Dodaj do ulubionych

Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach

01.03.16, 23:39
Wrócę jeszcze do tematu wesołego kołchozu u Patrycji, bo frapuje mnie jedna rzecz. Słuchajcie jak oni rozliczają się finansowo? Górscy mają na karku ok. 10 osób i co utrzymują ich wszystkich ?? Przecież na śniadanie dla takiej ferajny trzeba conajmniej kilka bochenków chleba, że nie wspomnę o reszcie jedzenia. A co z prądem, wodą, gazem etc? Też im fundują, czy może jakieś składki dzienne robią? Bo jakoś nie za bardzo to sobie wyobrażam, aby wszyscy siedzieli na garnuszku u Patrycji? I nieporozumień zadnych w rodzaju " kupiłam 2 kg szynki a chłopcy Natalii wszystko zjedli do kanapek i nie ma co podać na kolację"- nie ma? Rozumiem, że mozna kogoś ugoscić przez kilka dni- ale na Boga nie przez całe wakacje i nie tyle osób.
Jak sądzicie?
Obserwuj wątek
    • sowca Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 00:03
      Żartujesz, prawda? :D Nie wyobrażam sobie czegoś podobnego u Pulpy. Gdyby było jakieś wspólne rozliczanie, to z Bogiem sprawa... ale z tego, co pamiętam, było to na zasadzie wspólnej wymiany, przynajmniej z Pałysami: w zamian za żywienie Ida i Marek wypisywali recepty (cos mi się tak majaczy, mam rację?). Więc pewnie u Pulpecji to samo, może ewentualnie każdy przywiózł jakieś rzeczy w rodzaju owoców, napojów czy słodyczy. Na pewno nie robili składek.
      • meduza7 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 00:10
        Już dawno przecież ustaliliśmy, że posiadłość Flobrych to w istocie staropolski, szlachecki dworek (z drzewa lecz podmurowany), gdzie żywność produkują niewidzialni chłopi pańszczyźniani, a przygotowuje i na stół podaje niewidzialna służba (tudzież sprząta, opiera wszystkich i tak dalej). A czy ktokolwiek kiedykolwiek widział, żeby w szlacheckim dworku gospodarz domagał się od gości (albo rezydentów) jakichś składek? Czy Sędzia wypominał Telimenie, ile kosztuje jej codzienna kawusia? No właśnie.

        Ok, my tu śmichu-chichu, ale naprawdę mam nieodparte wrażenie, że MM tak dokładnie to widzi: dom otwarty, w którym nie dyskutuje się kosztów utrzymania, bo żywność jest własna, a inna obsługa... jak Marysia pierze dla państwa, to i dla gości upierze, a co!
        • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 05:19
          meduza7 napisała:

          > Już dawno przecież ustaliliśmy, że posiadłość Flobrych to w istocie staropolski
          > , szlachecki dworek (z drzewa lecz podmurowany), gdzie żywność produkują niewid
          > zialni chłopi pańszczyźniani, a przygotowuje i na stół podaje niewidzialna służ
          > ba (tudzież sprząta, opiera wszystkich i tak dalej). A czy ktokolwiek kiedykolw
          > iek widział, żeby w szlacheckim dworku gospodarz domagał się od gości (albo rez
          > ydentów) jakichś składek? Czy Sędzia wypominał Telimenie, ile kosztuje jej codz
          > ienna kawusia? No właśnie.
          >
          > Ok, my tu śmichu-chichu, ale naprawdę mam nieodparte wrażenie, że MM tak dokład
          > nie to widzi: dom otwarty, w którym nie dyskutuje się kosztów utrzymania, bo ży
          > wność jest własna, a inna obsługa... jak Marysia pierze dla państwa, to i dla g
          > ości upierze, a co!

          Slusznie prawisz, Meduzo, staroszlachecki i mickiewiczowski ten dworek byc musi. Bo juz u Dabrowskiej, jakies glupie 80 lat pozniej, pani Michalina przyjezdzajac na pol dnia z wizyta do Serbinowa mietosi w reku chusteczke z trzema polrublowkami dla sluzby. Wynagrodzenie za dodatkowa fatyge, czyli gotowanie dla kilku osob wiecej - jednego posilku, przypominam ! - podawanie i zmywanie kilku talerzy wiecej. Ale juz wtedy, choc to nadal przed pierwsza wojna :-) ceni sie prace ludzka i poczuwa do oplacenia jej. I to gosc sie do tego poczuwa...
          • meduza7 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 08:20
            Tak mi się przypomina: czytałam kiedyś "Dzieje moje własne" niejakiej Wirydianny Fiszerowej, kobiety żyjącej na przełomie XVIII i XIX wieku, i ona tak właśnie mniej więcej wspomina życie w dworze swego ojca: że mieszkało tam i żywiło się mnóstwo ludzi, nie tylko bliższych i dalszych krewnych, ale też właściwie nie wiadomo kogo, na przykład jakiś inżynier czy architekt (? - nie pamiętam dokładnie), który przyjechał w celu wykonania konkretnego zlecenia i został jeszcze ze dwa lata po jego ukończeniu, a nikt go nie pytał, kim właściwie jest i jakie ma prawo się stołować.

            No ale pani Fiszerowa pochodziła z magnatów i kasztelanów :)
            • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 08:28
              Tez to czytalam ! Swietna rzecz, a najbardziej mi sie spodobal zwiezly opis jakiegos krewniaka "cap(...)zameczyl dwie zony, jedna wielkiej zacnosci(...)i smierdzial". Krotko i rzeczowo.
              Domy magnackie, a nawet bogate/zamozne szlacheckie zywily wielu ludzi, oficjalistow, gracjalistow, rezydentow...to i jakis budowniczy, ktoremu zapomniano zalozyc konie do bryczki spokojnie sie wyzywil :-)
            • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 20:02
              Pod waszym złym wpływem właśnie szarpnęłam się i za 16,- złotych polskich nabyłam na allegro pamiętnik pani Wirydianny. Już czekam na smakowita lekturę... :D A mąż będzie miał za złe, bo znów będą poślizgi we wszystkim...
            • slotna Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 18:18
              A ile stron miala ta ksiazka? Bo na allegro ma ja aktualnie dwoch sprzedawcow i jeden podaje 430 stron, a drugi 196, spora roznica :D
              • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 18:38
                O jaka ksiazke pytasz ? Przy dluzszym watku czytam od najnowszych i nie wiem, o co chodzi
                • slotna Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 19:13
                  "Dzieje moje własne" Wirydianny Fiszerowej.
                  • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 19:22
                    slotna napisała:

                    > "Dzieje moje własne" Wirydianny Fiszerowej.
                    >

                    A, jasne. Egzemplarz, ktory czytalam, byl sporego formatu, okladka sztywna, w plotnie i dosc gruby, liczby stron nie pamietam, ale blizej 400 niz 200 i to wydanie bym polecala. Duzy, wyrazny druk, bardzo starannie opracowany redaktorsko, mnostwo przypisow - w pamietnikach tego rodzaju wole starsze wydania, sprzed 1990 roku wlasnie ze wzgledu na redakcje. Jesli chcesz kupic, sprawdz, kto wydal - Ossolineum, KiW mozna kupowac w ciemno, przy innych wolalabym najpierw obejrzec.
                    Moje wydanie chyba bylo wspomnieniami Wirydianny z Kwileckich Fiszerowej, opatrzone oboma nazwiskami, ale glowy nie dam.
                    • slotna Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 19:32
                      Oba są Świata Książki z 1998, w twardych okładkach, ale drogie jak na starocie. Wydanie identyczne, a liczba stron różna, ciekawe, który ze sprzedawców się walnął.
                      • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 19:36
                        Ze Swiata Ksiazki nie bralabym...
                      • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 07.03.16, 20:50
                        Mam to właśnie z 1998 roku ze Świata Książki wydanie [czytam - świetne!]. Stron ma 430.
          • czekolada72 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 08:23
            Hmmm ja jestem na biezaco, gdyz dziecko z kolezanka wybylo na 3 dni do przyszywanej cioci. Jadac zabraly czesc swego ewentualnego wyzywienia, czyli to co jedza, a czego przecietny czlowiek nie jada (ewentualnie jada, ale one akurat tego nie byly pewne) oraz prezenty spozywczo-okolicznosciowe dla wszystkich domownikow, z takiej nieco gornej polki. Chcialy tez pojsc na zakupy, o czym oczywiscie ciocia slyszec nie chciala, bo chciala ugoscic. Bedac w goscinie goscie zabraly dziecko gospodarzy na po dnia do muzeum. A jeszcze ja podałam wlasne przetwory domowe.
            Ale to była wizyta niespelna 3-dniowa, i raz na ruski rok.
            • miodowocytrynowa Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 12:06
              My jak kupilismy ponad 10 lat temu dom na Warmii, tez zaprosiliśmy ( jeden jedyny raz i nigdy więcej) rodzinę i znajomych, w sumie przez 2 miechy wakacji non stop było pełno i gwarno. No i normalnie po ludzku ustaliło się składkę dzienną wliczając w to i jedzenie i resztę mediów, ale i tak nie obeszło się bez sprzeczek w rodzaju, że babcia kupiła banany dla bratanka męza a zjadłam je ja i szwagierka:))) To były pierwsze i jedyne wakacje, na których gosciliśmy masę ludzi i nie dało się tego wytrzymać.
              Teraz owszem jak wpadną z Warszawy znajomi na weekend czy coś to jasne, że składek nie robimy- ot przywiozą alkohol, coś na grilla itd i OK. Ale przy całomiesięcznych pobytach tak się nie da, bo nikt z nas nie jest milionerem, aby utrzymywac masę ludzi. Chociaż może Górscy to takie utajone Kulczyki :)))) więc urocza rodzinka ich tak obżera naokrągło i zwala im się na głowę:)))
              • gat45 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 12:20
                Długo mieszkając w bardzo atrakcyjnym turystycznie miejscu nabyłam dużej wprawy w unikaniu konfliktów, związanych nie tyle z rozliczeniami, ile z nie wyżeraniem przez gości tego, co ja sobie zaplanowałam na jutrzejszy posiłek. Dwie lodówki. Do jednej goście mają pełny i dowolny dostęp, a na drugiej wisi wirtualny napis "stąd bardzo proszę łapy won". Działa.
                Poza tym stwierdziłam pewną prawidłowość : goście zaproszeni z duszy-serca i chętnie goszczeni najbardziej upierają się przy krótkim pobycie i partycypacji w kosztach utrzymania, zaś ci, którzy wprosili się trochę na siłę - czują się świetnie i traktują cudzy dom jak pensjonat all inclusive. :(
        • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 15:03
          Sędzia nie wypominał Telimenie, ile kosztuje jej codzienna kawusia, bo mogło być tak, że Telimena przebywała w Soplicowie jako rezydentka, ale z opłaconym pobytem. Opłaconym raz - jako najbliższa odpowiedniego stanu krewna czy powinowata - opiekunka Zosi (ta jej funkcja w Soplicowie z "Pana Tadeusza" wynika), dwa - w formie hipoteki na majątku zabezpieczającej jakąś zapewne niewielką, ale należącą do niej kwotę (to z poematu nie wynika, ale tak na przykład tłumaczy Orzeszkowa zamieszkiwanie w Korczynie Justyny - ojciec co prawda majątek stracił, ale jakaś drobna sumka z niego została, zabezpieczył ją jako jej niewielki, ale jednak posag na hipotece majątku Benedykt, praktycznie opiekun dziewczyny).

          Przypomina mi się też, że bardzo interesujące przypuszczenia odnośnie do tego, kim faktycznie była Telimena, snuł Boy. Miała być wg niego agentką rosyjską (te jej kontakty i koneksje w "Peterburku"!), umieszczoną tam przez władze w roli opiekunki Zosi, a właściwie w charakterze informatorki, czy aby Soplica przeciw carowi - batiuszce nie występuje.
          • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 15:55
            soova napisała:

            > Sędzia nie wypominał Telimenie, ile kosztuje jej codzienna kawusia, bo mogło by
            > ć tak, że Telimena przebywała w Soplicowie jako rezydentka, ale z opłaconym pob
            > ytem.

            Nie bylo czegos takiego jak "rezydent z oplaconym pobytem", rezydent to z definicji ktos na utrzymaniu gospodarza i z tej m.in. racji towarzysko podrzedny.
            Telimena przebywala jako opiekunka Zosi, owszem, ale sama o sobie mysli "niebogata" i z pewnoscia nie byla wyrywna do partycypowania w kosztach. Zreszta nie bylo zwyczaju - rezydent dostawal wikt, opierunek i przyodziewek (opal, swiatlo etc), gosc/krewniak na zasadach goscia na wlasny koszt sie ubieral, koafiurowal itp, ale karmil go gospodarz. Swoim sumptem.

            Opłaconym raz - jako najbliższa odpowiedniego stanu krewna czy powinowata
            > - opiekunka Zosi (ta jej funkcja w Soplicowie z "Pana Tadeusza" wynika), dwa -
            > w formie hipoteki na majątku zabezpieczającej jakąś zapewne niewielką, ale nal
            > eżącą do niej kwotę (to z poematu nie wynika, ale tak na przykład tłumaczy Orze
            > szkowa zamieszkiwanie w Korczynie Justyny - ojciec co prawda majątek stracił, a
            > le jakaś drobna sumka z niego została, zabezpieczył ją jako jej niewielki, ale
            > jednak posag na hipotece majątku Benedykt, praktycznie opiekun dziewczyny).

            To juz sa inne czasy i warunki ekonomiczne. Poza tym - posag Justysi Benedykt wyplaci (splaci ratami), a starego Orzelskiego bedzie mial na karku zapewne do konca zycia. Na utrzymaniu Korczyna, bo skoro Justysia posag wezmie...
            • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 16:08
              Nie bylo czegos takiego jak "rezydent z oplaconym pobytem"

              Trochę skrót myślowy mi wyszedł. Chodziło mi o to, że Telimena opłacała swój pobyt w Soplicowie niepłatną przecież w pieniądzu pracą opiekunki i wychowawczyni Zosi. Guwernantce czy bonie trzeba byłoby jednak płacić, a tu trafiła się niezamożna dama, którą za pełnienie takiej funkcji należało jedynie gościć w zamożnym majątku (jakiż to koszt był te kawy i obsługa - a służbie dworskiej przecież też się raczej w pieniądzu nie płaciło). Któż by nie skorzystał, zwłaszcza w tak skomplikowanej sytuacji, kiedy "trafiła się" ze znakomitego rodu dziewczynka, do której wychowania zostało się zobowiązanym przez zobowiązanego z kolei z innej strony brata?

              Przypomniała mi się jeszcze a propos służby i rezydentów "Wojna i pokój". W domu Rostowów mieszkają jakimś prawem niesamowicie naciągniętego zasiedzenia dawni nauczyciele dzieci (mimo że Natasza jest już panną na wydaniu, a nie panienką wymagającą obecności guwernantki), wychowuje się praktycznie u nich daleki kuzyn Borys (bo jego matka z kolei procesuje się o utracony majątek z rodziną), a w "na stanie" domu jest jeszcze... błazen. Nic dziwnego, że skończyło się to potem finansową ruiną.
              • iwoniaw Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 02.03.16, 18:29
                Mimo wszystko śmiem przypuszczać, że w realiach ekonomicznych Rostowów problemy finansowe nie brały się jednak z konieczności żywienia kilku (czy nawet kilkunastu) dodatkowych osób.
                • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 09:47
                  Oczywiście, że problemy finansowe brały się nie tyle z żywienia dodatkowych osób, ile z hulaszczego trybu życia (obiady na kilkadziesiąt osób, bo innych hrabia nie uznawał, karciane długi, oddawanie zarządu majątkiem w ręce ludzi, którzy przede wszystkim brali dochody z niego dla siebie itd.). Z tym, że wspomina się raz czy nawet kilkakrotnie, że kiedy naprawdę w oczy zajrzało widmo katastrofy, te przerosty "zatrudnienia" właśnie w ramach oszczędności zlikwidowano.
                  • iwoniaw Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 11:06
                    Z tym, że wspomina s
                    > ię raz czy nawet kilkakrotnie, że kiedy naprawdę w oczy zajrzało widmo katastro
                    > fy, te przerosty "zatrudnienia" właśnie w ramach oszczędności zlikwidowano.


                    No tak, oczywiście - co nie zmienia faktu, że podjęto, jak to przy irracjonalnym podejściu ekonomicznym, decyzje nie tyle najskuteczniejsze i rokujące poprawę na przyszłość, co bardziej spektakularne niż efektywne.

                    U Patrycji, zakładam, jakieś zakupy robili jednak wymiennie, a jeśli chodzi o korzystanie z plonów sadów i ogrodów Flobrych, to rzeczywiście podejście "co taka rodzina tam zje" nie jest takie znów dziwne. Inna rzecz to niewątpliwie horrendalne rachunki za media (głównie woda i ścieki jak sądzę czynią różnicę przy dodatkowych osobach), do których - mam nadzieję - taka Natalia siedząca tam z całą rodziną całe lato się jednak dorzuca...
                    • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 16:48
                      iwoniaw napisała:

                      > U Patrycji, zakładam, jakieś zakupy robili jednak wymiennie, a jeśli chodzi o k
                      > orzystanie z plonów sadów i ogrodów Flobrych, to rzeczywiście podejście "co tak
                      > a rodzina tam zje" nie jest takie znów dziwne.

                      Żeby te warzywa i owoce w ogóle były, trzeba włożyć sporo pracy, a zatem skoro goście Flobrych życzą sobie pożerać owe dobra dzień w dzień tygodniami, to miło by z ich strony było, gdyby ruszyli pośladki i coś tam w tym ogródku tudzież sadzie robili sami. Szczególnie, że na tyle osób trochę tej zieleniny już trzeba zahodować. To dlaczego Pulpet miałby robić za samotnego stachanowca na grządkach?


                      Inna rzecz to niewątpliwie horre
                      > ndalne rachunki za media (głównie woda i ścieki jak sądzę czynią różnicę przy d
                      > odatkowych osobach), do których - mam nadzieję - taka Natalia siedząca tam z ca
                      > łą rodziną całe lato się jednak dorzuca...
                      >
                      • iwoniaw Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 16:54
                        Żeby te warzywa i owoce w ogóle były, trzeba włożyć sporo pracy, a zatem skoro
                        > goście Flobrych życzą sobie pożerać owe dobra dzień w dzień tygodniami, to miło
                        > by z ich strony było, gdyby ruszyli pośladki i coś tam w tym ogródku tudzież s
                        > adzie robili sami. Szczególnie, że na tyle osób trochę tej zieleniny już trzeba
                        > zahodować.


                        No i mam nadzieję, że to czynią. Zresztą, bądźmy sprawiedliwi, Gabunia nawet córkę w połogu swego czasu zostawiła bez jakiejkolwiek pomocy, gdy dostała sygnał o konieczności zbioru i przetwarzania porzeczek, więc nadzieja, że coś robią na grządkach w czasie dłuższego pobytu, zdaje się być uzasadniona. ;-)
                        • miodowocytrynowa Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 17:20

                          >
                          > No i mam nadzieję, że to czynią. Zresztą, bądźmy sprawiedliwi, Gabunia nawet có
                          > rkę w połogu swego czasu zostawiła bez jakiejkolwiek pomocy, gdy dostała sygnał
                          > o konieczności zbioru i przetwarzania porzeczek, więc nadzieja, że coś robią n
                          > a grządkach w czasie dłuższego pobytu, zdaje się być uzasadniona. ;-)

                          Oj tam zostawiła, bo pewnie dostała za darmola ze dwa tuziny słoików z dzemem porzeczkowym czy inną galaretką i rodzina miała co jeść zimą:)))
                          >
                        • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 17:22
                          iwoniaw napisała:

                          > Żeby te warzywa i owoce w ogóle były, trzeba włożyć sporo pracy, a zatem sk
                          > oro
                          > > goście Flobrych życzą sobie pożerać owe dobra dzień w dzień tygodniami, t
                          > o miło
                          > > by z ich strony było, gdyby ruszyli pośladki i coś tam w tym ogródku tudz
                          > ież s
                          > > adzie robili sami. Szczególnie, że na tyle osób trochę tej zieleniny już
                          > trzeba
                          > > zahodować.

                          >
                          > No i mam nadzieję, że to czynią. Zresztą, bądźmy sprawiedliwi, Gabunia nawet có
                          > rkę w połogu swego czasu zostawiła bez jakiejkolwiek pomocy, gdy dostała sygnał
                          > o konieczności zbioru i przetwarzania porzeczek, więc nadzieja, że coś robią n
                          > a grządkach w czasie dłuższego pobytu, zdaje się być uzasadniona. ;-)
                          >

                          Gabunia corke w pologu zostawila - sadze zreszta, ze z ulga, bo jednak latwiejsze jest przetwarzanie porzeczek niz zajmowanie sie noworodkiem i jego matka, zwlaszcza wobec poczynan strasznego dziadunia - ale to bylo dziewiec lat temu. Teraz widzimy ja polegujaca na lezaczku i pograzona w wizji przyszlosci, czyli ze stadkiem jozinowych rudzielcow. Pograzona w rozmowie z Markiem. Robiaca salatke. Wszystko.
                          Natalia od Wnuczki spoczywa na ganku, malowniczo ocieniona liscmi i milczaca. Albo kitlasi sie z Robrojem w lozku. Nawet z wlasnymi dziecmi rusza nad jezioro dopiero pod presja. Slownie raz - a mowa o obu tomach , WdO i F - slyszymy, ze poszla (pojechala ?) po smietane do sasiada.
                          Robroj tez raz rusza do koni, ale nie pamietam, pomoc czy tylko obejrzec. Jozwa zwija sie na budowie, ale to jest pomoc dla Florka, umowiona i oplacana :-)
                          Parycji nie pomaga NIKT. Ani jednej wzmianki, ze ktokolwiek podlal, popielil, zebral z grzadki, nie mowiac juz o tych plantacjach. Wstawil pranie, zebral ze sznura, poprasowal, cokolwiek ! Caly czas trzacha mna ta scena podziwiania perseidow, kiedy to Pulpa z Florkiem ganiaja po koce dla rodziny, picie i wyzerke, a potem sprzataja po wszystkich kichanych estetach. Majac w perspektywie pobudke o bladym swicie, bo wszak buleczki trzeba upiec, lody ukrecic, sniadanko przyszykowac, a goscie urlopuja i przyjechali wypoczywac, a nie harowac. Florki wypoczynku nie potrzebuja.
                          • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 17:50
                            tt-tka napisała:




                            >
                            > Gabunia corke w pologu zostawila - sadze zreszta, ze z ulga, bo jednak latwiejs
                            > ze jest przetwarzanie porzeczek niz zajmowanie sie noworodkiem i jego matka, zw
                            > laszcza wobec poczynan strasznego dziadunia - ale to bylo dziewiec lat temu.

                            Złośliwie stwierdzę, że nie wiemy, jak ta pomoc wyglądała. Może Pulpa zasuwała jak mały samochodzik, a Gabunia siedziała, patrzyła i ględziła o zadku Maryni...?
                      • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 16:55
                        bupu napisała:

                        > iwoniaw napisała:
                        >
                        > > U Patrycji, zakładam, jakieś zakupy robili jednak wymiennie, a jeśli chod
                        > zi o k
                        > > orzystanie z plonów sadów i ogrodów Flobrych, to rzeczywiście podejście "
                        > co tak
                        > > a rodzina tam zje" nie jest takie znów dziwne.
                        >
                        > Żeby te warzywa i owoce w ogóle były, trzeba włożyć sporo pracy, a zatem skoro
                        > goście Flobrych życzą sobie pożerać owe dobra dzień w dzień tygodniami, to miło
                        > by z ich strony było, gdyby ruszyli pośladki i coś tam w tym ogródku tudzież s
                        > adzie robili sami. Szczególnie, że na tyle osób trochę tej zieleniny już trzeba
                        > zahodować. To dlaczego Pulpet miałby robić za samotnego stachanowca na grządka
                        > ch?
                        >
                        >
                        > Inna rzecz to niewątpliwie horre
                        > > ndalne rachunki za media (głównie woda i ścieki jak sądzę czynią różnicę
                        > przy d
                        > > odatkowych osobach), do których - mam nadzieję - taka Natalia siedząca ta
                        > m z ca
                        > > łą rodziną całe lato się jednak dorzuca...


                        Bo zapomniałam dopisać. Takie stado osób na kupie zużywa potworną ilość prądu. Pralka chodzi przecież non stop, bo te wszystkie gacie trza poprać i pościele też. Sprzęty kuchenne dodają swoje - codziennie lody i inne desery, no przecież Pulpa nie kręci tego ręcznie, a jeszcze zmywarka, też przy takim stadzie lata na okrągło. Wentylatory do tego, bo każdy chce mieć chłodno, do tego pompa od wody, krórej zużycie jest horrendalne, plus ładowareczki, a to od komórki, a to od tableciku, wentylator nad kuchenką, piekarnik jeszcze, bo bułeczki, bo ciasteczka... Licznik szaleje.
                        • iskrzy_54 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 17:58
                          PulpoFlobry w totka wygrały o czym AŁtoressa zapomniała napisać, albo Florian spadek dostał ogromny po tym tacie, co go nie miał...
                          • miodowocytrynowa Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 23:01
                            A wlasciwie to po co Pulpa produkuje takie gigantyczne ilości lodów? Mały to wybór lodów w sklepach?
                            • iwoniaw Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 03.03.16, 23:06
                              Domowe lepsze i wymyślniejsze, nie każdy też chętnie zjada farbę mrożoną z cukrem i aromatem identycznym z naturalnym.
                            • angazetka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 05.03.16, 22:12
                              Wszystko inne też można kupić w dużym wyborze, ale nie tylko o to w jedzeniu chodzi.
      • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 14:11
        tak samo zastanawia mnie funkcjonowanie na Rosvelta. Kto opłaca rachunki,placi za jedzenie,robi zakupy itp. A przy tej ilości osób,która tam mieszka lub się pojawia,to jedzenia w lodówce musi być po sam sufit. Stary Borej non stop chrupie jakieś ciastka i wypija litry herbaty,Milicja na zmianę z Gabą coś pieką-kto za to wszystko,panie tego placi sie pytam?
        • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 16:55
          Robocza hipoteza jest taka, ze kase na Roosevelta trzyma Milicja i ona nia rzadzi. Natomiast kto do tej kasy wklada - nigdy nie bylo powiedziane. Czy kazdy z dochodami proporcjonalnie, czy po uwazaniu albo w miare potrzeby, czy stale kwoty - nie wiadomo.
          Zakupy robi najczesciej Milicja, wymiennie albo na przyprzazke z Grzegorzem. Pod nieobecnosc obojga (NiN) latala do sklepu glownie Pyza. Zaospowana wtedy.
          Kilkakrotnie jest scena, gdy wpada z zakupami Ida i rozlokowuje nabytki w szafkach i lodowce, ale bez porownania czesciej ukazane sa jej dzieci i ona sama jedzace u rodzicow/dziadkow niz zaopatrujace ten dom. Wzmiankowano, ze codzienne zakupy u Palysow robil od malego Jozek - i tak bystrze gospodarowal, ze z koszyczkowego mogl od reki zaplacic w pizzerni, gdy Ignac zapomnial portfela, Dziewiec lat wtedy sobie liczyl. W ostatnich tomach zakupami sie juz Jozwa nie hanbi.
    • kajagugu77 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 05.03.16, 21:05
      Do wspomnianych kosztów jedzenia i mediów dochodzą rzeczy niekoniecznie kupowane codziennie, ale zużywane w większych ilościach, np. papier toaletowy, mydło w płynie, przyprawy, folia aluminiowa (itp. itd.). Z własnego wieloletniego dowiadczenia wiem, że goście nie pamiętają o takich drobnych (!) szczegółach, za które również trzeba płacić i których raczej nie przywożą ze sobą. A butelka wina i kilo karkówki nie pokrywa kosztów trzydniowego pobytu, no niestety nie!
      • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 17:41
        Mnie właśnie zastanowił rozchód jajek u Flobrostwa. Przecież na te wszystkie jajeczniczki, ciasta, ciasteczka, bułeczki, lody domowej roboty w kilku smakach, na tyle gąb wychodzą jakieś potworne ilości jaj dziennie. Kopy i to wcale nie metaforycznie. Jedna kura z wolnego chowu znosi, przy wyjątkowo dobrych wiatrach, pięć jaj tygodniowo. Dwanaście kur zniesie zatem w tydzień sześćdziesiąt jaj. Czyli mniej więcej tyle, ile Borejki zeżrą na jedno śniadanko (tam regularnie żre kilkanaście osób!). Znaczy Pulpet musi mieć walne stado kur w liczbie sztuk kilkudziesięciu. Jak na jakim folwarku dworskim.

        Te rozważania jajeczne uświadomiły mi ile tam pożywienia idzie w tym flobrzym dworku pobielanym. Karmiłąm dzisiaj ludzi od zbierania kamieni z pola i na sześć osób na śniadanko dwie trzecie kostki masła pękło, a konsumenci nie szafowali produktem, bo pożywienie i tak było tłuste. Te jedenaście - dwanaście sztuk u Flobrych wchłania pewnie coś półtorej kostki na jedno posiedzenie. Czyli trzy kostki na same śniadanka i kolacyjki, kostka do obiadu, sporo idzie też do wypieków i deserów jak mniemam. Kilogram masła DZIENNIE w plecy. Czyli cirka ebałt coś koło dwudziestu złotych. Dziennie. Na samo masełko. A do tego jeszcze tony mąki, cukru, ziemniaków, warzyw, litry mleka, śmietanki, wory herbaty...

        O, herbatka, tam wszyscy notorycznie żłopią herbatkę. Rozumiem, sama maniakalnie żłopię. Wiemy, że Borejki są miłośnikami herbaty ze szczura, to jest pardon, ekspresowej. Przy dwunastu osobach niech każda wypije pięć herbat dziennie i sześćdziesiąt torebeczek poszło. Opakowanie na sto sztuk obstanie na półtora dnia.

        Zaczynam mieć coraz silniejsze wrażenie, że autorka popłynęła totalnie w Pana Tadeusza i zapomniała, że Flobry nie ma majątku ziemskiego z mendlem krowich ogonów, ogromnym stadem drobiu, polami ziemniaków i rozległym ogrodem, obrabianego przez rozlicznych parobków i dziewki. Dochodowego w dodatku, żeby na te wszystkie cukry i herbatki starczyło.
        • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 18:04
          bupu napisała:

          > Mnie właśnie zastanowił rozchód jajek u Flobrostwa. Przecież na te wszystkie ja
          > jeczniczki, ciasta, ciasteczka, bułeczki, lody domowej roboty w kilku smakach,
          > na tyle gąb wychodzą jakieś potworne ilości jaj dziennie. Kopy i to wcale nie m
          > etaforycznie.

          No to juz wiemy, gdzie Rumiankowna za posrednictwem pani Kasi swoje jajka uplynnia... i faktycznie sporo to musi kosztowac, skoro Dorota odbierajac naleznosc stwierdza "no niezle, wcale niezle"

          > Te rozważania jajeczne uświadomiły mi ile tam pożywienia idzie w tym flobrzym d
          > worku pobielanym (...)Te jedenaście - dwanaście sztuk u F
          > lobrych wchłania pewnie coś półtorej kostki na jedno posiedzenie. Czyli trzy ko
          > stki na same śniadanka i kolacyjki, kostka do obiadu, sporo idzie też do wypiek
          > ów i deserów jak mniemam. Kilogram masła DZIENNIE w plecy. Czyli cirka ebałt co
          > ś koło dwudziestu złotych. Dziennie. Na samo masełko. A do tego jeszcze tony mą
          > ki, cukru, ziemniaków, warzyw, litry mleka, śmietanki, wory herbaty...

          > Zaczynam mieć coraz silniejsze wrażenie, że autorka popłynęła totalnie w Pana T
          > adeusza i zapomniała, że Flobry nie ma majątku ziemskiego z mendlem krowich ogo
          > nów, ogromnym stadem drobiu, polami ziemniaków i rozległym ogrodem, obrabianego
          > przez rozlicznych parobków i dziewki. Dochodowego w dodatku, żeby na te wszyst
          > kie cukry i herbatki starczyło.


          a ja mam coraz silniejsze podejrzenia, ze flobre konopie jednak hoduja, nie te wlokiennicze bynajmniej i dlatego na wszystko starcza...
          • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 18:13
            Bupu o kurach, a ja o krowie... takiego zwierzecia, o ile pamietam, u Patrycji nie ma. Zatem te wszystkie twarozki, lody etc to kupne czy z kupnego mleka ? Ile litrow mleka potrzeba na twarozek na jeden posilek dla tej czeredy ? A lody, z litra smietany ile wyjdzie ? Chyba ze jednak Pulpet kreci lody z proszku i tylko dosmacza po swojemu...
            • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 19:08
              tt-tka napisała:

              > Bupu o kurach, a ja o krowie... takiego zwierzecia, o ile pamietam, u Patrycji
              > nie ma. Zatem te wszystkie twarozki, lody etc to kupne czy z kupnego mleka ? Il
              > e litrow mleka potrzeba na twarozek na jeden posilek dla tej czeredy ?

              Jeśli każdy z dwunastu biesiadników spożyje skromne 200 g twarogu, to razem da 2400 g. Prawie dwa i pół kilo na jeden posiłek. To ile twarogu wyjdzie z litra mleka, zależy od zawartości tłuszczu i białka w tym mleku. Z dwóch litrów dobrego mleka uzyskamy mniej więcej 500 g twarogu. Czyli, żeby starczyło na śniadanko we Flobrodworze, potrzeba dziesięć litrów mleka. Słownie: DZIESIĘĆ.

              Teraz, supermleczna krowa, karmiona specjalną paszą, może dać i kilkadziesiąt l mleka dziennie, ale prawdziwa wiejska krasula nawet z mlecznej rasy, daje tych litrów, latem, kilkanaście na dzień. Tak góra piętnaście. Więc domownicy Flobrodworu mogą na jedno śniadanko pożerać całodzienny udój od jednej krowy w twarogu.

              > A lody, z litra smietany ile wyjdzie ? Chyba ze jednak Pulpet kreci lody z proszku i ty
              > lko dosmacza po swojemu...

              Z litra śmietanki wychodzi mniej więcej pięć litrów lodów, co dawałoby jakieś niecałe pół litra per capita. A żeby uzyskać litr kremówki, trzeba odwirować jakieś sześć i pół litra mleka. Więc jeśli Pulpet nabiału nie nabywa w stanie gotowym, to kupuje chyba udój od trzech co najmniej krów bo twaróg, śmietana do twarogu żeby stał się twarożkiem, śmietana do lodów, mleko jako takowe... Przecież jak tam każdy z domowników wypije jedną szklaneczkę 200 ml mleka, to znika tego produktu dwa i pół litra prawie. Na raz.

              To teraz sobie przykładowy obiadek wyobraźcie. O, rosołek z opiumem magiczny. Mamy dwunastu obiadowników, każdy spożywa 100 g makaroniku i 300 ml rosołku. Czyli razem pękło kilo dwieście makaronu i trzy litry sześćset mililitrów rosołku. Przy, zaznaczam, skromnych założeniach bo to garstunia makaronu i półtorej szklanki zupy.

              No ale rosołek mało sycący jest, więc będzie drugie, powiedzmy nutriowa cukinia smażona w sosiku maślanym z nutą cytrynową. Niech będzie, że cukinie dorodne i każda waży 400 g po obraniu i wypatroszeniu. No to niechby na twarz konsumenta te 200 g przypadło... czyli razem sześć cukinii, ważacych w okolicy dwa i pół kilo czystej masy konsumpcyjnej. Ćwiczenie na wyobraźnię: ile masła trzeba zużyć na smażenie i ów maślany sosik z nutą. A cukinie żłopią tłuszcz niemiłosiernie.

              Zauważyć pragnę, że porcje wyznaczyłam dosyć skromne, a weźmy poprawkę na to, że może seniorzy za dużo nie zjedzą, eteryczna lelija Matalija także samo, ale już dwóch dorastających chłopaków żre tyle, co pułk wojska. Zasuwający fizycznie na budowie Florek i Józwa podobnie, a i Pulpa-stachanowiec też skądś musi siły na nieustanny zapieprz brać.
              • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 20:24
                bupu napisała:

                > Zauważyć pragnę, że porcje wyznaczyłam dosyć skromne, a weźmy poprawkę na to, ż
                > e może seniorzy za dużo nie zjedzą, eteryczna lelija Matalija także samo, ale j
                > uż dwóch dorastających chłopaków żre tyle, co pułk wojska. Zasuwający fizycznie
                > na budowie Florek i Józwa podobnie, a i Pulpa-stachanowiec też skądś musi siły
                > na nieustanny zapieprz brać.


                Porcje wyznaczylas dosc skromne i jadlospis dosc skromny - jakos nie chce mi sie wierzyc. zeby co najmniej dwoch ciezko tyrajacych chlopow (Florian i Jozwa) zadowolilo sie cukinia na obiad. Smaczne, ale malo tresciwe.
                No i zauwazmy, ze oni tam zra niemal bez przerwy - sniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja, przegryzka wieczorem i jeszcze podjadanie w miedzyczasie - a to sie salatki z punczyka sprobuje, a to czego innego... Nie pamietam, czy drugie sniadanie bylo, ale to sa, najskromniej liczac, cztery posilki (z deserem!) dziennie plus podkurek i tzw miedzyczas.
                Moja niebogata kieszen pokazalaby mi lokiec po trzech dniach, gora. A nie mam na utrzymaniu dzieci, ani za niczyje zagraniczne wojaze nie place.
              • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 20:27
                Bupu, jedna poprawka. Na drugie to raczej Borejklan pierogi z mięsem, a nie cukinię. :D
                Policzyć pierogi? Już kichając na koszt - wyrobienie ciasta [odpowiednich ilości, no każdy z tej dwunastki niech zje 6 - 8 pierogów] setka jak nic, i to licząc skromnie. A wiadomo, że pracujący fizycznie Florek i Józef nie zadowolą się sześcioma pierożkami, Idusia też ma zwyczaj połykać w całości, więc mniemam, że nie dwa, trzy, a liczyć trza "z górką"... Wiele zależy czy się robi pierożki małe, czy wielkie kluchy, no ale powiedzmy - średnie, takie zwykłą szklanką wykrawane. Wyrabianie ciasta, produkcja farszu... No i lepienie. To już daje zajęty ładny kawałek czasu. Koszty pomijam, bo co tam takie ciasto na pierogi zje. Ale już mięsny farsz? A okrasa?
                Tego co wyliczyłaś to tez założyłaś porcje głodowe. Myślę, że swobodnie można te twoje wyliczenia, no, może nie podwoić, ale o połowę zwiększyć już tak. Poza tym nie słyszałam, by ktoś gotując zupę wyliczał co do szklanki ile jej potrzeba. Znaczy wiadomo, że mniej - więcej się wie ile "schodzi", ale tylko orientacyjnie.
                Pozwolę też sobie zauważyć, że małe opakowanie [zgroza - kupowanego] serka "wiejskiego" - to 150 gram. Ty liczysz 200 na śniadanie? No, może, ale tylko, jeśli oprócz będzie coś jeszcze - czyli chleb/bułeczki, wędlinki, serek żółty, rzodkieweczki, masło fistaszkowe, pomidorki itd. Bo, zauważ proszę, że Borejki są opisywani jako osoby obdarzone zdrowym apetytem.
                • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 21:03
                  Idy to tam akurat nie ma, nawet na uroczystym obiedzie sie nie pojawila (ciekawe, dlaczego ? juz moze zyc z dala od ukochanych najblizszych ? zaraz po slubie jakos nie mogla), ale generalnie masz racje. Taki jadlospis, jaki podaje/przemyca MM to jest pozywienie dla starszej pani, ktora zajmuje sie glownie wachaniem roz w ogrodzie (z zajec fizycznych, mysle), a nie dla dwoch nastolatkow w okresie intensywnego wzrostu, od switu do nocy bedacej na nogach Pulpy, od dziecka zartej i chlopa w sile wieku oraz dwudziestolatka, ciezko pracujacych fizycznie.
                  Moze GG potrafia zyc sama salata, ewentualnie punczykiem, ale reszta ?
                • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 23:11
                  vi_san napisała:

                  > Tego co wyliczyłaś to tez założyłaś porcje głodowe. Myślę, że swobodnie można t
                  > e twoje wyliczenia, no, może nie podwoić, ale o połowę zwiększyć już tak. Poza
                  > tym nie słyszałam, by ktoś gotując zupę wyliczał co do szklanki ile jej potrzeb
                  > a. Znaczy wiadomo, że mniej - więcej się wie ile "schodzi", ale tylko orientacy
                  > jnie.
                  No to przeciez cały czas powtarzam, że to skromne i chude porcje. Oraz oczywiście, że nikt normalny nie wylicza zupy co do szklanki, te moje obliczenia służą tylko jednemu: unaocznieniu jak potworne ilości pożywienia schodzą u Flobrostwa (na śniadanie też).


                  > Pozwolę też sobie zauważyć, że małe opakowanie [zgroza - kupowanego] serka "wie
                  > jskiego" - to 150 gram. Ty liczysz 200 na śniadanie? No, może, ale tylko, jeśli
                  > oprócz będzie coś jeszcze - czyli chleb/bułeczki, wędlinki, serek żółty, rzodk
                  > ieweczki, masło fistaszkowe, pomidorki itd. Bo, zauważ proszę, że Borejki są op
                  > isywani jako osoby obdarzone zdrowym apetytem.
                  >

                  No nie wyobrażam sobie Borejków poprzestających na 200 gramach twarożku na śniadanie :D Z całą pewnością żarli więcej i nie tylko serek. Swoją drogą tych rzodkieweczek i pomidorków Pulpa też musiała mieć plantację.
                  • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 09.04.16, 23:48
                    Moim zdaniem - wyliczyłaś ciut "za chudo", no, na styk, na przeżycie. A oni tam przecież non - stop żrą. Śniadanko, zapewne drugie śniadanko, obiad [z dwóch dań z deserem - koszt deseru pominęłaś!], podwieczorek, kolacyjka... A w tak zwanym międzyczasie? Do tej herbatki a to sałatka, a to ciacho, a to muffinki, a to coś tam jeszcze... A to też ani się samo nie robi, ani za darmo ze sklepu nie przyprowadza.
                    Mnie by ciekawiło takie wyliczenie nie racji głodowo - więziennych, a realnych. Policzywszy spokojnie i realnie osoby, ich zapotrzebowanie kaloryczne, przyzwyczajenia konsumpcyjne itp. Kto się pokusi? Nawet nie o ceny mi chodzi, a o ilości jakie do koryta dostarczyć trzeba. Zauważ też, Bupu, że z opisów wynika, iż nikt tam głodny nie chadza, więc tym bardziej twoje założenia skromne nie przystają... :D
                    • ewa9717 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 00:18
                      Dużo ciekawsze niż zapotrzebowanie kaloryczne i koszt potraw jest wyliczenie czasowe przygotowania jedzonka. No i zmywanie po posiłkach, zmywara musi latać na okrągło. A moze i zmywary dwie...
                      • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 00:59
                        ewa9717 napisała:

                        > Dużo ciekawsze niż zapotrzebowanie kaloryczne i koszt potraw jest wyliczenie cz
                        > asowe przygotowania jedzonka.

                        Heh. Ja tam nie wiem, jestem bezczółkowa baba wiejska, ale u mnie w domu się zawsze zatrudniało do obierania ziemniaków i innych pomniejszych prac kuchennych dostępną akurat młodzież, dostatecznie wyrośniętą, żeby sobie przy tych czynnościach nie pourzynała niczego. Tymczasem jeden Rojek w "Febliku" snuje się po domu i marudzi, a drugi bawi się tabletem. Kto zatem tę cukinię na obiad obierał?
                        Ładowanie zmywarki też nie wymaga doktoratu, dlaczego zatem do cieżkiej deutery w Febliku po obiedzie pakuje do niej gary Pulpecja z Agą i Nutrią na spółę? Aga to było nie było gość, świeżo poznany i spoza rodziny, a Nutria tego dnia gotowała dla tego całego stada, tę cholerną cukinię smażoną z sosikiem i nutą. Co oznacza, że podczas morderczego upału spędziła mnóstwo czasu stojąc nad patelnią.

                        No i co, nikt z mistrzów empatii i dobrego wychowania się nie poczuł do sprzątania...? Młode Rojki, Gabochłon, Robroj, ktokolwiek...?

                        Pardą, bo trochę odjechałam od meritumu, który jest taki, że codziennie ktoś w tej kuchni musiał siedzieć godzinami. I to więcej niż jedna osoba. W związku z powyższym podejrzewam, że Pulpet istnieje w kilku egzemplarzach, gdyż jako osoba pojedyncza nie miałaby żadnych szans zdążyć ugotować dla tej hordy, sprzątnąć po kolejnych posiłkach, do tego utrzymać porządek w domu, uprać co trzeba, obrobić ogródek, konie, kury, psy, doglądnąć plantacji porzeczek i jeszcze gdzieś między tymi czynnościami zamienić bodaj dwa słowa z rodziną. A, i jeszcze zrobić, albo przynajmniej zaplanować zakupy.

                        Nie ma cudów, Patrycji było tak ze cztery!

                        > No i zmywanie po posiłkach, zmywara musi latać na
                        > okrągło. A moze i zmywary dwie...

                        Zważywszy na fakt, że Borejki cały czas coś wsuwają, a zatem i brudzą, albo Pulpet ma zmywarkę o rozmiarach przemysłowych, albo też jest tych zmywarek dwie.
                        • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 13:34
                          Przy takiej (zeżartej) gromadzie schodzą kg.pożywienia dzienne,to pewne.Sama swego czasu gościłam (co prawda na wakacjach,ale jednak) u siebie w domku osób .plus nasza piatka,czyli razem 10osób (doliczyć jeszcze proszę córkę mą w wieku niemowlęcym,acz jednak na tyle już dużą,że i parówkę zje i od biedy bułę pomemla). Na śniadanie dla takiej gromady schodziło kilkanaście bułek plus chleb,kostka (duża) masła.parówki, pomidory,jajka itp.w ilosciach hurtowych.do tego standardowo jakiś żólty ser,dżemy,twarożki,naleśniki itp. Rzadko kiedy zostawało coś do kolacji. Obiady na szczęście zazwyczaj zamieniały się w obiadokolacje,bo za jasnego zwiedzaliśmy itp. No i moi goście to z gatunku tych normalnych,bo oni też się poczuwali,żeby zakupy robić (roiliśmy naprzemiennie co 2 dzień). Ale faktycznie,woda na herbatę chodziła non stop,ubikacja to samo.o prądzie już chyba wspominać nie trzeba.a i kolejki do łazienki też się tworzły po kilka razy dziennie.

                          U nas ogarniały to wszystko 3gospodynie a i tak miałyśmy pełne ręce roboty (a przecież panowie pomagali i dzieciory również). Zgadzam się z bupu, nie ma opcji,żeby sama jedna Pulpa wszystko ogarnęła. Niechże nawet i ma motorek w d...w wiadomym miejscu,ale nie da kobiecina rady,bo ma tylko 2 ręce.

                    • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 00:20
                      vi_san napisała:

                      > Mnie by ciekawiło takie wyliczenie nie racji głodowo - więziennych, a realnych.
                      > Policzywszy spokojnie i realnie osoby, ich zapotrzebowanie kaloryczne, przyzwy
                      > czajenia konsumpcyjne itp. Kto się pokusi? Nawet nie o ceny mi chodzi, a o iloś
                      > ci jakie do koryta dostarczyć trzeba.

                      Nie podejme sie. Sprobowalam i juz przy sniadaniu moja dzielna grzywka stanela deba ze zgrozy, a reka odmowila posluszenstwa. Ale jak bardzo jestes ciekawa, poszukaj na stronach agroturystyki albo prywatego pensjonatu, nawet w "Rzepisze".
                      Nadmienie tylko, ze gdy z siostra jako 10- i 13-latka jezdzilysmy z rodzicami w gory, dla nas zamawiano podwojne porcje obiadowe, mimo ze pojedyncze tez male nie byly. Caly dzien hasania na swiezym powietrzu, to i apetyt byl odpowiedni. U gospodyni bralo sie litr mleka, duzy ser co drugi dzien, dwukilowy bochenek chleba na dwa dni starczal (pamietam, bo to ja po chleb latalam), a jeszcze miod, marmolada, jajka, oscypki...i we wlasnym zakresie tylko sniadania i kolacje, obiady gotowala gospodyni. A jeszcze bob sie pogryzalo w miedzyczasie, jagody, jezyny...
                      • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 13:52
                        A zrobiłaś może chociaż listę - kto tam dokładnie gościł u Flobrostwa? Jeśli tak - wrzuć, albo wyślij mi na gazetowy, bo do ponownego czytania dzieua się nie zmuszę... A bym pokombinowała... :D
                        • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 14:01
                          byli na pewno gospodarze,czyli Pulpet i Flobry (2)
                          Milicja z małżonkiem (2)
                          Natalia i Robroj z chłopakami (4)
                          św.Gabryjela (1)
                          Józinek (1)
                          I z doskoku Ignaś z Agnieszką (2)
                          Oraz Łałra z Aaadamem

                          Jeśli strzeliłam byka,to sory! (i tu głos oburzenia:))
                          • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 14:11
                            rudziaczeq napisał(a):

                            > byli na pewno gospodarze,czyli Pulpet i Flobry (2)
                            > Milicja z małżonkiem (2)
                            > Natalia i Robroj z chłopakami (4)
                            > św.Gabryjela (1)
                            > Józinek (1)
                            > I z doskoku Ignaś z Agnieszką (2)
                            > Oraz Łałra z Aaadamem
                            >
                            > Jeśli strzeliłam byka,to sory! (i tu głos oburzenia:))

                            A nie należałoby liczyć jeszcze Ani i Nory? Nie spędzały chyba całego lata na wyjeździe?
                            • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 14:42
                              Grzegorz dojechal, Mareczek sie na troche objawil i glownie gawedza z Gabonem polegujacym na lezaczku. Znaczy do michy doszli, ale do pomocy niekoniecznie.
                              Flobrowny pojechaly na miesieczny oboz, czyli przynajmniej czesc wakacji, te nieopisana, spedzily we Fobrogrodzie. Ale akurat one to matce pomagaly juz jako dzieci, przynajmniej w ogrodku.
                              • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 20:52
                                No to sobie policzyłam...
                                Momentami w Flobrojewie mogło być do 18 osób.
                                Śniadanko:licząc po dwie bułeczki [no, eteryczne niewiasty [Milicja, Nutria] może zjedzą po jednej, ale ciężko fizycznie pracujący Florek i Józef mogą swobodnie wciągnąć trzy, za Szymka i Jędrka tez bym łba na pniu nie położyła. 40 bułeczek... Do tego masełko. Ile tegoż masełka? No, najmniej półtorej kostki na posiłek, a raczej do dwóch. Wędlinki [lekko licząc ponad pół kilograma], serek żółty [podobnie jak wędlinki], twarożek [z kilogram by się zdało co najmniej, a i to dla wszystkich nie starczy] ze śmietaną, prócz tego rzodkieweczki, pomidorki, cebulka, sałatka, ogóreczki, Kilka litrów herbatki, cukier do tego, drobiazgów jak sól i pieprz nie liczę. Ok, przebrnęliśmy przez śniadanko. Obiad: sławetny rosół z domowym makaronem. Bupu zacnie wyliczyła, że na 12 osób to minimum 3,5 litra. Ale jeśli stołowników jest 18, a nie 12? Ze 4,5 do 5 litrów, jak mniemam. Podobnie zwiększyć należy zasób makaroniku do tegoż rosołku i natki pietruszki świeżo siekanej. Nie wierzę, że komukolwiek chciałoby się bawić w pierogi dla 20 osób, tym bardziej nie wierzę w cukinię w sosiku z nutą. Powiedzmy: ziemniaczki, schabowy i surówka z tartej marchwi. Ile też ziemniaczków trzeba by ostrugać? Powiedzmy, że schabowe można nabyć już pokrojone i udeptane, tylko opanierować i smażyć. Marcheweczkę utrzeć, do niej jabłuszko... Mniemam, że Pulpet ma jakiegoś Kitchen Aida, nawet jeśli nie tej marki... Na deser lody, śmietany hektolitry, cukru kilogramy, plus owoce i inne kombinacje smakowe. Kolacja - duplikat śniadania. Włos się jeży. Ja bym po dwóch dniach "gościny" takich miłych gości wyprawiła za drzwi z odciskiem obcasa na tylnej części ciała...
                                • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 21:54
                                  vi_san napisała:

                                  > No to sobie policzyłam...
                                  > Momentami w Flobrojewie mogło być do 18 osób.
                                  > Śniadanko:licząc po dwie bułeczki [no, eteryczne niewiasty [Milicja, Nutria] mo
                                  > że zjedzą po jednej, ale ciężko fizycznie pracujący Florek i Józef mogą swobodn
                                  > ie wciągnąć trzy, za Szymka i Jędrka tez bym łba na pniu nie położyła. 40 bułec
                                  > zek... Do tego masełko. Ile tegoż masełka? No, najmniej półtorej kostki na posi
                                  > łek, a raczej do dwóch. Wędlinki [lekko licząc ponad pół kilograma], serek żółt
                                  > y [podobnie jak wędlinki], twarożek [z kilogram by się zdało co najmniej, a i t
                                  > o dla wszystkich nie starczy]

                                  Na osiemnaście gąb wypadnie po 55 g per twarz. Żeby na tę twarz wypadło koło 200 g, twarożku na stole musiałoby zlądować ponad dwa i pół kilo.

                                  > ze śmietaną, prócz tego rzodkieweczki, pomidorki,
                                  > cebulka, sałatka, ogóreczki, Kilka litrów herbatki, cukier do tego, drobiazgów
                                  > jak sól i pieprz nie liczę. Ok, przebrnęliśmy przez śniadanko. Obiad: sławetny
                                  > rosół z domowym makaronem. Bupu zacnie wyliczyła, że na 12 osób to minimum 3,5
                                  > litra. Ale jeśli stołowników jest 18, a nie 12? Ze 4,5 do 5 litrów, jak mniema
                                  > m.

                                  Koło pięciu i pół, przy porcjach wytwornie skąpych (czyli te półtorej szklaneczki per talerz).

                                  Podobnie zwiększyć należy zasób makaroniku do tegoż rosołku i natki pietrusz
                                  > ki świeżo siekanej. Nie wierzę, że komukolwiek chciałoby się bawić w pierogi dl
                                  > a 20 osób, tym bardziej nie wierzę w cukinię w sosiku z nutą. Powiedzmy: ziemni
                                  > aczki, schabowy i surówka z tartej marchwi. Ile też ziemniaczków trzeba by ostr
                                  > ugać?

                                  Cirka ebałt koło sześciu kilo, zakładając, że porcje nie będą głodowe?

                                  > Powiedzmy, że schabowe można nabyć już pokrojone i udeptane, tylko opanie
                                  > rować i smażyć.

                                  Na te minimum osiemnaście kotlecików, to do panierki ze sześć-siedem jaj wyjdzie, jak nie więcej.

                                  > Marcheweczkę utrzeć, do niej jabłuszko... Mniemam, że Pulpet ma
                                  > jakiegoś Kitchen Aida, nawet jeśli nie tej marki... Na deser lody, śmietany he
                                  > ktolitry, cukru kilogramy, plus owoce i inne kombinacje smakowe. Kolacja - dupl
                                  > ikat śniadania.

                                  O podwieczorku i wszystkich przekąseczkach nie zapomnij. Samo gotowanie dla tego stada to robota na pełen etat jest.
                                  • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 23:03
                                    Alez moje drogie,czymze dla Pulpy jest przygotowanie fury zarcia,napychalnie litramu lodow home made,opraniem calej zacnej rodziny a przy tym obrobienie gospodarstwa? Fraszka,ot co! Kobieta ma czas jeszcze w gry rozne pogrywac. Powiem Wam jedno,nie wiem co ta Pulpa bierze,ale ja tez chcę.i to duzo! Bo u mnie czesto diba bywa za krotka na zrobienie wszystkuego,co sobie zaplanowalam
                                  • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 23:18
                                    A, twarożek liczyłam, że nie każdy akurat zapragnie spożyć. Ale zacnie prawisz, jeśli dla wszystkich - to 2,5 kg, a lepiej koło 3. Podkreślę, że wędlinkę, ser żółty tez liczyłam skąpo i wytwornie, a nie dla żertych pasibrzuchów i chłopów zaiwaniających fizycznie.
                                    Czyli rosołku lekko licząc sześć litrów to niezbędne minimum. Makaronik do tego...
                                    6 kg ziemniaczków, panierka do dwudziestu kotlecików to też [jak słusznie Bupu zauważyła] minimum 6 - 8 jajek, zależy jeszcze od wielkości. Ale jeśli kto lubi podwójną panierkę?to już jajeczek wychodzi 14 - 15...
                                    O przekąseczkach, podwieczorkach itd nie wspomniałam, bo mi się coś dziwnego zrobiło w środku...
                                    Te schabowe same do domu nie przyjdą, prowadząc za rączkę jajka i masełko, ze sklepu przydygać to trzeba, w sklepie za to zapłacić [mięsko na schaboszczaki, minimum 1,5 kg - wg info w necie w Poznaniu od 14,00 do 20,00 zł za kg], przerobić, a to tylko jeden dzień!!!
                                    Myślę, że tak circa ebaut od drugiego dnia po południu kuszące zaczęłyby mi się wydawać dawne obyczaje kulinarne ludu Fore z Nowej Gwinei...
                                    • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 23:47
                                      vi_san napisała:

                                      > Myślę, że tak circa ebaut od drugiego dnia po południu kuszące zaczęłyby mi się
                                      > wydawać dawne obyczaje kulinarne ludu Fore z Nowej Gwinei...

                                      Znaczy ugotowac Milicje albo Ignaca i nakarmic reszte, niech sie pochoruja ? Bo samemu jesc zewloki borejcze albo mezowi podac, to ja bym nie ryzykowala... Natalia chuda, Gabon kompletnie niestrawny, Robroj podobnie, a chlopcow szkoda, jeszcze moga wyrosnac na ludzi.
                                      • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 11.04.16, 00:04
                                        Nie upieram się przy konsumpcji, psy można nakarmić, albo rzeczonemu plemieniu wysłać w prezencie uwędzone starannie... Mi chodziłoby tylko o to, żeby w trybie natychmiastowym zmniejszyć pogłowie.
                                    • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 23:52
                                      vi_san napisała:



                                      > Te schabowe same do domu nie przyjdą, prowadząc za rączkę jajka i masełko, ze s
                                      > klepu przydygać to trzeba, w sklepie za to zapłacić

                                      Usiłowałam sobie zwizualizować zakupy Pulpecika. Nie tylko spożywcze. Przeca ta horda zużywa bezpośrednio, lub pośrednio, litry płynu do garów (bo nie wszystko da się wbić w zmywarę), płynu do podłóg, o innych środkach czyszczących nie wspominając, kilogramy mydełka, litry żelu pod prysznic i szamponu, niezliczone metry bieżące papieru toaletowego, kilogramy proszku do prania, cysterny zmiękczacza do tkanin, hektary worków na śmieci...

                                      Czy Pulpet jeździ po zakupy tirem, w asyście sześciu tragarzy, a każdy o gabarytach Dzidzi Jureckiego?
                                    • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 10.04.16, 23:56
                                      Z tymi kotletami to bym sie tak nie rozpedzala. Pamietajcie,ze niektorzy z klanu B.sa wegetarianinami (na pewno Grzes i IGS.ale tez chyba Robroj i Matalia) i oni miesem to moga co najwyzej rzucic. Dla nich pewnie bylo gotowane cus innego.a to znow generuje doodatkowe koszta...
                                • zla.m Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 11.04.16, 11:52
                                  Wydaje mi się, że przesadzacie. 18 osób to tam jest w porywach i nawet chyba nie na raz (jak są Ignacy z Agnieszką, to nie ma Idy z Markiem, Grześ tylko wpada itp). Opisane są prace w kuchni w wykonaniu innych niż Pulpa (Natalia, Ida), Robrojek idący z Florianem dla mnie w oczywisty sposób idzie pomóc, opisane są - we wcześniejszych książkach - wyjazdy rodzinne na zbieranie i smażenie porzeczek czy do innych prac. Wydaje mi się, ża autorka zakłada, że te opisy są wystarczającym sygnałem, że wszyscy Owszem, gros prac pewnie spada na gospodynię/gospodarzy i koszty pobytu rodziny są na pewno wielkie, ale chyba nie aż tak wielkie, jak wam się wydaje. Sądzę, że dla autorki jest oczywistością, że goście się dokładają i finansowo, i pracowo, i po prostu nie widziała potrzeby, żeby opisywać całą logistykę. Pomijając wszystko inne, pani MM ma dom pod Poznaniem, i 4 dzieci, te dzieci z rodzinami (zapewne, bo nie mam pojęcia, ale statystycznie wynika, że raczej tak) na pewno ją odwiedzają. Więc chyba ma pojęcie ile pracy i jakie koszty niesie ze sobą taka wizyta.
                                  Nie są to też na pewno całe wakacje - rodzice Pulpy przyjeżdżają dopiero po wyjeździe mamy Florka, reszta rodziny takoż pojawia się w tym terminie. Ponadto, sytuacja jest trochę awaryjna, bo na Roosevelta zaczyna się wielki remont i faktycznie rodzina trochę nie ma się gdzie podziać. No owszem, Rojkowie mają lokum i oni dają ciała też jeśli chodzi o organizacje wakacji synom (w każdym razie tak to wygląda). Ida dzieci młodsze "zaopiekowała", a jeśli chodzi o Józwę i Ignaca - to są to dorośli faceci i powinni sami sobie wyjazdy zaplanować. Zresztą - jeden u wujka pracuje zarobkowo, a drugi plączę się po Poznaniu i okolicach, bo pewnie czekał na jakiś znak od Madzi (i jak widać, na ten pierwszy znak był gotów ruszyć).
                                  • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 11.04.16, 19:16
                                    zla.m napisała:

                                    > Wydaje mi się, że przesadzacie. 18 osób to tam jest w porywach i nawet chyba ni
                                    > e na raz (jak są Ignacy z Agnieszką, to nie ma Idy z Markiem, Grześ tylko wpada
                                    > itp). Opisane są prace w kuchni w wykonaniu innych niż Pulpa (Natalia, Ida),

                                    Idy tam nie ma, wpada tylko porwac Marka

                                    R
                                    > obrojek idący z Florianem dla mnie w oczywisty sposób idzie pomóc

                                    a dla mnie nie. "Zajrzymy do koni" rownie dobrze moze znaczyc "idziemy je obejrzec"

                                    opisane są -
                                    > we wcześniejszych książkach - wyjazdy rodzinne na zbieranie i smażenie porzecz
                                    > ek czy do innych prac. Wydaje mi się, ża autorka zakłada, że te opisy są wystar
                                    > czającym sygnałem, że wszyscy Owszem, gros prac pewnie spada na gospodynię/gos
                                    > podarzy i koszty pobytu rodziny są na pewno wielkie, ale chyba nie aż tak wielk
                                    > ie, jak wam się wydaje. Sądzę, że dla autorki jest oczywistością, że goście się
                                    > dokładają i finansowo, i pracowo, i po prostu nie widziała potrzeby, żeby opis
                                    > ywać całą logistykę.

                                    Czytelnik nie musi wiedziec ani domyslac sie, co autor uwaza za oczywiste imho. Czytelnik dostaje tekst. Nie pada slowo o dzieleniu wydatkow. Nawet szesc osob na dluzej to sa spore koszty, a Rojki siedza tam cale lato, tak przynajmniej zostalo to przedstawione, seniorzy przybyli na dluzej z sugestia, ze na stale, a wymienne pobyty wcale nie generuja mniej pracy - nawet jesli IGS z dziewczyna czy Mareczek spedza tam tylko jedna noc, to posciel po nich uprac trzeba. Pokoj po nich sprzatnac trzeba, bo nikt sie nie kwapi.
                                    Zwlaszcza wobec innych dokonan klanu borejczego. MM zapewnia nas, ze wymiana uslug i wydatkow miedzy parterem a suterena na Roosevelta jest ekwiwalentna, ale my tego nie widzimy. My widzimy Ide robiaca zakupy czasem, a jedzaca (obzerajaca sie) wraz z potomstwem stale, podrzucajaca dzieci stale, jak wczesniej Gaba innym.

                                    I niestety u mnie to wywoluje wrazenie, ze dla MM sa tacy, co maja obowiazek swiadczyc i tacy, co z tych swiadczen korzystaja i ze TO WLASNIE jest norma. Gaba przerabiajaca porzeczki 9 lat wczesniej - nawiasem mowiac wtedy powinna byla zajmowac sie zupelnie czym innym - nijak nie rekompensuje Gaby obecnie polegujacej plus sciagajacej Patrycji na glowe meza i syna z dziewczyna. Jako gosci wylacznie. Jednorazowe pojscie po smietane i ugotowanie obiadu przez Natalie tez nijak sie ma do tego, co brudzi i wyzera ona i jej rodzina.
                                    • zla.m Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 00:16
                                      Wszystko fajnie, tylko że to nie są książki pt. "Lato u Pulpecji, t. 1. i 2.", tylko historie, które w dużej mierze toczą się gdzie indziej i dotyczą osób, które nie spędzają w Flobrostwa wakacji. Autorka opisuje sceny rozmów czy spotkań, a nie układanie talerzy w zmywarce, wyjazd po jedzenie i godzinną kłótnie "- my zapłacimy; - ależ nie, jesteście gośćmi; - ależ nie, już i tak masz z nami kłopot". Procentowo - w stosunku do reszty powieści - i tak często pokazuje osoby z klanu zajmujące się pracą czy pomaganiem u Górskich

                                      Owszem - podjęcie decyzji o zostaniu na stałe rodziców Pulpy jest bardzo nieładne, bo odbywa się jakby poza Florkiem, a na pewno poza córkami Patrycji. Ale byłoby nieładne, nawet gdyby seniorzy żywili się światłem słonecznym i nie brudzili pościeli.

                                      Podobnie - owszem, Rojkowie dali ciała z wakacjami chłopców, ale to też ma niewiele wspólnego z ilością zjadanych przez nich kotletów (jeśli jedzą kotlety w ogóle).

                                      I wreszcie - owszem, Borejkoklan przesadza z goszczeniem się, ale nie aż tak bardzo jak to wynika z tej dyskusji.
                                      • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 01:05
                                        zla.m napisała:

                                        > Wszystko fajnie, tylko że to nie są książki pt. "Lato u Pulpecji, t. 1. i 2.",
                                        Procentowo - w stosunku do reszty powieści - i tak często pokazuje osob
                                        > y z klanu zajmujące się pracą czy pomaganiem u Górskich

                                        Eeee ? Raz dwie dziopy pomagajace Pulpie zaladowac zmywarke, raz Natalia idzie po smietane i raz robi cukinie. Wiecej nie pamietam.
                                        Pomijam Jozwe, ktory jest tam jako pomagier, a nie gosc i nawet szklanki mleka mu nie wypomne. Chocby podsuwano mu ja pod nos, a potem wyjmowano z reki i czule myto. On naprawde zasuwa.

                                        A tak normalnie to Pulpa z Florkiem sie krzata, Pulpa jedzie po zakupy (przy kilku innych zmotoryzowanych i z prawem jazdy osobach). Gdyby to bylo lato u Pulpecji w dwoch tomach, zadalabym opisow pracy na tych plantacjach i w hodowli, prania, rozwieszania, prasowania i odkurzania, podlewania ogrodka i tak dalej. Nie zadam, dostalismy wycinek. Ale w tym wycinku proporcje w domowych, wlasciwie tylko kuchenno-stolowych pracach - 6-8 gosci na dwojke gospodarzy - sa bardzo mocno zachwiane. Najdelikatniej mowiac.
                                        • gat45 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 07:12
                                          "Czytelnik nie musi wiedziec ani domyslac sie, co autor uwaza za oczywiste imho. Czytelnik dostaje tekst. Nie pada slowo o dzieleniu wydatkow. [...]"

                                          Brzmi tu echo ostatniego akordu naszej nieco wcześniejszej wymiany z Nigollą. Wtedy się z Tobą zgodziłam, ale teraz już nie. To znaczy : nie uważam, żeby w takiej literaturze obowiązkiem autora było opisanie wszystkich, ale to wszystkich konkretów życia codziennego, a w tym konkretnym przypadku podziału kosztów i obowiązków na letnisku.
                                          Owszem, my mamy prawo dziwić się, że niektórych informacji nie ma, że autorka uznała je za zbyt błahe (a w książeczkach dla dorastających panienek akcent na takie sprawy byłby wielce wychowawczy), ale tylko dziwić. Przesłanek do nabrania pewności, że wszystko robi i za wszystko płaci Patrycja, moim zdaniem brak.

                                          Do Złej.m : wydaje mi się jednak, że taki spęd jest bardzo kosztogenny. Według mojego doświadczenia, przy tak dużej i na dodatek zmiennej ilości stołujących się, trudniej jest wyliczyć ilości i zapobiegliwa pani domu pozostaje dodatkowo z superatami z posiłków, które nie wiadomo jak spożytkować. Kłopot, chyba że ma się do dyspozycji strasznie żarte nastolatki, które między posiłkami zlikwidują każdą nadwyżkę. Czy małe Robrojki są takimi likwidatorami resztek ?
                                          • melmire Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 08:37
                                            Ja jestem kijowa pani domu i w ogole nie umialabym gotowac na taka ilosc osob na raz. Jak sie prowadzi normalnie gospodarstwo dla czterech, to moze sie okazac ze nawet na ugotowanie makaronu dla 14 nie ma takiego wielkiego gara! Ani nie ma czterech mich do salaty, bo zazwyczaj wystarczaja gora dwie. Juz nie mowiac o sztuccach, nie wiem ile wy macie widelcow, ale ja szesc :)
                                          • zla.m Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 12:55
                                            Pewnie, że taki sped jest kosztogenny. I męczący. Rację ma tt-ka, że zamiast Pulpy jadacej na zakupy, powinniśmy zobaczyć, jak każdy przyjeżdżajacy wyciąga zakupy, lepiej by to wyglądało, a i tak gospodarze pewnie będą w plecy z kosztami. Ale przecież oni zapraszają, godzą się ponieść jakieś wydatki, bo chcą tych ludzi ugoscic, niezależnie od naszego zdania na ten temat ;-) Ja bym dostała świra, ale im pasuje.
                                            • jottka ale 12.04.16, 14:08
                                              mnie się jednak wydaje, że problem nie polega na czaso- i kosztochłonności karmienia sporej rodziny z przyległościami, tylko na tym, że ogólnie to wszystko jest niewiarygodne. no nie wierzę jako czytelnik ani w te cukinie, ani w te konie, ani w tę miłość między tym a tamtym czy coś zgoła przeciwnego.

                                              w "kwiecie kalafiora" bodaj nie było szczegółowych wyliczeń, co i ile kosztuje, ale był jeden krótki opis jak mama borejko robiła kanapki na kolację - i jak pilnowała skromnych maźnięć masłem roślinnym po kanapce, robiła z tanich rzeczy pastę na bazie twarożku, żeby czymś się można było najeść, a plasterki kiełbasy były czujnie wydzielane na porcję. ja mam tę scenę w oku po dziś dzień i nie była ona ani martyrologiczna, ani uwznioślająca, tylko zwyczajnie prawdziwa i więcej mówiła o wszystkich postaciach oraz przedstawianym świecie, niż dzisiejsze perory o samym źle, które jak wiemy jezd wszędzie.

                                              o tę weryfikację prawdziwości na linii autor/czytelnik mi idzie, wyliczenia kosztów realnych są już drugorzędne, choć ja bym się skłaniała do tego, że bupu ma rację i to w dolnych granicach normy.
                                              • rudziaczeq Re: ale 12.04.16, 14:33
                                                o to,to!dobrze kobieto mowisz! w kk scena byla byla realna,taka ludzka. Jak i same postacie tam występujące. było biednie,więc jadało się raczej biednie (ale za to jakże pomysłowo)
                                                W neo zaś jada się z rozmachem,w wielkich ilościach i na bogato,bo przecież oni tam wszycy są bogaci (oraz mądrzy i piękni)
                                                • bupu Re: ale 12.04.16, 18:14
                                                  rudziaczeq napisał(a):

                                                  > o to,to!dobrze kobieto mowisz! w kk scena byla byla realna,taka ludzka. Jak i s
                                                  > ame postacie tam występujące. było biednie,więc jadało się raczej biednie (ale
                                                  > za to jakże pomysłowo)
                                                  > W neo zaś jada się z rozmachem,w wielkich ilościach i na bogato,bo przecież oni
                                                  > tam wszycy są bogaci (oraz mądrzy i piękni)

                                                  Żeby oni bogaci byli. Oni są ubodzy wszyscy jak jeden i jedna, Pulpety mieszkają w skromnym domku, który jakoś bezkolizyjnie mieści w swym wnętrzu te tabuny gości, a duch Marka Aureliusza unosi się nad wszystkim, prawdaż. Tyle, że wbrew deklarowanemu ubóstwu żyją z rozmachem dobrze sytuowanej rodziny szlacheckiej ze dwora.
                                                  • rudziaczeq Re: ale 13.04.16, 14:43
                                                    faktycznie,te ich ubóstwo to tylko deklaratywne.Na Rosvelta w tej chwili zostaly Gabony z Ignasiem i stare Borejki,co razem daje dwie pensje i dwie emeryturki (plus kokosy,ktore Milicja zbija za sztuki jako KalAmburka). Dzieci do szkoły już nie chodzą,nie ma z tego tytułu zyt wielu wydatków. Ciuchów i sprzętów też nie mają luksusowych (no chyba,że zmywarka,ale dziś to żaden luksus) Można snuć przypuszczenia,że oni teraz w forsę to opływają wręcz. Ale ponieważ "piniążki są be" będą skrzętnie te forsę gdzieś ukrywać,żeby ich sąsiedzi nie obgadali;)
                                                  • ewaty Re: ale 13.04.16, 14:53
                                                    Może w remont Roosevelta 5 ładują- świeżo wychodzę z remontu mieszkania w kamienicy, (dodam, że moja rodzina z tych, co niczego nie wyrzuca), telepkę i traumę mam sporawą, wizja Grzegorza robiącego te prace samodzielnie może mnie przyprawić o cyniczny rechot. Chyba czas się wyszlochać na forumowym łonie, licząc na liczne nalewki wyprowadzające z remontowej traumy...
                                                  • miodowocytrynowa Re: ale 13.04.16, 15:51
                                                    Mila to chyba nie ma emerytury, przecież ona w ogóle nie pracowała to niby skąd miałaby mieć?
                                                  • tt-tka Re: ale 13.04.16, 16:25
                                                    Milicja pracowala, do 1970 w biurze (od kiedy, nie pamietam), a potem jako chalupnica spoldzielni "SwiT". Czy emeryture wypracowala, diabli wiedza, diabli wiedza, ale jesli, to jedna z najnizszych.

                                                    W remont to oni kokosow nie wkladaja, Grzegorz planowal zaszpachlowac, a potem pomalowac i wszystko. Koszt szpachli i farby (pedzel w domu byl). A jak sie sciana zarysowala, to w ogole przestal.
                                                    O tym, jak MM wyobraza sobie remont mieszkania, w ktorym od trzydziestu kilku lat nie robiono nic poza malowaniem a to zielonego pokoju, a to kuchni i chyba pokoju Ignasia, bylo juz kilka watkow :-)
                                                  • iskrzy_54 Re: ale 13.04.16, 21:47
                                                    Mila to chyba nie ma emerytury, przecież ona w ogóle nie pracowała to niby skąd miałaby mieć?

                                                    Jeśli pracowała w tym zakładzie Gizeli to może mieć (moja przyjaciółka, ktora nigdy nie pracowała na etacie dostaje malutka rentę po zmarłym mężu, który przepracował na etacie zdziebko powyżej 5-ciu lat). Milicja mogła też z tych licznych korekt i honorariów autorskich opłacać sobie jakiś fundusz emerytalno-ubezpieczeniowy, typu Nationale Nederlander - raczej mało borejkowskie, ale co takie ubezpieczenie zje?
                                                  • miodowocytrynowa Re: ale 14.04.16, 10:06
                                                    No, ale co innego renta po mężu co innego wypracowana przez siebie samego emerytura. Nawet jesli pracowała przez ok. 10 lat w zakładzie Gizeli, to emeryturkę ma malusieńką, wręcz symboliczną.
                                                    A czy w spóldzielni Świt była na etacie, raczej wątpię. w l. 70 matka mojej kolezanki składała chałupniczo długopisy tez dla jakiejs spóldzielni, ale etatu tam nie miała.
                                                  • tt-tka Re: ale 14.04.16, 11:57
                                                    Praca nakladcza dla spoldzielni tez wtedy byla z ubezpieczeniem i swiadczeniami. Tyle ze to byly groszowe skladki, wiec i emerytura odpowiednio niska. Ogolnie to Milicja niewiele w zyciu wypracowala, w sensie finansowym, a czy odprowadza jakies skladki ze swojego pisarstwa, nie wiemy. Byc moze wszystkie dochody wydaje na biezaco albo upycha na tajnym koncie. Za to przez cala zycie jest sluzaca rodziny, na stare lata tez. Widac jej to pasuje.
    • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 19:51
      Gosci jutro mam, kilka osob i tylko na kolacji. Wlasnie rozpakowalam zakupy.

      paczka masla, dwie sera, sloik mini-kielbasek, 10 jajek, salata, paczka pomidorow, sloik ogorkow, pieczywa dwie paczki (juz krojone, jasne i ciemne), tubka remulady, kisc winogron, dwie paczki mini-bananow, galaretki. Kawa, herbata i cukier w domu jest, alkohol tez.

      na te 8-10 osob obecnych w pulpowie codziennie, nawet z poprawka na to, ze zielenina jest wlasna, trzeba przytaskac kilka-kilkanascie litrow mleka, kilkadziesiat jajek, bulek minimum 40 kupic albo upiec (kilka kilo maki), cukru kilo-dwa, ser, twarog - powiedzmy, ze przy upale wedlin nie jedza. Tylko na kolacje i sniadanie.
      Codzienne zakupy tam to jest tobol kilkadzesiat kilogramow wazacy. Albo raz na tydzien polciezarowka.
      • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 21:30
        Przypomnial mi sie "Depozyt" Chmielewskiej i Bogusia Chlupowa, ktora gotowala pysznie, ale imponujaco tanio i nie przemeczajac sie.
        Ona robila sok z wlasnych porzeczek, bez cukru, zatem przerazajaco kwasny, ale niekosztowny. I do picia w upaly pol na pol z woda idealny.
        Poza tym potrafila od gosci wydebic, co sie nalezy :-)
        • slotna Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 23:30
          Nie bylo tam powiedziane jak jej sie to nie psulo?
          • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 23:52
            slotna napisała:

            > Nie bylo tam powiedziane jak jej sie to nie psulo?
            >

            O ten bezcukrowy sok Bogusi Chlupowej pytasz ? Nie pamietam. Moze butelki dobrze zamkniete, a moze robila na biezaco i spijalo sie na biezaco ? Tak czy siak gosci przyjmowala niskokosztowo i do roboty potrafila zagonic :-)
            • slotna Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 13.04.16, 00:13
              No wlasnie ja tez nie pamietam. Czytalam ostatnio ciagiem duzo Chmielewskiej, ale potem cos mi przeszkodzilo i do Depozytu nie dojechalam. Jak skoncze aktualne lektury, to sobie odswieze.
          • mika_p Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 19:22
            O ile pamiętam, z powodu niedoboru cukru sok Bogusi Chlupowej był nietrwały i przede wszystkim dlatego należało nim gości częstować, żeby się nie zmarnował. Letni gorąc to była przykrywka, żeby nikt nie myslał, z samą Bogusią na czele, że ona skąpa.
            • ewa9717 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 19:28
              Nie ze skąpstwa, ale robię soki bezcukrowe z porzeczek i winogron, po prostu takie pijam. I nie gotuję słoików ;) Wrzący sok wlewam do niedużych słoików (po dżemach lub musztardzie), stawiam do góry nogami i opatulam ręcznikami. Tak sobie stoją, aż całkiem wystygną. Trzymają się jak zamurowane ;)
              • iskrzy_54 Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 21:01
                Latem dostałam od przyjaciółki wielką torbę winogron z własnego tarasu i przerobiłam na sok, nie dało sie tego pić bez dolewania wody, słodkie było jak cho... ho... ho. Może nie trzeby by było dodawać cukru - niestety zniknął ten sok jak sen jaki złoty, ale pewnie są takie słodkie owoce, co dodatkowego cukru nie potrzebują?
      • mmoni Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 17.04.16, 17:20
        Te Wasze wyliczenia przypominają mi monolog Krystyny Zachwatowicz

        Odżywianie zbiorowe, czyli z kotła, stosujemy tam, gdzie życie rodzinne nie jest możliwe.
        • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 19.04.16, 09:32
          mmoni napisała:

          > Te Wasze wyliczenia przypominają mi monolog Krystyny Zachwatowicz
          >
          > Odżywianie zbiorowe, czyli z kotła, stosujemy tam, gdzie życie rodzinne nie jes
          > t możliwe.

          Raczej koncowke tego monologu :-) - zycie rodzinne i na sniadanie jajecznica z 60 jaj plus dwa kaplony. Co najmniej tyle, bo ostatnie slowa ucielo.
          • mmoni Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 19.04.16, 11:54
            Ale marszałkowa Ogińska sama zjadała ilości, jakie wyżywiłyby całą rodzinę Borejków z przyległościami (BTW, na moim komputerze nic nie ucina, nagranie jest aż do oklasków.)
    • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 12.04.16, 22:49
      Czy przypadkiem ten Flobrodwór to przypadkiem nie ma być takie nasze współczesne, tylko bardziej rodzinne, a nie szlacheckie Soplicowo? Majątek kwitnący, dobrze zarządzany, to i gromady gości się pożywią nieskąpym jedzeniem, nawet bez konieczności pozbawiania życia Zosinego drobiu.
    • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 15:59
      Ech, w Soplicowie to goscie przynajmniej po grzyby sie ruszyli, uzupelnic aprowizacje. A i tak Wojski zbieral muchomory, niewykluczone, ze w zamiarze wytrucia calej tej czeredy, gdyby sie zasiedziala zbyt dlugo...
      • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 18:56
        Ale oni te grzyby zbierali dla rozrywki, a nie dla uzupełnienia zapasów, tak jak Mila Borejkowa robiła kompoty i konfitury, żeby mieć dla rodziny do jedzenia choć takie owoce w zimie. Owszem, grzyby na pewno szły potem do kuchni, ale nie na tym sytuacja polegała, że gościom delikatnie dawano do zrozumienia, że teraz idziemy do lasu w celach gospodarczych, a nie po to, żeby poeta nas ładnie opisał, a potem reżyser ładnie sfilmował.
      • vi_san Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 14.04.16, 22:38
        Czasy były jakieś inne... Czas jakiś temu czytałam fantastyczny zbiór listów jednego Branickiego, na ów czas 17 czy 18 letniego młodzieńca, który do jednego ze swych przyjaciół narzekał iż musiał się samotnie udać do babki z wizytą, ale że starsza pani nie życzyła sobie zamieszania z cudzą służbą - biedny wnusio mógł zabrać ze sobą ZALEDWIE 37 osób "obsługi"... Babcia młodego panicza fanaberie nieludzkie prezentowała, gdyż był on nawykły, że do obsługi jego osoby, garderoby, koni, psów itepe niezbędnych jest co najmniej 80 osób! :D
        Jednak FlobroPulpowo nijak nie mieści się w tamtych czasach, a Borejkowie nijak się mają do Branickich... Zaraz, zaraz... A może ta cukiernica Radziwiłłów to nie zajumana pamiątka, a wręcz przeciwnie, dowód pochodzenia z nieprawego co prawda ale magnackiego łoża?
      • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 14:20
        Już widzę oczami wyoraźni: Boreje wdziewają kalosze,robią mnóstwo kanapek, gotują jajka na twardo i idą całą rodziną do lasu nazbierać grzybów. Ignac siedząc na pniu i pijąc herbatkę z termosu kontempluje naturę i co chwilę rzuca jakimś cytatem z łaciny na temat wyższości natury nad miastem, Milicja obsesyjnie szuka grzybów, małe Rojki ganiają po lesie głośno się śmiejąc, zaś Gabrysia patrzy na rodzicieli pełnym miłości spojrzeniem spod tej jasnej dzielnej grzywki;DD
        • soova Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 16:24
          Swoją drogą Ignacy kiedyś po prostu i zwyczajnie łowił ryby w deszczu w Czaplinku...
          • bupu Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 17:09
            soova napisała:

            > Swoją drogą Ignacy kiedyś po prostu i zwyczajnie łowił ryby w deszczu w Czaplin
            > ku...

            Wtedy jeszcze Ignacy był zwyczajnym Ignacym, a nie głową, panie kochanku, rodu i Plutarchem Jeżyc.
            • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 18:10
              a kto te rybki później obrabiał,bo mi coś umknęło?
              • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 18:15
                rudziaczeq napisał(a):

                > a kto te rybki później obrabiał,bo mi coś umknęło?

                Wyglada na to, ze Mila (wtedy jeszcze nie kostucha milicja), gdyz male byly male, Ida uciekla, a Gaba, jak donosi nam Pyziak "odmawiala stanowczo oprawiania tego paskudztwa". Chyba ze jednak Ida i m.in, dlatego uciekla :-)
                • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 18:38
                  dzięki za przypomnienie:) Na pewno Mila jadła te rybki,bo później Idusia zdawała relację doktorowi Kowalikowi (lub Felicji???)
                  • tt-tka Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 18:51
                    rudziaczeq napisał(a):

                    > dzięki za przypomnienie:) Na pewno Mila jadła te rybki,bo później Idusia zdawał
                    > a relację doktorowi Kowalikowi (lub Felicji???)


                    Jadla, jadla. Trzy razy dziennie z milosci do Ignaca. Poza tym jadla jeszcze paprykarz z puszki, czym dr kowalik przerazil sie niepomiernie.
                    Nie wiem, jak powinna wygladac dieta wrzodowca pol roku po operacji, ale zdaje sie, ze sklonnosc do samoudreki to gabon po mamusi odziedziczyl...
        • rudziaczeq Re: Jeszcze raz o kołchozie u Patrycji i kosztach 15.04.16, 18:13
          jeszcze taka wizja mnkie naszła: Gabrysia odchodząca od rozgardiaszu rodzinnego.Wreszcie w odosobnieniu przytula się do drzewa a łzy kapią z tego jej dzielnego oblicza. Płacz ofc spowodowany jest przez Pyziaczka...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka