Dodaj do ulubionych

Pyza się odchudza

04.01.17, 17:23
Może już było, ale teraz jestem oblatana w temacie (Chłop jest na diecie) i mogę się fachowo poprzyczepiać.

Przede wszystkim - czy Pyza istotnie musiała się odchudzać? Co wiemy o jej wyglądzie? Natalia, wróciwszy z Cypru, powiedziała ależ ty urosłaś i wyszczuplałaś! ale wiedziała, że właśnie tym komplementem sprawi Pyzie przyjemność.

U Lelujków Pyza oświadczyła, że się odchudza. Reakcja: Mogła sobie darować to wyznanie. Spotkało się bowiem z wybuchem niedowierzania i protestami wszystkich obecnych z wyjątkiem Laury.
Laura nie jest obiektywna. Młodzi Lelujkowie zapewne też nie. Ich mama w życiu nie powiedziałaby gościowi nic przykrego. Bernard sam jest brzuchaty i fałdeczki u bliźnich mu nie przeszkadzają. Tak więc nie wiemy na sto procent, że Pyza faktycznie ma z czego się odchudzać.
Załóżmy jednak, że ma. I jak to robi?

walczyła o linię za pomocą diety owocowo-warzywnej i mlecznej
założyła sobie, że nie przekroczy tysiąca kalorii dziennie

Znamy niepełny jadłospis Pyzy z jednego dnia: śniadanie: kubek mleka, razowiec z przezroczystym płatkiem twarogu i kawałkiem papryki. II śniadanie - jabłko. Obiad: filet z kurczaka smażony bez tłuszczu, garstka ryżu, sałata, kefir i owoce na deser. O kolacji nie wiemy nic.
Lekko licząc, Pyza zjadła już 835 kalorii. Bez kolacji. I cały czas była głodna:

chleb już pochłonęła; nadal była bardzo głodna
Pyza też już była głodna. Zabrała ze sobą jabłko i teraz mogła je schrupać. Czterdzieści kalorii.

I teraz się poznęcam nad dietą Pyzy.
Po pierwsze - każdy dietetyk powie, że człowiek, który się odchudza, nie może być ciągle głodny! Dietę należy tak ustawić, żeby organizm dostał swoje i człowiek czuł się nasycony. Ba jak brakuje jedzenia, to metabolizm zwalnia i organizm odkłada zapasy na czarną godzinę. Pewnie, w którymś momencie już nie ma czego odkładać i zaczyna zżerać te zapasy, ale w odchudzaniu nie chodzi chyba o to, żeby się głodzić. Jako ciekawostkę powiem, że mój Chłop, wagi 134 kg, gdy postawiłam przed nim obiad zaordynowany przez dietetyczkę, spojrzał przerażony i zapytał: ja mam to wszystko zjeść???? Obiad składał się ze szklanki makaronu (objętość przed ugotowaniem), 15 dag chudego twarogu i 15 dag pomidorków koktajlowych + przyprawy i zielenina. Była tego kopiasta micha.

Druga sprawa - owoce tuczą! Podobnie jak mleko. W pierwszych jest fruktoza, bardzo łatwo przyswajalny cukier, w drugim - laktoza. Co ciekawe, w twarogu jest mniej cukru niż w mleku. Dostarczając wygłodzonemu organizmowi cukier (jabłko na drugie śniadanie, owoce na deser, mleko) Pyza sama hoduje sobie tłuszczyk.

Trzecia sprawa - garstka ryżu czyli mniej więcej 50 g, ma prawie cztery razy więcej kalorii niż ziemniaki! Ryż jest w ogóle cholernie kaloryczny (349Kcal/100g), więc Pyza zamiast niego powinna jeść poczciwe pyry (87Kcal/100g).

Czwarta sprawa - jabłko Pyzy ma 40 kalorii. Akurat! Wg tabeli 100g jabłek to 57 kalorii. Przeciętne jabłko waży 200 g, czyli ma 114 kalorii. Jabłko Pyzy musiałoby więc ważyć jakieś 70g. Strasznie lichutkie jabłuszko dali jej do szkoły.

Dodam jeszcze, że dobrze ustawiona i dobrana dieta, po pierwszej, najbardziej rygorystycznej fazie, dopuszcza nawet ekscesy typu świąteczny obiad, imieniny czy sylwestrowe szaleństwo. I też nic złego się nie dzieje. Waga skacze gwałtownie w górę, by po dwóch dniach łagodnie opaść do poprzedniego poziomu. Mogłaby więc Pyza obżerać się pysznościami u Lelujków bez najmniejszych wyrzutów sumienia, a potem kontynuować dietę.
Obserwuj wątek
    • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 18:01
      Weź pod uwagę, że Pyza odchudza się w schyłkowych latach '90 XX wieku. Jako jej rówieśnica, też walcząca z nastoletnim sadełkiem, akurat dobrze pamiętam tamte klimaty. To jeszcze nie były czasy naturhousów i co najmniej kilku dietetyków w każdym mieście powiatowym. Nie było Internetu! Wiedzę o odchudzaniu czerpało się z "Super Linii" (co miesiąc nowe diety) i z przypadkowych "diet" z magazynów kobiecych, ewentualnie z wydawanych wtedy licznych książek o super dietach kompletnie nieprzystosowanych do naszych warunków (pomarańcza i tost na śniadanie, serek philadelphia na przekąskę, itp. - pamiętam, stosowałam taką dietę w zimie,przy 10 stopniowym mrozie, głupia ja nastoletnia). Wszystko było jeszcze nowością, zachodnie nowinki przyjmowane były bezrefleksyjnie, pojawiały się pierwsze suplementy odchudzające (chrom, tabletki z włókien ananasa). Pyza mogła właśnie tak głupio się odchudzać. Mając w pamięci własne, chaotyczne i często bezsensowne zmagania z tuszą w tamtym okresie, nie widzę w tym opisie czegoś nierealnego.
      Oczywiście, dieta stosowana przez Pyzę jest niemądra i nieskuteczna, ale tak właśnie mogło to wyglądać.
      • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 18:19
        Pozwolę sobie zafloodować - właśnie sobie uświadomiłam, że te nieszczęsne jabłko jako przekąska było wtedy forsowane w wielu dietach. Zupełnie bez sensu - fruktoza = skok cukru i szybki powrót uczucia głodu. Teraz diety zakładają przekąski białkowo-węglowodanowe, właśnie po to, żeby uniknąć uczucia głodu, ale z tego co pamiętam, w latach dziewięćdziesiątych dieta nieodmiennie kojarzyła się z ciągłym głodem - pamiętam te porady w Super Linii, jak oszukać uczucie głodu ("zajmij się czymś, poćwicz, idź na spacer").
        Jeżu malusieńki, to było niespełna 20 lat temu, a jeśli chodzi o wiedzę o mechanizmach tycia i odchudzania i stosowane wtedy zalecenia dietetyczne, to wydaje się, że minęły wieki.
        • pi.asia Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 19:11
          Masz rację (bije się w pierś łabędzią oburącz, aż dudni). Tego nie wzięłam pod uwagę, bo ja zawsze posturą przypominałam raczej szkieletor (55kg przy 177cm wzrostu) i jeżeli myślałam o jakiejkolwiek diecie, to raczej o tuczącej.
          Idę posypać głowę popiołem i schować się w kąciku.
          Ale jeszcze krnąbrnie pisnę, że z tą ilością kalorii w jednym jabłku to MM dała ciała. Już w książce "Od ananasa do ziemniaka" wydanej w 1970-tym roku stoi jak byk, że 100g jabłka ma od 30 do 50 kalorii. Aby jabłko Pyzy miało akurat 40, to musiałoby być małe i kwaśne, np. licha szara reneta albo równie licha antonówka. Licha, czyli wielkości klementynki.
          • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:05
            No ale przekonanie, że w jabłku jest 40 kalorii, to nie jest niewiedza MM, tylko jej bohaterki - niezbyt rozgarniętej nastolatki z epoki przedinternetowej. To są przemyślenia Pyzy, a nie komentarz odautorski. I nie sądzę, żeby Pyza odchudzanie planowała na podstawie rzetelnej literatury, raczej właśnie na podstawie ogólnie pojętej wiedzy popularnej i ówczesnych wierzeń dietetycznych (jak te nieszczęsne "ujemne kalorie" w bobie, jakie opisywała Chmielewska w swojej kuriozalnej książeczce o odchudzaniu). Wiem, że teraz to brzmi niewiarygodnie, ale 15-20 lat temu dietetyka w Polsce była na etapie jaskiniowym :)
            No i nie bij się w łabędzią, na Jowisza, piersi szkoda, a i łabędzie są pod ochroną ;)
            • zuzudanslemetro Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 14:58
              Mamuka, a o co chodzi z tymi "ujemnymi kaloriami" w bobie? Nie jestem zbyt pilną czytelniczką Chmielewskiej, więc zupełnie nie wiem, o co chodzi, ale domyślam się, że kiedyś był lansowany jakiś taki trend, tak? Pytam na zasadzie off topu, z czystej ciekawości.
              • tt-tka Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 16:23
                W bobie to nie wiem, ale w marchewce Chmielewska twierdzila, ze wiecej energii w kilokaloriach zuzyjesz chrupiac ja niz pochloniesz przy okazji. Wiec bilans jest na minus.
                Co do bobu, sama jestem ciekawa - to akurat nawet bez dodatkow jarzynka dosc kaloryczna, zawsze tak myslalam, a tu prosze :)
                • gat45 Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 16:38
                  Ta prawda objawiona występuje w kilku książkach Chmielewskiej z okresu schyłkowego (ale nie w najostatniejszych). Odchudzające się panie piją piwo w imponujących ilościach i zagryzają je programowo bobem, bo "bób ma ujemne kalorie". Więcej danych nie ma.
                  Teraz jest sezon na świeży bób z Maroka i z Hiszpanii, co mnie cieszy, bo bardzo lubię i muszę utyć. A tak przy okazji - bób, który ostatnimi laty kupowałam na polskich ryneczkach, to jakaś inna odmiana niż ten z mojego dzieciństwa. Jest bardziej pękaty i nawet młodo ma białą skórkę, która po ugotowaniu się nie marszczy. I jest przede wszystkim od młodości strasznie mączysty, czego nie lubię. Na szczęście ten z Maroka i półwyspu iberyjskiego jest taki, jak powinien : kształt nereczki z wgłębieniem, skórka zielona, a "uśmiech" ziarenka też jeszcze zielonkawy, nie czarny... Mniam. Właśnie sobie nałuskałam porządną salaterkę i czekam na natchnienie jedzeniowe. Czyli na apetyt. Przyjdzie - nie przyjdzie, przyjdzie - nie przyjdzie.... :(

                  A co do ujemnych kalorii, to myśmy w stołówkach studenckich tak określali mięsko smażone, a szczególnie serwowaną tam wołowinę : więcej kalorii zużywasz na odkrojenie kęsa i jego przeżucie niż wprowadzasz do organizmu, łykając ten kęs. Sprawdzone i dowiedzione.
                  • zuzudanslemetro Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 16:55
                    dziękuję, chociaż miałam nadzieję, że usłyszę o jakiejś magii bobu. Natomiast co do strączkowych - one faktycznie są kaloryczne, ale jednak (domyślam się, że nie przy każdym metabolizmie) sprzyjają odchudzaniu. A to dlatego, że mają od naplucia białka a poza tym samo zdrowie. Mój kumpel ilekroć musi szybko schudnąć, jedzie na cieciorze i soczewicy. Ja na dietach też mam tego sporo w jadłospisie i przysięgam, że dobrze robi. Przy czym w życiu bym nie posunęła się do czegoś takiego jak twierdzenie o ujemnych kaloriach.
                    Co do marchewki - to i schabowy może mieć ujemne kalorie, bo trzeba go porządnie wytłuc ;)
                    • gat45 Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 17:15
                      Dobra, niech będzie że to skrót myślowy. Ujemny bilans energetyczny. Tak lepiej ? :)
                      • zuzudanslemetro Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 17:38
                        wiem, wiem, żartuję sobie. Poczytałam sobie o tych ujemnych kaloriach i diecie opartej na "ujemnym bilansie energetycznym". No, ale jakby nie patrzeć, bobu w zalecanych produktach nie ma.
                    • tt-tka Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 17:40
                      zuzudanslemetro napisała:

                      > Co do marchewki - to i schabowy może mieć ujemne kalorie, bo trzeba go porządni
                      > e wytłuc ;)

                      Najlepiej dziala kotlet schabowy Zoski Kabatowej (nie pamietam, z jakiej to powiesci) - owa Zoska od rana tlukla tluczkiem w stolnice, az echo nioslo. Zeby wzbudzic zazdrosc w sasiadkach, ze u niej codziennie kotlety i tak duzo. Tyle ze mieska na tej stolnicy nie bylo, zatem co sie kobieta namachala, to jej, a kalorii nie przybywalo.
                      • zuzudanslemetro Re: Pyza się odchudza 09.02.17, 17:44
                        i mięśnie się ćwiczyły!
                      • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 10.02.17, 22:38
                        W którejś z książek Sowy to było - w deskę tłukła znajoma odjechanych rodziców Mileny.
                        • fornitta69 Re: Pyza się odchudza 10.02.17, 22:42
                          Milena byla w "Cierpkosci wisni". Ale czy to na pewno znajoma rodzicow Mileny walila?? To nie z jakies innej ksiazki Sowy? ;)
                          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 10.02.17, 23:51
                            Z owocowej trylogii na pewno, a z ktorego tomu, to przebog ! nie stwierdze.
                            Zdaje sie, ze Zoska wystapila epizodycznie w jeszcze czyms z jabluszkiem w tytule, ale ulecialo mi calkiem, co to bylo i dlaczego. Tylko te kotleciana symulacje zapamietalam :)
                          • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 11.02.17, 19:40
                            Aż sprawdziłam, zapadając przy okazji w smakowitą lekturę ;)
                            O Zośce Kabatowej opowiada matka Mileny w Wielką Sobotę, jak się Milka dziwi, że ktoś robi remont przed samą Wielkanocą (walenie niesie się równo po całym bloku)

                            A tak całkowicie offtopicznie - moją latorośl nazwałam Mileną mając przed oczami duszy mojej tęże bohaterkę - od pierwszego przeczytania polubiłam jej bezpretensjonalność i przewrotny zamysł skrywania bogatego wnętrza w cudownie wystylizowanym na plastikową lalę opakowaniu :).
                            • fornitta69 Re: Pyza się odchudza 11.02.17, 20:14
                              mamuka_z_boru napisała:

                              > Aż sprawdziłam, zapadając przy okazji w smakowitą lekturę ;)
                              Jestem fanka "wczesnej" Sowy. "Smak swiezych malin" i "Cierpkosc wisni" to moim zdaniem jedne z najlepszych wspolczesnych (czyli pozniejszych niz Musierowicz albo Siesicka) powiesci dla mlodziezy. Bohaterowie sa pelni uroku i prawdziwi. A trudne poczatki wkraczania w doroslosc sa opisane przejmujaco ale i z humorem. Pozniej juz z Sowa bylo roznie... Ja np bardzo NIE lubilam ksiazek o odjechanej pani detektyw (Brzytwa jej bylo?) i historii wielkiej milosci Bolka do Ani. Juz to bylo takie naciagane.
                              > A tak całkowicie offtopicznie - moją latorośl nazwałam Mileną
                              Bardzo lubie to imie :)
              • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 10.02.17, 22:34
                No właśnie nie wiem :) Też mnie to określenie rozbawiło, zwłaszcza, że było użyte całkiem na poważnie. A jeśli się nie mylę, "ujemne kalorie" to twór równie poprawny językowo i matematyczno-fizycznie jak "0 %". Domyślam się, że Gurua usłyszała kątem ucha coś o ujemnym bilansie energetycznym i tak sobie tym skrótem myślowym poleciała.
                W ogóle, to mierziło mnie strasznie u Chmielewskiej używanie kolokwializmów ("doktór"), rusycyzmy, niestosowanie zaimków akcentowanych, itp. przy jednoczesnym wyrzekaniu na powszechny upadek języka i błędy u innych.
                Ale, jak widać, autorce - złotonośnej kurze nie robi się korekty językowej, bo jeszcze by się obraziła.
                • fornitta69 Re: Pyza się odchudza 10.02.17, 22:47
                  Z tego co pamietam to w "Traktacie o odchudzaniu" bylo cos o tym,ze zjedzenie czegos co ma "ujemne kalorie" blokuje "zle" kalorie,ktore sie spozyje potem. Czyli: zjesz bob przed schabowym,to przyswoisz mniej kalorii ze schabowego. Zjesz bob po schabowym- nic to nie da. No rozne ciekawe rzeczy w tej ksiazce byly :)
                  • ciotka_scholastyka Re: Pyza się odchudza 11.02.17, 13:29
                    fornitta69 napisała:

                    > Z tego co pamietam to w "Traktacie o odchudzaniu" bylo cos o tym,ze zjedzenie c
                    > zegos co ma "ujemne kalorie" blokuje "zle" kalorie,ktore sie spozyje potem. Czy
                    > li: zjesz bob przed schabowym,to przyswoisz mniej kalorii ze schabowego. Zjesz
                    > bob po schabowym- nic to nie da. No rozne ciekawe rzeczy w tej ksiazce byly :)

                    Za to rysunki były absolutnie genialne :)
                    • fornitta69 Re: Pyza się odchudza 11.02.17, 15:23
                      ciotka_scholastyka
                      >
                      > Za to rysunki były absolutnie genialne :)
                      Byly :) Cala ksiazka zreszta sympatyczna i nawet zawierala troche trafnych spostrzezen. Ale i troche "kwiatkow" ;)
          • hania_jk Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 21:59
            Cyt. "Ale jeszcze krnąbrnie pisnę, że z tą ilością kalorii w jednym jabłku to MM dała ciała. Już w książce "Od ananasa do ziemniaka" wydanej w 1970-tym roku stoi jak byk, że 100g jabłka ma od 30 do 50 kalorii. Aby jabłko Pyzy miało akurat 40, to musiałoby być małe i kwaśne, np. licha szara reneta albo równie licha antonówka. Licha, czyli wielkości klementynki."

            To jabłko nie ma 40 kcal? ;-) Jak nic pamiętam jedną z okładek wspomnianej tu już "Super Linii". Na okładce była pani jeszcze przed odchudzaniem :), która w prawej ręce trzymała talerzyk z kawałkiem ciasta, a w prawej - jabłko. Pod ciastkiem pisało czerwonymi literami: Ciastko? NIE! 350 kcal, a pod jabłkiem: Jabłko! TAK! Tylko 40 kcal! Albo jakaś zbliżona wartość kaloryczna ;) W każdym razie tak mi się to zagnieździło w mózgu, że zawsze czytając "Imieniny" i tę scenę z jabłkiem myślałam, że MM wzięła te dane z tej okładki wlaśnie :)

            Mnie w odchudzaniu Pyzy zawsze uderzała inna scena, w której spożywala ona na śniadanie "niskokaloryczny razowiec z prawie przezroczystym plastrem chudego twarogu". Dlaczego, o niebiosa, ten plaster CHUDEGO twarogu - samo zdrowie i bardzo mało kcal przecież - był PRAWIE PRZEZROCZYSTY? Gdyby tam był pełnotłusty żółty ser to rozumiem, ale chudy twaróg, no come on:)
    • mika_p Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 19:09
      Na pewno diety Pyzy nie układał dietetyk, bo taka fanaberia to dopiero w ostatnich latach.
      Obstawiam, ze skomponowała ją sobie sama, biorąc pod uwagę:
      1. hasła na temat zdrowego odżywiania
      2. hasła na temat odchudzania
      3. możliwości rodziny

      Ad 3, to najprostsze do wyjaśnienia - nie ma żadnych fikuśnych produktów, to po prostu silne "jedz mniej",
      Ad 2, tu mamy 1000 kcal, tłuszcz to zło, ziemniaki to zło, białe pieczywo to zło,
      Ad 1, nabiał jest zdrowy, owoce są zdrowe, warzywa są zdrowe.

      Plus to, co napisała Mamuka - wiedzę o odchudzaniu można było czerpac co najwyżej z czasopism i książek. Nie było na etykietach wypisanych wartości odżywczych, nie było internetu, żeby sprawdzić, ile waży łyżka czegoś tam, i ile ma kalorii, skoro nie jest napisane na opakowaniu. Dieta odchudzajaca miała dać efekt i była rygorystyczna, to teraz mówi się o tym, że trzeba zmienić styl odżywiania w zasadzie na cale życie (więc czymże jest jednorazowe odstępstwo...), a wtedy odstępstwo równało się zaprzepaszczeniu całego trudu 10- czy 14-dniowego okresu wyrzeczeń, żeby po nim byc piękną i szczupłą. No i "wszyscy wiedzieli", że dieta odchudzająca = głód
      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:05
        Po primo - Roza sie odchudza. Roza, nie Pyza. Prosila, zeby jej nie nazywac Pyza !
        Po secundo - nie zawracajcie glowy, kolezanki. Jako osoba w wieku i od (prawie) zawsze z nadwaga swietnie pamietam poradniki (m.in. Ireny Gumowskiej, ale i inne), ulotki, sensowne porady w czasopismach dla mlodziezy. Dietetyka nie jest wynalazkiem lat 90-tych ani 2000-nych.
        Inna sprawa, ze wysyp idiotyzmow w kolorowcach, ktory pokrywa sie wlasnie z okresem dorastania Rozy, mogl jej niezle namieszac w glowie. Dieta dunska, krolewska, kliniki takiej i owakiej, a najlepiej zastosowac wszystko razem.
        Tu problemem jest to, ze - jak zwykle u Borejkow - wszyscy maja wyrabane na to, co dziewczyna je i nikt jej niczego sensownego nie doradzi. Pewnie nawet nie zauwazyli, poblazliwie kiwaja glowami, kiedy ona mowi, ze sie odchudza i maja w nosie. W Imieninach, kiedy Gabon zleca jej odniesienie teczki Robroja, mamy powiedziane, ze przez cale przyjecie nie zjadla ani okruszyny i teraz bylo jej juz slabo z glodu.
        • mika_p Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 23:19
          Dlatego tez uważam, że Pyza jest na diecie autorskiej, własnej :)
          Same zdrowe rzeczy, w niezłych proporcjach na pierwszy rzut oka, solidne posiłki głowne i male pośrednie - tylko za mało, ale tez moglo być tak, że doczytała o aktywności fizycznej, tej się wstydziła z przyczyn opisanych niżej, więc ograniczyła kalorie bardziej. Tak typowo po nastolatkowemu, własny mix różnych idei.
          • pi.asia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 00:04
            Co do ruchu w trakcie diety.
            Dietetyczka, która skutecznie i bezboleśnie odchudza mego Chłopa, zapowiedziała, że gdy zakończy odchudzanie, wyliczy mu dzienne zapotrzebowanie na kalorie BEZ brania pod uwagę wysiłku fizycznego! W związku z tym, gdy np. złamie rękę (tfu tfu na psa urok!), i będzie na zwolnieniu, to i tak nie przytyje. Brzmi to trochę dziwnie, ale wierzę kobicie, bo do tej pory wszystko idzie tak, jak zapowiedziała.

        • pi.asia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 15:24
          tt-tka napisała:

          > Po primo - Roza sie odchudza. Roza, nie Pyza. Prosila, zeby jej nie nazywac Pyz
          > a !

          No i co z tego, skoro nawet sama autorka o tym zapomina.

          Pyza stała przy kuchennym oknie, pijąc mleko i jedząc niskokaloryczny razowiec.

          Pyza nadal tkwiła w oknie, chleb już pochłonęła, ale nadal była bardzo głodna.

          Pyza też już była głodna. Zabrała ze sobą jabłko i teraz mogła je schrupać.

          Pyza za nic w świecie nie przyznałaby się nikomu, a już zwłaszcza chłopakom, że narzuciła sobie dietę odchudzającą


          To "za nic w świecie" zresztą po godzinie wzięło w łeb, gdy dostała kawałek tortu. Natychmiast ujawniła, że się odchudza. A mogła powiedzieć np.: dziękuję, jestem taka najedzona, że nie zmieszczę ani odrobinki.
          • kgxspace Re: Pyza się odchudza 08.01.17, 23:23
            Ale Pyza prosi rodzinę, żeby ją nazywać Różą, a nie narratora :P

            Jeszcze trochę później idzie na lody z Luckiem, cały czas ma świadomość, że przytyje, ale mimo to posłusznie je.
        • kgxspace Re: Pyza się odchudza 08.01.17, 23:18
          No, nie do końca. To Babi (!) smaży jej dietetycznego kurczaka na patelni beztłuszczowej. A zresztą... gdzie bym nie spojrzała, to jak nastolatka sobie coś głupiego do łba wtłoczy, to często dla świętego spokoju zostawia się ją w spokoju. A Pyza dobrze wyglądała, dobrze się czuła, była rozsądna, to jej pozwalali się odchudzać.
          A z tą teczką, to Gaba ją o to poprosiła - no bo co, sama była zmęczona po podróży, a Róża od dziecka latała ze sprawunkami, daleko nie miała. A było jej słabo z głodu na własne życzenie, zaś Gaba o tym nie miała pojęcia, bo córka słówkiem o tym nie powiedziała. I skąd mogła wiedzieć, że jej rozsądna Pyzunia może siedzieć pół dnia przy stole zastawionym jedzeniem i nie wziąć do ust nawet suchej kromki chleba? Pyza też to jest ciapa, przecież mogła sobie przygotować kanapkę i wyjść z domu, jedząc. Wielki mi problem :D
          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 00:52
            kgxspace napisał(a):

            > No, nie do końca. To Babi (!) smaży jej dietetycznego kurczaka na patelni beztł
            > uszczowej.

            Ktorego to kurczaka dziewczyna zdaje sie do konca ksiazki nie zjadla... Ale na jej sniadania nikt uwagi nie zwrocil, a Laurze to sie kanapeczki do szkoly szykuje...



            > A z tą teczką, to Gaba ją o to poprosiła - no bo co, sama była zmęczona po podr
            > óży,

            A zadzwonic do Belii za trudno bylo ? Niechby Robroj po te teczke wrocil albo jego corka z chlopakiem sie przeszla. To nie, musi isc Roza i jeszcze jej wciskaja czterolatka do przespacerowania. Po ciemku.

            A było jej słab
            > o z głodu na własne życzenie, zaś Gaba o tym nie miała pojęcia

            Oczka odjelo troskliwej mateczce ? Wszystko zauwazyla, o wszystkich zadbala, poza wlasnym synem i wlasna corka.

            Pyza też to jest ciapa, przecież mogła sobie przygotować kana
            > pkę i wyjść z domu, jedząc. Wielki mi problem :D

            No problem, bo miala wyjsc zaraz natychmiast i jeszcze ubrac Ignasia. Bo Robroja teczka wazniejsza.
            • pi.asia Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 14:13
              tt-tka napisała:

              >
              > > A z tą teczką, to Gaba ją o to poprosiła - no bo co, sama była zmęczona p
              > o podr
              > > óży,
              >
              > A zadzwonic do Belii za trudno bylo ? Niechby Robroj po te teczke wrocil albo j
              > ego corka z chlopakiem sie przeszla. To nie, musi isc Roza i jeszcze jej wciska
              > ja czterolatka do przespacerowania. Po ciemku.

              Aż sprawdziłam jak to było. Otóż Pulpecja się zaofiarowała, że ona i Florian odwiozą teczkę, wracając do domu. Gaba na to szybko odparła, że może być za późno. W tym momencie ktoś rozsądny powinien wtrącić, że można zadzwonić do Belli (albo do Kowalików), żeby Robert zaczekał. Po teczkę mógł, oprócz Belli, przyjść także Tomcio. No ale nikt rozsądny się nie znalazł, więc Gaba wysłała Różę.
              Co do Ignasia - tego dnia był już na spacerku, wprawdzie tylko na dworzec, ale był. Świat by się nie zawalił, gdyby dzieciaka, zamiast na spacer, szybko wysłali spać, bo emocji miał aż nadto (wyjazd i powrót mamy, uroczyste przyjęcie w domu, nieoczekiwani goście).

              Wygląda na to, że Gaba korzysta z każdej okazji, żeby pozbyć się własnych dzieci.
            • kgxspace Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 15:48
              Nie umiem w cytaty, to będzie kopiuj-wklej, przepraszam! Mam nadzieję, że dasz radę rozczytać co czyje :)

              "Ktorego to kurczaka dziewczyna zdaje sie do konca ksiazki nie zjadla... Ale na jej sniadania nikt uwagi nie zwrocil, a Laurze to sie kanapeczki do szkoly szykuje..."
              No, nie zjadła, bo bracia L. zaczęli zapraszać na obiady ;)

              "A zadzwonic do Belii za trudno bylo ? Niechby Robroj po te teczke wrocil albo jego corka z chlopakiem sie przeszla. To nie, musi isc Roza i jeszcze jej wciskaja czterolatka do przespacerowania. Po ciemku."
              pi.asia ma rację, niekoniecznie Róża musiała iść, ale cóż - wyszło na to, że ona najlepiej się do tego nadaje (niczym Cesia do kąpania niemowlęcia). Na cóż jej tego Ignasia wcisnęli, za nic nie umiem pojąć.

              "Oczka odjelo troskliwej mateczce ? Wszystko zauwazyla, o wszystkich zadbala, poza wlasnym synem i wlasna corka."
              Na imprezie jest dużo osób, naprawdę uważasz, że trzeba 16-latkę pilnować, co i ile je na przyjęciu rodzinnym? Mnie zawsze mierziło, kiedy mi ktoś zaglądał do talerza. Mogłam jeść ile mi się podobało, a mogłam nie zjeść ani okruszka, nawet bliskim nic do tego.
              Mogła się zapytać Pyzy, czy już jadła i czy nie jest głodna, a ona by powiedziała "nie, nie jestem głodna, przekąszę coś jak wrócę" - po kiego grzyba taki zapychacz? ;)

              "No problem, bo miala wyjsc zaraz natychmiast i jeszcze ubrac Ignasia. Bo Robroja teczka wazniejsza."
              Błagam, nadal nie widzę żadnego problemu w zabraniu kromki suchego chleba, stał pokrojony na stole! Albo mogła powiedzieć komukolwiek z rodziny, żeby jej zrobił. Co by o Borejkach nie mówić, nie wierzę w sytuację, kiedy ktoś z rodziny mówi, że już idzie, tylko sobie chleba na drogę weźmie, a inni zachłystują się świętym oburzeniem.
              Ale cały problem w tym, że to jest Róża, jakby jej ktoś z rodziny kazał się przespacerować na linie nad przepaścią, to by to zrobiła, gdyby miało mu to poprawić humor. A potem by jeszcze zaparzyła herbatki.
              • tt-tka Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 16:23
                Jak zamiast w "odpowiedz" klikniesz w "cytuj", to bedzie po problemie :), ale nie ma sprawy, odczytalam, co czyje

                - Bracia zaczeli zapraszac na obiady , zawiadamiajac o tym matke i babke Rozy (wczesniej niz sama zainteresowana, nawiasem mowiac) i zapewniajac, ze ich mama pysznie gotuje, wiec raczej jasne bylo, ze tam ona dietetycznie nie zje; ten kurczak na beztluszczowej to raczej ustepstwo na rzecz fanaberii nastolatki, a mnie caly czas idzie o to, ze Roza odchudzac sie, od Imienin co najmniej, nie potrzebowala, natomiast nikogo w domu nie obeszlo, ze robi to, idiotycznie, ze g l o d z i s i e i na okraglo chodzi glodna

                - nie trzeba pilnowac, co nastolatka ma na talerzu; sek w tym, ze Roza nie miala NIC przez cale przyjecie i tego matka nie zauwazyla ? rozpacz Robroja dostrzegla, znaczaca mine Kostuchy tez i wiele innych spostrzezen poczynila; przeoczyla tylko bicie syna i glodowke corki, calkowite niejedzenie

                - moze i mogla zapytac Roze, czy tamta cos jadla i czy nie jest glodna, ale NIE zapytala ! Zrobila wydluzona ze zmartwienia twarz i poprosila "zanies te teczke Pyzuniu, przy okazji wez Ignasia, on dzis nie wychodzil" (na dworzec zapewne sie teleportowal), a Roza n i e
                s m i a l a powiedziec, ze jest jej slabo z glodu wobec smetnej miny matki; w jednej rece teczka, w drugiej raczka Ignasia i jak miala te kromke wziac, w zeby ?

                Tak, to jest Roza, ktora nikomu nie smie sprawic przykrosci i wie, ze jej potrzeby czy braki (nawet dojmujacy glod) nie sa wazne, kiedy matka jest zmartwiona. Czyli niemal zawsze. W rezultacie mdleje, na ile z emocji, na ile z niedojadania, zapewne nie dowiemy sie. Gabon nawet o to nie zapytal, mimo ze Ignas opowiedzial i o zgubieniu sie, i o zemdleniu Rozy.
                • kgxspace Re: Pyza się odchudza 12.01.17, 01:25
                  Muszę się nauczyć :D

                  O nie, nie. Rodzina wiedziała o imieninach braci, sami o tym poinformowali wcześniej! - a potem bezczelnie zmienili układ, w sam dzień imienin Lucka! Tylko po to, żeby spławić Laurę. Róża nic o tym nie wiedziała, to jak miała zawiadomić rodzinę? Róża myśli o kurczaku, bo to miał być jej obiad, a potem się okazało, że Lelujkom się odwidziało i oni zapraszają ją do siebie na obiad ugotowany przez ich mamę. TEGO nie było w planach. Ale ciapa Róża, jak zwykle, nie mogła zaprotestować. Mimo, że ją to zirytowało. A potem jeszcze poszli do restauracji (po wuj, bo sutym obiedzie i cieście?) i zakąsili lodami. Na wszystko Róża się zgodziła bez szemrania - i tak też widzę jej dietę. Babcia może i gotowała dietetyczne kurczaki dla wnusi, ale jak upiekła jakieś ciacho i postawiła przed Pyzą, to ta nawet się nie zastanawiała, tylko wcinała. I tak też widzę, tę jej dietę, na której ciągle chodziła głodna, nieszczęsna...
                  A właśnie, Róża na okrągło chodzi głodna? Dudley w HP na śniadanie jadł ćwiartkę grapefruita i też był wiecznie głodny ;D Jak ktoś je połowę swojej normy, to chodzi głodny, proste jak drut. Silnej woli Róża nie miała i na bank wystarczyło niewiele, żeby się złamać. Jakby każdy miał opisać, ile w ciągu dnia chodzi głodny, to wiele ludzi mogłoby wyjść na skrajnie niedożywionych ;D

                  Tak, mogła tego nie zauważyć. Róża przez całe swoje życie nie dawała im niepokoju - i dalej nie daje. Jest zdrowa, silna, wygląda dobrze, nigdy nie zawiodła ich zaufania, nie kłamie JAK JEJ OJCIEC (dun dun duuun). Dlaczego mieliby jej pilnować? Bez przesady.

                  Nieee nawet już nie roztrząsajmy tego Ignasia o ósmej wieczorem na spacerze, to było tak słabe, że zgrzytam zębami ilekroć o tym pomyślę :'D I nie mam żadnych pretensji do Gaby, że nie zapytała się Róży, czy coś jadła. Po prostu, w moim umyśle nie dopuściła się do żadnego wielkiego grzechu. Głowę miała zajętą innymi problemami i widok zdrowej, normalnie wyglądającej Róży nie mógł jej powiedzieć, że siedziała całe imieniny przy zastawionym stole o suchym pysku. Może przed wyjazdem Gabrysi, Róża jeszcze jadła normalnie? Moim zdaniem te jej "głodówki" to były takie kilkutygodniowe wyskoki, a potem znowu jedzenie normalne albo wręcz ponad miarę. A że Pyza nie umie o siebie zadbać i załatwić sobie tej kromki chleba przed wyjściem (serio, to się da załatwić, choćby i z teczką i dzieciakiem)... Nie moje zmartwienie. Obiad u Lelujków potrafiła wsunąć z prędkością światła ;)

                  A to jest ta słynna borejkowska dyskrecja. Jak Róża sama nie powie, że mdleje, to nikt o to nie zapyta, choćby się mieli o nią potknąć w drodze do kuchni. Tak samo nikt nie zagaił o ciążę, a potem się okazało, że babi podejrzewała i że w sumie wiadomo było o tym od dawna.
                  • tt-tka Re: Pyza się odchudza 12.01.17, 01:37
                    Ale Ignas o zemdleniu Rozy powiedzial. I co, to ze zdrowa i dobrze wygladajaca dziewczyna raptem mdleje nie niepokoi matki ???

                    U Lelujkow jadla, bo
                    - nie jest asertywna i nie umie odmawiac
                    - dostala zapewnienie, zarliwe, ze wcale nie musi sie odchudzac

                    W domu nie jadla. Poza tym "jestem wsciekle glodna" a "jest mi slabo z glodu" to nie calkiem to samo imho.
                    • kgxspace Re: Pyza się odchudza 12.01.17, 15:28
                      Nie wiem, stąd też zrzuciłam wszystko na borejkowską dyskrecję ;) Albo uznała to za nadinterpetację Ignasia, albo uznała, że skoro sama Róża się nie niepokoi, to ona też nie będzie... Nie mam pojęcia. Ja jestem zbzikowana i wystarczy mi, że ktoś kaszlnie, a już chcę go wysyłać na prześwietlenie płuc :P Ta sama matka po tym, jak usłyszała, że dziecko nie idzie do szkoły, bo jest chore - a ewidentnie kłamie - wzdycha ciężko i godzi się na tę fanaberię.

                      U Lelujków jadła, bo nie umie odmawiać - tak samo napisałam, że jak matka czy babcia podsunie jej obiad, to ta zje i nie będzie marudzić. Nie trzeba się o nią martwić, że nabawi się choroby z powodu niedożywienia. A tort zjadła ostatecznie nie dlatego, że inni zapewnili jej, że nie musi się odchudzać, tylko z buntu - bo Laura wtedy oświadczyła, że dietę może zacząć od jutra, jak zawsze ;) Seems logic. Jak jadła obiad u Fryderyka i piła szampana i jadła kolejny tort z bitą śmietaną, też ani słowa o swojej diecie. Tak to się Pyzunia stale głodziła ;)

                      O jakim fragmencie książki piszesz, że w domu nie jadła? Przecież jadła. Nawet nie wychodziła z domu bez śniadania, a obiad szykowała jej rodzina. Imieniny to nie McDusia, żeby Mila jej nałożyła na talerz jakiś tyci ochłap i listek sałaty, a potem (cmokając ze zniecierpliwieniem), pokręciła nosem i powiedziała, żeby się Pyza cieszyła, że w ogóle coś dostała, bo przy jej tuszy powinna nie jeść nic :P Sama Róża przygotowywała jakieś ciasteczka orzechowe czy szarlotkę na imieniny Gabrysi. Nie ma ani słowa o tym, że odmawiała sobie skosztowania własnych wypieków.
                      BTW dzisiaj było mi słabo, możliwe, że z głodu. Wyszłam na długi spacer i brnięcie w śniegu mnie wykończyło :D
                      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 12.01.17, 16:30
                        Od poczatku do mniej wiecej polowy - uczta powitalno-imieninowa, Roza nie tknela niczego, wychodzi z domu (wygoniona z ta teczka) czujac, ze jest jej slabo z glodu; je sniadanie przed wyjsciem, wlasciwie juz zjadla (przezroczysta kromka, przezroczysty plaster sera) i popija mleko (chude) czujac, ze jeszcze/juz jest glodna - w tym stranie wychodzi; w szkole po chudym sniadanku drazni ja nawet zapach czegos solidniejszego, co je kolega; wybacz, ale dla mnie mlodziez szkolna wychodzaca z domu z uczuciem glodu to nie jest mlodziez "po sniadaniu", tylko mlodziez glodna i juz. Z perspektywa glodu przuez nastepne 6-7 godzin.

                        Bardzo dobrze, ze Roza wreszcie zaczela dobrze i smacznie jesc, bo imho odchudzac sie nie potrzebowala, od tego zaczal sie watek. Ale bardzo niedobrze, ze w tej kochajacej (ocenzurowano) rodzinie nikt nie zwrocil uwagi na to, ze dziewczyna je za malo i nieodpowiednio. To zreszta dla borejkoksztaltnych charakterystyczne - w pozniejszych tomach Roza w ciazy, a Gabon gotuje zupe na winie, IGS ma fobie i wszystkich to wali.

                        Zemdleniem zaniepokoilabym sie (co najmniej), a przede wszystkim - zainteresowalabym sie. Ale to ja.
                        • mika_p Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 17:46
                          > To zreszta dla borejkoksztaltnych charakterystyczne - w pozniejszych tomach
                          > Roza w ciazy, a Gabon gotuje zupe na winie

                          No to co? W domu są tez dzieci. I zawsze były. I długie lata będą (wliczając Idziątka i Pyziątko). NIektóre osoby nie jedzą pewnych rzeczy z różnych względów, ale to nie znaczy, że cala rodzina ma tego nie jeść.
                          Moje dzieci miały alergie pokarmowe, jak na obiad było coś, czego dziecko jeść nie mogło, to dostawało co innego - a było dzieckiem. Jak duże wybrzydza, to krótka piłka: idź sobie kup albo coś rozmróź z zamrażalnika.
                          • potworia Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 18:34
                            Kiedy w wieku lat czternastu zaanonsowałam rodzicielce swój nowoprzyjęty wegetarianizm, wzruszyła ramionami i mruknęła: No, to od dziś gotujesz sobie sama. Nigdy nie zmieniła zdania. Ja też nie. I gotować się nauczyłam i suplementować B12, i rozwinęłam się prawidłowo z grubsza.
                            A zupa na winie, ani jakakolwiek gorąca potrawa z zawartością tegoż, nie zawiera alkoholu. Alkohol wyparowuje, zostają wiadome walory.
                        • verdana Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 19:18
                          Naprawdę uważacie, że matka ma pilnować, czy nastolatka grzecznie zjadła śniadanie?
                          • guineapigs Re: Pyza się odchudza 14.01.17, 19:44
                            Nie jestem matką i raczej już nie będe, ale zapytuję: to co w zasadzie ma robić matka jako matka? Jakbym miała nastoletnie dziecko (15-18 lat) to chyba przede wszystkim zwracałabym uwagę na to, czy je czy nie je i dlaczego. Nie mówię o wpychaniu na siłe łyżek z zupą, ale jakieś odnotowywanie zachowań jest chyba oczywiste.
                            Jak nastolatek nagle zmienia dietę czy ogólnie postawę wobec życia (np. deklaruje, że idzie do zakonu/że będzie satanistą, że przestaje jeść mięso, że nagle zaczyna robić coś, czego dotąd nie robił) to według ciebie mam to olać i się nie zainteresować?
                            Fakt, jeśli córka nie zjadłaby śniadania, bo za późno wstała - to okej, ale jak nagle przestaje jeść grzecznie śniadania - to chyba nie okej i chyba warto sie zapytać.
                            • verdana Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 15:28
                              Nastolatka wychodzi do szkoły często wtedy, gdy rodzice sa w pracy, śpią, albo zajmują się swoimi sprawami. Owszem, trzeba zwracać uwagę, czy nastolatka je - ale nie nadzorować poszczególnych posiłków, na Zeusa! Jak nastolatka deklaruje, że bedzie wegetarianką to tak, trzeba nie reagować, tylko uzgodnić, kto przyrządza posiłki.
                              • guineapigs Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 17:09
                                Naści, nadobna kumo 'ciotko_scholastyko'!!! I przyznam, że jesteście w racji w swej prośbie.
                                A zatem, Verdana napisała, że:

                                'Nastolatka wychodzi do szkoły często wtedy, gdy rodzice sa w pracy, śpią, albo zajmują się swoimi sprawami. Owszem, trzeba zwracać uwagę, czy nastolatka je - ale nie nadzorować poszczególnych posiłków, na Zeusa! Jak nastolatka deklaruje, że bedzie wegetarianką to tak, trzeba nie reagować, tylko uzgodnić, kto przyrządza posiłki.'

                                A to prawda, ja sama prawie nigdy nie jadałam z rodzicami żadnych posiłków, ale ze mną nie było problemu niejedzenia, raczej rodzice zastanawiali się, czy nie założyć łańcucha na lodówkę.
                                Nie chodzi mi o nadzorowanie i zmuszanie do jedzenia czy zabieranie jedzenia dziecku, jesli rodzic wie, że dziecko odżywia się racjonalnie, potrafi sobie przygotować normalny posiłek, a jak wybiera sobie jakąś dietę to robi to świadomie i z rozwagą.
                                Ale co ma zrobić rodzic który wie, że dzieciak albo ma tendencję do głodzenia się (niebezpieczeństwo anoreksji i innych zaburzeń), albo przeciwnie - słodycze, pizza i cola cały dzień? Przecież wiadomo, że są takie przypadki i to nierzadkie.
                                Tu zrobię taką wycieczkę osobistą: własnie głównie dlatego nie mam dzieci, bo po prostu bałam się, że nie podołam obowiązkom macierzyństwa i nie dam sobie rady jako matka. Dyskutowany problem pt 'jedzenie' jest własnie takim przykładem. Dlatego zadaję Tobie i innym matkom pytanie: jak reagujecie/zareagowałybyście gdy/by wasze dziecko nagle przestało jeść lub gdy/by jadło tylko tzw. 'śmieciowe żarcie'? Jakieś przekupstwa i szantaże typu: jak nie zjesz sałatki to ci nie dam kieszonkowego? Z jednej strony to nieetyczne, ale z drugiej strony dziecko/nastolatek musi jeść coś więcej niż hamburgery i czekoladki.
                                • marzenna114 Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 09:52
                                  guineapigs napisała:

                                  > A to prawda, ja sama prawie nigdy nie jadałam z rodzicami żadnych posiłków, ale
                                  > ze mną nie było problemu niejedzenia, raczej rodzice zastanawiali się, czy nie
                                  > założyć łańcucha na lodówkę.
                                  Mój mąż też nieraz to rozważał (ten łańcuch) :)

                                  > > Ale co ma zrobić rodzic który wie, że dzieciak albo ma tendencję do głodzenia s
                                  > ię (niebezpieczeństwo anoreksji i innych zaburzeń), albo przeciwnie - słodycze,
                                  > pizza i cola cały dzień? Przecież wiadomo, że są takie przypadki i to nierzadk
                                  > ie.>> Dlatego zadaję Tobie i innym matkom pytanie: jak reagujecie/zareagowałybyście g
                                  > dy/by wasze dziecko nagle przestało jeść lub gdy/by jadło tylko tzw. 'śmieciowe
                                  > żarcie'? Jakieś przekupstwa i szantaże typu: jak nie zjesz sałatki to ci nie d
                                  > am kieszonkowego? Z jednej strony to nieetyczne, ale z drugiej strony dziecko/n
                                  > astolatek musi jeść coś więcej niż hamburgery i czekoladki.
                                  Mogę napisać jak zareagowała ciotka, gdy kuzynka 17letnia zaczęła się odchudzać nieracjonalnie (kilka miesięcy temu). Zaczęła ćwiczyć codziennie z Chodakowską i mało jeść. Faktycznie jak ją widziałam to była jakaś taka blada i chuda. Prośby i groźby nie dawały nic, więc matka zabrała ją do dietetyczki, dostała dietę (chyba 2600kcal) uwzględniającą intensywny trening i na szczęście pomogło. Stosowała się do diety i sama przygotowywała sobie posiłki. Teraz jest ok.
                                  Jeżeli od dziecka dzieci jedzą normalne posiłki, to raczej mało prawdopodobne, że nagle zaczną jeść wyłącznie śmieciowe jedzenie. Jeżeli od małego pozwalała im się na wypijanie litrów coli i sterty chipsów, to w wieku nastoletnim jedzą to samo. Moi nie lubią chipsów i colę piją okazjonalnie, słodycze owszem jedzą. Ale zawsze konsekwentnie pilnowałam, żeby zjedli normalny posiłek i wtedy dopiero słodycze. Jeżeli nie zjedli obiadu, to nie było mowy o słodyczach. Groźbą i szantażem raczej nic się nie uzyska. Z moich obserwacji wynika, że do nastolatków można dotrzeć rozsądnym tłumaczeniem i użyciem odpowiednich argumentów. Jeden trenuje piłkę, więc mu ciągle mówię jak ważna jest dieta w sporcie (i dotarło:)). Poza tym często mówię o zdrowym odżywianiu, szkodliwych dodatkach itp. i chociaż niby nie słuchają to jednak coś dociera:).
                              • pi.asia Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 23:29
                                verdana napisała:

                                > Nastolatka wychodzi do szkoły często wtedy, gdy rodzice sa w pracy, śpią, albo
                                > zajmują się swoimi sprawami. Owszem, trzeba zwracać uwagę, czy nastolatka je -
                                > ale nie nadzorować poszczególnych posiłków, na Zeusa!


                                Cytat:
                                "Przez całą kolację nie wzięła do ust ani okrucha".

                                Pytanie za 100 punktów.
                                Jakimi to sprawami byli zajęci WSZYSCY domownicy, że NIKT nie zauważył, iż Róża absolutnie nic nie je?
                                Przypomnę, że wśród domowników była kochająca, dzielna mama, na której zawsze można było polegać; najulubieńsza z ciotek, którą łączyła z Pyzą niezwykła więź; macoch Grześ, wybitnie w porządku i babcia, która o diecie wnuczki wiedziała, i o zdrowym odżywianiu również.

                                Oczywiście, oświadczenia dwóch córek o dzidziusiu, a także wizyta Roberta i Filipa musiały wprowadzić ogromne zamieszanie, ale nie wierzę, że w tym całym stadzie, pożerającym stosy przysmaków, nikt nie zdziwił się, że Pyza nie nakłada sobie na talerz absolutnie nic.
                                • gat45 Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 06:55
                                  To oni takie kolacje jadają bez nakryć ? Bo już sam pusty talerzyk i czyściutkie sztućce jednej osoby na dużym wspólnym stole zwracają na ogół uwagę. Nie wspominając nawet, że zwykle w którymś momencie się te nakrycia zmienia do poszczególnych dań.
                                  • pi.asia Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 09:08
                                    gat45 napisała:

                                    > To oni takie kolacje jadają bez nakryć ? Bo już sam pusty talerzyk i czyściutki
                                    > e sztućce jednej osoby na dużym wspólnym stole zwracają na ogół uwagę. Nie wspo
                                    > minając nawet, że zwykle w którymś momencie się te nakrycia zmienia do poszczeg
                                    > ólnych dań.

                                    O to to to! Na koniec kolacji talerze zbierała Gaba, osobiście, tymi ręcami. Zmywał Grześ. I żadne z nich nie zwróciło uwagi na fakt, że ktoś NIC NIE JADŁ. Gaba-Najlepsza-Matka była pochłonięta tragedią Robrojka, a Grześ zapewne myślał już o zmywarce, i sterylnie czysty talerzyk wśród zebranych ze stołu naczyń idealnie wpasował się w te rozważania.
                                  • bupu Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 10:18
                                    gat45 napisała:

                                    > To oni takie kolacje jadają bez nakryć ? Bo już sam pusty talerzyk i czyściutki
                                    > e sztućce jednej osoby na dużym wspólnym stole zwracają na ogół uwagę. Nie wspo
                                    > minając nawet, że zwykle w którymś momencie się te nakrycia zmienia do poszczeg
                                    > ólnych dań.

                                    Ja tam nie wiem jak u Borejków, ale u mnie na rodzinnych i towarzyskich spotkaniach osoba która mało je, rzuca się w oczy innym biesiadnikom i natychmiast jest zasypywana toną pytań, mających wyjaśnić tak nikły udział w biesiadzie. Osoba nie jedząca nic, rzucałaby się jeszcze bardziej. A na Roosevelta proszę, stado miłych, empatycznych osób...? Chociaż może to znowu ten słynny borejkowski takt zadziałał.
                                    • verdana Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 10:35
                                      A potem dziewczyny mają pretensję - poniekąd słuszną"Rodzina wie, zę sie odchudzam. Ale nie, jest przyjecie MUSZĘ zjeść te ich sałatki z majonezem, kanapeczki. Nie jem nic po 18 i oni to wiedzą, na kolację jem tylko jabłko, bo trzymam dietę 100 kalorii. Ale jak to "Ty nie jesz? Anoreksja? Po co sie dziecko odchudzasz, faceci nie lubią wieszaków".
                                      Jak wiadomo, ze Pyza się odchudza, to nalezy dyskretnie obserwować, a nie kazać niemal dorosłej dziewczynie jeść i nie zmuszać jej, by jadła w czasie przyjęcia.
                                      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 11:39
                                        verdana napisała:

                                        > A potem dziewczyny mają pretensję - poniekąd słuszną"Rodzina wie, zę sie odchud
                                        > zam. Ale nie, jest przyjecie MUSZĘ zjeść te ich sałatki z majonezem, kanapeczki
                                        >

                                        Wiesz, u mnie nikt sie nie odchudzal nalogowo (choc powinnismy) - ale salatka byla zawsze w wersji majonez, druga miska takiej samej salatki z kropla oliwy, trzecia bez lepiszcza. Zaden problem, a dodatkowa robota to zmycie dwoch salaterek wiecej, co mozna powierzyc odchudzajacej sie osobie/najbardziej zartej/dyzurnej danego dnia.
                                        I nie, Pyza nie musi. Nie je. IGS kilka lat pozniej tez nie je. I nikogo to nie obchodzi. Ciaglosc i konsekwencja w olewactwie.
                                      • zla.m Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 11:41
                                        Verdano, ale tu chyba nikt nie twierdzi, że mieli ją zmuszać. Problem (tak, problem!) polega na tym, że nikt nie zwrócił uwagi. W cytopyge mają swoje rodzinne słoneczko i to, że się głodzi. I to nie było, żadne: wiedzą i szanują, że się odchudza, bo o diecie wie tylko babcia. Reszta się ani słowem nie zająknie i nie wygląda, by wiedzieli. Żadnego: a może sałatka owocowa zamiast ciasta, żadnego pilnowania, zeby nie przegięła, niczego. Owszem, gdyby wiedzieli, pewnie by komentowali w stylu "nie musisz, to tylko jedno ciastko itp." i mówili wszystkie rzeczy, które irytują gata czy potworię. I nie dziwię się, że nastolatka tego faktu nie rozgłasza. Ale dziwię sie, że matka nie widzi. Nie jednego śniadania, ogólnie w ogóle nie zwraca uwagi na dziecko.

                                        Uważam, że nastolatka ma prawo przejść na wegetarianizm, odchudzać się, ćwiczyć z chodakowską itp. Ale w momencie, kiedy to robi, kiedy zaczyna. rodzice mają psi obowiązek się zainteresować: czy odchudza się z sensem, czy wegetarianizm polega na jedzeniu tego, co zwykle tylko "bez mięsa" czy jednak młoda osoba jakieś zamienniki dla białka wprowadza, czy ćwiczenia z chodakowską są 3 razy w tygodniu po godzinie czy codziennie do omdlenia itp., itd.
                                      • bupu Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 11:55
                                        verdana napisała:

                                        > A potem dziewczyny mają pretensję - poniekąd słuszną"Rodzina wie, zę sie odchud
                                        > zam. Ale nie, jest przyjecie MUSZĘ zjeść te ich sałatki z majonezem, kanapeczki
                                        > . Nie jem nic po 18 i oni to wiedzą, na kolację jem tylko jabłko, bo trzymam di
                                        > etę 100 kalorii. Ale jak to "Ty nie jesz? Anoreksja? Po co sie dziecko odchudza
                                        > sz, faceci nie lubią wieszaków".
                                        > Jak wiadomo, ze Pyza się odchudza, to nalezy dyskretnie obserwować, a nie kazać
                                        > niemal dorosłej dziewczynie jeść i nie zmuszać jej, by jadła w czasie przyjęci
                                        > a.

                                        Dowcip polega na tym, że u Borejków o diecie Róży wie tylko Milicja. Reszta rodziny nie. I ta cała reszta patrzy jak się Róża kiwa nad pustym talerzem i nikt nie reaguje. Nikt się nie zastanawia, czy może dziewczyna źle się czuje, skoro ani okruszka do tej pory nie spożyła, nikt, z mamusią na czele, się tym niecodziennym zjawiskiem nie interesuje.

                                        Przy czym, droga Verdano, nikt nie postuluje, żeby rodzina stała nad Pyzą jak kat nad dobrą duszą i wmuszała w nią pożywienie. Absolutnie nie. Ale między wmuszaniem, a całkowitym brakiem zainteresowania, jest szerokie spektrum reakcji. Prawdziwie troskliwa mamusia tudzież super kochające ciotki jednak by zwróciły uwagę na to, że młoda dama nic nie je i próbowałyby przynajmniej ustalić co jest grane.

                                        A tu nic. Zero odzewu. Głucha cisza, tylko świerszcze grają. I to samo jest, jak ktoś tu słusznie zauważył, z żywieniowymi problemami Ignasia. Dzieciak ma tak silne fobie, że nie jest w stanie zjeść prawie niczego, a cała kochająca familia ma na to wywalone.
                                    • gat45 Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 10:37
                                      Jako osoba jedząca naprawdę bardzo mało potwierdzam z mocą : nawet u obcych zawsze przy stole ściągam na siebie uwagę otoczenia. Człowiek ma to chyba wpisane w geny, że jak sam je, to zwraca uwagę, czy i ile jedzą inni przy tym samym ognisku w jaskini. Bliżsi znają mój problem, więc próbują się powstrzymywać od komentarzy i zachęt, ale spojrzeniem mówią równie wyraźnie, że zauważyli, że rejestrują i że czuwają. Braku reakcji na zupełnie pusty talerz nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Dlatego najbardziej lubię przyjęcia bufetowe :)
                                    • potworia Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 11:00
                                      W tym punkcie przyznaję rację Borejkom. Nic mnie tak nie wkurza jak publiczne komentarze na temat tego co jem i w jakiej ilości.
                                      • gat45 Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 11:15
                                        potworia napisał(a):

                                        > W tym punkcie przyznaję rację Borejkom. Nic mnie tak nie wkurza jak publiczne k
                                        > omentarze na temat tego co jem i w jakiej ilości.

                                        Ja się już pogodziłam z losem :( ale stopniuję ocenę odzywek. Na podium idiotyzmu u mnie stoją "przecież ty się nie musisz odchudzać" (jestem chorobliwie wprost chuda) oraz troskliwe propozycje podania mi czegoś innego, bo najwyraźniej nie lubię dania.
                                        Nie da się bez komentarzy. Naprawdę to musi być jakiś atawizm, że się kontroluje współbiesiadników. Mnie zaczyna irytować dopiero namolność i powtarzanie, bo to sprawia, że cała uwaga "stołu" koncentruje się na mnie.
                                        Tym bardziej nie mogę sobie wyobrazić, że u Borejków nikt nie zauważył całkowitej głodówki Róży.
                                        • potworia Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 13:39
                                          To nie była całkowita głodówka, tylko niezjedzenie kolacji. Mogli zauważyć, ale wstrzymać się z komentarzami (popieram).
                                          Mogli wiedzieć, że Róży zdarza się stosować diety i najnormalniej w świecie ufać, że rozum ma i krzywdy sobie nie zrobi. Ewentualnie, że Gabriela i Milicja trzymają rękę na pulsie.
                                          A mnie się taka sytuacja wydaje oazą dobrostanu. Bo od kilkunastu lat rodzina nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że mój talerz, moja sprawa. Jeśli to atawizm, to powinno się go kontrolować.
                                          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 14:32
                                            potworia napisał(a):

                                            > To nie była całkowita głodówka, tylko niezjedzenie kolacji. Mogli zauważyć, ale
                                            > wstrzymać się z komentarzami (popieram).

                                            Wykluczone. Tam kazdy czuje sie w prawie i obowiazku komentowac wszystko. I komentuje.


                                            > Mogli wiedzieć, że Róży zdarza się stosować diety i najnormalniej w świecie ufa
                                            > ć, że rozum ma i krzywdy sobie nie zrobi. Ewentualnie, że Gabriela i Milicja tr
                                            > zymają rękę na pulsie.

                                            O tak. Kiedy rok pozniej zniknela 14-letnia Laura, tez ufali, ze krzywdy sobie nie zrobi. Kiedy 10-letni Ignas popedzil w strone jeziora i przepadl na kilka godzin, jego matka tez ufala, ze jest madry, dobry i wychowa sie sam.
                                            W tej rodzinie to tradycja. Gdy zniknela i nie wiadomo bylo, czy dotarla do domu 15-letnia Ida, jej rodzice, wiekowo jeszcze nie zramolali, tez byli bardzo ufni. Nikt nie sprawdzil, gdzie malolata jest i czy ma co jesc.


                                            > A mnie się taka sytuacja wydaje oazą dobrostanu. Bo od kilkunastu lat rodzina n
                                            > ie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że mój talerz, moja sprawa. Jeśli to a
                                            > tawizm, to powinno się go kontrolować.

                                            Niech zgadne...masz wiecej lat niz 16 ? :)
                                            • potworia Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 15:37
                                              No, zgadłaś, koleżanko, coś mi się widać marszczy pomiędzy wierszami:)
                                              Ale w pacholęctwie wkurzało tak samo, a nawet bardziej, bo człowiek od hormonów wrażliwszy.
                                              • tt-tka Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 15:45
                                                Nic sie nie marszczy, tylko ja policzylam na palcach - skoro od kilkunastu lat rodzina nie jest...itd, to znaczy, ze wole w tej sprawie zaczelas objawiac co najmniej te kilkanascie lat wstecz. Nawet jesli jako dwulatka, to watpie, bys pamietala :)

                                                Wkurzalo, wkurzalo. W druga strone nawet bardziej ("nie jedz tyle").
                                                Mimo to jednak, mimo ze pamietam wlasne wkurzenia, a w cudze talerze nie patrze, bo przy stole zwykle mam nos w ksiazce - zemdleniem nastolatki jednak bym sie zainteresowala. Ba, zwyklym zaslabnieciem tez.
                                              • verdana Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 16:23
                                                Mnie też strasznie wkurza komentowanie, ile jem..
                    • marzenna114 Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 10:10
                      tt-tka napisała:

                      > Ale Ignas o zemdleniu Rozy powiedzial. I co, to ze zdrowa i dobrze wygladajaca
                      > dziewczyna raptem mdleje nie niepokoi matki ???
                      >
                      Mnie nie niepokoi, jestem wyrodną matką :). Ale ja mam syna zdrowego szesnastolatka, któremu zdarzyło się zasłabnąć w kościele, aczkolwiek nie zemdlał. Nie przejęłam się tym wcale, bo jest to normalne zjawisko fizjologiczne w tym wieku i ja w jego wieku miałam tak samo - na pewno nie z głodu, bo jadłam za dwoje. Czasem nawet musiałam wychodzić z kościoła, żeby nie zemdleć. Przejęła się za to moja mama.
                      A co do jedzenia - to owszem pilnuję. Sprawdzam czy je warzywa, owoce, białko itp., dbam żeby nie zapychał się słodyczami. Pytam czy zjadł kolację, bo czasem potrafi zapomnieć:). Również na imprezach rodzinnych patrzę co je, żeby to np. nie było tylko ciasto. Ale on jest szczupły z natury, więc pewnie dlatego tak pilnuję, że wydaje mi się, że czasem je za mało, albo nieodpowiednie produkty.
      • iskrzy_54 Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 13:08
        Nie było na etykietach wypisanych wartości odżywczych, nie było internetu, żeby sprawdzić, ile waży łyżka czegoś tam, i ile ma kalorii, skoro nie jest napisane na opakowaniu.

        Za pozwoleniem, w latach 70-tych stosowałam (dla towarzystwa przyjaciółce) rozmaite "diety cud", np. 40 punktów, 13-to dniową, etc. - wprawdzie na produktach nie podawano kalorii, ale było od metra źródeł (np. poradniki typu dieta dla cukrzyków, dieta w rożnych chorobach, etc. gdzie podawano co ile ma kalorii (jedno jabłko, szklanka mleka, filiżanka ugotowanego ryżu). Nawet w moim podręczniku do biologii była tabelka z kaloriami. Nie jestem też pewna (w latach 90-tych się nie odchudzałam), czy aby na produktach nie było tych kalorii?
    • guineapigs Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:01
      Kompletnie nie znam się na odchudzaniu, bo zawsze byłam raczej szczupła, a nawet jak mi doszło kilogramów to byłam zachwycona jak Pulpecja bo uważam, że kobieta z lekka nadwaga wyglada lepiej niz kobieta z niedowagą. Moim problemem jest raczej 'jak przytyć' - żrę wszystko, pudełko czaekoladek zjem na raz i nic. Ale ja pracuję fizycznie i to ciężko - może dlatego?
      Natomiast w tym temacie 'Pyza się odchudza' brakuje mi tego, co ludzie odchudzający się robią najczęściej: ćwiczeń fizycznych. Takich dostosowanych do każdego, nie trudnych, nie wysiłkowych, nie robionych na rekord osiedla, ale takich normalnych: dwa razy dziennie szybki spacer/jogging, basen, aerobik w klubie osiedlowym, i masa innych rzeczy dostępnych bez wielkich wyrzeczeń. Nawet zrobienie w domu na karimacie codziennie kilku ćwiczeń - ale tak sumiennie, a nie na odwal się - pewnie by pomogło lepiej niż liczenie, ile kalorii ma plasterek sera czy jabłko. Albo - tam da ra dam - zapisanie się do klubu, jak Gaba onegdaj, i uprawianie jakiegoś sportu regularnie. Z tym chyba w Poznaniu nie powinno być żadnego problemu, niezależnie od epoki i okoliczności społ-polit.
      Ale już nie zagłebiając się w szczegóły sportowe: nic nie ma o tym, że Pyza spala kalorie uprawiając aktywność fizyczną. A to chyba najpierwszy krok w przypadku takiej typowej nadwagi, niespowodowanej zła przemiana materii czy chorobą. Po prostu chcemy zrzucić trochę kilo - to sobie pobiegamy, porobimy brzuszki, pojeżdzimy na rowerze, zapiszemy się na taniec, zamiast tramwajem do szkoły to pójdziemy pieszo szybkim krokiem - itepeitede.
      • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:20
        No ale wydaje mi się, że właśnie opis wysiłków Pyzy jest bardzo dobry - bezsensowne głodzenie się i diety od czapy zamiast regularnych sportów to naprawdę ne jest rzadkie zachowanie osób odchudzających się. I dzisiaj, mimo ogromnej wiedzy na temat odchudzania i zalet wysiłku fizycznego, Chodakowskiej w każdym kiosku, darmowych filmików z ćwiczeniami na youtube, nie brakuje ludzi wierzących w diety-cud, magiczne pigułki spalające tłuszcz i wyszczuplającą moc balsamów do ciała.
        MM nie pisała, co powinna zrobić Pyza, żeby schudnąć, tylko co robiła. Będąc w wieku Pyzy też wolałam, w tajemnicy przed mamą, łykać jakieś podejrzane suplementy magicznie odchudzające niż pobiegać czy porobić brzuszki. I to nie dlatego, że nie miałam możliwości, bo i pierwsze siłownie już były i publikacje opisujące ćwiczenia do robienia w domu też można było znaleźć w każdej bibliotece, tylko łatwiej jest uwierzyć w cudowną dietę, dającą błyskawiczne rezultaty, niż zmusić się do regularnego wysiłku fizycznego.
      • mika_p Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:31
        Po pierwsze primo, zakompleksiona nastolatka nie pójdzie pobiegać, żeby wszyscy na nią patrzyli i myśleli, jaka jest gruba i jak grubo wygląda biegnąć i jaki to obciach tak biegać, w szczególności jak się jest grubą.

        Po drugie primo, zakompleksiona nastolatka nie pójdzie na basen, żeby ją wszyscy widzieli taką grubą w kostiumie i myśleli, albo, o zgrozo, co gorsza, mówili, że wieloryb przyszedł popływać.

        Po trzecie primo, zakompleksiona nastolatka nie pojdzie na aerobik, bo tam takie same szczupłe laski, a ona by taka gruba między nimi była i by się śmiały.

        Po czwarte primo, żeby uprawiać sport w klubie to trzeba miec jakąś sprawność fizyczną i umiejętności, a te się nabywa wcześniej. Mnie Pyza wygląda na słabą z WF, bo to przychodzi(ło) z włażenia na trzepak, ganiania w berka, grania w gumę. A my mówimy o Pyzie, której matka szaleje z niepokoju, kiedy dziesięcioletnie dziecko wraca ze szkoły. Wyobrażasz sobie, że to dziecko spędzało długie godziny na podwórku na zabawach fizycznych, czy raczej nobliwy spacerek z rodziną?
        To samo zresztą dotyczy biegania, pływania i aerobiku. Nie dość, że kompleks nadwagi, to jeszcze kompleks braku umiejętności.

        Dla takiej Pyzy jedyne, co miała dostępne - fakt, że może bardziej we własnej głowie - to była dieta. Więc ja akurat stuprocentowo wierzę, że Pyzie nie przyszło do głowy dodać do odchudzania dietą aktywność fizyczną
        • mamuka_z_boru Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 20:54
          Słusznie prawi dobrodziejka. To mi właśnie chodziło po głowie, tylko nie potrafiłam tak ładnie wyrazić. Jakbym czytała o sobie z tamtych czasów :(.
          Tak sobie myślę na marginesie tego wątku, że to był fajny temat do pociągnięcia z myślą o nastoletnich czytelniczkach. Zakompleksiona, tęgawa (rzeczywiście, lub tylko we własnym przekonaniu) Pyza stosuje głupie diety, głodzi się i w ogóle robi to, co zwykle robią nastolatki w tej sytuacji. I tu mogłaby wkroczyć mądra, kochająca rodzina - wspierając jej wysiłki, podsuwając mądrą lekturę, zachęcając do wysiłku (może Gabon wysportowany zorganizowałby "dziewczyńskie treningi", żeby dodać córce pewności siebie i spędzić z nią aktywnie czas?). Autorka mogłaby przemycić parę wskazówek na temat racjonalnego odżywiania i ruchu jako rozsądnej alternatywy diet-cud.
          No i taki rozwój wątku uwiarygodniłby późniejszą przemianę ciężkawej, nieciekawej Pyzy w pięciogwiazdkową Różę. Analogicznie do wątku rudego kościotrupa mocą matczynego wsparcia w wampa przemienionego.
          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 21:24
            A oczywiscie !
            gdyby matka, niegdys koszykarka, a podobno caly czas wysportowana (sic!) zasugerowala corce trening, pobiegala z nia choc kilka razy (po ciemku, zeby sie ludzie nie gapili - z tym wstydem to trafione w punkt !), a kochajaca babunia powiedziala, ze dietetyczny kurczak, owszem, prosze, ale sniadanie przed szkola to ma byc solidne - niech bedzie ten razowiec z serem, a nie bula z dzemem, tylko w odpowiednich ilosciach ! - to by i Rozy, i czytelniczkom wyszlo na zdrowie.
      • zla.m Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 22:23
        No więc nie. W najlepszym przypadku przy odchudzaniu 30% jest dzięki ćwiczeniom, 70% dzięki diecie. Można schudnąć jedząc mniej i nie ćwicząc, odwrotnie - marne-szanse, no ewentualnie jeśli od trybu życia siedzącego przejdzie się do trybu bardzo ciężka praca/treningi codziennie, czyli zmiana zapotrzebowania kalorycznego będzie radykalna.

        Oczywiście - ćwiczenia są ważne i potrzebne, kręgosłup, wyrabiają się mięśnie (nawet przy tej samej wadze pozwalają wyglądać lepiej), trochę się to zapotrzebowanie kaloryczne podnosi. Oraz mają działanie pozytywne - endorfinowy haj i zadowolenie z siebie ułatwia trzymanie diety. Albo też ułatwia ją myśl, że nie po to się tak męczę na tym aerobiku/fitnesie/czymś-tam, żeby teraz ten wysiłek przeżreć ;-) I Pyzie ogólnie ruch by się przydał, nawet sensownie długie spacery z herr Frycem byłyby dobre, ale akurat w odchudzaniu dieta to podstawa.
        • verdana Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 22:49
          Aby schudnąć dzięki ćwiczeniom trzeba mieć mnóstwo czasu. Poza tym to mit. Owszem, ruch jest ważny, ale nie schudniesz od samego ruchu, bo po ćwiczeniach człowiek robi sie głodny. Wiadomo już, ze osoby trenujące po to by schudnąć chudną wolniej niż te, co odchudzają sią na kanapie. Co nie oznacza, że ćwiczyć nie trzeba.
          Jabłka w odchudzaniu sa bardzo dobre. Bo są zdrowe. Dieta odchudzająca nie opiera sie tylko na tym, aby schudnąć szybko, ale też na tym aby sobie nie zaszkodzić. Dieta Pyzy jest mniej-więcej taka, ze schudnąć można bez szkody dla zdrowia. Poza tym jabłka są słodkie. O ile nie odchudzamy osoby patologicznie otyłej, w diecie - układanej przez dietetyków! - znajdują sie też rzeczy o słodkim smaku - owoce, suszone owoce itd.
          Solidne śniadanie? W diecie śródziemnomorskiej zero solidnych śniadań i najmniej otyłości.
          Odchudzam się od lat co najmniej 48:) I jedno już wiem. Nie istnieje żaden jeden dobry sposób na odchudzenie się, ale w wieku Pyzy da się jeszcze odchudzić po prostu jedząc przez pewien czas mniej. I to odchudzić skutecznie i na wiele lat. Dopiero później jest z tym problem.
          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 04.01.17, 23:10
            verdana napisała:

            > Solidne śniadanie? W diecie śródziemnomorskiej zero solidnych śniadań i najmnie
            > j otyłości.

            Inny klimat. U nas, zwlaszcza od poznej jesieni po wczesna wiosne odradzam wychodzenie z domu o pustym zoladku. zwlaszcza nastolatce do szkoly, gdzie sie jednak pracuje umyslowo. I gdzie nie ma szansy zjesc czegos sensownego kolo poludnia (tzn szansa jest, jak sie cos wezmie z domu. Ona wziela jablko).


            > Odchudzam się od lat co najmniej 48:) I jedno już wiem. Nie istnieje żaden jede
            > n dobry sposób na odchudzenie się, ale w wieku Pyzy da się jeszcze odchudzić po
            > prostu jedząc przez pewien czas mniej. I to odchudzić skutecznie i na wiele la
            > t. Dopiero później jest z tym problem.

            Ale Roza je glupio, a nie za duzo, w tym problem. Przybyloby jej kilogramow, gdyby zjadla miche twarogu z zielenina zamiast przezroczystego platka ? Musiala sie glodzic na przyjeciu, majac na stole rybe i salatki ?
            • verdana Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 15:50
              Ostatnio bywałam i u lekarza i u dietetyczki. Dietetyczka zgodziła sie ze mną, ze jeśli nie lubię śniadań, nie ma sensu się zmuszać - jak zjem 1/3 banana, to absolutnie starczy. Teoria, zę śniadania nakręcają metabolizm i sa niezbędnie potrzebne własnie przechodzi do lamusa, jak wszystkie zresztą starsze teorie dietetyczne.
              Nie wiem, jak metabolizm Róży, ale tak, ja sie muszę głodzić na przyjęciu, bo odchudzanie - skuteczne - polega takze na tym, aby nie jeść za dużo nawet sałatek, w których zazwyczaj jest oliwa, majonez itd. Jak raz zjesz dużo, nawet sałaty, to następnego dnia będziesz głodna znacznie bardziej - jeśli nie, po tygodniu przestajesz być glodna i tyle.
              Róża je bardzo rozsądnie, o ile chce sie odchudzić, a nie żyć odchudzaniem się - czyli podporządkowywać plan dnia, przygotowywanie posiłków itd odchudzaniu.
              • tt-tka Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 16:43
                verdana napisała:


                > Róża je bardzo rozsądnie, o ile chce sie odchudzić, a nie żyć odchudzaniem się
                > - czyli podporządkowywać plan dnia, przygotowywanie posiłków itd odchudzaniu.

                Nie. Jezeli dziewczynie robi sie slabo z glodu, to nie je rozsadnie.
              • pi.asia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 17:29
                verdana napisała:

                > Teoria, zę śniadania nakręcają metabolizm i sa niezbędnie p
                > otrzebne własnie przechodzi do lamusa, jak wszystkie zresztą starsze teorie die
                > tetyczne.

                No ale tę 1/3 banana (cukier!!!) Twoja dietetyczka uznała za konieczne do zjedzenia rano, czyż nie? Chodzi o to, żeby zjeść cokolwiek.
                Mój Chłop właśnie wszedł w trzeci etap diety, na śniadanie je wyłącznie białko i warzywa, bez węglowodanów. Czyli np. jajecznicę na plasterku szynki, bez chleba, do tego pomidory, ogórki, rzodkiewka i co tam akurat jest pod ręką. I to śniadanie jest niezbędne do napędzenia spalania na resztę dnia, kiedy to może już do posiłku jeść węglowodany. Waga spada mu aż miło.

                > Nie wiem, jak metabolizm Róży, ale tak, ja sie muszę głodzić na przyjęciu, bo o
                > dchudzanie - skuteczne - polega takze na tym, aby nie jeść za dużo nawet sałate
                > k, w których zazwyczaj jest oliwa, majonez itd.

                Widzisz, a dieta ustawiona przez moją dietetyczkę pozwala na takie okazjonalne obżarstwo - wolno jeść wszystko, byle z umiarem. Oczywiście po pierwszym, najbardziej restrykcyjnym etapie, podczas którego trzeba było ściśle się trzymać wyznaczonych zasad. Od drugiego etapu jest łatwiej: Święta, Sylwester, wczasy, impreza rodzinna - można sobie pozwolić na urlop od diety.

                > Róża je bardzo rozsądnie, o ile chce sie odchudzić,
                I chodzi ciągle głodna. A jak już zrzuci te swoje 3 czy 5 kilo nadwagi (prawdziwej czy wymyślonej) to zacznie jeść jak poprzednio i natychmiast przytyje, bo nie sądzę, żeby nabrała dobrych nawyków żywieniowych, głodując.

                > a nie żyć odchudzaniem się
                > - czyli podporządkowywać plan dnia, przygotowywanie posiłków itd odchudzaniu.

                Chyba każda dieta opiera się na regularnych posiłkach, zjadanych mniej więcej o tej samej godzinie.
                Poza tym nie chodzi o "życie odchudzaniem", tylko - ogólnie - o zmianę sposobu odżywiania. O nauczenie się, że gotowany, dobrze doprawiony kurczak wcale nie jest gorszy od duszonego, że drugie danie to nie musi być schabowy w panierce tylko z grilla, surówka z tartej marchewki jest pyszna, sycąca i nietucząca. A takich nawyków nabiera się wtedy, gdy przez miesiąc czy dwa trzeba starannie dobierać potrawy wg narzuconych zasad.

                Docelowo, na zakończenie diety, dietetyczka ma Chłopu wyliczyć dzienną ilość kalorii. Nieważne, co będzie jadł, byle o stałych porach i byle nie więcej kalorii niż wolno.Taki "rygor" przez sześć dni, a w niedzielę wszystko, co zechce, w dowolnych ilościach. On już szykuje listę marzeń.

                • verdana Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 20:32
                  Ale ja nie jadłam:)
                  Serio - to jest powieść, a nie podręcznik dietetyki. Tak odchudzają sie mode dziewczyny i to jest bardzo dobrze opisane.
                  Moja waga spada li i jedynie gdy jem ok 800 kal. dziennie. To jest skutek stosowania zbyt wielu diet wczesnej. Osoba, która odchudza sie po raz pierwszy czy drugi to zupełnie inna sprawa.
                  Ja potrafię utyć kilogram w czasie jednego dnia, gdy jem cokolwiek, ale z umiarem. I są różni ludzie - ja mogę nie jeść słodyczy przez pół roku, ale pod warunkiem, ze nie jem w ogóle. Albo pieczywa, którego od roku nie jem. Taka niedziele byłaby dla mnie nie do przyjęcia - kolejny tydzień męczyłabym sie od początku. Wystarczył jeden kawałek chleba na święta, abym znowu miała ochotę na kanapkę.
                  Ja w wieku Róży odchudzałam sie tak samo i odchudziłam sie bardzo skutecznie do drugiej ciąży. Czyli na jakieś 10 lat.
                  I nie, sa ludzie, którzy nie mogą jeść regularnie o tych samych porach, bo ich praca to uniemożliwia. I zmartwię Cię - nawet gdy jesz rok, dwa czy trzy wg ściśle ustalonych zasad, to nie oznacza, że nabierze sie nawyków na zawsze. Problem w tym, że gdyby tak było, odchudzanie byłoby proste. Surówka z marchewki jest pyszna, ale większość ludzi woli frytki.
                  • pi.asia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 21:31
                    verdana napisała:

                    >
                    > Moja waga spada li i jedynie gdy jem ok 800 kal. dziennie. To jest skutek stoso
                    > wania zbyt wielu diet wczesnej. Osoba, która odchudza sie po raz pierwszy czy d
                    > rugi to zupełnie inna sprawa.

                    Tyz prowda, pani dobrodziko. Zbyt wiele różnych diet sprawia, że organizm głupieje i sam nie wie jak się ma.
                    W pierwszej fazie diety Chłop miał kategoryczny zakaz m.in. alkoholu. Nawet pół lampki wytrawnego wina nie mógł się napić przez cały miesiąc. I ani odrobiny żurawiny do serka nie było wolno. Dietetyczka powiedziała krótko: organizm się zaketonuje i dietę diabli wezmą, już nie zadziała.

                    W drugiej fazie jechaliśmy na wczasy. Udzieliła mu dyspensy od diety oraz zezwolenia na wino półwytrawne, ewentualnie kieliszek wódki. Jedyne zalecenie dotyczyło ilości - żeby nie przesadzać z białkiem i węglowodanami. Przez tydzień jadł wszystko, łącznie z frytkami, pił drinki, ja patrzyłam na to ze zgrozą, a on przytył raptem niecałe 1,5 kg. W tydzień po powrocie już zgubił 3 kg. Czyli przy mądrze ustawionej diecie, nieogłupiały organizm radzi sobie nawet z jakimś kulinarnym wyskokiem.
                  • tt-tka Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 21:53
                    No jasne, ze to powiesc, a nie podrecznik dietetyki. I nastoletnia Roza ma prawo odchudzac sie glupio i bez potrzeby na dodatek.
                    Mnie tylko (ocenzurowano), ze w tej wyksztalconej i ze wszechmiar troskliwej rodzinie nikt nie zauwazyl i jej nie powiedzial, ze odchudza sie glupio, skoro juz musi. I ze nie musi.
                    I to, ze Roza wysylana z teczka Robroja nie ma odwagi powiedziec, ze jest jej slabo z glodu i chcialaby cos zjesc.
                    • pi.asia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 23:22
                      A z drugiej strony opisy niektórych posiłków sprawiają, że cały klan podejrzewam o potworną nadwagę, o której się nie mówi, bo wszak dyskrecja, panie tego, obowiązuje.
                      Jest w którymś tomie takie zdanie odnośnie gotowania, że wypadał dyżur Gabrieli, i ona zapowiedziała coś tam coś tam a na deser tort czekoladowy. I nie jest to, o ile sobie przypominam, żadna szczególna okazja.
                      No to skoro oni w zwykły dzień żrą dwudaniowe obiady z deserem w postaci tortu, to raczej do wiotkich nie mogą należeć.
                      • bupu Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 23:53
                        pi.asia napisała:

                        > A z drugiej strony opisy niektórych posiłków sprawiają, że cały klan podejrzewa
                        > m o potworną nadwagę, o której się nie mówi, bo wszak dyskrecja, panie tego, ob
                        > owiązuje.
                        > Jest w którymś tomie takie zdanie odnośnie gotowania, że wypadał dyżur Gabrieli
                        > , i ona zapowiedziała coś tam coś tam a na deser tort czekoladowy. I nie jest t
                        > o, o ile sobie przypominam, żadna szczególna okazja.
                        > No to skoro oni w zwykły dzień żrą dwudaniowe obiady z deserem w postaci tortu,
                        > to raczej do wiotkich nie mogą należeć.

                        Nadwagę w Jeżywersum miewają wyłącznie prymitywy z czółkiem, jak ten niesławny motorniczy z Feblika. A u Borejków nawet Pulpet na ilustracjach całkiem szczupły ostatnio. Cały klan pięknieje i wytwornieje w oczach po prostu.

                        Ostatnia osoba która się odchudzała, chociaż raczej nie musiała, to była Pyza, od tamtego czasu osób walczących z problemami wagowymi w klanie nie notowano, mimo że, jak słusznie zauważyłaś, gotuje się tam obficie i kalorycznie. Nadwagę miał Pulpet i nieszczęsna Ania, no ale to Borejkówny ciut gorszej kategorii. Tymczasem w ścisłym betonowym centrum klanu same szczupaki, co dziwi, bo siostry B i ich mężowie nie młodnieją, a metabolizm im bezlitośnie zwalnia. A przynajmniej powinien.

                        Dalej, nikt tam nie ma problemów z cerą. Na całe stado wchodzących w dojrzewanie wnuków borejczych pryszcze miał tylko Ignaś, bo sporadycznych pryszczyków Pyzy nawet nie liczę. Oprócz tego same cery brzoskwiniowe, co nawet kremów nie wymagają.

                        Nikt na Roosevelta nie miewa problemów z włosami. Pater Borejko obnasza sklepioną łysinę mędrca, poza nim nie łysieje nikt. Mareczkowi nie robią się zakola, bujne loki Grzesia nie tracą przez lata nic ze swej bujności, ba, nawet cudownym sposobem znika z nich wszelki ślad siwizny. Kobiety w Klanie to samo, każda ma włos wręcz cudowny i gęsty, żadna nie siwieje, takie dziwo fizjologiczne, żadna nie ma problemów z rozdwajaniem, uklepanym kołtunem spod czapki zimą, ani włosami odmawiającymi stanowczo ułożenia się w sensowną fryzurę.

                        Gdzieś znikli normalni ludzie, w różnych kształtach i rozmiarach, a zastąpił ich zestaw odpicowanych aktorów z telenoweli. A w ogóle MM nie lubi kurdupli, psiachmać. Ostatnio co nowa postać kobieca, to wiotka i wysoka obowiązkowo. Magdusia była tylko niska, za to wredna i podła. Chłopy też, co jeden to wyższy, młode Schoppy, Józin, Ignaś, same dwumetrowce wyrośnięte. Jako jednostka o wzroście hobbita czuję się cokolwiek urażona. Kurdupel w końcu też człowiek!
                        • iskrzy_54 Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 00:27
                          To jak w opowiadaniu H. Bolla - kiedy członków rodziny zastąpili aktorzy...
                        • kgxspace Re: Pyza się odchudza 08.01.17, 23:37
                          Wszystkie nosy są małe, zgrabne i drożne, zęby - białe i nie potrzebują wizyt u ortodonty, nie ma alergii na kurz... Wzrok sokoli, nie kojarzę, żeby poza starymi Borejkami ktoś tam w ogóle potrzebował okularów - a oni tyle ślęczą nad książkami, komputerami... No, roboty, a nie ludzie. Chodzące ideały, od urodzenia.
                          O, zapominasz, że Babi była niska ;) U MM wysoka jest Ida z 1,70 i Mareczek ze swym 1,68, więc... chyba my, kurdupelki, nie musimy się czuć z tym tak bardzo źle ;)
                          • bupu Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 16:56
                            kgxspace napisał(a):

                            > Wszystkie nosy są małe, zgrabne i drożne, zęby - białe i nie potrzebują wizyt u
                            > ortodonty, nie ma alergii na kurz... Wzrok sokoli, nie kojarzę, żeby poza star
                            > ymi Borejkami ktoś tam w ogóle potrzebował okularów - a oni tyle ślęczą nad ksi
                            > ążkami, komputerami...

                            Grześ na początku był okularnikiem, ale potem mu jakoś sprzęt optyczny zanikł, mam wrażenie. Zapewne nastąpiła spontaniczna regeneracja oczu borejkowskim ciepełkiem.
                            • tt-tka Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 17:25
                              Mareczek tez na slubie (albo na Wigilii przedslubnej) byl w okularach, a potem juz nigdy wiecej ! Sama to gdzies zauwazylas :)

                              Wniosek - Borejkom krwi felery sie nie trafiaja. A wzenionym w Borejkow zanikaja.
                            • gat45 Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 19:54
                              Rzadko bo rzadko, ale zdarzają się krótkowidze-szczęśliwcy, którym starcza dalekowzroczność (uwaga na ten przymiotnik, ona się objawia około 40-tki) nie tworzy drugiego ogniska, tylko kompensuje miopię. Czasem naprawdę znacząco : np z -6 dioptrii schodzi się do malutkiego minusika 2, a z minus dwa to już naprawdę można chodzić (nie jeździć) bez okularów. Może to casus Grzesia ?

                              A nie ma tam gdzieś starego Ignaca, sięgającego po okulary ? Albo obecność okularów jest odnotowana w pokoju starszych państwa ? Tak mi się coś majaczy
                              • pi.asia Re: Pyza się odchudza 09.01.17, 21:13
                                gat45 napisała:

                                > A nie ma tam gdzieś starego Ignaca, sięgającego po okulary ? Albo obecność okul
                                > arów jest odnotowana w pokoju starszych państwa ? Tak mi się coś majaczy

                                Majaczy Ci się prawie dobrze.
                                JT, str. 95
                                Dziadek włożył okulary i zajrzał do podanej mu karty dań.
                                (...) zbliżył się do regału, poprawiając okulary, z jedną ręką w kieszeni oraz typową dla siebie miną maniaka.


                                str. 177.
                                Babcia, samotnie siedząca nad książką, powiadomiła go, że rodzice byli tu już godzinę temu. (...) - Jesteś smutny, czy tylko mi się wydaje - zapytała znienacka, uważnie patrząc na niego znad okularów (...)
                                Westchnął.
                                Babcia zdjęła okulary.
                                - Myślę, że jesteś zakochany - powiedziała ciepło.
                                (...)
                                Dziadzio zaraz pojawił się w kuchni.
                                - Milu - powiedział niepewnie. - Fryderyk Schoppe.
                                Babcia spoważniała i odłożyła książkę. (...) zdjęła okulary i odłożyła je starannie do etui.


                                Noszą do czytania, jak najbardziej.
                    • verdana Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 10:12
                      Powinna. Cały czas ma sporą nadwagę. Jak bym była matką dziewczyny, która zdecydowała sie odchudzać, siedziałabym cicho, póki nie robiłaby koszmarnych głupstw - na przykład jedzenia tylko jajek, czy kompletnej głodówki. Parę tygodni odchudzania, nawet nie z dietetykiem młodej dziewczynie nie zaszkodzi.
                      • pi.asia Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 10:36
                        verdana napisała:

                        > Powinna. Cały czas ma sporą nadwagę. Jak bym była matką dziewczyny, która zdecy
                        > dowała sie odchudzać, siedziałabym cicho, póki nie robiłaby koszmarnych głupstw
                        > - na przykład jedzenia tylko jajek, czy kompletnej głodówki. Parę tygodni odch
                        > udzania, nawet nie z dietetykiem młodej dziewczynie nie zaszkodzi.

                        Aha. Parę godzin wcześniej pisałaś, że jak ktoś próbował się odchudzać na wiele różnych sposobów, to potem żadna dieta nie zadziała i jedynym wyjściem jest drastyczne ograniczenie kalorii. I pozwoliłabyś córce na eksperymenty. Ciekawe. Tym bardziej, że o połowie tych eksperymentów byś nie wiedziała. Np. o łykaniu jaj tasiemca.
                        Ja bym jednak zabrała dziecko do dietetyczki, która określi ilość tłuszczu w organizmie, wypyta o sposób odżywiania, o przebyte choroby, zmierzy ciśnienie, dowie się o aktywność fizyczną - i wtedy ustali: ile, w jakim tempie i w jaki sposób młoda powinna schudnąć.
                        • gat45 Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 10:57
                          Oj, te nasze organizmy, te nasze metabolizmy... Wbrew nam robią, ot co.
                          Ja miałam szczęście, bo zawsze mogłam jeść tyle, ile chciałam. Tylko że zawsze chciałam mało. A w nerwowych okresach tak mało, że prawie wcale. Wreszcie przyszedł czas zemsty organizmu i ów zastrajkował. Jadłowstrętem.
                          Nie będę opisywać ani objawów, ani skutków, bo to by wyglądało na prowokację wobec wiecznie odchudzającej się albo pilnującej wagi większości. I tak słyszę bez przerwy od koleżanek, że z rozkoszą oddałyby mi te kilogramy, których mnie brakuje... U dietetyków już nie bywam, bo po co im sprawiać przykrość, a co bardziej wrażliwych - straszyć. Sama się wystarczająco boję.
                          Jedno mogę powiedzieć z całą pewnością i z całą mocą : utrata wagi, która łączy się z ogólnym osłabieniem, jest ZŁA. I drugie : jedzenie na siłę jest równie straszne, jak niedojadanie.
                          No i jeszcze : nie dajcie się wkręcić we wskaźnik BMI. Dwa najprostsze parametry i już ? Toż wiadomo, że to głupota wyjdzie. Znani mi dietetycy mają taki trochę bardziej skomplikowany wzór, który uwzględnia wiek oraz - przede wszystkim - wagę, jaką się miało mając lat 20-25.
                          • kgxspace Re: Pyza się odchudza 08.01.17, 23:48
                            O, nie wierzę, że ktoś na tym świecie ma tak jak ja - kiedy jestem w stresie (a mam słabe nerwy) to nie umiem jeść. Większość znanych mi ludzi stresy zajada. Ale tak to jest, jedni drugich nie zrozumieją i wzajemnie sobie zazdroszczą. Mnie męczą silne mdłości, w takich warunkach po prostu nie da się jeść, same zapachy już odrzucają od kuchni.
                            I potwierdzam z tym BMI. Wg BMI zawsze będę miała niedowagę, a żeby jej nie mieć, musiałabym się naprawdę roztyć. Nawet w moich "tłustych" latach, kiedy to nawet miałam wystający brzuszek, wg BMI miałam niedowagę, głupota jedna wielka (a w świadomości osób, które znały mnie dłużej i tak byłam megaszczupła/chuda).
                            • buka_z_muminkow Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 10:27
                              a mnie to nie dziwi :) też w stresie nie jem. nigdy nie rozumiałam, jak można zajadać stres.
                        • verdana Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 14:57
                          Tak, bo mnie odchudzali naukowo, przy współudziale lekarza i stale.
                          Ograniczenie jedzenia na kilka tygodni, aby schudnąć, dziewczynie nie zaszkodzi.
                      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 11:17
                        verdana napisała:

                        > Powinna. Cały czas ma sporą nadwagę.

                        Sorry, mowa o Rozy czy temat juz zboczyl, a ja nie dostrzeglam ?
                        Bo jesli o Rozy, to ona n i e m a nadwagi. Sporej ani chyba zadnej. Ona sama jest j e d y n a osoba, ktora uwaza, ze ona powinna schudnac.
                        • gat45 Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 11:46
                          A wiemy, że nie ma ? Jako wczesna nastolatka zawsze jest opisywana jako pulchna lub bardzo pulchna. Pamiętasz te czerwone szorty z NiN ?
                          A że nikt nie mówi... U Borejków ktokolwiek by coś na ten temat powiedział ?
                          • pi.asia Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 12:12
                            gat45 napisała:

                            > A wiemy, że nie ma ? Jako wczesna nastolatka zawsze jest opisywana jako pulchna
                            > lub bardzo pulchna. Pamiętasz te czerwone szorty z NiN ?

                            "Ciociu, czipsy, ciociu, delicje - pokazywała pulchnym paluszkiem swoje ulubione smakołyki"
                            "Pyzo, Pyzo droga, ty wciąż o tym jedzeniu"
                            "Jak tylko wsiadły, zażądały kanapek i w mgnieniu oka zjadły wszystkie zapasy na całą drogę"
                            Cytuję z pamięci, więc niedosłownie, ale wygląda na to, że Pyza faktycznie może być lekko puszysta.

                            > A że nikt nie mówi... U Borejków ktokolwiek by coś na ten temat powiedział ?

                            Sam fakt, że Babi bez szemrania obiecuje Pyzie smażenie filetu z kurczaka na patelni beztłuszczowej, oznacza, że widzi konieczność wprowadzenia ograniczeń spożywczych.

                            • tt-tka Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 12:18
                              Sekunde. Pulchna - albo nawet za gruba - byla Pyza 13-letnia.
                              Widzimy ja w Imieninach trzy lata pozniej, jako 16-latke. JUZ schudnieta. Natalia mowi to wprost. Pulchnosci, nie mowiac o grubosci, nie widza w niej ani Bernard, esteta kopany, ani Lelujki in gremio, ani Fryc. Ani nikt inny. A ona wlasnie wtedy odchudza sie dramatycznie i idiotycznie.
                              • gat45 Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 12:36
                                A co, pulchne panie już się nie mogą podobać ?
                                Wielu moich znajomych mężczyzn przynajmniej twierdzi, że wprost przeciwnie. I upierają się, że aktualna moda na chude to zbrodnia na ich poczuciu estetyki.
                                Może dlatego ja mam tak wielu przyjaciół facetów, bo wiadomo, że od nich nic mi nie grozi.... :(
                                • tt-tka Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 12:48
                                  Moga sie podobac, kto mowi, ze nie ? Ja ? Cale zycie z nadwaga i z powodzeniem ? :)

                                  Ale - NIC w opisie Rozy w Imieninach nie wskazuje na nadwage. Na pulchnosc. Nawet na to przyjemne zaokraglenie, ktorym zachwycala Pulpa w swoim czasie.
                                  Roza jest za gruba tylko w swoich wlasnych oczach. I nie wykluczam, ze przyczynila sie do tego kochana siostra, od NiN (Pyzo, Pyzo droga, ty tylko o jedzeniu - rzucila sama sie opychajac. A na kradzione lody kto chodzil ?) po Imieniny, w ktorych dogryza Rozy na kazdy mozliwy temat, z wygladem wlacznie. Ale sorry, opiniami Laury to ja sie kierowac nie bede. A inne postacie ani narrator ani ilustrator nie potwierdzaja nadwagi/pulchnosci 16-letniej Rozy.
                          • kgxspace Re: Pyza się odchudza 08.01.17, 23:55
                            Jako dziecko Pyza opisywana była jako "mocna" i ja ja widzę jako po prostu wielką babkę ;) Nie wiotką i szczupłą, jak zwiewna Natalia albo kocia Laura, ale też nie grubą i niekoniecznie pulchną.okrągłą, jak Pulpecja. Po prostu jest duża, zapewne kobieca i foremna, bez wystającego brzuszka, wielkiej pupy i ogromnych piersi. Ale to moja interpretacja :)
                            A że była pulchna w wieku 13 lat - cóż, smarkula rosła, ile znacie kluseczek, które w wieku nastoletnim urosły i się pięknie uformowały?
                      • slotna Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 12:22
                        > Parę tygodni odch
                        > udzania, nawet nie z dietetykiem młodej dziewczynie nie zaszkodzi.

                        Mnie zaszkodzilo. Skonczylo sie latami zaburzen odzywania.
                        • verdana Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 14:59
                          Ale Róża je. Je mniej. Większość nastolatek wcześniej czy później sie odchudza. Jak jedzą, a nie sie głodzą , to jest OK.
                          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 15:20
                            Ale Roza sie GLODZI.
                            • pi.asia Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 16:22
                              tt-tka napisała:

                              > Ale Roza sie GLODZI.

                              Dokładnie. Róża jest głodna już w trakcie śniadania ("piła powoli mleko, chleb już zjadła, ale nadal była głodna")
                              Głodna jest w szkole, pozwala sobie na zjedzenie jabłka. Żeby było ciekawiej, jabłka wzmagają apetyt.
                              A wieczorem jest jej wręcz słabo z głodu. Podejrzewam, że u Lelujków zemdlała nie tyle z emocji, co właśnie z głodu.

                              Odnośnie informacji nt. odchudzania. Miałam swego czasu książkę "Savoir-vivre dla nastolatków" i były tam informacje, jak się ZDROWO odchudzać, m.in. żeby przed przyjęciem/prywatką najeść się chudego białego sera, to na przyjęciu będzie się tylko skubać superkaloryczne sałatki. Książka - szalenie ciekawa, zabawna i przydatna - ukazała się w roku 1974, tata Borejko powinien kupić ją córkom zamiast Plutarcha w oryginale.
                          • slotna Re: Pyza się odchudza 12.01.17, 18:37
                            Nieprawda, dieta 1000 kcal w okresie dojrzewania jest bardzo, bardzo nie ok.
                            • verdana Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 19:21
                              Długo. Nie przez parę tygodni. Tak właśnie odchudzają sie nastolatki. Przy czym MM pisze, ze Róża była głodna i że zasłabła, więc nie poleca szczególnie takiego odchudzania. Naprawdę, albo wymagamy od MM realistycznego opisywania życia nastolatek, albo książki, która ma być wskazówkami życiowymi w każdej dziedzinie, która ma pokazywać idealnych ludzi w idealnym świecie.
                              • vi_san Re: Pyza się odchudza 14.01.17, 19:17
                                Właśnie, Verdano, problem w tym, że MM opisuję tą rodzinę jako TROSKLIWĄ, OPIEKUŃCZĄ i KOCHAJĄCĄ. Sorry, moi rodzice może debilnymi cytatami łacińskimi się nie przerzucają, ale jakbym w wieku nastoletnim zemdlała - to raczej by się tym zainteresowali! Jakbym dotąd wykazując zdrowy apetyt zaczęła głodówkę - też. A nie są idealni!
                                Wymagamy od MM, żeby to co pisze nie rozjeżdżało się na wszystkie strony jak ścieg kiepskiej szwaczki - ale się nie da. Bo ALBO rodzina jest w porządku - i wówczas KTOŚ [najpewniej matka] powinien zauważyć, że Róża uprawia głodówki i pogadać ze smarkulą od serca, podsunąć jej metody skuteczniejsze i zdrowsze itd - no, ale wówczas święta Jeżycka musiałaby odnotować, że w ogóle ma dzieci! ALBO rodzina jest kompletnie patologiczna [moim zdaniem - jest] a wówczas MM robi cholerną pedagogiczną krzywdę potencjalnym nastoletnim czytelniczkom wmawiając im, że patologia to jest wzór życiowy. Proste?
                                • verdana Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 15:29
                                  Ale akurat tu jest w porzadku, nareszcie mamy realistyczny opis rodziny. A wymagamy ideału.
                                  • bupu Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 22:52
                                    verdana napisała:

                                    > Ale akurat tu jest w porzadku, nareszcie mamy realistyczny opis rodziny. A wyma
                                    > gamy ideału.

                                    O mosz. Nie, nie wymagamy ideału, wymagamy, żeby obraz przedstawiony nie rozjedźdżał się z komentarzem odautorskim. Autorka twierdzi, że opisuje idealną rodzinę, podczas gdy jak widać na załączonym obrazku Borejkom do tego ideąłu bardzo daleko. Gdyby nie pchane nachalnie między zęby sugestie, że Borejki to cud-miód, wanilia i wodorosty, nikt by się zapewne ich braku reakcji na głodówki Pyzy nie czepiał.
                                    • verdana Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 16:24
                                      Naprawdę idealna rodzina musi skomentować fakt, ze odchudzająca sie nastolatka nie zjadła nic na przyjęciu?
                                      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 17:30
                                        To "przyjecie" bylo obiadem i kolacja zarazem. Czyli Roza byla tylko po sniadaniu (przejrzysty platek chleba z takimz platkiem chudego sera) albo na glodniaka od rana. Znaczy na pewno na glodniaka, bo zaraz po sniadaniu tez byla glodna.
                                        • 3piota Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 20:42
                                          tt-tka napisała:
                                          > To "przyjecie" bylo obiadem i kolacja zarazem.

                                          A kiedy Pyza miałaby coś spokojnie przełknąć przy tym biesiadnym stole?
                                          Przecież ona tam stale przynieś, podaj, zaparz, odnieś.
                                          Natalia dostała kubeczkiem jogurtu, pobiegła się oporządzić, trzeba było jej zamienną kieckę podać.
                                          Kto? Pyza.
                                          Mamusia żegna się w korytarzu z Robrojkiem i Pyza jest świadkiem jaki smutek tam panuje.
                                          A dlaczego jest świadkiem?
                                          "Pyza, której kazano postawić wodę na herbatę wyszła z gwarnego pokoju i ujrzała jak mama klepie przyjaciela po łopatce".
                                          Rojek zostawił teczkę.
                                          "- Idź ty z tą teczką, Pyzuniu - poprosiła mama."
                                          Może oni tak specjalnie ganiali ją ode stoła , żeby odchudzająca się Pyza apetytów im nie mąciła i żeby ten stół nie wodził jej na pokuszenie.

                                          A przy okazji.
                                          Nutria pobiegła czyścić sukienkę po zderzeniu z jogurtem. Wszyscy byli świadkami incydentu. Chce się przebrać, na migi coś Pyzie pokazuje i w tym momencie słychać dzwonek do drzwi "szybki, nerwowy, naglący". I co mamy dalej?
                                          Otóż "Natalia wzdrygnęła się nagle i chciała się cofnąć w głąb kuchni, lecz - przynaglona okrzykiem ojca - poszła wreszcie otwierać". Dziewczyna w awaryjnej sytuacji, przecież ten stary dureń nie widzi czy może zdjęła już z siebie zafajdaną suknię i właśnie w staniku i majtach czeka aż ją Pyza poratuje. A nawet gdyby nie, to musi iść otwierać w zapaćkanej sukience. Bo stary każe. A ta cała upiorna familia siedzi, żre i nikt dupy nie ruszy.
                                          Gdyby w tym momencie podpaskę w łazience zmieniała, to też by ją przynaglił otwierać.
                                          Chyba Kiepscy maja więcej wyczucia.
                                          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 22:23
                                            Fakt. Dawno nie ogladalam, ale pamietam, ze to glownie Ferdek wlokl sie drzwi otwierac :)
                                          • pi.asia Re: Pyza się odchudza 20.01.17, 21:12
                                            3piota napisał(a):
                                            Dziewczyna w awa
                                            > ryjnej sytuacji, przecież ten stary dureń nie widzi czy może zdjęła już z siebi
                                            > e zafajdaną suknię i właśnie w staniku i majtach czeka aż ją Pyza poratuje. A n
                                            > awet gdyby nie, to musi iść otwierać w zapaćkanej sukience.

                                            (Pyza) Zauważyła, że ciocia wychyla się z drzwi kuchennych i przyzywa ją gestem. Jej sukienkę, już oczyszczoną z jogurtu, szpeciła z przodu duża mokra plama. Natalia pokazała na migi, że chce zmienić suknię,

                                            Z tego opisu wynika, że Nutria czyściła sukienkę na sobie. Musiała ta sukienka prezentować się zaiste fatalnie, skoro Filip krzyknął: Boże... jak ty wyglądasz! ;)


                                      • bupu Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 18:34
                                        verdana napisała:

                                        > Naprawdę idealna rodzina musi skomentować fakt, ze odchudzająca sie nastolatka
                                        > nie zjadła nic na przyjęciu?

                                        A czy jedyną możliwą reakcją jest skomentowanie? No chyba nie.
                                      • zla.m Re: Pyza się odchudza 20.01.17, 22:40
                                        Komentarze na zasadzie ogólnej okołostołowej dyskusji, jak nie przymierzając tu na forum, czy Pyza powinna się odchudzać, a jeśli tak, to jaką metodą, raczej powinni jej darować. Ale matka (reszta rodziny niekoniecznie), która siłą rzeczy nie widzi, jakie dziecko je śniadania i co bierze do szkoły (i to jest ok, ja nie mówię, że Gaba miała to kontrolować), powinna się jednak zainteresować, dlaczego dziecko NIC nie je. Literalnie nic. I to, jak napisała tt-ka, nie na dodatkowym przyjęciu, ale na posiadówie zastępującej obiad.
                                  • vi_san Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 23:16
                                    Ależ owszem, opis jest realistyczny! Dla rodziny, w której każdy jest zajęty sobą, egoistycznej i nie poświęcające specjalnie czasu i uwagi bliskim. I gdyby komentarz odautorski był właśnie taki, że Borejki to rodzina dość niedbała, nie poświęcająca specjalnie niczego dla bliskich, kierująca się wyłącznie własnymi chęciami i potrzebami - wówczas ok. Ale mamy tu odautorski opis, że nie, że to właśnie altruiści, zajęci nieomal wyłącznie patrzeniem czy inni mają, a nie na siebie. A mamy de facto [poza tymże opisem odautorskim] coś wręcz odwrotnego. I tego się czepiamy.
                              • slotna Re: Pyza się odchudza 19.01.17, 14:43
                                Parę tygodni głodówki to jest długo - wystarczająco długo żeby zaburzyć gospodarkę hormonalną, uszkodzić metabolizm i doprowadzić do zaburzeń psychicznych. Wystarczająco długo, żeby uszkodzić nawet miesięń sercowy. Ja wcale nie nawiązuję do MM, tylko do twoich luzackich uwag, że "młodej dziewczynie nie zaszkodzi". Młodej zaszkodzi nawet bardziej.
      • sanciasancia Re: Pyza się odchudza 05.01.17, 23:46
        @"Nawet zrobienie w domu na karimacie codziennie kilku ćwiczeń - ale tak sumiennie, a nie na odwal się - pewnie by pomogło lepiej niż liczenie, ile kalorii ma plasterek sera czy jabłko."
        Nie każdy ma ochotę ćwiczyć pod okiem rodziny. Przecież tam się non-stop (w godzinach pozaszkolnych) kłębiły tłumy.
        • tt-tka Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 00:21


          > @"Nawet zrobienie w domu na karimacie codziennie kilku ćwiczeń - ale tak sumien
          > nie, a nie na odwal się


          Jakie cwiczenia, JAKIE CWICZENIA, ja sie pytam ? Wy nie wiecie, kto cwiczy regularnie i mase miesniowa sobie wyrabia ? Takie megiery jak matka i siostra wytwornej Aguni !!! Nikt inny !!!
          Prawdziwa pani z kamienicy jest wysportowana od trzydziestu lat nic w tym celu nie robiac. I corkom sie nawykow nie wdraza, bo i po co. Czy ich babka i ciotki cwiczyly kiedykolwiek ? No nie, a popatrzcie, jakie szczuple. Dama cwiczyc nie musi i nie powinna.
          • iskrzy_54 Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 00:42
            Dama cwiczyc nie musi i nie powinna.

            Ida jednak biegała...
            • tt-tka Re: Pyza się odchudza 06.01.17, 01:16
              iskrzy_54 napisała:

              > Dama cwiczyc nie musi i nie powinna.
              >
              > Ida jednak biegała...

              Na urlopie. Jeden miesiac w roku ? Krocej nawet, bo spadla, uszkodzila sie i przestala biegac :)
              Ida z a c z e l a biegac, jak jej 50-tka stuknela. A nawet chyba nie biegac, tylko chodzic "z kijaszkami" (boru!)
              tak czy inaczej dla jej juz dawno doroslych siostrzenic to zaden wzor. Kiedy sie nieszczesna Roza odchudzala dramatycznie, nie biegal i nie usportawial sie nikt.
        • buka_z_muminkow Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 10:37
          Pyza ma przecież wf w szkole. O ile pamiętam, wf był minimum 3 razy w tygodniu (nie jestem teraz pewna, czy my czasem nie mieliśmy 4 godz w tyg - niestety w liceum nie chodziłam już na wf, co z dzisiejszej perspektywy uwazam za glupotę...), a na szkolnym wfie grało się w siatkę, kosza, biegało itd. 3 razy w tyg po 45 min to akurat taka częstotliwość, która potrafi wpłynąć na odchudzającego się (mówi się, ze 3 x tyg to minimum, żeby było widać efekty), więc jeżeli nie chce ćwiczyć w domu lub nie lubi ćwiczyć sama albo po prostu nie lubi ćwiczyć w ogóle, to powinno wystarczyć. Tym bardziej przy takiej ubogiej diecie. Zastanawiam sie tylko, czy w dni wf-owe też jadła 1000 kcal - jeżeli tak, to chyba mdlała po zajęciach :/
          • zla.m Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 08:13
            Ja miałam w-f 2 razy w tygodniu. I różnych w-fistów. Jedna pani dawała wycisk, ale była super, ale byli i tacy, którzy mieli wszystko gdzieś. Mozna było sie obijać koncertowo
            • buka_z_muminkow Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 18:58
              Nawet, jeżeli jest to nauczyciel, który rzuca piłkę na środek sali i mówi "macie, pograjcie sobie" to jednak jest to jakaś forma ruchu, mimo, że prowadzenie lekcji żadne.
              • zla.m Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 21:17
                Pod warunkiem, że grasz. A nie masz właśnie trzeci okres w miesiącu ;-), zgłosiłaś "niedyspozycję", siedzisz na ławce i plotkujesz. A i tak bywało. Więc teges, moim zdaniem dobroczynny w-f to jest raczej cud i wielkie szczęście niż norma. Może teraz się zmieniło w szkołach.
    • buka_z_muminkow Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 19:14
      Przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę, że Róża to nastolatka i ta jej myślenie o diecie jest typowo nastolatkowe. Jak już padło w tym wątku "warzywa, owoce sa zdrowe, to jem, białe pieczywo to zło - nie jem". Niejedzenie = chudnięcie itd. Bedac w wieku Róży także się odchudzałam i moje myślenie było bardzo podobne. Pamiętam, ze ciągle byłam głodna, głód zabijałam ciepłą herbatą. Piłam miliony herbat, ale nie dostarczałam organizmowi tego, co było mu potrzebne. Potrafiłam pójść na urodziny do kolezanki, cały wieczór pic herbatę i chodzić do wc na siku, nie spróbować ciastek itd. Tym bardziej, że zrezygnowałam np. z masła "bo tłuste", robiłam dramat, jezeli w domu nie było ciemnego pieczywa itd. Schudłam wtedy ponad 10 kg, aczkolwiek wiem, ze to było wyniszczające. Dziś jem często małe porcje i jestem bardziej aktywna, niż wtedy, w efekcie jestem niewiele większa, niż po tamtym odchudzaniu (różnica ze 3 kg; uchodze za kogoś, kto ciągle je i jest szczupły) i jak przypomnę sobie tamten głód i zafiksowanie na punkcie żarcia, to mi źle. Teraz bym tak nie umiała. Biorac pod uwagę swoje doświadczenia, uważam, że Pani MM dobrze opisała "nastolatkowe" odchudzanie się.
      • bupu Re: Pyza się odchudza 11.01.17, 21:46
        buka_z_muminkow napisała:

        > Przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę, że Róża to nastolatka i ta jej myśleni
        > e o diecie jest typowo nastolatkowe. Jak już padło w tym wątku "warzywa, owoce
        > sa zdrowe, to jem, białe pieczywo to zło - nie jem". Niejedzenie = chudnięcie i
        > td. Bedac w wieku Róży także się odchudzałam i moje myślenie było bardzo podobn
        > e. Pamiętam, ze ciągle byłam głodna, głód zabijałam ciepłą herbatą. Piłam milio
        > ny herbat, ale nie dostarczałam organizmowi tego, co było mu potrzebne. Potrafi
        > łam pójść na urodziny do kolezanki, cały wieczór pic herbatę i chodzić do wc na
        > siku, nie spróbować ciastek itd. Tym bardziej, że zrezygnowałam np. z masła "b
        > o tłuste", robiłam dramat, jezeli w domu nie było ciemnego pieczywa itd. Schudł
        > am wtedy ponad 10 kg, aczkolwiek wiem, ze to było wyniszczające. Dziś jem częst
        > o małe porcje i jestem bardziej aktywna, niż wtedy, w efekcie jestem niewiele
        > większa, niż po tamtym odchudzaniu (różnica ze 3 kg; uchodze za kogoś, kto cią
        > gle je i jest szczupły) i jak przypomnę sobie tamten głód i zafiksowanie na pun
        > kcie żarcia, to mi źle. Teraz bym tak nie umiała. Biorac pod uwagę swoje doświa
        > dczenia, uważam, że Pani MM dobrze opisała "nastolatkowe" odchudzanie się.

        Zgadzam się z powyższym, nastoletnie podejście do odchudzania autorka opisała dobrze. Natomiast totalny brak reakcji cudownie troskliwej i kochającej rodziny na to, że Pyza się głodzi, jest już zupełnie niewłaściwy.
        • piotr7777 Re: Pyza się odchudza 13.01.17, 19:17
          > Zgadzam się z powyższym, nastoletnie podejście do odchudzania autorka opisała d
          > obrze. Natomiast totalny brak reakcji cudownie troskliwej i kochającej rodziny
          > na to, że Pyza się głodzi, jest już zupełnie niewłaściwy.
          To jest rodzina, która dość lekko podchodzi do planowanych zaręczyn Natalii z Filipem, widząc, że ten ma zadatki na przemocowca albo radośnie ignoruje bezustanne dręczenie Ignasia przez Józinka. Poza tym w 1998 r. problem anoreksji wśród nastolatek nie był jeszcze tak bardzo nagłośniony.
          • potworia Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 15:43
            Jako osoba przeżywająca nastolectwo w latach dziewiećdziesiątych śmiem stwierdzic, że był i to do przesady. Inna sprawa, że nieprecyzyjnie i z jakimś sensacyjno-demonicznym zabarwieniem. W swoim czasie słyszałam kilka razy dziennie od bardziej lub bardzo samozwańczych diagnostyków, że mam anoreksje. Wystarczyło być chuderlawym i w sytuacji publicznej odmówić kotleta. Moda była wręcz na tę anoreksję. Jak na sukces:)
        • buka_z_muminkow Re: Pyza się odchudza 14.01.17, 17:32
          >>totalny brak reakcji cudownie troskliwej i kochającej rodziny na to, że Pyza się głodzi, jest już zupełnie niewłaściwy.

          jest niewłaściwy w powieści dla młodzieży, w której rodzina kreowana jest na kochająca i troskliwą - zgadza się. Natomiast biorąc pod uwagę, jaką rodziną rzeczywiście jest rodzina Borejków - takie podejście tylko potwierdza, że dzieci Gaby pozostawione są same sobie.
          • verdana Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 15:31
            Dla mnie niewłaściwe byłoby też stałe kontrolowanie odchudzającej się nastolatki, która jednak je - za mało, ale je.
      • verdana Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 15:56
        Ja też tak uwazam. Poza tym hm... musiałaby bardzo dużo jeść wcześniej, by słabnąć z głodu na opisanej diecie.
        • ciotka_scholastyka Re: Pyza się odchudza 15.01.17, 16:30
          Ludzie, cytujcie tekst, na których odpowiadacie: mam rozwinięte "od najnowszego" i szereg wypowiedzi nie wiadomo do czego się odnoszących!
          • iskrzy_54 Re: Pyza się odchudza 16.01.17, 21:33
            BTW zaglądania w talerze: Ida jakoś potrafiła Magdusi wyliczyć pierogi.
            • pi.asia Re: Pyza się odchudza 17.01.17, 18:32
              Po pierwsze - nigdzie nie jest powiedziane, że o diecie Róży wie tylko i wyłącznie Mila. To, że akurat Mila ma usmażyć kurczaka, jeszcze nie oznacza, że smaży ona tego kurczaka w sekrecie przed resztą rodziny! Wcześniej może cichcem wybiega po zakupy, i konspiracyjnie chowa za pazuchą kurzęcy cycek? A Róża po tajniacku zjada tego kurczaka beztłuszczowego, kryjąc się przed rodziną w wychodku, żeby za chińskiego boga nikt się nie domyślił, że jest na diecie? No wolne żarty!
              Tam po zakupy chodzi silniejsza część rodziny, bo też dla takiego stada potrzebna jest stosowna ilość paszy. Babi albo Gaba (a może wspólnie) robią listę sprawunków, przypominając sobie: jeszcze sałata, dużo sałaty, ze trzy główki, bo Pyza zje jedną, no i filety dla niej, może weź dwa, jeden się zamrozi. W kuchni, zwabiony zapachem smażonego kurczaka, na bank zjawi się ktoś głodny i zechce pożreć mięsiwo, więc Babi na pewno powie - zostaw, to dla Pyzuni, dla was obiad będzie za pół godziny.

              Po drugie - OK, zróbmy totalnie absurdalne założenie, że nikt o diecie Róży nie wie. TYM BARDZIEJ matka powinna się zainteresować, dlaczego córka nie tknęła kolacji!!! Zwłaszcza, że zamierza ją wysłać na porządny spacer z Ignasiem! Wystarczyło jedno zdanie Gaby: Pyzuniu, odnieś tę teczkę, i przespaceruj Ignasia....zaraz, kochanie, przecież ty nic nie jadłaś! No to pójdę ja albo ktoś inny! Zresztą możesz iść ty, tylko najpierw zjedz cokolwiek, bo jeszcze mi gdzieś zemdlejesz!
              • kgxspace Re: Pyza się odchudza 18.01.17, 00:52
                Ja też uważam, że to bzdura, że o diecie Róży nikt nie wie. Róża chwali się tym, że "mierzy tyle ile mama", Laura wprost naśmiewa się, że Pyza może zacząć "jak zwykle" od jutra (co daje się domyśleć, że jej dieta nie jest jakoś szczególnie surowa ;)).

                Pyza ma iść z teczką i Ignasiem, bo musi spotkać Lelujków - to jej przeznaczenie. Gdyby jej nie wcisnąć Ignasia, nie poszłaby na festyn (przemilczmy spacer z czterolatkiem wieczorem, w lutym). Jeśli miałoby się rozchodzić o samą tylko teczkę - Robrojek mieszkał tak blisko, że nawet słaba z głodu Pyza dałaby radę odnieść tę teczkę i wrócić bezpiecznie do domu, a nie zemdleć gdzieś na ulicy.

                Ciekawe, czemu nikt nie ma za złe rodzinie Żaków, że nie widzi cierpienia nastoletniej Cesi? A stoi jak byk, że schudła o połowę i snuje się jak cień. Obiadu nawet nie tknęła, a mamę Żakową oświeciło dopiero po Murzynie w koszuli. Ale mama Żakowa to równa babka, co nie? ;) Do Żaków, których lubimy, nie mamy pretensji. Pyza przynajmniej zjada cienką kromkę z jeszcze cieńszym kawałkiem serka - a Cesi wolno wyjść z domu bez śniadania! A potem jeszcze dać drugie śniadanie przyjaciółce. A Cesia ani nie mdleje, ani nie doprowadza rodziny do tego stanu, żeby byli poważnie zaalarmowani tym, że ich rozsądne, zdrowe dziecko nie je dużo przez jakiś czas.
                • vi_san Re: Pyza się odchudza 18.01.17, 08:16
                  Zapewne dlatego, że Żakowie jako tacy nie są nam namolnie przedstawiani jako ideały chodzące. Ba, jest wyraźnie powiedziane, że np. w podziale obowiązków domowych nie było sprawiedliwie! Że mama Żakowa jest średnią panią domu i zajęta swoją sztuką dość nie wiele wagi przywiązywała do prowadzenia domu! W przeciwieństwie do Borejklanu, o którym Autoressa zapewnia nas co druga stronę najmarniej, jacy to oni nie są troskliwi, zainteresowani losem najbliższych, opiekuńczy i co tam jeszcze. I tu jest pies pogrzebany - o ile niedbałej pani Irence Żakowej do pewnego momentu mogło umykać co robi Ceśka, tak jak beztrosko uznała, że "Juleczka nie nadaje się do pomagania mamusi" - o tyle Gabbini, opisywana jako centrum wszechświata, opoka wszystkich i idealna matka - miała chędożony obowiązek zauważyć, że jej córka się [głupio] odchudza, że przez całą imprezę siedzi nad pustym talerzem, że jest jej słabo z głodu.A skoro nie zauważyła - to, sorry, ale ja za taką "opokę" podziękuję... O Gabonowej nieudolności rodzicielskiej zresztą napisano tu już wiele - więc nie będę się powtarzała.
                  • tt-tka Re: Pyza się odchudza 18.01.17, 08:53
                    Jak nikt nie widzi cierpienia Cesi ?!
                    Kiedy Zaczek wraca (z delegacji ?) jest zaniepokojony tym, ze w mieszkaniu blysk, a Cesia schudla o polowe; wczesniej jest dumny z tego, ze corka "przy kosci"; i to drugie sniadanie w szkole Cesia jednak miala, nie ?
                    przede wszystkim, bo tego chyba nie zauwazylas - w domu Zakow Cesia ma prawo wybuchnac placzem, wykrzyczec, ze jest nieszczesliwa i nikt jej nie stawia do pionu mila ironia ani nie niszczy psychicznie (jak siostrzyczka Tygrysek Roze). Tam wszyscy sie przejmuja, nawet beztroska Julia, natychmiast szukaja srodkow zaradczych i znajduja je. Tam ludzie, o Boru, ROZMAWIAJA ze soba o swoich troskach wiedzac, ze znajda zrozumienie i pomoc.
                    A Roza wobec zmartwionej twarzy mamy nie smiala powiedziec, ze jest jej slabo z glodu. Bo u borejkow priorytetem bezdyskusyjnym jest niemartwienie Gabuni, a nie troska o dzieci.
                    • truscaveczka Re: Pyza się odchudza 27.01.17, 14:39
                      tt-tka napisała:

                      > A Roza wobec zmartwionej twarzy mamy nie smiala powiedziec, ze jest jej slabo z
                      > glodu. Bo u borejkow priorytetem bezdyskusyjnym jest niemartwienie Gabuni, a n
                      > ie troska o dzieci.
                      To brzmi jak opis dziecka z rodziny alkoholowej, gdzie dziecko staje się "niewidzialne", żeby nie generować emocji i napięć :(
                      • tt-tka Re: Pyza się odchudza 27.01.17, 15:17
                        Owszem. Cytuje doslownie
                        "- Idz ty z ta teczka, Pyzuniu - poprosila mama.
                        Na widok jej zmartwionej miny Pyza nie smiala juz napomykac, ze ma przeciez imie. (...) Wstala poslusznie, choc, prawde mowiac, akutrat zamierzala posilic sie wreszcie (...) bylo jej juz troche slabo z glodu"
                        i dalej
                        "- ja pojde z Pyzia - postanowil Ignacy Grzegorz (postanowil, psia krew. 3,5-latek. W lutowy wieczor. przyp. moj)
                        (...) przerzucanie sie cytatami
                        - Z "Monachomachii" - odgadla Gabriela, prowadzac Ignasia do korytarza. Ubrala go w skafanderek i czerwona czapeczke, podczas gdy Roza wkladala swoja kurtke. (...)
                        - Idzcie juz. Wezcie teczke. I, Pyzuniu, przespaceruj sie z nim porzadnie".

                        A Roza caly czas nic nie smie powiedziec... bo mama taka zmartwiona.
                        • pi.asia Re: Pyza się odchudza 29.01.17, 20:06
                          Do wątku o odchudzaniu wrzucę kilka cytatów.

                          1. "Imieniny"
                          Posadzono ich obok siebie i dano im jeść (zupa grzybowa z kaszą gryczaną, suflet serowy z koperkiem, ryby smażone i ciasta w pełnym wyborze... za lody oboje zgodnie i spontanicznie podziękowali). (...) "- Burzę? - powtórzyła Pyza. - Ach, burzę... w stogu siana (...) a teraz suszymy spodnie, pijemy szampana i jemy tort z bitą śmietaną"

                          2. "Tygrys i Róża"

                          Teraz rodzina jadła kolację, więc ktoś, kto tego posiłku unikał jak ognia, bo nie chciał utyć,
                          miał pewne szansę na dokonanie wieczornych ablucji w spokoju.

                          Była już prawie druga, kiedy Róża oderwała się od podręcznika chemii, by z największą ulgą i
                          przyjemnością przenieść się do kuchni, na niskokaloryczny posiłek, złożony z plastra wołowiny
                          gotowanej i zielonej sałaty. Miała mnóstwo motywacji do odchudzania, lecz, niestety, była osamotniona.


                          Jak widać, konsekwencja i wytrwałość nie są cechami Róży. Płatek chudego sera i płatek papryki rano, a potem wyżerka u Lelujków. Albo u Schoppe'ów. Wygląda na to, że Róża w domu trzyma dietę a poza domem obżera się do nieprzytomności. Siostrzyczka trafnie ją podsumowała.
                          • tt-tka Re: Pyza się odchudza 29.01.17, 20:31
                            Dziewczyna prowadzi po prostu zbyt bujne zycie towarzyskie. Lelujkowie i Szopy to byly okazje uroczyste, nie co dzien sie trafia, w dodatku u Szopow swietowala nieoficjalnie swoje zareczyny
                            • tt-tka Re: Pyza się odchudza 29.01.17, 20:32
                              PS pomysl podania grzybowej z kasza, zwlaszcza gryczana, uwazam za straszny
                              • pi.asia Re: Pyza się odchudza 29.01.17, 20:48
                                tt-tka napisała:

                                > PS pomysl podania grzybowej z kasza, zwlaszcza gryczana, uwazam za straszny

                                Popieram. Aczkolwiek jadłam kiedyś grzybową z kaszą jęczmienną i była bardzo całkiem całkiem.

                                A co do bujnego życia towarzyskiego - Pyza w gościnie nie je, tylko się obżera. U Lelujków jadła obiad (bardzo tuszogenny) aż jej się uszy trzęsły. Trudno się dziwić, była wygłodzona kretyńską dietą. Za tort w pierwszej chwili bohatersko podziękowała, ale w końcu zeżarła na złość Laurze.
                                U Schoppe'ów też była głodna i zmarznięta, więc jadła, żeby się rozgrzać, kupuję to. Ale te ciasta w pełnym wyborze, dodatkowo tort z bitą śmietaną - mogłaby sobie odpuścić. Przy takiej huśtawce - raz głodówka, raz obżarstwo - prosi się o poważne problemy gastryczne.
                          • fornitta69 Re: Pyza się odchudza 29.01.17, 20:50
                            A ja przyznam,ze czytajac o slabej woli Pyzuni czulam ulge,ze dziewczyna nie wpadnie w anoreksje. Dobrze,ze kiedy czytalam "Imieniny" to jeszcze o bulimii nie slyszalam,bo pewnie bym jej to zaczela diagnozowac ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka