aadrianka
23.06.17, 10:43
Odświeżyłam sobie ostatnio "Klechdy sezamowe" Leśmiana. I po raz kolejny pojąć nie mogę, jakim cudem Parysada może być ulubioną postacią Robrojka, czy w ogóle czyjąkolwiek. Rozpuszczona jak dziadowski bicz smarkula, która nie raczyła uronić łezki po tym, jak obaj bracia zaginęli w dalekim świecie (w który zresztą wypuścili się, bo pannica bez przerwy truła im sempiternę o jakieś czarodziejskie cuda na kiju, bez których szczęśliwa być nie może), ryczy natomiast jak bóbr, bo jej ziaziu wyskoczyło na ślicznym policzku... Dlaczego ulubienicą nie jest Morgana, która rzeczywiście wykazała się inteligencją, odwagą i oddaniem?
To mi zgrzyta tak jak pan Rochester z "Dziwnych losów Jane Eyre" w charakterze ideału męskości. Też mi wzorce dla nastolatek.