zla.m
23.01.18, 11:59
Zbrodnia to niesłychana
Gabrysia nasza kochana -
ona Grzegorza nie kocha!
i za Pyziakiem wciąż szlocha...
Lecz nie ma już synka w pokoju
i Grzegorz raz był w nastroju,
więc ja obłapia niebacznie,
a ta jak bronić się zacznie!
To miotłą mu w łeb, to z karata
Aż biedak zszedł z tego świata.
Zabiwszy grzebie w gaju,
Na łączce przy ruczaju,
Grób sałatą zasiewa,
Zasiewając tak śpiewa:
"Rośnij, warzywko, wysoko,
Jak pan leży głęboko;
Jak pan leży głęboko,
Tak ty rośnij wysoko."
Lecz gdy sałata rośnie
a rośnie w każdej wiośnie,
to pamięć o winie grzeszną dopada
i ta mamrocze wciąż "Biada!"
(ma szczęście nasza Gabucha,
że nikt jej od lat już nie nie słucha).
Aż tu w rodzinie radość,
Poślubia Agnieszka Ignaca
Spowita - Bernarda praca -
w sałatę welon bogaty
I prześcieradło, i szmaty.
Wtem drzwi kościoła trzasły,
Wiatr zawiał, świece zgasły,
Wchodzi osoba w bieli.
Znany chód, znana broda,
Staje, wszyscy zadrżeli,
Staje, patrzy ukosem,
Podziemnym woła głosem:
"Mój wieniec i ty moja!
Sałata na mym rwana grobie,
Mnie, księże, stułą wiąż;
Zła żono, biada tobie!
To ja. twój mąż, twój mąż!
Zły synu, biada tobie!
Z mego rwaliście grobu,
To ja, twój mąż, twój tat,
Wy moi, wieniec mój,
Dalej na tamten świat!"
Wstrzęsła świątyni posada,
Z zrębu wysuwa się zrąb,
Sklep trzeszczy, głąb zapada,
Kościół zapada w głąb.
Nie znajdzie go nikt z tego świata,
bo na nim rośnie sałata.
A rosnie tak wysoko,
Jak Grzegorz leżał głęboko.