Dodaj do ulubionych

przeklinanie w Jeżycjadzie

03.02.18, 23:16
Od razu zaznaczam - absolutnie nie tęsknię za wulgaryzmami w książkach. Ale tak sobie myślę, że kiedyś bohaterowie potrafili wyrażać się soczyście, a ładnie.

Choćby KK: "Jak przysiadła, tak zmartwiała: o, do stu diabłów, Pyziak", "Piekło i szatani - zdenerwowała się Gabriela."
Sporo jest takich zwrotów jak "psiakrew", "do licha", "do diabła".

Piękne jest zróżnicowanie między Maćkowym "cholera jasna psiakrew" a Jackowym "Ok-kurcze".

Genowefa mówi "cholera, zapomniałam jak to leciało dalej", Gaba wali pięścią w drzwi łazienki, krzycząc "cholera jasna!" co Laura odnotowuje jako niezwykły wyskok. Ale to wszystko są normalne reakcje i normalne przekleństwa.

A potem zaczynają się dziwolągi.
Laura mówi "do kroćset!" - no ale to jest zapożyczenie z fascynującej ją lektury. Za to szczyty absurdu osiąga Józin, mówiąc "niech cię dunder świśnie!" Ktoś zauważył, że pewnie autorka niezbyt dobrze usłyszała "Niech cię w d...ę ciśnie!" i stąd wypowiedź Józinka. A jeśli nie? A jeśli autorka świadomie włożyła w Józinowe usta przekleństwo sprzed stu lat? Hm? Co wtedy? Czy w "Ciotce Zgryzotce" (samo słowo "zgryzota" mocno myszą trąci, choć ładne nad podziw) bohaterowie zaczną w chwilach poirytowania wołać "Wciórności!" i "Do stu tysięcy fur beczek batalionów diabłów"?
Jak myślicie?





Obserwuj wątek
    • miodowocytrynowa Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 03.02.18, 23:22
      Józin jako ten prawdziwy mężczyzna, potrząsający Magdą jak szczurem zacznie rzucać k... i ch.... ;)
      • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 03.02.18, 23:38
        miodowocytrynowa napisała:

        > Józin jako ten prawdziwy mężczyzna, potrząsający Magdą jak szczurem zacznie rzu
        > cać k... i ch.... ;)

        To by było za proste. Poza tym to on zapoczątkował "dundery", więc teraz nie zniży się do słów używanych przez pospólstwo.
      • ssssen Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 14:46
        "A ch.. wam w d..., k... j...e!" - powiedział Józin, po czym zaklął szpetnie.
    • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 00:04
      Autorka od dłuższego czasu ogólną tęskność za dziewiętnastym stuleciem odczuwa, stąd mamy piętnowanie bękartów, ubogie sierotki w jednej kiecce, ustawicznie mdlejące damy, podłe matki, wyrzucające córki z domu za zadawanie się z mężczyzną, siostry oddalone o kilka km, które wymieniają kilometrowe epistoły, makijaż co przyzwoitym kobietom nie przystoi, pędzenie z oświadczynami po dwóch rozmowach z bogdanką, alibo i wręcz bez żadnych rozmów, oraz proszenie starszyzny o rękę wybranki. O coraz silniej morfującym w dwór pobielany, ten tego tamtego tam, Floplicowie, już nie wspomnę. Absolutnie mnie zatem nie dziwi, że bohaterowie zaczynają sypać frazami z XIX stulecia.
      • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 10:25
        Ciekawe, gdzie sobie siostry Borejko oraz pozostałe damy z rodu pozamawiają gorsety i inne utensylia, które dama z towarzystwa nosić powinna?
        Nawiasem mówiąc: mnie też kręci może nie tyle XIX wiek, ile początek XX, ale ja dla odmiany tęsknię za tym łamaniem konwenansów i piciem po świt. Chciałabym się zaprzyjaźnić z Boyem. Ale nie przeklinam "o, do stu diabłów! Zum Teufel!" tylko zupełnie normalnie.
        • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 09:54
          zuzudanslemetro napisała:

          > Ciekawe, gdzie sobie siostry Borejko oraz pozostałe damy z rodu pozamawiają gor
          > sety i inne utensylia, które dama z towarzystwa nosić powinna?

          Wiesz, są takie sklepy... Wystrój zazwyczaj różowo-czerwono-czarny mają...

          • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 10:09
            lord_vmordevol napisała:


            >
            > Wiesz, są takie sklepy... Wystrój zazwyczaj różowo-czerwono-czarny mają...
            >
            Jednak te starodawne gorsety znacznie się różniły - były robione ze sztywnego płótna i usztywniane wielorybimi fiszbinami. Nie sądzę, żeby można było takie narzędzie tortur dostać w sklepach firmowanych nazwiskiem pani Uhse ;)
            • ciotka_scholastyka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 11:04
              zuzudanslemetro napisała:


              > Jednak te starodawne gorsety znacznie się różniły - były robione ze sztywnego p
              > łótna i usztywniane wielorybimi fiszbinami. Nie sądzę, żeby można było takie na
              > rzędzie tortur dostać w sklepach firmowanych nazwiskiem pani Uhse ;)

              Ale ich współczesne wersje szyje się teraz na wymiar i ta gałąź krawiectwa rozwija się aż miło. Inna sprawa, że kosztuje tez aż miło :)
              • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 11:08
                Nie na wymiar, bieliźniarstwo codzienne (nie erotyczne) proponuje normalne gorsety ze standardową rozmiarówką miseczek. Tych zapinanych na więcej niż 6 haftek nie warto kupować - na modelce wyglądają pięknie, ale do zakładania wypadałoby mieć pokojówkę, nie ze względów obyczajowych, a utylitarnych.
                • ciotka_scholastyka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 12:00
                  soova napisała:

                  > Nie na wymiar, bieliźniarstwo codzienne (nie erotyczne) proponuje normalne gors
                  > ety ze standardową rozmiarówką miseczek.

                  Powiedzmy - "nie tylko na wymiar"; wyszedł mi skrót myślowy, bo ile razy przymierzam taką konfekcję gotową, nigdy coś tam nie pasuje, i oswajam się z myślą, że chcąc mieć takie ładne i rzeczywiście spełniające swą funkcję coś, musiałabym się udać do pracowni gorseciarskiej.
      • ananke666 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 12:14
        Taak... i te nastolatki, co to groźba deszczu migiem wyrzuca je z lasu, choć wabią grzyby, biegają w sukienczynach i na zabłoconych nogach, w chwilach zadowolenia wezmą się pod boki względnie klasną w ręce; kwitną w ich ust koralach wyrażenia typu "modne kijaszki", "fikuśny skafanderek", oraz "gościniec" a także wyrażają ulgę, że przy drodze leśnej w wielkopolskim lesie w wieku XXI nie ma zbójców. Oraz stosują uniwersalny staropolski środek lecznicy, czyli kielicha. Krucafuks.
        Trudno mi doprawdy uwierzyć, że osoba owa ma lat siedemnaście, a nie siedemdziesiąt. A i to mocno naciągane, bo we Wrocławiu na przykład babcia czy dziadek w fikuśnym skafanderku i z modnymi kijaszkami to żadne dziwo, w przeciwieństwie do wspierania potrzebujących za pomocą kwestowania do czapki.
        • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 15:55
          ananke666 napisała:

          > Taak... i te nastolatki, co to groźba deszczu migiem wyrzuca je z lasu, choć w
          > abią grzyby, biegają w sukienczynach i na zabłoconych nogach, w chwilach zadowo
          > lenia wezmą się pod boki względnie klasną w ręce; kwitną w ich ust koralach wyr
          > ażenia typu "modne kijaszki", "fikuśny skafanderek", oraz "gościniec" a także w
          > yrażają ulgę, że przy drodze leśnej w wielkopolskim lesie w wieku XXI nie ma zb
          > ójców. Oraz stosują uniwersalny staropolski środek lecznicy, czyli kielicha. Kr
          > ucafuks.
          > Trudno mi doprawdy uwierzyć, że osoba owa ma lat siedemnaście, a nie siedemdzie
          > siąt. A i to mocno naciągane, bo we Wrocławiu na przykład babcia czy dziadek w
          > fikuśnym skafanderku i z modnymi kijaszkami to żadne dziwo, w przeciwieństwie d
          > o wspierania potrzebujących za pomocą kwestowania do czapki.


          Tam we Wrocławiu, u mnie na głuchej prowincji, o wiele głuchszej niż podpoznanskie Promno dziadki i babcie w skafanderkach i z kijaszkami to żadne dziwo. Ba, u nas członkinie Kół Gospodyn Wiejskich, kobitki w większości w wieku 60+, komunikują się via internet.
          • ananke666 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 11:46
            >Tam we Wrocławiu, u mnie na głuchej prowincji, o wiele głuchszej niż podpoznanskie Promno dziadki i babcie w skafanderkach i z kijaszkami to żadne dziwo.

            Nie doprecyzowałam, że chodzi o region bardziej, niż o granice miasta. Dawno już pisałam, że jeśli chodzi o ubieranie się, to nie widzę różnic większych między miastem i wsią. Jeśli chodzi o starsze pokolenie - a raczej najstarsze, to tylko na wsi częściej widywałam osobników płci obojga tak bardziej w stroju roboczo-niedbałem, typu zestaw damski: spódnica, kaftanik i chustka na głowie plus obuwie dowolne, zależnie od aury. Nawet nie wiem, czy takie zachustkowane baby jeszcze chadzają, podczas ostatniego pobytu na wsi jakoś mi się w oko nie rzuciły. W mieście pełen przekrój między skafanderkiem z kijaszkami a peerelowskim mundurkiem kobiety dojrzałej, czyli jesionką z beretem i jakimś straszliwym klockowatym obuwiem, a i dzidzia-piernik się trafi.
            • truscaveczka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 27.03.18, 09:28
              Ja ostatnio widuję sporo ludzi 70+ w ciuchach z decathlonu czy 4f. I zastanawiam się, czy sami śmigają po tych sklepach czy dzieci je odziewaja tak modnie i wygodnie <3
        • mirjanaa Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.03.18, 22:40
          ananke666 napisała:

          > Krucafuks.

          O, właśnie mi przypomniałaś Wolfiego i jego krucafuks - to jest akurat rewelka! :)
        • krystalla Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 26.03.18, 19:16
          ananke666 napisała:

          > Taak... i te nastolatki, co to (...) w chwilach zadowolenia wezmą się pod boki

          Ja nie o nastolatku (zdecydowanie raczej) - ale w tę tendencję wpisuje się także Ygnac senior, kiedy podczas dywagacji w łóżku zadowolony ujął się pod bok (!), a gdyby miał wąsa, to by go podkręcił.
      • dakota77 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 12:23
        No niestety. Autorce marzy sie bycie druga L.M. Montgomery. Szkoda tylko, ze zamiast napisac w takim razie jakas rzewna powiesc z przelomu wiekow, pakuje te dziwne pomysly do Jezycjady.
        • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 12:49
          Swoją drogą, ciekawe, czy w ogóle byłoby możliwe napisanie powieści w stylu LMM w realiach współczesnych. Czyli w czasach eurosierot, a nie sierot, bo rodzice pomarli, a bliskich krewnych brak, młodzieży z ajfonami, która przeklina, i owszem, chodzi do kościoła, ale jak najbardziej w spodniach, czy samochodów jako normalnego środka komunikacji dostępnego nawet dla niezamożnych. Myślę, że nawet można byłoby się pokusić o arkadyjskie nakreślenie wsi spokojnej i wesołej, ale opracowanie koncepcji bohaterów, prowadzenie akcji itp. byłoby szalenie trudne, bo cały czas wychodziłyby jakieś realia niepasujące do tego baśniowego założenia.
          Był kiedyś taki serial "Siedlisko". Koncepcja była z grubsza ta sama (malarka i bodajże pisarz uciekli od zgiełku miasta na baśniowe Mazury), ale realia jednak cały czas zgrzytały. Kto wie, czy i z literaturą nie byłoby to samo.
          • tt-tka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 17:05
            soova napisała:

            > Swoją drogą, ciekawe, czy w ogóle byłoby możliwe napisanie powieści w stylu LMM
            > w realiach współczesnych. Czyli w czasach eurosierot, a nie sierot, bo rodzice
            > pomarli, a bliskich krewnych brak, młodzieży z ajfonami, która przeklina, i ow
            > szem, chodzi do kościoła, ale jak najbardziej w spodniach, czy samochodów jako
            > normalnego środka komunikacji dostępnego nawet dla niezamożnych. Myślę, że nawe
            > t można byłoby się pokusić o arkadyjskie nakreślenie wsi spokojnej i wesołej, a
            > le opracowanie koncepcji bohaterów, prowadzenie akcji itp. byłoby szalenie trud
            > ne, bo cały czas wychodziłyby jakieś realia niepasujące do tego baśniowego zało
            > żenia.

            Imo nie, tzn powiesc bylaby mocno nieudana. Byt okresla swiadomosc, cudow nie ma. Taka probke mialam, gdy przeczytalam uwspolczesniona "Dluga lekcje" - zachowania, motywacje, sposob myslenia mlodziezy z lat gierkowskich przeniesione w lata dwutysieczne. Caly spor o prace spoleczne w pobliskim niewiadomoczym (w wersji pierwotnej to byl PGR), bo rodzice uczniow taniej kupuja tam ziemniaki na zime; wakacyjny wyjazd do Francji jako sensacja niespotykana, ktora towarzystwo z bogatych domow ma rzucic na kolana; i podobne kiksy sprawialy, ze postacie byly od czapy, bez sensu i niemozliwe. Naprawde dobra powiesc - gdyby zostawic ja w jej czasach - przez dopisanie komorek, komputerow i innych rekwizytow, a bez zmiany scenerii i scenariusza stala sie idiotyczna.
            • gat45 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 18:49
              tt-tka napisała:

              >
              > Imo nie, tzn powiesc bylaby mocno nieudana. Byt okresla swiadomosc, cudow nie m
              > a. Taka probke mialam, gdy przeczytalam uwspolczesniona "Dluga lekcje" - zachow
              > ania, motywacje, sposob myslenia mlodziezy z lat gierkowskich przeniesione w l
              > ata dwutysieczne. [...]

              A czy wpadł komuś w ręce horror w postaci "Godziny pąsowej róży" uwspółcześniony, tzn realia lat 60' przeniesione na przełom 80/90, albo koniec 80', dokładnie nie pomnę.
              Anda przejęta nowymi spodniami, które mierzy u krawcowej. Rozmowy Andy i jej koleżanki o przyszłości... Eeeeh, gadać mi się nie chce, bo mi się zębozgrzyt włącza.
              • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 18:52
                Serio? Są takie przeróbki?! Jedyną literacką przeróbkę, jaką miałam nieprzyjemność zakosztować to "Śluby panieńskie", które dla telewizora wyreżyserowała Janda i z niewiadomych przyczyn napisała tekst na nowo, najwyraźniej uważając, że zrobi to lepiej niż Fredro. Zrezygnowała tam z rymów, rytmu oraz archaicznych wyrażeń. Czekam z niecierpliwością na nowego Pana Tadeusza i Krzyżaków.
                • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:00
                  zuzudanslemetro napisała:

                  > Czekam z niecierpliwością na nowego Pana Tadeusza i Krzyżaków.

                  Tfu tfu tfu!!! (przez lewe ramie).
                  Nalezy bardzo uwazac z tym, czego sobie czlowiek zyczy, bo czasem moze sie doczekac :)))
                • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:21
                  Przecież w teatrze "przepisywanie" tekstów klasycznych jest, jeśli nie obowiązującą, to wciąż bardzo modną praktyką dramaturgiczną. I nie mówię o poziomie inscenizacji, tylko tekstu właśnie.
                • gat45 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:51
                  zuzudanslemetro napisała:

                  > Serio? Są takie przeróbki?!

                  UWAGA. WRAŻLIWI - WSTRZYMAĆ SIĘ, BO GAT SIĘ BĘDZIE UZEWNĘTRZNIAŁ.

                  Na temat reżyserów widowisk operowych bym chciała. Bo oni naprawdę budzą we mnie żądzę mordu i najgorsze instynkta, których miałam nadzieję nie posiadać.
                  Dlaczemuż ach dlaczemuż chiński cesarz w "Turandocie" ma występować w mundurze, przy orderach i ucharakteryzowany na marszałka Tito ? Podczas gdy księżniczka Turandot lata w czerwonej szmacie, lekko spiętej na jednym ramieniu czymsiś złoto połyskującym, co od razu przywodzi na myśl poszarpaną flagę nieboszczyka ZSRR z sierpem. W pasie przewiązana zaś była nie powrozem, a praktycznie liną okrętową. Dzieciaki, które w tym dziele mają dwa wspaniałe chóry, nie tylko przebrano za coś pośredniego między wyjątkowo obszarpanym Gavroche'm a zakurzonym pasikonikiem (bo tak i właśnie rrrreżyser-wizjonerrrrr kazał im się przemieszczać, prawie pełzając i łokcie w gorę). Liu śpiewa trudną wokalnie arię w siadzie płaskim, co jak wiadomo jest idealną pozycją dla przepony.
                  Co to miało wnieść ? Jaki stanowiło plus ? Do czego odniesienie ?
                  To były wspomnienia z Warszawskiej Opery, sezon sprzed paru lat.
                  I w ogóle już się boję chodzić na spektakle. Nie chodzę, dopóki się nie upewnię, że znowu ktoś nie dostał nagłych wizji ni pri czom.
                  Ba, żeby to tylko spektakle... Czekałam któregoś wieczora na transmisję radiową "Don Giovanniego" z Grand Palais. Obsada - marzenie. Gacie, Gacie, cóżeś uczynił ! Po co żeś włączył France Musique z 10-minutowym wyprzedzeniem i wysłuchał opowieści o inscenizacji... Sceneria : szklane wieżowce La Défense, Zerlina jako sprzątaczka, Mazetto - szofer, tytułowy bohater - młody i prężny dyrektor handlowy w jakiejś międzynarodowej korporacji, zaś Komandor to prezes rady nadzorczej tejże... Możecie się ze mnie śmiać, ale nawet w słuchaniu na ślepo mi to przeszkadzało.
                  Na temat filmowanych oper już tu kiedyś wylałam beczkę jadu ("Borys" widziany przez pana Żuławskiego), więc się nie będę powtarzać.

                  I nie, nie chcę wszczynać dyskusji o udziwnianiach i epokowych (w sensie zmian epoki) szaleństwach reżyserów. Sama uważam, że opera to spektakle nieco à part, trochę jak cyrk, mają swoje konwencje, które nie każdemu podchodzą. Ja tam zdecydowanie wolę uproszczenia (jak to robi - czy robiła - w Polsce warszawska Kameralna od udziwnień. Ale wiem, że są zwolennicy udziwnień, ich wola. Tylko żeby te udziwnienia miały jakiś sens, coś oznaczały. Żeby coś z tego wynikało....
                  • tt-tka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 20:15
                    O koncepcjach rezyserskich to ja w ogole nie bede pisac, bo same karalne slowa mi sie pchaja... Oby Wajda za "Noc listopadowa", czesciowo wyjeczana, czesciowo zakrzyczana musial tego sluchac do konca swiata !

                    Ale Zuzu chodzilo o tekst. Dobrej klasy pisarz na ogol wie, co i po co mowia jego bohaterowie. I jesli rezyser uwaza, ze wie lepiej, to niech uczciwie uprzedza, ze spektakl jest "na motywach" czy tam n osnowie", a nie wciska nam, ze to Fredro czy Wyspianski
                    • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 20:57
                      Ja natomiast nie cierpię konserwy w teatrze i operze, od inscenizacji oczekuję świeżości, od interpretacji - oryginalności. Szybko się nudzę, nie znoszę dosłowności i lubię mocne wrażenia. Tekst literacki, będący podstawą przedstawienia, mogę sobie poczytać w domu. I na ogół to robię przed obejrzeniem spektaklu, z podwójną dla siebie korzyścią.
                      Pytanie do Gat: dlaczego ta inscenizacja z Grand Palais tak Cię oburzyła/zniesmaczyła? Z opisu wygląda, że to bardzo klarowne i precyzyjnie osadzenie DG w określonym kontekście społecznym, ani lepsze ani gorsze niż jakakolwiek inna konwencja. Rozumiem, gdyby majstrowali przy muzyce czy libretcie - ale tu chyba nie miałaś zastrzeżeń.
                      • guineapigs Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 21:19
                        Coz mam odpowiedziec... Ogladalam kilka ekranizacji 'Anny K.', tudziez 'Doktora Z' - i jestem niewzruszonego zdania, ze Kino Rosyjskie (Radzieckie) zrobilo robote najlepsza. Starannie, staroswiecko - ale tak, ze bylo najlepiej. Anna K. wykonana przez Tatjane Samojlowa, czy Doktor Z gdzie role Lary wykonala wspaniala aktorka - chyba Gruzinka czy cos, bo na pewno nie Rosjanka - rewelacja.
                        Jakos mie sie zdaje, ze tym 'unowoczesnianiem' to sie chca rezysery wybic. A po co unowoczesniac cos, co juz samo w sobie jest ponadczasowe? Wiekszym wyzwaniem byloby zrobic lepiej a nie 'nowoczesniej'.
                        • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 21:51

                          > Jakos mie sie zdaje, ze tym 'unowoczesnianiem' to sie chca rezysery wybic. A po co unowoczesniac cos, co juz samo w sobie jest ponadczasowe? Wiekszym wyzwanie
                          > m byloby zrobic lepiej a nie 'nowoczesniej'.

                          Fałszywe, moim zdaniem, przeciwstawienie pojęć zasadniczo nieantagonistycznych. Można i lepiej, i nowocześnie. A "ponadczasowość" to trochę niejasne dla mnie pojęcie( co nie znaczy, że puste).Ale nie oddaje ponadczasowości Szekspira każdy, kto go wystawi w renesansowych rajtuzach. Już raczej ten, kto go (dobrze) zinterpretuje, czyli osadzi w jakimś społecznym, politycznym, obyczajowym konkrecie.
                          • tt-tka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 23:30
                            potworia napisał(a):


                            >
                            > Fałszywe, moim zdaniem, przeciwstawienie pojęć zasadniczo nieantagonistycznych.
                            > Można i lepiej, i nowocześnie. A "ponadczasowość" to trochę niejasne dla mnie
                            > pojęcie( co nie znaczy, że puste).Ale nie oddaje ponadczasowości Szekspira każd
                            > y, kto go wystawi w renesansowych rajtuzach. Już raczej ten, kto go (dobrze) zi
                            > nterpretuje, czyli osadzi w jakimś społecznym, politycznym, obyczajowym konkrec
                            > ie.

                            Kluczowe slowo - dobrze
                            Ponadczasowosci konfliktu wladzy i moralnosci nie warunkuja kostiumy z czasow Sofoklesa. Ale gdy widzialam i slyszalam Antygone z zacisnietymi piesciami i przez zacisniete zeby warczaca "wspolkochac przyszlam, nie wspolnienawidzic", to w kieszeni otwieral sie samoczynnie scyzoryk, a w reku parasolka.
                            To samo mam z Zapolska - mentalnosc ponadczasowa, ale te konkretne postaci sa osadzone w rownie konkretnym czasie i warunkach. Hesia i Mela w pizamach wychodzace z kredensu (mebla, nie pokoju) w szacownym i niekiedy nudnym Teatrze Polskim nie sprawily, ze spektakl zaczal byc ciekawy. Za to nieudany byl bardzo.
                            • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 00:29
                              Pierwszy przykład dotyczył rodzaju ekspresji aktorskiej, drugi konkretnego, odrealniającego rozwiązania scenicznego. Żaden nie miał chyba związku z "nowoczesnością" lub jej brakiem.

                              Co do tego, że cokolwiek się robi, w sztuce czy poza nią, warto robić to dobrze - pełna zgoda.
                          • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 09:46
                            potworia napisał(a):

                            > Fałszywe, moim zdaniem, przeciwstawienie pojęć zasadniczo nieantagonistycznych.
                            > Można i lepiej, i nowocześnie. A "ponadczasowość" to trochę niejasne dla mnie
                            > pojęcie( co nie znaczy, że puste).Ale nie oddaje ponadczasowości Szekspira każd
                            > y, kto go wystawi w renesansowych rajtuzach. Już raczej ten, kto go (dobrze) zi
                            > nterpretuje, czyli osadzi w jakimś społecznym, politycznym, obyczajowym konkrec
                            > ie.

                            "Ryszard III" w realiach wizualnych lat 1930-40 był bardzo dobrym filmem. Podobnie zresztą, chociaż to już nijak nie teatr, "Caravaggio" z kupcem w renesansowym stroju, liczącym na kalkulatorze, albo jakąś sceną przy naprawianej ciężarówce. Znaczy się - można o średniowieczu i renesansie bez facetów w rajtuzach. Ale trzeba znać proporcją, bo to się po prostu musi kupy trzymać. Pojedynek Hamleta i Laertesa może się odbyć nawet na miecze świetlne, jeżeli tylko da się je sensownie nasmarować trucizną, ale nijak nie da się go przeprowadzić sadzając ich obu do sesji Counterstrike'a z cheatami i dumnie opowiadając, jakie to jest odświeżające skostniały schemat.

                            Chociaż, jak tak teraz myślę... Zabanowany podstępnie stary Hamlet logujący się z jakiegoś spiratowanego konta, żeby pogadać z synem, zrozpaczona Ofelia kasująca profil, nie całkiem rozumiejąc, co robi, Poloniusz z podesłanym trojanem, po którym zostały tylko backupy pod schodami... Dałoby się, byle spójnie.

                            • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 10:24
                              Klaskałabym!
                              • jottka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:40
                                Troll, troll, kilnąłem trolla! - Szekspir na miarę naszych możliwości:) a Ofelia robiłaby zdjęcia gustownego wianeczka na Insta:)
                      • gat45 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 21:36
                        Opisana inscenizacja DG mnie nie oburzyła, tylko mi lekko przeszkadzała :) Oburzają mnie niepohamowane hulanki wizualne, które nic-a-nic nie wnoszą. Udziwnienia dla udziwnień. Umieszczanie akcji "Cosi" w burdelu.
                        Tak, zdecydowanie wolę operę bez eksperymentów, które cenię w teatrze "mówionym" (ale też tylko te, które rozumiem :). Opera to świat sui generis i JA go lubię na staroświecko : żeby był czerwony plusz i złocenia. I rozumiem, że inni lubią nieco luźniejszy styl, wolno im. A mnie wolno na takie udziwnione spektakle nie chadzać.

                        A co do majstrowania przy muzyce czy libretcie : nie można zrobić gorszej krzywdy dziełu niż nasz pan Żuławski ciachając po swojemu ścieżkę dźwiękową, którą mu wcześniej Rostropowicz nagrał do filmowego "Borysa". Ale o tym to nawet wstyd pisać...
                    • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 09:22
                      tt-tka napisała:


                      >
                      > Ale Zuzu chodzilo o tekst. Dobrej klasy pisarz na ogol wie, co i po co mowia je
                      > go bohaterowie. I jesli rezyser uwaza, ze wie lepiej, to niech uczciwie uprzedz
                      > a, ze spektakl jest "na motywach" czy tam n osnowie", a nie wciska nam, ze to
                      > Fredro czy Wyspianski
                      Otóż to! Nie przeszkadzałoby mi, gdyby Janda umieściła wydarzenia w rodzinnym domu, gdzie panie są zagorzałymi feministkami a panowie kochają pewną formację o skrajnych poglądach i co z tego wynika. Proszę bardzo. Tak samo jak - czytałam tylko o tym - kiedyś w Teatrze w Nowej Hucie dyrektor miał dość, że pod teatrem wiecznie walczą ze sobą punki i skini, zgarnął ich do teatru i zrobił z nimi "Romeo i Julię" w scenerii punkowo-skinheadowskiej. West Side Story to przecież też Romeo i Julia. Nie przeszkadza mi uwspółcześnianie inscenizacyjne starych dzieł, "Piłat i inni" Wajdy zachwyca mnie (Mateuszem Lewitą w dżinsach, Judaszem Iskariotą transseksualistą i dostającym swoje srebrniki z jednorękiego bandyty, etc), "Tytus Andronikus" Julie Taymor tak samo uwiódł mnie, ale budzi mój zdecydowany sprzeciw robienie sztuki klasycznie, w strojach z epoki, ale zmieniając tekst. Nie adaptując i dokonując niezbędnych skrótów tylko zmieniając całkiem. Tak jakbyśmy nagle zobaczyli Zemstę, gdzie mamy nie "Mocium panie... me wezwanie..." tylko "Prawda... proszę się stawić... prawda..." i nie "Mocium panie cymbał pisze!" tylko "Prawda pisze debil!". Rozumiecie, prawda?

                • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 09:49
                  zuzudanslemetro napisała:

                  > robi to lepiej niż Fredro. Zrezygnowała tam z rymów, rytmu oraz archaicznych wy
                  > rażeń. Czekam z niecierpliwością na nowego Pana Tadeusza i Krzyżaków.

                  No, "Pana Tadeusza" to już Wajda filmem zmasakrował. Te deklamacje bez rytmu, ten Jacek Soplica wychylający się z łoża śmierci jak z koryta w chlewie, ten srający na zakończenie bocian...
                  • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 10:00
                    Te deklamacje bez rytmu to się nazywa złamana średniówka. Co się zresztą, moim zdaniem, filmowi przysłużyło, bo aktorzy mówili, zamiast deklamować. Jacek Soplica umierał z powodu zakażenia krwi spowodowanego otwartą dawną raną - taką śmierć przedstawiono w filmie i tak estetycznie, w porównaniu z tym, jak wyglądałoby to w realu (Twoje porównanie też zresztą jest przykre w kontekście śmierci człowieka, nawet jeśli to fikcja). A bociany, cóż - taka jest fizjologia, poza tym ich się nie tresuje do filmu, żeby akurat nie wydalały w scenie, kiedy jest dobre światło (a tam widać, że nadciąga deszczowa chmura, więc pewnie spieszono się z kręceniem).
                    • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 10:23
                      soova napisała:

                      > Te deklamacje bez rytmu to się nazywa złamana średniówka. Co się zresztą, moim

                      Obawiam się, że to nie złamana średniówka, tylko wychapanie z tekstu fragmentów, które powinien był mówić narrator (czy tam podmiot liryczny) spoza kadru. Przez co wypowiedzi wyszły po prostu dziwacznie, bo brakowało co i rusz kawałków wersów.

                      > zdaniem, filmowi przysłużyło, bo aktorzy mówili, zamiast deklamować. Jacek Sopl
                      > ica umierał z powodu zakażenia krwi spowodowanego otwartą dawną raną - taką śmi
                      > erć przedstawiono w filmie i tak estetycznie, w porównaniu z tym, jak wyglądało
                      > by to w realu (Twoje porównanie też zresztą jest przykre w kontekście śmierci c

                      Jacek Soplica został tak sfilmowany przez operatora, że wyglądało, jakby leżał w jakimś korycie i się z niego wychylał. Nic na to nie poradzę, nie ja kręciłem, pretensje nie do mnie. A można było podrzucić scenografowi obrazki Andriollego do inspiracji.

                      > złowieka, nawet jeśli to fikcja). A bociany, cóż - taka jest fizjologia, poza t
                      > ym ich się nie tresuje do filmu, żeby akurat nie wydalały w scenie, kiedy jest
                      > dobre światło (a tam widać, że nadciąga deszczowa chmura, więc pewnie spieszono
                      > się z kręceniem).

                      Sorry, Winnetou, ale to nie jest fizjologia bociana, tylko bylejactwo reżysera i ekipy. Zresztą, nawet jak im chmura szła, to można było po prostu wyretuszować te kilkadziesiąt klatek na niebiesko. To nie jest National Geographic, tylko sentymentalny landszafcik.
                      • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 10:34
                        Nie rozumiemy się. Osobiście nie lubię "Pana Tadeusza" Wajdy, bo wychapał kawały tekstu zwłaszcza w mojej ulubionej części, czyli spowiedzi Soplicy. Spodziewałam się koncertu a dostałam streszczenie. Ale Wajda NIE NAPISAŁ od nowa Pana Tadeusza a jedynie zrobił skróty, Janda w wymienionym przeze mnie spektaklu, napisała od nowa Śluby panieńskie, posługując się współczesnym językiem.
                        Co do deklamacji - aktor jak mówi wiersz czy prozę nie ma prawa deklamować! Deklamować to może przedszkolak na wieczorku z okazji dnia babci.
                        • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:22
                          zuzudanslemetro napisała:

                          > Nie rozumiemy się. Osobiście nie lubię "Pana Tadeusza" Wajdy, bo wychapał kawał
                          > y tekstu zwłaszcza w mojej ulubionej części, czyli spowiedzi Soplicy. Spodziewa
                          > łam się koncertu a dostałam streszczenie. Ale Wajda NIE NAPISAŁ od nowa Pana Ta

                          No fakt, od nowa nie napisał. Ale co zrypał, to zrypał.

                          > deusza a jedynie zrobił skróty, Janda w wymienionym przeze mnie spektaklu, napi
                          > sała od nowa Śluby panieńskie, posługując się współczesnym językiem.
                          > Co do deklamacji - aktor jak mówi wiersz czy prozę nie ma prawa deklamować! Dek
                          > lamować to może przedszkolak na wieczorku z okazji dnia babci.

                          A to pewnie kwestia desygnatu słowa "deklamacja". Jak dla mnie to jest po prostu mówienie wiersza (czy tam innego tekstu), które może być wykonane dobrze, nawet praktycznie odegrane aktorsko (z dokładnością do dostępnych środków), albo odklepane na baczność. Możliwe, że, ehm, w środowisku śpiewaczym te znaczenia są nieco inaczej rozłożone.
                      • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 10:36
                        A może właśnie scenograf ustawił tę scenę tak, jak wyglądałaby ona w realiach dworku na Litwie na początku XIX w., a nie na obrazku Andriollego z okresu o pół wieku późniejszego?
                        • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:21
                          Andriolli? Rili? Nie sądziłam, że można mieć aż tak zachowawcze gusta. Zresztą ustawienie tej sceny jest wypadkową pracy reżysera, operatora i aktora, scenograf miał tu chyba najmniej do powiedzenia, realizował (albo -ła, bo to chyba Zachwatowicz) ogólne założenia dotyczące rekonstrukcji wnętrz.
                          Mówienie ze średniówką i Kolbergerem, wbijającym się pomiędzy kwestie postaci dla zachowania rytmu? Przecież tego by się nie dało słuchać.To jest film, a nie czytanie z podziałem na role.
                          Co do bociana... Może założeniem twórców było skalanie landszaftu? Nie ten ptak zły, co własny landszaft kala.
                          • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:41
                            potworia napisał(a):

                            > Andriolli? Rili? Nie sądziłam, że można mieć aż tak zachowawcze gusta. Zresztą

                            "Pan Tadeusz" jest z samej swojej natury zachowawczy.

                            > ustawienie tej sceny jest wypadkową pracy reżysera, operatora i aktora, scenogr
                            > af miał tu chyba najmniej do powiedzenia, realizował (albo -ła, bo to chyba Zac
                            > hwatowicz) ogólne założenia dotyczące rekonstrukcji wnętrz.

                            Istotnie, to "koryto" to robota operatora i reżysera. Scenografia jako taka była poprawna.

                            > Mówienie ze średniówką i Kolbergerem, wbijającym się pomiędzy kwestie postaci d
                            > la zachowania rytmu? Przecież tego by się nie dało słuchać.To jest film, a nie
                            > czytanie z podziałem na role.

                            Ale tego się nie dało słuchać tak, jak było zrobione. Czyli bez Kolbergera.

                            > Co do bociana... Może założeniem twórców było skalanie landszaftu? Nie ten ptak
                            > zły, co własny landszaft kala.

                            Obawiam się, że po prostu patrzyli, a nie widzieli.
                            • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 13:27
                              Zachowawczość PT to mocno dyskusyjna teza. Utwór jest absolutnie bezprecedensowy, ani wcześniej, ani później nie zdarzyło się w literaturze polskiej nic podobnego - mam na myśli również recepcję i status. Klasyczny - tak, niemal od chwili publikacji. Zachowawczy - nijak.
                              • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 14:02
                                potworia napisał(a):

                                > Zachowawczość PT to mocno dyskusyjna teza. Utwór jest absolutnie bezprecedensow
                                > y, ani wcześniej, ani później nie zdarzyło się w literaturze polskiej nic podob
                                > nego - mam na myśli również recepcję i status. Klasyczny - tak, niemal od chwil
                                > i publikacji. Zachowawczy - nijak.

                                Recepcja to, zdaje się, była taka, że pierwsze parę tysięcy nakładu się rozeszło wreszcie po jakichś dziesięciu latach, więc szału nie było. Mam też poważne wątpliwości, czy jako powieść, albo w ogóle duża forma wierszem pisana to był taki unikat. Sam Mickiewicz w "Dziadach" przecież wspomina kogoś tam, kto pisał "tysiąc wierszy o sadzeniu grochu". Albo Krasickiego "Myszeida" i "Monachomachia" - to tylko z tego, o czym mi w szkole mówili. O, "Król Duch" Słowackiego. Jedynie status "Pana Tadeusza", pojęcia zresztą nie mam czemu, jest unikalny.

                                Ale zachowawczość to nie dlatego przecież, tylko przez tematykę. Ziemiaństwo, tradycje, wąsy Jacka... No nijak w tym nie ma żadnej awangardy, wszystko po staremu, nawet jak kto był w Peterburku, to potem i tak siedzi spokojnie w tych pobielanych ścianach, ewentualnie trudniąc się tradycyjną szlachecką rąbaniną.
                                • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 14:31
                                  PT czerpał z wielu tradycji i gatunków - i wszystkie przekraczał. Samo w sobie nie jest nie jest to niczym zaskakującym, to samo można powiedzieć o każdym wybitnym, czy genialnym dziele.
                                  Status jest pochodną recepcji, a ta - czymś więcej niż liczbą sprzedanych egzemplarzy. Oczywiście imponuje mi Twoja znajoność szczegółów, ale zasadniczo nie wpływa na moje zdanie. Poza tym uwzględnijmy ówczesny stan państwa, czy też jego brak, poziom alfabetyzacji społeczeństwa, rozproszenie i zubożenie jego elit. To może i jednak jest, ten szał.
                                  No i fakt, że utwór opisuje (nie bez złośliwości, choć z sympatią) zachowawczą społeczność, nie czyni go zachowawczym. Dublin w czasach Ulissesa też nie był lokomotywą dziejów.
                        • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:38
                          soova napisała:

                          > A może właśnie scenograf ustawił tę scenę tak, jak wyglądałaby ona w realiach d
                          > worku na Litwie na początku XIX w., a nie na obrazku Andriollego z okresu o pół
                          > wieku późniejszego?

                          Jak już odstawiamy epopeję narodową (pomijam sens takiej kwalifikacji "Pana Tadeusza"), no to wykorzystanie klasycznych ilustracji będących w pewnym sensie jej częścią jako wzorców scenografii, kostiumów i tak dalej jest całkiem sensowne. Skoro i tak trzymamy się realiów, a nie przenosimy Soplicowa powiedzmy w rok 1980, z Wałęsą zamiast Bonapartego, Popiełuszką zamiast Robaka i stanem wojennym zamiast powrotu spod Moskwy. Nawet zima by się zgadzała.

                          Ale tak w ogóle to nie o to mi chodzi, że nie było tak, jak u Andriollego, bo oczywiście nie musiało. I nie dlatego, że on malował pół wieku później, bo czytając Wańkowicza to wychodzi, że i po wieku te dworki za bardzo się nie zmieniły. Zresztą w ogóle ocenianie dzieł nienaukowych po zgodności wszelkich dupereli z realiami historycznymi jest bez sensu. Owszem, ksiądz Franz Maurer wyciągający z rękawa nie krócicę, a Glocka, to by było przegięcie, ale anachronizmy typu bodajże zegar z Dąbrowskiego mazurkiem, co nijak nie miał się tam prawa znaleźć, zwłaszcza jako "stary", to rzecz nieistotna.

                          No więc. Chodzi o to, że było niepotrzebnie brzydko. A co gorsza - niestarannie. Niech se ten Robak leży na pryczy z surowych desek pokrytej przegniłym sianem, wiadomo, że szlachta tak naprawdę często praktycznie biedowała zadłużona u Żyda. Ale niech to będzie sfilmowane jako prycza, a nie tak, że w poprzek obrazu idzie jakaś deska, za którą trzyma się dłoń wychylającego głowę Lindy. No bo tak to wyszło.
                          • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:47
                            <Jak już odstawiamy epopeję narodową (pomijam sens takiej kwalifikacji "Pana Tadeusza"), no to wykorzystanie klasycznych ilustracji będących w pewnym sensie jej częścią jako wzorców scenografii, kostiumów i tak dalej jest całkiem sensowne.>

                            To, że Andriolli ilustrował pierwsze wydanie "Pana Tadeusza", nie czyni automatycznie z tych ilustracji części dzieła Mickiewicza. To nie "Przygody Koziołka Matołka", które, faktycznie, bez ilustracji Walentynowicza byłyby niemożliwe do przeniesienia na ekran. Wykorzystanie ilustracji Andriollego mogło być jakimś mniej czy bardziej sensownym wyborem, ale nie obowiązkiem, więc reżyser nie skorzystał, mając do dyspozycji technikę XX w. Zresztą nawet mimo tej techniki "Pana Tadeusza" w XIX w. utrzymano, więc nie do końca rozumiem uwagę o przenoszeniu Soplicowa w lata 80.
                          • ananke666 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 16:04
                            > Ale niech to będzie sfilmowane jako prycza, a nie tak, że w poprzek obrazu idzie jakaś deska, za którą trzyma się dłoń wychylającego głowę Lindy. No bo tak to wyszło.

                            Właściwie to jakaś deska była poręczą krzesła, które stało obok łóżka. Mnie to nie przeszkadzało, bardziej dopatrzyłam się tam podobieństwa do krat, niż chlewa. Bocian też mi nie przeszkadza, bombardowanie w ogóle zauważyłam dopiero teraz i mogę się najwyżej uśmiechnąć na swojską kupę w klimatach patriotycznych. Znacznie bardziej przeszkadza mi drewniana Zosia, ale na szczęście nie ma jej wiele.
                            Lubię ten film ogólnie, za jego ładność, za wdzięk, za przykrojenie lektury do szerszego odbioru. W kaszanieniu co się da do pięt nie sięga wiekopomnemu dziełu pt. "Ogniem i mieczem", gdzie aktorsko znalazły się trzy osoby na krzyż, a znacznie więcej lepiej, żeby się tam wcale nie znalazło. Na przykład taki Zborowski, bo jak on w tym filmie mówi, to ja mam dreszcze. Zresztą litanię beznadziejnych kiksów mogłabym wymieniać długo i namiętnie, nie znoszę tego filmu.
                            • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 22:42
                              ananke666 napisała:


                              > Właściwie to jakaś deska była poręczą krzesła, które stało obok łóżka.

                              A krzesło stać MUSIAŁO, bo Linda nie był w stanie spamiętać całego tekstu (bodajże równolegle występował w czymś jeszcze, ale głowy nie dam), i przyklejał ściągi gdzie popadnie. Stąd pomysł, by ustawić obok łóżka krzesło, aby było gdzie te ściągi przykleić.

                              (info zaczerpnięte z cudownego albumu "Zagrajcie mi to pięknie")
                              • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 08:59
                                pi.asia napisała:

                                > ananke666 napisała:
                                >
                                >
                                > > Właściwie to jakaś deska była poręczą krzesła, które stało obok łóżka.
                                >
                                > A krzesło stać MUSIAŁO, bo Linda nie był w stanie spamiętać całego tekstu (boda
                                > jże równolegle występował w czymś jeszcze, ale głowy nie dam), i przyklejał ści

                                ATSD, to mnie zawsze zastanawiało. Przecież zawodowy aktor to taki ktoś, kto między innymi gada to, co mu kto inny napisał. No to jak można "nie być w stanie zapamiętać" dość w końcu krótkiego tekstu, i to chyba głównie monologu? Rozumiem, jakieś dziesięciominutowe ujęcie filozoficznej rozmowy w pięć osób u jakiegoś Kieślowskiego, ale kilka stron wiersza? Przecież nawet przy braku zdolności, to się człowiek powinien po tylu latach jakoś sam nauczyć uczenia tekstu na pamięć.

                                • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 09:40
                                  lord_vmordevol napisała:


                                  >
                                  > ATSD, to mnie zawsze zastanawiało. Przecież zawodowy aktor to taki ktoś, kto mi
                                  > ędzy innymi gada to, co mu kto inny napisał. No to jak można "nie być w stanie
                                  > zapamiętać" dość w końcu krótkiego tekstu, i to chyba głównie monologu? Rozumie
                                  > m, jakieś dziesięciominutowe ujęcie filozoficznej rozmowy w pięć osób u jakiego
                                  > ś Kieślowskiego, ale kilka stron wiersza? Przecież nawet przy braku zdolności,
                                  > to się człowiek powinien po tylu latach jakoś sam nauczyć uczenia tekstu na pam
                                  > ięć.
                                  >
                                  Już Ci tłumaczę od strony zawodowej: oczywiście, aktor ma gadać tekst, który ktoś mu napisał. Tylko, że - w teatrze gdzie masz miliony prób jakoś Ci wejdzie w głowę wreszcie ten tekst, bo uruchamia się też pamięć ciała i jakoś na automacie leci, że jak machniesz ręką w lewo to mówisz coś tam, a jak robisz trzy kroki to coś innego. A i tak zdarzają się kiksy nawet jak codziennie od stu lat grasz ten sam spektakl. W filmie masz owszem próby, ale tekstu uczysz się sam. W domu albo w garderobie. Nie masz powtarzanych prób w sytuacji i wtedy o wiele trudniej nauczyć się tekstu. No i o ile w tekście współczesnym, pisanym prozą nie ma znaczenia czy powiesz "Błagam cię, Basiu" czy "Basiu, błagam cię" i często na takie rzeczy reżyser nie zwraca uwagi, o tyle w tekście Mickiewicza ma szalone znaczenie czy powiesz "Jam jest Jacek Soplica... sam przyznałem się" czy "Sam się przyznałem, że jam jest Jacek Soplica". Prawda? W teatrze kulisy są pełne kartek przypiętych do mantla z rozpiską scen, albo prywatnych z tekstem, żeby aktor przed wyjściem mógł zerknąć na tekst dla pewności. Osobiście grałam kiedyś szalenie trudny spektakl, który spoczywał na mnie. Jedna moja pomyłka i wszystko by się posypało. Dla pewności za kulisami miałam porozkładany cały scenariusz z wykrzyknikami, gdzie mam punkty zwrotne.
                            • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 09:03
                              ananke666 napisała:

                              > szerszego odbioru. W kaszanieniu co się da do pięt nie sięga wiekopomnemu dzieł
                              > u pt. "Ogniem i mieczem", gdzie aktorsko znalazły się trzy osoby na krzyż, a zn
                              > acznie więcej lepiej, żeby się tam wcale nie znalazło. Na przykład taki Zborows
                              > ki, bo jak on w tym filmie mówi, to ja mam dreszcze. Zresztą litanię beznadziej
                              > nych kiksów mogłabym wymieniać długo i namiętnie, nie znoszę tego filmu.

                              Tam kluczowym problemem jest kompletna nieumiejętność zaznaczenia upływu czasu. W którymś momencie jest jakiś przeskok, powiedzmy, z wiosny do jesieni i to wygląda jakoś tak, jakby nagle dookoła identycznie drepczących na koniach facetów z ujęcia na ujęcie po prostu zżółkły liście. A już na pewno Bohun, cięty szablą niemal śmiertelnie, goni potem przywiązany do konia na oko w jakieś trzy dni później.

                              • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 15:31
                                lord_vmordevol napisała:

                                > Tam kluczowym problemem jest kompletna nieumiejętność zaznaczenia upływu czasu.
                                > W którymś momencie jest jakiś przeskok, powiedzmy, z wiosny do jesieni i to wy
                                > gląda jakoś tak, jakby nagle dookoła identycznie drepczących na koniach facetów
                                > z ujęcia na ujęcie po prostu zżółkły liście. A już na pewno Bohun, cięty szabl
                                > ą niemal śmiertelnie, goni potem przywiązany do konia na oko w jakieś trzy dni
                                > później.


                                Bohuna znaleźli semenowie następnego rana po ucieczce Zagłoby na wpół zduszonego w żupanie, w który pan Zagłoba go obwinął, ale że ran nie miał ciężkich, wkrótce przyszedł do przytomności. Przypomniawszy sobie wszystko, co się stało, wpadł we wściekłość, ryczał jak dziki zwierz, krwawił ręce na własnym krwawym łbie i nożem godził w ludzi, tak że semenowie nie śmieli do niego przystąpić. Wreszcie nie mogąc się jeszcze na kulbace utrzymać, kazał przywiązać między dwa konie kolebkę żydowską i wsiadłszy w nią, pognał jak szalony w stronę Łubniów, sądząc, że tam udali się zbiegowie. Leżąc tedy w betach żydowskich, w puchu i własnej krwi, rwał stepem jak upiór, który przed brzaskiem rannym do mogiły ucieka, a za nim pędzili wierni semenowie w tej myśli, że na oczywistą śmierć pędzą.

                                A nie czepiaj się waćpan reżysera za szalenstwo Bohuna!
                                • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 16:09
                                  bupu napisała:

                                  > [i]Bohuna znaleźli semenowie następnego rana po ucieczce Zagłoby na wpół zduszo
                                  > nego w żupanie, w który pan Zagłoba go obwinął, ale że ran nie miał ciężkich, w
                                  > krótce przyszedł do przytomności. Przypomniawszy sobie wszystko, co się stało,
                                  > wpadł we wściekłość, ryczał jak dziki zwierz, krwawił ręce na własnym krwawym ł
                                  > bie i nożem godził w ludzi, tak że semenowie nie śmieli do niego przystąpić. Wr
                                  > eszcie nie mogąc się jeszcze na kulbace utrzymać, kazał przywiązać między dwa k
                                  > onie kolebkę żydowską i wsiadłszy w nią, pognał jak szalony w stronę Łubniów, s

                                  >
                                  > A nie czepiaj się waćpan reżysera za szalenstwo Bohuna!

                                  Zaraz, ale to chyba coś innego było. Bo co w kolebce, to w kolebce, ale była też scena jak on przywiązany do konia gdzieś jest prowadzony.
                                  • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 16:22
                                    lord_vmordevol napisała:


                                    > >
                                    > > A nie czepiaj się waćpan reżysera za szalenstwo Bohuna!
                                    >
                                    > Zaraz, ale to chyba coś innego było. Bo co w kolebce, to w kolebce, ale była te
                                    > ż scena jak on przywiązany do konia gdzieś jest prowadzony.

                                    W filmie Bohun nie rusza w pościg w kolebce, tylko w takim dziwnym siedzisku między konmi, na dartego orła można powiedzieć.

                                    https://hejnakon.pl/wp-content/uploads/2015/10/ogniem-raz22.jpg

                                    Natomiast na sznurze prowadzony jest raz, na samiućkim koncu filmu, wprowadzany jako prezent od Jaremy dla Skrzetuskiego na dziedziniec w Toporowie. Ale to nie wiem jak trzeba oglądać, żeby ten moment, dziejący się po oblężeniu Zbaraża i wyzdrowieniu Jana po tej całej bagiennej gimnastyce uznać za następujący trzy dni po pojedynku z Michałkiem.
                                    • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 10:37
                                      bupu napisała:

                                      > lord_vmordevol napisała:

                                      > Natomiast na sznurze prowadzony jest raz, na samiućkim koncu filmu, wprowadzany
                                      > jako prezent od Jaremy dla Skrzetuskiego na dziedziniec w Toporowie. Ale to ni
                                      > e wiem jak trzeba oglądać, żeby ten moment, dziejący się po oblężeniu Zbaraża i
                                      > wyzdrowieniu Jana po tej całej bagiennej gimnastyce uznać za następujący trzy
                                      > dni po pojedynku z Michałkiem.

                                      No to widać tak ten film był nakręcony :-) Być może łatwiej się połapać, jak się czytało książkę, ale ja nie zmogłem nawet pierwszego tomu, takie nudy, więc znam tylko z filmu.

                            • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 22:21
                              ananke666 napisała:

                              > W kaszanieniu co się da do pięt nie sięga wiekopomnemu dzieł
                              > u pt. "Ogniem i mieczem", litanię beznadziej
                              > nych kiksów mogłabym wymieniać długo i namiętnie, nie znoszę tego filmu.
                              >

                              A muchę łażącą po kaftanie Bohuna w ostatniej scenie zauważyłaś? Tu pełen romantyzm, Skrzetuski uwalnia wroga, Helena patrzy raz na jednego, raz na drugiego, Bohun żal ma w oczach, odwraca się - a po jego kaftanie łazi mucha. No ludzie...
              • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:12
                gat45 napisała:

                > A czy wpadł komuś w ręce horror w postaci "Godziny pąsowej róży" uwspółcześnion
                > y, tzn realia lat 60' przeniesione na przełom 80/90, albo koniec 80', dokładnie
                > nie pomnę.
                > Anda przejęta nowymi spodniami, które mierzy u krawcowej. Rozmowy Andy i jej ko
                > leżanki o przyszłości... Eeeeh, gadać mi się nie chce, bo mi się zębozgrzyt włą
                > cza.

                Mnie, mnie wpadl! Ale sie nie liczy, bo bylam wowczas malolata i powiesc mnie zachwycila, a kiksow nie dostrzeglam. Akcja chyba okolo 1880 roku, bo pamietam, ze przeniosla sie o 80 lat wstecz (swoja droga, roznica 80 lat pomiedzy latami 1880 a 1960 chyba byla wieksza przepascia technologiczna i obyczajowa niz jakbysmy sie dzis przeniesli w rok 1938, taka mnie refleksja naszla).
                W latach doroslejszych przezornie do "Godziny pasowej rozy" nie wracalam :)))
                Za to szczerze moge polecic powiesc "Gorzkie wino" tej samej autorki, akcja toczy sie w XIX wieku i niezle oddaje epoke.
                • kkokos Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:22
                  chatgris01 napisał(a):

                  > gat45 napisała:
                  >
                  > > A czy wpadł komuś w ręce horror w postaci "Godziny pąsowej róży" uwspółcz
                  > eśnion
                  > > y, tzn realia lat 60' przeniesione na przełom 80/90, albo koniec 80', dok
                  > ładnie
                  > > nie pomnę.

                  >
                  > Mnie, mnie wpadl! Ale sie nie liczy, bo bylam wowczas malolata i powiesc mnie z
                  > achwycila, a kiksow nie dostrzeglam. Akcja chyba okolo 1880 roku, bo pamietam,
                  > ze przeniosla sie o 80 lat wstecz (swoja droga, roznica 80 lat pomiedzy latami
                  > 1880 a 1960 chyba byla wieksza przepascia technologiczna i obyczajowa niz jakby
                  > smy sie dzis przeniesli w rok 1938, taka mnie refleksja naszla).


                  chyba nie o to chodzi - nie o godzinę pąsowej róży, tylko jej przeróbkę przenoszącą andę z roku 1960 do pi razy drzwi 1990.

                  a jeśli chodzi o samą godzinę pąsowej - pamiętam, że mnie jej realia roku 1960 raziły. czytałam gdzieś w drugiej połowie lat 70. u mnie w rodzinie czy wśród przyjaciół matki nie mówiło się do bliźnich, choćby nie wiem jak dobrze znanych i zaprzyjaźnionych "stara baryło". nikt się nago nie gimnastykował.
                  (pomijam już, że oczywiście język młodzieżowy roku 1960, gdy czytałam książkę kilkanaście lat później, strasznie był oldskulowy i śmieszny)
                  .
                  • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 22:39
                    kkokos napisała:

                    > a jeśli chodzi o samą godzinę pąsowej - pamiętam, że mnie jej realia roku 1960
                    > raziły. czytałam gdzieś w drugiej połowie lat 70. u mnie w rodzinie czy wśród p
                    > rzyjaciół matki nie mówiło się do bliźnich, choćby nie wiem jak dobrze znanych
                    > i zaprzyjaźnionych "stara baryło". nikt się nago nie gimnastykował.

                    Czytając "GPR" nie mogłam pojąć, jakim cudem Anda, taka oczytana, bystra i inteligentna, po przeniesieniu w przeszłość zachowywała się tak, jakby nigdy nie czytała/nie słyszała o tamtych czasach. Nie pamiętam szczegółów, więc nie podam żadnych przykładów, ale jej zaskoczenie sprawami, o których powinna wiedzieć z książek, było mocno naciągane.
                    • dakota77 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 22:57
                      pi.asia napisała:
                      >
                      > Czytając "GPR" nie mogłam pojąć, jakim cudem Anda, taka oczytana, bystra i inte
                      > ligentna, po przeniesieniu w przeszłość zachowywała się tak, jakby nigdy nie cz
                      > ytała/nie słyszała o tamtych czasach. Nie pamiętam szczegółów, więc nie podam ż
                      > adnych przykładów, ale jej zaskoczenie sprawami, o których powinna wiedzieć z k
                      > siążek, było mocno naciągane.

                      Mnie to generalnie denerwuje w ksiazkach o przenoszeniu sie do przeszlosci. Bohaterowie zawsze zachowuja sie jak kompletni idioci. A przeciez maja pewien zakres wiedzy, ktory powinien im znacznie pomoc.
                    • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 09:23
                      Miałam takie samo wrażenie. Anda jest zszokowana tym, że każą jej wkładać gorset, że mycie odbywa się wstydliwie niemalże w koszulce i za parawanikiem, że siostra ma perspektywę wyjścia za mąż za męża narzuconego przez rodziców, ale zamożnego, że istnieją plaże, ale pływanie w rozumieniu XX-wiecznym nie istnieje. A najlepszy numer ma miejsce w podróży do bodajże Krakowa. Panna Anda nie wie, że w 1880 roku Kraków był dla warszawiaków za granicą. Rodzice mieli w XX w. rację, że kazali jej siedzieć w domu i się uczyć, bo, jak widać, miała braki.

                      Małgosia z "Małgosi contra Małgosi" na pytanie, jaki król teraz panuje, otrzymuje odpowiedź: "Jan trzeci tego imienia" i nie potrafi dopasować osoby do opisu. Też kuriozum.
                      • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 09:31
                        Czytałam GPR po raz pierwszy jako dziesięciolatka około i też byłam w szoku, że Anda nie wie rzeczy, które - w moim ówczesnym pojęciu - wiedzieli wszyscy. Dzisiaj już nie jestem taka ostra w sądach, bo okazuje się, że mój mąż, cokolwiek młodszy ode mnie, nie miał w szkole na profilu mat-fiz połowy matematycznej wiedzy, którą ja miałam na ogólnym. Oraz nie wie, że kiedy idzie w mróz i czuje zmęczenie to nie wolno usiąść i że jak już robi się człowiekowi ciepło to właśnie zaczyna umierać z powodu hipotermii. Nie wiem, czego go uczyli w szkole.
                        Co do Małgosi - też bym nie wiedziała z początku, o jakiego króla chodzi. Małgosia miała trudniej niż Anda ale chyba lepiej się odnajdywała.
                        • dakota77 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 15:20
                          zuzudanslemetro napisała:


                          > Co do Małgosi - też bym nie wiedziała z początku, o jakiego króla chodzi. Małgo
                          > sia miała trudniej niż Anda ale chyba lepiej się odnajdywała.

                          Malgosia miala faktycznie duzo trudniej, bo trafila w czasy duzo odleglejsze czasowo i mentalnie. Ale ze nie wiedziala, jaki to krol Jan trzeci tego imienia to nie pojmuje :)

                          Co do tego, ze w ostatnim etapie hipotermii, jak juz czlowiek umiera, robi sie goraco, tez bym nie wiedziala, gdyby nie dokumenty o himalaizmie. Tam mase osob, ktore zginely, znajduja z rozpietych/czesciowo zdjetych kombinezonach.
                          • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 16:31
                            Hmmm, to może muszę odszczekać? Może wiedzę o hipotermii wyciągnęłam jednak nie ze szkoły tylko z górskiego hobby, jakie prezentowali wszyscy dookoła?... Jako czterolatka strasznie się bałam jak w zamieć szliśmy przez góry (musieliśmy iść, bo trzeba było dotrzeć na kwaterę, nie było komórek i nie było jak po nas podjechać), że zamarzniemy jak himalaiści.
                            • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 22:19
                              zuzudanslemetro napisała:

                              > Hmmm, to może muszę odszczekać? Może wiedzę o hipotermii wyciągnęłam jednak nie
                              > ze szkoły tylko z górskiego hobby, jakie prezentowali wszyscy dookoła?...

                              Ze szkoły na pewno nie, bo jakoś tak było, że w programie nauczania niezbyt wiele było rzeczy przydatnych w codziennym życiu.
                              O hipotermii dowiedziałam się jako kilkulatka od własnej mamy, która żadną taterniczką nie była. Pojęcia nie mam skąd wiedziała, ale pamiętam, że mi mówiła, że to jest bardzo łagodna śmierć - bo człowiekowi robi się ciepło i zasypia.
                              A parę lat później trafiłam na książkę "W podobłocznych krainach", gdzie też coś było na ten temat.
                              • iskrzy_54 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 07.02.18, 22:55
                                a czy przypadkiem nie opisał tego również niejaki Andersen w dziewczynce z zapałkami?
                                • pi.asia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 05:10
                                  iskrzy_54 napisała:

                                  > a czy przypadkiem nie opisał tego również niejaki Andersen w dziewczynce z zapa
                                  > łkami?

                                  Niewykluczone. Aczkolwiek z "Baśni" Andersena nie czerpałam wiedzy, bo to, że dziewczynce zrobiło się ciepło, uznałam za wytwór wyobraźni autora, a nie za opis śmierci na mrozie.
                                  BTW - baśni Andersena szczerze nie cierpiałam.
                                  • dakota77 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 05:34
                                    Ja tak samo uznalam, ze to dziewczynka miala takie wizje przed smiercia, ze robi jej sie wreszcie cieplo. Nie sadze, zeby ktokolwiek wysnuwal z tej sceny wniosek, ze tak wyglada ostatni etap hipotermii. Ja czytajac wtedy na pewno tak nie myslalam.
                                • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 07:21
                                  iskrzy_54 napisała:

                                  > a czy przypadkiem nie opisał tego również niejaki Andersen w dziewczynce z zapa
                                  > łkami?
                                  Tak! :)
                              • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 10:39
                                pi.asia napisała:

                                > zuzudanslemetro napisała:
                                >
                                > > Hmmm, to może muszę odszczekać? Może wiedzę o hipotermii wyciągnęłam jedn
                                > ak nie
                                > > ze szkoły tylko z górskiego hobby, jakie prezentowali wszyscy dookoła?..
                                > .
                                >
                                > Ze szkoły na pewno nie, bo jakoś tak było, że w programie nauczania niezbyt wie
                                > le było rzeczy przydatnych w codziennym życiu.

                                Zamarzanie na śmierć i sposoby przeciwdziałania mu to mimo wszystko nie jest coś, co bym określił jako "codzienne życie" :-)
                                • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 08.02.18, 10:43
                                  Zależy jak dla kogo ;)
                          • kkokos Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 11.02.18, 20:07

                            >
                            > Malgosia miala faktycznie duzo trudniej, bo trafila w czasy duzo odleglejsze cz
                            > asowo i mentalnie. Ale ze nie wiedziala, jaki to krol Jan trzeci tego imienia t
                            > o nie pojmuje :)
                            >

                            małgosia, jeśli dobrze pamiętam, na początku miała pomoc dytka - przy pierwszym kontakcie z rodziną z siedemnastego wieku odpowiadała to, co jej dytko podpowiadało (choć miała chyba wrażenie, że samo się jej tak jakoś mówi dziwne rzeczy. albo coś pokręciłam). ale generalnie jestem w stanie sobie wyobrazić, że przeniesienie w czasie to taki szok, iż się człowiek dość długo zbiera do kupy i nie kojarzy rzeczy, o które zapytany w zwyczajnej sytuacji powiedziałby natychmiast.
                            • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 11.02.18, 20:19
                              Zeznawałam ostatnio w sądzie w charakterze świadka. Przed rozpoczęciem opowiedziano mi, że ludzie zapytani przez sąd o wiek, często zapominają języka w gębie. Podowcipkowałyśmy sobie na ten temat z mecenaską, a pół godziny później najpierw zamilkłam z dziurą w głowie, po czym postarzyłam się o dwa lata. Zeznając pod przysięgą. Tak, że ten.
                • tt-tka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:23
                  chatgris01 napisał(a):

                  > W latach doroslejszych przezornie do "Godziny pasowej rozy" nie wracalam :)))

                  Wracam. Ale ja mam porzadne wydanie, ilustrowane fotosami z filmu :)
                  PS do filmu tez czasem wracam

                  > Za to szczerze moge polecic powiesc "Gorzkie wino" tej samej autorki, akcja toc
                  > zy sie w XIX wieku i niezle oddaje epoke.

                  Popieram ! Swietnie sie to czyta. Uwaga ! - wydanie jeszcze peerelowskie z podtytulem Adelajda, kobieta opetana. Bo byc moze to tez uwspolczesnili albo pozmieniali, jesli byly wznowienia...
              • tt-tka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:17
                gat45 napisała:

                > A czy wpadł komuś w ręce horror w postaci "Godziny pąsowej róży" uwspółcześnion
                > y, tzn realia lat 60' przeniesione na przełom 80/90, albo koniec 80', dokładnie
                > nie pomnę.


                Na szczescie nie ! Nawet nie wiedzialam, ze istnieje cos takiego. Teraz, wiedzac juz, bede sie wystrzegac i przeczytam w ksiegarni od deski do deski zanim kupie. Albo zanim nie kupie.

                Niestety kupilam na zamowienie w empiku "Heliogabala", rzecz, ktora znalam i cenilam. Zmian w zasadzie nie ma, natomiast korekta (bo juz nawet nie redakcja) porazajaco niechlujna. Np wymiennie i bez sensu wystepuje imie jego zony Annia (czy moze Arnia) ze slowem "armia" w sensie wojska i tym podobne kwiatki. Wydanie ladne, wyrazny druk, dobry papier, a czytac sie nie da, cholera jasna psiakrew !

                PS dlatego najchetniej kupuje dawniejsze wydania.
              • mshyde Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 09.03.18, 20:59
                Pani jakzejejtam Nepomucka probowala cos takiego zrobic w przynajmniej jednej swojej ksiazce - "Wakacje z Penelopą"? utykajac tu i owdzie np Piaska zamiast jak mniemam Niemena (i mlodziez na wakacjach z tranzystorem, co za hit :P)
    • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 10:27
      Ładne było bernardowe "do ciężkiej deutery"... Ja też tęsknię za soczystym językiem MM, ale - i tu niestety muszę przyznać się, że nie da się już oceniać jej literatury w oderwaniu od jej poglądów i poczucia misji - odkąd uznała, że jest moralnym autorytetem, szalenie spadła jakość jej dialogów. Niestety. Mam nawet swoją teorię na ten temat, ale nie powiem, bo uruchomię burzę.
      • ciotka_scholastyka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 10:37
        zuzudanslemetro napisała:

        > Mam nawet
        > swoją teorię na ten temat, ale nie powiem, bo uruchomię burzę.

        Och powiedz, powiedz, burza burzy nierówna :)
        • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 12:55
          Nie chce mi się wywoływać wilka z lasu, ale powiem, że uważam, że kiedyś kiedyś kiedy MM pisała o potrzebie życzliwości i ta życzliwość objawiała się tym, że Bernard szedł wychować Lisieckich, Ida ratuje Krzysia, Gaba zaczyna rozumieć panią Szczepańską albo niesie Kresce konserwy i kaskę bo ktoś przyuważył, że Kreska głoduje to było fajne. I wszyscy wokół mówili jak to MM pokazuje jak powinny wyglądać stosunki międzyludzkie. No i w którymś momencie, kiedy autorce światopogląd się zradykalizował (przyznacie, że jest różnica kiedy Aniela idzie na mszę w BBB a kiedy Laura rzuca dziecinnym "twoje szczęście, że byłam u spowiedzi") to uwierzyła, że jest moralną wyrocznią oraz inżynierem rzeczywistości i wtedy tworząc świat na obraz i podobieństwo własnych poglądów, jednocześnie odkleiła się od świata żywego. Stąd i idiotyczne przekleństwa i zachowania w kontrze do wieku. Możliwe, że gdyby kontynuowała cykl, ale skupiając się na nestorach rodu i oglądzie świata z ich perspektywy to byłyby to nadal dobre powieści. Tyle, że nie dla panienek. A teraz? teraz są to powieści dla wianuszka wielbicieli piszących w Księdze Gości.
          • potworia Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 13:56
            Ejże, tylko dlaczego te powieści dla wianuszka, nadal na listach bestsellerów plasują się dość wysoko? Może społeczeństwo tego właśnie potrzebuje? Mamy w końcu obyczajowy i polityczny zwrot konserwatywny, albo - jak chcą niektórzy socjolodzy - antyliberalną kontrrewolucję.
            • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:07
              Tak, z jednej strony mamy nawrót potrzeby do fundamentalnych wartości, z drugiej strony mamy grono czytelników, którzy kupują z sentymentu, etc. Ja nie deprecjonuję faktu, że książki są na szczytach bestsellerów, w ogóle niczego nie kwestionuję w tej sytuacji. Zauważam tylko, że odkąd MM uznała się za alfę i omegę obyczajowości, savoir-vivre'u, dobrego gustu to przestała się starać o formę przekazywania tych wartości. A szkoda. Mnie nie przeszkadza, że przeczytam książkę daleką od moich osobistych poglądów. Mogę się nią nawet zachwycić. Ale pod warunkiem, że jest ona dobrze napisana. A te ostatnie niestety nie są ani napisane ani zredagowane, za to trącą dydaktycznym smrodkiem.
              Marginałka: odkąd przeczytałam Kalamburkę, zastanawiam się, dlaczego MM nie poszła na całość i nie kazała się Mili urodzić tydzień wcześniej?...
              • ciotka_scholastyka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 17:08
                zuzudanslemetro napisała:

                > Marginałka: odkąd przeczytałam Kalamburkę, zastanawiam się, dlaczego MM nie pos
                > zła na całość i nie kazała się Mili urodzić tydzień wcześniej?...

                Umarłam z radości!!!!
              • marutax Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 11:45
                zuzudanslemetro napisała:

                > Marginałka: odkąd przeczytałam Kalamburkę, zastanawiam się, dlaczego MM nie pos
                > zła na całość i nie kazała się Mili urodzić tydzień wcześniej?...

                Bo Autorka pamiętała jeszcze "Noelkę" i "Pulpecję" (albo redaktor pamiętał), gdzie opisała okres Bożego Narodzenia i gdzie urodzin Mili w nie obchodzono. Natomiast nie pamiętała już, że w "KK" akcja zaczyna się w Sylwestra, a Mila zawala z odkurzaczem, zamiast przyjmować życzenia i szykować się do przyjęcia urodzinowego ;-)
            • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:10
              Pytanie, czy gdyby nie bylo "starej" Jezycjady, a jej powiesci z powiedzmy ostatnich 15 lat byly jedynymi, to takze uplasowalyby sie tak wysoko? Bo sama naleze do wielbicielek Jezycjady od lat 70-tych (pamietam jeszcze wyjscie "Klamczuchy" i KK, te emocje!), ale neo nie podoba mi sie nawet w polowie jak pierwsze czesci i czytalam dotad raczej z nostalgii, a i tak nie jestem pewna, ile jeszcze zdzierze i mam watpliwosci, czy nabywac najnowsza czesc... i mysle, ze takich czytelniczek jak ja moze byc wiecej.
              • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:14
                Chyba nie, ale z drugiej strony jak przejrzałam niektóre bestsellery powieściowe dla młodzieży to dopiero poraził mnie poziom. Ho ho!
              • dakota77 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:18
                Mam wrazenie, ze do tej kategorii zaliczaja sie jak nie wszystkie, to zdecydowana wiekszosc osob na tym forum ;-) Gdyby nie sentyment do starej Jezycjady, nie czytalabym najnowszych tomow.
            • guineapigs Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 17:06
              No jak u Mrozka - chyba? Niech mie tu lepsze znawczynie rodzimej literatury poucza: chyba Mrozek napisal sztuke, w ktorej Mlodzi wystepuja przeciw Liberalnym Starym? Zdaje sie, ze tylko w domowych pieleszach, ale jednak. I tez byl nieco podobny motyw w Wojnie Domowej, kiedy Ciotka Anuli mowi, ze zdaniem Anuli takie tance jak tango, takie z przytulaniem, juz nie wroca, bo to nieprzyzwoite - i mlodzi tancza od siebie oddaleni o dwa metry.
              Swoja droga czytalam na jakims chrzescijanskim forum (przepraszam za wtret religijny, ale to jest 'na temat' tego OT) pytanie: czy nauka tancow takich jak np. rumba, ktory jest tancem ze tamk ujme 'erotycznym' - to grzech? No bo ta cala elektryzujaca, zmyslowa otoczka.... Na szczescie odpowiedzi byly rozsadne: nie jest to grzech, bo to taniec, i ma cie uczyc tanca, rozwijac twa muzykalnosc, koncentracje, koordynacje ruchow itp, czyli: samo zdrowie, a to jest mile Borom Tucholskim.
              Swoja droga, az nie moge sobie wyobrazic, zeby sto lat temu nasze babcie mialy takie problemy z np. walcem (ktory jest rownie cielesny wg. mie jak rumba), ale po prostu musialy sie tego uczyc tanczyc bo to byl towarzyski obowiazek. Panna na wydaniu, nie umiejaca tanczyc walca - a fe.....
              A co do przeklenstw: juz w naszym potocznym jezyku tak sie rozgoscily, ze kompletne ich unikanie wydaje sie sztuczne. Jakos literatura, i ta mlodziezowa tez, musi sobie z tym poradzic. Tak, zeby nie bylo to jakos przesadne, ale i zeby nie bylo to sztuczne. Mozna np. zastosowac taka narracje: '...i xxx uslyszala, jak yyyy mowi brzydkie slowo' (pomysl z 'Mikolajka'). Albo jak to zrobiono w Miodowych Latach, gdy Kurski popisywal sie swa wiezienna tworczoscia poetycka:
              Kurski: zycie to wysokie wieza, takie zycie w morde jeza! Zycie to szerokie pole, takie zycie ja....
              Krawczyk i Norek rzucaja sie z okrzykiem: dosc panie Kurski, wystarczy!!!

              Takie i podobne chwyty mozna zastosowac w powiesci dla mlodziezy - od talentu autora zalezy, jak to zgrabnie zrobi.

              Np. moj osobisty ojciec mial taka fraze: ozeszkurpierwmor. Co nie przeszkadzalo nam, jak ogladalismy rozne Puchary, wykrzykiwac Bardzo Brzydkie Slowa, i to wrecz takie 'ad personam mater' bramkarza czy strzelca, a przede wszystkim sedziego (wiecie o jakie Wyjatkowo Brzydkie i Obelzywe Slowo mie sie rozchodzi...).
              A z drugiej strony Polskie Kino od dobrego czasu epatuje przeklenstwami w sposob karykaturalny - nie obracam sie w towarzystwie 'á i é' (chodzi mie o te literki 'z ogonkamy'), ale zeby ktokolwiek tak przeklinal jak na wiekszosci filmow - to sie nie spotkalam, a na pustyni nie mieszkam.
              • kkokos Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 18:04
                guineapigs napisała:


                > Swoja droga, az nie moge sobie wyobrazic, zeby sto lat temu nasze babcie mialy
                > takie problemy z np. walcem (ktory jest rownie cielesny wg. mie jak rumba), ale
                > po prostu musialy sie tego uczyc tanczyc bo to byl towarzyski obowiazek. Panna
                > na wydaniu, nie umiejaca tanczyc walca - a fe.....

                walc był tańcem cielesnym, bo wymagał przytulenia ciałem do partnera. a wymagał, dlatego że był szybkim tańcem wirowym i para, która nie miała w sobie oparcia, mogła się przewrócić. przecież przez większość XIX wieku suknie były wielkie, rozłożyste, te krynoliny były po prostu ciężkie i pannę wirującą z takim obciążeniem trzeba było utrzymać, żeby nie odleciała. a mężczyźnie najłatwiej było ją utrzymać, kiedy ją do siebie mocno przycisnął.
                • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 19:07
                  kkokos napisała:

                  > walc był tańcem cielesnym, bo wymagał przytulenia ciałem do partnera. a wymagał
                  > , dlatego że był szybkim tańcem wirowym i para, która nie miała w sobie oparcia
                  > , mogła się przewrócić. przecież przez większość XIX wieku suknie były wielkie,
                  > rozłożyste, te krynoliny były po prostu ciężkie i pannę wirującą z takim obcią
                  > żeniem trzeba było utrzymać, żeby nie odleciała. a mężczyźnie najłatwiej było j
                  > ą utrzymać, kiedy ją do siebie mocno przycisnął.

                  Walc wkroczył z przedmieść na salony w latach 70 XVIII wieku, czyli akurat wtedy, gdy z mody zaczęły wychodzić rogówki. Rogówka, albo panier, jakby kto pytał, to babka krynoliny jest, a wygląda tak:

                  https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a0/Woman%27s_Corset_LACMA_M.2007.211.353.jpg/800px-Woman%27s_Corset_LACMA_M.2007.211.353.jpg

                  Jako się rzekło w latach 70 XVIII wieku zaczęło toto odchodzić do lamusa, zastępowane niezliczonymi warstwami halek, kładzionymi pod spódnicę. Fakt, i damę zbrojną w panier i modnisię, odzianą w pisiąt halek należało mocno trzymać podczas wirowania, żeby jej sila odśrodkowa o nic nie prasła. Być może pradziadek walca, Spinner, notowany wśród plebsu już w XVI stuleciu, takiego dociskania nie wymagał, jako, że proste baby nie nosiły na sobie kilometrów bieżących tkanin. W każdym razie walc został na salonach zrazu okrzyknięty nieprzyzwoitym, bo kto to widział, żeby łón łóną tak obejmował i dociskał, no zgorszenie przeż. Ostateczną pieczeć aprobaty zyskał w sumie w 1815, gdy odtanczono go w Hofburgu. No bo skoro sam Najjaśniejszy Pan dozwala...
              • gat45 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 20:24
                Quineapigs : ad personam matris, jeśli łaska.
                Przepraszam za chwilowe wejście w rolę Ignaca B.
              • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 09:59
                guineapigs napisała:

                > No jak u Mrozka - chyba? Niech mie tu lepsze znawczynie rodzimej literatury pou
                > cza: chyba Mrozek napisal sztuke, w ktorej Mlodzi wystepuja przeciw Liberalnym
                > Starym? Zdaje sie, ze tylko w domowych pieleszach, ale jednak. I tez byl nieco

                No "Tango" przeżż.
    • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:15
      A co do przeklenstw w Jezycjadzie, to bardzo mi sie spodobal zwrot "Na Jowisza!", do tego stopnia, ze sama przejelam :)))
      "Cholera jasna psiakrew" rowniez sie "zarazilam".
      • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 14:32
        cholera jasna psiakrew mówił mój dziadek, więc naturalnie przejęłam. "Na jowisza!" MM wzięła z Małych Kobietek, ale też mi się to szalenie spodobało i czasem używam.
        • jottka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 15:35
          tak w ogóle to ja się nie znam, ale samo sformułowanie "szczyty bestsellerów" może być mylące. to znaczy - ja nie wiem, ile wynoszą faktycznie te nakłady, bo w czasach słusznie minionych szły one w setki tysięcy, ale kryteria były dość dalekie od rynkowych:) co nie znaczy, że i dobra literatura nie mogła na tym skorzystać. ale dzisiaj bestseller to może być już parę tysięcy, a zważywszy spore grono wielbicielek dawnej Jeżycjady, co kupują z zaciśniętymi zębami i te nowe dzieła, oraz grono byłych wielbicielek, co kupują córkom, bo pamiętają nazwisko, ale same już "tego nie czytają", to w skali kraju Neojeżycjada może się załapywać na top empiku, ale niekoniecznie na rzeczywistą masową popularność.
        • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 15:47
          zuzudanslemetro napisała:

          > cholera jasna psiakrew mówił mój dziadek, więc naturalnie przejęłam. "Na jowisz
          > a!" MM wzięła z Małych Kobietek, ale też mi się to szalenie spodobało i czasem
          > używam.

          "By Jove" było wykrzyknieniem szalenie popularnym wśród sfer nieco wyższych i wyższych dziewiętnastowiecznej Anglii i Stanów (i nie tylko dziewiętnastowiecznej). Padało z ust doktora Watsona, Hastingsa i wielu innych postaci literackich.
          • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 18:26
            O, dzięki, uzupełniłam wiedzę :)
          • apersona Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 19:58
            W Asteriksie też często klną się na Jowisza i innych bogów.
            • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 22:04
              to pamiętam
            • minerwamcg Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 15:22
              W Asteriksie to głównie na Teutatesa i Belenosa :) Nasi swojscy Kajko i Kokosz klęli za to "na Trygława i Swaroga", co przejęło od nich pewne znane mi środowisko harcerskie.
          • pavvka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 15:51
            bupu napisała:

            > zuzudanslemetro napisała:
            >
            > > cholera jasna psiakrew mówił mój dziadek, więc naturalnie przejęłam. "Na
            > jowisz
            > > a!" MM wzięła z Małych Kobietek, ale też mi się to szalenie spodobało i c
            > zasem
            > > używam.
            >
            > "By Jove" było wykrzyknieniem szalenie popularnym wśród sfer nieco wyższych i
            > wyższych dziewiętnastowiecznej Anglii i Stanów (i nie tylko dziewiętnastowieczn
            > ej). Padało z ust doktora Watsona, Hastingsa i wielu innych postaci literackich
            > .

            To na pewno nie jest XIX-wieczny wynalazek. U Szekspira się pojawia jak najbardziej.
            • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 19:06
              pavvka napisał:


              > To na pewno nie jest XIX-wieczny wynalazek. U Szekspira się pojawia jak najbard
              > ziej.

              A czy ja mówię, że jest?
              • pavvka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 02:05
                Nie mówisz, ale i nie zaprzeczyłaś temu co napisała Zuzu :) Może i w 'Małych kobietkach' tego używano, ale wyrażenie jest dużo, dużo starsze. Nie wiem skąd przewiadczenie, że MM akurat z tej książki to zapożyczyła.
                • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 09:13
                  pavvka napisał:

                  > Nie mówisz, ale i nie zaprzeczyłaś temu co napisała Zuzu :) Może i w 'Małych ko
                  > bietkach' tego używano, ale wyrażenie jest dużo, dużo starsze. Nie wiem skąd pr
                  > zewiadczenie, że MM akurat z tej książki to zapożyczyła.
                  >
                  Mnie się wydaje, że akurat z Małych Kobietek, bo przynajmniej raz wśród lektur panienek były właśnie one wymienione. No i sądzę, że wbrew lansowanemu modelowi, że kobieta spełnia się dopiero jak wypełni puste ramiona, autorka z małych kobietek lubi najbardziej wyemancypowaną Joe.
                  Musiałabym sprawdzić, ale podejrzewam, że przy pisaniu którejś z części MM czytała (lub oglądała) Małe Kobietki, bo dopiero od wspomnienia tej książki jej bohaterowie zaczęli mówić "Na Jowisza!".
                  • pavvka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 16:01
                    zuzudanslemetro napisała:

                    > Mnie się wydaje, że akurat z Małych Kobietek, bo przynajmniej raz wśród lektur
                    > panienek były właśnie one wymienione. No i sądzę, że wbrew lansowanemu modelowi
                    > , że kobieta spełnia się dopiero jak wypełni puste ramiona, autorka z małych ko
                    > bietek lubi najbardziej wyemancypowaną Joe.
                    > Musiałabym sprawdzić, ale podejrzewam, że przy pisaniu którejś z części MM czyt
                    > ała (lub oglądała) Małe Kobietki, bo dopiero od wspomnienia tej książki jej boh
                    > aterowie zaczęli mówić "Na Jowisza!".

                    Szekspir jest jednak odrobinę bardziej znany niż 'Małe kobietki' ;) A do tego był tłumaczony przez osobistego brata MM.
                    • zuzudanslemetro Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 06.02.18, 16:05
                      Wiem, że był tłumaczony przez Barańczaka, ale jakoś mi tak pasuje do Małych Kobietek. MM nie ma ambicji tworzenia nowego Ryszarda III, ale już być może ma ambicje zostania drugą panią Alcot (jeśli pomyliłam autorkę albo pisownię jej nazwiska to przepraszam).
      • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 09:59
        chatgris01 napisał(a):

        > A co do przeklenstw w Jezycjadzie, to bardzo mi sie spodobal zwrot "Na Jowisza!

        Przecież to z "Asteriksa" ;-)
      • soova Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 10:07
        "Na Jowisza!" to nie przekleństwo (SJP PWN: "wulgarne lub obelżywe słowo używane w celu wyrażenia złego stosunku do kogoś lub czegoś"), a zaklęcie ("magiczna formułka mająca wywołać nadprzyrodzone skutki"). "Cholera jasna psiakrew" to oczywiście przekleństwo, nie zaklęcie.
        • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 12:57
          soova napisała:

          > "Na Jowisza!" to nie przekleństwo (SJP PWN: "wulgarne lub obelżywe słowo używan
          > e w celu wyrażcuskim enia złego stosunku do kogoś lub czegoś"), a zaklęcie ("magiczna
          > formułka mająca wywołać nadprzyrodzone skutki"). "Cholera jasna psiakrew" to oc
          > zywiście przekleństwo, nie zaklęcie.


          Po tym, jak sie (z zaskoczeniem) dowiedzialam, ze we francuskim zwrot "dobry Boze!" (bon Dieu) jest przeklenstwem i absolutnie nie wypada go uzywac publicznie, juz niewiele mnie dziwi w materii przeklenstw :))) (no dobrze, wloskie "porca Madonna" itp. nadal mnie bulwersuja, choc do katolicyzmu sie nie poczuwam-ale to jest przynajmniej zwrot zdecydowanie wulgarny).
          • gat45 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 14:08
            Chyba "mon dieu"? Nigdy nie słyszałam (ani nie czytałam), żeby ktoś wykrzyknął "bon dieu"
            Ale że przekleństwo ? Gdzie tę definicję znalazłaś ? Ewentualnie powiedzonko w rodzaju wykrzyknikowych czy przerywnikowych, może kiedyś nie uchodziło (w ramach nieużywania nadaremno), ale zapewniam Cię, że teraz jak najbardziej możesz go używać bez wywoływania czyjegokolwiek zgorszenia. Najwyżej będziesz nieco trącić myszką :)

            Kiedyś-kiedyś, przed Rewolucją, to inaczej bywało. We wszystkich starodawnych przekleństwach, kończących się na "-bleu" (sacrébleu, palsambleu [par le sang]...) to "bleu" to rzeczywiście przeróbka "dieu", bo za nieprzerobione można było nawet ekskomuniki się dorobić, a już z pewnością proboszcz z ambony by wytknął, a majętniejszemu - kapelan. Ale to już nie te czasy, najstarsza córa KK bardzo się zeświecczyła.

            • chatgris01 Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 14:23
              gat45 napisała:

              > Chyba "mon dieu"? Nigdy nie słyszałam (ani nie czytałam), żeby ktoś wykrzyknął
              > "bon dieu"
              > Ale że przekleństwo ? Gdzie tę definicję znalazłaś ? Ewentualnie powiedzonko w
              > rodzaju wykrzyknikowych czy przerywnikowych, może kiedyś nie uchodziło (w ramac
              > h nieużywania nadaremno), ale zapewniam Cię, że teraz jak najbardziej możesz go
              > używać bez wywoływania czyjegokolwiek zgorszenia. Najwyżej będziesz nieco trąc
              > ić myszką :)
              >
              > Kiedyś-kiedyś, przed Rewolucją, to inaczej bywało. We wszystkich starodawnych p
              > rzekleństwach, kończących się na "-bleu" (sacrébleu, palsambleu [par le sang]..
              > .) to "bleu" to rzeczywiście przeróbka "dieu", bo za nieprzerobione można było
              > nawet ekskomuniki się dorobić, a już z pewnością proboszcz z ambony by wytknął,
              > a majętniejszemu - kapelan. Ale to już nie te czasy, najstarsza córa KK bardzo
              > się zeświecczyła.

              Nie nie, "mon Dieu" wlasnie jest dozwolone, zwrocila mi na to taktownie uwage tesciowa, tez sie zdziwilam ogromnie. "Bon Dieu" to przeklenstwo i to ciezszego kalibru niz nasza "cholera", moglas nie slyszec, bo po pierwsze to juz dosc archaiczne i ludzie klnacy na codzien raczej obecnie uzyja "m...e" albo "p...n", a po drugie, moze ktos uzywa, ale nie przy ludziach.
              Nawet wiktionnaire wymienia jako przeklenstwo:
              bon Dieu \bɔ̃ djø\

              (Populaire) Juron. fr.wiktionary.org/wiki/bon_Dieu

              Zestawy "bon dieu de..." tez sa wulgarne: fr.wiktionary.org/wiki/bon_Dieu_de

              A Twojemu zdziwieniu sie nie dziwie, tez bylam zaskoczona ogromnie, no bo przeciez coz obrazliwego w okrzyku "Dobry Boze!"? :)))
    • apersona Re: Dunder 04.02.18, 20:00
      pi.asia napisała:

      > Za to szczyty absurdu osiąga Józin, mówiąc "niech cię dunder świśnie!"

      Co to właściwie znaczy "niech cię dunder świśnie!"
      • ciotka_scholastyka Re: Dunder 04.02.18, 20:08
        apersona napisała:


        > Co to właściwie znaczy "niech cię dunder świśnie!"

        W zasadzie to mówi się "niech TO dunder świśnie" i znaczy to mniej więcej to samo, co "niech to piorun strzeli".
      • chatgris01 Re: Dunder 04.02.18, 20:10
        apersona napisała:

        > Co to właściwie znaczy "niech cię dunder świśnie!"

        To znaczy "niech cię piorun strzeli!"

        Archaiczne, zaiste :)))
        • gat45 Re: Dunder 04.02.18, 20:45
          Czy ten dunder ma konotacje śląskie, czy panował w całym kraju ?
          • chatgris01 Re: Dunder 04.02.18, 20:53
            gat45 napisała:

            > Czy ten dunder ma konotacje śląskie, czy panował w całym kraju ?

            W calym kraju, od XV wieku, ma konotacje niemieckie (donner=grzmot).
            • apersona Re: Dunder 04.02.18, 21:03
              donner=grzmot
              i thunder też
              • apersona Re: Dunder 04.02.18, 21:07
                W niderlandzkim donder, a w perskim tunder.
                • gat45 Re: Dunder 04.02.18, 21:13
                  A we francuskim - tonnerre ... Czyli t-d-r to grzmienie indoeuropejskie ?
                  Jednak nie o pochodzenie etniczne kolegi dundra-świstaka mi szło, bo to raczej oczywiste, że germanin z niego. Interesowało mnie terytorialne rozpowszechnienie tego powiedzonka, bo ja sama mam wrażenie, że spotykałam się z nim wyłącznie w kontekstach śląskości. Chociaż... Czy to nie w piciu Kuby do Jakuba się ten dunder pojawia ? A z jakich okolic ta piosneczka pochodzi, tego nie wiem.
                  • chatgris01 Re: Dunder 04.02.18, 21:21
                    "Dunder" byl chyba rozpowszechniony w calej Polsce, zreszta wymieniaja go slowniki jezyka polskiego, nie gwary slaskiej.
                  • ssssen Re: Dunder 05.02.18, 14:53
                    gat45 napisała:

                    > Czy to nie w piciu Kuby do Jakuba się ten d
                    > under pojawia ?

                    Na Śląsku: "niech go pieron strzeli".
                    • minerwamcg Re: Dunder 05.02.18, 15:27
                      U Morcinka, a więc na Śląsku, górnik bywały na saksach we Francji klnie "tonerdedi" :)
    • asia-fb Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 04.02.18, 23:24
      W "Febliku" mamy zamaszystą dziewczynę z plecakiem, która się i owszem, wyraża. Wprawdzie MM wykropkowała część słowa, ale "ku...!" w Jeżycjadzie się znalazła.
    • vilez Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 05.02.18, 10:05
      "Niech cię dunder świśnie" w naszym regionie było i jest w użyciu.
    • buka_z_muminkow Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 26.03.18, 16:35
      pi.asia napisała:

      Czy w "Ciotce Zgryzotce"
      > (samo słowo "zgryzota" mocno myszą trąci, choć ładne nad podziw) bohaterowie z
      > aczną w chwilach poirytowania wołać "Wciórności!" i "Do stu tysięcy fur beczek
      > batalionów diabłów"?
      > Jak myślicie?
      >
      >
      >
      >
      >
      No i mamy - Nora mówiąca "psiakrostka"....
      Swoją drogą, dotąd zylam w przekonaniu, ze mowi się "psiakostka". A tu nagle jakieś krosty...
      • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 26.03.18, 17:33
        buka_z_muminkow napisała:


        > No i mamy - Nora mówiąca "psiakrostka"....
        > Swoją drogą, dotąd zylam w przekonaniu, ze mowi się "psiakostka". A tu nagle ja
        > kieś krosty...

        Psiakrostki używał także Miecio Wszechmogący Gruszka.
        • buka_z_muminkow Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 26.03.18, 18:31
          bupu napisała:

          > buka_z_muminkow napisała:
          >
          >
          > > No i mamy - Nora mówiąca "psiakrostka"....
          > > Swoją drogą, dotąd zylam w przekonaniu, ze mowi się "psiakostka". A tu na
          > gle ja
          > > kieś krosty...
          >
          > Psiakrostki używał także Miecio Wszechmogący Gruszka.
          >
          >
          Nie razilo mnie to, bo to byla starsza osoba. W ustach nastolatki brzmi to dziwacznie...
          • sowca Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 26.03.18, 20:26
            "A niech to dunder świśnie" mówią też bohaterowie w Harrym P.
            • lord_vmordevol Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 27.03.18, 09:51
              sowca napisała:

              > "A niech to dunder świśnie" mówią też bohaterowie w Harrym P.

              No ale Potter dzieje się w świecie częściowo archaizowanym. Wizualnie to jest przecież trochę średniowiecze, trochę jakieś nie wiadomo co.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 09.09.23, 14:27
      I jeszcze w KK nasz ulubiony czarny charakter miał wyrzuty sumienia z powodu zamurowania sąsiadki i mu się wymskła "cholera"!
      Ale już w JT przerzucił się na "parobku taki i owaki". Co to w ogóle było? Pyziak chyba naprawdę jechał po pijaku, że wpadł na coś takiego.

      W Neo-, jeśli już pojawiają się jakieś prawdziwe wulgaryzmy, to są raczej domeną plebsu typu rubaszna z plecakiem.
      • bupu Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 09.09.23, 20:03
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > I jeszcze w KK nasz ulubiony czarny charakter miał wyrzuty sumienia z powodu za
        > murowania sąsiadki i mu się wymskła "cholera"!
        > Ale już w JT przerzucił się na "parobku taki i owaki". Co to w ogóle było? Pyzi
        > ak chyba naprawdę jechał po pijaku, że wpadł na coś takiego.

        Taki i owaki, w tę i w tamtę, eufemizmami klął. Widać sklopsiały mózg Pyziaczka zapomniał jak się bluzga.

        > W Neo-, jeśli już pojawiają się jakieś prawdziwe wulgaryzmy, to są raczej domen
        > ą plebsu typu rubaszna z plecakiem.
        >

        No a jakże, elyta z czółkiem wszakże nie przeklina. Notabene ostatnia "cholera" Jeżycjady padła w Febliku, tym samym tomie, gdzie wystąpiła Rubaszna, a padła ta cholera z ust Tekli w Nekli. W CZ nikt już nawet cholerą rzucić nie śmie.

        Po namyśle stwierdzam, że do Nory ta emerycka psiakrostka jednak pasuje, albowiem Nora tylko z pozoru jest nastolatką. Mentalnie jest to staruszka, zbulwersowana seksem w popkulturze, wychodząca ostentacyjnie z kina, bo grali film z momentami i martwiąca się, że ją kto zobaczy w niedzielę w stroju niewyjściowym.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 09.09.23, 23:19
          bupu napisała:
          >Po namyśle stwierdzam, że do Nory ta
          >emerycka psiakrostka jednak pasuje, albowiem
          >Nora tylko z pozoru jest nastolatką. Mentalnie
          >jest to staruszka, zbulwersowana seksem w
          >popkulturze, wychodząca ostentacyjnie z kina,
          >bo grali film z momentami i martwiąca się, że
          >ją kto zobaczy w niedzielę w stroju
          >niewyjściowym.

          Podczas gdy wizualnie ma jakieś dziesięć lat. Poważnie, na tych ilustracjach ma taką dziecinną buźkę jak Krzyś z Kubusia Puchatka i jeszcze te białe rajstopki. I baletki.

          A propos Kubusia, zauważyłam, że w CZ nie ma żadnych Jakubów, Kacprów, Antków, Kamilów, ale Gałdęty i Augustus już się znaleźli. JAK?
      • kocynder Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 11.09.23, 21:58
        Żaba to już neo jest, c'nie? No to mi się podobało Wolfiego "krucafuks". Na marginesie: "Żaba" jest jak dla mnie jedynym w miarę "strawnym" tomem Borejczady". Nie bezbłędnym, nie idealnym, ale niezłym. Podoba mi się całkiem sporo - fajnie skontrastowane delikatne, subtelne, takie "pastelowe" początki zauroczenia między Hildegardą a Piotrem Ż. zestawione z gorączkowym, emocjonalnym, wybuchowym "romansem" Laury i Wolfiego. I podoba mi się ten pęk forsycji rzucony przez okno. Nie żebym lubiła forsycje czy żebym popierała dewastowanie zieleni miejskiej... Oczywiście, są błędy. Są koszmarki. Są pochwalane, najdelikatniej mówiąc, naruszenia obowiązujących przepisów. Ale ogólnie z neo chyba Żabę lubię najbardziej - wbrew forumowi. :)
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 11.09.23, 22:01
          kocynder napisała:

          > Żaba to już neo jest, c'nie? No to mi się podobało Wolfiego "krucafuks". Na mar
          > ginesie: "Żaba" jest jak dla mnie jedynym w miarę "strawnym" tomem Borejczady".
          > Nie bezbłędnym, nie idealnym, ale niezłym. Podoba mi się całkiem sporo - fajni
          > e skontrastowane delikatne, subtelne, takie "pastelowe" początki zauroczenia mi
          > ędzy Hildegardą a Piotrem Ż. zestawione z gorączkowym, emocjonalnym, wybuchowym
          > "romansem" Laury i Wolfiego. I podoba mi się ten pęk forsycji rzucony przez ok
          > no. Nie żebym lubiła forsycje czy żebym popierała dewastowanie zieleni miejskie
          > j... Oczywiście, są błędy. Są koszmarki. Są pochwalane, najdelikatniej mówiąc,
          > naruszenia obowiązujących przepisów. Ale ogólnie z neo chyba Żabę lubię najbard
          > ziej - wbrew forumowi. :)
          >

          Wyciąć patologiczną Pyzę i będzie git.
          • kocynder Re: przeklinanie w Jeżycjadzie 11.09.23, 22:30
            No nie, wyciąć to tam by trzeba dużo więcej, że wspomnę tylko wożenie przez panią Sznytek poszkodowanej uczennicy własnym samochodem do jakiejś prywatnej lecznicy, zamiast karetką na SOR.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka