nioszka 03.10.12, 16:04 Tak tylko przygotuję wątek dla tych, co już po lekturze albo w trakcie i chcą się dzielić wrażeniami, żeby się przez spojlerowe wątki nie trzeba było przedzierać :) Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mkw98 Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 18:49 Moim dominującym wrażeniem jest nuuuda. Co mnie trochę zaskoczyło, ale ta książka mnie nie drażni aż tak bardzo, jak drażni niektórych z Was. Po prostu mnie nuży i jest to pierwsza książka MM, którą czytałam po łebkach, opuszczając to i owo. Przyjęłam do wiadomości, że zamiast książki z fabułą i ciekawymi perypetiami bohaterów ("Kłąmczucho", gdzie jesteś??) dostałam 759 odcinek marnej telenoweli i źle mi z tym, ale już się nawet nie złoszczę, że np. Ida jest własną karykaturą. Bo to nie jest Ida. Ja tego po prostu nie przyjmuję do wiadomości. Losy Idy Borejko po roku 1991 są nieznane. : ) I nie zaśmiałam się ani razu, ech. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 18:57 Ja też się nie zaśmiałam ani razu, jestem w połowie. Żenada ponad normę, te podmuchawcze wypominki jako na dziadach, te szampańskie upojne żarty, te miłe wesolutkie młodzieżowe dialogi i igraszki. Miałam rację, Trędowata się kłania. To wszystko to jedna wielka porażka. Szkoda i żal. Odpowiedz Link
moleslaw Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 19:11 Nie wiem czy o taki cel Wam chodziło,ale po tych wszystkich wątkach "McDusia" będzie pierwszą rzeczą którą kupię w dniu wypłaty. Po przeczytaniu mam nadzieję z Wami powalczyć o moją ukochaną MM. Odpowiedz Link
pi.asia Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 20:26 Walcz. Ja jestem niewyrobiona literacko życzliwość wcielona (Trędowata mi się podobała !!!), a nad McDusią nieraz zalałam się rumieńcem zażenowania. Sceny przemocy, koszmarne rysunki, drętwe dialogi. Laura tak mówi o krawcowej operowej, która szyje jej suknię ślubną: "Ona szyje kostiumy dla Teatru Wielkiego. Słusznie ją cenią w środowisku śpiewaczym" Żywcem przepisane z Trybuny Ludu albo innej gazety... Odpowiedz Link
ready4freddy Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 21:57 pi.asia napisała: > "Ona szyje kostiumy dla Teatru Wielkiego. Słusznie ją cenią w środowisku śpi > ewaczym" ROTFLMAO :D Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 20:44 Napisałam sobie w wordzie długaśną recenzję jeszcze przed przeczytaniem tych 50 (wtedy!) wątków, aby, bez sugerowania się tym forum, wypisać moje własne spostrzeżenia i uwagi. Ponieważ, jak widać w odpowiednim wątku, zamieściłam ją dość wysoko na liście rankingowej, są one - co pewnie zdziwi lub nawet zaszokuje wiele osób- pozytywne. Po przeczytaniu Waszych uwag nie wkleję moich wypocin w pierwotnej postaci, nie da się bez odniesienia do tego, co tutaj tyle osób napisało. Nie znaczy to, że zmieniam zdanie. Przeciwnie- odważnie się przyznam- bo może znajdą się i osoby, które się ze mną zgodzą. „McDusia” podoba mi się i wcale nie trolluję. Powiem, dlaczego. Nie oceniałam jej jak jurorzy konkursu im. Astrid Lindgren, nie brałam jako główne kryterium wartości etycznych ani też w większym stopniu estetycznych, pokierowałam się własnymi kryteriami, nie zdefiniowanymi ani nie zwerbalizowanymi, tylko tak jak czuję. Zacznę od tego, że książka mnie „wciągnęła”. To jest wprawdzie typowe dla Jeżycjady i podejrzewam, że każdy z nas tutaj tak ma- chcemy dowiedzieć się, co tam u naszych ulubionych bohaterów, z którymi dorastaliśmy i których dzieje tak ciekawie MM niedgyś opisywała; no ale zdarzyło się kilka książek, których nie przeczytałam, jak to się mówi „jednym tchem” – JT był dla mnie nudny, CR była dla mnie nudna, i parę innych takoż. Najbardziej zaciekawiła mnie tytułowa bohaterka i szkoda, że tak mało o niej jest- jak ktoś zauważył, przemyka gdzieś w tle; czytając nie zaliczyłam jednak tego do wad- tak oszczędna prezentacja zaostrzyła tylko moją ciekawość. (Napiszże, pani MM, więcej o niej w następnej knidze!) Intryguje mnie zarówno jej wygląd na ilustracjach- kiedy tak się w nie wpatruję, kogoś mi przypomina-nie wiem, czy to jest tylko moje subiektywne wrażenie, ale zastanawiam się, czy jej twarzyczka przypomina mi Małą Mi, czy nastoletnią Cichopkową, czy... mnie samą z końca podstawówki i liceum- a jednocześnie robi mi się jakoś swojsko i ciepło na sercu, co nie ma miejsca zupełnie, gdy patrzę na obcą zupełnie memu duchowi Gabę czy ową ciepłokluchowatą Pyzę. Ma w sobie i coś z Laury- charakterek, „rogatość”- ale jest przy tym bardzo ciepła; to bardzo fajne połączenie. Taki „misiaczek” lub „dzieciątko”- tak nazywam ten typ. Zarazem poważna, nieco introwertyczna, no i, jak przewidywałam, asertywna i wychowana w innych zasadach niż dzieci Borejków, Pyziaków czy Strybów. To ona w końcu wspomina o przemocy domowej w scenie z prysznicem. Kochliwa jest - ale któż nie jest w wieku, kiedy szaleją hormony. Ma parę cech (przepraszam- analiza postaci pod tym kątem jest moją obsesją od roku) z lekka autystycznych- w sensie pozytywnym: ogromną szczerość, zdolność racjonalnego myślenia- i negatywnym- niechęć do zmian, do przystosowania się do zupełnie obcego otoczenia. Ale raczej jest neurotypowa (ma empatię, jest samodzielna, sprytna i elastyczna). Poza tym sprawia wrażenie tajemniczej. Podoba mi się, jak zawiesza na ludziach spojrzenie pełne emocji, silnych, aczkolwiek trudnych do odgadnięcia- MM nazywa to spojrzenie „pytającym”, a mnie się wydaje, że tam jest więcej niż tylko jakieś (jakie?) pytanie, tylko nie wiemy do końca, co. Długo zastanawiałam się, co miał znaczyć jej pocałunek dla tego obojętnego na jej spojrzenia, mrukliwego Józina- w połączeniu z wyznaniem Laurze swoich motywów oraz z jej ogólnym stanem uczuć i postaw wobec mężczyzn, tego rodu krokodyli. Nie bardzo ją rozumiałam- wydaje mi się, że 17- latka, neurotypowa i mająca już jakieś doświadczenie z chłopakami, raczej wie, że nie startuje się z niespodziewanym pocałunkiem do faceta, który ewidentnie jej unika, a przy tym, przeżywszy rozczarowanie w miłości, będzie raczej wobec facetów unikająca lub złośliwa. Musiałam sporo się nagłówkować, by w końcu dojść do wniosku, że po prostu miała ochotę na ten całusek, a nie chciało się jej bawić w jakieś podchody, bo skoro oni tacy są, jacy są, to nie warto tracić czasu na „zdobywanie” czy też „pozwalanie się zdobyć”- mam na faceta ochotę, to go pocałuję od razu, nie obchodzi mnie jakaś „przestrzeń osobista”, mnie faceci nie szanują, to ja ich też nie muszę. I ja taką postawę- no cóż- rozumiem. Józia, patrząc na jego osobowość, ukształtowaną tak a nie inaczej przez geny, dom, szkołę i pewnie ostatnio szalejące hormony –też rozumiem(choć zdecydowanie nie pochwalam jego zachowania). I nocna scena nie jest dla mnie żadnym zgrzytem, lecz ciekawym ubarwieniem. W końcu bohaterowie nie muszą być grzeczniutcy i powściągliwi niczym asceci. Szkoda tylko, że potem jedynie Magdusia wykazuje refleksję nad swoim zachowaniem, a Józef - nie. To mi zgrzyta. Mimo to najważniejsze jest dla mnie, że książka po prostu porusza pewne problemy, o których się ostatnio dużo mówi- poszanowania granic, przemocy, poglądów ludzkich na sprawy damsko-męskie itp, pobudza do refleksji. Tak samo Ida- no, jest, owszem, złośliwa, ale wyluzujmy, bez takich ludzi świat byłby nudny. Nie sądzę, by silną i nieprzejmującą się swoją figurą McDusię miała wpędzić w straszne kompleksy. Nie widzę też, żeby „wrzeszczała” na gościa- to już interpretacja niektórych, w końcu książka to nie film, więc nie wiemy, jak głośno ani z jakim ładunkiem emocjonalnym przemawiała (sam wykrzyknik przy wypowiedzi to jeszcze nie krzyk). W połączeniu z resztą jej osobowości wygląda na to, że jej przytyki w założeniu są żartobliwe, a to, że Magdusia nie bierze ich za bardzo do siebie, wskazuje na to, że tak też je interpretuje. Przecież wie, że zaprzyjaźniona z jej matką rodzina nie zrobi jej krzywdy. Nie sądzę, jak sugeruje nawet ginestra, żeby MM była na coś chora. Możliwe, że w jej pisaniu odbija się jakaś jej walka ze światem zewnętrznym, dość nieporadna czasami. A może we „Wnuczce od Orzechów” Józin zacznie zastanawiać się nad sobą, wydorośleje, uspokoi się, wyleczy problemy emocjonalne. Na razie to jeszcze nastolatek, wszystko przed nim, nie musi wcale wyrosnąć na przemocowca. Wątki odgrzewane po raz kolejny- Laura przepraszająca za swoją grzeszność i pojawiający się i znikający Pyziak- mam wrażenie, że wreszcie zostały napisane jakoś porządniej niż w poprzednich tomach i ostatecznie zamknięte. Nie będą nas więcej straszyć, a MM skupi się na czymś innym. No i wreszcie ośmielę się zauważyć, że sukcesem tej książki jest chociażby to, że ledwie się pojawiła, a już kilkadziesiąt wątków na stronie, więcej niż przy dotychczasowych tomach, a na pewno przybędzie ich więcej. Dyskutujemy te kontrowersyjne postawy, analizujemy, aż miło, potwory powstają z bażin, głosy buntu i protestu się podnoszą- i tak ma być. Niepotrzebnie autorka rwie sobie włosy z głowy i wykreśla bezlitośnie wpisy coraz to nowych gości. Literatura ma żyć, a nie być posągiem. Odpowiedz Link
verdana Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 20:56 Hm, jeśli powiem,że uwazam Twoje uwagi za niedojrzałe, głupie i egzaltowane, ze widać po nich niedostatek Twojej inteligencjii i nieumiejętność rozumienia tego co czytasz. Że autyzm jest modny, wiec wryniasz go wszedzie, nie mając pojęcia, o czym piszesz? Że używanie parokrotnie słowa "neurotypowa" nie czyni z ciebie intelektualistki, tylko osobę przemądrzałą? - to uznasz, że jestem osobą, bez której swiat byłby nudny? Czy raczej przerażającą chamką? Czy, jako osoba dorosła i pewna swoich poglądów tylko się uśmiechniesz i nie weźmiesz sobie tego do serca, bo wiesz, zę ja to tylko tak szczerze, dla Twego dobra, zebyś się poprawiła? Fajna jestem, nie nudna? Uwaga - NIE uwazam, aby Twoje uwagi były głupie!!! Przeciwnie, bardzo sobie cenię ludzi, którzy potrafią napisać coś niepopularnego i tego inteligentnie bronić. Ale jakie były Twoje uczucia po pierwszej części? Chyba jednak takie jak Magdusi, która usłyszała, zę jest za gruba, łakoma i ze obżera się bez umiaru. Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 21:28 No, rzeczywiście trochę zabolało z początku- mimo to owszem, patrząc racjonalnie, myślę, że nawet te krytyczne uwagi są ciekawe i mogłyby być początkiem dyskusji, która z kolei mogłaby i mnie rozwinąć. Zapytałabym wtedy, na przykład, co jest złego w byciu przemądrzałą? Poza tym, nawet jeśli ja jestem pewna swoich poglądów, to może i jest w krytyce takiej jak Twoja ziarnko obiektywnej prawdy, może powinnam pracować nad swoim intelektem, dojrzałością i rozumieniem treści książek, jak i bardziej roztropnie szafować pojęciami z dziedziny psychologii autyzmu i jego spektrum. Zawsze w człowieku jest coś, co można poprawić, a w życiu nie wszystko musi być przyjemne-czasem właśnie okrutna szczerość jednej osoby może dać więcej dobrego niż masy nieszczerych pochlebstw bądź milczących uśmiechów od tłumu ludzi. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 21:50 Ale zapominasz o jeszcze jednym aspekcie: Ida krytykuje goscia. Napadasz na ludzi, ktorzy sa zaproszeniu zeby pomieszkac u twoich krewnych? Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 21:59 Nie napadam, rzecz jasna- od kiedy wiem, że jest taki konwenans i zwyczaj, że dla gościa jest się bardziej uprzejmym niż dla innych, chociaż obiektywnie patrząc: tak naprawdę co to ma do rzeczy, gość czy nie gość? Wiem, że to ma znaczenie dla większości ludzi. Ale gdyby dla McDusi nie miało? Odpowiedz Link
verdana Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 22:05 Być moze są nastolatki z nadwagą, które są zadowolone ze swojego wyglądu, ale równie często sie zdarzają, jak jednorożce. O ile można dyskutować z poglądami, o tyle w momencie, gdy ktoś mowi,z ę jesteś nieatrakcyjny fizycznie, dyskusja jest właściwie bezprzedmiotowa - w dodatku jeśli mówi to lekarz. No i jesli do domu przyjdzie młoda dziewczyna, a Ty powiesz "Powinnas niosić aparat, takie krzywe zęby to po prostu wstyd", to jest to jednak zupełnie co innego, niz ejesli powiesz to kolezance w rozmowie, jako życzliwą radę. Bo gość nie przychodzi, aby byc krytykowany - przychodzi dla przyjemności. McDusia przestała jeść, czyli miało to dla niej spore znaczenie. Psychiatrzy alarmują, zę od takich uwag zaczyna sie zazwyczaj anoreksja. Odpowiedz Link
agnzimka Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 18:33 Ida już zapomniała, jak była "rudym kościotrupem". Może teraz sobie odbija za tamte upokorzenia. Odpowiedz Link
janka_kreska Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:23 doczytałam McD do końca i są rzeczy, które mi się podobały: a) najbardziej chyba rozmowa Pyziaka i Gaby na dworcu. Ten moment, kiedy on przeprasza ją za to, że nigdy jej nie kochał... mocne. No i faktycznie chyba MM już zamknęła tę historię. I słusznie. b) Sylwester Borejków na strychu c) uczłowieczony Ignaś d) kłótnia Laury z Pyziakiem w dzień jej ślubu. Obnaża cały lęk i żal, jakie ta dziewczyna nosiła w sobie. Wiadomo, że w dzień kiedy ma się powiedzieć TAK nie może to nie wyjść e) powrót Gaby do domu (finał) f) brak happy endu Józinkowego Odpowiedz Link
anutek115 Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 22:25 yasemin napisała: >Ale gdyby dla McDusi nie miało? > Powinno mniec dla gospodarzy, jeśli mienią się (a mienią) ludźmi kulturalnymi. Gospodarzami są Borejkowie, ktorzy powinni Idę natychmiast uciszyć lub skierować rozmowę na inny temat (z poprzednich tomów wiemy, że wychodzi im to świetnie). A potem, w cztery oczy, powiedzieć jej parę słów do słuchu. Bez względu na to, co obchodzi, a co nie obchodzi mojego goscia, mnie nadal obowiązują zasady dobrego wychowania. Tak przynajmniej sadzę. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 05.10.12, 22:28 Otoz to. A nikt z Borejkow Magdy nie broni. Odpowiedz Link
kkokos Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 09:09 yasemin, skoro mogę sobie pozwolić na brak nudy, wyznam szczerze - i nie wycofam się, jak verdana - że twoje uwagi świadczą dla mnie o wrednym charakterze i okrucieństwie. tekst "wie, że przyjaciółka matki nie zrobi jej krzywdy" w tym kontekście jest dla mnie równoznaczny z powiedzeniem ofierze molestowania ""co z tego, że ksiądz cię obmacuje, przecież ksiądz to święty człowiek, a nijakiej krzywdy tak naprawdę ci nie robi". Odpowiedz Link
slotna Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 15:13 > tekst "wie, że przyjaciółka matki nie zrobi jej krzywdy" w tym kontekście jest > dla mnie równoznaczny z powiedzeniem ofierze molestowania ""co z tego, że ksiąd > z cię obmacuje, przecież ksiądz to święty człowiek, a nijakiej krzywdy tak napr > awdę ci nie robi". W ogole to glupie jest. Przyjaciele rodzicow nie musza byc naszymi przyjaciolmi. Ja niektorych znajomych moich starych nie znosilam i gdybym miala z nimi mieszkac chocby przez tydzien, to bym sie zaplakala. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 10:01 Yasemin, nie polemizuję z tym, ze książka Ci się podobała, że Cię wciągnęła, bo to Twoje wciąganie i podobanie. Ale bronię Magdy, (poza Agatą jedyna osoba w miarę żywa imho). Ida absolutnie nie miała prawa zachować się tak chamsko i grubiańsko. Jako kobieta tzw. kulturalna i wykształcona powinna wiedzieć, ze dziewczyny w tym wieku są wrażliwe (zapomniał wół, jak cielęciem...), powinna też wiedzieć, ze gościa traktuje się uprzejmie, jak i mogłaby mieć odrobinę empatii i dopuścić myśl, ze dziewczyna w obcym mieście, w obcym domu może czuć się nieswojo i trzeba ją wspomagać, a nie gnębić. W dodatku to córka wrażliwej Kreski, Maćka, którego zdaje się też ceniły Borejki, prawnuczka św. Dmuchawca - więc wrażliwość ma w genach. Józinek - mały psychopata, co nienawidzi kobiet. Powinni rodzice biegusiem do psychiatry z nim. Piszesz: Józia, patrząc > na jego osobowość, ukształtowaną tak a nie inaczej przez geny, dom, szkołę i pe > wnie ostatnio szalejące hormony –też rozumiem a ja nie. Bo jeśli mamy rozumieć takie zachowania, to na co te 19 tomów stoicyzmu, poetyzowania, ESD, dominikanów itp się przydały? Chyba tylko na to, żeby pokazać, iż z takich korzeni wyrastają psychopaci. Wymowa całości z wisienką na torcie w postaci ostatniej ksiązki jest taka, ze lepiej te swoje dziatki wychowały Lelujki (są opiekuńczy wobec dziewcząt i słabszych), że lepiej było żyć w bloku Dziubów, czy innych Kopców - tamte dzieci sprawiają wrażenie zrównoważonych i życzliwych światu. Więc te deklaracje o kulturze antycznej, peany na cześć wychowawczej i etycznej roli poezji i Wartości, rytualne rodzinne wędrówki do Dominikanów na co się zdały? Na wychowanie bandy aspołecznych, pretensjonalnych, znerwicowanych typków, przekonanych o własnej wyższości nad innymi Magdusiami z frytkami czy Pyziakiem, co Kochać Nie Umi. I dającymi sobie prawo do chamskich zachowań, bo są Borejkami. Li i jedynie. Odpowiedz Link
chomiczkami Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 15:51 E, piętnastoletniego Dziubę matka bije. Też niefajnie. Odpowiedz Link
morekac Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:06 Po mamusi taki wredny. Po tatusiu byłby śpiący. Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 30.10.12, 22:24 A ja bym broniła Józefa. I nie dla tego, że geny, osobowośc czy tam wpływ wychowania. Po prostu uważam,że KAŻDY ma prawo sam decydować, czy chce być całowany czy nie. Uwielbiam scenę [w "Pulpecji" chyba] kiedy Baltona całuję Patrycję i dostaje natychmiast po buzi + kazanie! Mimo, że znali się od lat, przyjaźnili i mimo, że Patrycja miała do niego słabość maskowaną ostentacyjną niechęcią. Podziwiam dziewczynę, bo miała odwagę [i krzepę] by się nie dać. A tu co? Sytuacja jakby podobna, tylko że to panna startuje do chłopaka, prawie wogóle się nie znają i on zdecydowanie i dość wyraźnie okazuje jej niechęć. Czyli co, mimo, że zakochany gdzie indziej, mimo, że mu się Madzia po prostu nie podobała, nie miał ochoty powinien ulec, może jeszcze paść od razu na kolana i oświadczyć się? Wierszem? No sorry, ale po prostu dostała o co się prosiła! Odpowiedz Link
bupu Re: McDusia- moje wrażenia 30.10.12, 22:48 vi_san napisała: > A tu co? Sytuacja > jakby podobna, tylko że to panna startuje do chłopaka, prawie wogóle się nie zn > ają i on zdecydowanie i dość wyraźnie okazuje jej niechęć. Czyli co, mimo, że z > akochany gdzie indziej, mimo, że mu się Madzia po prostu nie podobała, nie miał > ochoty powinien ulec, może jeszcze paść od razu na kolana i oświadczyć się? Wi > erszem? No sorry, ale po prostu dostała o co się prosiła! Znaczy się co, mógł tylko potrząsnąć i zwyciężyć, albo sromotnie ulec? Nie ma nic pomiędzy? Nie mógł dziewczyny zwyczajnie odsunąć, albo sam odskoczyć? Niechby nawet spluwał z obrzydzeniem, proszę bardzo, ale trząść niedużą dzieweczką jak osiką i groźby w uszko jej sączyć? R'ly? Może niechby od razu walnął, w końcu sama się prosiła. Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 01.11.12, 15:09 Znaczy się Patrycja w "Pulpecji" nie mogła tylko odskoczyć? Musiała lać w paszczę? Noż, brutalna samica, jak nic! Ciekawe, czy gdyby ciebie obcy właściwie facet chciał całować, to byś go grzecznie prosiła "Ależ proszę, nie". Raczej sądzę, że chlasnęłabyś na odlew, a potem tłumaczyła! Otóż Józef nie chlasnął ino potrząsnął [zapewne własnie biorąc pod uwagę fakt, że to wątłe dziewczę, a nie kuzyn - szpieg] i zamiast rozedrzeć buzię [jakby to zrobiła większość kobiet - w tym Pulpet] wysyczał jej jadowicie co o niej myśli! Scena mi wydała się "niezbyt" nie ze względu na "przemoc Józinka, a właśnie na "końskie zaloty" Magdy - wulgarne, pozbawione grama wyczucia i delikatności, grubiańskie dziewuszysko jako córka ultrawrażliwej Kreski? Odpowiedz Link
bupu Re: McDusia- moje wrażenia 01.11.12, 15:17 vi_san napisała: > Znaczy się Patrycja w "Pulpecji" nie mogła tylko odskoczyć? Musiała lać w paszc > zę? Noż, brutalna samica, jak nic! Ciekawe, czy gdyby ciebie obcy właściwie fac > et chciał całować, to byś go grzecznie prosiła "Ależ proszę, nie". Raczej sądzę > , że chlasnęłabyś na odlew, a potem tłumaczyła! A widzisz tę drobną różnicę między dziewczyną, pocałowaną przez faceta w ciemnym parku w środku nocy, a rosłym drągalem, cmokniętym przez niedużą dziewuszkę, we własnym mieszkaniu, wśród licznej rodziny, wypuszczającej czułki z każdego kąta? Poza tym bardzo wiele osób na tym forum, w tym ja, reakcję Pulpy potępiło. Otóż Józef nie chlasnął ino pot > rząsnął [zapewne własnie biorąc pod uwagę fakt, że to wątłe dziewczę, a nie kuz > yn - szpieg] i zamiast rozedrzeć buzię [jakby to zrobiła większość kobiet - w t > ym Pulpet] wysyczał jej jadowicie co o niej myśli! > Scena mi wydała się "niezbyt > " nie ze względu na "przemoc Józinka, a właśnie na "końskie zaloty" Magdy - wul > garne, pozbawione grama wyczucia i delikatności, grubiańskie dziewuszysko jako > córka ultrawrażliwej Kreski? Szybkie cmoknięcie na dobranoc to końskie zaloty? A dokonująca tegoż czynu Magdusia wulgarnym dziewuszyskiem? Ty się aby dobrze czujesz? Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 20:32 Jakoś Magda nie rwała się do całowania nikogo innego - tylko i wyłącznie Józefa, który jej nader wyraźnie przez cały wieczór okazywał, delikatnie mówiąc, brak zainteresowania. A co do reakcji Patrycji - zawsze mi się podobała - uważam, że KAŻDY ma prawo bronić swojej osoby przed niepożądanymi "innymi czynnościami seksualnymi", a taką to czynnością jest dla mnie pocałunek w usta! I, moim zdaniem, jeśli już Madzia chciała go pocałować w kontekście niemal braterskiego "dobranoc" - mogła go cmoknąć w policzek, i gdyby wówczas jego reakcja była tak ostra - przyznałabym ci rację. Ale ona musiała pchac się nachalnie z całowaniem do chłopaka, który jej wyraźnie nie chce i być "zaskoczona", że mu coś nie pasuje! Odpowiedz Link
bupu Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 21:02 vi_san napisała: > Jakoś Magda nie rwała się do całowania nikogo innego - tylko i wyłącznie Józefa > , który jej nader wyraźnie przez cały wieczór okazywał, delikatnie mówiąc, brak > zainteresowania. > A co do reakcji Patrycji - zawsze mi się podobała - uważam, że KAŻDY ma prawo b > ronić swojej osoby przed niepożądanymi "innymi czynnościami seksualnymi", a tak > ą to czynnością jest dla mnie pocałunek w usta! I, moim zdaniem, jeśli już Madz > ia chciała go pocałować w kontekście niemal braterskiego "dobranoc" - mogła go > cmoknąć w policzek, i gdyby wówczas jego reakcja była tak ostra - przyznałabym > ci rację. Ale ona musiała pchac się nachalnie z całowaniem do chłopaka, który j > ej wyraźnie nie chce i być "zaskoczona", że mu coś nie pasuje! No urwał nać, nie mogę. I to, że on jej nie chce, usprawiedliwia użycie przemocy, która w tym wypadku nie była potrzebna? Usprawiedliwia grożenie dalszą przemocą, tak? Józin jest w porzo, że wytargał za kark drobną dziewuszkę, stanowiącą dla niego ZEROWE zagrożenie i nawet nie wykazał potem cienia skruchy i refleksji, ponieważ on jej nie chciał? Serio piszesz? Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 04.11.12, 13:21 A to że ona chce usprawiedliwia lizanie własciwie obcego faceta? A gdyby podobna sytuacja miała miejsce w realu i chodziłoby o twojego męża [chłopaka, narzeczonego]...? Uważałabyś, że jest ok, gdyby się odsunął i może jeszcze z łagodnym uśmiechem, żeby, broń Boże, nie zestresować "całowaczki" powiedział "Wiesz, wolałbym, żebyś tego nie robiła, bo moja ukochana mogłaby poniekąd nie być tym zachwycona"? Dobra, Józef zareagował przesadni. Niech. Ale, u licha, czy Magda wogóle COŚ myślała biorąc się do całowania go? Odpowiedz Link
bupu Re: McDusia- moje wrażenia 04.11.12, 17:18 vi_san napisała: > A to że ona chce usprawiedliwia lizanie własciwie obcego faceta? A gdyby podobn > a sytuacja miała miejsce w realu i chodziłoby o twojego męża [chłopaka, narzecz > onego]...? Nie, skąd, ja trzymam mojego chłopa na łańcuchu w piwnicy, a gdy go wyprowadzam ma na głowie garnek. Żeby za dużo nie widział i żeby go obce nie lizały. Mówiąc zaś poważnie, to po pierwsze Magda Józwierza nie lizała, tylko cmoknęła w stosunkowo niewinny sposób. Po drugie, nie demonizujmy może uczynku Magdy, dziewczę popełniło błąd w kalkulacji, facet nie okazał się zainteresowany, zdarza się. A w twoim ujęciu (lizanie obcego faceta) Magdusia wychodzi nieomal na ladacznicę babilońską. Po trzecie, może jestem dziwną kobietą, ale nie wpadam w histerię, gdy obca baba wykazuje zainteresowanie moim facetem. > Uważałabyś, że jest ok, gdyby się odsunął i może jeszcze z łagodnym > uśmiechem, żeby, broń Boże, nie zestresować "całowaczki" powiedział "Wiesz, wol > ałbym, żebyś tego nie robiła, bo moja ukochana mogłaby poniekąd nie być tym zac > hwycona"? Jak najbardziej. Na co mi facet o manierach jaskiniowca? > Dobra, Józef zareagował przesadni. Niech. Ale, u licha, czy Magda wog > óle COŚ myślała biorąc się do całowania go? Nie sądzę, ale nie sądzę również, żeby to, co zrobiła było straszliwą zbrodnią wymagającą odwetu ogniem i mieczem. Odpowiedz Link
berek_76 Re: McDusia- moje wrażenia 05.11.12, 18:04 A gdyby podobn > a sytuacja miała miejsce w realu i chodziłoby o twojego męża [chłopaka, narzecz > onego]...? Uważałabyś, że jest ok, gdyby się odsunął i może jeszcze z łagodnym > uśmiechem, żeby, broń Boże, nie zestresować "całowaczki" powiedział "Wiesz, wol > ałbym, żebyś tego nie robiła, bo moja ukochana mogłaby poniekąd nie być tym zac > hwycona"? Na litość.... Gdyby mój mąż ośmielił się jakąkolwiek napastującą go babę złapać za kark i syczeć do niej groźby, zaprowadziłabym go do psychiatry. Ewentualnie wezwała policję, gdybym uznała, że robi to serio (mój poprzedni byłby chyba zdolny do takiego wyczynu i nie jest już moim mężem). I dlaczego nigdzie, w żadnym absolutnie momencie osoby, które uważają, że Józinek nic takiego nie zrobił, nie dopuszczają opcji odsunięcia się ze wstrętem i powiedzenia: "Jak śmiesz! Nie życzę sobie!" Za mało wyraziste czy jak? Żeby głupia baba zrozumiała, trzeba ja od razu za kark łapać? ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 31.10.12, 05:42 . Po prostu uważam,że KAŻDY ma prawo sam decydować, czy chce być całowany > czy nie. Realizowaniu tej decyzji może służyć 1000 sposobów bardziej cywilizowanych od potrząsania jak szczurem i cedzenia gróźb, a jeśli młodzianek to prymityw i troglodyta, to rolą rodzinki lub narratora jest przywrócić proporcje i zastosować ocenę sytuacji. Tutaj tego zabrakło. Zachowanie godne Lisieckich,a nie potomka prawie-że-Marka-Aureliusza, z wielokrotnie podkreślaną kulturą wysoką rodziny etc. Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 04.11.12, 13:15 Wysoką kulturę tej rodziny już od dawna można włożyć między bajki [vide - choćby zachowanie Idy wobec Magdy i to, że nikt nie reaguje]. Mogę się zgodzić, że zareagował za ostro, ale to w końcu małolat, którego w dodatku "kulturalna" rodzinka nauczyła, że jak kuzyn wkurza to mu sójkę w bok i spokój. W którymś tomie [nie chce mi się sprawdzać dokładnie] jest scena, gdzie kilkuletni Józinek leje Ignacego, a Idusia go chwali, że jest silny i nie da sobie w kaszę dmuchać. Natomiast obstaę przy tym, że Magda sam się prosiła o "naganę" - jakoś ja może jestem nienormalna, ale się z całowaniem do własciwie obcych facetów nie rwałam... Odpowiedz Link
czochromroczek Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 14:38 Najbardziej zaciekawiła m > nie tytułowa bohaterka i szkoda, że tak mało o niej jest- jak ktoś zauważył, p > rzemyka gdzieś w tle; czytając nie zaliczyłam jednak tego do wad- tak oszczędna > prezentacja zaostrzyła tylko moją ciekawość. (Napiszże, pani MM, więcej o niej > w następnej knidze!) Niestety, ja się obawiam, że o Magdzie wcale więcej w następnych częściach nie będzie. Bo i co miałoby być? Właśnie ta książka była poświęcona jej wyjściu z rozczarowania rodzajem męskim i marnością relacji międzyludzkich w ogóle. A stojący za tym proces myślowy był przedstawiony bardzo, bardzo pobieżnie. Dlaczego ta książka w ogóle nosi tytuł "McDusia"? Lepszy byłby "Podboje miłosne wesołych kuzynów" czy coś w tym rodzaju. A zachowanie Idy, jak to piszą mądrze inne osoby poniżej, jest karygodne. Tak samo zresztą, jak nietaktowne teksty Łusi "ooo, nadużywa pan zaimka osobowego!!!" (że to taka "subtelna" aluzja, mająca ostatecznie pogrążyć Pyziaka w bezdennej studni jego egocentryzmu). Oraz zachowanie Bernarda, który ni z gruszki ni pietruszki deklaruje się jako przybrany ojciec Laury i do Pyziaka mówi per "mężczyzno z życiorysem". Tzn. rozumiem, że może go nie cierpieć i nim gardzić, ale sądziłam, że w domu Borejków by się raczej przemilczało coś takiego. Wychodzi jednak na to, że przemilcza się tylko to, co pozytywne, a negatywnym można walić z grubej rury i wszystko w porządku. Nie uważam, żeby McDusia była tragiczna (choć rozumiem zastrzeżenia etyczne co do jej treści), bo w czasie lektury nie miałam ochoty rzucać nia o ścianę czy coś podobnego. Ona jest po prostu jakaś miałka. Jak wielka kluska, która siłą rozpędu toczy się ze wzgórza. Postać Magdy miała potencjał, Agaty tak samo, i gdyby więcej uwagi poświęcono im, zamiast przykrywać je grubą warstwą tradycji, rozgardiaszu świątecznego oraz perypetii okołoślubnych, to książka byłaby moim zdaniem znacznie lepsza. Odpowiedz Link
chomiczkami Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 15:53 Ja jeszcze sobie pomyślałam, że skoro Janusz mieszka od lat w Niemczech, to może to nie egocentryzm, tylko przyzwyczajenie? Po niemiecku trudno mówić o sobie nie używając zaimka "ja". Odpowiedz Link
mkw98 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 15:57 JA generalnie nie mam wrażenia, że Janusz nadużywa zaimka "ja". ; ) Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 16:18 Bardzo mozliwe. Choc nie sadze, zeby to przyszlo do glowy autorce;-). Nawet gdyby jednak Janusz rzeczywiscie naduzywal zaimka ja, Lusia naprawde nie miala prawa mu tego wypomniec. Dziewczyna daje tu poprostu popis braku wychowania. Jak jej matka w przypadku Magdy, atakuje tu goscia w domu swoich dziadkow. Zreszta przerazajace jest, jak nieuprzejmie ci ciepli, rodzinni rzekomo, o goscinnych nie wspominajac, Borejkowie potraktowali tu Janusza. Zostal zaproszony na slub przez Laure. Wiadomo,ze jego relacje z Borejkami sa napiete, ale jednak jest ojcem Laury. Wcale nie musial miec ochoty przyjezdzac, mogl sie przeciez spodziewac, ze nie zostanie bardzo milo przyjety. Jednak z wielu powodow sie zjawil. Zostal potraktowany przez wszystkich jak intruz. Gdzie ta deklarowana uprzejmosc i goscinnosc Borejkow? Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 17:39 Odpowiadając hurtem- mam nieco inny umysł niż większość ludzi, przynajmniej tych na gazetowych forach, i teraz coraz częściej to widzę. Nie okrutny- może bardziej analityczny niż myślący społecznie. Nie uważam, by uwagi Idy były atakiem, to zbyt mocne słowo. Można zinterpretować to z jednej strony jako brak taktu- Ida zawsze była nietaktowna, nie umiała się zachować-a czy można winić kogoś za to, że czegoś nie umie? I teraz na „starość” ta cecha zaostrzyła się. Może fatycznie należało o tym powiedzieć Magdzie? Zresztą Ida była inaczej wychowana niż pokolenie Magdusi, jak widzimy, u Borejków w domu należało być dzielnym, zahartowanym, panować nad swoimi pokusami typu lenistwo czy łakomstwo(co się wiąże właśnie z ideami stoickimi) i nie przejmować się drobiazgami. Bo to jest drobiazg przecież, nie jakaś przemoc. Nie sądzę, żeby na miejscu było porównanie tego do molestowania seksualnego, które jest nieporównywalnie większą zbrodnią. Chcę jeszcze dodać, że ona swoje uwagi wypowiada jako lekarz- a więc można ją potraktować jako autorytet w sprawie żywienia. A co do Łusi, to nie robiłabym problemu w ogóle. Pyziak nie jest wrażliwą nastolatką, czyż nie? A spostrzeżenie, że nadużywa on zaimka „ja” jest dość ciekawe i mogłoby skłonić go do myślenia (takie typy wprawdzie nie zmieniają się tak łatwo, no ale niech choć trochę zastanowi się nad sobą- czy czasem nie jest zbyt egocentryczny?). Może jest to też sposób charakteryzacji postaci- żeby pokazać go czytelnikowi jako egocentryka, któą to cechę zauważają nawet dzieci- chociaż, skądinąd, nie bardzo mi się tu podoba przedstawienie 12-letniej Łusi jako dziecko, zwłaszcza że w tym wieku Tygrys już przeprowadzał wywiady dla Borejko-Station i strzelał okiem do wielbicieli Pyzy. Ale dzieci vel młodsza młodzież są różne. Pamiętam, jak ja kiedyś, w wieku Łusi właśnie, zauważyłam na wycieczce szkolnej, że przemawiający do nas często kierowca autobusu często wtrąca słówko „powiedzmy” i oczywiście mu to wesoło powiedziałam, a w odpowiedzi usłyszałam „Spostrzegawcza jesteś”, co było bardzo przyjazne i podbudowujące. Łusia ma sporo cech autystycznych, więcej niż Magdusia- zespołu Aspergera czy NLD też pewnie nie ma, bo ma nieźle jak na wiek rozwiniętą empatię (w sensie: dostrzeganie emocji innych) i teorię umysłu (np. wie, że Magdusia może czegoś nie wiedzieć). MM we „Frywolitkach” pisała trochę o dzieciach autystycznych, choć raczej o tych niskofunkcjonujących; nie podejrzewam, by umiała skonstruować osobę z ZA/NLD. Niemniej jednak- co by było, gdyby Łusia rzeczywiście miała ZA? Czy nadal uważalibyście jej uwagi za chamskie? Takie dzieci często poprawiają błędy innych, zwracają uwagę, dzielą się ciekawymi spostrzeżeniami i chętnie prezentują swoją wiedzę i umiejętności intelektualne- wcale nie ze złośliwości, chęci dowalenia czy upokorzenia. Może właśnie warto ich posłuchać, zamiast się obrażać czy opowiadać, jaka to ona arogancka, niegrzeczna itp.? Zauważyłam, że dużo forumowiczów tu wypomina Łusiną przemądrzałość i zarozumiałość, nazywając ją wręcz Nazigrammatik czy coś podobnego. A czy to zbrodnia? Dużo jest takich dzieci, zwłaszcza inteligentych lub z domów ludzi inteligentnych, co lubią chwalić się swoją wiedzą. Sprawia im to przyjemność, i u Łusi jak widać tak się dzieje. Po co im psuć tę przyjemność? Ludzie, wyluzujcie trochę. Są gorsze rzeczy na świecie. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 17:46 yasemin napisała: Ida zawsze była nietaktowna, nie umiała się zachować-a czy można winić kogoś za to, że czegoś nie umie? Tak, mozna. Takt to jest cos do pewnego stopnia wyuczonego, moim zdaniem czesciowo powiazanego z kindersztuba. Rodzice wychowujac dziecko powinni je tez uczyc pewnej wrazliwosci na innych, tego, ze pewnych rzeczy, niezaleznie od tego,czy moga byc sluszne,po prostu sie nie mowi. Jesli Ida nie umiala sie zachowac, to znaczy, ze jej rodzice poniesli sporych rozmiarow koleske wychowawcza. Co do Lusi: moze gdyby miala ZA, ocenialibysmy ja nieco inaczej,ale nie szarzujmy. Nie mamy wiedzy na ten temat, widzimy po prostu dziecko, ktore jest rownie niewychowane i nieuprzejmie jak jego matka. I tak, intelignentne dzieci lubia sie chwalic swoja wiedza, co nie oznacza, ze powinno im sie na to pozwolic. Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 17:55 I tak, intelignentne dzieci lubia s > ie chwalic swoja wiedza, co nie oznacza, ze powinno im sie na to pozwolic. > Niby dlaczego nie powinno im się pozwolić? Wiem, jest ogólna opinia, że "to niekulturalnie". Ale właściwie dlaczego? Ja lubię takich ludzi. Sama taka jestem (z natury, bo jednak tzw. "kultura" wyparła to ze mnie trochę, choć teraz myślę, że niesłusznie) Odpowiedz Link
kkokos Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:00 yasemin napisała: > I tak, intelignentne dzieci lubia s > > ie chwalic swoja wiedza, co nie oznacza, ze powinno im sie na to pozwolic > . > > > Niby dlaczego nie powinno im się pozwolić? Wiem, jest ogólna opinia, że "to nie > kulturalnie". Ale właściwie dlaczego? Ja lubię takich ludzi. Sama taka jestem ( > z natury, bo jednak tzw. "kultura" wyparła to ze mnie trochę, choć teraz myślę, > że niesłusznie) a ja nie lubię. nie widzę powodu, dla którego mam - może jeszcze z zachwyconą miną? - wysłuchiwać przechwałek cudzych przemądrzałych dzieci. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:02 Na przyklad dlatego, ze wykazywac sie wiedza moga na kolkach zainteresowan, na olimpiadach, konkursach itp. Nie musza sie popisywac przed kazdym,kto sie nawinie pod reke, czy ten ktos chce czy nie. Poza tym, ludzie przychodza w gosci zwykle nie po to, zeby wysluchiwac caly wieczor wykladow o gramatyce, deklamowanych wiedzy itd.itp. dziecka gospodarzy. Zwykle przychodza, by pogadac z rodzicami tego dziecka. Odpowiedz Link
verdana Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:08 Dlatego, ze Janusz Korczak powiedział, zę dziecko trzeba wychować tak, aby "Jemu było dobrze i z nim było dobrze". Tymczasem, jesli wychowamy dziecko, które popisuje się wiedzą, nie jest absolutnie zainteresowane nikim, poza sobą, swoją wyższość pokazuje wytykajać innym błedy i niedociągnięcia - to nikomu nie będzie z nim przyjemnie. Gorzej nawet - takiemu człowiekowi też nie bedzie dobrze, bo jego celem jest poczucie wyzszości nad innymi i pokazania kazdemu, ze jest od niego mądrzejsze. Wystarczy, zę w towarzystwie znajdzie sie drugie takie dziecko, albo ktoś naprawdę madrzejszy - i dziecko jest zdruzgotane, nie zostaje mu własciwie nic, na czym miałoby oprzeć swoje poczucie wartości. Poczucie wartości oparte na tym, że jest sie lepszym od wszystkich, długo nie potrwa. Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:24 verdana napisała: > Dlatego, ze Janusz Korczak powiedział, zę dziecko trzeba wychować tak, aby "Jem > u było dobrze i z nim było dobrze". Tymczasem, jesli wychowamy dziecko, które p > opisuje się wiedzą, nie jest absolutnie zainteresowane nikim, poza sobą, swoją > wyższość pokazuje wytykajać innym błedy i niedociągnięcia - to nikomu nie będzi > e z nim przyjemnie. Niekoniecznie nikomu. Na pewno ludziom przewrażliwionym albo zakompleksionym będzie nieprzyjemnie, ale też nie sądzę, by było tak tragicznie. Nie uważam, by zarozumiałość była zbrodnią, myślę, że warto być tolerancyjnym wobec ludzi, którzy mają potrzebę się pochwalić, o ile tylko nie obrażają innych mówią wprost, że ktoś jest gorszy. I samemu też nie wstydzić się zaprezentować swoich zalet. Zwłaszcza, że żyjemy w czasach, kiedy warto docenić siebie, wypromować siebie... Czy nie piszą o tym w poradnikach psychologicznych? BTW, pisałaś, verdano, na innym forum, że zarozumiałość należy wręcz "bezlitośnie" tępić, a mnie od tamtego czasu nurtuje, skąd u Ciebie aż taki wstręt do tej cechy? Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:29 Naprawde nie widzisz roznicy miedzy pewnoscia siebie, swiadomoscia swoich zalet czy wiedzy, a zarozumialoscia i pzechwalaniem sie wiedza? Och, nie trzeba wcale mowic innym wprost, ze sa gorsi. Moza im to zasugerowac. Z twoich postow az bije poczuje wyzszosci. Inna rzecz, ze widac w nich tez niedojrzalosc. A ten "analityczny umysl zamiast przystosowania spolecznego? Hmm, ja bym powiedziala, ze to zwykly brak empatii i dobrych manier raczej sie klania. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:23 > Z twoich postow az bije poczuje wyzszosci. Mam dokładnie takie samo wrażenie. Odpowiedz Link
verdana Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:30 Czyli kazdy człowiek powinien być absolutnie niewrazliwy na uwagi innych i w ogóle, przsekonany o własnej doskonałości, uznawać je za bzdurę? Czyli w ogóle po co mowić komukolwiek cokolwiek, jesli kazdy, w tym także mlodzi ludzie wiedzą, zę nie ma w nich niczego, co można skrytykować? Tak, bardzo widac, zę opierasz swa wiedzę na poradnikach psychologicznych. Szkoda tylko, ze absolutnie nie udaje Ci sie mimo to zaprezentować swoich zalet. Problem w tym, że czesto takie prezentowanie zalet sprawia jedynie, zę osoba je prezentująca wydaje sie ząłosna. Zarozumiałośź nalezy tępić, ponieważ osoby zarozumiałe nigdy nie przynają,z ę mogą być w czymś niedoskonałe, że mogą się mylić - i przez to zamiast się rozwijać, stają sie coraz głupsze i oderwane od rzeczywistości. A jeślii kieruja innymi - nie pozwalaja takze innym osiągnąć sukcesu. Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:03 Ależ ja wcale nie twierdzę, że nie jestem niedoskonała i że się nigdy nie mylę. Nie twierdzę też, że jestem dojrzała i że nie muszę się całe życie uczyć. Niedojrzałość nie musi być straszną wadą. O tym, że brakuje mi empatii, też wiem- powoli się jej uczę, mimo to uważam, że czasem i chłodnym umysłem można zdziałać więcej niż empatią. Dla mnie zarozumiałość to tylko pewien nadmiar pewności siebie, przebranie pewnej miary w przechwalaniu się, poczucie wyższości. Chodzi o to, że bardzo trudno jest w sobie zauważyć i skontrolować tę postawę, gdy jest się wśród ludzi. Łatwo jej nabrać, gdy się wchodzi np. w nowe środowisko, jak np. nowa szkoła/studia/nowe studia/nowa praca i człowiek czuje się niepewnie. Łatwo być o nią również posądzonym, nie mając wcale intencji bycia zarozumiałym. W ogóle jest to postawa bardzo nieuchwytna. Stąd moje przekonanie, że tę wadę powinno się ludziom częściej wybaczać niż inne. Poradników aktualnie nie czytam, zapamiętałam kilka zasad przeczytanych w nich te kilkanaście lat temu, gdy ewidentnie brakowało mi poczucia własnej wartości, i muszę powiedzieć, że pomogły mi (z wyjątkiem jednego, bardziej ezoterycznego, który zaszkodził, ale to inna bajka). Nie chodzi mi też w tej dyskusji o zaprezentowanie swoich zalet ani wyższości. Znów widać, jak ludzie potrafią doszukać się czegoś, czego nie ma. Chcę jedynie wytłumaczyć, że chwalenie siebie i prezentowanie siebie nikogo nie krzywdzi. Może czasem wyglądać i żałośnie- ale jeśli ktoś umie zaprezentować siebie, to niekoniecznie. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:08 A tak, jesli ktos umie. Wszystko jest kwestia umiaru. Jestem bardzo za zdrowa pewnoscia siebie. Ale nie za przechwalaniem sie. Odpowiedz Link
lacitadelle Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:29 Dlaczego uważasz, że empatia i analityczny umysł to cechy przeciwstawne? W kwestii pewności siebie i zarozumialosci - to pierwsze zwykle oparte jest na racjonalnych przesłankach i nie niesie za sobą potrzeby demonstracji, to drugie - często wręcz przeciwnie. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:19 > Niekoniecznie nikomu. Na pewno ludziom przewrażliwionym albo zakompleksionym bę > dzie nieprzyjemnie, ale też nie sądzę, by było tak tragicznie. Tak, oczywiście. Jeżeli ktoś ma uczulenie na osobnika non stop popisującego się swoją wiedzą, najlepiej jeszcze w jakiejś mocno niszowej dziedzinie, to z całą pewnością musi wynikać z wyłącznie z jego kompleksów. A nie z przekonania, że osobnik jest po prostu nudny jak flaki z olejem i dość męczący i lepiej spędzić czas z kimś, kto nie bombarduje nas cały czas informacjami, którymi wcale nie chcemy być bombardowani. Nie uważam, by z > arozumiałość była zbrodnią, myślę, że warto być tolerancyjnym wobec ludzi, któr > zy mają potrzebę się pochwalić, o ile tylko nie obrażają innych mówią wprost, ż > e ktoś jest gorszy. Na wszystko jest w życiu czas i miejsce. Jeżeli walczysz o awans albo posadę to z całą pewnością powinnaś pokazać, że jesteś bardziej kompetentna niż twój rywal. Natomiast udowadniać przypadkowym osobom w swoim otoczeniu, że są gorsi - owszem, można. Pytanie tylko po co. Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:26 Ależ ja wcale nie udawadniam ani nie popieram udawadniania, że inni są gorsi. Skąd takie wrażenie u ludzi, gdy zetkną się z osobą chwalącą się/prezentującą swoje umiejętności? Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:31 "Odpowiadając hurtem- mam nieco inny umysł niż większość ludzi, przynajmniej tych na gazetowych forach, i teraz coraz częściej to widzę. Nie okrutny- może bardziej analityczny niż myślący społecznie. " Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:05 Inny umysł nie znaczy lepszy- niektórzy twierdzą, że wręcz gorszy, ja myślę, że tu nie ma co wartościować. Analityczność też nie musi być lepsza od innych typów. Możliwe, że jestem zarozumiała. Ale cóż z tego? Wolę być zbyt niż za mało pewna siebie. Trudno wyczuć, kiedy tej pewności jest za mało, a kiedy za dużo. A granica między pewnością siebie a zarozumiałością jest rzeczywiście cienka, i może właśnie dlatego nie warto tak nadinterpretować wypowiedzi moich/Łusinych/osób apotykanych w realu i lubiących pochwalić się swymi umiejętnościami. Ani- brać tego do siebie. Po prostu- zaakceptować. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:15 A kto bierze do siebie? Bez przesady. Lusia jest absolutnie nieznosna. I pewnie tez przekonana, ze niczym sie nie chelpi. Odpowiedz Link
berek_76 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:25 Ani- brać tego do s > iebie. Po prostu- zaakceptować. Ale skoro Ty nie chcesz zaakceptować tego, że Twoja mądrzenie się może być dla kogoś upierdliwe, to dlaczego oczekujesz od innych akceptacji? Znaczy, mnie proszę akceptować, ale ja nikogo nie muszę, bo mam inny umysł? Dziwię się - jako osoba, która niechcący stale się wymądrza :) Ale nie usiłuję obracać tego w zaletę ani domagać się wyrozumiałości. Raczej panować nad tym (jeśli tylko zauważę). ot, nie lubię być dla ludzi uciążliwa, chociaż niestety wbrew moim intencjom wciąż mi się to zdarza. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:36 yasemin napisała: A granica międ > zy pewnością siebie a zarozumiałością jest rzeczywiście cienka, i może właśnie > dlatego nie warto tak nadinterpretować wypowiedzi moich/Łusinych/osób apotykany > ch w realu i lubiących pochwalić się swymi umiejętnościami. Ani- brać tego do s > iebie. Po prostu- zaakceptować. Przepraszam, ale pewnych zachowań nie mam zamiaru i ochoty aprobować. Dla mnie skromność stoi wyżej niż pyszałkowatość i nie ma absolutnie nic wspólnego z brakiem pewności siebie - przeciwnie - często jej towarzyszy. Wolę towarzystwo ludzi skromnych w dużej mierze dlatego, że słuchanie o zaletach i osiągnięciach osoby, którą nie jest nam szczególnie bliska bardzo często jest zwyczajnie nudne. Nie jest tak, że razi mnie każdorazowa deklaracja "jestem w czymś dobry/mam w czymś wybitne osiągnięcia". O ile jest ona uzasadniona kontekstem zdarzeń czy tokiem rozmowy wszystko jest w porządku. Razi mnie natomiast przywoływanie takich rzeczy bez potrzeby. Razi mnie popisywanie się swoją wiedzą w jakiejś dziedzinie, która średnio interesuje rozmówców. Niezależnie od tego, co tak naprawdę kieruje osobą zachowującą się w ten sposób takie zachowanie po prostu mnie drażni. Odpowiedz Link
verdana Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 20:49 Swoją drogą - co za straszna klęska MM, jesli jej dzieło ma być wykorzystywane jako poparcie dla tezy, ze zarozumiałość jest cnotą, a skromność nalezy wyplenić. Jestem pewne, ze nie o to jej chodziło. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 21:07 A granica międ > zy pewnością siebie a zarozumiałością jest rzeczywiście cienka, i może właśnie > dlatego nie warto tak nadinterpretować wypowiedzi moich/Łusinych/osób apotykany > ch w realu i lubiących pochwalić się swymi umiejętnościami Ależ skąd, wcale nie jest cienka. W uproszczeniu (dla analitycznego umysłu): w rozmowie biorą udział DWIE osoby. W interakcji społecznej dowolnego typu również biorą udział (co najmniej) dwie osoby. Oznacza to, że każda z osób biorących udział w interakcji oprócz tego, że MÓWI, musi z równą powagą i uwagą SŁUCHAĆ. W ten sposób osiąga się bowiem równowagę. Małe dzieci tego właśnie nie wiedzą. Są często za małe, żeby zrozumieć, na czym polega koncepcja interakcji czy wymiany społecznej. Są ciągle jeszcze w fazie skrajnego egocentryzmu: ja, mnie, o mnie, dla mnie, liczę się ja, ja mówię, jak chcę, daj mnie. Dziecko, które w wieku lat 12 nie opanowało jeszcze koncepcji równowagi w interakcji społecznej, które nie nauczyło się z uwagą słuchać Odpowiedz Link
yasemin Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 21:50 nessie-jp napisała: > > Ależ skąd, wcale nie jest cienka. > > W uproszczeniu (dla analitycznego umysłu): w rozmowie biorą udział DWIE osoby. > W interakcji społecznej dowolnego typu również biorą udział (co najmniej) dwie > osoby. Oznacza to, że każda z osób biorących udział w interakcji oprócz tego > , że MÓWI, musi z równą powagą i uwagą SŁUCHAĆ. . > > Dwunastolatka musi już wiedzieć, że nie każda chwila jest właściwa na absorbowa > nie wszystkich swoimi popisami, czy to baletowymi, czy deklamatorskimi, czy gra > matycznymi, czy matematycznymi, czy rysunkowymi. Musi już umieć wyczuć, że "ja, > mnie, o mnie, ja ja ja ci powiem ja ja ja, tylko ja" to nie jest zachowanie sp > ołecznie pochwalane i akceptowane. > Ale Ty mówisz tutaj nie o zarozumiałości, tylko o egocentrycznym sposobie prowadzenia rozmowy. Ja miałam na myśli chwalenie się i autoprezentację, a tego można dokonywać w czasie przeznaczonym na mówienie, kiedy już wysłuchamy wypowiedzi drugiej osoby. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 21:54 Przeczytaj moze w taki razie jeszcze raz wypowiedzi Lusi. Odpowiedz Link
nessie-jp Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 21:58 > Ja miałam na myśli chwalenie się i autoprezentację, a tego możn > a dokonywać w czasie przeznaczonym na mówienie, kiedy już wysłuchamy wypowiedzi > drugiej osoby. Kiedy już wysłuchamy odpowiedzi drugiej osoby, to myślimy o tym, co nam powiedziała oraz do tego się odnosimy, a nie dokonujemy autoprezentacji połączonego z prelekcją i pokazem przezroczy... Serio, to nie jest tak, że gdy ktoś z tobą rozmawia, to on tak śmiesznie porusza ustami bez sensownego dźwięku, dzięki czemu ty masz czas porozmyślać, jak najlepiej się zaprezentować i wykazać wiedzą. To nie jest ani rozmowa, ani interakcja społeczna. Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 06:44 > Ja miałam na myśli chwalenie się i autoprezentację, a tego możn > a dokonywać w czasie przeznaczonym na mówienie, kiedy już wysłuchamy wypowiedzi > drugiej osoby. A nie, tego należy dokonywać w czasie przeznaczonym na autoprezentację, np. podczas egzaminu lub rozmowy kwalifikacyjnej. I to jest monolog głównie. W normalnej rozmowie nie uchodzi, o czym nie wie Łusia, choć już powinna to wiedzieć, o ile ma w miarę normalną inteligencję emocjonalną. Ale ponieważ nie wie, wniosek stąd, że jest zaburzona. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:37 yasemin napisała: > Ależ ja wcale nie udawadniam ani nie popieram udawadniania, że inni są gorsi. S > kąd takie wrażenie u ludzi, gdy zetkną się z osobą chwalącą się/prezentującą swoje umiejętności? Bo granica jest bardzo cienka. Odpowiedz Link
croyance Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 14:00 Taaa ... Byl kiedys taki skecz: A. My family! My family! Everyone dies in a crash, they is all dead! B. No, no, no. You should have said 'everyone died in the crash, and they are all dead now'. See? Odpowiedz Link
bez_zarzutu Re: McDusia- moje wrażenia 09.10.12, 14:12 Kłaniam się nóżką na powitanie i proszę o powitalne jelitko. yasemin, gdyby Łusia zagaiła wdzięcznie "a wie pan, że w telewizji i radiu nadużywa się zaimka osobowego sra sra" to mogłabym podpiąć to pod dziecięce popisywanie się. Dokuczliwe, ale do zniesienia. McDusiowy sposób jest dla mnie nie do przyjęcia-obrażono gościa, w dodatku w TAKIEJ sytuacji i w TAKIM momencie. W ogóle cały ten Januszowy wątek jest koszmarny. Robot kuchenny, Łusia, to jak go traktują- pewnie pani Musierowicz chciała zaakcentować różnicę pomiędzy subtelnymi i wzniosłymi Borejkami a przyziemnym Pyziakiem, ale wyszło niestety odwrotnie. Jak tak wyglądało to życie rodzinne, to się nie dziwię niczemu-ani samochodom, ani antypodom ani alkoholowi. O, zwłaszcza alkoholowi. Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 00:31 A ja sobie ostatnio pomyślałam, czytając Żabę i Czarną Polewkę, że jeśli zawirowania ślubne Pyziaka i Gaby zawierały równy urok starszych państwa, jak w przypadku obu panów Schoppe i Pyziakówien, to ja się nie dziwię, że po wszystkim nie miał siły na trzeźwo przyjść do domu teściów. Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 06:33 bez_zarzutu napisał(a): > Kłaniam się nóżką na powitanie i proszę o powitalne jelitko. > Hej, w końcu nie daliśmy Ci tego jelitka? Cóż za niedopatrzenie! Naści, naści jelitko! W ramach bonusu dorzucam sałatkę jarzynową, akurat wczoraj robiłam :) Odpowiedz Link
rannie.kirsted Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 19:38 przypomina mi sie scena z big bang theory, kiedy sheldon traci prace bo naublizal swojemu szefowi i do akcji ratunkowej wkracza matka sheldona: -it's okay to be smarter than everybody but you can't go around pointing it out! -why not? -because people don't like it!!!!! Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 17:49 Pewne rzeczy latwo rozgrzeszyc ( zwlaszcza w sobie) brakiem przystosowania spolecznego. Ale czasem trzeba to jednak nazwac po imieniu jako brak wychowania. Odpowiedz Link
kkokos Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:08 > Nie uważam, by uwagi Idy były atakiem, to zbyt mocne słowo. nie dogadamy się. jeśli chcesz usprawiedliwiać chamstwo byciem "autorytetem w dziedzinie żywienia", to mogę ci tylko życzyć, byś na życiowej drodze swego analitycznego umysłu nie spotykała tak po chamsku zachowujących się autorytetów. gratuluję w każdym razie samozadowolenia. "nie, nie brakuje mi empatii, mam po prostu analityczny umysł". wygaszę cię sobie, bo budzisz we mnie najgorsze instynkty. Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 30.10.12, 22:10 Na wstępie: McDusiaę przeczytałam bez wstrętu, bez zachwytu również, ale nie jest aż taka kiepska, jak tu część forumowiczek pisze... Może i faktycznie uwagi Idy dotyczące tuszy Magdy to nie atak, przemoc słowna czy co tam jeszcze, ale ani miłe, ani taktowne nie były. I zdumiewa mnie fakt, że w tym "ciepełku" borejkowskim nikt jakoś nie czuje potrzeby kopnięcia postrzelonej Idusi w kostkę [ale solidnie, żeby się zamknęła], nikt nie czuje nawet potrzeby zmiany tematu... A poza tym Ida była złośliwa, ironiczna, ale nie chamska wobec gości! Natomiast co do jej lekarskiego autorytetu, to przypomnę ci, że jest ona LARYNGOLOGIEM, a nie dietetykiem, więc nie mówi z pozycji lekarza, a zwykłej baby, ktora się obsesyjnie odchudza. Co do Łusi - dla mnie dzieciak niestrawny! Przemądrzały i zarozumiały, wtrącający się wszędzie i niekoniecznie na temat, dodatkowo na poziomie intelektualno - emocjonalnym sześcio - siedmiolatki! Abstrahując zaś już od jej poziomu - NIKT z dorosłych kompletnie nie widzi potrzeby przystopowania non - stop paplającej smarkuli, która robi idiotyczne uwagi, poucza obcych dorosłych ludzi... Zabiłabym najpierw jej mamusię - dziecko może jeszcze się ucywilizuje. Odpowiedz Link
ewaty Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 14:13 dakota77 napisała: "Nawet gdy > by jednak Janusz rzeczywiscie naduzywal zaimka ja, Lusia naprawde nie miala pra > wa mu tego wypomniec. Dziewczyna daje tu poprostu popis braku wychowania. Jak j > ej matka w przypadku Magdy, atakuje tu goscia w domu swoich dziadkow. > Zreszta przerazajace jest, jak nieuprzejmie ci ciepli, rodzinni rzekomo, o gosc > innych nie wspominajac, Borejkowie potraktowali tu Janusza." Ano właśnie. Nie znam domu, w którym 12-latek/latka ośmieliłby się zwrócić do nieznanego sobie, dorosłego gościa dziadków i rodziców w taki sposób i nie został natychmiast postawiony do pionu. Po grzyba oni tego Pyziaka zapraszali? Żeby go obrażać? I borejowe: "Juliuszu". To pewnie śmieszne nawiązanie do KK miało być... Odpowiedz Link
ewaty Skojarzenie 07.10.12, 14:19 I powiem Wam, że dwa razy mialam skojarzenie z "Anią z Zielonego Wzgórza". Przy ataku Idy na Magdę- wypisz wymaluj pali Linde i pierwsze spotkanie z Anią, tylko tam coś z tego dla fabuły i akcji wynikło, tu-... Drugi raz przy akcji z upiciem się kremem czekoladowym- scena z Anią, Dianą i winem porzeczkowym. Wiem, wiem, wszystko już było... Swoją drogą, jeśli młody przyszedł do domu ubzdryngolony, a rzut słoikiem i krótki zimny prysznic tak błyskawicznie go otrzeźwiły, to może warto wdrożyć taką metodę, też bym chciała tak błyskiem dochodzić do siebie i jeszcze bez śladu kaca ;) Odpowiedz Link
slotna Re: Skojarzenie 07.10.12, 14:28 > I powiem Wam, że dwa razy mialam skojarzenie z "Anią z Zielonego Wzgórza". Przy > ataku Idy na Magdę- wypisz wymaluj pali Linde i pierwsze spotkanie z Anią, tyl > ko tam coś z tego dla fabuły i akcji wynikło, tu-... Przede wszystkim Maryla powiedziala Malgorzacie, ze nie powinna byla sie tak do Ani zwracac, a Malgorzata, kiedy minal jej pierwszy gniew, przeprosila ja i wytlumaczyla Ani, ze taka jej natura. Odpowiedz Link
ewaty Re: Skojarzenie 07.10.12, 15:27 slotna napisała: > Przede wszystkim Maryla powiedziala Malgorzacie, ze nie powinna byla sie tak do > Ani zwracac, a Malgorzata, kiedy minal jej pierwszy gniew, przeprosila ja i wy > tlumaczyla Ani, ze taka jej natura. No właśnie, a tu- nic... Odpowiedz Link
croyance Re: Skojarzenie 07.10.12, 14:28 Ale - scene znam tylko z cytatow, wiec poprawcie mnie, jakby co - dziwi mnie odgorne zalozenie zlej woli. Ida nie miala powodow, zeby synowi nie ufac, zeby go o cos podejrzewac - dlaczego wiec tak zareagowala? Dlaczego rzucala sloikiem? Mojego meza zawianego widzialam raz jeden - kiedy moi polscy znajomi postanowili mu pokazac, jak sie pije wodke :-D ale tez nie byl nieprzytomny, tylko lekko na gazie i dalej gadal z sensem. Ale poniewaz nie pije i w zyciu bym sie nie spodziewala, ze pic zacznie, gdyby przyszedl do domu pijany - zdziwilabym sie i pomyslala, ze byla jakas nietypowa sytuacja etc. i nie reagowalabym jak zona alkoholika, ktory znowu popadl w nalog. Autentycznie, nie rozumiem tej reakcji. Wiadomo, ze nastolatek pic nie powinien - ale on nie ma historii zlego zachowania, jego relacje z Ida wydaja sie dobre, a ona nagle reaguje jakby byl to ktos obcy. W dodatku, z tego co czytam, upil sie przez pomylke: gdzie wiec wotum zaufania? Po co ta cala drama? Odpowiedz Link
agni_me Re: Skojarzenie 07.10.12, 15:06 Ida była głodna, zmarznięta i zła, to dało jej prawo do wścieku na Mcdusie, potem zaś do wychowawczego moczenia syna. Może dobrze, że trafił się Józin, bo inaczej słoik z musztardą wylądowałby na Magdzie. Odpowiedz Link
verdana Re: Skojarzenie 07.10.12, 15:07 No i ten okrzyk "Prostaku!" - czyli nie to jest złe, ze pije, choć wiek nie ten, ale że to dziecięciu z dobrej rodziny nie przystoi? To jest okrzyk od czapy - wygląda na to, zę zmartwieniem idy jest to, zę pijać. Józinek zachował się prostacko, a nie głupio. Odpowiedz Link
ding_yun Re: Skojarzenie 07.10.12, 15:09 croyance napisała: > Ale - scene znam tylko z cytatow, wiec poprawcie mnie, jakby co - dziwi mnie od > gorne zalozenie zlej woli. > Ale poniewaz nie pije i w zyciu bym sie nie sp > odziewala, ze pic zacznie, gdyby przyszedl do domu pijany - zdziwilabym sie i p > omyslala, ze byla jakas nietypowa sytuacja etc. i nie reagowalabym jak zona alk > oholika, ktory znowu popadl w nalog. > Autentycznie, nie rozumiem tej reakcji. Dokładnie. Ida moim zdaniem reaguje jak osoba, która otarła się dość blisko o uzależnienie. Człowiek znający problem alkoholowy wyłącznie ze opowiadań a nie ze swojego najbliższego otoczenia w zyciu nie zareaguje na widok osoby lekko wstawionej taką histerią moim zdaniem. Odpowiedz Link
berek_76 Re: Skojarzenie 07.10.12, 21:28 > Dokładnie. Ida moim zdaniem reaguje jak osoba, która otarła się dość blisko o u > zależnienie. Człowiek znający problem alkoholowy wyłącznie ze opowiadań a nie z > e swojego najbliższego otoczenia w zyciu nie zareaguje na widok osoby lekko wst > awionej taką histerią moim zdaniem. No nie wiem. W życiu się nie otarłam o uzależnienie, a na pijanych ludzi reaguje obrzydzeniem i paniką. I mogę sobie wyobrazić, że moja reakcja na podpite dziecko byłaby dość irracjonalna (chociaż mam nadzieję, że jednak zdrowy rozsądek powstrzyma mnie przed rzucaniem i prysznicem ;) ). Bardziej mnie w tym zdumiewa właśnie ten "prostak". Czyli co, nie że picie jest złe dla zdrowia i w ogóle niefajne, tylko że zbyt pospolite? O powiedzeniu "pije jak lord" nie słyszała? ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
vi_san Re: Skojarzenie 01.11.12, 15:19 A moim zdaniem reaguje nie tyle, jak osoba, która zetknęła się blisko z problemem alkoholizmu, co po prostu jak wkurzona histeryczka. Dosyć to, prawdę mówiąc, niepedagogiczne, i szczęście, że padło na zrównoważonego w gruncie rzeczy Józefa. Ida była po prostu wściekła, zmarznięta, zmęczona, jak wróciła do domu zastała tam bajzel nieziemski, zapapraną chałupę, ledwo miała jak sobie herbatę zrobić, a że wogóle jest niezrównoważona - wyładowała złość na pierwszej osobie, która jej pod rękę się nawinęła. Odpowiedz Link
turzyca Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 10:18 chomiczkami napisała: > Ja jeszcze sobie pomyślałam, że skoro Janusz mieszka od lat w Niemczech, to moż > e to nie egocentryzm, tylko przyzwyczajenie? Po niemiecku trudno mówić o sobie > nie używając zaimka "ja". Janusz powinien miec znacznie wiecej nalecialosci. Ja mam lekkiego swira na punkcie poprawnosci jezykowej, bo nie cierpie emigrantow mowiacych wolapikiem, a i tak lapie sie na tym, ze mowie nieco inaczej, m.in. mam coraz wieksze sklonnosci do naduzywania strony biernej. I ogolnie czesto przylapuje sie na tym, ze z dwoch poprawnych konstrukcji wybieram te, ktora jest identyczna z niemiecka. Niby nie blad, ale na pewno zubozenie jezyka. Szacun dla Janusza, bo zdaje sie, ze mowi zupelnie poprawna polszczyzna. Odpowiedz Link
kkokos Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 11:55 Szacun dla Janusza, bo zdaje sie, z > e mowi zupelnie poprawna polszczyzna. oj, żeby się nie okazało, że on, emigrant tułający się po krajach anglo- i niemieckojęzycznych, nigdy się obcego języka nie nauczył i tylko z polakami tam pracował... w końcu jest tak złą postacią, że dorzucenie mu beztalencia językowego już nie nie kosztuje! Odpowiedz Link
rannie.kirsted Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 12:58 w koncu siostra najlepsza w toruniu specjalistka od gojp:P Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 08:49 Przeczytałam. Już napisałyście mnóstwo słusznych uwag, zamieściłyście najbardziej smakowite cytaty. Właściwie cała książka to jeden wielki cytat. Oczywiście pierwsze skojarzenie językowe z "Trędowatą", nawet niezbyt uwspółcześnioną. Podobnie jak tam deklaratywność, napuszenie, brak umiaru (przy jednoczesnym wychwalaniu stoickich cnót), rzewność, gołosłowne przywiązanie do Tradycyjnych Wartości, a to wszystko opromienia miłość wielka. Dialogi - fatalne. Bohaterowie - z księżyca. Albo bardziej może z domu wariatów. O wszystkim już napisałyście, więc może ja o tym, co dla mnie jest do przyjęcia? 1. Magda i Agata - najbardziej normalne osoby w tym całym panoptikum. 2. Pyziak - jak wyżej, choć tak wyszło, jak przypuszczam, wbrew autorskim intencjom. A kto na pilny dyżur psychiatryczny? Józinek, Łusia, Ida. Reszcie powinna wystarczyć solidna terapia rodzinna. Odpowiedz Link
piotr7777 książka ma pewne pozytywy 06.10.12, 11:13 -Hajduk zgolił brodę -Florian nie spłodził syna -Mila zwraca się do Bernarda per "pan" -Róża jest świadkiem u siostry na ślubie -Ignaś przestał kapować -tenże Ignaś poza matką (którą uwielbia) ma dość krytyczny stosunek do swojej rodziny -Józinek nie bije kuzyna -Borejkowie nie naśmiewają się ze zbitki Kopiec- Mrówek (a czytając forumowe recenzje spodziewałem się zbiorowego rechotu) -wspomina się większość dawnych postaci (zapewne pod wpływem forum) -jest trochę autoironii (słowa Grzegorza - "przyjmiemy to dzielnie i z podniesionym czołem, no nie") -brak rodziny Schoppe -Ignacy senior obsługujący zmywarkę -szczęśliwe wyjście Staszki z choroby nowotworowej -więcej zrozumienia dla muzyki rozrywkowej. Są też a jakże, minusy. Ale zostały już szeroko opisane. Odpowiedz Link
piotr7777 a no i jeszcze 06.10.12, 11:18 -Mila nie jest ani razu złośliwa -Ignacy przestał być oberautorytetem - Łusia wypomina mu pomyłki w cytatach, Józef ośmiesza jego makaronowy wywód -młodzież z bloków jest normalna (choć w blokach wciąż jest ciasno a kaszel Agaty jest słyszany piętro wyżej - to już lekka przesada) -na przykładzie pana Gruszki widać, że Borejkowie -a z nimi autorka - nie skreśla kogoś tylko dlatego, że nie jest wykształcony i nie mówi ich językiem. Scenę z panem Gruszką - a zwłaszcza słowa Mili, że rozumie go, bo też wychowała się w biedzie - można by uznać za najbardziej udaną w całej ksiażce. Odpowiedz Link
berek_76 Re: a no i jeszcze 06.10.12, 15:28 > kaszel Agaty jest słyszany piętro wyżej - to już lekka przesada W moim poprzednim mieszkaniu słyszałam non stop kichanie sąsiada, a co gorsza również to... no... korzystanie z toalety :/ Wielka płyta. ----------------------- Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005) You've got to kick a little Odpowiedz Link
verdana Re: a no i jeszcze 06.10.12, 15:28 Ja w łazience słyszę, jak sąsiedzi kaszlą. Ale masz rację - rzeczywiście nastąpiło unormalnienie ludzi z bloków. Odpowiedz Link
buka_z_muminkow Re: a no i jeszcze 06.10.12, 20:15 mieszkam w bloku całe życie i często słyszę kaszel sąsiadów - to nie przesada, to norma :) Odpowiedz Link
czochromroczek Re: książka ma pewne pozytywy 07.10.12, 11:43 Pewnym plusem jest to, że Musierowicz najwyraźniej chciała zakończyć parę wątków, które plątały się po ostatnich kilku tomach jak smród po gaciach, przede wszystkim wątek Pyziaka oraz wątek Trolli. I takie definitywne ich rozwiązanie stanowi dla mnie ulgę, choć nie do końca podoba mi się wykonanie. Szczególnie wątku z Pyziakiem. Jeszcze wrócę do sprawy Łusi i pyziakowego "ja". Po pierwsze, mnie by się wydawało naturalnym takie nadużywanie zaimka jako takiego językowego mechanizmu asekuracyjnego. (Mam nadzieję, że nie brzmi to zbyt przemądrzale). Rzecz w tym, że Pyziaka wszyscy traktują jak zgniłe jajo, więc nic dziwnego, że powtarza "ja". Też tak często mam, kiedy jestem zestresowana i to "ja" stanowi taki rodzaj rozbiegu. A poza tym pełni rolę, jak powiedziałam, asekuracyjną, mówi coś w stylu "nie linczujcie mnie, to tylko moje zdanie, wy możecie mieć inne". Robienie z tego aluzji do egocentryzmu (o co autorce wyraźnie chodzi) pachnie naciąganą psychoanalizą, niestety. Po drugie, sama postać Łusi. Jak już tu zauważono, ma ona 12 lat, a zachowuje się, jakby miała 8. Być może całą dojrzałość w tym rodzeństwie wessał w siebie Józef, przez co on sam ma jako trzecioklasista duszę starca, zaś Łusia zatrzymała się w rozwoju. W wieku 12 lat powinno się już wiedzieć co nie co nt. taktu. Jeśli ktokolwiek jest w tej scenie egocentryczny, to właśnie Łusia. A jej język! Wrrr! Dużo osób narzekało na to w Sprężynie (o czym wiem, jako że podstępnie podczytywałam to forum od dawna), ale tu jest jeszcze gorzej! To nie jest dbanie o czystość mowy ojczystej, tylko jakaś potworna ekwilibrystyka, rak na ciele języka i wynaturzenie. Wtykanie wszędzie "poniekąd" i "wszelako", męczące uściślenia, do czego odnosił się zaimek, zero wyczucia stylistycznego, ratunkuuu! Odpowiedz Link
rannie.kirsted Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:21 moje wrazenia po kupieniu, obwachaniu (ach ten zapach swiezutkich zadrukowanych kartek, mmmm wywachalam ja solidnie), przekartkowaniu, a nawet pobieznym przeczytaniu tak co 10 strony mniej wiecej. chcialam uczciwie przeczytac calosc - NIE DALO SIE. mam wrazenie ze albo nie pisala tego Musierowicz, albo zlosliwie napisala takiego gniota. poprzednie czesci neojezycjady owszem byly slabe ale nie byly tak potwornie nudne jak mcdusia... tego sie nie da czytac. opisy, dialogi - totalny bezsens i nuda. wszystkie postaci wygladaja jak napisane zupelnie od nowa - to nie jest Gaba, to nie jest Laura(zwlaszcza ona..) tylko jakies podmiany. i dmuchawcowe mauzoleum odwiedzane przez panią Aurelie i panią Bebe. cala ksiazka jako wielki pean na czesc dmuchawca, ktory wielkim pedagogiem i wspanialym czlowiekiem byl. i ostoja jezyc i calego swiata byl. plus niestrawny trojkacik jozef miagwa i jakas wymyslona napredce mcdusia. Odpowiedz Link
moleslaw Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:32 Mam!!! Jestem na 14 stronie i jest całkiem miło tak MIŁO ,Gabrysia opisana świetnie podobnie Magdusia i Ignacy Junior ,nie ma się do czego przyczepić. Naprawdę na razie wrażenie pozytywne w 100%. Przyznajcie się że te wszystkie watki to forma reklamy by więcej osób kupiło książkę. Odpowiedz Link
el_la Re: McDusia- moje wrażenia 06.10.12, 18:45 Gdyby usunąć sceny kiedy Ida mówi do Magdy albo nawet o niej myśli oraz zmienić scenkę Józef-Magda, to byłoby to w stylu "późnej" Jeżycjady - czytalne, nawet z pewną przyjemnością, acz bez rewelacji. Niestety, nie jestem w stanie tego strawić. Odpowiedz Link
janka_kreska Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 12:45 Moja kolej na wrażenia. Jestem dopiero w połowie (str. 156), ale już mam poczucie ogromnego niesmaku i ... jest mi tez po prostu smutno. Tuż przed, czytałam OwR i .... styl, konstrukcja postaci, samej fabuły jest nie do porównania na korzyść OwR, rzecz jasna. Smutno, strasznie smutno. "McDusia" to jeden, wielki, w dodatku dość łopatologiczny, moralizatorski wykład na temat czystości i wartości język polskiego. Cytat goni cytat, nie ma tam postaci, porządnej fabuły, wszystko to jakiś zlepek scen. Mam wrażenie, że autorka tak bardzo pochłonięta jest czytaniem literatury, że przestała słuchać JAK mówią ludzie. Przeraża mnie Ida, która nagle stała się pedantką, jest potwornie agresywna (rzuca w dziecko słoikiem musztardy, mówi do niego per "prostaku") i niewyobrażalnie złośliwa. Teksty, które rzuca Magdzie to zwykły bulling. I zgadzam się z Wami - nikt, żadne z Borejków na to nie reaguje. Skandal.Oczywiście kolejny tom ze świętami w tle i ślubem. Laura zachowuje się jak idiotka (kolejna bohaterka, która wychodzi za mąż b. młodo), Łusia to jakiś sztuczny twór, irytujący i przemądrzały. Na szczęście Ignaś został trochę uczłowieczony. Zdania od których aż zęby bolą: "gniewnie zrzuciła mokre buty i rajstopy, ze złością wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, aby tak z irytacją włączyć czajnik elektryczny "[to o Idzie]. Ludzie!!!! Gdzie tu redakcja tekstu?! Nawet jeśli redaguje się tekst własnej matki dobrze byłoby się wykazać profesjonalizmem! No i jeszcze coś... otwieram książkę a tam pocztówka z reklamą dwóch książek córki MM. Wchodzę na stronę MM, a tam info o łączonych spotkaniach promocyjnych. Po co Emillia zmieniała nazwisko skoro odcina kupony od sławy i osiągnięć swojej matki?Niesmak. Smutno mi, Boże. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 12:54 Laura wychodzi za maz bardzo mlodo? W chwili slubu miala 25 lat. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 13:05 dakota77 napisała: > Laura wychodzi za maz bardzo mlodo? W chwili slubu miala 25 lat. > Kiedyś mi się wydawało, że to normalny wiek do zamążpójścia, ale im bardziej się do niego zbliżam, tym bardziej mi się wydaje, że jednak bardzo młody ;) ale poważnie to jak na polskie standardy jest chyba przeciętny, szczególnie jeśli meżczyzna jest te kilka lat starszy. Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 13:08 To sie przesuwa w gore, ale wydaje mi sie, ze to faktycznie przecietny wiek. Ja wychodzilam za maz w wieku 26 lat, i naprawde nie wydawalo mi sie to smarkatym wiekiem. Bardzo mlodo to pod koniec liceum, nie po studiach:)) Odpowiedz Link
janka_kreska Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 14:26 dakota77 napisała: > Laura wychodzi za maz bardzo mlodo? W chwili slubu miala 25 lat. > W XXI wieku 25 lat to jednak dość młodo Odpowiedz Link
dakota77 Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 14:51 No ale "dosc mlodo" to nie "bardzo mlodo":) Odpowiedz Link
el_la Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 14:56 . Laura zachowuje się jak idiotka (kolejna bohaterka, która wychodzi z > a mąż b. młodo), Nie przesadzajmy z ta młodością. Laura ma 24 lata, jest to wiek dość właściwy już do wychodzenia za mąż zwłaszcza, że przyszły mąż jest nieco starszy, po studiach i pracujący. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 15:03 el_la napisała: > Nie przesadzajmy z ta młodością. Laura ma 24 lata, jest to wiek dość właściwy j > uż do wychodzenia za mąż zwłaszcza, że przyszły mąż jest nieco starszy, po stud > iach i pracujący. Tym bardziej, że u Borejków mieszkanie razem przed ślubem nie wchodzi w grę. Może gdyby Laura serio rozważał taką opcję to ślub nastąpiłby nieco później, ale ona nie brała nawet pod uwagę, zeby narzeczony spał z nią w jednym łożku, więc nie ma co nawet mówić o współzamieszkiwaniu. Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 30.10.12, 22:16 Mieszkanie razem przed ślubem nie wchodzi w grę? A Różyczka to co? Wiatropylna, krucafuks? Odpowiedz Link
janka_kreska Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 15:19 el_la napisała: > . Laura zachowuje się jak idiotka (kolejna bohaterka, która wychodzi z > > a mąż b. młodo), > Nie przesadzajmy z ta młodością. Laura ma 24 lata, jest to wiek dość właściwy j > uż do wychodzenia za mąż zwłaszcza, że przyszły mąż jest nieco starszy, po stud > iach i pracujący. Wiesz... mnie tylko zastanawia dlaczego wszystkie dziewczyny u MM (może z wyjątkiem Natalii) zaraz po studiach albo pod ich koniec muszą pędzić w welonem do ołtarza. Ta monotonność mnie męczy. A co ma do tego fakt, ze mąż pracujący? Że niby ma utrzymywać Laurę? Halo! Mamy XXI wiek, a Laura to wygrywająca konkursy i dostająca stypendia utalentowana śpiewaczka Odpowiedz Link
slotna Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:22 > Wiesz... mnie tylko zastanawia dlaczego wszystkie dziewczyny u MM (może z wyjąt > kiem Natalii) zaraz po studiach albo pod ich koniec muszą pędzić w welonem do o > łtarza. Ta monotonność mnie męczy. Ida miala lat 28, kiedy umierala ze strachu, ze Mareczek sie rozmysli albo jakis kataklizm przeszkodzi slubowi i zostanie stara panna. Odpowiedz Link
el_la Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:39 > Wiesz... mnie tylko zastanawia dlaczego wszystkie dziewczyny u MM (może z wyjąt > kiem Natalii) zaraz po studiach albo pod ich koniec muszą pędzić w welonem do o > łtarza. Ta monotonność mnie męczy. Dlatego, że autorka tych książek jasno deklaruje swoje poglądy i przekonania. W jej świecie (tj. tym książkowym) w stosownym czasie panny maszerują z welonem do ślubu. Ja - biorąc do ręki jej książki - się na taka konwencję godzę. Odpowiedz Link
meduza7 Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:49 Szkoda tylko, że wybór innej drogi przedstawiany jest tak jednoznacznie negatywnie (Barbara z pociągu w NiN, policjantka z Czarnej Polewki). Odpowiedz Link
el_la Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 20:43 meduza7 napisała: > Szkoda tylko, że wybór innej drogi przedstawiany jest tak jednoznacznie negatyw > nie (Barbara z pociągu w NiN, policjantka z Czarnej Polewki). Widać autorka tak sobie wyobraża tzw. singielkę czy feministkę :) Szkoda tylko, że poza panią Majewską i Gizelą w Kalamburce czy Terpentulą w Noelce nie pojawia się nigdzie sympatyczna "stara panna". Ja rozumiem, że pani MM może uważać, że powołaniem kobiety jest być dobrą żoną i matką, ale czasami to po prostu nie wyjdzie i najwspanialsza dziewczyna może nie znaleźć drugiej połówki. Odpowiedz Link
jottka Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 20:50 el_la napisała: > Szkoda tylko, że poza panią Majewską i Gizelą w Kalamburce czy Terpentulą w Noelce nie pojawia się nigdzie sympatyczna "stara panna". eno, a ciotka lila? jedyna chyba normalna, zadowolona z życia i jeszcze do tego nieuboga singielka w tym cyklu?:) Odpowiedz Link
kopiec_esmeralda Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 20:54 > Widać autorka tak sobie wyobraża tzw. singielkę czy feministkę :) No właśnie sęk w tym, ze autorka wiele spraw sobie dość osobliwie wyobraża. > Widać autorka tak sobie wyobraża tzw. singielkę czy feministkę :) > Szkoda tylko, że poza panią Majewską i Gizelą w Kalamburce czy Terpentulą w Noe > lce nie pojawia się nigdzie sympatyczna "stara panna". Figura p.t. "stara panna' (przeważnie podstarzała ciotka, uboga krewna, komiczna trochę, a trochę poczciwa) doskonale funkcjonowała w literaturze XIX w. i międzywojnia, a rodowód Jezycjady stamtąd przecież, fabularnie i stylistycznie. I te "stare panny' u Musierowicz są z tego ducha. powołaniem kobiety jest być dobrą żoną i matką, ale czasami to > po prostu nie wyjdzie i najwspanialsza dziewczyna może nie znaleźć drugiej poł > ówki. :D Tak, uszło uwagi, ze mamy XXI w. i pozmieniało się to i owo w mentalności i obyczajowości. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 21:08 el_la napisała: > Widać autorka tak sobie wyobraża tzw. singielkę czy feministkę :) > Szkoda tylko, że poza panią Majewską i Gizelą w Kalamburce czy Terpentulą w Noe > lce nie pojawia się nigdzie sympatyczna "stara panna". Ja rozumiem, że pani MM > może uważać, że powołaniem kobiety jest być dobrą żoną i matką, ale czasami to > po prostu nie wyjdzie i najwspanialsza dziewczyna może nie znaleźć drugiej poł > ówki. Ale moim zdaniem właśnie już postaci Terpentuli, Gizeli, panny Majewskiej, ciotki Lili wystarczą, żeby powiedzieć, że jednak w Jeżycjadzie pojawiają się normalne kobiety, które nie znalazły drugiej połówki. Wszystkie te postaci są ciekawie napisane, nie papierowe i jednak troszkę się ich pojawia. Konwencja Jeżycjady jest taka, że są to powieści o życiu rodzinnym, a nie o życiu singli, wiec siłą rzeczy o tych singlach jest mniej i pojawiają się w tle. Odpowiedz Link
jottka Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 21:11 ding_yun, ale tu chyba nie idzie o to, że singli mało, tylko że poza ciotką lilą nie ma chyba zadowolonych z życia i tak na oko spełnionych singielek. dziwniejsze zresztą, że te zadowolone singielki pojawiają się w dawnej jeżycjadzie, a nikną w neo, w czasach, kiedy zjawisko się rozpleniło bądź też przestało być aż tak straszliwie traumatyzowane. Odpowiedz Link
meduza7 Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 21:20 Może właśnie dlatego, że się rozpleniło i przestało być traumatyzowane, należy gromkim głosem zakrzyknąć: MŁODE DZIEWCZĘTA I KOBIETY, NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ! Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 00:42 Co gorsza, w Kłamczusze mamy nawet zmęczoną i lekko rozczarowaną macierzyństwem Tosię, która dzisiaj pewnie by siedziała na Bachorze i zaśmiewała się do łez. W Neo to już raczej niemożliwe, urodzenie dziecka uruchamia opcję pt. "wieczna idylla i szczęście", patrz Pyza. Odpowiedz Link
janka_kreska Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:59 el_la napisała: > > > Wiesz... mnie tylko zastanawia dlaczego wszystkie dziewczyny u MM (może z > wyjąt > > kiem Natalii) zaraz po studiach albo pod ich koniec muszą pędzić w welone > m do o > > łtarza. Ta monotonność mnie męczy. > Dlatego, że autorka tych książek jasno deklaruje swoje poglądy i przekonania. W > jej świecie (tj. tym książkowym) w stosownym czasie panny maszerują z welonem > do ślubu. > Ja - biorąc do ręki jej książki - się na taka konwencję godzę. A ja biorąc do ręki książkę z cyklu, który zawsze był mocno osadzony w realiach (miejsca, wydarzenia kulturowo-polityczno-społeczne w tle, daty, pogoda etc.) oczekuję, że będzie mniej jednoznaczny, czarno-biały, a autorka w końcu weźmie pod uwagę fakt, że niektóre z jej postaci urodziły się w latach 80-tych i dorastały w innej rzeczywistości niż Cesie, Aniele, Gabrysie etc. Więcej różnorodności a mniej lansowania jedynego, słusznego stylu życia. Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 00:46 No, fakt. Dziewczynom dorastającym w latach 70. i 80. otoczenie mogło powtarzać, że 25-latka bez męża i dzieci to stara panna i przegrana życiowo kobieta. Anno Domini 2004 ta opinia nie jest już powszechna - owszem, starsi Borejkowie pewnie nadal są bardzo tradycyjni, ale przecież te dziewczyny nie żyją w pustce! I aż zęby zgrzytają, gdy Laura wygłasza o zamążpójściu kwestie jak własna babcia. Jak to ją interesują jedynie poważne, sakramentalne związki w wieku 19 lat. Odpowiedz Link
ding_yun Re: McDusia- moje wrażenia 07.10.12, 19:58 janka_kreska napisał(a): > Wiesz... mnie tylko zastanawia dlaczego wszystkie dziewczyny u MM (może z wyjąt > kiem Natalii) zaraz po studiach albo pod ich koniec muszą pędzić w welonem do o > łtarza. Wiele osób to zastanawia i pojawiały się niezliczone rozmowy na forum na ten temat. Wytłumaczenie moim zdaniem jest jedno: taka konwencja. Zresztą moim zdaniem wcale niekoniecznie opisująca jakiś urojony świat, wydaje mi się, że w Polsce nadal masa dziewczyn wychodzi za mąż w przedziale wiekowym 25-30, nie są to jakieś kompletne fantasmagorie. Ta monotonność mnie męczy. A co ma do tego fakt, ze mąż pracujący? Że n > iby ma utrzymywać Laurę? Halo! Mamy XXI wiek, a Laura to wygrywająca konkursy i > dostająca stypendia utalentowana śpiewaczka To ma do rzeczy, że przynajmniej jedna osoba zazwyczaj w małżeństwie zarabia, chyba niewiele osób decyduje się na małżeństwo i pozostawanie na garnuszku rodziców. Jeżeli Laura ma stypendium i dostaje jakieś nagrody pieniężne za wygrane w konkursach to po prostu mają dochód obydwoje. Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 01:25 >Zresztą moim zdanie > m wcale niekoniecznie opisująca jakiś urojony świat, wydaje mi się, że w Polsce > nadal masa dziewczyn wychodzi za mąż w przedziale wiekowym 25-30, nie są to ja > kieś kompletne fantasmagorie. Ba! Nawet przed 25 rokiem życia, jakkolwiek zabrzmi to jak zupełne science-fiction ;D Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 07:39 klawiatura_zablokowana napisała: > >Zresztą moim zdanie > > m wcale niekoniecznie opisująca jakiś urojony świat, wydaje mi się, że w > Polsce > > nadal masa dziewczyn wychodzi za mąż w przedziale wiekowym 25-30, nie są > to ja > > kieś kompletne fantasmagorie. > > Ba! Nawet przed 25 rokiem życia, jakkolwiek zabrzmi to jak zupełne science-fict > ion ;D > Tak mnie to poruszyło :) że aż wzięłam się za obliczenia. Na 66 dziewczyn, z którymi chodziłam kiedykolwiek do klasy: - 23 są w związku małżeńskim, włącznie ze mną; - 33 nie są w związku małżeńskim (z czego 4 zaręczone) - o 10 nie mam informacji. Zamężnych koleżanek ze studiów jest jeszcze więcej, ale tu już się nie doliczę :) Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 07:53 emae napisała: > > Tak mnie to poruszyło :) że aż wzięłam się za obliczenia. > Na 66 dziewczyn, z którymi chodziłam kiedykolwiek do klasy: > - 23 są w związku małżeńskim, włącznie ze mną; > - 33 nie są w związku małżeńskim (z czego 4 zaręczone) > - o 10 nie mam informacji. > No i oczywiście nie doliczyłam się wszystkich, już mam 24 mężatki na 67 wszystkich :) Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 18.10.12, 08:22 Wiem, że Was to nie interesuje, ale wkręciłam się w to liczenie :) Wśród moich znajomych na fb (bardzo pobieżne spojrzenie na listę) - 78 mężatek mniej więcej w moim wieku (żadna z nich nie ma jeszcze trzydziestki), - 17 zaręczonych, - niestety też 4 rozwiedzione. Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 16.10.12, 01:30 Przeczytałam wszystkie spoilerowe wątki, zanim przeczytałam "McDusię". Paradoksalnie, miało to pozytywny wpływ na mój odbiór książki. Byłam już przygotowana na te najgorsze sceny, łatwiej mi było je przyjąć i skupić się na czymś innym. Co mi się podobało: - Grzegorz ma długie włosy! :) Z całą pewnością nie było dotąd tego elementu w opisie jego wyglądu, zwróciłabym na to uwagę :) Mój Mąż też ma długie włosy, i brodę też ma, i też jest informatykiem, od tej pory wyobrażam sobie Grzegorza jak mojego Męża (choć dzieli ich znaczna różnica wieku); - pierwsza scena z Józinkiem (" - Co robisz? - Pilnuję cię"); - scena, w której starzy Borejkowie wspominają swoje zaręczyny, a każde z nich pamięta to inaczej; - postać Ignasia; - cały wątek z Agatą Janicką. Myślę, że zdarzenie z Sylwestra nie przekreśli całej tej relacji między nią a Józinkiem. Wytłumaczą to sobie i może coś się między nimi wydarzy ładnego :) - podoba mi się pomysł z pamiątkami pozostawionymi przez Dmuchawca, choć realizacja tego pomysłu jest w wielu scenach zbyt patetyczna i sentymentalna; - "Nic takiego. Walnąłem głową w blat. Jak wszyscy" :) - niesamowicie podoba mi się rysunek z Wigilii, z Laurą i Adamem w centrum, z tyłu Józinek jako Gwiazdor, Ignaś i Magda. Laura wygląda przepięknie! - scena, kiedy Adam i Laura są w lesie; - dialog między Laurą i Adamem: " - Spełniasz wszystkie moje marzenia. A co ja mam zrobić dla ciebie? - Istnieć " - Mila mówi o Laurze: "dziewczyna jest dobra"! - ładny sonet Ignasia, i te pomieszane pory roku to wcale nie wpadka, tylko zabieg artystyczny :) - całkiem podoba mi się pojednanie Pyziaka i Gabrieli, z tym, że dla mnie z tej sceny wynika, że on ją bardzo kocha; - podoba mi się dziecinna radość Ignasia "Będziesz chora! Będziesz leżała w łóżku! A ja ci będę czytał!", to jest takie czułe, słodkie i zarazem niemądre :) - podoba mi się, jak Gaba w ostatniej scenie spotyka Magdę i Ignasia wyznających sobie miłość i nawet nie wie, że to oni :) Całkiem sporo mi się podoba :) Co mi się nie podoba: - język dialogów, zwłaszcza "rozmowa organizacyjna"; - wątek Trolli, w całokształcie i w szczegółach; - Gabriela przekonana, że jest centrum wszechświata (to ona powinna żegnać Dmuchawca, organizować ślub, piec tort, odbierać gości z dworca itd. itp., jeśli ktoś inny robi cokolwiek, ona się czuje niepotrzebna i pominięta); - cały dialog o treningu, w tym głównie słowotok Łusi; - bezsensownie wepchnięta gwara poznańska, której dotąd w cyklu nie było; - równie bezsensowny powrót do "Małpy w kąpieli"; - naszpikowanie książki odniesieniami do poprzednich tomów, za dużo tego! Chwilami miałam wrażenie, że autorka próbuje streścić cały cykl w jednej książce :/ - patos i sentymentalizm na każdej niemal stronie; - absurdalna agresja słowna Idy wobec Magdusi, mało, że to jest chamskie, to nie ma w ogóle najmniejszego sensu! - wszelkie próby graficznego zapisu czyjegoś sposobu mówienia ("Aaaadaaammm", rozstrzelony tekst w r o z m o w i e Mili i Ignacego); - Józinek stwierdzający, że "Kuzynka Laura była naprawdę niezłą specjalistką od udręczania swojej matki" (wielką przewiną Laury jest to, że zamknęła się i płacze i nie wpuszcza Gabrieli, która błaga pod drzwiami); - oczywiście drażnią mnie też inne wpadki i absurdy, które były tu już wymieniane, ze słynną szczurzą sceną na czele. Odpowiedz Link
anutek115 Re: McDusia- moje wrażenia 16.10.12, 11:21 emae napisała: > Przeczytałam wszystkie spoilerowe wątki, zanim przeczytałam "McDusię". Paradoks > alnie, miało to pozytywny wpływ na mój odbiór książki. Byłam już przygotowana n > a te najgorsze sceny, łatwiej mi było je przyjąć i skupić się na czymś innym. Podepnę się pod ciebie, mogę :)? Bo mam trochę podobnych rzeczy do napisania (choć tez parę innych ;D). A już zwlaszcza co do wstępu to zgadzam się calkowicie, mi też czytanie spoilerów dobrze zrobiło, z tych samych powodow. > > Co mi się podobało: > - postać Ignasia; Tak, polubilam Ignasia. No dobrze, może trochę za dużo rozbiera tej poezji i w ogóle czasem nie mówi o niczym innym, i może za bardzo deklamuje czy też wyglasza wykłady, zamiast mówić, ale w sumie jest napisany jako normalny, choć nieco nietypowy nastolatek, który jest niepewny siebie, odczuwa, eufemistycznie rzecz ujmując, niechęc do siebie, gdy się w lustrze widzi (Cesia! Cesia!), jest zadurzony i zmieszany z tego powodu... jest zupełnie, zupelnie inny niż to dziwaczne, donosicielskie stworzenie z "CzP" i "JT", i nadal nie rozumiem, co przyświecalo autorce, gdy tworzyla tę postać tak, a nie inaczej. > - cały wątek z Agatą Janicką. Myślę, że zdarzenie z Sylwestra nie przekreśli ca > łej tej relacji między nią a Józinkiem. Lubię Janicką, za dobra jest dla Józinka :). Ale mam nadzieję, że i ją złapie Józinek za kark, po czym się zdziwi - taaaak, to byłoby naprawdę coś ładnego ;D. > - ładny sonet Ignasia, i te pomieszane pory roku to wcale nie wpadka, tylko zab > ieg artystyczny :) Identycznie to odebrałam, jako zabieg artystyczny, niepotrzebnie się Ignacy martwił :). > - całkiem podoba mi się pojednanie Pyziaka i Gabrieli, z tym, że dla mnie z tej > sceny wynika, że on ją bardzo kocha; Wyszlo ci to samo, co mi, chociaż mi się cały wątek Pyziaka wydaje fatalnie napisany, fatalnie wymyslony, fatalny in toto. A, Dziuba mi się podoba. Tak mi się coś wydaje, że jedynie Dziuba nie przemawia, lecz mowi :). > Co mi się nie podoba: > - język dialogów, zwłaszcza "rozmowa organizacyjna"; > - wątek Trolli, w całokształcie i w szczegółach; > - Gabriela przekonana, że jest centrum wszechświata (to ona powinna żegnać Dmuc > hawca, organizować ślub, piec tort, odbierać gości z dworca itd. itp., jeśli kt > oś inny robi cokolwiek, ona się czuje niepotrzebna i pominięta); To chyba już jest chorobliwe, a z drugiej strony Gaba wychodzi na kompletnie niezorganizowaną (w wersji łagodnej) albo fatalną, olewającą ślub córki matką - wpaść z notesikiem i sprawami do załatwienia do pokoju oblubienicy trzy dni przed ślubem, i mieć pretensje, że to nie ona, tylko pan Gruszka podejmował decyzje! Toz dzięki Bogu za pana Gruszkę, gdyby Laura zdawała się na pomoc mamusi ślub trzeba by przelożyć... > - cały dialog o treningu, w tym głównie słowotok Łusi; Cała Łusia. Litości, ona ma 12 lat, to prawie gimnazjalistka, wyobrażacie sobie TAKĄ gimnazjalistkę, uroczo przekręcająca slowa i zastanawiającą się, czy może miec poniekąd fryzurkę z kitkiem?! > - bezsensownie wepchnięta gwara poznańska, której dotąd w cyklu nie było; > - równie bezsensowny powrót do "Małpy w kąpieli"; > - naszpikowanie książki odniesieniami do poprzednich tomów, za dużo tego! Chwil > ami miałam wrażenie, że autorka próbuje streścić cały cykl w jednej książce :/ > - patos i sentymentalizm na każdej niemal stronie; > - absurdalna agresja słowna Idy wobec Magdusi, mało, że to jest chamskie, to ni > e ma w ogóle najmniejszego sensu! > - wszelkie próby graficznego zapisu czyjegoś sposobu mówienia ("Aaaadaaammm", r > ozstrzelony tekst w r o z m o w i e Mili i Ignacego); Wszystko, co powyżej, zgadzam się. > - Józinek stwierdzający, że "Kuzynka Laura była naprawdę niezłą specjalistką od > udręczania swojej matki" (wielką przewiną Laury jest to, że zamknęła się i pła > cze i nie wpuszcza Gabrieli, która błaga pod drzwiami); Oooo, tak, trzasnęło mnie jak nie wiem! Do licha, ślub za trzy godziny, dziewczyna nie ma sukni, nie ma welonu, nie ma ubrań, (za to ma buty, i to dwie pary, jak zauważa Ciepła i Taktowna Melania, wrrrr) żeby sobie coś wybrać ewentualnie, makijaż jej się rozmywa, fryzura rozpada, normalnego człowieka chyba nie dziwi atak płaczu w takiej sytuacji, a tu się dowiadujemy, że ona tak na złość mamusi!!! Znowu!!! No ożesz ty! > - oczywiście drażnią mnie też inne wpadki i absurdy, które były tu już wymienia > ne, ze słynną szczurzą sceną na czele. Ze swej strony dopiszę cały wątek Pyziaka. Żal mi go było od pierwszej strony, cokolwiek zrobił, było źle, a jakby to nie dość oczywiste było dla nieuważnego czytelnika, tępota, pustka wewnetrzna, agresja i inne takie były nieustannie odautorsko podkreślane, wskutek czego Janusz Pyziak wyglądal na tle Cnotliwych Borejków coraz lepiej, a oni coraz gorzej ("My nigdy nie robimy przytyków, to przeniesienie!" tjaaa, jasne, a uparte nazywanie faceta trzydziesty rok Juliuszem to pewnie element tego przeniesienia. Taksówką chce jechać świezo wypuszczony ze szpitala, a nie na piechotę dyrdać - to dlatego, ze się zawsze z Gabryjelą musi różnić, a nie dlatego, że może być jeszcze osłabiony, jasne. Oczy ma jak corka, a tak inne, bo puste. I tak dalej, i tak dalej). Oczywiście nie sądzę, by to nam autorka chciała powiedzieć, ale mi też wychodzi, że Janusz Gabrysię kocha, że doszedl w szpitalu (a może i wcześniej, jest scena w kuchni na Roosevelta, gdy on siedzi przy stole i myśli o czymś poważnie) do wniosku, że jedynym sposobem, by Gabę od siebie uwolnić, by ona przestała się dręczyć jest wziąć na siebie całą winę. Tekst "nigdy cie nie kochałem" jest klasycznym tekstem w takiej sytuacji przecież... A ponadto, cóż, brak akcji, brak nawet pomysłu na akcję, kolejny odcinek telenoweli i pierwszy tom Jeżycjady, którego nie przeczytałam w jeden dzien... Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 16.10.12, 14:01 anutek115 napisała: > Podepnę się pod ciebie, mogę :)? Bo mam trochę podobnych rzeczy do napisania (c > hoć tez parę innych ;D). A już zwlaszcza co do wstępu to zgadzam się calkowicie > , mi też czytanie spoilerów dobrze zrobiło, z tych samych powodow. Jasne, że możesz :) To miłe, gdy ktoś się podpina pode mnie :) > A, Dziuba mi się podoba. Tak mi się coś wydaje, że jedynie Dziuba nie przemawia > , lecz mowi :). Racja, Dziuba jest fajny i normalny. Można? Można! > > - Gabriela przekonana, że jest centrum wszechświata (to ona powinna żegna > ć Dmuc > > hawca, organizować ślub, piec tort, odbierać gości z dworca itd. itp., je > śli kt > > oś inny robi cokolwiek, ona się czuje niepotrzebna i pominięta); > > To chyba już jest chorobliwe, a z drugiej strony Gaba wychodzi na kompletnie ni > ezorganizowaną (w wersji łagodnej) albo fatalną, olewającą ślub córki matką - w > paść z notesikiem i sprawami do załatwienia do pokoju oblubienicy trzy dni prze > d ślubem, i mieć pretensje, że to nie ona, tylko pan Gruszka podejmował decyzje > ! Toz dzięki Bogu za pana Gruszkę, gdyby Laura zdawała się na pomoc mamusi ślub > trzeba by przelożyć... O, racja. Dodam jeszcze to, o czym pisałam w "Irytacjach" - Gaba wzdycha, że nie zdążyła pożegnać się z profesorem, to Kreska! siedziała przy nim aż do końca. Noszszsz kurczę, niby niewinne zdanie, a jednak zgrzyt... > > Cała Łusia. Litości, ona ma 12 lat, to prawie gimnazjalistka, wyobrażacie sobie > TAKĄ gimnazjalistkę, uroczo przekręcająca slowa i zastanawiającą się, czy może > miec poniekąd fryzurkę z kitkiem?! Racja. Pamiętam siebie w tym wieku, niewątpliwie siano miałam w głowie, ale już zachowywałam się jak człowiek. Niektórzy mnie brali za dorosłą osobę. > > Ze swej strony dopiszę cały wątek Pyziaka. Żal mi go było od pierwszej strony, > cokolwiek zrobił, było źle, a jakby to nie dość oczywiste było dla nieuważnego > czytelnika, tępota, pustka wewnetrzna, agresja i inne takie były nieustannie od > autorsko podkreślane, wskutek czego Janusz Pyziak wyglądal na tle Cnotliwych Bo > rejków coraz lepiej, a oni coraz gorzej ("My nigdy nie robimy przytyków, to prz > eniesienie!" tjaaa, jasne, a uparte nazywanie faceta trzydziesty rok Juliuszem > to pewnie element tego przeniesienia. Taksówką chce jechać świezo wypuszczony z > e szpitala, a nie na piechotę dyrdać - to dlatego, ze się zawsze z Gabryjelą mu > si różnić, a nie dlatego, że może być jeszcze osłabiony, jasne. Oczy ma jak cor > ka, a tak inne, bo puste. I tak dalej, i tak dalej). Oczywiście nie sądzę, by t > o nam autorka chciała powiedzieć, ale mi też wychodzi, że Janusz Gabrysię kocha > , że doszedl w szpitalu (a może i wcześniej, jest scena w kuchni na Roosevelta, > gdy on siedzi przy stole i myśli o czymś poważnie) do wniosku, że jedynym spos > obem, by Gabę od siebie uwolnić, by ona przestała się dręczyć jest wziąć na sie > bie całą winę. Tekst "nigdy cie nie kochałem" jest klasycznym tekstem w takiej > sytuacji przecież... Oj, tak. Szkoda Pyziaka. A Borejki już zapomniały, jak ochoczo leciały z nim do Brzóstkowa na "poprzedni" ślub Laury. Wtedy jakoś mniej było tych uraz? > A ponadto, cóż, brak akcji, brak nawet pomysłu na akcję, kolejny odcinek teleno > weli i pierwszy tom Jeżycjady, którego nie przeczytałam w jeden dzien... > Zgadzam się, i też nie przeczytałam w jeden dzień. A czytam szybko. Odpowiedz Link
czekolada72 Re: McDusia- moje wrażenia 17.10.12, 12:51 Sorry cos nacisnelam Ja przeczytalam za jedna noc ;) i... niestety to nie jest ksiazka, ktora czlowiek przez nastepne dni i noce zyje... bylo minelo moze ta wnuczka do orzechow, za lata swietlne, bedzie lepsza? Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 16.10.12, 23:18 anutek115 napisała: > Cała Łusia. Litości, ona ma 12 lat, to prawie gimnazjalistka, wyobrażacie sobie > TAKĄ gimnazjalistkę, uroczo przekręcająca slowa i zastanawiającą się, czy może > miec poniekąd fryzurkę z kitkiem?! Tknęło mnie właśnie. Łucja to mały, dziecięcy Bernard rodzaju żeńskiego! Teraz już wiem, co i z kim robiła Ida, gdy Marek spał... Odpowiedz Link
vi_san Re: McDusia- moje wrażenia 30.10.12, 22:42 A ja sądzę, że Agatą Janicką Józef nie musiałby potrząsać, bo to nie typ neurotyczki, która się pcha z dziobem do niechętnego jej faceta. Zauważ, proszę, w jakich okolicznościach Józio tak obcesowo Madzą szarpnął - lat kilka wcześniej niemal biłam brawo Pulpecji, jak dała po gębie Baltonie, za tak samo niewinnego całusa - a przecież Pulpet i Baltona znali się jak łyse konie [Madzia Józia tylko co poznała], Pulpet i Baltona przyjaźnili się [a Józio ewidentnie Madzi nie lubi]... Co do pozostałych - 100 % racji! Odpowiedz Link
ananke666 Re: McDusia- moje wrażenia 31.10.12, 09:52 emae napisała: > - scena, kiedy Adam i Laura są w lesie; A ja wyznam, że przy tej scenie wybuchnęłam śmiechem. Dorosła kobieta, mówiąca do swego narzeczonego "sarny się nie boją, dzieci się nie boją i ja się ciebie nie boję" - to mnie przerosło. Kiedy już przestałam się śmiać, pomyślałam sobie, że zmiana słowa zdecydowanie mogłaby naprawić tę scenę. "Sarny ci ufają, dzieci ci ufają. I ja ci ufam" - jakoś bardziej do mnie przemawia. Odpowiedz Link
psia.gwiazda Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 16:09 Przeczytałam. I doszłam do wniosku, że książka winna nosić tytuł "Gabusia", no, chyba że potraktujemy McDusię jako coś, co przytrafiło się Gabrieli na wyboistej drodze jej życia. Argh, Gaba jest wszędzie. Tu zakochany Józin odrywa myśli od Trolli na sam widok dobrej cioci, która tak telepatycznie proponuje mu śniadanko, tam Gabriela okrutnie zraniona przez Pyziaka (o czym MM przypomina już na starcie, żeby czytelnik przypadkiem nie pomyślał że Gabrieli minęła emofaza), przy czym ani słowa o córkach - a tymczasem okazuje się, że przynajmniej jedna z nich źle zniosła rozstanie rodziców. Pyziak ma udar - co tam udar, kiedy Gabriela zanurza się w rozmyślaniach na szpitalnym korytarzu. Następnie odwozi go na pociąg, po drodze rozwlekle wałkowany motyw serca zranionego pyziaczą stalą, gdzieś tam na obrzeżach tła Laura bierze ślub, ale kto by się przejmował. Nawet wyznania miłosne/pocałunki Magdy (tytułowej bohaterki!) i Miągwy są tylko tłem dla dzielnych i miłych przemyśleń Gabrieli zmierzającej ku domowi, rany boskie. Raził mnie ten gabrielocentryzm wyłażący zza każdego węgła. Brakowało tylko, żeby przyczaiła się w zmywarce i wyskakiwała rzucając zranione spojrzenia, kiedy tylko domownicy za bardzo skupili się na własnym życiu. Poza tym mam milion innych zarzutów i ogólnie skończyłam z niesmakiem, otrząsnęłam się i nie chcę więcej wracać do tego wiekopomnego dzieła, brrr. A w chwili, kiedy Musierowicz ustami Gaby - czy raczej mózgiem - odcina się od ESD, oficjalnie skończyła się dla mnie Jeżycjada. Odpowiedz Link
j_a_ch Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 17:06 > Brakowało tylko, żeby przyczaiła się w zmywarce i wyskakiwała rzucając zranione spojrzenia, kiedy tylko domownicy za bardzo skupili się na własnym życiu. Kwik :D Ta scenka zasługuje na uwiecznienie w kolejnym fanfiku. Odpowiedz Link
bupu Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 17:21 psia.gwiazda napisał(a): > > Przeczytałam. I doszłam do wniosku, że książka winna nosić tytuł "Gabusia", no, > chyba że potraktujemy McDusię jako coś, co przytrafiło się Gabrieli na wyboist > ej drodze jej życia. Kolejne umartwienie, po prostu. Sieje taka niezdrowym żarciem dookoła, Dmucha Świętego nie kojarzy, a do tego, omójboże, wstrząs i sztylet w sercu, wydziera Miągwę przetłuszczonymi pazurami z matczynych objęć. Taż zgroza. Odpowiedz Link
psia.gwiazda Re: McDusia- moje wrażenia 03.11.12, 23:24 > Poza tym mam milion innych zarzutów No więc muszę bo się rozpęknę ;p Laura, która "znowu rani matkę" całkiem zasadnie becząc w pokoju z powodu utraty sukni - no na miłość boską, przez chwilę miałam wrażenie, że Musierowicz parodiuje samą siebie, a potem mi się przypomniało, że przecież to Musierowicz. Scena z Józinem przemocowcem omówiona tu milion razy i paskudność tejże podkreślona protekcjonalnym zapewnieniem autorki, że to żadna przemoc. Kolektywne gnojenie Pyziaka. Histeria Laury wydaje mi się całkiem prawdopodobna psychologicznie, całe to jej rozczarowanie, ale porównywania do idealnej matki (kto mnie zechce jeśli nie jestem taka wspaniała jak ona, blaaa, gabocentryzm again) już nie bardzo. Do tego Łusia, koszmarny niewychowany bachor. Nikt nie każe Borejkom lubić Pyziaka, ale wystawianie go na pastwę Łusi to zbyt wiele. Agresywna, paskudna Ida. Miągwa, co to upadł i rozbił sobie sklepione czółko, bryzgając krwią gdzie popadnie, bo taka z niego urocza oferma. Jakoś mi to zaleciało kiepską komedią. Spłoszona Gabriela, co jej serce drży gołębie, bo szesnastoletni syn chce zostać z dziewczyną sam na sam. Gabriela więc leci po zbędne buły i nadrabia drogi, a jakże, żeby był kolejny kamyczek pod nogi na drodze krzyżowej. Nie można było inaczej, no naprawdę nie można. Jozin nawalon kremem Choco, nastolatki całego świata wyją ze śmiechu, waląc głowami w ściany. Naszpan wydzwania do Laury na stacjonarny zamiast na komórkę, pewnie z nadzieją, że odbierze Gaba i będzie się mógł pławić w jej nieskończonej dobroci, tamże Laura w pełni romantyczna i Aaadaaaammm. Potworny fragment o Laurze syrence, która "wciąż raniła innych" - naprawdę, po kilku tomach opisywania oschłej i niefajnej rodziny odrzucającej pyziacze dziecko brzmi to jak kiepski żart. Ogólnie cały wątek Laury z Tygrysa odartej był paskudny, a ostateczne jej pognębienie półwieczną garsonką po Milicji i groszkiem zamiast ukochanych róż żenujące, jakby Musierowicz za wszelką cenę chciała pokazać krytykom faka. Do tego Bernard w powłóczystej szacie i kapeluszu z rzeżuchą, RZEŻUCHĄ na miłość boską, poziom absurdu mnie przerósł. Za to muszę przyznać, że MM zupełnie chyba niechcący robi z postaci negatywnych pozytywne i efekt jest całkiem niezły. Pewnie jestem z gruntu zła i mieszkam w bloku, ale Pyziak z tym swoim niefortunnym prezentem, obejmowaniem Gabrieli na pożegnanie (ciężkiego klopsa pomijam), ogólnie z całym swoim zakłopotaniem wypadł dużo lepiej niż wszystkie potworne Boreje razem wzięte, tak pod względem wzbudzenia mojej sympatii, jak warsztatu. Laura raniąca matkę gruszką tak samo. Na plus - nawet sympatyczny Miągwa. Co prawda jest aseksualny do bólu i wyrywa laski na tekst "w dzieciństwie identyfikowałem się z Koszałkiem Opałkiem", co spowodowało u mnie dziki zakwik, no ale oddał miejsce przemądrzałego dziwoląga Łusi i teraz jest tylko trochę oderwanym od rzeczywistości, miłym małolatem. Gdyby przestał tak jeszcze orbitować wokół Gaby, byłby całkiem w porządku. I jak nie cierpię Jozina, tak miałam ochotę go wyściskać, gdy połamał Ignacowi makarony. Odpowiedz Link
anutek115 Re: McDusia- moje wrażenia 04.11.12, 10:36 psia.gwiazda napisał(a): > > Poza tym mam milion innych zarzutów > > No więc muszę bo się rozpęknę ;p Poczytałam twojego posta, rechocząc jak kto głupi, niby, nieprawdaż, Jożin w kielbasę, a teraz będę przytakiwać :))). > > Laura, która "znowu rani matkę" całkiem zasadnie becząc w pokoju z powodu utrat > y sukni - no na miłość boską, przez chwilę miałam wrażenie, że Musierowicz paro > diuje samą siebie, a potem mi się przypomniało, że przecież to Musierowicz. Och, tak! TAK!!! Jak mi się czasami wydawalo, że Laura rzeczywiscie robi na zlość Gabie (i, jakkolwiek było to psychologicznie uzasadnione, wkurzala mnie tym, zdarzalo się), tak ten tekst tutaj, w obliczu zaplakanej panny mlodej, do cholery, PANNY MLODEJ!!!!, która odkrywa dwie godziny przed slubem, że nie ma sukni, nie ma welonu, nie ma się w co przebrać, bo nie ma zadnych swoich ciuchów na miejscu i wpada w (również prawdopodobna psychologicznie) histerię i zostaje skomentowana jako ta, co zawsze czyniła na zlość mamusi sprawił, że pomyślałam sobie "co za banda skończonych s...synów", a jestem osobą, która zasadniczo nie używa podobnych słów nawet w myślach. > Spłoszona Gabriela, co jej serce drży gołębie, bo szesnastoletni syn chce zosta > ć z dziewczyną sam na sam. Gabriela więc leci po zbędne buły i nadrabia drogi, > a jakże, żeby był kolejny kamyczek pod nogi na drodze krzyżowej. Nie można było > inaczej, no naprawdę nie można. Ktoś gdzieś policzył, że Gaba zostaje pochwalona jako dzielne centrum, bez ktorego ani rusz i które jest gwiazdą przewodnią, co się nacierpiała, przez sześć osób w tej jednej książce, a ty byś chciała, żeby bylo bez drogi krzyżowej, też ;D. > Laura w pełni romantyczna i Aaadaaaammm. Emae (? chyba) napisała, ze może ona ziewa, i ja się już od tej wizji nigdy nie uwolnię. W dodatku jest zrozumiala, w przeciwieństwie do zawodzenia z milosci. > Za to muszę przyznać, że MM zupełnie chyba niechcący robi z postaci negatywnych > pozytywne i efekt jest całkiem niezły. Pewnie jestem z gruntu zła i mieszkam w > bloku, ale Pyziak z tym swoim niefortunnym prezentem, obejmowaniem Gabrieli na > pożegnanie (ciężkiego klopsa pomijam), ogólnie z całym swoim zakłopotaniem wyp > adł dużo lepiej niż wszystkie potworne Boreje razem wzięte, tak pod względem wz > budzenia mojej sympatii, jak warsztatu. Zgadzam się co do wypadania lepiej, ale nie zgadzam się co do warsztatu. Moim zdaniem Pyziak wypadł tak dobrze, bo autorka podkreśla na każdej stronie ("nadciagający jak chmura burzowa ojciec Laury", "niemile zaskoczony uśmiech", "Magdusi się ten człowiek nie podobał", "wydawał się dziwnie przykry i nadęty, mało kontaktowy", to są teksty tylko z jednej strony, potem są "gniewne wypowiedzi", "łypanie zlym okiem", "ton wzmagającej sie agresji", "harde unikanie wzroku", to z drugiej, i nie wszystkie fragmenty bynajmniej) jak fatalny, różniacy się od Nieskazitelnych Borejków, prostacki, chamski i ogólnie bebe jest Pyziak, co w kazdym średnio myślącym czytelniku zaczyna wreszcie wywolywać takie niemiłe przeświadczenie, ze autorka traktuje go jak przyglupa, któremu trzeba kawa na ławę wylozyć wszystko, bo sam nie załapie. A także chęć, by się zastanowić, czy on aby naprawdę taki fatalny, a Boreje tacy świetlani. A jak się taki czytelnik zacznie zastanawiać to może wyjśc do zgola nieoczekiwanych przez autorkę wniosków. > I jak nie cierpię Jozina, tak miałam ochotę go wyściskać, gdy połamał Ignacowi > makarony. :D Odpowiedz Link
emae Re: McDusia- moje wrażenia 05.11.12, 10:16 anutek115 napisała: > > Laura w pełni romantyczna i Aaadaaaammm. > > Emae (? chyba) napisała, ze może ona ziewa, i ja się już od tej wizji nigdy nie > uwolnię. W dodatku jest zrozumiala, w przeciwieństwie do zawodzenia z milosci. > Zgadza się, jam to napisała :))) W wątku, który mnie o łzy w miejscu pracy przyprawił: forum.gazeta.pl/forum/w,25788,139376059,139376059,Aaaadammm_.html Odpowiedz Link
psia.gwiazda Re: McDusia- moje wrażenia 05.11.12, 16:06 > Zgadzam się co do wypadania lepiej, ale nie zgadzam się co do warsztatu. Moim z > daniem Pyziak wypadł tak dobrze, bo autorka podkreśla na każdej stronie ("nadci > agający jak chmura burzowa ojciec Laury", "niemile zaskoczony uśmiech", "Magdus > i się ten człowiek nie podobał" (...) O, o, a wiesz co, zupełnie mi umknęły te nakierowujące sugestie autorki. Teraz je sobie przypominam, ale czytając prawie zupełnie ich nie zarejestrowałam. Może dlatego, że wbrew podskakującej w tle Musierowicz Pyziak wypadł zupełnie normalnie, a Boreje przeciwnie, choćby nie wiem jak starała się nadźgać narrację wskazówkami typu "Ludu Księgi, tego typa nie lubimy". Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: McDusia- moje wrażenia 04.11.12, 12:03 > Jozin nawalon kremem Choco, nastolatki całego świata wyją ze śmiechu, waląc gło > wami w ściany. We mnie to też wywołało pobłażliwy i krotochwilny uśmiech - ech, szczęśliwa ta Ida, skoro ma tylko takie problemy wychowawcze z dorastającym synem. Przyszedł o 22 lekko zawiany kremem Choco. O mamo. > Pewnie jestem z gruntu zła i mieszkam w > bloku, ale Pyziak z tym swoim niefortunnym prezentem, obejmowaniem Gabrieli na > pożegnanie (ciężkiego klopsa pomijam), ogólnie z całym swoim zakłopotaniem wyp > adł dużo lepiej niż wszystkie potworne Boreje razem wzięte, tak pod względem wz > budzenia mojej sympatii, jak warsztatu. Kwiiik! Ja też jestem zła i mieszkam w bloku, a na dodatek całkowicie popieram twoje zdanie na temat starcia Pyziak vs Borejki. Odpowiedz Link
emka1014 Re: McDusia- moje wrażenia 08.02.13, 16:34 4 Przeczytalam McDusie, fakt czasami mi sie nudzilo, ale jakos tak czytalam i mialam wrazenie, ze to juz koniec, ze tak powoli autorka daje na+m znac, ze juz niedlugo moze nie byc kolejnej czesci i jakos tak smutno mi sie zrobilo Odpowiedz Link
ginestra Re: McDusia- moje wrażenia 11.02.13, 15:52 emka1014 napisała: > > Przeczytalam McDusie, fakt czasami mi sie nudzilo, ale jakos tak czytalam i mia > lam wrazenie, ze to juz koniec, ze tak powoli autorka daje na+m znac, ze juz ni > edlugo moze nie byc kolejnej czesci i jakos tak smutno mi sie zrobilo > No właśnie, ja też miałam takie wrażenie i też smutno mi się zrobiło, w sensie, że pani MM jest już, jak by nie było, starszą osobą, jak widać, zmęczoną życiem, dość też rozgoryczoną i (co sama przyznała na swojej stronie) piszącą z wysiłkiem i nie na takiej fali, która ją niesie, ale właśnie z trudem. Nie myśląc o tym z jakich konkretnie przyczyn, ale można liczyć się z tym, ze może McDusia jest właśnie już ostatnią książką. Daj Boże, żeby wyszły kolejne, to pani MM na pewno będzie miło, że wydaje kolejne książki, zarabia, że są ludzie, którym się one podobają itp. Życzę jej jak najlepiej. Jeżeli chodzi o moje wrażenia z McDusi, to ogólnie podtrzymuję to, co pisałam tutaj na podstawie fragmentów przepisywanych przez forumowiczów. A więc, bardzo NIE podobał mi się: - Józinek potrząsający Magdą jak szczurem i wszystkie nawiązania do tego w postaci np. poczucia winy u Magdy, rozmowy przy herbacie, gdzie Magda go przeprasza i zwierza się, że ją inny zdradził, a Józin jest dla niej obcesowy (nigdzie nie przeprasza, że nią potrząsał i poniżał słownie); - Przepraszający i kajający się przez ileś stron wewnętrznie Ignacy Grzegorz, że zrobił przykrość Józinowi, a zero refleksji, że Józin go dusił mopem i wbijał mu mop pod żebra itp. Józin oczywiście przedstawiony jest tak, że nie musi przepraszać za duszenie itp. - Józin przedstawiany jako zawsze fajny, choć ma te zachowania. - Przedstawianie rodziny jako wspaniałej, gdy widać, że źle się w niej dzieje. - Ida - wszystkie zachowania (okropne); - Adam - upewniłam się, to JEST podręcznikowy przykład faceta pod hasłem "przemoc i kontrola", co widać również w tekstach takich jak "po prostu istniej" (serio, takie teksty, w całym kontekście jego zachowań też powinny spowodować zapalenie się lampek ostrzegawczych; niestety, w życiu tak jest, że te lampki zapalą się zwykle komuś, kto już wie o co chodzi, a jak nie wie, to mu się nie zapalą, więc Laurze się nie zapaliły); - Traktowanie Pyziaka przez Borejków i Gabę, "pojednanie" itp. Moja sympatia jest po stronie Janusza, nie Borejków, Gaby itp. Bernard zachował się wobec Pyziaka po prostu strasznie. - Wątek ślubu, zgubionej sukni, kostiumiku. Nie wiem, ale w takiej sytuacji ja bym chyba szybko powalczyła o jakąś normalną suknię (pożyczyć od koleżanki śpiewaczki) i robiła co się da, żeby w godzinę czy dwie załatwić ile mogę, a gdyby nie udało się, to bym chyba odwołała ślub. Z drugiej strony, nie wiem jak wyglądał ten kostiumik Mili. Jeśli był znośny, to może bym i założyła, ale to wszystko, jako pomysł na książkę jest straszny, tego się nie robi swojej bohaterce literackiej, uważam. ;) - Nie podobały mi się jakieś bardzo dziwne dowcipy typu: Łusi śni się, że Aztekowie biegają za piłką do cięcia drewna. To jakiś absurd, nawet we śnie to jest niewyobrażalne chyba i nie śmieszne. Albo słowa Bernarda, że komórka była w "schowku na rękawiczki", a to dziwne, bo "nie używam rękawiczek". Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale chyba w Polsce nie mówi się na taki schowek "schowek na rękawiczki". Tylko Anglosasi mówią "glove compartment". Ten dowcip brzmi bardzo sztucznie. - Poezja cytowana we fragmentach dla mnie była niezrozumiała, serio. Jakoś tak prześlizgiwałam się wzrokiem i nie mogłam od razu zrozumieć o co chodzi, dopiero ileś razy trzeba było przeczytać. A przecież pani MM cytowała przepiękne inne wiersze na swojej stronie, np. taki wiersz, który niesamowicie chwytał za serce, w którym podmiot liryczny, mały chłopiec, opowiada Jezusowi przedstawionemu w szopce jak było na poprzednich świętach i mówi: "szkoda, że tego nie widziałeś w zeszłym roku, spodobałoby ci się". Ten wiersz jest cudowny i też pani MM cytowała inne bardzo dobre wiersze. Dlaczego nie wybrać takich, które pokazują jakieś obrazy, widzi się i czuje wszystkimi zmysłami ten świat przedstawiony i od razu czytelnik widząc taki cytat czuje tę magię poezji. A tu - jakieś naprawdę niezrozumiałe fragmenty. :( - Gaba (dużo by opowiadać, jestem na nie). - Laura, która dzwoni z wesela do Gaby "potrzebujemy cię", Gaba, która tę komórkę odbiera, choć jest to chwila jej pożegnania z Januszem, może ostatni raz go widzi w życiu!!! Mówią ważne rzeczy, dopiero co prawie umarł (mógł umrzeć na ten wylew); Wszystko ważniejsze niż Janusz i niż ta ważna sprawa między nimi. :( Gaba ironizuje w myślach, nie żegna się z nim nawet! A wszystkie słowa narratora i wewnętrzne monologi Gaby są o tym jaka jest szlachetna i dobra. - Laura kajająca się, że krzywdziła matkę (w całym kontekście poprzednich książek); - Ignacy Grzegorz podpadł mi jakimiś dziwnymi sugestiami, że ślub ważniejszy niż ratowanie życia człowieka (nawet obcego się ratuje!), który umiera na ulicy (bo tak to trzeba traktować, upadł, nieprzytomny, prawdopodobnie wylew, może umrzeć) i pytaniami o to czy kochała Janusza itp. (Chłopie, masz 16 lat przecież, coś musisz wiedzieć o życiu w tym wieku!) - Straszliwie nieprzekonujące zachowanie Ignacego jak go napadły te dresy. Na sto procent wtedy się coś mówi, próbuje rozmawiać z nimi ("Ej, zostawcie nas, OK?"), a on nic nie mówi, tylko w jakimś momencie ryczy jak jaskiniowiec, a jeszcze zdąża nawlec ten szalik na kłódkę i machać tym. Cała scena (kto co mówi i robi i ile czasu na każdą czynność) bardzo nieprzekonująca. - Złości mnie też pokazanie jakoby pod Kaponierą ciągle się ludzie bili. Nie mają co robić, tylko się tam biją. Po co tam lazła w ogóle, jak widziała, że tam się biją. Monolog o ESD smutny i nie podobał mi się. W ogóle mogłabym dużo jeszcze pisać, ale może przejdę do pozytywów. Z pozytywów to podobały mi sie: - solidność przywiezienia dostawy tortu przez Bernarda - na czas, fachowo, sprawnie, doskonale zapakowany, budzi zaufanie; no i kunszt tortowy Bernarda, niezależnie od tego, że pomylił torty; - opis Laury w sukni u pani krawcowej - jakoś tak serce mi podskoczyło, jaka piękna Laura w tej sukni i jaka piękna suknia i jaka magia ślubna i jaka Laura szczupła i zgrabna i ta czerń włosów i jej uroda i biel i zwiewność i pewne ręce krawcowej, która cieszy się tym dziełem, jakoś to sobie wyobraziłam i zaparło mi dech. - Magdusia - też uroda, do tego zobaczyłam przypadkiem dziewczynę pracującą w sklepie z ciuchami w Fashion Outlet Piaseczno bardzo podobną do niej i teraz po prostu "wiem" jak wygląda Magdusia. A więc uroda i osobowość też OK. Zgadzam się, ze za mało Magdusi w książce jej poświęconej. - podobnie Agata Janicka - też korzystnie i jak ta dziewczyna umie się z refleksem odnaleźć, wie co powiedzieć itp. Śmiała się jak żaba, ale to już wizja Józina. Może w danej chwili śmiesznie wyglądał i Agata nie mogła się powstrzymać. Gdyby się uspokoił, może by wróciło wszystko do normy, przeprosiłaby go za ten wybuch. Ogólnie, dziewczyna fajna. - Pyziak - mimo wysiłków pani MM przebijał przez niego dawny Janusz, taki "pan samego siebie", niezależny, z dystansem, taki, który sobie zawsze poradzi w życiu i za którym się tęskni, bo najbardziej chyba na świecie pożądana osoba to taka, która sobie bez nas poradzi i tego się jej zazdrości. Oczywiście ta jego jaźń została osnuta przez panią MM tym klopsem, ale i tak przebijała, więc podobała mi się jego godność (przyjechał, przywiózł ładny i drogi prezent, okazał Laurze, że zależy mu na niej i próbował pojednania z nią, odpowiadał z godnością Borejkom i obnażył ich hipokryzję, potem starał się uporządkować sprawy Gabie, uwolnić ją od przeszłości itp.). - Ignaś, gdyby mi nie podpadł scenami z Gabą i Januszem, to byłoby lepiej, ale i tak w miarę ta postać jest OK. Największy plus McD - możliwość oderwania się na parę godzin od moich spraw. Odpowiedz Link