardzo
              umoralniające (to nie Sara, ale też są w ścisłej czołówce, razem ze Słoneczkiem)
              • meduza7 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 23:27
                No to ja nie wiem, nienormalna jakaś jestem, bo przy "Sercu" się wzruszałam i
                nawet płakałam rzewnymi łzami przy którymś opowiadaniu (chyba "Od Apeninów do
                Andów").
                • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 23:35
                  meduza7 napisała:

                  > No to ja nie wiem, nienormalna jakaś jestem, bo przy "Sercu" się wzruszałam i nawet płakałam rzewnymi łzami przy którymś opowiadaniu (chyba "Od Apeninów do Andów").

                  Ja beczałam jak bóbr przy opowiadaniu o Ferruciu co babkę starą przed strzałem osłonił. A najbardziej uwielbiałam kawałek o szkole dla głuchoniemych. I o zakladzie dla dzieci niepełnosprawnych...

                  Listy ojca i matki do Henia z premedytacją omijałam, bo nuuuudne były okropnie.
                  • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 01.06.10, 23:39
                    "Serce" słabo pamiętam, co natomiast pamiętam, to że czytałam je w wieku lat 12
                    z "Małą encyklopedią medycyny" w drugiej dłoni, z wypiekami na twarzy czytając o
                    straszliwych choróbstwach i ohydnych zniekształceniach, które dotykały bohaterów
                    tego miłego dzieła.
                    • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 00:05
                      A propos encyklopedii, to najbardziej lubiłam czytać "Medycynę Sądową". I
                      "Choroby zakaźne u dzieci". I w ogóle lubiłam czytać i oglądać zdjęcia w
                      książkach medycznych mamusi :P
                      No, ale nigdy nie czytałam tego w kontekście "Serca", przyznaję :P

                      Nota bene zawsze i do tej pory mnie intryguje, czy czapeczka z kociej skórki to
                      przenośnia, czy ona rzeczywiście z kociej skórki byla...
                      • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 01:02
                        Ja czytałam w kontekstach! Nie pamiętam już, co tam było, ale z wypiekami
                        konfrontowałam z dziełem medycznym opisy wszelakiej makabry w książkach dla
                        dzieci i niedzieci. Febra z Pustyni i w paszczy, cholera z Tajemniczego ogrodu i
                        pełno innych.
                        • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 02:15
                          ananke666 napisała:

                          > Ja czytałam w kontekstach! Nie pamiętam już, co tam było, ale z wypiekami
                          > konfrontowałam z dziełem medycznym opisy wszelakiej makabry

                          Huckleberry Finn był dla mnie źródłem niewyczerpanej fascynacji
                          • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 20:25
                            Jedną z moich dziecięcych fascynacji była książka Williama Nolena "Jak zostałem
                            chirurgiem". Rewelacyjne opisy ze szpitala Bellevue.
                            • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 20:26
                              mama_kotula napisała:

                              > Jedną z moich dziecięcych fascynacji była książka Williama Nolena "Jak zostałem
                              > chirurgiem". Rewelacyjne opisy ze szpitala Bellevue.

                              AAAAAAAAAAAAAAAAAA znalazłam toto na allegro. W horrendalnej cenie 80zł albo
                              99zł za egzemplarz używany... nie miałam pojęcia że to taki unikat jest ;)
                              • jota-40 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 21:59
                                Slotna napisała:
                                "Dla mnie to wczesniejsza wersja Coelho. "Wielkie prawdy", niech je szlag."
                                ...kwiczę z radości, albowiem trafione w dziesiątkę! Ależ tak, tak, ta sama szkoła literacko-filozoficzna!;))) I wszystko się zgadza, jeśli o mnie idzie, bowiem Coelho też czytać nie mogę, w żaden sposób, podobnie, jak "Małego księcia".
                                • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.06.10, 23:15
                                  > ...kwiczę z radości, albowiem trafione w dziesiątkę! Ależ tak, tak, ta sama szk
                                  > oła literacko-filozoficzna!;))

                                  Dla mnie o tyle nie, że Małego Księcia nikt mi nie reklamował jako prawd
                                  objawionych ani nie wpierał z billboardów jak Coehlo. Nie istniało też (za moich
                                  czasów) jakieś szczególne ą-ę parcie na przeczytanienie takiej "inteligentnej"
                                  książki.

                                  Stąd szczerze powiedziawszy dziwią mnie zarzuty wobec MK. Ot, krótko, prostymi
                                  słowami napisane kilka scenek o rzeczach codziennych-niecodziennych i pozornie
                                  trudnych, ale tak naprawdę oczywistych.

                                  A alkoholik, który pije, żeby zapomnieć, że się wstydzi, a wstydzi się, bo pije,
                                  to mimo wszystko przecudny, nieprzeintelektualizowany obraz.
                                  • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 01:04
                                    Właśnie, zapomniałam o Coelho. Alchemik i jego Wielkie Objawione Kabotyńskie Prawdy.

                                    Do kolekcji dołączam Kod Leonarda da Vinci. Nie dość, że zerżnięte z przegłupiej
                                    książki Święty Graal, święta krew, to jeszcze durnowate samo w sobie.

                                    Irytacja straszliwa: Samotność w sieci. Z systematycznie narastającym poziomem
                                    wkuropatwienia na tle głównego bohatera.
                                    • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 01:37
                                      > Irytacja straszliwa: Samotność w sieci. Z systematycznie narastającym poziomem
                                      > wkuropatwienia na tle głównego bohatera.

                                      Ja w ogole nie mialam zadnych odczuc co do bohaterow, mialam wylacznie a propos autora. Balwan pierwszej wody. Zaczelo sie od tego, ze nie mialam co czytac (utknelam w Belgii, dluga historia), dostalam od studentki polonistyki (!), zreszta bardzo sympatycznej, tomik opowiadan Wisniewskiego, z komentarzem jaki to cudowny, wspanialy czlowiek i jakie te opowiadania piekne, ach, najcudowniejsze w swiecie. Wylam nad nimi na zmiane ze smiechu i z rozpaczy, ze ktos, kto sie tym zachwyca, bedzie dzieci uczyc. Zdanie na temat Wisniewskiego juz mialam, ale wrocilam do Polski i po pierwszym wypowiedzeniu tegoz zdania dostalam w leb "a Samotnosc czytalas? Ha! No wlasnie!". No i co, wzielam i przeczytalam. Zlosliwie i podle. Zajelo mi to chyba ze dwa tygodnie, przetykane przyjemniejszymi lekturami, ale zmoglam. I... slow mi brak na opisanie tego rekordowego gniota. Nie wiem, naprawde nie wiem, jak mozna sie tym zachwycac. Znaczy moge sie domyslac, ale wole nie.
                                      • ananke666 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 01:48
                                        > Ja w ogole nie mialam zadnych odczuc co do bohaterow, mialam wylacznie a propos
                                        > autora.

                                        Ja poniekąd też, bo w trakcie lektury nie miałam wątpliwości, kto tu jest dla
                                        kogo alter ego i Mary Sue.
                                  • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 01:24
                                    > Dla mnie o tyle nie, że Małego Księcia nikt mi nie reklamował jako prawd
                                    > objawionych ani nie wpierał z billboardów jak Coehlo. Nie istniało też (za moic
                                    > h
                                    > czasów) jakieś szczególne ą-ę parcie na przeczytanienie takiej "inteligentnej"
                                    > książki.

                                    Za moich jak najbardziej istnialo.

                                    > A alkoholik, który pije, żeby zapomnieć, że się wstydzi, a wstydzi się, bo pije
                                    > ,
                                    > to mimo wszystko przecudny, nieprzeintelektualizowany obraz.

                                    Dla mnie to wlasnie jest przeintelektualizowane. Na zasadzie: brzmi dobrze w pierwszej chwili, a tak naprawde nie ma w tym nic.

                                    Dodam, ze podobne odczucia mam wobec Kubusia Puchatka... ;)
                                    • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 02:53
                                      > Dodam, ze podobne odczucia mam wobec Kubusia Puchatka... ;)

                                      No ja się muszę przyznać, że w wieku lat 6 1/2 przy czytaniu Kubusia nie miałam
                                      odczuć, że to jest przeintelektualizowane, i takoż samo z Małym Księciem w wieku
                                      lat 7 1/2... Wręcz przeciwnie, wydawało mi się szalenie ciekawe i zdumiewające.
                                    • filifionka-listopadowa Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 21:19
                                      Coelho, Mały Książe i S@motność w Sieci to moja ulubiona trójca pod wezwaniem:
                                      pseudointeligentne mądrości na każdą okazję":)
                                      • kaliope3 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 08:01
                                        filifionka-listopadowa napisała:

                                        > Coelho, Mały Książe i S@motność w Sieci to moja ulubiona trójca
                                        pod wezwaniem:
                                        > pseudointeligentne mądrości na każdą okazję":)

                                        Ja bym do tej trójcy dodała, nico już zapomnianego, ale nigdyś
                                        szalenie popularnego Whartona. Do dziś odczuwam niesmak że się swego
                                        czasu tak koncertowo dałam nabrac na jego ponure wynurzenia o sensie
                                        życia,człowieczeństwie itp. Może jeszcze Ptasiek się jakoś broni ale
                                        reszta, wybaczcie.
                                        • slotna Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 14:05
                                          > Ja bym do tej trójcy dodała, nico już zapomnianego, ale nigdyś
                                          > szalenie popularnego Whartona. Do dziś odczuwam niesmak że się swego
                                          > czasu tak koncertowo dałam nabrac na jego ponure wynurzenia o sensie
                                          > życia,człowieczeństwie itp. Może jeszcze Ptasiek się jakoś broni ale
                                          > reszta, wybaczcie.

                                          Jak bylam mala, bardzo lubilam "Stado" Whartona, czytalam mnostwo razy. Ciekawe, czy by mi sie spodobalo teraz :) Glownie fascynowal mnie lew.
                                        • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:04
                                          kaliope3 napisała:
                                          Cytat
                                          Do dziś odczuwam niesmak że się swego
                                          > czasu tak koncertowo dałam nabrac na jego ponure wynurzenia o sensie
                                          życia,człowieczeństwie itp. Może jeszcze Ptasiek się jakoś broni ale reszta,
                                          wybaczcie.


                                          Ja się przyznaję bez bicia - za czasów nastoletnich w Whartonie kręciły mnie li
                                          i jedynie obleśne opisy.
                                  • truscaveczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 09:57
                                    Nessie, istniało, istniało. Osoba nieznająca lub nielubiąca MK była
                                    "fe" i głupia. Moje koleżaneczki w wieku 15 lat podniecały się tym
                                    wcieleniem naiwności i słodyczy.
                                    • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:05
                                      truscaveczka napisała:

                                      > Nessie, istniało, istniało. Osoba nieznająca lub nielubiąca MK była "fe" i
                                      głupia. Moje koleżaneczki w wieku 15 lat podniecały się tym wcieleniem naiwności
                                      i słodyczy.

                                      O taaak. I trędi było snuć się z MK pod pachą.
                                      A potem z Whartonem.
                                      A potem z Jonathanem Carrollem.
                                      • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 04.06.10, 22:22
                                        15 lat? Bez przesady! To lektura dla dzieci!
                                        • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 05.06.10, 09:53
                                          kooreczka napisała:

                                          > 15 lat? Bez przesady! To lektura dla dzieci!

                                          Była lekturą szkolną w ósmej klasie, si? Wtedy jednakoż większość
                                          pseudointelektualistek odkrywała tegoż głębię.
                                          Ja nie czytałam. Ani wtedy, ani wcześniej. Przeczytałam ze 3-4 strony i zaczęłam
                                          sobie układać mowę na język polski pt. co mi aż tak nie spodobało się w MK, że
                                          nie dałam rady przebrnąć poza kilka stron.
                                          • kooreczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 05.06.10, 10:11
                                            Była. Zaraz jak znieśli ośmioklasówki miałam ją w czwartej.
                                            • truscaveczka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 06.06.10, 08:04
                                              No. Mam nadzieję, że zamiast Janka Muzykanta. 10 lat to jest
                                              stosowny wiek na to [s]czytadło[/s] wiekopomne dzieło.
                                            • mama_kotula Re: Irytacje pozajeżycjadowe 06.06.10, 08:20
                                              kooreczka napisała:

                                              > Była. Zaraz jak znieśli ośmioklasówki miałam ją w czwartej


                                              No dobrze, znieśli, przenieśli niżej, wszystko cudnie, Kooreczko, ale za tzw.
                                              moich czasów (jestem starą, 29-letnią babą, musisz wybaczyć), Mały Książę był
                                              modny w gronie 14-15-latek i wyżej, z czym musisz pogodzić swoje święte
                                              pogardliwe oburzenie.
    • soova spostrzeżenie na temat irytujących bohaterów 02.06.10, 16:40
      Mianowicie: czy jest to wyraz mistrzostwa pisarza, który ich takimi stworzył, czy wręcz przeciwnie, postać wymknęła się twórcy spod kontroli i żyje własnym życiem, irytując czytelnika swoimi cechami charakteru (tu wpisać odpowiednie :))?

      Moim zdaniem chyba częściej jest to pierwsze. Nasze tutejsze narzekania na wkurzającą panią Barbarę Niechcicową czy szlachetnego inaczej Lewina to przecież nic innego, jak hołd złożony Dąbrowskiej czy Tołstojowi - stworzyli wszak bohaterów tak żywych, że wkurzają nas, jakby byli realnymi ludźmi, jakbyśmy ich osobiście znali, a nie byli jedynie papierowymi (w sensie dosłownym) postaciami w książce. :)

      Owszem, zdarzają się też przypadki, gdy coś rzeczywiście twórcy nie poszło - vide firana Ania w Wymarzonym Domu w porównaniu do "prawdziwej" Ani na Zielonym Wzgórzu czy gadający pozytywistycznymi sloganami Witold Korczyński przy swojej świetnie przez Orzeszkową przedstawionej hipochondrycznej mamusi. Wydaje mi się jednak, że częściej takie irytujące kreacje to dla pisarza plus.
      • nessie-jp Re: spostrzeżenie na temat irytujących bohaterów 02.06.10, 19:48
        To ja jeszcze dorzucę trzecie spostrzeżenie uzupełniające
        • mama_kotula Re: spostrzeżenie na temat irytujących bohaterów 03.06.10, 15:08
          CytatTo samo z "Małą Księżniczką"
          • truscaveczka Re: spostrzeżenie na temat irytujących bohaterów 04.06.10, 10:10
            Ranyboskie. Dobrze, ze ja czytałam tylko po angielsku...
      • kajaanna Re: spostrzeżenie na temat irytujących bohaterów 02.06.10, 19:50
        > czy jest to wyraz mistrzostwa pisarza, który ich takimi stworzył

        Sądzę, że to właśnie jest miarą wielkiego pisarstwa i talentu - stworzyć (od
        początku do końca, a nie "firanę" rozłażącą się w praniu setnego odcinka
        telenoweli) postać niby-szlachetną, pseudo-wspaniałą, która jednak w czytelniku
        budzi złe emocje. Która każe nam "kłócić się" z jej postawą, światopoglądem i
        zachowaniem.
        Pozostańmy przy Barbarze Niechcicowej - świat jej marzeń jest bliski odbiorcy, a
        jej charakter wytłumaczony fabułą i mądrością Dąbrowskiej, wynikającą z obserwacji.

        Barbara Niechcicowa wkuropatwia! Ale jak!
        Jako marzycielka wychowana na najlepszych wzorcach patriotyzmu, śniąca o
        bohaterze Powstania, idąca za Bogumiła dlatego, bo wiadomo było, że ledwo uszedł
        z życiem w
        walce, ale jednak tęskniąca za romantycznym Toliboskim zrywającym nenufary, a w
        Bogumile widząca tylko "woła roboczego"; rodząca dzieci Bogumiłowi, lecz z uwagą
        przyglądająca się romansowi Tereni, oddająca spadek na drenaż pól i jako stara,
        samotna kobieta zastanawiająca się: "czy ja go w ogóle kochałam?"

        Tak. Dąbrowska opisała Hassliebe w stanie czystym.
      • ginny22 Votum separatum 03.06.10, 19:43
        > gadający pozytywistycznymi sloganami Witold Korczyński przy swojej
        ś wietnie przez Orzeszkową przedstawionej hipochondrycznej mamusi

        Przyznam, że mam do Witolda ogromną słabość. Gada sloganami, bo to
        przywilej młodości chmurnej i durnej, ale ogólnie wydaje mi się
        sympatyczny i sensowny.
        • jota-40 Re: Votum separatum 03.06.10, 20:11
          Muszę się rzucić jak lwica w obronie Kennetha Branagha, albowiem pięknie
          Szekspira zrobił, jego platynowy Hamlet jest moim ulubionym ;).
          • anutek115 Re: Votum separatum 03.06.10, 20:20
            jota-40 napisała:

            > Muszę się rzucić jak lwica w obronie Kennetha Branagha, albowiem pięknie
            > Szekspira zrobił, jego platynowy Hamlet jest moim ulubionym ;).

            To nie przede mną, Joto :)))), sama stwierdziłam, że popieram fakt, że dla
            Branagha Szekspir jest geniuszem, bo dzięki temu mamy parę super filmów. Z
            "Wiele hałasu o nic" na czele, jestem nieobiektywna, ale to moje ulubione dzieło
            jest. A z branaghowskiego "Hamleta" oglądanego w kinie mam fantastyczne
            wspomnienia, razem ze mną siedziała klasa maturzystów, która lekturę zaliczała,
            ich komentarze do dzis się w mej rodzinie cytuje...

            Ratyzbono, nie wiem, czy to do mnie było, ale ja NIE NIENAWIDZĘ Szekspira.
            Uważam, że część jego sztuk jest dobra, częśc słaba (trudno, w moim osobistym
            odbiorze jest, bez względu na opinie znawców), a częśc - wybitna.

            Natomiast nienawidzę (no, może trochę za duże słowo, wpienia mnie i do białej
            gorączki doprowadza) Hamleta. Przyznaję się. Nawet, gdyby autor miał papiery na
            bycie geniuszem, Hamlet doprowadzałby mnie do identycznego szału. Nic nie
            poradzę, ale tak jest.
        • a_weasley Re: Votum separatum 09.06.10, 23:18
          Ginny22 napisała:

          > mam do Witolda ogromną słabość.

          Też go lubiłem, czytając, bo jego rozmowy z ojcem miały wiele wspólnego z
          rozmowami, jakie w tym samym czasie prowadziłem ze swoim ojcem.
    • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.06.10, 15:18
      To jak się juz podopisywałam, gdzie popadnie, to napiszę coś od siebie pomijając
      tych bohaterów, którzy już zostali wymienieni (jak Judym doktor, nieprawda).

      Hamlet!!!! No nienawidzę faceta! Nie mogę pojąć, dlaczego (podobno) każdy aktor
      marzy o zagraniu tej rozdygotanej galarety bez, excusez, jaj. Hamlet jest dla
      mnie też przykładem "męskiej logiki" - najpierw cztery i pół aktu miotania się
      "tatusia mi ubili, hej!", snucia przemyślnych planów zemsty, udawania wariata i
      doprowadzania do śmierci połowy bohaterów sztuki, w tym niektórych pozytywnych.
      Po czym pod koniec aktu piątego załatwia się sprawę przy pomocy jednego
      zatrutego kielicha i dwóch zatrutych rapierów (albo odwrotnie), zaś nasz
      genialny bohater, który wie, że stryj zamordował mu ojca, który wie, że stryj
      wie, że on wie, i dybie na jego życie (na co ma dowody) godzi się na pojedynek
      mimo ostrzeżeń Horacego i złych przeczuć (przeczuć?!!!!), bo, cytuję "Czymś
      takim tylko kobieta mogłaby się przejąć". Nasz mężczyzna nie przejmuje się.
      Brawo. Ale czemuż, ach, czemuż, męczono nas nim przez pięć aktów?!!!!

      Pozytywni młodzi bohaterowie "Nędzników". "Nędznicy" to jest jedna z moich
      ukochanych książek i zaraz się w stosownym wątku dopiszę, ale bohaterów
      pozytywnych bym krzyżowała i dekorowała nimi droge do dowolnego miasta, jak
      powstańcami Spartakusa. Znaczy, młodymi pozytywnymi. Zwłaszcza rewolucjonistami,
      a już zwłaszcza niejakim Enjorla. Rany, co za gnąca się, omdlewająca, sikająca
      szlachetnoscią z uszu jednostka!!!! Mariuszkowi tez niewiele brakuje, juz ja bym
      go na plecach przez podziemia Paryża nie niosła, to pewne, niewdzięczny
      szczeniak, niezdolny do jednej samodzielnej myśli i kojarzenia faktów. Podobnież
      jak, tfu, tfu, Kozetka, rozkoszne dziewcząrko nieskażone myslą, której jedyną
      zasługą jest posiadanie długich rzęs, niewdzięczne do głębi, podobnie jak
      małżonek niezdolne do kojarzenia faktów, ale nade wszystko niewdzięczne - jak
      się wysilę to zrozumiem, że Mariusz mógł nie ufać Jeanowi Valjean, ale ta,
      excusez, krowa, która mu wszystko zawdzięczała, a pozwoliła, by jej przybrany
      ojciec umierał w samotności, bo małżonek ją od wizyty odwodził, a ona zrobi
      przeciez wszystko, co Mariuszek każe!!!!

      I od Kozety przejdę płynnie do bohaterek Dickensa, a jestem wielbicielką autora
      i wiele mu wybaczam. Ale Dory i Agnieszki z "Davida Copperfielda" nie mogę. Ja
      wiem, wiem, XIX wiek, inne obowiązujące wzorce kobiecości (to znaczy raczej
      wizje kobiecości śnione przez mężczyzn, jakimś cudem bohaterki Austen i sióstr
      Bronte bardzo się od kreowanych przez mężczyzn bohaterek różnią), ale jakies
      granice należało zachować. Kozeta i bohaterki Dickensa to po prostu siostry
      bliźniaczki, rozkoszne kwiatuszki, ktorych jedynym obowiązkiem jest być
      "odpoczynkiem wojownika", niezdolne do samodzielnej myśli i nie pragnące takich
      myśli posiadać. Brrr... cieszyłam się, jak która zeszła, a nie jestem z natury
      aż tak złą kobietą...

      Na razie to na tyle, ale ja sobie jeszcze przypomnę to i owo :DDD.
      • kooreczka Hamlet 03.06.10, 17:28
        IMHO Hamleta chce się grać, bo w zależności od zagrania można wyciągnąć z niego bardzo różne cechy, zrobić postać tragiczną w sensie literackim albo życiowym.
        Hamlet na sucho to rzeczywiście smark, co miota się- tu się zgadzam, ale nie zgadzam się z tym, że jego plany były przemyślane- chyba, ze w znaczeniu "udziwnione", bo kwestii fundamentalnych on właśnie nie przemyślał, co widać przy scenie z Ofelią. Układając plan godny bohatera anime Hamlecik po prostu nie wziął jej pod uwagę, stąd to miotanie się, bo przecież nie powie dziewoi wprost
        Dla mnie "idź do klasztoru" to "tu się będą działy straszne rzeczy, wyjedź na jakiś czas, potem ciebie wyciągnę". Innego pomysłu nie miał, potem znowu w scenie pojedynku idzie na żywioł. Hamlet to g****** z całym dobrodziejstwem inwentarza- ****** bólem istnienia, brakiem doświadczenia, mnóstwem chęci, brakiem konsekwencji i przewidywania. Typowy nastolatek w nietypowej scenerii. Tylko Ofelii żal- zazwyczaj robią z niej idiotkę, a ja naprawdę jej współczułam- wszyscy ja wyrolowali.

        A co do "Wiktoriańskich Aniołów" każdego czasu i miejsca- przypuszczam, że w życiu fajnie mieć taką w domu:P Natomiast w literaturze- Brońcie Bory.
        • kooreczka Wład Palownik-Prawdziwa Historia Draculi 03.06.10, 17:35
          Przypomniało mi się a propo bohaterek Dickensa

          Znacie?
          To przeczytajcie!
          Ale jak widzicie żeńskie imię, odpuśćcie!
          Książka świetna, jeśli chodzi o tło historyczne i psychologię męskich postaci.
          Że pozwolę sobie zacytowac swoją recenzję

          Jeśli kobieta stoi w opozycji do naszego Bohatera to na pewno jest brzydka, o
          końskiej twarzy, skrzecząca i knująca. Jeśli jednak obdarzy go uczuciem, w
          zamian dostanie urodę i charakter mimozy, przy której Mina Harker to wcielenie
          Walkirii. Kocha, tęskni, wybacza, roni łzy, mówi, co kochany chce usłyszeć, na
          polecenie rozstawia nogi, nieledwie kapcie w zębach przynosi. Kochane
          Czytelniczki, po cóż nasze babki walczyły o prawa do zarządzania własnym życiem?
          Wszak wystarczy, że taki worek na ciałko zamruga oczami i już faceci lecą na
          czterech łapkach. A jeśli taka dostanie do wyboru sadystycznego drania i dobrego
          mężczyznę to kogóż wybierze? Odpowiedzi prosimy przesyłać na...


          No wypisz, wymaluj Bella w historycznych ciuchach. Uzasadniona tak, że mam prawo
          podejrzewać, że Autor po prostu wciska nam swoją fantazję seksualną, bo nie
          tylko jej zachowanie, a nawet myśli wołają o pomstę do nieba. Nic dziwnego, że
          Wład... spojlerować nie będę, w każdym razie miałam ochotę krzyknąć "Nareszcie"!
          • nessie-jp Hamlet 03.06.10, 17:45
            Hamlet i w ogóle reszta dzieł Szekspira
            • anutek115 Re: Hamlet 03.06.10, 17:57
              nessie-jp napisała:

              > Szekspir pisał naprawdę niezwykłe i piękne sonety. Dramaty natomiast raczej
              > takie sobie.
              >
              A nikoniecznie się zgodzę. "Romeo i Julia" bardzo mi się podoba, "Makbeta" wręcz
              uwielbiam, wiem, że jest tam sporo irytujących rzeczy i osób, ale kupuję to z
              dobrodziejstwem inwentarza, a "Hamleta" - nie. I nawet nie winię Szekspira,
              tylko tych wszystkich aktorów, aktorki i reżyserów, którzy, pytani o
              najwybitniejszy dramat świata, zachłystują się nad "Hamletem" i sprawiają, że
              nawet jak człowiek ma ugruntowany pogląd na wyż. wym. to się (do pewnego
              momentu) odezwać nie smie, coby nie ujawnić własnej płytkości, głupoty i
              Nieumiejętności-Dostrzegania-Tego-Co-Naprawdę-Wielkie. Serio, na dwudziestu
              aktorów wykrzykujących namiętnie, że pragną zagrać Hamleta i ukoronowac swoją
              artystyczną drogę przypada może jeden, który mówi to samo o Makbecie (a nawet
              jeśli, to z o wiele mniejszym przekonaniem). Czego zupełnie nie rozumiem.
              • nessie-jp Re: Hamlet 03.06.10, 18:06
                > A nikoniecznie się zgodzę. "Romeo i Julia" bardzo mi się podoba,

                Ale przecież nie chodzi o to, że ma się nie podobać. Po prostu
                • anutek115 Re: Hamlet 03.06.10, 18:40
                  nessie-jp napisała:

                  > Ale przecież nie chodzi o to, że ma się nie podobać. Po prostu
                  • nessie-jp Re: Hamlet 03.06.10, 18:48
                    > Trochę się pogubiłam. A ja gdzieś napisałam, że jest?

                    No, bo napisałaś, że się nie zgodzisz, że Szekspir nie był geniuszem. O czym ja
                    pisałam. I sądziłam, że na ten post odpowiadasz. Jeśli nie, to przepraszam, nie
                    ma dyskusji.
                    • anutek115 Re: Hamlet 03.06.10, 19:01
                      nessie-jp napisała:

                      > > Trochę się pogubiłam. A ja gdzieś napisałam, że jest?
                      >
                      > No, bo napisałaś, że się nie zgodzisz, że Szekspir nie był geniuszem. O czym ja
                      > pisałam. I sądziłam, że na ten post odpowiadasz. Jeśli nie, to przepraszam, nie
                      > ma dyskusji.
                      >
                      Nienienie. Ja miałam na myśli, że niekoniecznie się zgodzę, że Szekspir pisał
                      genialne sonety, a dramaty takie sobie. Uważam, że niektóre z jego dramatów są
                      więcej, a niektóre o wiele więcej niż "takie sobie". A niektóre - o wiele mniej
                      :)))).

                      Natomiast do geniuszu Szekspira się nie odnosiłam. Też uważam, że nie był -
                      aczkolwiek godzę się, że dla mnie. Dla np. Kennetha Branagha pewnie był, i niech
                      mu to przeświadczenie idzie na zdrowie, przynajmniej dzięki niemu "Wiele hałasu
                      o nic" nakrecił :)).
                      • ratyzbona Re: Hamlet 03.06.10, 20:10
                        Hmm... o ile mogę się zgodzić że Hamlet jako postać irytująca jest niezmiernie o
                        tyle skąd tyle nienawiści dla samego Szekspira? Ja tam w jego dramatach co
                        chwila napotykam się na coś co ewidentnie świadczy o geniuszu - oczywiście nie
                        mówimy o warstwie fabularnej ale językowej - przecież to jest piękna poezja.
                        Odnoszę wrażenie że krytykowanie Szekspira jest w modzie ale tak naprawdę za tym
                        że wielkim poetą był nie przemawiają opinie literaturoznawców czy nawet ambicje
                        aktorów ale przede wszystkim fakt że w każdym pokoleniu od dobrych czterystu lat
                        znajdują się tacy w których jednak te sztuki wzbudzają zachwyt. Może nie jestem
                        obiektywna ale odnoszę wrażenie że odmawianie dramatom Szekspira wartości jest
                        jednak przegięciem.
                        • nessie-jp Re: Hamlet 03.06.10, 20:21
                          > kąd tyle nienawiści dla samego Szekspira?

                          O masz. Ale jakiej nienawiści?

                          Bo napisałam, że pisał genialne sonety?

                          Tak, Szekspir miał wspaniałe wyczucie języka, a jego wiersze to prawdziwy
                          literacki skarb.

                          Natomiast jego dramaty nigdy nie były
                          • kooreczka Re: Hamlet 03.06.10, 20:36
                            Śmiem twierdzić, że dobra rozrywka to też sztuka.
                            Ja dramaty Szekspira lubię- moja polonistka świetnie je omówiła, bez
                            czołobitności, ale z pazurem. Fascynuje mnie to jak zachowując tą samą formę
                            można zmienić treść. Weźmy Romeo i Julia
                            -Historia Miłości przez duże M
                            -Opowiadanie o zauroczeniu mocnym, ale niedojrzałym
                            -O zwaśnionych rodzinach
                            -O buncie młodego pokolenia (musical)
                            Wszystko zależy od tego na co położą nacisk aktorzy i reżyser.

                            Muszę też stwierdzić, że pewne dramaty Szekspira są kultowe- są rozpoznawalne.
                            Czy tego chcemy czy nie, są częścią kultury niskiej i wysokiej, parodie,
                            odwołania, interpretacje i polemiki zwłaszcza w kulturze anglosaskiej trzymają
                            się mocno.
                            • nessie-jp Re: Hamlet 03.06.10, 21:19
                              kooreczka napisała:

                              > Śmiem twierdzić, że dobra rozrywka to też sztuka.

                              Oczywiście. Różnica w czołobitności.

                              >
                              > Muszę też stwierdzić, że pewne dramaty Szekspira są kultowe-

                              No właśnie. Są znane z tego, że są znane :) Są kultowe, jak piosenki Kazika, jak
                              Nirvana, jak the Beatles. Są ważnym, cholernie ważnym elementem kultury masowej.

                              A na to się zupełnie nie kładzie nacisku, tylko wpiera we wszystkich tę
                              czołobitność, bo to SAM zekspir i w ogóle. To w pewnym sensie robi Szekspirowi
                              krzywdę, bo człowiek siada przed takim dramatem z poczuciem, że oto ma przed
                              sobą Dzieło Najwyższe i Kulturę, a potem pozostaje albo z poczuciem niedosytu
                              (odbiorcy cyniczni), albo z nadinterpretacjami (aktorzy), albo z poczuciem, że
                              jest głupi jak kołek, bo fajna sztuka, ale żeby zaraz Najwyższa Kultura? :)

                              Nie zrozumcie mnie źle
                              • tygrys2112 Re: Hamlet 03.09.10, 01:55
                                A co Ty masz do Kazika i The Beatles :P?
                                Kazik miał kilka znakomitych piosenek. Dla mnie najlepszy album kultu to ten na którym są Czarne
                                Słońca, Czterej Jeźdźcy (moja ulubiona piosenka Kultu), Landy itp. Zupełnie inna od reszty, całość
                                utrzymana w klimacie totalnie filozoficznym. I myślę, że najmniej akcentowany.
                                A Beatlesi to nie tylko Love me do, ale White Album czy Ser. Pepper's itp.
                            • ratyzbona Re: Hamlet 03.06.10, 21:22
                              Muzyka Mozarta też nie była pisana dla innych powodów niż rozrywka a jednak chyba nie odmawiasz mu talentu? To że coś powstało dla rozrywki to nie zmienia faktu że może być wielkie. Wszyscy artyści do mniej więcej XIX wieku utrzymywali się z prywatnych zamówień i tworzyli dla a jakże ludzi. Ale jednak fakt że przetrwały tyle lat i że wciąż budzą emocje chyba jednak świadczy o ich sile. Właśnie to że w dramatach szekspira można znaleźć wszystko świadczy o jego geniuszu. Najlepszy przykład - nawet jeśli same historie są banalne ( z czym mogłabym polemizować) to powiedzmy sobie szczerze od ponad czterystu lat żadnemu dramaturgowi nie udało się stworzyć tylu dzieł które by tak poruszały widownie.
                              • nessie-jp Re: Hamlet 03.06.10, 21:28
                                > to powiedzmy sobie szczerze od ponad czterystu lat żadnemu dramaturgo
                                > wi nie udało się stworzyć tylu dzieł które by tak poruszały widownie.

                                No, Agatha Christie natrzaskała więcej... Jak rozumiem, też wiekopomny talent...?

                                Ocenianie wartości dzieł po ilości egzemplarzy jest troszeczkę karkołomne.
                                Masowość konsumpcji Szekspira dowodzi, że nie był dramaturgiem z kręgu kultury
                                masowej?
                              • kooreczka Re: Hamlet 03.06.10, 22:32
                                Ja tam prosta kobieta jestem, jeśli coś mnie docere, movere, delectare to jest
                                sztuka. Dramaty Szekspira mają w sobie wszystkie trzy cechy. Niestety w tzw.
                                kulturze wysokiej to biedne docere jest brutalnie kopane, bo jak zachwyca
                                prostych i maluczkich to juz nie jest SZTUKA. Nie, moi drodzy, kiedy osoba w
                                miarę wykształcona, oczytana i pełna dobrych chęci nic nie rozumie to nie ona ma
                                problem.

                                Poza tym- zagadnienie "czołobitności" jest mi zupełnie obce. W moim domu
                                Mickiewicza i Byrona czyta się jako fajne utwory, Mozarta słucha przy
                                sprzątaniu, opery ogląda dla rozrywki, do teatru chodzi się jak się chce coś
                                obejrzeć, a nie, żeby sąsiedzi widzieli. I lubię klasykę sama z siebie, choć
                                "wielkim poetom był" usłyszałam w gimnazjum, przerabiając Ferdydurke.


                          • paszczakowna1 Re: Hamlet 04.06.10, 10:23
                            > Natomiast jego dramaty nigdy nie były
                            • andrzej585858 Re: Hamlet 04.06.10, 10:47
                              paszczakowna1 napisała:

                              > > Natomiast jego dramaty nigdy nie były
                            • kooreczka Re: Hamlet 04.06.10, 11:05
                              Bo skoro idziemy tropem zarobków to Michała Anioła też artystą ogłosić nie
                              można- bez wysokiej dniówki z łóżka ponoć nie wstawał.
                              Filmowców też wywalamy od razu- w końcu film w 99% procentach zarobić na siebie
                              musi. To samo z plakatami, portretami, architekturą, sztuką secesyjną,
                              literaturą do początku XIX wieku- to miało bawić i być w ten czy inny sposób
                              użyteczne, a nie nieść prawdy objawione Kto nam zostaje? Nastoletni grafomani
                              publikujący w necie?
                              • truscaveczka Re: Hamlet 04.06.10, 16:07
                                Grafoman pisze, bo potrzebuje, bo go pcha ku pisaniu :) A artysta
                                dla pieniędzy jak najbardziej. To zdaje sie Pawlikowska-Jasnorzewska
                                tak twierdziła, co odnotowała skrupulatnie Magdalena Samozwaniec w
                                MiM :)
                                • kooreczka Tako rzecze Rubinstein 04.06.10, 16:11
                                  Grafomani rozmawiają o sztuce, artyści - o kobietach, jedzeniu i pieniądzach.
                            • nessie-jp Re: Hamlet 04.06.10, 19:13
                              > ROFL. To co, "wielkopomne dzieło" powstaje, jak się autor nadmie i ogłosi, że
                              > oto tworzy wielkopomne dzieło, klękajcie narody?

                              Nie. Istnieje jednak zasadnicza różnica między dziełem napisanym tak, aby
                              maksymalnie na siebie i autora zarobiło, a dziełem napisanym dlatego po prostu,
                              że autor bardzo chciał je napisać. I tyle. Niekoniecznie jedno musi być lepsze
                              od drugiego, niekoniecznie "potrzeba duszy" daje lepsze efekty, niż potrzeba
                              mamony. Ale jednak przy interpretacji danego dzieła warto się przyjrzeć pobudkom
                              autora. Bo inaczej trudno będzie zrozumieć, czym się różnią "Piraci z Karaibów"
                              od "Popiołu i diamentu".

                              Poza tym naprawdę nie wiem, skąd to parcie na "Szekspir wielkim dramaturgiem
                              był". Zastanówcie się nad tym dobrze. Słowackiego nam na szczęście odbrązowił
                              znany cytat, może pora odkryć Szekspira bez nabożnego podziwu? Zapewniam, że
                              dużo ciekawiej się go wtedy czyta. Szekspir wielkim POETĄ był, ale konia na
                              biegunach temu, kto potrafi zacytować jego sonety!
                              • jota-40 Re: Hamlet 04.06.10, 19:50
                                "Buszujący w zbożu" pozostawił mnie dosyć obojętną ;). Chociaż czytałam w okresie - jakby to rzec - podatnym, kiedy miało się straszną ochotę dać w długą i nie wracać.
                                Za to już "Franny i Zoe" tegoż Salingera przeczytałam w okresie szczenięcym wiele razy i doceniałam, ach, jak bardzo. Nawet miałam na drzwiach wielki plakat, zagryzmolony cytatami z różnych arcydzieł, podobnie, jak bohaterowie książki. Trochę się teraz rumienię ze wstydu, ale cóż począć, tak było ;)). Nigdy nie zapomnę miny mojego ojca, kiedy stanął sobie kiedyś cichutko i usiłował odcyfrować fragment z pism Śri Ramana Mahariszi ;)).
                              • ananke666 Re: Hamlet 04.06.10, 21:23
                                Poproszę tego konia, ja potrafię i to w oryginale...

                                (OK, przyznam się. Rickman je czytał, to chyba wiele wyjaśnia.)
            • mmoni Re: Hamlet 04.06.10, 00:42
              Nessie, czy możesz wymienić tych "wielu" angielskich dramatopisarzy przełomu XVI
              i XVII wieku, których uważasz za lepszych od Szekspira? Innych języków się nie
              czepiam i w dyskusję nad wyższością Lope de Vegi nad Szekspirem lub vice versa
              nie zamierzam wchodzić (tym bardziej, że z Lope de Vegi znam tylko "Psa ogrodnika").

              Pytam bez złośliwości, po prostu autentycznie mnie to zaskoczyło, co nie znaczy,
              że w domu mam ołtarzyk Szekspira i palę pod nim kadzidełka.
    • filifionka-listopadowa Godzina pąsowej róży 11.06.10, 12:15
      Właśnie skończyłam czytać "Godzinę pąsowej róży", zachęcona recenzjami na forum i muszę wydać z siebie jedno wściekłe: "Aaaaaaaaaaaaaaa!" Dlaczego Anda musi być tak irytująca?!Pomysł na książę fantastyczny, starannie napisana, ciekawe postacie i kontrast miedzy nowoczesnością a rzeczywistością 80 lat wcześniej, ale dlaczego ta irytująca Anda tak bezsensownie upiera się przy "nowoczesnym" zachowaniu i opieraniu się zasadom panującym w tym osiemset którymś? hę? Jej bardzo dziecinne zachowanie psuło mi przyjemność z czytania i rozkoszowania się opisami np. ślubu. To jej ciągłe zdziwienie: "jaki mąż? jaka kucharka?" i młodzieżowy język przestaje być śmieszne po 2 rozdziałach.

      Może Kotula, jako ten znawca powinna wydać diagnozę, czy ona nie ma jakiś problemów z rozumieniem zasad społecznych, ocierajacych się o lekki autyzm?

      Uważam, że znacznie lepiej było to rozegrane w Małgosia kontra Małgosia, gdzie bohaterka próbowała się dostosować, bo wiedziała, że nie ma innego wyjścia, ale zdarzały jej się wpadki, zapomnienia czy nawet zwykła przekora wystarczające do napędzania akcji.
      • jottka Re: Godzina pąsowej róży 11.06.10, 23:52
        filifionka-listopadowa napisała:

        > Dlaczego Anda musi być tak irytująca?

        ja to wprawdzie wieki temu czytałam, ale zdaje się, że to odklejone zachowanie
        było jej głównym atutem w oczach ciotki, bo dzięki temu udało się wydać starszą
        siostrę za kogo chciała, a nie za kogo jej kazali:) znaczy chyba makiawielicznej
        ciotuni o to chodziło, żeby anda zrobiła totalny rozpirz, wpędziła wszystkich w
        nerwicę i depresję, żeby potem dali tej drugiej z ulgą robić, co chciała.

        no a poza tym anda i małgosia różne charaktery mają, to i różnie reagują:)
        bardziej chyba jednak andę lubiłam, z tego, co pamiętam, z "m kontra m"
        najlepsze było dytko:)
        • baba67 Re: Godzina pąsowej róży 12.06.10, 08:45
          W M k M najfajniejsze bylo to ze ona robila co mogla zeby sie dostosowac, ale,
          jak to w zyciu bywa, z trying too hard wynikaja rozne rzeczy. I ten komiczny
          aspekt jest wielkim walorem ksiazki. Malgosia byla rozsadna, a Ada przekorna.
        • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 12.06.10, 13:36
          jottka napisała:
          > > Dlaczego Anda musi być tak irytująca?
          >
          > ja to wprawdzie wieki temu czytałam, ale zdaje się, że to odklejone zachowanie
          > było jej głównym atutem w oczach ciotki, bo dzięki temu udało się wydać starszą
          > siostrę za kogo chciała, a nie za kogo jej kazali:) znaczy chyba makiawieliczne
          > j
          > ciotuni o to chodziło, żeby anda zrobiła totalny rozpirz, wpędziła wszystkich w
          > nerwicę i depresję, żeby potem dali tej drugiej z ulgą robić, co chciała.


          Nałożyły się Tobie dwie książki M k M i Godzina ponieważ to w M k M, Małgosia
          współczesna została przeniesiona w czasie, by swoim zachowaniem doprowadzić do
          sytuacji, w której dawna Małgosia będzie mogła wyjść za mąż za chłopca niższego
          stanem ale za to ukochanego.Ale o tym dowiaduje się na końcu, po doprowadzeniu
          do tej sytuacji, a tak myślała, ze jest to kara dla niej za bycie krnąbrną.

          Natomiast w Godzinie, siostra Andy wychodzi za mąż za solidnego mężczyznę,
          którego sobie wybrała, a czego nieomal nie zniszczyła Anda swoim głupim
          zachowaniem. Sama Anda, z powodu swojego zachowania i uporu zostaje starą panna,
          co potem udaje się ciotce trochę odkręcić za pomocą podróży w czasie.
          ___________
          Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
          zdążyła dotrzeć treść jej słów.
          • the_dzidka Re: Godzina pąsowej róży 15.06.10, 09:40
            > Natomiast w Godzinie, siostra Andy wychodzi za mąż za solidnego
            mężczyznę,
            > którego sobie wybrała, a czego nieomal nie zniszczyła Anda swoim
            głupim
            > zachowaniem.

            Solidnym mężczyzną był mecenas Krępski, którego Ewa, siostra Andy,
            wcale nie chciała, ale była posłuszna rodzicom, którzy widzieli w
            tym związku dobrą partię. Ewa jednak w końcu wyszła za swojego
            ukochanego, który dostał niespodziewany spadek, i tylko dlatego to
            małżeństwo było możliwe.
            • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 15.06.10, 19:03
              the_dzidka napisała:
              Ewa jednak w końcu wyszła za swojego
              > ukochanego, który dostał niespodziewany spadek, i tylko dlatego to
              > małżeństwo było możliwe.

              Zapomniałam o tym, ale chyba i tak nie było w tym żadnej zasługi Andy?
              • the_dzidka Re: Godzina pąsowej róży 15.06.10, 20:15
                > Zapomniałam o tym, ale chyba i tak nie było w tym żadnej zasługi
                Andy?

                Oczywiście masz rację, nie było - wskutek poruszenia kluczyka w
                zegarze i zmiany czasu o trzy miesiące Anda "ocknęła" się już post
                factum.
                Właśnie w tym rzecz, że Anda nie miała wpływu na żadne wydarzenia,
                bo gdyby miała, można by zarzucić autorce, że Anda w jakiś sposób
                zaingerowała w swoją własną przyszłość :) Dlatego nie podobało mi
                się naginanie książki do scenariusza.
            • lezbobimbo Re: Godzina pąsowej róży 15.06.10, 21:26
              the_dzidka napisała:
              > Solidnym mężczyzną był mecenas Krępski,

              Hi, hi, a nie Kępski przypadkiem? Krępy to chyba byl z postury, ale zeby zaraz
              oficjalne nazwisko takie nosic?
              Stara, dobra Kępa, jak go Anda zwala :))))))

              >którego Ewa, siostra Andy, wcale nie chciała, ale była posłuszna >rodzicom,
              którzy widzieli w> tym związku dobrą partię. Ewa jednak w >końcu wyszła za
              swojego ukochanego, który dostał niespodziewany >spadek, i tylko dlatego to
              małżeństwo było możliwe.

              Tak wlasnie, ukochany Ewy byl mlodym i biedniutkim chlopakiem (studentem czy
              kim?), którego stac bylo tylko na wzbudzajace zgroze w mieszczanach mieszkanie
              na podlej mansardzie czy jakos tak :)
              • the_dzidka Re: Godzina pąsowej róży 16.06.10, 10:08
                > Hi, hi, a nie Kępski przypadkiem?

                A pewnie :) Zorientowałam sie po wysłaniu posta, nie chciało juz mi
                się zmieniac.
                Młody Krępski to był ten fircyk z Nocy i Dni, który romansował z
                Terenią Starostecką ;), siostrą Basi.
                • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 24.08.10, 23:20
                  Witam!
                  Forum to czytuję już od długiego czasu, ale dopiero dziś odważyłam się wyjść zza
                  krzaczka :)

                  Co do największej irytacji literackiej, tak zupełnie na gorąco: główny pairing
                  ze "Zmierzchu". Trudno nawet powiedzieć, kto w tym związku denerwuje mnie bardziej.

                  Bella Swan - irytująca, uwieszona na swym chłopie mameja, nie posiadająca
                  żadnych zainteresowań, nie potrafiąca funkcjonować bez McSparkle'a; hipokrytka,
                  pozbawiona choćby odrobiny empatii, z niewiadomego powodu wywyższająca się nad
                  swoich rówieśników, pozująca na cierpiętnicę, mimo iż w rzeczywistości wszystko
                  ma podsuwane na przysłowiowej srebrnej tacy. Dziewucha bawiąca się uczuciami
                  najlepszego przyjaciela i wyznająca zasadę, że gdy stracisz faceta, musisz
                  koniecznie spróbować się zabić, by usłyszeć w swoim sprawnym inaczej umyśle jego
                  cudowny baryton. Nie wspomnę już o tym, że Belka oboje rodziców traktuje jak
                  niepełnosprawne ameby i ma ich polecenia i rady w głębokim poważaniu. A co jest
                  najciekawsze w tym wszystkim - całe otoczenie i tak traktuje ją jak ósmy cud
                  świata!

                  Edward Cullen - brokatowa wróżka, z niewiadomego powodu pretendująca do bycia
                  wąpierzem. Psychicznie niestabilny, rozegzaltowany emo-podglądacz, którego
                  ulubionym zajęciem jest - znamiennie - płakanie nad swym ciężkim losem i
                  przypominanie Belli, jaki to z niego niezwykle groźny potwór. Swą lubą
                  kontroluje w trybie 24/7 i nie przyjmuje do wiadomości, że niewolnica...to jest,
                  ukochana, może posiadać odmienne zdanie w jakiejkolwiek kwestii, czy też - nie
                  daj Boże - postąpić wbrew jego nakazom. Z wybranką łączy go przekonanie, iż
                  samobójstwo to najlepszy sposób na rozwiązanie sercowych problemów, nawet, gdy
                  jesteś nieśmiertelny i mógłbyś poświecić tę godzinkę czy dwie na upewnienie się,
                  czy ukochana aby na pewno jest martwa.

                  Nie muszę chyba dodawać, że zdaniem Meyer ta dwójka popaprańców to idealne wzory
                  zachowań dla młodzieży i para kochanków lepsza od wszystkiego, co stworzyli
                  Montgomery, Austen czy Szekspir...
                  • ananke666 Re: Godzina pąsowej róży 24.08.10, 23:39
                    Chyba w końcu się zbiorę, żeby porządniej się po nich przejechać... kumpela mnie
                    męczy.
                  • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 00:13
                    maryboo napisała:
                    bez McSparkle'a

                    Czyżby była Pani wielbicielką Grey's Anatomy?

                    Bardzo podoba mi się ta recenzja Twilighyu:D Szczególnie ta "brokatowa wróżka".
                    I przypomniałaś mi co jeszcze mnie w Belli irytowało poza bycie bezwolną memeją-
                    właśnie to wywyższanie się ponad rówieśników, bo naprawdę nie widziałam powodu.
                    • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 00:43



                      > Czyżby była Pani wielbicielką Grey's Anatomy?

                      Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co to takiego ;) Terminu "McSparkle" w stosunku do Edzia używam od dawien dawna, ku oburzeniu co bardziej oddanych fanek, na forum Twilight ;)

                      > I przypomniałaś mi co jeszcze mnie w Belli irytowało poza bycie bezwolną memeją
                      > -
                      > właśnie to wywyższanie się ponad rówieśników, bo naprawdę nie widziałam powodu.
                      >

                      Cóż, zdaniem autorki, powód jest - wszak nie błyszczą w słońcu jak miliony monet, jedzą zwykłe żarcie i w ogóle nie są tak wypaśni jak Sparkle Family...
                      • anutek115 Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 11:57
                        maryboo napisała:

                        > > Czyżby była Pani wielbicielką Grey's Anatomy?
                        >
                        > Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co to takiego ;)

                        W polskiej tiwi to leci jako "Chirurdzy" :))). Swego czasu oglądałam namiętnie,
                        ale Mc Sparkle nie kojarzę.

                        Terminu "McSparkle" w stosun
                        > ku do Edzia używam od dawien dawna, ku oburzeniu co bardziej oddanych fanek, na
                        > forum Twilight ;)

                        Jeju, wchodzisz tam? Ja próbowałam po przeczytaniu, ale wymiękłam w obliczu
                        zmasowanego ataku zachwytu i mówienia do aktorów po imieniu, bo wtedy to już
                        zupełnie nie wiedziałam, o co im chodzi (jaka Kristen?! Jaki Tyler?!!!! Kto to w
                        ogóle jest?!!!!). Zresztą, mnie po obejrzeniu filmu zrobiło się jeszcze gorzej,
                        bo filmowa Bella doprowadzała mnie swoją jedną miną do już nie białej gorączki,
                        ale takiej, że się zaczynałam bez mała w słońcu mienić, a na forum "Twilighta"
                        nic tylko "Ach, jak ona gra, a widziałyście, jak spojrzała, a jak to
                        powiedziała!!", no ożesz ty!!!
                        • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 12:07
                          anutek115 napisała:

                          > Jeju, wchodzisz tam? Ja próbowałam po przeczytaniu, ale wymiękłam w obliczu
                          > zmasowanego ataku zachwytu i mówienia do aktorów po imieniu, bo wtedy to już
                          > zupełnie nie wiedziałam, o co im chodzi (jaka Kristen?! Jaki Tyler?!!!! Kto to
                          > w
                          > ogóle jest?!!!!). Zresztą, mnie po obejrzeniu filmu zrobiło się jeszcze gorzej,
                          > bo filmowa Bella doprowadzała mnie swoją jedną miną do już nie białej gorączki,
                          > ale takiej, że się zaczynałam bez mała w słońcu mienić, a na forum "Twilighta"
                          > nic tylko "Ach, jak ona gra, a widziałyście, jak spojrzała, a jak to
                          > powiedziała!!", no ożesz ty!!!


                          Czy wchodzę? Moja droga (czy mogę się tak do Ciebie zwracać? ;)), ja jestem
                          pierwsze enfant terrible tego forum! Pisuję od dłuższego czasu, z tym, że z
                          racji matury miałam roczną przerwę. Moim największym dokonaniem jest tworzenie
                          wraz z koleżanką mocno ironicznej analizy "Księżyca w Nowiu", czym zaskarbiłam
                          sobie niechęć znacznej części forumowiczek. Na szczęście co mniej fanatycznym
                          członkiniom zdarza się doceniać mój humor i język, co bardzo mnie cieszy.
                          A ludzie i tematy na forum różnorakie - najwyraźniej miałaś pecha trafić na
                          (liczne na owym forum) grono "słit fanek". Są też użytkownicy, z którymi da się
                          normalnie porozmawiać na temat serii Meyer, nawet nie będąc fanką.
                          • ananke666 Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 12:23
                            żądam przeczytać. Zaraz mi tu proszę podać, które to forum i jaki nick. A
                            najlepiej linki :)
                            • ananke666 Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 12:27
                              BellaMarie13?
                              • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 12:32

                                ananke666 napisała:

                                > BellaMarie13?

                                Masz zadatki na detektywa ;) Tak, BellaMarie13. Temat "Księżyc w Nowiu" i
                                później "Księżyc w Pełni...itp." Część tworu mojego autorstwa, część koleżanki o
                                pseudonimie Beige.


                                • szprota Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 21:09
                                  maryboo napisała:

                                  >
                                  > ananke666 napisała:
                                  >
                                  > > BellaMarie13?
                                  >
                                  > Masz zadatki na detektywa ;) Tak, BellaMarie13. Temat "Księżyc w Nowiu" i
                                  później "Księżyc w Pełni...itp." Część tworu mojego autorstwa, część koleżanki
                                  o pseudonimie Beige.
                                  >
                                  >
                                  Zacne dzieło. Szpro pochwala :)
                                  • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 21:59
                                    szprota napisała:

                                    > Zacne dzieło. Szpro pochwala :)

                                    Ach dziękuję, dziękuję serdecznie *dyga, płonąc panieńskim rumieńcem na twarzy*
                                    • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 26.08.10, 16:52
                                      Ja też wczoraj pół nocy chichotałam nad waszymi analizami! Cudeńko!
                              • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 18:23
                                Ale na którym forum bo jest ich jakiś mijion i za mijiony te cierpimy???
                                • maryboo Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 18:34
                                  filifionka-listopadowa napisała:

                                  > Ale na którym forum bo jest ich jakiś mijion i za mijiony te cierpimy???

                                  www.twilightseries.fora.pl/
                          • anutek115 Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 12:38
                            maryboo napisała:

                            > Czy wchodzę? Moja droga (czy mogę się tak do Ciebie zwracać? ;))

                            Możesz, a nawert powinnaś :)))).

                            najwyraźniej miałaś pecha trafić na
                            > (liczne na owym forum) grono "słit fanek".

                            A, to możliwe. Ja tam weszłam parę razy, w sumie natychmiast po premierze
                            pierwszej części filmu, gdy książki też był w sumie nowością, i zmasowamy
                            zachwyt przytłumiał wszelki cień krytyki, a nawet zwykłej chęci dyskusji :)).
                            Chętnie sobie poczytam, co się teraz zmieniło.
                        • filifionka-listopadowa Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 18:28
                          anutek115 napisała:
                          > W polskiej tiwi to leci jako "Chirurdzy" :))). Swego czasu oglądałam namiętnie,
                          > ale Mc Sparkle nie kojarzę.

                          Ja ostano odkrywam i oglądam namiętnie- McSparkle nie ma, ale ta maniera z
                          określeniami z przedrostkiem Mc, tak mi się skojarzyła. Bo oni używają tego
                          znacznie więcej niż pojawia się to w naszym dzielnym i płaskim tłumaczeniu.
      • turzyca Re: Godzina pąsowej róży 25.08.10, 00:18
        > Uważam, że znacznie lepiej było to rozegrane w Małgosia kontra Małgosia, gdzie
        > bohaterka próbowała się dostosować, bo wiedziała, że nie ma innego wyjścia, ale
        > zdarzały jej się wpadki, zapomnienia czy nawet zwykła przekora wystarczające d
        > o napędzania akcji

        O matko, a mi wlasnie glupota glownej bohaterki w Malgosi dzialala na nerwy, to
        wyrywanie sie z opowiesciami o przyszlosci, te rozwazania o krolu. Dostrzegam w
        tym wszystkim walor edukacyjny i rozumiem, ze wizji religijnych, ktore
        tlumaczylyby dowolne opowiesci, z racji cenzury miec nie mogla, ale i tak mnie
        to denerwowalo. Mozliwe ze ja na MkM trafilam za pozno i stad moja irytacja
        uzasadniona dydaktycznie glupota Malgosi.
    • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 25.08.10, 19:50
      Niedawno poczułam irytację i, co gorsza, niesmak, po lekturze "Mężczyzny, który
      się uśmiechał". Ok, rozumiem, że nie intryga kryminalna jest tu najważniejsza i
      czytało się doskonale, i wciągało jak odkurzacz aż do zakończenia. Bowiem jak
      wygląda zakończenie: czarny charakter pojmuje (w sensie uwięzienia) naszego
      bohatera, poświęca mu czas, cierpliwie i z detalami wyjaśniając jak, kiedy (ale
      nie dlaczego) popełnił wszystkie swoje podłości, grzecznie odpowiadając na
      pytania (bo do tej pory nasz bohater błądził jak dziecko we mgle mimo beztrosko
      pozostawianych przez czarny charakter i pomagierów śladów), oczywiście po to,
      żeby gdy wszystko już zostaje wyjaśnione, pozwolić uciec. Eee. Daję Mankellowi
      jeszcze jedną szansę ("Morderca bez twarzy"), ale jeśli nie będzie lepiej, dam
      sobie z nim spokój.
      -
      ...how I feel about life. Full of loneliness and misery and suffering and
      unhappiness, and it's all over much too quickly.
      • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 25.08.10, 20:09
        onion68 napisała:
        Daję Mankellowi
        > jeszcze jedną szansę ("Morderca bez twarzy"), ale jeśli nie będzie lepiej, dam
        > sobie z nim spokój.

        Daj mu szansę na czym innym, jeśli mogę coś radzić. Z przyczyn niewiadomych
        ogromnie nie podobał mi się "Morderca bez twarzy", a to był mój pierwszy
        Mankell, aż dziw, że po coś innego sięgnęłam. Moim zdaniem ma skopane
        tłumaczenie (miesza czasy, połowa wypowiedzi jest w teraźniejszym, potem ni z
        gruszki ni z pietruszki w przeszłym, potwornie mnie to wybijało z rytmu), no i,
        ale też moim zdaniem, jest to powieść bez zakończenia.

        "Człowieka, który się uśmiechał" czytałam zaraz po Marininie, u której wysoko
        postawiony przestępca w ogóle mógł się czuć swobodny i wolny jak ptaszę, a
        biedna Kamieńska mogła kląć i co najwyżej kopnąć parę razy w ścianę, żeby
        frustrację rozładować, bo że go nie przyskrzyni jasne było od dziesiątej strony,
        więc na tym tle Mankell wydał mi się taki kojąco praworządny ;))... Ale nie ma
        jak "O krok" (znowu moim zdaniem).
        • onion68 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 25.08.10, 20:14
          > Daj mu szansę na czym innym, jeśli mogę coś radzić. Z przyczyn niewiadomych
          > ogromnie nie podobał mi się "Morderca bez twarzy", a to był mój pierwszy
          > Mankell, aż dziw, że po coś innego sięgnęłam. Moim zdaniem ma skopane
          > tłumaczenie (miesza czasy, połowa wypowiedzi jest w teraźniejszym, potem ni z
          > gruszki ni z pietruszki w przeszłym, potwornie mnie to wybijało z rytmu), no i,
          > ale też moim zdaniem, jest to powieść bez zakończenia.
          >
          > "Człowieka, który się uśmiechał" czytałam zaraz po Marininie, u której wysoko
          > postawiony przestępca w ogóle mógł się czuć swobodny i wolny jak ptaszę, a
          > biedna Kamieńska mogła kląć i co najwyżej kopnąć parę razy w ścianę, żeby
          > frustrację rozładować, bo że go nie przyskrzyni jasne było od dziesiątej strony
          > ,
          > więc na tym tle Mankell wydał mi się taki kojąco praworządny ;))... Ale nie ma
          > jak "O krok" (znowu moim zdaniem).

          Dzięki, Anutku :) No to będę musiała udać się do biblioteki, bo na razie kupuję
          tylko wybrane pozycje z serii "Polityki" (o połowę taniej, wiadomo). I
          "Mordercę" już mam.
          • anutek115 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 25.08.10, 20:18
            onion68 napisała:
            No to będę musiała udać się do biblioteki, bo na razie kupuję
            > tylko wybrane pozycje z serii "Polityki" (o połowę taniej, wiadomo). I
            > "Mordercę" już mam.

            Pewnie, że wiadomo, sama to robię. I jak nie znajdziesz w bibliotece, udaj się
            do księgarni. "O krok" było w serii Polityki chyba rok temu, teraz widuję je
            normalnie w księgarniach w Toruniu.
      • the_dzidka Re: Irytacje pozajeżycjadowe 26.08.10, 10:50
        > Niedawno poczułam irytację i, co gorsza, niesmak, po
        > lekturze "Mężczyzny, który się uśmiechał".

        Mnie strasznie męczy osobowość Wallandera.
    • nessie-jp Re: Irytacje pozajeżycjadowe 31.08.10, 20:20
      Przypomiała mi się jeszcze ta toksyczna, psychosadystyczna, nadęta własną
      wyższością i ważnością, wiecznie wyrabiająca w dzieciach poczucie winy Mary Sue
      vel. Musia z "Tajemnicy białego pokoju". Rany, jak ja babska nienawidziłam!

      Czytałam to dzieło we wczesnej młodości, więc niewiele już na szczęście
      pamiętam, ale do dziś została mi w pamięci początkowa scena, gdy malutki
      chłopczyk zrozpaczony studzi różnymi wiatraczkami i dmuchaniem herbatę dla
      matki, bo było gorąco i chciało mu się pić i wypił cały sok i "Musia" będzie się
      dąsać, jak wróci do domu i nie będzie nic zimnego. Boże jedyny! No szkoda, że
      dziecka jeszcze nie zbojkotuje i nie przestanie się do niego odzywać na trzy
      dni, bo mu się pić chciało...

      A już rewolucyjne i przełomowe podejście Musi do leczenia anoreksji ("jak nie
      chcesz to nie jedz, bo i tak wszyscy wiedzą, że tylko chcesz na siebie zwrócić
      uwagę") to po prostu kpina. Nie wiem, czy autorka nie miała dość czasu, żeby
      zrobić porządny research, czy może po prostu nie zrozumiała tego, co czyta i nie
      dotarło do niej, na czym polega ta choroba
      • ako17 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 02.09.10, 22:48
        Moim zdaniem najbardziej irytującym bohaterem lierackim wszechczasów jest Szwejk. Nie ma
        możliwości mnie przekonać, że jest inaczej. Nienawidzę go!!!

        Druga w kolejności jest Bridget Jones. Ale o ile dobrego wojaka przeczytałam, bo czasy Franciszka
        Józefa uwielbiam (zreszta książka świetna), to tej kretynce rady nie dałam.

        Tak gdzieś z początków wątku - uch, jak mi się okropnie nie podobał dr Żywago! Bo o samotności
        w sieci i kodach aniołów/ demonów na szczęście mówić nie muszę. Już powiedzieliście :)
    • chomiczkami Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 11:07
      A mnie wkurza ostatnio matka Ani Szuch z "Trzynastki na karku" i "Po co mi
      chłopak". Jak ona mnie wpienia, to mało powiedziane. Nie mam gdzie wyżyć się i
      wyrazić swojej frustracji. Ona jest głupia, głupia, głupia, toksyczna,
      narcystyczna, pusta, próżna i do tego skończona idiotka. UCH!
    • tygrys2112 Re: Irytacje pozajeżycjadowe 03.09.10, 12:52
      Zapomniałam - główny bohater "Dzikiej Kaczki" Ibsena. Głoszący mądrości, że prawda Was wyzwoli i
      ogłaszający innym zbawienną prawdę, która miesza w ich życiu, a nie potrafiący powiedzieć prawdy,
      która mogłaby się odbić źle na jego życiu.

      Marcin Borowicz z "Syzyfowych Prac". Czytałam ksiażkę dziesięć lat temu, ale do dziś nie mogę się
      pozbyć wspomnienia o zirytowaniu, że zmuszona byłam czytać jego jakże pełne przygód ;> losy. O
      wiele bardziej interesująca postacią był Andrzej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka