pi.asia
04.01.17, 17:23
Może już było, ale teraz jestem oblatana w temacie (Chłop jest na diecie) i mogę się fachowo poprzyczepiać.
Przede wszystkim - czy Pyza istotnie musiała się odchudzać? Co wiemy o jej wyglądzie? Natalia, wróciwszy z Cypru, powiedziała ależ ty urosłaś i wyszczuplałaś! ale wiedziała, że właśnie tym komplementem sprawi Pyzie przyjemność.
U Lelujków Pyza oświadczyła, że się odchudza. Reakcja: Mogła sobie darować to wyznanie. Spotkało się bowiem z wybuchem niedowierzania i protestami wszystkich obecnych z wyjątkiem Laury.
Laura nie jest obiektywna. Młodzi Lelujkowie zapewne też nie. Ich mama w życiu nie powiedziałaby gościowi nic przykrego. Bernard sam jest brzuchaty i fałdeczki u bliźnich mu nie przeszkadzają. Tak więc nie wiemy na sto procent, że Pyza faktycznie ma z czego się odchudzać.
Załóżmy jednak, że ma. I jak to robi?
walczyła o linię za pomocą diety owocowo-warzywnej i mlecznej
założyła sobie, że nie przekroczy tysiąca kalorii dziennie
Znamy niepełny jadłospis Pyzy z jednego dnia: śniadanie: kubek mleka, razowiec z przezroczystym płatkiem twarogu i kawałkiem papryki. II śniadanie - jabłko. Obiad: filet z kurczaka smażony bez tłuszczu, garstka ryżu, sałata, kefir i owoce na deser. O kolacji nie wiemy nic.
Lekko licząc, Pyza zjadła już 835 kalorii. Bez kolacji. I cały czas była głodna:
chleb już pochłonęła; nadal była bardzo głodna
Pyza też już była głodna. Zabrała ze sobą jabłko i teraz mogła je schrupać. Czterdzieści kalorii.
I teraz się poznęcam nad dietą Pyzy.
Po pierwsze - każdy dietetyk powie, że człowiek, który się odchudza, nie może być ciągle głodny! Dietę należy tak ustawić, żeby organizm dostał swoje i człowiek czuł się nasycony. Ba jak brakuje jedzenia, to metabolizm zwalnia i organizm odkłada zapasy na czarną godzinę. Pewnie, w którymś momencie już nie ma czego odkładać i zaczyna zżerać te zapasy, ale w odchudzaniu nie chodzi chyba o to, żeby się głodzić. Jako ciekawostkę powiem, że mój Chłop, wagi 134 kg, gdy postawiłam przed nim obiad zaordynowany przez dietetyczkę, spojrzał przerażony i zapytał: ja mam to wszystko zjeść???? Obiad składał się ze szklanki makaronu (objętość przed ugotowaniem), 15 dag chudego twarogu i 15 dag pomidorków koktajlowych + przyprawy i zielenina. Była tego kopiasta micha.
Druga sprawa - owoce tuczą! Podobnie jak mleko. W pierwszych jest fruktoza, bardzo łatwo przyswajalny cukier, w drugim - laktoza. Co ciekawe, w twarogu jest mniej cukru niż w mleku. Dostarczając wygłodzonemu organizmowi cukier (jabłko na drugie śniadanie, owoce na deser, mleko) Pyza sama hoduje sobie tłuszczyk.
Trzecia sprawa - garstka ryżu czyli mniej więcej 50 g, ma prawie cztery razy więcej kalorii niż ziemniaki! Ryż jest w ogóle cholernie kaloryczny (349Kcal/100g), więc Pyza zamiast niego powinna jeść poczciwe pyry (87Kcal/100g).
Czwarta sprawa - jabłko Pyzy ma 40 kalorii. Akurat! Wg tabeli 100g jabłek to 57 kalorii. Przeciętne jabłko waży 200 g, czyli ma 114 kalorii. Jabłko Pyzy musiałoby więc ważyć jakieś 70g. Strasznie lichutkie jabłuszko dali jej do szkoły.
Dodam jeszcze, że dobrze ustawiona i dobrana dieta, po pierwszej, najbardziej rygorystycznej fazie, dopuszcza nawet ekscesy typu świąteczny obiad, imieniny czy sylwestrowe szaleństwo. I też nic złego się nie dzieje. Waga skacze gwałtownie w górę, by po dwóch dniach łagodnie opaść do poprzedniego poziomu. Mogłaby więc Pyza obżerać się pysznościami u Lelujków bez najmniejszych wyrzutów sumienia, a potem kontynuować dietę.