Dodaj do ulubionych

Punkt widzenia Autora

19.08.10, 12:55
Skończyłam właśnie "Marię i Magdalenę" Samozwaniec. Książkę samą w sobie
polecam, ale to co mnie zaciekawiło to sposób w jaki komentowane są
wydarzenia. Lilka (Pawlikowska-Jasnorzewska) i Tatko to ideały. Cokolwiek
zrobią, należą im się pokłony. Tatko, zdradza ich matkę- to zasługuje na uwagę
tylko, jeśli zdradzony mąż wyzwał go na pojedynek i posłuchajcie, wszystko
wyszło na jaw w czasie podróży poślubnej z ich matką, no przezabawne, prawda?
Lilka to w moim odczuciu kawał manipulantki, egoistki i terrorystki- wg. jej
siostry biedactwo otoczone przez nierozumiejące jej geniuszu otoczenie.
Absolutnym mistrzostwem jest scena jej ślubu, kiedy jedna z sióstr pana
młodego płakała, twierdząc że są niedobrani i jej brat będzie nieszczęśliwy.
No jak ona śmiała, przecież to Lilka była biedna i poszkodowana. I ten
wstretny teść Magdy, który smiał nie utrzymywać dorosłego syna z żoną.

Czytając zawsze staram się brać poprawkę na czasy w których dzieło powstawało-
dlatego jestem w stanie czytać średniowieczne kroniki i nie walić głową o
biurko czytając o czynach "szlachetnych i chwalebnych", ale czasem mam
wrażenie, że Autor po prostu nie widzi co komentuje. Też czasem tak macie?
(Gabe ŚW. litościwie pominę milczeniem)

Obserwuj wątek
    • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 13:02
      Madzia wielbiła swoją siostrę nieprzytomnie, egzaltowanie i
      histerycznie i też mnie wkurza to jej ciągłe gloryfikowanie.
      Pamiętam, jakim niesmakiem i śmiechem jednocześnie napełnił mnie
      fragment już pod koniec, kiedy jakaś przebywająca w Anglii dama
      donosi rodzinie, że widziała Jasnorzewską - bardzo źle wygląda, jest
      zaniedbana itd. Na to komentarz Madzi - że wiele musiało być złej
      woli w tej pani, skoro tylko tyle ma do powiedzenia po spotkaniu
      NAJWIĘKSZEJ POLSKIEJ POETKI...
      Książka jako taka podoba mi sie bardzo, w przeciwieństwie od
      ciężkich i w ogóle nieśmiesznych dziełek "satyrycznych" pani M.
      • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 14:20
        > Pamiętam, jakim niesmakiem i śmiechem jednocześnie napełnił mnie
        > fragment już pod koniec, kiedy jakaś przebywająca w Anglii dama
        > donosi rodzinie, że widziała Jasnorzewską - bardzo źle wygląda, jest
        > zaniedbana itd. Na to komentarz Madzi - że wiele musiało być złej
        > woli w tej pani, skoro tylko tyle ma do powiedzenia po spotkaniu
        > NAJWIĘKSZEJ POLSKIEJ POETKI...

        A to nie była scena z "tanimi kosmetykami" z "Zalotnicy niebieskiej"? Bo z MiM
        tego sobie nie przypominam.
        • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 14:58
          Bardzo możliwe. Coś w stylu "jak to, NAJWIĘKSZA POLSKA POETKA, a ta
          baba tylko te jej tanie kosmetyki widzi", hmmm?
    • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 14:33
      > zrobią, należą im się pokłony. Tatko, zdradza ich matkę- to zasługuje na uwagę
      > tylko, jeśli zdradzony mąż wyzwał go na pojedynek i posłuchajcie, wszystko
      > wyszło na jaw w czasie podróży poślubnej z ich matką, no przezabawne, prawda?

      Hm. O ile pamiętam, Wojtuś wówczas nie zdradzał jeszcze Maniusi, bo nie był
      nawet jej narzeczonym. Rzecz działa się kilka lat wcześniej, bo zdążyło przyjść
      na świat i dziecko, które do Wojtka miało być podobne, w podróży poślubnej
      faktycznie się wydało.

      Ale fakt, Samozwaniec pisze o pewnych rzeczach w sposób cokolwiek nieodpowiedni.
      Sama bez żenady wyznaje, że krótko po ślubie w Bukareszcie wdała się w romans z
      przystojnym Rumunem i radośnie go skonsumowała. Miłość, którą opisuje z taką
      nostalgią i uczuciem, paradoksalnie traktuje bardzo lekko, zarówno u siebie, jak
      i u innych. Taka namiętna gra, w której partnerów się zmienia, kiedy się nudzą.
      Sama w ogóle wydaje mi się postacią niezbyt ciekawą, cokolwiek... prostawą
      niestety. Śmieszy mnie również wielokrotne bredzenie o grafomanii, podczas gdy
      samą Samozwaniec mam za grafomankę właśnie - do czytania nadają się "Zalotnica",
      MiM i pisane wspólnie z Lilką "Na ustach grzechu". Koniec. Próbowałam przeczytać
      jeszcze parę rzeczy, nie dałam rady, były po prostu kiepskie, do końca "Czy pani
      mieszka sama?" ledwo dobrnęłam. Bleh.
      • soova Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 16:38
        CytatMiłość, którą opisuje z taką
        nostalgią i uczuciem, paradoksalnie traktuje bardzo lekko, zarówno u siebie, jak
        i u innych. Taka namiętna gra, w której partnerów się zmienia, kiedy się nudzą.


        Ale czyż tak właśnie w tamtych czasach i w tamtym środowisku do miłości się nie podchodziło? Lilka też nie jest święta, spala się z miłości do Jasia, ale potem jakoś szybciutko wpada w ramiona lotnika Sarmenta, natomiast Madzia i jej romanse... Cóż, wychodząc za Jasia, Madzia miała wizję rautów, polowań, balów, czarowania na przyjęciach w ambasadzie i innych tego typu przyjemności życia dyplomatycznego. Niestety, bycie panią II sekretarzową na placówce w Bukareszcie wcale nie okazało się tak wspaniałe, więc i mąż raptem stał się zbędny. I chyba też środowisko wcale jej tego tak za złe nie miało.

        Co do utrzymywania młodych państwa Starzewskich, to "Marię i Magdalenę" czytałam strasznie dawno temu, więc mogę nie pamiętać, ale mam wrażenie, że więcej Madzia miała pretensji właśnie do Jasia, że od razu nie został ambasadorem w Paryżu, niż do teścia, że nie dawał im pieniędzy.
    • rozdzial43 Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 15:04
      Lilka (Pawlikowska-Jasnorzewska) i Tatko to ideały. Cokolwiek
      > zrobią, należą im się pokłony.

      Nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem utworu Brzechwy, który moim zdaniem
      świetnie podsumował Madziątko.

      Uwaga, cytuję, ekhem (zaczęła cytować Rozdział głosem nabrzmiałym ze wzruszenia)

      Pieśń Magdaleny Samozwaniec dla potomnych

      Znam o Sienkiewiczu zdania
      Że z tragiczną w oku łezką
      W chwilach wolnych od pisania
      Latał wciąż za Modrzejewską
      Po co kłamać nadaremno:
      Wszak Sienkiewicz zawsze tylko
      Romansował albo ze mną
      Albo z moją siostrą Lilką

      Pewien Rudolf, arcyksiążę,
      W łeb se palnął...To dopiero!
      A dziś "Przekrój" ten fakt wiąże
      z panną...jak jej tam? ...Vetserą.
      Jasne jest, że "Przekrój" kłamie,
      W co nie wątpcie ani chwilki
      Bo się Rudolf strzelał dla mnie
      I dla mojej siostry Lilki.

      Ciągle jeszcze plotka słynie
      W Rosji oraz za granicą
      O niejakim Rasputinie
      Że on niby coś... z carycą.
      Ktoś tu prawdę sponiewierał,
      Bo Rasputin w sposób ostry
      Tylko do mnie się dobierał
      I do Lilki, mojej siostry.

      Książę Józef Poniatowski
      Na honorze czuły pono,
      O ojczyznę pełen troski,
      W rzekę skoczył i utonął.
      Dla ojczyzny - niech tak będzie,
      Dla honoru - swoją drogą,
      Ale jednak w pierwszym rzędzie,
      Domyślacie się, dla kogo!...
      • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 15:27
        Dobre!

        Dla mnie rozczulająco głupie były rozmyślania Madzi nad tym, jak to wredny
        Kościół walczył zajadle, aby kochający się ludzie nie mogli się pobrać. Waga
        składanej wówczas przysięgi zupełnie umknęła jej uwagi...
        • monikate Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 16:26
          Wszystko prawda, ale osobiste, rodzinne wspomnienia z definicji są subiektywne.
          Ja mam nadto wrażenie, że Madzia w ten sposób odbudowała sobie w wyobraźni
          "idealny" świat z młodości, w którym mogła wspominać i odpoczywać.
          Swoją drogą gdzieś czytałam, że w rzeczywistości Madzia i Lilka żarły się ze
          sobą nieprzytomnie.
          Hm, cytowana uwaga owej pani o tanich kosmetykach na licu największej polskie
          poetki jest taka, no... bardzo kobieca... kto z nas nie ma podobnych rzeczy na
          sumieniu? Bo ja tak.
          • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 20:34
            > Hm, cytowana uwaga owej pani o tanich kosmetykach na licu
            największej polskie
            > poetki jest taka, no... bardzo kobieca... kto z nas nie ma
            podobnych rzeczy na
            > sumieniu? Bo ja tak.

            Ale nie chodzi o uwagę przez tę panią uczynioną, jest ona
            najzupełniej normalna, ale o reakcję Madzi - o to nieszczęsne
            sformułowanie "największa polska poetka". Bardzo lubię wiersze
            Lilki, są cudowne, ale nie odważyłabym się postawić jej na podium.
            Iłłakowiczówna pisała równie pięknie, Szymborska jest rewelacyjna...
            a tu już mamy osąd wydany. To było żenujące, nie uwaga damy...
            • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 12:01
              > Iłłakowiczówna pisała równie pięknie, Szymborska jest rewelacyjna...
              > a tu już mamy osąd wydany. To było żenujące, nie uwaga damy...

              Co do Szymborskiej, to weź poprawkę na to, że kiedy umarła Lilka, Wisława miała
              raptem dwadzieścia trzy lata. Wszystko, co najważniejsze, powstało już po
              wojnie. Ta kobieta spotkała Lilkę w czasie wojny jednak.
      • zuzudanslemetro Re: Punkt widzenia Autora 07.01.17, 22:43
        wszystko ok, ale autorem wiersza był Janusz Minkiewisz, wiersz stworzony na potrzeby szopki TVP w 1965 roku
    • kkokos Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 20:15
      boszzzz, HP padł mi na mózg - przeczytałam "punkt widzenia aurora"
      • aadrianka Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 20:20
        ja też, ja też! :)
      • jota-40 Re: Punkt widzenia Autora 19.08.10, 20:30
        Hy, może byłaś ostatnio w kinie?... Bo ja wczoraj przed "Incepcją" obejrzałam zajawki nowego HP, co to wejdzie na ekrany jesienią.
        Co do Magdaleny Samozwaniec: słyszałam i czytałam niejednokrotnie, że była o Lilkę nieprzytomnie zazdrosna. Zauważcie, że "Maria i Magdalena" nie przedstawia w gruncie rzeczy Marii J.P. jednoznacznie. Pod płaszczykiem pozornych zachwytów sączą się rozmaite złośliwości, w gruncie rzeczy poetka jawi nam się, jako lekki, minoderyjny potwór. Niby genialna, niby, ach, jaka cudna, ale... Nie pamiętam już, kto o tym pisał, ale był to ktoś, kto znał obie panie z autopsji i ryczał z wielkim gniewem, jak to Samozwaniec stworzyła zwyczajny paszkwil - przybrany w piórka panegiryku.
        Jej prozę czytywałam namiętnie, mając lat jedenaście - dwanaście i wtedy mnie zachwycała, potem już nie ;/. Niedawno przypomniałam sobie wspomnienia jej drugiego męża, dużo od niej młodszego, za którego wyszła za mąż po wojnie, już jako pani w wieku dosyć średnim. Tenże z zachwytem opiuje, jak to Madzia była tolerancyjna, fantastycznie zaprzyjaźniała się ze wszystkimi jego flamami i w ogóle nie miała mu niczego za złe. To zatem taki styl - trochę bohema krakowska (nam wolno więcej), trochę przedwojenna Ziemiańska i luz skamandrytów, takie niby ogólne wyzwolenie i brak przesądów. Sądzę zresztą, że w sumie zupełnie sczery i prawdziwy.
        • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 09:31
          Zygmunt Niewidowski "Trzydzieści lat życia z Madzią" :)
          BTW - czy wiecie coś o córce Samozwaniec? Wiadomo, że taką miała,
          ale informacje kończą się na tym, że pięcioletnią widziano w
          Juracie :)
          • pieranka Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 11:09
            Reksa kolaborowala w czasie wojny i w oddaleniu od rodziny upadla
            moralnie - w duzym skrocie.
            Wiem to z MAGDALENA, CÓRKA KOSSAKA, Wspomnienia o Magdalenie
            Samozwaniec, Zebrał i opracował Rafał Podraza
            • jota-40 Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 13:29
              Tak, tak, Dzidko, Niewidowski ;). Całkiem niezła książka, swoją drogą.
              Kolaborowała? O, nie wiedziałam. To trochę dziwne, że Samozwaniec nie miała z tego powodu grubszych problemów po wojnie...
              • soova Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 17:15
                Przecież nie ona kolaborowała, a dorosła córka, z którą, jak się zdaje, rodzina zerwała zresztą z tego powodu kontakty.
                • rozdzial43 Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 14:32

                  > Przecież nie ona kolaborowała, a dorosła córka, z którą, jak się zdaje, rodzina
                  > zerwała zresztą z tego powodu kontakty.

                  Ze wspomnień Ireny Skoniecznej (starszej siostry Zygmunta), której podobno
                  Magdalena zwierzyła się, wynika zresztą, że nawet nie tyle Reksia współpracowała
                  z Niemcami, co jej mąż Henryk.

                  Podobno wykorzystał on informacje uzyskane od Teresy i Niemcy osadzili na
                  Pawiaku Zofię Kossak - Szczucką. Podobno ledwie ocalała...

                  Także niezły dym i kwas, że się tak chemicznie wyrażę.
                  • jota-40 Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 14:48
                    soova napisała:
                    "Przecież nie ona kolaborowała, a dorosła córka, z którą, jak się zdaje, rodzina zerwała zresztą z tego powodu kontakty."

                    Jeśli rodzina zerwała kontakty, to może jeszcze jakoś zrozumiem brak kłopotów - jest dla mnie zupełnie oczywiste, że w latach stalinowskich działało coś takiego, jak odpowiedzialność zbiorowa: ojciec odpowiadał za syna, zięć za stryja etc. całe rodziny tkwiły po więzieniach. Fakt, że może bardziej ścigano za współpracę z aliantami i rządem londyńskim, a może mniej gorliwie za kolaborację, ale jednak.
                    Jeśli to mąż córki - cóż, odpowiedzialność nieco się zaczyna rozpływać ;).
        • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 20.08.10, 22:46
          > Niby genialna, niby, ach, jaka cudna, ale... Nie pamięt
          > am już, kto o tym pisał, ale był to ktoś, kto znał obie panie z autopsji i rycz
          > ał z wielkim gniewem, jak to Samozwaniec stworzyła zwyczajny paszkwil - przybra
          > ny w piórka panegiryku.

          Jedyne, co mi się z tym kojarzy, to Ireny Krzywickiej "Wyznania gorszycielki".
          Ale tam jest raptem parę zdań, że to książka bardzo zakłamana.
          • meduza7 Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 17:46
            Czytałam MiM w wieku jakichś 14 lat, kiedy to jeszcze zwykłam święcie wierzyć w
            słowa autora, ale i wtedy uderzył mnie pewien fałsz w opisie romansu Lilki z
            lotnikiem - że jakoby ona nic nie wiedziała o istnieniu jego żony, była
            całkowicie niewinna i nieświadoma, a gdy prawda wyszła na jaw (bo żona
            przyjechała odzyskać niewiernego), Lilka natychmiast zerwała.
            No i mam żal do Madzi za wprowadzenie mnie w błąd: otóż z całym przekonaniem
            twierdziła, że "dupa" po rumuńsku znaczy "tak" a ona i jej znajomi z wielką
            radością używali tego słowa przy każdej okazji. Otóż guzik prawda: "tak" po
            rumuńsku to "da", a "dupa" znaczy "po" albo "za".
            • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 18:26
              > No i mam żal do Madzi za wprowadzenie mnie w błąd: otóż z całym
              przekonaniem
              > twierdziła, że "dupa" po rumuńsku znaczy "tak" a ona i jej znajomi
              z wielką
              > radością używali tego słowa przy każdej okazji. Otóż guzik
              prawda: "tak" po
              > rumuńsku to "da", a "dupa" znaczy "po" albo "za".

              Ejże ejże, Madzia nigdzie nie twierdziła, że "dupa" znaczy "tak"!
            • jottka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 18:30
              um, pewna nie jestem, bo czytałam to w czasach prehistorycznych, ale madzia
              wspominała radośnie, że w rumunii siadała do powozu i wydawała polecenie "coś
              tam dupa coś tam" i to miało oznaczać "kawiarnia koło pałacu" na przykład.

              co by się zgadzało, chyba niewinnie oszczerzasz madzię:)
              • jottka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 18:31
                he he, tośmy już dwie są:)
                • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:08
                  Tak jest :)
                  I moje ulubione "Kreatura dupa Mazura" (Croitura dupa masura chyba)
                  czyli ubrania szyte na miarę.
                  • meduza7 Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:19
                    Hmmm, a mnie się wydaje, że pisała właśnie o radosnym potwierdzaniu wszystkiego
                    słowem "tak". Czy ktoś mógłby sprawdzić?
                    • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:36
                      No właśnie nie mam pod ręką. Poszukam MiM. Ale daję sobie rękę
                      odrąbać, że owszem, radośnie owego słowa używali (wspomniana przez
                      jotkę scena) i szokowali gości z PL, ale nie w sensie "tak".
                      BTW meduzo, witaj back, i cieszę się, że najpierw tu zalazłaś :)
                      • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 11:23
                        Ja mam MiM i stoi tam, że "dupa" oznacza "po", "za" albo "według". Nigdzie nie
                        pisze Madzia o "tak".
                  • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:33
                    the_dzidka napisała:
                    > Tak jest :)
                    > I moje ulubione "Kreatura dupa Mazura" (Croitura dupa masura chyba)
                    > czyli ubrania szyte na miarę.

                    Znaczy, dupa znaczy po rumunsku "za" albo "na", tylko nam sie kojarzy, tak?

                    Oftopicznie, a propos Rumunii, ichniejsza rzeka Prut kojarzy mi sie chichotliwie
                    po dunsku - prut znaczy pierdnięcie. Kiedy u Stokera doczytalam, ze trumna
                    Drakuli splawiana byla Prutem, moja radosc wiec nie miala granic.
                    • meduza7 Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:38
                      > Oftopicznie, a propos Rumunii, ichniejsza rzeka Prut kojarzy mi sie
                      chichotliwie po dunsku - prut znaczy pierdnięcie.

                      No, u nas też się "pruka", nie?
                      A swoją drogą czytałam na jakimś forum o wycieczce Duńczyków (chyba, w każdym
                      razie na pewno Skandynawów), którzy ryknęli śmiechem na widok hotelu "Beskid",
                      bo po ichniemu to znaczyło "obsrany".

                      No i słynny krakowski Boner Palace...
                      • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:40
                        Już o polskich firmach "FART", budzących wesołość wśród turystów
                        anglojęzycznych, nie wspomnę :)
                        • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 20:26
                          the_dzidka napisała:
                          > Już o polskich firmach "FART", budzących wesołość wśród turystów
                          > anglojęzycznych, nie wspomnę :)

                          No to my sie w odwecie smiejemy z tej rumunskiej dupy i pewnej firmy żarówkowej :D
                          A Czesie sie smieja z naszego zachodu i szukania czy jakos tak..
                          • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 21:01
                            "Szukam męża na Zachodzie" czyli "rucham faceta w ubikacji".
                            Z tym że to jest mieszanka czesko-słowacka.
                            A co do firmy żarówkowej, to ona była w PL obecna i przed wojną. I w
                            Poznaniu, na ulicy Nowej (obecnie Paderewskiego) wisiały: na górze
                            reklama:
                            OSRAM
                            a tuż pod nią reklama firmy:
                            ZADECK
                            i mało znaczy, że nazwę tej firmy teoretycznie czytało się CADEK ;>
                      • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 20:35
                        meduza7 napisała:
                        > A swoją drogą czytałam na jakimś forum o wycieczce Duńczyków (chyba, w każdym>
                        razie na pewno Skandynawów), którzy ryknęli śmiechem na widok hotelu "Beskid",>
                        bo po ichniemu to znaczyło "obsrany".

                        Chyba insze Skandynawce, bo po dunsku troche to by bylo naciagane, beskidT z T
                        na koncu znaczy zaledwie brudny :) Ale owszem samo "skid" to wulwarna nazwa
                        kupania :P

                        > No i słynny krakowski Boner Palace...

                        :D Sliczne!
                        A niech to wulwa trzasnie, mialam isc po zakupy jedzeniowe, a sie na Boner pałac
                        nadzialam :D

                        Z racji dlugiego wygnania na rubiezy pewne slowa czytam tunczykowe czytam juz
                        tylko zgodnie z przeznaczeniem i umyka mi polski chichocik. Jakaz wiec uciecha w
                        moim domu nastala, kiedy przyjaciolki z Polski poszly ze mna do muzeum
                        wikinskiego i tam natknely sie na taka malą, metalowa oslone na koncu laski albo
                        pochwy miecza. Która to oslonka u Tunczyków nosi wdzieczna nazwe DUPSKO :P
                    • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 21.08.10, 19:39
                      > Znaczy, dupa znaczy po rumunsku "za" albo "na", tylko nam sie
                      kojarzy, tak?

                      Dokładnie "po", "za". Ale wiadomo jak to jest z zaimkami w obcych
                      językach.

                      > Oftopicznie, a propos Rumunii, ichniejsza rzeka Prut kojarzy mi
                      sie chichotliwi
                      > e
                      > po dunsku - prut znaczy pierdnięcie. Kiedy u Stokera doczytalam,
                      ze trumna
                      > Drakuli splawiana byla Prutem, moja radosc wiec nie miala granic.

                      LOL! PO rumuńsku "pupa" to znaczy "lalka". Rumuński jest zresztą
                      pokrewny portugalskiemu; podczas pobytu w Lizbonie rozmawiałam z
                      Rumunem, który powiedział mi, że od nich ludzie właśnie do
                      Portugalii emigrują, ponieważ trzy tysiące (!!!) wyrazów rumuńskich
                      i portugalskich ma to samo znaczenie i identycznie się je wymawia.
        • ajakajadwa Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 08:28
          Jasnorzewska to wlaściwie dwie osoby. Jedna to wrażliwa i
          uduchowiona poetka, druga z kolei egoistyczny, zimny, despotyczny
          człowiek, z jakim mamy do czynienia od momentu jej poznania.
          Madzia natomiast jest słodkim rozkosznym brzdącem. Lubi psocić, jest
          pyskata ale robi to z wrodzoną sobie inteligencją i słodyczą. Jako
          podlotek i dorosła kobieta pod maską roztrzepania kryje wspaniałą
          duszę i wielkie serce.I tak właśnie siebie przedstawiła Samozwaniec.
          Dobrą kobietą to była Maniusia, pruderyjne acz poczciwe mamidło,
          choć z poczuciem humoru (wątek torebki z Maroka)
          Nie pamiętama portretu tatki. Może dlatego, że czytałam MiM naście
          lat temu, a może nie do końca była wyraźna.
          Sadzę, że uległam chwili. Wiersze poetki wzruszały mnie do łez
          (zwłaszcza Topielice), natomiast Lilki nie lubiłam. Przypominała
          zarozumiałą, pozującą na indywidualistkę koleżankę z podstawówki.
          Madzia, koleżanka z sąsiedztwa była charakterem pozytywnym. Li i
          jedynie.
          • szprota Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 13:14
            Madzia siebie konsekwentnie opisywała jako pyknika i myślę, że to sprawiało, że
            była lubiana - ot, zwykła, pogodna, roześmiana kobietka. Lilka prawdopodobnie
            była trudna w pożyciu.
            Mnie zirytowało, jak w "Zalotnicy Niebieskiej" podejrzewała młodych czytelników
            o to, że nie wiedzą, czym jest dusza. Może to miał być jej dowcipasek, ale
            wyszło średnio i okropnie zgredliwie.
            • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 13:20
              W ogóle o młodych pisze w Zalotnicy szalenie głupio. Zdrowsze, bardziej
              naturalne podejście do stroju i widoku ciała = "wystawianie na ulicy całego
              kramiku owoców swego ciała". Ha,ha,ha.
              • filifionka-listopadowa Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 23:03
                Naprawdę wypisuje tam takie rzeczy? Muszę koniecznie przeczytać, bo Samozwaniec
                strasznie mnie irytuje (zachwytem nad Lilką, poczuciem wyższości, marnymi
                dowcipami) i chętnie pozwolę jej się kompromitować dalej w moich oczach. Z dziką
                radością.
                • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 23:25
                  Wypisuje, wypisuje. Kompromituje się w wielu miejscach, naprawdę. Teraz robię co
                  innego, ale parę co głupszych tekstów później mogę znaleźć.
                • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 22.08.10, 23:41
                  filifionka-listopadowa napisała:
                  > Naprawdę wypisuje tam takie rzeczy? Muszę koniecznie przeczytać, bo
                  Samozwaniec> strasznie mnie irytuje (zachwytem nad Lilką, poczuciem wyższości,
                  marnymi> dowcipami) i chętnie pozwolę jej się kompromitować dalej w moich
                  oczach. Z dziką> radością.

                  Dziko a radosnie podpisze sie pod Twymi slowy, o nadobna! W MiM najciekawsze
                  wydaly mi sie opisy zycia w Rumunii z dworem królewskim i jak to tam sie zylo
                  przed 2 wojna. Podboje na Rivierze i polski hajlajf nad morzem tez daja rade -
                  gdy odsiac Madzine zachwyty nad Lilka i tatkiem, to ciekawe swiadectwo epoki.

                  A propos Lilki, trudno mi uwierzyc w to, ze Lilka byla zua, nadęta zimna i
                  rozbestwiona suczą, z listów i wypowiedzi przytaczanych przez nieznosna Madzie
                  wydaje sie byc dosc subtelna i jenteligentna. Najbardziej rozbestwiona i
                  zarozumiala wydaje sie byc sama Maagdalena.

                  Chcialabym na temat Lilki poczytac jej wlasne slowa, listy, pamietnik jaki czy
                  co, oraz jako-tako obiektywna biografie, a nie wylacznie to, pardon, sranie
                  marmurem i brązowienie przez siostrunie.
                  • filifionka-listopadowa Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 00:10
                    lezbobimbo napisała:
                    > Chcialabym na temat Lilki poczytac jej wlasne slowa, listy, pamietnik jaki czy
                    > co, oraz jako-tako obiektywna biografie, a nie wylacznie to, pardon, sranie
                    > marmurem i brązowienie przez siostrunie.

                    Gminna wieść niesie, że Mariola Pryzwan napisała niezłą biografię. Zwie się to:
                    Lilka. Wspomnienia o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
                    Ale w osobie mej szlachetniej tego nie czytałam, więc opinii widać nie mogę.
                    • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 00:49
                      Mam to w planach, ale... cienkość książki nieco mnie hamuje. 182 strony za ok.
                      35-45 zeta (ceny z allegro).
                  • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 08:30
                    > A propos Lilki, trudno mi uwierzyc w to, ze Lilka byla zua, nadęta
                    zimna i
                    > rozbestwiona suczą, z listów i wypowiedzi przytaczanych przez
                    nieznosna Madzie
                    > wydaje sie byc dosc subtelna i jenteligentna.

                    O jenteligencji i poczuciu humoru (nie stojącym bynajmniej w
                    sprzecznosci z byciem suczą, niestety) Lilki niech świadczy jedna z
                    moich ukochanych scen, kiedy to Madzia, po jakims okropnym,
                    koszmarnym śnie, dochodzi do wniosku, że to był sen proroczy, że na
                    pewno coś się stało Lilusi, i spiesznie wysyła telegram:
                    "Zły sen bardzo niespokojna napisz co się stało"

                    Po jakims czasie przychodzi odpowiedź:
                    "Byłoby w gazetach Lilka"
                    • kooreczka Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 08:43
                      Inteligencja w dowcipach nie przeczy brakowi empatii i poczucia przyzwoitości.
                      • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 12:23
                        kooreczka napisała:
                        > Inteligencja w dowcipach nie przeczy brakowi empatii i poczucia >przyzwoitości.

                        Ale tez jenteligencja automatycznie nie oznacza, ze Lilka musiala na pewno byc
                        okropna i wstretna sucza.. Niewierna byla, ale to samo przeciez Magdalena oraz
                        oczywiscie ich ukochany, puszczalski tatunio. Ale tutaj bardziej wymiotuje przez
                        oblude i poczucie wyzszosci Magdy, niz niewiernosci liliowe, prawde mówiac.
                        Nawet nie czynnosci Lilki, tylko opisy ciezkiego pióra siostry mnie wnerwiaja.
                        Po prostu zywie jakas sympatie do MJP. Nawet z cala jej niewiernoscia i nie
                        wiedzac o niej wiele wole ja o ilez, ilez bardziej, niz te absolutnie nieznosna
                        az po koszmarnosc Magdalenke.
                        • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 12:48
                          > Po prostu zywie jakas sympatie do MJP. Nawet z cala jej
                          niewiernoscia i nie
                          > wiedzac o niej wiele wole ja o ilez, ilez bardziej, niz te
                          absolutnie nieznosna
                          > az po koszmarnosc Magdalenke.

                          Magdalena była głupia jak but. No przepraszam... Wczoraj, z braku
                          czegokolwiek do czytania (straszne!!) sięgnęłam po "Komu dziecko,
                          komu?" Oczywiście z dodatkowym uprzedzeniem z powodu tego wątku. No
                          i zatrzęsło mnie po raz kolejny przy końcowej scenie, gdzie (UWAGA
                          SPOILER!!) rozwiedzione małżeństwo z dość nieznośnym dzieckiem
                          oznajmia rodzinie, że schodzi sie ponownie. Pozwolili sobie bowiem
                          na fikanko i spodziewają się drugiego dziecka, i przyszła mama
                          oznajmia wniebogłosy (w obecności tego pierwszego bachorka), że ona
                          to drugie dziecko będzie kochała o wiele bardziej, bo jest ono
                          owocem miłości. AAAAAAAA! Noż wziąć babę na bok i bić w te jej
                          poliki, aż spuchną i zczerwienieją!
                          • klymenystra Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 13:44
                            bardzo ciezko mi sie odniesc do powiesci satyrycznych Magdaleny, no zesz no, nie wiem, gdzie satyra, a gdzie gleboka powaga. Wracam do nich jednak, bo mimo wszystko, podobnie jak MiM sa obrazem epoki - te wszystkie wtrety o ponczoszkach, wodeczce, samochodach naprawde mnie interesuja :)

                            Z MiM obraz siostr sie wylania IMHO jak najbardziej negatywny.

                            A czytaly Panie "Z pamietnika niemlodej juz mezatki"?
                        • mamuka_z_boru Re: Punkt widzenia Autora 08.01.17, 17:44
                          Niewierności niewiernościami, a suczostwo suczostwem. Mną, już nastoletnią, wstrząsnął epizod pokojówki MPJ, zaciążonej przez adiutanta jej męża. Poetessa z hukiem wyrzuciła dziewczynę, natomiast mąż przeprowadził "męską rozmowę" z adiutantem, który zobowiązał się, że to się nie powtórzy (!!!). Dziewczyna jako "upadła" musiała iść na dużo gorszą posadę u jakiejś koszmarnej baby, u której musiała rąbać drwa i harować fizycznie, wskutek czego poroniła. Relacjonująca całą sytuację Madzia niby gani siostrę, ale bardziej wozi się po mieszczańskim zakłamaniu nowej pracodawczyni nieszczęsnej służącej, tak nie po katolicku ją traktującej.
                          Od tamtej lektury czar wrażliwej poetki prysnął dla mnie bezpowrotnie, a i pozłotka Kossaków zaczęła się podejrzanie łuszczyć.
                          • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 08.01.17, 18:17
                            O tak. I opisy, jak obie chowaly sie po krzakach, gdy przychodzila panienka od modystki czy krawcowej z rachunkiem, jak poetessa wymyslala sluzacej od idiotek, bo tamta miala nieszczescie powiedziec wierzycielce, ze "pani jest", a potem ubolewanie tkliwej duszy, ze panienka pewnie wezmie opeer od swojej pracodawczyni, biedactwo, no ale co poetka moze, jak nabrala na kreche, a teraz nie ma pieniedzy... i poprzednim razem tez nie miala, i jeszcze poprzednim...
                            • guineapigs Re: Punkt widzenia Autora 08.01.17, 19:07
                              Ja pamiętam MiM z młodości, jak się śmiałam z róznych opisów. Potem próbowałam czytać te opowiadanka Samozwaniec, i nawet jako młodej wiochnie wydawały mi się one naciagane i na siłe pisane. Nie bawiły, nie uczyły, były nudne.
                              Jakby tak popatrzeć z boku, bez emocji, to chyba cała ta Madzia to była po prostu tzw. dulszczyzna, tyle że nie w oparach mieszczaństawa, a tzw. bohemy.
                              Panny były wykształcone, znały języki. Czy pracowały na swoje? Alez skądże, papa albo mąż (nawet teść!!!) kupi. Trzeba wydać książkę? Papa zapłaci.
                              Kurde, fajne życie - siedzieć, nic nie robić tylko pisać.
                              Miłość. Ja kocham, Lilka kocha, wielkie uczucie. Panna pokojówka co najwyżej w ciąże zachodzi, zwierze po prostu, żadnych uczuć wyższych tylko instynkt, jak u suki.
                              Co za koszmar. Jak sobie uświadomię, że pewnie w 'tamtych czasach' byłabym taką pokojówką czy kucharką, której takie 'panienki' odmawiałyby umiejętnosci czucia, miłości, a przypisywały tylko cwaniactwo w celu podłożenia się lub jakis co najwyżej zwierzęcy instynkt (bo swędzi, bo się chce, bo takie proste ludzie tak majo jak psy czy krowy) to aż dziekuję Bogu za strzały z Aurory.

                              Lilka kocha, Kaśke swędzi
                              Boże! Puść milość z uwięzi!

                              Daj pannie wielkie kochanie,
                              a pokojówce ruchanie.

                              Jament

                              • mamuka_z_boru Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 11:22
                                > Co za koszmar. Jak sobie uświadomię, że pewnie w 'tamtych czasach' byłabym taką
                                > pokojówką czy kucharką, której takie 'panienki' odmawiałyby umiejętnosci czuci
                                > a, miłości, a przypisywały tylko cwaniactwo w celu podłożenia się lub jakis co
                                > najwyżej zwierzęcy instynkt

                                A służące Kossaka były zmuszane, przy jego pełnej aprobacie, do sypiania z jego szoferem Hieronimem. "Służąca miała być obowiązkowo ładna i młoda i musiała przejść przez ręce pana Hieronima. Gdy mu była oporna, wylatywała ze służby na drugi dzień" - takoż stoi w rozdziale poświęconym peanom na cześć Tatki. Ciekawam, co się działo z tymi nieopornymi, jak zaciążyły - pod most? Ale któż by sobie tym zawracał utrefioną główkę, zawsze można było sobie porobić krotochwile z ciemnego ludu, hłe hłe.
                                Ohyda.
                                • pi.asia Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 14:21
                                  Mnie na samym początku zbrzydziła sześcioletnia Lilka, która trzyletniej Madzi zabiera jej jedynego cukierka, żeby dać upośledzonemu chłopcu. Sama ma w kieszeni fartuszka kilka cukierków, ale swoich nie ruszy. I jeszcze oświadcza, że każdego dnia trzeba zrobić dobry uczynek, i to jest pierwszy Madzi.

                                  To jest pierwsze wspomnienie Magdaleny o siostrze. Trudno się dziwić, że została jej głęboka, podświadoma uraza do Lilki, mimo że oficjalnie ją kochała i podziwiała.
                                  • zla.m Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 18:34
                                    Tylko wiesz, tutaj to ja bym nie widziała winy Lilki, ale dorosłych. Po scenie wcześniej widać, że nikt tych dzieci (bo i kuzynów też) nie uczy się dzielić. Dziadek sypie cukierkami jak ziarnem dla kur i patrzy jak się dziobią o zdobycz. Co więcej, dzieci mają naturalne poczucie sprawiedliwości (małpy też, robiono badania) i łatwo łapią ideę dzielenia się po równo. Więc takie aspołeczne zachowania musiały być promowane. Nie uczono ich ani "podziel się ze słabszym" ani (co w sumie dziwne) chłopców dzielenia się z dziewczynkami. Aczkolwiek dla 3-latki to żadna pociecha, że jej siostrę źle wychowują. No i pewnie zostało to w niej jako symbol większej całości.
                                    • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 19:32
                                      zla.m napisała:

                                      > Tylko wiesz, tutaj to ja bym nie widziała winy Lilki, ale dorosłych. Po scenie
                                      > wcześniej widać, że nikt tych dzieci (bo i kuzynów też) nie uczy się dzielić.

                                      Ale w tej scenie Lilka dzieli sie jak najbardziej. Tyle ze z cudzego.
                                      "Dobry uczynek" - poczestowanie uposledzonego biedaka - na rachunek siostry.
                                      Juz chyba latwiej byloby mi przelknac, gdyby zabrala siostrze, by sama zjesc. Ale tu mamy juz to, co mnie u Kossakow razi - wspanialomyslnosc na pokaz cudzym kosztem.
                                      • zla.m Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 19:46
                                        Hello, wciąż mówimy o 6-letniej dziewczynce. Tego ją pewnie rodzice nauczyli, naprawdę w tym wieku wciąż jeszcze rodzice są wzorcami, prawodawcami i obiektami naśladownictwa. Mając sami całe pudełḱo czekoladek, dawali jej jedną i kazali "się dzielić". Oczywiście, że dzieci są z natury samolubne (i to nie przeczy przytoczonemu wyżej poczuciu sprawiedliwości, bo ono się opiera najpierw na "a dlaczego on ma mieć więcej niż ja"), ale można je wychować do dzielenia się i altruizmu mądrzej lub głupiej.
                                        • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 19:48
                                          Nie no, jasne, w tej scenie mowa o 6-latce. Tyle ze Lileczce to zdaje sie w doroslosci tez nie minelo...
                                          • zla.m Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 21:01
                                            Ja mam córę lat 4 i pewnie dlatego tyle we mnie empatii dla takich maluchów ;-)

                                            Wiadomo, nie jest łatwo się samemu wychować, kiedy człowiek ma takie wzorce od małego. Ale z drugiej strony będąc osobą o przenikliwej inteligencji i mając dostęp do książek, wiedzy i nawet bezpośrednio do myślicieli ;-), naprawdę wstyd prezentować hipokryzję sióstr K.
                              • galene_ra Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 20:59
                                guineapigs napisała:
                                > Panny były wykształcone, znały języki. Czy pracowały na swoje?
                                Wydaje mi się, że nie miały gdzie pracować w tamtych czasach.
                                • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 21:26
                                  galene_ra napisała:

                                  > guineapigs napisała:
                                  > > Panny były wykształcone, znały języki. Czy pracowały na swoje?
                                  > Wydaje mi się, że nie miały gdzie pracować w tamtych czasach.

                                  Bez przesady, w miedzywojniu sporo kobiet pracowalo. Zreszta obie siostry K. pisaly i wydawaly - inna rzecz, na ile to bylo dochodowe, na waciki wystarczylo ? Zdaje sie, ze glownie zyly z taty i swoich mezczyzn.
                                • mamuka_z_boru Re: Punkt widzenia Autora 09.01.17, 22:00
                                  Rzeczywiście, do I WŚ pracowały głównie kobiety z niższych warstw społecznych (jako ekspedientki lub służące, praczki, itp.), a konieczność pracy zubożałych panien z klasy średniej, jako guwernantki lub nauczycielki muzyki, zawsze wiązała się z degradacją społeczną. Ale już w międzywojniu kobiety z klasy średniej dość powszechnie podejmowały zatrudnienie w urzędach, tworzących się jednostkach administracji państwowej (jak choćby Iłłakowiczówna, w końcu też poetka), itp. NB kuzynka Kossakówien, Jadwiga z Unrugów Witkiewiczowa pracowała w GUS, gdzie opracowała wielojęzyczną wersję słownika statystycznego.
                                  Więc jakby chciały, to by pewnie mogły, ale skoro papa łożył, chwilami utrzymywali mężowie, a i od czasu do czasu wpadały honoraria za publikacje, to pewnie nie miały zbyt wielkiej motywacji do regularnej, nudnej pracy zarobkowej.
                          • zla.m Re: Punkt widzenia Autora 08.01.17, 23:13
                            Aż pod wpływem tej dyskusji, którą zuzu wyszarpała z odmętów forum (dzięki!) sięgnęłam po MiM. Czytałam ją w dzieciństwie, łykałam jak pelikan co było podane, nie myślałam nic ;-) A nie, przepraszam, już wtedy zdziwiłam się nieco, że x-lat po wojnie pani autorka szczegółowo opisuje, co na jaki bal/wyjście/spotkanie załozyła i jaką to zrobiła konkietę.
                      • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 20:10
                        > Inteligencja w dowcipach nie przeczy brakowi empatii i poczucia
                        przyzwoitości.

                        Co w mojej wypowiedzi WYRAŹNIE zaznaczyłam :)
                    • minerwamcg Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 11:32
                      Oooj, ja też to uwielbiam :) Zawsze tak uspokajam moją mamę, kiedy
                      gdzieś wyjeżdżam, a ona natychmiast po dojechaniu na
                      miejsce/wylądowaniu/wyokrętowaniu domaga się telefonu. Mama, jak ten
                      samolot zleci na ziemię, to na pewno będzie o tym w telewizji!
                      • marslo55 Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 12:19
                        minerwamcg napisała:
                        "Mama, jak ten samolot zleci na ziemię, to na pewno będzie o tym w
                        telewizji!"
                        Ależ samolot to nie wszystko! Można jeszcze zostać uprowadzonym na
                        lotnisku! Niestety nie da się mamom i babciom wytłumaczyć braku
                        konieczności dzwonienia..
                        Ad rem: czytałam raz wynurzenia Pigonia n/t Mickiewicza. Rozczulał
                        się nad nim w sposób przyprawiający o odruch wymiotny. Jak ktoś
                        skrzywdzi Adasia - na stos z nim. Jak Adaś zrobi świństwo -
                        biedaczek, zmusili go do tego podli ludzie.. Miałam wrażenie, że
                        jakby go zobaczył, to mówiłby dokładnie jak Celina
                        Mickiewiczowa: "Adalku kochanku, motylku cacany".


                      • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 20:11
                        O, to ja mam tak samo. "Mamuś, zadzwonię, gdy szczęśliwie
                        wylądujemy. A jeśli nie wylądujemy szczęśliwie, no cóż... od razu
                        się o tym dowiesz z mediów" ;P
                • ananke666 Zalotnica dla Filifionki 23.08.10, 02:05
                  Masz tu parę fragmentów:

                  "I dlaczego aż tak im [księżom] zależało, aby ludzie, którzy się kochają, nie
                  mogli się pobrać, choć oboje tego pragną?"
                  Ciekawe, czy każdą przysięgę Magdusia tak lekko traktowała i czy w jej głowinie
                  zaświtał chociaż cień świadomości, czym jest ślub w religii chrześcijańskiej.
                  Widzi mi się, że nie - chyba tylko przepustką do legalnego bzykanka.
                  Kilkadziesiąt stron później pomstuje, że dziś małżeństwa po paru latach się
                  rozpadają, bo niby stosownej oprawy uczuciowej nie mają. Swoje i siostry
                  przeoczyła.

                  "W owych czasach figura, szczelnie zasłonięta szerokimi strojami, pelerynkami i
                  kaftanami, grała w całości najmniejszą rolę, najważniejsza była twarz, będąca
                  jak gdyby kolorową reklamą kobiety. Dziś, kiedy dziewczęta pokazują, co
                  posiadają, cały kramik owoców swojego ciała wystawiają na ulicy, uroda Lilki
                  [...] nie zostałaby w ogóle zauważona" - no fatalnie, o ile pamiętam, przed
                  wojną pokazywało się już nogi. W latach 60. nikt z gołym tyłkiem ni cyckiem po
                  ulicy nie chadzał, ale strój wygodniejszy, naturalniejszy, zdrowszy i na pewno
                  lepiej przystosowany do aury - wolę nie myśleć doprawdy, co się działo pod tymi
                  sukniami w upały i na jaką odległość to woniało - to znak upadku.

                  "Piękne zmysłowe czasy, pełne nieprzyzwoitych dreszczy, minęły bezpowrotnie, ich
                  miejsce zajął wulgarny SEX, tak odległy od erotyzmu, jak tango od nowoczesnych
                  tańców" - nie wiem, jak kto inny, ale ja miewałam nieprzyzwoite dreszcze. Kiedy
                  Magdusia, jak sama bez żenady opisywała, całowała się raz z jednym facetem, raz
                  z drugim na nieprzyzwoitej prywatce, a jestem dziwnie spokojna, że na samych
                  całusach się nie skończyło, to się nazywało erotyzm. Jak chłopak całuje się z
                  dziewczyną, to się nazywa wulgarny SEX.

                  "Dzisiaj taki Sarmento odpisałby Lilce miłym listem, prosząc ją o zdjęcie
                  (najchętniej w stroju kąpielowym). Gdyby mu się spodobała, zaprosiłby ją na
                  krótki czas do Paryża, gdzie kochaliby się przez kilka tygodni, po czym on
                  wróciłby do żony, ona do mamy - i po wielkim krzyku miłosnym." No i tak to się
                  mniej więcej odbyło. Lilce wpadło w oko zdjęcie przystojnego faceta, że żonatego
                  - pech żony. Popisali trochę górnolotnych listów, pojechali na parę tygodni do
                  Paryża, żeby się pobzykać. Wielki krzyk miłosny zakończył się jego grzecznym
                  powrotem do żonki, a Lilusi do mamy. Przy tym Magdusia oczywiście nie wierzyła,
                  że ktokolwiek poza jej pokoleniem może cokolwiek czuć.

                  "A w tych właściwie bardzo amoralnych czasach nikt nie żenił się z panną "gołą",
                  jak to się ironicznie mawiało. Dzisiaj wprost przeciwnie, chłopiec żeni się z
                  panną "gołą" (jeśli jest dobrze zbudowana), która w posagu wnosi kilka sukienek,
                  długie włosy i maturę, a w najlepszym razie jest po studiach i zarabia tysiąc
                  dwieście złotych miesięcznie."
                  To, że ludzie żenią się dla siebie, a nie dla posagu, że nie wymagają od tatusia
                  i mamusi pełnej szafy i grubszej forsy na start życiowy - to dopiero pożywka dla
                  ironii. Rozumiem też, że Madzia uważała, jakoby te gorzej zbudowane nie
                  wychodziły za mąż, ewentualnie wymagały dopłaty. Jezu.

                  "Duże rzeczy i spraw doniosłej wagi przeczuła Lilka, jednej rzeczy tylko nie
                  przewidziała - długich włosów u mężczyzn!" - należało się douczyć, to
                  wiedziałoby się, że długie włosy noszone były przez mężczyzn przez stulecia, a i
                  zdarzało się, że były oznaką człowieka wolnego. Mody wracają. Szczerze - nigdy
                  nie rozumiałam, skąd ta panika na tle męskich fryzur.

                  "Dziś, kiedy nie ma już wielkich uczuć [...] sprawa byłaby nader prosta.
                  Zdradzałby żonę za granicą, a przyjechawszy do niej do Krakowa, byłby [Jaś
                  Pawlikowski] dalej tym przyjaznym i na pozór kochającym mężem, co dawniej, swój
                  romansik z panną Wally chowając w ukryciu" - czyli dokładnie to robiłby, co
                  czynił Wojtuś Kossak. Tylko, że Wojtusiowi wolno było zdradzać żonę na prawo i
                  lewo, a Jasiowi Lilki nie. I to pisze kobieta, która sama się przyznaje do
                  przyprawiania poroża mężowi niedługo po ślubie, obściskuje się ze znajomymi po
                  ciemku i gdzieniegdzie wypsnie jej się coś o miłostkach; siostra tej świętej
                  Lileczki, która przyprawiała również mężowi poroże, sypiała z żonatym i ucięła
                  sobie romansik z mężem kuzynki, o której co prawda Magdusia pisała w książkach,
                  ale dla której po wojnie nie kiwnęła palcem. A to tylko to, co wiadomo niejako
                  oficjalnie, do czego Magaś się przyznał na kartach własnoręcznie spisanych
                  wspomnień. A nie, przepraszam, o romansie z Witkacym chyba nie napisała,
                  wypięcie się tyłkiem na kuzynkę też dyskretnie przemilczała.

                  I tak dalej, i tak dalej.
                  Nawet nie chce mi się już komentować potężnego, naprawdę potężnego kompleksu
                  Magdusi na temat swojej wartości jako kobiety i wartości kobiety w ogóle. Cała
                  "Zalotnica" jest nim przesiąknięta, wtręty pojawiają się regularnie.
                  • filifionka-listopadowa Re: Zalotnica dla Filifionki 25.08.10, 18:40
                    Dziękuję bardzo za te fragmenty. Czytanie ich sprawiło mi ogromną, bardzo mściwą
                    przyjemność. Czytając takie rzeczy wraz z Twoimi komentarzami, przeżywam małe
                    katharsis, że nie tylko ja nie trawię
                    Magdaleny-za-moich-czasów-było-lepiej-a-moja-rodzina-to-sam-cud-i-miód. Trochę
                    jak z Gabrysią- przy czytaniu miałam ogromny zgrzyt między moją oceną sytuacji a
                    komentarzem odautorskim.
                    Nabrałam ochoty do zapoznania się z tym dziełkiem osobiście.

                    Przyznaję uczciwie- Magdaleny nie trawię, zwłaszcza o kiepskich i głupawych
                    dowcipkach w "Czy mieszka Pani sama?".
                    Nabrałam ochoty do zapoznania się z tym dziełkiem osobiście.
                    • mankencja Re: Zalotnica dla Filifionki 26.08.10, 12:51
                      w "czy pani mieszka sama" najbardziej denerwował mnie obowiązkowy wielokropek
                      przed każdą puentą. i założenie, że krótkie palce o łopatowatych paznokciach =
                      prymitywizm i głupota
    • nula8 Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 11:39
      Taa. O ile MiM czytałam z dużym zainteresowaniem, bo jest fajnym bardzo
      świadectwem epoki i pozostawił mnie z lekkim jedynie rozbawieniem dla wad
      autorki, to po Zalotnicy po prostu nie mogłam dojść do siebie. One (jeśli Lilka
      była istotnie taka jak to wynika z książek Samozwaniec) musiały być masakrycznie
      głupimi babami. Nie wierzę, no po prostu nie mogę uwierzyć, że osoby
      inteligentne i z poczuciem humoru mogą do tego stopnia nie mieć dystansu do
      siebie i cienia przyzwoitości...
      • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 12:45
        nula8 napisała:
        > Taa. O ile MiM czytałam z dużym zainteresowaniem, bo jest fajnym bardzo
        > świadectwem epoki i pozostawił mnie z lekkim jedynie rozbawieniem dla wad
        > autorki, to po Zalotnicy po prostu nie mogłam dojść do siebie.

        Ale Zalotnica nawet daje rade na swój sposób. Lilke odebralam tam jako ciekawa
        osobe, mimo nieznosnych peanów siostry.
        A MM w Neojezycjadzie dawno sie wymknela epoka z rak i teraz tez nieprzyzwoicie
        zgredziala jak Madzia :P

        Nie wierzę, no po prostu nie mogę uwierzyć, że osoby
        > inteligentne i z poczuciem humoru mogą do tego stopnia nie mieć dystansu do
        > siebie i cienia przyzwoitości...

        Bierz poprawke, ze poznajemy je tylko przez bezdystansowy filtr zacnej Madzi,
        masakryczne to sa opisy i postepowanie przede wszystkim Magdy, a niekoniecznie
        sama Lilka. Wlasnie dlatego chcialabym poznac MJP opisana przez kogos innego i
        jeszcze przez nia sama, zeby wreszcie dojsc, jaka ona naprawde byla.
        Ale nawet jesli okazalaby sie rzeczywiscie okropna i wstretna, to jakos
        przezyje. Jesli jej najwiekszym przestepstwem byla niewiernosc, to nie ma o czym
        gadac, pociesze sie jej inteligencja i wierszami. Juz fragmenty ochoczych czy
        romantycznych listów Lilki-Szczura bardzo mi sie podobaja same w sobie.
      • verdana Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 12:47
        A ja, być może z wrodzonej wredoty, ZAWSZE mialam wrazenie, ze Lilka
        wypadka - mimo odautorskich, pełnych uwielbienia i czolobitności -
        komentarzy Madzi, jak glupia, wredna sucz, bowiem tak własnie wypaść
        miała. Że pod tym uwielbieniem czai się zazdość i opis Lilki ma
        przedsawiac ją jako okropnego babsztyla, ale tak, żeby nikt nie mogł
        powiedzieć "Ale Madzia siostrę obsmarowała".
        Są kobiety, ktore potrafią tak prawić komplementy, ze wychodzi z
        tego najgorsza obraza (bo ma wyjść) - i to jest IMO ten przypadek.
        • ananke666 Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 13:14
          Ja osobiście też Lilkę lubię, najlepszy dowód, że o niej czytam :) Po cichu
          marzę, że dorwę się kiedyś do jej wstrząsających ponoć wspomnień z czasów choroby.
          Madzi natomiast nie lubię. Uprzytomniłam to sobie po kilkakrotnej lekturze jej
          wspomnień i próbie lektury jej inszych dzieł - próbie, bo jako się rzekło, nie
          dałam rady przebrnąć. Czyta się dobrze te wspomnienia, ale sama Magdalena...
        • lezbobimbo Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 13:52
          verdana napisała:
          > A ja, być może z wrodzonej wredoty, ZAWSZE mialam wrazenie, ze Lilka
          > wypadka - mimo odautorskich, pełnych uwielbienia i czolobitności -
          > komentarzy Madzi, jak glupia, wredna sucz, bowiem tak własnie wypaść
          > miała. Że pod tym uwielbieniem czai się zazdość i opis Lilki ma
          > przedsawiac ją jako okropnego babsztyla, ale tak, żeby nikt nie mogł
          > powiedzieć "Ale Madzia siostrę obsmarowała".
          > Są kobiety, ktore potrafią tak prawić komplementy, ze wychodzi z
          > tego najgorsza obraza (bo ma wyjść) - i to jest IMO ten przypadek.

          Oczywiscie, takie zjawisko wystepuje.. Ale znowuz jak ze słów Najwieksza Polska
          Poetka ma wyjsc obraza? :)

          Odbieram tez te wszystkie czolobitne wspomnienia tak, ze Madzia zrobila sobie z
          pamieci o Genialnej Siostrze i o Cud-Ojcu mur swojej oblezonej twierdzy przed
          oblesna codziennoscia perelowska. Przed wojna mialy obie panny raj, Kossak byl
          lwem salonowym i zawsze poratowal spieniezajac obrazek a Mamidlo nakarmilo, ale
          potem wichry wojny nadeszly i masakry, tragedie i smierci, nowy ustrój i juz nic
          naprawde nie bylo jak dawniej. Przed wojna Madzia pewnie sie z siostra kłócila,
          darla koty i zazdroscila jej facetów oraz zdolnosci i wtedy pewnie by takiej
          biografii patetycznej nie napisala, tylko moze bardziej zjadliwa.. Ale po wojnie
          siostra zmarla, ojciec zmarl, wszystko sie zmienilo, i moze Magas dopiero wtedy
          docenil, co stracil? Mogla tez sie spokojnie zajac brązowieniem i przerabianiem
          na potęge, a opisywani nie mogli juz zaprotestowac.
          W dodatku sama Magdalena sie zestarzala i zramolala okrutnie, wiec typowy
          syndrom "Dawniej Bylo Lepiej, a Dzisiejsza Mlodziez to Chodzacy Syf na Wulgarnie
          Sexualnych Nogach" - jeszcze bardziej wyolbrzymil sie u niej niz u typowej
          zgreduleńki - bo Madzi rzeczywiscie przed wojna bylo lepiej, jako bogatej i
          rozbestwionej szlachciance otoczonej twórcami i wesołą bohemą.

          P.S. O ile dobrze pamietam, to w Zalotnicy przez moment przeswituje gram
          dystansu do siebie Magdaleny - siostry pisaly razem jakas sztuke dla zabawy (a
          wiec chociaz na tyle musialy sie lubic), gdzie opisuja jakas laske na wzór
          Madzi, dochodzac do wspolnego wniosku, ze ma byc niemądra, pusta i interesuja ją
          tylko faceci i pieniadze..
        • mmoni Re: Punkt widzenia Autora 26.08.10, 06:18
          Samozwaniec czytałam milion late temu, ale zawsze miałam to samo wrażenie:
          uwielbiana przez wszystkich piękna i utalentowana Lilka i pasywno-agresywny
          kopciuszek Madzia, który sobie zinternalizował to uwielbienie, a jej prawdziwy
          stosunek do siotry wychodzi między wierszami panegiryków.

          Za to parę humoresek przyznam, że mi się podobały, m. in. jedna, która przeczy
          tezie o postępującym zdziczeniu obyczajów - seria dialogów matek z córkami
          poprzez wieki na temat "coś ty na siebie włożyła", zaczynająca się od matki na
          starożytnej Krecie tłumaczącej córce, że ma chodzić z odsłoniętym biustem, bo
          nikt jej nie będzie chciał za żonę. Jak również ta o inkubach, jakie
          prześladują ludzi po nadużyciu alkoholu.
          • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 26.08.10, 13:35
            > Za to parę humoresek przyznam, że mi się podobały, m. in. jedna,
            która przeczy
            > tezie o postępującym zdziczeniu obyczajów - seria dialogów matek z
            córkami
            > poprzez wieki na temat "coś ty na siebie włożyła", zaczynająca się
            od matki na
            > starożytnej Krecie tłumaczącej córce, że ma chodzić z odsłoniętym
            biustem, bo
            > nikt jej nie będzie chciał za żonę.

            Mnie się też niektóre humoreski podobały, ale nie dlatego, że były
            śmieszne (bo nie były) tylko ze względu na opisywane w nich
            obyczaje.
        • ewaty Re: Punkt widzenia Autora 26.08.10, 13:28
          verdana napisała:


          > Są kobiety, ktore potrafią tak prawić komplementy, ze wychodzi z
          > tego najgorsza obraza (bo ma wyjść) - i to jest IMO ten przypadek.


          Uh, jak jedna moja przyjaciółka z czasów liceum (a były to czasy siermiężne,
          wymagające użycia wyobraźni do skomponowania eleganckich szat), która
          skomentowała moją bluzkę na studniówce (wtedy był jeszcze wymóg białej bluzki i
          czarnej/granatowe): "oh, nie wiedziałam, że tę stara sukienkę, którą miałam
          wyrzucić na smietnik, da się jeszcze na coś przerobić! I bluzka, która wcześniej
          zachwyt wzbudzała, wzbudzać przestała;)Syndrom kwiatu karczocha u Andersena...
      • the_dzidka Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 12:50
        Nula! Czy mnie sie tylko wydawa, czy dawno Ciebie tu nie było? :)
        • ktoszapanemstoi Re: Punkt widzenia Autora 23.08.10, 14:11
          Dawno nie czytałam "Marii i Magdaleny", ale pamiętam, że chociaż książka mi się
          podobała, to wyszło mi z niej, że Madzia była dzieckiem cokolwiek ignorowanym.
          Wszyscy uwielbiali Lilkę, rodzina, przyjaciele, goście... więc nic dziwnego, że
          Madzi takie czczenie siostry wydawało się naturalne, nawet zanim została ona
          "największą polską poetką". I nic dziwnego, że trochę chyba była rozgoryczona.
          Ja bym była.
    • tygrys2112 Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 12:45
      Coś czuję, że sięgnę po Smozwaniec :) Wasze wpisy mnie
      zaintrygowały. :)
      • minerwamcg Re: Punkt widzenia Autora 25.08.10, 23:44
        I warto, i nie warto. Warto dla, jak podkreślają Przedmówczynie,
        świadectwa epoki. O tym, jak drzewiej bywało, co drzewiej myślano i
        co drzewiej było zabawne. Nie warto, bo co drzewiej było zabawne,
        dziś mychą trąci, i Bogiem a prawdą Samozwaniec jest autorką dosyć
        już dzisiaj zapomnianą. Wiersze jej siostry żyją, choć po
        Pawlikowskiej kilku poetów umiało pisać o miłości (nawet o zgrozo
        jeden ksiądz), a humoreski pani Magdaleny jakoś przestały bawić.
        Czasy się zmieniły, dowcip zelżał, w ogóle rzeczy z założenia
        zabawne gorzej znoszą próbę czasu. Zrobić "Antygonę" tak, żeby
        wszyscy płakali - żadna sztuka. A spróbujcie dzisiaj zrobić na
        śmiesznie Arystofanesa! Skichacie się z wysiłku, a i tak będzie
        drętwo.
        • fornitta69 Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 00:50
          A mnie Samozwaniec bawi ciagle.
          • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 01:41
            fornitta69 napisała:

            > A mnie Samozwaniec bawi ciagle.

            Piszesz o jej humoreskach czy o wspomnieniach ?
            • fornitta69 Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 01:49
              O humoreskach. Jedne mniej inne bardziej,ale jednak :)
              • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 02:00
                Kiedys bawily...bardzo dawno temu to czytalam i szczerze mowiac slabo pamietam. Jeszcze szczerzej - prawie wcale. Ani fabuly, ani gierek slownych, ani jakichs wyjatkowo celnych powiedzonek, ktore sie zapamietuje...
                Wspomnieniowe pamietam. Wlasnie przez nie juz po Samozwaniec nie siegam :(
                • iskrzy_54 Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 13:05
                  W nastolęctwie czytałam Na ustach grzechu i jak pamiętam parodia śmieszyła mnie dużo mniej niż oryginał. Podobne wrażenia miałam później oglądając wszystkie Straszne filmy i American Pie, natomiast MiM podobała mi się, ale byłam wtedy zafascynowana poezją Pawlikowskiej i nie zwracałam uwagi na szczegóły. Ostatnio, pod wpływem Forum, sięgnęłam znowu i chyba więcej do tego dzieła nie wrócę, Siostry K wydały mi się raczej dość paskudne, zapatrzone w siebie i pretensjonalne. Nie czytałam Zalotnicy i wahm się, czy sięgnąć?
                  • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 14:34
                    Odradzam. W MiM jest jeszcze troche obyczajowki, troche plotek, troche humoru (mniejsza o jakosc) - Zalotnica to juz paszkwilowaty panegiryk, niemal wylacznie o Lilce, innych ludzi (i zdarzen) prawie tam nie ma. O ile pamietam.

                    To troche jak jezycjada :) - Borejki wsrod innych sa do strawienia, Borejki wylacznie - juz nie.
                    • pi.asia Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 16:26
                      W Zalotnicy Magdalena przynajmniej nie robi z Lilki niewiniątka skrzywdzonego przez tego Zuego Sarmenta Który Nie Powiedział Że Ma Żonę. Przeciwnie, wychodzi na jaw wysoce paskudne zachowanie Lilki, która nie dość, że o żonie dobrze wiedziała, to jeszcze pisze siostrze, że to podłe babsko ją nachodzi i nie daje spokoju. I jeszcze ośmiela się robić awantury. Grrr.

                      Właśnie sobie podczytuję MiM, i coś Wam zacytuję:
                      Nieraz się zdarzało, że Madzia lub Lilka leżą sobie, zaczytane,w hamaku, gdy nagle rozlega się głośne wołanie Tatki:
                      - Magdusia! Lilek! Chodźta mi na chwilę pozować!
                      - Może później, drogi tato... Taka ciekawa książka....
                      - Nie, zaraz! (...)
                      Tatko tak był uwielbiany przez obie córki, że mógł był zażądać nie wiedzieć czego, a byłyby to momentalnie na rozkaz wykonały. Z westchnieniem więc porzucały hamak, książkę i pachnący różami ogród i szły do zimnej pracowni, aby przez kilkanaście minut stać nieruchomo w żądanej pozie.


                      Faktycznie, poświęcenie córeczek dla ukochanego Tatki jest nieprawdopodobnie ogromne! Zwłaszcza, że żąda on rzeczy niesłychanych. Co za tyran z niego. Na podstawie tego opisu można wręcz wywnioskować, że wielka miłość córek do ojca wynikała li i jedynie z syndromu sztokholmskiego - pałały uczuciem do swego dręczyciela i oprawcy.
                      • fornitta69 Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 16:54
                        Chyba mnie zachecilyscie do lektury MiM oraz Zalotnicy. Tylko obawiam sie,ze moge stracic sympatie do Samozwaniec- trudno sie mowi...
                        • tt-tka Re: Punkt widzenia Autora 12.01.17, 17:18
                          Ja stracilam sympatie do calej rodziny Kossakow po lekturze - dosc pobieznej, przyznaje - ich korespondencji rodzinnej w dwoch opaslych tomach. Z jednej strony solidarnosc klanu trzyma sie mocno i kto obcy, to wrog, z drugiej - zrobili na mnie wrazenie osob, pardon, dosc obskuranckich i ogromnie "wsobnych". Zero zainteresowania (i wiedzy) jakimikolwiek sprawami nie dotyczacymi ich osobiscie.
                • ciotka_scholastyka Re: Punkt widzenia Autora 13.01.17, 09:15
                  tt-tka napisała:

                  > Kiedys bawily...bardzo dawno temu to czytalam i szczerze mowiac slabo pamietam.
                  > Jeszcze szczerzej - prawie wcale. Ani fabuly, ani gierek slownych, ani jakichs
                  > wyjatkowo celnych powiedzonek, ktore sie zapamietuje...

                  Z tych, hmm, humoresek, ciężkich jak cegła, zostało mi w głowie uporczywe powtarzanie niektórych "dowcipów" w co drugiej, np. "numizmaty wychodzą z ziemi", no matko święta, ileż można, oraz podkreślanie, że to, co właśnie zostało powiedziane, było dowcipne - "rzekł dowcipnie", "powiedziała dowcipnie", "wyjaśnił dowcipnie".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka