Dodaj do ulubionych

Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie

    • emae Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.10.12, 19:51
      Moje świeżutkie i pachnące irytacje, zdaje się, nie pisano jeszcze o tym:

      1. "To Kreska do końca siedziała przy swoim dziadku na OIOM-ie" - to zdanie od razu mi zgrzytnęło, w kontekście całego akapitu (Gaba ubolewa, że nie pożegnała się z Dmuchawcem) brzmi to tak, jakby to Kreska, a nie Gabriela, siedziała przy Dmuchawcu. A co Gabriela miałaby tam robić? Pewnie i tak by jej nie wpuścili na OIOM. Kreska była odpowiednią osobą na właściwym miejscu. Zdanie nie ma sensu. Wiem, że chodziło o to, żeby jakoś zgrabnie wpleść wzmiankę o Kresce... no ale wpleciono ją niezgrabnie.
      Wystarczyło napisać coś w stylu "Nie zdążyła się z nim pożegnać. (...) Nie udało jej się nawet porozmawiać z Kreską, która do końca siedziała przy swoim dziadku na OIOM-ie. I wyjechała zaraz po pogrzebie". I już by było inaczej.

      2. Miłość Józinka do Trolli to jedna wielka irytacja, naprawdę się cieszyłam, gdy w "Sprężynie" on praktycznie zapominał już o Trolli. Ale najbardziej mnie drażni, jak Józinek na widok wystrojonej i długowłosej Trolli (nagranie na YT) przypomina sobie tamtą "bladą, przerażoną, lecz dzielną dziewczynkę". To taki tani, sentymentalny chwyt literacki, który ma wzruszać. A ja nie wierzę, żeby Józinek tak właśnie widział Trollę! Kiedy Staszka była blada? Raz, gdy zasłabła. Kiedy była przerażona? Wyglądała na nieco zmartwioną i zaniepokojoną w ostatniej scenie, gdy przyszła się pożegnać, ale do przerażenia było jej daleko. Za to niemal w każdej scenie Staszka śmiała się, pokazywała się jako osoba pewna siebie, optymistyczna, zarażająca ludzi swoją pozytywną energią. Nie wierzę, że zakochany w niej chłopak pamiętał przede wszystkim jej bladość, przerażenie i łysą główkę.
    • villanden Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.10.12, 20:19
      Czytajac McDusie mialam nieprzeparte wrazenie, ze MM chciala napisac zupelnie inna ksiazke. Z akcja zaraz po przyjezdzie Magdy w "Sprezynie", z rozbudowanym watkiem wroclawskim -i zdradliwo- Patrykowym, ale gdzies w polowie jej sie odechcialo, a ze czasu juz sporo minelo, wydawnictwo czekalo, to sklecila taka powiesc ze znanych watkow i samograjow, byle tylko cos wydac. Borejkowie, Boze Narodzenie, Lusia, dziadkowie, rodzina, kuchnia i dzielna Gaba ze zlym Pyziakiem. Wszystko juz BYLO i strasznie mnie to rozczarowalo, juz od pierwszych stron ksiazki.

      Poza tym irytuje mnie watek "milosny" Magda- Ignacy Grzegorz. Tylko dlatego ze on klodke zawiesil i kluczyki jej oddal?? Bo sonetami jej nie ujal ani nie zachwycil... Biedna dziewczyna, chyba po tym traumatycznym pobycie na Roosevelta jej poczucie wlasnej wartosci siadlo calkiem i zwrocila sie do jedynej osoby, ktora byla wobec niej mila i poswiecila jej odrobine uwagi.
    • emae Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.10.12, 23:23
      "Czy Janusz kiedykolwiek słyszał, jak śpiewała jego córka? - zastanowiła się Gabriela (...). Nie mogła sobie przypomnieć".

      No jasne, na pewno ciężko było to sobie przypomnieć... Widział Laurę ze dwa razy.

      W ogóle cały monolog wewnętrzny Gaby słuchającej śpiewu Laury... "Laura była jak syrenka, przez pomyłkę zamknięta w ludzkim ciele"... Dramat.
    • emusia Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.10.12, 11:42
      Do tej pory najwięcej zgrzytałam zębami przy Januszu z robotem kuchennym.
      Wychodząc za mąż umiałam ugotować wodę na herbatę i usmażyć jajecznicę. Nie lubiłam gotować i nadal nie lubię, mimo, że zakres wykonalnych dla mnie potraw nieco się powiększył.
      I naprawdę ale to absolutnie naprawdę ucieszyłabym się z takiego robota, i to jeszcze takiego dizajnerskiego!
      Biedny Janusz, strasznie mi go żal w tej scenie.
      Boję się czytać dalej tej książki.
      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 22.10.12, 17:57
        Przede wszystkim, niezależnie od tego, co Pyziak kupił, nieprzyjęcie prezentu (a tak to wygląda) i potraktowanie go jak kupy łajna (na koniec zrozpaczony Janusz kładzie go córce pod nogi, która nawet nań nie spojrzy, w efekcie prezent zostaje "dyplomatycznie" wyniesiony, jak coś wstydliwego) i ogólny najazd na tego faceta w wykonaniu niemalże całej rodziny plus znajomych i sąsiadów (Bernard!) jest ohydny. Ohydny nie tylko w kontekście rzekomego "taktu", "nie gardzenia nikim", wreszcie rzekomego "wybaczenia" i wyspowiadanej Laury! Tym bardziej, że sama go zaprosiła, co więcej, nic a nic jej nie przeszkadzał na poprzednim prawie-ślubie z Wolfim. I co, tak nagle postanowiła go objechać za całokształt? Akurat wtedy, kiedy ojciec nic złego jej nie zrobił, wręcz przeciwnie, przyjechał, kupił prezent i starał się wyciągnąć do niej rękę?
        Tak się zachowują osoby wyznające kult rodziny, szacunek wobec starszych, wreszcie mające usta pełne frazesów o miłości i wybaczaniu?
        Po Czarnej Polewce, kiedy Janusz zawozi część rodziny do Śmielowa i niemalże na chwilę znowu się w nią wtapia, potraktowałam jako swoiste zawieszenie broni. Okej, nie muszą go kochać, ale skoro już ramię w ramię jadą na ślub Laury, to chociaż go tolerują? Tymczasem w McDusi zachowują się wobec Pyziaka tak, jakby tej całej akcji w Polewce w ogóle nie było!

        > Biedny Janusz, strasznie mi go żal w tej scenie.

        Mnie też. I jeszcze później, kiedy mówi, że Laura go nie znosi, a Gaba go pociesza, wmawiając, że wcale nie. Przecież widać po jej zachowaniu (żenująco dziecinnym jak na 25-letnią kobietę wychodzącą za mąż), że ojca nienawidzi i nie chce go znać.
        Po jakiego uja go w takim razie sama zapraszała i jeszcze foszyła, że nie potwierdził przyjazdu, najstarsi przodkowie z Kiejdan nie wiedzą.
        Widocznie Laura zaprosiła tatusia, aby mu wygarnąć swoją nienawiść i okazać wzgardę. Prezent zaś posłużył jako pretekst?
        Na koniec zaś zadowolona z siebie i z czystym sumieniem idzie do ślubu, bo wszak się WYSPOWIADAŁA, a to, że potraktowała własnego ojca jak śmiecia akurat w momencie, gdy chciał jej sprawić przyjemność, w ogóle nie kłopocze czystej duszyczki dobrej Laury.
        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 24.10.12, 23:14
          > Przede wszystkim, niezależnie od tego, co Pyziak kupił, nieprzyjęcie prezentu (
          > a tak to wygląda) i potraktowanie go jak kupy łajna

          Mężczyzna, który opuścił żonę z malutkim dzieckiem i w ciąży z następnym dzieckiem JEST kupą łajna i zasługuje na traktowanie adekwatne do jego jestestwa.
          • ginny22 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 24.10.12, 23:25
            I w tym celu należy zaprosić go na ślub córki? Nie prościej było nie zapraszać?
            • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 24.10.12, 23:50
              ginny22 napisała:

              > I w tym celu należy zaprosić go na ślub córki? Nie prościej było nie zapraszać?

              Wiesz, ja to widzę tak: Pyziak opuścił żonę z maleńkimi dziećmi. Wyskoczył jak pajac z pudełka w CP, dostał herbatę, ciastka i zaciekawienie, ożywienie,odświeżenie, szansę na utworzenie jakiejś tam namiastki relacji z dziećmi.
              Po czym zniknął w pierdut. Zaproszony na ślub córki - milczał jak katakumba, czy też, panietego, hekatomba. Co za przykrość, ojciec mnie nie znał i opuścił, ok. Ale mnie poznał i tym bardziej opuścił- żal.pl
              Ale nie! W dniu ślubu, cóż za radość, wyskoczył jak rolka z klozetu, zwarty i gotowy by uczynić zaszczyt pannie młodej i poprowadzić ją do ołtarza.
              Przywiózł jej też pierwszą w zyciu rzecz od ojca, znaczy od siebie, a mianowicie mikser, marzenie każdej kobiety.
              https://t1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTpp_PaWuoQcLPFQuh5JuyD3gTqi6gOznW1XidupRE8Yb-ue6OdBjaR8-2L

              Ja się dziwię, że Laura mu nie padła do stóp, nie objęła ich wypełnionymi w końcu ramionami i nie zaczęła szlochać z wdzięczoności i wyglądac w wyniku tego jak królik czy też kapelusznik.

              A, jeszcze powinna była zrobić o tak:
              https://0.tqn.com/d/contests/1/0/D/1/-/-/SandraKitchenAidBlender.jpg
              • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:02
                > Wiesz, ja to widzę tak: Pyziak opuścił żonę z maleńkimi dziećmi. Wyskoczył jak
                > pajac z pudełka w CP, dostał herbatę, ciastka i zaciekawienie, ożywienie,odświe
                > żenie, szansę na utworzenie jakiejś tam namiastki relacji z dziećmi.
                > Po czym zniknął w pierdut.

                Chwila, a skąd my wiemy, że zniknął? To, że go nie ma w "Sprężynie" nie oznacza, że wszystkich znowu zdradził i porzucił. Skoro Laura go zaprasza - skądś adres chyba ma i to raczej nie od ciotki Almy? Zatem po niedoszłym ślubie z Wolfim nastąpiła chociaż wymiana tzw. namiarów?

                Zaproszony na ślub córki - milczał jak katakumba, cz
                > y też, panietego, hekatomba.

                Bez przesady, wielu gości nie potwierdza przybycia, tym bardziej, jeśli nie są gośćmi weselnymi ani nie nocują u zapraszającego. Proponuję lekturę forum Ślub i wesele.

                >Ale mnie poznał i tym bardziej opuścił- żal.pl

                W którym tomie Pyziak zdążył Laurę poznać i ponownie opuścić?

                > Przywiózł jej też pierwszą w zyciu rzecz od ojca, znaczy od siebie, a mianowici
                > e mikser, marzenie każdej kobiety.

                Niezależnie od tego, czy mikser był marzeniem Laury czy nie - za prezent wypada podziękować. Lub chociażby go łaskawie przyjąć, skoro już został zakupiony i wręczony.

                > Ja się dziwię, że Laura mu nie padła do stóp, nie objęła ich wypełnionymi w koń
                > cu ramionami i nie zaczęła szlochać z wdzięczoności i wyglądac w wyniku tego ja
                > k królik czy też kapelusznik.

                Ja się dziwię, że ta prorodzinna, wrażliwa, inteligentna, religijna i WYBACZAJĄCA Laura nie miała tyle wstydu, by chociaż przeprosić za tę całą brzydką scenę. Lub chociażby poczuć delikatny wyrzut sumienia, że Pyziakowi oberwało się za całokształt, w tym za brak jej sukni ślubnej i nieudany ślub z Wolfim, chociaż, do ciężkiej deutery, nie był im wcale winien!
                • agni_me Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:27
                  Pyziak jest Antygonem Jeżycjady, co by nie zrobił, to źle. Oleje ślub - kolejne ćwierćwiecze łkań, teraz już jego prawnuki będą się gryzły..., nie oleje - prezent nie taki, w dodatku po co do domu, jak mógł od razu do sali weselnej. Pasowałoby do buraka. Każdy jego czyn naznaczony jest boskim zamiarem Małgorzata Zeusowicza. Czyżby klątwa wisząca nad rodem Pyziakidów (stąd i ta biedna Alma...).
                • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:40
                  > Bez przesady, wielu gości nie potwierdza przybycia, tym bardziej, jeśli nie są
                  > gośćmi weselnymi ani nie nocują u zapraszającego.

                  Kurcze, tam jakoś tak było podkreślone, że nie potwierdził przybycia, albo że nie dało się potwierdzic przybycia, ja tak zrozumiałam, że właściwie to jakby się ten Pyziak znowu był zniknął.


                  >Proponuję lekturę forum Ślub i wesele.

                  Rech, rech, rech, i co jeszcze, Ciąża i poród? Nie, dziękuję jednak mimo wszystko :D
                  Sama se czytaj :DDD

                  > Niezależnie od tego, czy mikser był marzeniem Laury czy nie - za prezent wypada
                  > podziękować. Lub chociażby go łaskawie przyjąć, skoro już został zakupiony i w
                  > ręczony.

                  Oj tam, oj tam. Laura złagodniała wybiórczo, co jej zresztą niedługo przejdzie. Łazi i mamroli jak Świtezianka czy kto tam tak wzdychal. Ofelia? No, w każdym razie nadal, mimo wszystko, mowimy o Laurze, i nie liczylabym na miejscu Pyziaka na zaproszenie na herbatkę od kochającej córuni. Nie zawsze postępujemy zgodnie z sv, a Laura to od maleńkości jedyne co stosowała z tej pięknej sztuki to niepuszczanie bączków w towarzystwie, nieprawda.

                  > Ja się dziwię, że ta prorodzinna, wrażliwa, inteligentna, religijna i WYBACZAJĄ
                  > CA Laura nie miała tyle wstydu, by chociaż przeprosić za tę całą brzydką scenę.
                  > Lub chociażby poczuć delikatny wyrzut sumienia, że Pyziakowi oberwało się za c
                  > ałokształt, w tym za brak jej sukni ślubnej i nieudany ślub z Wolfim, chociaż,
                  > do ciężkiej deutery, nie był im wcale winien!

                  Przepraszam, JAKA Laura? :) Może ona jednak nie zdupiała do reszty, co? Ona tego Pyziaka nigdy nie lubiła i nigdy nie polubi, do ciężkiej deutery :) Na ślub zaś się zaprasza nawet znienawidzoną ciotkę Władzię, aby potem chyłkiem napluć jej do kompociku albo dołożyć witamin do sałatki.
                  • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:48
                    >Na ślub zaś się zaprasza nawet znienawidzoną ciotkę Władzię, aby potem chyłkiem napluć jej do kompociku albo dołożyć witamin do sałatki.

                    To chyba u Ciebie.
                    • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 01:23
                      meduza7 napisała:

                      > >Na ślub zaś się zaprasza nawet znienawidzoną ciotkę Władzię, aby potem chy
                      > łkiem napluć jej do kompociku albo dołożyć witamin do sałatki.
                      >
                      > To chyba u Ciebie.

                      Tak, do cholery, tak! Jakbyś zgadła! Taka byłam zajęta kopaniem dżdżownic do kompotu, że się spóźniłam na autobus do USC i mój mąż musiał poślubić ciotkę Władzię, li i jedynie.
                  • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:07
                    > Na ślub z
                    > aś się zaprasza nawet znienawidzoną ciotkę Władzię, aby potem chyłkiem napluć j
                    > ej do kompociku albo dołożyć witamin do sałatki.

                    A to mi właściwie wyjaśnia całość, nie mam więcej pytań.

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                    You've got to kick a little
                  • ginny22 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:39
                    > Na ślub z
                    > aś się zaprasza nawet znienawidzoną ciotkę Władzię, aby potem chyłkiem napluć j
                    > ej do kompociku albo dołożyć witamin do sałatki.

                    Jesli robisz wesele na 200 osób, bo "co ludzie powiedzą", to pewnie tak. Dla mnie jednak niezaproszenie ojca, który nigdy nie zaistniał w moim życiu, jest rzeczą naturalną (sama bym tak zrobiła).
                    • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:01
                      tak. Dla mn
                      > ie jednak niezaproszenie ojca,
                      który nigdy nie zaistniał w moim
                      życiu, jest rze
                      > czą naturalną (sama bym tak
                      zrobiła).

                      On przecież zaistniał. Laura go zaprosiła, bo pewnie chce mieć z nim kontakt, ale ta relacja jest tak emocjonalna, tyle w niej żalu, poczucia krzywdy, ze siłą rzeczy wybuchowa Laura będzie to na ojca wylewać. Jej święte prawo, on, jeśli chce się zrehabilitować i mieć kontakt z dziećmi, musi się uzbroić w cierpliwość i pozwolić się dotrzeć. Nie wchodzi do tej rodziny z czystą kartą.
                      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:26
                        > On przecież zaistniał. Laura go zaprosiła, bo pewnie chce mieć z nim kontakt

                        Czekaj, czyli twoim zdaniem Laura chce mieć z ojcem kontakt, bo jej brakuje worka treningowego?
                        Swoją drogą fascynujące studium kolejności dziobania: ją dziobała cała rodzina, więc ona będzie teraz dziobać ojca, bo wie, że w domu Borejko tylko po nim można jechać bezkarnie.

                        >, a
                        > le ta relacja jest tak emocjonalna, tyle w niej żalu, poczucia krzywdy, ze siłą
                        > rzeczy wybuchowa Laura będzie to na ojca wylewać. Jej święte prawo

                        Zaprosić kogoś na ślub, żeby sobie na niego powylewać wszystkie frustracje - twoim zdaniem Laura ma do tego święte prawo, bo Bernard jej zgubił kieckę??!!

                        >, on, jeśli
                        > chce się zrehabilitować i mieć kontakt z dziećmi, musi się uzbroić w cierpliwoś
                        > ć i pozwolić się dotrzeć. Nie wchodzi do tej rodziny z czystą kartą.

                        I dlatego zaprośmy sobie Pyziaka, będzie na kogo powrzeszczeć, jak się bigos przypali.
                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:35
                          Niestety tak to właśnie wygląda. Zaprasza pełna dobrych chęci i różowych wizji, a sam jego widok podnosi ciśnienie, a z ust padają żaby i węże.
              • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:34
                Przyjechal, bo zostal zaproszony na slub przez corke.
          • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 24.10.12, 23:32
            ?!?
          • agni_me Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 00:04
            Trzymając się skatologicznych skojarzeń - po 25 latach największa kupa gówna jest od dawna prochem, znaczy, pozory kultury można bez przeszkód zachować.
          • nabakier Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 09:08
            totorotot napisała:

            > Mężczyzna, który opuścił żonę z malutkim dzieckiem i w ciąży z następnym dzieck
            > iem JEST kupą łajna i zasługuje na traktowanie adekwatne do jego jestestwa.

            Ajjjj...jaj...jaj. Zrobiło się poważnie. Jak dla mnie.
            O człowieku: "JEST kupą łajna" i "zasługuje". No no...
          • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:02
            > Mężczyzna, który opuścił żonę z malutkim dzieckiem i w ciąży z następnym dzieck
            > iem JEST kupą łajna i zasługuje na traktowanie adekwatne do jego jestestwa.

            Bzdura. Kosmiczna. Mówię to jako kobieta, zostawiona z trzyletnim i dwumiesięcznym dzieckiem. Mój bezgranicznie głupi mąż jest obecnie, po 7 latach, kochającym, troskliwym, myślącym ojcem i pozostajemy w zupełnie przyzwoitych stosunkach. gdybym go wtedy potraktowała jak kupę łajna, moje dzieci ojca by nie miały.
            Takie myślenie jest prymitywne i podłe, a przede wszystkim prowadzi do krzywdzenia dzieci w imię błogiego przekonania o własnej słuszności.

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

            You've got to kick a little
            • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:11
              > Takie myślenie jest prymitywne i podłe, a przede wszystkim prowadzi do krzywdze
              > nia dzieci w imię błogiego przekonania o własnej słuszności.

              Wydaje mi się, ze takim tropem szlo myślenie Gaby i starych B. o Pyziaku, a płaci za to głównie Laura. Można było ułożyć (fabularnie) stosunki w tej rodzinie w sposób cywilizowany, dzieci (Elka, dzieci Janusza z drugą żoną/partnerką, Laura i Róża) czasem kontaktowałyby się, a przynajmniej poznały, a Janusz byłby traktowany jak ojciec, a nie raróg.
              Ale autorka wolała zaserwować magiel. Ciekawe, dlaczego?
            • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:51
              Czekaj. Pyziak zostawił Gabe z maleńką Różą, przyjęto go z otwartymi pierogami. Następnie zniknął znowu i nie został szczęśliwym i kochającym ojcem. Nie został ojcem niedzielnym, nie został ojcem od święta, nie został nawet ojcem , podeślę czasem pięć dych jak mi się uda skrobnąć jakieś radio'.

              Ani razu nie zabrał dzieci na lody, do lekarza, nie kopnął mu piłki, nie przytulił, nie zajrzał w zeszyt, nie pomasowal brzuszka, nie spadł z drabiny w święta, nie kupił skarpetek, nie przytargal siat, nie przeprosił. Zjawił się w dniu ślubu i Laura nie czuła się winna temu, ze Bernard użył człowieka z zyciorysem.

              I wzgardzila mikserem, podła.
              • soova Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:54
                Mnie tam uczyli, że za KAŻDY prezent należy podziękować, nawet jeśli pochodzi od osoby, której się nie lubi.
                • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:20
                  soova napisała:
                  > Mnie tam uczyli, że za KAŻDY
                  prezent należy podziękować, nawet
                  jeśli pochodzi o
                  > d osoby, której się nie lubi.

                  Naturalnie, masz rację.
                  Czy podpowiesz, co mówi sv na temat potwierdzania obecności na większych uroczystościach oraz momencie wręczania prezentów?
                  • soova Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:42
                    A co ma jedno z drugim wspólnego? Dziękuje się za prezenty także od gości niespodziewanych we wszelkim tego słowa znaczeniu.

                    OT: nie czytałam wiekopomnego dzieła, więc nie kojarzę dokładnie, jak to z tym zaproszeniem Pyziaka było, ale oto historia autentyczna z mojego własnego ślubu z wątkiem wielkopolskim. Otóż, jako że na wesele zaproszona była najbliższa rodzina moja (niezbyt liczna), najbliższa rodzina męża (liczna) i przyjaciele nas obojga, przygotowaliśmy dwie wersje druczków: zaproszenia dla osób proszonych na ślub i wesele, gdzie było wyraźne "zapraszamy" plus informacja o kościele i restauracji, i same zawiadomienia o ślubie (bez słowa "zaproszenie", tylko z informacją o tym, że tego a tego dnia w tym a tym kościele będzie nasz ślub), które rodzice rozsyłali swojej dalszej rodzinie, znajomym itp., żeby kto chce, przyszedł np. do kościoła, ewentualnie przysłał życzenia (dużo tych zawiadomień wysłano do osób mieszkających dalej). I jakież było zdumienie mojej mamy, gdy pewnego dnia odebrała telefon od znajomych z Wielkopolski z prośbą o zarezerwowanie hotelu, skoro są zaproszeni na ślub. Znajoma też była zaskoczona, bo wg niej w Wielkopolsce takie zawiadomienie uznaje się za zaproszenie na ślub właśnie (nie wiem, jak z weselem :)). Czy przypadkiem zatem Pyziak i Borejkowie nie padli ofiarami czegoś podobnego?
                    • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:45
                      Ale mowa nie o dalekich znajomych a o ojcu, który opuścił. Inne emocje, nieprawdaż?
                      • soova Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:58
                        Ale mowa nie o dalekich znajomych a o ojcu, który opuścił. Inne emocje, nieprawdaż?

                        Zaraz, zaraz. Laura nie jest już nastolatką w okresie burzy i naporu hormonów wzrostu, tylko dorosłą kobietą, która na dodatek zgodnie z koncepcją autorki już za chwilę wkroczy w nową rolę życiową małżonki, a potem pewnie matki. Czy przypadkiem od dorosłej osoby nie powinno się wymagać nieco większego powściągiwania prezentacji swoich emocji niż od takiej nastolatki? Choćby na poziomie pozwalającym na potraktowanie tego prezentu od ojca, który opuścił, jako prezentu od dalekiego znajomego właśnie.
                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 14:25
                          Czy przy
                          > padkiem od dorosłej osoby nie
                          powinno się wymagać nieco
                          większego powściągiwani
                          > a prezentacji swoich emocji niż
                          od takiej nastolatki? Choćby na
                          poziomie pozwal
                          > ającym na potraktowanie tego
                          prezentu od ojca, który opuścił,
                          jako prezentu od
                          > dalekiego znajomego właśnie


                          Owszem, można się spodziewać, jednak życie to nie kreskówka Hello Kitty i ludzie często w nerwach zachowują się niezgodnie z sv.
                          • soova Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 14:34
                            I to ich bynajmniej nie usprawiedliwia.
                          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 14:34
                            jednak życie to nie kreskówka Hello Kitty i ludzie często w nerwach zachowują się niezgodnie z sv.
                            Jeżycjada to też nie życie :)
              • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:02
                Moje jazdy z Xięciem Małżonkiem nie trwały 5 dniu. Trwały 7 lat. I naprawdę obfitowały w ciekawsze przestępstwa niz nieodzywanie się z Australii i pojawienie się na schodach w stanie podciętym. Tym niemniej NIGDY nie usłyszał on ode mnie że ma się więcej nie pojawiać albo że jest kupą łajna i być może właśnie to zadecydowało, że moje córki maja okazję kopać z nim piłkę i jeździć na rowerze.
                Przypomnę, odwołując się do lektury obowiązkowej, że Pyziak pojawił się swego czasu, dawno-dawno temu, i został przez Milicję wywalony na mordę. Oczywiście, to mogło nie mieć absolutnie żadnego związku z jego dalsza nieobecnością. Wygodniej jest uznać, że się nie pojawiał, bo jest zUy, a nie dlatego, że mu to explicite nakazano, nieprawdaż, za pozwoleniem?

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                You've got to kick a little
                • ginny22 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:15
                  Bez przesady. Nie czyńmy z wywalenia pijanego Pyziaka przez Milę wytlumaczenia na wszystko. Gdyby chciał, miał odwagę i potrzebę utrzymywania kontaktu z dziećmi, wróciłby trzeźwy i miał Milę w poważaniu. Nie zrobił tego.
                  • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:32
                    Ja nie czynię, i nie twierdzę, że Pyziak jest fajny i cacy. twierdzę natomiast, że czasem trzeba w pewne rzeczy włożyć nieco wysiłku, a nie najpierw kogoś zglanować, a potem już mieć usprawiedliwienie dla nazywania go kupą gnoju. I wiem, o czym mówię, serio.
                    Nie chodzi mi więc o to, że Pyziak jest postacią świetlana, tylko o to, że prezentowany przez MM (i jak widać, nie tylko) pogląd, jakoby takie wydarzenia a) stanowiły podstawę do dozywotniego ustawienia kogoś na pozycji kupy gnoju; b) w pełni usprawiedliwiały brak starań o kontakt dzieci z ojcem, jest chory i dla dzieci szkodliwy. Za to bardzo popularny, co może nie pozostawać bez związku z faktem, że wiele rodzin po rozwodzie rozsypuje się skrajnie również jeśli chodzi o relacje z dziećmi. No, czego można w końcu wymagać w zakresie ojcostwa od kupy gnoju?

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                    You've got to kick a little
                    • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 11:42
                      b) w
                      > pełni usprawiedliwiały brak
                      starań o kontakt dzieci z ojcem,
                      jest chory i dla d
                      > zieci szkodliwy.


                      Ale listy na adres Berdyczów Niemcy niestety mogły do niego nie dotrzeć, a innego adresu Gaba zdaje się nie miała. Bo chyba nie Laura miała szukać kontaktu z ojcem?
                      • nabakier Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 12:09
                        Totorot, no ale powiedz wreszcie, dlaczego człowieka nazywasz kupą łajna. Gdzie widzisz przejście od rozwodu (odejścia od żony i dzieci) do tej kupy łajna. I tego "zasługuje" (w domyśle: na najgorsze, jak to kupa łajna).
                        Dla mnie odpowiedź jest tylko jedna: bo prezentujesz taka samą odczapną perspektywę, jak MM, wedle której odejście od małżonka (i dzieci) to horrendum (dla Ciebie dodatkowo odczłowieczenie w kierunku kupy łajna). Mogłabyś zdradzić, któryż to system wartości Cię do tego przejścia uprawnia?
                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 14:40
                          dczapną perspek
                          > tywę, jak MM, wedle której
                          odejście od małżonka (i dzieci) to
                          horrendum (dla Ci
                          > ebie dodatkowo odczłowieczenie
                          w kierunku kupy łajna). Mogłabyś
                          zdradzić, kt
                          > óryż to system wartości Cię do
                          tego przejścia uprawnia
                          ?

                          Skąd pomysł, że ktoś musi sankcjonowac moje podglądy? Facet, który wypina się na swoje dzieci jest w mojej, matczynej opinii, kupą łajna i zasługuje na najgorsze.
                          Mam równie niepopularne poglądy na temat pedofilów, sadystow i pijanych kierowców.
                          • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 15:27
                            To, ze facet porzuca żonę, nie znaczy automatycznie, że wypina się na swoje dzieci. Facet może wypiąć się na samą matkę tych dzieci, a z nimi starać się utrzymywać kontakty. Co do Pyziaka, mamy przynajmniej jeden przykład, że próbował. A na moje oko wychodzi, że rodzina Borejków raczej mu te kontakty utrudniała, niż ułatwiała.
                            • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 17:06
                              Berku, nie postawiłam znaku równości, tylko napisałam, że moje poglądy mogą być niepopularne. Otóż pedofilów wieszałabym za jaja i traktowała po nich prundem. Sadystom wystarczy robić to samo co oni ofierze, ale w dwójnasób. Zaś pijanym kierowcą wystarczy... etc. etc. Porzucających ojców wystarczy traktować jak kupę łajna i obciążyć alimentami rzecz jasna.

                              Wracając do tematu.Berko (i Meduzo).
                              Pyziak kontakt próbował nawiązać razy 1
                              Został sczyszczony razy 1
                              W przeciągu lat 20
                              Ilość dzieci: 2
                              Suma pieniędzy, które łaskawie był ofiarować na dwoje dzieci: 0
                              Ilość ofiarowanych prezentów swoim dzieciom ze strony Gaby: 0
                              I wnukom: 0


                              Mało, kurcze, nie?

                              Co do zdania Berka dot. konieczności dogadania się z byłym mężem w celu ustalenia jego kontaktów z dziećmi to się z nią zgadzam w całej rozciągłości. Tylko jak Gaba miała tego dokonać? Pójść na pole, znaleźć rosochatą wierzbę i zawołać w dziuplę: Pyziaku, Pyziaku, zajrzyj czasem do nas, łapserdaku?

                              Nie miał on wszak konta na fejsie...
                              • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 18:01
                                Porzucających ojców wystarczy traktować jak kup
                                > ę łajna i obciążyć alimentami rzecz jasna.

                                Otóż nie. Chyba, że zakładasz, że alimenty to jedyne, czego dzieci od ojca potrzebują. Bo jeśli jednak czegoś więcej, to traktowanie ojca jak kupy łajna w oczywisty sposób jest działaniem na szkodę dzieciom, bo ułożenie kontaktów z nim utrudnia. Jest więc działaniem co najmniej głupim, a z reguły tez szkodliwym, acz łechczącym ego i pozwalającym się poczuć kimś lepszym.
                                To w kwestii pragmatycznej.
                                W kwestii etycznej, zakładam, że przyzwoity człowiek nikogo nie traktuje jak kupy łajna. Po prostu. Ludzie mogą robić rzeczy głupie, a nawet złe, ale to nie określa ich w całości, na zawsze. Ludziom trzeba dawać szansę. I z doświadczenia wiem, że to procentuje. Natomiast w życiu nie słyszałam, żeby cokolwiek dobrego wynikło z traktowania kogokolwiek jak kupy lajna.

                                -----------------------
                                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                You've got to kick a little
                                • kaliope3 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 19:17
                                  Rękami i nogami się pod tym Berku podpisuję.
                                • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 20:54
                                  Powtarzam: jeśli człowiek znika, nie da się z nim dogadać, bo fizycznie nie ma takiej możliwości.

                                  Gdy znamy jego miejsce pobytu, telefon itp. to naturalnie sprawa jest zupełnie inna.

                                  Odpowiem też w tym poście Na bakier.

                                  Może Ci się to spodoba, może nie, ale nie mam szacunku dla osób, które porzucają swoje dzieci do imentu.
                                  Mój autorski światopogląd możesz skonfrontować np. z wypowiedziami matek z forum Samodzielne Mamy czy cus.
                                  • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:01
                                    > Może Ci się to spodoba, może nie, ale nie mam szacunku dla osób, które porzucaj
                                    > ą swoje dzieci do imentu.

                                    Pomiędzy brakiem szacunku a chamstwem jest spora różnica, sek w tym, że niektórzy jej sobie nie uświadamiają. Poza tym, jak tu juz pisałam, Twój brak szacunku - Twoja sprawa, ale jeśli Twoja opinia o ojcu Twoich dzieci rzutuje na jakość ich kontaktów, to juz
                                    przestaje być Twoja prywatna sprawa.

                                    > Mój autorski światopogląd możesz skonfrontować np. z wypowiedziami matek z foru
                                    > m Samodzielne Mamy czy cus.

                                    Rozumiem, że jeśli samodzielna mama wypowiada się nie na tamtym forum, to jej wypowiedzi są niewiarygodne? I dlatego moją na przykład opinię ignorujesz?
                                    Ja nie pisuję na Samodzielnej Mamie między innymi dlatego, że za dużo tam napędzania się w nienawiści do podleców. Owszem, podlec jest podlec - ale co da przeżycie całego życia jak, nie przymierzając, Gaba, kisząc się wyłącznie we własnej urazie? Z takiego podejścia nic twórczego nie wynika, więc tez i chwalić się nie ma czym.


                                    -----------------------
                                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                    You've got to kick a little
                                • myszyna Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 26.10.12, 01:14
                                  Wetnę się trochę w Wasz offtop, bo mnie rusza. Odwróćmy sytuację:
                                  gdyby jakaś kobieta urodziła kogoś, zostawiła go ojcu i przez dwadzieścia lat nie starała z nim zobaczyć, nawet nie miałaby po co starać się po tych dwudziestu latach. Bo wszyscy, słusznie uważając ją za wyrodną matkę, doradziliby jej, żeby spadała.
                                  Gdy taki sam numer robi mężczyzna, społeczeństwo powiada, że trzeba mu dać szansę, albo że to przez tę wredną matkę się nie mógł z dziećmi widywać. Że przecież chciał, tylko go pogoniono.
                                  Gdyby ta hipotetyczna matka z pierwszego akapitu przyszła raz drinknięta zobaczyć potomka, a następnie nigdy nie wróciła, to też by należało jej wybaczyć, potraktować bez uprzedzeń i co tam jeszcze?
                                  Według mojej wiedzy nie jestem feministką, jednak z racji wykonywanego zawodu obserwuję sprawy rozwodowe i na kolana mnie powala pobłażanie okazywane mężczyznom w sprawach zobowiązań wobec ICH WŁASNYCH dzieci.
                                  • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 26.10.12, 01:59
                                    Dzięki,Myszyna. Mnie zadziwia, że niemal całe forum wiesza psy nad gimnazjalistą, który mizia się po nocach, ale jednak nie pozwala się pomiziać, bo co matula powiedzą, ach niegrzeczna bezwstydnico, ALE za to roztkliwiają się nad biednym Pyziakiem, który nie był tak naprawdę złodziejem, pijakiem i nie zwiał przed rodziną na drugi koniec świata, nie zapowiadał się na świnię już w technikum, gdy całej klasie pociskał kity o kwiatach jabłoni, to tylko autorka tak nieprzychylnie go opisuje. A wszystkie te awanturki,które mu się przytrafiły to dlatego, że kichnął w autobusie.
                                    • myszyna Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 27.10.12, 12:29
                                      Totorot, całkowicie rozumiejąc powody Twojej złości, mówię tylko tyle: jak dla mnie uczestniczki powiadają, że dla dobra dzieciaka należy 1) nie wieszać psów na tatce, 2) wymagać od dziecka manier.
                                      Zdaje mi się, że Wasza kłótnia wynika głównie z tego, że każdy pisze na inny temat - Ty mówisz, że rozumiesz silne emocje, Twoje rozmówczynie, że dobre maniery są OK. Osobiście nie widzę w tym sprzeczności :)
                                      Sama zareagowałam jedynie na nieuświadomione podwójne standardy - że mężczyźni są jak duże dzieci i że kobieta powinna być tą bardziej.
                                  • kaliope3 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 27.10.12, 09:57
                                    No to wobec tego co piszesz, nie mogę być częścią społeczeństwa bo jest mi doskonale obojętna kwestia płci w tym przypadku. Marnotrawny rodzic to marnotrawny rodzic. W ogóle to sprawa na głowie postawiona-potępiać mocniej i bardziej odchodzących ojców bo matki odchodzą rzadziej i są przez to jeszcze gorzej traktowane?
                                    • myszyna Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 27.10.12, 12:21
                                      > No to wobec tego co piszesz, nie mogę być częścią społeczeństwa bo jest mi dosk
                                      > onale obojętna kwestia płci w tym przypadku. Marnotrawny rodzic to marnotrawny
                                      > rodzic.

                                      W pierwszej chwili chciałam Ci napisać, że miło to przeczytać, ale jednak w sprawie odchodzących rodziców nic miłego nie ma :(.
                                      No to powiem tylko, że taka postawa jak Twoja jest niestety rzadkością - cały czas pokutują podwójne standardy, które pozwalają usprawiedliwiać różne paskudne zachowania mężczyzn. Pokutują zarówno w orzecznictwie rozwodowym, jak i w społeczeństwie, a akurat w tym oftopie dość mocno to widać. Tym milej czytać wpis kogoś bez takich uprzedzeń.
                                      Pozdrawiam.
                                      Mysz
                              • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 19:55
                                > Mało, kurcze, nie?

                                Mało - DO MOMENTU opisanego w Czarnej Polewce, to jest dnia, kiedy Pyziak przyjeżdża do Borejków z ewidentnie własnej inicjatywy, tym razem zostaje wpuszczony i nawet pomaga rodzinie zabrać się na ślub Laury. Chce na tym ślubie być. Po tych wydarzeniach Laura mu wysyła zaproszenie na kolejny ślub (zna adres!!!), tym razem ten, co ma dojść do skutku. No już chrzanić ten epizod z Milą, ale do jasnej ciasnej, jak pogodzić te wydarzenia z tym, że ojciec jest dla Laury nikim i nie chce go w ogóle widzieć? Skoro go tak nienawidziła za całokształt, należało go obsobaczyć już w Śmiełowie i zerwać kontakty, a na pewno NIE ZAPRASZAĆ. A jak już się zaprosiło, to umieć się zachować.

                                (Miałam na własnym ślubie dosyć podobną sytuację z takim gościem, co tuż przed ceremonią wrócił na łono rodziny po latach z piętnem "tego złego". Oraz awanturę w dzień ślubu, która wywołała przypuszczam podobny stres jak u Laury. Mogę sobie dosyć klarownie przedstawić, jak wyglądała atmosfera w domu i psychika panny młodej. Mimo to nadal nie daję jej żadnego prawa, aby wyżywać się na Pyziaku.)
                                • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 20:10
                                  Aaaa, olśnienie takie mnie dopadło.
                                  Bo to jest tak, że wielu ludzi (bez wymachiwania łapami, kto) uważa, że jeśli ktoś zachował się paskudnie, to daje automatycznie prawo do traktowania jego paskudnie. tymczasem guzik prawda. Więcej: jeśli to my wobec tego kogoś zachowamy się paskudnie, to jest to tak samo paskudne i tyle.
                                  Nieszczęsnej Laurze można wybaczyć histerię wobec Pyziaka, argumentując to emocjami związanymi ze ślubem i w ogóle lekkim zwichnięciem psychiki przez trudne dzieciństwo. Natomiast to, że Pyziak zachowywał się paskudnie, nie interesując się dziećmi, samo w sobie usprawiedliwieniem dla awantur nie jest.
                                  W takiej sytuacji można po prostu oznajmić, że się kontaktów nie chce, można nie zapraszać, można nawet lodowato powiedzieć (lub napisać w liście), dlaczego. Ale nadal nie daje to prawa do obrażania i innych zabiegów, które Borejkowie na Pyziaku stosują.
                                  Nasza dyskusja tutaj przebiega po prostu ponad granicą przekonania o słuszności zasady "oko za oko".
                                  Obawiam się, że nikt tu nikogo nie przekona :(

                                  PS. Jakoś niejasno wyszło: po jednej stronie są wg mnie osoby, które uważają, że Pyziakowi "się należało" (wszystko, co najgorsze), a po drugiej - te, które uważają, że pewnych rzeczy nic nie usprawiedliwia.

                                  -----------------------
                                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                  You've got to kick a little
                                  • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 20:56
                                    Okej, to dopowiem jeszcze raz tutaj, co napisałam na ten temat w innym wątku.

                                    Otóż według mnie nie należy Laury w czambuł potępiać za to, że jej nerwy puściły i narobiła histerii. Sytuacja stresująca, rozumiem. Pyziakowi się oberwało, po części za swoje winy, po części za cudze i zrządzenia losu. Nie raz się to w Jeżycjadzie zdarzało: Elka wygarnęła Terpentuli, pan Jankowiak obsobaczył Aurelię, Gaba też nie była specjalnie czarująca wobec pani Szczepańskiej. Ludzka rzecz. Nie o to chodzi, że bohater ma być wzorem cnót. Natomiast do tej pory w Jeżycjadzie było tak, że tego typu sytuacje naprawiano: przepraszano, rozmawiano, wyciągano rękę. Ida, smarująca farbą po gębach w słusznym gniewie (czytelnik jest raczej po jej stronie, a nie drogocennych ubrań upiornych Lisieckich) potrafi zrozumieć, czemu jej zachowanie było nieodpowiednie. Aniela, mimo buńczucznych zapewnień i kłamania z pełną premedytacją, ma w efekcie wyrzuty sumienia i postanawia postępować uczciwie. Gaba poświęca ciasto upieczone na cześć powrotu mamy, aby okazać trochę serca pani Szczepańskiej, która jest przecież dla niej obcą osobą i na dodatek napisała na jej temat obrzydliwy donos. Czy pożyczenie tortownicy równoważy tę przykrą awanturę? Oczywiście, że nie. Czy mama Borejko i jej powrót do zdrowia są ważniejsze od samopoczucia jakiejś tam zrzędliwej sąsiadki? Oczywiście, że tak. Tu nie chodziło o to, czy ktoś miał jakąś moralną rację. Można było uznać, że Gaba po donosie ma prawo spluwać na widok pani Szczepańskiej, prawda? Ale tamtejsza Gaba wierzyła w mały sygnał dobra.

                                    I gdyby Laura, już jako szczęśliwa mężatka, po tych wszystkich emocjach, po zastanowieniu się, poczuła chociaż delikatne ukłucie sumienia czy zwyczajnej dobrej woli (jestem szczęśliwa, więc mogę być miła nawet dla kogoś, kto mnie zdenerwował, do kogo mam pretensje) i okazała ojcu to minimum, ten mikro sygnalik dobra - zwykłe "dziękuję za prezent", "przepraszam, że byłam wredna, byłam w okropnym stresie" - to bylibyśmy nadal w starej Jeżycjadzie, tej, która uczyła bycia dobrym. Nie idealnym, ale takim, kto potrafi się starać, kto próbuje naprawić swój błąd. Szczerze mówiąc, po takiej scenie symboliczne zakopanie toporka wojennego przez Laurę i pożegnanie Gaby z Januszem na dworcu (który powiedziałby coś innego niż "ona mnie nie chce widzieć") pięknie zamknęłyby tę całą pyziakiadę.

                                    Tym bardziej, że jest cała scena refleksji Laury, która rozlicza swoje wcześniejsze zachowanie i czuje żal z powodu wszystkich momentów, kiedy była niemiła dla matki. Mogłaby wtedy chociaż minutkę poświęcić temu, jak zachowała się wobec ojca przed ślubem.

                                    Ale nie. Nie. Laura ma święte prawo się tak zachowywać, bo ojciec ją porzucił. Oko za oko, pieróg za pieróg. Tylko wtedy po co te wrzaski o spowiedzi i wybaczeniu?
                                    • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:02
                                      Podpisuję się pod każdym słowem.

                                      -----------------------
                                      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                      You've got to kick a little
                                      • anutek115 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:46
                                        berek_76 napisała:

                                        > Podpisuję się pod każdym słowem.

                                        I ja. pod kazdym slowem, kazdym pzrecinkiem i kazdą kropka, pod wszystkim.
                                    • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 22:31
                                      > Tym bardziej, że jest cała scena refleksji Laury, która rozlicza swoje wcześnie
                                      > jsze zachowanie i czuje żal z powodu wszystkich momentów, kiedy była niemiła dl
                                      > a matki. Mogłaby wtedy chociaż minutkę poświęcić temu, jak zachowała się wobec
                                      > ojca przed ślubem.
                                      >
                                      > Ale nie. Nie. Laura ma święte prawo się tak zachowywać, bo ojciec ją porzucił.
                                      > Oko za oko, pieróg za pieróg. Tylko wtedy po co te wrzaski o spowiedzi i wybacz
                                      > eniu?

                                      Zgadzam się.
                                      Rozważając jednak ze strony psychologicznej wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację. Ktoś zabił Ci psa przez swoją głupotę. Albo okaleczył trwale dziecko też bez złej woli, ale np. wioząc je po pijanemu autem i powodując wypadek. Jest to, dajmy na to, Twój stryj. Widzisz się z nim na rodzinnej uroczystości, atmosfera nerwowa, catering nie dojechał, zespół muzyczny zasnął w kanciapie, Ty wybuchasz i mu wygarniasz, bo jestes zmęczoną matką kalekiego dziecka. Bez powodu na niego krzyczysz i mu wykrzykujesz, pierwszy raz w życiu zresztą,że masz do niego o to wielki, wielki żal, itp.
                                      Czy później byś się bardzo wstydziła tego wybuchu? Nie wiem jak ja, i obym się o tym nie musiała przekonać, ale chyba nie bałdzo...

                                      Takie teoretyczne rozważania, bo generalnie Twój cały post jest zgodny z moimi poglądami.
                                      • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 26.10.12, 01:50
                                        Patrz moja odpowiedź parę postów wyżej. Ta w nawiasie (Miałam na własnym ślubie dosyć podobną sytuację...). Nie uważam, żeby była bardzo porównywalna, bo nie chodziło o ojca ani matkę. Z drugiej strony jednak nie uważam też, żeby histeria z powodu utraty kiecki była porównywalna z siedzeniem przy stole z kimś, kto spowodował wypadek po pijaku czy bycie zmęczoną matką kalekiego dziecka. Laura nie cierpiała na co dzień straszliwie z powodu odejścia ojca przed jej urodzeniem, więc może nie dramatyzujmy.
                                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 26.10.12, 02:10
                                          klawiatura_zablokowana napisała:

                                          > Patrz moja odpowiedź parę postów wyżej. Ta w nawiasie (Miałam na własnym ślubie
                                          > dosyć podobną sytuację...). Nie uważam, żeby była bardzo porównywalna, bo nie
                                          > chodziło o ojca ani matkę. Z drugiej strony jednak nie uważam też, żeby histeri
                                          > a z powodu utraty kiecki była porównywalna z siedzeniem przy stole z kimś, kto
                                          > spowodował wypadek po pijaku czy bycie zmęczoną matką kalekiego dziecka. Laura
                                          > nie cierpiała na co dzień straszliwie z powodu odejścia ojca przed jej urodzeni
                                          > em, więc może nie dramatyzujmy.

                                          Mi się wydaje, ze mimo wszystko cierpiała dość często i mocno ekspresywnie, zwłaszcza w stosunku do rodziny :) Jej wybuch też nie był wynikiem utraty kiecki, li i jedynie, ale zagotowaniem na Magdę, która się zgapiła, na Bernarda, który się zgapił, na Kopiec Arletę, która, niestety, dała się ponieść swym rozlicznym talentom, no i na Pyziaka, który nigdy nic nie zrobił dla niej, nigdy go nie było, a teraz chce paradować w kościele w charakterze troskliwego ojczulka. A takiego wała.
                                          A to jej powtarzanie, jaka to nie jest wyspowiadana do wyrzygu, to tak raczej MM pokazuje, że może jednak niekoniecznie ta komunia już Laurze przysługuje, od kiedy się zagniewała. No ale któż by się ośmielił ją wysłać na kolejną spowiedź? Chyba tylko Naszpan Polonista. Choć aż dziw bierze, że Łusia nie raczyła zauważyc grzechu kuzyneczki i powiadomić jej o konieczności ponownego zaliczenia konfesjonalu.
                                    • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.12.12, 04:20
                                      Mądrze piszesz, klawiaturo! Ani jednego słowa za mało, ani jednego za dużo. Wszystkie wyważone, konkretne i na miejscu. Bez zbędnych emocji i zaperzania się. Sto razy tak.
                                  • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:33
                                    Czekaj, czekaj. Nie wymachuj wiórkami
                                    witkami.

                                    kudnie. tymczasem guzik prawda.
                                    Więcej: jeśli to my wobec tego
                                    kogoś zachowamy
                                    > się paskudnie, to jest to tak samo
                                    paskudne i tyle.
                                    > Nieszczęsnej Laurze można
                                    wybaczyć histerię wobec Pyziaka,
                                    argumentując to emoc
                                    > jami związanymi ze ślubem i w
                                    ogóle lekkim zwichnięciem psychiki
                                    przez trudne d
                                    > zieciństwo. Natomiast to, że
                                    Pyziak zachowywał się paskudnie,
                                    nie interesując
                                    > się dziećmi, samo w sobie
                                    usprawiedliwieniem dla awantur nie
                                    jest.


                                    Zgadzam się. Moje stanowisko w tej sprawie jest takie: rozumiem Laurę. Zachowała się nieładnie. Rozumiem powody, nie usprawiedliwiam, choć także nie potępiam, ponieważ krzywdy doznane od Pyziaka są niewspółmiernie wyższe od jej winy.

                                    Natomiast to, że
                                    Pyziak zachowywał się paskudnie,
                                    nie interesując
                                    > się dziećmi, samo w sobie
                                    usprawiedliwieniem dla awantur nie
                                    jest.

                                    ...aczkolwiek wyjaśnieniem jak najbardziej i naturalną koleją rzeczy jest niechęć.

                                    Staram się też rozkminic przyczynę zaproszenia go. Jedyna to: czcij ojca swego..., ale taka wymuszona, niemiła sercu ta zasada, że jak każda ugieta trzcina się uniesie, tak i świeżo wypowiadana i wyondulowana Laura wyjrzała w stosownej chwili zza pudru.



                                    • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:41
                                      > Czekaj, czekaj. Nie wymachuj wiórkami
                                      > witkami.

                                      Totorotot, bardzo Cię przepraszam, ale ja nie mam zwyczaju dyskutować w takim tonie. Dlatego uprzejmie dziękuję, wymachuj sobie, czym tam chcesz, albo i nie, ale sama do siebie. ja podziękuję.

                                      -----------------------
                                      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                                      You've got to kick a little
                                      • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 22:21
                                        berek_76 napisała:

                                        > > Czekaj, czekaj. Nie wymachuj wiórkami
                                        > > witkami.
                                        >
                                        > Totorotot, bardzo Cię przepraszam, ale ja nie mam zwyczaju dyskutować w takim t
                                        > onie. Dlatego uprzejmie dziękuję, wymachuj sobie, czym tam chcesz, albo i nie,
                                        > ale sama do siebie. ja podziękuję.
                                        >


                                        To było, w zamysle dowcipne, odniesienie do tych Twoich słów:


                                        Dlatego uprzejmie dziękuję, wymachuj sobie, czym tam chcesz, albo i nie,
                                        > ale sama do siebie. ja podziękuję.
                                        >

                                        Przyjmuję do wiadomości.

                                        Bo to jest tak, że wielu ludzi (bez wymachiwania łapami, kto) uważa, że jeśli ktoś zachował się paskudnie, to daje automatycznie prawo do traktowania jego paskudnie
                                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 22:33
                                          Fatalnie mi się poprzestawiał post. Chodzi mi o humorystyczne odniesienie do tych słów:


                                          "Bo to jest tak, że wielu ludzi (bez wymachiwania łapami, kto) uważa, że jeśli ktoś zachował się paskudnie, to daje automatycznie prawo do traktowania jego paskudnie"
                              • habitus Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 30.10.12, 13:07
                                Janusz Pyziak MA konto na fejsie :)))
                                www.facebook.com/janusz.pyziak.1?fref=ts
                          • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 16:36
                            Facet, który wypina się n
                            > a swoje dzieci jest w mojej, matczynej opinii, kupą łajna i zasługuje na najgor
                            > sze.
                            > Mam równie niepopularne poglądy na temat pedofilów, sadystow i pijanych kierowc
                            > ów.

                            Nie chciałabym oceniać Twoich matczynych kompetencji, ale opinię chyba mogę, skoro tu o niej piszesz.
                            Otóż wbrew postawionemu przez Ciebie znakowi równości, porzucający ojciec nie może i nie powinien być stawiany na równi z pijanym kierowcą, pedofilem i sadystą dowolnego pochodzenia, ponieważ nawet po porzuceniu pozostaje ojcem, a więc jedną z najważniejszych (przynajmniej kulturowo) osób w życiu dzieci.
                            I bardzo, bardzo ważne jest powalczyć o to, aby w jakikolwiek sposób w życiu tych dzieci istniał. taka jest nie tylko moja matczyna opinia, podbudowana osobistym doświadczeniem z porzucaniem, grożeniem różnymi rzeczami i tak dalej, ale też opinią psychologów na przykład.
                            Pewnie, że porzuconej czy jeszcze do tego zdradzonej kobiecie najłatwiej by było uznać gościa za kupę łajna i więcej nie oglądać na oczy. Ale jeśli pofolguje tej ochocie, mając równocześnie dzieci, to jest matka średnio wydolna i również niezbyt mądra. I stawia własny komfort ponad dobrem dzieci.
                            Pewnie, że przejście do porządku nad własnymi emocjami i działanie wbrew nim dla dobra dziecka jest trudne, ale w ogóle mądre rodzicielstwo jest trudne. Łatwiej się raz na zawsze rozgrzeszyć, a winy za połamane życie dzieci doszukiwać się tylko w osobach drugich i trzecich, nie widząc własnego wkładu w taki stan.
                            Nikt nie lubi być traktowany jak kupa łajna. I jeśli gość w ogóle okazał się słaby i kiepawy, to tym łatwiej przyjdzie mu potraktować takie traktowanie jak wymówkę i zniknąć na zawsze. ale tu nie o to chodzi, kto ma rację i kto co powinien, tylko o to, co trzeba zrobić, żeby jak najmniej skrzywdzić dzieci. I otóż, trzeba zadbać o to, aby dzieci nie straciły ojca na zawsze i jeśli ojciec jest głupi, to mądrzejsza powinna się okazać matka. I zgrzytając w duchu zębami i wyzywając bydlaka w myślach od najgorszych, starać się, aby dzieci ojca miały (w granicach rozsądku).
                            Skreślanie go odgórnie jako kupy łajna jest działaniem wręcz przeciwnym i procentuje. W negatywach. W krzywdzie dzieci.
                            Problem nie w tym, że MM opisała niewiarygodną sytuację. problem w tym, że ona jest wiarygodna: tak robi mnóstwo kobiet (jak widać). Podobnie, jak wielu chłopców rzeczywiście dopuszcza się przemocy fizycznej na rówieśniczkach. I w tym problem, ze to jest złe, a MM opisuje to jako rzecz godną pochwały.
                            -----------------------
                            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                            You've got to kick a little
                            • nabakier Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 17:50
                              Pełne poparcie, berku :-)
                              ja tylko dodam, że ludzie rozwodzą się z różnych przyczyn i chyba sam rozwód nijaka kontrowersją nie jest. Miłości się kończą, układy się wyczerpują- to chyba też nie jest jakąś szczególna kontrowersją.
                              Różne są też powody utrzymywania lub nie kontaktu z dziećmi, różne modele tych kontaktów. Ale, żeby domniemywać najgorsze, to znaczy całkowite porzucenie w diabły, bez jakichkolwiek uwarunkowań, tylko na zasadzie widzimisię, to chyba jakieś piramidalne nadużycie.
                              O tym, że ludzie dojrzewają, to chyba też wiemy.
                              No i o tym, że ludzie są ludźmi, a nie kupą łajna- wydawałoby się też. Ale nie, tu się człowiek może zdziwić.
                              Konkludując- kopara mi opadła. jedno zdanie, a jakie wymowne...
                        • nabakier Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 17:43
                          Czyli to jest Twój autorski system wartości. Ok. a możesz powiedzieć, skąd go wywodzisz, jakie przesłanki za nim stoją itd. ? Bo "że" go masz, to już wiemy. Ale: dlaczego" go masz- nie wiemy.
                          I jak dokonujesz tego przejścia od "porzucenia" do "kupy łajna"?
                      • berek_76 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 12:26
                        > Ale listy na adres Berdyczów Niemcy niestety mogły do niego nie dotrzeć, a inne
                        > go adresu Gaba zdaje się nie miała. Bo chyba nie Laura miała szukać kontaktu z
                        > ojcem?

                        "Zdaje się". Nic na ten temat nie wiemy. Ale nie wiemy tez absolutnie nic na temat starań, aby kontaktu poszukać, a wiemy o spławieniu Pyziaka przez Milę. czyli na podstawie informacji dostarczonych przez MM jasno widać, że Gaba tego kontaktu nie szukała, a jej rodzina - aktywnie torpedowała taką opcję.
                        I nie, nie twierdzę - uprzedzając zarzuty - że Gaba jest bardziej winna niż Pyziak. Ale twierdzę, że z opisów wynika, że kwestię kontaktu dzieci z ojcem miała w nosie. owszem, być może usprawiedliwiając samą siebie tym, że jest on kupa łajna. A jeśli tak, to oceniam ją na podobnym poziomie.

                        -----------------------
                        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                        You've got to kick a little
                        • totorotot Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 14:33
                          iak. Ale twierdzę, że z opisów
                          wynika, że kwestię kontaktu dzieci z
                          ojcem miała
                          > w nosie. owszem, być może
                          usprawiedliwiając samą siebie tym,
                          że jest on kupa ł
                          > ajna. A jeśli tak, to oceniam ją na
                          podobnym poziomie.

                          Wiesz, kto czegoś chce, ten szuka sposobu, kto czegoś nie chce, ten szuka wymówek.
                          Fakty są takie, ze to Gaba wycierala swoim dzieciom wszystkie tyłki, nosy i łzy. Pyziaka przy tym nie było.

                          Mm też była dzieckiem opuszczonym przez ojca, więc zapewne po części projektuje na Laurę swoje emocje.
                          • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 21:28
                            > Mm też była dzieckiem opuszczonym przez ojca, więc zapewne po części projektuje
                            > na Laurę swoje emocje.

                            Okej. Ale jest też osobą, która wymyśliła Eksperymentalny Sygnał Dobra i pisała kiedyś świetne książki uczące młodych ludzi właśnie tego, że nigdy nie jest za późno na naprawę swojego zachowania i zmianę na lepsze.

                            Jest także - wiem, że łamię zasady - osobą religijną i te wartości przekazała także swoim bohaterom. A o ile wiem, zasada odpłacania pięknym za nadobne i dyskwalifikowania kogoś na amen nie jest specjalnie bliska temu, czego naucza chrześcijaństwo. O ile wiem, religia ta naucza czegoś takiego jak przebaczenie, danie drugiej szansy, docenianie skruchy grzesznika. Przecież ten Pyziak to syn...eee... ojciec marnotrawny, co przychodzi po latach obdarty i biedny, z pewnym zawstydzeniem szukając chociaż okruchu ze stołu biesiadnego, bo wie, że nie jest godzin. Szuka jakiejś litości, wyciąga rękę, a że nieudolnie, no pewnie że nieudolnie. Nie możemy sobie lekko usprawiedliwiać Laury (bo porzucona), MM (bo sama ma traumę), a jednocześnie drzeć szat nad okrutnym czynem, jakim jest kupno KitchenAid. Skoro

                            > Wiesz, kto czegoś chce, ten szuka sposobu, kto czegoś nie chce, ten szuka wymów
                            > ek.

                            No i w McDusi mamy zamianę ról: Pyziak jest tym, co szuka sposobu, by naprawić relacje (prezent, propozycja prowadzenia do ołtarza), a Laura jest tą, co szuka wymówek, by go odepchnąć.
                        • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.11.12, 15:30
                          Mało tego, że Gaba nie szukała kontaktu, choćby dla dobra dzieci, w ogóle w domu istniał niepisany ZAKAZ poruszania jego tematu - bo to rani biedną Gabunię! Jakim cudem, po ćwierćwieczu i ponad piętnastu latach [ponoć] udanego małżeństwa cokolwiek w temacie Pyziaka może ją ranić - pozostanie jej słodką tajemnicą. Rozumiem na początku, porzucona, biedna samotna a w dodatku z dwójką małych dzieci. Ale później? Znaczy się kilka lat temu, gdy już Ignacy G. S. był na świecie, gdy już odnalazła spokój w ramionach Grzesia, wiedząc, że Łałra się z tym męczy nie mogła [ponoć wrażliwa i empatyczna] usiąść z córką i pogadać o jej ojcu a swoim byłym mężu? Bez żali i krztuszenia się łzami - bo i z jakiej racji? - ale na spokojnie?
                  • nabakier Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 12:27
                    Ginny, tak to widzi MM. Mnie się jednak zdaje, że można domniemywać, że ta wizja jest pochodną specyficznych poglądów autorki, które to poglądy powodują takie a nie inne docięcie sylwetki Pyziaka. W rzeczywistości sytuacja mogła wyglądać zupełnie inaczej. I nie chodzi o inny rozwój wypadków, ale o to, co stało za tymi już przedstawionymi przez autorkę.
                    Być może "bardziej" to się wie, o tej możliwej różnorodności scenariuszy dotyczącej tej akurat sytuacji, gdy się samemu przeszło np. rozwód. Berek przeszedł, ja przeszłam, to i co nieco i tym wiemy. Wiemy, że to są sprawy nieoczywiste, w znaczeniu: nie podlegające ocenie z jednego tylko punktu widzenia. Dlaczego zakładać, że punkt widzenia MM jest odpowiedni. Dla mnie nie jest odpowiedni choćby dlatego, że: 1. przycina sytuację w ogóle, 2. przycina w tym akurat kierunku. A kierunek jest wstrętny.
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 07:12
          35070)
          Ola
          Lokalizacja:
          Houston, Texas
          Środa, 24. Października 2012 22:49
          Droga Pani Malgorzato!
          (...)
          Z zapartym tchem przeczytalam "McDusie" - wspaniala lektura! Tylko, tylko: watek Janusza bardzo mnie zaniepokoil. Ja rozumiem, ze w calej Jezycjadzie jest on chyba jedynym konsekwentnie negatywnym bohaterem. Mimo to - scena na pozegnania na dworcu byla przejmujaco bolesna i Gabrysia, to wcielenie empatii i wyczucia, okazala sie jak nie ona - bardzo gruboskorna. Chyba nie skaze Pani Janusza na smierc w samotnosci - bo to chyba ku temu wlasnie zmierza?(...)

          Zostało to w KG w zalewie otaczającego lukru, chyba nieco stępiono nożyce? Ostatnio chyba lżejsze wpisy wycinano?
          • emae Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 07:21
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > 35070)
            > Ola
            > Lokalizacja:
            > Houston, Texas
            > Środa, 24. Października 2012 22:49
            > Droga Pani Malgorzato!
            > (...)
            > Z zapartym tchem przeczytalam "McDusie" - wspaniala lektura! Tylko, tylko: wate
            > k Janusza bardzo mnie zaniepokoil. Ja rozumiem, ze w calej Jezycjadzie jest on
            > chyba jedynym konsekwentnie negatywnym bohaterem. Mimo to - scena na pozegnania
            > na dworcu byla przejmujaco bolesna i Gabrysia, to wcielenie empatii i wyczucia
            > , okazala sie jak nie ona - bardzo gruboskorna. Chyba nie skaze Pani Janusza na
            > smierc w samotnosci - bo to chyba ku temu wlasnie zmierza?(...)

            > Zostało to w KG w zalewie otaczającego lukru, chyba nieco stępiono nożyce? Osta
            > tnio chyba lżejsze wpisy wycinano?

            Za to autorka odpisała, że obiecała gimnazjalistom, że już nikogo do końca "Jeżycjady" nie uśmierci! Wyobraźnia podpowiada mi kolejne tomy z gatunku fantasy, o ponad stuletnim Ignacym... :)
            • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 07:32
              Pewnie cykl skończy się na tej "Wnuczce" (mała Mila?): stare Borejki będą siedzieć na zapieckach elektronicznych, a wszyscy żyć długo i szczęśliwie. W swoich stadłach będą się oddawać przyrodzonym powinnościom: kobiety rodzić, wychowywać i gotować rosół, mężczyźni hodować wąsy i cytować klasyków antycznych, a wszyscy razem poetyzować w stylu dziewiętnastowiecznym.
            • ginny22 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 25.10.12, 10:44
              > Za to autorka odpisała, że obiecała gimnazjalistom, że już nikogo do końca "Jeż
              > ycjady" nie uśmierci!

              Co za bezsens. Zarówno sam pomysł nieuśmiercania, jak i uleganie wpływom przypadkowych osób przy tworzeniu fabuły.
        • lezbobimbo Team Pyziak United! 25.10.12, 13:09
          klawiatura_zablokowana napisała:
          > Przede wszystkim, niezależnie od tego, co Pyziak kupił, nieprzyjęcie prezentu (
          > a tak to wygląda) i potraktowanie go jak kupy łajna (...) i ogólny najazd na tego
          > faceta w wykonaniu niemalże całej rodziny plus znajomych i sąsiadów (Bernard!)
          > jest ohydny. Ohydny nie tylko w kontekście rzekomego "taktu", "nie gardzenia n
          > ikim", wreszcie rzekomego "wybaczenia" i wyspowiadanej Laury! (...)
          > > Biedny Janusz, strasznie mi go żal w tej scenie.
          > Mnie też.
          > Po jakiego uja go w takim razie sama zapraszała i jeszcze foszyła, że nie potwi
          > erdził przyjazdu, najstarsi przodkowie z Kiejdan nie wiedzą.
          > Widocznie Laura zaprosiła tatusia, aby mu wygarnąć swoją nienawiść i okazać wz
          > gardę. Prezent zaś posłużył jako pretekst?
          > Na koniec zaś zadowolona z siebie i z czystym sumieniem idzie do ślubu, bo wsza
          > k się WYSPOWIADAŁA, a to, że potraktowała własnego ojca jak śmiecia akurat w mo
          > mencie, gdy chciał jej sprawić przyjemność, w ogóle nie kłopocze czystej duszyc
          > zki dobrej Laury.

          Po raz kolejny trzymam z Pyziakiem, kibicuje i wspolczuje mu.
          Chce miec koszulke Team Pyziak - do noszenia na przemian z ta nieplaczaca po dmuchawie. Nienawidze calej borejczej patologii z Gaba, Laura i Ignacem na sklepionym czele.

          Czytasz to, subtelna chałturko MM? To wiedz, ze gorzej tego nie moglas nabazgrolic. Po oceanach obludy tak podlych Borejkow czytelnik ma ochote tylko zwomitowac.

          Wcale sie Pyziakowi nie dziwie, ze uciekl przed narodzinami Laury. Wcale. Straszna szkoda, ze wrocil, aby byc worem do bicia.
          To nie Pyziak nie umie kochac, to ten pasywno-agresywny Gabon nie nadaje sie na zone nawet byłą, a jej chora rodzina nie nadaje sie nawet na gospodarzy zapraszajacych gosci.
          • klawiatura_zablokowana Re: Team Pyziak United! 25.10.12, 21:00
            Team Pyziak! Boskie! Piszę się na koszulkę :)))
            • staua Re: Team Pyziak United! 06.12.12, 20:41
              wczoraj dostalam w paczce od mamy i przeczytalam. Ten KitchenAid, to mial byc taki antyfeministyczny prezent, pokazujacy, jak to Pyziak Laury nie zna? Ja bym chciala miec KitchenAid... Niestety, jest strasznie drogi, wiec na razie odpada. Nie obrazilabym sie na goscia na moim slubie, ktory dalby mi taki prezent, mimo, ze nie naleze do osob, ktorych pasja jest gospodarstwo domowe.
              • staua Re: Team Pyziak United! 06.12.12, 20:42
                I faktycznie, Pyziak jest linczowany tam przez cale towarzystwo, a zachowuje sie calkiem milo.
    • ginny22 Irytacje moje 22.10.12, 16:39
      Zmogłam w końcu McDusię, to mogę się wypowiedzieć całościowo.
      1. Jak to jest źle napisane! Te młodzieżowe rozmowy na półtorej strony totalnie o niczym! Te problemy z... księżyca wzięte (np. dlaczego Józin tak się przejął śmiechem Janickiej w ostatniej scenie???).
      2. Mord na Idzie. Z narwanej babki - lubiącej swój zawód, szurniętej, mającej kreatywne podejście do wychowania - została chamka z licznymi obsesjami.
      3. Mord na Józinku. Nie, żebym go kochała, ale był ciekawym kontrapunktem dla Miągwy. A teraz? Młody człowiek z zaburzonym podejściem do kobiet i cielesności, z przerostem ego i wdrukowanymi zachowaniami godnymi kibola.
      4. Mord na Laurze - czyli jak z Tygrysa zrobić upupioną półsarenkę? Dziewczyna straciła gust, temperament i zdolność myślenia. To boli.
      5. Brak fabuły i bohaterki. Niewykorzystane wątki: po co były notatki Dmuchawca o Magdzie? Po co było podkreślenie na początku, że nie lubi poezji, a lubi frytki? Czy coś z tego wynika? Nie. A powinno. I w ogóle po co czynić główną postacią kogoś, kogo się tak bardzo nie lubi?
      6. Niezdolność Janusza do kochania jako jedyne możliwe wytłumaczenie faktu, że porzucił Gabrysię. Przecież związki się nie rozpadają z innych przyczyn.
      7. Janusz jak ostatni debil, mówiący Laurze, że pewnie chce, by ją zaprowadził do ołtarza. Tak, oczywiście, nic, tylko o tym marzy <facepalm>
      8. Chamstwo pokazywane jako cnota, jeśli jego sprawcami są Borejowie i spółka. Można mówić nastolatce, że za dużo je, można mówić obcemu facetowi, że jest człowiekiem z życiorysem, który nadużywa zaimka "ja", można potrząsać dziewczyną, której zaloty są ci niemiłe. O ile należysz do narodu wybranego.
      9. Tak paskudna wizja świata pozaborejczego była chyba tylko w Brulionie, co jednak dało się wytłumaczyć realiami. A teraz? A świat w McDusi jest zły, wrogi, nieprzyjazny, pełen przemocy, brudu, głupoty. Strasznie to smutne, że autorce jest tak źle.
      10. McDusia ma lat prawie 18, zachowuje się jak 13-latka. Łusia ma lat 12, zachowuje się, jakby miała osiem.

      To tak dziesięć irytacji losowo wybranych, mam wrażenie ;)
      • totorotot Re: Irytacje moje 24.10.12, 23:28
        8. Chamstwo pokazywane jako cnota, jeśli jego sprawcami są Borejowie i spółka.
        > Można mówić nastolatce, że za dużo je, można mówić obcemu facetowi, że jest czł
        > owiekiem z życiorysem, który nadużywa zaimka "ja", można potrząsać dziewczyną,
        > której zaloty są ci niemiłe. O ile należysz do narodu wybranego.

        A tak właściwie to na jakiej podstawie można wnioskować aprobatę MM dla tych zachowan? Jakiś komentarz odautorski? Raczej relacjonuje zdarzenia: ten powiedział to, a ten powiedział tamto, koniec sceny.
        • nabakier Re: Irytacje moje 25.10.12, 09:20
          Brak komentarza to też komentarz. Nie wiedziałaś?
          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje moje 25.10.12, 09:58
            No właśnie, aż się prosi po tej scenie, by Józinek przeżywał jakieś dylematy, by gryzło go sumienie, by doznał jakiejkolwiek refleksji, czy konfuzji. Jeśli on jest na to zbyt głupi, to rodzina powinna mu dobitnie uświadomić naganność zachowania, a jeśli rodzina nie spełnia się wychowawczo, to pozostaje narrator. Jest mnóstwo środków stylistycznych, które pozwalają wyrazić stosunek narratora do czynu Jozina.
            A tak jak jest, to jest milcząca aprobata, niestety.
            • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje moje 25.10.12, 21:04
              Niestety to dotyczy wszystkich bohaterów zachowujących się w ten sposób: zarówno Idy, jak i Laury i Józinka. Chamskie zachowanie plus entuzjastyczny komentarz odautorski, jacy oni są fajni, mili, dobrzy i pozytywni.
              • berek_76 Re: Irytacje moje 25.10.12, 21:07
                Owszem, I dlatego to jest takie przerażające. Incydentalnie to można by uznać za przeoczenie, ale tak się dzieje co chwila!

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                You've got to kick a little
                • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje moje 25.10.12, 21:33
                  Jeszcze a propos tych ukrytych odautorskich ocen sytuacji: pamiętacie scenę w taksówce? Kierowcę, co poucza Janusza, jak to ludzi dobrych woli jest więcej, bla bla bla? Przecież to jest kolejne dosyć wyraźne określenie, gdzie jesteśmy my, a gdzie stoi ZOMO. Ja akurat rozumiem Pyziaka, bo po awanturze u Borejków i (być może będącym skutkiem tego) pobycie w szpitalu też nie miałabym chyba ochoty wysłuchiwać krzepiących pieśni o ludziach dobrej woli. Niezależnie od tego, czy generalnie lubię Niemena czy nie.
                  • anutek115 Re: Irytacje moje 25.10.12, 21:51
                    klawiatura_zablokowana napisała:

                    > Jeszcze a propos tych ukrytych odautorskich ocen sytuacji: pamiętacie scenę w t
                    > aksówce? Kierowcę, co poucza Janusza, jak to ludzi dobrych woli jest więcej, bl
                    > a bla bla? Przecież to jest kolejne dosyć wyraźne określenie, gdzie jesteśmy my
                    > , a gdzie stoi ZOMO.

                    Tak, ale ten taksówkarz mowi potem, ze tez tak kiedys myślał, a teraz już widzi wokół te wszystkie ohydztwa, patrzeć na to nie moze (dokladnie tak nie mówi, ale nie mam książki pod ręką i nie moge dokladnie sprawdzić. Tym niemniej artykułuje coś w podobnym stylu). I to jest ponowny pogrzeb idei ESD - kolejny człowiek ktory kiedyś wierzył, że świat jes dobry, a ludzi dobrej woli jest na nim więcej niż tych złej, ale teraz już zmądrzał i podobne glupoty mu wywiały z glowy...
                  • totorotot Re: Irytacje moje 25.10.12, 23:00
                    klawiatura_zablokowana napisała:

                    > Jeszcze a propos tych ukrytych odautorskich ocen sytuacji:


                    Ja jeszcze wyczuwam delikatną antycypację kwietnia 2010.
                    • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje moje 25.10.12, 23:21
                      Gdzie? Powiedz, że żartujesz...
                      • totorotot Re: Irytacje moje 25.10.12, 23:59
                        Wiesz co, ja w ogóle chyba paranoicznie pochłaniałam to dziełko, bo i Dziady mi przełazily przed oczami, i te strraszne czasy, w których żyjemy, i że zawsze w tej okupacji czy co tam, i 'powstań ludu' ustami dziecięcia (tfŁusi), i te rozmyślania Gaby, cóż ach cóż przyniesie nam ten zły nowy rok,mam złe przeczucia, taksówkarz zresztą też. I że lud ruszy, ruszy, ruszy.

                        Zważywszy na sympatie autorki, to może sobie nadinterpretowałam i aż wstyd o tym pisać. Nadmienię, iż nie mam na chwilę obecną możliwości przepisania fragmentów, które wzbudziły moje wątpliwości.
    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 29.10.12, 15:43
      KG:


      MartaN
      Lokalizacja:
      KG:
      Poniedziałek, 29. Października 2012 14:18
      Szanowna Pani,

      Wydaje mi się, że w McDusi jest pomyłka dotycząca wieku Łusi Pałys. W "Sprężynie", której akcja dzieje się rok wcześniej, Łusia ma (o ile pamiętam) 9 lat. Natomiast w McDusi ma już 12.
      Nie wiem, czy Księga Gości jest dobrym miejscem, żeby zgłaszać takie uwagi (jeśli nie, to bardzo proszę o usunięcie tego wpisu).

      35871)
      Małg M
      Lokalizacja:
      -
      Poniedziałek, 29. Października 2012 14:21
      Marto, witaj!- ach, ta Łusia, ta Łusia! Wciąż sobie dodaje lat!
      Już ja ją doprowadzę do porządku!
      We"Wnuczce do orzechów" dostanie za to od kogoś reprymendę.


      35876)
      Magda Z.
      Lokalizacja:
      -
      Poniedziałek, 29. Października 2012 14:35
      Świetne wyjście z sytuacji. Łusia nie dość, że jest młodą intelektualistką, to jeszcze sprawnie posługuje się logiką kobiecą. Dodawanie sobie lat jest w jej stylu.

      Ho, ho, ho. 80 000. W niecały miesiąc. Gratuluję, Starosto.
      • emae Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 29.10.12, 15:49
        kopiec_esmeralda napisał(a):


        > 35871)
        > Małg M
        > Lokalizacja:
        > -
        > Poniedziałek, 29. Października 2012 14:21
        > Marto, witaj!- ach, ta Łusia, ta Łusia! Wciąż sobie dodaje lat!
        > Już ja ją doprowadzę do porządku!
        > We"Wnuczce do orzechów" dostanie za to od kogoś reprymendę.

        >

        Kupuję to :) Zarówno pomysł, jak i styl odpowiedzi. Chyba wraca mi optymizm :)
        • piotr7777 McDusia a bieżące wydarzenia 29.10.12, 18:57
          ...z góry przepraszam za możliwe wstawki polityczne.

          McDusia była raczej pisana mniej więcej wtedy gdy dzieje się akcja - tzn. gdzieś tak na przełomie 2009 i 2010 roku. M.M. wprawdzie nie opatrzyła książki datą - jak to czyniła z wcześniejszymi dziełami - ale piosenka, którą Agata chce od Józefa pochodzi mniej więcej z tego okresu. Ponieważ zainteresowanie M.M. muzyką pop nie jest duże, więc wątpię by sprawdzała wstecznie radiowe playlisty, raczej po prostu posłużyła się tym co stacje komercyjne wałkowały na okrągło. Lub też po prostu pisząc włączyła radio i posłużyła się pierwszym usłyszanym utworem.
          Oczywiście zdanie taksówkarza, że nie ma dobrych przeczuć i pewne pesymistyczne obrazki na początku (Gabriela popchnięta w przejściu podziemnym) czy na końcu (Ignaś napadnięty przez chuliganów) mogły zostać dopisane pod wpływem wydarzeń z 10.04.2010 i późniejszych, jednak sądzę, że M. M. nie chciała wplątywać tego zdarzenia w fabułę powieści. Bo mogłaby albo napisać pewne rzeczy wprost, jak w Kalamburce i wyszłaby powieść polityczna (wbrew oczekiwaniom czytelniczym) albo ująć rzecz w formie aluzji i niedomówień jak w Opium w rosole a to jak wiemy udało się tylko dzięki dobrej redaktorce.
          Więc sugerowałbym nie dopatrywać się aluzji politycznych. W końcu M.M. nie zajęła w tej sprawie chyba żadnego stanowiska i niech tak zostanie.

          A tak przy okazji - taksówkarz nie przełącza na disco polo tylko na disco a to coś zupełnie innego. Disco polo to muzyka chodnikowa (niektórzy powiedzą biesiadna), której radiostacje raczej nie grają i gdzie w ogóle nie ma perkusji albo jest w dalekim tle. Głównym instrumentem jest tu raczej akordeon albo keyboard. Teksty są raczej banalne w rodzaju" straciłaś cnotę i co" albo "majteczki w kropeczki o ho ho ho". Co innego disco, którego korzenie sięgają lat 70 (Bee Gees czy Boeny M). Tu i perkusja jest wyraźna i teksty są mimo wszystko poważniejsze.
          Z tym, że mam wrażenie, że nasz taksówkarz puścił po prostu coś w stylu techno.
          • kkokos Re: McDusia a bieżące wydarzenia 29.10.12, 20:58
            > A tak przy okazji - taksówkarz nie przełącza na disco polo tylko na disco a to
            > coś zupełnie innego. Disco polo to muzyka (...) gdzie w ogóle nie ma perkusji albo
            > jest w dalekim tle.

            piotrze, założę się o dobrą czekoladę, że pani MM słyszy tu perkusję na pierwszym planie:

            www.youtube.com/watch?v=YX_fj1diWlk
            ale to generalnie nieprawda, że w disco polo nie ma perkusji!

            > Disco polo to muzyka chodnikowa (niektórzy powiedzą biesia
            > dna),

            nie, disco polo to nie muzyka chodnikowa, a muzyka biesiadna to nie jest disco polo. to się oczywiście może zazębiać, ale wcale nie musi. wiele zespołów disco polo nagrywało piosenki biesiadne - te, które znamy wszyscy, od weselnych przyśpiewek po ore, ore czy hej, sokoły, czyli rzeczy, które mogą śpiewać wszyscy i w każdym wieku - wiele zespołów nagrywało też covery przebojów popowych; ale większość przebojów disco polo, zwłaszcza obecnie, to oryginalne piosenki. największe przeboje zespołów będących symbolami tej muzyki - boys, classic czy obecnie weekend - to ich własne piosenki. muzyka chodnikowa skończyła się jakieś 20 lat temu - cały przemysł, jakim jest disco polo, bardzo się od tego czasu zmienił. jeśli wciąż myślisz o disco polo w kategoriach "majteczki w kropeczki" i bayer full albo nurt "polskie orły", czyli zespoły weselne śpiewające duszosczipatielnyje polskie piosenki dla budowlańców w chicago, to zatrzymałeś się na początku lat 90. i nic o disco polo nie wiesz - więc nie pouczaj :) :) ;)

            >>>której radiostacje raczej nie grają

            nie znam lokalnych radiostacji w poznaniu, ale w polsce wschodniej jak najbardziej można było disco polo usłyszeć w radiu :)
            ale tak, też podejrzewam, że taksówkarz przełączył na coś innego niż disco polo

            >>>>Głównym instrumentem jest tu raczej akordeon albo keyboard.

            nie, charakterystyczne brzmienie disco polo to keyboard łącznie z bardzo mocno słyszalnymi samplami perkusyjnymi. akordeon to śląskie szlagiery, jak tutaj:

            www.youtube.com/watch?v=WaVo30s-no0
            (choć zapewne da się ułowić jakieś piosenki disco polo z akordeonem, niemniej to nie akordeon stanowi o brzmieniu tego gatunku)

            > Co innego disco, którego korzenie sięgają lat 70 (Bee Gees
            > czy Boeny M). Tu i perkusja jest wyraźna i teksty są mimo wszystko poważniejs
            > ze.

            oł rily?

            proszę - klasyka, te korzenie, na które się powołujesz:

            www.lyricsmode.com/lyrics/o/ottawan/disco.html
            a tu boney m:

            www.sing365.com/music/lyric.nsf/Hooray-Hooray-It's-A-Holi-Holiday-lyrics-Boney-M/3B00DF4C7152C85648256B200034785E
            i dla porównania grupa skaner:

            www.tekstowo.pl/piosenka,skaner,lato_w_kolobrzegu.html
            naprawdę dużo "mniej poważne" od hooray-hooray?
            • piotr7777 Re: McDusia a bieżące wydarzenia 30.10.12, 17:06
              O.K., chylę czoła przed Twoją wiedzą (bez ironii), ale na 258 stronie McDusi i tak pada :"może disco panu puszczę, szefie".
    • emae Bebe 30.10.12, 13:11
      Jak przeglądałam w domu McDusię celem znalezienia cytatów, wpadł mi w oko fragment rozmowy Magdusi z Bebe. Piękna* ta pani wspomina Dmuchawca, jaki to on był dobry, następnie wyraża nadzieję, że Magdusia też jest taka dobra jak dziadek. Magdusia odpowiada na to "Ja chyba nie jestem zbyt dobra". Bebe bez większego zastanowienia odpowiada "A to się postaraj" (cytaty z pamięci, ale raczej świeżej).

      To miało być chyba mądre i dobitne i wychowawcze, ale wyszło niestrawne. Po pierwsze: tak nachalny dydaktyzm nigdy nie jest dobry! Po drugie: Magdusia właśnie jest jedną z nielicznych postaci, która przez całą książkę nie robi nic obrzydliwego, chamskiego, niekulturalnego, nic przesadnie niegrzecznego, traktuje wszystkich grzecznie i z anielską cierpliwością. Ona nie jest dobra? Musi się zmienić? Taki przekaz ma otrzymać czytelnik?

      Borze zielony, ona jest niedobra, bo frytki je. I poezji nie lubi. To większe przewinienie niż najróżniejsze zachowania Idy czy Józinka.

      Po trzecie, Bebe jako osoba dorosła, dojrzała, matka dzieciom, powinna zareagować na tę rewelację inaczej niż "a to się postaraj". Jak ona może w ogóle traktować poważnie takie stwierdzenie nastolatki? Nie mówię, że powinna podnieść jej samoocenę poważną i wspierającą rozmową, może tego nie umie. Ale mogła chociażby lekko ironicznie (MM tak kocha ironię!) zażartować z tej nastoletniej dramatycznej samokrytyki.

      * Urocze jest także to, że pięćdziesięcioletnia Bebe jest nadal opisywana jako piękna. Ja nie twierdzę, że to niemożliwe, istnieją piękne kobiety w tym wieku, ale jednak odrobinkę bardziej realistycznie zabrzmiałoby, bo ja wiem, "ładna, atrakcyjna, elegancka"? No i dlaczego choć jedna jeżycjadowa piękność nie mogła sobie dla odmiany trochę zbrzydnąć z wiekiem?
      • kopiec_esmeralda Re: Bebe 30.10.12, 13:33
        Masz rację! co do tej piękności, odpuszczę, niech jej będzie, ze przetrwała ta pięknota.
        Ale to potraktowanie Magdy (dlaczego większość ludzi ją tam źle traktuje? Nie zasługuje! choćby ze względu na ubóstwianą Kreseczkę powinni Borejkowie okazać jej trochę ciepła) z wysoka jest paskudne, zimne i jaśniepańskie. Kim w ogóle została dorosła Bebe? Jakoś nie pamiętam, nigdy jej zbyt nie lubiłam i chyba tylko raz przejrzałam "Brulion".
        Rzeczywiście, wylania się ciekawy przekaz: jeśli ktoś zna poezję i gramatykę i wywija ozorem na te tematy, czy jest okazja, czy nie, przy tym deklarując uwielbienie dla polonistyki, może być byle jak wychowany i arogancki, leniwy, ale jest "nasz". Wyjątkiem Józinek, który nie zna poezji (pewnikiem jeszcze mu się odmieni, za przyczyną naszpana), żre kiełbasę ze scyzoryka (w czym to lepsze od frytek?), szarpie głupie baby, tłucze kuzyna, ale za to w swych monologach wewnętrznych pożal się Boże, wyśpiewuje dytyramby na cześć cioci z dzielną grzywką i siostrzyczki-gramatyczki, więc jest też nasz.
      • anutek115 Re: Bebe 30.10.12, 13:41
        emae napisała:

        > * Urocze jest także to, że pięćdziesięcioletnia Bebe jest nadal opisywana jako
        > piękna. Ja nie twierdzę, że to niemożliwe, istnieją piękne kobiety w tym wieku,
        > ale jednak odrobinkę bardziej realistycznie zabrzmiałoby, bo ja wiem, "ładna,
        > atrakcyjna, elegancka"? No i dlaczego choć jedna jeżycjadowa piękność nie mogła
        > sobie dla odmiany trochę zbrzydnąć z wiekiem?

        Ale moment, chwila, jaka pięćdziesięcioletnia?! Bebe w roku 1988 ma lat 16, czyli, jak by nie liczyć, w 2009 ma ich 37. Zdecydowanie istnieją piękne kobiety w tym wieku:

        www.funscrape.com/Search/1/jennifer+lopez.html
        www.telenowele.fora.pl/aktorzy-i-aktorki-zagraniczni,43/jennifer-garner,18501.html
        www.filmweb.pl/person/Katarzyna.Bujakiewicz/discussion
        www.dramawiki.pl/index.php?title=Park_Joo_Mi
        filmpolski.pl/fp/index.php/513185
        oraz starsze :).

        beautyobsession.pinger.pl/m/11454393
        www.kozaczek.pl/fotki_gwiazd.php?idfot=4548&u=sophie+marceau
        By wymienić tylko kilka.

        Gaba na ten przykład jest w wieku tej pani:

        w404.wrzuta.pl/obraz/2cAN5QIwG5y/danuta_stenka
        Za kazdym razem, jak ja widzę doznaję napadu zachwytu nad jej urodą. Oj, nie kazda dama w tym wieku jest zaniedbanym chłopakiem w krateczce i z pomarszczonym kostiumem, o, nie...
        • emae Re: Bebe 30.10.12, 17:15
          Mój błąd, i kajam się strasznie. Jakoś założyłam, że ona jest w wieku Gaby. Wycofuję uwagę o pięknej 50-latce, zdecydowanie mogła być piękną 37-latką.

          Do aktorek bym tu mimo wszystko nie porównywała... Nie ten makijaż, nie ten stylista, nie ten fotograf, nie ten photoshop ;)

          Moja Mama jest w wieku Gaby i jest bardzo atrakcyjną osobą, choć przypomina raczej Pulpecję.
          • neandertalka Re: Bebe 06.12.12, 13:38
            A pamiętacie (przynajmniej niektóre z was) Hankę Bielicką? Ona do śmierci była piękną panią, a umarła po dziewięćdziesiątce. Moim zdaniem to określenie jak najbardziej do niej pasowało. Rzadko, ale się zdarza.

            A KLASYCZNA uroda Bebe (tak jest pokazana w BBB) małe ma szanse na zwiędnięcie, nawet w późniejszym wieku. Regularne rysy, kształtna głowa, nienagannie osadzona na smukłej szyi... Co tu może zbrzydnąć? Przybędzie jej drobnych zmarszczek i to wszystko. Dopiero poważna choroba może ją zdeformować, ale nie sam upływ lat.
            • slotna Re: Bebe 06.12.12, 23:41
              > A pamiętacie (przynajmniej niektóre z was) Hankę Bielicką? Ona do śmierci była
              > piękną panią, a umarła po dziewięćdziesiątce. Moim zdaniem to określenie jak na
              > jbardziej do niej pasowało. Rzadko, ale się zdarza.

              Bielicka byla uwazana za brzydka charakterystyczna i nawet chciala sobie zoperowac nos, co wyperswadowal jej Zelwerowicz ("pani Bielicko, idiotko, aktorek to jest na peczki, ale takiego kinola to ze swieca szukac" - cytata z pamieci). Cieszyla sie kiedys, ze wzruszyla profesora deklamujac z emfaza jakis dramatyczny monolog, pekala z dumy, kiedy wsrod szlochow doslyszala "zabierzcie tego krokodyla ze sceny, bo umre ze smiechu". Pisala tez w swojej autobiografii, ze popelnila blad wiazac sie z Duszynskim, bo on byl szalenczo przystojny, a ona wprost przeciwnie, a to nigdy nie ma szansy sie udac.
              • neandertalka Re: Bebe 07.12.12, 00:41
                slotna napisała:
                > Bielicka byla uwazana za brzydka charakterystyczna i nawet chciala sobie zopero
                > wac nos, co wyperswadowal jej Zelwerowicz ("pani Bielicko, idiotko, aktorek to
                > jest na peczki, ale takiego kinola to ze swieca szukac" - cytata z pamieci). Ci
                > eszyla sie kiedys, ze wzruszyla profesora deklamujac z emfaza jakis dramatyczny
                > monolog, pekala z dumy, kiedy wsrod szlochow doslyszala "zabierzcie tego kroko
                > dyla ze sceny, bo umre ze smiechu". Pisala tez w swojej autobiografii, ze popel
                > nila blad wiazac sie z Duszynskim, bo on byl szalenczo przystojny, a ona wprost
                > przeciwnie, a to nigdy nie ma szansy sie udac.

                Tak, to prawda, klasycznej urody z natury raczej nie miała:) Widać to chociażby w filmie "Zakazane piosenki". Mówię o wizerunku, jaki potrafiła - mając takie a nie inne warunki - na starość sobie stworzyć. W późnych swych latach była piękną panią - podtrzymuję tę opinię.
                • slotna Re: Bebe 07.12.12, 13:02
                  > Tak, to prawda, klasycznej urody z natury raczej nie miała:) Widać to chociażby
                  > w filmie "Zakazane piosenki". Mówię o wizerunku, jaki potrafiła - mając takie
                  > a nie inne warunki - na starość sobie stworzyć. W późnych swych latach była pię
                  > kną panią - podtrzymuję tę opinię.

                  A ja sie z nia kompletnie nie zgadzam.

                  Z pan, ktore nie grzeszyly w mlodosci uroda, a im sa starsze, tym ladniejsze, moge bez zastanowienia wymienic dwie: Malgorzate Braunek i Emilie Krakowska.
                  • neandertalka Re: Bebe 07.12.12, 14:16
                    slotna napisała:

                    > Z pan, ktore nie grzeszyly w mlodosci uroda, a im sa starsze, tym ladniejsze, m
                    > oge bez zastanowienia wymienic dwie: Malgorzate Braunek i Emilie Krakowska.

                    Braunek? Tak. Ładnie się starzeje. Choć moim zdaniem i w młodości była efektowna - taki typ współczesnej dziewczyny, dobrze widoczny choćby w "Polowaniu na muchy". Z wiekiem zyskała, moim zdaniem, nie tyle samą urodę, co szlachetność i brak jakiejkolwiek pozy. Myślę, że to wpływ jej duchowej praktyki.

                    Krakowska? Hm... Dla mnie jest estetycznie kontrowersyjna:) (celne wyrażenie mistrzyni języka Doroty Masłowskiej).
                  • mmoni Re: Bebe 10.12.12, 11:41
                    > Z pan, ktore nie grzeszyly w mlodosci uroda, a im sa starsze, tym ladniejsze, m
                    > oge bez zastanowienia wymienic dwie: Malgorzate Braunek i Emilie Krakowska.

                    Ja dodałabym jeszcze tutaj Krystynę Jandę.
      • klawiatura_zablokowana Re: Bebe 01.11.12, 16:49
        > Po trzecie, Bebe jako osoba dorosła, dojrzała, matka dzieciom, powinna zareagow
        > ać na tę rewelację inaczej niż "a to się postaraj".

        E, nie, akurat ona nie powinna. Bebe jest od Brulionu pokazana jako osoba wyniosła, zimna i mająca problemy z komunikacją. Przecież to młodsza wersja Ewy Jedwabińskiej. Małżeństwo i macierzyństwo niekoniecznie musiało ją odmienić, mimo deklaratywnego pokazywania jej jako szczęśliwej żony i matki o wypełnionych ramionach. Szczerze mówiąc, takie zachowanie (zbycie obcej dziewczyny dydaktyczną uwagą, by zniechęcić do drążenia tematu) leży jak najbardziej w jej charakterze. To raczej przedstawianie jej jako osoby 100% szczęśliwej rodzinnie mi nie pasuje do wcześniejszych opisów tej postaci.
        • slotna Re: Bebe 02.11.12, 11:44
          > E, nie, akurat ona nie powinna. Bebe jest od Brulionu pokazana jako osoba wynio
          > sła, zimna i mająca problemy z komunikacją.

          W Brulionie pokazane jest raczej, ze _wydaje__sie_ byc wyniosla i zimna (ja bym raczej powiedziala: chlodna, spokojna, opanowana, niewzruszona), wlasnie dlatego, ze ma problemy z komunikacja (jest nawet napisane dlaczego). Ale pod koniec ksiazki leci po peronie gubiac klapki, znaczy cos sie w niej otworzylo i czytelnik moze miec nadzieje, ze Dambo jej pomoze i dadza rade wspolnie usunac te blokady, jakie Bebe w sobie zalozyla.
          • klawiatura_zablokowana Re: Bebe 02.11.12, 12:06
            MM nie raz już pokazała, że happy end w jednej książce nie zawsze oznacza dożywotniego szczęścia i powodzenia. Aniela pod koniec Kłamczuchy obiecuje sobie żyć uczciwie, a jednak w Brulionie bajeruje Krystiana, kłamiąc mu w żywe oczy. Niesławny Pyziak przechodzi od lekkoducha do zakochanego i oddanego chłopaka w KK - i wszyscy wiemy, ile z tego zostaje później. Ida zaręcza się ze Sławkiem pod koniec Opium, ale już w Brulionie dowiadujemy się, że szał był krótkotrwały. Itd. Dlatego też niezbyt chce mi się wierzyć w przemianę Bebe w co najmniej mamę Lewandowską II, co sugerowano wyżej. I nie ma podstaw, by tego od niej oczekiwać - uwaga z Magdusi jest bardzo w stylu dawnej Bebe, ale czemużby i nie miałaby być?

            > W Brulionie pokazane jest raczej, ze _wydaje__sie_ byc wyniosla i zimna (ja bym
            > raczej powiedziala: chlodna, spokojna, opanowana, niewzruszona), wlasnie dlate
            > go, ze ma problemy z komunikacja (jest nawet napisane dlaczego).

            Dla mnie Bebe jest bardzo podobnym typem do Ewy Jedwabińskiej, która przecież również miała w sobie wiele tłumionych uczuć, a jednak bardzo realistycznie pokazano, jak nie wyszło jej ani małżeństwo, ani macierzyństwo, ani praca (powołanie?). I jakoś Ewa nie odmieniła się cudownie (nawet po Opium, chociaż pewne wysiłki podejmowała). Nie wydaje mi się zatem, że permanentne odczarowanie Bebe z lodowej skorupy przez Damba było czymś, co możemy założyć w ciemno.
            • slotna Re: Bebe 02.11.12, 20:07
              Zgadzam sie, ze Bebe mogla ewentualnie zostac chlodna jak byla (acz kwitnacy Dambo bodajze w "Imieninach" temu przeczy), ale nie porownywalabym jej z Ewa. Ewa miala zimny charakter (to, ze byla w tym nieszczesliwa, to inna sprawa), starala sie zmienic, ale nie umiala; nic dziwnego zreszta, bo byla juz dorosla kobieta. Bebe natomiast nalozyla tylko sobie taka maske ("zagipsowala sie") i wszystko, co musiala zrobic, to po prostu ja zdjac.
              • totorotot Re: Bebe 02.11.12, 21:31
                Bebe natomiast nalozyla
                tylko sobie taka maske
                ("zagipsowala sie") i wszyst
                > ko, co musiala zrobic, to po
                prostu ja zdjac.


                Nie zawsze jest to łatwe, przyzwyczajenie drugą naturą.
              • totorotot Re: Bebe 02.11.12, 21:33

              • klawiatura_zablokowana Re: Bebe 03.11.12, 01:15
                >Bebe natomiast nalozyla tylko sobie taka maske ("zagipsowala sie") i wszyst
                > ko, co musiala zrobic, to po prostu ja zdjac.

                No ale to przecież wcale nie było takie proste. To nie jest tak, że sobie przełączała wajchę i z lodowej góry robiła się milutka. Wyraźnym tekstem stoi, że nawet wobec cierpienia Kozia nie umiała się otworzyć i pocieszyć go, mimo świadomości, jak bardzo tego potrzebował. Nie kupuję zatem wersji, że to była taka szalenie uczuciowa kobieta, tylko sobie zainstalowała firewall i mogła go ot tak odinstalować, jak już poznała przyszłego męża.
                Ewa J też przecież kochała córkę (męża zapewne też), przeżywała problemy wychowawcze z klasą, więc nie można jej zarzucić całkowitego zimna. Co z tego, że była dorosłą kobietą? Rozumiem, że ciężko byłoby się zmienić 80--letniej staruszce, ale komuś koło 30.?
                • totorotot Re: Bebe 03.11.12, 09:28
                  W ogóle nie wiem, skąd pomysł, że wredna baba urodziwszy dzieci i stworzywszy szczęśliwą komórkę społeczną nagle stanie się łagodną sarenka, mających dla bliźniego jedynie dobre słowo wyrażone słodko a świergotliwie i koniecznie zdrobnionkiem.

                  Poza tym wydaje mi się, że w starszych książkach autorka pozwalała bohaterom mówić za siebie, dużo patrzyła i słuchała.
                  Obecnie autora wprowadza postacie i każe im otwierać usta, by samej nimi przemawiać, jak w Egzorcyscie.
                  • kai_30 Re: Bebe 03.11.12, 09:39
                    > Poza tym wydaje mi się, że w starszych książkach autorka pozwalała bohaterom mó
                    > wić za siebie, dużo patrzyła i słuchała.
                    > Obecnie autora wprowadza postacie i każe im otwierać usta, by samej nimi przema
                    > wiać, jak w Egzorcyscie.

                    O, to jest bardzo trafne. Nie umiałam tego nazwać, ale coś podobnego mi się kołatało pod czaszką, tak, to jest to. Ona nimi przemawia. Podobnie z postrzeganiem świata - kiedyś przedstawiała powieściowy świat tak, jak rzeczywiście by go widziały jej postacie, teraz pokazuje tylko to, na czym się sama zafiksowała. I mamy młodzież o mentalności pięćdziesięciolatków, albo i lepiej :/

                  • klawiatura_zablokowana Re: Bebe 03.11.12, 17:05
                    No właśnie ja też nie wiem - i stąd moje powątpiewanie, czy dorosła Bebe powinna z automatu okazywać Magdusi ciepło i matczyną dobrotliwość, jak wynika z oczekiwań w poście powyżej.

                    Nie jest moim celem udowadnianie, że Bebe nie miała prawa się zmienić, ale nie zgadzam się na tak łatwe rozróżnienie pomiędzy Ewą i Beatą, jak prezentowane jest przez inne dyskutantki.
                • slotna Re: Bebe 03.11.12, 13:06
                  > No ale to przecież wcale nie było takie proste. To nie jest tak, że sobie przeł
                  > ączała wajchę i z lodowej góry robiła się milutka.

                  Na pewno nie bylo proste, ale bylo do zrobienia, a Bebe chciala to zrobic i sie starala.

                  > Wyraźnym tekstem stoi, że na
                  > wet wobec cierpienia Kozia nie umiała się otworzyć i pocieszyć go, mimo świadom
                  > ości, jak bardzo tego potrzebował.

                  Tak bylo na poczatku, ale to sie zmienilo. Nie mam ksiazki, wiec niestety nie moge zacytowac dokladnie, ale na pewno byla tam scena, kiedy przytulila go i pomyslala, ze kocha swojego braciszka i "jak dobrze, ze umie mu to okazac". Moze ktos ma pod reka "Brulion" i znajdzie ten fragment.

                  > Nie kupuję zatem wersji, że to była taka sza
                  > lenie uczuciowa kobieta, tylko sobie zainstalowała firewall i mogła go ot tak o
                  > dinstalować, jak już poznała przyszłego męża.

                  Ale tak bylo i to wlasnie jest otwartym tekstem napisane - ze jesli czlowiek nie chcial utonac w morzu emocji generowanych przez Jozefine, to nie mial wiele cech do wyboru, tylko chlod, opanowanie i cos tam. I Bebe swiadomie wybrala wlasnie to. Obawiam sie, ze na tym musze skonczyc dyskusje, bo bez cytatow nic z tego nie bedzie.
                  • nabakier Re: Bebe 03.11.12, 13:38
                    Bebe w żadnym razie nie była zimna. Była własnie zagipsowana, a to zagipsowanie było przyjętą strategią przetrwania. Dumbo ją przejrzał, widział w niej ocean emocji. Jest pasus o tym, że to najbardziej tajemnicza i interesująca osoba, w głębi której wiele się dzieje.
                    Ewa jedwabińska BYŁA ZIMNA własnie w takim znaczeniu, że ani na zewnątrz ani w głębi nie hulały emocje.
                    Bebe to moja ulubiona postać :-)
                    • bupu Re: Bebe 03.11.12, 16:25
                      nabakier napisała:

                      > Bebe w żadnym razie nie była zimna. Była własnie zagipsowana, a to zagipsowanie
                      > było przyjętą strategią przetrwania. Dumbo ją przejrzał, widział w niej ocean
                      > emocji. Jest pasus o tym, że to najbardziej tajemnicza i interesująca osoba, w
                      > głębi której wiele się dzieje.
                      > Ewa jedwabińska BYŁA ZIMNA własnie w takim znaczeniu, że ani na zewnątrz ani w
                      > głębi nie hulały emocje.

                      Ewa Jedwabińska nie była zimna. Ona była przerażona po prostu. Zagubiona, perfekcjonistyczna istota, która usiłowała robić wszystko celująco i ustawicznie bała się, że polegnie. To nie tak, że w niej nie było emocji, były, ona po prostu bała się otworzyć, bała się je uzewnętrznić, ona bała się właściwie wszystkiego, z życiem na czele. Dlatego rozpaczliwie kontrolowała to, co mogła (pedantyczny porządek w domu) i dlatego zapewne poślubiła Eugeniusza, osobnika równie pozamykanego jak ona, bliskości zatem i otwarcia nie wymagającego.
                      • vi_san Re: Bebe 08.11.12, 08:42
                        Może dlatego, że nie spotkała kogoś takiego jak Dambo, komu by się chciało zajrzeć jej głęboko w oczy i dostrzec przerażenie? Eugeniusz, wymagający, perfekcjonista i nie okazujący uczuć był dla niej pozornie "bezpieczny", bo nie próbował ujawnić jej słabszej strony, nie chciało mu się, albo po prostu egoistycznie nie zauważał jej lęków, jej potrzeb... A ona w środku była poplątana i z czasem te "supełki emocjonalne" zaciskały się coraz mocniej... Postać tragiczna, której mi ogromnie żal. Lubię ją może mniej niż wiele innych bohaterek, ale trudno ją jednoznacznie potępić.
                        A na marginesie: ciekawe, jaka byłaby Bebe, gdyby zamiast na Damba - otwartego, radosnego i serdecznego trafiła na "Eugeniusza" - zamkniętego w sobie, poważnego, wręcz ponurego i surowego? Pewnie zamknęłaby się jeszcze bardziej w swojej gipsowej skorupie i byłaby zamiast "Ewci - Sopel" "Beatka - Sopel"...
                        • bupu Re: Bebe 08.11.12, 15:27
                          vi_san napisała:

                          > Może dlatego, że nie spotkała kogoś takiego jak Dambo, komu by się chciało zajr
                          > zeć jej głęboko w oczy i dostrzec przerażenie? Eugeniusz, wymagający, perfekcjo
                          > nista i nie okazujący uczuć był dla niej pozornie "bezpieczny", bo nie próbował
                          > ujawnić jej słabszej strony, nie chciało mu się, albo po prostu egoistycznie n
                          > ie zauważał jej lęków, jej potrzeb...

                          Otóż to. Kiedy jest się kimś takim jak Ewa, otwarcie się na drugą osobę jest piekielnie trudne. Ze strachu przed zranieniem, przed tym, że ta osoba nie zaakceptuje tego, co zobaczy, przed porażką. Dlatego Eugeniusz, sam opancerzony i pozamykany jak puszka konserw był dla Ewy opcją pozornie bezpieczną, tak jak piszesz.

                          > A ona w środku była poplątana i z czasem
                          > te "supełki emocjonalne" zaciskały się coraz mocniej... Postać tragiczna, które
                          > j mi ogromnie żal. Lubię ją może mniej niż wiele innych bohaterek, ale trudno j
                          > ą jednoznacznie potępić.

                          Ja ją lubię. I bardzo jej współczuję.
                    • neandertalka Re: Bebe 06.12.12, 13:09
                      Tak, zgadzam się z tymi, co mówili przede mną, że Bebe półświadomie założyła maskę: mając żywiołową matkę, obrała chłód jako szansę na ODRÓŻNIENIE się od niej, bycie indywidualnością. I zgadzam się, że maska może przyrosnąć do człowieka i zdjęcie jej nie jest łatwe. Ale nie jest też niemożliwe, przynajmniej częściowo, zwłaszcza jeśli ma się obok siebie szczerego, otwartego i KOCHAJĄCEGO Damba.

                      Przyznając to wszystko - twierdzę, że odzywka "a to się postaraj" właśnie NIE PASUJE do Bebe, jaką znamy. Tamta byłaby na coś takiego zbyt nieśmiała. I nie pasuje też do Bebe "otworzonej" i "ocieplonej" przez Damba. To jest obcesowy, oschły dydaktyzm. Gadka "z góry". I to do nieznajomej dziewczyny, której niechcący wyrwało się coś szczerego o sobie (nieważne, czy prawdziwego)?

                      I ta Bebe, którą znamy, i ta przemieniona, spojrzałyby z uwagą na Magdę i zmilczały. Tyle że w tym drugim przypadku spojrzenie byłoby cieplejsze. Może ta druga rzuciłaby jeszcze: "Tak myślisz?" albo "Jesteś pewna?" Na pewno by dziewczyny nie gasiła i nie pouczała.

                      Wygląda na to, że z subtelnej, choć na pozór chłodnej Bebe wyrósł śmielszy, ale tępy i niewrażliwy babus. Bywa? Hm, może i tak, nawet jak się ma takiego Damba. Ale myślę, że nie jest to efekt zaplanowany, tylko kolejna autorska wpadka, której źródłem jest wstawianie w usta bohaterów własnych tekstów i własnych życiowych postaw.
              • vi_san Re: Bebe 07.12.12, 04:45
                Ewa nie miał "zimnego charakteru"! MM napisała o niej zbyt mało, i nie wiemy co sprawiło, że była taka jaka była. Może cały splot wydarzeń? Nie znamy rodziny Marcinkowskich, ale Eugeniusz Jedwabiński na pewno nie przypominał otwartego i wrażliwego Damba. Ale jest też opcja, że Bebe nauczyła się otwierać na męża i jego emocje - więc dal niego, ewentualnie dla dziecka, umiała być otwartą i radosną, ale na zewnątrz nadal nosiła maskę chłodnej i opanowanej? I nie umiała się publicznie odsłonić? Znam wiele przypadków, gdzie osoba wobec najbliższych jest całkiem inna niż w życiu poza domem. A maskę do której się przywykło nie tak łatwo zdjąć...
    • zla.m Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 03.11.12, 21:07
      Jozin po raz kolejny.

      Czytam McDusię, przeczytałam sceny Magdy z Jożinem. Przeprosiny zrobiły na mnie gorsze wrażenie niż słynny potrząsany szczur (może dlatego, że na szczura byłam przygotowana). Otóż. Magda siedzi w kuchni Pałysów i pije herbatę, a Józinek ma za złe. Stwierdza też, że M. nie chce się poczęstować serem, żartym oczywiście nożem, bo zapewne jest dla niej za mało tłusty. Urocze. No ale to tylko myśl. Potem Magda go przeprasza i jednocześnie zaczyna mu się zwierzać. Na co młody dżentelmen reaguje znudzonym "ale po co mi to mówisz" i wcale nie ukrywa, że g... go obchodzą jej uczuciowe problemy. Jakbym to ja tam była, to by mu herbata na głowie wylądowała. Razem z kubkiem i krasnalkiem. Ta dziewczyna ostatnie parę godzin poświęciła na jaśnie wielmożnych Pałysów - karmiąc ich i myjąc, sprzątając (fakt, sama brała udział w bałaganieniu, ale w normalnym domu nawet bez sprzątania zostałaby zasypana podziękowaniami za zajęcie się dziećmi) oraz ratując jeżyckiego macho przed atakami Szalonej Matki z Zimnym Prysznicem. A ten chamuś nie jest w stanie nawet udać zainteresowania i przetrzymać kilku minut jej opowieści! Nie mówiąc już o tym, że gdy ktoś się nam zwierza, to wypada to uszanować... Krew mnie zalała i książka poszła w kąt, bo jak tak można!

      Generalnie Józinek jest - powiedzmy sobie szczerze - debilnie napisany. Miągwa zazdrości mu powodzenia. Jakiego, kurka, powodzenia? Rudy piłkarz, który nie potrafi wytrzymać kilku minut rozmowy z "babą" i nawet tego nie ukrywa, ma przecież rwanie, że hoho. W moim odczuciu to branie powinien mieć właśnie Ignaś - subtelny poeta z ciemnymi oczami - to naprawdę brzmi lepiej dla przeciętnej gimnazjalistki czy licealistki.

      Poza tym, chłopak, który ma powodzenie nie powinien być takim gamoniem w rozmowach z dziewczynami. Jest w 3 klasie gimnazjum, a na klasowej wigilii zachowuje się, jakby koleżanki swoje zobaczył pierwszy raz w życiu - nie umie podejść i zagadać! Naprawdę? Ta scena w klasie też jest dziwna. Dziuba mówiący "ja ją znam" o Janickiej, podczas gdy wszyscy troje chodzą do jednej, spotkałby się tylko z "a ja to jej k... nie znam" od każdego gimnazjalnego mistrza ciętej riposty. Rozmowa jest bez sensu i to nie jest nawet nieumiejętność słuchania dzisiejszej młodzieży. 20 lat temu też by brzmiała bez sensu. No, chyba że Janicka wczoraj przyszła jako "nowa", ale nic w tekście tego nie sugeruje.
      • bupu Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 03.11.12, 21:35
        zla.m napisała:

        > Ta dziewczyna ostatnie parę godzin poświęciła na jaśnie wielmożnych Pałysów - karmiąc
        > ich i myjąc, sprzątając (fakt, sama brała udział w bałaganieniu, ale w normalnym domu
        > nawet bez sprzątania zostałaby zasypana podziękowaniami za zajęcie się dziećmi) oraz
        > ratując jeżyckiego macho przed atakami Szalonej Matki z Zimnym Prysznicem. A ten
        > chamuś nie jest w stanie nawet udać zainteresowania i przetrzymać kilku minut jej
        > opowieści! Nie mówiąc już o tym, że gdy ktoś się nam zwierza, to wypada to uszanować... > Krew mnie zalała i książka poszła w kąt, bo jak tak można!

        Józwierz od początku zachowuje się jak kompletny buc oraz żłób manierami nieskalany. A to złowrogie spojrzenie niewinnemu dziewczęciu rzuci, a to w trakcie rodzinnej kolacji spożywa coś, nadziewając to pokrojone w kostkę na jakieś piłkowane narzędzie ze scyzoryka i ładując do paszczęki, albo rechoce radośnie, gdy jego matka obraża Magdusię. Buc i cham jak się patrzy.

        > Poza tym, chłopak, który ma powodzenie nie powinien być takim gamoniem w rozmow
        > ach z dziewczynami. Jest w 3 klasie gimnazjum, a na klasowej wigilii zachowuje
        > się, jakby koleżanki swoje zobaczył pierwszy raz w życiu - nie umie podejść i z
        > agadać! Naprawdę? Ta scena w klasie też jest dziwna. Dziuba mówiący "ja ją znam
        > " o Janickiej, podczas gdy wszyscy troje chodzą do jednej, spotkałby się tylko

        Może to sugestia, że Józwierz, Trollą wypełnion, oczu na płeć przeciwną nie podnosi i dotąd nawet nie zauważał egzystencji Janickiej za bardzo?
        • zla.m Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 03.11.12, 22:10
          bupu napisała:

          > Może to sugestia, że Józwierz, Trollą wypełnion, oczu na płeć przeciwną nie pod
          > nosi i dotąd nawet nie zauważał egzystencji Janickiej za bardzo?

          Pewnie tak, zrozumiałabym nagły stupor i onieśmielenie w obliczu Janickiej o oczach żrących jak chlorowana woda. Ale on tam myśli o dziewczynach ogólnie, a to mi nie gra - jak kogoś non-stop zaczepiają dziewczyny i próbują podrywać, to największy nieśmiałek zacznie się ośmielać i przestanie się ich bać (no, znałam takiego - niby nic, ale na gitarze grał... i zachwyconym tłumkiem go z nieśmiałości wyleczyłyśmy ;) ). A dodatkowo jeszcze - na dziewczyny (i kobiety też) działa "silny milczący mężczyzna", ale jak przy próbie rozmowy wyłazi z niego buc, to raczej jego urok szybko znika. A z Jożina wyłaził, jak można podejrzewać, przy każdej, która popełniła grzech Pomadki, Zbytniego Zachęcania do Siebie oraz Niebycia Trollą.
      • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 03.11.12, 22:23
        Nie mówiąc już o tym, że gdy ktoś się nam zwierza, to wypada to usza
        > nować... Krew mnie zalała i książka poszła w kąt, bo jak tak można

        Ee, można, mozna
        Miałam dziś do czynienia z nastolatkami pci menskiej i autentycznie, trudno się w nich doszukiwać empatii, którą kobiety osiągają w okolicach czterdziestki. Powiem więcej, trudno doszukiwać się czegokolwiek więcej od nieudolnego dowcipkowania, meczenia na zmianę z beczeniem, trądziku, prób zjedzenia stołu z nogami i kombinowania, jak tu być jedną nogą przy komputerze a drugą słuchać sprośnych dowcipów sadzonych przez sędziwych gości z małymi dziećmi.
        • dakota77 Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 06:16
          Empatii nie musial koniecznie wykazywac, ale maniery by sie przydaly. Przeraza mnie to, co pod tym wzgledem zrobila z klanem Borejkow MM.
          • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 10:57
            Uważam, ze jesli ktos nie chce czegos sluchac, badz robic, np. byc obiektem zwierzen, to nie jest "niewychowany" stawiajac swoje granice. Moze słowa "po co mi to mowisz" nie sa jedna z figur kontredansa komunikacji dojrzalych kobiet, jednak chamskie tez nie sa. Mogl powiedziec: "wybacz, ale nie chce rozmawiac na ten temat i nie chce słuchac twoich zwierzen, Magdo".

            Pomijajac, ze potoczystosc tej wypowiedzi pasuje raczej wzdychulcowi ze sklepionym kuku, i ze nastolatkowie nie komunikujasie w takiej formie, to i tak podejrzewam, ze uznane zostałoby to za "niegrzeczne", jako ze asertywnosc czesto uznawana jest za "niekulturalna". Naturalnie do momentu, gdy to nam sie odmawia :)
            • zla.m Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 11:42
              totorotot napisała:

              > Uważam, ze jesli ktos nie chce czegos sluchac, badz robic, np. byc obiektem zwi
              > erzen, to nie jest "niewychowany" stawiajac swoje granice. Moze słowa "po co mi
              > to mowisz" nie sa jedna z figur kontredansa komunikacji dojrzalych kobiet, jed
              > nak chamskie tez nie sa. Mogl powiedziec: "wybacz, ale nie chce rozmawiac na te
              > n temat i nie chce słuchac twoich zwierzen, Magdo".

              No cóż, jest różnica między byciem zmuszanym do słuchania "twój przyjaciel to debil", do robienia czegoś, a do wysłuchania zwierzeń. W każdym razie w moim odczuciu i mojej wrażliwości. O ile bym przyklasnęła ucięciu niemiłych opowieści o przyjacielu, to to, co powiedział Józin było chamskie. Jak byłam w jego wieku, to też uważałam takie odzywki za chamskie, moi znajomi takoż. A nie były to kręgi ęą arystokratyczne tylko normalni nastolatkowie. Wiek nastoletni i przypisana mu głupota istnieją, ale taki brak empatii i wredne zachowanie naprawdę są przesadą.
              • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 13:45
                > No cóż, jest różnica między byciem zmuszanym do słuchania "twój przyjaciel to d
                > ebil", do robienia czegoś, a do wysłuchania zwierzeń. W każdym razie w moim odc
                > zuciu i mojej wrażliwości.

                W moim nie ma. Nie chce rozmawiac na dany temat, to prosze o jego zmiane. Niegrzeczna jest osoba, ktora kontynuuje pomimo moich prosb.

                Kilkanascie lat temu, pisze o czasam Twojego i mojego nastolatkowania, stawianie granic nie było tak powszechnie jak obecnie. Niezgadzanie się na coś narażało nas na towarzyskie wyautowanie. Przy czym jako zywo nie mogę sobie przypomnieć kolegi, który chętnie zgadzałby się na wysłuchiwanie sercowych wynurzeń koleżanek. Chyba że stojące najniżej w hierarchii snuje, które nie mogły liczyć na żadną inną formę kontaktu z dziewczyną niż bycie powiernikiem jej bólu jej serca i tęsknoty za innym kolegą :>
                • dakota77 Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 13:54
                  Mozna poprosic o zmiane tematu w uprzejmy sposob. Jozin tego nie zrobil. Cale jego zachowanie wobec Magdy w tej scenie w kuchni bylo mocno niegrzeczne.
                  • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 14:48
                    dakota77 napisała:

                    > Mozna poprosic o zmiane tematu w uprzejmy sposob. Jozin tego nie zrobil. Cale j
                    > ego zachowanie wobec Magdy w tej scenie w kuchni bylo mocno niegrzeczne.
                    >

                    Komunikuje sie jak typowy nastolatek. Co do reszty- musze doczytac te reszte zachowania ponownie.
                    • klymenystra Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 08.11.12, 09:16
                      Prosze o zdefiniowanie "prawdziwego nastolatka" - o ile takie cos istnieje i mozna znalezc wspolny mianownik dla absolutnie wszystkich. Uczylam 2 lata nastolatkow, byli bardzo rozni, takze w tym, jak sie komunikowali. Chyba, ze masz na mysli "stereotypowego nastolatka"... Wiadomo jednak, czemu sluza stereotypy i kto sie nimi posluguje.
                • jamniczysko Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 13:57
                  Przeczytałam po raz drugi scenę przygotowań Józina do ślubu. Syfiarz z niego musiał być rzadko spotykany. Spodnie garniturowe, użyte podczas rozpoczęcia roku szkolnego, przez cztery miesiące leżały zwinięte z obrzydzeniem w harmonijkę w kącie za rowerem, po czym jak gdyby nigdy nic z niego wydobyte i odprasowane w kancik.
                  • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 14:50
                    Syfiarz z niego mu
                    > siał być rzadko spotykany. Spodnie garniturowe, użyte podczas rozpoczęcia roku
                    > szkolnego, przez cztery miesiące leżały zwinięte z obrzydzeniem w harmonijkę w
                    > kącie za rowerem, po czym jak gdyby nigdy nic z niego wydobyte i odprasowane w
                    > kancik.


                    Przypomnij mi, prosze, jakiej plci jest Jozinek?
                    :D
                    • jottka Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 15:05
                      papierowej, li i jedynie. ulegasz silnej sugestii odautorskiej, że każdy-nastolatek-będący-prawdziwym-mężczyzną-w-zarodku musi być chamowaty wobec rówieśnic i ostatnia fleja, o skłonnościach bandyckich już nie wspominając. odpowiednio dziewczynka winna być słodka i nieśmiała, bo jak się rzuci sama na wybranka, to na bank dostanie po uszach.
                      • totorotot Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 17:47
                        odpowiednio dz
                        > iewczynka winna być słodka i
                        nieśmiała

                        Naprawdę można wywnioskować coś takiego z moich postów?

                    • bupu Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 17:28
                      totorotot napisała:

                      >>Syfiarz z niego musiał być rzadko spotykany. Spodnie garniturowe, użyte podczas
                      >> rozpoczęcia roku
                      >> szkolnego, przez cztery miesiące leżały zwinięte z obrzydzeniem w harmonijkę w
                      >> kącie za rowerem, po czym jak gdyby nigdy nic z niego wydobyte i odprasowane w
                      >> kancik.
                      >
                      >
                      > Przypomnij mi, prosze, jakiej plci jest Jozinek?
                      > :D

                      Stereotypy, stereotypy... Nie każdy facet (w wieku dowolnym) to fleja patentowana, większość jednakowoż porządek mniejszy lub większy trzyma. Acz często spotykam takich królewiczów, co to nauczeni, że sprzątać za ich zadem winna mamusia/siostra/żona/inna dowolna żeńska część rodziny, a oni, jako dumni posiadacze penisów, pracami domowymi plamić się nie mogą. Cóż. Głupie te baby co ich tak wychowały.
                      • iwoniaw Dziwne te Idusine schizy... 04.11.12, 18:54
                        No, tutaj obserwujemy zwyczaje porządkowo-higieniczne chłopięcia, którego matka rzekomo ma nerwicę natręctw w temacie czystości, mieszkanie jest "sterylne", a goście (Magda) od progu posądzani o nieumycie rąk przed jedzeniem. A tu Ida ani nie wywiera na syna presji w temacie, ani sama nie rzuca się go wyręczyć? Dziwne, zaprawdę dziwne - i tym bardziej chamskie jej zachowanie wobec Magdy (bo widzimy, że to jednak nie o ogólne zdziwaczenie higieniczne i schizy porządkowe Idusi chodzi).
                      • jamniczysko Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 04.11.12, 18:57
                        Mam w domu siedemnastolatka, który sprząta pokój wyłącznie przy wielkich okazjach i obowiązkowo, jak się zapowie z wizytą pewna dziewczyna. Nie przeszkadza mu chlew ("Mamo, zostaw ten kurz, ja lubię mój kurz!"), garnituru używa średnio raz w miesiącu, ale wie, że po użyciu należy go odwiesić do szafy.
                • vi_san Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 08.11.12, 09:11
                  Józef odezwał się nieuprzejmie. Owszem. Ale...
                  1. Większość młodych ludzi obecnie odzywa się znacznie gorzej - Józef po prostu nie wykazał się "osławioną empatią borejkowską" i uciął zwierzenia, które go nudziły.
                  2. Od samego początku Józef okazywał Magdzie niechęć. Dezaprobatę. Brak zainteresowania. Więc co ją, do kwantów i kwarek, "siekło" żeby: a. całować go, b. zwierzać się mu, c. w ogóle się angażować w cokolwiek dotyczącego jego osoby - skłonność do autoudręczenia i samorepresji, popularnie zwana masochizmem? Lubi jak ktoś jej nie lubi?
                  3. Nie znam wielu nastolatków, którzy byliby zainteresowani wysłuchiwaniem tyrad o romansie niemal obcej, NIELUBIANEJ, sporo starszej pannicy z jakimś obcym sobie w ogóle facetem w McKwaku. Poprawka: przemyślałam sprawę i nie znam ani jednego, który byłby zainteresowany!
                  4. Nie mogła sobie Madzia wybrać na powiernicę kogoś innego - Gaby jaśnie święconej, Ignacego starszego, Łucji, u licha, ale nie typowego, mało "nie rozintelektualizowanego" smarkacza?
                  • bupu Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 08.11.12, 15:22
                    vi_san napisała:

                    > Józef odezwał się nieuprzejmie. Owszem. Ale...
                    > 1. Większość młodych ludzi obecnie odzywa się znacznie gorzej - Józef po prostu
                    > nie wykazał się "osławioną empatią borejkowską" i uciął zwierzenia, które go n
                    > udziły.
                    > 2. Od samego początku Józef okazywał Magdzie niechęć. Dezaprobatę. Brak zainter
                    > esowania. Więc co ją, do kwantów i kwarek, "siekło" żeby: a. całować go, b. zwi
                    > erzać się mu, c. w ogóle się angażować w cokolwiek dotyczącego jego osoby - sk
                    > łonność do autoudręczenia i samorepresji, popularnie zwana masochizmem? Lubi ja
                    > k ktoś jej nie lubi?
                    > 3. Nie znam wielu nastolatków, którzy byliby zainteresowani wysłuchiwaniem tyra
                    > d o romansie niemal obcej, NIELUBIANEJ, sporo starszej pannicy z jakimś obcym s
                    > obie w ogóle facetem w McKwaku. Poprawka: przemyślałam sprawę i nie znam ani je
                    > dnego, który byłby zainteresowany!
                    > 4. Nie mogła sobie Madzia wybrać na powiernicę kogoś innego - Gaby jaśnie święc
                    > onej, Ignacego starszego, Łucji, u licha, ale nie typowego, mało "nie rozintele
                    > ktualizowanego" smarkacza?

                    Wszystko pięknie, ładnie, ale jest jedno ale. Mianowicie ten konkretny nastolatek, Józin, jest kreowany odautorskim komentarzem na, cytuję "kochanego, dobrego, godnego szacunku chłopca bez skazy."Czy godny szacunku człowiek bez skazy, w wieku dowolnym, zachowuje się jak troglodyta, bez grama szacunku dla innych? Czy takiż osobnik trzęsie kobietą jak choinką, mniemając, iż gdyby nie zastosował przemocy, to wyglądąłoby, że się boi? Czy w ogóle ktokolwiek normalny, a nie przemocowiec tak myśli? Że trzeba atakować, żeby inni nie pomyśleli, że on słaby?
                    • piotr7777 Re: Co za beznadziejny chamowaty osobniczek 08.11.12, 17:45
                      > Wszystko pięknie, ładnie, ale jest jedno ale. Mianowicie ten konkretny nastolat
                      > ek, Józin, jest kreowany odautorskim komentarzem na, cytuję "kochanego, dobrego
                      > , godnego szacunku chłopca bez skazy.

                      To nie jest odautorski komentarz tylko opinia Idy.
                      Która
                      a) ma ograniczony kontakt z dziećmi
                      b) jako matka z założenia nie jest obiektywna w ocenie syna
                      c) nie jest - przynajmniej w McDusi - przedstawiana jako osoba nieomylna
                      d) ocenia Józinka wyłącznie przez pryzmat tego jak się zachowuje w domu (opiekuje się młodszym rodzeństwem, odnosi się do rodziców i dziadków z szacunkiem, nie sprawia jakiś specjalnych kłopotów wychowawczych).
    • paszczakowna1 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 05.12.12, 20:47
      Przeczytałam w końcu (no dobra, przejrzałam) Nowe Arcydzieło Literatury Młodzieżowej. Mama się mnie nie poradziła i kupiła.

      Józinek jakby jednak mniej zaburzony niż wynikało z cytatów (źle wychowany i tragicznie niedojrzały, ale niekoniecznie do leczenia), za to Łusia do poradni specjalistycznej natychmiast! Coś z pogranicza autyzmu, czy co? I czemu nikt nie każe jej przeprosić Pyziaka za niegrzeczne odzywki? (I to jak facet naprawdę chciał być miły).

      Ida także chamska znacznie bardziej, niż mi się zdawało na podstawie forum. No czytać tego się nie da, bo ma się ochotę babę udusić. Wraz z całym potomstwem, córeczką zwłaszcza.
      • staua Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 06.12.12, 20:47
        Wczoraj pochlonelam "McDusie" i w watku Jozinka razi mnie najbardziej, nawet bardziej niz potrzasanie Magda, koncowa scena z Agata Janicka. Czemu to niby ma sluzyc? Agata jest przez cala ksiazke przedstawiana jako sympatyczna dziewczyna, a potem, jak juz jest Jozinkiem zainteresowana i okazuje to, przychodzac do Dziuby mimo, ze jest chora i kaszle, to on obraza sie, ze Agata sie smieje z jego wystraszonej miny? Mam nadzieje, ze do nastepnego tomu mu przejdzie, bo Janicka byla bardzo obiecujaca.
        Poza tym da sie czytac, choc rzeczywiscie Ida zmienila sie w jakiegos potwora, dialog z dzieckiem-sarna jest beznadziejny, a sytuacja z odprowadzaniem Pyziaka przez Gabe i klopsem sztuczna. Ale pan Gruszka jest fajny i Magda jest tez przeciez fajna (mam nadzieje, ze nie zniknie, jak np. Elka).
        • paszczakowna1 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 06.12.12, 22:43
          > Wczoraj pochlonelam "McDusie" i w watku Jozinka razi mnie najbardziej, nawet b
          > ardziej niz potrzasanie Magda, koncowa scena z Agata Janicka. Czemu to niby ma
          > sluzyc?

          Chyba temu, by autorka w następnym tomie nie musiała o niej pisać, bo by w sumie trzeba było najpierw przeczytać poprzednią książkę (inaczej znowu się czepną, że wiek nie ten, włosy nie te, że coś tam), a komu by się chciało...

          >Magda jest tez prz
          > eciez fajna

          Jak dla mnie, ona praktycznie nie istnieje. Główna bohaterka rzekomo, a wiemy o niej tyle, że czipsy lubi, a poezji nie.
          • staua Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 06.12.12, 23:29
            A moim zdaniem Magda, chociaz rzeczywiscie nie podana na tacy tak doslownie, jak wiekszosc bohaterow, jest raczej kompletna postacia. Jest myslaca, silna psychicznie, chociaz niesmiala i uczuciowa, ma poczucie humoru, empatie, jest pomocna, ale bez narzucania sie, i niesamolubna. Polubilam ja.
            • zla.m Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.12.12, 01:35
              Mi się bardzo podobał chwyt z jej milczącym patrzeniem na rozmówcę. Wiele osób w tym momencie zapełniało ciszę mówiąc "pewnie myślisz, że... "- i tu cała tyrada.
        • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.12.12, 04:14
          A ja nie tracę złudzeń, że może Janicka i Józinek coś tam coś tam w następnym tomie? W końcu pamiętam scenę z "Szóstej Klepki" gdzie Hajduk urażony tym, że Ceśka poparła profesora [zachowawczo] chciał nawet rzucić szkołę, by jej nie widywać! Ale w końcu wszystko się wyklarowało... To może MM zmieni plany tytułu i będzie "Wnuczek do orzechów" a nie wnuczka?
          A swoją drogą mnie trochę drażni "Borejczada" - bo właściwie trudno to nazywać nadal Jeżycjadą. Odnoszę wrażenie że na całych Jeżycach, ba, w całym Poznaniu żyją tylko Borejkowie! Tudzież ich progenitura, powinowaci, krewni i skoligaceni. Moim skromnym zdaniem MM powinna wrócić do dawnego, świetnego schematu - każda książka o innej bohaterce, innej parze, innej miłości, bohaterowie baaardzo luźno ze sobą powiązani [Cesia z "SK" występuje w "K", Aniela z "K" pojawia się w "BBB" itp], ale po "odegraniu" swojej wielkiej roli - schodzą na trzeci plan, lub wręcz do ról epizodycznych!
          • piotr7777 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.12.12, 22:08
            > A ja nie tracę złudzeń, że może Janicka i Józinek coś tam coś tam w następnym t
            > omie? W końcu pamiętam scenę z "Szóstej Klepki" gdzie Hajduk urażony tym, że Ce
            > śka poparła profesora [zachowawczo] chciał nawet rzucić szkołę, by jej nie widy
            > wać! Ale w końcu wszystko się wyklarowało... To może MM zmieni plany tytułu i b
            > ędzie "Wnuczek do orzechów" a nie wnuczka?

            Nie sądzę.
            W wypadku Jurka i Cesi wszystko się wyklarowało w tej samej książce. Taka sytuacja by jakaś para zawiązała się pomiędzy książkami jeszcze się w Jezycjadzie nie zdarzyła.
            • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 07.12.12, 22:27
              Do tego w obecnej sytuacji szkoda Janickiej dla Jozina. Moze niech chlopak najpierw dorosnie i sie ogarnie.
              • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 09:30
                Janicka, moim zdaniem, ogarnęła by go szybciutko. A dorastać może i już zaczął? Na pewno dobrze mu zrobiło, że okazało się iż dla Trollli był właściwie nikim, znajomym, do którego zwyczajowo wysyła się maila z życzeniami, ale nawet nie informuje się go o "byciu" w szczęśliwym związku [swoją drogą, skoro Trolla wiedziała (a WIEDZIAŁA) o jego zakochaniu zwykłym chamstwem z jej strony było nie napisać mu, że ma faceta - nic by ją to nie kosztowało, słowa mu nie dawała, traktowała go raczej z czułością dla młodszego brata i za Boga nie pojmuję, czemu zamiast napisać i uprzedzić zafundowała mu mini szok na dworcu]. Poza tym wiedząc o umiejętnościach Janickiej [judo] raczej nie próbowałby nią potrząsać. Swoją drogą nie widzę Janickiej [takiej, jak ją do tej pory MM pisała] jak rwie się do całowania z właściwie obcym dwa lata młodszym kolesiem, który jej ewidentnie nie lubi...
                • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 19:42
                  Pytanie, na ile Trolla zdawala sobie sprawe, ze on wciaz jest w niej zakochany. Moze uznala, ze skoro minelo pare lat, to jego szczeniece zakochanie minelo w sposob naturalny?
                  Wymieniali wciaz maile, ale przeciez wiemy, ze Jozinek pisal jej pare ogolnikowych zdan. Nie wynikalo z tego co i jak pisal, ze zywi do niej mocniejsze uczucia...
                  • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 21:11
                    Ja tam może nie mamgłosu jak Stachny, ale jeśli była z CAŁĄ rodziną zżyta na tyle, by wpaśc z wizytką w Wigilię bodajże i na dzień przed ślubem w rodzinie, wymieniała z Józefem maile, owszem, zwykle dość lakoniczne i obojętne, ale już ten ostatni, po niechlubnym pocałunku Magdy... Mogła mu w odpowiedzi napisać, że przyjedzie z narzeczonym. Nie trzeba intelektu Einsteina, żeby domyślić się, iż skoro ktoś tłumaczy się z nic nie znaczącego gestu - nie chce by można było to zrozumieć jako aprobowane przez niego. I czy potrafisz podać JAKIKOLWIEK inny powód niż zakochanie, jako argument za tłumaczeniem się z jakiegoś pocałunku? Przecież, logicznie rozumując, gdyby nie był w niej zakochany nie widziałby powodów, żeby się jej tłumaczyć! Czyli albo Staszka Trolla jest głupia [jeśli nie skojarzyła, że takie wyznanie może coś znaczyć], albo jest gruboskórną, bezmyślną pannicą [jeśli skojarzyła i nie uznała za stosowne jakoś uprzedzić zakochanego chłopca, że jest zainteresowana kimś innym]. Ja skłaniam się raczej ku drugiej opcji [która nie wyklucza bycia miłą w codziennym kontakcie i nawet wykształconą] - o tym też zresztą może świadczyć ta idiotyczna kłódka z Werony czy tam Wenecji [nie mam dzieła pod ręką i nie chce mi się sprawdzać]: trzeba kompletnie nie znać ani Tygrysa [jakim był zanim został upupiony w kołhozie i przerobiony na ziewającą Laurkę], ani Laury [jaką stała się uduchowiona i udomowiona, ziewająca romantycznie Aaaddddaaammmmmmmm... młodsza Pyziakówna] żeby kupić dla niej coś takiego. Tylko że Tygrysek by to skomentował złośliwie, a Laurka olała.
                    • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 21:41
                      Inny powod? A moze" nie mam komu o tym powiedziec, a tobie moge"?

                      Nie uwazam, ze Staszka byla zobowiazana tlumaczyc sie ze swojego zycia uczuciowego zadurzonemu w niej dzieciakowi. Glupio byloby, gdyby wysmiewala sie z jego uczuc, plotkowala o nich. Ale nie sadze, ze musiala Jozinkowi pisac o kazdym kolejnym facecie.
                      • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 09.12.12, 16:27
                        Może i masz rację, zobowiązana do tłumaczenia się nie była, nie wyśmiewała i nie plotkowała... Ale i tak jak dla mnie w tej sytuacji wykazała się maksymalnym brakiem taktu i delikatności. Podkreślam, że to wyłącznie moje zdanie. Przecież gdyby mu napisała [choćby w mailu informującym którym pociągiem przyjedzie], że przyjedzie z chłopakiem, SWOIM chłopakiem nie kosztowałoby ją nic, a jednak byłoby ładniej, bez tych głupich scen na peronie, kiedy jemu zrobiło się przykro, bo pominęła jakiś gest, a potem walnęła z grubej rury, gdy za nią wysiadł jej facet. Gdyby Józef wiedział wcześniej, pewnie też wyszedłby po nią na dworzec, ale przemyślałby wcześniej całą sytuację i wogóle byłoby bez sensacji. Ale może autorce chodziło o to, by pokazać, że Trolla wraz ze zdrowiem zyskała chęć szokowania i bycia w centrum? Jak dla mnie - nie fajne.
                        • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 09.12.12, 16:33
                          Tu sie zgadzam, wplesc informacje o tym, ze przyjezdza w towarzystwie chlopaka w tego maila bylo bardzo latwo.
                          • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 09.12.12, 16:52
                            I bez żadnej szkody, dla dalszego ciągu! Bo trudno uwierzyć, że po nim spłynęłoby to jak woda po gęsi [więc jego żal i "podcięcie skrzydeł" nadal by mogły funkcjonować]. A tak? Mi po zachowaniu Trolli zostało niemiłe uczucie - właśnie dlatego, że niewiele potrzeba było, żeby sytuacja była NORMALNA, smutna dla Józefa, ale naturalna, a tak? W moich oczach wyszła na albo głupią [a ponoć nie była] albo egoistkę, która w swoim zakochaniu nie widzi dalej końca swego nochala.
                            • dakota77 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 09.12.12, 17:07
                              Ja generalnie nie przepadam za Trolla, ale faktycznie, jako mlodsza dziewczyna wydawala sie bardziej empatyczna. w McD byla jakas taka zajeta wylacznie soba.
                        • croyance Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 11.12.12, 17:36
                          Ale czy ktorakolwiek z Was pamietalaby, w wieku lat 20, jakies zakochania sprzed - ilu? siedmiu? osmiu lat? - i w ogole traktowalaby je powaznie?

                          Mnie by totalnie opadla szczeka gdybym sie dowiedziala, ze Macius w ktorym sie kochalam jako pietnastolatka i ktoremu obiecalam wspolne zycie uwaza te obietnice za wiazace 8 lat pozniej.

                          Jozinek zachowuje sie tu jak 40-letni Adrian Mole, ktory zamecza Pandore, ze jak miala 16 lat to mu obiecala, ze wyjdzie za niego za maz i ze jest nierzetelna, bo nie dotrzymala slowa ...
                          • staua Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 11.12.12, 19:40
                            Pamietac pamietam, ale raczej wspominalabym z rozrzewnieniem (na pewno nie myslac o kontynuacji).
                • croyance Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 21:22
                  No co ty, gdybym ja miala wysylac maile do wszystkich swoich wielbicieli jak na przyklad za maz wychodzilam, to nie wiem :-P
                  Nie wydaje mi sie, zeby czlowiek mial jakies zobowiazania do deklaracji w kwestii swojego zycia uczuciowego wobec osob, ktorym sie podoba.
                  Jutro zakocham sie w panu z naprzeciwka i co, mam prawo wymagac od niego zawiadomienia jak zechce sie zenic? :-D
            • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 09:24
              Ale to było w "starej" Jeżycjadzie, nie Borejczadzie. Tam każda książka stanowiła konkretną, zamkniętą historię. A teraz? Teraz mamy chociażby Tygrysa i Wolfiego, którzy w jednym tomie się zakochują w drugim rozstają, wielkie "miłości" dziewięciolatków, i inne takie. To może być i tak, że w następnym tomie MM sobie jako [teoretycznie] główny wątek obierze Józina i Agatę, a okaże się ona [Agata Janicja, znaczy się] wnuczką zniesławionego Pieroga... ;)
              • kkokos Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.12.12, 20:25
                To może być i tak, że w następnym tomie (ciach) okaże się ona [Agat
                > a Janicja, znaczy się] wnuczką zniesławionego Pieroga... ;)

                o tak, ja tak poproszę właśnie!! skoro rzecz dzieje się w malutkiej mieścinie, gdzie wszyscy się o siebie obijają, bo inaczej się nie da, to to jest bardzo dobry pomysł.
          • klawiatura_zablokowana Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 10.12.12, 13:32
            > . Moim skromnym zdaniem MM powinna wrócić do dawnego, świetnego schematu - każd
            > a książka o innej bohaterce, innej parze, innej miłości, bohaterowie baaardzo l
            > uźno ze sobą powiązani [Cesia z "SK" występuje w "K", Aniela z "K" pojawia się
            > w "BBB" itp], ale po "odegraniu" swojej wielkiej roli - schodzą na trzeci plan,
            > lub wręcz do ról epizodycznych!

            A kto by nie chciał... wszyscy już chyba mają dosyć Borejków, którzy zamieniają się we własne karykatury. Problem w tym, że autorka już chyba nie za bardzo umie pisać o innych ludziach, bo nic o nich nie wie. Żeby coś wiedzieć, musiałaby przezwyciężyć odrazę i strach wobec innych.
            • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 10.12.12, 17:50
              A to niech się postara! [podpisano Beata Bittner - Kordiałek - rada własna MM]
    • emae "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista"... 07.12.12, 08:18
      Przypomniało mi się, jak przed przeczytaniem "McDusi" przekartkowałam ją w poszukiwaniu ilustracji, i jakoś wpadł mi w oko fragment, jak Ignacy mówi do Magdusi właśnie te słowa. "Magdusiu - rzekł dziadek Borejko troskliwie - szkoda, szkoda, że nie trafił ci się taki polonista, jak nasz Adam".
      Bezpośrednio wcześniej jest strasznie bełkotliwa i dziwacznie poskładana wypowiedź dziewczęca, mnie się na początku wydawało, że to ta nowa postać, Magdusia, tak nieskładnie mówi. Zdążyłam się nawet wkurzyć na Ignacego, że tak ją troskliwie poucza. Ale wczytałam się dokładnie... Ta fatalna językowo wypowiedź dziewczęca to jednak wypowiedź Łusi.
      Cytuję:
      "On mówi poniekąd to samo. I jeszcze - że język polski jest naszym skarbem i ostoją, a były czasy, kiedy on przechowywał nam ojczyznę, to znaczy język, nie Adam, i musimy o niego stale dbać, to znaczy o język. No, poniekąd - tak jak trzeba stale czyścić szlachetne stare srebro, żeby nie zarosło brudem. Ale to porównanie o srebrze to już ja sama wymyśliłam."
      Czyli Łusia miele językiem na temat języka, nie Adama, a Ignacy w odpowiedzi chwali, że taki wspaniały polonista jej się trafił, a biednej Magdusi (która w całej książce mówi zupełnie sensownie i poprawnie) niestety się taki wspaniały polonista nie trafił.
      We mnie wypowiedź Łusi wywołuje raczej ubolewanie "kto tę dwunastolatkę polskiego uczy?!". Słowa Ignacego brzmią w tym kontekście jak kpina, kpina z Łusi, Adama i Magdusi jednocześnie.
      • jottka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 07.12.12, 12:58
        to ma być pewnie naśladownictwo języka na poły jeszcze dziecięcego. poniekąd:) u siedmio-, ośmiolatki by uszło, u dwunastolatki budzi niejakie zdumienie. a poza tym nie wierzę w dwunastolatkę samodzielnie wymyślającą frazę ze "szlachetnym starym srebrem", no chyba że ignac codziennie czyści tę mityczną cukiernicę i za każdym razem wygłasza pouczenie o szlachetnym i starym...
        • emae Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 07.12.12, 13:04
          jottka napisała:

          > to ma być pewnie naśladownictwo języka na poły jeszcze dziecięcego. poniekąd:)
          > u siedmio-, ośmiolatki by uszło, u dwunastolatki budzi niejakie zdumienie. a po
          > za tym nie wierzę w dwunastolatkę samodzielnie wymyślającą frazę ze "szlachetny
          > m starym srebrem", no chyba że ignac codziennie czyści tę mityczną cukiernicę i
          > za każdym razem wygłasza pouczenie o szlachetnym i starym...

          Ona to wymyśliła, bo ta paskudna cukiernica stała na stole. Pominęłam fragment, w którym Łusia rzuca wymowne spojrzenie na cukiernicę, a babcia się wyraźnie zawstydziła.

          Zresztą lubię ten fragment, bo nie jest tam napisane wprost "Babcia zawstydziła się z powodu brudnej cukiernicy", zatem mogę i lubię sobie to interpretować tak, że babcia zawstydziła się z powodu okropnej paplaniny Łusi :D
          • jottka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 07.12.12, 13:19
            nie, mnie nie chodziło o bezpośredni impuls do porównania, tylko o sposób sformułowania wypowiedzi; "coś jest niczym szlachetne stare srebro..." to literacka klisza z, powiedzmy, dziewiętnastowiecznej powieści, łusia na kartach powieści rodziewiczówny miałaby pełne prawo tak się odezwać, bo to byłby dla niej wytworny język znany z popularnej lektury, łusia u musierowicz z taką frazą jest, ekhm, niewiarygodna i sztuczna.
            • emae Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 07.12.12, 13:21
              jottka napisała:

              > nie, mnie nie chodziło o bezpośredni impuls do porównania, tylko o sposób sform
              > ułowania wypowiedzi; "coś jest niczym szlachetne stare srebro..." to literacka
              > klisza z, powiedzmy, dziewiętnastowiecznej powieści, łusia na kartach powieści
              > rodziewiczówny miałaby pełne prawo tak się odezwać, bo to byłby dla niej wytwor
              > ny język znany z popularnej lektury, łusia u musierowicz z taką frazą jest, ekh
              > m, niewiarygodna i sztuczna.

              Bo to Adam ma na nią taki wpływ niesamowity i wytworny! A na Magdusię nie :-/
            • dakota77 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 07.12.12, 13:22
              Nie az tak, caly ten tom Rodziewiczowna nieco traci;-P
              • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 08.12.12, 21:24
                Rodziewiczówna nie robiła błędów. I nie mam na myśli tylko potwora Gramarnazi, który nadużywa słowa "poniekąd" niezależnie od jego sensu i całości wypowiedzi. Weż chociażby scenę powrotu Idy do domu [kiedy to potworna Magda zrobiła tłuste frytki na kolację] "Zdenerwowana Ida nakazała dzieciom, by natychmiast skończyły tę zabawę [...] po czym gniewnie zrzuciła mokre buty i rajstopy, ze złością wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, by tam z irytacją włączyć czajnik elektryczny."! Ja wiem, że Rodziewiczówna nie jest może literaturą dla ambitnych, nie ma u niej wielkiej filozofii i myśli ogólnoludzkich, ale, do ciężkiej deutery, umiała posługiwać się językiem ojczystym! I jeśli któryś z jej bohaterów popełniał błędy czy mówił gwarą - miało to swoje uzasadnienie! A już powyższy "kwiatek" nie pojawiłby się w tekście odautorskim za skarby sezamu! "Zdenerwowana, gniewnie, ze złością, z rozdrażnieniem, z irytacją"... W jednym zdaniu?! Redaktor niech się Boga boi, bo na strach przed czytelnikami już za późno, czytelników redaktor ma najwyrażniej w nosie. A na marginesie - w czasach Rodziewiczówny nie istniała "fucha" redaktora - tredaktorem był sam pisarz, ewentualnie ktoś z przyjaciół. Prawdziwych, nie takich, co tylko słodzą.
                • zla.m Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 02:03
                  "Poniekąd" u Łusi jest użyte świadomie. Pojawia się tekst o tym, że Łusia miała swoje ulubione słowa i gdy dane słówko było na topie, to je wstawiała wszędzie. To zapewne miało być zabawne i tu można dyskutować, czy jest, ale na pewno nie jest błędem stylistycznym autorki.

                  Natomiast co do zdania "gniewnie zrzuciła mokre buty i rajstopy, ze złością wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, by tam z irytacją włączyć czajnik elektryczny." - ja osobiście widzę tu także świadomą zabawę językiem, pokazanie jak bardzo Ida jest zła i wkurzona, a jednocześnie bez powtórzenia żadnego określenia. Coś w stylu tej zabawy:
                  "Spotkali się w święto o piątej przed kinem
                  Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.
                  Tutejsza idiotko - rzekł kretyn miejscowy -
                  Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?"

                  Ale to moje odczucie, niekoniecznie słuszne.
                  • staua Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 02:16
                    Ale sama autorka wyraźnie nadużywa słowa "bowiem".
                    • zla.m Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 12:47
                      staua napisała:

                      > Ale sama autorka wyraźnie nadużywa słowa "bowiem".

                      Ależ ja nie bronię stylu książki w całości, sama tu szydziłam z absenscji księżyca, twarzy świecącej potem i radością oraz innych rzeczy. Ale akurat te dwa przykłady vi_san uznałam za nietrafione.
                  • ananke666 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 03:20
                    > Ale to moje odczucie, niekoniecznie słuszne.

                    Moim zdaniem jak najbardziej słuszne.
                  • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 16:47
                    Napisałam wyraźnie, że nie chodzi o Łuśkę i jej wner... znaczy męczące "poniekąd" [na marginesie - 12 letnia pannica powinna już wiedzieć jak i w jakich okolicznościach używać poszczególnych słów, fascynacja jednym i nadużywanie go, świadczy o ograniczonej znajomości języka/zasobu słów, ergo: Aaadaaammmm jest kiepskim nauczycielem?]. Natomiast ja wspomnianego zdania o Idzie nie odbieram jako swoistej zabawy językowej, a po prostu niechlujstwo redakcyjne. Być może gdyby pojawiło się ono w którymś z tomów starej Jeżycjady możnaby ocenić je jako żart stylistyczny, formę "perskiego oka" do czytelników. Ale trudno tak to odczytać w McDusi, bo w całej tej książce przykłady takich błędów [językowych, stylistycznych, redakcyjnych] możnaby wypisywać niemal z każdej strony!
                    A Rodziewiczówna takich "byków" nie robiła - można nie lubić jej "staroświeckiego" stylu, ale nie zdarzało jej się powtarzać co wers jednego słowa [np. u MM "miły"], gwarowe lub błędne wyrażenia językowe bohaterów były UZASADNIONE nie tylko ich niedorozwojem umysłowym bądź emocjonalnym [np. w "Dewajtis" Kazimierz wtrąca sporo rusycyzmów "Postój, miły brat", albo "ja czestny człowiek" - ale wiadomo, że wiele lat spędził daleko od "swoich", wśród Rosjan i trudno by nie nabrał niektórych zwrotów - o dziwo Janusz po wieloletnim pobycie Bóg wie gdzie mówi prawie bez naleciałości].
                    • staua Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 18:09
                      Ależ właśnie Janusz mówi z nalecialościami - zaczynanie zdań od "Ja" to taka naleciałość z z jezyków pozycyjnych zwłaszcza. Też tak mam i łapię się na tym.

                      Ale drażniła mnie oprócz "bowiem" inna rzecz: Bohaterowie mówią "A dobrze", "A pewnie" - to samo widzę teraz dość często na forach, więc nie wiem, czy to jakaś moda w polszczyźnie ostatnio, i tak się mówi, z tym "a" na początku? Czy to niechlujność MM wychodzi?
                      • klawiatura_zablokowana Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 19:57
                        IMHO autorka chyba sama się gubi w tym, kiedy chce naśladować mowę potoczną, a kiedy ma być styl wysoki.
                      • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 21:24
                        Właściwie poza zbyt częstym [jak na jęz. polski] stosowaniem zaimka "ja" Janusz nie robi ŻADNYCH błędów! Nie wtrąca obcojęzycznych słów, nie brakuje mu zwrotów ani idiomów polskich, mimo spędzonych za granicą dwudziestu lat z okładem. Tym bardziej rażące jest, że NIKT z "ŚWIĘTOBLIWYCH" Borejków nie uznaje za stosowne przystopować smarkatą i przywołać ją do porządku! Innym powodem nadużywania "ja" u Janusza może też być podświadoma chęć "asekuracji" - coś w rodzaju "Moim zdaniem, ale możecie się z tym nie zgodzić...".
                        Do twojej kolekcji na "a" można dodać jeszcze "A to się postaraj" - Bebe do McDusi w mieszkaniu prof D. Z zaczynaniem zdania od "A" ja się nie zetknęłam - może czasem na forach, czasem w rozmowie, ale na pewno nie jest to regułą czy jakąś nowomodą. Więc chyba [niestety] niechlujność redakcji MM...
                        • mankencja Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 23:04
                          Z zaczynaniem zdania od "A" ja się nie zetknęłam - moż
                          > e czasem na forach, czasem w rozmowie, ale na pewno nie jest to regułą czy jaką
                          > ś nowomodą. Więc chyba [niestety] niechlujność redakcji MM...

                          Ja (wybaczcie mi tę pyziaczość, jak tylko dopiszę tego posta do końca, pójdę sprawdzić w lusterku, czy mam oczy jak mutry) chyba tego "a" nadużywam, ale w pytaniach, nie w zdaniach twierdzących.
                        • neandertalka "A" nie jest 10.12.12, 01:00
                          vi_san napisała:

                          > Do twojej kolekcji na "a" można dodać jeszcze "A to się postaraj" - Bebe do McD
                          > usi w mieszkaniu prof D. Z zaczynaniem zdania od "A" ja się nie zetknęłam - moż
                          > e czasem na forach, czasem w rozmowie, ale na pewno nie jest to regułą czy jaką
                          > ś nowomodą. Więc chyba [niestety] niechlujność redakcji MM...

                          Dziewczyny. Ja też mam Ulubionej Autorce to i owo za złe. Ale wytykać jej zaczynanie zdań od "a"? Nie czujecie, że to "a" wzmacnia wypowiedź, dodaje jej nacisku? I na forach, i w mowie potocznej:) Odkąd pamiętam, zawsze tak było.
                          "To się postaraj" brzmi zwyczajnie. "A to się postaraj" - z naciskiem, kategorycznie, niemal wyzywająco. Właśnie dlatego włożenie takiej kwestii w usta Bebe czyni z niej dla mnie istotę niesympatyczną.
                          Podobna różnica zachodzi pomiędzy zwykłym "tak" oraz "a tak".
                          • neandertalka Re: "A" nie jest żadnym błędem 10.12.12, 01:02
                            jw :)
                          • vi_san Re: "A" nie jest 10.12.12, 07:18
                            Neandertalko, masz całkowitą rację. Zaczynanie zdania od "a" wzmacnia je, czyni bardziej stanowczym i kategorycznym. I dlatego niechlujstwem językowym jest jego nadużywanie, co [niestety] u MM można zaobserwować. Natomiast to, że Bebe wygłasza bzdurno - dydaktyczne formułki do właściwie obcej sobie [nie ma nigdzie nic o wielkiej przyjaźni Bebe i Kreski, więc mogła właściwie W OGÓLE nie znać Magdy, wiedzieć tylko, że jest wnuczką czy prawnuczką Dmucha] jest dla mnie zrozumiałe i nie czyni jej z automatu wredną - może po prostu chciała uciąć krępującą dla siebie rozmowę? Może nie miała ochoty i nie widziała celu otwierania się przed smarkulą [Bebe ma coś koło 40, Magda naście lat]? Może po prostu źle się czuła i dlatego ucięła i zmroziła ewentualną chęć dalszej konwersacji? I właśnie zastosowanie tego kategorycznego "A" w tych okolicznościach ma sens - bo właściwie kończy rozmowę.
                  • neandertalka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 23:39
                    Świadomy i celowy zabieg stylistyczny. Jak najbardziej miejscu. Dobrze oddaje megairytację Idy w tym momencie. W życiu bym nie pomyślała, że można to odebrać inaczej.
                • ananke666 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 00:45
                  vi_san napisała:

                  > Rodziewiczówna nie robiła błędów.

                  Nie. Sadziła tylko kwiaty w rodzaju "głuchy organ mowy jego".
                  • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 07:20
                    Z ciekawości: z której książki Rodziewiczówny ta cytata? Bo nie przypominam sobie, a sporo jej książek znam nawet nieźle. Broń Boże nie podważam, pytam serio.
                    • ananke666 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 14:08
                      vi_san napisała:

                      > Z ciekawości: z której książki Rodziewiczówny ta cytata?

                      "Dewajtis". Z wielu zresztą książek Rodziewiczówny można wyciągnąć równie piękne stylistyczne kwiecie.
                      • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 17:47
                        Fakt, z "Dewajtisa". Tylko... ananke, po pierwsze zacytowałaś jako "kwiatek" FRAGMENT zdania [które całe brzmi: "Słyszała w uszach głuchy organ mowy jego i mimo woli myślała często o nim, czasem z gniewem, czasem z nieznaną ciekawością."], które na dodatek stanowi część dłuższych rozważań Irenki Orwid o Marku. Napisałam kilkakrotnie, że Rodziewiczównę można uznać za ramotkę, można nie cenić jej staroświecczyzny - ale BŁĘDÓW nie robiła! Bowiem całe to zdanie [wraz z pozostałymi z tegoż opisu] jest jak najbardziej spójne i poprawne, acz, zgodzę się, trąci staropolszczyzną. Natomiast po lekturze kilku zarchiwizowanych wątków widać wyraźnie, że po prostu nie lubisz Rodziewiczówny [wolno ci, nie ma obowiązku lubienia], więc może skończmy temat.
                        Pozostanę przy swoim zdaniu, że Rodziewiczówna, w przeciwieństwie do OBECNEJ MM, posługiwała się poprawnie językiem ojczystym, a ty zapewne pozostaniesz przy swoim zdaniu, że Rodziewiczówna to tandeta i szkoda czasu.
                        • ananke666 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 11.12.12, 00:48
                          Mnie natomiast dziwi, że drażni Cię zabawny, zamierzony efekt w zdaniu gromadzącym rozmaite określenia że tak to ujmę wnerwienia, doskonale ilustrujący Idusiową skłonność do przesady, a nie stylistyczny potworek, który pięknie uzupełnia słyszenie w uszach - zaiste należało podkreślić, że nie w nosie.
                          Nawiasem mówiąc, lubię "Dewajtis", ale nie jestem ślepa na jego wady.
                          • neandertalka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 11.12.12, 23:59
                            ananke666 napisała:

                            > Mnie natomiast dziwi, że drażni Cię zabawny, zamierzony efekt w zdaniu gromadzą
                            > cym rozmaite określenia że tak to ujmę wnerwienia, doskonale ilustrujący Idusio
                            > wą skłonność do przesady, a nie stylistyczny potworek, który pięknie uzupełnia
                            > słyszenie w uszach - zaiste należało podkreślić, że nie w nosie.
                            > Nawiasem mówiąc, lubię "Dewajtis", ale nie jestem ślepa na jego wady.

                            Ej, no czepiacie się. Ale "dźwięczał jej w uszach" albo "rozbrzmiewał jej w uszach" już nie razi, prawda? Bo osłuchane. A przecież i tu można się identycznie przyczepić - bo niby gdzie jak nie w uszach miał dźwięczeć czy rozbrzmiewać?

                            W ogóle żądanie od języka logiczności to fałszywy trop. Mnóstwo wyrażeń jest nielogicznych jak diabli, a mimo to są dobrze osadzone w mowie (jak w powyższym przykładzie). Język ma być przede wszystkim komunikatywny, barwny i obrazowy, a nie logiczny.
                            • pavvka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 13.12.12, 10:06
                              neandertalka napisał(a):

                              > Ej, no czepiacie się. Ale "dźwięczał jej w uszach" albo "rozbrzmiewał jej w usz
                              > ach" już nie razi, prawda? Bo osłuchane. A przecież i tu można się identycznie
                              > przyczepić - bo niby gdzie jak nie w uszach miał dźwięczeć czy rozbrzmiewać?

                              No właśnie, że nie można. Rozbrzmiewać i dźwięczeć jak najbardziej da się w czym innym - np. "w całym mieście rozbrzmiewało bicie dzwonów".
                              No i "organ" w tym zdaniu brzmi wyjątkowo niefortunnie. Zapewne to miało być takie metaforyczne zestawienie mowy z dźwiękiem organów (instrumentu muzycznego), ale kiedy widzę "organ mowy", to myślę o, nie wiem, krtani czy innych strunach głosowych. I w tym momencie zdanie przestaje mieć sens.
                              • neandertalka Język a logika 13.12.12, 13:21
                                pavvka napisał:

                                > No właśnie, że nie można. Rozbrzmiewać i dźwięczeć jak najbardziej da się w czy
                                > m innym - np. "w całym mieście rozbrzmiewało bicie dzwonów".
                                > No i "organ" w tym zdaniu brzmi wyjątkowo niefortunnie. Zapewne to miało być ta
                                > kie metaforyczne zestawienie mowy z dźwiękiem organów (instrumentu muzycznego),
                                > ale kiedy widzę "organ mowy", to myślę o, nie wiem, krtani czy innych strunach
                                > głosowych. I w tym momencie zdanie przestaje mieć sens.

                                Tak, ale w czasach Rodziewiczówny wyrażenie "organ mowy" raczej nie było tak obecne w języku jak teraz, a znowu gra na instrumentach była bardziej obecna w potocznym życiu. Więc nie sądzę, by współczesny czytelnik/czytelniczka mieli kłopoty z rozumieniem tego zdania. Oznacza ono, tak jak już pisałam w innym poście "w uszach dźwięczał jej niski, głęboki, przypominający organy ton jego głosu". O tym, że taki właśnie typ głosu ma Marek, autorka pisze wielokrotnie wcześniej, więc ja jej daję pełne prawo do powyższej metafory.

                                Tak, rozbrzmiewać i dźwięczeć może i gdzie indziej, nie tylko w uszach:-) - też o tym pomyślałam zaraz po napisaniu mojego postu i ciekawa byłam, czy ktoś to wyłapie. OK, co nie zmienia faktu, że język naprawdę pełen jest nielogiczności i podchodzenie do niego ze szkiełkiem i okiem to ślepy zaułek. Przykład pierwszy z brzegu: wszyscy mówimy od czasu do czasu np. " nie widziałam go na oczy". I co, wyrzucisz to wyrażenie z języka, bo czymże innym, prawda, mogłam go widzieć czy nie widzieć?

                                Wszystko to przypomina mi rozważania Łusi Pałysówny: czy można powiedzieć "stoję w obliczu zakochania się na wieki", bo czy wszak zakochanie ma oblicze? No nie ma. A powiedzieć można. I ma to sens:-)

                                • pavvka Re: Język a logika 13.12.12, 17:37
                                  neandertalka napisał(a):

                                  > Tak, ale w czasach Rodziewiczówny wyrażenie "organ mowy" raczej nie było tak ob
                                  > ecne w języku jak teraz, a znowu gra na instrumentach była bardziej obecna w po
                                  > tocznym życiu. Więc nie sądzę, by współczesny czytelnik/czytelniczka mieli kłop
                                  > oty z rozumieniem tego zdania.

                                  To jest możliwe, ale nie zmienia mojej opinii, że zdanie jest pretensjonalne niemożebnie :)
                                  • neandertalka Re: Język a logika 13.12.12, 19:16
                                    pavvka napisał:
                                    >
                                    > To jest możliwe, ale nie zmienia mojej opinii, że zdanie jest pretensjonalne ni
                                    > emożebnie :)

                                    No, pretensjonalne jest. Podobnie jak cała ta dziewiętnastowieczna w duchu proza. Ale na tym klimacie dawności polega też m. in. jej urok.
                                    • jottka Re: Język a logika 14.12.12, 00:39
                                      nieno, protestuję przeciwko twierdzeniu, że proza dziewiętnastowieczna jest pretensjonalna, gdyż po prostu dawno to było! prus też był dziewiętnastowieczny, jak i paru i parę innych jeszcze. a co dopiero mówić o takim krasickim czy kochanowskim sprzed wieków?:) pretensjonalność rodziewiczówny tam, gdzie jest pretensjonalna, jest jej osobistą zasługą, a nie epoki. kwiecistość i patos stylu to nieco inna sprawa, ale akurat te głuche organy nie z tej parafii na moje oko.

                                      i pewna nie jestem, ale "głuchy organ mowy" nie oznacza raczej niskiego głosu, acz szerszego kontekstu mi brak. głuchy ton dowolnego instrumentu do dziś oznacza bezdźwięczność, płaskie brzmienie (co by pasowało, jeśli wypowiadający te słowa był np. w rozpaczy).
                                      • neandertalka Re: Język a logika 14.12.12, 14:03
                                        jottka napisała:

                                        > nieno, protestuję przeciwko twierdzeniu, że proza dziewiętnastowieczna jest pre
                                        > tensjonalna, gdyż po prostu dawno to było! prus też był dziewiętnastowieczny, j
                                        > ak i paru i parę innych jeszcze. a co dopiero mówić o takim krasickim czy kocha
                                        > nowskim sprzed wieków?:) pretensjonalność rodziewiczówny tam, gdzie jest preten
                                        > sjonalna, jest jej osobistą zasługą, a nie epoki. kwiecistość i patos stylu to
                                        > nieco inna sprawa,

                                        Wiesz co? Masz rację. Trochę się zagalopowałam. Chciałam po prostu powiedzieć, że Rodziewiczównę, taką jaka jest, miejscami pretensjonalną, miejscami kwiecistą i patetyczną po prostu dobrze się czyta. I już. Ja ją akceptuję i nie mam za złe:-)

                                        i pewna nie jestem, ale "głuchy organ mowy" nie oznacza raczej niskiego głosu,
                                        > acz szerszego kontekstu mi brak. głuchy ton dowolnego instrumentu do dziś oznac
                                        > za bezdźwięczność, płaskie brzmienie

                                        Ja sobię tę "głuchość" zinterpretowałam na podstawie tego, co wcześniej wiadomo było o Marku Czertwanie. Że zwalisty, małomówny, mrukliwy. Taki gość powinien mieć niski, basowy głos. A może był także i głuchy w sensie: bezdźwięczny, matowy. Wpisuje się to w całość. Są takie głosy - niekonieczna jest do tego rozpacz.
                                        • jottka Re: Język a logika 15.12.12, 16:32
                                          neandertalka napisał(a):

                                          > Ja sobię tę "głuchość" zinterpretowałam na podstawie tego, co wcześniej wiadomo było o Marku Czertwanie. Że zwalisty, małomówny, mrukliwy. Taki gość powinien mieć niski, basowy głos.

                                          bardzo możliwe, ale tego nie da się wywieść z samego słowa "głuchy", o to mi chodziło. w pierwszym znaczeniu oznacza ono kogoś, kto nie słyszy, w drugim płaskie, bezdźwięczne brzmienie. w żadnym ze znanych mi słownikowych znaczeń nie jest to określenie niskiego głosu. tzn. jeśli ktoś coś mówi(ł) głuchym głosem, to mówi(ł) głosem zdławionym, matowo brzmiącym, pozbawionym naturalnej dźwięczności - i z tego powodu to typowa fraza przy opisywaniu rozpaczy (albo innych nieprzyjemnych uczuć), stosowana już co najmniej od paru wieków.

                                          można by ewentualnie przez odwołanie do "organu" (w sensie instrumentu, nie konkretnych organów, bo też raczej wątpię by o nie chodziło) zgodzić się na dźwięk dudniący (typu "rozległ się głuchy łomot"), ale znowu - stłumiony, płaski, dochodzący z daleka, a nie jako synonim basu. to jest opozycja dźwięczny - bezdźwięczny, a nie wysoki - niski.
                        • zla.m Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 11.12.12, 15:44
                          jak można za poprawne uznawać zdanie: "słyszała w uszach głuchy organ mowy jego" ?? Jest ono, owszem, poprawne gramatycznie, ale frazeologicznie już nie. I nigdy nie było. "Słyszała w uszach" to jakaś koszmarna tautologia - i w XIXw. też nią była, natomiast "głuchy organ mowy" to metafora, która poraża, I CO to w ogóle znaczy (pytam serio - co słyszała? jego słowa? przypomina sobie jego milczenie)? Zarzuty w stosunku do stylu MM są słuszne, ale akurat przykład wzorca trochę nietrafiony.
                          • neandertalka O Rodziewiczównie 11.12.12, 16:28
                            Słuchajcie... Rodziewiczówna nie dlatego zyskała taką popularność, że była wybitną stylistką czy polonistką, tylko dlatego, że miała dar ciekawego opowiadania ciekawych historii. Historii naładowanych emocjami, które budziły w czytelnikach równie silny emocjonalny oddźwięk. I nie zmieni tego fakt, że ze szkiełkiem i okiem dobierzemy się do jej tekstów i zaczniemy je rozbierać na czynniki pierwsze. Co z tego, że trafią się tam, być może, różne tautologie czy niezręczności? Przy tym wszystkim jest to żywa, potoczysta proza, którą dobrze się czyta. I o to chodzi.

                            A ja w moich uszach słyszę:) te rozmaite "głuche organy mowy jego" jako uroczą staroświecczyznę. Nie zniosłabym, gdyby ktoś poważył się np. Rodziewiczównę upoprawnić!

                            I to samo dotyczy tekstów MM. Dopóki dobrze się je czyta (o ile dobrze się czyta), to rzeczy typu nadmiar A są bez znaczenia. Można je uznać za charakterystyczny styl autorki.
                            • ananke666 Re: O Rodziewiczównie 11.12.12, 20:58
                              No nie, Rodziewiczówna poprawiona przestałaby być sobą. Musi być właśnie taka, straszna stylistycznie, staroświecka, bogoojczyźniana. Chociaż za parę wyskoków skopałabym jej chętnie tyłek, te nieszczęsne puchacze!...

                              No i miewa w niektórych powieściach przecież przebłyski talentu i humoru, które się pamięta długo.
                              • neandertalka Re: O Rodziewiczównie 11.12.12, 23:22
                                To prawda, te puchacze... Straszne krzyżackie plemię.
                                Po latach inaczej też patrzę na te nieszczęsne rysie... A raczej rysicę i jej dzieci.

                                Mimo to i mimo całą bogoojczyźnianość "Lato leśnych ludzi" jest książką uroczą. Pamiętam np. taką "rozmowę" bohaterów z pasącymi się na zalanej przez wiosenne wody łące zwierzętami:

                                - Dobre! zdrowe! - parsknęła Łatana Skóra (kobyła).
                                - Trochę za wodniste... - mruknęła (tu imię krowy - zapomniałam).

                                To pierwsze brzmi dokładnie jak końskie parsknięcie - krótkie, raźne, energiczne. To drugie - jak muczenie krowy - niskie, mrukliwe, przeciągłe... Jaki fajny słuch językowy!
                                • vi_san Re: O Rodziewiczównie 14.04.13, 20:11
                                  Krowa to była Hatora.
                                • dziabka1 Re: O Rodziewiczównie 16.02.14, 12:53
                                  neandertalka napisał(a):

                                  > To prawda, te puchacze... Straszne krzyżackie plemię.
                                  > Po latach inaczej też patrzę na te nieszczęsne rysie... A raczej rysicę i jej d
                                  > zieci.
                                  >
                                  > Mimo to i mimo całą bogoojczyźnianość "Lato leśnych ludzi" jest książką uroczą.
                                  > Pamiętam np. taką "rozmowę" bohaterów z pasącymi się na zalanej przez wiosenne
                                  > wody łące zwierzętami:
                                  >
                                  > - Dobre! zdrowe! - parsknęła Łatana Skóra (kobyła).
                                  > - Trochę za wodniste... - mruknęła (tu imię krowy - zapomniałam).
                                  >
                                  > To pierwsze brzmi dokładnie jak końskie parsknięcie - krótkie, raźne, energiczn
                                  > e. To drugie - jak muczenie krowy - niskie, mrukliwe, przeciągłe... Jaki fajny
                                  > słuch językowy!

                                  Uwielbiam tę książkę.
                                  I subtelnie się wtrącę, ze krowa miała na imię Hatora (jak sama nazwa wskazuje)
                                  pierwszy raz czytałam ją dziecięciem będąc i długo nie umiałam skojarzyć, ze to jest po prostu krowa!

                          • neandertalka Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 11.12.12, 22:57
                            zla.m napisała:

                            > I CO to w ogóle znaczy (pytam serio - co słyszała? jego słowa? przypomina sobie jego
                            > milczenie)?

                            Odpowiadam: "słyszała w uszach głuchy organ mowy jego" oznacza "wciąż dźwięczał jej w uszach głęboki, niski, przypominający organy ton jego głosu". No, ale jak tak powiemy, to zniknie cały staroświecki urok tego lubego zdanka...

                            A w ogóle to lubimy ten typ męskiego głosu, czyż nie? :)
                • slotna Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 10:37
                  > "Zdenerwowana Ida nakazała dzieciom, by natychmiast skończ
                  > yły tę zabawę [...] po czym gniewnie zrzuciła mokre buty i rajstopy, ze złością
                  > wdziała klapki i z rozdrażnieniem udała się do kuchni, by tam z irytacją włącz
                  > yć czajnik elektryczny."!

                  To taki chwyt stylistyczny, nie blad. Tani, moim zdaniem, ale chwyt.
                  • vi_san Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 10.12.12, 13:33
                    Moim zdaniem można by to uznać za świadomy żart stylistyczny, gdyby poza tym jednym zdaniem reszta była w porządku. Ale nie jest. To powtarzanie co kilka wersów że coś tam jest miłe, w każdym kontekście gdy jest mowa o Gabie podkreślanie, że jest miła i dzielna... Redakcja po prostu beznadziejna: cytaty upychane gdzie bądź niezależnie od sensu i tematu rozmowy, powtórzenia zwrotów i słów [Gramarnazi przy MM wysiada!], drętwe dialogi, a właściwie brak dialogów, ponieważ bohaterowie nie rozmawiają tylko wygłaszają kwestie, kompletnie nie będąc zainteresowanymi odpowiedzią... Ogromne braki albo warsztatowe [w co nie chce mi się wierzyć, bo jedna kilka książek świetnych a większość bardzo dobrych MM popełniła, nie zgłupiała chyba na starość?] albo redakcyjne [i tu jestem skłonna przyznać - jakiś czas temu MM rozstała się ze swoimi redaktorkami [tymi od starej Jeżycjady] i redakcją trudni się bodajże jej córuchna... Ze skutkiem widocznym].
      • paszczakowna1 Re: "Szkoda, że nie trafił ci się taki polonista" 09.12.12, 22:45
        > Przypomniało mi się, jak przed przeczytaniem "McDusi" przekartkowałam ją w posz
        > ukiwaniu ilustracji, i jakoś wpadł mi w oko fragment, jak Ignacy mówi do Magdus
        > i właśnie te słowa. "Magdusiu - rzekł dziadek Borejko troskliwie - szkoda, s
        > zkoda, że nie trafił ci się taki polonista, jak nasz Adam".


        Mnie w tej wypowiedzi wkurzyło co innego. Mianowicie, jest to komentarz na temat wyznania Magdusi, że nie lubi poezji. Które to wyznanie skwitowane zostało obrzydliwie chamską wypowiedzią (nie pierwszą i nie ostatnią) Idy, która nie spotkała się z absolutnie żadną reakcją rodziny (poza słabym protestem Ignasia). I ten tekst starego Ignacego można, niestety, potraktować jako poparcie Idy.
    • meowmisery Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 13.12.12, 22:01
      od razu mówię, że nie przeczytałam wszystkich postów w wątku, więc może się powtórzę, ale:

      gdzie jest marek pałys? ten józinek to się bez ojca wychowuje? myślałam, że coś przegapiłam, że może się ida z markiem rozwiodła, czy coś, ale nie, w wigilię ojciec, niczym bóg z machiny "opowiada historie wędkarskie", po czym znowu znika

      to jest po prostu doskonałe. syn dojrzewa, zresztą u każdego z trójki dzieci coś się dzieje, idą święta, a typa w domu po prostu nie ma. w książce zero informacji o tym, co się dzieje z mężem idy. zapracowany? ma w dupie? syn przychodzi do domu spruty jak szpadel - marka nie ma. syn robi za mikołaja i straszy młodszego brata - marka nie ma. ida zmęczona ciągłym zasuwaniem wte i wefte - marka nie ma.

      ciepło rodzinne, ohwait-
      • melomanka87 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 14.12.12, 00:28
        Mój ulubiony fragment o Marku, dzień ślubu:

        "Siostrzyczka pojechała z mamą i Ziutkiem po zakupy, a potem mieli wpaść po tatę. (Zawsze istniała obawa, że, pochłonięty pracą lub zatrzymany przez chorych albo personel, doktor Marek Pałys zapomni o uroczystościach rodzinnych)."

      • meowmisery fajerwerki na balkonie 14.12.12, 12:32
        dla mnie to jest po prostu jakiś absolutny koniec. oczywiście, można scenę odebrać jako zabieg pedagogiczny: nie strzelaj z balkonu bo puścisz chatę z dymem. ale kto jest ciągniony za ucho? syn. nie ojciec, który, podkręcając wąsa, zgodził się na takie atrakcje
        • bisturi Re: fajerwerki na balkonie 19.12.12, 13:11
          otóż to. Scena z fajerwerkami jest chyba z założenia komiczna, nie wiem może źle to odbieram. Faktem jest, że mam psychiczne uprzedzenia do petard bo jeden mój młody znajomy umarł (tak, na śmierć, prawdziwa tragedia) od racy wystrzelonej na balkonie w twarz zamiast w niebo. Niemniej jednak, pomijając mój uraz chyba jasne jest, ze to co robi Józin na tym balkonie jest skrajnie niebezpieczne i całkiem nie śmieszne. Aż mi ciarki przeszły prawdę mówiąc. Tymczasem, dorośli godzą sie na to wszystko, coś tam niby mama Dziuby próbuje wytłumaczyć ale już tatuś Dziuby mruży oczko i pedagogiki, żeby tak nie robić to ja nie widzę.
          Dla mnie ta scena jest po prostu głupia w kontekście wychowywania młodzieży, jakaś taka nieodpowiedzialna.
    • retro-story Moja lista irytacji 06.04.13, 21:35
      Właśnie odkryłam zeszycik, w którym, jadąc w zeszłym roku do Croyance, żeby jej wręczyć przechodnią McDusię, zaczęłam wypisywać listę irytacji. Nie uwzględniłam całej książki, bo podróż zajęła mi raptem 1.5h, ale com wynotowała, to moje. Dzielę się poniżej.

      - Magdusia mówi, że osobiste rzeczy dziadka włoży w paczkę i wyśle pocztą do Wrocławia. Czy nie prościej byłoby paczkę wziąć ze sobą do pociągu? W końcu do Wrocka wraca tuż po feriach...

      - Wątek McD-IG zupełnie nieprawdopodobny, ale o tym już na forum pisano. Oni się w ogóle nie znają, bo i skąd? Magdusia przyjechała do Poznania rok wcześniej i natychmiast z hukiem wyjechała; IG chyba nie pozostawił na niej piorunującego wrażenia...

      - Scena z kolacji (Jedz, bo ci wystygnie) zerżnięta żywcem z forumowego fanfika. Kopcówny-wizażystki też.

      - Ida w opisie ma żółte legginsy (swoją drogą, która pani doktor pod pięćdziesiątkę chodzi do pracy w żółtych legginsach?) a na obrazku stoi w czarnych (str 23).

      - Obrzydliwe wzmianki o frytkach w nosie, wydłubywanych soplach krwi w nosie i innych takich. Zupełnie niepotrzebny turpizm.

      - Robienie z głupiego "nie wydłubię, bo lubię" Józinka sentencji godnej kuchennej wystawy rodzinnej. Wyrwane z kontekstu powiedzonko nie jest ani śmieszne, ani nawet sensowne. Ida za to jest zaślepionym wcieleniem subiektywizmu jeśli chodzi o pierworodnego.

      - Chłopak Trolli. Kto w ogóle mówi "Be happy"? Slotna, czy Irlandczycy rzeczywiście tak się wyrażają? Bo wszyscy inni znani mi anglojęzyczni (Anglicy, Amerykanie, Australijczycy, RPAfrykanie, NZ) jakoś nie.

      - O Trolli wszyscy mówią per "Trolla". Dziwne to i nienaturalne, zwłaszcza że Borejki niby znają ją już tak długo.

      - Gaba non-stop "raniona" przez Tygrysa. No ludzie. Niech ta kobieta przestanie histeryzować.

      - Określenie "słodki sopran" (za każdym razem ten cholerny sopran jest słodki - bleeee).

      - Straszna rozrzutność: kupione podwójne egzemplarze książek, zdublowane pary butów...

      - "Rude dzieci są najładniejsze". Jakoś nieprzyjemnie to zabrzmiało.

      - Ida jedzie po Magdusi za nielubienie poezji, tymczasem jej własny synalek też jakoś za Mickiewiczem nie przepada. Może powinna zaczynać krucjatę poetycką (a także żywieniową i higieniczną) od własnego potomstwa?

      - Jak to możliwe, że NIKT poza Laurą nie widział sukni przed odbiorem. Ani Gaba, ani Róża, ani żadna koleżanka...

      - Skąd Bernard ma forsę na robienie jedzeniowych prototypów? Pewnie nieźle kosi tych prymitywów, co im wiosną pieniądze rosną (swoją drogą strasznie prostacki tekst).

      - Gwara ni przypiął, ni wypiął. Zupełnie bez sensu.

      - KREW, WYPADKI i PRZEMOC. Ile można upchnąć krwawych sytuacji w przeciągu zaledwie tygodnia-dwóch? Mamy chuliganów w tunelu, rozbity nos Józefa, sytuację ze szczurem, Idę słoikomiotkę, kłódkę-morgenstern, fajerwerki. Jeszcze można wylew Pyziaka-klopsa dorzucić.

      - Dmuchawiec, co "wszystkich znał i rozumiał". Ciekawe, co Hajdukowi Ceśka w domu powiedziała, na jej miejscu bym chyba na grób Dmuchawca zaniosła "Choroby małego dziecka".

      - Określenie "najlepszy z braci" skierowane do Józefa. Łusia zachowała się bardzo, bardzo nie fair w stosunku do Ziutka.

      Z pozytywów:

      + Ładny obrazek Gabzina na stronie 16
      + Ignacy Senior dostaje po tyłku
      + Przyjemny opis wigilii
      + Menu Bernarda ciekawe i apetyczne
      + Cytacik "W Chinach się wiesza" - liczę, że to czarny humor autorki.
      • melomanka87 Re: Moja lista irytacji 06.04.13, 21:52
        > - Magdusia mówi, że osobiste rzeczy dziadka włoży w paczkę i wyśle pocztą do Wr
        > ocławia. Czy nie prościej byłoby paczkę wziąć ze sobą do pociągu? W końcu do Wr
        > ocka wraca tuż po feriach...

        To ewentualnie jestem w stanie zrozumieć, bo co roku zastanawiam się, czy by się nie wykosztować i chociaż części prezentów świątecznych nie przesłać pocztą zamiast wszystkie wieźć pociągiem. A Magda miała już plecak i walizkę, które to chętnie oddawała do noszenia znajdującym się w pobliżu chłopakom.
      • slotna Re: Moja lista irytacji 07.04.13, 13:48
        > - Chłopak Trolli. Kto w ogóle mówi "Be happy"? Slotna, czy Irlandczycy rzeczywi
        > ście tak się wyrażają? Bo wszyscy inni znani mi anglojęzyczni (Anglicy, Ameryka
        > nie, Australijczycy, RPAfrykanie, NZ) jakoś nie.

        Ale w jakim kontekscie? ;) Chociaz wlasciwie w zadnym sobie nie wyobrazam...
        • retro-story Re: Moja lista irytacji 07.04.13, 20:15
          Na do widzenia. Jakoś dziwnie to zabrzmiało, normalniej byłoby rzucić "Take care" albo " See ya".
          • slotna Re: Moja lista irytacji 07.04.13, 21:31
            O matko, na to bym nie wpadla. Nie mowia tak, zapewniam :) Myslalam, ze to bylo zamiast "cheer up" czy cos takiego.
            • paszczakowna1 Re: Moja lista irytacji 09.04.13, 14:47
              Mnie to brzmi jak "Live long and prosper", te klimaty. Neohippis?
              • leute Re: Moja lista irytacji 10.04.13, 10:30
                Albo może to coś w stylu "Have a nice life" - takie pożegnanie z osobą, której już nie spodziewamy się więcej spotkać.
                • croyance Re: Moja lista irytacji 10.04.13, 12:20
                  O rany, jak mnie to 'have a nice life' irytuje ... nie wiem sama, dlaczego.
                  • reveiled Re: Moja lista irytacji 29.03.18, 18:01
                    Mieszkam w Kanadzie od 14-go roku zycia, na codzien posluguje sie angielskim, i w ogole mnie to "be happy" nie gryzie, chyba to kilka razy slyszalam w ramach pocieszania. Natomiast "have a nice life" slyszalam chyba wylacznie w kontekscie ironicznym, do kogos kogo nie CHCE sie juz nigdy widziec.
            • bohaterka_romantyczna Re: Moja lista irytacji 14.04.13, 23:16
              Ale zaczekajcie... A to musi chodzić jakiś utarty zwrot na do widzenia? Nie mógł po prostu chłopak Trolli chcieć życzyć Józinkowi szczęścia?
              • retro-story Re: Moja lista irytacji 15.04.13, 21:39
                Nie musi - ale to "be happy" brzmi strasznie sztucznie.
        • guineapigs Re: Moja lista irytacji 10.04.13, 22:31
          Moze fani przeboju Don't worry, be happy? Sama tak mam i znam wiele osob, co tez tak maja, ze sie porozumiewa cytatami z np. piosenek, wierszy, filmow, itp. Oczywiscie nie non-stop. Boys do not cry, cytaty z Psow, Va Banku itp. (typowe w moim srodowisku:jak to sie stalo? - Trzeba bylo uwazac - niby normalny dialog, ale kazdy z nas wie, ze to rzekl Kwinto do szopenfeldziarzy), ja ostatnio przy tak prozaicznym zajeciu jak ladowanie slomy na przyczepe zainicjowalam 'rzucanie' cytatami typu: we couldn't get much higher i dalej poszlo erotyczne cytatowanie w tym stylu, tzn. wycinki z roznych songow, powodujac tzw. salwy smiechu (wicie - rozumicie: seks a ladowanie slomy, ale jakos trza sobie proze zycia urozmaicic).
          Dodam jeszcze (tylko dla czytelnikow 18 plus) jak lapalam zrebaka za kantar i rzucilam, co prawda nie cytata, ale kompletnie swiadomie: wait, I need to put two fingers. No i od tej pory to stalo sie normalnym powiedzonkiem srodowiskowym w rozmaitych okolicznosciach.
      • croyance Re: Moja lista irytacji 09.04.13, 14:40
        *lezy przytloczona pozyczona McDusia, ktorej nie oddala retro-story na czas*
        • retro-story Re: Moja lista irytacji 10.04.13, 23:15
          E, to nie moja, przyleciała zza kanała :)
          Przeczytałam całość, tylko irytacji nie wynotowałam wszystkich.
    • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 12.04.13, 12:18
      Powtórzę się z pewnością, bo było to już tutaj wałkowane, ale dobił mnie właśnie ten fragmencik, w którym Ignacy Borejko mówi Adamowi, by jechał już, bo "tak nie uchodzi, tradycja każe, byś czekał na pannę młodą w kościele. A ja ci ją uroczyście, po ojcowsku, przyprowadzę."
      Litości. Naprawdę, to nie raziłoby aż tak bardzo, gdyby cała McDusia nie była pełna peanów na temat POLSKIEJ tradycji, zachwytów a to nad wojami Chrobrego, a to nad Mickiewiczem w Wilnie, a to nad patriotyczną wymową Wyspiańskiego i tak dalej. A tu tradycja prosto z hamerykańskich filmów...
    • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 14.04.13, 19:12
      Imperatyw Narracyjny w akcji...
      - musimy opisać McDusię, bośmy to obiecali czytelnikom,
      - chcemy opisać ślub Laury, który będzie się odbywał w Boże Narodzenie.

      I teraz trzeba te dwie rzeczy pogodzić... W rezultacie wychodzi totalnie idiotyczna sytuacja, w której dziewczyna zostaje wysłana z misją uprzątnięcia mieszkania po pradziadku akurat na Święta (nie, serio, nie było innego terminu?!) i wpakowana na głowę ludziom, którzy właśnie mają na głowie cały ślubno-weselny rozgardiasz.

      Bessęsu.
      • vi_san Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 14.04.13, 19:53
        I to ta subtelna i delikatna Kreska nie zdaje sobie sprawy, że w czasie zamętu przedwigilijno - przedślubnego nie na rękę może być nawet najbliższym przyjaciołom wizyta [kilkudniowa] jej córki? Abstrahuję już od sensu wysyłania dzieciaka do likwidacji PAMIĄTEK po zmarłym [czemu nie robi tego mama Kreski, córka zmarłego?], czynienia tego w czasie przerwy świątecznej [jakby nie mogło to poczekać do ferii zimowych, miesiąc raptem, a w końcu prof. D. nie żyje coś koło roku?] i od tego, że kompletnie nie ma cienia wzmianki o jakimkolwiek drobiazgu z okazji ślubu dla Laury od już nie samej Magdy, ale od ponoś świetlanej niemal jak Gaba Kreski...
        • zla.m Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 14.04.13, 21:44
          A ja sobie uświadomiłam niedawno jeszcze jedną rzecz: McDusia przyjeżdża z listą książek, które Kreska chce dla siebie, a resztę ma oddać do bibliotek.

          Pomijając już stosunek bibliotek do oddawanych książek (za stara, źle wydana, takiej nie chcemy), to przecież Dmuch był emerytowanym POLONISTĄ (nie policjantem z kawału) i miał w domu setki, jeżeli nie tysiące ksiażek... A Kreska siedzi od lat we Wrocku, a potem za granicą, ale dokładnie pamięta wszystkie i wie, które książki chce (no dobra, możliwe), i wie także, że reszty na pewno nie chce. To jest bezdura. Założę się, że znam księgozbiór moich rodziców lepiej niż ona znała księgozbiór Dmucha (mieszkałam z nimi dłużej, bywam u nich raz na tydzień, przeglądam, pożyczam, sama im kupuję), pewnie też tych książek jest mniej niż u samotnego polonisty, co innych rozrywek nie miał. I ja bym się nie zdecydowała robić listy ich książek z pamięci, z pewnością, że nie pomijam niczego, co chcę mieć (bo fajne, ciekawe, jest w rodzinie od dawna, czy wartościowe wreszcie). Poza tym - ile pozycji miała ta lista? 300? 500? Moja byłaby długaśna, nawet biorąc pod uwagę hasła w stylu: całą Marinina, wszystko o historii Gdańska... I jak Magda ma to nosić na pocztę? Taczkami?

          No, chyba że Kreska chrzani książki na równi z dropsami.
          • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 14.04.13, 21:57
            W zeszłym roku likwidowałam mieszkanie po zmarłej babci. To nie jest li i jedynie przeglądanie papierków i oddawanie znajomym pakiecików, to jest kupa cholernie brudnej i ciężkiej roboty. Zajmowaliśmy się tym w kilka dorosłych osób, a i tak zabrało nam to sporo czasu. Wysłać do takiego zadania samotną szesnastolatkę... Idiotyzm.
            • bisturi Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 16.04.13, 09:29
              też likwidowałam mieszkanie po babci, co prawda nie jako nastolatka ale w sumie młoda dziewczyna, do pomocy miałam TYLKO jednego chłopa, chociaż silnego to jednak nie czarodzieja. To jest nie tylko kupa ciężkiej i brudnej osoby, to jest często zadanie nie do wykonania dla jednej osoby. Mnóstwo ciężkich rzeczy trzeba wynieść i poprzewozić, część choćby do śmietnika. Ze śmietnikiem też jest problem bo wiele spółdzielni nie godzi się na wyrzucanie wielkogabarytowych śmieci ot tak do kontenera tylko trzeba zamawiać specjalne ekipy. W mieszkaniu Dmuchawca było pewnie dużo rupieci - cieżkich mebli, których nikt już nie chce ale coś z nimi zrobić trzeba itd. Jest jeszcze taki aspekt sprawy, że sprzątanie dobytku po zmarłej osobie to jest takie trochę "upiorne" zajęcie. Nawet jeżeli ktoś jest racjonalny i rzeczowy to atmosfera miejsca, wspomnienia, dziwna ciesza i pustka w mieszkaniu oddziałują na samopoczucie. Trochę dziwne, żeby ładować w takie coś nastolatkę.
      • croyance Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 06.06.13, 12:21
        Chyba ze cala rodzina Kreski zaproszona byla na wesele, ale ze nie mogli przyjechac, to wyslali chociaz Magde jako reprezentantke, mowiac, ze przy okazji ma posprzatac mieszkanie ... nie, tez sie nie trzyma kupy.
    • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.04.13, 16:42
      I pomyśleć, że idiotyzm rozmowy Gabrieli z Laurą o przygotowaniach przedślubnych dałoby się usunąć dosłownie jednym pociągnięciem pióra! Po prostu opisując, że Gaba WSPOMINA rozmowę, która odbyła się kilka miesięcy wcześniej.

      Gdzie była redakcja i za co wzięła pieniądze?!
      • hania_jk Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.04.13, 21:56
        > I pomyśleć, że idiotyzm rozmowy Gabrieli z Laurą o przygotowaniach przedślubnyc
        > h dałoby się usunąć dosłownie jednym pociągnięciem pióra! Po prostu opisując, ż
        > e Gaba WSPOMINA rozmowę, która odbyła się kilka miesięcy wcześniej

        Ja mam niejasne wrażenie, że ten fragment powstał jeszcze wtedy, gdy McDusia miała dziać się wcześniej, niż się ostatecznie zadziała. Może MM w swym starym, dobrym stylu planowała powieść, której akcja pociągnie się kilka miesięcy. I tak na początku byłaby nagła decyzja Laury o ślubie z Adamem, potem właśnie ta rozmowa Laury z Gabrielą, a na końcu - jak jedyna słuszność nakazuje - ślub.
        • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.04.13, 22:23
          Mogło tak być, ale tym bardziej pojawia się pytanie: gdzie była redakcja i za co wzięła pieniądze?
          • hania_jk Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 15.04.13, 22:34
            Albo, w jaki sposób pani MM mogła niefrasobliwie wrzucić ten fragment do "nowej" McDusi i nie zorientować się, że coś jest nie halo :)
    • emae Welony i inne 05.06.13, 07:27
      Zastanawiałam się ostatnio, co jeszcze mnie tak wścieka w McGniocie. Chyba nie było tutaj poruszane.
      Cała ta książka to w zasadzie odgrzewany kotlet z poprzednich części, nawiązania gonią nawiązania. I oto mamy Laurę, która "zawsze miała słabość do welonów", czy jakoś tak. Dlatego właśnie paraduje przed zaśnięciem w swoim ślubnym welonie, bo zawsze lubiła welony.

      Niech sobie lubi Laura co chce, parę stron dalej lubi białą czekoladę, ja też lubię, super. Tylko że... jestem przekonana, że ta słabość Laury do welonów pochodzi jeszcze z "Noelki", kiedy 7-letnia bodajże Laura mierzyła welon Idy i go zniszczyła.

      Litości! Ja nawet nie wiem, jak to ubrać w słowa. Laura jako dzieciak przymierza welon ciotki, dwadzieścia lat później Laura zakłada sobie przed zaśnięciem welon na głowę, bo zawsze uwielbiała welony. To jest jakieś takie... na siłę i niepotrzebne... Tak jakby zachwyt małej dziewczynki nad welonem ciotki był czymś aż tak wyjątkowym i nietypowym, że aż trzeba to traktować jako ważną cechę tej postaci, cechę, która zostanie jej na długie lata.

      Może Laura tak strasznie pragnęła wziąć ślub jak najszybciej, bo nie mogła się doczekać tego upragnionego welonu na głowie? Od ślubu Natalii w 2000 r. musiała być na istnym głodzie welonowym...

      Skoro osią Jeżycjady staje się powoli wspominanie tego, co było w poprzednich tomach, ja typuję, że w następnym tomie Gabrysia umrze na świnkę. A cała rodzina będzie wspominać przy jej łożu śmierci, jak to oni wszyscy chorowali na świnkę, a ona jedna była zdrowa i taka dzielna, taka dzielna.
      • kopiec_esmeralda Re: Welony i inne 05.06.13, 08:06
        A mnie w tym welonie frapują plastikowe konwalie, czy tam ruta z tworzywa.
        Laura jest przedstawiana jako wyrafinowana osoba z dobrym gustem, nie ulegająca masowym modom, np. na kłódkowanie, a tu nagle ta plastikowa toporna tandeta. I jak te plastiki miały się do sukni operowej, nie wyglądającej z opisów na tandetną? Już nie pamiętam, co spowodowało, ze w końcu zamiast w ukochanym welonie wystąpiła w wieńcu zdrutowanym przez lubego, do nieszczęsnej molowatej garsonki - też to musiało dość osobliwie wyglądać.
        • emae Re: Welony i inne 05.06.13, 08:13
          kopiec_esmeralda napisał(a):

          >Już nie pamiętam, co spowodowało, ze w końcu zamiast w ukochanym welonie
          > wystąpiła w wieńcu zdrutowanym przez lubego, do nieszczęsnej molowatej garsonki
          > - też to musiało dość osobliwie wyglądać.

          W sumie cho... ho ho wie, dlaczego ona tego welonu nie założyła, przecież nie był zniszczony ani nie pojechał razem z suknią. Jak dla mnie, była po prostu tak ciężko przygnębiona i odrętwiała, że nawet nie pomyślała o czymkolwiek, co mogłaby jeszcze zrobić ze swoim wyglądem, dała się ubrać jak bezwolna kukła. Brać wymarzony ślub w takim stanie... :(
          • nessie-jp Re: Welony i inne 05.06.13, 14:46
            > Jak dla mnie, była po prostu tak
            > ciężko przygnębiona i odrętwiała, że nawet nie pomyślała o czymkolwiek, co mog
            > łaby jeszcze zrobić ze swoim wyglądem, dała się ubrać jak bezwolna kukła. Brać
            > wymarzony ślub w takim stanie... :(

            Bo widzisz, autorka przygogowuje grunt pod anulowanie małżeństwa z powodu chwilowej niepoczytalności Laurki. Pyziacze nasienie porzuci Aaadaaamaaaa, argumentując, że zostało zapędzone przed ołtarz przez Milę i żadnego ślubu tak naprawdę nie chciało i idźcie wy wszyscy won. Aaadaaaam zostanie Honorową Gabrielą, będzie się dzielnie uśmiechał przez łzy i spał u Borejków pod filorododendronem.
        • dakota77 Re: Welony i inne 05.06.13, 08:45
          Tez mi to te plastikowe dekoracje nie pasuja do Laury. Co do welonu- do niszczesnego kostiumu pasowalby chyba jeszcze mniej niz te roze na drucie. ...

          Jesli o suknie chodzi, hm- tandetna raczej nie byla, ale dla mnie juz jednak kiczowata. Wiadomo, ze sa rozne gusta, ale mam problem w wyobrazeniu sobie wspolczesnej panny mlodej planujacej slub w czyms tak mocno odbiegajacym od aktualnych trendow. Sama Laure widzialabym w czyms duzo prostszym i skromniejszym.
          • kopiec_esmeralda Re: Welony i inne 05.06.13, 09:04
            A mnie ta suknia jakoś pasuje do Laury - styl Księstwa Warszawskiego, Pan Tadeusz, dworki... te klimaty. Tylko nie plastikowe kwiatki do tego. To, ze obecne panny młode takich nie noszą, to tylko + dla niezależności Laury od masowych gustów i trendów, koresponduje z niechęcią do kłódek.
            • verte34 Re: Welony i inne 05.06.13, 09:59
              MM przerysowuje i łopatologizuje: myślę że te plastikowe konwalie miały dobitnie świadczyć o nowomodnym braku umiaru, żeby kontrast między borejczą tradycją (dobro) i nie-borejczym nowym (zuoo) był wyraźniejszy.
              A że nie pasują do koncepcji postaci? Kto by się przejmował, redakcja może? :p
              • zla.m Re: Welony i inne 06.06.13, 23:43
                verte34 napisała:

                > MM przerysowuje i łopatologizuje: myślę że te plastikowe konwalie miały dobitni
                > e świadczyć o nowomodnym braku umiaru

                A w roku pańskim 1993, 25 grudnia działo się tak:
                Patrycja i Natalia, dwie wierne siostry, rzuciły się prać i suszyć zwoje tiulu, a żmudne upinanie go w taki sposób, by uzyskać poprzednią konfigurację marszczeń wokół wianuszka ze sztucznych konwalii, zajęło im półtorej godziny.

                Tymczasem Mila pomyślała:
                Idusia, jako pierwsza z czterech córek, pójdzie do ołtarza, i to w długiej skukni z trenem oraz welonem (oby tylko te konwalijki się trzymały!).

                Rozumiecie? MATKA, własna matka JÓZEFA PAŁYSA miała na głowie takie plastikowe paskudztwo... horror, miejmy nadzieję, że się biedak o tym nigdy nie dowie. Bo wtedy to tylko obalić samotnie butelkę choco....
                • ananke666 Re: Welony i inne 17.02.14, 13:21
                  > Rozumiecie? MATKA, własna matka JÓZEFA PAŁYSA miała na głowie takie plastikowe
                  > paskudztwo... horror, miejmy nadzieję, że się biedak o tym nigdy nie dowie. Bo
                  > wtedy to tylko obalić samotnie butelkę choco....

                  Mniemam jednakże, że Ida miała na głowie konwalijki tłoczone z atłasu, nie wiem, jak to się fachowo nazywa. Nie wiem jak teraz, ale wtedy większość kwiatków sztucznych przy stroikach ślubnych tak właśnie wyglądała i nawet trafiały się ładne, starannie wykonane kwiatuszki.

                  Teraz pewnie wybór jest pięć razy większy niż na początku lat 90. Czemu plastik? Od lat nie widziałam plastikowych kwiatków. Widziałam z atłasu czy tam jedwabiu, woalu, koralików, kryształków, koronek, nawet piórek - a plastikowych jakoś nie. Skąd ona je wytrzasnęła w ogóle? Zwędziła z wazonika w popegieerowskiej stołówce w Podpachowie Dolnym, gdzie śniły o dawnej chwale w towarzystwie ceraty i pogiętych alumiowych widelców?
                  • klawiatura_zablokowana Re: Welony i inne 24.04.14, 18:14
                    Aż mnie temat zafascynował:

                    Plastikowe konwalie
                    https://img20.allegroimg.pl/photos/oryginal/39/64/81/20/3964812033

                    Tu w wianku komunijnym
                    https://madomi.pl/813-1716-thickbox/wianek-do-pierwszej-komunii-swietej-na-koka-wk21.jpg

                    I cała gałązka
                    https://s1.tufotki.pl/2014/02/05/tkBQt-u2QpgV.JPG?v=2

                    I dla kontrastu konwalie materiałowe:
                    https://img07.allegroimg.pl/photos/oryginal/41/50/78/67/4150786793

                    Ekhm no jak dla mnie można dobrać ładniejsze sztuczne kwiaty... a gdyby mi zależało na konwaliach, to przysięgam, brałabym ślub w maju i wzięła sztuczne.
                    • bupu Re: Welony i inne 24.04.14, 19:24
                      klawiatura_zablokowana napisała:

                      > Aż mnie temat zafascynował:
                      /CIACH KONWALIE/

                      > Ekhm no jak dla mnie można dobrać ładniejsze sztuczne kwiaty... a gdyby mi zale
                      > żało na konwaliach, to przysięgam, brałabym ślub w maju i wzięła sztuczne.

                      W sumie do tej super strojnej kiecki Idy i hektarów tiulowego welonu, konwalie jako takie pasują jak wół do kożucha. A jeszcze plastyczane...
        • melomanka87 Re: Welony i inne 05.06.13, 14:22
          >Już nie pamiętam, co spowodowało, ze w końcu zamiast w ukochanym welonie
          > wystąpiła w wieńcu zdrutowanym przez lubego, do nieszczęsnej molowatej garsonki
          > - też to musiało dość osobliwie wyglądać.

          Nie co, a kto. Pan i Władca zadecydował, że Uległa ma założyć na głowę taki wianek, jaki on jej zdrutuje. A jak zdecydował, to o czym tu jeszcze dyskutować?
        • j_a_ch Re: Welony i inne 05.06.13, 15:00
          > Laura jest przedstawiana jako wyrafinowana osoba z dobrym gustem, nie ulegająca
          > masowym modom, np. na kłódkowanie, a tu nagle ta plastikowa toporna tandeta

          Bo ja wiem, z tym gustem...? Trochę inaczej to odbieram. Jednak te jej makijaże i zielone włosy, nadużywanie perfum i dezodorantów, zamiłowanie do strojenia i koralików plastikowych już od pastereczki począwszy, jest przez autorkę jednak opisywane z nutą negatywną.
          Owszem, krytyka mody na kłódkowanie i pewna niezależność Laury od trendów jest widoczna, ale wtedy gdy przemawia przez nią część borejcza duszy. Część pyziacza to ta od zamiłowania do tandety, imho.
          • kopiec_esmeralda Re: Welony i inne 05.06.13, 15:26
            Czy ja wiem? te makijaże i zielone włosy to chyba efekt buntu adolescencyjnego,a w późniejszych opisach jawi mi się, ze jednak dość dobrze się prezentowała, bez ostentacji, a nie tak abnegacko, jak jej mamusia.
        • zla.m Re: Welony i inne 06.06.13, 09:14
          Jak mnie niewymownie denerwuje cała ta suknia! To moim zdaniem największy absurd tej książki, nie do obrony od początku do końca. Zaczynając od jazdy z Bernardem. Jak to jest – facet je podwozi i nie wie do kogo i po co? Nie zapytał, nie powiedziały? Gadał non stop i nie zainteresował się celem podróży? Moim zdaniem on jest dość ciekawski, lubi komentować cudze życia, więc pewnie też lubi się o nich dowiadywać. Ale niech będzie, gadał o sobie, nie zapytał. A potem dziewczyny wsiadają z rzeczą ewidentną – pokrowcem na suknię. Naprawdę Bernard nie skojarzył? Żeby pan Gruszka nie wiedział, o co cho, to może bym jeszcze łyknęła. Ale mąż aktorki, której sam czasem dowozi zapomniane części garderoby, nie wie jak się przewozi ciuchy? A skojarzyć taki pokrowiec z faktem ślubu i suknią ślubną to przecież nie jest problem. Bernard różne wady ma, ale nie jest idiotą wszak. I znowu – nawet niech będzie, że nie skojarzył. Ale przecież widział, że wsiadły z bagażem, a wysiadły bez! No strasznie to uwiezienie na siłę jest zrobione. Reszta oczywiście też jest bez sensu – tyle razy omawiane mycie, róże na kablu, welon z plastikowymi konwaliami(!!), groszki z lodówki (dobrze, że nie groszek w puszcze, zawszeć to symbol), cała ta paranoja. I kostiumik z lat 50-tych (czyli powinien być Mili do kolana), który sięga wyższej Laurze do ziemi, Hospody pomyłuj. To się nie trzyma kupy z ZADNEJ strony. Dlaczego ona nie kupiła sobie czegoś? Dlaczego nie wzięła jakiegoś swojego ciucha – przecież, na Zeusa, rzeczy zostały wywiezione do Kostrzyna, czyli TAM GDZIE JEST ŚLUB – trzeba było pojechać tam natychmiast i w szalecie się ubrać. Najwyżej by mieli opóźnienie, przecież by bez nich nie zaczęli… Albo pożyczyć coś, ale nie wiekową sz(m)atę od babci – od ciotki Idy-elegantki, ciotki Natalii – miłośniczki pięknych rzeczy, od Esmeraldy Kopiec wreszcie! Uch, jak mnie to denerwuje (wiem, nic nowego, ale po prostu musiałam się wyparskać, jak Laura nad zlewem).
          • vi_san Re: Welony i inne 06.06.13, 11:29
            A absurdy w kwestii kiecki zaczynają się wcześniej, nawet nie od jazdy z Bernardem. Skąd Laura miała na uszycie przez "cenioną w środowisku śpiewaczym" Krawcową Operową kiecki, według własnego [nie łatwego] projektu? Jaka dobra krawcowa zgodziłaby się na ostatnią przymiarkę i odbiór sukni W DZIEŃ ŚLUBU!?!?!?! Jaka dobra krawcowa dopasowywałaby suknię na pannie młodej ubranej w inną bieliznę i buty niż będzie miała na ślubie? Jaka normalna osoba [już nawet nie dobra krawcowa z gustem!] zgodziłaby się do efektownej kreacji upinać welon z PLASTIKOWYMI konwalijkami? Gdzie, na Bogów Olimpu, jest Pyza, która jako świadkowa powinna pomóc Laurze w upięciu welonu przed samą uroczystością? Cała ta historia jest kompletnie bez sensu.
            • bupu Re: Welony i inne 06.06.13, 16:42
              vi_san napisała:

              > A absurdy w kwestii kiecki zaczynają się wcześniej, nawet nie od jazdy z Bernar
              > dem. Skąd Laura miała na uszycie przez "cenioną w środowisku śpiewaczym" Krawco
              > wą Operową kiecki, według własnego [nie łatwego] projektu? Jaka dobra krawcowa
              > zgodziłaby się na ostatnią przymiarkę i odbiór sukni W DZIEŃ ŚLUBU!?!?!?!

              Jaka panna młoda, dysponująca bodaj jednym pracującym neuronem w mózgu zgodziłaby się na ostatnią przymiarkę kiecki i jej odbiór w dzień ślubu? Jaka panna młoda poleciałaby odbierać tę suknię wśród śnieżycy mając na twarzy ślubny makijaż, a na głowie ślubną fryzurę? Sama?

              > Gdzie, na Bogów Olimpu, jest Pyza, która jako świadkowa powinna
              > pomóc Laurze w upięciu welonu przed samą uroczystością? Cała ta historia jest
              > kompletnie bez sensu.

              No właśnie. Gdzie jest Pyza i dlaczego nie ona popyla po kieckę? I dlaczego, do stu piorunów, panna młoda wybiera się po swe giezło pieszo, chociaż z niebios napie... wali śnieg, a jej własna miła, dzielna i jakże dobra, dysponująca własnym pojazdem matka siedzi na dupie i nawet nie kiwnie jednym włosem z dzielnej grzywki, żeby zaproponować dziecku podwózkę?
              • anutek115 Re: Welony i inne 06.06.13, 16:52
                bupu napisała:

                a jej własna miła, dzielna i jakże dobra, dysponująca włas
                > nym pojazdem matka siedzi na dupie i nawet nie kiwnie jednym włosem z dzielnej
                > grzywki, żeby zaproponować dziecku podwózkę?

                Bo siedzi sobie i mysli mściwie, ze ONI JEJ NIE CHCIELI, zamiast niej - tak niezastapionej - chcieli PANA GRUSZKĘ, to teraz maja za swoje, mwahahahaha!!!
                • kopiec_esmeralda Re: Welony i inne 06.06.13, 17:04
                  E, nie mściwie, raczej boleściwie myśli sobie, jak jest jej bardzo bardzo przykro, że ta niedobra Laura znów ją udręczyła i dzielnie łyka łzy uśmiechając się melancholijnie i krzepiąco zarazem do pozostałych.
              • nessie-jp Re: Welony i inne 06.06.13, 23:22
                > > No właśnie. Gdzie jest Pyza i dlaczego nie ona popyla po kieckę?

                I jeszcze
                • meduza7 Re: Welony i inne 06.06.13, 23:48
                  Ależ Nessie. Przecież kostiumik i groszki to jest TRADYCJA, Gizela by sobie tak życzyła i w ogóle. A jakaś tam suknia po Pyzie, licząca sobie lat zaledwie pięć, a nie nobliwe pięćdziesiąt? Gizela by się w grobie przewróciła, a Zuza Makowska w ogóle za turbinę w elektrowni mogłaby robić!
                  • meduza7 Re: Welony i inne 07.06.13, 13:38
                    A tak a propos sukni Pyzy, przyszło do głowy, że jeśli faktycznie jej ślub odbył się tak, jak to zasugerowano w CP - to znaczy, kiedy Laura zrezygnowała, oni błyskawicznie wskoczyli na jej miejsce - wychodziłoby na to, że Pyza w ogóle nie miała sukni ślubnej, ochajtała się tak jak stała, w tym, w czym przyjechała jako gość.
                    Z drugiej strony jednak, jeśli potraktować ten ślub mniej literacko, a bardziej realistycznie, to Pyza i Fryc mogli co najwyżej polecieć do zakrystii zaklepać sobie termin, bo nie sądzę, żeby wybierali się na cudzy ślub z kompletem dokumentów potrzebnych do zawarcia własnego.
                    • kajaanna Re: Welony i inne 07.06.13, 14:38
                      >nie sądzę, żeby wybierali się na cudzy ślub z kompletem dokumentów potrzebnych do zawarcia własnego.

                      I z wehikułem czasu pod pachą, bo potrzebne są jeszcze trzytygodniowe [?] zapowiedzi.
                      • mankencja Re: Welony i inne 07.06.13, 16:04
                        > I z wehikułem czasu pod pachą, bo potrzebne są jeszcze trzytygodniowe [?] zapow
                        > iedzi.

                        Co to dla fizyka, sklecił naprędce ze szmelcu poupychanego w kieszeniach Józinka i obwiązał kabelkiem fi 0,5, żeby się lepiej trzymało.
                        • iwoniaw Re: Welony i inne 07.06.13, 17:17
                          Zwłaszcza, że Wolfi z Laurą też nie mieli żadnych zapowiedzi, dokumentów, a sukienkę zdalnie kupić i odnaleźć dowód osobisty Laury miała Żaba, co mi zgrzytało wszystko razem straszliwie i przy czym już bardziej prawdopodobnie by zabrzmiało, że Fryc i Pyza właśnie te dokumenty (a nawet akt tajnie zawartego ślubu cywilnego) mieli, jako że wobec schiz Ignaca starego i ojca Schoppe postanowili się wymiksować z informowania rodzin o czymkolwiek i byli w trakcie nieepatującego konstytuowania podstawowej komórki społecznej i przenoszenia jej za Kanał ;-)
                          • lavanta Re: Welony i inne 07.06.13, 20:04
                            iwoniaw napisała:

                            > Zwłaszcza, że Wolfi z Laurą też nie mieli żadnych zapowiedzi, dokumentów, a suk
                            > ienkę zdalnie kupić i odnaleźć dowód osobisty Laury miała Żaba

                            Zrobię tu trochę offtop, za co z góry przepraszam, ale muszę, bo to się u mnie gotuje już od dłuższego czasu. Żaba z Żeromskim kupowali Laurze suknię w salonie ślubnym, gdzie przecież wybiera się jakiś model sukni, a potem szyje się ją na wymiar w odpowiednim rozmiarze, z poprawkami itd., a nie zabiera do domu tę z wieszaczka.
                            • emae Re: Welony i inne 07.06.13, 20:20
                              lavanta napisał(a):

                              >
                              > Zrobię tu trochę offtop, za co z góry przepraszam, ale muszę, bo to się u mnie
                              > gotuje już od dłuższego czasu. Żaba z Żeromskim kupowali Laurze suknię w saloni
                              > e ślubnym, gdzie przecież wybiera się jakiś model sukni, a potem szyje się ją n
                              > a wymiar w odpowiednim rozmiarze, z poprawkami itd., a nie zabiera do domu tę z
                              > wieszaczka.

                              A to nie było tak, że oni kupili w jakimś zwykłym odzieżowym prostą białą sukienkę na ramiączkach? Tak to pamiętam.
                              Btw., jestem na etapie szycia sukienki :)
                              • lavanta Re: Welony i inne 07.06.13, 22:31
                                W tym samym miejscu kupili też Laurze przybranie na głowę i pantofle ślubne, więc musiał to być salon z wyposażeniem typowo ślubnym.

                                > Btw., jestem na etapie szycia sukienki :)

                                Gratulacje i mnóstwo szczęścia! :)
                                • nessie-jp Re: Welony i inne 07.06.13, 23:02
                                  lavanta napisał(a):

                                  > W tym samym miejscu kupili też Laurze przybranie na głowę i pantofle ślubne, wi
                                  > ęc musiał to być salon z wyposażeniem typowo ślubnym.

                                  No to słuchajcie, to oznacza ni mniej ni więcej, że Laura tę sukienkę MIAŁA. I to przybranie i te pantofle pewnie też. Przecież nie wyrzuciła ani nie wysłała Wolfiemu z kąśliwym dopiskiem, że to dla Bodzia i dużo szczęścia na nowej drodze życia. Musiała je mieć.

                                  Nawet, gdyby to wszystko było już w szalecie, to, jak ktoś słusznie zauważył, wystarczyło wsiąść w samochód i pojechać się przebrać tam!

                                  Gdyby im chociaż Bernard uwiózł albo spalił albo oddał na biednych cały dobytek zamiast przewieźć do Kostrzyna, to jeszcze bym mogła zrozumieć, że Laura nie miała w czym pójść i ten mrożony groszek (z marchewką, czy tylko mnie się od razu kojarzy z marchewką) i te zleżałe garsonki babcine o zapachu eau de mol były "jedynym wyjściem". Ale ona miała własne ciuchy... niedawno kupowane, z myślą o ślubie!
                                  • kajaanna Re: Welony i inne 07.06.13, 23:12
                                    Przyjmijmy, że po niewydarzonym ślubie na chybcika, gdzieś w przydrożnym kościółku, podeptała to wszystko i legła z migreną.
                                    • nessie-jp Re: Welony i inne 07.06.13, 23:48
                                      kajaanna napisała:

                                      > Przyjmijmy, że po niewydarzonym ślubie na chybcika, gdzieś w przydrożnym kośció
                                      > łku, podeptała to wszystko i legła z migreną

                                      Albo potraktowała jak śnieżnobiały obrus z restauracji w NiN... :p
                                      • ananke666 Re: Welony i inne 08.06.13, 10:21
                                        Albo po prostu oddała niedoszłoślubny strój do sklepu.
                                  • bisturi Re: Welony i inne 08.06.13, 07:44
                                    ale to się jednak nie godzi. Brać ślub w sukience i welonie, który wszak dla Innego był przeznaczony. Pomyśl jak Adam by się czuł zdejmując z niej w stosownym momencie tę sukienkę i ekhem... wianek. Oboje słyszeliby szyderczy chichot Bodzia w podświadomości.
                                    Inną zupełnie sprawą jest to, że na marginesie wyszło, że Żaba i Żeromski wykazali więcej smaku niż słynna artystka. Kupili fajną sukienkę i fajne dodatki - zawsze mi się ten opis podobał. Wyobrażałam sobie tę kieckę jako coś lejącego, miękko układającego się na świetnej figurze Laury ale prostego i w dobrym gatunku. I toczek to też strzał w dziesiątkę. Taki styl ala lata 20. Moim zdaniem do Laury pasuje lepiej niż stylizacja na Justynę Bohatyrowicz (dworki, groszki, szare mydło i różaniec)
                                    • nessie-jp Re: Welony i inne 08.06.13, 15:31
                                      bisturi napisała:

                                      >> Moim zdaniem do Laury pasuje lepiej niż stylizacja na Justynę Bohatyrowicz (dworki, groszki, szare mydło i różaniec) <<

                                      !!! Wiję się na podłodze z powodu szarego mydła i różańca. Toż to się nadaje do forumnej księgi cycatów!
      • uhu_hu Re: Welony i inne 05.06.13, 08:48
        Od ślubu Natalii w 2000 r. musiała
        > być na istnym głodzie welonowym...

        :D:D
      • lavanta Re: Welony i inne 05.06.13, 17:58
        Wydaje mi się, że za bardzo próbujemy dostrzec w tym jakąś spójność.
        Po prostu była potrzeba, żeby Laura przetransformowała się z pyziaczej w borejczą niczym Czarodziejka z Księżyca albo Kopciuszek jadący na bal, więc należało mieć jakieś rekwizyty.
        I tym sposobem suknia od krawcowej zamieniła się w kostium po babci, makijaż przeistoczył się w wyszorowaną mydłem twarz, ułożone włosy zmieniły się w warkocz, groszki zastąpiły róże, a zamiast welonu pojawił się wianek.
        • anutek115 Re: Welony i inne 06.06.13, 16:56
          lavanta napisał(a):

          > Wydaje mi się, że za bardzo próbujemy dostrzec w tym jakąś spójność.

          Dokładnie, spójnosci oczekujemy, tez! I żeby jeszcze może bohaterom sie kolor oczów, wlosow i daty urodzenia nie zmieniały? I żeby żeby nie zapominali na przyklad, ze tego gościa, co to maja pod dachem na święta, to od urodzenia znają? Też!

          Z góry nalezy przyjać, ze w wyobraźni wszystko się miesci i to jest oczywiste, i juz ożemy ganiać na Księgę Gości jako oszalałe wielbicielki.

          > Po prostu była potrzeba, żeby Laura przetransformowała się z pyziaczej w borejc
          > zą niczym Czarodziejka z Księżyca albo Kopciuszek jadący na bal, więc należało
          > mieć jakieś rekwizyty.
          > I tym sposobem suknia od krawcowej zamieniła się w kostium po babci, makijaż pr
          > zeistoczył się w wyszorowaną mydłem twarz, ułożone włosy zmieniły się w warkocz
          > , groszki zastąpiły róże, a zamiast welonu pojawił się wianek.
    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.06.13, 07:49
      Przejrzałam dzieuo na nowo.
      Największa irytacja: jak to jest koszmarnie napisane. To już pisałyśmy tutaj, ale nie mogę zdzierżyć pretensjonalnego patosu wymiksowanego z nieporadnością językową, powtórzeń określeń dzielnych, krzepiących, miłych, z namnożeniem gagów tak prześmiesznych, ze koń by się uśmiał, w sosiku ze starannie dobranych umoralniających cytatów. Tam nie ma dialogów ani normalnej narracji, są nabzdyczone przemowy i dydaktyczne monologi.
      A już na końcu w przydługiej i pompatycznej scenie "refleksji" okraszonej sloganami typu "lecz dobrych ludzi jest więcej" i krzepiącym macierzyńskich uśmiechem skierowanym do pomnika Mickiewicza, kiedy już przechodzimy do "optymistycznych wniosków", Gaba nie rozpoznaje głosu Magdy, ach co za komedia omyłek.
      • meduza7 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 08.06.13, 11:21
        Ja odpadłam, kiedy Laura powiedziała: "A mój pogląd jest przeciwstawny, choć wychodzę z podobnych przesłanek."
        Przy okazji, w komentarzach dostaliśmy interesujące wyjaśnienie, dlaczego Józek mówi "niech cię dunder świśnie":

        >Mój brat (kończy dziś lat 16, czyli mniej więcej jest w wieku książkowych bohaterów) mówi, >że w dzisiejszych czasach nie mówi się "niech go dunder świśnie" tylko "niech go w dupę ciśnie".

        Brzmieniowo podobne... pani MM może gdzieś zasłyszała, nie zrozumiała, przetłumaczyła to po swojemu i ucieszyła się, że może wprowadzić przykład świeżego, aktualnego języka młodzieży ;)
    • hellulah Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.02.14, 12:30
      Z góry przepraszam, jeśli wpycham się między wódkę a zakąskę, bo jestem tu nowa, dzień dobry, wczoraj w nocy zamiast robić Pewien Bardzo Ważny Projekt zaczytałam się tu i nad ranem przyśniła mi się pewna taka myśl: z tą Laurą i mikserem i ojcem Laury.

      Otóż uważam, że prezenty ślubne są przede wszystkim prezentami dla nowej rodziny, dla młodej pary. Owszem, fajnie jeśli uwzględniają specyficzne potrzeby czy zainteresowania młodych państwa z osobna, ale nie w tym rzecz, bo rzecz - moim zdaniem - w tym, że mają to być prezenty dla obojga-jako-pary. Laurze wręczono wypasiony mikser, czy to znaczy, że osobiście musi z niego korzystać? przecież chyba jeść musi, no można oczywiście założyć, że będzie się stołować codziennie na mieście albo katering zamawiać. Jeśli nie ona, bo ona nie taka, żeby gotować, to jej świeżo poślubiony mąż jak najbardziej będzie korzystać z miksera. Ostatecznie nawet wynajęta pomoc domowa.

      Nie czytałam tej książki, bałam się "nowej" Musierowicz, ale po tych wszystkich strasznych słowach, które tu padają, muszę, bo się uduszę, pięknie mi to zarekomendowałyście Panie :) Czy niedobry ojciec insynuował, że Laura sama własnymi rączętami i tylko ona cały czas tylko sama jedna ma miksować tym mikserem? (nawet jeśli - wystarczyło wziąć i podziękować, ewentualnie zgasić papę tekstem, że młody mąż się ucieszy)

      Jak dla mnie, choć uczciwie przyznaję, że mam tę scenę tylko zapośredniczoną przez Was, scena, w której panna młoda foszy się o mikser, sugeruje, że ta panna młoda jest okropną egoistką, która na dodatek nie kuma idei małżeństwa jako kooperatywy. Nie wiem, na ile jest to spójne z postacią budowaną w poprzednich tomach. Mogła jej para ujść spod dekla (...jakbym w dniu ślubu miała to, co ona, plus to zmywanie makijażu, chybabym kogoś zagryzła), ale jeśli jest to ukazane jako wyraz mądrości, to ee, nie.
      • slotna Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.02.14, 12:37
        Nie wiem na ile praktyczny jest Kitchen Aid (mnie sie zdaje, ze wcale, no ale ja w ogole odmawiam uzycia tradycyjnego robota i operuje multiquickiem), ale estetycznie powala. Ogladalam sobie wczoraj ichnie czajniki, bagatela 799 zl ;D Jak bede duza i bogata, to zastawie sobie nimi kuchnie, zeby na nie patrzec po prostu :) Ale do mojej aktualnej kuchni nie pasuje, jest za wielki, a Laura przeciez w szalecie... Tak, czy siak, podziekowalabym grzecznie (kulturka!), wyglaskala sprzet, a nastepnie sprzedala na allegro, wciaz za kupe forsy.
        • hellulah Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.02.14, 13:28
          No racja, racja z tym miejscem w kuchni (chlip chlip nie mam elektrycznego ekspresu do kawy), nie pomyślałam. Właśnie o to "tak czy siak" mi chodzi - że mikser nie musi = ty kobieto do garów, może równać się "mąż do garów" albo "upłynnimy na aukcji, będzie kasa na cokolwiek tam wymyślimy". Tu mnie gryzie jakiś taki sfoszony brak pomyślunku, co jest dobre dla wspólnego gospodarstwa. Może to celowe?
      • lululemon12 Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.02.14, 16:20
        hellulah napisała:

        > Jak dla mnie, choć uczciwie przyznaję, że mam tę scenę tylko zapośredniczoną pr
        > zez Was, scena, w której panna młoda foszy się o mikser, sugeruje, że ta panna
        > młoda jest okropną egoistką, która na dodatek nie kuma idei małżeństwa jako koo
        > peratywy. Nie wiem, na ile jest to spójne z postacią budowaną w poprzednich tom
        > ach. Mogła jej para ujść spod dekla (...jakbym w dniu ślubu miała to, co ona, p
        > lus to zmywanie makijażu, chybabym kogoś zagryzła), ale jeśli jest to ukazane j
        > ako wyraz mądrości, to ee, nie.

        Służę pełnym kitchenaidowym cytatem:

        [Laura w momencie przybycia Pyziaka jest nieobecna]
        Ojciec Laury wydawał się dziwnie przykry i nadęty, mało kontaktowy, zwłaszcza w bliskim czasowo zestawieniu z pogodnym, życzliwym i rozgadanym twórcą urozej rzeźby jadalnej. Zresztą wystarczyło spojrzeć na mamę Ignasia, by wiele się dowiedzieć: jeszcze przed chwilą jaśniała rozbawionym uśmiechem- lecz ten natychmiast zgasł, kiedy do kuchni wkroczył jej były mąż, ze sporą paczką w dłoni. (Na paczce pyszniła się zawiła, biała kokarda).
        Wszyscy przyjęli go z pewnym zakłopotaniem, choć bardzo starali się być uprzejmi. Może się zastanawiali, ile usłyszał z tyczącej się go, a niezbyt delikatnej wypowiedzi Bernarda.
        [ciepły i miły artysta nazwał go siermięgą i stwierdził- niezwykle prawdomównie- że pod nieobecność wyrodnego ojca służył Tygrysiątku własną piersią i przelewał w nie skarby swego ducha] A może po prostu, co było w pełni zrozumiałe, nie przepadali specjalnie za człowiekiem, który w najtrudniejszych czasach porzucił Gabrielę z małą córeczką i nawet nie doczekał narodzin drugiej.
        Dziadek wyraźnie się najeżył mentalnie.
        Babcia była jakaś nieswoja.
        Ignas grzecznie, z daleka ukłonił się gościowi, spojrzał przeciągle i zaraz poszedł do swojego pokoju.
        Gabriela poczekała, aż Janusz Pyziak zdejmie okrycie i znanym sobie sposobem umieści je na przeładowanym wieszaku, po czym podała mu rękę i zaraz nerwowo ją cofnęła.
        Starsi państwo także się z nim przywitali, przedstawili mu Magdusię (zignorował ją), zaprosili do stołu i zaproponowali śniadanie.
        Usiadł, postawił koło siebie pudło z kokardą, chrząknął, po czym rozejrzał się po kuchni, szeroko zataczając oczami, z taką miną, jakby odświeżał dawne wspomnienia i jakby go one jednak wciąż bulwersowały. Ale nie wyglądał zbyt pewnie, zwłaszcza gdy Gabriela nalewała mu kawę z dzbanka. Zakręcił się niespokojnie na stołku, najwyraźniej czuł się w tej sytuacji nieswojo.
        -Ja... kupiłem KitchenAid -oznajmił.
        -Słucham? -nie zrozumiała Gabriela.
        -W prezencie ślubnym. Robot kuchenny. Chyba to dobry pomysł??...
        -O! -odrzekła Gabriela, zaskoczona. -Chyba dobry... może Laura wreszcie polubi gotowanie.
        -A nie lubi?
        -Nie.
        -No, ale -pospieszyła taktownie babcia -teraz będzie miała okazję polubić. Na pewno będzie gotowała mężowi obiady.
        -Hm -mruknął dziadek Borejko z wyraźnym powątpiewaniem.

        [Ignacy Borejko zmienia temat, Kitchen Aid zostaje zapomniany aż do powrotu Laury]
        Janusz Pyziak wstał, zaszurał nogami, wziął swój prezent i podszedł do córki, by się przywitać. Podała mu dłoń i zaraz ją cofnęła, po czym, zupełnie jak jej matka, bezwiednie schowała rękę za plecami.
        -Jj.. -zaczął on, spojrzał szybko na Łusię
        [która zdążyła już udzielić mu gramatycznego pouczenia] i nie powiedział "ja". -Kupiłem ci KitchenAid.
        -Co...? -nie rozumiała Laura. Och, dopiero teraz wyglądała na zdenerwowaną! Minę miała dziecinną, bezradną i jakby zawstydzoną. Magda poczuła, że żal jej tej pięknej panny młodej, żal jak dziecka, które zaraz się rozpłacze.
        -To taki duży robot kuchenny -wyjaśniła z boku babcia. Podeszła nieco bliżej i objęła wnuczkę za ramiona.
        -Ach, dzięki -bąknęła Laura.
        -Nie ma za co -dodał Pyziak tonem raczej odpychającym, oburącz składając córce pod stopy bezcenny ślubny dar z kokardką
        [narrator też nie lubi Pyziaka]
        Laura stała bez ruchu, wysuwając bojowo żuchwę i wyraźnie obmyślając jakąś dłuższą wypowiedź, więc jej mama zbliżyła się czym prędzej i uwolniła ją do paczki.
        -Postawmy to w pokoju Ignasia -zaproponowała pojednawczo i zaraz zaniosła pudło do pokoiku obok.

        Z tą chwilą KitchenAid od ojca marnotrawnego znika w pomroce dziejów. Generalnie jednak to nie do końca tak, że Laurka strzela fochy, bo prezent nie przypadł jej do gustu.
        • hellulah Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 17.02.14, 17:52
          O rany, dzięki!!! (teraz to w ogóle muszę to przeczytać, oczywiście, jak będę miała mityczny wolny czas). To jednak na podstawie forum inaczej to sobie wyobrażałam. Oj nieźle przeinaczyłam i znadinterpretowałam :}

          Z cytatu wynika, że to Gabriela łączy mikser z osobą wyłącznie z córką, gdzież tam z zięciem!

          > -Ja... kupiłem KitchenAid -oznajmił.
          > -Słucham? -nie zrozumiała Gabriela.
          > -W prezencie ślubnym. Robot kuchenny. Chyba to dobry pomysł??...
          > -O! -odrzekła Gabriela, zaskoczona. -Chyba dobry... może Laura wreszcie polubi
          > gotowanie.

          No, nie że "przyda się w domu", nie że "o, to kultowy model", nie że "praktyczne" czy cokolwiek, tylko zaraz, że Laura ma gotować, tylko ona, wiadomo.

          Ojciec-Pyziak owszem mówi do Laury, "kupiłem ci..." a nie "kupiłem wam", ale to Borejkowie idą scenę wcześniej w stronę gotowania mężowi obiadów! I ta nieszczerość, rany - nie można powiedzieć, "wiesz, Laura nie lubi gotować, ale taki dobrej klasy sprzęt pewnie się _im_ na nowym gospodarstwie przyda"?

          Ta, wyraźnie mamy nie lubić Pyziaka :) ale (moje pomyłki przez głuchy telefonu pomińmy) nawet gdyby on dobrze znał córkę i wiedział, że nie lubi gotować, to tej klasy mikser jako prezent dla _nowej rodziny_ jest ok i mnie kupuję tej strasznej Pyziakowej fopy i wpadki.

          I pocieszyło mnie, że ta dziewczyna zachowała się lepiej, niż myślałam. Moim zdaniem opisana jest całkiem prawdopodobnie, zmieszana, nie potrafiąca się odnaleźć, nie wie, jak zareagować na _ojca_, mikser jest tu nieważny.

          Jeszcze raz dzięki za cytat.
    • malgorzata_madej Re: Irytacje w McDusi, piana z pyska na czipsie 27.03.18, 23:14
      wiem, że wszyscy czytali tę książkę lata temu i już wszystko wykrzyczeli, ale ja przeczytałam teraz i muszę to napisać, bo normalnie pęknie mi coś od środka i udaru dostanę kieby Pyziak jakiś!
      1) Magdusia - czemu Borejskowie, Strybowie i Pałysowie zaprosili tę nieszczęsną dziewczynę do siebie, a potem ją upokarzają i obrażają? jest ich gościem, a Ida do niej mówi: nie jedz dokładki pierogów, bo powinnaś schudnąć? i nikt nie reaguje?
      2) Ida w ogóle - czy ta bezmyślna prostaczka to moja ukochana bohaterka z "Idy sierpniowej"? jedzie po Magdusi jakby musiała wyżyć jakieś chore frustracje, a jak jej syn się upija (kremem czekoladowym?), to ona bije siedemnastolatka zamiast z nim porozmawiać?
      3) Pyziak - jedyna mocna postać w tej książce. raz, jak się przyznaje że był alkoholikiem, a dwa, jak wrzuca Borejkom, jak obrzydliwa jest ich pogarda (i to przy Magdusi!), a oni mu jeszcze zadają lewego sierpowego Huxleyem, bo co to nie oni!
      4) Laura - dwudziestopięcioletnia kobieta odbiera suknię ślubną kilka godzin przed uroczystością, potem ją gubi i ma o to pretensje do ojca, który w ogóle nie ma z nią nic wspólnego? i ma ciągły problem ze spowiedzią przedślubną, ale nie ma żadnego problemu z tym, że doprowadziła tego ojca do udaru?
      5) scena, w której Gabriela idzie się pożegnać z Pyziakiem i mówi smutno do Grzegorza "coś się kończy", a on jej na to "jakoś sobie poradzimy". tzn. rozumiem, kończy się obecność Pyziaka w ich małżeństwie, ale Grzegorz to weźmie na klatę?
      aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
      następną część czytam za kolejnych parę lat, większe dawki są niemożliwe

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka