Dodaj do ulubionych

Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem

11.03.18, 15:44
Zakladam. Tradycji musi stac sie zadosc.

ostrzezenie dla tych, ktore/rzy jeszcze nie przeczytaly/li - w irytacjach bez spojlerow sie nie obedzie. kto chce niespodzianki, niech sie dolaczy po przeczytaniu.

Indzojcie !
Obserwuj wątek
    • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 15:59
      Mnie na ten przykład irytuje to, że jeszcze nie mam swojego egzemplarza. Co to za przedsprzedaż, jak w przedsprzedaży dostaje się książkę tydzień później niż wszyscy inni. Pffff.
    • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 18:01
      No to lecęęęęę...
      Kolejność przypadkowa.

      1. Dlaczego, do wszelkich szatanów, Józwa nie ma ani jednego przyjaciela, kolegi? Przecież miał, był dość towarzyski jak na dziecię z Borejklanu. A gdy dzień przed ślubem okazuje się, że nie ma świadka, bo Ignacy nie przyjedzie, to nie ma nikogo. I Łusia proponuje swojego "kolegę", którego nikt w rodzinie wcześniej na oczy nie widział ani o nim nie słyszał. Naprawdę nie ma nikogo znanego młodej parze lub choć połowie młodej pary?

      2. Skoro jesteśmy przy Łusi. Przyprowadza ona na rzeczone wesele kolegę na świadka. Na weselu kolega gra na skrzypcach oraz deklamuje Homera a wtedy "dla wszystkich stało się zupełnie jasne, że oto pojawił się naprawdę poważny pretendent do ręki Łucji Pałys i ze w dniu dzisiejszym znacznie podwyższył poziom swych szans, albowiem nestor rodu był najwyraźniej pod wrażeniem."
      Naprawdę?
      Dziewczyna przyprowadza kolegę na wesele, rodzina widzi go dwie godziny i on już poważnym kandydatem na męża? Bo gra i recytuje? Oraz, co najważniejsze, prawda?, podoba się nestorowi?
      I już 19-latce życie rodzina ułoży? Wrrr...

      3. Co nie zmienia faktu, że ów kolega Łusi okazuje się być w połowie Polakiem a w połowie Japończykiem, a więc wiadomo już dlaczego Łusia poszła na japonistykę?
      Czy naprawdę dziewczyna powinna iść na studia za chłopakiem, zgodnie z jego zainteresowaniami? W sumie czemu nie skoro i tak rzuci te studia, gdy tylko wyjdzie za mąż i wypełni ramiona, a jeśli nawet nie rzuci to i tak pracować w zawodzie nie będzie, bo po co ma się realizować inaczej niż w kuchni i pokoju dziecinnym? W międzyczasie łazienkę może posprzątać.

      4. A skoro o młodym dziewczęciu mowa to rzekoma główna bohaterka Nora ma lat 16. I co prawda w ostatniej scenie mówi ona Augustowi, że chciałaby mieć w nim jedynie kumpla, że to jeszcze nie pora na miłość. I wydawałoby się, że ok, gdyby nie końcowa wizja narratora, w której Nora zostaje jednak żoną Augusta i rodzi mu dziecię dokładnie w tym roku, w którym on obroni doktorat. Chłopiec będzie miłą na imię Florian i zamieszkają na Roosevelta 5.
      Czyli jak by się człek nie bronił za pierwszą miłość za mąż wyjść trzeba i już.

      5. Sprawa, której nie rozumiem i albo ja nie doczytałam albo autorka pisze o tym dość mętnie.
      Otóż Aga rodzi dwa tygodnie przez terminem, przez cesarskie cięcie, gdyż lekarze wykrywają łożysko przodujące.
      Rodzi też córeczkę choć cały czas mówiła, że będzie syn. I o ile zdarzają się pomyłki w określeniu płci dziecka a niektórzy po prostu nie chcą jej znać i proszą lekarza by nie mówił, to czemu Aga nie widziała, że ma łożysko przodujące? Nie znam się na tym, więc myślałam, że to się może objawić tak na koniec ciąży po prostu (może? Ktoś wie?) ale w mailu Idy jest taki tekst: "Swoją drogą, jako dr brrr jestem zażenowana. Agnieszka to jest jeszcze większa miągwa niż Miągwa. (...) - skoro się bowiem cichaczem wzgardziło opieką lekarską i trwało się w tym przez większą część ciąży, pozostawiając wszystko siło, natury, to już naprawdę tylko Opatrzność mogła pomóc w tym przypadku, co też w istocie uczyniła (...). Niech zwariowana Aga dziękuje Bogu, że się wszystko dobrze skończyło że dziecko nie ucierpiało."
      Czy to znaczy, że ona nie chodziła do lekarza w ciąży? Nie miała usg? Stąd problem z niewykrytym łożyskiem przodującym?
      Nie bardzo rozumiem co to właściwie ma być. Niby autorka gani ustami Idy, a z drugiej strony Aga jest przecież postacią jak najbardziej pozytywną, więc czemu jej się przypisuje taką nieodpowiedzialność?

      6. Pulpostwo dokupili 1,5 hektara, które sąsiadka sprzedawała. Najpierw jest to przedstawione ustami narratora tak, że miała tam powstać stacja benzynowa lub supermarket, więc kupili choć to nieużytek jest. (Swoją drogą to myślałam zawsze, że ich gospodarstwo i dworek leżą jakoś dalej od drogi głównej a tu się okazuje, że tylko te półtora hektara ich dzieli.)
      Ale potem Florek pisze maila do Gaby i tam stoi jak byk:
      "... właśnie dokupiliśmy 1,5 ha od sąsiadki i trochę się spłukaliśmy - ale wierz mi , musiałem tę ziemię ratować, bo kobiecina chciała sprzedać Niemcowi?"
      Ja wiem, że tu ma nie być o polityce, ale cytuję słowa autorki. I uważam, że wkładanie takich nacjonalistycznych tekstów do powieści dla młodych panienek jest niedopuszczalne.
      Spokojnie można było zostać przy wcześniej opisanej motywacji do kupna tej ziemi.

      7. Jest rozmowa Ignasia z ojcem o porodzie i ogólnie o tym jak będzie (Grzegorz przyznaje się pierwszy raz, że był przy porodzie Ignasia i że zemdlał) i tam Grzegorz mówi, że termin porodu jest dość orientacyjny i dzieci się rodzą niekoniecznie w tym terminie na co Ignaś odpowiada, że przecież wie, bo chodzili z Agnieszką do tej szkoły MATEK!
      Wrrr... Matek, rozumiecie? Ojciec to już nic wspólnego z niemowlęciem nie ma to jest sprawa kobiety i już.

      8. Ponieważ Gabrysia z Grzesiem uważają, że pora się wyprowadzić z Roosevelta i zamierzają kupić bardzo używaną kawalerkę, bo na nic innego ich nie stać a i tu kredyt może być niezbędny, Florek proponuje im by po przebudowie zamieszkali w pawilonie dla gości. Pawilon ten jak wiadomo kiedyś istniał, potem zanikł a tuż przed akcją Zgryzotki zerwało mu dach. I w ramach remontu Florek decyduje się przerobić pawilon letni nieogrzewany na dom dla Gaby i Grzesia, ale pisze, że będą to małe dwa pokoje. To gdzie ci goście się wcześniej mieścili??
      Kuchni, jak zrozumiałam, tam nie będzie, bo Gaba ma być Niewzruszonym Centrum (to cytat) w kuchni Patrycji, gdzie znów życie będzie toczyć a rodzina gromadzić wokół Gaby.
      Warczę jak to czytam i bynajmniej nie o sam zanik części pawilonu mi chodzi, choć to ewidentna wpadka.

      9. Podróż poślubna młodej pary to jest dla mnie jakieś kuriozum. Mieli jechać w góry, do Gutów (cokolwiek to znaczy, przegapiłam jakieś nazwisko?) ale wcale tam nie pojechali.
      Pisze Ida w maili: "Po prostu po weselu ruszyli szosą kostrzyńską i zanim dojechali do dwupasmówki, czyli po kwadransie, już im się odechciało podróży.Wynajęli pokój w pierwszym lepszym przydrożnym hoteliku i w nim właśnie siedzieli całe dwa tygodnie miodowego miesiąca."
      Ja nawet nie wiem jak to skomentować, nie umiem tego pomieścić w głowie, widać w mojej wyobraźni nie wszystko się mieści.
      Rozumiem nie chcieć jechać. Nie móc z powodów finansowych, rodzinnych, zawodowych.
      Ale chcieć jechać, zamówić gdzieś miejsce i przesiedzieć dwa tygodnie w pokoiku w motelu przy drodze, 15 minut od domu? Nie, nie pojmuję.
      Rozumiem młodych i chęć bycia razem, ale żadnej ciekawości świata? Chęci by pójść gdzieś razem? Coś przeżyć, zobaczyć, zwiedzić, z przyrodą poobcować, cokolwiek, co tam kto lubi?

      10. Cała rodzina składa się na ślubny prezent dla młodych. Jest to samochód, używany fiat panda.
      Składają się wszyscy z Borejklanu, napisane jest, że tylko Aga i Ignaś nie dołożyli (Aga obraz namalowała).
      I wyraźnie jest napisane, że tylko na taki samochód było ich stać, więcej rodzina nie miała. Cała rodzina? Opisywana, wbrew odautorskim komentarzom, jako bogata?

      11. Wesele. Ze spojlerów już widziałam, że piszecie o weselu znów robionym domowym sumptem.
      Ale doczytałam, że to jest wesele na 100 osób! A nie przyjęcie w domu na 15. Sto osób w ogrodzie u Rumianków, żadnej opcji ratunkowej na wypadek braku pogody, ale na szczęście pogoda jest ok.
      Tydzień przed weselem nie ma listy gości, stołów, krzeseł, nakryć ani menu. Jest zamówiony tort (choć potem i tak będzie inny), pasztety, chleb i pieczenie.
      Pada pomysł by wesele było składkowe i by każda para przyniosła potrawę.
      Really?

      Potem całe wesele w tydzień organizuje matka Dorotki, okazuje się, że catering zamówiła jeszcze z Oslo.
      I tu dwa drobiazgi:
      - Zastawa stołowa została zamówiona w wypożyczalni, która "się uchowała jako relikt PRL, teraz już takich nie ma". Czy mi się wydaje czy takie wypożyczalnie to norma i jest ich sporo z PRL-em nie mają nic wspólnego?
      - Babcie zamówiły dla młodej pary tort weselny, trzypiętrowy, biały z młodą parą na górze.
      A mama Dorotki " zdążyła zrezygnować ze szpetnego i pretensjonalnego tortu, które babcie zamówiły u tego drogiego cu
      • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:22
        maciejkowaaa napisał(a):


        > 1. Dlaczego, do wszelkich szatanów, Józwa nie ma ani jednego przyjaciela, koleg
        > i? Przecież miał, był dość towarzyski jak na dziecię z Borejklanu.

        Bo jest w Borejklanie, tam się ma tylko rodzinę.

        > Otóż Aga rodzi dwa tygodnie przez terminem, przez cesarskie cięcie, gdyż lekarz
        > e wykrywają łożysko przodujące.
        > Rodzi też córeczkę choć cały czas mówiła, że będzie syn. I o ile zdarzają się p
        > omyłki w określeniu płci dziecka a niektórzy po prostu nie chcą jej znać i pros
        > zą lekarza by nie mówił, to czemu Aga nie widziała, że ma łożysko przodujące?

        Jedynym sposobem, żeby się dowiedzieć znienacka iż ma się łożysko przodujące, dwa tygodnie przed terminem porodu, jest staranne i konsekwentne unikanie badań lekarskich. Normalnie wykrywa się toto w badaniu USG w 20 tygodniu ciąży. Oznacza to, że Aga jest idiotką bardzo wysokiego stopnia.


        >
        > 6. Pulpostwo dokupili 1,5 hektara, które sąsiadka sprzedawała. Najpierw jest to
        > przedstawione ustami narratora tak, że miała tam powstać stacja benzynowa lub
        > supermarket, więc kupili choć to nieużytek jest. (Swoją drogą to myślałam zawsz
        > e, że ich gospodarstwo i dworek leżą jakoś dalej od drogi głównej a tu się okaz
        > uje, że tylko te półtora hektara ich dzieli.)

        A to zależy od widzimisia autorki. W WdO z Flobrystanu widać szosę, w Febliku trzeba się z szosy przedzierać przez pełne zwierza bory...


        > 11. Wesele. Ze spojlerów już widziałam, że piszecie o weselu znów robionym domo
        > wym sumptem.
        > Ale doczytałam, że to jest wesele na 100 osób! A nie przyjęcie w domu na 15. St
        > o osób w ogrodzie u Rumianków, żadnej opcji ratunkowej na wypadek braku pogody,
        > ale na szczęście pogoda jest ok.

        Yyyyy, to ile ten ogródek ma? O ile pamiętam z Wnuczki Rumianki mieszkają w zwykłej, wiejskiej chałupie, ze zwykłym wiejskim ogródkiem, a nie w zespole parkowo-pałacowym, gdzie oni tam chcą sto osób upchnąć?
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:26
          "Jedynym sposobem, żeby się dowiedzieć znienacka iż ma się łożysko przodujące, dwa tygodnie przed terminem porodu"

          Ona się tego dowiedziała jak zaczęła rodzić. Dlatego zrobili cesarkę.

          "Oznacza to, że Aga jest idiotką bardzo wysokiego stopnia."

          No tak mi wychodziło i tak pisze Ida, zupełnie nie rozumiem czemu to ma służyć.

          "Yyyyy, to ile ten ogródek ma? O ile pamiętam z Wnuczki Rumianki mieszkają w zwykłej, wiejskiej chałupie, ze zwykłym wiejskim ogródkiem, a nie w zespole parkowo-pałacowym, gdzie oni tam chcą sto osób upchnąć?"

          Zbito stoły jakie matka Dorotki widziała w Norwegii, ustawiono w podkowę w ogródku, co mamy narysowane w książce i było jeszcze miejsce na tańce i na ognisko.



          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:38
            maciejkowaaa napisał(a):

            > "Jedynym sposobem, żeby się dowiedzieć znienacka iż ma się łożysko przodujące,
            > dwa tygodnie przed terminem porodu"
            >
            > Ona się tego dowiedziała jak zaczęła rodzić. Dlatego zrobili cesarkę.

            O święta makrelo... Znaczy dziewczę nie tylko nie chodziło do lekarza, ale także radośnie ignorowało powtarzające się krwawienia. Gdyż nie da się zaiste mieć na tyle poważnego przypadku łożyska przodującego, żeby potrzebna była cesarka i nie krwawić w ostatnich tygodniach ciąży. Jeśli autorka chciała zrobić z Agi kompletną debilkę, to gratuluję, udało jej się.
        • kindzie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:09
          bupu napisała:

          > Yyyyy, to ile ten ogródek ma? O ile pamiętam z Wnuczki Rumianki mieszkają w zwy
          > kłej, wiejskiej chałupie, ze zwykłym wiejskim ogródkiem, a nie w zespole parkow
          > o-pałacowym, gdzie oni tam chcą sto osób upchnąć?

          Bez przesady. W dzieciństwie bywałam na wiejskich weselach na 200 i wiecej osób urządzanych na wiejskich podwórzach (z ławami i stołami pod namiotem brezentowym, a z podłogą do tańczenia zbitą z desek - ech, to były czasy, a dziś prawdziwych Cyganów już nie ma).
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:48
            kindzie napisała:

            > bupu napisała:
            >
            > > Yyyyy, to ile ten ogródek ma? O ile pamiętam z Wnuczki Rumianki mieszkają
            > w zwy
            > > kłej, wiejskiej chałupie, ze zwykłym wiejskim ogródkiem, a nie w zespole
            > parkow
            > > o-pałacowym, gdzie oni tam chcą sto osób upchnąć?
            >
            > Bez przesady. W dzieciństwie bywałam na wiejskich weselach na 200 i wiecej osób
            > urządzanych na wiejskich podwórzach (z ławami i stołami pod namiotem brezentow
            > ym, a z podłogą do tańczenia zbitą z desek - ech, to były czasy, a dziś prawdzi
            > wych Cyganów już nie ma).


            Namiot brezentowy na dwieście i więcej osób? Pewnaś jest?
            • kindzie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 08:42
              bupu napisała:

              > kindzie napisała:

              > > Bez przesady. W dzieciństwie bywałam na wiejskich weselach na 200 i wiece
              > j osób
              > > urządzanych na wiejskich podwórzach (z ławami i stołami pod namiotem bre
              > zentow
              > > ym, a z podłogą do tańczenia zbitą z desek - ech, to były czasy, a dziś p
              > rawdzi
              > > wych Cyganów już nie ma).
              >
              >
              > Namiot brezentowy na dwieście i więcej osób? Pewnaś jest?
              >
              Jak najbardziej.
              • ananke666 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:04
                Potwierdzam objętość namiotów na najmarniej sto osób. To było kiedyś popularne - oprócz stodoły - rozwiązanie weselne na wsiach. Namioty typu wojskowego, obszerne tunele bez podłogi, reszta dokładnie tak, jak opisała Kindzie. W rodzinnym domu zachowały się zdjęcia, na którym widać zarówno cudne te lokale weselne, jak i straszliwe ich ustrojenie. Na przykład w postaci szarf z folii aluminiowej, z wyciętymi dziurami - kapslami do butelek od mleka i śmietany, papierowymi serpentynami i w wersji lux - balonikami. Za obfitość gości ręczę.
                Stodołę stosowano przed żniwami, późną wiosną i wczesnym latem.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:18
                  ananke666 napisała:

                  > Potwierdzam objętość namiotów na najmarniej sto osób.

                  [b][/Ale nie rozstawionych w ogrodku !b]

                  Znalam i ja takie wesela. Na podworzu, owszem. Nie garden-party, za przeproszeniem, bo w ogrodzie zwykle cos roslo, wrzesien to jeszcze nie po zbiorach, a drzewa w sadzie stoja caly rok.
                  Plus to podworko Doroty nie dosc, ze niezbyt duze, o ile pamietam z wnuczki, to jeszcze uslicznione kupami kurzymi. I gesimi zapewne.
                  • tanee Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:45
                    kury i gęsi zarżnęli na wesele ;)
              • kolorko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:24
                I ja, i ja jestem pewna, nawet na 250 w porywach do 300, podwórka na wsi ta rzadko ogródek wielkości chustki do nosa:)
                Dobry wieczór wszystkim, chyba tu jeszcze nie pisałam:)
              • mamolka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:25
                Tak się składa, że mam pod opieką salę w OSP - na 100 osób. Stoły, krzesła i sporo miejsca do tańczenia... Jak najbardziej są w niej organizowane min. wesela. Nie chce mi się teraz lecieć z colsztokiem na górę celem mierzenia ale nie są to jakieś kilometry kwadratowe powierzchni.
                A bywałam wieki temu na weselach czy innych poprawinach ( fakt, latem a nie jesienią ) odbywających się częściowo pod wieeelkim namiotem
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:38
                  Sala w OSP to sala. Z podloga, dachem kryta.
                  Ja chce zobaczyc ten hangar w OGRODKU, bo tam sie wesele podobno odbywa. Nie na podworku.
                  A jeszcze bardziej chce zobaczyc te stoly pod golym niebem (o namiocie to tu sie pisze, nie w CZ), ognisko w sadzie i jeszcze miejsce na tance.
                  • ananke666 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 22:55
                    Eee w ogródku? Wszystkie znane mi wiejskie ogródki niezależnie od rozmiaru służyły głównie albo i całkowicie do przydomowych upraw. Nikt nie wpuściłby tam weselników. Miejsca z reguły było dość, ale nie było ono ogródkiem...
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 23:04
                      ananke666 napisała:

                      > Eee w ogródku? Wszystkie znane mi wiejskie ogródki niezależnie od rozmiaru służ
                      > yły głównie albo i całkowicie do przydomowych upraw. Nikt nie wpuściłby tam wes
                      > elników. Miejsca z reguły było dość, ale nie było ono ogródkiem...
                      >

                      Ja tez znalam takie przydomowe uprawne wylacznie. Ale Derota jeszcze w WdO urodziny czy imieniny urzadzala w ogrodzie, zdaje sie. I stolik dla czterech osob spokojnie mozna ustawic pod orzechem, czemu nie, ale raczej nie stoly dla stu osob. Plus ognisko i miejsce na tance :)

                      Zaciekawilo mnie mimochodem - mlodzi zapraszali osobiscie, oczywiscie wedle wytycznych starszyzny, czy tez starszyzna z okazji wesela wnuka/siostrzenca pozapraszala wlasnych gosci ? Co ma Jozwa czy Dorota do dzieci i wnukow Hajduka ?
                      • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 18:05
                        Właśnie też mnie to zaskakuje, akurat wczoraj rozmawiałam z kolegą, który rozwozi zaproszenia, no właśniee czy Józek i Dorotka pojechali, czy też rodzina uznałą, że pozapraszają, w końcu, a co!
      • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:22
        O czort, teraz widzę, że post mi urwało, widać za długi był.
        Nie dam rady na nowo dopisać jak było.
        • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:44
          maciejkowaaa napisał(a):

          > O czort, teraz widzę, że post mi urwało, widać za długi był.
          > Nie dam rady na nowo dopisać jak było.

          Kerowniczko, ale jakby kerowniczka mogła chociaż o tym torcie dokończyć... Prooooszę!
          • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:53
            "Kerowniczko, ale jakby kerowniczka mogła chociaż o tym torcie dokończyć... Prooooszę!"

            Się robi:

            Babcie zamówiły dla młodej pary tort weselny, trzypiętrowy, biały z młodą parą na górze.
            A mama Dorotki " zdążyła zrezygnować ze szpetnego i pretensjonalnego tortu, które babcie zamówiły u tego drogiego cukiernika w rynku. Z całą pewnością "Wisienka" upiecze lepszy."

            Czyli babcie z prezencie zamówiły tort, zapłaciły za niego a mamusia odwołała bo brzydki, jak się babcie miały czuć?
            Dla mnie to strasznie niegrzeczne.
            A jeszcze wcześniej Pupla pisze do Idy że może ona tort upiecze, bo tych tortów z cukierni to nikt nie lubi. Tort matki Dorotki też jest z cukierni, tylko niby lepszej.
            Jak nie przepadam za babciami Doroty tak jakoś przykro ten tekst zabrzmiał

            Więcej irytacji nie było tylko moje ogólne podsumowanie jak mnie drażni fakt, że kobieta nie może mieć planów, marzeń, ambicji innych niż mąż, dzieci, zdrowe żywienie rodziny.

            • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:17
              Tort będzie z cukierni przyszłej swatowej Pulpy, więc okaże się pewnie mistrzostwem świata i chociaż owa swatowa para się prywatnym i komercyjnym biznesem, a nie recytuje Horacego klepiąc biedę, to jednak okaże się, że dając synowi na imię August dała upust umiłowaniu filologii klasycznej, więc bezdyskusyjnie zna Józefa i na pewno zaczytuje się Krystyną córką Lavransa. Ergo piecze zacne torty.

              To logiczne jest, skupcie się drodzy państwo :P
              • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:19
                "więc bezdyskusyjnie zna Józefa"

                Eee, Józefa to mało kto zna.
                Ale Twój tok rozumowania jak najbardziej słusznym jest. Wróżka czy co?
                • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:38
                  Jak mnie zwolnią z pracy zamiaruję wróżyć pod Tesco
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:42
                  maciejkowaaa napisał(a):

                  > "więc bezdyskusyjnie zna Józefa"
                  >
                  > Eee, Józefa to mało kto zna.

                  "Zna Józefa" w sensie, jak rozumiem, powiedzenia panny Kornelii Bryant, nie w sensie, że zna Józefa Pałysa? :)
                  Chociaż Józefa Pałysa oczywiście też musi znać :)
                  • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:46
                    Oczywiście, że chodziło mi o odwołanie do panny Kornelii :)
        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:49
          Dopisz od miejsca, w ktorym urwalo. Skonczylas na cu (kierniku, jak przypuszczam.

          Faktycznie, stoly dla 100 osob plus miejsce na ognisko i tance to w sam raz w ogrodzie Rumiankow. O ile dziedzictwo Deroci, te 2,5 ha zawiera przynajmniej 0,5 ha ogrodka (jakies 4-5 standardowych dzialek)

          Kazda para zeby przyniosla potrawe na to skladkowe wesele, bo goscie wylacznie parzysci. Singli (np Roza) nie przewidziano. No tak, co to jest isc na wesele taskajac wyzerke (chocby jednodaniowa) dla stu osob.

          Oni tam pol wsi zaprosili ? Bo samej rodziny to jest 40, gora 50 osob. Chyba ze reszta to znajomi Borejkow z dawnych lat, jak Lonia (Zbyslawa nie bylo ?). A dowoz i ncleg gosciom zapewniono, czy tez starsi od seniorow Zaczkowie przyturlali sie wlasnym transportem i tak tez beda wracac, a wieczor we wrzesniowym ogrodzie nie szkodzi im nic a nic ?
          • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:58
            "Skonczylas na cu (kierniku, jak przypuszczam."

            Słusznie przypuszczasz, dopisałam wyżej.
            Że też ja wcześniej nie zauważyłam, że mi to urwało, a miałam post skopiowany gdyby nie poszedł, bo dość długo go pisałam i bałam się, że okienko wygaśnie. A jak poszedł to już nie spojrzałam.

            "Kazda para zeby przyniosla potrawe na to skladkowe wesele, bo goscie wylacznie parzysci."

            To było ujęte jakoś tak, że najpierw żeby każdy przyniósł, ale wtedy im wyszło, że będzie tego o wiele za dużo, więc żby przyniosła każda rodzina. Czyli rozumiem, że Róża z dziećmi jedną potrawę.

            "
            Oni tam pol wsi zaprosili ? Bo samej rodziny to jest 40, gora 50 osob. "

            Liczyłam gości w wątku spojlerowym.
            Jest dokładne wyliczenie.
            Lonia była, o Zbysławie ani słowa.
            O Żaczkach też nic nie było, tylko Cesia, Hajduk, ich dzieci i wnuki.
            O dowozie ani słowa, jest tylko opis jak pierwsi goście podjeżdżają samochodami, o końcu wesela nie ma ani słowa.

            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:29
              maciejkowaaa napisał(a):

              > "Kazda para zeby przyniosla potrawe na to skladkowe wesele, bo goscie wylacznie
              > parzysci."
              >
              > To było ujęte jakoś tak, że najpierw żeby każdy przyniósł, ale wtedy im wyszło,
              > że będzie tego o wiele za dużo, więc żby przyniosła każda rodzina. Czyli rozum
              > iem, że Róża z dziećmi jedną potrawę.


              ...na sto osob. No faktycznie, co to jest.
              Ona (i inni goscie) miala gotowac u Pulpeta czy z tymi garami tarabanic sie z Poznania ? I czym, jesli laska ? Bo rodzinnych samochodow to na slubie Larwy ledwo na 9 osob starczylo. Bez garow.
              • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:37
                "miala gotowac u Pulpeta czy z tymi garami tarabanic sie z Poznania ?"

                Trudno wyczuć, ale między innymi Pulpa pisała, żeby tak nie robić, bo na wsi to absolutnie nie wypada. Pomysł szybko upadł.
                Nie wiem jak ta sytuacja by była rozwiązana gdyby się nie okazało, że matka Dorotki wszystko załatwiła. Swoją drogą nie wiem czemu nikomu nic nie powiedziała, mogli się przecież zdublować.
                • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:21
                  Swoją drogą nie wiem czemu nikomu nic nie powiedziała,
                  > mogli się przecież zdublować.


                  Może przez te 4 lata zdążyła już a to usłyszeć jakieś historie o rodzinie Józefa od córki, a to zobaczyć ich na własne oczy w jakiejś akcji i doskonale wiedziała, że nic a nic się nie zdubluje...
                  • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:37
                    "Może przez te 4 lata zdążyła już a to usłyszeć jakieś historie o rodzinie Józefa od córki, a to zobaczyć ich na własne oczy w jakiejś akcji i doskonale wiedziała, że nic a nic się nie zdubluje..."

                    A możesz mieć rację, fakt.
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 19:12
                  maciejkowaaa napisał(a):

                  > Nie wiem jak ta sytuacja by była rozwiązana gdyby się nie okazało, że matka Dor
                  > otki wszystko załatwiła. Swoją drogą nie wiem czemu nikomu nic nie powiedziała,
                  > mogli się przecież zdublować.

                  Cóż, jaka córka, taka mać. Derotka podobnie, dowiedziawszy się, że Ida dała Miągwie środek nasenny, nie wyznała, że ona też, tylko plasnęła z uciechą w rączki...
              • loreii Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 00:23
                Autorka najwyrażniej nadal jest zapatrzona w serię Ani z Zielonego Wzgórza :) W chyba ostatniej książce z tego cyklu jest właśnie takie skladkowe wesele na ktore kazdy z gości coś przyniósł.Dodatkowo samo wesele jak i suknia zostały ogarnięte w niecałą dobe przed uroczystościa ;)
                • soova Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:17
                  <W
                  > chyba ostatniej książce z tego cyklu jest właśnie takie skladkowe wesele na kt
                  > ore kazdy z gości coś przyniósł.Dodatkowo samo wesele jak i suknia zostały ogar
                  > nięte w niecałą dobe przed uroczystościa ;)>

                  Jeśli to jest wesele Maniusi i Józia z "Rilli ze Złotego Brzegu", to jest to wesele wojenne (cały rozdział ma zresztą tytuł "Wojenna narzeczona" czy "Wojenna panna młoda"), ślub odbywa się w tajemnicy przed ojcem, który nie chciał takiego męża dla córki, na szybko, bo sam pan młody jest na przepustce i za kilka dni ma wyruszyć do Europy na front. Nic dziwnego, że tu można, a nawet trzeba zorganizować taki ślub i przyjęcie weselne ad hoc, ale jego składkowość wynika tylko z tychże okoliczności, a nie z jakiegoś zwyczaju.
                  • loreii Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 13:33
                    Dlatego uważam że MM się epoki pomyliły i stąd składkowe wesele w 21 wieku :) Jest jeszcze ewentualność że bardzo chciała nawiązać do KK gdzie grupa ESD robiła zrzutki na poczęstunek(babka,pączki,róża z kwiaciarni).
                    • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 22:36
                      Moja córka miała składkowe wesele anno domini 2017. Z tym, ze to był raczej grill , niż wesele i państwo młodzi zapewnili spora część jedzenia. Ale zachęcali gości do przyniesienia jedzenia zamiast prezentów.
                      Tylko gości było znacznie mniej.
                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 22:47
                        verdana napisała:

                        > Moja córka miała składkowe wesele anno domini 2017. Z tym, ze to był raczej gri
                        > ll , niż wesele i państwo młodzi zapewnili spora część jedzenia. Ale zachęcali
                        > gości do przyniesienia jedzenia zamiast prezentów.
                        > Tylko gości było znacznie mniej.

                        No i zakladam - moze mylnie - ze to jednak byli znajomi/przyjaciele corki i ziecia, nie ciotek i dziadkow...
                        Mozna zachecic/poprosic przyjaciolke o jej popisowa salatke (jednak nie dla stu osob !), ale zwrocic sie z taka prosba do pani Loni, niegdys przyjaciolki babki, obecnie pani ok. 80-tki czy do pani Cesi, szkolnej kolezanki ciotki, ktorej bodaj nigdy na oczy sie nie widzialo - troche nie halo*
                        *bardzo eufemistycznie
                        • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:41
                          Słusznie zakładasz. Starsze pokolenie nie było zaproszone.
                          Choć teściowa in spe miała zakusy, aby zrobić sałatki na 60 osób, ale ona wybitnie gotująca jest.
                          • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 22:53
                            Starsze pokolenie nie było zaproszone

                            No jak to? Żadnych przyjaciółek ze szkoły babć państwa młodych? Wnuków koleżanek szkolnych ciotki pana młodego? Może jeszcze mieli jakichś WŁASNYCH znajomych? :-D
                            • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:32
                              Gorzej, gorzej. Nawet rodziców nie zaproszono:) Tylko jakiś nieznajomych typów...
                      • upadly_kocyk Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 22:50
                        "Moja córka miała składkowe wesele anno domini 2017. Z tym, ze to był raczej grill , niż wesele i państwo młodzi zapewnili spora część jedzenia. Ale zachęcali gości do przyniesienia jedzenia zamiast prezentów.
                        Tylko gości było znacznie mniej."

                        Wesele, jak każda impreza, formy może mieć różne. Ja znów byłam na takim, na którym jeden z gości dowoził gar zupy, ale tylko jeden i nie wiem, skąd ją wziął i czyj był to pomysł. Ale to nie było wesele na sto osób.
            • truscaveczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 12:48
              Zafrapowało mnie miejsce parkingowe na takie cirkaebałt 50 aut...
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 13:55
                truscaveczka napisała:

                > Zafrapowało mnie miejsce parkingowe na takie cirkaebałt 50 aut...
                >

                A tam 50 aut...Minimalisci szalechetnie ubodzy dotarli piechota od kolejki :)
                Albo usluzny Flobry dowozil...
                Albo parkowali na polu u Chrobota, po sasiedzku. Po zniwach przeciez...
      • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:38
        ad 9
        taki dowcip:
        "- Jedziemy na wakacje do Wenecji
        - Ale przecież już byliście, po weselu
        - No tak, ale tym razem chcemy pozwiedzać"

        I wiesz, akurat w to że para, która od dawna ze sobą jest, ale wcale ze sobą nie śpią, po weselu zamyka się gdziekolwiek i w ogóle z łóżka nie wychodzi, to akurat wierzę.
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 19:41
          I naprawdę musieli się zamknąć w pokoju motelowym przy szosie zamiast pojechać w te góry, gdzie mieli zamówione miejsce?
          Bo motel przy szosie to jest super miejsce na pierwsze małżeńskie uniesienia?
          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:08
            maciejkowaaa napisał(a):

            > I naprawdę musieli się zamknąć w pokoju motelowym przy szosie zamiast pojechać
            > w te góry, gdzie mieli zamówione miejsce?
            > Bo motel przy szosie to jest super miejsce na pierwsze małżeńskie uniesienia?

            I aż na dwa tygodnie? Motele przy szosach to generalnie dość mało romantyczne miejsca, a pokoje przewidziane są na gości zatrzymujących się na jedną noc. Oszczędne, minimalistyczne, no i głośne.
          • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:12
            też mnie przyszło do głowy to, co zła.m, tyle że, co gorsza, ja przypuszczam, że w pojęciu autorki to miało być zabawne i wewzruszające zarazem... tja. spuśćmy zasłonę miłosierdzia.

            a co do rzeczywiście nierealnie głupiej Agi, to poprawcie mnie, ale ona nie dostanie becikowego czy jak to się nazywa w Wielkopolsce?:) z tego, co gdzieś czytałam, postanowiono przy okazji załatwić problem wizyt lekarskich w ciąży i zgłaszając się po odbiór należy się wykazać stosownymi zaświadczeniami. no to chyba się nie da i trzeba będzie dziecinę o jednej używanej pieluszce chować?:)
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:14
              " ona nie dostanie becikowego "

              No nie dostanie, jeśli faktycznie nie bywała w ciąży na usg.
              Kompletnie nie rozumiem po co ten wątek był potrzebny.
        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:06
          zla.m napisała:

          > I wiesz, akurat w to że para, która od dawna ze sobą jest, ale wcale ze sobą ni
          > e śpią, po weselu zamyka się gdziekolwiek i w ogóle z łóżka nie wychodzi, to ak
          > urat wierzę.

          Ja też. Ale jednak z reguły dojeżdżają w zaplanowane miejsce. Czekali tyle lat, to tych parę godzin więcej doprawdy nie robiło róznicy!
          • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:13
            jak on ją zobaczył w tym kabelku na głowie, to nie mógł już czekać ani minuty dłużej!

            tak, ja wiem, to fanfik, ale jak wszyscy już napisali szalenie sugestywny:)
      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:05
        A sama Lusia nie mogla byc swiadkowa? Czy to musial byc swiadek plci meskiej? Ktorys z wujkow nie mogl byc?
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:14
          Łusia była świadkiem od strony Dorotki.
          • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:27
            Aha, to taka intryga, zeby "kolege" zaprosic na wesele. A normalnie, przy takiej kupie gosci, w tym polowie niezaproszonej (!) Lusia nie mogla po prostu przyjsc z osoba towarzyszaca?
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:38
              " Lusia nie mogla po prostu przyjsc z osoba towarzyszaca? "

              Ależ z jaką osobą towarzyszącą? Przecież ona nie ma jeszcze narzeczonego to kogo innego mogłaby przyprowadzić w takiej narracji?
              • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:48
                Nie mozna przyjsc na wesele brata z kolega, ale obcy panu mlodemu facet moze byc jego swiadkiem. OK.
              • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:55
                maciejkowaaa napisał(a):


                > Ależ z jaką osobą towarzyszącą? Przecież ona nie ma jeszcze narzeczonego to kog
                > o innego mogłaby przyprowadzić w takiej narracji?

                Przepraszam najuprzejmiej, ale Łusia całowała się już z naszym miłym półkamikaze, więc są już po słowie. Nie można się pójść w ślinę bez pierścionka na palcu. W Chucherku będziemy mieć akcję w 2020 r. i Grammarnazi z drugim dzieckiem w drodze. Jak przystało na prawdziwą Borejkównę.
                • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:16
                  "Przepraszam najuprzejmiej, ale Łusia całowała się już z naszym miłym półkamikaze, więc są już po słowie."

                  Ale o tym nikt nie wiedział, gdyż tylko Marek widział a Ida mu powiedziała, że na pewno nie poznał własnej córki. Reszta pojęcia nie miała. A co do dziecka to masz rację, niestety.
      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:12
        "Czy to znaczy, że ona nie chodziła do lekarza w ciąży? Nie miała usg? Stąd problem z niewykrytym łożyskiem przodującym?
        Nie bardzo rozumiem co to właściwie ma być. Niby autorka gani ustami Idy, a z drugiej strony Aga jest przecież postacią jak najbardziej pozytywną, więc czemu jej się przypisuje taką nieodpowiedzialność?"
        Sa takie typy czesto wlasnie artystyczne, ktore pracktykuja "unassisted pregnancy". A z usg to w ogole sporo osob rezygnuje przynajmniej w Kanadzie czy USA. Ja musialam przed kilkoma kolezankami (ktore rodzily przede mna) sie tlumaczyc, po co mi to usg. Nie popieram, tylko mowie, ze sie zdarza i to nie tak rzadko.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:42
          " A z usg to w ogole sporo osob rezygnuje przynajmniej w Kanadzie czy USA. Ja musialam przed kilkoma kolezankami (ktore rodzily przede mna) sie tlumaczyc, po co mi to usg"

          W d***ch się poprzewracało od tego dobrobytu. :-/
          • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:37
            No akurat w Stanach USG jest platne i z tego co slyszalam nietanie. A cesarka to juz w ogole moze podobniez do bankructwa doprowadzic jak nie masz naprawde dobrego kompleksowego ubezpieczenia, ktore tez niekoniecznie jest tanie jesli wierzyc temu co mi opowiadano. Wlosy na glowie deba staja.
            Kiedys widzialam na tumblr jak jakas kobieta pokazala ksero fragmentu rachunku za porod - doliczono jej 40 dolarow za to ze mogla dziecko kangurowac czyli mowiac wprost - dodatkowa oplata za mozliwosc przytulenia po porodzie. Serio serio.
      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:15
        "Czy naprawdę dziewczyna powinna iść na studia za chłopakiem, zgodnie z jego zainteresowaniami? W sumie czemu nie skoro i tak rzuci te studia, gdy tylko wyjdzie za mąż i wypełni ramiona, a jeśli nawet nie rzuci to i tak pracować w zawodzie nie będzie, bo po co ma się realizować inaczej niż w kuchni i pokoju dziecinnym? W międzyczasie łazienkę może posprzątać."
        Rzeczywiscie, stosujac te logike, przynajmniej bedzie o czym z mezem rozmawiac :D Chociaz niewykluczone, ze swiezo zakochana dziewczyna jest naprawde bardzo zainteresowana kultura ukochanego, a ogolne zainteresowania jezykowe ma nie od dzisiaj. Troche wiecej w tym sensu niz w Rozy na fizyce.
      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:17
        " do Gutów (cokolwiek to znaczy"
        Moj dziadek jezdzil do Gutow, nie znam szczegolow, ale chyba to nazwa wsi.
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:21
          Sprawdziłam, w książce stoi "u Gutów" stąd pomyślałam, że to nazwisko. Dziewczyny piszą, że dzielnica Zakopanego. Ale czemu u?
          • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:55
            maciejkowaaa napisał(a):

            > Sprawdziłam, w książce stoi "u Gutów" stąd pomyślałam, że to nazwisko. Dziewcz
            > yny piszą, że dzielnica Zakopanego. Ale czemu u?

            Może to: ugutow.obitur.pl/

            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:57
              marutax napisała:

              > Może to: ugutow.obitur.pl/

              I oni to zamienili na dwa tygodnie w ciasnym i głośnym pokoiku przy szosie... Litości, to już jest absurd roku.
              • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:05
                ciotka_scholastyka napisała:

                > I oni to zamienili na dwa tygodnie w ciasnym i głośnym pokoiku przy szosie... L
                > itości, to już jest absurd roku.

                Zwłaszcza że w takich motelach często można sąsiadować z osobami niezbyt pasującymi do miesiąca miodowego. Ale może Autorka nazbyt dowolnie użyła słowa "motel"...

                Ciekawe, czy młodzi przez dwa tygodnie żywili się w motelowym barze, czy też jeździli po zakupy do pani Kasi ;-)
                • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:15
                  Miłością żyli, miłością! Trochę romantyzmu - a Ty wyjeżdżasz z jakimiś przyziemnymi kwestiami żarcia. Kto w takich chwilach myśli o jedzeniu?;)
                  • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:33
                    asiunia311 napisała:

                    > Miłością żyli, miłością! Trochę romantyzmu
                    >
                    Ekhem... To wylądowanie czym prędzej w pierwszym lepszym łóżku po drodze jakoś niekoniecznie mi romantyzmem tchnie... ;-)
                    (Skojarzenie : Znacie bajkę o romantyźmie?.... Roman, tyź mie dziecko zrobił! ;-) )
                  • qwerty.63 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 05:19
                    Z początku pewnie nie, ale potem jeść się chce ;)
                • significado-significante Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 11:02
                  marutax napisała:

                  Ale może Autorka nazbyt dowolnie użyła słowa "motel
                  > "

                  Tak gwoli ścisłości - autorka nie użyła słowa "motel" tylko "hotelik", ale jest to hotelik "pierwszy lepszy" i "przydrożny", więc w sumie na jedno wychodzi :)
                  • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 11:25
                    significado-significante napisała:

                    > Tak gwoli ścisłości - autorka nie użyła słowa "motel" tylko "hotelik", ale jest
                    > to hotelik "pierwszy lepszy" i "przydrożny", więc w sumie na jedno wychodzi :)

                    A nie, przydrożny hotelik może być np. ten: www.hoteljola.pl/restauracja.html
                    Dużo lepiej niż motel dla tirowców, a też przydrożny ;-)

                    Jest jeszcze jedna opcja - Józek nie chciał się matce przyznać, że zaszalał z forsą, więc powiedział, że zamieszkali w pierwszym lepszym hoteliku. W rzeczywistości trafili np. tu: dworpodstolice.com.pl/
                    Uśmiech Dorotki odnosiłby się do "białego kłamstwa" Józefa, a nie namiętnych nocy...


                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 11:33
                      Co moze byc, to jest do sprawdzenia, oni zdaje sie po kwadransie wysiedli z autka :) Co tam mamy w odleglosci 20-30 km w kierunku na Zakopane ?
                      Mogl to byc calkiem przyzwoity hotel czy zajazd, niemniej - za blisko imo. W gorach w przerwach miedzy poslubnymi uniesieniami mieliby okazje obejrzec cos, czego nie widzieli, gorskim powietrzem pooddychac i w ogole. Swoje okolice, zakladam, znaja.
                      • esme83 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 14:27
                        tt-tka napisała:

                        > Co moze byc, to jest do sprawdzenia, oni zdaje sie po kwadransie wysiedli z aut
                        > ka :) Co tam mamy w odleglosci 20-30 km w kierunku na Zakopane ?
                        > Mogl to byc calkiem przyzwoity hotel czy zajazd, niemniej - za blisko imo. W go
                        > rach w przerwach miedzy poslubnymi uniesieniami mieliby okazje obejrzec cos, cz
                        > ego nie widzieli, gorskim powietrzem pooddychac i w ogole. Swoje okolice, zakla
                        > dam, znaja.

                        Może dopadł ich syndrom Ignacego Rzeckiego? (który chciał się wybrać na od dawna planowane wakacje na wieś, kupił więc bilet i wsiadł do pociągu, by po chwili wysiąść, bo jakże to tak oddalić się od sklepu). No ale Rzecki był przez wielu uważany za dziwaka - czy MM chce nam w ten sposób powiedzieć, że nawet ona straciła już cierpliwość do dziwactw Rudego?
                • bruy-ere Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 18:32
                  Autorka w ogóle nie użyła słowa "motel". Pisała o przydrożnym hoteliku. Niekoniecznie musiało to być obleśne miejsce, skoro długo tam zostali. Niekoniecznie zaraz przy samej szosie. Mogło to być całkiem miłe miejsce. Zdarzało mi się nocować w takich miejscach (w Polsce są to najczęściej obiekty a la karczma) i wiele z nich ma własny ogród, ładnie urządzone pokoje i świetną kuchnię, którą można się raczyć w ogródku pod parasolką. A u tych Gutów wystrój tragiczny, pomieszanie stylu góralskiego z PRL-em.
                  I tak, jak z wieloma uwagami w tym wątki się zgadzam, tak tutaj po prostu się czepiacie :-)
                  • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 18:59
                    bruy-ere napisała:

                    > Autorka w ogóle nie użyła słowa "motel". Pisała o przydrożnym hoteliku. Niekoni
                    > ecznie musiało to być obleśne miejsce, skoro długo tam zostali. Niekoniecznie z
                    > araz przy samej szosie. Mogło to być całkiem miłe miejsce. Zdarzało mi się noco
                    > wać w takich miejscach (w Polsce są to najczęściej obiekty a la karczma) i wiel
                    > e z nich ma własny ogród, ładnie urządzone pokoje i świetną kuchnię, którą możn
                    > a się raczyć w ogródku pod parasolką. A u tych Gutów wystrój tragiczny, pomiesz
                    > anie stylu góralskiego z PRL-em.
                    > I tak, jak z wieloma uwagami w tym wątki się zgadzam, tak tutaj po prostu się c
                    > zepiacie :-)

                    Aha. No to teraz sobie policz ile młodzi musieli wydać na dwutygodniowy pobyt w przyjemnym hoteliku i sprawdź jak to się ma do zapewnień Idy, że jej syn oszczędził tym sposobem pieniądze, które musiałby wydać na paliwo (a nie zapominajmy o zadatku, złożonym u Gutów, który niechybnie przepadł).

                    Ponadto niechby nawet ten hotelik był przyjemny, a nawet i miły, ale siedzieć w nim bite dwa tygodnie? W przydrożnym hoteliku? Toż to oczadzieć z nudy można, nawet będąc młodym i zakochanym.
                    • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 19:10

                      > Ponadto niechby nawet ten hotelik był przyjemny, a nawet i miły, ale siedzieć w
                      > nim bite dwa tygodnie? W przydrożnym hoteliku? Toż to oczadzieć z nudy można,
                      > nawet będąc młodym i zakochanym.
                      Bedac mlodym i zakochanym mozna z lozka i miesiac nie wychodzic ;) Chociaz w przypadku Jozina i Doroci wole sobie tego nie wyobrazac dokladnie :D
                      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 19:41
                        fornita111 napisała:

                        > Bedac mlodym i zakochanym mozna z lozka i miesiac nie wychodzic ;) Chociaz w pr
                        > zypadku Jozina i Doroci wole sobie tego nie wyobrazac dokladnie :D

                        Skoro w calej podrozy poslubnej chodzilo im o lozko jedynie, mogli zaoszczedzic pieniadze i nigdzie nie jechac ;-)
                        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 19:56
                          Skoro w calej podrozy poslubnej chodzilo im o lozko jedynie, mogli zaoszczedzic
                          > pieniadze i nigdzie nie jechac


                          No tu to się nie zgodzę zdecydowanie - wyobrażasz sobie miesiąc miodowy J&D z babciami z uchem przy dziurce od klucza, rzucającymi porozumiewawcze spojrzenia, gdy tylko któreś z młodych wychynie choćby na pół minuty do kuchni czy łazienki, z wpadającą Idusią, która "się zupełnie nie wtrąca"? :-D Toż to nerwicy można się nabawić :-D

                          Zaczynam podejrzewać, że oni tych Gutów to sobie wymyślili, żeby rodzina myślała, że jadą daleko i kosztownie, więc nikt nawet nie myślał, żeby "się dołączyć i zupełnie im nie przeszkadzać", a w rzeczywistości wybrali jakieś hiperekonomiczne ;-) rozwiązanie w pobliżu. Żadna zaliczka im nie przepadła, bo jej nie wpłacali, jako że niczego nie rezerwowali. Stąd realne oszczędności - "hotelik" też mógł być w rzeczywistości namiotem rozbitym w leśnej głuszy - stąd uśmieszek (oszczędnej jako i J.) Doroty, gdy usłyszała, jak mąż ściemnia :-D
                          • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 18:31
                            iwoniaw napisała:


                            > Zaczynam podejrzewać, że oni tych Gutów to sobie wymyślili, żeby rodzina myślał
                            > a, że jadą daleko i kosztownie, więc nikt nawet nie myślał, żeby "się dołączyć
                            > i zupełnie im nie przeszkadzać", a w rzeczywistości wybrali jakieś hiperekonomi
                            > czne ;-) rozwiązanie w pobliżu. Żadna zaliczka im nie przepadła, bo jej nie wpł
                            > acali, jako że niczego nie rezerwowali. Stąd realne oszczędności - "hotelik" te
                            > ż mógł być w rzeczywistości namiotem rozbitym w leśnej głuszy - stąd uśmieszek
                            > (oszczędnej jako i J.) Doroty, gdy usłyszała, jak mąż ściemnia :-D
                            >
                            A wiesz, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby od poczatku planowali ZUPEŁNIE inne miejsce niż Gutów, ale z powodów strategicznych nie podali celu swojej podróży. Nie zdziwiłabym się gdyby jeszcze po drodze włożyli peruki, wąsy i brody, żeby ich przypadkiem nie wyczaił Bernard Żeromski albo inny upiorny "przyjaciel rodziny" :)
                        • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 18:29
                          dakota77 napisała:

                          > fornita111 napisała:
                          >
                          > > Bedac mlodym i zakochanym mozna z lozka i miesiac nie wychodzic ;) C
                          >
                          > Skoro w calej podrozy poslubnej chodzilo im o lozko jedynie, mogli zaoszczedzic
                          > pieniadze i nigdzie nie jechac ;-)

                          Tia... I przeżywać miodowy miesiąc w asyście dwóch podsłuchujących babć oraz wszystkich okolicznych dzieciaków (i Igora Bogatki) oraz być może Gaudentego z kamerą slow motion obserwujących ich ekscesy przez szklane okna?
                      • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 23:20
                        fornita111 napisała:

                        >
                        > > Ponadto niechby nawet ten hotelik był przyjemny, a nawet i miły, ale sied
                        > zieć w
                        > > nim bite dwa tygodnie? W przydrożnym hoteliku? Toż to oczadzieć z nudy m
                        > ożna,
                        > > nawet będąc młodym i zakochanym.
                        > Bedac mlodym i zakochanym mozna z lozka i miesiac nie wychodzic ;) Chociaz w pr
                        > zypadku Jozina i Doroci wole sobie tego nie wyobrazac dokladnie :D

                        Może dziwna jestem, może się starzeję, może po przeczytaniu książki zmieniłabym zdanie. Ale cały ten motyw niewychodzenia z hotelu przez 2 tygodnie robi na mnie dość obleśne wrażenie.
                        • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 23:33
                          potworia napisał(a):

                          Ale cały ten motyw niewychodzenia z hotelu przez 2 tygodnie robi na mn
                          > ie dość obleśne wrażenie.

                          Takoż samo mam. I uśmieszki Doroty na stronie w tej sytuacji wypadają podobnie.
                        • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 00:17
                          potworia napisał(a):

                          > Może dziwna jestem, może się starzeję, może po przeczytaniu książki zmieniłabym
                          > zdanie. Ale cały ten motyw niewychodzenia z hotelu przez 2 tygodnie robi na mnie dość obleśne wrażenie.
                          Ale zdaje sie, ze w ksiazce nie bylo mowy o "nie wychodzeniu z hotelu" wcale?? A swoja droga, co jest oblesnego w zakochanych cieszacych sie soba na osobnosci? Chyba, ze same zakochane osoby w tym przypadku ;)
                          • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 00:30
                            W seksie jako takim - nic. Obleśny jest sposób, w jaki autorka podaje do wiadomości, że Hoża Dorota i Jurny Józef zatracili się w sakramentalnym chędożeniu do tego stopnia, że nie dojechali do punktu przeznaczenia.
                            • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 00:36
                              potworia napisał(a):

                              > Obleśny jest sposób, w jaki autorka podaje do wiadomości, że Hoża Dorota i Jurny Józef zatracili się w sakramentalnym chędożeniu do tego stopnia, że nie dojechali do punktu przeznaczenia.
                              Tak to odebralas? Naprawde? No to grubo. Ja to odebralam tak, ze im sie miejsce spodobalo, wiec tam zostali. I dlaczego zaraz: "chedozenie"? Zeby podkreslic niechec do postaci? Nie bardzo lapie...
                              • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 00:56
                                fornita111 napisała:

                                > potworia napisał(a):
                                >
                                > > Obleśny jest sposób, w jaki autorka podaje do wiadomości, że Hoża Dorota
                                > i Jurny Józef zatracili się w sakramentalnym chędożeniu do tego stopnia, że nie
                                > dojechali do punktu przeznaczenia.
                                > Tak to odebralas? Naprawde? No to grubo. Ja to odebralam tak, ze im sie miejsce
                                > spodobalo, wiec tam zostali. I dlaczego zaraz: "chedozenie"? Zeby podkreslic n
                                > iechec do postaci? Nie bardzo lapie...
                                Tak, tak to odebrałam. I świadomie użyłam tych słów, które użyłam, nie żeby podkreślić niechęć do postaci, tylko żeby oddać wrażenie, które zrobił na mnie przytoczony stosowny fragment. Nie wiem, czego nie łapiesz konkretnie.
                                • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 00:59
                                  Konkretnie nie lapie, dlaczego wg Ciebie u MM zakochani sie "chedoza" a nie po prostu kochaja ze soba. Ale moze ja jakas dziwna jestem.
                                  • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.04.18, 01:07
                                    Tak jak napisałam, sposób w jaki mi się to daje do zrozumienia, robi na mnie obleśne wrażenie. I używam obleśnych sformułowań, żeby to wrażenie oddać.
                    • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 20:12
                      bupu napisała:

                      > Ponadto niechby nawet ten hotelik był przyjemny, a nawet i miły, ale siedzieć w
                      > nim bite dwa tygodnie? W przydrożnym hoteliku? Toż to oczadzieć z nudy można,
                      > nawet będąc młodym i zakochanym.

                      Nie wiem, jakie są wasze doświadczenia z podróży poślubnych, ale o ile pamiętam swoją, to definitywnie oczywiście poświęcaliśmy sporo czasu, hm, małżeńskim powinnościom - bo choć byliśmy consummatum długo przed założeniem obrączek, to jednak nowa sytuacja cywilna miała dla nas ekscytujący urok nowości :) - ale nie przypominam sobie ani jednego dnia, żebyśmy dokądś nie poszli, czegoś nie zwiedzili. Myśmy wprawdzie nie byli w polskich górach, a w dość egzotycznym jak na nasze ówczesne możliwości miejscu, ale nawet gdybyśmy byli w polskich górach, nie wyobrażam sobie niewychodzenia z pokoju przez dwa tygodnie...
              • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:17
                "Może to: ugutow.obitur.pl/

                I oni to zamienili na dwa tygodnie w ciasnym i głośnym pokoiku przy szosie... Litości, to już jest absurd roku. "

                No to jest kosmos jakiś godzien Agi nie chodzącej do lekarza w ciąży. Ni czorta nie rozumiem, ja już chyba za stara na te książki jestem.
              • melomanka87 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:19
                Wiecie co, podawanie konkretnej nazwy pensjonatu zalatuje lokowaniem produktu, ale kiepska to reklama, skoro nowożeńcom ostatecznie nie chciało się tam wybrać.... Zgaduję, iż właściciele owego przybytku wygrali jakiś zakład, uprosili albo wymusili, no i biedna MM musiała owo lokowanie produktu zastosować. Ale ha, nie z nią te numery, nikt jej nic narzucać nie będzie, jeszcze pożałują! I wyszło, jak wyszło :-D

                Coś jak z Agathą Christie, której męża irytujący szef męczył pisarkę, żeby go umieściła w swojej powieści. Więc umieściła - jako ofiarę morderstwa :-P
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:12
                  melomanka87 napisał(a):

                  > Coś jak z Agathą Christie, której męża irytujący szef męczył pisarkę, żeby go u
                  > mieściła w swojej powieści. Więc umieściła - jako ofiarę morderstwa :-P

                  Ktora to powiesc ? Nie znam tej historii :(
                  • melomanka87 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:50
                    Ona to opowiedziała w swojej autobiografii, której nie mam pod ręką. Nie jestem pewna, czy podaje tam tytuł powieści. Coś mi świta, że chodziło o pana Shaitanę.
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:57
                      melomanka87 napisał(a):

                      > Ona to opowiedziała w swojej autobiografii, której nie mam pod ręką. Nie jestem
                      > pewna, czy podaje tam tytuł powieści. Coś mi świta, że chodziło o pana Shaitan
                      > ę.

                      No to pieknie odmalowala - nie dosc, ze szybko zszedl byl, to jeszcze "zginal dlatego, ze byl glupcem" oraz "kazdy Anglik odczuwal zywa potrzebe kopniecia go" - i ona tak o szefie meza ? Co za kobieta wspaniala ! :)
                      PS "Karty na stol"
      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:20
        " I wydawałoby się, że ok, gdyby nie końcowa wizja narratora, w której Nora zostaje jednak żoną Augusta i rodzi mu dziecię dokładnie w tym roku, w którym on obroni doktorat. Chłopiec będzie miłą na imię Florian i zamieszkają na Roosevelta 5.
        Czyli jak by się człek nie bronił za pierwszą miłość za mąż wyjść trzeba i już."
        Nie czytalam ksiazki, ale koncowa scena byla cytowana w sasiednim watku i wydaje mi sie ze to wyobrazenia w glowie Nory a nie narratora. Wyglada na to ze Nora nie chce nastawiac sie teraz na milosc, ale ma jakas tam nadzieje. Zdarza sie, nawet w wieku 16 lat.
        • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:22
          i ona tak od razu marzy, że będzie wiła dziecię akurat jemu na obronę? ratunku.
          • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:25
            Dla mnie to jest opis jak jej przyszłość będzie wyglądać a nie jak by mogła.
            Tak jakby autorka zdradzała nam sekret ustami narratora.
            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:51
              maciejkowaaa napisał(a):

              > Dla mnie to jest opis jak jej przyszłość będzie wyglądać a nie jak by mogła.
              > Tak jakby autorka zdradzała nam sekret ustami narratora.

              Tak bajdełejem, to najwyraźniej Musierowicz zdradza ten sekret przedwcześnie, bo wie, że już raczej nie dociągnie Jeżycjady do tego momentu. Doktorat Augusta to pewnie za jakieś dziesięć lat dopiero.
              • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:52
                Mają szesnaście lat, studia skończą w wieku circa lat 24, doktorat w wieku 26 lat to bardzo, bardzo szybko ;)
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:59
                  kasiek8728 napisał(a):

                  > Mają szesnaście lat, studia skończą w wieku circa lat 24, doktorat w wieku 26 l
                  > at to bardzo, bardzo szybko ;)

                  Ogest jest chyba starszy o rok? Założyłam, że skoro to taki geniuś, to co to dla niego doktorat, kichnąć, splunąć :)
                  • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 10:18
                    Wiesz co, wydaje mi się, że nie, bo tam było jakieś pytanie o tę samą klasę a późńiej jest wyjaśnione, że ona do a a on do g(przykładowo)
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:59
                  Moze August okaze sie takim geniusiem jak Frycu, co to dwa lata w rok.
                  Inna sprawa, ze takie geniusie szlajaja sie po zagranicach (cala rodzina Schoppe) zamiast przykladnie siedziec na Roosevelta, wiec nie wiem...
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 10:16
                    Z czystej ciekawosci - czy ta wizja za 10 lat przewidywala na Roosevelta IGS z malzonka i progenitura i Nore z Augustem i Florianem zyjaca z nimi w symbiozie ?
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:23
          "Nie czytalam ksiazki, ale koncowa scena byla cytowana w sasiednim watku i wydaje mi sie ze to wyobrazenia w glowie Nory a nie narratora. "

          Ja to odbieram jako słowa narratora.
          Bo początek brzmi tak:

          "Ciekawe co by czuła, gdyby znać mogła przyszłość i gdyby dzięki temu już teraz się dowiedziała, że przez następne lata August będzie.... itd"
          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:26
            maciejkowaaa napisał(a):


            > Ja to odbieram jako słowa narratora.

            Oczywiście, że to słowa narratora. Plus ta informacja, że Nora chciała mieć w nim kumpla, więc skąd niby miała sobie roić wspólne wicie gniazdka?

            "Ciekawe, co by czuła, gdyby znać mogła przyszłość i gdyby dzięki temu już teraz się dowiedziała, że..."
            • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:28
              możliwe, że by się poszła zastrzelić. tak dla pewności:)
      • gat45 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:42
        maciejkowaaa napisał(a):

        [...]

        > 2. Skoro jesteśmy przy Łusi. Przyprowadza ona na rzeczone wesele kolegę na świa
        > dka. Na weselu kolega gra na skrzypcach oraz deklamuje Homera a wtedy "dla wszy
        > stkich stało się zupełnie jasne, że oto pojawił się naprawdę poważny pretendent
        > do ręki Łucji Pałys i ze w dniu dzisiejszym znacznie podwyższył poziom swych
        > szans, albowiem nestor rodu był najwyraźniej pod wrażeniem."
        [...]

        Czy jest zapodane do wiadomości czytelniczej, w jakim języku ten Homer jest deklamowany?
        • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:48
          Nie, ale deklamował od niechcenia, więc rozumiesz, paląca kwestia dla Łusi pozostała rozwiązana.
          • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:54
            Widzę, że zwróciłaś uwagę, zupełnie jak jak, ma to "od niechcenia". Aż prychnęłam herbatą jak to czytałam.
          • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:59
            asiunia311 napisała:

            > Nie, ale deklamował od niechcenia, więc rozumiesz, paląca kwestia dla Łusi pozo
            > stała rozwiązana.
            >


            Zeżarło mi. Miało być: [...]paląca kwestia męża dla Łusi pozostała rozwiązana.
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:06
            asiunia311 napisała:

            > Nie, ale deklamował od niechcenia, więc rozumiesz, paląca kwestia dla Łusi pozo
            > stała rozwiązana.

            Bo to przeż jest oczywista oczywistość, że po łacinie deklamował. Greka? Jaka greka?
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:53
          "Czy jest zapodane do wiadomości czytelniczej, w jakim języku ten Homer jest deklamowany?"

          Nie. Wiadomo tylko, że kandydat do ręki Łusi deklamował "od niechcenia".
          • gat45 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:16
            maciejkowaaa napisał(a):

            > "Czy jest zapodane do wiadomości czytelniczej, w jakim języku ten Homer jest de
            > klamowany?"
            >
            > Nie. Wiadomo tylko, że kandydat do ręki Łusi deklamował "od niechcenia".

            I słusznie.
            Bo jak inaczej deklamować poetę, o którym nie wiemy nawet, czy istniał naprawdę ? (Za to wiemy z całą pewnością, że był ślepy, nieprawdaż).
      • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:14
        Jeszcze nie czytałam, ale dzień przed ślubem bardzo trudno jest zmienić świadka...
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:23
          "Jeszcze nie czytałam, ale dzień przed ślubem bardzo trudno jest zmienić świadka... "

          Bardzo szczegółowo jest opisane, że on Polak (choć i Japończyk), katolik, chrzczony itd i że ma wszelkie papiery.
          Nie brałam kościelnego więc nie wiem, na ślubie cywilnym kiedyś nie można było zmienić świadka dzień przed, zwłaszcza jeśli ślub był w niedzielę, jak teraz to nie wiem.
          • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:26
            Jesli chodzi o swiadka, to chyba w przeciwienstwie do chrzestnego, religia, praktyki, itp. nie sa tak wazne, ale wazne, ze swiadek moze potwierdzic ze pan mlody na pewno jest stanu wolnego, czego chyba o panu mlodym spotkanym po raz pierwszy w zyciu na slubie, kolega Lusi nie moze z cala pewnoscia stwierdzic.
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:29
              " wazne, ze swiadek moze potwierdzic ze pan mlody na pewno jest stanu wolnego"

              Ale gdzie tak jest, chodzi o ślub kościelny?
              Bo w cywilnym to świadek jest świadkiem w dosłownym znaczeniu tego słowa czyli potwierdza, że ceremonia się odbyła i że właściwe osoby oświadczyły co trzeba oraz własnoręcznie podpisały.
              • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 01:00
                Tak, ale IGS i Aga chyba brali koscielny?
              • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 16:34
                Świadek ma być pełnoletni. I nic więcej. Do kościelnego ślubu też.
          • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:50
            Prawo kodeksowe nie precyzuje wymogów dotyczących osób, które mają być świadkami. W oparciu o normy ogólne funkcję świadka zwykłego ważnie wypełnia osoba ochrzczona lub nieochrzczona, nawet niepełnoletnia, byleby w razie potrzeby mogła zaświadczyć o zawarciu danego związku małżeńskiego. A więc funkcji tej nie mogą wypełniać dzieci, które nie mają używania rozumu, ludzie umysłowo chorzy i aktualnie nieprzytomni oraz osoby jednocześnie głuche i niewidome. Wymogi te odnoszą się do ważności pełnienia funkcji świadka. Do godziwości, biorąc równocześnie pod uwagę wzgląd duszpasterski, wymaga się (wypada), aby świadkami były osoby dorosłe, bez zarzutów natury moralnej. Na ogół stawia się im mniejsze wymagania niż świadkom do chrztu świętego, ponieważ i obowiązki świadków ślubu są mniejsze. Jednak świętość związku sakramentalnego domaga się, by za świadków ślubu były osoby o odpowiednich kwalifikacjach moralnych (czyli np nie żyjące w konkubinacie, przystępujące do sakramentów, uczestniczące w życiu Kościoła). Zgodnie z Dyrektorium Ekumenicznym bracia wschodni odłączeni - z Kościołów prawosławnych nie powinni być wykluczani od pełnienia funkcji drużby lub świadka przy zawieraniu małżeństwa w Kościele katolickim. Zezwala się, by (inni) bracia odłączeni wykonywali funkcję oficjalnych świadków przy zawieraniu małżeństwa katolickiego. Zwykłych świadków powinno być dwóch i muszą być obecni przy zawieraniu małżeństwa (kan. 1108 § 1). Nie wymaga się, by byli wyznaczeni przez nupturientów lub przez świadka urzędowego, wystarczy ich faktyczna obecność nawet przypadkowa. Ich nazwiska zapisuje się w księdze zawieranych małżeństw, składają również podpisy w Protokole kanonicznego badania narzeczonych.
            Więc tak na prawdę - może nim być każdy. Ale wiele też zależy od tzw uzusu. Są parafie "bardziej otwarte", gdzie faktycznie świadek nie ma żadnej funkcji poza powyższą, a są i takie, ujmijmy to, "bardziej wymagające" - w których ksiądz domaga się np. kartki poświadczającej odbycie spowiedzi, albo licho wie czego jeszcze. Gdy ja brałam ślub (kościelny) księdza interesowało tylko, by świadkowie stawili się z dowodami osobistymi i koniec. Ale np świadek koleżanki a mój bliski kolega musiał przedłożyć nie tylko zaświadczenie o odbyciu spowiedzi (identyczne jak państwo młodzi!), ale i dokumenty o własnych sakramentach do których przystępował i zaświadczenie z parafii o aktywnym uczestniczeniu w życiu wspólnoty i nie pamiętam co jeszcze. Także bywa różnie, ale MOGŁO BYĆ i tak, że tegoż świadka w dzień przed uroczystością wymieniono. Ale i tak dziwaczne jest proszenie o tą przysługę kolegę Łuśki, a nie kogoś z własnych znajomych...
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:05
              Jakich WLASNYCH znajomych, Panno ? przeca tam takowych niet. Sa znajomi dziadkow i ciotek oraz dzieci i wnuki tychze znajomych. To lepszy kolega siostry mlodego niz kolezanka ciotki sprzed 40 lat...
              • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 07:52
                :D
                Józwa miał kolegę, tego u którego się kremem Choco urżnął? Wcześniej grał w piłkę chyba? Mogli mu się jacyś kumple ostać, tak na logikę reszty świata biorąc, a nie logiką autorki się kierując...
                Z tym, że to co napisałam powyżej to WYMOGI wobec świadka, a zwyczajowo oczekiwania są jednak ciut większe, bo (jak napisała Kasiek) świadkowie są od tego, żeby pomóc młodym w ogarnianiu rzeczywistości "ślubno - weselnej", sprawach organizacyjnych i temu podobnych.
                A co do kolegów ciotek - kto i kiedy widział JAKICHKOLWIEK znajomych i przyjaciół pań de domo Borejko, od czasów ich wyrośnięcia z nastolęctwa?
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:12
              "Ale i tak dziwaczne jest proszenie o tą przysługę kolegę Łuśki, a nie kogoś z własnych znajomych... "

              To Łusia proponuje rodzinie takie rozwiązanie, nie wiem jaki pomysł miała na to reszta rodziny.
              Bo to wyglądało tak, że ślub był w niedzielę, a w sobotę Aga urodziła o czym Ignaś nie miał pojęcia bo pojechał kręcić film i nie można się było z nim skontaktować. Więc on jeszcze nie wiedział, że nie będzie mógł być świadkiem, więc nikogo nie zawiadomił. A Łusia wiedziała i była to jej inicjatywa, rozumiem, że jej zależało żeby wybrańca rodzinie jakoś pokazać.
              A poza wszystkim to musieliby młodzi mieć własnych znajomych a skąd ich mieli wziąć?
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:26
                maciejkowaaa napisał(a):


                > Bo to wyglądało tak, że ślub był w niedzielę, a w sobotę Aga urodziła o czym Ig
                > naś nie miał pojęcia bo pojechał kręcić film i nie można się było z nim skontak
                > tować.

                Normalka. Zona w koncowce ciazy, to co ma robic maz ? Wybywa oczywiscie i jeszcze wylacza telefon. No jakzeby inaczej.
                • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:31
                  "Normalka. Zona w koncowce ciazy, to co ma robic maz ? Wybywa oczywiscie i jeszcze wylacza telefon. "

                  Telefon zostawił w domu. A do kolegi nie mieli ani numeru, ani nawet nie wiedzieli jak ma na nazwisko, dochodzili drogą mnemotechniki (daję słowo, tak napisano).
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:38
                    Niech zostawil, co za roznica. Kto inny ma sie zajmowac ciezarna u progu rozwiazania, a najlepiej niech sie sama soba zajmie.
                    A idiotka na ostatnich nogach nie wie nawet, z kim maz pracuje, choc kamera kolegi poniewiera sie u nich.
                    Zirytowalabym sie, ale czy to warto ? Jedno z drugim tak samo madre inaczej, odpowiedzialne inaczej i myslace inaczej. Dobrali sie.
                    • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:45
                      Zwłaszcza, że Aga nie czuła się najlepiej a tu dziewczyny piszą, że skoro miała to łożysko przodujące to powinna była krwawić, więc tym bardziej nie należało jej zostawiać.
                      Generalnie uratowało ją to, że na spacer, na którym zaczęła rodzić poszła z Norą, która była u nich tylko przypadkiem.
                  • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 08:37
                    maciejkowaaa napisał(a):

                    > "Normalka. Zona w koncowce ciazy, to co ma robic maz ? Wybywa oczywiscie i jesz
                    > cze wylacza telefon. "
                    >
                    > Telefon zostawił w domu.

                    No, bo jak zona w dziewiątym miesiącu, to się przecież nie pilnuje i nie sprawdza 24/7, czy się ma naładowany telefon przy sobie, skąd.
                • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:46
                  Już nawet nie chodzi o to, żona ma rodzić za dwa tygodnie, czuje się dobrze. Luz, Ignaś musi zarabiać, bo musi i świat wybuchnie bez tych natchnionych filmów, ALE nie wiem jak u Was, ale na moim zacofanym Podkarpaciu, rola świadka, nie jest li i jedynie honorowa, zwykle tenże(i świadkowa), przez ostatnie dni przed ślubem, mają huk roboty bo służą parze młodej pomocą i ogarniają te ostatnie sprawy, łącznie z przygotowaniem wesela, względnie poprawin, dopieszczaniem dekoracji i zajmują się tymi wszystkimi plebejskimi dodatkami.

                  Nie wspomnę o tym, że jakoś ta książka jest tak napisana, że mam wrażenie, że najpierw do tego ślubu jest ohohoho a później "bach o jeny Jowiszu to jutro". Tak się składa, że na wakacjach bliska znajoma brała ślub i nie w ogródku, a młodzi tydzień wcześniej wzięli wolne i zjechali na wieś, gdzie ta uroczystość miała mieć miejsce(skąd panna młoda pochodzi).

                  Nie wierzę, że komukolwiek powstał w głowie pomysł składkowego wesela A idea, że nowożeńcom kupuje się składkowe auto, ze średniej półki i o ile wiem dosyć drogie w eksploatacji, to naprawdę jest sprawa dziwna. Ok, nie każdy daje w kopertę po tysiącu, ale chociażby chrzestni, zwykle dają już coś konkretnego(wspomniana koleżanka dostała bon na wykupienie wakacji/podróży).
                  I to w tej biednej rodzinie Józinek, praktyczny chłopak, robi szklane ściany, za sprawą których w lecie będzie miał saunę, a w zimie doliczyć może kilka sztabek złota więcej za ogrzewanie, bo przez szybę łądnie będzie mu ciepło uciekało, a sądzę, że ten jego kominek nie ma rdzenia zrabowanego z reaktora w Czarnobylu.

                  Dlaczego Musierowicz uparła się, żeby opisywać śluby i wesela, czyli coś o czym nie ma pojęcia najwyraźniej.

                  Aż masochistycznie żałuję, że nie opisała ślubu Małego Geniusza.
                  • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 00:13
                    "A idea, że nowożeńcom kupuje się składkowe auto, ze średniej półki i o ile wiem dosyć drogie w eksploatacji, to naprawdę jest sprawa dziwna. Ok, nie każdy daje w kopertę po tysiącu (...)"

                    Mi się akurat ogólny pomysł dawania dużego składkowego prezentu bardzo podoba, oczywiście pod warunkiem, że jest to rzecz pożądana przez młodych i spełnia ich oczekiwania.
                    Dawania pieniędzy w kopertach nie znoszę i nie praktykuję, autorka chyba też nie pokazała w książkach tego zwyczaju.
                    • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:34
                      Nie dyskutuję zasadniczo o samym wyborze, prezent czy kasa, z moich obserwacji wynika, że młodzi na dorobku wolą kasę, bo nie chcą mieć zdublowanych prezentów. Chociaż zauważyłam, że to zależy od regionu. U mnie obecnie na topie jest ograniczenie wszelkich darów, na rzecz kasy, u mojego Błazna jak byliśmy niedawno na dżamprezie była lista prezentów.
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 03:02
                    kasiek8728 napisał(a):

                    > Już nawet nie chodzi o to, żona ma rodzić za dwa tygodnie, czuje się dobrze. Lu
                    > z,

                    Jaaaasne, nigdy, ale to przenigdy nie zdarzylo sie zadnej kobiecie urodzic wczesniej. No skadze. IGS idiota, a Gabunia juz zapomniala, jak to z Kreska bylo i przy synowej nie waruje. PS podobno Aga NIE czula sie dobrze...

                    >Ignaś musi zarabiać, bo musi i świat wybuchnie bez tych natchnionych filmów,

                    Oczywiscie, wszyscy to rozumiemy... Ygnac bis, tamten tez wyjezdzal nie baczac, ze zona w ciazy. Jednak chyba nie w polowie dziewiatego miesiaca...
                    • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 19:27
                      Ale już nie wpadajmy w paranoę, może urodzić wcześniej, ale nie zostawił jej samej w Ruince, ale w centrum miasta, w otoczeniu rodziny. Jednak musi IGS tworzyć. Tzn. serio ciężko mi sobie wyobrazić, żeby mężowie rzucili zajęcia i skupili się na żonie oczekującej porodu.
                      • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 19:41
                        kasiek8728 napisał(a):

                        > Ale już nie wpadajmy w paranoę, może urodzić wcześniej, ale nie zostawił jej sa
                        > mej w Ruince, ale w centrum miasta, w otoczeniu rodziny. Jednak musi IGS tworzy
                        > ć. Tzn. serio ciężko mi sobie wyobrazić, żeby mężowie rzucili zajęcia i skupil
                        > i się na żonie oczekującej porodu.

                        Nie musiał rzucać wszystkich zajęć, ale dobrze by było, żeby przynajmniej telefon przy sobie nosił, coby w razie wypadku można się było z nim skontaktować.
                      • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 19:42
                        nie zostawił jej sa
                        > mej w Ruince, ale w centrum miasta, w otoczeniu rodziny


                        W jakim otoczeniu rodziny? A. była całkiem sama w domu, Nora wpadła akurat do niej szczęśliwie, acz w sumie dość przypadkowo. Rodzina IGS przebywa poza Poznaniem, w Dorotkowie i u Flobrych.

                        I tak, mężowie pracujący zazwyczaj są w pracy także pod koniec ciąży żony. Jednak zazwyczaj nie zostawiają oni swej komórki w domu znikając bez żadnego kontaktu, tylko, jak ktoś już zauważył, pilnują, by mieć przy sobie naładowany telefon i mają ustalone z szefem/współpracownikami, że jeśli nadejdzie sygnał, że "to już", to znikają na czas jakiś. Tymczasem Agnieszka (ani nikt inny zresztą) nie ma jak się z mężem skontaktować, bo telefon zostawił w domu, udając się w kierunku bliżej nieznanym z kolegą, na którego też A. nie ma namiarów i nawet nie zna jego nazwiska.
                        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 20:56
                          iwoniaw napisała:

                          > Tymczasem Agnieszka (ani nikt inny zresztą) ni
                          > e ma jak się z mężem skontaktować, bo telefon zostawił w domu, udając się w kie
                          > runku bliżej nieznanym z kolegą, na którego też A. nie ma namiarów i nawet nie
                          > zna jego nazwiska.

                          Kolejny wątek nędznie i byle jak sfastrygowany. Takie rzeczy to wymyślają nastolatki w opkach...
                          • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 08:59
                            ciotka_scholastyka napisała:

                            > iwoniaw napisała:
                            >
                            > > Tymczasem Agnieszka (ani nikt inny zresztą) ni
                            > > e ma jak się z mężem skontaktować, bo telefon zostawił w domu, udając się
                            > w kie
                            > > runku bliżej nieznanym z kolegą, na którego też A. nie ma namiarów i nawe
                            > t nie
                            > > zna jego nazwiska.
                            >
                            > Kolejny wątek nędznie i byle jak sfastrygowany. Takie rzeczy to wymyślają nasto
                            > latki w opkach...

                            A może? Może to właśnie tak jest, jak z Balbulusem w "Narrenturmie", kiedy Apecz Stercza zaczął się zastanawiać, czy dziewczynki tylko tłumaczą bełkot Tammona, czy tak naprawdę to one decydują, co powiedzieć i rządzą całym rodem?
                          • mamuka_z_boru Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 12:40

                            > iwoniaw napisała:
                            >
                            > > Tymczasem Agnieszka (ani nikt inny zresztą) ni
                            > > e ma jak się z mężem skontaktować, bo telefon zostawił w domu, udając się
                            > w kie
                            > > runku bliżej nieznanym z kolegą, na którego też A. nie ma namiarów i nawe
                            > t nie
                            > > zna jego nazwiska.
                            >

                            Jeżu, jeżu, oczywiście. Borejkowska dyskrecja level hard. Żona nie ma pojęcia, jak nazywa się jedyny (?), stały współpracownik męża. Nigdy nie widziała go na oczy, nigdy nie był w ich domu omawiać z IGS szczegółów montażu czy tam produkcji tych filmów. IGS nigdy w rozmowach o pracy nie zająknął się o współpracującym z nim koledze. Jak miał wymówić jego imię, to natychmiast zasłaniał żonie uszy.
                        • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 18:48
                          iwoniaw napisała:

                          > nie zostawił jej sa
                          > > mej w Ruince, ale w centrum miasta, w otoczeniu rodziny

                          >
                          > W jakim otoczeniu rodziny? A. była całkiem sama w domu, Nora wpadła akurat do n
                          > iej szczęśliwie, acz w sumie dość przypadkowo. Rodzina IGS przebywa poza Poznan
                          > iem, w Dorotkowie i u Flobrych.

                          A ona nie była czasem z Różą? Mam wrażenie, że Róża już tam wtedy mieszkała?
                          >
                          > I tak, mężowie pracujący zazwyczaj są w pracy także pod koniec ciąży żony. Jedn
                          > ak zazwyczaj nie zostawiają oni swej komórki w domu znikając bez żadnego kontak
                          > tu, tylko, jak ktoś już zauważył, pilnują, by mieć przy sobie naładowany telefo
                          > n i mają ustalone z szefem/współpracownikami, że jeśli nadejdzie sygnał, że "to
                          > już", to znikają na czas jakiś. Tymczasem Agnieszka (ani nikt inny zresztą) ni
                          > e ma jak się z mężem skontaktować, bo telefon zostawił w domu, udając się w kie
                          > runku bliżej nieznanym z kolegą, na którego też A. nie ma namiarów i nawet nie
                          > zna jego nazwiska.

                          Mąż tak. Ale nie zapominajcie, że oni oboje to miągwy. Dystraktyk IGS mógł zostawić telefon a miągwa Agnieszka nie sprawdzić ani nie dopytać - bo ona taka jest i im bardziej się boi tym bardzie zamyka się w skorupie lęku i ucieka w malowanie.
                          Akurat ten wątek jest mega spójny. Możecie nie lubić IGS ani jego żony, ale zarówno lękowa nieodpowiedzialność Agnieszki jak i roztargnienie IGS bardzo do nich pasuje.
                          Ona będzie sobie malować elfu na suficie albo Norę w liściach a ciąża... jeśli nie będzie o niej myśleć to jest szansa że wszystko będzie dobrze - to jest ucieczkowy sposób postrzegania świata przez Agę- miągwę (jak był ją uprzejmy określić Józef w Febliku)
                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 19:46
                        kasiek8728 napisał(a):

                        > Ale już nie wpadajmy w paranoę, może urodzić wcześniej, ale nie zostawił jej sa
                        > mej w Ruince, ale w centrum miasta, w otoczeniu rodziny.

                        Jak cho...ho ho w otoczeniu. W spojlerach zapodano, ze gdyby nie przypadkowo obecna Nora...

                        Jednak musi IGS tworzy
                        > ć.

                        Musi ? Na pewno i stale, takze w polowie 9 miesiaca nienajlepiej czujacej sie zony musi znikac ?

                        > Tzn. serio ciężko mi sobie wyobrazić, żeby mężowie rzucili zajęcia i skupil
                        > i się na żonie oczekującej porodu.

                        Kto mowi o rzuceniu ? Ale byc pod telefonem, w komorkowych czasach, to za duze wymagania ? Zwlaszcza gdy ciezarna melepeta ?
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 19:51
                          I tak tylko przypomne, ze Kreska w swoim czasie nie tylko w centrum, ale zgola 200 metrow od szpitala, i telefon w domu miala, a gdyby nie Gabon Zawsze Dzielny, to nie wiadomo, co by bylo. 16-letnia Nora miala pelne prawo spanikowac i co wtedy ? Niewiele mlodsza (czy moze nawet starsza) Laura w panice nie mogla sobie przypomniec numeru pogotowia.
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 20:15
                          Tak juz calkiem z boku - to bylo w przedzien slubu, na ktorym IGS mial swiadkowac, tak ? To koniecznie musial ruszyc w teren, w sobote, dzien przed waznym wydarzeniem rodzinnym, przy ktorym mial pelnic wazna role ? Raczej powinien pakowac manele dla obojga i zapewniac transort do dorotkowa dla siebie i zony. ALBO nie przyjmowac tej funkcji honorowej, swiadom, ze moze zostac od obowiazkow oderwany - gdyby tak Age zlapalo w chwili, gdy mlodzi przed oltarzem slubuja, co zrobilby nasz Igstryba ? I nikt z rodziny w sumie bardzowielodzietnej nie pomyslal o tym ?
                          • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 20:41
                            Z tym wątkiem się akurat zgadzam, o czym pisałam. Dla mnie to takie niespójne. Pamiętam jak się z koleżanką zażymałyśmy, że świadek pana młodego zwiedzał sobie pobliskie miasto a roboty było huk.

                            Tak zarzucę analogią, że książe William niewiadomo czy będzie świadkiem na ślubie brata, bo żona ma rodzić. ;) tak mi coś mignęło.

                            Nie dla mnie ten wątek ze ślubem, że wszyscy się budzą dosłownie dwa dni przed. A to starzy ludzie, akurat Mama podczytuje Szóstą klepkę i tak policzyłam, oni są po pięćdziesiątce, to nie są zahukane, rozstrzepane nastolatki, to są ludzie, w pełni lat, a niekiedy starzy.

                            I tak sobie myślałam, o tym jak przynoszą prawnuczkę Ignacowi. Wiecie, ja kumam, że to miało być zrobione, że to pół-żywemu Abrahamowi przynoszą progeniturę, ale poprawcie mnie jeśli się mylę, to zwykle jedzie się w gości do noworodka, bo kobieta w połogu to raczej nie jeździ wiejskimi duktami z wizytami. Zwłaszcza tak słabowita. A tu dziecko się urodziło, a dziadek sobie dalej chodzi po lesie, innego końca świata nie będzie ;)

                            I urocze jest to, jak Gaba miała bawić małe Tygrysiątko, a słowem dziecię nie jest wspomniane.
                            • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 20:55
                              Bo Gabaryty, jak zawsze zresztą, wszystko tylko deklaruje, że będzie robić.
                              A Juleczek, jak twardo stoi w tekście, przywozony jest do Patrycji. Do tej samej, która ma na głowie rodziców, dom, sprzątanie, wnioski unijne dla całej okolicy, ogarnianko ogrodu i całego gospodarstwa i pierdyliard innych rzeczy jeszcze. Co tam dla niej jedno małe dziecko do opieki jeszcze. Wszak jak wiemy, małe dzieci zajmują się same sobą przez cały dzień
                            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:58
                              kasiek8728 napisał(a):


                              > I tak sobie myślałam, o tym jak przynoszą prawnuczkę Ignacowi. Wiecie, ja kumam
                              > , że to miało być zrobione, że to pół-żywemu Abrahamowi przynoszą progeniturę,

                              ...zeby mogl zlozyc na oltarzu ? Sorki, nie moglam sie powstrzymac, ale dzieci od Abrahama akurat to trzymalabym z daleka.


                              > ale poprawcie mnie jeśli się mylę, to zwykle jedzie się w gości do noworodka, b
                              > o kobieta w połogu to raczej nie jeździ wiejskimi duktami z wizytami. Zwłaszcza
                              > tak słabowita.

                              Imho to ani z noworodkiem, ani do noworodka. Niech to dziecie, a zwlaszcza matka, ma chwile spokoju, a nie gosci na glowie. Szczegolnia tak absorbujacych jak Ygnac, co sam sobie szklanki wody nie wezmie, tylko trzeba mu podac.
                              • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 22:38
                                tt-tka napisała:

                                > kasiek8728 napisał(a):
                                >
                                >
                                > > I tak sobie myślałam, o tym jak przynoszą prawnuczkę Ignacowi. Wiecie, ja
                                > kumam
                                > > , że to miało być zrobione, że to pół-żywemu Abrahamowi przynoszą progeni
                                > turę,
                                >
                                > ...zeby mogl zlozyc na oltarzu ? Sorki, nie moglam sie powstrzymac, ale dzieci
                                > od Abrahama akurat to trzymalabym z daleka.

                                Od Ignaca też bym trzymała z daleka, więc poniekąd wszystko się zgadza.
                              • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:25
                                tt-tka napisała:


                                > Imho to ani z noworodkiem, ani do noworodka. Niech to dziecie, a zwlaszcza mat
                                > ka, ma chwile spokoju, a nie gosci na glowie. Szczegolnia tak absorbujacych jak
                                > Ygnac, co sam sobie szklanki wody nie wezmie, tylko trzeba mu podac.


                                zasadniczo się zgadzam, niemniej są takie obyczaje. Jasne, że po powrocie do domu to ewentualnie najbliższa rodzina idzie oddać hołd(i trzej mędrcy o ile są na podorędziu), a pastuszki i reszta hołoty, przy okazji, albo i nie. ;)
                            • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 01:02
                              a kto by się przejmował kobietą z bliznami po cesarce...
                  • tanee Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:17
                    ale nie wszystkie śluby świata wyglądają tak samo ;) . Jako osoba niewierząca byłam świadkiem na ślubie kościelnym (całkowicie legalnie) . Nie miałam z tym żadnej roboty, bo nikt tego ode mnie nie oczekiwał. Przyjęcie po weselu było kilkugodzinne, w restauracji, bez żadnych szczególnych dekoracji. Poprawin nikt nie przewidział. Szczerze mówiąc nic tam nie było do ogarniania. Państwo Młodzi podeszli do wesela na całkowitym luzie.
          • pi.asia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:57
            maciejkowaaa napisał(a):

            > "Jeszcze nie czytałam, ale dzień przed ślubem bardzo trudno jest zmienić świadk
            > a... "
            >
            > Bardzo szczegółowo jest opisane, że on Polak (choć i Japończyk), katolik, chrzc
            > zony itd i że ma wszelkie papiery.
            > Nie brałam kościelnego więc nie wiem, na ślubie cywilnym kiedyś nie można było
            > zmienić świadka dzień przed, zwłaszcza jeśli ślub był w niedzielę, jak teraz to
            > nie wiem.

            Ślub cywilny brałam dwa lata temu. Nie było żadnego wymogu podawania nazwisk świadków kilka dni wcześniej. Po prostu podczas podpisywania papierów w czasie ceremonii (czy może raczej tuż przed) świadków poproszono o pokazanie dowodów osobistych i wpisano ich we właściwe rubryki. I tyle.
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:05
              "Ślub cywilny brałam dwa lata temu. Nie było żadnego wymogu podawania nazwisk świadków kilka dni wcześniej. Po prostu podczas podpisywania papierów w czasie ceremonii (czy może raczej tuż przed) świadków poproszono o pokazanie dowodów osobistych i wpisano ich we właściwe rubryki. I tyle. "

              Czyli to się zmieniło.
              Mój ślub był ponad 20 lat temu i świadków musieliśmy podać co najmniej 30 dni prze ceremonią.
              Nie wiem czy dałoby się ich zmienić gdyby zaszła taka potrzeba, nie miałam powodu sprawdzać.
              • angazetka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 10:49
                Byłam świadkiem w lipcu zeszłego roku, musiałam podpisywać kwiatki, że ją to ja, na czas jakiś przed ślubem.
              • mamolka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:13
                To chyba zmieniło się tuż po twoim ślubie... W tym roku stuknie mi 20 lat stażu małżeńskiego ( o matulu jakim cudem ) i świadkowie z dowodami dopiero w czasie ceremonii byli przedstawiani. Nic wcześniej nie podawałam ( szczerze mówiąc mój ślub był tak wariacki, że sama nie wiedziałam wcześniej kto świadkiem będzie )
              • barokowa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.07.18, 16:14
                W - bodajże - 1990 albo 1991 roku moja przyjaciółka brała slub bez informowania o tym fakcie rodziny. Na slubie obecne miały być cztery sztuki - Młodzi, ja i kolega świadek. Z tym że ja zapomniałam dowodu osobistego, co wyszło na jaw kwadrans przed uroczystością i zastapił mnie świadek z łapanki. Problemu z tym nie było, mimo kosych spojrzeń urzedników na grupę w glanach i skórach oraz porozciąganych swetrzyskach i trampkach.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.07.18, 17:26
                  Boru, przeczytalam rok tysiac dziewiecsetny ! Dopiero przy trampkach oprzytomnialam.
                  Sama swiadkowalam w latach 80-tych kilkakrotnie i o dowod pytal mnie dopiero urzednik w trakcue ceremonii. Ani wczesniaj nie bylam zglaszana, ani nikogo nie ciekawil numer dokumentu.
                  Ale to zmienne jest, o ile wiem, w roznych latach - a nawet w tych samych latach w roznych regionach - bywalo tez roznie. Podejrzewam samowolke urzednicza.
                • ciotka.scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 09.08.19, 19:41
                  To już jest wyższa szkoła jazdy, iść na ślub jako świadek i zapomnieć dowodu. Coś jak wyjeżdżać poza Europę i zapomnieć paszportu :D
            • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 22:38
              Moja córka brała w zeszłym roku i musiała -ślub cywilny - miesiąc wcześniej podać nazwiska i numery dowodów.
              • rosynanta Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:48
                verdana napisała:

                > Moja córka brała w zeszłym roku i musiała -ślub cywilny - miesiąc wcześniej pod
                > ać nazwiska i numery dowodów.

                Ja brałam w 2014 i nie musiałam.
                • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 17:19
                  Ja w 2015 i też niczego takiego nie było.
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 17:36
                    babcia.stefa napisała:

                    > Ja w 2015 i też niczego takiego nie było.

                    Czego takiego nie bylo ?
                    Ludzie, litosci. Juz nie mam sil dopominac sie o cytowanie.
                    • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:01
                      Po pierwsze, jest drzewko, po drugie - większość ludzi nie umie cytować prawidłowo tak dalece, że lepiej, żeby tego nie robili wcale. To nie Usenet.
                      • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:07
                        babcia.stefa napisała:

                        > Po pierwsze, jest drzewko, po drugie - większość ludzi nie umie cytować prawidł

                        Drzewko przy byle rozgałęzieniu nic już nie pomaga.

                        > owo tak dalece, że lepiej, żeby tego nie robili wcale. To nie Usenet.

                        A czym to się różni od Usenetu pod względem cytowania?
                        • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:23
                          > A czym to się różni od Usenetu pod względem cytowania?

                          W Usenecie się wątkowanie waliło, o ile ktoś w ogóle miał czytnik drzewkujący.
                          • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:53
                            babcia.stefa napisała:

                            > > A czym to się różni od Usenetu pod względem cytowania?
                            >
                            > W Usenecie się wątkowanie waliło, o ile ktoś w ogóle miał czytnik drzewkujący.

                            W Usenecie nie waliło się żadne wątkowanie, chyba że po jakiejś kosmicznej liczbie odpowiedzi, kiedy przestawały się mieścić MsgIdy. Przez dziesięć lat używania newsów to może kilka takich przypadków spotkałem. A czytnika, który by nie pokazywał drzewka to chyba na oczy nie widziałem, bo to, mam wrażenie, nawet tin potrafił.
                            Mało tego, akurat usenetowe czytniki to nawet miewały funkcję "przejdź do poprzedniego postu w wątku", czego nijak nie mają fora takie, jak wyborczowe.
                      • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:39
                        babcia.stefa napisała:

                        > Po pierwsze, jest drzewko,

                        Jasne, szukanie pojedynczego posta w drzewku w wątku, który liczy w tej chwili 660 postów i fafdziesiąt rozgałęzień- masz jeszcze jakieś równie dobre pomysły?

                        > po drugie - większość ludzi nie umie cytować prawidłowo tak dalece, że lepiej, żeby tego nie robili wcale.

                        A ja myślałam, że znajomość alfabetu wystarczy, żeby umieć złożyć lterki: c, y, t, u, j.
                        Uwagi o Usenecie też zupełnie nie rozumiem.
                        • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:26
                          >Jasne, szukanie pojedynczego posta w drzewku w wątku, który liczy w tej chwili 660 postów i fafdziesiąt >rozgałęzień- masz jeszcze jakieś równie dobre pomysły?

                          Nie mam z tym najmniejszego problemu, także z ustaleniem kto na co odpowiada. Chyba że ktoś się rąbnie i podepnie nie tam gdzie trzeba.

                          >A ja myślałam, że znajomość alfabetu wystarczy, żeby umieć złożyć lterki: c, y, t, u, j.

                          Lamerskie cytowanie uprawiane przez wiele osób (z cytowaniem 5 postów wstecz, zamiast tylko tego, do czego nawiązują) tylko utrudnia.

                          >Uwagi o Usenecie też zupełnie nie rozumiem.

                          A to już nie moja wina.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:32
                            babcia.stefa napisała:

                            > >Jasne, szukanie pojedynczego posta w drzewku w wątku, który liczy w tej ch
                            > wili 660 postów i fafdziesiąt >rozgałęzień- masz jeszcze jakieś równie dobr
                            > e pomysły?
                            >
                            > Nie mam z tym najmniejszego problemu, także z ustaleniem kto na co odpowiada. C
                            > hyba że ktoś się rąbnie i podepnie nie tam gdzie trzeba.

                            A ja mam. Ustalic moge, ale to klopotliwe. W dluzszych watkach czytam od najnowszych, nie po drzewku. Stad prosba o cytowanie, na co kto odpowiada.
                            Sztuka cytowania tylko tego fragmentu, do ktorego sie odnosisz nie jest wielka ani tajemna. No chyba ze jest. Albo ze postanowilas nie ulatwiac czytajacym. W celu ?
                            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:53
                              tt-tka napisała:

                              > A ja mam. Ustalic moge, ale to klopotliwe. W dluzszych watkach czytam od najno
                              > wszych, nie po drzewku. Stad prosba o cytowanie, na co kto odpowiada.
                              > Sztuka cytowania tylko tego fragmentu, do ktorego sie odnosisz nie jest
                              > wielka ani tajemna. No chyba ze jest. Albo ze postanowilas nie ulatwiac czytaja
                              > cym. W celu ?

                              Widziałaś, bo ona nie ma z tym najmniejszego problemu. Pewnie że nie ma, bo my jej odpowiadając - cytujemy.

                              Swoją drogą trzeba mieć tupet, przyjść na forum, ani dzień dobry, ani pocałujta mnie w nos, ale od razu zawiadamiać, że ma się wielepieja.
                            • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 14:03
                              tt-tka napisała:

                              > babcia.stefa napisała:


                              > > Nie mam z tym najmniejszego problemu, także z ustaleniem kto na co odpowi
                              > ada. Chyba że ktoś się rąbnie i podepnie nie tam gdzie trzeba.
                              >
                              > A ja mam. Ustalic moge, ale to klopotliwe. W dluzszych watkach czytam od najno
                              > wszych, nie po drzewku. Stad prosba o cytowanie, na co kto odpowiada.

                              Ja rowniez mam problem, i tak jak ty czytam od najnowszego. Problem nie wynika z ,oich niedostatkow umyslowych, a niewygodnej konstrukcji forum ;-) . Ukladu drzewka nie znosze i nie bede sie na nie przestawiac.
                          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 14:08
                            babcia.stefa napisała: .
                            >
                            > >Uwagi o Usenecie też zupełnie nie rozumiem.
                            >
                            > A to już nie moja wina.

                            Zacytuje tylko fragment calosci, ale zapytam szerzej: a uprzejmiej sie sie da?
        • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:24
          Zapewne tak, poza tym czy swiadek nie musi znac osoby, dla ktorej swiadczy? Ewentualnie moze ktos moglby reprezentowac wlasciwego swiadka, ktory nie dojechal? Sama kiedys wystapilam w zastepstwie nieobecnej chrzestnej, ale chrzestna przez to nie zostalam.
          • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:28
            "Zapewne tak, poza tym czy swiadek nie musi znac osoby, dla ktorej swiadczy?"

            Nie mam pojęcia jak jest w prawie. W książkach dość często świadkami na ślubie cywilnym są przypadkowe osoby, ale nie wiem na ile to rzeczywisty scenariusz. Jak jest na ślubie konkordatowym to nie wiem.
            • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:09
              Świadkowie tylko potwierdzają, jako bezstronne osoby trzecie, że ślub się odbył. Gdyby któreś z małżonków utrzymywało, że "panie, ja żadnego ślubu nie brałem, co mi się tutaj za kit wciska", to na świadka w sprawie powołuje się właśnie świadka. Dlatego świadkiem może być dowolna osoba zdolna na złożenia wiarygodnych zeznań, a to, czy zna małżonków nie ma żadnego znaczenia. Dzisiaj jest to zresztą funkcja raczej symboliczna, bo na ślubach zwykle jest więcej osób niż tylko dwie i każda z nich może, w razie czego, zeznawać.

              Podejrzewam też, że na cywilnych ślubach nigdy nie było problemu ze zmianą świadka, nawet w ostatniej chwili. Moi rodzice brali ślub w drugiej połowie lat '80, a ich świadek nie przyszedł, bo zapomniał, że przed kościelnym jest jeszcze cywilny. Zaszczytną tę funkcję pełnił zatem złowiony po drodze kolega, którego jedyną winą było to, że akurat był pod ręką.

              W konkordatowym jest dokładnie tak samo. Księża nie żądają nawet kartek od spowiedzi - świadek nie musi przystąpić do komunii, żeby ślub był ważny.
            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 10:43
              maciejkowaaa napisał(a):

              > "Zapewne tak, poza tym czy swiadek nie musi znac osoby, dla ktorej swiadczy?"
              >
              > Nie mam pojęcia jak jest w prawie. W książkach dość często świadkami na ślubie
              > cywilnym są przypadkowe osoby, ale nie wiem na ile to rzeczywisty scenariusz. J

              Znajomi ponoć zaprosili swoje towarzystwo na LARP-a, kazali mieć przy sobie dowody osobiste i tą metodą oblecieli ślub ze świadkami.
      • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 11:25
        Punkt 5,czyli ta ciąża rodzi we mnie nie irytację, a coś o wiele wiele gorszego. jednakże nawet południe jeszcze nie wybiło, zatem kląć (nawet po łacinie, jak to czynił senior B.) nie wypada. Ale doprawdy, jaki przykład daje szanowna autorka swoim młodym czytelniczki, do których ponoć skierowane są jej dzieła? Dla mnie przekaz jest taki: "bez sensu chodzić do lekarza i regularnie dbać o zdrowie swoje i przede wszystkim maluszka. Zaufajcie Bozi dzieci drogie to wszystko będzie ok". No bzdurrra! Zamiast kłaść do głów, że należy badać się regularnie, bo to wyjątkowy stan, to ona serwuje myślenie w stylu, nasze babki i prababki nie korzystały z takich udziwnien jak usg czy jakieś tam wymyślne badania prenatalne i rodziły zdrowe dzieci, zatem i wy nie musicie sobie nic z tego robić, bo szkoda czasu.
        Ja sama jestem w wysokiej ciąży i powiem Wam szczerze, że gdybym spotkała taką Agnieszkę na swojej drodze, to zapewne coś bym jej powiedziała do słuchu
        • mariamm87 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 12:47
          Mnie odjęło mowę jak to przeczytałam. To chyba nawet gorsze niż wlewanie do gardła wódki nieprzytomnemu....
          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 12:53
            mariamm87 napisała:

            > Mnie odjęło mowę jak to przeczytałam. To chyba nawet gorsze niż wlewanie do gar
            > dła wódki nieprzytomnemu....

            Słuchajcie, a może MM planuje jakiś kolejny wywrót akcji w kolejnej części i zaczyna w ten sposób zohydzanie postaci Agnieszki - jak Magdy i Janickiej? ;)
            A tak serio, to mi tez włosy dęba stanęły. Już nawet nie mam siły pytać, czy redakcja jest aż tak zastraszona przez mamusię, że słowa nie piśnie, czy tez nie widzi tych wszystkich niebezpiecznych bzdur?
            • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 17:25
              Jak dla mnie to ona jest już wystarczająco ohydna - gów...ara, której po zaobrączkowaniu i zaciążeniu odwaliło i się rządzi (patrz historia z tablicą z kuchni).
              • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 09.08.19, 16:01
                No ale to miało być ich mieszkanie jak dobrze pamiętam, po co jej ta tablica? Chyba ze mężu by bardzo chciał, to ok, tak też bym wywiozła
        • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:02
          rudziaczeq napisał(a):

          > to czynił senior B.) nie wypada. Ale doprawdy, jaki przykład daje szanowna aut
          > orka swoim młodym czytelniczki, do których ponoć skierowane są jej dzieła? Dla
          > mnie przekaz jest taki: "bez sensu chodzić do lekarza i regularnie dbać o zdrow
          > ie swoje i przede wszystkim maluszka. Zaufajcie Bozi dzieci drogie to wszystko
          > będzie ok". No bzdurrra! Zamiast kłaść do głów, że należy badać się regularnie,

          No ale przecież jest napisane, że to źle?

          > bo to wyjątkowy stan, to ona serwuje myślenie w stylu, nasze babki i prababki

          Z drugiej strony nie przesadzajmy z tym wyjątkowym stanem. Dla ogólnie zdrowej młodej kobiety ciąża to nie jest w gruncie rzeczy coś, co wymaga usilnej opieki lekarskiej. Jedno USG na początku, jedno w połowie i jeżeli nic niepokojącego się nie dzieje, to nie ma co sobie więcej zawracać głowy badaniami.

          A może w ogóle chodzi o to, że dzieweczka z modestii do ginekologa nie chadza, bo co to za pomysł, takie pozycje przyjmować?
          • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:27
            lord_vmordevol napisała:

            > Z drugiej strony nie przesadzajmy z tym wyjątkowym stanem. Dla ogólnie zdrowej
            > młodej kobiety ciąża to nie jest w gruncie rzeczy coś, co wymaga usilnej opieki
            > lekarskiej. Jedno USG na początku, jedno w połowie i jeżeli nic niepokojącego
            > się nie dzieje, to nie ma co sobie więcej zawracać głowy badaniami.

            Ale Agnieszka w "Febliku" ma problemy zdrowotne - częste omdlenia - które są wskazaniem do częstszych badań i uważnego monitorowania ciąży. Poza tym okazuje się, że "coś się działo" w trakcie ciąży, a najczęstsze objawy łożyska przodującego są dość niepokojące i powinny skłonić ciężarną do jak najszybszej wizyty u lekarza.
            • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:39
              O to to, dobrze prawisz:)
            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:46
              marutax napisała:

              > lord_vmordevol napisała:
              >
              > > Z drugiej strony nie przesadzajmy z tym wyjątkowym stanem. Dla ogólnie zd
              > rowej
              > > młodej kobiety ciąża to nie jest w gruncie rzeczy coś, co wymaga usilnej
              > opieki

              >
              > Ale Agnieszka w "Febliku" ma problemy zdrowotne - częste omdlenia - które są ws
              > kazaniem do częstszych badań i uważnego monitorowania ciąży. Poza tym okazuje s

              A, no tak. To oczywiście.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 18:00
                ja bym poprosila dokladniej...
                Aga nie chodzi do lekarza, bo nie. Czy jest uzasadnienie ?
                IGS ma to w nosie ?
                Gaba tez ma to w nosie. ?
                Niby mieszka z nimi Roza, ale Aga na spacer idzie z przypadkiem przybyla Nora. Bez tego zaczelaby rodzic na spacerze samotnie ?
                IGS telefonu nie wzial, a ktokolwiek przy dziewczynie w 9 miesiacu jest jako staly dyzurny ?
                Jak reaguje rodzina, poza Ida, ktora skrytykowala ? I czy Ida skrytykowala tylko Age, czy tez siostrzenca ?
                Czy ktokolwiek te pare madrych inaczej solidnie objechal, chocby post factum ?
                • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 18:21
                  Mój mózg tego nie ogarnia. Jedyną, która krytykuje nie chodzenie do lekarza jest Ida (wiadomo, wariatka i histeryczka, no i co taka laryngolog wie...), reszta chyba uważa, że dyskretnie powinni pomijać temat milczeniem. Choć - jak słusznie zauważyły przedpiśczynie - łożysko przodujące to nie są żarty, a i objawy (i to dość niepokojące i - dosłownie - krwawe) ma znacznie wcześniej niż dwa tygodnie przed terminem porodu...
                  Ciekawe, czy teraz młodzi Strybowie będą hodować dziecię nieszczepione? :-/
                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 01:49
                  Aga tłumaczy, że ponoć ciąża była miała być zagrożona, lekarze ją stresowali, to przestała chodzić. Informacji o Gabie i IG nie ma, jest tylko takie tłumaczenie, że Aga nie chciała myśleć negatywnie. Róża ją za to obsztorcowuje i każe obiecać, że w poniedziałek pójdą do lekarza (jest piątek czy tam sobota przed ślubem Jóźwoderotki).
                  Co do spaceru - Aga chciała iść sama na rynek w sobotę rano, bo jej się zamarzyły dynie do kompozycji, Nora się zadeklarowała, że jej pomoże z zakupami i wybiegła za Agą bez śniadania. Róża chyba jeszcze spała albo wyprawiała dzieci do teściowej. Więc tu beztroską wykazała się Aga.
                  Dyżurów nie było ustalonych, ogólnie to jest na zasadzie, że "dobrze się złożyło", że Róża się zjawiła, Aga jej jednej zaczyna słuchać po narodzinach, zresztą dostajemy słodki opisik, jak to Róża brała noworodka do swojego (a raczej Gabrysiniego) łóżka, by Aga się wyspała. Więc Róża się kisiła w jednym pokoju z 3 dzieciaków, a cała reszta należała do młodych Strybów.
                  Gabrysia zajmuje się najpierw Różą, a potem planuje zniknąć z Poznania, by Ignaś mógł stanąć na wysokości zadania. Ignaś generalnie cały czas ma stawać, a Gabrysia cały czas ma mu dawać szansę na usamodzielnienie się. Co, biorąc pod uwagę, że młodzi są już rok po ślubie, jest zaskakujące.
                  • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:59
                    kropka_zua napisał(a):

                    > Aga tłumaczy, że ponoć ciąża była miała być zagrożona, lekarze ją stresowali, t
                    > o przestała chodzić. Informacji o Gabie i IG nie ma, jest tylko takie tłumaczen
                    > ie, że Aga nie chciała myśleć negatywnie.
                    > Co do spaceru - Aga chciała iść sama na rynek w sobotę rano, bo jej się zamarzy
                    > ły dynie do kompozycji.

                    O rany, to już jakiś koszmar... Gdyby to nie była powieść dla nastolatek (w założeniu) to podejrzewałabym Agę o celową próbę wywołania poronienia. A tak muszę uznać, ze hormony powodują wybiórczy debilizm...
                    Ciąża jest zagrożona, a ona rezygnuje z opieki medycznej? Super. Ale wisienką na torcie są dynie, które bohaterka zamierza taszczyć z targu na dwa tygodnie przed porodem. Pora roku wskazuje, że chodzi o warzywa świeże. Nawet dynie - miniaturki są ciężkie. Aga jest dwa tygodnie przed porodem... Jakbym czytała broszurkę "metody pozbywania się ciąży w średniowieczu".

                    > Róża ją za to obsztorcowuje i każe ob
                    > iecać, że w poniedziałek pójdą do lekarza (jest piątek czy tam sobota przed ślu
                    > bem Jóźwoderotki).

                    Tyle dobrego... Oczywiście jeśli w Poznaniu można wpaść do lekarza bez zaklepanego wcześniej terminu i z miejsca zrobić potrzebne badania. Ale zakładam, że poszłaby po znajomości do Kowalika. Ew. gdzieś prywatnie, ale to trochę bez sensu, na dwa tygodnie przed porodem iść do nowego lekarza.
                    • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:25
                      marutax napisała:

                      > O rany, to już jakiś koszmar... Gdyby to nie była powieść dla nastolatek (w zał
                      > ożeniu) to podejrzewałabym Agę o celową próbę wywołania poronienia. A tak muszę
                      > uznać, ze hormony powodują wybiórczy debilizm...
                      > Ciąża jest zagrożona, a ona rezygnuje z opieki medycznej? Super. Ale wisienką n
                      > a torcie są dynie, które bohaterka zamierza taszczyć z targu na dwa tygodnie pr
                      > zed porodem. Pora roku wskazuje, że chodzi o warzywa świeże. Nawet dynie - min
                      > iaturki są ciężkie. Aga jest dwa tygodnie przed porodem... Jakbym czytała brosz
                      > urkę "metody pozbywania się ciąży w średniowieczu".
                      >
                      Tak, i pcha się po te dynie w dzień targowy na ryneczek warzywny. Dostajemy opis sceny, jak jakaś przekupka irytuje się, że Nora i Aga sterczą i zasłaniają jej stragan, Aga się wycofuje i dostaje w brzuch od jakiegoś gościa przez przypadek. Po tym się zaczyna źle czuć i chce wracać do domu, Nora ją ciągnie na postój, że jednak lepiej podjechać, a dopiero taksówkarz sugeruje, że może lepiej do szpitala? Trwa dyskusja, ale Aga zaczyna stękać, więc w końcu ją zawożą do Raszei.
                      Nora siedzi na korytarzu parę godzin bez żadnych wieści (w sumie małoletnia i nie jakoś blisko spokrewniona, to nie dziw, że nie udziela się jej informacji), gdy przychodzi Róża, bo znalazła dzwoniący telefon Ignasia. Sama Nora nigdzie nie zadzwoniła, nikomu nie dała znać itepe.
                      Pomijam już fakt, że Aga na 2 tygodnie przed porodem nawet nie była spakowana do szpitala, Róża dopiero zamierzała do z nią zrobić.
                      • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:24
                        kropka_zua napisał(a):

                        > Pomijam już fakt, że Aga na 2 tygodnie przed porodem nawet nie była spakowana d
                        > o szpitala, Róża dopiero zamierzała do z nią zrobić.

                        Opis Agnieszki przed- i poporodowej wygląda toczkę w toczkę tak, jakby Aga sobie uprzytomniła, że wdepnęła w okropną rodzinę, straszliwego męża i jeszcze dziecko, więc ignoruje swoją ciążę w myśl zasady "jak udam, że tego nie ma, to tego nie będzie". Jest takie zaburzenie... Kobiety już na porodówce jeszcze negują, że są w ciąży, bo nie chcą dziecka.
                        Znowu MM coś zaobserwowała, ale nie wiedziała, co widzi? :)
                        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:32
                          ciotka_scholastyka napisała:
                          > Opis Agnieszki przed- i poporodowej wygląda toczkę w toczkę tak, jakby Aga sobi
                          > e uprzytomniła, że wdepnęła w okropną rodzinę, straszliwego męża i jeszcze dzie
                          > cko, więc ignoruje swoją ciążę w myśl zasady "jak udam, że tego nie ma, to tego
                          > nie będzie". Jest takie zaburzenie... Kobiety już na porodówce jeszcze negują,
                          > że są w ciąży, bo nie chcą dziecka.
                          > Znowu MM coś zaobserwowała, ale nie wiedziała, co widzi? :)

                          Albo to ma być nieświadoma przeciwwaga i krytyka matek, które "nadmiernie" na siebie chuchają w ciąży. Wiadomo, drzewiej kobiety w polu rodziły.
                  • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:48
                    kropka_zua napisał(a):

                    > Aga tłumaczy, że ponoć ciąża była miała być zagrożona, lekarze ją stresowali, t
                    > o przestała chodzić.

                    Usiłuję jakoś skomentować, ale nie dam rady.
                    • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:58
                      ciotka_scholastyka napisała:

                      > kropka_zua napisał(a):
                      >
                      > > Aga tłumaczy, że ponoć ciąża była miała być zagrożona, lekarze ją stresow
                      > ali, t
                      > > o przestała chodzić.
                      >
                      > Usiłuję jakoś skomentować, ale nie dam rady.


                      Też nie dam, zwłaszcza, że aby dowiedzieć się o łożysku przodującym dopiero przy porodzie, musiałaby zrezygnować z wizyt u lekarza z początkiem drugiego trymestru. I nikt z kochającej rodziny B. jej nie cisnął, żeby poszła...? Nie domagam się, żeby mąż, nie wymagam bowiem niczego od tej kalarepy z betonu...
                  • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:09
                    Więc Róża się kisiła w jednym pokoju z 3 d
                    > zieciaków


                    Nie do końca - jest wspomniane, że Róża zaczęła układać nastoletnią Milę i 7-letniego Karola w pokoju z freskami przeznaczonego dla noworodka (nie wyjaśniono na czym, być może na składanym łóżku polowym, które dla Karola dostarczyła Ida, być może na karimtach, no bo przecież nie w łóżeczku niemowlęcym...), a malutką brała do swojego łóżka, jako że noworodki śpią spokojnie tylko wtulone w życzliwą pierś, nieprawdaż.
                    Potem do tego namawiana jest Aga (znaczy do spania z dzieckiem), która mówi, że się boi, że małej przez sen może zrobić krzywdę - jej wątpliwości są rozwiewane zapewnieniami żeńskiej połowy rodziny, iż "to niemożliwe", jako że wraz z powiciem potomstwa kobieta zostaje wyposażona w naturalny czujnik uniemożliwiający np. przygniecenie dziecka albo niezauważenie przez sen, że np. spada z łóżka...
                    • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:13
                      iwoniaw napisała:

                      > Potem do tego namawiana jest Aga (znaczy do spania z dzieckiem), która mówi, że
                      > się boi, że małej przez sen może zrobić krzywdę - jej wątpliwości są rozwiewan
                      > e zapewnieniami żeńskiej połowy rodziny, iż "to niemożliwe", jako że wraz z pow
                      > iciem potomstwa kobieta zostaje wyposażona w naturalny czujnik uniemożliwiający
                      > np. przygniecenie dziecka albo niezauważenie przez sen, że np. spada z łóżka..

                      No, to akurat jest prawda. A nawet nie trzeba być do tego żeńską połową. Z przygnieceniem. Bo przed spadnięciem z łóżka to istotnie trzeba jakoś bąbla zabezpieczyć, jak tylko uzyska jakąś mobilność.
                      • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:44
                        Nie, to nie jest prawda. Nie ma żadnego takiego automatu, ktory czyni matkę istota nadnaturalną, ktora w najgłębszym snie i td. Gdyby tak było, to jeszcze międzywojenne podręczniki gospodarstwa domowego nie byłyby pełne zaleceń, żeby matka/nianka/mamka ZA NIC nie spała z dzieckiem przy piersi, bo je przygniecie. I nie, wtedy nie chodziło o higienę, tylko zwyczajnie o dziecięce bezpieczeństwo.
                        Po wsiach i w ciasnych robotniczych mieszkankach, bazując na danych z podręcznikow medycyny sądowej, takie cos przytrafiało się regularnie. W mojej własnej rodzinie w latach 50-tych matka jak najbardziej przygniotłą i zadusiła - smiertelnie - własne, ukochane i wyczekiwane (miesięczne) dziecko, tragedia była wspominana przy okazji narodzin kolejnego pokolenia. Szwagierka babci (zona jej brata) spała z synkiem w jednym łóżku, z dwiema córkami wczesniej sie udawało, z nim - nie.
                        A to, że teraz cos takiego przytrafia się rzadziej, wynika własnie stąd, ze dzieci maja włąsne łózeczka/koszyki/leżaczki i pozostając w zasięgu ręki rodzica, nie sa narażone na położenie się na nich kilkudziesięciu kg jego ciężaru.
                        • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:10
                          berrin napisała:

                          > Nie, to nie jest prawda. Nie ma żadnego takiego automatu, ktory czyni matkę ist
                          > ota nadnaturalną, ktora w najgłębszym snie i td. Gdyby tak było, to jeszcze m
                          > iędzywojenne podręczniki gospodarstwa domowego nie byłyby pełne zaleceń, żeby m
                          > atka/nianka/mamka ZA NIC nie spała z dzieckiem przy piersi, bo je przygniecie.

                          To jest umiejętność tak samo nadnaturalna, jak umiejętność niespadania z łóżka przez sen - też trzeba pilnować, gdzie się jest. Ile razy w życiu spadłaś z łóżka?
                          A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami, żaden z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stanie, to niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:18
                            lord_vmordevol napisała:

                            > A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami, żaden
                            > z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stanie, to
                            > niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.

                            Niebezpieczenstwo jest duze i nie trzeba byc upitym. Matka niemowlaka - moze nie wiesz tego, Lordzie - czesto lub chronicznie jest niedospana. Przypadki przyduszenia/uduszenia niemowla, a tym bardziej noworodka przez sen zdarzaly sie i nadal zdarzaja.
                            A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.
                            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:39
                              tt-tka napisała:


                              > A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.

                              :D :D :D zapewniam cię, że nie o to w spaniu z dzieciem chodzi, żeby on za poduszkę robił :)
                              • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:49
                                Nie no, oczywiście, że w spaniu z dzieckiem chodzi o to, żeby nie wstawać co trzy minuty, tylko a to nakarmić w półśnie, a to pogładzić po rączce i dać znak, że się jest obok, zanim mały wrzaskun podniesie alarm na pół kamienicy - natomiast Aga jest po cesarce, słania się na nogach, sama ledwie nad sobą panuje, żeby gdzieś nie spaść i nie stracić przytomności (skłonność do omdleń jej wraca po porodzie, jest to jasno napisane) - wcale się nie dziwię, że się boi sama szaleć z noszeniem/spaniem z dzieckiem. Jak Minerwa niżej pisze - ją powinien obejrzeć jakiś lekarz, bo się kobieta zawinie w połogu na tamten świat, jakby to był XIX wiek :-/
                              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:54
                                ciotka_scholastyka napisała:

                                > tt-tka napisała:
                                >
                                >
                                > > A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.
                                >
                                > :D :D :D zapewniam cię, że nie o to w spaniu z dzieciem chodzi, żeby on za podu
                                > szkę robił :)

                                Ciotko, wiem :) - rzecz w tym, ze jak poduszke mocniej przycisniesz nieprzytomna z niewyspania glowa, to jej krzywdy nie zrobisz. A na oseska trzeba uwazac, nawet majac glowe nieprzytomna. To jest takie polspanie w strachu.
                                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:10
                                  tt-tka napisała:


                                  > Ciotko, wiem :)

                                  Ja wiem, że wiesz, ale wyszło ci przekomicznie :)
                                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:32
                                    ciotka_scholastyka napisała:


                                    > Ja wiem, że wiesz, ale wyszło ci przekomicznie :)

                                    Fakt ;)
                                    Mialam poduszke miska, poduszke serduszko, poduszke zabe, to czemu nie oseska, nieprawdaz.
                            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:42
                              tt-tka napisała:

                              > lord_vmordevol napisała:
                              >
                              > > A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami,
                              > żaden
                              > > z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stani
                              > e, to
                              > > niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.
                              >
                              > Niebezpieczenstwo jest duze i nie trzeba byc upitym. Matka niemowlaka - moze ni
                              > e wiesz tego, Lordzie - czesto lub chronicznie jest niedospana. Przypadki prz
                              > yduszenia/uduszenia niemowla, a tym bardziej noworodka przez sen zdarzaly sie i
                              > nadal zdarzaja.

                              Wiesz co, fizycznie jest to oczywiście możliwe, więc pewnie się i raz na miliony nocy zdarza. Podobno kiedyś jakaś pani w szale uniesień biustem udusiła własnego męża, co go było kilka razy mniej od niej i nie mógł się uwolnić. Ale w praktyce niebezpieczeństwo jest znikome.

                              > A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.

                              Ale tyłek w pampersie już owszem, nieźle ją zastępuje.
                              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:14
                                lord_vmordevol napisała:


                                > Wiesz co, fizycznie jest to oczywiście możliwe, więc pewnie się i raz na milion
                                > y nocy zdarza.

                                Jezeli zasypia sie czy przysypia sie z przytulonym do siebie oseskiem, a jeszcze nie daj bor osesek ma piers przysypiajacej matki w ustach... zapewniam cie, ze zagrozenie jest znacznie wyzsze niz raz na milion nocy.
                                • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:16
                                  tt-tka napisała:

                                  > lord_vmordevol napisała:
                                  >
                                  >
                                  > > Wiesz co, fizycznie jest to oczywiście możliwe, więc pewnie się i raz na
                                  > milion
                                  > > y nocy zdarza.
                                  >
                                  > Jezeli zasypia sie czy przysypia sie z przytulonym do siebie oseskiem, a jeszc
                                  > ze nie daj bor osesek ma piers przysypiajacej matki w ustach... zapewniam cie,
                                  > ze zagrozenie jest znacznie wyzsze niz raz na milion nocy.

                                  No ale twierdzisz to na podstawie czego? Bo ja swoje twierdzę na podstawie wielu, nie bójmy się powiedzieć, set nocy przespanych z małymi dziećmi w jednym łóżku.

                                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:30
                                    lord_vmordevol napisała:


                                    > No ale twierdzisz to na podstawie czego? Bo ja swoje twierdzę na podstawie wiel
                                    > u, nie bójmy się powiedzieć, set nocy przespanych z małymi dziećmi w jednym łóż
                                    > ku.
                                    >

                                    Na doswidczeniach wielu pokolen kobiet na przestrzeni wielu lat. Miedzy innymi raporty poloznych z tzw terenu jeszcze z lat 50-tych i 60-tych.
                                    Nie byles karmiaca matka, Lordzie, niczego ci nie ujmujac. To naprawde wykancza bardziej niz ojca podajacego butelke.
                                • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 14:52
                                  Nie jest. Mowi to matka ktora uprawiala karmienie w nocy ze spaniem z niemowleciem. I dwojke tak obskoczyla, na podstawie doswiadczenia wlasnego i licznych kolezanek. (Odkladanie dziecka do lozeczka tak naprawde opanowalam dopiero przy drugim dziecku, a to dziecko i tak migrowalo do nas w srodku nocy). Po angielsku to sie nazywa co-sleeping i jest opisywane jako jedna z potencjalnych opcji, pod haslem ze mozna wyprobowac i jezeli dziala to moze sie swietnie sprawdzic i ma zbawienny wplyw na samopoczucie matki, ktora moze sie po prostu wyspac. (Mowimy tu oczywiscie o malzenskim, duzym lozku). Pomysl ze co-sleeping jest zawsze zly bo ryzyko za duze to takie sterylne podejscie ze dzieci trzeba izolowac koniecznie bo inaczej zle nawyki sie wyksztalca co dzis sie pelnym glosem kwestionuje. Co-sleeping po prostu nie jest dla kazdego. Ale ryzyko jest wyolbrzymiane wlasnie przez namietnych zwolennikow szkoly sterylnej. Oczywiscie mowimy tu o zdrowym niemowleciu i ogolnie zdrowej matce. O ile dobrze rozumiem Aga jest po cesarce i nie ma mowy o jakims duzym komforcie wiec problem istnieje.
                            • kindzie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:36
                              tt-tka napisała:

                              > Niebezpieczenstwo jest duze i nie trzeba byc upitym. Matka niemowlaka - moze ni
                              > e wiesz tego, Lordzie - czesto lub chronicznie jest niedospana. Przypadki prz
                              > yduszenia/uduszenia niemowla, a tym bardziej noworodka przez sen zdarzaly sie i
                              > nadal zdarzaja.
                              > A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.

                              W porównaniu ze wstawaniem co godzinę-dwie do karmionego piersią dziecka wygoda jednak jest spora. Przy tym zmęczona matka równie dobrze jak przygnieść, może zasnąć z dzieckiem karmionym na fotelu albo kanapie i z tej pozycji je upuścić.
                              Przy tym podręcznikowe zalecenia zmieniają się jak w kalejdoskopie. Kiedy rodziłam młodszego syna akurat na topie było tak zwane rodzicielstwo bliskości (może nadal jest, nie wiem), którego jednym z zaleceń było właśnie spanie z dzieckiem.
                            • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 20:45
                              tt-tka napisała:

                              > lord_vmordevol napisała:
                              >
                              > > A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami,
                              > żaden
                              > > z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stani
                              > e, to
                              > > niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.
                              >
                              > Niebezpieczenstwo jest duze i nie trzeba byc upitym. Matka niemowlaka - moze ni
                              > e wiesz tego, Lordzie - czesto lub chronicznie jest niedospana. Przypadki prz
                              > yduszenia/uduszenia niemowla, a tym bardziej noworodka przez sen zdarzaly sie i
                              > nadal zdarzaja.
                              > A wygoda taka sobie. Osesek to nie poduszka.

                              A sprawdzałaś? Bo ja tak - do urodzenia dziecka miałam taki sen, że jak już zasnęłam to z armaty można było strzelać a ja spałam nadal.
                              Od urodzenia dziecka sypiam jak zając pod miedzą, do dziś słyszę kiedy ktoś z domowników wstaje do toalety a dziecko już dawno przestało być dzieckiem.
                              Spałam z dzieckiem w jednym łóżku, bo przez to, że musiałam je wyjmować na nocne karmienie byłam potwornie niedospana.
                              Odkąd zaczęłam spać z nim w łóżku - zaczęłam wreszcie się wysypiać. W półśnie karmiłam i rano oboje wstawalismy wyspani i rześcy. Nigdy mi się nie zdarzyło przydusić, jak dziecko zaczynało wędrować to na standbaju je łapałam i układałam z powrotem, miałam pełną świadomośc tego, co robi dziecko w nocy, równocześnie śpiąc.
                              Więc straszenie przygnieceniem to strachy na lachy.
                              A w każdym razie potwierdzam otrzymanie czujnika, który zalągł się we mnie równocześnie z ciążą i zaczął działać od chwili porodu.

                              Dodam, że nigdy nie byłam i nie jestem osobą pałającą wielką miłością do niemowlaków. Generalnie dzieci nie lubię i nie umiem z nimi postępować. Mnie samą zadziwiało, co wyprawiał ze mną instynkt macierzyński.
                          • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:48
                            lord_vmordevol napisała:

                            > berrin napisała:
                            >
                            > > Nie, to nie jest prawda. Nie ma żadnego takiego automatu, ktory czyni mat
                            > kę ist
                            > > ota nadnaturalną, ktora w najgłębszym snie i td. Gdyby tak było, to jes
                            > zcze m
                            > > iędzywojenne podręczniki gospodarstwa domowego nie byłyby pełne zaleceń,
                            > żeby m
                            > > atka/nianka/mamka ZA NIC nie spała z dzieckiem przy piersi, bo je przygni
                            > ecie.
                            >
                            > To jest umiejętność tak samo nadnaturalna, jak umiejętność niespadania z łóżka
                            > przez sen - też trzeba pilnować, gdzie się jest. Ile razy w życiu spadłaś z łóż
                            > ka?
                            > A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami, żaden
                            > z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stanie, to
                            > niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.

                            Podręczniki dla młodych matek moga sobie straszyc albo nie, nie w tym rzecz, tylko w w statystykach przed i powojnia, kiedy sypianie z dziećmi było nagminne (brak miejsca najczęściej) i równie nagminne były sekcje zaduszonych oseskow.
                            Spadanie z łóżka jest przykładem chybionym. Z łózka spadasz sam i na własne ryzyko - i czasami - czasami się jednak zdarza. Ryzykujesz wtedy niewiele i to ryzykujesz sobą. Śpiąc z dzieckiem - ryzykujesz dzieckiem. Poza tym ososek może spaśc z łóżka tylko, kiedy go zepchniesz, sam nie zlizie ani sie nie przeturla, bo jeszcze nawet głowy nie podnosi.
                            Nie przeczę, ze rodzic potrafi przez sen monitorować, czy wszystko ok, czy dziecko nie płacze, czy sie nie wierci - i jesli chodziłoby o paromiesięcznego malucha, to ok, niech będzie, jest żywotny i energiczny - i da rade. Ale nie noworodek. Matka nie musi byc pijana i może dziecko najczulej kochać, ale zechciej wziąć pod uwagę, że mówimy o dwudziesto- i więcejkrotnej różnicy masy i póki co zerowej mobilności osobnika młodszego. Osesek niekoniecznie da odpór przygniatajacemu rodzicowi - pomijając juz kwestie sił fizycznych, może nawet nie móc jęknąć. Powiem więcej, noworodka mozna udusic, przyrzucając go niefortunnie "dorosłą" kołdrą. NAPRAWDĘ. I co, takie przyrzucenie tez Twój samoczynny czujnik bezpieczeństwa odkryje i uruchomi alarm?

                            Chyba, ze spieramy sie tak naprawdę, nie ustaliwszy, co każde z nas uważa za "sypianie z dzieckiem". Czy matkę/ojca i zywotnego niemowlaka we wspólnym, sporym łózku, gdzie "łózko" jest tak naprawde powierzchnią do ułożenia legowiska dla każdego (sądze, ze to bardziej to masz na mysli, skoro równoczesnie chcesz dbać, żeby dziecko nie zleciało z łóżka, co by dotyczyło raczej własnie ruchliwszego niemowlaka), czy może raczej sredniej szerokosci materac, na ktorym niedospana matka kładzie tuz obok siebie trzykilowego oseska i otula oboje jedną kołdrą? Zaufanie tajemniczym mocom macierzyńskim (które niekoniecznie budzą się zaraz po porodzie) w tych konkretnych warunkach byłoby chyba ciut zbyt ryzykowne.
                            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:38
                              berrin napisała:

                              > lord_vmordevol napisała:
                              > > To jest umiejętność tak samo nadnaturalna, jak umiejętność niespadania z
                              > łóżka
                              > > przez sen - też trzeba pilnować, gdzie się jest. Ile razy w życiu spadłaś
                              > z łóż
                              > > ka?
                              > > A podręczniki dla początkujących matek to zawsze straszą potwornościami,
                              > żaden
                              > > z tego dowód. O ile nie śpi się po solidnym upiciu, albo w podobnym stani
                              > e, to
                              > > niebezpieczeństwo jest znikome, a wygoda bardzo duża.
                              >
                              > Podręczniki dla młodych matek moga sobie straszyc albo nie, nie w tym rzecz, ty
                              > lko w w statystykach przed i powojnia, kiedy sypianie z dziećmi było nagminne (
                              > brak miejsca najczęściej) i równie nagminne były sekcje zaduszonych oseskow.

                              Nagminne być może i były, ale sekcje zmarłych niemowlaków. To, że w wyniku sekcji robionej technikami i przy wiedzy sprzed blisko stu lat wpisywano nagminnie "matka przydusiła przez sen" niczego specjalnego nie dowodzi, bo przyczyn śmierci nie dających wyraźnych (według wiedzy sprzed 100 lat) objawów to jest sporo (SIDS, zaczadzenie, wady budowy...)

                              > Spadanie z łóżka jest przykładem chybionym. Z łózka spadasz sam i na własne ryz

                              Spadanie z łóżka jest dokładnie takim przykładem, jak trzeba, ponieważ brak takich zdarzeń w życiu normalnych, dorosłych ludzi dowodzi, że człowiek od wczesnego nawet wieku jest w stanie całkiem skutecznie panować nad położeniem swojego ciała podczas snu. Nie ma powodu, żeby to nie dotyczyło także radzenia sobie z "przeszkodami" - niemowlakami, od których po prostu zachowuje się dystans. Stąd zresztą bierze się znany efekt dziecka zajmującego 60% łóżka, matki zajmującej 30% i ojca rozwalonego komfortowo na pozostałych 10%.

                              > yko - i czasami - czasami się jednak zdarza. Ryzykujesz wtedy niewiele i to ryz
                              > ykujesz sobą. Śpiąc z dzieckiem - ryzykujesz dzieckiem. Poza tym ososek może sp
                              > aśc z łóżka tylko, kiedy go zepchniesz, sam nie zlizie ani sie nie przeturla, b
                              > o jeszcze nawet głowy nie podnosi.

                              Osesek jest w stanie zlecieć samodzielnie z łóżka już po jakichś trzech miesiącach, a może i wcześniej.

                              > ć, żeby dziecko nie zleciało z łóżka, co by dotyczyło raczej własnie ruchliwsze
                              > go niemowlaka), czy może raczej sredniej szerokosci materac, na ktorym niedospa
                              > na matka kładzie tuz obok siebie trzykilowego oseska i otula oboje jedną kołdrą
                              > ? Zaufanie tajemniczym mocom macierzyńskim (które niekoniecznie budzą się zaraz
                              > po porodzie) w tych konkretnych warunkach byłoby chyba ciut zbyt ryzykowne.

                              Powtarzam - to nie są żadne moce macierzyńskie tylko normalna funkcja człowieka. Niedosypiającą matką co prawda nigdy nie byłem, ale ojcem dziecka niedosypiającej matki nie raz. Na niedosypianie bardzo dobrą pomocą jest właśnie spanie z dzieckiem, bo można je dokarmiać praktycznie bez budzenia się, a co do mieszczenia się w łóżku, to ani razu nie mieliśmy żadnej sytuacji, która byłaby choć najsłabszym powodem do zastanowienia się: "a może jednak kłaść dziecko osobno?".
                              • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 14:56
                                lord_vmordevol napisała:


                                > Osesek jest w stanie zlecieć samodzielnie z łóżka już po jakichś trzech miesiąc
                                > ach, a może i wcześniej.
                                >
                                > Trzymiesięczne dziecię to nie jest osesek. Tylko niemowlak. I jak najbardziej z łózka samoczynnie zleciec potrafi. Noworodek NIE. I nie zawsze poradzi sobie z zasygnalizowaniem, ze sie go przygniata. Tajemne moce rodzicielskie w Twoim wypadku oznaczają raczej zdrowy rozsadek - czyli zostawienie dziecięciu plus minus połowy łóżka. No, 40%.

                                Co do protokołów sekcyjnych - pozostanę przy swoim zdaniu.
                                >
                                • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:18
                                  berrin napisała:

                                  > lord_vmordevol napisała:
                                  >
                                  >
                                  > > Osesek jest w stanie zlecieć samodzielnie z łóżka już po jakichś trzech m
                                  > iesiąc
                                  > > ach, a może i wcześniej.
                                  > >
                                  > > Trzymiesięczne dziecię to nie jest osesek. Tylko niemowlak. I jak najbard
                                  > ziej z łózka samoczynnie zleciec potrafi. Noworodek NIE. I nie zawsze poradzi
                                  > sobie z zasygnalizowaniem, ze sie go przygniata. Tajemne moce rodzicielskie w T

                                  Dziecko nic nie musi sygnalizować i nie sygnalizuje. Po prostu śpiący dorosły czuje przeszkodę i nie napiera na nią. Tak to działa. I dlaczego cały czas piszesz coś o "tajemnych mocach rodzicielskich"? Nie czytałaś moich odpowiedzi?

                                  > woim wypadku oznaczają raczej zdrowy rozsadek - czyli zostawienie dziecięciu pl
                                  > us minus połowy łóżka. No, 40%.

                                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:35
                                    lord_vmordevol napisała:


                                    > Dziecko nic nie musi sygnalizować i nie sygnalizuje. Po prostu śpiący dorosły c
                                    > zuje przeszkodę i nie napiera na nią. Tak to działa.

                                    Nie, to tak nie dziala. Albo ogledniej - nie zawsze. Nieprzytomny z przemeczenia dorosly nie czuje "przeszkody", albo nawet czujac, ze "cos" go uwiera czy ugniata, nie ma sily przez sen sie odsunac.
                                  • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 16:46
                                    Tt-ka mnie ubiegla w odpowiedzi. A od siebie dodam: ależ czytam. I rozumiem z nich, ze skoro TY nigdy nie ucisnąłeś zadnego ze swych dzieci, to NIKOMU to nie grozi. Niech sobie protokoly sekcyjne, raporty położnych i nawet ta moja - równie jednostkowa i niereprezentatywna, względnie, bądź uczciwy, skoro tak samo jednostkowa to równie REPREZENTATYWNA jak Twoja - historia rodzinna o zaduszonym w wieku jednego miesiąca stryjecznym bracie mojej mamy - tak, przez rodzica, tak, oczywiście, z pewnością normalnie czujacego, ze na cos napiera, tylko ten jeden raz akurat, niestety, nie... -mówią swoje...

                                    Btw. Nie kwestionuję, wbrew pozorom, wygody i możliwości spania z dziecięciem na jednym poslaniu. Ani tego, że do pewnej głębokości snu i szerokości posłania nie jest to dla nikogo szczególnie niebezpieczne, i że rodzic - jak najbardziej wierzę, zes Ty jest takim rodzicem - odruchowo działa na rzecz bezpieczeństwa dziecka. Ale stanowczo nie zgadzam się z teorią, ze samo urodzenie dziecka odpala w człowieku magiczne skile, które w kazdych warunkach, samoczynnie i bez niczyich staran zalatwią wdzystko to, do czego jednak lepiej używać inteligencji.
                                    • molly_bloom Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 11:39
                                      Ależ są badania mówiące o tym, że spanie z dzieckiem JEST bezpieczne pod pewnymi warunkami (mogę poszukać i zalinkować). Mało tego - jeśli chodzi o tzw. zespół śmierci łożeczkowej, to spanie z dzieckiem przed nią CHRONI - ponieważ bliskość matki (jej oddech, zapach i bicie serca) ma pozytywny wpływ na regulację oddechu dziecka - która to regulacja jeszcze u noworodków niedomaga często (stąd bezdechy).
                              • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 09.08.19, 17:05
                                Tak btw, to mi jako osobie dorosłej z trzy razy w życiu zdarzyło mi się spaść z łózka. I czego to dowodzi?
                            • significado-significante Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 11:20
                              berrin napisała:

                              > Chyba, ze spieramy sie tak naprawdę, nie ustaliwszy, co każde z nas uważa za "s
                              > ypianie z dzieckiem". Czy matkę/ojca i zywotnego niemowlaka we wspólnym, sporym
                              > łózku, gdzie "łózko" jest tak naprawde powierzchnią do ułożenia legowiska dla
                              > każdego (sądze, ze to bardziej to masz na mysli, skoro równoczesnie chcesz dba
                              > ć, żeby dziecko nie zleciało z łóżka, co by dotyczyło raczej własnie ruchliwsze
                              > go niemowlaka), czy może raczej sredniej szerokosci materac, na ktorym niedospa
                              > na matka kładzie tuz obok siebie trzykilowego oseska i otula oboje jedną kołdrą
                              > ? Zaufanie tajemniczym mocom macierzyńskim (które niekoniecznie budzą się zaraz
                              > po porodzie) w tych konkretnych warunkach byłoby chyba ciut zbyt ryzykowne.

                              Zgadzam się w pełni z takim rozróżnieniem. My z mężem zdecydowaliśmy się na "współspanie" z naszymi dziećmi - najpierw spała z nami córka (obecnie prawie czteroletnia), a teraz od pięciu miesięcy śpi synek. Było to dla nas rozwiązanie wygodne, naturalne, zgodne z naszą, nazwijmy to, ideologią itd...ALE mamy łoże o wymiarach 2×2 metry, bardzo twardy i oddychający materac, niemowlak ma w tym łóżku swoją przestrzeń, swoją kołderkę itd. Spanie z małym człowiekiem jest cudowne, integrujące, przyjemne, a w przypadku karmienia piersią również niebywale wygodne, można zareagować już na pierwsze mlaskanie i kwilenie, nakarmić młodego choćby i na leżąco, prawie nie wybudzając go ze snu, dzięki czemu nie tylko mama ale i samo niemowlę lepiej śpi. Itd. Itp. Gdybyśmy jednak nie mieli ku temu tak komfortowych warunków legowiskowych, to mimo naszych preferencji i podejścia, na pewno wybralibyśmy inne rozwiązanie.
                          • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 08:18
                            > Ile razy w życiu spadłaś z łóżka?

                            Ja ani razu, ale mój mąż tak, jako dziecko spadł z łóżka i złamał rękę.
                            • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 09.08.19, 20:31
                              No ja jak wyżej, zdarzyło się z trzy razy i to w dorosłości
                  • anchema Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 00:57
                    Róża kładzie swoje dzieci w pokoju z wróżkami, nie śpią wszyscy razem
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 01:02
                      Poczatkowo owszem, spia wszyscy razem.
                      Potem w dziecinnym, dawniej seniorow, tylko pytam - NA CZYM kladzie ?
                      • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 10:18
                        Ida pisze w mailu, że przywiozła łóżko składane dla Karolka (gdy jeszcze Mila miała spać z Różą na łożu małżeńskim Gabonów). Zapewne to łóżko później ulokowano w pokoju niemowlęcia, a na czym śpi Milena, nie wiadomo. Karimata? Inne łóżko rozkładane?
                • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 20:25
                  tt-tka napisała:

                  > ja bym poprosila dokladniej...
                  > Aga nie chodzi do lekarza, bo nie. Czy jest uzasadnienie ?

                  Jest. Aga nie chodzi bo jest lękowa i się boi. NIKT z rodziny o tym nie wie. Dowiaduje się dopiero i to przypadkiem bodajże Róża i każe jej NATYCHMIAST pędzić do lekarza. I chyba nawet umawiają się, że pójdą razem w poniedziałek, tyle że w sobotę (czyli następnego dnia po tej rozmowie) Aga rodzi.
                  > IGS ma to w nosie ?
                  IGS to miągwa, nie wymagaj od niego za wiele. Skoro jego ukochana mówi, że nie pójdzie to znaczy że ma rację albowiem Aga zawsze rację ma, chyba że mdleje, wtedy on się nią przez chwilę opiekuje.
                  > Gaba tez ma to w nosie. ?
                  Nie wie
                  > Niby mieszka z nimi Roza, ale Aga na spacer idzie z przypadkiem przybyla Nora.
                  Róża jeszcze śpi, Aga nie mogła spac i chciała iść sama na spacer. Na szczęście Nora też nie mogła spac, jak to zwykle bywa na nowym miejscu i jest na tyle przytomna, że idzie z Agą, chociaż wcale nie ma ochoty.
                  > Bez tego zaczelaby rodzic na spacerze samotnie ?
                  Niewykluczone. Idiotka poszła na zatłoczone targowisko i dostała w brzuch koszykiem czy czymś podobnym. Nie wiedziała, że rodzi, chciała wracać pieszo do domu, to przytomna Nora wezwała taksówke, a przytomny taksówkarz, doświadczony porodem żony zdiagnozował, że chyba się zaczyna. Bez tego prawdopodobnie MM miałaby wreszcie w Jeżycjadzie tak upragniony przez niektóre dramat.

                  > IGS telefonu nie wzial, a ktokolwiek przy dziewczynie w 9 miesiacu jest jako st
                  > aly dyzurny ?

                  IGS to miągwa i dystraktyk, mocny w gębie ale kompletnie oderwany do rzeczywistości. Jako dyżurny jest Róża, ale akurat padła zmęczona - nie może pilnować Agi 24h/dobę gdy tej nagle strzeliło do głowy sie przespacerować. Gdyby nie Nora, polazłaby sama, nikomu nie mówiąc dokąd idzie.
                  > Jak reaguje rodzina, poza Ida, ktora skrytykowala ? I czy Ida skrytykowala tylk
                  > o Age, czy tez siostrzenca ?
                  Ida, jak to Ida skrytykowała równo wszystkich, siostrzenca też.
                  Rodzina oczywiście skupia się na tym, że jet kolejne wypełnienie do ramion i wyrywa sobie małą Norcię.
                  > Czy ktokolwiek te pare madrych inaczej solidnie objechal, chocby post factum ?
                  Niestety tylko Ida - jedyna świadoma. Cała reszta cmoka i się zachwyca. A Aga wyraźnie w depresji, więc starają się ściągnąć lek na całe zło czyli IGS.
                  W sumie nie ma co Agi teraz dołować. IGS by się przydało, ale on jeszcze o niczym nie wie.
                  A potem już wszyscy skupiają się na Norci i rozłazi się po kościach.

                  TYLKO Ida mówi czytelniczkom, że Aga to nieodpowiedzialna idiotka.
                  • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 19:44

                    > TYLKO Ida mówi czytelniczkom, że Aga to nieodpowiedzialna idiotka.

                    Niestety Ida jest niewiarygodna, albowiem wcześniej została przedstawiona jako wariatka tropiąca wszędzie tuczące masło.

                    To jest w ogóle niewiarygodne, że mieszkając przez podłogę z dwoma lekarzami, Agnieszka wymigała się od opieki lekarskiej. Tyle kobiet i żadna nie spytała, kto prowadzi ciążę? O USG? O płeć?
                    • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 20:11
                      raszefka napisała:

                      > To jest w ogóle niewiarygodne, że mieszkając przez podłogę z dwoma lekarzami, A
                      > gnieszka wymigała się od opieki lekarskiej. Tyle kobiet i żadna nie spytała, kt
                      > o prowadzi ciążę? O USG? O płeć?

                      O termin porodu Pyzy Ida zapytała w "Żabie", na początku maja. Termin to pierwsze dni czerwca. Można by przypuszczać, że Ida pyta tylko o ukonkretnienie znanej w przybliżeniu daty, ale nie - skoro dopiero wtedy oblicza, że do poczęcia doszło we wrześniu, to znaczy, że wcześniej nie wiedziała nawet, w którym miesiącu ciąży jest siostrzenica.

                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 21:57
                        marutax napisała:


                        > O termin porodu Pyzy Ida zapytała w "Żabie", na początku maja. Termin to pierws
                        > ze dni czerwca. Można by przypuszczać, że Ida pyta tylko o ukonkretnienie znane
                        > j w przybliżeniu daty, ale nie - skoro dopiero wtedy oblicza, że do poczęcia do
                        > szło we wrześniu, to znaczy, że wcześniej nie wiedziała nawet, w którym miesiąc
                        > u ciąży jest siostrzenica.

                        Niby nie musi... to tylko ciotka :). Tyle ze to bzdura, bo Pyza robila USG, wydruk wisi na kuchennej tablicy, mowa jest o imieniu i sama Ida zachwyca sie tym wybranym (wiadomo, jakim). Imho nie tyle nie wie, ktory to miesiac, tylko liczac wstecz zyskuje material do komentarza "praktyki zaowocowaly".

                        Aga to obca. Niby nosicielka przyszlego Stryby, ale wlasnie - tylko Stryby i tylko po Ignacym Dzuniorze vulgo Miagwie. To co sobie beda glowe zwracac.
                        • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 22:13
                          tt-tka napisała:

                          > Tyle ze to bzdura, bo Pyza robila USG, wyd
                          > ruk wisi na kuchennej tablicy, mowa jest o imieniu i sama Ida zachwyca sie tym
                          > wybranym (wiadomo, jakim). Imho nie tyle nie wie, ktory to miesiac, tylko licza
                          > c wstecz zyskuje material do komentarza "praktyki zaowocowaly".

                          I liczy pierwszy raz kiedy Pyza jest w ósmym miesiącu?
                          "– Kiedy termin, ty ofiaro świerzopa? – przerwała Ida tok swych rozmyślań.
                          – Pierwsze dni czerwca – odrzekła Róża z godnością i promiennym uśmiechem.
                          Uśmiech był, zdaniem ciotki, nieco na pokaz. Dokonała w myśli błyskawicznych obliczeń.
                          – Hm. Hm. Aha. A więc można powiedzieć, Pyzuniu droga, że wasza dwutygodniowa praktyka
                          w obserwatorium astronomicznym pod Toruniem, we wrześniu ubiegłego roku...
                          – Co, co? – speszyła się Pyza.
                          – ...okazała się prawdziwie owocna – dokończyła Ida z triumfem."

                          Gdyby wiedziała, w którym miesiącu jest Róża już wcześniej mogłaby wyciągnąć takie wnioski. Co więcej, Róża termin powinna orientacyjnie znać już od dawna, zwłaszcza, jeśli był to jednorazowy wyskok. Po prostu Ida o to wcześniej nie pytała ani nie myślała o ciąży siostrzenicy. Ma być dziecko to będzie.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 23:11
                            No niby racja, ale akurat Ida byla ta, ktora przy Rozy zakrzatnela sie najwiecej (a przynajmníej najglosniej i najbardziej zamaszyscie). Od pierwszego spaceru, na ktory wyciagnela Roze niemal zaraz po tym, jak sie dowiedziala o ciazy. Roza wygladala kwitnaco i czula sie dobrze - teraz, zrozumialam, Ida pyta juz konkretnie, bo to na dniach, i wtedy kojarzy sobie termin praktyk.
                            Oraz Ida uwaza, ze Roza okazala sie taka silna kobieta (blagam, nie pytaj, na jakiej podstawie, ja tylko referuje), wiec podporki nie potrzebuje, w sensie pilnowania jej i nadzoru nad ciaza.
                            Age uwazaja za miagwe taka jak jej maz, przynajmniej czesc rodziny, i nikt nie pyta. A Igstrybie Ida potrafila przetrzepac kieszenie, zeby sprawdzic, czy chlop lat 20 ma przy sobie dowod osobisty i karte do bankomatu... chyba jednak nie uwazaja jej ciazy za cos waznego dla rodziny. Dla KLANU :)
                            • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:25
                              tt-tka napisała:

                              > Age uwazaja za miagwe taka jak jej maz, przynajmniej czesc rodziny, i nikt nie
                              > pyta. A Igstrybie Ida potrafila przetrzepac kieszenie, zeby sprawdzic, czy chlo
                              > p lat 20 ma przy sobie dowod osobisty i karte do bankomatu... chyba jednak nie
                              > uwazaja jej ciazy za cos waznego dla rodziny. Dla KLANU :)

                              Możliwe też, że Ida wyskoczyła z troską i ofertą pomocy ale w swoim obecnym stylu, wyszło złośliwie, bezmyślnie i pogardliwie, a Aga nie położyła uszu po sobie tylko się odgryzła. Ida, którą "taka niewdzięczność" dotąd nie spotkała, rzuciła "bez łaski" i odcięła się od sprawy. W takim przypadku miałabym dylemat, bo zdrowie fizyczne zdrowiem fizycznym, a i tak podejrzewam, że Aga mogła wyjść na tym układzie lepiej ;-)
                              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:38
                                marutax napisała:



                                >
                                > Możliwe też, że Ida wyskoczyła z troską i ofertą pomocy ale w swoim obecnym sty
                                > lu, wyszło złośliwie, bezmyślnie i pogardliwie, a Aga nie położyła uszu po sobi
                                > e tylko się odgryzła. Ida, którą "taka niewdzięczność" dotąd nie spotkała, rzuc
                                > iła "bez łaski" i odcięła się od sprawy.

                                To tez mozliwe, oczywiscie. Nie kloci sie jednak z moim zalozeniem - ciaza Agi nie jest dla szeroko rozumianych Borejkow niczym waznym - Ida spraw, ktore uwaza za wazne, nie odpuszcza, tylko wierci dziure w brzuchu :)
                                Przejmuja sie tym tylko Stryby, starszy i mlodszy, a oni obaj na straznikow lona kiepsko sie nadaja :)

                                >W takim przypadku miałabym dylemat, bo
                                > zdrowie fizyczne zdrowiem fizycznym, a i tak podejrzewam, że Aga mogła wyjść n
                                > a tym układzie lepiej ;-)

                                Aga wychodzi kiepsko na kazdym ukladzie - jest wolna od nadzoru, ale od lekow nie. Juz pal szesc fizycznosc, ale ona praktycznie w nikim nie ma oparcia, a sama ze soba kiepsko sobie radzi, choc z innymi jakos tam.
          • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:38
            Jest tylko jedno zdanie na ten temat, w Idusiowym mailu. Dla mnie to trochę mało. Wystarczylo gdzieś wcisnąć zdanie, że nasze betonowe centrum jest bardzo zmartwiony tym, że Aga się nie bada albo rozsądny Ignacy namawia malzonke na wspólne wyjście do lekarza a ona się nie chce zgodzić. Nikt też nie chciał zobaczyć zdjęcia z usg? Serio, ta wspierająca się, nastawiona na dzieci rodzina?
        • kindzie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 09:02
          rudziaczeq napisał(a):

          > Punkt 5,czyli ta ciąża rodzi we mnie nie irytację, a coś o wiele wiele gorszego
          > . jednakże nawet południe jeszcze nie wybiło, zatem kląć (nawet po łacinie, jak
          > to czynił senior B.) nie wypada. Ale doprawdy, jaki przykład daje szanowna aut
          > orka swoim młodym czytelniczki, do których ponoć skierowane są jej dzieła? Dla
          > mnie przekaz jest taki: "bez sensu chodzić do lekarza i regularnie dbać o zdrow
          > ie swoje i przede wszystkim maluszka. Zaufajcie Bozi dzieci drogie to wszystko
          > będzie ok". No bzdurrra! Zamiast kłaść do głów, że należy badać się regularnie,
          > bo to wyjątkowy stan, to ona serwuje myślenie w stylu, nasze babki i prababki
          > nie korzystały z takich udziwnien jak usg czy jakieś tam wymyślne badania prena
          > talne i rodziły zdrowe dzieci, zatem i wy nie musicie sobie nic z tego robić, b
          > o szkoda czasu.

          Jestem już po lekturze i mogę z pełnym przekonaniem napisać, że MM w CZ umieszcza postulowane przez Ciebie przesłanie. Agnieszka jest pokazana jako przykład, jak nie należy postępować.
          • agafiatichonowna Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:02
            Przeczytałam.
            I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe rajstopy do rozczłapanych sandałów ?
            Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr.

            To właściwie taka sobie irytacyjka, bardziej zirytowały mnie kwestie remontowo budowlane.
            W połowie pazdziernika Ida wybiera się do swojej ukochanej Ruinki bojlerek uruchomić, wodę w sedesie radośnie pospuszczać, napalić w kominku, ponapawac się firaneczkami i mebelkami w kuchni. Jak rozumiem wszystko jest już urządzone, jest pic, glanc i tralala. Od początku września trwa wielkie malowanie , przemalowywanie a w sieni czekają już płytki podłogowe, które Idusia zamierza samodzielnie kłaść. Chce się nauczyć, jej sprawa. Problem jednak w tym, że Ruinka posiada bardzo ekskluzywną podłogę pt. klepisko. Rzeczone klepisko, jak zauważa Nora, zostało czymś pomyzdane i to właściwie jedyna tzw. padgatowka pod przyszła posadzkę. Wykonałam ci ja research, w końcu ktoś musi i wyszło co następuje. Ziemię należy wybrać na głębokość cirka ebaut 30cm, następnie zrobić pierwszą wylewkę ( około 7cm), dać temu się związać (około 7 dni), następnie położyć warstwę specjalnego podłogowego styropianu i takiejż folii, na koniec zrobić drugą wylewkę i tej należy się około trzech tygodni wiązania, potem już można kłaść płytki. A jeszcze póżniej zafugować. I fertig. Zeby nie było - około 10 września jest pomyzdane, Idusia ma urlop do końca tegoż miesiąca i wtedy to wszystko jest już gotowe, mebelki ustawione, firaneczki zwycięsko powiewają, cud, pani, cud.

            A wesele jest bezalkoholowe. Ze bezwódczane to jeszcze jestem w stanie pojąć, ale bez kropli szlachetnego, starożytnego trunku jakim jest wino? Byłam kiedyś świadkiem takiego bezalkoholowego wesela. Miejsce akcji - wieś pod Nowym Targiem. Co jakiś czas grupa weselników oddalała się od postnego stołu i chyżo pomykała przez drogę do stodoły sąsiada gdzie był skład amunicji. Za zagrychę służyła miętowa guma Orbit bez cukru.
            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:09
              agafiatichonowna napisała:

              > Przeczytałam.
              > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe ra
              > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
              > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr.

              A w czym problem? Poza rozczłapaniem sandałów, bo to oczywiście odrażające. Może i białe rajstopy nie są jakoś bardzo modne teraz, ale nie wydaje mi się, żeby to było coś nie do założenia.

              > sadzkę. Wykonałam ci ja research, w końcu ktoś musi i wyszło co następuje. Ziem
              > ię należy wybrać na głębokość cirka ebaut 30cm, następnie zrobić pierwszą wylew
              > kę ( około 7cm), dać temu się związać (około 7 dni), następnie położyć warstwę
              > specjalnego podłogowego styropianu i takiejż folii, na koniec zrobić drugą wyle
              > wkę i tej należy się około trzech tygodni wiązania, potem już można kłaść płytk
              > i. A jeszcze póżniej zafugować. I fertig. Zeby nie było - około 10 września jes
              > t pomyzdane, Idusia ma urlop do końca tegoż miesiąca i wtedy to wszystko jest j
              > uż gotowe, mebelki ustawione, firaneczki zwycięsko powiewają, cud, pani, cud.

              No dobrze, ale to mimo wszystko nie jest "Nauka posadzkarstwa w weekend" tylko historyjka dla nastolatek w dowolnym wieku.
              • agafiatichonowna Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:45
                Lordzie drogi, Nie oczekuję od MM wykładów na temat budownictwa czy posadzkarstwa. Jedynie odrobiny realizmu. Wystarczyło napisać, że posadzka jest już gotowa i byłoby po sprawie, a opisałam z detalami całą chronologię działań nie po to by oczekiwać czegos podobnego od autorki lecz w celu pokazania iż zrobienie tego wszystkiego w dwa tygodnie jest niemożliwe. I tylko tyle.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:14
              agafiatichonowna napisała:

              > Przeczytałam.
              > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe ra
              > jstopy do rozczłapanych sandałów ?

              Widuje nastolatki bardzo dziwnie, jak na moj gust, ubrane. takiego polaczenia jednakowoz nie spotkalam.


              >
              > A wesele jest bezalkoholowe. Ze bezwódczane to jeszcze jestem w stanie pojąć, a
              > le bez kropli szlachetnego, starożytnego trunku jakim jest wino? Byłam kiedyś ś
              > wiadkiem takiego bezalkoholowego wesela. Miejsce akcji - wieś pod Nowym Targiem
              > . Co jakiś czas grupa weselników oddalała się od postnego stołu i chyżo pomykał
              > a przez drogę do stodoły sąsiada gdzie był skład amunicji. Za zagrychę służyła
              > miętowa guma Orbit bez cukru.

              Bylam na takim ! We wsi Warszawa, klubik hipsterski, kawa i herbata w 16 smakach, za to zadnych uzywek. Wiecej niz polowa weselnikow bawila sie glownie na chodniczku przed klubem :), wpadalismy do srodka zatanczyc, zaspiewac i znowu dawaj na wolnosc ! I swobode.
              • upadly_kocyk Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:58
                "A wesele jest bezalkoholowe. Ze bezwódczane to jeszcze jestem w stanie pojąć, a
                > le bez kropli szlachetnego, starożytnego trunku jakim jest wino? Byłam kiedyś ś
                > wiadkiem takiego bezalkoholowego wesela. Miejsce akcji - wieś pod Nowym Targiem
                > . Co jakiś czas grupa weselników oddalała się od postnego stołu i chyżo pomykał
                > a przez drogę do stodoły sąsiada gdzie był skład amunicji. Za zagrychę służyła
                > miętowa guma Orbit bez cukru.

                Bylam na takim ! We wsi Warszawa, klubik hipsterski, kawa i herbata w 16 smakach, za to zadnych uzywek. Wiecej niz polowa weselnikow bawila sie glownie na chodniczku przed klubem :), wpadalismy do srodka zatanczyc, zaspiewac i znowu dawaj na wolnosc ! I swobode. "

                Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo trochę nie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akceptować ten brak alkoholu. Osobiście wolałabym, żeby osoby, które no naprawdę już muszą napić się na boku, nie przyszły niż robiły jakieś konspiracyjne picie. Wydaje mi się, że poczulabym się, jakby mnie nie szanowały...
                • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:13
                  upadly_kocyk napisał(a):

                  > > . Co jakiś czas grupa weselników oddalała się od postnego stołu i chyżo p
                  > > omykał
                  > > > a przez drogę do stodoły sąsiada gdzie był skład amunicji. Za zagrychę sł
                  > > użyła
                  > > > miętowa guma Orbit bez cukru.

                  > > h, za to zadnych uzywek. Wiecej niz polowa weselnikow bawila sie glownie na cho
                  > > dniczku przed klubem :), wpadalismy do srodka zatanczyc, zaspiewac i znowu dawa
                  > > j na wolnosc ! I swobode. "
                  >
                  > Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo trochę n
                  > ie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akceptować te
                  > n brak alkoholu. Osobiście wolałabym, żeby osoby, które no naprawdę już muszą n
                  > apić się na boku, nie przyszły niż robiły jakieś konspiracyjne picie. Wydaje mi
                  > się, że poczulabym się, jakby mnie nie szanowały...

                  Właśnie też tego nie rozumiem. O ile sama koncepcja bezołowiowego wesela jest taka sobie i zatrącająca o dziwactwo, o tyle jak już się przyjęło zaproszenie, to wypadałoby się dostosować. Zresztą nawet, gdyby coś takiego okazywało się znienacka na miejscu, to dorosły człowiek powinien jednak być w stanie wytrzymać te parę godzin na kawie, herbacie i sokach.
                  • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:36

                    Lord vmordevol tweirdzi, ze:
                    ' dorosły człowiek powinien jednak być w stanie wytrzymać te parę godzin na kawie, herbacie i sokach.'

                    Chrobot na ten przyklad nie jest chyba w stanie. Nie wiem, jak z Pyziakiem - podobno chyba deklarowal, ze 'skonczyl z piciem', ale sie nie zakladam, ze tak bylo.
                    A tak ogolnie to w zasadzie jakie przyswiecaja przeslanki ku wesolom bezalkoholowym? Ze Pierwsza Komunia to rozumiem jakos - pierwsza Eucharystia dziecka itede, jakos to mozna umocowac np. religijnie (nie mam pojecia, jak z chrzcinami czy bierzmowaniem), ale dlaczego wesele?
                    Ja tu zrobie OT: otoz mam gdzies, czy na przyjeciu jest alkohol/tluste zarcie itp dopoki nikt mi na sile nie nalewa/nie naklada. I wlasnie z tym moim zdaniem jest problem, bo jakos ciagle funkcjonuje takie cos: a co, ze mna sie nie napijesz?/a co, nie smakuje ci?
                    To jest koszmarne. Jak sie dobrze bawie na wodzie mineralnej i lisciu salaty, to niech mie dadza spokoj nie zmuszaja do jedzenia/picia czegos, na co nie mam ochoty/nie lubie/nie moge/nie chce.
                    • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 01:25
                      Imprezy różnorodne urządzałam, dla różnych ludzi. Fakt, że wesele własne tylko raz, ale kilkukrotnie współpracowałam przy organizacji wesel bliskich. No i ad rem OT:
                      Uważam, że najlepiej jest "wypośrodkować". Czyli za równo dania jak i napoje zróżnicować. Kilka potraw oryginalnych, egzotycznych - czemu nie? Ale niech obok nich pojawi się i tradycyjny kurczak z frytkami, bo nie każdy spożyje ośmiorniczki w sosie. Napoje? Alkohol jest dla ludzi, więc impreza bezalkoholowa to (moim zdaniem) pomyłka, chyba, że są jakieś konkretne powody do takowego ograniczenia (np ktoś z najbliższych jest w trakcie leczenia nałogu alkoholowego). Wino, wódka, piwo - to wszystko jest dla ludzi i do użytku. A tylko od zaproszonych gości zależy czy użytkować będą z kultura i umiarem, czy urżną się w czarnoziem.
                      Ja osobiście nie uznaję "namawiania" do niczego. Ani "Ze mną się nie napijesz?", ani "No, jeszcze kawałek pieczeni, pyszniutka jest!". Zakładam, że spośród osób dorosłych każdy mniej - więcej wie ile może i chce zjeść lub wypić i nie mam potrzeby pilnować jego kieliszka/talerza. Z jednym "ale". Jako gospodarz mam OBOWIĄZEK zapytać, widząc gościa siedzącego nad pustym talerzem czy pustym kieliszkiem czy czegoś by nie zjadł/nie wypił. Czy coś przynieść, podać. Podkreślam: ZAPYTAĆ. Nie namawiać. Na odpowiedź odmowną - po prostu przyjąć ją do wiadomości. :)
                      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:39
                        W weselach bezalkoholowych chyba tez czasem chodzi o cene... Poza tym alkohol jest dla ludzi, ale pijanstwo juz niekoniecznie... Moze wiedzac jak po sporym spozyciu moze sie zachowywac np. pan Chrobot albo czesc tych niezaproszonych gosci, mloda para wolala zrezygnowac...
                    • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:47
                      Moj ojciec byl kiedys na weselu u przyjaciol zielonoswiatkowcow. Sprawa o tyle nietypowa, ze nie tylko alkohol zakazany ale i tanczyc nie wolno bylo. Mowil ze dziwne doswiadczenie w sumie, nie wiedzial czego sie spodziwac w ogole (duzo spiewow bylo) ale nie mial problemu z uszanowaniem tego. I ja nie rozumiem ze ktokolwiek moze miec z tym problem. Moze wlasnie przekonania religijne gospodarzy za tym stoja? Nie musi sie wiedziec, moze w rodzinie ktos jest trzezwym alkoholikiem? Moze ma traume jakas? Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI? Co komu do tego? Jak sie przyjmuje zaproszenie to sie szanuje zasady. Naprawde jak przeczytalam o tych gosciach rajdujacych do stodoly sasiada na wodke z mietowa zagrycha to az mi sie zimno zrobilo. Niby dzien dla nowozencow, ale tylko teoretycznie, nic nie maja do gadania, towarzyska popijawa to priorytet.
                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:57
                        selkie napisała:

                        . Moze wlasnie przekonania religijne gospodarz
                        > y za tym stoja? Nie musi sie wiedziec, moze w rodzinie ktos jest trzezwym alkoh
                        > olikiem? Moze ma traume jakas? Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI
                        > ? Co komu do tego? Jak sie przyjmuje zaproszenie to sie szanuje zasady.

                        Ale my nie jestesmy GOSCMI u Palysow, tylko CZYTELNIKAMI ksiazki. Czytelnikowi nalezy sie wyjasnienie , czemu wesele bezalkoholowe. Bo podane przez ciebie powody nie wchodza w gre, babcie popijaja, Ida marzy o winku z Mareczkiem. Zatem podejrzenie, ze to ze skapstwa, zwlaszcza wobec cech, jakie przejawiali bohaterowie we wczesniejszych tomach, jest uprawnione i bardzo prawdopodobne.
                        • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 16:14
                          Odpowiadalam na pytanie ogolne pod haslem dlaczego wesele ogolnie robic bezalkoholowe. No wiec powody moga byc rozne.

                          I akurat ta decyzja nie wymaga jakiegos szczegolnego odautorskiego uzasadnienia bo nie zmienia dramatycznie tego co wiemy o nowozencach podejmujacych te decyzje. Przeciwnie pasuje do tej zasadniczosci Jozina (zadnego bylyszczku! Zadnych sztucznosci, a panna mloda to tylko wianek i warkocz!) i tej ogolnej zdrowej hozosci Dorotki, ach jakie to wszystko piekne czyste niewinne i w zgodzie z natura wersja pani Musierowicz. Mnie to akurat nie zaskakuje. Nie mowie ze lubie, ale nie irytuje mnie w ogole. Jak mowilam, do Jozina i Dorotki pasuje jak ulal.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 16:22
                            Nie Jozin i nie Dorota robia wesele. Oni sa tylko mloda para :), sprawami organizacyjnymi zajmuja sie inni.Tak, uwazam, ze czytelnikowi nalezy sie wyjasnienie. Bo bez niego jako powod pierwszy i jedyny - na bazie tego, co wiemy o postaciach - nasuwa sie skapstwo niestety.
                            Oraz gdy sie chce miec wesele bezalkoholowe, nie robi sie imprezy otwartej, na ktora "przyjda niezaproszeni, jak to jest w zwyczaju" w sporej liczbie, m.in. Igor. Zwlaszcza gdy w sasiedztwie ma sie Chrobota i stodole jego.
                            • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 16:36
                              Ach to takie wesele w trybie wiejskie otwarte, bez zaproszen nawet, to rzeczywiscie moze duzo zmieniac. Ale mozliwe, ze w takim razie stoi za tym plan zniechecenia co poniektorych do wizyty, bo co komu po bezalkoholowym weselu, jakas wielkomiejska fanaberia panie :)

                              To ze sprawami organizacyjnymi zajmuja sie inni nie znaczy ze Dorotka i Jozinek glosu nie maja, tak ze to akurat mnie nie przekonuje.
                              • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:19
                                Część gości była regularnie zaproszona, ta otwartość miała polegać na tym, że spodziewano się, że hałas sprowadzi sąsiadów, którzy przyjdą głównie na tańce (bo nie alkohol) - co w sumie jest kolejnym dowodem na skąpstwo.
                                To wesele to w ogóle jest na jeden wielki odpie*ol. Wybitnie z książki wynika, że nikt tam się nie kłopotał takimi rzeczami, jak wygoda gości. Ani słowa o noclegach, dowozie gości z kościołka na miejsce (Józwa i Derotka mieli się kolebać powózką około godziny do domu z kościoła), jedzenie zorganizowane na ostatnią chwilę w firmie, której nikt nie sprawdził (poza opiniami w internecie - hiehiehie, akurat zajmowałam się kiedyś marketingiem szeptanym, bardzo wiarygodne rekomendacje), stoły ustawione na trawie i wygódka w sadzie :P
                                Przewijał się nawet pomysł, by każdy przyszedł z własnym krzesłem, ale Pulpa ostrzegła, że to głupia idea i lepiej pożyczyć ławki z kościoła - TYDZIEŃ PRZED ŚLUBEM.
                                Wszystko się tam organizuje samo, Dorotka i Józwa sobie tylko patrzą w oczy i łapią za ręce, a o przygotowaniach to się mówi, jak by to były urodziny wyprawiane dla 5latka, a nie wesele na 100 osób. Owszem, relację o przygotowaniach mamy głównie od Idy, której najwyraźniej zwisa i powiewa, co tam się będzie działo. Jest jednak wizyta Nory u Rumianków, gdzie praktycznie się o weselu nie gada, nie widać skrzętnych przygotowań, porządków, liczenia, kupowania itp, a ona wpada do nich jakiś tydzień przed...
                                Na 100 osób samych napojów bezalkoholowych potrzeba z 200litrów, ktoś to musiał tam dowieźć, zakupić, wnieść w cieniste miejsce itp. Tak samo ze wszystkim innym: dekoracjami stołów (był plan zbierania obrusów po sąsiadach - jeżu gwiaździsty, niezły wystrój), oświetlenie sadu czy tam ogródka, zadbanie o odpowiednią ilość sanitariatów i środków higieny (tak sobie właśnie wyobraziłam, jak w połowie wesela się im srajtaśma kończy, bo nikt nie pomyślał o zakupach...). Wątpię, by firma kateringowa zaczęła to ogarniać w dniu ceremonii, do tego momentu powinni chociaż obadać teren i sprawdzić zaplecze. A my mamy w książce kompletne wyluzowanie i podziwy nad oszklonym stryszkiem, przecież sam pomysł wypożyczenia zastawy się pojawia TYDZIEŃ PRZED ŚLUBEM!
                              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:28
                                selkie napisała:

                                > Ach to takie wesele w trybie wiejskie otwarte, bez zaproszen nawet, to rzeczywi
                                > scie moze duzo zmieniac. Ale mozliwe, ze w takim razie stoi za tym plan znieche
                                > cenia co poniektorych do wizyty, bo co komu po bezalkoholowym weselu, jakas wie
                                > lkomiejska fanaberia panie :)

                                Najesc sie przyjda i potanczyc. A wypitka wlasna. No chyba babcie dobrze to wiedza, a Dorcia tez powinna

                                >
                                > To ze sprawami organizacyjnymi zajmuja sie inni nie znaczy ze Dorotka i Jozinek
                                > glosu nie maja, tak ze to akurat mnie nie przekonuje.

                                A ktores z nich dalo glos ? Choc raz ?
                                Serio pytam, CZ nie czytalam (i watpie, czy przeczytam).
                                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:37
                                  Derotka się tylko z babć i Idy śmiała, że przecież jej mama obiecała zorganizować wszystko, to czym się martwić. I ona na kilka dni przed weselem dopiero przylatuje i np odwołuje zamówiony przez babcie tort. Bo sama Derotka nie mogła powiedzieć, że mamusia się aprowizacją zajmie.
                                  Józwa w ogóle jest ponad to. On się przecież do takich rzeczy, jak organizacja jakiegoś tam wesela nie zniży.
                                  • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:37
                                    znaczy ta mama Derotki przylatuje, nie Derotka.
                      • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 16:12
                        selkie napisała:

                        > Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI?

                        Ja bardzo przepraszam, ale TO akurat nie jest żaden powód. Chyba że robi wesele jednoosobowe, dla siebie tylko.
                        • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:42
                          ciotka_scholastyka napisała:

                          > selkie napisała:
                          >
                          > > Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI?
                          >
                          > Ja bardzo przepraszam, ale TO akurat nie jest żaden powód. Chyba że robi wesele
                          > jednoosobowe, dla siebie tylko.

                          No przeca że. Ostatecznie trochę wypada mieć wzgląd na gości...
                          Podają im tylko to, co sami lubią? :)

                          mnie to całe wesele i jego organizacja wydają się po prostu DRACZNE.

                          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 09:26
                            krystalla napisała:

                            > ciotka_scholastyka napisała:
                            >
                            > > selkie napisała:
                            > >
                            > > > Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI?
                            > >
                            > > Ja bardzo przepraszam, ale TO akurat nie jest żaden powód. Chyba że robi
                            > wesele
                            > > jednoosobowe, dla siebie tylko.
                            >
                            > No przeca że. Ostatecznie trochę wypada mieć wzgląd na gości...
                            > Podają im tylko to, co sami lubią? :)
                            >
                            > mnie to całe wesele i jego organizacja wydają się po prostu DRACZNE.
                            >

                            Ja mam wrażenie, że autorka chciała zademonstrować iż można zrobić huczne nawet wesele na luzie i bez wydawania bajonskich sum. Natomiast to, co jej wyszło, to wszyscy, z młodymi na czele, mający wesele w... Końcowym odcinku przewodu pokarmowego.
                        • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:39
                          No wiec ja sie z tym nie zgadzam. Mozna nie lubic i juz a wesele (i zdaje sie ze jestem troche odosobniona w tym pogladzie co mnie zaskakuje) ma byc przede wszystkim szczesliwym dniem dla nowozencow. Jesli na przyklad panna mloda sie stresuje na mysl o jakims wuju zasypiajacym z twarza w salatce a przedtem nalegajacym na taniec bo pannie mlodej nie wypada przeciez odmawiac zatanczenia, no Zocha, wez, panna mloda MUSI - to taka osoba ma prawo powiedziec, ze nie chce takiego czegos na swoim weselu. Zgodze sie ze w Polsce wymaga to olbrzymiej sily ducha - ale potrafie sobie wyobrazic taka sytuacje.
                          • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:24
                            selkie napisała:

                            > Mozna nie lubic i juz a wesele (i zdaje sie z
                            > e jestem troche odosobniona w tym pogladzie co mnie zaskakuje) ma byc przede ws
                            > zystkim szczesliwym dniem dla nowozencow.

                            Zasadniczo racja, to dzień młodych. Ale z drugiej strony: jeśli kogoś zapraszasz, by dzielił z tobą radość (weselił się) z dowolnego w sumie powodu, to chcesz, żeby mu było dobrze. Gościsz go w ładnym miejscu albo chociaż przystrajasz to mniej ładne, częstujesz smacznym jedzeniem, wyciągasz lepsze talerze (gdy impreza w domu) itp. Oraz podajesz potrawy, które gościowi powinny smakować. Niejeden mięsożerca przygotowuje specjalne rzeczy dla wegetariańskich gości, osoby uczulone na gluten zamawiają jednak jakieś ciasta, bo wiedzą, że dla wujka Zenka mus z topinamburu to nie jest deser, korposzczury jedzące sushi zamawiają rosół itp. Równie często dobiera się muzykę pod gości i są np. sesje jazzu orleańskiego dla młodych, ale i trochę "hopsa hopsa" dla reszty rodziny. I to samo dotyczy alko - skoro zapraszam gości, którzy lubią, to ich ugaszczam. Owszem, są granice (Majteczki w kropeczki - no pasaran!), dla każdego inne, ale jeśli np. mamy w cytopyge oczekiwania gości albo ich oczekiwania tak dramatycznie rozjeżdżają się z naszymi, że zupełnie nie da się ich jakoś pogodzić, to może warto przemyśleć dobór gości albo formę imprezy (i zrobić kilkugodzinny obiad dla najbliższych, a nie wesele w okolicznościach wiejsko-przaśnych).
                            • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:27
                              PS.
                              Gdybym jednak znalazła się na weselu bezalkoholowym, niezależnie od powodów, to bym to uszanowała. Wychodzenie za stodołę czy do kibla na jednego uważam za buractwo. I rodzaj złośliwości wobec młodych.
                            • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 08:38
                              Jesli jest sie wegetarianinem z powodow etycznych to schaboszczaka sie po prostu nie podaje - niezaleznie od tego jak bardzo goscie to lubia. Nie i juz. Jak masz problem to odmawiasz. I z alkoholem jest dokladnie tak samo. Jesli ktos postanawia urzadzic wesele bezalkoholwe to jego wybor i jesli masz z tym problem tak duzy, ze wolalbys w tym nie uczestniczyc - to nie przychodzisz. (Uszanowanie alergii to troche co innego, tu wchodzi w gre zdrowie gosci i nie jest to kwestia w ktorej gosc ma wybor) . Alkohol nie jest do dobrej zabawy niezbedny, panna mloda moze sie obawiac, ze podpici wujowie popsuja jej radosc z uroczystosci (a wujow zaprosic wypada wiecie jak to bywa...) - w ten sposob dostaja jasna wiadomosc czego sie spodziewac i moga odmowic. Alkohol to nie to samo co muzyka do tanczenia (choc w sumie potrafie sobie wyobrazic osobe o sluchu absolutnym odmawiajaca disco polo. To tortura jest dla kogos takiego). Ja wiem ze sa ludzie, ktorzy bez alkoholu nie wyobrazaja sobie dobrej imprezy - ale nie rozumiem, dlaczego to oni maja narzucac standard. Reszta powinna potrafic sie przystosowac.
                              • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 19:20
                                Co innego powody etyczne, co innego nie wiadomo jakie powody. Z powodow etycznych ktos nie toleruje jedzenia miesa - okej, zatem podaje sto fafnascie potraw bezmiesnych. Niepodawanie alkoholu na weselu - jakie ma umocowanie? No bo nie religijne, przynajmniej nie w kregu kultury naszej, gdzie chrzescijanstwo dominuje. Jakbym szla na wesele pary zyjacej religijnie w systemie, w ktorym alkoholu sie nie uzywa - to okej, z calym szacunkiem nie oczekuje wina/wodki/piwa.
                                Bo ktos alkoholu nie pije, bo nie lubi/nie moze - ale jaki jest to powod, by gosciom weselnym nie podac? Nie etyczny, nie religijny, wiec jaki? Ja nie lubie flaczkow (nie z powodow etycznych, a estetycznych) - to znaczy, ze mam ludziom flaczkow nie podac, skoro to jest typowa potrawa weselna?
                                Oczywiscie jest jeszcze powod taki, ze ktos z najblizszych jest AA i po prostu z powodow oczywistych musi unikac alkoholu. Ale wtedy mozna urzadzic obiad dla rodziny bez alkoholu, taki kameralny, a nie urzadzac weselisko na trzy wsie, na ktorym - jak wiadomo z doswiadczenia - zawsze zjawi sie ktos z butelka w kieszeni czy rekawie. Quid leges sine moribus vanae proficiunt?
                                Te piekna sentecje poznalam z Noelki. Cholernie zyciowa i akurat za nia bardzo dziekuje MM. Trafila z tym w punkt.
                                • mamuka_z_boru Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 12:21
                                  guineapigs napisała:

                                  > Niepodawanie alkoholu na weselu - jakie ma umocowanie? No bo nie re
                                  > ligijne, przynajmniej nie w kregu kultury naszej, gdzie chrzescijanstwo dominuj
                                  > e.

                                  A to pozwolę sobie zapolemizować. Owszem, religia katolicka nie zakazuje spożywania alkoholu, ale od lat '50 silnie rozwija się Apostolstwo Trzeźwości, mające swoje zespoły w niemal każdej większej parafii. Śluby Jasnogórskie Narodu w 1956 zawierały min. postulat o walce z pijaństwem. Zarówno episkopat jak i lokalni duszpasterze środowisk trzeźwościowych nawołują o abstynencję i rezygnację z podawania alkoholu w czasie uroczystości rodzinnych związanych z przyjęciem sakramentów (głównie chodzi o chrzty i komunie, ale śluby też). Sierpień jest miesiącem trzeźwości i co roku w tym czasie Kościół wzywa o wstrzemięźliwość, także na weselach (co jest oczywiście wołaniem na puszczy). Co roku wystawiane są w tym czasie w kościołach księgi zobowiązań do abstynencji, w które można wpisać swoje postanowienie i okres, przez jaki się do tej trzeźwości zobowiązujemy. W ramach ruchu oazowago istniej Krucjata Wyzwolenia Człowieka, w której ludzie niemający problemu z alkoholem zobowiązują się do abstynencji, rocznej lub do końca życia, w intencji tych, którzy problemy z uzależnieniami wszelakimi mają. Są nawet organizowane kursy dla wodzirejów zabaw bezalkoholowych, żeby pomóc tym, którzy chcą zrobić np. bezalkoholowe wesele, a wiedzą, że wujkowie pozbawieni alkoholu będą potrzebować dopingu, żeby się ruszyć zza stołu. Abstynencję jako wyraz wolności od rozmaitych uzależnień propagują też liczne, jak najbardziej katolickie, ruchy formacyjne.
                                  Oczywiście w CZ nie mamy do czynienia ze względami religijnymi (przynajmniej nie ma mowy o tym, by Józwa po doświadczeniach z kremem Choco zaangażował się w Apostolstwo Trzeźwości, ani że np. Dorotka jest oazowiczką, działa w KWC i poprosiła narzeczonego o wesele wolne od alkoholu), ale ogólnie wesele bezalkoholowe ze względów religijnych jest jak najbardziej możliwe - nie tylko u purytan, ale także u katolików.
                        • mshyde Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 21:00
                          Ja nie lubie nawet zapachu alkoholu. Wprawdzie zadnego wesela nie planuje ale tak, wolalabym zeby mi goscie nie smierdzieli, nie wolno?
                      • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 23:12
                        selkie napisała:

                        > Moj ojciec byl kiedys na weselu u przyjaciol zielonoswiatkowcow. Sprawa o tyle
                        > nietypowa, ze nie tylko alkohol zakazany ale i tanczyc nie wolno bylo. Mowil ze
                        > dziwne doswiadczenie w sumie, nie wiedzial czego sie spodziwac w ogole (duzo s
                        > piewow bylo) ale nie mial problemu z uszanowaniem tego. I ja nie rozumiem ze kt
                        > okolwiek moze miec z tym problem. Moze wlasnie przekonania religijne gospodarz
                        > y za tym stoja? Nie musi sie wiedziec, moze w rodzinie ktos jest trzezwym alkoh
                        > olikiem? Moze ma traume jakas? Moze po prostu najzwyczajniej w swiecie NIE LUBI
                        > ? Co komu do tego? Jak sie przyjmuje zaproszenie to sie szanuje zasady. Naprawd
                        > e jak przeczytalam o tych gosciach rajdujacych do stodoly sasiada na wodke z mi
                        > etowa zagrycha to az mi sie zimno zrobilo. Niby dzien dla nowozencow, ale tylko
                        > teoretycznie, nic nie maja do gadania, towarzyska popijawa to priorytet.


                        I zasadniczo takie wyjaśnienie, czyli przekonania religijne bym przyjęła. Są to moim zdaniem działa największego kalibru, bo złamanie takiej zasady równa się występkowi przeciwko Absolutowi. Ok. Tak jak u ortodoksyjnych żydów wiadomo, że nie zjem czarnej polewki :P

                        W innych wypadkach jest to skąpstwo, snobizm. Akurat trzeźwy alkoholik, byłam na takim weselu, w rodzinie gdzie ktoś ma problem i 99 osób nie umartwiało się solidarnie.

                        Na przykłąd ja nie jem mięsa i ogólnie na weselach skubnę owoca, kawałek placka i tyle, czy to znaczy, że mam zrobić wesele bez jedzenia? Tylko wóda i tańce i kilka placków? No nie bardzo. Gdy zapraszamy gości, staramy się dopasować menu do ich upodobań, to oni robią nam przyjemność, swoim przyjściem, a nie my łaskawie pozwalamy im przyjść, wiec wypadałoby chociaż udawać, że wychodzimy im na przeciw.
                        Moim zdaniem to mógłby być dobry sposób, żeby Musierowicz pokazała, że na weselu można bawić sie z klasą, a nie leżeć pod płotem. Mogli sączyć winko, nalewki. Nawet swojskie piwo.

                        Moi Rodzice nie piją, ale chyba w życiu by nie powiedzieli, jak robisz wesele to bez wódy, bo to rozpijanie ludzi i prostackie to. Ba Siostra miała wesele z wódą. Tata na pewno nie pił nic alko, a Mama nie pamiętam, ogólnie teraz nie pije przez leki, bo na weselu u brata z sześć lat temu, nie że tankowała jak młodzież, ale kieliszek wódki na pewno wypiła :P Moim zdaniem Musierowicz powinna pokazać młodzieży, że można pić, tylko trzeba to robić z klasą, nie że od razu litr wódy na osobę, ale można bawić się kulturalnie.
                        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 10:06
                          kasiek8728 napisał(a):


                          > I zasadniczo takie wyjaśnienie, czyli przekonania religijne bym przyjęła. Są to
                          > moim zdaniem działa największego kalibru, bo złamanie takiej zasady równa się
                          > występkowi przeciwko Absolutowi. Ok. Tak jak u ortodoksyjnych żydów wiadomo, że
                          > nie zjem czarnej polewki :P

                          Zgadzam się. I gdyby Borejkowie z przyległościami lub Derotkowie (jak one się nazywają?...) nie pili alkoholu w ogóle, gdyby choć raz było wspomniane, że to względy religijne - nie ma problemu, mam znajomych "abstynentów religijnych". Ale tego nie ma. Babcie cykają naleweczki, a Borejkowie rzadko bo rzadko, ale jednak czasem użytkują piwo lub wino. I nie ma żadnego wyjaśnienia, czemu wesele jest bezalkoholowe.
                          • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 10:18
                            hm. ogólnie niby zgoda, ale nie do końca. rozumiem, że wam chodzi zasadniczo o tzw.względy społeczne - wesele to impreza towarzysko-integrująca, nie pora na demonstrowanie własnych osobliwych upodobań. jedyny wyjątek tu czyniony to nakazy wyznawanej religii, ale już światopoglądu nie. i to mnie zastanowiło.

                            chodzi mi o podaną analogię wegetarianina robiącego wesele i konkluzja, że nie może być ono wegetariańskie, bo stałoby się to z krzywdą dla gości niedzielących tej w sumie nieszkodliwej fiksacji. sprzeciw, wysoki sądzie:) jeżeli będzie to wegetarianin z powodów światopoglądowych (nie chcę przyłożyć ręki do zabijania i cierpień drugiej istoty), to jego racja jest nierównie silniejsza niż racja, nazwijmy to, towarzyska. trudno, rzecz jasna, przeprowadzać analizę powodów, dla których nasz gospodarz czy gospodyni zaprasza nas na imprezę bezalkoholową/ wegetariańską/ jakąś podobnie wyłączającą, ale zwykle ogólnie można się zorientować. ja bym uszanowała bez większych rozdrapów.
                            • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:13
                              jottka napisała:

                              > hm. ogólnie niby zgoda, ale nie do końca. rozumiem, że wam chodzi zasadniczo o
                              > tzw.względy społeczne - wesele to impreza towarzysko-integrująca, nie pora na d
                              > emonstrowanie własnych osobliwych upodobań. jedyny wyjątek tu czyniony to nakaz
                              > y wyznawanej religii, ale już światopoglądu nie. i to mnie zastanowiło.

                              Mnie osobiście chodzi w ogóle o sam brak wytłumaczenia tego posunięcia dla czytelnika. Bo jednak nie jest to tak częsta praktyka, a autorka kilkukrotnie podkreślała, że wesele będzie bez alkoholu. Jóźwa z Florem piwo wypić może, ale już na własnym weselu nagle jest zwolennikiem totalnej abstynencji? Babcie organizatorki w cichości chatki piją nalewczkę, ale już do imprezy wnuczki podejście mają, jakby to był chrzest czy komunia (bo ja np jestem zwolenniczką, że dziecięce święta powinny być bezalkoholowe albo leciutko zakrapiane)?
                              Gdyby to miało jakiekolwiek uzasadnienie: Dorotka na studiach miała wykłady o szkodliwości alkoholu i od tego momentu unika i odradza wszystkim, rodzina się bała ekscesów pijanego Chrobota z kolegami, było to na prośbę jakiegoś krewnego, który zmaga się z problemem czy cokolwiek.
                              A tak, bez tego wytłumaczenia, podejrzewam tylko skąpstwo.
                              • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:26
                                a nie, uzasadnienie książkowe rzecz oczywista, mnie tylko zaintrygowała prezentowana tu zgodność, że jedyne dopuszczalne usprawiedliwienie wesela bez jakiejś tradycyjnej składowej (alkohol, mięso) to li i jedynie względy religijne. no jednakowoż nie.
                                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:32
                                  No ja się tylko z takowym spotkałam w moim osobistym życiu, co nie znaczy, że nie szanowałabym kogoś, kto po prostu uważa, że alkohol jest szkodliwy albo robi to dla kogoś z problemem alkoholowym. Nawet, gdyby mi ktoś powiedział, że robi imprezę bez alkoholu ze względu na koszty- to chyba też można jakoś zrozumieć, o ile jest prezentowane to wprost, a nie jako nagła fanaberia, jak w "Ciotce..."
                            • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 22:12
                              Zasadniczo zgoda, ale...
                              1. Uważam, że każdy ma prawo urządzić imprezę w taki sposób, jak mu się podoba. I jeśli poinformuje zapraszanych wcześniej - to mogą przyjąć zaproszenie lub nie, ale jeśli już je przyjmą - to ich "obowiązkiem" jest uszanować wolę gospodarzy.
                              2. Gdyby MM JAKKOLWIEK w tekście uzasadniła "bezalkoholowość" imprezy - to ok. Gdyby padło np "Od niechlubnej wpadki z kremem Choco u Dziuby Józef nie tknął alkoholu - nawet gdy wuj Florek proponował mu schłodzone piwo - wolał colę z lodem.", albo też "Dorotka obawiała się, że Edzio, kumpel Chrobota, o którym oczywiste było, że przyjdzie po "kilku głębszych" zacznie "się lepić" do wszystkich pań i obciachu narobi"... No, jakkolwiek! Gdyby np przy opisie wesela IGS padło, że wszystkie dania były w wersji wegańskiej, bo Ignacy od lat nie mógł się pogodzić z warunkami jakie panują w hodowlach zwierząt "ubojnych" (?)" - to ja bym to przyjęła do wiadomości. Ale tak jak jest, bez cienia wyjaśnienia - to, niestety, trąci absurdem.
                              3. Oczywiście nie chodzi o to, żeby autorka przeprowadzała dogłębną analizę powodów! Ale by JAKIEŚ powody podała! Bo i owszem, bohater może zachować się "wbrew sobie" i obyczajom, ale wymaga to od autora uzasadnienia - i to nie "A domyślcie się!" tylko napisanego w prost. Gdyby np napisała, że Igor po niechlubnej scenie zaczął być dla Dorotki super - hiper - ultra grzeczny i miły - to mogły być dwa powody: albo obawia się, że Dorotka "rozpaple" o wszystkim, i przylgnie do niego łatka tego, co mu panna o kulach może dowalić, albo tez liczy, że skoro się nie dało siłą, to może po dobroci się uda. I choć bohater zachowywałby się niejako wbrew swojej naturze - mogę przyjąć takie uzasadnienie. Ale tu nie mamy kompletnie nic... :(
                              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 00:00
                                panna.ze.dworku napisała:

                                > Zasadniczo zgoda, ale...
                                > 1. Uważam, że każdy ma prawo urządzić imprezę w taki sposób, jak mu się podoba.
                                > I jeśli poinformuje zapraszanych wcześniej - to mogą przyjąć zaproszenie lub n
                                > ie, ale jeśli już je przyjmą - to ich "obowiązkiem" jest uszanować wolę gospoda
                                > rzy.

                                Tu jednakowoz mamy wesele, na ktore, jak z gory zapowiada ktoras babcia, przyjda goscie niezapraszani, bo przyjda, taki juz zwyczaj (nie spotkalam sie z tym zwyczajem, nawiasem mowiac) - no to jak sie wie, ze przyjdzie, kto zechce, mozna nie kupowac alkoholu, ale liczyc na to, ze nikt nie przyniesie i nie wypije, to juz naiwnosc bardzo gruba.

                                • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 00:17
                                  I jesli powodem jest oszczednosc, to moze to i gospodarzom odpowiada ;)
                        • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:50
                          Ale dlaczego uznajesz ze bez miesa to tylko placki? Jesli nie jesz miesa to nie bylabym zaskoczona gdybys na swoim weselu nie podala schaboszczaka kurczaka czy czego tam jeszcze tylko wylacznie dania bezmiesne. I naprawde jakby ktos sie o tego schaboszczaka awanturowal to uznalabym to za totalny brak jakiegos taktu podstawowego. (Bylam na weselu gdzie spora czesc rodziny byla wegetarianska i specjalnie dla nich rozszerzono te warzywna czesc menu. Pierogi sa hitem ZAWSZE, obcokrajowcy tez uwielbiaja :)
                          Przy czym naprawde dociekanie powodow w CZ jest troche dziwne bo dla mnie - na podstawie tego co tu czytalam - jest oczywiste ze Musierowicz zamierzyla to jako takie czyste, niewinne, w zgodzie z natura, brudem i alkoholem nieskazone ach jaka ta Dorotka hoza i rumiana i w ogole. Pewnie ze lepiej by bylo z jakims winem :)
                      • agata_christie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 21:59
                        Byłam kiedyś na weselu bezalkoholowym jako gość pana młodego (a właściwie osoba towarzysząca jego brata). Brak alkoholu wpisywał się w klimat jaki zaproponowała urządzająca uroczystość rodzina panny młodej. Rodzina w moim odczuciu nieco dziwna, podkreślało się między słowami, że panna młoda w mirtowym wianku do ołtarza idzie bo to prawdziwy wianek a nie dekoracja głowy. Pierwszy i ostatni raz w życiu odczułam nad sobą snującą się delikatnie w tle mgiełkę wyższości moralnej ale nie było to jakoś niezwykle dotkliwe. Trochę się zastanawiałam tylko w co pan młody właśnie wdepnął.

                        Niemniej jako gość czuję się zawsze "w obowiązku" nie krytykować wesela jakiekolwiek by nie było tylko tworzyć nastrój swoim pozytywnym, przychylnym nastawieniem. Gość na weselu ma się weselić. Weselący się weselnicy tworzą wesele, po to tam przyszli a nie po to by zasiąść w loży komentatorów i oceniać czy rosół gorący, wódka zimna a muzyka skoczna. Jeśli weselnik stwierdza na weselu, że mu się nie podoba to znaczy że właśnie sam je schrzania swoją kwaśną miną obrażonej ciotki.

                        Więc. Uszanowaliśmy oczywiście myśl przewodnią imprezy. Nasz kilkuosobowy stolik popadł w pewnym momencie w klimat dość surrealistycznego humoru, od słowa do słowa wynikła głupawka totalna. Wychodziliśmy z willi do przepięknego parku i sądzę, że nas posądzano o kontrabandę ale gdzieżby. Nie częstują - nie pijemy. Wracaliśmy na lekcję menueta (poważnie) i weszliśmy w klimat. Pamiętam, że to był udany wieczór, pamiętam tę elegancką willę w letnim ogrodzie jak u Czechowa, naszą serdeczność wobec młodej pary, jakąś bardzo miłą kuzynkę z Krakowa. I ulgę gdy usłyszałam, że inne wesele w tamtej rodzinie miało w programie oglądanie filmu religijnego zamiast menueta. Osobiście wolę menueta. Film religijny trudniej przerobić na niefrasobliwy wygłup. A ja się naprawdę udaję na wesela w celu weselenia się szczęściem młodej pary.
                  • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 01:57
                    Oczywiście, wolę organizatorów wypadałoby uszanować. Moja przyjaciółka robiła wesele bezalkoholowe - obydwoje są mocno wierzący i uważają alkohol trochę za narzędzie szatana. Ale oni uprzedzali gości i tłumaczyli swoją motywację. I to jestem w stanie zrozumieć.
                    W Ciotce nie ma nawet powodu takiej decyzji. Nie wynika w żadnym stopniu z poglądów Józwy czy Derotki, chyba, że krem choco zraził na zawsze naszego rudego dryblasa do procentów. Ja tam obstawiam jednak Borejkowskie skąpstwo, bo wiadomo, że alko załatwia pan młody. Odpadły więc procenty, odpadł środek transportu, bo się Derotka sama zawiozła, zespół się jakiś za pół ceny znalazł i praktyczny Józwa obleciał wesele znikomym kosztem.
                    • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:13
                      W Ciotce nie ma nawet powodu takiej decyzji.

                      Może chcieli sobie dobry PR w oczach proboszcza zrobić - wszak ksiądz właśnie z tego zachwytu, że wesele bezalkoholowe, aż ich odwiedza w domu, by dokończyć formalności/nauki przed ślubem, co jest napisane otwartym tekstem. ;-)
                      • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:30
                        Sam Jezus się bawił na weselu z winem, czyżby ksiądz proboszcz był od niego ważniejszy? ;)
                        Oczywiście, mogło tak być, że to wynik poglądów religijnych, ale czemu to nie zostało uzasadnione? Dla mnie to nadal oszczędność względem gości, zwłaszcza, że np babcie Derotki piły sobie naleweczki, rodzina Borejków czasami popijała piwo czy wino, żadnych zadeklarowanych AA nie znamy.
                        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 12:14
                          Oczywiście, wesele z alkoholem to żadne dziwo tak w Ewangeliach, jak i w tzw. realu, także z udziałem i aprobatą księży proboszczów różnych. Jak dla mnie każdy może sobie urządzać, jakie uważa, alkoholowe albo bezalkoholowe - jeśli czegoś brakło w książce w tym względzie, to choćby półzdaniowego napomknięcia, dlaczego młodzi tak chcieli/jak wpadli na taki pomysł - no bo poza tym to oni jakoś na bardzo zaangażowanych w organizację nie wyglądają - wszystko im za jedno, jaki tort, co do jedzenia, na czym goście siądą etc., a nagle brak alkoholu istotny?

                          Mnie raczej zdziwiło, skąd na tym bezalkoholowym weselu Gaudenty wziął wino? Specjalnie przywiózł? Wszak jechał tam jako pomocnik pani Piechoty, która dostarczyła tort i ciasta, jakoś nie wydaje mi się, żeby specjalnie poręczne było zaopatrywanie się w butelkę na tę okoliczność i przywożenie jej wbrew deklaracjom młodych? A on jeszcze miał do tego odpowiednie kieliszki!
                  • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 20:35
                    lord_vmordevol napisała:

                    > upadly_kocyk napisał(a):
                    >
                    > > Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo tr
                    > ochę n
                    > > ie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akcepto
                    > wać te
                    > > n brak alkoholu. Osobiście wolałabym, żeby osoby, które no naprawdę już m
                    > uszą n
                    > > apić się na boku, nie przyszły niż robiły jakieś konspiracyjne picie. Wyd
                    > aje mi
                    > > się, że poczulabym się, jakby mnie nie szanowały...
                    >
                    > Właśnie też tego nie rozumiem. O ile sama koncepcja bezołowiowego wesela jest t
                    > aka sobie i zatrącająca o dziwactwo, o tyle jak już się przyjęło zaproszenie, t
                    > o wypadałoby się dostosować. Zresztą nawet, gdyby coś takiego okazywało się zni
                    > enacka na miejscu, to dorosły człowiek powinien jednak być w stanie wytrzymać t
                    > e parę godzin na kawie, herbacie i sokach.

                    Wyobrażacie sobie gości przychodzących na wegetariańskie wesele z własnym schabowym i kiełbasą poupychaną w kieszeniach?
                    Albo z tajnym grillem rozpalanym w sekrecie za stodołą?
                    No heloł, jak jest napisane że wesele bezalkoholowe/wegetariańskie/wegańskie/rybne/chińskozupkowe/bezglutenowe albo, nie wiem z muzyką XV-wieczną to tak sobie życzą młodzi i gościom nic do tego. Albo to szanujemy i uczestniczymy na ich warunkach albo grzecznie odmawiamy.

                    Zupełnie nie rozumiem tej konspiry i robienia własnej zabawy na cudzym weselu. Brrr... Wydusić takich "gości" :)
                    • marzenna114 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:02
                      senseeko napisała:

                      Zresztą nawet, gdyby coś takiego okazywało się znienacka na miejscu, to dorosły człowiek powinien jednak być w stanie wytrz
                      > ymać t
                      > > e parę godzin na kawie, herbacie i sokach.
                      Nie zgadzam się. Dorosły gość powinien wcześniej wiedzieć, że wesele jest bezalkoholowe i wtedy dokonać decyzji czy idzie czy nie. Każdy sam decyduje czy chce pić czy nie i stawianie go przed faktem dopiero na weselu jest nie w porządku, bo każdy raczej zakłada, że na weselu alkohol będzie. Goście się przygotowują, kupują suknie, ubrania, często drogie prezenty, dlatego powinni wiedzieć wcześniej jaka jest formuła imprezy, żeby wcześniej zdecydować czy chcą ponosić te koszty czy nie, bo np. będą się na weselu kiepsko bawić.
                      • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:16
                        marzenna114 napisał(a):

                        Każdy sam decyduje czy chce
                        > pić czy nie i stawianie go przed faktem dopiero na weselu jest nie w porządku,
                        > bo każdy raczej zakłada, że na weselu alkohol będzie. Goście się przygotowują,
                        > kupują suknie, ubrania, często drogie prezenty, dlatego powinni wiedzieć wcześ
                        > niej jaka jest formuła imprezy, żeby wcześniej zdecydować czy chcą ponosić te k
                        > oszty czy nie, bo np. będą się na weselu kiepsko bawić.
                        Przerazajaca jest ta odnoga watku i ta alkoholowa fiksacja. Tzn bez alkoholu sie wielu ludzi nie chce/ nie potrafi bawic, na to wychodzi. Zeby decyzja o przyjsciu na czyjes wesele zalezala od tego, czy bedzie, alko, czy nie...dla mnie to szok.
                        • marzenna114 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:26
                          fornita111 napisała:

                          > Przerazajaca jest ta odnoga watku i ta alkoholowa fiksacja. Tzn bez alkoholu si
                          > e wielu ludzi nie chce/ nie potrafi bawic, na to wychodzi. Zeby decyzja o przyj
                          > sciu na czyjes wesele zalezala od tego, czy bedzie, alko, czy nie...dla mnie to
                          > szok.
                          To może być dla Ciebie szok - ale to niestety prawda. Moja kuzynka też coś wspominała o bezalkoholowym weselu i zaraz została zakrzyczana, że jak to, goście się obrażą. Ja tam wolałabym sobie wypić piwo czy drinka na weselu, ale gdyby nie było, to też bym poszła. Ale jednak większość gości chyba by zrezygnowała. Mimo wszystko uważam, że alkohol jest dla ludzi, tylko trzeba umieć pić :).
                          • fornita111 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 10:32
                            Tez uwazam, ze alkohol jest dla ludzi...tylko to nie znaczy, ze bez niego sie nie da rozmawiac, tanczyc- dobrze bawic. Ale ja w ogole nie rozumiem idei chodzenia na wesela na odczepnego, bo wypada itp- jesli ktos jest mi bliski, to chce pojsc na jego uroczystosc, swietowac razem z nim- moze byc na lace przy kanapkach z jajkiem, moze byc w Wierzynku, w nocnym klubie- obojetne. Bo jednak wesele to nie jest sobotnia impreza. Tutaj sa dwa aspekty. Pierwszy to to, ze ludzie sobie nie wyobrazaja dobrej zabawy bez procentow- STRASZNE. Drugi to to, ze wesele to czesto sztuczna pokazowka- smutne.
                      • mamuka_z_boru Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 11:19
                        marzenna114 napisał(a):

                        > Nie zgadzam się. Dorosły gość powinien wcześniej wiedzieć, że wesele jest bezal
                        > koholowe i wtedy dokonać decyzji czy idzie czy nie. Każdy sam decyduje czy chce
                        > pić czy nie i stawianie go przed faktem dopiero na weselu jest nie w porządku,
                        > bo każdy raczej zakłada, że na weselu alkohol będzie. Goście się przygotowują,
                        > kupują suknie, ubrania, często drogie prezenty, dlatego powinni wiedzieć wcześ
                        > niej jaka jest formuła imprezy, żeby wcześniej zdecydować czy chcą ponosić te k
                        > oszty czy nie, bo np. będą się na weselu kiepsko bawić.

                        Goście mają prawo wiedzieć, jaka jest formułą imprezy, żeby np. odpowiednio dobrać strój (inaczej się ubierzemy na piknik nad jeziorem, a inaczej do sali kryształowej), a nie czy będzie wóda czy tylko soki. Bo jeśli dla gości powodem odrzucenia zaproszenia na wesele jest potencjalny brak alko, to naprawdę, lepiej dla młodych odpuścić sobie takie wesele i takich gości. Niech przyjdzie 10 osób szczerze zainteresowanych świętowaniem z nowożeńcami, a nie 50 kalkulujących, czy wartość nowych butów i prezentu zwróci im się w pochłoniętej wódce.
                        Goście żądający alkoholu i szantażujący młodych, to jak już ktoś tu napisał - STRASZNE.
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 11:30



                          >
                          Niech przyjdzie 10 osób
                          > szczerze zainteresowanych świętowaniem z nowożeńcami,

                          Mowa jest ciagle o weselu Jozwy i Deroty ? :)
                          Bo tam, zdaje sie, tylko Ida i Teresa sa zainteresowane nowozencami, przy czym i tak dla Idy od syna wazniejsze sa siostry, a przynajmniej tak wyglada.
                          Ciekawa bylabym opinii przybylych gosci. Np Mamerta, ktory na weselu ciotki kompletnie sie urz... to jest swietnie sie bawil.
                        • marzenna114 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 12:13
                          mamuka_z_boru napisała:
                          > Goście mają prawo wiedzieć, jaka jest formułą imprezy, żeby np. odpowiednio dob
                          > rać strój (inaczej się ubierzemy na piknik nad jeziorem, a inaczej do sali krys
                          > ztałowej), a nie czy będzie wóda czy tylko soki. Bo jeśli dla gości powodem odr
                          > zucenia zaproszenia na wesele jest potencjalny brak alko, to naprawdę, lepiej d
                          > la młodych odpuścić sobie takie wesele i takich gości. Niech przyjdzie 10 osób
                          > szczerze zainteresowanych świętowaniem z nowożeńcami, a nie 50 kalkulujących, c
                          > zy wartość nowych butów i prezentu zwróci im się w pochłoniętej wódce.
                          > Goście żądający alkoholu i szantażujący młodych, to jak już ktoś tu napisał - S
                          > TRASZNE.
                          Ale w starszym pokoleniu to tak nie działa. Musi być tradycyjne wesele, orkiestra (a nie dj), jedzenie, alkohol. Argumentem jest - bo do wszystkich ciotek, kuzynek się chodziło, tam było wystawne wesele i wypada się odwdzięczyć (i takie jest podejście pokolenia 50+ - przynajmniej osób jakie znam). Jeszcze jest kwestia, kto daje pieniądze - bo jeżeli rodzice, to jednak mają dużo do powiedzenia i w tym wypadku młodzi nie do końca decydują sami (nawet o gościach, bo np. rodzice uważają, że wypada kogoś zaprosić). Jeżeli młodzi płacą sami, to mogą zaprosić kogo chcą i urządzić bezalkoholowy piknik nad jeziorem i nikomu nic do tego. Poza tym na weselu na 100 osób każdy spodziewa się alkoholu, bo tak jest ogólnie przyjęte - ja osobiście nie słyszałam, żeby ktoś na 100 osób robił bezalkoholowe. A jeżeli to ma być obiad dla bliskiej rodziny, to kwestia alkoholu już jest do ustalenia.
                        • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 12:17
                          mamuka_z_boru napisała:

                          > Goście mają prawo wiedzieć, jaka jest formułą imprezy, żeby np. odpowiednio dob
                          > rać strój (inaczej się ubierzemy na piknik nad jeziorem, a inaczej do sali krys
                          > ztałowej), a nie czy będzie wóda czy tylko soki.

                          O ile zgadzam się z drugą częścią posta, to nie patrzmy na to od najgorszej strony. Goście powinni wiedzieć, że wesele będzie bezalkoholowe także z powodów innych niż nieodparta potrzeba zaśnięcia pod stołem. Na szybko mogę podać już trzy:
                          1. czy jedziemy samochodem - spodziewając się alkoholu część gości wybierze przyjazd taksówką
                          2. jak zorganizować opiekę nad dzieckiem - znowu, jeśli ktoś spodziewa się alkoholu, może też założyć, że opiekę trzeba załatwiać na dłużej, bo np. rodzice po alkoholu będą nocowali na miejscu (jeśli nocleg jest zapewniony)
                          3. przynoszenie lub dawanie w prezencie alkoholu - i nie piszę o sytuacjach patologicznych, ale na przykład własnych nalewkach, drogich winach czy nawet sytuacji, gdy ktoś pije tylko określony rodzaj alkoholu i przywozi trochę dla siebie, żeby mieć coś, kiedy inni będą pili trunki serwowane przez obsługę
                          Wszystkie te sytuacje mogą dotyczyć gości pijących bardzo niewiele, ale zarazem odpowiedzialnych, którzy nawet po toastowej wódce nie chcą siadać za kółkiem. Uprzedzenie ich, że wesele będzie bezalkoholowe, jest po prostu w porządku.

                          Bo jeśli dla gości powodem odr
                          > zucenia zaproszenia na wesele jest potencjalny brak alko, to naprawdę, lepiej d
                          > la młodych odpuścić sobie takie wesele i takich gości. Niech przyjdzie 10 osób
                          > szczerze zainteresowanych świętowaniem z nowożeńcami, a nie 50 kalkulujących, c
                          > zy wartość nowych butów i prezentu zwróci im się w pochłoniętej wódce.
                          > Goście żądający alkoholu i szantażujący młodych, to jak już ktoś tu napisał - S
                          > TRASZNE.
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:14
                  upadly_kocyk napisał(a):

                  > Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo trochę n
                  > ie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akceptować te
                  > n brak alkoholu.

                  O, poruszyliśmy temat wzbudzający zwykle wiele emocji :)
                  Ja z kolei nie rozumiem idei wesel bezalkoholowych, o ile nie jest to podyktowane względami typu ojciec panny młodej to niepijący od lat alkoholik. Zawsze mi się wydawało, że to jest tak, jak z robieniem zakupów w niedzielę (też temat na czasie) - nie chcesz, nikt cię nie zmusza. Sama bywam na imprezach, na których nie piję, bo po prostu tego dnia akurat nie mam ochoty. I nikt się nie interesuje, czy mam w ręku kieliszek z winem, czy szklankę coli...
                  • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:06
                    ciotka_scholastyka napisała:

                    > upadly_kocyk napisał(a):
                    >
                    > > Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo tr
                    > ochę n
                    > > ie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akcepto
                    > wać te
                    > > n brak alkoholu.
                    >
                    > O, poruszyliśmy temat wzbudzający zwykle wiele emocji :)
                    > Ja z kolei nie rozumiem idei wesel bezalkoholowych, o ile nie jest to podyktowa
                    > ne względami typu ojciec panny młodej to niepijący od lat alkoholik. Zawsze mi

                    A niech sobie mają względy, jakie chcą. Skoro przyjmuje się zaproszenie, to nie po to, żeby pokazywać gospodarzowi, jak się powinno bawić.

                    > się wydawało, że to jest tak, jak z robieniem zakupów w niedzielę (też temat na
                    > czasie) - nie chcesz, nikt cię nie zmusza. Sama bywam na imprezach, na których
                    > nie piję, bo po prostu tego dnia akurat nie mam ochoty. I nikt się nie interes
                    > uje, czy mam w ręku kieliszek z winem, czy szklankę coli...

                    No ale w omawianym przypadku kogoś jednak interesuje, żeby nie było tego kieliszka. I może tak być, że bardzo niepożądany jest kolega pana młodego Krzysiek, który konspiracyjnie wyciąga spod marynarki halbę i proponuje temu ojcu panny młodej: "panie Marianie, to po maluchu, co to za wesele bez wódeczności, przecież jesteśmy dorośli".
                    • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:17
                      lord_vmordevol napisała:

                      > No ale w omawianym przypadku kogoś jednak interesuje, żeby nie było tego kielis
                      > zka.

                      W jakim omawianym przypadku? Kogo interesuje? Borejków?

                      > I może tak być, że bardzo niepożądany jest kolega pana młodego Krzysiek, k
                      > tóry konspiracyjnie wyciąga spod marynarki halbę i proponuje temu ojcu panny mł
                      > odej: "panie Marianie, to po maluchu, co to za wesele bez wódeczności, przecież
                      > jesteśmy dorośli".

                      Znaczy - i tak będzie miał tę halbę, mimo że wesele jest teoretycznie bezalkoholowe.
                      • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:23
                        ciotka_scholastyka napisała:

                        > lord_vmordevol napisała:
                        >
                        > > No ale w omawianym przypadku kogoś jednak interesuje, żeby nie było tego
                        > kielis
                        > > zka.
                        >
                        > W jakim omawianym przypadku? Kogo interesuje? Borejków?

                        Tego kogoś, kto urządza bezalkoholowe wesele. Chwilowo znajdujemy się w dryfie tematycznym.

                        > > I może tak być, że bardzo niepożądany jest kolega pana młodego Krzysiek,
                        > k
                        > > tóry konspiracyjnie wyciąga spod marynarki halbę i proponuje temu ojcu pa
                        > nny mł
                        > > odej: "panie Marianie, to po maluchu, co to za wesele bez wódeczności, pr
                        > zecież
                        > > jesteśmy dorośli".
                        >
                        > Znaczy - i tak będzie miał tę halbę, mimo że wesele jest teoretycznie bezalkoho
                        > lowe.

                        No i właśnie to jest złe.
                • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:25
                  upadly_kocyk napisał(a):

                  >
                  > Będzie trochę ot w temacie bezalkoholowych wesel. Ale też irytacja. Bo trochę n
                  > ie rozumiem, dlaczego nie można przyjść na bezalkoholowe wesele i akceptować te
                  > n brak alkoholu. Osobiście wolałabym, żeby osoby, które no naprawdę już muszą n
                  > apić się na boku, nie przyszły niż robiły jakieś konspiracyjne picie. Wydaje mi
                  > się, że poczulabym się, jakby mnie nie szanowały...

                  A ja serio, nie rozumiem po co wesele bezalkoholowe, jeżeli młodzi nie piją, to nikt im nie każe. Natomiast wesele jest imprezą, w którą wlicza się to, że się potańczy i popije. Owszem, są ludzie którzy nie chlają, ba nawet nie piją na weselu, z różnych powodów. I oni i tak nie będą pili. Natomiast jako, że wesele jest specyficzną imprezą, gdzie spotykasz różnych typków i mam wrażenie, że ciężko się tam naprawdę dobrze bawić na trzeźwo.

                  Chociaż ja nie ukrywałam nigdy jak ktoś robiłby trzeźwe, a o to dopytuję, to mówię, że bym nie przyszła. Na weselu prawie nie jem. Publicznie na trzeźwo raczej nie tańczę, do śpiewu bez% też mam inny repertuar. ;)
                  • upadly_kocyk Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:15
                    "A ja serio, nie rozumiem po co wesele bezalkoholowe, jeżeli młodzi nie piją, to nikt im nie każe. Natomiast wesele jest imprezą, w którą wlicza się to, że się potańczy i popije. Owszem, są ludzie którzy nie chlają, ba nawet nie piją na weselu, z różnych powodów. I oni i tak nie będą pili. Natomiast jako, że wesele jest specyficzną imprezą, gdzie spotykasz różnych typków i mam wrażenie, że ciężko się tam naprawdę dobrze bawić na trzeźwo."

                    Ja wiem, że to niepopularne, ale uważam, że wesele powinno być fajne też dla młodych. I jeśli nie piją, to nie widzę znów szczególnych powodów, żeby musieli dbać o alkohol dla innych czy też koniecznie organizować (moim zdaniem dość obrzydliwe, ale ja jestem zawsze trzeźwa, może w tym problem) zabawy oczepinowe. Za to absolutnie jestem za tym, żeby robić wesele wedle własnych pomysłów, niekoniecznie z wódeczką, flaczkami i disco polo.
                    Analogicznie jeśli ktoś, kto jest wegetarianinem robi imprezę, to nie widzę powodu, żeby ukradkiem podgryzac kiełbasę albo oczekiwać, że poda nam schabowego.
            • mamolka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:21
              ~ Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe rajstopy do rozczłapanych sandałów ?
              Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr. ~

              Posiadam na stanie szesnastolatkę.
              To musiałaby być niesłychanie opłacalna propozycja żeby młoda na siebie włożyła
              białe rajstopy
              rozczłapane sandałki ( w pewnym wieku sandałki są zdecydowanie źle widziane - trampki, tenisówki ok. )
              Osobno
              Razem to chyba nie ma takiej ceny - są granice obciachu ( a córunia ma jedyna raczej nie należy do zbyt przejmujących się tym co na grzbiecie)
            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:46
              agafiatichonowna napisała:

              > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe ra
              > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
              > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr.

              Zasięgnęłam wiedzy u szesnastoletniego źródła. Odpowiedź była gwałtowna i kategoryczna:
              a/ białe rajstopy?!
              b/ do sandałów?!?!
              c/ w dodatku do rozczłapanych?!?!?!

              Opcja akceptowalna: rajstopy, ale nie białe, conversy, minispódniczka.
              • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:36
                ciotka_scholastyka napisała:

                > agafiatichonowna napisała:
                >
                > > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się bi
                > ałe ra
                > > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
                > > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrr
                > r.
                >
                > Zasięgnęłam wiedzy u szesnastoletniego źródła. Odpowiedź była gwałtowna i kateg
                > oryczna:
                > a/ białe rajstopy?!
                > b/ do sandałów?!?!
                > c/ w dodatku do rozczłapanych?!?!?!
                >
                > Opcja akceptowalna: rajstopy, ale nie białe, conversy, minispódniczka.


                Bialych rajstop nie mialam na sobie od dnia I komunii :D Na wszelkie okazje lacznie ze slubem jest taki wynalazek jak cieniutkie rajstopy w kolorze cielistym. Biale rajstopy, choc nie jestem nastolatka, kojarza mi sie z obciachem totalnym.
            • tanee Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:49
              nawet Nora nie respektuje bezalkoholowego wesela i wypija kieliszek wina podany jej przez złego Gaudentego ;), Przyznam, że nieco mnie to dziwiło. Nie byłam jakąś szczególnie grzeczną szesnastolatką, ale jednak nie odważyłabym się na nielegalne picie wina otoczona z każdej strony liczną rodziną.
              Szesnastolatka idąca na rozpoczęcie roku szkolnego w białej bluzce, granatowej spódniczce, białych rajstopkach i rozdeptanych sandałkach jest zjawiskiem nieistniejącym w przyrodzie. Gdzie ona kupiła białe rajstopki w tym rozmiarze ?
              • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:52
                >Gdzie ona kupiła białe rajstopki w tym rozmiarze ?

                Zapewne Pulpa, jako kobieta wszechstronna, co żadnej pracy się nie boi, odkryła Aliexpress i sprawdza różne cuda, w tym haleczki rozmiar 48, które nosi pod robocze dresy.
                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:52
                  sprowadza*
                • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:57
                  kropka_zua napisał(a):
                  haleczki rozmiar 48, które nosi pod ro
                  > bocze dresy.

                  :-D :-D :-D Tak, tak tak!!
              • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:57
                Białe rajstopki można nabyć w każdym rozmiarze, w jakim rajstopki istnieją i to nie na żadnych aliekspresach, tylko na normalnym stoisku z rajstopkami dowolnej popularnej firmy z branży pończoszniczej. Np. taka na G. ma na 100%, sama widziałam nie dalej niż wczoraj, gdym oglądała na żywo ich ofertę w dorosłych rozmiarach i całej palecie kolorystycznej.
                • iwoniaw Co do odzieży, bardziej mnie dziwi 15.03.18, 19:01
                  że w tej poplamionej spódniczce i rozklepanych sandałkach do rajstopek idzie na rozpoczęcie roku osoba, która tak dalece nie akceptowała myśli, żeby pojawić się w niewyprasowanych (czy też raczej wymiętych, jako że zmuszona była w nich spać uwięziona na noc w stodole) spodniach i bluzce przed oczyma hipotetycznych ludzi, jakich mogłaby spotkać w okolicy "w niedzielę", że przebiera się w posiadany akurat przy sobie strój galowy. No albo jesteśmy abnegatką i nie przywiązujemy wagi, albo wprost przeciwnie, skoro płoszy nas sama myśl, że ktoś nas ujrzy w dzień świąteczny wymiętoloną (nie, że na jakiejś uroczystości/imprezie, tylko przypadkowo spotkany na drodze), to chyba tym bardziej nie udajemy się w jeszcze gorszym stanie na rozpoczęcie roku w nowej klasie?
                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:02
                  no to fakt, bo białe rajstopy kupowane bywają na przykład przez panny młode, które bardziej dbają o detale, niż Derotka. Właśnie mnie tak przyszło do głowy - czy ona do ślubu powędrowała w chodaczkach? Może sobie na tę okoliczność nowe kupiła, będzie miała na kilka lat, wymieni je, jak jej pierworodny będzie szedł do komunii.
                  • dziabka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 18:25
                    Właśnie mnie tak przyszło do głowy - czy ona do ślubu powędrowała w chodaczkach? Może sobie na tę okoliczność nowe kupiła, będzie miała na kilka lat, wymieni je, jak jej pierworodny będzie szedł do komunii.

                    Nie, poszła w szpilkach. Białych. Nawet dwa razy było to podkreślone. Chociaż ja osobiście nie wiem, jak ona wlazła bezręcznie (w jednym ręku bukiet, drugą podkasała kiecę) na tych szpilkach na wysokie stopnie bryczki (taka zwinna, taka gibka).
            • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 08:22
              Kolega raz podzielił się wspomnieniami z "bezalkoholowego" wesela w podkrakowskiej wsi. Staruszkowie, którym się nie chciało ruszać od stołu, pili wlewając co trzeba do szklanek z Fantą pod stołami, normalnie jak na studniówce, a bardziej mobilni poszli na parking, gdzie mieli zapasy w bagażnikach i tam tankowali siedząc na maskach samochodów.
            • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 23:57
              agafiatichonowna napisała:

              > Przeczytałam.
              > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe ra
              > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
              > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr.
              >
              Te rajty to chyba po to, aby ukryć podrapane nogi. Czemi nie poszła w spodniach?
              • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 00:01
                buka_z_muminkow napisała:

                > agafiatichonowna napisała:
                >
                > > Przeczytałam.
                > > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się bi
                > ałe ra
                > > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
                > > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrr
                > r.
                > >
                > Te rajty to chyba po to, aby ukryć podrapane nogi. Czemi nie poszła w spodniach
                > ?


                Bo grzeczne dziewczynki z Jeżywersum ostatniemi czasy chodzą wyłącznie, albo prawie wyłącznie w sukienkach. Zwłaszcza odświętnie.
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 13:51
                  bupu napisała:


                  > Bo grzeczne dziewczynki z Jeżywersum ostatniemi czasy chodzą wyłącznie, albo pr
                  > awie wyłącznie w sukienkach. Zwłaszcza odświętnie.

                  A że wyglądają przy tym jak straszydła, to i cóż :)
            • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.05.18, 19:49
              > I pytanie mam następujące. Czy współczesna szesnastolatka włoży na się białe ra
              > jstopy do rozczłapanych sandałów ?
              > Rozczłapane sandały mi nie przeszkadzają, tylko te rajstopy. Białe . Brrrr.
              >

              Też zwróciłam uwagę. Hoduję w domu 12-latkę i absolutnie żadne rajstopy do sandałów nie wchodzą w grę. Ani skarpetki (chociaż za moich czasów nosiło sie niciane podkolanówki ;) )
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:08
            kindzie napisała:

            >
            > Jestem już po lekturze i mogę z pełnym przekonaniem napisać, że MM w CZ umieszc
            > za postulowane przez Ciebie przesłanie. Agnieszka jest pokazana jako przykład,
            > jak nie należy postępować.

            Wierze ci, ale i tak pozostaje niezaspokojona - Agnieszka nie jest sama. Podobno chodzili RAZEM do tej szkoly "dla matek" - dzizas, juz za czasow, gdy moja Mama byla w ciazy, to sie nazywalo "szkola rodzenia" i nikt nie okreslal nazewniczo, ze tylko dla matek - i co, tam nikt dziewczyny nie pogonil na badania ? IGS zamilkl na temat ? Rodzina nic nie mowila Adze, tylko pokatnie narzekala w majlach ? No i per saldo dobrze sie skonczylo, choc tylko dlatego, ze Nora wpadla przypadkiem... zadne imho ostrzezenie. Raczej uprawnia do wniosku, ze mimo bezmyslnosci mozna sie nie martwic, dobrze bedzie.
            Bazuje na spojlerach, wiec moze sie myle.
            • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:58
              tt-tka napisała:


              > Wierze ci, ale i tak pozostaje niezaspokojona - Agnieszka nie jest sama. Podobn
              > o chodzili RAZEM do tej szkoly "dla matek" - dzizas, juz za czasow, gdy moja Ma
              > ma byla w ciazy, to sie nazywalo "szkola rodzenia" i nikt nie okreslal nazewnic
              > zo, ze tylko dla matek

              Takoż i teraz jest.

              >- i co, tam nikt dziewczyny nie pogonil na badania ?

              No więc nie bardzo. Nie przypominam sobie w szkole rodzenia ani jednych zajęć o konieczności chodzenia do gina i jakie badania są potrzebne, kiedy itp. (nie chodzi tylko o USG, ale też badania krwi na to i owo, kontrola poziomu cukru i takie tam). Ale: może sobie nie przypominam, może dla pani prowadzącej zajęcia było to oczywiste. Jednak, mimo że tą prowadzącą była położna z doświadczeniem, wspierała takie pomysły jak naturalny poród w domu (z położna zamówioną na szczęście), homeopatię i niezgodę na szczepienia. Więc eko-sreko-naturalną Agę też mogli w tej szkole rodzenia "wesprzeć" głupio.

              > IG
              > S zamilkl na temat ? Rodzina nic nie mowila Adze, tylko pokatnie narzekala w ma
              > jlach ?

              Ida w Ruince, a reszta ma takie kwestie tam, gdzie problem alimentów i sensownego wykupu mieszkania.
              • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:09
                zla.m napisała:

                > yło to oczywiste. Jednak, mimo że tą prowadzącą była położna z doświadczeniem,
                > wspierała takie pomysły jak naturalny poród w domu (z położna zamówioną na szcz

                MIMO? To akurat raczej właśnie dlatego, że była położną z doświadczeniem.
                A umówiona położna do porodu domowego jest oczywistością, więc nie wiem, po co tu jakieś "na szczęście".
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:28
                  lord_vmordevol napisała:



                  > MIMO? To akurat raczej właśnie dlatego, że była położną z doświadczeniem

                  Polozna z doswiadczeniem wie, ze porod w domu to swietna sprawa pod warunkiem, ze wszystko jest OK - pani idealnie zdrowa, polozenie plodu podrecznikowe itp.
                  U Agi tego nie wie nikt, bo sie idiotka NIE BADALA.
                  Plus zawsze moze wyskoczyc cos, do czego przydatny jest sprzet szpitalny i zespol, a nie tylko jedna polozna, nawet ze stuletnim doswiadczeniem.
                  > .
                  > A umówiona położna do porodu domowego jest oczywistością, więc nie wiem, po co
                  > tu jakieś "na szczęście".
                  • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:42
                    tt-tka napisała:

                    > lord_vmordevol napisała:
                    > > MIMO? To akurat raczej właśnie dlatego, że była położną z doświadc
                    > zeniem
                    >
                    > Polozna z doswiadczeniem wie, ze porod w domu to swietna sprawa pod warunkiem,
                    > ze wszystko jest OK - pani idealnie zdrowa, polozenie plodu podrecznikowe itp.
                    > U Agi tego nie wie nikt, bo sie idiotka NIE BADALA.

                    Ale pisałaś akurat o swojej. Że mdlejąca baba nie badająca się w ciąży jest durna jak kilo gramowy papmers to jasna sprawa.

                    > Plus zawsze moze wyskoczyc cos, do czego przydatny jest sprzet szpitalny i zesp
                    > ol, a nie tylko jedna polozna, nawet ze stuletnim doswiadczeniem.

                    No i po to właśnie położna każe zawsze przygotować sobie plan B.
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:05
                      lord_vmordevol napisała:

                      > > Polozna z doswiadczeniem wie, ze porod w domu to swietna sprawa pod warun
                      > kiem,
                      > > ze wszystko jest OK

                      > Ale pisałaś akurat o swojej.


                      Jaaaa ? W zyciu nie pisalam, nie mam swojej (poloznej w domysle). Ja tylko wyrazilam zdziwienie, ze podczas tej nauki w szkole rodzenia ("matek") nie mowi sie kursantkom o koniecznosci badan w trakcie ciazy, o tym, co jest sygnalem ostrzgawczym, a co alarmowym i jakie sa wskazania dla babek z problemami zdrowotnymi juz sprzed ciazy.
                      • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:14
                        tt-tka napisała:

                        > lord_vmordevol napisała:
                        >
                        > > > Polozna z doswiadczeniem wie, ze porod w domu to swietna sprawa pod
                        > warun
                        > > kiem,
                        > > > ze wszystko jest OK
                        >
                        > > Ale pisałaś akurat o swojej.
                        >
                        >
                        > Jaaaa ? W zyciu nie pisalam, nie mam swojej (poloznej w domysle). Ja tylko wyra

                        A to przepraszam, widocznie źle zrozumiałem.
                        • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:17
                          lord_vmordevol napisała:

                          > > > Ale pisałaś akurat o swojej.
                          > >
                          > >
                          > > Jaaaa ? W zyciu nie pisalam, nie mam swojej (poloznej w domysle). Ja tylk
                          > o wyra
                          >
                          > A to przepraszam, widocznie źle zrozumiałem.

                          Już widzę, co źle zobaczyłem :-) To nie Ty, tylko zla.m pisała.
                • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:00
                  Mimo to, że była położną wspierała nie tylko poród w domu u dziewczyny, którego stanu zdrowia specjalnie nie znała, ale też "leczenie" hoemopatią i pamięcią wody, poród SN niezależnie od warunków oraz odmowę szczepień. Chodziło mi o całokształt, przy czym zgadzam się, że poród w domu w wykonaniu młodej dziewczyny ze zdrową ciążą to nie jest (nie musi być) żaden hardkor. Z drugiej strony - ja mam takie doświadczenie, że rodziłam 2 razy i rozmawiałam ze znajomymi, a wiem, że super zdrowa ciąża może się skończyć trudnym porodem (wystarczy "głupie" owinięcie pępowiną). Wydawałoby się, że doświadczona położna napatrzyła się takich akcji "wszystko szło dobrze, a tu nagle..!" raczej powinna optować za szpitalem.
                • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:01
                  lord_vmordevol napisała:


                  > A umówiona położna do porodu domowego jest oczywistością, więc nie wiem, po co
                  > tu jakieś "na szczęście".

                  PS: no więc nie, w kręgach eko-naturalnych zdarzają się pomysły pt. tylko ja i partner...
                  • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:16
                    zla.m napisała:

                    > lord_vmordevol napisała:
                    > > A umówiona położna do porodu domowego jest oczywistością, więc nie wiem,
                    > po co
                    > > tu jakieś "na szczęście".
                    >
                    > PS: no więc nie, w kręgach eko-naturalnych zdarzają się pomysły pt. tylko ja i
                    > partner...

                    I porody lotosowe, wiem. Ale tego to jednak chyba żadna położna nie proponuje :-)
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:15
                zla.m napisała:

                Nie przypominam sobie w szkole rodzenia ani jednych zajęć o
                > konieczności chodzenia do gina i jakie badania są potrzebne, kiedy itp. (nie c
                > hodzi tylko o USG, ale też badania krwi na to i owo, kontrola poziomu cukru i t
                > akie tam). Ale: może sobie nie przypominam, może dla pani prowadzącej zajęcia b
                > yło to oczywiste.

                Ale jak to ???? *oczy jak spodki* Nie uczyli, co trzeba (z)robic, gdy w trakcie poznej ciazy pojawia sie krwawienie, jakie bole sa normalne, a jakie alarmujace itp ???

                Jednak, mimo że tą prowadzącą była położna z doświadczeniem,
                > wspierała takie pomysły jak naturalny poród w domu (z położna zamówioną na szcz
                > ęście), homeopatię i niezgodę na szczepienia. Więc eko-sreko-naturalną Agę też
                > mogli w tej szkole rodzenia "wesprzeć" głupio.

                No niby racja... ostatnio malo mialam do czynienia, a z takimi "eko-sreko- antyszczepionkowcami" nigdy...
                >
                > > IG
                > > S zamilkl na temat ? Rodzina nic nie mowila Adze, tylko pokatnie narzekal
                > a w ma
                > > jlach ?
                >
                > Ida w Ruince, a reszta ma takie kwestie tam, gdzie problem alimentów i sensowne
                > go wykupu mieszkania.
                >
                >
                • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 16:13
                  tt-tka napisała:

                  > zla.m napisała:
                  >
                  > Nie przypominam sobie w szkole rodzenia ani jednych zajęć o
                  > > konieczności chodzenia do gina i jakie badania są potrzebne, kiedy itp.
                  > (nie c
                  > > hodzi tylko o USG, ale też badania krwi na to i owo, kontrola poziomu cuk
                  > ru i t
                  > > akie tam). Ale: może sobie nie przypominam, może dla pani prowadzącej zaj
                  > ęcia b
                  > > yło to oczywiste.
                  >
                  > Ale jak to ???? *oczy jak spodki* Nie uczyli, co trzeba (z)robic, gdy w trakcie
                  > poznej ciazy pojawia sie krwawienie, jakie bole sa normalne, a jakie alarmujac
                  > e itp ???
                  >
                  Nie chcę pani szkalować, bo z ręką na sercu nie pamiętam. Na pewno to nie jest tak, że była jakoś całkiem "antylekarska", pytała nas np. co gin powiedział, jakie położenie wyśledził na USG itp. i robiła nam też takie "słuchanie serduszek" za pomocą KTG przenośnego. Chyba po prostu zakładała, że wszystkie, nawet te "naturalne", do lekarzy chodzimy. I miałyśmy wycieczki do szpitali, żebyśmy mogły wiedzieć, jak to wygląda, więc założenie było, że jednak większość rodzi w szpitalu. Była świetna część dotycząca obsługi noworodka, z treningiem :D i na tę część partnerzy byli zaproszeni obowiązkowo. I jeszcze im puściła film o depresji poporodowej - jak rozpoznać, co robić... Dużo się nauczyłam, z tym, że była to faktycznie głównie "szkoła rodzenia" - ćwiczenia do porodu, przebieg porodu i co potem. Sam przebieg ciąży nie był jakoś mocno omawiany (co teraz rośnie i czy maluchowi już odpadł ogonek i takie tam), choć na pewno niektóre dziewczyny opowiadały o swoich dolegliwościach i jestem pewna, że jakby któraś zgłosiła plamienie, to by do lekarza pogoniła.

                  Ale faktycznie to poparcie dla dziewczyny, która powiedziała, że rodzi w domu m.in dlatego, że nie chce szczepić trochę mną wstrząsnęło ;-)
              • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:45
                W którym miejscu Aga jest eko?
              • reveiled Re: Szkola rodzenia 14.03.18, 18:13
                Jestem w Kanadzie, wiec nie do konca wiem, jak to dziala w Polsce, ale pomimo ze mi nikt w szkole rodzenia nie mowil o koniecznosci wizyt prenatalnych, badan, itp, to do szkoly musialam sie zapisac przez szpital albo klinike poloznych, i musialam podac nazwisko swojego lekarza/poloznej, wiec to z zalozenia zajecia dla kobiet (i partnerow tez, zeby nie bylo), ktore do kogos tak chodza. Inna sprawa, ze tu polozne bardzo podkreslaja, ze wszystkiego rodzaju badania, interwencje, usg, itp, to wybor ciezarnej, wiec bardzo latwo jest zrezygnowac z czegos co komus z jakichs powodow nie odpowiada. Lekarze raczej wywieraja wiekszy nacisk na standardowe badania.
          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:06
            kindzie napisała:

            > Jestem już po lekturze i mogę z pełnym przekonaniem napisać, że MM w CZ umieszc
            > za postulowane przez Ciebie przesłanie. Agnieszka jest pokazana jako przykład,
            > jak nie należy postępować.

            Tylko jakby za mało to uwypukla IMHO.
            • dziabka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 18:28
              Od razu zastrzegę, że w ciąży nie byłam, ergo - nie rodziłam, a tym bardziej nie cesarsko. Ale czy jest możliwe, aby osoba świeżutko po cięciu mogła siedzieć i się w dziecko wpatrywać? Bo Aga zaraz po porodzie właśnie siedzi i patrzy na dziecko, trzymane na rękach. Oświećta mnie, osoby doświadczone, bo męczy mnie to. Czy blizna i ogólny stan pozwala tylko na leżenie plackiem?
              • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:36
                Ale jak świeżutko? Przez ileś-tam godzin leży się plackiem, ze względu na ranę i na znieczulenie (ja machałam łbem i zaliczyłam ostry zespół popunkcyjny). Różnie mówią ile to ma być, jakieś 8-12h (większość i tak śpisz). Potem cię pionizują, pomagają wstać/umyć się, zrobić parę kroków - zaleznie od szpitala i stanu ogólnego, przy czym nie ma reguł - ja po pierwszej miałam problemy, po drugiej ganiałam jak skowronek :) W każdym razie te 12h po urodzeniu jak najbardziej można siedzieć i wpatrywać się w dziecko, to w sumie jest główna aktywność młodej matki :D
                • dziabka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:38
                  zla.m napisała:

                  > Ale jak świeżutko? Przez ileś-tam godzin leży się plackiem, ze względu na ranę
                  > i na znieczulenie (ja machałam łbem i zaliczyłam ostry zespół popunkcyjny). Róż
                  > nie mówią ile to ma być, jakieś 8-12h (większość i tak śpisz). Potem cię pioniz
                  > ują, pomagają wstać/umyć się, zrobić parę kroków - zaleznie od szpitala i stanu
                  > ogólnego, przy czym nie ma reguł - ja po pierwszej miałam problemy, po drugiej
                  > ganiałam jak skowronek :) W każdym razie te 12h po urodzeniu jak najbardziej m
                  > ożna siedzieć i wpatrywać się w dziecko, to w sumie jest główna aktywność młode
                  > j matki :D
                  >

                  O, właśnie o to mi chodziło! Dziękuję :)
        • senseeko Ciąża miągwy-Agnieszki - Re: Irrrrrytacje 22.04.18, 19:01
          rudziaczeq napisał(a):

          > Punkt 5,czyli ta ciąża rodzi we mnie nie irytację, a coś o wiele wiele gorszego
          > . jednakże nawet południe jeszcze nie wybiło, zatem kląć (nawet po łacinie, jak
          > to czynił senior B.) nie wypada. Ale doprawdy, jaki przykład daje szanowna aut
          > orka swoim młodym czytelniczki, do których ponoć skierowane są jej dzieła? Dla
          > mnie przekaz jest taki: "bez sensu chodzić do lekarza i regularnie dbać o zdrow
          > ie swoje i przede wszystkim maluszka. Zaufajcie Bozi dzieci drogie to wszystko
          > będzie ok". No bzdurrra! Zamiast kłaść do głów, że należy badać się regularnie,
          > bo to wyjątkowy stan, to ona serwuje myślenie w stylu, nasze babki i prababki
          > nie korzystały z takich udziwnien jak usg czy jakieś tam wymyślne badania prena
          > talne i rodziły zdrowe dzieci, zatem i wy nie musicie sobie nic z tego robić, b
          > o szkoda czasu.
          > Ja sama jestem w wysokiej ciąży i powiem Wam szczerze, że gdybym spotkała taką
          > Agnieszkę na swojej drodze, to zapewne coś bym jej powiedziała do słuchu

          A Ty w ogóle przeczytałaś Ciotkę czy opierasz się wyłącznie na tym, co jest napisane na forum. Powtórzę jeszcze raz, powoli, bo może ktoś przeoczył.
          JEST.NAPISANE.ŻE. AGNIESZKA.POSTĄPIŁA.MEGA GŁUPIO. Takie jest przesłanie tej sceny.
          NIE.MA.ANI.SŁOWA.O TYM.ŻE.BOZIA.URATUJE.
          Ida mówi bardzo wyraźnie, że Aga idiotka i że to cud, że nic się nie stało, ale, jak to się mówi "nie próbujcie tego w domu".
          Celem tej całej historii jest uświadomienie młodych czytelniczek że nawet jeśli lekarze straszą to i tak trzeba być pod kontrolą, co najwyżej zmienić lekarza na takiego, który będzie uprzejmiejszy.
          Howgh! (albo jak kto woli - Dixi!)
          • verdana Ciąża miągwy-Agnieszki - Re: Irrrrrytacje 22.04.18, 19:28
            Ale ostatecznie nic sie nie stało i taki przekaz dostaną czytelniczki. Przekaz, ze trzeba byc pod kontrolą miałby szanse dotrzeć, gdyby dziecko urodziło sie chore. Albo Agnieszka nie mogła mieć więcej dzieci. Ale tak? Okazuje sie, że nawet w bardzo dramatycznej sytuacji nie chodzenie do lekarza kończy się dobrze.
            • fornita111 Ciąża miągwy-Agnieszki - Re: Irrrrrytacje 22.04.18, 19:37
              verdana napisała:

              > Ale ostatecznie nic sie nie stało i taki przekaz dostaną czytelniczki. Przekaz,
              > ze trzeba byc pod kontrolą miałby szanse dotrzeć, gdyby dziecko urodziło sie c
              > hore. Albo Agnieszka nie mogła mieć więcej dzieci.
              Tez mi troche szkoda, ze MM nie dala Agnieszce jakiejs porzadnej nauczki- np jej nie zabila :D
              >Ale tak? Okazuje sie, że na
              > wet w bardzo dramatycznej sytuacji nie chodzenie do lekarza kończy się dobrze.
              To juz wybaczcie, czytelniczka musialaby byc tlukiem, zeby tak to odczytac. Opisywanie sytuacji w stulu "bylo o wlos od tragedii" to jest przestrzeganie jednak.
              • dakota77 Ciąża miągwy-Agnieszki - Re: Irrrrrytacje 22.04.18, 19:47
                fornita111 napisała:

                > verdana napisała:
                >
                > > Ale ostatecznie nic sie nie stało i taki przekaz dostaną czytelniczki. Pr
                > zekaz,
                > > ze trzeba byc pod kontrolą miałby szanse dotrzeć, gdyby dziecko urodziło
                > sie c
                > > hore. Albo Agnieszka nie mogła mieć więcej dzieci.
                > Tez mi troche szkoda, ze MM nie dala Agnieszce jakiejs porzadnej nauczki- np je
                > j nie zabila :D
                > >Ale tak? Okazuje sie, że na
                > > wet w bardzo dramatycznej sytuacji nie chodzenie do lekarza kończy się do
                > brze.
                > To juz wybaczcie, czytelniczka musialaby byc tlukiem, zeby tak to odczytac. Opi
                > sywanie sytuacji w stulu "bylo o wlos od tragedii" to jest przestrzeganie jedna
                > k.


                Prawda? : Jakb Aga umarla przy porodzie, czytelniczki dostalyby odpowiednio mocny przekaz :D Moim zdaniem w ksiazce Aga jest skytykowana, a przekaz brzmi, ze naprawde mieli z IGS ogromne szczescie, ze dziecko urodzilo sie zdrowe.
                • fornita111 Ciąża miągwy-Agnieszki - Re: Irrrrrytacje 22.04.18, 19:51
                  dakota77 napisała:

                  > Prawda? : Jakb Aga umarla przy porodzie, czytelniczki dostalyby odpowiednio moc
                  > ny przekaz :D
                  Ej, ale ja to serio pisze! Juz drugi raz chyba nawet ;)
                  Z jednej strony chcialabym takiego dramatu u MM, z drugiej- Agi byloby troche szkoda, bo to ciekawa postac ;)
      • morekac Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 00:32
        4. A skoro o młodym dziewczęciu mowa to rzekoma główna bohaterka Nora ma lat 16. I co prawda w ostatniej scenie mówi ona Augustowi, że chciałaby mieć w nim jedynie kumpla, że to jeszcze nie pora na miłość. I wydawałoby się, że ok, gdyby nie końcowa wizja narratora, w której Nora zostaje jednak żoną Augusta i rodzi mu dziecię dokładnie w tym roku, w którym on obroni doktorat. Chłopiec będzie miłą na imię Florian i zamieszkają na Roosevelta 5.
        Czyli jak by się człek nie bronił za pierwszą miłość za mąż wyjść trzeba i już.

        E tam, przyjmie sobie dziewczyna podwójne nazwisko i będzie Górska Piechota.
    • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 20:45
      Skupiliśmy się na wątku kuriozalnego wesela przeprowadzanego chałupniczym sumptem, ale jednak jedną z moich największych irytacji był ten nieszczęsny remont. I nie chodzi o pana Chrobola; tacy alkoholicy złote rączki bywają, ale wysiadła mi wyobraźnia przy malowaniu ścian ( pomijam kolorystykę - fuj ). W chałupie, gdzie jest klepisko. Albo coś opuściłam ( co też jest możliwe ), ale może mi ktoś to objaśnić większymi literami? Wcześniej nie trzeba jakiejś wylewki czy ki czort zrobić? Bo w mojej imaginacji te granatowe meble z turkusowymi gałkami stoją radośnie na ubitej ziemi...
      • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:39
        asiunia311 napisała:

        > Skupiliśmy się na wątku kuriozalnego wesela przeprowadzanego chałupniczym sumpt
        > em, ale jednak jedną z moich największych irytacji był ten nieszczęsny remont.
        > I nie chodzi o pana Chrobola; tacy alkoholicy złote rączki bywają, ale wysiadła
        > mi wyobraźnia przy malowaniu ścian ( pomijam kolorystykę - fuj ). W chałupie,
        > gdzie jest klepisko. Albo coś opuściłam ( co też jest możliwe ), ale może mi kt
        > oś to objaśnić większymi literami? Wcześniej nie trzeba jakiejś wylewki czy ki
        > czort zrobić? Bo w mojej imaginacji te granatowe meble z turkusowymi gałkami st
        > oją radośnie na ubitej ziemi...


        Granatowe z turkusowymi? O Maryjo...
        A wylewkę oczywiście, że trzeba zrobić. Pytanie techniczne: to klepisko to dlatego, że deski podłogi spróchniały ze szczętem, czy autorce się już wszystko pomajtało ze szczętem i wjechała z polepą a'la Lipce Reymonta do ceglanego wielkopolskiego domu?
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:51
          "Pytanie techniczne: to klepisko to dlatego, że deski podłogi spróchniały ze szczętem"

          Z opisu wynika raczej, że tam nigdy żadnej podłogi nie było, od zawsze klepisko.
          I też mnie zastanowiło, że Ida najpierw maluje a potem będzie się robić podłogi.
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:04
            maciejkowaaa napisał(a):

            > "Pytanie techniczne: to klepisko to dlatego, że deski podłogi spróchniały ze sz
            > czętem"
            >
            > Z opisu wynika raczej, że tam nigdy żadnej podłogi nie było, od zawsze klepisko

            Nieduży ceglany dom na podbudówce z polnych kamieni, tak jest opisany w Febliku. I ma klepisko zamiast podłóg. O Boru ty mój mięszany, autorce faktycznie wszystko się już pomajtało...


            > I też mnie zastanowiło, że Ida najpierw maluje a potem będzie się robić podłogi

            A potem czyścić te świeżo pomalowane ściany z całego syfu który się do nich przykleił przy okazji robienia podłóg. Świetny pomysł. Genijalny wręcz.

            ...Pominę już ten drobiazg, że domek był rozkoszną ruinką bez okien i drzwi, więc w pierwszym rzucie (no, drugim po pomacaniu ścian i fundamentów) należało pomacać stropy. Dolary przeciw orzechom, że to staroświecka glina ze słomą/trzciną, która nie znosi ekspozycji na żywioły za dobrze. Byłoby przykro, gdyby w pięknie odmalowanym domeczku sufity wylądowały nagle na tych granatowych meblach z turkusowymi czymsiami (to zestawienie kolorystyczne mnie morduje, naprawdę).
            • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 22:07
              "Nieduży ceglany dom na podbudówce z polnych kamieni, tak jest opisany w Febliku. I ma klepisko zamiast podłóg. "

              Jako żywo.

              "Pominę już ten drobiazg, że domek był rozkoszną ruinką bez okien i drzwi"

              Okna i drzwi już ma.
              O macaniu stropów nic nie było.
        • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 21:54
          bupu napisała:

          > Granatowe z turkusowymi? O Maryjo...

          Prawda? Nie tylko mnie zęby rozbolały, jak widzę.

          > A wylewkę oczywiście, że trzeba zrobić. Pytanie techniczne: to klepisko to dlat
          > ego, że deski podłogi spróchniały ze szczętem, czy autorce się już wszystko pom
          > ajtało ze szczętem i wjechała z polepą a'la Lipce Reymonta do ceglanego wielkop
          > olskiego domu?


          Stawiam na to drugie, niestety. No i nie jest do końca powiedziane, że jednak czegoś nie ominęłam.
        • morekac Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 01:01
          Mnie się zdaje, że tam po prostu coś było, aczkolwiek nie była to docelowa podłoga.
          Ale kolejność robienia istotnie kuriozalna.
          BTW: wszystko zrobione, a dach niewyremontowany. Na dobrą sprawę kolejność powinna być: dach, okna, podłogi, łazienki, malowanie, meble.
          Inaczej się to kupy nie trzyma.
      • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:50
        Przede wszystkim, większość tych prac wymaga kupy formalności i drogich ekspertyz. Bez których jest to samowola budowlana, która grozi poważnymi sankcjami.

        Już chociażby remont, którego dokonuje Józinek, polegający na tym, że fizyczne dodaje nowe piętro do domku, jak przypuszczam, wymaga pozwolenia i ekspertyzy, czy fundamenty owy dodatek udźwigną i tego nie obejdzie się tym, że "studiuje architekturę". Bo całe Rumiankowo obróci się w Ruinkę i babcie tudzież jak przypuszczam kilkoro Pałysiątek(bo jakiż może być inny skutek motelowej rekreacji) przeniosą się na Roosvelta, albo śladem Niewzruszonego Centrum zwalą się Florkom.
        • maciejkowaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.03.18, 23:59
          "Większość tych prac wymaga kupy formalności i drogich ekspertyz"

          Ale nie wiemy czy one się nie odbyły, po co autorka miałaby o tym pisać?

          "Już chociażby remont, którego dokonuje Józinek, polegający na tym, że fizyczne dodaje nowe piętro do domku"

          Zrozumiałam, że przerabia istniejące poddasze, a nie dobudowuje piętro, bo jest napisane, że te przeszklenia są w miejscach, gdzie wcześniej były inne okienka. Czyli to istniało.

          • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:31
            Na starych domach faktycznie są strychy, chętnie przerapiane na poddasza zamieszkane, ale wymaga to nieco więcej pracy niż obicie dachu, zwykle trzeba podnieść nieco dach i ściany, bo w innym wypadku można stanąć tylko na środku, a jak tam rozprostuje się "dwumetrowa niewolnica" Gabrjela to nie wiem, chyba, że Józinek chce zagwarantować sobie brak wizyt ciotki.

            Moi przyjaciele od kilku lat doprowadzają do użytku właśnie strych i robią to bardzo na raty, bo to kosztuje kupę kasy.


            • senseeko Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 20:13
              kasiek8728 napisał(a):

              > Na starych domach faktycznie są strychy, chętnie przerapiane na poddasza zamies
              > zkane, ale wymaga to nieco więcej pracy niż obicie dachu, zwykle trzeba podnieś
              > ć nieco dach i ściany, bo w innym wypadku można stanąć tylko na środku, a jak t
              > am rozprostuje się "dwumetrowa niewolnica" Gabrjela to nie wiem, chyba, że Józi
              > nek chce zagwarantować sobie brak wizyt ciotki.
              >
              Nie wiem, co masz na myśli pisząc "stare domy" ale pamiętam strych i u babci (dom z XIX w) i u dziadka - drewniany dom stawiany po wojnie i tam strychy były wysokie. Spokojnie można było podnieść ręce do góry i nie sięgnęło się dachu. Dach oczywiście dwuspadowy, więc im bliżej krawędzi tym niższy, ale na takim strychu spokojnie by się zmieściła rodzina z piątką dzieci.
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:46
            maciejkowaaa napisał(a):

            > Zrozumiałam, że przerabia istniejące poddasze, a nie dobudowuje piętro, bo jest
            > napisane, że te przeszklenia są w miejscach, gdzie wcześniej były inne okienka
            > . Czyli to istniało.

            Stawia szklana sciane - tak zrozumialam - w miejscu, gdzie wczesniej byla ceglana/drewniana z lukarnami. To nie jest powiekszenie otworu okiennego (nie wiem, czy tez nie wymagajace zezwolenia) tylko calkowita wymiana.
            Juz mnie to nawet nie irytuje. Od szaletu wali mnie to, mowiac wytwornie. Chcialabym tylko wiedziec, za co.
            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 10:48
              tt-tka napisała:

              > Juz mnie to nawet nie irytuje. Od szaletu wali mnie to, mowiac wytwornie. Chcia

              Od szaletu wali? Pewnie wapna trzeba.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 11:00
                lord_vmordevol napisała:


                > Od szaletu wali? Pewnie wapna trzeba.

                Lordzie !!! *zatyka nos i krztusi sie ze smiechu*

                Swoja droga nie wiem, czy to do irytacji czy do wpadek, czy do obu - rodzina ubozuchna taka, ze wesele ma byc skladkowe, a na skladkowy prezent w cenie ok. trzech tysi skladaja sie cztery od lat bez pauzowania zarabiajace malzenstwa, a byc moze i dalsi krewni. Zarazem Gabon ma na kupno kawalerki bez kredytu; Ida na remont generalny riuny; jej syn na przebudowe poddasza; Flobre na remont pawilonu, po czym chca go ddac szwagierce, bez bolu rezygnujac z dochodu z gosci; a przyjecie funduje w calosci pielegniarka, dotad nie bedaca w stanie przyjechac wzglednie zaprosic corki do siebie.
                • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 17:47
                  tt-tka napisała:


                  > Swoja droga nie wiem, czy to do irytacji czy do wpadek, czy do obu - rodzina ub
                  > ozuchna taka, ze wesele ma byc skladkowe, a na skladkowy prezent w cenie ok. tr
                  > zech tysi skladaja sie cztery od lat bez pauzowania zarabiajace malzenstwa, a b
                  > yc moze i dalsi krewni. Zarazem Gabon ma na kupno kawalerki bez kredytu; Ida na
                  > remont generalny riuny; jej syn na przebudowe poddasza; Flobre na remont pawil
                  > onu, po czym chca go ddac szwagierce, bez bolu rezygnujac z dochodu z gosci; a
                  > przyjecie funduje w calosci pielegniarka, dotad nie bedaca w stanie przyjechac
                  > wzglednie zaprosic corki do siebie.

                  Ta pielęgniarka w WdO nie była w stanie nawet wysłać córce tyle kasy, żeby starczyło na podstawowy przyodziewek i obuwie. A teraz wpada i wyjmuje z kieszeni na poczekaniu ponad 4 tysiące, bo mniej więcej tyle kosztuje wypożyczenie najbardziej podstawowej zastawy stołowej w Poznaniu. Żarełko też ona ufundowała?
                  • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 19:31
                    Wesele skladkowe.... hmm.... Znam imprezy skladkowe - gdzie kazdy przynosi swoje piwo i swoje chrupki/paluszki/orzeszki, bo wiadomo - sie gospodarzom nie przelewa i nikt za kieszonkowe nie bedzie kupowal dziesieciu rodzajow alko i dziesieciu rodzajow zagryzek - bo po prostu nie wydoli. Ale to przywilej juniorow.
                    Jak czlowiek zaczyna zarabiac i robi spotkanie, to fakt, ze czesto mowi: ja zapewniam wodke i popitke, ale salatki/ciasta/slodycze to juz wy przyniescie.
                    Potem jest sie 'na swoim', robi sie parapetowke - i wtedy juz sie samemu kupuje alko, popitke, robi salatke itp. Od Gosci oczekuje sie oczywiscie czegos - na przyklad wlosanorecznie zrobionej salatki czy skladkowego prezentu. Ale to nie jest mus, a oczekiwanie. I wypada to zrobic, chociaz nie trzeba.
                    Ale skladkowe wesele tak jak to przedstawiono? To co, oni beda wszyscy jesc swoje kanapki, swoje salatki i pic swoja wodke? Kazda para przynosi jadlo dla siebie - no po prostu jakis absurd. No to poco te wesele? (pisownia oryginalna i zamierzona).
                    Widzicie ten absurd? Ludzie przyszli na wesele - i siedza w kepkach, zajadajac wlasne kanapki i pijac wlasne nalewki. Wyglada mi to na jakas paranoje.
                    • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:00
                      guineapigs napisała:

                      > Widzicie ten absurd? Ludzie przyszli na wesele - i siedza w kepkach, zajadajac
                      > wlasne kanapki i pijac wlasne nalewki. Wyglada mi to na jakas paranoje.


                      Goście jak opieńki w kępkach
                      Mielą każdy swoje żarło w gębkach
                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:06
                        Ja zrozumialam te "skladkowosc" tak, ze od kazdej pary/kazdej rodziny oczekuje sie, ze ona (ta para/rodzina) przyniesie jedna potrawe DLA WSZYSTKICH, czyli dla tych hipotetycznych stu osob. Znaczy jedno taszczy, skromnie liczone, 500 pierogow, inne kociol wojskowy z 50 litrami zupy , kto inny dwa wiadra salatek...
                        • soova Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:18
                          > Ja zrozumialam te "skladkowosc" tak, ze od kazdej pary/kazdej rodziny oczekuje
                          > sie, ze ona (ta para/rodzina) przyniesie jedna potrawe DLA WSZYSTKICH, czyli d
                          > la tych hipotetycznych stu osob.>

                          Nie no, zapewne chodziło o składkowe wesele urządzane jak składkowa impreza. Czyli jedni przynoszą ciasto, inni flaczki, jeszcze inni sałatkę. Wiele takich imprez przeżyłam, ale nigdy nie słyszałam o weselu organizowanym w takiej formule (choć zdarzyło mi się bywać na weselach kameralnych, grillowych, pod gołym niebem z namiotem rozpiętym nad estradą do tańca, z obiadem tylko dla najbliższej rodziny itp.). O gościach przychodzących bez zaproszenia, bo taki miejscowy zwyczaj, też nie wspomnę. Zaproszenia są wszak w polskich weselach najistotniejsze, ich istnienie czy brak jest przecież asumptem do wiele lat później trwających roztrząsań, obrażań się, wydziwiań i innych deliberacji towarzysko-rodzinnych na tle prestiżowym. Nie wiem, skąd autorce takie dziwa przyszły do głowy.
                          • morekac Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 01:05
                            Ten rodzaj wesela wymyślił nieobyty społecznie Józef, zaś jego matka nie zabiła go śmiechem, tylko uznała za całkiem niegłupi pomysł. To Pulpa pisała, co o tym myśli.
                        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:38
                          tt-tka napisała:

                          > Ja zrozumialam te "skladkowosc" tak, ze od kazdej pary/kazdej rodziny oczekuje
                          > sie, ze ona (ta para/rodzina) przyniesie jedna potrawe DLA WSZYSTKICH, czyli d
                          > la tych hipotetycznych stu osob. Znaczy jedno taszczy, skromnie liczone, 500 pi
                          > erogow, inne kociol wojskowy z 50 litrami zupy , kto inny dwa wiadra salatek...

                          E nieno, bez przesady. Logicznie rzecz ujmując, to by znaczyło, że każdy gość musi zjeść po trochu z każdej z tych stu potraw, inaczej zostaną tego potworne ilości. Przecież to niemożliwe.
                          Osobną kwestią co prawda jest, jak w takim razie obliczyć, ile czego kto ma przynieść, żeby goście coś tam jednak zjedli. Moim zdaniem absolutnie niewykonalne.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 21:03
                            ciotka_scholastyka napisała:



                            > E nieno, bez przesady. Logicznie rzecz ujmując, to by znaczyło, że każdy gość m
                            > usi zjeść po trochu z każdej z tych stu potraw, inaczej zostaną tego potworne i
                            > lości. Przecież to niemożliwe.
                            > Osobną kwestią co prawda jest, jak w takim razie obliczyć, ile czego kto ma prz
                            > ynieść, żeby goście coś tam jednak zjedli. Moim zdaniem absolutnie niewykonalne
                            > .

                            Nie, najpierw kazda para (singli nie przewidziano), czyli 50 potraw :), potem kazda rodzina, czyli znowu mniej - 15 do 20.
                            Inna rzecz, ze to absurd, nie wyobrazam sobie wydawania dyspozycji gosciom w stylu - Loniu, przyjedziesz na wesele z 10 kostkami masla, Hajduk moze dzwigac, to niech te 20 bochenkow chleba przytaszczy, Roza przyzwyczajona do robienia pierogow, to niech ulepi te piec setek, Aurelka polonistka z mezem scenografem cos tam, a Dambo z Bebe (i dziecmi zapewne) cos jeszcze innego...a duch Dmuchawca zapewne manne niebieska.
                            Wiejska tradycja, jesli juz sie robilo swojskie wesele, przewidywala pomoc sasiadow, w jednej chalupie ktis utalentowany wedliny obracal (wczesniej bijac wieprzka), w innej tarlo sie ser i ubijalo piane i tak dalej, ale produktow dostarczaly rodziny mlodych/mlodej. NIE weselnicy.
                            • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 21:28
                              Jako mieszkana prowincji brałam udział w organizowaniu wesel/poprawin w remizie OSP, gdzie kateringu nie ma, zatrudnia się kucharkę, ale cała rodzina, dosłownie cała, z obu stron zbiera się ładnych parę dni wcześniej i bierze udział w przygotowaniach. Nie ma wyjątków, tu płeć, nie jest usprawiedliwieniem, nie możesz ubijać białek bo jesteś facetem, to dmuchasz balony, lub ustawiasz stoły. Jest to kosztowne i pracochłonne. Pamiętam, bo Mama ciągle opowiada, jak kucharka ubijała pianę na biszkopt i do białek wpadła jej ociupina żółtka i kosz. Żegnamy.

                              I tak na wsi, składa się te jajka, składa się produkty. Ale jak wesele w sobotę, to od środy się równo zapierdziela, ale zna się liczbę gości :P
                              • rosynanta Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:13
                                kasiek8728 napisał(a):

                                > Pamiętam, bo Mama ciągle opowiada, jak kucharka
                                > ubijała pianę na biszkopt i do białek wpadła jej ociupina żółtka i kosz. Żegnamy.

                                To kiepska kucharka, bo to mit, że z odrobiną żółtka się nie ubije ;) Tylko trochę dłużej trzeba.
                                • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 11.08.19, 20:10
                                  No właśnie, ja też kiedyś ubiłam z żółtkiem :) Da się jak najbardziej.
                    • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:19
                      guineapigs napisała:

                      > Widzicie ten absurd? Ludzie przyszli na wesele - i siedza w kepkach, zajadajac
                      > wlasne kanapki i pijac wlasne nalewki. Wyglada mi to na jakas paranoje.

                      Ja jednak inaczej rozumiem skladkowe imprezy. Kazdy przynosi cos od siebie, jeden salatke, inny zapiekanke, inny napoje chlodzace, alkohole itp. Ale skad idea, ze kazdy je to, to sam przyniosl?

                      Ale wesela na 100 osob w wersji skladkowej zupelnie nie widze.
                    • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 20:43
                      guineapigs napisała:

                      > Jak czlowiek zaczyna zarabiac i robi spotkanie, to fakt, ze czesto mowi: ja zap
                      > ewniam wodke i popitke, ale salatki/ciasta/slodycze to juz wy przyniescie.
                      > Potem jest sie 'na swoim', robi sie parapetowke - i wtedy juz sie samemu kupuje
                      > alko, popitke, robi salatke itp.

                      U nas odkąd pamięcią sięgam, każdy przynosi swoje napoje - bezalkoholowe i alkoholowe. Po prostu jeśli przychodzi dziesięć czy piętnaście osób, a każdy pija co innego, od wody/coli przez piwo, wino do whisky, to zakupienie stosownych napitków dla wszystkich po pierwsze jest bardzo kosztowne, a po drugie pourywałoby ręce :) Oczywiście składkowe jedzenie (po ustaleniu, kto co) też przynoszą, ale niezmienna zasada dotyczy napojów.
                      • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 11:51
                        Ha, moja następna bolączką jest te nieszczęsne wesele. Tak jak Wy, bywałam na wielu imprezach czy sylwestrach skladkowych (robiło się pulę pieniężną, za którą kupowało się alkohol, jakieś masła, herbaty/kawy, serwetki i obrusy dla wszystkich czy opłacało salę, w której takowa impreza miała się odbyć zaś potem się ustalalo, kto co robi czy słodkie czy konkret i jaki). Ale wesele??!! Rlly? :|
                        I jeszcze pomysł Idy (matka Pana młodego!!!) na stendingparty z paluszkami?! Niee,to chyba zbyt wiele nawet jak na Musierowicz...
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 12:39
                          PYTAM WIELKIM GLOSEM, bo mnie to od dawna irrrrytuje nad wyraz - kto ustalal liste gosci ? Kto zapraszal ? I dlaczego wesela mlodych to jest okazja dla starszyzny, zeby sciagnac SWOICH bardzo dawno niewidzianych znajomych ???
                          Co ma Jozwa i Derota do rodziny Hajdukow, do Loni i do ducha Dmuchawca ???
                          • morekac Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 01:15
                            >Co ma Jozwa i Derota do rodziny Hajdukow, do Loni i do ducha Dmuchawca ???
                            Hajduk jest żonaty z Cesią, która jest cioteczną siostrą Flobrego, który z kolei wżenił się w rodzinę - jest mężem ciotki. Byłoby zrozumiałe. gdyby Józek był pasierbem Flobrego.
                            Listę gości ustalały ciotki pana młodego, sądząc po tej liście. Bo nawet nie matka.
                            Z drugiej strony na ślub wnuczki szanowanych ciotek przybyło pół wsi. Jeszcze kilka lat wcześniej Derotka co słyszała od niektórych mieszkańców tej sielskiej miejscowości? " A bo ty nieślubna jesteś."
                            • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 19:11
                              morekac napisała:


                              > Z drugiej strony na ślub wnuczki szanowanych ciotek przybyło pół wsi. Jeszcze k
                              > ilka lat wcześniej Derotka co słyszała od niektórych mieszkańców tej sielskiej
                              > miejscowości? " A bo ty nieślubna jesteś."
                              >
                              >
                              A to jest akurat dość trafna obserwacja.
                              • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 18:46
                                zla.m napisała:

                                > morekac napisała:
                                >
                                > > Z drugiej strony na ślub wnuczki szanowanych ciotek przybyło pół wsi. Jes
                                > zcze k
                                > > ilka lat wcześniej Derotka co słyszała od niektórych mieszkańców tej siel
                                > skiej
                                > > miejscowości? " A bo ty nieślubna jesteś."
                                > >
                                > >
                                > A to jest akurat dość trafna obserwacja.
                                >

                                Moze przyszli tam dla wyzerki, nie dla Doroty ;-)
                    • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 08:47
                      Składkowe wesele jest żenadą taką, że na samą myśl skręcają mi się girlandy jelitek.

                      Można zrobić składkową imprezę bez okazji, to absolutna norma (choć ja uskuteczniam raczej w formie "wsad na grilla zapewniamy my, możecie przynieść ciasto i/lub flaszkę"), ale zasuwanie na wesele z własnym prowiantem kompletnie nie mieści mi się w głowie i narzuca się powiedzonko o niemaniu miedzi. Cóż, robienie wesela nie jest obowiązkowe, więc jak kogoś nie stać, to lepiej go w ogóle nie robić niż robić taką siarę, można zaprosić na obiad najbliższą rodzinę/świadków i tyle.
                      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 08:54
                        babcia.stefa napisała:

                        > Składkowe wesele jest żenadą taką, że na samą myśl skręcają mi się girlandy jel
                        > itek.
                        >
                        > Można zrobić składkową imprezę bez okazji, to absolutna norma (choć ja uskutecz
                        > niam raczej w formie "wsad na grilla zapewniamy my, możecie przynieść ciasto i/
                        > lub flaszkę"), ale zasuwanie na wesele z własnym prowiantem kompletnie nie mieś
                        > ci mi się w głowie i narzuca się powiedzonko o niemaniu miedzi. Cóż, robienie w
                        > esela nie jest obowiązkowe, więc jak kogoś nie stać, to lepiej go w ogóle nie r
                        > obić niż robić taką siarę, można zaprosić na obiad najbliższą rodzinę/świadków
                        > i tyle.

                        Owszem. Ale na szczescie, wsrod tego calego wokolweselnego zamieszania w Ciotce, tej zenady nam w koncu oszczedzono, bo przypominam, ze choc sasiadki zapewnily chleb i wedliny domowe, jedzenie przygotowala w koncu firma kateringowa.
                        • verdana Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:32
                          " Składkowe wesele jest żenadą taką, że na samą myśl skręcają mi się girlandy jel
                          > itek." No kurczę. Muszę powiedzieć córce, ze jej niezwykle udane wesele było żenadą.
                          Fakt, było to wesele wyłącznie dla znajomych, ale jednak. Podstawowe jedzenie zapewniono, był catering, ale tort, ciasta, część jedzenia przynieśli poproszeni o to goście - zamiast prezentów.
                          Albowiem państwo młodzi nie mieli zamiaru zadłużyć sie na wesele nalata.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:48
                            verdana napisała:

                            > " Składkowe wesele jest żenadą taką, że na samą myśl skręcają mi się girlandy j
                            > el
                            > > itek." No kurczę. Muszę powiedzieć córce, ze jej niezwykle udane wesele b
                            > yło żenadą.
                            > Fakt, było to wesele wyłącznie dla znajomych,

                            I o tym caly czas mowa, Verdano. Wesele w CZ nie bylo dla znajomych mlodej pary, tylko dla krewnych i znajomych krolika. I nie mlodzi je organizowali, tylko dosc zasobna, jak sie okazalo, rodzina, co jednak zmienia optyke.


                          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 12:22
                            verdana napisała:
                            Podstawowe jedzenie apewniono, był catering, ale tort, ciasta, część jedzenia przynieśli poproszeni o to goście - zamiast prezentów.
                            Albowiem państwo młodzi nie mieli zamiaru zadłużyć sie na wesele nalata.

                            Przeciez tort (kiczowaty) zamowily w cukierni babcie Doroty, a mama Doroty skasowala to zamowienie i zamowila lepszy tort i ciasta w cukierni Wisienka. Jeli goscie przyniesli sopje ciasta, to juz inna rzecz, ale nie stanowily one postawy weselnych slodkosci.
                      • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 10:08
                        A ja się nie do końca zgodzę. Sama osobiście lat temu coś koło 300 uczestniczyłam w takim "weselnym grillu składkowym". Młodzi forsy nie mięli zbytnio (studenckie małżeństwo), więc tuż po ślubie wydali tylko obiad dla najbliższych krewnych (wyszło około 20 osób), a chyba w tydzień czy dwa później, dla koleżeńskiego grona była właśnie zrzutkowa impreza na działce "z okazji". Z tym, że to też nie na 100 osób, ale jednak. I było bardzo fajnie.
                        Z tym, że grono koleżeńskie też było zaproszone, a nie że zlezie się połowa wioch okolicznych. I "zrzutkowość" wyglądała dokładnie tak, jak na każdej innej tego typu imprezie - czyli wszyscy wiedzieli, że Aśka robi rewelacyjną sałatkę, więc właśnie tą zaserwuje, a Baśka piecze genialny sernik, specjalnością Tomka jest marynowana karkówka itd. I moim zdaniem nie ma tu żadnego "faux pas".
                        Natomiast decydowanie "faux pas" byłoby organizowanie takie, jak to zaproponowano (z tego co zrozumiałam) w CZ. Czyli że zapraszają na wesele tuż po ślubie, coś koło setki gości i ta setka gości ma się de facto ugościć sama...
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 10:33
                          panna.ze.dworku napisała:

                          > A ja się nie do końca zgodzę. Sama osobiście lat temu coś koło 300 uczestniczył
                          > am w takim "weselnym grillu składkowym". Młodzi forsy nie mięli zbytnio (studen
                          > ckie małżeństwo), więc tuż po ślubie wydali tylko obiad dla najbliższych krewny
                          > ch (wyszło około 20 osób), a chyba w tydzień czy dwa później, dla koleżeńskiego
                          > grona była właśnie zrzutkowa impreza na działce "z okazji". Z tym, że to też n
                          > ie na 100 osób, ale jednak. I było bardzo fajnie.


                          Dla kolezenskiego grona i to jest clou.
                          Tu nie ma kolezenskiego grona. Tu jest stado osob mlodym niemal obcych, a po wiekszej czesci dostojnych wiekiem. Pomysl, zeby Kowalikowie, Hajduki czy Lonia lecieli na cudze wesele z wlasnym prowiantem i wlasnymi krzeslami to juz zenada tego rodzaju, ze brak slow. Albo zeby to ogrodowe wesele obskoczyc na stojaco przy slonych paluszkach, bo zdaje sie taki pomysl tez padl.
                          I niewazne, ze w koncu nie zrealizowano zadnej z tych wersji. Samo rozpatrywanie, ba, samo rzucenie takim pomyslem to dno.
                          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 10:38
                            tt-tka napisała:

                            > Tu nie ma kolezenskiego grona. Tu jest stado osob mlodym niemal obcych, a po wi
                            > ekszej czesci dostojnych wiekiem. Pomysl, zeby Kowalikowie, Hajduki czy Lonia l
                            > ecieli na cudze wesele z wlasnym prowiantem i wlasnymi krzeslami to juz zenada
                            > tego rodzaju, ze brak slow. Albo zeby to ogrodowe wesele obskoczyc na stojaco p
                            > rzy slonych paluszkach, bo zdaje sie taki pomysl tez padl.
                            > I niewazne, ze w koncu nie zrealizowano zadnej z tych wersji. Samo rozpatrywani
                            > e, ba, samo rzucenie takim pomyslem to dno.

                            Oni wymyslili te durna formule z wlasnym prowiatem i stolkami, ktora Ida zjechala, nie majac pojecia, kto wlasciwie bedzie gosciem. Nie mysleli o tym, ze beda tam starsze osoby, jak Lonia- w ogle o nikim nie mysleli :P Tam nikt nie dyskutuje o zaproszeniu tego czy tamtego goscia. Nikt nie wysyla zaproszen. Mozna odniesc wrazenie, ze goscie na weselu zjawili sie ot tak, sami ;-)
                            • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 10:48

                              >
                              > Oni wymyslili te durna formule z wlasnym prowiatem i stolkami, ktora Ida zjecha
                              > la, nie majac pojecia, kto wlasciwie bedzie gosciem. Nie mysleli o tym, ze beda
                              > tam starsze osoby, jak Lonia- w ogle o nikim nie mysleli :P Tam nikt nie dysku
                              > tuje o zaproszeniu tego czy tamtego goscia. Nikt nie wysyla zaproszen. Mozna od
                              > niesc wrazenie, ze goscie na weselu zjawili sie ot tak, sami ;-)

                              To jest wlasnue ten punkt,Lonia prtyleciala na wesele,Kreska i Maciek z Paryza przybyli,70-80 letni Kowalik itd.To znaczy ze ich zaprosila Milicja na dlugo przedtem,czy tez zadzwoniono do nuch tydzien przed,wpadnijcie w sobote na wesele ? Nikt nie pomyslal o ich wieku i wygodzie.A do tego dysponowana 1 toaleta na 100 ludzi ,taaa.
                              • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:25
                                yvi1 napisała:

                                > To jest wlasnue ten punkt,Lonia prtyleciala na wesele,Kreska i Maciek z Paryza
                                > przybyli,70-80 letni Kowalik itd.To znaczy ze ich zaprosila Milicja na dlugo pr
                                > zedtem,czy tez zadzwoniono do nuch tydzien przed,wpadnijcie w sobote na wesele
                                > ? Nikt nie pomyslal o ich wieku i wygodzie.A do tego dysponowana 1 toaleta na 1
                                > 00 ludzi ,taaa.


                                Jesli Mila zaprosila gosci, ktorych chcialaby na weselu widziec, to nikogo nie poinformowala, skoro o liscie gosi mowa dopiero na tydzien przed slubem, dopiero jak Ida zlamala postanowienie i zapytala o przygotowania. Wersja, ze goscie zostali dowiezieni na samo wesele, i akurat wszyscy mieli czas, ciuchy itp. tez bylaby mozliwa w tym szalenstwie ;-)

                                A co do Loni, to nie bylo tak, ze ona zjawila sie z wizyta u seniorow, a skoro juz byla w okolicy, pojawila sie na weselu?
                          • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 11:19
                            I słusznie. Ja się tylko odniosłam do słów Babci.Stefy "Składkowe wesele jest żenadą taką, że na samą myśl skręcają mi się girlandy jelitek.", "robienie wesela nie jest obowiązkowe, więc jak kogoś nie stać, to lepiej go w ogóle nie robić niż robić taką siarę"... I tylko do tego. Nie zawsze i nie w każdych okolicznościach "składkowe wesele" jest "siarą" i obciachem. Z tym, że (co podkreśliłam!) z tego co na forum pisane wnioskuję, że na to "niby-wesele" miało się zleźć pół powiatu. I co, zakładano, że Igor Bogatka upiecze pierniczki, a Chrobot zamarynuje śledziki dla tego pół powiatu? Kretyństwo do potęgi nieskończonej... Całkiem czym innym jest, gdyby było napisane, że właśnie dla rodziny obiad bezalkoholowy, bo tak se młodzi uwidzieli, a w tydzień później grill czy tam ognisko dla grona koleżeńskiego - to ok, owo ognisko czy tam grill - jak najbardziej może być zrzutkowe. Bo wiadomo, młodzi studenci, groszem nie śmierdzą, forsy na ugoszczenie koleżeństwa niet, a bawić by się wszyscy chcieli... :) Z tym, że na rzeczoną imprę już się nie prosi mamusinych koleżanek czy odległych powinowatych, chyba, że się z nimi utrzymuje towarzyskie kontakty. A NIE WIERZĘ i nie uwierzę w towarzyskie kontakty będącego koło 80 Mamerta Kowalika z Józwą! Takoż Loni, dyrektora Hajduka czy ducha Dmucha. Znajomość - owszem. Wierzę, że Józio widząc dr Kowalika grzecznie mówi "Dzień dobry", i nawet jeśli zostanie zapytany "Co tam u was słychać?" odpowie "A dobrze, babcia ostatnio trochę kasłała, ale już jej przeszło, mama kazała pana pozdrowić" i tyle.

                            tt-tka napisała:
                            > Dla kolezenskiego grona i to jest clou.
                            > Tu nie ma kolezenskiego grona. Tu jest stado osob mlodym niemal obcych, a po wi
                            > ekszej czesci dostojnych wiekiem. Pomysl, zeby Kowalikowie, Hajduki czy Lonia l
                            > ecieli na cudze wesele z wlasnym prowiantem i wlasnymi krzeslami to juz zenada
                            > tego rodzaju, ze brak slow. Albo zeby to ogrodowe wesele obskoczyc na stojaco p
                            > rzy slonych paluszkach, bo zdaje sie taki pomysl tez padl.
                            > I niewazne, ze w koncu nie zrealizowano zadnej z tych wersji. Samo rozpatrywani
                            > e, ba, samo rzucenie takim pomyslem to dno.
                    • barokowa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.07.18, 17:58
                      Hm, na składkowych imprezach na jakich bywam nie zajada się własnych kanapek zagryzając własnym ciastem. Wszystko ląduje na stole czy tam kredensie i jada się raczej cudze, bo ciekawsze ;-)
            • asiunia311 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 11:16
              tt-tka napisała:


              > Stawia szklana sciane - tak zrozumialam - w miejscu, gdzie wczesniej byla cegla
              > na/drewniana z lukarnami. To nie jest powiekszenie otworu okiennego (nie wiem,
              > czy tez nie wymagajace zezwolenia) tylko calkowita wymiana.
              > Juz mnie to nawet nie irytuje. Od szaletu wali mnie to, mowiac wytwornie. Chcia
              > labym tylko wiedziec, za co.


              No ja was pięknie proszę - łaskawie powściągnijcie wybujałe oczekiwania co do umocowania Pani Musierowicz w realiach życia codziennego. Ciotce Scholastyce zachciewa się bezeceństw w stylu dziewczyn oświadczających się panu i władcy, a tt-tka drąży z uporem lepszej sprawy jakieś nieistotne kwestie pozwoleń i finansów. Wiem, że się ciepło nagle zrobiło, ale nie aż tak, żeby w główki przygrzało i domagać się wówczas rzeczy nieosiągalnych:)
              • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 16:24
                asiunia311 napisała:

                > tt-tka napisała:

                > No ja was pięknie proszę - łaskawie powściągnijcie wybujałe oczekiwania
                >
                >
                A to co nam wówczas pozostanie?... :)
                • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 23:47
                  Czytać i się zachwycać? I wzór brać z dzielnej grzywki. Najlepiej nie analizując jak się ta dzielność objawia, bo jak zaczniemy analizować to wzór padnie na bruk z cokołu i nie będzie co zbierać...
                  • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 13:07
                    Cóż. ;-)


                    A ja sobie myślę, że to nasze analizowanie, roztrząsanie, komentowanie - to przecie TEŻ dowód na to, że powieści ŻYJĄ - może niekoniecznie jest to aktywność czytelnicza pożądana przez autora (nie wiem, doprawdy), może powinnyśmy sobie nawzajem stawiać przed oczy coraz to inne obrazy dzielności grzywki, podtrzymywać się nią na duchu i stawiać sobie za wieczny wzór - ale chyba lepiej, że ożywiłyśmy wszystkie postaci, chcemy je widzieć uprawdopodobnione i realne. :)
    • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 09:16
      Chciałam o tym pisać w wątku samochodowym, bo tam temat wypłynął, ale to zdecydowanie jest moja irytacja :)

      Chodzi o motyw podróży poślubnej Derotki i Józwy, zakończonej zamiast w górach, w motelu kwadrans od domu. Głęboki sens takiego rozwiązania wykazano w rzeczonym wątku samochodowym, ja się przyczepię do czegoś innego.

      Ida w swoim mailu do Gabrieli pisze "spytałam, jak im się podobało u Gutów", dowiaduje się, że młodzi wylądowali w motelu koło domu, a dalej "kiedy tak się tłumaczył, Dorota się cichcem uśmiechała na stronie"

      Czy to oznacza, że Ida, ani nikt z rodziny nie kontaktowali się przez te dwa tygodnie z nowożeńcami? Skoro po powrocie pyta, jak im się podobało, a Józef tłumaczy, że nie byli, gdzie byli zamiast tego i dlaczego? A musi to być po powrocie, skoro widzi uśmiechającą się na boku Dorotę.

      Oczywiście zawracanie głowy podczas podróży poślubnej to gruby nietakt, ale czy Ida nie denerwowała się brakiem krótkiego telefonu/sms-a "mamo, dojechaliśmy na miejsce cało i zdrowo"? I wobec braku takowego nie złapała za telefon, żeby choć wysłać sms-a "dajcie znać, czy wszystko OK, bo się martwię"?

      Podobnie było w "Sprężynie", kiedy Grzegorz zaczął się denerwować, że żona nie wróciła, rano, ni w pięć ni w dziewięć, zamiast poprzedniego zadzwonić do Pulpy i spytać, czy Gabrysia może zdecydowała się zostać na noc, że jej jeszcze nie ma?

      Te wszystkie wątki komórkowe są skonstruowane tak potwornie nieudolnie... Ja rozumiem, że autorka ma ponad 70 lat, ale moi rodzice i teściowie też, ale jednak wiedzą, do czego służy telefon, i że to już nie te czasy, gdy jak ktoś wyjeżdżał na dwa tygodnie, to faktycznie się przez te dwa tygodnie nie odzywał, bo nie miał jak....
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 11:00
        Ale tam, komórki... Śladem ojca Borejko mamy wierzyć (jak zapewne wierzy autorka), że prawdziwy telefon, jedyny prawdziwy - to ten z wtyczką i gniazdkiem.
        BTW - mam wrażenie, że niepotrzebnie autorka zagłębia się w te szczegóły 'techniczne' (daty, odległości, ścisłe następstwa czasowe etc.) - nudne to i męczące, ostatecznie czytelnik z jakąś tam wyobraźnią dośpiewa sobie logicznie, zamiast wyłapywać błędy. Albo rybka w sumie, albo akwarium - jeśli osadza się powieść tak bardzo w realiach (miejsce, czas) - to niestety trzeba się tych realiów i faktów trzymać, nie wiem - tabelka w Excellu, asystentka na pół etaty tylko do pilnowania tego.. Bo potem wychodzą bzdurki, a czytelnicy bezlitośnie je wyłapią.
        • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 12:50
          Albo rybka w sumie, albo akwarium - jeśli osadza się powieś
          > ć tak bardzo w realiach (miejsce, czas) - to niestety trzeba się tych realiów i
          > faktów trzymać, nie wiem - tabelka w Excellu, asystentka na pół etaty tylko do
          > pilnowania tego.. Bo potem wychodzą bzdurki, a czytelnicy bezlitośnie je wyłap
          > ią.
          I to jest to co najbardziej boli.Jak autor sobie wymysli "Swiat miedzy dwoma Kontynentami",w ktorym wszyscy zamiast komorek maja cegly i jedza niebieskie galaretki,to zaden czytelnik nie bedzie szukal bledow.Fantasy ma inne reguly niz powiesc w ktorej mamy konkretne daty,miejsca i wydarzenia.I ,najwazniejsze,nieustanne ogloszenia MM ,jak to ona dba o risercz.A potem ten biedny 😁😁😁 czytelnik na to liczy i sie nieustannie rozczarowuje,tudziez za glowe lapie albo musi czytac ksiazke wspomagajac sie czyms z procentami 😁
          • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 23:56
            Z jednej strony - masz rację: Fantasy ma inne reguły. Ale pamiętajmy, że one (te reguły) nadal ISTNIEJĄ i obowiązują bohaterów! Skoro autor wymyśla gatunek, którego przedstawiciele żyją tak długo, że dla ludzi są de facto nieśmiertelni - to zakładając związek takiego z człowiekiem trzeba z tym coś zrobić: albo ów wyrzeknie się nieśmiertelności w imię miłości i za pomocą jakowejś magii zacznie się starzec w "tempie ludzkim", albo trzeba przyjąć, że po owdowieniu coś z nim trzeba będzie zrobić... Czyli jakieś wyjaśnienie czytelnikom podać. Można "stworzyć" świat bez grawitacji. Ale wówczas NIE MOŻNA napisać, że bohater strącił ze stolika szklaną karafkę, a ta spadła na podłogę rozprysła się na drobne okruchy i rozlała się woda. I tak dalej. W świecie Fantasy także obowiązują reguły, choć mogą być inne niż "w realu" - to pisarz MUSI ich przestrzegać.
            Natomiast co do całej reszty - pełna zgoda.
            wyjaśnienie podać czytelnikowi.
            • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 02:03
              panna.ze.dworku napisała:

              > Z jednej strony - masz rację: Fantasy ma inne reguły. Ale pamiętajmy, że one (t
              > e reguły) nadal ISTNIEJĄ i obowiązują bohaterów! Skoro autor wymyśla gatunek, k
              > tórego przedstawiciele żyją tak długo, że dla ludzi są de facto nieśmiertelni -
              > to zakładając związek takiego z człowiekiem trzeba z tym coś zrobić: albo ów w
              > yrzeknie się nieśmiertelności w imię miłości i za pomocą jakowejś magii zacznie
              > się starzec w "tempie ludzkim", albo trzeba przyjąć, że po owdowieniu coś z ni
              > m trzeba będzie zrobić... Czyli jakieś wyjaśnienie czytelnikom podać. Można "st
              > worzyć" świat bez grawitacji. Ale wówczas NIE MOŻNA napisać, że bohater strącił
              > ze stolika szklaną karafkę, a ta spadła na podłogę rozprysła się na drobne okr
              > uchy i rozlała się woda. I tak dalej. W świecie Fantasy także obowiązują reguły
              > , choć mogą być inne niż "w realu" - to pisarz MUSI ich przestrzegać.
              > Natomiast co do całej reszty - pełna zgoda.
              > wyjaśnienie podać czytelnikowi.
              Wiem😁😁😁,chodzilo mi bardziej o to ze gdy autor fantasy napisze nam,ze w jego swiecie ludzie zamiast pizzy jedza muglagog( niebieska galaretke) to przyjmiesz to jako fakt,jak napisze ze oddychali przez uszy i mieli fioletowe wlosy to ich tak sobie wyobrazisz i juz.
              Mnie niestajaco zalamuja te ewidentne bzdury albo( moze lagodniej ) bledy.
              Mieszkam od 30 lat zagranica.Kupuje rozne polskie ksiazki,te MM juz tylko z sentymentu.Nie odwiedzam czesto Polski i teraz czytam sobie taka Zgryzotke i wierze w to (😁😁😁😁) co MM tam wypisuje.Przyjezdtam do Polski,widze ze kuzynka nowego mercedesa sobie kupila i co ? Od razu widze jaka z niej okropna materialistka i niechybnie kombinatorka 😂😂😂.
              To oczywiscie zart.
              • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 07:19
                I z tym ne polemizuję - co zresztą napisałam. :)
                Odniosłam się tylko do "czytelnik nie bedzie szukal bledow.Fantasy ma inne reguly niz powiesc w ktorej mamy konkretne daty,miejsca i wydarzenia". Jeśli w świecie przedstawionym ludzie mają fioletowe włosy, oddychają przez uszy i jedzą muglagog - ok, kupuje to! Ale wówczas autor NIE MOŻE na 15 stronie napisać, że bohater "wciągnął głośno powietrze przez otwarte usta", na 102, że odgarnął piękne kasztanowate włosy swojej dziewczyny, a na 175, że poszedł do pizzerii.
                Zdecydowanie nie ucz się realiów z książek MM!!! Kuzynka kupująca mercedesa MOŻE być materialistką, ale równie dobrze może być po prostu osobą, która korzysta ze swoich dochodów. Albo po prostu miała fuksa i trafiła na jakąś super - hiper - okazję. :)
                Ja z czytaniem Zgryzotki czekam aż znajdzie się w e-wersji. Po prostu szkoda mi gotówki, na którą ciężko pracuję na książki, które już od dość dawna (pomimo podkreślania przez MM dbałości o szczegóły) redakcji i "riserczu" nie widziały... Mam zresztą komplet e-jeżycjady - z wyłączeniem Ciotki. Jeśli masz ochotę - mogę się podzielić. :)
                • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 09:09
                  panna.ze.dworku napisała:


                  > Ja z czytaniem Zgryzotki czekam aż znajdzie się w e-wersji. Po prostu szkoda mi
                  > gotówki, na którą ciężko pracuję na książki, które już od dość dawna (pomimo p
                  > odkreślania przez MM dbałości o szczegóły) redakcji i "riserczu" nie widziały..
                  > . Mam zresztą komplet e-jeżycjady - z wyłączeniem Ciotki. Jeśli masz ochotę - m
                  > ogę się podzielić. :)
                  Dziekuje bardzo ❤,ale niestety juz zamowilam Zgryzotke ( z glupiego sentymentu) .
                  Myslimy tak samo 😁.I dla mnie niektore ksiazki fantasy sa prawdopodobniejsze od Neojezycady.
                  I to jest to co najmocniej boli.Jako smarkata ( dawno,dawno temu ) wychowalam sie na tych ksiazkach ,jako dorosla kobieta ,mimo wszystko szukam w nich choc cienia tamtych lat.Wiem,ze to marzenie scietej glowy ale nadzieja matka ...
                  A poza tym jedna wielka korzysc dalej mam.ESD i dyskusje o tych " dzielach " 😁
      • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 12:48
        ciotka_scholastyka napisała:

        > Podobnie było w "Sprężynie", kiedy Grzegorz zaczął się denerwować, że żona nie
        > wróciła, rano, ni w pięć ni w dziewięć, zamiast poprzedniego zadzwonić do Pulpy
        > i spytać, czy Gabrysia może zdecydowała się zostać na noc, że jej jeszcze nie
        > ma?
        Ja tylko małe OT: to, że po prostu Gaba nie pomyslała, że mąż się będzie denerwował i nie zadzwoniła sama to jest w ogóle kolejny dowód, jak bardzo tego męża kocha i jak dalece przejmuje się jego uczuciami.
        • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 12:53
          zla.m napisała:



          > Ja tylko małe OT: to, że po prostu Gaba nie pomyslała, że mąż się będzie denerw
          > ował i nie zadzwoniła sama to jest w ogóle kolejny dowód, jak bardzo tego męża
          > kocha i jak dalece przejmuje się jego uczuciami.
          >
          >
          No przeciez Grzegorz to telepata😁😁😁,on czyta w myslach Gabuni ,po co im inny rodzaj komunikacji 😂😂😂
        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 13:21
          zla.m napisała:


          > Ja tylko małe OT: to, że po prostu Gaba nie pomyslała, że mąż się będzie denerw
          > ował i nie zadzwoniła sama to jest w ogóle kolejny dowód, jak bardzo tego męża
          > kocha i jak dalece przejmuje się jego uczuciami.

          No nie do końca, bo ona wtedy już znajdowała się w szpitalu ze zdrutowaną szczęką, chyba? :)
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 13:34
            O ktorej Grzegorz zaczal sie niepokoic ? Chyba jeszcze przed kolacja ? A Gabon nie dzwonil ani nawet esemesa nie wyslal, ze sie zasiedzial u Pulpy, Ignasia tam zostawil, a sam juz rusza w droge. Wtedy jeszcze zdrutowanej szczeki nie miala.
            Pojechala, o ile pamietam, "na troche", na kolacje miala wrocic.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.03.18, 13:36
              Zreszta Grzegorz niepokoi sie wieczorem, w nocy i rankiem, ale ciagle sobie tlumaczy, ze widac zostala u siostry, ze tam sniadanie... wyglada, ze Gabon nie ma zwyczaju dzwonic. On czeka na jej powrot, telefonu sie nie spodziewa.
      • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 12:56
        ciotka_scholastyka napisała:


        >

        > Ida w swoim mailu do Gabrieli pisze [i]"spytałam, jak im się podobało u Gutów"[
        > /i], dowiaduje się, że młodzi wylądowali w motelu koło domu, a dalej "kiedy
        > tak się tłumaczył, Dorota się cichcem uśmiechała na stronie"

        >
        > Czy to oznacza, że Ida, ani nikt z rodziny nie kontaktowali się przez te dwa ty
        > godnie z nowożeńcami? Skoro po powrocie pyta, jak im się podobało, a Józef tłum
        > aczy, że nie byli, gdzie byli zamiast tego i dlaczego? A musi to być po powroci
        > e, skoro widzi uśmiechającą się na boku Dorotę.
        >
        > Oczywiście zawracanie głowy podczas podróży poślubnej to gruby nietakt, ale czy
        > Ida nie denerwowała się brakiem krótkiego telefonu/sms-a "mamo, dojechaliśmy n
        > a miejsce cało i zdrowo"? I wobec braku takowego nie złapała za telefon, żeby c
        > hoć wysłać sms-a "dajcie znać, czy wszystko OK, bo się martwię

        Może się denerwowała, ale nie chciała im przeszkadzać. W końcu to czas tylko dla nich i nawet taka narwana Ida powinna to zrozumiec-tym bardziej, że to właśnie jej, nie komu innemu, rodzina popsuła noc poślubną i okres zaraz po. Jóźwa z kolei jest małomówny i sam z siebie takiego smsa nie napisze, z resztą miał co innego w głowie ;)
    • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 20:11
      A Bernard byl zaproszony? Przeciez on robi wspaniale torty, moglby te torty zrobic i teraz, w ramach nie tyle skladkowego, ale ze ze dla przyjaciol.
      Ale fakt: Bernard zezre sto razy wiecej, niz przyniesie.
      • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:02
        Ciekawy wątek. Bo faktycznie wiemy na pewno, że:
        a) Bernard zawdzięcza Pałysom darmowe leczenie całej swojej rodziny i wyraźnie czuje się przez to zobowiązany do odwdzięczania się doktorostwu wykwitami swojego talentu;
        b) Bernard uważa, że pieczenie Borejkom za zupełne gratis artystycznych tortów ślubnych jest jak najbardziej wskazane i uzasadnione stopniem zażyłości. I to nawet wtedy, gdy sam tortu nie spróbuje, bo nie jest zaproszony na wesele.

        A jednak Bernard nie ulepił pierworodnemu synowi swoich dobrodziejów ani jednego cukrowego ślimaczka?
        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 22:24
          przymrozki napisała:

          > b) Bernard uważa, że pieczenie Borejkom za zupełne gratis artystycznych tortów
          > ślubnych jest jak najbardziej wskazane i uzasadnione stopniem zażyłości. I to n
          > awet wtedy, gdy sam tortu nie spróbuje, bo nie jest zaproszony na wesele.
          >
          > A jednak Bernard nie ulepił pierworodnemu synowi swoich dobrodziejów ani jedneg
          > o cukrowego ślimaczka?

          Pewnie zniechecili go do tego po tym, jak sie zbiorowo pochorowali po weselu Laury. Kiedy to zjedli tort roboty Bernarda, ktory piec dni i cztery noce przestal na balkonie w zmiennej temperaturze. A obficie ukremowany byl...
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 22:25
            Tort oczywiscie byl ukremowany i poddany przechowaniu. Nie Bernard.
            • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 22:35
              tt-tka napisała:

              > Tort oczywiscie byl ukremowany i poddany przechowaniu. Nie Bernard.

              Za to ja przeczytałam, że Borejkowie się zbiorowo pochowali, a Bernard był obficie skremowany. Nie wiem czemu mi tak funeralnie wyszło :D
              • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:30
                bupu napisała:
                >
                > Za to ja przeczytałam, że Borejkowie się zbiorowo pochowali, a Bernard był obfi
                > cie skremowany. Nie wiem czemu mi tak funeralnie wyszło :D
                >
                >
                A ja uwielbiam takie poczucie humoru! :-D A i rozumiem, że można było tak odczytać tekst : obfity, skremowany Bernard... :) Wiecie co, to by było nawet wiarygodne i niezłe : grubas Bernard zapchał sobie ostatecznie arterie i po prostu.... no wiecie. Nie było w powieściach żadnego funerala do tej pory, kojfnęła tylko chyba Szczepańska (pożytecznie) i św. Dmuchawiec, przeczuwszy dokładnie swój zgon i w idealnym momencie zaprzągłszy Magdalenkę do pakowania (??) w ozdobny papier spuścizny po sobie.
                • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 15:28
                  krystalla napisała:

                  > A ja uwielbiam takie poczucie humoru! :-D A i rozumiem, że można było tak odcz
                  > ytać tekst : obfity, skremowany Bernard... :) Wiecie co, to by było nawet wiary
                  > godne i niezłe : grubas Bernard zapchał sobie ostatecznie arterie i po prostu..
                  > .. no wiecie. Nie było w powieściach żadnego funerala do tej pory, kojfnęła tyl
                  > ko chyba Szczepańska (pożytecznie) i św. Dmuchawiec, przeczuwszy dokładnie swój
                  > zgon i w idealnym momencie zaprzągłszy Magdalenkę do pakowania (??) w ozdobny
                  > papier spuścizny po sobie.


                  Opuścił ten padół także Metody, aczkolwiek podobnie jak pani Szczepańska, zakulisowo. Ponieważ zaś Metody żadnych komnat w spadku Borejkom nie zapisał, tedy jego zgonem nie przejął się nikt. Nawet jego rodzony syn. Tego syna bardziej przejęła możliwość, że zejdą mu z tego świata teście.
                  • anchema Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 18:19
                    Zmarła jeszcze Ewa i Gizela
      • dziabka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 18:37
        Powiem wam, że czytając łapałam się na myśli, hej, Bernarda jeszcze nie było! Jeszcze nie było, to może i do końca nie będzie. Aż tu wtem - wesele i Bernard się objawił. Na szczęście nic nie powiedział.
        • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:42
          Bernard nic nie powiedzial? A to aby na pewno byl Bernard? Niech mie dunder swisnie, ale Bernard Milczacy to jak ... no nie wiem... Ygnacy Starszy zasmiewajacy sie nad Naked Gun i pijacy w tym czasie whiskey?
          Znowu ONI podmienili?
          PS. Zeby juz dopelnic swego upadku moralnego/etycznego/kazdego to oswiadczam, ze Naked Gun uwielbiam, smieje sie z tego nadal, a jak mam przy tym drinka ze szkockej - to po po prostu PARADAJS.
          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 19:48
            Bernard nic nie powiedzial, bo nie mial okazji. Zostal tylko wymieniony wsrod gosci weselnych, jak wszyscy inni.
    • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:16
      Kłaniam się nisko Forumowi na dzień dobry i dołączam się do Irrrrytacji. A było ich kilka...

      Przede wszystkim nie spodobał mi się wątek Fryderyka, który ma predyspozycje do przejęcia tytułu CKNUK-a, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać, mam wrażenie, że czytałam kalkę sytuacyjną z Języka Trolli, z tym, że tutaj całość była sztucznie udramatyzowana, bo na końcu i tak się odzywa do "porzuconej" rodziny i to, co wyglądało na Wielkie Odejście okazuje się niepotrzebnie rozdmuchaną sytuacją i zapowiedzą MIŁEGO Powrotu, zupełnie jakby Autorka nie mogła się zdecydować, w którą stronę pozwolić popłynąć bohaterom, bała się wrzucić ich w naprawdę poważny konflikt, rozwieść Różę z Fryckiem czy nie...? A swoją drogą czy oni w tym Oxfordzie nie mają żadnych znajomych/przyjaciół (nie wspominając o stałej pracy), tylko trzeba Różę i dzieci wysyłać zaraz do Polski, żeby rodzina się nimi zajęła? I czy Róży korona spadłaby z głowy, gdyby przez jakiś czas została w Oxfordzie sama z dziećmi?

      Co do (nad)używania przymiotnika MIŁY - przeczytałam książkę dopiero jeden raz, więc ciężko mi przytoczyć wszystkie fragmenty, ale było kilka, nad którymi miło unosiłam brwi z niedowierzania. Irytowały też ciągłe powtórzenia i chociaż rozumiem, że miały stanowić element komiczny, to jednak "Józinek oznajmił tuż przed wakacjami, że tuż po wakacjach weźmie ślub", "Nora wciąż się trzęsła - Cała się trzęsiesz! - zrobił Podeszwa kolejną celną uwagę", "Spojrzał na jej podrapane nogi - Ojej, ale masz nogi podrapane!" na dłuższą metę jednak irytują.

      Łusia - studentka japonistyki - tak nagle?! Idusiowa córka nigdy nie przejawiała zainteresowań Krajem Kwitnącej Wiśni, szkoda, że nie otrzymaliśmy żadnego wyjaśnienia, to mogłoby być ciekawe! Dlaczego dbająca o czystość języka polskiego Łusia zdecydowała się akurat na tak orientalny kierunek? Kto zafascynował ją Japonią? Czy Tomek Kowalik? A może w tajemnicy przed rodziną i Naszpanem Polonistą Łusia oglądała maniakalnie anime? ;) No i ta reakcja na to, że nie zostanie świadkiem na ślubie brata... nie jestem ogrodnikiem, ale wydaje mi się nieco przesadzona.

      A skoro jestem przy reakcjach... dobroduszni Borejkowie odstępują młodym Ignacym Strybom swoje poznańskie mieszkanie, ale kręcą nosem i przewracają oczami, kiedy Aga pozbywa się ze ściany słynnej tablicy korkowej i wyraźnie daje do zrozumienia, że tego zabytku w kuchni nie chce. Szkoda, że nie znali przyszłości jeszcze w Febliku, na pewno wtedy zrobiliby wszystko, żeby Ignaś znalazł sobie żonę, która doceni rodzinne pamiątki i nie będzie się za bardzo rządzić hihi.

      Scena wesela i wrzucanie do niej wszystkich znanych już postaci z jednozdaniowymi opisami. Tu Żeromscy, tam Ogorzałkowie, gdzieś między nimi plącze się Laura i Aurelia... Zupełnie jakby Autorka chciała w telegraficznym skrócie dać znać, że oni wszyscy wciąż gdzieś tam sobie istnieją, ale bez poświęcania im jakiejkolwiek uwagi, ot tak, żeby nikt się nie czepiał, że ich nie ma. A swoją drogą dobrze, że Ogorzałkowie nie przywieźli ze sobą McDusi, wolę sobie nie wyobrażać jak gościnnie przyjęliby ją Józek i Ida.

      To póki co moje główne irrrrytacje, może przy kolejnym czytaniu przypomnę sobie więcej. I żeby nie było, że się tylko czepiam - są w książce rzeczy, które też mi się podobają. ;)



      • kasiek8728 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:35
        Przegapiłaś wątek, że Łusia wybrała studia, bo na horyzoncie zamajaczył pewien Japończyk :P
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:25
          Aaach, Japończyk Jacek! :) Ale sprawdzę jak to było, bo nie pamiętam czy powiedziane dosłownie, że wybrała kierunek bo zamajaczył ON, czy jakoś delikatniej zasugerowane. W obu przypadkach uważam, że to duża strata, bo ta historyjka ma niezły potencjał, no i na Jowisza, dlaczego ten musierowiczowki Japończyk też musi cytować Homera? Równie dobrze mógł zaimponować seniorowi rodu recytując haiku :D
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:29
            mia0418 napisał(a):

            > Aaach, Japończyk Jacek! :) Ale sprawdzę jak to było, bo nie pamiętam czy powied
            > ziane dosłownie, że wybrała kierunek bo zamajaczył ON, czy jakoś delikatniej za
            > sugerowane. W obu przypadkach uważam, że to duża strata, bo ta historyjka ma ni
            > ezły potencjał, no i na Jowisza, dlaczego ten musierowiczowki Japończyk też mus
            > i cytować Homera? Równie dobrze mógł zaimponować seniorowi rodu recytując haiku
            > :D

            Haiku śmajku, Ygnacowi można zaimponować wyłącznie łaciną (tak, jestem pewna że ów Jacek recytował Homera po łacinie).
            • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:41
              I robił to pewnie z piękną wymową, prawidłowo akcentując bezokoliczniki!
          • draconessa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 08:52
            mia0418 napisał(a):

            Równie dobrze mógł zaimponować seniorowi rodu recytując haiku


            Zeby dobrze napisac Japonczyka cytujacego haiku i zmieniajaceo kapcie przed wejsciem do toalety MM musialaby poduczyc sie nieco o ichniej, japonskiej kulturze. A po co, skoro Homery, Wergiliusze i Seneki to sztuka ostateczna i najdoskonalsza? Po co wystawiac nos z wlasnego , kulturalnego dolka :)
            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 08:57
              draconessa napisała:

              > Zeby dobrze napisac Japonczyka cytujacego haiku i zmieniajaceo kapcie przed wej
              > sciem do toalety MM musialaby poduczyc sie nieco o ichniej, japonskiej kulturze
              > . A po co, skoro Homery, Wergiliusze i Seneki to sztuka ostateczna i najdoskona
              > lsza? Po co wystawiac nos z wlasnego , kulturalnego dolka :)

              Płytkiego dosyć, dodam złośliwie. Nie w sensie kultury antycznej/europejskiej, tylko w sensie zainteresowań intelektualnych Borejków; jak na takich inteligentów i wielbicieli to strasznie niewiele z tego dołka wyskubali i kręcą się w nim w kółko jak nie powiem co ;)
              • draconessa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 15:03
                Fakt, bardzo plytkiego - bo nawet kultura europejska jest ich u nich mocno oraniczona. Jednak te wysokie, wypukle czolka mieszcza zastanawiajaco waskie horyzonty:) A kreca sie jak fortepian w przerebli, nosa nie wysciubiajac poza swe samozadowolenie, bo i po co? MM wsadzila pol-japonczyka, ale kazala mu cytowac Wergiliusza itd. A szkoda, bo fajne byloby dobrze opisane zderzenie kultury europejskiej i japonskiej. MOglby Tanaka cieszyc sie Hanami, moglby Borejom zaproponowac ceremonie parzenia herbaty i dyskutowac o minimalizmie w kulturze antycznej i japonskiej, moglby...wiele moglby, a nei bedzie, tylko zborejczeje.
      • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 21:49
        mia0418 napisał(a):

        > Kłaniam się nisko Forumowi na dzień dobry i dołączam się do Irrrrytacji. A było
        > ich kilka...

        Witamy, witamy, prosiemy bardzo, prosiemy.

        > A skoro jestem przy reakcjach... dobroduszni Borejkowie odstępują młodym Ignacy
        > m Strybom swoje poznańskie mieszkanie, ale kręcą nosem i przewracają oczami, ki
        > edy Aga pozbywa się ze ściany słynnej tablicy korkowej i wyraźnie daje do zrozu
        > mienia, że tego zabytku w kuchni nie chce.

        Znam taką rodzinę... starsi państwo wyprowadzili się dość daleko, do domu na wieś, i byli bardzo zdumieni i urażeni, że ich syn nie chce zamieszkać w ich miejskim mieszkaniu, czteropokojowym! A proponowali! Dopiero potem okazało się, że tak, miał tam zamieszkać, ale nic nie zmieniać, mebli nie zmieniać, niczego nie wyrzucać, natomiast kiedy rodzice przyjechaliby do miasta np na badania lekarskie, albo na jakieś imieniny u przyjaciół, cokolwiek, co wiązałoby się z koniecznością zanocowania w tym mieszkaniu - miał im grzecznie odstąpić sypialnię i iść na kanapkę do salonu...
        Taki strybizm najwyraźniej ;)
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:34
          STRYBIZM - ładnie to ujęłaś :) Faktycznie, zdarzają się takie przypadki, tę irytację odczułam raczej w stosunku do marudzących bohaterów, nie do MM, bo w realnym życiu drażnią mnie podobne wysoki, to chyba najlepszy dowód na to, że klan Borejków działa nam na nerwy, bo choć tylko drukowany i w niektórych tomach przerysowany - bywa jednak ludzki ;)
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.03.18, 23:49
            mia0418 napisał(a):

            > STRYBIZM - ładnie to ujęłaś :) Faktycznie, zdarzają się takie przypadki, tę iry
            > tację odczułam raczej w stosunku do marudzących bohaterów, nie do MM, bo w real
            > nym życiu drażnią mnie podobne wysoki,

            Jakie wyskoki ? Na co to jest odpowiedz czy do czego nawiazanie ?
            Ludzie, juz nawet byl apel w oddzielnym watku - CYTUJCIE !
            • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 00:21
              tt-tka napisała:

              > mia0418 napisał(a):
              >
              > > STRYBIZM - ładnie to ujęłaś :) Faktycznie, zdarzają się takie przypadki,
              > tę iry
              > > tację odczułam raczej w stosunku do marudzących bohaterów, nie do MM, bo
              > w real
              > > nym życiu drażnią mnie podobne wysoki,
              >
              > Jakie wyskoki ? Na co to jest odpowiedz czy do czego nawiazanie ?
              > Ludzie, juz nawet byl apel w oddzielnym watku - CYTUJCIE !

              Jestem nowa na forum, nie wiedziałam, że cytowanie każdego postu jest konieczne, tym bardziej, że wyraźnie zaznaczyłam do czyjej wypowiedzi się odnoszę. Ale na przyszłość będę pamiętać.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 02:05
                mia0418 napisał(a):


                >
                > Jestem nowa na forum, nie wiedziałam, że cytowanie każdego postu jest konieczne
                > , tym bardziej, że wyraźnie zaznaczyłam do czyjej wypowiedzi się odnoszę. Ale n
                > a przyszłość będę pamiętać.


                Mia, sorry bardzo, jesli to zabrzmialo napominajaco - mialo byc tylko bardziej dramatycznie *zakasza suchym chlebem* - cytowanie nie jest konieczne, ale bardzo ulatwia zrozumienie w dlugich watkach, gdy zwykle czyta sie od najnowszego, a nie od poczatku. Przy czytaniu od najnowszych nie widac, komu i na co sie odpowiada.
                To taka uprzejmosc dla wygody wspolforumek i wspolforumkow, tylko i li :)
                • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:35
                  tt-tka napisała:

                  > mia0418 napisał(a):
                  >
                  >
                  > >
                  > > Jestem nowa na forum, nie wiedziałam, że cytowanie każdego postu jest kon
                  > ieczne
                  > > , tym bardziej, że wyraźnie zaznaczyłam do czyjej wypowiedzi się odnoszę.
                  > Ale n
                  > > a przyszłość będę pamiętać.
                  >
                  >
                  > Mia, sorry bardzo, jesli to zabrzmialo napominajaco - mialo byc tylko bardziej
                  > dramatycznie *zakasza suchym chlebem* - cytowanie nie jest konieczne, ale bardz
                  > o ulatwia zrozumienie w dlugich watkach, gdy zwykle czyta sie od najnowszego, a
                  > nie od poczatku. Przy czytaniu od najnowszych nie widac, komu i na co sie odpo
                  > wiada.
                  > To taka uprzejmosc dla wygody wspolforumek i wspolforumkow, tylko i li :)

                  Nie żywię urazy - oznajmiła Mia ze swoją ulubioną miną Cezara, po czym udała się pisać kolejne irytacje. Daruj, nie mogłam się powstrzymać ;)
      • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 13:06
        mia0418

        > Scena wesela i wrzucanie do niej wszystkich znanych już postaci z jednozdaniowy
        > mi opisami. Tu Żeromscy, tam Ogorzałkowie, gdzieś między nimi plącze się Laura
        > i Aurelia... Zupełnie jakby Autorka chciała w telegraficznym skrócie dać znać,
        > że oni wszyscy wciąż gdzieś tam sobie istnieją, ale bez poświęcania im jakiejko
        > lwiek uwagi, ot tak, żeby nikt się nie czepiał, że ich nie ma. A swoją drogą do
        > brze, że Ogorzałkowie nie przywieźli ze sobą McDusi, wolę sobie nie wyobrażać j
        > ak gościnnie przyjęliby ją Józek i Ida.
        >
        >
        O matko! Miałam właśnie przed oczami wizję McDusi skladającej młodym życzenia, ze standardowym cmoknięciem w policzek i Józina, ktory w odpowiedzi potrząsa nią jak szczurem!
    • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 12:52
      Męczy mnie powoli te zamiłowanie autorki do nietypowych imion. Mieliśmy juz całą grupę rzadko spotykanych, jak Wolfgang, Esmeralda, Hildegarda itp.),teraz jeszcze doszedł Auguścik i nadęty Gaudenty. Czekam, aż p. Musierowicz przypomni sobie o tych imionach, które faktycznie częściej można się usłyszeć przechadzajac się ulicą
      • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:52
        Niewykonalne. Od Celestyny w "Szóstej klepce" począwszy, dziwaczne imiona są u MM tradycją. A tradiszen... tradiszeeen! To po pierwsze. Po drugie, MM nie będzie na trzecią młodość zmieniać przyzwyczajeń, którym hołdowała przez dwie poprzednie. A po trzecie, dawno już przestała się przechadzać ulicami i w ogóle "oderwała się od mas".
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:37
        Mnie przypominanie czy upowsechnianie zapomnianych polskich czy staropolskich imion ogóle podobie się (Ignaś, Józinek), ale co za dużo to jednak nie za zdrowo, pięć czy osiem takich niepopularnych imion w jeden barszcz to trochę nierealne i za dużo.

        Ale przy tej okazji chciałam dopytać o inną rzecz "imienną", może to tu już było, ale ja raczej "newbie"... ;-)
        Otóż - czy ida ma dwóch synów o tym samym imieniu?? Czegoś takiego w realu chyba nie spotkałam, senior i junior owszem, ale żeby dwa Józki w ten jeden barszcz?
        • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:44
          krystalla napisała:

          > Otóż - czy ida ma dwóch synów o tym samym imieniu?? Czegoś takiego w realu chyb
          > a nie spotkałam, senior i junior owszem, ale żeby dwa Józki w ten jeden barszcz
          > ?

          Nie no, czemu? To bardzo wygodne. Woła się raz, przychodzą wszyscy, a w razie czego można zawołać po nazwisku.
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:56
          krystalla napisała:

          > Mnie przypominanie czy upowsechnianie zapomnianych polskich czy staropolskich i
          > mion ogóle podobie się (Ignaś, Józinek), ale co za dużo to jednak nie za zdrowo
          > , pięć czy osiem takich niepopularnych imion w jeden barszcz to trochę nierealn
          > e i za dużo.
          >
          > Ale przy tej okazji chciałam dopytać o inną rzecz "imienną", może to tu już był
          > o, ale ja raczej "newbie"... ;-)
          > Otóż - czy ida ma dwóch synów o tym samym imieniu?? Czegoś takiego w realu chyb
          > a nie spotkałam, senior i junior owszem, ale żeby dwa Józki w ten jeden barszcz
          > ?

          Starszy syn Idy to Józek "Józinek", a młodszy ma na imię Kazimierz, rodzina zaś nazywa go Ziutkiem :D
          • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:42
            O, dzięki najserdeczniejsze za oświecenie.
            Ale no kurde, Kazimierz to Ziutek?... U Was też?
            • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:01
              u mnie nie, Ziutek to Józef. Gdzieś na forum był cały wątek o tym zdrobnieniu.
            • iskrzy_54 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 21:13
              krystalla napisała:
              O, dzięki najserdeczniejsze za oświecenie.
              Ale no kurde, Kazimierz to Ziutek?... U Was też?

              Kazimierz-Kaziutek-Ziutek; BTW w moim otoczeniu (rodzinie i nie tylko) stosowano nietypowe zdrobnienia: Edward-Dzinek; Jadwiga - Isia, Dziunia, Niusia, Niunia; Anna - Dziunia, Niunia, Niusia: Beniamin-Misiek (BTW większość znajomych myślała, że to od Michała, właściciel niefortunnego imienia nie wyprowadzał z błędu): Helena - Niusia, Nena, Niunia; Irena - Isia, Ika, Ajka; Maria - Manula, Rysia. Moja angielska kuzynka ze swojego (odziedziczonego po babci) imienia Irena zrobiła Ren
              • gat45 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 13:51
                iskrzy_54 napisała:
                >
                > Kazimierz-Kaziutek-Ziutek; BTW w moim otoczeniu (rodzinie i nie tylko) stosowa
                > no nietypowe zdrobnienia: Edward-Dzinek; Jadwiga - Isia, Dziunia, Niusia, Niuni
                > a; Anna - Dziunia, Niunia, Niusia: Beniamin-Misiek [...]

                Niektóre to już nie są zdrobnienia, tylko - jak to się zwie - przydomki ? Bo nie znoszę słowa "ksywa". Mam kuzyna Emmanuela zwanego Dzidkiem i nikt nie twierdzi, że to zdrobnienie. Dzidek to Dzidek i Dzidek ma na imię Emmanuel.
              • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 14:05
                Dziękuję, Iskrzy! :) Lubie takie dywagacje okołotematowe.;-)
            • srebrny_lisek Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 20:40
              Skoro mowa o nietypowych zdrobnieniach, to się muszę wypowiedzieć. Jestem nosicielką imienia Olga (niezbyt szczęśliwą z tego powodu). Całe życie nazywano mnie "Olą". Czasami przedstawiam się jako "Ola" i słyszę "ale przecież Olga to nie Ola". No super, że wiesz lepiej jak mam na imię, dzięki za uświadomienie! Jeśli kiedykolwiek traficie na osobę, która zdrabnia swoje imię w sposób dla Was nietypowy, to swoją opinię wyraźcie w sposób "o, nie wiedziałam, że tak też można to zdrabniać" albo "w moich stronach na Olgę mówi się Olgunia", czy coś w tym rodzaju, bo sugerowanie komuś jak powinien mieć poprawnie na imię jest trochę nie tego.
              • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 15:48
                srebrny_lisek napisał(a):

                > Skoro mowa o nietypowych zdrobnieniach, to się muszę wypowiedzieć. Jestem nosic
                > ielką imienia Olga (niezbyt szczęśliwą z tego powodu). Całe życie nazywano mnie
                > "Olą". Czasami przedstawiam się jako "Ola" i słyszę "ale przecież Olga to nie
                > Ola". No super, że wiesz lepiej jak mam na imię, dzięki za uświadomienie! Jeśli

                Przecież Olga zdrabnia się do Ola?
                • truscaveczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 28.03.18, 10:20
                  Powiedz to mojej córce, a twój nick stanie się ciałem ;) Ona dla odmiany jest szalenie zadowolona ze swojego imienia i od "Oli" dostaje konwulsji.
                  • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 13:44
                    truscaveczka napisała:

                    > Powiedz to mojej córce, a twój nick stanie się ciałem ;) Ona dla odmiany jest s
                    > zalenie zadowolona ze swojego imienia i od "Oli" dostaje konwulsji.

                    Są też Anny, które nie chcą być nazywane "Anka" i Magdaleny, które nie życzą sobie być "Madziami". Co innego nie lubić takiej czy innej formy imienia, a co innego kwestionować jej istnienie w ogóle.
                    • truscaveczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 17:08
                      Dla mnie jednak Ola i Olga to odrębne imiona, cokolwiek by kto nie mówił.
                      • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 17:47
                        truscaveczka napisała:

                        > Dla mnie jednak Ola i Olga to odrębne imiona, cokolwiek by kto nie mówił.
                        >

                        Przecież nie ma ustawy o zdrobnieniach. To tylko kwestia zwyczaju, który, jak to zwyczaj, zależy od regionu, pokolenia czy grupy społecznej.

                        No i od przypadku. Ja akurat poznałam dwie Olgi (to chyba niezbyt popularne imię w moim roczniku). Obie przedstawiały się i podpisywały "Ola" i nie lubiły pełnej wersji swojego imienia. Dlatego gdyby ktoś dziś przedstawił się jako "Ola" założyłabym, że równie dobrze mieć na imię "Olga" jak i "Aleksandra".
                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 20:03


                        > Dla mnie jednak Ola i Olga to odrębne imiona

                        Ola to nie odrebne imie, tylko zdrobnienie/skrot. I moze byc od Olgi, Aleksandry, Marioli, Wioli...nawet Jolanty :)

                        • srebrny_lisek Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 22:45
                          Jak dla mnie Wiola, Mariola, czy Jola maja więcej wspólnego z Olą, niż Aleksandra. Zdrobnienie "Ola" bardziej pasuje do Olgi, Oleny albo Oliwii niż Aleksandry, która mogłaby być Alą albo Sandrą. Ta rozbieżność, z tego co mi wiadomo, wzięła sie stąd, że Aleksandra kiedyś była Oleksandrą, tylko po przemianie ta "Ola" jakoś absurdalnie sie utrzymała i nikt tego niepytany kwestionuje. :D
                          Swoją drogą formy "Ola" też nie lubię, chyba nawet preferuję "Olgę" (a najlepiej ani jedno, ani drugie, grrr!), denerwuje mnie jak ktoś zupełnie od czapy próbuje się ze mną dzielić swoimi przemyśleniami na temat poprawności mojego imienia. Nie dziwi mnie też w sumie, że niektóre Olgi się wkurzają o "Olę", biorąc pod uwagę to, że Olga jest wyróżniającym się, szlachetnym imieniem i niektórym pewnie szkoda je trywializować tym poczciwym zdrobnienieniem. ;)
                          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.04.18, 23:28
                            srebrny_lisek napisał(a):

                            Ta rozbieżność, z tego co mi wiadomo, wzięła sie stąd, że Aleksandra kiedyś była Oleksandrą, tylko po przemianie ta "Ola"jakoś absurdalnie sie utrzymała i nikt tego niepytany kwestionuje. :D

                            No nie wiem. Aleksandra to zenska forma imienia Aleksander, ktore w pierwotnej formie to Aleksandros. Na "O" to imie zaczyna sie tylko w jez. ukrainskim, w rosyjskim i bialoruskim zaczyna sie "A". Chyba ze faktycznie zapozyczylismy to imie akurat z Ukrainy.
                • dominka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 13:01
                  lord_vmordevol napisała:

                  > srebrny_lisek napisał(a):
                  >
                  > > Skoro mowa o nietypowych zdrobnieniach, to się muszę wypowiedzieć. Jestem
                  > nosic
                  > > ielką imienia Olga (niezbyt szczęśliwą z tego powodu). Całe życie nazywan
                  > o mnie
                  > > "Olą". Czasami przedstawiam się jako "Ola" i słyszę "ale przecież Olga t
                  > o nie
                  > > Ola". No super, że wiesz lepiej jak mam na imię, dzięki za uświadomienie!
                  > Jeśli
                  >
                  > Przecież Olga zdrabnia się do Ola?
                  Z tego co obserwowałam to Ola to zdrobnienie od Aleksandry.Mam znajomą Olgę,która uważa ,że jej imienia się nie zdrabnia.Znane mi Ole to Aleksandry.
                  • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 14:28
                    dominka1 napisała:

                    > Z tego co obserwowałam to Ola to zdrobnienie od Aleksandry.Mam znajomą Olgę,któ
                    > ra uważa ,że jej imienia się nie zdrabnia.Znane mi Ole to Aleksandry.

                    Ja tez przez wiele lat spotykalam sie jedynie z Ola jako zdrobnieniem od Aleksandry. Ale pracuje z Olga, o ktorj co chwile ktos mowi Ola, co dla mnie brzmi dosc dziwnie :). No ale widac to taka potrzeba zdrabniania za wszelka cene.
                    • iskrzy_54 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 15:43
                      dakota77 napisała:

                      dominka1 napisała:

                      > Z tego co obserwowałam to Ola to zdrobnienie od Aleksandry.Mam znajomą Olgę,któ
                      > ra uważa ,że jej imienia się nie zdrabnia.Znane mi Ole to Aleksandry.

                      Ja tez przez wiele lat spotykalam sie jedynie z Ola jako zdrobnieniem od Aleksandry. Ale pracuje z Olga, o ktorj co chwile ktos mowi Ola, co dla mnie brzmi dosc dziwnie :). No ale widac to taka potrzeba zdrabniania za wszelka cene.

                      Właśnie przypomniałyście mi dawna klasę, w której miałam dwóch Aleksandrów - jeden był Olkiem i obrażał się za wszelkie inne formy, drugi obrażał się za Olka - należało się do niego zwracać Aleks lub ostatecznie Alek. Niestety zawsze mi się mylili. Dobrze, że nie było trzeciego Aleksandra, który by sobie życzył być Saszą. Jak zawsze staram się pamiętać drobne idiosynkrazje moich uczniów (Pani od Fizyki w liceum zawsze i celowo używała zdrobnienia mojego imienia, którego nie znosiłam, więc wiem co przeżywa Zuza nazywana Zuzią, czy Ireneusz nazywany Irusiem), ale wtedy byłam bliska korzystania z nazwisk.
                    • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 15:50
                      U mnie Ziutek to Józef, Kazimierz to Kazik. Mój dziadek nazywał babcię Halinę - Hanką, Alina to Ala, chociaż słyszałam, że tylko Alicja może być Alą, podobnie jak, zdaniem niektórych tylko Agata może być Agą, Agnieszka już nie (a może odwrotnie? Nie pamiętam). Mi się wydaje, że to naturalne, że pewne imiona dzielą zdrobnienie, bo brzmią podobnie, zarówno Aleksandra, jak i Olga to dla mnie Ole :) Niektóre imiona są też zdrobnieniami innych imion same w sobie, jak np. Lena.
                      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 16:48
                        szarotkaaaa napisała:

                        podobnie
                        > jak, zdaniem niektórych tylko Agata może być Agą, Agnieszka już nie (a może od
                        > wrotnie? Nie pamiętam).

                        Odwrotnie :) Aga od Agaty to ta mniej oczywista wersja.
                      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 20:39
                        szarotkaaaa napisała:

                        > U mnie Ziutek to Józef, Kazimierz to Kazik.

                        Chwała ci, borze listny, ktoś ma tak jak ja!! :)
                        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 22:41

                          > > U mnie Ziutek to Józef, Kazimierz to Kazik.

                          Kaziutek > Ziutek, Kazinek > Inek, roznie ludzie zdrabniaja.
                        • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 22:49
                          krystalla napisała:

                          > szarotkaaaa napisała:
                          >
                          > > U mnie Ziutek to Józef, Kazimierz to Kazik.
                          >
                          > Chwała ci, borze listny, ktoś ma tak jak ja!! :)

                          Ej, jest nas wiecej. U mnie to nawet ojciec Ziutek, po ludzku, od Jozefa :)
                          • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 00:43
                            Moja ciotka to Ziuta - Józefina. Mi to zupełnie nie przeszkadza, że pewne imiona dzielą ze sobą zdrobnienia :) To nawet sympatyczne. No i przecież imię zdrobnione wcale nie musi brzmieć podobnie do pełnej wersji, nie tylko w języku polskim, np. Margaret to Peggy, Richard - Dick itd.
                            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 16:14
                              szarotkaaaa napisała:

                              > Moja ciotka to Ziuta - Józefina. Mi to zupełnie nie przeszkadza, że pewne imion
                              > a dzielą ze sobą zdrobnienia :) To nawet sympatyczne. No i przecież imię zdrobn
                              > ione wcale nie musi brzmieć podobnie do pełnej wersji, nie tylko w języku polsk
                              > im, np. Margaret to Peggy, Richard - Dick itd.

                              A ja ciągle przezywam, jak do diabła można nazwać dziecko Kazimierz...
                              • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 16:46
                                ciotka_scholastyka napisała:


                                > A ja ciągle przezywam, jak do diabła można nazwać dziecko Kazimierz...

                                Najnormalniej w świecie. Dobrze pamiętam, że Ziutek jest z 2007 r.? Wtedy w samej tylko Wielkopolsce urodziło się prawie 100 małych Kazimierzów.
                              • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 16:48
                                Akurat nazwanie dziecka Kazimierz jest całkowicie normalne i nie wiem, co tu "przeżywać". Nawet nie można powiedzieć, że koledzy czy ich rodzice będą się dziwić, bo najmłodszy syn Idusi akurat z rocznika, w którym renesans "tradycyjnych" imion był w pełnym rozkwicie.
                                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 17:35
                                  iwoniaw napisała:

                                  > Akurat nazwanie dziecka Kazimierz jest całkowicie normalne i nie wiem, co tu "p
                                  > rzeżywać". Nawet nie można powiedzieć, że koledzy czy ich rodzice będą się dziw
                                  > ić, bo najmłodszy syn Idusi akurat z rocznika, w którym renesans "tradycyjnych"
                                  > imion był w pełnym rozkwicie.

                                  O rany, mogę nie znosić tego imienia i uważać, że jest okropne dla dziecka z XXI wieku?
                                  Tak samo dostaję wysypki z powodu wysypu Franciszków. Oraz, ogólnie, mody na "tradycyjne" imiona. Jestem granitowo pewna, o czym już tu chyba kiedyś pisałam, że gdyby nie ta moda, niemal żadna matka nie nazwałaby dziecka Frankiem, nawet gdyby w skrytości ducha uwielbiała to imię.
                                  • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 18:10
                                    ciotka_scholastyka napisała:

                                    >
                                    > Jestem granitowo pewna, o czym już tu chyba kiedyś pisałam,
                                    > że gdyby nie ta moda, niemal żadna matka nie nazwałaby dziecka Frankiem, nawet
                                    > gdyby w skrytości ducha uwielbiała to imię.

                                    Pewnie tak, ale to samo można napisać o każdym imieniu.
                                  • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 18:13
                                    Ależ oczywiście, że możesz nie znosić tak mody, jak i samego imienia, co nie zmienia faktu, że Ida nadając synowi imię Kazimierz w 2007 roku była bliżej mainstreamu niż wydumanej ekstrawagancji, więc zżymanie się że "dziecko w XXI wieku" się tak nazywa jest dość zabawne - no cóż, TAK WŁAŚNIE nazywają się dzieci z początków XXI wieku, cokolwiek o tym sądzą Ludzie, Którzy By Tak Dziecka Nie Nazwali.

                                    już tu chyba kiedyś pisałam,
                                    > że gdyby nie ta moda, niemal żadna matka nie nazwałaby dziecka Frankiem, nawet
                                    > gdyby w skrytości ducha uwielbiała to imię.


                                    Ale zdajesz sobie sprawę, że dokładnie to samo można napisać o KAŻDYM popularnym w danej chwili imieniu? No tak to właśnie wygląda, imiona niepopularne są niepopularne dlatego, że dopóki nie ma na nie mody "niemal żadna matka" ich nie wybiera dla swoich dzieci - i odwrotnie :-D
                                    • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 18:24
                                      iwoniaw napisała:

                                      > Ależ oczywiście, że możesz nie znosić tak mody, jak i samego imienia, co nie zm
                                      > ienia faktu, że Ida nadając synowi imię Kazimierz w 2007 roku była bliżej mains
                                      > treamu niż wydumanej ekstrawagancji

                                      Borejkówna zapatrzona w mainstream?! Serio? To już raczej jednak stawiałabym na wydumaną ekstrawagancję. To takie borejkowskie.
                                      (oczywiście wiada, że to uhonorowanie Kazia Traka, ale)

                                      > Ale zdajesz sobie sprawę, że dokładnie to samo można napisać o KAŻDYM popularny
                                      > m w danej chwili imieniu?

                                      True, ale nie do końca. Mój syn ma na imię Michał, a urodził się w czasie, gdy to imię nie było na szczytach popularności (jest jedynym Michałem w klasie), natomiast było to imię, że tak ujmę, istniejące. Podobnie jak Piotr, Maciek, Jan (to już trochę zahacza o staroświeckość), koleżanka Zosia była wówczas oryginalnym wyjątkiem. Nie zawdzięcza swojego imienia nagłej modzie na Michały, podczas gdy nieszczęsne Franki i Julki - tak. I ja współczuję tym dzieciom, serio. Mieć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona, to musi być naprawdę przykre.
                                      • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 18:58
                                        ciotka_scholastyka napisała:

                                        Nie zawdzięcza swojego imienia nagłej modzie na Michały, podczas
                                        > gdy nieszczęsne Franki i Julki - tak. I ja współczuję tym dzieciom, serio. Mie
                                        > ć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona, to m
                                        > usi być naprawdę przykre.

                                        Na czym polega ta przykrość?

                                        Bo rozumiem, że cokolwiek ma na myśli osoba nazywająca syna Brajan lub córkę Wanessa, to robi mu jednak wymierną krzywdę - podświadomie znaczna część społeczeństwa będzie podejrzewać dziecko o pochodzenie z jakichś patologicznych środowisk, a to może przełożyć się na traktowanie w szkole czy na szanse na znalezienie pracy w przyszłości. Że już nie wspomnę o drobnych przykrościach takich jak "hehe, ale masz imię" czy "Brajan przez jot? rozuuuuumiem [uśmieszek]".

                                        Ale w jaki sposób dziecko krzywdzi popularne imię? Annom żyje się gorzej niż Berenikom? Janom gorzej niż Klaudiuszom?
                                        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 19:26
                                          przymrozki napisała:


                                          > Na czym polega ta przykrość?
                                          >
                                          > w jaki sposób dziecko krzywdzi popularne imię? Annom żyje się gorzej niż Be
                                          > renikom? Janom gorzej niż Klaudiuszom?

                                          Rozumiem, co masz na myśli, i... nie potrafię tego wyjaśnić. Z jakichś powodów jestem cięta generalnie na bezmyślne uleganie modom. Przykład sprzed kilku lat: okulary "kujonki", obrzydliwe, wielgachne, w grubych czarnyc oprawkach - i noszące je kobiety o jasnej cerze, drobnych twarzyczkach, małych noskach, bladych ustach. Tylko i wyłącznie dlatego, bo to MODNE. I wiadomo, że nikt im nie powiedział, że wyglądają w nich fatalnie (optyk, bo chce zarobić, przyjaciółka, bo nie chce sprawić przykrości, mama, bo i tak nie posłucha), ale one same poszły po prostu za zewem (? czy tak się to odmienia?) mody.

                                          Inny przykład, o którym pisałam tutaj parę miesięcy temu chyba: bohaterka książki, która skarży się na to, że ciężko jej znaleźć spodnie, w których czułaby się wygodnie; zawsze albo cisną, albo nogawki nie takie, albo pupa w nich za duża. W końcu, objawienie: odkryła legginsy! Idealne, układają się jej na udach, są lekkie, nie piją, jej nogi wglądają w nich smukłe i seksownie. I w tym momencie owa pani, którą rozumiałam i z którą solidaryzowałam się w kwestii tęsknoty za strojem, w którym czułabym się dobrze, ta pani stwierdza: mam nadzieję, że legginsy nieprędko wyjdą z mody, bo chciałabym je nosić jak najdłużej. I w tym momencie cała moja sympatia do niej wyparowała: jesteś po prostu głupia, paniusiu, bo przedkładasz modę nad własny komfort, a w końcu leginsy to nie pumpy z lat 20-tych, nikt cię za ich noszenie nie wyśmieje.

                                          I naprawdę, mnie daleko do mentalności Małgorzaty Musierowicz, która ustami swojego małoletniego bohatera mówi, że dziewczyny nie powinny się stroić na swój ślub, "bo to nie bal", ale:
                                          1/ tak, uważam, ze ubieranie się w coś tylko dlatego, że to jest "modne" świadczy o ograniczoności tej osoby (no chyba że to jest bezkrytyczna jeszcze małolata, pamiętam w końcu swoje własne lata młodzieżowe)
                                          2/ tak, uważam, że rezygnowanie z czegoś fajnego tylko dlatego, że nie jest modne, świadczy jw.
                                          3/ tak, uważam, że matka, która nazywa syna Franciszek tylko dlatego, że to imię jest modne, jest cholernie ograniczona i bez wyobraźni. Co innego, gdy to jest inaczej uzasadnione, np w pewnym odłamie mojej rodziny każdy pierwszy syn ma na imię Jan. Ale tak jest od powojnia. Pierwszy Jan właśnie został pradziadkiem najnowszego Jasia :)
                                      • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 19:17
                                        ja współczuję tym dzieciom, serio. Mieć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona, to musi być naprawdę przykre.

                                        Cóż, nie podzielam ani twego współczucia, ani nie wiem, na czym ma polegać ograniczenie rodzica, któremu podoba się akurat takie imię, jakie spodobało się dziesiątkom innych rodziców dzieci w podobnym wieku, a nie imię, o którym nikt nie słyszał. Nie mówiąc już o tym, że o skali popularności dowolnego imienia to się dowiadują przeważnie w momencie, gdy dziecię dorasta do wypraw na plac zabaw czy pójścia do przedszkola - wcześniej wielu z nich żyje w przekonaniu, że oto właśnie wymyślili dziecku ładne i oryginalne imię, którego "nie nosi (prawie) nikt, kogo znają". Stąd właśnie mody pojawiają się falami, po czym zanikają, gdy już każdy wie, że X czy Y to "oklepane imię".
                                        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 19:29
                                          iwoniaw napisała:

                                          Akurat moda na imiona retro wybuchła dlatego, że tak zaczęli nazywać swoje dzieciaki celebryci. To nie jest casus mojej koleżanki, która nazwała swoje dziecko Maja, i nagle się okazało,kiedy poszła do przedszkola (Maja, nie koleżanka), że Mai jest chyba z pięć.
                                          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 19:30
                                            ciotka_scholastyka napisała:

                                            > iwoniaw napisała:

                                            Znaczy to powyżej to ja napisałam, nie iwoniaw, za mało mi się skasowało :)
                                          • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:06
                                            ciotka_scholastyka napisała:

                                            > iwoniaw napisała:
                                            >
                                            > Akurat moda na imiona retro wybuchła dlatego, że tak zaczęli nazywać swoje dzie
                                            > ciaki celebryci. To nie jest casus mojej koleżanki, która nazwała swoje dziecko
                                            > Maja, i nagle się okazało,kiedy poszła do przedszkola (Maja, nie koleżanka), ż
                                            > e Mai jest chyba z pięć.

                                            Wybacz ale ocwnianie ludzi wg tego jak postrzegasz imiona ich dzieci, świadczy o snobizmie i powierzchowności. Nie wiem również, na jakiej podstawie zgadujesz, czy rodzicom danego Franciszka przyświecał blichtr mody czy szlachetny blask tradycji.
                                            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:12
                                              potworia napisał(a):

                                              > Wybacz ale ocwnianie ludzi wg tego jak postrzegasz imiona ich dzieci, świadczy
                                              > o snobizmie i powierzchowności.

                                              Tak coś czułam, ze skończy się na takim twierdzeniu :D Ale jakoś się nie przejmuję, być może dlatego, że powyżej wyjaśniłam swoją niechęć do takich mód, i uważam, ze to wyjaśnienie jest wystarczające.
                                            • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:16
                                              Nie wiem również, na jakiej podstawie zgadujesz
                                              > , czy rodzicom danego Franciszka przyświecał blichtr mody czy szlachetny blask
                                              > tradycji.


                                              Hehe, to zapewne poznasz po sklepieniu czółka - jak Kopcowie, to bezmyślne gnanie za modą, jak Borejkowie, ani chybi nawiązanie do tradycji :-D
                                              • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:25
                                                iwoniaw napisała:

                                                > Hehe, to zapewne poznasz po sklepieniu czółka - jak Kopcowie, to bezmyślne gnan
                                                > ie za modą, jak Borejkowie, ani chybi nawiązanie do tradycji :-D

                                                Zmartwię cię, moje czółko jest bardzo kiepsko sklepione, wręcz go nie lubię i zasłaniam je włosami :) :) :) - a co do meritum, to nikt inny, jak ty jakiś czas temu wyśmiałaś moje zdziwienie, że ludzie zabierają się za organizację wesela na rok przed - sugerując, że alternatywą musiało być wesele w kawalerce z kilkorgiem jedynie gości i jedzeniem zamówionym na telefon. To tak a propos stosunku do cudzych wyborów :)

                                                Let's agree to disagree, bo was lubię i nie chcę pamiętać przykrych niezręczności.

                                                • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:37
                                                  Nie wiem, co ma do tego podwątku kwestia organizowania wesela na rok przed (nadal uważam, że mniej więcej tyle potrzeba na wynajęcie sali/zamówienie jedzenia, tzn. tyle wcześniej trzeba to zrobić, jeśli się chce mieć wolny termin, zwłaszcza w popularnym terminie typu lato czy święta), ale oczywiście każdy może mieć swoje zdanie w tej kwestii oraz wyobrażenia o cudzych motywacjach co do nadawania imion dzieciom. Z chęcią przyklasnę więc Twemu apelowi i nie zgodzę się nadal z Twym zdaniem w kwestii motywacji większości rodziców Franków czy Zoś.
                                                  • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:45
                                                    iwoniaw napisała:

                                                    > Nie wiem, co ma do tego podwątku kwestia organizowania wesela na rok przed

                                                    Ma to, że było to zwyczajnie bardzo niegrzeczne z twojej strony, i mogłabym to była potraktować jako przejaw twojego snobizmu i powierzchowności (tak, wiem, że nie ty to tak ujęłaś, ale przyklasnęłaś temu wpisowi pisząc o czółkach), ale uznaję to tylko jako jako ilustrację "przygania kocioł garnkowi".

                                                    > Z chęcią przyklasnę więc Twemu apelowi i nie zgodzę się nad
                                                    > al z Twym zdaniem w kwestii motywacji większości rodziców Franków czy Zoś.

                                                    No i o to mi chodzi. Serio, ja naprawdę lubię i twoje wpisy, i przymrozków, i potworii, więc jeśli zgodzimy się ze sobą nie zgodzić, to imho wszystko jest OK.
                                      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 20:30
                                        ciotka_scholastyka napisała:
                                        Mieć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona, to musi być naprawdę przykre.
                                        A tu się podpisuję. Kazimierz jest nieszczególnie bliski memu sercu, ponieważ w moich terenach (Małopolska) króluje powszechnie zdrobnienie Kazek, ew. Kaziu. No nie kocham.
                                        ALE jednakowoż lepsze już te Jasie, Stasie, Franki etc. - niż Brajanki, Alanki, Dżesiki, Nikolki...
                                        Tak, uleganie modzie na imiona potrafi być bardzo przykre.
                                        • truscaveczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 21:37
                                          No dobra. A jak ja nadałam imię synowi, myślałam, że oryginalne, a wkrótce potem odkryłam, że jest ono w pierwszym tuzinie najmodniejszych obecnie imion? Dzisiaj bawił się na placu zabaw z dwoma chłopcami tegoż imienia, wzdech. Wychodzi na to, że jestem ograniczona i ulegam modzie :(((((
                                          Musierowicz chyba tego imienia nie lubi nota bene :P
                                          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 21:47
                                            truscaveczka napisała:

                                            > No dobra. A jak ja nadałam imię synowi, myślałam, że oryginalne, a wkrótce pote
                                            > m odkryłam, że jest ono w pierwszym tuzinie najmodniejszych obecnie imion?

                                            Jak napisałam:
                                            [uleganie modom] "to nie jest casus mojej koleżanki, która nazwała swoje dziecko Maja, i nagle się okazało,kiedy poszła do przedszkola (Maja, nie koleżanka), że Mai jest chyba z pięć." Inna sprawa.
                                          • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 13:13
                                            truscaveczka napisała:

                                            > No dobra. A jak ja nadałam imię synowi, myślałam, że oryginalne, a wkrótce pote
                                            > m odkryłam, że jest ono w pierwszym tuzinie najmodniejszych obecnie imion? Dzis
                                            > iaj bawił się na placu zabaw z dwoma chłopcami tegoż imienia, wzdech. Wychodzi
                                            > na to, że jestem ograniczona i ulegam modzie :(((((
                                            > Musierowicz chyba tego imienia nie lubi nota bene :P
                                            >
                                            Filip czy Patryk? ;) Chociaz Filipa chyba MM lubila, tylko jej sie zmienilo.
                                        • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 21:40
                                          krystalla napisała:

                                          > ciotka_scholastyka napisała:
                                          > Mieć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona,
                                          > to musi być naprawdę przykre.
                                          > A tu się podpisuję. Kazimierz jest nieszczególnie bliski memu sercu, ponieważ
                                          > w moich terenach (Małopolska) króluje powszechnie zdrobnienie Kazek, ew. Kaziu.
                                          > No nie kocham.
                                          > ALE jednakowoż lepsze już te Jasie, Stasie, Franki etc. - niż Brajanki, Alanki,
                                          > Dżesiki, Nikolki...
                                          > Tak, uleganie modzie na imiona potrafi być bardzo przykre.

                                          Niezgoda. Przykre i krzywdzące jest, kiedy na podstawie imienia, ktoś wydaje osąd o mnie, moich rodzicach, ich kulturze, horyzontach , wyobraźni i ogólnie pojmowanych motywacjach. Śledząc etymologie imion "tradycyjnych" można po wielokroć zobaczyć, że są one takimi samymi zapożyczeniami jak "te różne Dżesiki, Nikolki". Swoją drogą, jak myślisz, jak się czuje dowolna Nikola, czytając twój wywód? (Nikola - śliczne imię, dla mojego ucha przynajmniej.)
                                          Dlaczego "te Jasie" są lepsze niż "te Brajanki"? Lepsze dla kogo? Jaka jest właściwie różnica między "bezmyślnym uleganiem modzie" a wyczuciem mody i byciem modnym po prostu?

                                          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 21:49
                                            potworia napisał(a):

                                            > Niezgoda. Przykre i krzywdzące jest, kiedy na podstawie imienia, ktoś wydaje os
                                            > ąd o mnie, moich rodzicach, ich kulturze, horyzontach , wyobraźni i ogólnie poj
                                            > mowanych motywacjach.

                                            [jak napisałam 2]: powyżej wyjaśniłam swoją niechęć do takich mód, i uważam, ze to wyjaśnienie jest wystarczające.
                                          • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 12:53
                                            "Przykre i krzywdzące jest, kiedy na podstawie imienia, ktoś wydaje osąd o mnie, moich rodzicach, ich kulturze, horyzontach , wyobraźni i ogólnie pojmowanych motywacjach. Śledząc etymologie imion "tradycyjnych" można po wielokroć zobaczyć, że są one takimi samymi zapożyczeniami jak "te różne Dżesiki, Nikolki". Swoją drogą, jak myślisz, jak się czuje dowolna Nikola, czytając twój wywód? (Nikola - śliczne imię, dla mojego ucha przynajmniej.)
                                            Dlaczego "te Jasie" są lepsze niż "te Brajanki"? Lepsze dla kogo? Jaka jest właściwie różnica między "bezmyślnym uleganiem modzie" a wyczuciem mody i byciem modnym po prostu? "
                                            Wlasnie. Tu w Kanadzie w niektorych kregach, szczegolnie takich troche intelektualnych, panuje przekonanie ze "alternatywna pisownia" to dowod nizszego poziomu, szczegolnie wysmiewane sa imiona, w ktorych tradycyjne "C" jest zastapione "K". Tylko niektorzy chyba zapominaja ze Kanada to zlepek bardzo roznych kultur. Gdybym potencjalna corke nazwala Klara, Karolina czy Krystyna (a nawet Kristina), bo to troche blizej do moich korzeni niz to samo przez C, to swiadczyloby to o moim nizszym poziomie? Z drugiej strony, sa tu dziewczyny, ktore maja na imie po prostu Kasia - nie Katarzyna, bo to jednak nie mialoby tu sensu, a Catherine to jednak co innego. Przy okazji, moja corka, urodzona w Kanadzie, ktorej ojciec jest Wlochem, ma na imie Angela, nie bylismy z nia jeszcze w Polsce, ale przypuszczam, ze reakcje moga byc rozne.
                                      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 13:25
                                        "True, ale nie do końca. Mój syn ma na imię Michał, a urodził się w czasie, gdy to imię nie było na szczytach popularności (jest jedynym Michałem w klasie), natomiast było to imię, że tak ujmę, istniejące. Podobnie jak Piotr, Maciek, Jan (to już trochę zahacza o staroświeckość), koleżanka Zosia była wówczas oryginalnym wyjątkiem. Nie zawdzięcza swojego imienia nagłej modzie na Michały, podczas gdy nieszczęsne Franki i Julki - tak. I ja współczuję tym dzieciom, serio. Mieć rodziców, którzy są tak ograniczeni, że ulegają modzie na imiona, to musi być naprawdę przykre."
                                        Mialam w podstawowce przyjaciolke, ktora miala na drugie imie Zosia i powiedziala mi to w najwiekszej tajemnicy, bo wstydzila sie tego imienia. Za to pierwsze imie miala bardzo popularne.
                                        Moj ojciec uzywal imienia "Franek" jako epitetu, przestal juz w Kanadzie, kiedy zaprzyjaznil sie z facetem imieniem Frank, a teraz moj maz to Franco i moi rodzice miedzy soba nazywaja go Franek, bez zadnych podtekstow :)
                                        A z moda na imiona to chyba tak jest, ze szybciej przychodza do glowy imiona, ktore sie slyszy, a czy czesciej czy rzadziej to drugorzedne. Czasem sie z nich rezygnuje, bo sa zbyt popularne, a czasem macha sie na to reka, bo imie sie podoba i jakie znaczenie ma to, kto jeszcze sie tak nazywa. Nie wyobrazam sobie kogos kto wybiera imie dla dziecka dlatego, ze jest modne, ale raczej wybiera sie z imion z ktorymi sie przynajmniej od czasu do czasu spotyka.
                                        • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 14:11
                                          reveiled napisał(a):

                                          > A z moda na imiona to chyba tak jest, ze szybciej przychodza do glowy imiona, k
                                          > tore sie slyszy, a czy czesciej czy rzadziej to drugorzedne.

                                          Pewnie tak, to bardziej prawdopodobne niż wertowanie statystyk popularności mion.

                                          Dla mnie te spolszczone Brajanki, Dżesiki są po prostu pretensjonalne, nic nie poradzę. Acz słowem się nie odezwę w obecności, wiada. Czyli teraz co - Zak, Dzordż i Syntia?...
                                          Nie wiem, jak teraz, ale za moich czasów w szkole do dzieci o imionach, które powtarzały się w tej samej klasie mówiło się/wołało po nazwisku, co przez delikwentów lubiane nie było.
                                          Dodam bajdełej, że lubię niecodzienne (ale jednak bardziej rodzime) imiona, przyjaciel ma Tymoteusza, znajomy bliźniaki Beniamin i Benedykt, kuzyn córkę Stefcię...
                                          • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 15:34
                                            krystalla napisała:

                                            > Tymoteusza, znajomy bliźniaki Beniamin i Benedykt, kuzyn córkę Stefc
                                            > ię...

                                            Żadne z ww nie jest "rodzime", wszystkie są spolszczeniami, dokładnie takimi samymi jak pogardzany Brajan.
                                            • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 17:11
                                              potworia napisał(a):

                                              >
                                              > Żadne z ww nie jest "rodzime", wszystkie są spolszczeniami, dokładnie takimi sa
                                              > mymi jak pogardzany Brajan.

                                              Pozwolisz, że jednak będę widziała różnicę. :)
                                              • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 18:04
                                                Będziesz widziała wszystko według swojego uznania, cóż mam tu do pozwalania:-)
                                                • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 31.03.18, 23:48
                                                  Mi się nie podobają imiona obco brzmiące, które mają swoje odpowiedniki w języku polskim, na przykład: Nikolas. Studiowałam z osobą o imieniu Dajana, za Żanetą też nie przepadam. Rozumiem, że ktoś chce Brajana, bo nie ma podobnego imienia w naszym języku i choć nie podoba mi się brzmienie tego imienia, to ok, ktoś chciał Brajana i obawiał się, że w angielskiej formie ludzie nie będą wiedzieli, jak to przeczytać (już słyszę te wszystkie Brjany). Zresztą, to nie moje imię i nie moja sprawa :D
                          • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 30.03.18, 18:38
                            dakota77 napisała:
                            >
                            > Ej, jest nas wiecej. U mnie to nawet ojciec Ziutek, po ludzku, od Jozefa :)
                            >
                            >
                            Nooo,pa nie po lócku. ;-)
      • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:24
        Osoby o "zwyczajnych" imionach to z reguły w Jeżycjadzie postacie negatywne, jak Magda (zdrobnienie Magdusia jest znienawidzone przez każdą Magdę, gwarantuję), była też Paulina, Janusz to też często spotykane imię.
        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:32
          No w Ciotce negatywne cechy dostają się też popularnej Agnieszce. Ania Górska (popularne przecież zestawienie) to miągwa i do pięt nie dorasta Łucji Pałys.
          Jest też druga tendencja: postaci z popularnymi imionami rozpuszczają się w atmosferze.
          Popularna Ela, de domo, Stryba znika z kart powieści, podobnie jak Monika (Pałys), która nie dociera na ślub najstarsze wnuka. Już wcześniej ten los spotkał popularną w swoim pokoleniu Wiesię (Górską).
          • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 14:09
            A Romcia przepadła w ślad za Tomkiem?

            A tak na marginesie 'imionowym' ;-) - zerknijcie. Sporo smaczków. :))) Ale nie podpowiadajcie MM. : imiona.nazwiska-polskie.pl/zenskie
        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:34
          W sumie w Ciotce nagłą anihilację przeżył też popularny Adam - nie jest wspomniany chyba ani razu.
          • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:49
            A koleżanka Józwy ze szkoły o oczach w kolorze wody z basenu, Joanna chyba? Nie nadawała się na żonę, więc znikła w niebycie. Podobnie jak Joanna, kuzynka sióstr Borejko.
            Widzę w tym jakąś prawidłowość, która każe mi się domyślać, że Fryc się jednak nawróci i z nami zostanie, ze względu na swoje rzadkie imię :D
            • anchema Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 10:15
              było jej Agata, nie Joanna
              • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 15:52
                Fakt! Czyli imię częste :D
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:04
            kropka_zua napisał(a):

            > W sumie w Ciotce nagłą anihilację przeżył też popularny Adam

            Rosnij, kwiecie, wysoko
            jak pan lezy gleboko
            jak on lezy gleboko
            tak ty rosnij wysoko - spiewa Laura zasiewajac lilie. Albo cos trwalszego.
            Sorki, nie wytrzymalam.
            • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:13
              Ja też nie wytrzymałam i kwikłam! Dzięki!! :)
            • iwoniaw Ależ Adam żyje i naucza 15.03.18, 19:30
              a nawet robi za sekretarkę dyrektora szkoły Damazego Kordiałka - otóż, jak powszechnie wiadomo, o przyjęciu dzieci do szkoły (dzieci, które właśnie się do rejonu wprowadzają wprost z zagranicy) , powinien rozmawiać z dyrektorem kto? - no przecież nie matka tych dzieci, tylko jakaś osoba z branży, nauczyciel najlepiej. Więc Gaba mailowo zleca to zadanie (zapisanie Mili i Karola do "szkoły Dammazego") Nutrii, na co ta w odpowiedzi donosi, że dzwoniła już w tej sprawie do Adama (tak!), "opowiedziała bardzo ogólnie, o co chodzi" (Jezu, a niby jakie szczegóły tu można podawać???) i ten "mówi, że nie ma problemu" i już ją umówił z Damazym na drugą :-D
              • kropka_zua Re: Ależ Adam żyje i naucza 15.03.18, 19:35
                A faktycznie, tam się tyle głupot dzieje, że to umyka po jednorazowej lekturze.
              • zla.m Re: Ależ Adam żyje i naucza 15.03.18, 19:46
                Dobra, przekonałyście mnie. Zamawiam dziełłło :)
            • agafiatichonowna Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:42
              Derotka szpileczki zakupiła. Słowo harcerza.

              Przeczytałam, że Selkie się zbulwersowała moim opisem bezalkoholowego, góralskiego wesela. Mnie bardziej zdziwiła jego - idea - " a bo se baby tak umyśliły coby księdza uradować. A my przeca nie bedziemy cięgiem gęby w tych apluzynach mocyć. Hej." I tak po jednej stronie drogi radował się ksiądz z babami, z drugiej radowały się chłopy. Wszyscy zadowoleni, nikt nic nie uszkodził, nie zanieczyścił, nikt się nie pobił, pełna kultura.

              Ciota S zwróciła uwagę na liczne problemy Borejklanu z telefonami. Ja bym postawiła diagnozę, że cała ta rodzina cierpi na chroniczne powikłania okołokomórkowe. Telefony są zamieniane, masowo wyłączane, nieodbierane, topione jak nie w studni to w kuble, rzucane w pokrzywy, zapominane w marynarkach, z uporem nienoszone, a jak już jest to ładowarki brak.
              Rozumiem potrzebę używania rekwizytu celem pchania akcji, tylko czy to ciągle musi być ten sam rekwizyt. Wiadomo - w dobie łatwej komunikacji między ludżmi trudno jest opierać akcję na niemożności tejże komunikacji (werbalną mam na myśli) ale ten nieustający komórkowy armagedon jest potwornie męczący.
              • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 09:26
                Gwoli sprawiedliwosci - ja sie zbulwersowalam, ze bezalkholowe kogos bulwersuje. Kazdy ma prawo ustalac taka zasade ale najwyrazniej wymaga to wielu wyjasnien na forum i nie jest wcale oczywiste co mnie z lekka zaskoczylo.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 09:52
                  selkie napisała:

                  > Gwoli sprawiedliwosci - ja sie zbulwersowalam, ze bezalkholowe kogos bulwersuje

                  Bezalkoholowe jako takie - nie. Natomiast zalozenie, ze bezalkoholowe bedzie wesele, ktore ma charakter otwartej imprezy i na ktore pol wsi przyjdzie bez zaproszenia, owszem, dziwi i bulwersuje.
        • dziabka1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 18:43
          szarotkaaaa napisała:

          (zdrobnienie Magdusia jest znienawidzone przez każdą Magdę, gwarantuję)
          > , była też Paulina, Janusz to też często spotykane imię.

          Tylko mama i babcia najbliższa ciocia mają dyspensę na to zdrobnienie :)
          A nawiasem, opinia publiczna strasznie zohydziła imię Janusz, a ono występuje w mojej rodzinie i jest zaprzeczeniem stereotypu. Na szczęście.
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 20:39
        Zacytuję : "August P. Otrzymał swe imię dzięki naszej KC Lalicji, która dostała w tej sprawie, jak sama twierdzi, wiadomość od Wszechświata, w dodatku we śnie. August ma być, powiedziała, a więc niech będzie August. Imię to rzadko dziś jest nadawane, ale może i dobrze – zapadnie czytelniczemu gronu w pamięć lepiej niż w przypadku, gdybym tego swojskiego blondyna ochrzciła Maćkiem na przykład."

        Naturalna refleksja czy efekt czytania forum? ;-)
        • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 08:27
          To cytat z MM? Kto to jest KC Lalicja?
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 08:48
            reveiled napisał(a):

            > To cytat z MM? Kto to jest KC Lalicja?

            KC to kochane czytelniczki strony MM :), na tyle grzeczne i mile, ze nawet moga sie tam wpisywac.
      • hamerykanka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 19:07
        rudziaczeq napisał(a):

        > Męczy mnie powoli te zamiłowanie autorki do nietypowych imion. Mieliśmy juz cał
        > ą grupę rzadko spotykanych, jak Wolfgang, Esmeralda, Hildegarda itp.),teraz jes
        > zcze doszedł Auguścik i nadęty Gaudenty. Czekam, aż p. Musierowicz przypomni so
        > bie o tych imionach, które faktycznie częściej można się usłyszeć przechadzajac
        > się ulicą

        W nastepnym tomie bedzie Kalasanty...

        -
        Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
    • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 13:35
      Omatkomojamiła. Czytam, czytam, dobrnęłam do strony 261 i co me oczy widzą? Dorotkę jako pannę młodą one widzą. Gdyby nie wianek na głowie i rękawy 3/4 równie dobrze mogłyby widzieć piętnastoletniego lektora w albie szykującego się do mszy. Albo nowicjusza zakonnego w dzień obłóczyn. Ale pannę młodą??? Ómarłam. Ómarłam i odtąd nie rzyję.
      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 14:40
        minerwamcg napisała:

        > Omatkomojamiła. Czytam, czytam, dobrnęłam do strony 261 i co me oczy widzą? Dor
        > otkę jako pannę młodą one widzą. Gdyby nie wianek na głowie i rękawy 3/4 równie
        > dobrze mogłyby widzieć piętnastoletniego lektora w albie szykującego się do ms
        > zy. Albo nowicjusza zakonnego w dzień obłóczyn. Ale pannę młodą??? Ómarłam. Óma
        > rłam i odtąd nie rzyję.

        Dawajcie ten obrazek !!! Derota w albie i z "jedwabista grzywa" - kiedy ja widziano ostatnio, miala na glowie snopek, jesli dobrze pamietam.
        >
        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:28
          No więc "jedwabista grzywa" Doroty wygląda dokładnie tak, jak na okładce WdO, tylko oprócz tego opasana jest wieńcem. I to jest najpiękniejszy element panny młodej na tejże ilustracji, gdyż niżej mamy coś, dla czego określenie "alba" jest komplementem. Sama zaś Dorotka została spłaszczona i pozbawiona jakiegokolwiek kształtu (nie, że nie widać nawet zarysu biustu czy talii - choć to też, oczywiście, ale w ogóle nie ma żadnych części ciała ani kształtu człowieczego) :-/
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:20
          tt-tka napisała:

          > minerwamcg napisała:
          >
          > > Omatkomojamiła. Czytam, czytam, dobrnęłam do strony 261 i co me oczy widz
          > ą? Dor
          > > otkę jako pannę młodą one widzą. Gdyby nie wianek na głowie i rękawy 3/4
          > równie
          > > dobrze mogłyby widzieć piętnastoletniego lektora w albie szykującego się
          > do ms
          > > zy. Albo nowicjusza zakonnego w dzień obłóczyn. Ale pannę młodą??? Ómarła
          > m. Óma
          > > rłam i odtąd nie rzyję.
          >
          > Dawajcie ten obrazek !!! Derota w albie i z "jedwabista grzywa" - kiedy ja widz
          > iano ostatnio, miala na glowie snopek, jesli dobrze pamietam.
          > >

          (T)ADAMMMM!

          https://imgur.com/a/XbEpa
          • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:31
            mia0418 napisał(a):

            > tt-tka napisała:
            >
            > > minerwamcg napisała:
            > >
            > >
            > (T)ADAMMMM!
            >
            > https://imgur.com/a/XbEpa
            Omarlam,umarlam i ide sie utopic w wannie.Tu juz MM przesadzila.Juz woke za krotka sukienke ,korale i chodaki .
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:45
            mia0418 napisał(a):


            > (T)ADAMMMM!
            >
            > https://imgur.com/a/XbEpa

            Nie otwiera mi sie, buuuu.
            Ale dziekuje :), sprobuje na innym kompie.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:53
              Mia, dzieki, juz obejrzalam. O mamusiu, po co mi to bylo.
            • melomanka87 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:54
              Próbujesz w Mozilli? Moja Mozilla, jakby jej nie aktualizować, nie otwiera zdjęć z Imgura (oraz różnych innych stron), muszę kopiować link i otwierać w Chromie.
              • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 00:59
                Mam mozille (FF, ale silnik ten sam). Wystarczy na linku wybrać prawy klawisz myszy i wybrać "pokaż obraz".
      • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 29.03.18, 12:48
        Wypisz wymaluj alba z pierwszej komunii świętej, brak tylko JHS na piersi.
    • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 15:53
      To bardziej ciekawostka, niż irytacja, ale rzuciło mi się w oczy właśnie teraz. Kolejny przypadek autorskiej sklerozy twórczej - w Ciotce stoi jak byk, że Gabrysia zawdzięcza swoje imię Loni, to samo mamy zresztą we wcześniejszej Kalamburce - Lonia w ramach umowy zawartej z Ignacym wyraża życzenie, żeby pierwsza córka Borejków miała na imię Gabrysia i tak się dzieje.

      A ja tu sobie kilka dni temu przypadkiem odświeżyłam Idę sierpniową i historia Gabrysinego imienia jest zupełnie inna, według Idy to mama Borejko nadała samowolnie imię pierwszej córce, bo Ignacy wymyślił, że dziecko powinno nazywać się Wergilia. Ale OJ TAM OJ TAM, Marek - Śpioch też potrafi się kurczyć i rosnąć na autorskie zawołanie :)
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:40
        Czekaj, a z tym Markiem to co to za sprawa?... Ja pamiętam, że tylko wali się w łóżko, względnie figluje nad leśnym jeziorkiem. Kurczy mu się this mortal coil, czy czas obecności w sadze?
        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:43
          W wieczór przedślubny liczy sobie "metr sześćdziesiąt pięć", a w kolejnych tomach zaczyna się objawiać jako "wysoki brunet".
          • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:51
            iwoniaw napisała:

            > W wieczór przedślubny liczy sobie "metr sześćdziesiąt pięć", a w kolejnych toma
            > ch zaczyna się objawiać jako "wysoki brunet".
            >
            >
            To przez to spanie 😁.Jak sie duzo spi,to sie rosnie,vide niemowleta 😂😂😂
          • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 18:55
            iwoniaw napisała:

            > W wieczór przedślubny liczy sobie "metr sześćdziesiąt pięć", a w kolejnych toma
            > ch zaczyna się objawiać jako "wysoki brunet".
            >
            >
            Aaaa!... To mi w takim razie umknęło. :D Ale jest jeszcze jedno wytłumaczenie : dla autorki 1,65 - to jest wysoki facet ;-)
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:41
            iwoniaw napisała:

            > W wieczór przedślubny liczy sobie "metr sześćdziesiąt pięć", a w kolejnych toma
            > ch zaczyna się objawiać jako "wysoki brunet".
            >
            >


            Metr sześćdziesiąt osiem, gwoli ścisłości.
      • piotr7777 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 19:10
        > A ja tu sobie kilka dni temu przypadkiem odświeżyłam Idę sierpniową i hi
        > storia Gabrysinego imienia jest zupełnie inna, według Idy to mama Borejko nadał
        > a samowolnie imię pierwszej córce, bo Ignacy wymyślił, że dziecko powinno nazyw
        > ać się Wergilia. Ale OJ TAM OJ TAM, Marek - Śpioch też potrafi się kurczyć i ro
        > snąć na autorskie zawołanie :)

        Ja tu wpadki nie widzę.
        Ida jest młodsza od Gabrieli a starsza od Natalii i Patrycji. Co więcej, była już świadoma, gdy urodziły się jej młodsze siostry. Jeśli więc opowiada, że Mila nadała Natalii imię samowolnie wykorzystując chwilową nieobecność męża, który się zresztą aż tak bardzo nie wściekał (bo w sumie imię "Natalia" też przecież jest pochodzenia łacińskiego) to opowiada o wydarzeniach, które zna z autopsji.
        Natomiast jeśli usłyszała od matki (a mogło tak być): "wasz ojciec chciał, żeby Gabrysia była Wergilią" to jest to zapewne jedyna znana jej relacja na ten temat. I jej ciąg skojarzeniowy jest następujący: "ojciec chciał Wergilię, ale jest Gabriela, więc pewnie mama - tak jak z Nutrią - postawiła na swoim". Wpadka byłaby gdyby te same słowa mówiła Mila.
        Owszem, w Kalamburce M. M. zburzyła cała wcześniejszą narrację, ale bez przesady.
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:00
          piotr7777 napisał:

          > Natomiast jeśli usłyszała od matki (a mogło tak być): "wasz ojciec chciał, żeby
          > Gabrysia była Wergilią" to jest to zapewne jedyna znana jej relacja na ten tem
          > at. I jej ciąg skojarzeniowy jest następujący: "ojciec chciał Wergilię, ale jes
          > t Gabriela, więc pewnie mama - tak jak z Nutrią - postawiła na swoim". Wpadka b
          > yłaby gdyby te same słowa mówiła Mila.
          > Owszem, w Kalamburce M. M. zburzyła cała wcześniejszą narrację, ale bez przesad
          > y.

          Oczywiście, mogło tak być, ale ciężko mi uwierzyć, że Mila tak obcesowo pominęłaby rolę Loni i oznajmiła Idzie tak po prostu, że "jest Gabriela" bez dodatkowej opowieści o tym, jak do tego doszło. Poza tym skoro MM potrafiła zapomnieć o Hajduku sierocie w Szóstej Klepce
          , który jechał do matki, to samo mogło się stać z historią, o której rozmawiamy, zapomniała i napisała nowe okoliczności, ale fakt, że Twoja teoria fajnie się w to wpasowuje.
    • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 20:40
      Oczywiście, przezgrzytałam zębami mnóstwo peanów na cześć Betonowego Centrum o Dzielnej Grzywce. No ale, na to byłam przygotowana. Natomiast dobił mnie wątek, w którym do grona psychofanów Jeżyckiej Laickiej Świętej uroczyście wstępuje ona sama wyrzucając sobie w dramatycznym monologu, jaka to jest za dobra, za betonowa i za centroidalna i jaka to dzielna jest jej grzywka. Po czym Gabrysia postanawia zrobić sobie dwudniowe wolne od bycia opoką i jedzie pić na plaży. Przerwa w byciu opoką polega zaś na wyłączeniu telefonu.

      Jak zwykle, irytuje Grzegorz Stryba, który zupełnie zapomniał o swojej rodzonej córce i jej, też zresztą rodzonych, dzieciach. Dla porównania Robrojek ciągle ma córkę, a Borejkowie ten fakt uznają i uwzględniają w swoich rozmowach i zaproszeniach na radosne okoliczności rodzinne. Matalia, w związku z ciążą Belli, zostaje nawet nazwania przez Idę "babcią".

      Zastanawia mnie też, czy wiedza o przebiegu ślubów MM nie pochodzi przypadkiem z amerykańskich filmów, a nie polskich kościołów. Raz że prowadzenie panny młodej do ołtarza przez ojca/matkę jednak utartym zwyczajem nie jest. A dwa, że podczas mszy nie pada komenda "możesz teraz pocałować pannę młodą".

      Do kategorii "haha, akurat!" zaliczam też cudowną przemianę nad becikiem. Cyniczne kobiety z rodziny Agi widząc, że Aga urodziła dziecko (rzecz to zaskakująca, przecież tylko była w ciąży) rzucają się przepraszać Ignasia, że tak źle go oceniły (nie bardzo rozumiem, co ma do tego dziecko, źle Ignasia oceniły, bo myślały, że jego potomkiem będzie słoik musztardy?). Teściowa wyjaśnia, że teraz, kiedy Ignaś ma swoją córkę, na pewno rozumie, dlaczego ona, też przecież matka, tak bardzo się bała o swoją Agnieszke, że musiała po pijaku pobić młodego Strybę sztalugami. Ignaś oczywiście rozumie, najwyraźniej też bowiem poczuł taką ciągotę. W każdym razie teściowa, szwagierka i Ignacy Grzegorz zawiązują sztamę i razem przeżywają cudowne ciepło bijące od małej Norci (ciepło emitowane przez niemowlę opisane zostało trafnie jako "tajemnicze pierwiastki promieniotwórcze").
      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 22:36
        przymrozki napisała:


        > Zastanawia mnie też, czy wiedza o przebiegu ślubów MM nie pochodzi przypadkiem
        > z amerykańskich filmów, a nie polskich kościołów. Raz że prowadzenie panny młod
        > ej do ołtarza przez ojca/matkę jednak utartym zwyczajem nie jest. A dwa, że pod
        > czas mszy nie pada komenda "możesz teraz pocałować pannę młodą".
        >
        Zdecydowanie MM wydaje sie wiedze o slubach czerpac z filmow, pisalysmy juz o o tym przy slubie Laury. Przeciez w Polsce mloda para idzie do oltarza razem.
        • chomiczkami Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 22:41
          dakota77 napisała:

          > Zdecydowanie MM wydaje sie wiedze o slubach czerpac z filmow, pisalysmy juz o
          > o tym przy slubie Laury. Przeciez w Polsce mloda para idzie do oltarza razem.
          >

          Niekoniecznie. Można tak i tak. Zresztą, u Musierowicz też bywa różnie :) Ida szła z Markiem, a Natalię już prowadził ojciec.
          • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:19
            chomiczkami napisała:

            > dakota77 napisała:
            >
            > > Zdecydowanie MM wydaje sie wiedze o slubach czerpac z filmow, pisalysmy
            > juz o
            > > o tym przy slubie Laury. Przeciez w Polsce mloda para idzie do oltarza ra
            > zem.
            > >
            >
            > Niekoniecznie. Można tak i tak. Zresztą, u Musierowicz też bywa różnie :) Ida s
            > zła z Markiem, a Natalię już prowadził ojciec.
            >
            Pewnie, ze mozna i tak, zeby panne mloda prowadizl ojciec, jesli para tak by chciala. Co nie zmienia faktu, ze polska tradycja jest inna. I u Borejkow, takich tradycjonalistow, ta amerykanska wersja wydaje sie byc dosc dziwna. Zwlaszcza, ze nie wynika z rodzinnych tradycji :)
            • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:28
              Moment wprowadzania nie ma znaczenia ani prawnego, ani liturgicznego, więc to już jak tam sobie młodzi ustalą, tak jest. Natomiast polska tradycja rzeczywiście jest taka, że młodzi wchodzą razem. Chodzi o równość małżonków, którzy sami sobie, dobrowolnie, udzielają sakramentu (tak jest, ślubu nie udziela ksiądz). Zwyczaj zapewne nie istniał u protestantów, dla których wszak ślub sakramentem nie jest.

              A w popkulturze "odprowadzanie do ołtarza" i "możesz pocałować pannę młodą" pojawiło się za sprawą akurat tego typu filmów, których Borejkowie programowo nie oglądają.

              No zgrzyta mi to trochę.
              • zuzudanslemetro Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:01
                Czy komuś się chciało zeskanować dzieło i chciałby je podesłać czlowiekowi, który woli wydać te dwie czy trzy dychy na papierosy i kawę a chciałby jednocześnie zaspokoić ciekawość?
              • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:29
                Na forum "ślub i wesele" znajdziecie pierdylion panien młodych, które od dawna samodzielne, niezależne, czasem dzieciate do ślubu życzą sobie koniecznie być prowadzone przez tatusia bo to "staropolska tradycja", bo to "wdzięczność za opiekę"... tak, jakby mamusi zostawionej w ławce wdzięczność się nie należała :)
                • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:15
                  Na forum "ślub i wesele" znajdziecie pierdylion panien młodych, które

                  To prawda, ale jak wyżej słusznie zauważono, inspiracją do takiego elementu są jednak filmy tego rodzaju, którym Borejkowie gardzą i stoi on jednak w niejakiej sprzeczności z "polską tradycją", którą rzekomo nie dość, że pielęgnują, to jeszcze w opozycji do świata "bezrefleksyjnie" przejmującego cudze zwyczaje ;-)
                  • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 02:28
                    No i tu właśnie (nie po raz pierwszy zresztą) w piętkę gonią.
                • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:19
                  minerwamcg napisała:

                  > Na forum "ślub i wesele" znajdziecie pierdylion panien młodych, które od dawna
                  > samodzielne, niezależne, czasem dzieciate do ślubu życzą sobie koniecznie być p
                  > rowadzone przez tatusia bo to "staropolska tradycja", bo to "wdzięczność za opi


                  No ale takie miejsca to jednak przyciągają specyficznych ludzi.
                  • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 02:47
                    Ooj, gdybyś Vmordevolu wiedział, jakich specyficznych,,,
                    • truscaveczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 13:59
                      Ciekawe, co tam u Zii... Miała jakiegoś blogaska o organizowaniu imprez podobno?
              • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 15:50
                przymrozki napisała:

                > Moment wprowadzania nie ma znaczenia ani prawnego, ani liturgicznego, więc to j
                > uż jak tam sobie młodzi ustalą, tak jest. Natomiast polska tradycja rzeczywiści
                > e jest taka, że młodzi wchodzą razem. Chodzi o równość małżonków, którzy sami s
                > obie, dobrowolnie, udzielają sakramentu (tak jest, ślubu nie udziela ksiądz). Z
                > wyczaj zapewne nie istniał u protestantów, dla których wszak ślub sakramentem n
                > ie jest.

                To jest zwyczaj o korzeniach anglo-saskich, protestantyzm i katolicyzm mają tu mało do rzeczy. U Anglosasów zaloty przypominały bardziej negocjacje biznesowe zalotnika z głową rodu, niż cokolwiek innego, które to negocjacje, jeśli zalotnik został przyjęty, kończyły się uściskiem dłoni, a następnie wniesieniem przez narzeczonego stosownej opłaty (handgeldu). Bywała często symboliczna, przyznaję. Odprowadzenie przez ojca panny młodej oblubieńcowi stanowiło logiczny ciąg dalszy i uwieńczenie transakcji. Tradycyjny obrządek przewiduje nawet pytanie "Who gives this woman to be married to this man?" (Kto daje tę kobietę, by została poślubiona temu mężczyźnie?)

                U Słowian te kwestie, jak również sama pozycja kobiety w społeczeństwie, wyglądały nieco inaczej, stąd przyjęło się, że młodzi do ołtarza lecą razem. Nie wiem, czemu autorce się umaiło, że to taka staropolska tradycja.
                • anchema Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.04.18, 01:47
                  ta dyskusja była już przy okazji którejś poprzedniej książki a że sama w tamtym czasie siedziałam zawodowo w podobnym temacie, to podawałam przykłady poparte zdjęciami, że zwyczaj ten nie jest aż tak kulturowo obcy - jeśli poszukacie choćby w archiwum online NACu znajdziecie zdjęcia z dwudziestolecia międzywojennego (jak było wcześniej nie wiem) które pokazują pannę młodą prowadzoną do ołtarza przez ojca (co ciekawe są również przykłady z synagogi), są też przykłady prowadzenia pana młodego do ołtarza przez jego matkę a nawet orszaki druhen. Inna sprawa, że zawsze dotyczy to tylko arystokracji lub bardzo bogatej burżuazji, więc może taka moda istniała tylko wśród elit.
                  • kooreczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.04.18, 07:40
                    Zwyczaj prowadzenia panny młodej przez ojca praktykowany był w PL w mniejszościach protestanckich, właśnie pod wpływem wzorców ze sfery anglosaskiej. To, że coś zdarzało się gdzieś to nie znaczy że było polską tradycją.
            • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:58
              dakota77 napisała:
              Zwlaszcza, ze nie wynika z rodzinnych tradycji :)
              >
              >
              ... ani z tradycji piastowskich lub chrobrowskich ;-)
    • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 22:42
      1. "Rozżalony" Igor na weselu z na wpół opróżnioną butelką żubrówki, którego eksmitował z imprezy dr Kowalik (dlaczego dr Kowalik akurat?) - na serio? Nie można już było zostawić tematu tego człowieka?

      2. Umiłowanie Idusi dla Chrobota i postponowanie osobistego męża (że nie potrafi sam wybudować komina, a śmie kwestionować wysokość stawki podanej przez fachmana i się targować) - także po akcji z rowerem Nory, w której Ch. pokazuje już oblicze całkiem obrzydliwe.

      3. Dzieci Natalii, w trakcie wesela udające się do kurnika "postraszyć ptactwo", gdzie zostały poszczypane przez gęsi - bracia Rojek konsekwentnie pokazywani są jako opóźnieni umysłowo. Czy kurnik w trakcie wesele mógłby być atrakcją dla kogokolwiek powyżej lat ca 6? Pomysłu "straszenia ptactwa" w ogóle nie chce mi się nawet komentować :-/

      4. Gaba uwożąca córkę i wnuki "do domu", sprzedająca siostrom (a pytanie, na ile wcześniej Róży, do której pojechała "na chwilę", a potem siedziała tam kilka miesięcy...) dziwne teorie na temat Fryderyka, a potem, gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak na to, że F. wyjechał do pracy, z której niebawem powróci na Europy (a może i ojczyzny) łono, a nie uciekł celem porzucenia rodziny, to pisze do swych sióstr usprawiedliwienie - wprost laurkę na swoją cześć, że przecież "po to są teściowe, by wątpić w zięciów" (!!!) i że tak czy owak jest ona detektorem, że nie wszystko jest, nieprawdaż, idealne, więc i pomówienia były zasadne. Noż! :-/

      5. Ida wyznająca wprost, że świetnie wobec przyjazdu Róży do Poznania, iż Łucja nie chce na Oksford, gdyż (co, nieprawdaż, oczywiste było dla wszystkich - zastanawiam się, na ile jednocześnie było to powodem wyjazdu F. do USA i nacisku na likwidację oksfordzkiego lokum) "ileż to by kosztowało, gdy teraz domek Pyzy nie stoi już przed nią otworem". Oraz Ida przyjmująca bez mrugnięcia okiem darowiznę nieruchomości od synowej - niezamożnej, niezarabiającej...

      6. Pogląd rodziny, że Ania dostała się na studia tylko cudem, dzięki kontaktowi i przyjaźni z, dobremu przykładowi i inspiracji Kuzynką Intelektualistką. Że "wszyscy się spodziewali, że Łucja się dostanie i nikt się nie spodziewał, że dostanie się Ania". Grr.
      • rudziaczeq Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 22:58
        iwoniaw napisała:
        > 6. Pogląd rodziny, że Ania dostała się na studia tylko cudem, dzięki kontaktowi
        > i przyjaźni z, dobremu przykładowi i inspiracji Kuzynką Intelektualistką. Że "
        > wszyscy się spodziewali, że Łucja się dostanie i nikt się nie spodziewał, że do
        > stanie się Ania". Grr.
        >
        >
        I to chyba Pulpa pisała, prawda? Czyli jednak córki Patrycji to tępe grubaski nawet dla niej:(
        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:04
          Najpierw myśli o tym Nora, jako o tym, co "cała rodzina" uważała i jak była potem zaskoczona/rodzice dumni, potem pisze o tym Pulpa, tak.
      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:22
        iwoniaw napisała:

        > 1. "Rozżalony" Igor na weselu z na wpół opróżnioną butelką żubrówki, którego ek
        > smitował z imprezy dr Kowalik (dlaczego dr Kowalik akurat?) - na serio? Nie moż
        > na już było zostawić tematu tego człowieka?

        Skad Igor na weselu ? Przybyl jako jeden z tych niezaproszonych, co sami przychodza ? I roslego, napitego 23-latka eksmituje dr Kowalik, obecnie lat pomiedzy 70 a 80 ? Pogratulowac kondycji, ale nikogo mlodszego tam nie bylo ?

        >
        > 3. Dzieci Natalii, w trakcie wesela udające się do kurnika "postraszyć ptactwo"
        > , gdzie zostały poszczypane przez gęsi -

        Dzieci Natalii maja w tej chwili 15 i 17 lat, czy sie myle ?


        > 4. Gaba (...) gdy wszelkie znaki na n
        > iebie i ziemi wskazują jednak na to, że F. wyjechał do pracy, z której niebawem
        > powróci na Europy (...) pisze do swych sióstr usprawiedliwienie - wprost laurkę na swoją cześć,
        > że przecież "po to są teściowe, by wątpić w zięciów" (!!!)

        To juz wiemy, po kim Gaba nie tylko urode ostatnio dziedziczy, ale i podejscie do zieciow. Jak to Milicja mowila o Pyziaczku po pieciu minutach znajimosci ?


        > 5. Ida wyznająca wprost, że świetnie wobec przyjazdu Róży do Poznania, iż Łucja
        > nie chce na Oksford, gdyż (co, nieprawdaż, oczywiste było dla wszystkich - zas
        > tanawiam się, na ile jednocześnie było to powodem wyjazdu F. do USA i nacisku n
        > a likwidację oksfordzkiego lokum) "ileż to by kosztowało, gdy teraz domek Pyzy
        > nie stoi już przed nią otworem

        Bo przedtem stal, co bylo oczywiste do tego stopnia, ze z Rozy, a zwlaszcza Frycem nikt tego nie uzgadnial, tak ? :)
        Czemu mnie to nie dziwi ?
        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:34
          > Skad Igor na weselu ? Przybyl jako jeden z tych niezaproszonych, co sami przych
          > odza ? I roslego, napitego 23-latka eksmituje dr Kowalik, obecnie lat pomiedzy
          > 70 a 80 ? Pogratulowac kondycji, ale nikogo mlodszego tam nie bylo ?


          No chyba z tych niezaproszonych właśnie. I dokładnie te same pytania sobie zadawałam w kwestii doktora K.
        • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 13:24
          tt-tka napisała:


          > > 3. Dzieci Natalii, w trakcie wesela udające się do kurnika "postraszyć pt
          > actwo"
          > > , gdzie zostały poszczypane przez gęsi -
          >
          > Dzieci Natalii maja w tej chwili 15 i 17 lat, czy sie myle ?
          >
          >
          Prawdopodobne, że nastolatki w tym wieku znęcają się nad zwierzętami, niestety :( mało prawdopodobne jednak, ze robią to nastolatki z tej rodziny...
      • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 00:10
        Co do Kowalika, on nie dość, że jest koło 80tki, to jeszcze z chirurgi się na położnictwo przeniósł i przecież Adze po porodzie życie tam układał.
        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 00:32
          Dr Kowalik sie przekwalifikowal ? W jego wieku ? No, pogratulowac.
          W jakich okolicznosciach Natalia boi sie odezwac do Fryca ? Schoppe pojawil sie, zadzwonil czy jak ? I dlaczego ona sie boi, wyczuwa to, co kiedys u Januszka ? :)
          • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 00:49
            Nutria pisze do Idy, gdy okazuje się, że Róża z dziećmi wróci do Polski, że zawsze się go bała i był wyniosły, a wypadałoby do niego zadzwonić i dowiedzieć się co zaszło. Proponuje, by tę rozmowę odwaliła za nią Ida. Potem temat nie jest kontynuowany aż do przybycia poczty kwiatowej na weselu, gdzie z liściku z życzeniami dla pary młodej (sic!) Róża się dowiaduje, że może niedługo męża zobaczy.
            Dla mnie cały wątek Frycowy jest chory, bo wynika, że Fryc sobie wyjeżdża do pracy w tajemnicy przed żoną, ta nie wie, czy on wróci czy nie, siedzi i ryczy z matką 2 miesiące, rodzina się dowiaduje w ostatniej chwili i zamiast zapytać wprost, to chce wydzwaniać do ponoć porzucającego męża. Kosmos. Wychodzi, że Nutria z Poznania zadzwonić mogła, ale Róża z Oxfordu do USA musiała listy statkiem słać i pewnie jeszcze w sztormie tonęły.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 01:03
              Ta, jasne. To jest juz deptanie po wlasnych odciskach. I kalka za kalka.
              Pyziaka Nutria tez sie zawsze bala - tyle ze wtedy miala lat 7-13, a nie pod 50.
              I zadzwonic nie mozna, ani napisac, adres majlowy pewnie znowu zezarlo, a Roza nie ma pojecia, gdzie i na jak dlugo jest jej maz. Dzieci bys do kompa zasadzila, krowo, jesli ciebie to przerasta ! szybciutko wszystko byloby jasne.

              Jezeli kiedys, kiedys okaze sie, ze Mila i Karolek wiedzieli, a nic nie mowili, bo chcieli wycieczki do Polski, a potem z zemsty za wspolny z matka pokoj i za niemowle w tym pokoju - to doznam ukojenia. Ale nie spodziewam sie...
              • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:54
                tt-tka napisała:

                a potem z zemsty za wspolny z matka pokoj i z
                > a niemowle w tym pokoju

                Mila i Karolek faktycznie mieszkali w pokoju małej Norci, ale nie z nią. Nora Róża Stryba, jak każde niemowlę, nieprawdaż, mieszkała bowiem z siostrą swego ojca, czyli z Różą. W zupełnie innym pokoju (dawnym pokoju Gabrysiów).

                Zaznaczam jednak, że potem Różę lekko rehabilitowano, bo okazało się, że podejmuje próby przekonania Agi, by ta sama spała z córką.


                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:07
                  W pokoju niemowlęcia położono Norę. Ja nie doczytałam, by spały tam Frycki. Wręcz przeciwnie, Gaba z Grzesiem się cieszyli, że pomieszczą się w trójkę w ich starej sypialni.
                  • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:29
                    kropka_zua napisał(a):

                    > W pokoju niemowlęcia położono Norę. Ja nie doczytałam, by spały tam Frycki. Wrę
                    > cz przeciwnie, Gaba z Grzesiem się cieszyli, że pomieszczą się w trójkę w ich s
                    > tarej sypialni.

                    Nie mam teraz książki pod ręką, ale mam silne wrażenie, że tak to właśnie było opisane. Mila i Karolek do Elfów, a Norcia Różyczka do Róży.
                  • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:18
                    Nora spała tam tylko jedną noc, przed narodzinami małej zresztą. Potem młodzi Schoppowie.
                • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:44
                  "Zaznaczam jednak, że potem Różę lekko rehabilitowano, bo okazało się, że podejmuje próby przekonania Agi, by ta sama spała z córką. "
                  To znaczy co, Aga nie chciala spac ze swoim dzieckiem? Myslalam, ze Roza brala ja na troche, zeby Age odciazyc, jak to czesto robia przybywajace z wizyta babcie. Wszystkie nocne karmienia tez Roza zalatwiala? Czy Aga miala jakies komplikacje poporodowe?
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:44
                  przymrozki napisała:


                  > Mila i Karolek faktycznie mieszkali w pokoju małej Norci

                  Szpraszam ? W pokoju urzadzonym dla niemowla (lozeczko, komoda, przewijak, te rzeczy) mieszka 14-latka i 10-latek ??? Jak, jakim cudem ?,


                  ale nie z nią. Nora R
                  > óża Stryba, jak każde niemowlę, nieprawdaż, mieszkała bowiem z siostrą swego oj
                  > ca, czyli z Różą. W zupełnie innym pokoju (dawnym pokoju Gabrysiów).

                  Ja zrozumialam (nadal znam tylko z forum) ze w tym poszczepanskim zatrzymala sie Roza z dziecmi, a dodatkowo bierze tam malucha, zeby Aga mogla sie wyspac czy cos.


                  Absolutnie nie uwierze w ulokowanie i pomieszczenie w noworodkowym pokoju nastolatki i sporego chlopca. No ni cho...ho, ho.
                  • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:49
                    "Szpraszam ? W pokoju urzadzonym dla niemowla (lozeczko, komoda, przewijak, te rzeczy)"
                    Noworodki raczej bardzo czesto spia z rodzicami... Nawet jesli poczatkowo plan byl inny, to chodzenie co chwile do drugiego pokoju na dluzsza mete jest niepraktyczne. Wiem, Norcia nie spi z rodzicami tylko z ciotka, ale tak czy inaczej przynajmniej przez kilka miesiecy nie potrzebuje swojego pokoju, a co to za problem przeniesc lozeczko i przewijak do rodzicow (albo i do ciotki, chociaz to dla mnie bardzo dziwne).
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:47
                      reveiled napisał(a):


                      > Noworodki raczej bardzo czesto spia z rodzicami... Nawet jesli poczatkowo plan
                      > byl inny, to chodzenie co chwile do drugiego pokoju na dluzsza mete jest niepr
                      > aktyczne. Wiem, Norcia nie spi z rodzicami tylko z ciotka, ale tak czy inaczej
                      > przynajmniej przez kilka miesiecy nie potrzebuje swojego pokoju, a co to za pr
                      > oblem przeniesc lozeczko i przewijak do rodzicow (albo i do ciotki, chociaz to
                      > dla mnie bardzo dziwne).

                      No dobra, a te dzieci lat 14 i 10 na czym spia, na czym siedza, w czym trzymaja swoje rzeczy ? W niemowlecych mebelkach ? Czy po kazde gacie i kazda pare skarpetek leca do poszczepanskiego, a siedza wiszac w powietrzu ?
                      Chalupa przebudowana, wiec zakladam, ze stare meble z dawnego zielonego wyszly, mlodzi nowe kupili (za co ?) pod siebie i wlasne sypialniano-pracowe potrzeby. Sprzetow dla dwojga podrastajacych tam nie przewidziano.
                      I juz widze, jak Mila Schoppe bez protestow zgadza sie spac z matka w jednym lozku (o rany!) albo dzielic pokoj z bratem - nie na wakacjach, tylko na dluzej. W Anglii domkowej, o ile wiem, dzieci Maja wlasne lokumy, nawet jesli pokoj jest wielkosci schowka na szczotki, to oddzielny
                  • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:52
                    tt-tka napisała:


                    > Szpraszam ? W pokoju urzadzonym dla niemowla (lozeczko, komoda, przewijak, te r
                    > zeczy) mieszka 14-latka i 10-latek ??? Jak, jakim cudem ?,
                    >

                    Zgodnie z pierwotnym planem, Róża miała spać z Milą w łóżku Gaby (ja rozumiem jedną noc, ja rozumiem tydzień, ale to nie było rozwiązanie planowane jako tymczasowe!), a Karolek miał ciąć komara na jakimś materacu. Podejrzewam zatem, że materac przeniesiono do pokoju niemowlęcego i 14-latka śpi z bratem. Ta-daaaam.
            • babcia.stefa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 13:15
              > Dla mnie cały wątek Frycowy jest chory

              Wątek frycowy jest porąbany od samego początku - najpierw Musierowicz odstawiła jakiś obłęd z niemożnością skomunikowania się u progu XXI wieku tak, że wydawało się, że już nic głupszego nie można w tym temacie wymyślić, ale Musierowicz oświadczyła "potrzymaj mi herbatę!" no i oto mamy, co mamy.
        • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:36
          kropka_zua napisał(a):

          > Co do Kowalika, on nie dość, że jest koło 80tki, to jeszcze z chirurgi się na p
          > ołożnictwo przeniósł i przecież Adze po porodzie życie tam układał.

          Slucham?! Juz jego przekwalifikowanie przed laty z neurologii na neurochirurgie bylo wrecz nieprawdopodobne, a tu cos takiego na starosc? Padlam.
          • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:49
            A to nie Marek Pałys się z neurologa na neurochirurga przespecjalizował? Proszę w razie czego nie bić, tak mi się tylko wydaje, że to Marek...
            A co do dr Kowalika - podkreślę: CZ nie czytałam, czekam aż jakaś litościwa dusza stworzy pirackiego e-booka i sobie ściągnę na pendrive'a oblepionego gumą do żucia. Ale jeśli np Aga po prostu trafiła na ostry dyżur, to może dr Kowalik po prostu tenże dyżur pełnił? Wiem, rzadko ordynatorzy pełnią dyżury na SOR, ale zakazu nie ma i jeśli ona trafiła na ratunkowy a nie na ginekologiczno - położniczy to chyba jedyne w miarę racjonalne uzasadnienie? Bo jeśli trafiła na patologię ciąży to nie mam bladego pojęcia co tam mógł robić dr Kowalik, oprócz pójścia na kawę do zaprzyjaźnionego ordynatora porodówki...
            • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:58
              panna.ze.dworku napisała:

              > A to nie Marek Pałys się z neurologa na neurochirurga przespecjalizował? Proszę
              > w razie czego nie bić, tak mi się tylko wydaje, że to Marek...

              Rany, oczywiscie, ze tak. Nieprzytomna jestem i wrzucilam do jdnego zdania nieprawdopodobne przekwalifikowania dwoch roznych osob. Mea culpa!
            • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:06
              A to lekarze w Polsce miedzy 70- 80 sa jeszcze zatrudniani na stanowisko ordynatora ? Nue moze juz sobie biedny Kowalik odpoczac i na zasluzana emeryture isc ?
              • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:33
                Nie "są zatrudniani" tylko zostali zatrudnieni już dawno, a teraz niespiesznie szykują się do emerytury. Ale na pewno nie byliby delegowani na SOR!
          • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:52
            No nie dosłownie, ale po porodzie Agi Róża(? tu nie jestem pewna, bo egzemplarz ruszył w tournee po znajomych) po niego dzwoni, by przybył z odsieczą, on wpada na położnictwo i załatwia jej lepsze traktowanie. Ja rozumiem, że w obrębie jednego szpitala jest spora szansa się znać, ale to zapadło mi w pamięci tak, jakby Kowalik był przy porodzie niezbędnym położnikiem. Swoją drogą, biedny Kowalik, od lat, bez względu czy to paluszek czy główka, to po niego dzwonią. Czy rodzina z lekarzami na stanie nie jest w stanie wyrobić sobie innych znajomości? No i też nieładne przesłanie do młodzieży - załatwiaj sobie po znajomości.
            • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:02
              kropka_zua napisał(a):

              > No nie dosłownie, ale po porodzie Agi Róża(? tu nie jestem pewna, bo egzemplarz
              > ruszył w tournee po znajomych) po niego dzwoni, by przybył z odsieczą, on wpad
              > a na położnictwo i załatwia jej lepsze traktowanie.

              Aaaa. No coz, wada dyskutowania o ksiazce, ktorej sie nie czytalo, tylko na podstawie tego, co o jej akcji napisali inni, jest to, ze trudno odroznic fakty od interpretacji.
            • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:21
              A, to wyjaśnia. Ale zupełnie serio - znam kilku lekarzy "szpitalnych" (w sensie nie "pierwszego kontaktu w małej, dzielnicowej przychodni) i wiarygodne to jest mniej więcej tak, jak dochodowa hodowla koni na 2,5 hektara... Gdyż dr Kowalik nie wpadałby osobiście, tylko co najwyżej zadzwonił do kolegi z położnictwa. Albo w wolnej chwili zaszedłby na kawę i napomknął. A na pewno nie wpadał nigdzie i niczego nie załatwiał "natychmiast". Bo, wbrew pozorom, to są sprawy delikatne: np ordynator położnictwa mógłby to odebrać "pacjentka narzeka na traktowanie, że aż wzywa "posiłki" = źle się czuje na tymże oddziale = skoro JEJ mogę coś załatwić a innym nie = cały oddział jest źle zarządzany. Czyli jestem d... a nie ordynator."... Albo też po prostu odpowiedzieć w rodzaju "Słuchaj, Mamert, lubię cię i fajnie się z tobą na wódkę chodzi, ale tu nie chirurgia, więc z łaski swojej się odtentego!". Oraz wiele innych. Ordynator musi być nie tylko dobrym zarządzającym, ale i poniekąd dyplomatą.
              A w ogóle to dr Kowalik nie powinien powoli myśleć o emeryturze? No, jakieś wykłady na uczelni medycznej (jest chyba takowa w Poznaniu? ;) ), czy coś w tym guście, ale nie normalne, etatowe, codzienne (i nocne!) dyżury?
              A swoją drogą - nie wierzę w to, że dr Kowalik od lat tak na pstryknięcie palcami nic nie robi tylko lata do Borejków. Lekarze to osoby z bardzo, bardzo małą ilością czasu wolnego. I jeśli już go mają (ten czas wolny!) to raczej wola go poświęcić SWOIM wnukom i SWOJEJ rodzinie, albo hobby jakiemuś, czy też innym planom własnym, a nie odległym znajomym, którzy non - stop każdym głupstwem głowę zawracają. I to na dodatek oczekując usług medycznych za free, a mając w najbliższej rodzinie dwoje lekarzy!!!
              • mika_p Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 18:21
                kropka_zua
                > Swoją drogą, biedny Kowalik, od lat, bez względu czy to paluszek czy główka, to po niego dzwonią. Czy rodzina z lekarzami na stanie nie jest w stanie wyrobić sobie innych znajomości?

                panna.ze.dworku
                > Lekarze to osoby z bardzo, bardzo małą ilością czasu wolnego. I jeśli już go mają (ten czas wolny!) to raczej wola go poświęcić SWOIM wnukom i SWOJEJ rodzinie, albo hobby jakiemuś, czy też innym planom własnym, a nie odległym znajomym

                Hellou, Aga jest szwagierką syna doktora Kowalika (bratową jego synowej), a Norcia jest cioteczną siostrą wnuków Mamerta. Powinowactwo nie przez Borejków, tylko przez Strybów, niemniej, rodzina
                • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 19:48
                  Ale tu nie o samą Agę chodzi! Jak Ygnac miał kaprys zlecieć na łeb z firanką - dr Kowalik. Jak cokolwiek innego - dr Kowalik. I było to jeszcze zanim wspomniana koligacja w grę weszła w ogóle. A swoją drogą - koligacja przez Strybów też jest jednak dość odległa, zwłaszcza biorąc pod uwagę zażyłość między Elżbietą Kowalik (de domo Stryba) a jej szacownym ojcem zwanym Gregorio de Callarepa, tudzież ogólnie relacje (a raczej ich brak) zarówno z przybranymi siostrami jak i z przyrodnim bratem...
                  • mika_p Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 20:24
                    Ja wiem, że Kowalik jest lekarzem uniwersalnym u Borejków :)
                    Niemniej, w kontekscie rozwazań, jak on mógł iść na położnictwo się wtrącać, inaczej brzmi jak jeden ordynator mówi do drugiego "cześć, leży u ciebie taka Strybowa, jak się miewa?" niż "hej, lezy u ciebie bratowa mojej synowej, wpadnę tam zrobic zdjęcie małej, bo mlodym ojcom zawsze ręce się trzęsą i nieostre wychodzą, ha ha, zresztą sam wiesz najlepiej jacy są mlodzi ojcowie"
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 20:50
                      Czy dla dra K. w ogole ma znaczenie, ze to bratowa JEGO synowej ? Imho decyduje, ze to synowa Borejczanki.
                    • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 23:05
                      mika_p napisała:

                      > Ja wiem, że Kowalik jest lekarzem uniwersalnym u Borejków :)
                      > Niemniej, w kontekscie rozwazań, jak on mógł iść na położnictwo się wtrącać, in
                      > aczej brzmi jak jeden ordynator mówi do drugiego "cześć, leży u ciebie taka Str
                      > ybowa, jak się miewa?" niż "hej, lezy u ciebie bratowa mojej synowej, wpadnę ta
                      > m zrobic zdjęcie małej, bo mlodym ojcom zawsze ręce się trzęsą i nieostre wycho
                      > dzą, ha ha, zresztą sam wiesz najlepiej jacy są mlodzi ojcowie"

                      I ciekawe, dlaczego angażował się w to staruszek Kowalik (on w ogóle jeszcze pracuje? Jako chirurg?), a nie ponoć ordynator Marek? Albo energiczna i asertywna Ida? Skoro weselem i tak się nie zajmowali...
                      >
                      • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 12:26
                        a to w ogóle nie jest tak, że chirurgom nie wolno wykonywać zawodu bodaj po 70tce? nie w sensie, że nie wolno być lekarzem, ale chirurgiem to już nie - mam wrażenie, że gdzieś czytałam ostatnio o jakichś zmaganiach szpitalnych, bo lekarz, skądinąd bardzo dobry, nie chciał przyjąć do wiadomości, że wyraźnie coś przy operacjach nawala, i sam zrezygnować, tylko właśnie przepisem go zmusili.

                        natomiast co do pracy jako takiej - w tej chwili ściąga się z emerytur nawet lekarzy po osiemdziesiątce, jeśli tylko się da, z powodu gwałtownych niedoborów... choć Mamert to raczej nie dlatego zdrowy zdolny:)
                        • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 12:33
                          Wyglada na to, ze sa proby ograniczenia wieku aktywnych chirurgow, ale wszystko jak na razie w gestii dyrektora placowki.
                          www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Wiek-emerytalny-ma-wyznaczac-kres-aktywnosci-zawodowej-chirurga,174960,8.html
      • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:28
        iwoniaw napisała:

        > 4. Gaba uwożąca córkę i wnuki "do domu", sprzedająca siostrom (a pytanie, na il
        > e wcześniej Róży, do której pojechała "na chwilę", a potem siedziała tam kilka
        > miesięcy...) dziwne teorie na temat Fryderyka, a potem, gdy wszelkie znaki na n
        > iebie i ziemi wskazują jednak na to, że F. wyjechał do pracy, z której niebawem
        > powróci na Europy (a może i ojczyzny) łono, a nie uciekł celem porzucenia rodz
        > iny, to pisze do swych sióstr usprawiedliwienie - wprost laurkę na swoją cześć,
        > że przecież "po to są teściowe, by wątpić w zięciów" (!!!) i że tak czy owak j
        > est ona detektorem, że nie wszystko jest, nieprawdaż, idealne, więc i pomówieni
        > a były zasadne. Noż! :-/
        >

        Tutaj mam pytanie natury zasadniczej. Jak rozumiecie pojawiające się w ostatnim książkowym liście zdanie "Fryderyk się odezwał"?

        Bo hej, mąż mówi żonie, że jedzie do pracy i że tam, gdzie jedzie, jego żony i dzieci się nie potrzebuje. Zdanie to znamy z relacji Gaby, ale Betonowe Centrum przecież by nie nałgało. Nie nałgałaby i Róża, bo, jak rozumiem, była wtedy na etapie wiary, że Fryc w końcu wróci. Potem Fryc przez dwa miesiące najwyraźniej odezwał się raz - poinformował, że go potrzebują w pracy, więc póki co to on nie wraca, więc może niech Róża nie kosztuje go więcej niż to konieczne (najem w Oxfordzie) i jedzie sobie generować koszty rodzinie w Polsce. Fryc nie pomaga żonie w przeprowadzce za kanał, wręcz przeciwnie, zachował się tak, że Hildegarda musiała za niego przepraszać. Najwyraźniej nędzny Szop nie dał dolarów nawet na jakiekolwiek mieszkanie po zakończeniu oxfordzkiego najmu, bo Różę, Gabę i dzieci przyjmuje pod swój dach Hildegarda z mężem. Całość składa się obraz porzucenia i to tchórzliwie przeprowadzonego.

        Potem Róża w depresji instaluje się na Roosevelta. Potem następuje dzień ślubu Jóźwy. Podczas wesela pod przeszkloną chałupiną młodych zatrzymuje się poczta kwiatowa, która wręcza państwu młodym kwiaty od Fryca. Róża nie dostaje nic. Z liściku (do Józnika i Dorotki, nie do Róży!) ma jednak wynikać, że Szop może wróci. Nie wiemy, w jaki sposób to wynika, czy liścik coś konkretnego obiecuje (np. "wszystkiego najlepszego, wkrótce przekażę życzenia osobiście") czy też może doszło do zbiorowej nadinterpretacji jakiegoś niezobowiązującego "do zobaczenia". W każdym razie cała wtajemniczona w sprawę rodzina się cieszy (skoro wysłał kwiaty Józkowi, to na pewno kocha Różę? nie rozumiem tej logiki). Potem mijają dwa tygodnie. I pojawia się informacja, że "dobrze, że Fryc się odezwał". Czy odezwał się ponownie, czy Róży do szczęścia wystarczył po prostu ten znak życia z wesela kuzyna.
        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:53
          przymrozki napisała:


          Różę, Gabę i
          > dzieci przyjmuje pod swój dach Hildegarda z mężem.

          Na jak dlugo, ze tak grzecznie zapytam ?
          Skoro pomaga szwagierka, to mamusia (36-letniej kobiety) jest tam niezbedna, w domu siostry ziecia?
          • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:55
            Chyba na kilka dni, bo se ciapy nie umiały połączyć takich faktów, jak koniec umowy i termin lotu.
          • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:46
            tt-tka napisała:

            > przymrozki napisała:
            >
            >
            > Różę, Gabę i
            > > dzieci przyjmuje pod swój dach Hildegarda z mężem.
            >
            > Na jak dlugo, ze tak grzecznie zapytam ?
            > Skoro pomaga szwagierka, to mamusia (36-letniej kobiety) jest tam niezbedna, w
            > domu siostry ziecia?

            Zdaje się, że tylko na czas organizacji przeprowadzki. Natomiast czy to był miesiąc, czy trzy dni - nie wiadomo.
        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:54
          przymrozki napisała:

          > Tutaj mam pytanie natury zasadniczej. Jak rozumiecie pojawiające się w ostatnim
          > książkowym liście zdanie "Fryderyk się odezwał"?

          Odebrałam to tak, że najwyraźniej Róża przez przeszło 2 miesiące nie miała z nim żadnego kontaktu, nie odzywała się do niego, a potem bukiet kwiatów wzięła za dobrą monetę.
          I to mi nie mieści się w głowie. Mówimy o ludziach 30+, z dwójką dzieci i zobowiązaniami. Fryc, nawet odchodząc, powinien to uregulować jasno dla dobra dzieci: "To ja jadę do Stanów, będę Ci przelewał x kasy, jak się tam urządzę to sprawdzę dzieci na wakacje. Za jakiś czas pogadamy o rozwodzie i uregulowaniu opieki".
          Generalnie cała akcja nie mieści mi się w głowie. To przekazywane jest tak, jakby Fryc wyszedł z walizką i Róża z Gabą zgadywały, gdzie się udał. Potem 2 miesiące robiły nie wiadomo co, a decyzję w sumie wymusił koniec umowy o najem. A nagła wolta, że jednak Fryc pojechał do supertajnej pracy i jednak nadal chce być z Różą - no kosmos, panie dzieju. Taka piramida nieporozumień nie jest możliwa. Ta praca była taka tajna, że nie mógł wysłać smsa: "Co tam u Was, u mnie dobrze, tęsknię?". Nawet żołnierze na misjach mają lepszy kontakt z rodzinami...
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:36
            kropka_zua napisał(a):

            >
            > Odebrałam to tak, że najwyraźniej Róża przez przeszło 2 miesiące nie miała z ni
            > m żadnego kontaktu, nie odzywała się do niego, a potem bukiet kwiatów wzięła za
            > dobrą monetę.
            > I to mi nie mieści się w głowie. Mówimy o ludziach 30+, z dwójką dzieci i zobow
            > iązaniami (...) Generalnie cała akcja nie mieści mi się w głowie. To przekazywane jest tak, jak
            > by Fryc wyszedł z walizką i Róża z Gabą zgadywały, gdzie się udał. Potem 2 mies
            > iące robiły nie wiadomo co, a decyzję w sumie wymusił koniec umowy o najem.

            Zaraz, jak Fryc sie nie odzywal, to jak przekazal zlecenie, by sie Roza z dziecmi przeniosla do Poznania ? Chyba ze to jednak nie on ?
            Zlikwidowanie mieszkania to nie tylko wyniesc sie z ubraniami. Po iks latach ma sie zwykle jakies meble, posciel, sprzety kuchenne itp. Zostalo w domku ? Ktos (kto ?) pakowal i co z tym zrobiono ? Do Zaby, do Polski ?
            Nic nie rozumiem.
            • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:45
              No właśnie nie wiadomo za bardzo. Mi się wydaje, że to Róża podjęła decyzję o powrocie do Polski, tak wynika z maila Gabona, że decyzja została podjęta świeżo, bo się umowa o najem kończyła. Wcześniej Pyza siedziała i czekała (!), czy Fryc wróci czy nie, a Gaba z nią. No istny cyrk. Jakby Fryc wylądował w szpitalu z połamanym kręgosłupem to by też Róża kminiła, czy on odszedł czy może tylko jest w pracy? Cała historia jest przekazywana niejasno i ogródkami.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:56
                kropka_zua napisał(a):

                > No właśnie nie wiadomo za bardzo. Mi się wydaje, że to Róża podjęła decyzję o p
                > owrocie do Polski, tak wynika z maila Gabona, że decyzja została podjęta świeżo
                > , bo się umowa o najem kończyła. Wcześniej Pyza siedziała i czekała (!), czy Fr
                > yc wróci czy nie, a Gaba z nią.

                Moment, chwila. Czy to znaczy, ze Fryca nikt, lacznie z siostra ogarnieta i zorganizowana nie zawiadomil, ze zona i dzieci wyjechaly ? Zona mameja, tesciowa ma zwyczaj nieodzywania sie w podstawowych organizacyjnych sprawach, ale Zaba i Mila corka tez nic ?
                To jest jeszcze glupsze, niz sie spodziewalam. MM ciagle jeszcze potraffi zaskoczyc.
                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:10
                  Jak wróci do mnie egzemplarz to zeskanuję stosowne kawałki. Wszystko jest przekazywane w wielkiej tajemnicy i bez jakiś szczegółowych wyjaśnień, możliwe, że mi coś umknęło.
                  Generalnie to chronologicznie wygląda tak: Ida, Pulpa i Nutria piszą do siebie maile, że Gaba się nie odzywa, zastanawiają się, co się dzieje itp. W końcu Gaba pisze zbiorowego maila do reszty, że Fryc był se wyjechał, jak ona przyjechała, że one siedziały i myślały i w końcu teraz Róża podjęła decyzję, że wraca. Ostatnie dni spędziły u Żaby, która się za brata bardzo wstydziła (widać, ona też nie umiała się z nim skontaktować), pomogła wytransportować część rzeczy do Polski, a część pewne u niej została. I właśnie tam zupełnie nie wynika, jak to rozstanie Róży z Frycem miało przebiegać, co on powiedział, dlaczego Róża siedziała na tyłku i czekała, zamiast to wyjaśnić. Czemu nie wyjaśniła tego Żaba, która przecież mogła do brata zadzwonić i zapytać: stary, co ty odwalasz? Sytuacja by była do rozwiązania w 5 minut.
                  Jakby Fryca porwali kosmici albo wyjechał na badania na szczyt Mount Everest z przydziałem 1 połączenia satelitarnego w miesiącu. Zero komunikacji na elementarnym poziomie. Naprawdę, jakby mój mąż przez 2 miesiące nie dawał znaku życia, to zamiast rozpaczać z powodu ewentualnego rozwodu, sprawdziłabym wszystkie szpitale i więzienia na kuli ziemskiej...
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:47
                    kropka_zua napisał(a):


                    > Generalnie to chronologicznie wygląda tak: Ida, Pulpa i Nutria piszą do siebie
                    > maile, że Gaba się nie odzywa, zastanawiają się, co się dzieje itp. W końcu Gab
                    > a pisze zbiorowego maila do reszty, że Fryc był se wyjechał, jak ona przyjechał
                    > a, że one siedziały i myślały i w końcu teraz Róża podjęła decyzję, że wraca.

                    :) :) :)
                    "Fryc byl se wyjechal, jak ona (Gaba) przyjechala"
                    I wszystko jasne. Fryc wyjechal dokadkolwiek (a moze nawet ukrywa sie w swoim labie w Oksfordzie), mowiac malzonce, ze albo mieszka z nim, mezem, albo z matka, kuzynka i reszta rodziny. On ma dosyc wielotygodniowych pobytow tesciowej, babuni i Luski. A tego oczywiscie Roza nikomu nie powie i tak urodzila sie ta straszna i niewyjasniona tajemnica.
                    • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:55
                      Hehe, dokładnie takie wrażenie miałam podczas lektury :-D To by wyjaśniało spokój Róży i dzieci - dobrze wiedzą, że z F. wszystko normalnie, tylko powiedzieć nie można słowa, dopóki nie załatwi wszystkiego w Stanach na tyle, żeby móc wsadzić rodzinę w samolot z bagażem podręcznym i uwieźć z zasięgu szponów rodziny B. :-D Oksford okazał się za blisko :-D
                    • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 12:52
                      tt-tka napisała:


                      > "Fryc byl se wyjechal, jak ona (Gaba) przyjechala"
                      > I wszystko jasne. Fryc wyjechal dokadkolwiek (a moze nawet ukrywa sie w swoim l
                      > abie w Oksfordzie), mowiac malzonce, ze albo mieszka z nim, mezem, albo z matka
                      > , kuzynka i reszta rodziny. On ma dosyc wielotygodniowych pobytow tesciowej, ba
                      > buni i Luski. A tego oczywiscie Roza nikomu nie powie i tak urodzila sie ta s
                      > traszna i niewyjasniona tajemnica.


                      Otóż mogło tak być. Gaba w listach do sióstr wyraźnie się żaliła, że Szyderyk, ta fuja i fubrawiec, bo wyjechał do rzekomych Stanów Zjednoczonych akurat tuż przed przyjazdem teściowej i że ona, Gabrysia, podejrzewa, że on to zrobił specjalnie.
                      • reveiled Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:52
                        " Szyderyk, ta fuja i fubrawiec, bo wyjechał do rzekomych Stanów Zjednoczonych akurat tuż przed przyjazdem teściowej i że ona, Gabrysia, podejrzewa, że on to zrobił specjalnie."
                        A nawet jesli, to czy to taka zbrodnia, jesli wyjazd jest tymczasowy i nie wiaze sie porzucaniem nikogo? A nawet jesli sie wiaze, nie lepiej juz zeby to sie zbieglo z przyjazdem matki niz zostawic niezaradna zone sama z dwojka dzieci?
                • iwoniaw Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 11:53
                  1. Gaba pojechała w odwiedziny do Róży "na chwilę", ale siedzi tam już dwa miesiące i się nie odzywa "jak nie ona", więc zaniepokojone siostry ślą maile, co się dzieje, bo zaraz wszak "coś będą musiały powiedzieć rodzicom"

                  2. Gaba odpisuje, że siedzi u Róży, bo wszak F. wyjechał do Stanów na jakiś superważny kontrakt, no więc przecież R. (36-letnia, sprawna intelektualnie, mieszkająca tam już kilkanaście lat, mająca dwójkę dzieci etc.) i dzieci "nie można zostawić bez opieki" (Mila i Karolek bez opieki to Mila i Karolek z własną matką). W międzyczasie ponoć Fryckowi wyjazd się przedłuża, koniec końców ponoć nie wie, kiedy wróci, aż wreszcie (znów ponoć) każe (nie wiadomo jaką drogą, czy mail, czy telefon, czy tam tamy) likwidować oksfordzkie lokum wraz z wygaśnięciem umowy najmu, która się kończy jakoś wraz z wakacjami (ciekawe, czy wydawało mu się to jedyną metodą pozbycia się stamtąd teściowej i czy pomogła mu w tym wizja zagnieżdżenia się tam kuzynki żony na studiach? Więc wije gniazdko w stanach, żeby potem tylko wsadzić rodzinę w samolot i uwieźć ich tam, gdzie non stop familia B. nie będzie im siedzieć na głowie?).

                  3. Gaba w mailach do sióstr insynuuje, że "ona już dobrze wie, jak to jest", więc F. to szuja i szczeżuja, ale niech nikomu nic nie mówią, że Róża porzucona, nawet własnym mężom. I pisze do Grzegorza, żeby się nie witał z nią zbyt wylewnie na lotnisku, bo Róży będzie przykro (wszak porzucona). Grzegorz sam z siebie domyśla się, że nie powinien wspominać nawet o tym, że wyrośnięte dzieci Róży są w czymś podobne do CKNUK-a2 (wszak porzucona, więc wiadomo...)

                  4. Hildegarda z walijskim mężem przyjmują całą czwórkę do swego domu na kilka dni, pomiędzy spakowaniem oksfordzkiego domku (kotek Mileny jedzie transportem przez kanał i ma przybyć do Polski nieco później niż jego ludzie, co z resztą majątku ruchomego, nie wspomniano) a odlotem samolotu do Poznania.

                  5. Grzegorz odbiera Gabę, Różę i jej dzieci z lotniska i zawożą ich na Roosevelta, do Ignasia i Agi. Sami zabierają swe wcześniej spakowane do wyprowadzki rzeczy (i świętą tablicę, którą dołożył im do tego IGS) i odjeżdżają, docelowo do Pulpecji, "po drodze" robiąc sobie "romantyczne wagary" nad morzem.

                  6. Róża z dziećmi instaluje się w (byłej) sypialni Gaby i Grzegorza i oczekuje na wesele kuzyna Józka mające się odbyć na dniach i na poród Agi, po którym obiecuje jej pomóc przy noworodku i w ogóle uspokaja Agę, że wszystko będzie ok. Przynajmniej część dobytku ruchomego musiała już dotrzeć do Polski, gdyż Róża m.in. pierze i prasuje angielskie ciuszki po swoich dzieciach, które darowuje Adze wraz z nowiutką, specjalnie zakupioną w Anglii wyprawką - prezentem (więc w każdym razie nie została tam bez grosza czy dostępu do konta). Milena i Karol część czasu w Poznaniu spędzają u babci Schoppe (być może wraz z kotkiem, gdyż nie pojawia się on w kadrze, a chyba już powinien dojechać).

                  7. Na weselu Józka kurier z "międzynarodowej" poczty kwiatowej przywozi dla młodej pary piękny bukiet z życzeniami od Fryderyka, który wśród serdeczności niedwuznacznie sugeruje, że niebawem się zobaczą osobiście - rodzina momentalnie dochodzi do wniosku, iż wieści o wylocie Fryca na Marsa, porzuceniu Róży i dzieci oraz postanowieniu ukrywania się przed klanem B. były nieco przesadzone i, być może, Róża nie bez powodu nie uważa się za rozwódkę i nie miota przekleństw na głowę męża.

                  8. W mailu już październikowym Gaba przyznaje wprost, że co prawda "źle oceniła" F., ale nie szkodzi, bo takie już prawo teściowej. Nie wiemy jednak czy i jakiego rodzaju kontakt F. nawiązał z Różą i co z nimi dalej. Podobnie jak nie wiemy, co w ogóle (od samego początku) wie i myśli Róża - otoczenie się tylko czasem dziwi (i podziwia), że ona "ufnie czeka" i w ogóle się nie miota, choć przecież jak Gaba mówi, że szuja i szczeżuja, to szuja i szczeżuja.

                  9. Nastoletnia Milena ani 10-letni Karol nie mówią NIC, zasadniczo ani na temat sytuacji, ani ojca, ani żaden inny - i Róża też nie mówi NIC. Ma się cały czas wrażenie, że sytuacja z Frycem jest wytworem chorej wyobraźni Gaby, która wykorzystała pierwszą okazję, by córkę z wnukami ściągnąć "do domu".
                  • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 12:06
                    No, ale Róża, i to też głosem narratora, opisywana jest jako smutna i dobita. To właśnie nie współgra z wersją, że to wymysł Gaby. Dwa - Gaba się nie odzywa 2miesiące, bo ponoć Róża nie wiedziała co robić. Czyżby była taką psychopatką, że siedziała i urabiała córkę, odcinając ją od rodziny i kontaktów z jednostkami zdrowymi psychicznie, jednocześnie samej się tajniacząc, by nikt jej nie przeszkodził?
                    • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:17
                      kropka_zua napisał(a):

                      > No, ale Róża, i to też głosem narratora, opisywana jest jako smutna i dobita. T
                      > o właśnie nie współgra z wersją, że to wymysł Gaby. Dwa - Gaba się nie odzywa 2
                      > miesiące, bo ponoć Róża nie wiedziała co robić.

                      I to by potwierdzalo moja wersje :) - dla Rozy postawienie sprawy "albo ja, albo one" moglo byc smutne i dobijajace. Maz czy mamusia, babcia i kuzynka,na okraglo we wlasnym domu, no straszny dylemat przeciez :)

                      Czyżby była taką psychopatką, ż
                      > e siedziała i urabiała córkę, odcinając ją od rodziny i kontaktów z jednostkami
                      > zdrowymi psychicznie, jednocześnie samej się tajniacząc, by nikt jej nie przes
                      > zkodził?

                      Samo to, ze nie podjela proby kontaktu z Frycem ani nie naklania do tego corki ... moja ci ona i zaden Fryc nie bedzie wazniejszy.
                    • marutax Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:19
                      kropka_zua napisał(a):

                      > Dwa - Gaba się nie odzywa 2 miesiące, bo ponoć Róża nie wiedziała co robić.

                      Ale tak na serio czy tylko w temacie Róży? Nie zadzwoni, nie napisze, nie zapyta co u męża, dzieci i wnuków? Seniorzy nie tęsknią ("Już nigdy nie wyjeżdżaj" itd)? Nie interesuje jej, jak przebiega ciąża Agnieszki? Kompletnie sobie tego nie wyobrażam, zwłaszcza u Gaby, opisywanej jako centrum i osoba do której wszyscy się zwracają i która we wszystko się angażuje. Zresztą cała reszta też brzmi dziwnie - wszyscy podejrzewają, że coś jest nie tak i przez dwa miesiące nikt nie dzwoni? Borejkowska dyskrecja?

                      • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:33
                        Dzwonią, ale ani Róża, ani Gaba nie odbierają. Nie, też nie widzę sensu w tym za grosz. Jak również wszystkie wyjaśnienia, co tam się właściwie działo, wydają mi się bez sensu i mocno naciągane. Jedyna prawdopodobna rzecz, to wspomniana przez tt-kę Róża między młotem a kowadłem (znaczy mężem a mamusią), ale to nie wyjaśnia ani dokąd, w jakim trybie i z jakimi dalszymi zamiarami udał się Fryc, ani co właściwie chce osiągnąć Gaba. Ani nie daje żadnego pojęcia, co wie i co o tym sądzi Róża. Acha, pada hasło, że Róża zostaje namówiona przez Gabę do przyjazdu do Poznania "pod pretekstem" wesela Józka i potrzeby pomocy przy dziecku Ignasia...
                        • marutax Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:42
                          iwoniaw napisała:

                          > Dzwonią, ale ani Róża, ani Gaba nie odbierają.

                          W takiej sytuacji po kilku dniach szukałabym kontaktu z kimś z Anglii, żeby prosić o sprawdzenie, czy moja siostra i siostrzenica nie zginęły w wypadku samochodowym. Nawet policję. W przypadku braku innych możliwości pojechałabym sprawdzać sama.

                          Aczkolwiek biorąc pod uwagę, że poza zaniepokojeniem w mailach rodzina przez dwa miesiące nie podjęła żadnych tego typu działań, to przestaje też dziwić milczenie Gaby. Po prostu dobrze oceniła sytuację i wiedziała, że może pomilczeć.
                          • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:50
                            No toteż Ida, Pulpa i Nutria już są gotowe dzwonić wręcz do Fryca, ale Natalia się boi (!!!), bo on przecież "tak dużo pracuje i jest ważną figurą" i próbuje nakłonić Idę, żeby ona zadzwoniła. Ta koniec końców nie dzwoni, bo nadchodzi mail od Gaby.
                        • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 13:30
                          iwoniaw napisała:


                          > co właściwie chce osiągnąć Gaba.

                          Sama sobie odpowiadasz w nastepnym zdaniu :)


                          > pada hasło, że Róża zostaje namówiona przez Gabę do pr
                          > zyjazdu do Poznania "pod pretekstem" wesela Józka i potrzeby pomocy przy dzieck
                          > u Ignasia...

                          Aga jako nianka Igstryby sie nie sprawdzila, a teraz jeszcze ja i niemowla, przynajmniej przez jakis czas, trzeba bedzie nianczyc. No to kto ma sie tym zajac ? Wrzucimy to na promyczka Pyzunie, a sami udamy sie nad morze, a potem do Pulpowa, do rodzicow i siostrzyczki, ktora nam wszystko zapewni.
                          O rrrrany.
                      • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:34
                        marutax napisała:

                        > kropka_zua napisał(a):
                        >
                        > > Dwa - Gaba się nie odzywa 2 miesiące, bo ponoć Róża nie wiedziała co rob
                        > ić.
                        >
                        > Ale tak na serio czy tylko w temacie Róży? Nie zadzwoni, nie napisze, nie zapyt
                        > a co u męża, dzieci i wnuków? Seniorzy nie tęsknią ("Już nigdy nie wyjeżdżaj" i
                        > td)? Nie interesuje jej, jak przebiega ciąża Agnieszki? Kompletnie sobie tego n
                        > ie wyobrażam, zwłaszcza u Gaby, opisywanej jako centrum i osoba do której wszys
                        > cy się zwracają i która we wszystko się angażuje.

                        Właśnie to samo miałam napisać.
                        Gabrysia, która "nawet szlochając, pamiętała o innych" nie pomyśli, że brak wiadomości, wyłączony telefon itp. ukochaną rodzinę najpierw zaniepokoi, potem zmartwi, wreszcie zaczną chodzić po ścianach, a może nawet i wyślą kogoś obunóż do Oksfordu (a choćby i Hildegardę, z Londynu to żabi skok), żeby sprawdziła, co się dzieje?
                        Kto z was by tak nie zrobił?
                        A ona wyłącza telefon?
                        Nora (czy Łusia to była) wyrzuca telefon w krzaki, IGS wyjeżdżając do pracy tuż przed porodem żony zostawia telefon w domu i nie daje żadnych namiarów na współpracownika, Gaba wyłącza telefon, w Febliku młodzież wyłączała telefony na wakacje...
                        Chyba dobrze, że nie kupiłam CZ, to już naprawdę czytać hadko...
                      • tanee Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 19:59
                        Ten wątek jest zupełnie odrealniony. Siostry dzwonią, ale Gaba i Róża nie odbierają telefonów. W Polsce została cała rodzina. U Pulpecji mieszkają starsi, schorowani rodzice. Synowa jest w zaawansowanej ciąży. W takiej sytuacji umarłabym ze stresu nie odbierając i nie oddzwaniając.
                        • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 20:43
                          tanee napisał(a):

                          > Ten wątek jest zupełnie odrealniony. Siostry dzwonią, ale Gaba i Róża nie odbie
                          > rają telefonów. W Polsce została cała rodzina. U Pulpecji mieszkają starsi, sch
                          > orowani rodzice. Synowa jest w zaawansowanej ciąży. W takiej sytuacji umarłabym
                          > ze stresu nie odbierając i nie oddzwaniając.

                          Poza tym to bez sensu. Ktoś, kto nie chce wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania, odbiera telefony. Mówi "halo, cześć, Pulpeciku, co tam u was?... a u nas jak to w życiu, a powiedz mi, kochana, czego dodajesz do pierniczków?".

                          Czy Gaba jest organicznie niezdolna do powstrzymania się od wypowiedzenia zdania "istne pandemonium, Fryc chyba rzucił Różę"? Jest jakaś klątwa, że jak odbierze telefon, to się wygada?
                          • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 21:16

                            > tanee napisał(a):
                            >
                            > > Ten wątek jest zupełnie odrealniony. Siostry dzwonią, ale Gaba i Róża nie
                            > odbie
                            > > rają telefonów.

                            Sorki, pytanie - patrza, kto dzwoni i od siostr nie odbieraja ? Czy nie odbieraja w ogole zadnych telefonow ?
                            Jesli to drugie, a potem beda pretensje do Fryca, ze nie dzwonil...
                    • significado-significante Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 24.03.18, 21:16
                      kropka_zua napisał(a):

                      > Dwa - Gaba się nie odzywa 2
                      > miesiące, bo ponoć Róża nie wiedziała co robić.

                      Myslicie, że Gaba nie odzywa się aż dwa miesiące? Ja zupełnie tego tak nie odczytałam... Zrozumiałam, że Gaba jest sobie w Oxfordzie i ma cały czas kontakt z siostrami, które wiedzą, że Róża ma "problemy życiowe" itd. Aż tu nagle cisza, więc Ida, Pulpa i Natalia są zaniepokojone, gdyż jak pisze Ida w mailu: " [Gaba] Długo coś milczy". Ja to sobie wyobrazilam jako kilkudniową przerwę w korespondencji, a nie dwumiesięczną! Ale może interpretacja moja była błędna! Hmm...
                      • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 27.03.18, 13:56
                        Myslicie, że Gaba nie odzywa się aż dwa miesiące?

                        No raczej tak, skoro z tego maila, którego przysyła po ponagleniach dowiadujemy się m.in., że Fryca nie było w Oksfordzie już w chwili, gdy Gabunia tam zjechała, albowiem wyjechał do Stanów. Gdyby odzywała się wcześniej, to chyba by wspomniała, że "póki co" albo "właśnie" jest tylko z córką i wnukami, gdyż F. w USA - a następnie raczej by pisała coś w stylu "ten wyjazd Fryderyka, który, jak wiecie, miał potrwać tylko chwilę, się przedłużył i..." niż coś takiego. Poza tym "kilkudniowa przerwa" w korespondencji i choćby pobieżna wiedza na temat tego, co się tam dzieje (nawet tylko w formie "jakieś perturbacje w małżeństwie Róży, Gaba musi ją wspierać" i nic więcej) nie wzbudzałyby obaw "ach, rodzice zaraz się zaczną dopytywać, co my im powiemy, skoro nic nie wiemy".
                  • lord_vmordevol Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 12:39
                    iwoniaw napisała:

                    > ni, pomiędzy spakowaniem oksfordzkiego domku (kotek Mileny jedzie transportem p
                    > rzez kanał i ma przybyć do Polski nieco później niż jego ludzie, co z resztą ma

                    Ale jak? Sam, w kontenerze? Przez kilka dni?
                    • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 12:48
                      Nie napisano, czy sam, natomiast napisano, że na luks środkach uspokajających, których mu się wręcz zazdrości ;-)

                      kotek małej Mili zostanie przesłany specjalnym transpoterem - i to przez tunel pod kanałem!
                      żałuję, że nie jestem na miejscu kotka: firma przewozowa daje zwierzętom przed podróżą łagodne środki uspokajające, by całkowicie wyłączyć stres. Kotek Mili na pewno nie dostanie zawału
                      - tyle wiemy z maila Gaby. O kamieniu kotka czy o długości podróży ani słowa.
                    • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 12:53
                      lord_vmordevol napisała:


                      > Ale jak? Sam, w kontenerze? Przez kilka dni?

                      Firmy przeprowadzkowe pomiędzy Polską i UK (w obie strony) zapewniają zwierzętom luksusowy transport. Oczywiście za luksusową cenę. Można nawet zażyczyć sobie przewóz kota osobówką, w towarzystwie - poza kierowcą - technika weterynarii, który będzie karmił, czyścił kuwetkę i monitorował, czy zwierzątko nie pada na zawał ze stresu.
                    • jottka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 12:53
                      właśnie! co z kotkiem??? mnie to żywo interesuje! i moją kocicę, zapatrzoną podejrzliwie w ekran:)
                      • jottka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 12:57
                        że jak? że jacyś obcy dają MOJEMU KOTU cokolwiek do pyska? pomijam fakt, że to jest trudne dla zawodowych weterynarzy, ale - yyy - żyłam w przekonaniu, że ktoś bliski samochodem jedzie z ukochanym maleństwem... koty poza tym różnie reagują na leki, tego się nie daje z automatu, a do tego zwykle nie w dzień podróży i to jeszcze obcym:(
                  • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 13:00
                    iwoniaw napisała:

                    > 8. W mailu już październikowym Gaba przyznaje wprost, że co prawda "źle oceniła
                    > " F., ale nie szkodzi, bo takie już prawo teściowej. Nie wiemy jednak czy i jak
                    > iego rodzaju kontakt F. nawiązał z Różą i co z nimi dalej. Podobnie jak nie wie
                    > my, co w ogóle (od samego początku) wie i myśli Róża - otoczenie się tylko czas
                    > em dziwi (i podziwia), że ona "ufnie czeka" i w ogóle się nie miota, choć przec
                    > ież jak Gaba mówi, że szuja i szczeżuja, to szuja i szczeżuja.


                    Tak. To jest zupełnie bez sensu. Nawet jeżeli Fryc nawiązał kontakt po trzech miesiącach milczenia, to znaczenie ma tylko to, co powiedział, a nie to, że w ogóle coś powiedział. "No hej, Róża, rzucam cię" to też jest "odezwanie się".
                    • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 15.03.18, 13:19
                      No oni problemy z komunikacją to tam mają, jakby Fryc popłynął do Ameryki żaglowcem z hiszpańskimi konkwistadorami, a nie poleciał samolotem, mając do wyboru kilka różnych dróg natychmiastowego kontaktu.

                      Ja nie rozumiem też wstydzącej się Żaby. Żaba jeszcze mogła się wstydzić, że brat zostawił niezaradną żonę samą z przeprowadzką, więc niejako występuje w zastępstwie, ale czy to naprawdę taki powód do wstydu? Może to być nadinterpretacja Gaby oczywiście, ale wydaje mi się, że autorka nie to chciała zasugerować. Najwyraźniej kasa na transport była, Róża nie zabierała chyba mebli i jakiś cięższych rzeczy, a jako 36letnia kobita powinna umieć wsadzić do samolotu siebie i 2 dwójkę nie takich już małych dzieci. Nadanie paczek polskim firmom transportowym to jest kwestia telefonu i wydania pakunku. Żaba, jeśli faktycznie wiedziała, o co chodzi w konflikcie Róży i Fryca, nie powinna czuć się jakoś mocno winna za to.
                      • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 13:36
                        Tak naprawdę w ogóle nie wiadomo, czy pomiędzy Różą a Frycem w ogóle był jakikolwiek konflikt. Czy np. był to konflikt pomiędzy Fryckiem a Gabrielą. Gaba pisze wprost w mailu, że "przez te letnie dwa miesiące Róża na przemian to stawiała mi opór (twierdząć, że musi być na miejscu i wiernie czekać), to znów traciła nadzieję i skłaniała się do powrotu"
                        • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 13:43
                          Innymi słowy, F. wyjechał do USA, na co natychmiast do Róży zjechała "na chwilę" mamunia i przez dwa miesiące pracowała ciężko nad dziewczyną (początkowo nawet stawiającą opór, jak sama mamunia twierdzi), żeby dała już sobie spokój z tym małżeństwem, o proszę, F. pojechał do roboty, zapewne to tania wymówka, po co komu robota, ona, Gabunia, najlepiej już wie, czym wyjazd z dala od żony i dziatek pachnie - i tak dalej, i tak dalej. A podobno to matka Agnieszki jest wstrętną babą, która niby przychodzi obejrzeć wyremontowany pokój przyszłego wnuczęcia, a tak naprawdę to pewnie chce Agę wraz z dzieciątkiem wyrwać z ramion rodziny B. i czyni uwagi niegodne i pełne uprzedzenia, bo jak, nieprawdaż, można, złe doświadczenia z mężczyznami rozciągać na całość ich populacji. No zu-peł-nie inaczej niż Gabon :-D
                        • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 14:02
                          iwoniaw napisała:

                          > Tak naprawdę w ogóle nie wiadomo, czy pomiędzy Różą a Frycem w ogóle był jakiko
                          > lwiek konflikt. Czy np. był to konflikt pomiędzy Fryckiem a Gabrielą. Gaba pisz
                          > e wprost w mailu, że "przez te letnie dwa miesiące Róża na przemian to [
                          > b]stawiała mi opór[/b] (twierdząć, że musi być na miejscu i wiernie czek
                          > ać), to znów traciła nadzieję i skłaniała się do powrotu"

                          Ja to widze ! Na wiadomosc o kolejnym przyjezdzie tesciowej (a wczesniej jeszcze byla mowa o Lusce pragnacej studiowac w Oksfordzie i oczywiscie zakwaterowanej u Szopow, bo jakzeby inaczej) Fryc powiedzial "znikam i nie odezwe sie, poki twoja matka tu bedzie/poki nie ustawisz swojej rodziny". A Roza czeka w nadziei, ze on sie jednak zlamie i odezwie, a potem podaje tyly przed matka i rejteruje do Poznania. Byc moze w nadziei, ze Frycunio po rozlace zgodzi sie na wszystko na jej, Rozy, warunkach. Raz juz tak przeciez bylo.
                          >
                          >
                          • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 14:19

                            W każdym razie wygląda na to, że Gabunia przez dwa miesiące ciężko pracowała nad przekonaniem pierworodnej do rozwalenia małżeństwa, zamiast pracowania nad nim (zakładając, że rzeczywiście był tam jakiś kryzys i spór, a nie było tak, że dopóki Jagon Jeżycki nie zjechał ze swoimi teoriami, Pyza po prostu miała poczucie, że mąż w delegacji, a dzieci spokojnie skończą klasę/etap szkolny i wszystko jest normalnie).

                            Aczkolwiek ultimatum Fryca wydaje się nad wyraz prawdopodobne. Oraz to, że biedna Pyza cierpi pomiędzy młotem a kowadłem, bo męża zostawiać nie chce, a mamuni się przeciwstawić nie umie. Może przekonała jakoś Frycka (mając nadzieję na zaspokojenie apetytów wilka i całości owcy jednocześnie), że jedzie tylko na wesele i krótki pobyt, a jak on ściągnie do Europy już za moment, to po nich przyjedzie - i stąd ten jego bukiet z serdecznymi życzeniami dla młodych jednocześnie jakby nigdy nic zapowiadającymi rychłe wspólne spotkanie.
                            • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 22:20
                              Ja w zasadzie jeszcze jedna drobna sprawe mam do wyjasnienia - Roza poza swiezo kupiona wyprawka pierze dla dziecia Agi ciuszki PO swoich dzieciach. Czy to znaczy, ze ona latami przechowywala laszki 1,2,3-letniego Karola, a moze i Mili, i wlokla to do Polski ?
                              • loreii Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 22:33
                                Jest to możliwe ;) W Języku Trolli mamy wspomniane amerykańskie śpioszki z praktyczną klapą na tylniej czesci ciala ;) Uzytkowane przez Jędrusia a ich pierwszym właścicielem był zapewne Józwa ktory w chwili akcji powieści ma lat 9 :) Może ta rodzina tak chomikuje ciuchy i krążą one po wszystkich rodzinnych dzieciach ?
                                • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 22:44
                                  loreii napisała:
                                  W Języku Trolli mamy wspomniane amerykańskie śpioszki z prak
                                  > tyczną klapą na tylniej czesci ciala ;) Uzytkowane przez Jędrusia a ich pierwsz
                                  > ym właścicielem był zapewne Józwa ktory w chwili akcji powieści ma lat 9 :) Moż
                                  > e ta rodzina tak chomikuje ciuchy i krążą one po wszystkich rodzinnych dzieciac
                                  > h ?


                                  No dobra, ale od Jozwy do Jedrka nie trzeba bylo transportowac tych lachow przez pol Europy i placic za to !
                                  A gdyby juz, to sensowniej bylo wyslac je wczesniej, gdy Laura urodzila.
                                  • ponis1990 Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 18.03.18, 18:48
                                    j to ich podziwiam w takim razie. U nas połowa ciuchów była za przeproszeniem tak obrzygana mlekiem/ jagodami, że połowy nie dało się doprać i nikomu bym w obieg nie oddała:)
                              • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 22:41
                                No na to wygląda - że Róża przechowywała rzeczy dla noworodka przez minimum 7 lat (tyle ma Karol) i nie oddała ich wcześniej ani do żadnego charity shopu ani nawet np. rodzonej siostrze dla Juleczka, tylko przywiozła do Polski teraz, dla bratanka. Nie pytajcie, dlaczego podejrzewała, że tu nadal stan wojenny i pieluchy na kartki...
                                • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 00:16
                                  iwoniaw napisała:

                                  > No na to wygląda - że Róża przechowywała rzeczy dla noworodka przez minimum 7 l
                                  > at (tyle ma Karol) i nie oddała ich wcześniej ani do żadnego charity shopu ani
                                  > nawet np. rodzonej siostrze dla Juleczka, tylko przywiozła do Polski teraz, dla
                                  > bratanka. Nie pytajcie, dlaczego podejrzewała, że tu nadal stan wojenny i piel
                                  > uchy na kartki...

                                  Nie no, takich skojarzen raczej nie miala :), Mile obsprawiala w Polsce.
                                  >
                                  >
                              • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 23:49
                                Moze Roza i Fryc nie powiedzieli jeszcze "ostatniego slowa" w sprawie prokreacji, moze przewiduja mozliwosc trzeciego - w koncu to nie rzadkosc w ich rodzinach - ale wiedzac, ze jedzie do Polski, a bratowa spodziewa sie dziecka, i jeszcze wypada jakos sie odwdziecyc za goscine, i domek sie likwiduje, wiec raczej sie rzeczy pozbywa... Calkiem mozliwe.
                                • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 15.03.18, 23:52
                                  Moja corka ma 6 lat, zaczelam jej rzeczy oddawac dopiero jakis rok temu, i to z podobnych powodow - dwie przeprowadzki, brak miejsca, dwie przyjaciolki w ciazy - inaczej pewnie jeszcze bym potrzymala - zreszta jeszcze troche trzymam...
                                  • kasiek8728 Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 00:37
                                    Akurat moja rodzina, ale my wszyscy mieszkamy w domkach, przechowujemy takie rzeczy, co nam zakorzeniły Babcie. I np. moja siostrzenica, donaszała jeszcze śpiochy po swojej Matce, które przez te dwadzieścia parę lat, obskoczyły Siostrę, trójkę kuzynów, brata i mnie, tak orientacyjnie. Serio nie ściemniam, zdjęcia są dowodami. Chociaż ciuszek z lat siedemdziesiątych to inna jakość niż jednorazowe łaszki sprzed dwudziestu lat ;)

                                    Bo łóżeczka i kołyski, to były co i rusz ściągane ze strychów, chociaż chyba już dokonały żywota ;)
                                    • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 00:50
                                      Mieszkajac w domku mozna przechowywac, jak kto lubi i ma miejsce. Poki mole nie zezra. Ale Roza wlasnie przestaje mieszkac w domku ! Wyprowadza sie do innego kraju !
                                • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 00:14
                                  reveiled napisał(a):

                                  > Moze Roza i Fryc nie powiedzieli jeszcze "ostatniego slowa" w sprawie prokreacj
                                  > i, moze przewiduja mozliwosc trzeciego - w koncu to nie rzadkosc w ich rodzinac
                                  > h - ale wiedzac, ze jedzie do Polski, a bratowa spodziewa sie dziecka, i jeszcz
                                  > e wypada jakos sie odwdziecyc za goscine, i domek sie likwiduje, wiec raczej si
                                  > e rzeczy pozbywa... Calkiem mozliwe.

                                  Pozbywa sie taszczac je z Polski do Anglii i placac za ich transport ? Bratowej sprezentowala kupiona, calkiem nowa wyprawke. Nie mowiac o tym, ze te goscine ( w rodzicielskim domu, bylo nie bylo) solidnie odpracowuje).

                                  Ty wyzbywalas sie rzeczy z okazji przeprowadzki - no wiec Roza tez sie przeprowadza, i to dosc daleko. Naprawde taniej i wygodniej byloby wyzbyc sie tych lachow na miejscu.
                                  • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 10:32
                                    Moze ostatecznie przeprowadzka byla decyzja ostatniej chwili (podobno Roza nie wiedziala, co ma zrobic). Zreszta tak czy inaczej miala duzo na glowie, i mogla naprawde nie miec glowy do wyszukiwania potrzebujacyh, zreszta mogla byc i presja Gaby, ze jak to, brat spodziewa sie dziecka, a ty oddajesz obcym...
                                    • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 10:34
                                      Zreszta czy gdzies jest powiedziane ze tych ciuszkow bylo duzo? Bo kilka rzeczy dla niemowlecia naprawde nie zajeloby duzo miejsca.
                                      • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 10:38
                                        reveiled napisał(a):

                                        > Zreszta czy gdzies jest powiedziane ze tych ciuszkow bylo duzo? Bo kilka rzecz
                                        > y dla niemowlecia naprawde nie zajeloby duzo miejsca.
                                        Ilościowo nie, jest tylko napisane, że Róża prała i prasowała ciuszki dla dziecka (śpioszki i kaftaniki), które przywiozła z Anglii, razem z całą nową wyprawką, także z Anglii. Nie wiadomo jednak co dokładnie MM ma na myśli.
                                        • soova Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 10:49
                                          Swoją drogą ciekawe, skąd ta wyprawka. Czyżby Róża miała ją jeszcze po swoich dzieciach, czyli są to rzeczy pewnie nie zniszczone, ale mające lat 10+? A jeśli kupione specjalnie, to czy przypadkiem zakup tego w Polsce nie wyniósłby jednak taniej? Tu oczywiście nie wiem, bo podobno w Polsce ciuszki niemowlęce przez 23% VAT są jednak drogie.
                                          • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 10:59
                                            Wyprawka miała być nowa. Akurat ciuchy dla dzieci w Ukuju są tańsze, zwłaszcza, jak Róża kupowała w Primarku na wyprzedażach, a miała ku temu przecież masę czasu, bo nie pracuje i coś z tą matką musiała robić całymi dniami.
                                            • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 11:10
                                              kropka_zua napisał(a):

                                              > Wyprawka miała być nowa

                                              Tez zrozumialam, ze nowka, specjalnie kupiona. Spioszki i kaftaniki chyba w to wchodza ?

                                              Jak sie zwija dom, to sie robi szczegolnie dokladny przeglad, przeciez, do licha, czlowiek z latami obrasta w graty. Jadac d Polski "na troche", cokolwiek to znaczy, Roza mogla nie brac garnkow i talerzy, ale ciuchy dla trojga, ulubiony kubek Karolka, przybory szkolne i toaletowe, reczniki, posciel (kolderka dziecieca), ksiazki i zabawki dzieci itp - naprawde duzo tego. Imo pomysl ciagniecia ze soba starych rzeczy "po dzieciach" nie broni sie z zadnej strony.

                                              Nawiasem mowiac, czy napisano, co wlasciwie Roza ze soba wziela i ile tego bylo ? Chocby ubrania, na teraz czy na wszystkie pory roku ?
                                              • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 11:19
                                                Róża ze sobą miała niewielki bagaż, resztę nadano firmą przewozową. Jeśli to były ciuchy, tekstylia i drobne przedmioty - to nie jest aż taka droga impreza, moja koleżanka wracała tak z UK po 3 latach mieszkania, zamknęła się w kosztach zwiezienia rzeczy (a naprawdę nazbierała sporo) w 200 złotych.
                                                • kropka_zua Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 11:19
                                                  Pod warunkiem oczywiście, że Róża nie dorobiła się tam księgozbioru na miarę reszty Borejków.
                                                • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 13:57
                                                  kropka_zua napisał(a):

                                                  > Róża ze sobą miała niewielki bagaż, resztę nadano firmą przewozową. Jeśli to by
                                                  > ły ciuchy, tekstylia i drobne przedmioty - to nie jest aż taka droga impreza, m
                                                  > oja koleżanka wracała tak z UK po 3 latach mieszkania, zamknęła się w kosztach
                                                  > zwiezienia rzeczy (a naprawdę nazbierała sporo) w 200 złotych.

                                                  Roza mieszkala w UK lat kilkanascie. I wiozla/przesylala rzeczy trzech osob. Plus kota.
                                            • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 11:23
                                              kropka_zua napisał(a):

                                              > Wyprawka miała być nowa. Akurat ciuchy dla dzieci w Ukuju są tańsze

                                              WYPRAWKA jest nowa, ale Róża OPRÓCZ tego prasuje niemowlece ciuszki po SWOICH dzieciach.
                                    • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 19:47
                                      reveiled napisał(a):

                                      > Moze ostatecznie przeprowadzka byla decyzja ostatniej chwili (podobno Roza nie
                                      > wiedziala, co ma zrobic). Zreszta tak czy inaczej miala duzo na glowie, i mogla
                                      > naprawde nie miec glowy do wyszukiwania potrzebujacyh, zreszta mogla byc i pre
                                      > sja Gaby, ze jak to, brat spodziewa sie dziecka, a ty oddajesz obcym...

                                      W UK nie szukasz chętnych, zanosisz do najbliższego charity shopu. Który na pewno (co najmniej jeden) jest w odległości spaceru - no, może w Londynie w City ich nie będzie, ale w każdej "domkowej" okolicy na 100% są. Dodatkowo są kontenery na ubrania, takie jak u nas, i co jakiś czas różne fundacje robią zbiórkę, zostawiają ci info w skrzynce, wielką plastikową torbę i datę, kiedy odbiorą. Więc już łatwiej mi uwierzyć w motywację "może jeszcze jedno będzie..."
                                      • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 17.03.18, 00:22
                                        W Kanadzie tez sa charity shops i kotenery ale duzo osob im nie dowierza i nie odda rzeczy do przypadkowego miejsca tylko robi doglebny research, na ktory chyba Roza nie miala czasu i sily.

                                        Zreszta mi sie naprawde wydaje ze nie wiozla kupy ciuchow na pamiatke albo na wszelki wypadek tylko kilka malenkich ciuszkow w prezencie dla dziecka brata - ile to miejsca takie ciuszki zjedza? :D
                                        • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 17.03.18, 09:42
                                          reveiled napisał(a):

                                          > W Kanadzie tez sa charity shops i kotenery ale duzo osob im nie dowierza i nie
                                          > odda rzeczy do przypadkowego miejsca tylko robi doglebny research, na ktory chy
                                          > ba Roza nie miala czasu i sily.

                                          Ale w UK nie robi się żadnego researchu, charity shops cieszą się dużą popularnością, mnóstwo ludzi z nich korzysta i jest to coś najzupełniej powszechnego i normalnego, więc nie rozumiem upierania się, że Róża nie miała czasu i siły, na co? Powtarzam: tam się nie robi żadnego dogłębnego researchu tylko się idzie i oddaje rzeczy!
                  • szafrannowa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak: 16.03.18, 12:02
                    A jak jest rozwiazana sprawa szkoly? Dziatwa gdzies pewnie pobierala nauki, ewentualna przeprowadzka, zmiana szkoly, to wszystko wymaga przemyslen, dyskusji, zalatwiania. Ksiazki nie czytalam, ale wyglada mi na to, ze nie wiadomo nic, byc moze angielska, amerykanskavalbo polska szkola wchodzi w gre - i tak na hop siup poinformuja dzieci o zmianie?
                    • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 12:28
                      Gaba pisząc maila z Anglii zleca Nutrii "zapisanie dzieci do szkoły Damazego" (wiadomo - nauczycielka tylko może to załatwić, przecież po co miałaby iść do dyrektora np. matka dzieci...), na co Natalia odpisuje, że oczywiście, już dzwoniła do Adama (z polonisty się na sekretarkę przekwalifikował, czy na drugim etacie dorabia?), który ją od ręki umówił do dyrektora Damazego "na jutro na drugą".

                      O ile wiadomo z poprzednich części, "szkołą Damazego" jest rejonówką obejmującą zasięgiem ul. Roosevelta, więc skoro dziecięta tam mają z matką zamieszkać, doprawdy zadziwiające jest przekonanie MM o konieczności wielkiego "załatwiania" takiej sprawy i to koniecznie "po znajomości". (Podobnie jest zresztą w szpitalu, gdy po porodzie do Agi natychmiast ściągnięty jest dr Kowalik, który "pozwala" być przy niej Róży "przez cały czas" - mimo że ponoć na oddziale pracują jako położne "świetne dziewczyny" i obiektywnie dr Kowalik w ogóle nie jest tam do niczego potrzebny...)
                      • szafrannowa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 12:39
                        Fajnie, ze Gaba zleca ... fajnie, ze o waznych sprawach decyduje babka dzieci,
                        Poza tym wrzucic dzieci z systemu ang do polskiej podstawowki, czy matka i babcia pomyslaly nad tym, czy „jakos to bedzie“, nie spodziewaja sie jkichs trudnosci w zwiazku ze zmianami, jak dzieciom sie widzi zmiana szkoly, kraju, kregu znajomych?
                        • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 12:47
                          Kogo obchodzi, co myślą dzieci? Wystarczy, że przez dwa miesiące Gaba musiała przekonywać "stawiającą opór" Różę, żeby wróciła do Polski... :-/
                        • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 12:54
                          szafrannowa napisała:

                          > Fajnie, ze Gaba zleca ... fajnie, ze o waznych sprawach decyduje babka dzieci,
                          > Poza tym wrzucic dzieci z systemu ang do polskiej podstawowki, czy matka i babc
                          > ia pomyslaly nad tym, czy „jakos to bedzie“, nie spodziewaja sie jkichs trudnos
                          > ci w zwiazku ze zmianami, jak dzieciom sie widzi zmiana szkoly, kraju, kregu zn
                          > ajomych?

                          O ile nie ma w tej materii matactwa Róży lub Gaby, powrót do Polski nie był ich fanaberią. Umowa najmu domku się skończyła, a Fryc powiedział, że "Róży i dzieciom lepiej będzie u rodziny w Poznaniu". Sama Pyza zapewne nie miała pieniędzy na życie w Oxfordzie.
                          • szafrannowa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 13:06
                            Siedziala tam juz X lat, zawsze mogla sie zaczepicgdzies, czy pracowac kilka godzin w tygodniu, nie musi siedziec na tej samej ulicy jesli za drogo, byc moze mozna znalezc cos mniejszego, moze w innym miescie, alimenty zapewne by dostala.
                            Czy jej lepiej bedzie u rodziny na kupie - to nie wiadomo ;)
                            Fryc taki swiatowiec i naukoeiec, no jakies Oksfordy, a nie obchodzi go, gdzie dzieci beda kontynuowac nauke, nawet jesli znaja jezyk polski lepiej niz Jadam, to jest wiele innych drobnostek, inne podejscie, system nauki, do czego innego przyzwyczajone, nie dosc ze dzieci (porzucone przez ojca ?) to jeszcze na gleboka wode je wrzucic, jakas zmiana szkol to pestka.
                            • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 13:18
                              szafrannowa napisała:

                              > Siedziala tam juz X lat, zawsze mogla sie zaczepicgdzies, czy pracowac kilka go
                              > dzin w tygodniu, nie musi siedziec na tej samej ulicy jesli za drogo, byc moze
                              > mozna znalezc cos mniejszego, moze w innym miescie, alimenty zapewne by dostala
                              > .

                              Nie wiemy nawet, czy ta mimoza zna angielski albo czy ma jakiekolwiek kompetencje zawodowe. A z pensji sprzątaczki w angielskim kitelku może być trudno utrzymać dwójkę dzieci (nie wiadomo, czy Frycu wypełnia obowiązki alimentacyjne).

                              A tak swoją drogą, może by Róża została doulą? To jest teraz bardzo modne, ciężarne chętnie płacą za kompetentne wsparcie w trakcie ciąży i opieki nad niemowlęciem. A Pyza zdaje się mieć niezbędne do tego kompetencje. Tylko, jeżeli miałoby się to odbywać na rynku zagranicznym, biegła znajomość języka byłaby jednak wymagana.
                              • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 13:46
                                "A tak swoją drogą, może by Róża została doulą? To jest teraz bardzo modne, ciężarne chętnie płacą za kompetentne wsparcie w trakcie ciąży i opieki nad niemowlęciem. A Pyza zdaje się mieć niezbędne do tego kompetencje. Tylko, jeżeli miałoby się to odbywać na rynku zagranicznym, biegła znajomość języka byłaby jednak wymagana."
                                Tylko ze to dyspozycyjnosc 24/7; jesli Pyza bylaby samotna matka albo i z Frycem w czestych i dlugich rozjazdach, to czesto wiazaloby sie to z zostawieniem dzieci samych, moze i w srodku nocy, i raczej malo czasu na znalezienie pomocy. Chyba ze nadal bedzie mieszkala z Aga :) Wiem, dzieci juz dosyc duze, ale jednak...
                                • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 14:08
                                  reveiled napisał(a):

                                  pozycyjnosc 24/7; jesli Pyza bylaby samotna matka albo i z Fryce
                                  > m w czestych i dlugich rozjazdach, to czesto wiazaloby sie to z zostawieniem dz
                                  > ieci samych, moze i w srodku nocy, i raczej malo czasu na znalezienie pomocy.
                                  > Chyba ze nadal bedzie mieszkala z Aga :) Wiem, dzieci juz dosyc duze, ale jedn
                                  > ak...

                                  Przecież i tak pewnie będzie mieszkać z mamusią. Wystarczy, że Laura i Ignaś złamali matce serce i wybrali inaczej.

                                  No chyba że Frycu zostanie zrehabilitowany, wyjazd bez rodziny, bo "tam" jej "nie potrzebują", wymuszona wyprowadzka ze wspólnego domu, zmiana kraju i dwumiesięczne milczenie męża (i ojca!) to było zwykłe nieporozumienie. "Jak to" spyta Fryc "nie odczytałaś maila?".
                                  • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 15:12
                                    przymrozki napisała:


                                    > Przecież i tak pewnie będzie mieszkać z mamusią. Wystarczy, że Laura i Ignaś zł
                                    > amali matce serce i wybrali inaczej.

                                    Roza z mamusia ? W tych "dwoch niewielkich pokoikach", ktore Flobry zamierza wyszykowac z pawilonu ? A dzieci zapewne zlozy w kostke, jak to we zwyczaju we Flobrogrodzie.

                                    >
                                    > No chyba że Frycu zostanie zrehabilitowany, wyjazd bez rodziny, bo "tam" jej "n
                                    > ie potrzebują", wymuszona wyprowadzka ze wspólnego domu, zmiana kraju i dwumies
                                    > ięczne milczenie męża (i ojca!) to było zwykłe nieporozumienie. "Jak to" spyta
                                    > Fryc "nie odczytałaś maila?".

                                    "Jak to" spyta Fryc "czy nie powiedzialem wyraznie i osobiscie, ze albo twoja matka, babka i kuzynka, albo ja ? Czy wytlumaczylas rodzinie, Rozo, ze nasz dom nie jest ich domem i ze kolejnego adresu im nie podamy ?".
                                    • bupu Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 15:22
                                      tt-tka napisała:

                                      > przymrozki napisała:
                                      >
                                      >
                                      > > Przecież i tak pewnie będzie mieszkać z mamusią. Wystarczy, że Laura i Ig
                                      > naś zł
                                      > > amali matce serce i wybrali inaczej.
                                      >
                                      > Roza z mamusia ? W tych "dwoch niewielkich pokoikach", ktore Flobry zamierza wy
                                      > szykowac z pawilonu ? A dzieci zapewne zlozy w kostke, jak to we zwyczaju we Fl
                                      > obrogrodzie.

                                      Phi. Całkiem zwyczajne mieszkanie przy Roosevelta 5 wymorfowało w szalone apartamenta, gdzie tylko dwa pokoje (sypialnia seniorów i Komnata Poszczepańska) liczą sobie razem 80 metrów kwadratowych. Mały i skromny domek Flobrych rozrósł się z biegiem lat w rozłożyste Floplicowo, mieszczące w sobie bez problemu hordy gości. To co, ty myślisz, że ten jeden głupi pawilon nie zdoła wypączkować z siebie przestrzeni dla Róży i dziatek? Zresztą Mila to już panna na wydaniu, absztyfikanta tylko patrzeć.
                              • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 19:02
                                przymrozki napisała:


                                > Nie wiemy nawet, czy ta mimoza zna angielski albo czy ma jakiekolwiek kompetenc
                                > je zawodowe. A z pensji sprzątaczki w angielskim kitelku może być trudno utrzym
                                > ać dwójkę dzieci (nie wiadomo, czy Frycu wypełnia obowiązki alimentacyjne).

                                Ale tam się dostaje całkiem niezłe piniążki, jeśli papa się był udał w długą (czy ogólnie partner matki).
                              • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 20:31
                                przymrozki napisała:
                                > Nie wiemy nawet, czy ta mimoza zna angielski albo czy ma jakiekolwiek kompetenc
                                > je zawodowe. A z pensji sprzątaczki w angielskim kitelku może być trudno utrzym
                                > ać dwójkę dzieci (nie wiadomo, czy Frycu wypełnia obowiązki alimentacyjne).
                                >

                                Z pensji utrzymać trudno, ale się da. Dodatkowo wchodzi w to wsparcie dla rodziny, child benefits - dla samotnej matki pracującej za najniższą będą wysokie, ewentualnie zasiłki, sporo darmowych dotacji dla dzieci (np. w szkole obiady, jakieś zajęcia).
                                • panna.ze.dworku Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 08:55
                                  Zaznaczam, że zagranica jest mi raczej obca, kręgi fizyków naukowe takoż. Ale mam jakieś takie odczucie, że Frycowi niekoniecznie niezbędna jest łatka "alimenciarza"? Jako ten naukowiec w NASA czy inny 007 zapewne zarabia nie najgorzej, a jednak towarzysko łatka fuji i fubrawca, co to na dzieci nie łoży... I nie chodzi mi o to, że źle widziane są rozwody, bo to nie te czasy. Chodzi mi właśnie o to pozostawienie bez środków. I podkreślę: nie w układach stricte zawodowych, ale takich... No, nieformalnych?
                                  Dociekam, bo u nas w Polsce, znałam osobnika, który właśnie tak postąpił (w środowisku akademickim) i właśnie jednak wyraźnie odczuł dezaprobatę towarzyską. I nie dlatego, że "wymienił żonę na nowszy model", a dlatego, że nie poczuwał się do choćby minimalnego partycypowania w kosztach utrzymania trójki dzieci - wówczas mających 15, 11 i 6 lat...
                                  • dakota77 Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 09:05
                                    A wiemy, ze Fryderyk nie lozy na dzieci? Cala sytuacja z wyjazdem Fryderyka i przyjazdem Rozy do Polski opiera sie na przedziwnych nieporozumieniach i braku komunikacji miedzy doroslymi ludzmi. Ale w koncu chyba wychodzi na to, ze on nie mial zamiaru porzucic rodziny?
                                    • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 09:31
                                      dakota77 napisała:

                                      > A wiemy, ze Fryderyk nie lozy na dzieci? Cala sytuacja z wyjazdem Fryderyka i p
                                      > rzyjazdem Rozy do Polski opiera sie na przedziwnych nieporozumieniach i braku k
                                      > omunikacji miedzy doroslymi ludzmi. Ale w koncu chyba wychodzi na to, ze on nie
                                      > mial zamiaru porzucic rodziny?
                                      >

                                      Nic nie wiemy. Nie wiemy nawet, mniej więcej, co się między nimi wydarzyło - wiemy tylko, że Róża zinterpretowała to jako porzucenie.
                                      • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 09:57
                                        Nic nie wiemy - oprócz tego, że Gaba po dwóch miesiącach usilnych starań ("stawiała mi opór" - pisze w mailu do sióstr) przekonuje Różę, że F. to fuja i fubrawiec, który porzucił. Potem pisze "źle go oceniłam" - ale nadal nic nie wiemy (skąd zmiana zdania u G., czy coś się stało, ktoś coś powiedział/napisał/zrobił - nic).

                                        O niełożeniu na dzieci nie tylko nie ma słowa, ale nie ma też najlżejszej aluzji, by Pyza miała jakieś problemy finansowe (np. IGS nie dokłada się do prezentu dla Józka, bo mają z Agą "inne wydatki", o Róży w tym kontekście nie ma żadnej wzmianki, więc można domniemywać, że się dokładała jak inne kuzynki i kuzyni). Raczej ma normalny dostęp do pieniędzy zarabianych przez męża (sama wszak nie pracuje zawodowo, a przynajmniej na to wygląda).
                                    • panna.ze.dworku Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 09:58
                                      A nie wiemy. Ale ja tak zapytałam w kwestii tego, że Róża z dziećmi, w sensie samotna matka, miałaby takie i inne profity i przywileje. A to było pisane w kontekście zaniedbywania przez Fryca nie tylko "wychowawczo i osobiście" ale tez w kwestii materialnej.
                                      Na marginesie: owo "porzucenie" to (jak zrozumiałam) tylko INTERPRETACJA Różyczki podbijana przez kochającą mamunię? Która to mamunia x lat wcześniej takoż nie napisanie listu (znaczy napisanie, ale nie dochodzenie) odebrała jako porzucenie. Przez CKNUKa. A NIE WIEMY, czy np przed wyjazdem Fryca nie odbyła się np taka rozmowa
                                      F. - Słuchaj uważnie, Różyczko, i zapamiętaj. Jadę do TAJNEJ bazy wojskowej wykonać TAJNY projekt naukowy dla wojska. Nie będę mógł pisać ani dzwonić przez co najmniej trzy miesiące, może cztery. Nie będę dostępny via net. To jest TAJNY projekt. Fakt, że się nie będę odzywał nie znaczy, że cię nie kocham czy że cię porzucam. Zrozumiałaś?
                                      R - Tak, Fryderyku, zrozumiałam.
                                      Po czym do Oxfordu zajechała Baba - Gaba ze swoją odwieczną litanią "AchwyjechałniedzwoniniepiszeporzuciłniecniezawiódłokłamałfujaifubrawiecteżtoprzeżyłamRóżyczkosłoneczkopakujsięidziecijedziemydoPolskibotylkotamnaOjczyznyłoniemożeszżyćwpokoju" i Rózi ze łba wyleciało co mąż jej klarował...
                                      • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 10:47
                                        Na marginesie: owo "porzucenie" to (jak zrozumiałam) tylko INTERPRETACJA Różyczki podbijana przez kochającą mamunię?

                                        Dla mnie to jest ewidentne. Nawet jeśli Fryderyk rzeczywiście postanowił w ten jakże wysublimowany sposób (praca przy tajnym projekcie w USA jako pretekst) porzucić rodzinę, to na 100% nie zwerbalizował tego w żaden sposób, a przynajmniej nic na to nie wskazuje. Z maili Gaby (które są jedynym źródłem naszej jakże szczątkowej wiedzy o całej sytuacji) wynika, że Róża w ogóle NIE INTERPRETUJE tego w żaden sposób, tylko sobie żyje w Oksfordzie z dziećmi czekając na jakiś sygnał od męża, wiele o celu tego wyjazdu nie wie (a przynajmniej mamusi nie mówi, że coś wie), ale ponieważ mamusia troskliwie wierci jej dziurę w brzuchu, w końcu pęka i zaczyna powątpiewać, czy mąż wróci. F. musi się z nią przynajmniej od czasu do czasu kontaktować, jako że (co też wiemy tylko ze zdawkowej wzmianki Gaby) powiedział Róży, żeby wracała do PL, skoro wynajem oksfordzki się kończy. Ale nie wiemy, czy miało to postać "mam was w nosie, spadajcie do Poznania, nie zawracajcie głowy, niech się matka tobą zajmie" czy raczej "no ja jeszcze nie wracam tak od razu, skoro tak bardzo nie chcesz w Anglii mieszkać sama, a mama cię tak namawia, to możesz wrócić do Poznania, tylko pozamykaj sprawy z wynajmem" czy jeszcze inną.
                                        • iwoniaw Ja osobiście te rozmowy widzę raczej tak: 20.03.18, 11:24
                                          G.: Jak to F. wyjechał? Dlaczego wyjechał? Jak to nie wiesz, na jak długo? Och, znam ja takie wyjazdy... Twój ojciec... (chlip, chlip..)
                                          R.: No wiesz, nie znam szczegółów. To jakiś tajny projekt. Zresztą jak zadzwoni w przyszłym tygodniu, to może będzie coś wiedział.
                                          G.: W przyszłym tygodniu? Ach, więc już całymi dniami się z tobą nie kontaktuje? Moje biedne dziecko, porzucona niegdyś przez ojca, a teraz... Co też JA znowu muszę przeżywać! (chlip. chlip...)

                                          po tygodniu

                                          G.: Jak to? Nadal nie wraca? Toż już miesiąc tu jestem, a on nadal tam? Zamierza tam zostać na zawsze? Ach, a ty tu sama na obczyźnie, z dala od rodziny! W Poznaniu miałabyś choć bliskich przy sobie! Po co w ogóle tu siedzieć, skoro i tak twój mąż - jeszcze chyba mąż? - pojechał sobie do USA i ma w nosie, co się z Wami stanie... Gdyby mu zależało, to by przyjechał szybko...

                                          po kolejnym tygodniu

                                          F.: Różo, projekt nam się przeciąga, na pewno co najmniej do końca sierpnia tu zostanę, a może nawet jeszcze dłużej...
                                          R.: Ale jak to? A co z nami? Kończy się najem domu, mieliśmy przedłużać...
                                          F.: Jak to "co z wami"? Przecież dzieci chodzą do szkoły, ja mam pracę tutaj, ale przecież masz wszystkie papiery potrzebne do przedłużenia najmu, o co chodzi?
                                          R.: No tak, ale bez ciebie to jakoś tak mi tu samotnie... Mama mówi, że w Poznaniu to przynajmniej miałabym rodzinę blisko...
                                          F.: Mama? To ona jeszcze jest u Was?
                                          R.: No tak, nie chciała, żebyśmy tu tak samotnie siedzieli...
                                          F.: Posłuchaj, Różo. Jakie "samotnie"? Dzieci mają tu kolegów, szkołę, dom...
                                          R.: Ale mama...
                                          F.: CO mama? No przecież jest u was, źle jej tam? To przecież może wrócić do siebie!
                                          R.: No właśnie, ona wróci do siebie, bo się jej urlop kończy, a zresztą za dwa tygodnie wesele Józka... Mama mówi, że powinieneś być na tym weselu z nami, że gdyby ci zależało... A tu jeszcze ten najem się kończy i co, po co mam tu go przedłużać, żeby siedzieć sama...
                                          F.: Różo, wiesz, że nie dam rady być na tym weselu. Ja naprawdę mam ważne rzeczy do skończenia tutaj i podpisałem poważny kontrakt. Oczywiście, że jedź na wesele. Słuchaj, jeśli nie chcesz dłużej wynajmować tego domu, to naprawdę nie jest to konieczne. Ale musisz sama wszystko ogarnąć, dać meble do przechowalni i tak dalej.
                                          R.: Jak to? Więc mam zlikwidować nasz dom?
                                          F.: No przecież przed chwilą sama powiedziałaś, że nie chcesz go dłużej wynajmować!
                                          R.: To nie o to chodzi! Chcę, żebyś to ty do nas przyjechał! Bo inaczej nie ma to sensu! W Poznaniu mam przynajmniej rodzinę i skoro cię nie ma, to nie byłabym sama! Mama...
                                          F.: No tak, "mama" i "mama"! Skoro jej zdanie jest jak zwykle najważniejsze, to proszę bardzo - jedź do Poznania, przecież oczywiście tam wam będzie najlepiej, tam najtroskliwsza rodzinka!
                                          R.: Mama nie chce źle! To co, przyjedziesz niedługo?
                                          F.: Różo, przecież powiedziałem ci nie raz: muszę skończyć projekt. Nie przyjadę ani na wesele Józka, ani tydzień później, ani nawet dwa. Rób, co uważasz za słuszne i nie wkładaj mi w usta i głowę imaginacji twojej matki, bo mam na tej głowie dość innych spraw. Przez najbliższe dwa tygodnie nie będę się odzywał ze względu na pracę - nie mogę o tym opowiadać, to tajemnica służbowa. Potem napiszę albo zadzwonię.


                                          G.: No i co? Wraca?
                                          R.: Nie, nie wraca i nie będzie przez dwa tygodnie się teraz odzywał.
                                          G.: No, nie muszę chyba nic mówić... Takie zachowania to ja znam (chlip chlip)... Pewnie jeszcze zabronił ci jechać na ślub kuzyna?
                                          R.: Nic podobnego, właśnie zostawił mi całkowicie wolną rękę i powiedział, żebym robiła, jak uważam!
                                          G.: No tak, wszystko jasne! "Rób jak uważasz!" Czy może być na świecie oznaka większej obojętności wobec drugiego człowieka? Moje biedne dziecko! Moje porzucone wnuki! (chlip chlip)
                                          R.: Mamuś, nie płacz...
                                          G.: Jak mam nie płakać, skoro was tu na zmarnowanie, samych zostawię! A w Poznaniu Aga i Ignaś potrzebowaliby cię! Nie tak jak Fryderyk, któremu najwyraźniej jesteś zbędna!
                                          R.: Mamo, sama nie wiem...
                                          G.: Różo, dobrze wiesz, tylko nie chcesz przyznać! Jesteś za dobra, więc nie nazywasz po imieniu tego, co zrobił Fryderyk! Zresztą sama powiedziałaś, że jest mu obojętne, czy zostaniecie tutaj, czy pojedziecie do Polski!
                                          R.: To nie tak...
                                          G.: A jak? Już mnie możesz wierzyć, dobrze wiem, co to znaczy, że ktoś ma ważniejsze sprawy niż własna żona! Tak czy owak, jesteś potrzebna tym, którzy cię kochają i na ciebie czekają! Chcesz ich zawieść?
                                          R.: Oczywiście, że nie...
                                          G.: No więc właśnie. Będę dzielna, bardzo dzielna i pomogę ci się spakować, choć ja tylko wiem, ile mnie to kosztuje, gdy sobie przypomnę, jak twój ojciec miał ważniejsze sprawy niż rodzina (chlip chlip)...
                                          • panna.ze.dworku Re: Ja osobiście te rozmowy widzę raczej tak: 20.03.18, 11:40
                                            O! Dokładnie coś takiego miałam na myśli...
                                          • tt-tka Re: Ja osobiście te rozmowy widzę raczej tak: 20.03.18, 12:54
                                            Pazdziernik
                                            - Jak to w Poznaniu ? A co wy jeszcze robicie w Poznaniu ?! Mialas pojechac tylko na wesele ! Co znaczy domek, nie chcialas tamtego, trzeba bylo wynajac inny ! Rozo, nie zawracaj glowy, dzieci opuscily ponad miesiac nauki ! Cooooo? Sluchaj, jak spokojny czlowiek jestem, ale ja wroce, to ci chyba przyleje !

                                            Roza, radosnie - mamo, mamo, Fryc wraca !
                                          • dakota77 Re: Ja osobiście te rozmowy widzę raczej tak: 20.03.18, 13:33
                                            Cudowne te rozmowy :) To wszystko brzmi bardzo prawdopodobnie :)
                                          • guineapigs Re: Ja osobiście te rozmowy widzę raczej tak: 08.07.21, 17:40
                                            Scenka napisana przez Iwonie jest idealna. Typowe odwracanie kota ogonem, typowe a la Pyza/Gaba interpretowanie slow meza po swojemu, borejkowskiemu i tak dalej. Tak to bylo: chce dokonczyc projekt i zarobic pieniadze = juz nas nie kochasz, zastawiasz nas na glodzie i chlodzie.
                                            Ja pierdziele, co za tupet tak niszczyc czlowieka, jego talent, cele czy ambicje. Z jednej strony mameja, a z drugiej pirania.
                                            Paskudztwo.
                                • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 09:36
                                  zla.m napisała:

                                  > child benefits - dla samotnej matki pracującej za najniższą będą wysokie,

                                  Nie znam się na angielskim systemie. Czy niepracującej żonie obywatela Unii, który rzeczywiście pracował legalnie w Wielkiej Brytanii, ale opuścił kraj i przeniósł się do USA, należą się "benefity"?

                                  Poza tym istnieje ryzyko utraty przywilejów. A bo to Róża wie, jak rozmemłana mimoza z Polski będzie traktowana w WB po Brexicie?
                                  • jottka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 13:30
                                    olał benefity, ja chcę więcej tych dialogów:) w następnym Fryc może w desperacji rozmawiać z jakimś oficerem interwencyjnym, któremu teściowa doniosła o przemocy domowej:)
                                    • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 13:57
                                      jottka napisała:

                                      > olał benefity, ja chcę więcej tych dialogów:) w następnym Fryc może w desperacj
                                      > i rozmawiać z jakimś oficerem interwencyjnym, któremu teściowa doniosła o przem
                                      > ocy domowej:)

                                      Mowisz, masz :)
                                      (co prawda w mojej wizji to Fryc rodzine zony oskarzyl o przemoc, ale niech bedzie)

                                      Oficer - mowi duzo i ciezko. Nie wiem, co mowi, bo nie znam angielskiego. Amerykanskiego tez nie znam.
                                      Fryc - Yes, sir. No, sir. (cicho) Kiss me, sir.

                                      Telegram. A co, ladne nawiazanie :)
                                      "kocham sciskam dluzej nie wytrzymam z toba kropka zaswiadczenie o leczeniu albo zabieram dzieci do stanow na zawsze caluje Fryc"
                                      • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 20.03.18, 14:22
                                        tt-tka napisała:

                                        > Telegram. A co, ladne nawiazanie :)
                                        > "kocham sciskam dluzej nie wytrzymam z toba kropka zaswiadczenie o leczeniu alb
                                        > o zabieram dzieci do stanow na zawsze caluje Fryc"

                                        Nie znoszę obrzydliwego cyborga, ale za coś takiego postawiłabym mu dużą wó... dużą wutelkę soku pomarańczowego.
                                  • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 21.03.18, 19:34
                                    O ile wiem, wygląda (wyglądało przed brexitem) to tak:
                                    - dopóki Frycol tam pracował, to nawet jak nie mieli obywatelstwa, benefity się należały (myśmy dostawali, choć byliśmy tam dużo krócej. Żeby było zabawniej brytyjski formularz nie przewidywał dochodów w Polsce, więc olali to, że dostaję kasę na macierzyńskim i wyliczyli child benefits tylko na podstawie pensji męża)
                                    - skoro byli tam ponad 10 lat to z automatu po 5 dostali status "rezydenta" (takie nie-do-końca obywatel, bez praw wyborczych, o obywatelstwo trzeba się starać), a dzieci były wciągnięte "na listy" we wszystkich urzędach i nawet jak Frycek dał w długą to Róża-rezydentka prawa socjalne nadal ma, zwłaszcza te chroniące dzieci
                                    - dodatkowo właśnie tu doczytuje, że o ile dla Mili trzeba by się starać o obywatelstwo, to Karol miał je z automatu (Dzieci, które automatycznie uzyskają brytyjskie obywatelstwo to dzieci, których przynajmniej jeden rodzic (...) był osiedlony - czyli mieszkał od 5 lat - w UK w momencie narodzenia dziecka)

                                    O ile świeży imigrant w po-brexitowej rzeczywistości może mieć w powyższymi punktami jakieś kłopoty (nie wiem, czy to wprowadzili, ale planowali dawać wszelkiego rodzaju zasiłki dopiero po kilku - 4?- latach pobytu na stałe w UK i na początku maleńkie, a potem je proporcjonalnie zwiększać), to prawa nabyte są prawami i Róża, a zwłaszcza jej dzieci, na pewno mogły korzystać z nich w pełni.
                                    • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 21.03.18, 19:42
                                      zla.m napisała:

                                      > O ile wiem, wygląda (wyglądało przed brexitem) to tak:

                                      [reszta wywodów]

                                      Pseplasiam, nie podałam cytowania. To odpowiedź na pytanie przymrozków:


                                      Nie znam się na angielskim systemie. Czy niepracującej żonie obywatela Unii, który rzeczywiście pracował legalnie w Wielkiej Brytanii, ale opuścił kraj i przeniósł się do USA, należą się "benefity"?

                                      Poza tym istnieje ryzyko utraty przywilejów. A bo to Róża wie, jak rozmemłana mimoza z Polski będzie traktowana w WB po Brexicie?
                                    • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 21.03.18, 20:16
                                      zla.m napisała:


                                      prawa nabyte są prawa
                                      > mi i Róża, a zwłaszcza jej dzieci, na pewno mogły korzystać z nich w pełni.

                                      A jak to wyglada, gdy Roza z dziecmi opuszcza Anglie ? Nie wiadomo, na jak dlugo, byc moze tylko na kilka miesiecy... traca te benefity na czas nieobecnosci czy w ogole ? Trzeba zglosic, ze sie wyjezdza, zalatwiac jakies formalnosci ?
                                      • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 23.03.18, 22:35
                                        tt-tka napisała:

                                        > zla.m napisała:
                                        >
                                        >
                                        > prawa nabyte są prawa
                                        > > mi i Róża, a zwłaszcza jej dzieci, na pewno mogły korzystać z nich w pełn
                                        > i.
                                        >
                                        > A jak to wyglada, gdy Roza z dziecmi opuszcza Anglie ? Nie wiadomo, na jak dlug
                                        > o, byc moze tylko na kilka miesiecy... traca te benefity na czas nieobecnosci c
                                        > zy w ogole ? Trzeba zglosic, ze sie wyjezdza, zalatwiac jakies formalnosci ?

                                        Formalnie to nie wiem, pewnie trzeba mieć jakiś-tam czas pobytu w roku na ziemi brytyjskiej, pewnie więcej niż 6 miesięcy. Wyjazd w okresie wakacyjnym w ogóle nikogo nie obchodzi, wyjazd na dłużej zapewne należałoby zgłosić. Rzesze naszych rodaków jednak nie zgłaszały albo pobierały benefity na dzieci mieszkające w Polsce, co w UK nigdy nie były. Jak to sprawdzają, nie mam pojęcia, choć słyszałam że w ostatnich latach wymiana danych polskie-brytyjskie urzędy jest zwiększona - także dlatego, że naszym też nie zależy by płacić 500+ dzieciom na Wyspach. Ale taka Róża, dotychczas siedząca na tyłku w jednym miejscu, żona przy mężu-naukowcu jest mniej podejrzana. Pewnie by się tym zainteresowali urzędowo za 2 lata, gdy Mila skończy 16 lat (bo wtedy zależy od dalszej ścieżki edukacji czy dostaje się je dalej). Do tego czasu Róża może siedząc cicho brać benefity. No i musiałaby się w Polsce oficjalnie zameldować (o ile w ogóle się wymeldowała), żeby zaistnieć gdzieś urzędowo i zwrócić na siebie uwagę wcześniej. Nie wiem, jak to działa w Borejlandzie :D.

                                        G
                                        • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 23.03.18, 22:51
                                          zla.m napisała:


                                          > >
                                          > > A jak to wyglada, gdy Roza z dziecmi opuszcza Anglie ? Nie wiadomo, na ja
                                          > k dlug
                                          > > o, byc moze tylko na kilka miesiecy... traca te benefity na czas nieobecn
                                          > osci c
                                          > > zy w ogole ?
                                          > Formalnie to nie wiem, pewnie trzeba mieć jakiś-tam czas pobytu w roku na ziemi
                                          > brytyjskiej, pewnie więcej niż 6 miesięcy. Wyjazd w okresie wakacyjnym w ogóle
                                          > nikogo nie obchodzi,

                                          Ale oni wyjezdzaja juz w roku szkolnym, a do szkoly chodzi Mila i Karolek ... znaczy wlasnie przestali chodzic. Czy jakies sluzby sie tym interesuja, ze beneficjenci zaprzestali obowiazkowej edukacji ? Czy to ma wplyw na platnosci ?

                                          Ale taka Róża, dotychczas siedząca na tyłku w jednym miejscu, żona przy męż
                                          > u-naukowcu jest mniej podejrzana. Pewnie by się tym zainteresowali urzędowo za
                                          > 2 lata, gdy Mila skończy 16 lat (bo wtedy zależy od dalszej ścieżki edukacji cz
                                          > y dostaje się je dalej). Do tego czasu Róża może siedząc cicho brać benefity.

                                          No wlasnie nie wiem, nie musi przedstawiac zadnych zaswiadczen ze szkoly ? A szkola nie zglasza, ze uczen zniknal ?
                                          • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 27.03.18, 14:54
                                            tt-tka napisała:

                                            > zla.m napisała:
                                            >
                                            >
                                            > > >
                                            > > > A jak to wyglada, gdy Roza z dziecmi opuszcza Anglie ? Nie wiadomo,
                                            > na ja
                                            > > k dlug
                                            > > > o, byc moze tylko na kilka miesiecy... traca te benefity na czas ni
                                            > eobecn
                                            > > osci c
                                            > > > zy w ogole ?
                                            > > Formalnie to nie wiem, pewnie trzeba mieć jakiś-tam czas pobytu w roku na
                                            > ziemi
                                            > > brytyjskiej, pewnie więcej niż 6 miesięcy. Wyjazd w okresie wakacyjnym w
                                            > ogóle
                                            > > nikogo nie obchodzi,
                                            >
                                            > Ale oni wyjezdzaja juz w roku szkolnym, a do szkoly chodzi Mila i Karolek ... z
                                            > naczy wlasnie przestali chodzic. Czy jakies sluzby sie tym interesuja, ze bene
                                            > ficjenci zaprzestali obowiazkowej edukacji ? Czy to ma wplyw na platnosci ?
                                            >

                                            Na płatności to nie mam pojęcia (choć pewnie w końcu tak, jakby ustalili wyprowadzkę). Ale że jakieś słuzby by się zainteresowały, to na bank.

                                            > Ale taka Róża, dotychczas siedząca na tyłku w jednym miejscu, żona przy męż
                                            > > u-naukowcu jest mniej podejrzana. Pewnie by się tym zainteresowali urzędo
                                            > wo za
                                            > > 2 lata, gdy Mila skończy 16 lat (bo wtedy zależy od dalszej ścieżki eduka
                                            > cji cz
                                            > > y dostaje się je dalej). Do tego czasu Róża może siedząc cicho brać benef
                                            > ity.
                                            >
                                            > No wlasnie nie wiem, nie musi przedstawiac zadnych zaswiadczen ze szkoly ? A sz
                                            > kola nie zglasza, ze uczen zniknal ?

                                            Jak uczeń zniknie ze szkoły, to na pewno zrobi się dym (chyba że akurat oboje byliby na poziomie uprawniającym do zmiany szkoły - wtedy też namierzą, ale później).
                                            Chodziło mi o to, że Róża bez obywatelstwa, pozbawiona Fryca pracującego na chwałę królowej, jak będzie siedzieć cicho w kwestii onego, benefity dostanie. Ale faktycznie dzieci powinny być przez system widziane, skoro już w nim są.
                                • szarotkaaaa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 29.03.18, 13:14
                                  Child benefit jest dla każdego taki sam, jak nasze 500 plus, z tą różnicą, że otrzymuje go każde dziecko, bez względu na dochód. Zasiłki były niezłe, owszem, ale z 10 lat temu, teraz są nędzne i państwo bardzo dobrze pilnuje, aby nikt ich nie pobierał bezprawnie - jak coś znajdą, trzeba oddawać. Dom wynajmowali, więc nie był to dom socjalny (tańszy i z dopłatami), a właściciele rzadko zgadzają się na wynajęcie domu osobie, która pobiera zasiłek mieszkaniowy, więc odpada. Robiąc nadgodziny Różna na spokojnie byłaby w stanie utrzymać siebie i dzieci, co tłumaczy też tak długi pobyt Gaby - po prostu siedziała z dziećmi, jako tańsza alternatywa opiekunki, kiedy Róża tyrała.
                                  • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 29.03.18, 14:23
                                    szarotkaaaa napisała:


                                    > . Robiąc nadgodziny Różna na spokojnie byłaby w stanie utrzymać siebie i dzieci
                                    > , co tłumaczy też tak długi pobyt Gaby - po prostu siedziała z dziećmi, jako ta
                                    > ńsza alternatywa opiekunki, kiedy Róża tyrała.

                                    T opisow nie wynika, by Roza tyrala, a tym bardziej robila nadgodziny - siedziala w domu z mamusia i martwila sie brakiem wiadomosci.
                                    W ogole nie wynika, by Roza pracowala.
                                    • szarotkaaaa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 29.03.18, 15:53
                                      Nad czym ubolewam.
                          • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 13:55
                            przymrozki napisała:


                            > O ile nie ma w tej materii matactwa Róży lub Gaby, powrót do Polski nie był ich
                            > fanaberią. Umowa najmu domku się skończyła, a Fryc powiedział, że "Róży i dzie
                            > ciom lepiej będzie u rodziny w Poznaniu".

                            Czy my to slyszymy powiedziane przez Fryca, czy tylko per procura ? Zrozumialam, ze jedyny bezposredni glos Fryca to ten liscik przy weselnym bukiecie...

                            Sama Pyza zapewne nie miała pieniędzy
                            > na życie w Oxfordzie.

                            Tego nie wiemy. Na przelot miala, na kupno wyprawki miala, na wyekspediowanie kotka miala... a dwumiesieczny pobyt Gaby tez nie byl za friko.
                            Poza wszystkim nie wierze, ze edukacja dzieci Fryca nie obchodzila. Akurat do nauki podchodzil zawsze bardzo serio. A teraz raptem dzieci maja zmienic kraj, system nauczania, program i ich ojciec nawet sie nie zainteresowal, na jaki ? Impossible.
                            • przymrozki Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 14:20
                              tt-tka napisała:

                              > Czy my to slyszymy powiedziane przez Fryca, czy tylko per procura ? Zrozumialam
                              > , ze jedyny bezposredni glos Fryca to ten liscik przy weselnym bukiecie...
                              >

                              Tego nie wiemy. Ponoć Fryc powiedział, że "jego rodziny w USA nie potrzebują" i, zdaje się, on też miał uznać, że bierz dzieci i wracaj do Poznania, dziewczyno, bo ja, póki co, nie wracam. Ale ile z tego to jego słowa, a ile wyobraźnia Gaby - nie wiemy. Na pewno to on tylko wyjechał i nie chciał Róży i dzieci wziąć ze sobą. I nie odzywał się od opuszczenia przez Różę Anglii aż do wesela, przy czym podczas wesele też nie odezwał się do Róży. Do dzieci, jak rozumiem, też ani słowa.


                              > Tego nie wiemy. Na przelot miala, na kupno wyprawki miala, na wyekspediowanie k
                              > otka miala... a dwumiesieczny pobyt Gaby tez nie byl za friko.
                              > Poza wszystkim nie wierze, ze edukacja dzieci Fryca nie obchodzila. Akurat do n
                              > auki podchodzil zawsze bardzo serio. A teraz raptem dzieci maja zmienic kraj, s
                              > ystem nauczania, program i ich ojciec nawet sie nie zainteresowal, na jaki ? Im
                              > possible.

                              Ile na przeprowadzkę dała Róża, a ile, i czy w ogóle, Gaba, Hildegarda i Fryc - nie wiemy. I ze słów Gaby wynika, że Frycu się zainteresował. Powiedział "tobie i dzieciom będzie lepiej w Poznaniu".

                              Jeżeli Gaba nie nałgała, to on rodzinę po prostu porzucił i zerwał kontakt. Do kwiatów na weselu Józka ewentualnie alternatywą było, że w USA umarł.
                              • szafrannowa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 14:31
                                nie odzywał się od opuszczenia przez Różę Anglii aż do wesela, przy
                                > czym podczas wesele też nie odezwał się do Róży. Do dzieci, jak rozumiem, też
                                > ani słowa.

                                Taaa, w czasach fb, skype whatsapp - nie mial jak sie skontaktowac ;) dzieci nawet mogly go namierzyc przez sluzbowego maila ;) czy obdzwonic instytucje naukowa ;) nastolatki tez teraz maja telefony - pewnie sobie wczesniej wysylali sms, czy zdjecia - i nagle sie ojcu odwidzial kontakt wirtualny ...;)
                            • szafrannowa Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 14:22
                              Poza tym za ile sie konczyl ten "wynajem". Zakladajac ze byloby cacy w malzenstwie i Fryc siedzial w domowym ciepelku- to co? Nie dzukali niczego nowego, nie mysleli nad tym gdzie sie podziac? Odpowiednie mieszkanie nie tak latwo znalezc, nie chofzili, nie czytali ogloszen, nie pytali znajomych???
                              Frycu wyjechany - no jak swietnie sie sklada ;) akurat teraz konczy sie umowa najmu, na lapu capu trzeba kombinowac co dalej, i nie Roza z mezem, tylko Gaba z Roza sie glowia co z mieszkaniem, szkola, majatkiem i zwierzyna ...
                              Naprawde nie mysleli o tym wczesniej i ta wyprowadzka z domu i Oxfordu to wypdkowa roznych czynnikow, nie mieli dalszego planu?
                              • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 19:08
                                szafrannowa napisała:

                                > Poza tym za ile sie konczyl ten "wynajem".

                                Generalnie nie bardzo rozumiem, dlaczego miałby się kończyć - w UK ludzie wynajmują te same mieszkania przez dziesiątki lat i jeśli im w nich dobrze, nie szukają nowych. Właściciel może wywalić, o ile nie są dotrzymane warunki umowy - ale jeśli wszystko jest cacy, to niby dlaczego tego najmu nie miałby przedłużyć?
                                • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 19:52
                                  ciotka_scholastyka napisała:


                                  > Generalnie nie bardzo rozumiem, dlaczego miałby się kończyć - w UK ludzie wynaj
                                  > mują te same mieszkania przez dziesiątki lat i jeśli im w nich dobrze, nie szuk
                                  > ają nowych. Właściciel może wywalić, o ile nie są dotrzymane warunki umowy - al
                                  > e jeśli wszystko jest cacy, to niby dlaczego tego najmu nie miałby przedłużyć?

                                  Dlatego tez uwazam jednak, ze wyjazd byl 1) planowany i 2) z rodzina. To Fryc wymowil, a nie wlasciciel, bo Fryc zamierzal przeniesc sie do Stanow z zona i dziecmi. To Roza stanela deba "tak daleko od wszystkich, jak to ?" i wyszlo, jak wyszlo. Tzn on mial nadzieje, ze ona dolaczy, a ona, ze on zrezygnuje z wyjazdu. Dezawi mam, czy oni juz tego nie przerabiali ?
                                  • ciotka_scholastyka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 20:51
                                    tt-tka napisała:

                                    > Dlatego tez uwazam jednak, ze wyjazd byl 1) planowany i 2) z rodzina. To Fryc w
                                    > ymowil, a nie wlasciciel, bo Fryc zamierzal przeniesc sie do Stanow z zona i dz
                                    > iecmi. To Roza stanela deba "tak daleko od wszystkich, jak to ?" i wyszlo, jak
                                    > wyszlo. Tzn on mial nadzieje, ze ona dolaczy, a ona, ze on zrezygnuje z wyjazdu
                                    > . Dezawi mam, czy oni juz tego nie przerabiali ?

                                    To raczej kalka z naszych gdybań, czemu Pyziak uciekł :)
                                    • tt-tka Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 22:34
                                      ciotka_scholastyka napisała:

                                      > To raczej kalka z naszych gdybań, czemu Pyziak uciekł :)


                                      Ale ta kalka ma sens i uzasadnienie, czego historii w CZ brak :)
                                • reveiled Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 20:47
                                  Nie czytalam ksiazki, ale wydaje mi sie, ze konczyl sie kontrakt, ktory moza bylo przedluzyc albo nie, a poniewaz Fryc sie nie kwapil z powrotem, to postanowil nie przedluzac. Nam sie "wynajem" konczy co roku i przedluzamy, ale jak sie kiedys zdecydujemy znowu przeprowadzic to najlepiej bedzie wlasnie w tym momencie, kiedy sie skonczy.
                            • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 14:50
                              Czy my to slyszymy powiedziane przez Fryca, czy tylko per procura ? Zrozumialam
                              > , ze jedyny bezposredni glos Fryca to ten liscik przy weselnym bukiecie...


                              Nie, bezpośredniego głosu Fryca nie słyszymy nigdzie, treść bileciku przy bukiecie też jest tylko omówiona narratorsko, poza tym mamy tylko snucie teorii przez Gabę w mailu do sióstr na temat tego, co ona uważa. Albowiem nie pada nigdzie też ani słowo ze strony Róży czy dzieci, nie słyszymy też ani jednej ich myśli.

                              Wiemy tylko, że Gaba przyjechała "na chwilę" do Oksfordu tuż po wyjeździe Fryca i przez dwa miesiące (! - czyli od samego początku, zanim F. przedłużył swój pobyt w USA, jak się samo Gabrieli napisało...) Róża "stawiała opór" (własne słowa G.) matce, która namawiała ją na powrót do kraju. W końcu uległa, bo tak się fantastycznie złożyło, że tu wesele Józka i potrzeba wsparcia dla Agi za chwilę rodzącej, a tam kończy się umowa najmu, więc można nie przedłużać, więc... :-/
                              • lord_vmordevol Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 15:04
                                iwoniaw napisała:

                                > wa G.) matce, która namawiała ją na powrót do kraju. W końcu uległa, bo tak się
                                > fantastycznie złożyło, że tu wesele Józka i potrzeba wsparcia dla Agi za chwil
                                > ę rodzącej, a tam kończy się umowa najmu, więc można nie przedłużać, więc... :-

                                A, tego, a on w tych Stanach to wie, że już nie ma mieszkania w Oxfordzie?
                                • iwoniaw Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 15:42
                                  Chyba tak - Gaba pisze, że to właśnie "Fryderyk stwierdził, że nie warto przedłużać umowy, gdyż dzieciom i Róży najlepiej będzie w ojczyźnie". Co jest trochę dziwne w kontekście tego, że kilka zdań wcześniej ta sama Gaba pisze, że przez 2 miesiące Róża stawiała jej opór namawiana do powrotu do Polski - więc zapewne ani Róża ani Fryderyk nie planowali wyprowadzki z Oksfordu. A o terminie, na jaki wynajęli dom, to raczej wiedzieli wcześniej, niż gdy ten się skończył?
                                  To jest w ogóle głupi wątek, nic się w nim nie zgadza. Wygląda to tak, jakby Gabriela podjęła szeroko zakrojoną akcję "odzyskiwania córki wraz z wnukami" i pracowicie ryła pod jej małżeństwem korzystając z nieobecności zięcia.
                      • krystalla Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 17.03.18, 22:23
                        iwoniaw napisała:

                        (Podobnie jest zresztą w szpital
                        > u, gdy po porodzie do Agi natychmiast ściągnięty jest dr Kowalik, który "pozwal
                        > a" być przy niej Róży "przez cały czas" - mimo że ponoć na oddziale pracują jak
                        > o położne "świetne dziewczyny" i obiektywnie dr Kowalik w ogóle nie jest tam do
                        > niczego potrzebny...
                        >
                        >
                        Widzę dwa możliwe tego wytłumaczenia :
                        - wszyscy prawi i zacni ludzie trzymają się razem, jedna wielka nawzajem o się dbająca (nieodpłatnie) rodzina,
                        - jest to sposób autorki na pokazanie, że pamięta o wcześniejszych swoich bohaterach (lub chociaż o ich zawodzie).
                        • mamuka_z_boru Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 19.03.18, 21:17
                          krystalla napisała:

                          > iwoniaw napisała:
                          >
                          > (Podobnie jest zresztą w szpital
                          > > u, gdy po porodzie do Agi natychmiast ściągnięty jest dr Kowalik, który "
                          > pozwal
                          > > a" być przy niej Róży "przez cały czas" - mimo że ponoć na oddziale pracu
                          > ją jak
                          > > o położne "świetne dziewczyny" i obiektywnie dr Kowalik w ogóle nie jest
                          > tam do
                          > > niczego potrzebny...
                          > >
                          Ale zaraz, jak dr Kowalik może pozwalać na cokolwiek na nie swoim oddziale? Może o coś prosić zaprzyjaźnionego ordynatora, ale sam niema nic do gadania. No i w ogóle, dzisiaj na porodówce nie trzeba wielkich wstawiennictw, żeby rodząca miała przy sobie partnera/doulę/siostrę. Nawet w prowincjonalnych dziurach jak moja jest to już od paru lat ogólnie przyjęta norma. Porody rodzinne to standard i możliwość odwiedzin położnicy przez bliskich takoż.
                    • zla.m Re: Generalnie "sprawa Fryca" wygląda tak 16.03.18, 20:38
                      szafrannowa napisała:

                      > A jak jest rozwiazana sprawa szkoly? Dziatwa gdzies pewnie pobierala nauki, ewe
                      > ntualna przeprowadzka, zmiana szkoly, to wszystko wymaga przemyslen, dyskusji,
                      > zalatwiania. Ksiazki nie czytalam, ale wyglada mi na to, ze nie wiadomo nic, by
                      > c moze angielska, amerykanskavalbo polska szkola wchodzi w gre - i tak na hop s
                      > iup poinformuja dzieci o zmianie?

                      Z racji przenoszenia się z własnymi dziećmi (przedszkolnymi) sprawę rozkminiałam osobiście i przede wszystkim właśnie pod kątem tego, jak dzieci się czują, jak z przyjaźniami, z ewentualnym poczuciem obcości, gorszości itp. Już w wątku spojlerowym się na ten temat rozwijałam, jak pisał mistrz Konstanty: "wyszła cała więlbłądografia" - forum.gazeta.pl/forum/w,25788,165713627,165713627,Zgryzotka_SPOJLERY.html#p165727838
        • antonina_a Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.04.18, 20:53
          Ja to w ogóle nie kumam tego braku kontaktu Róży z mężem. Są takie komunikatory, że można pisać, rozmawiać i video połączenia robić bezpłatnie, wystarczy mieć internety. Sama funkcjonuję obecnie w związku na odległość i nie ma dnia bez kontaktu. Zatem albo Fryderyk unika żony jak tylko może albo MM nie ma elementarnej wiedzy na temat współczesnych sposobów komunikacji :)
          • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 12.08.19, 19:42
            No nie. I te mailowanie, jakby nie było Messengera itd
            • sayoasiel Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 13.08.19, 03:11
              ponis1990 napisała:

              > No nie. I te mailowanie, jakby nie było Messengera itd
              >
              A to co dziwnego ? Te kobiety to jest inne pokolenie. Mogą być przyzwyczajone do maili i kropka. Wielu ludzi tak robi do tej pory. Nie chciały aktywnie ze sobą rozmawiać, tylko wysyłać listy. A MM sugerowała,że zwykle piszą, ale,że Idusi utonęła komórka...chwyt to tani,ale u MM jako autorki,żeby mailami popychać fabułę naprzód, ale nie widzę nic zdrożnego w pisaniu maili.
              *szept* sama piszę maile. A messangerem gardzę. Tylko Discord.
            • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.08.19, 10:51
              ponis1990 napisała:

              > No nie. I te mailowanie, jakby nie było Messengera itd

              Messengerem to się dzieci zwołują, ja nawet nie wiem, skąd to się ściąga. Przecież to nijak nie identyfikująca nazwa.
    • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:21
      Skończyłam lekturę. Nawet sobie podręczną listę raczkowych motywów uczyniłam, wedle kolejności występowania. Nie czytałam wcześniej wątku, więc pewnie się będzie powtarzać:
      1. Jóźwa 25 km rowerem do narzeczonej czyniący codziennie w jedną stronę, by wyremontować chatę (nie mógł się w ruince rozbić, jak już naprawdę w 21 wieku nie wypada, by mieszkać razem z oblubienicą, która takoż sama pochodzi ze związku pozamałżeńskiego?), gdzie po takim wysiłku zajmował się pracami remontowymi,
      2. Norowe rozważania o mamusi i tatusiu - jak u 5latki, okraszone mądrościami o seksami - jak u staruszki,
      3. IGStryba scenarzystą i autorem filmów o architekturze drewnianej - już widzę to dochodowe zajęcie, MM nie ma chyba pojęcia, czym mógłby się zajmować historyk sztuki,
      4. Grzesiowe rozkminy o ojcostwie, z kompletną amnezją w sprawie Elki,
      5. Masa mizoginistycznych i seksistowskich wstawek o roli kobiety, ukoronowaniem jest wykład Florka na weselu, o tym, że Nora ma się cenić i nie oddawać byle komu...
      6. Pierwszy pomysł na wesele Derotki i Jóźwy - że babcie po sąsiadach pozbierają strawę i obrusy,
      7. Maile na kilka stron a4. Kto w 2017 pisze takie rzeczy? Od czego jest facebook, whatsapp, smsy i cała reszta? Czemu one do siebie nie dzwonią na skypie?
      8. Zachowanie Derotki i Jóźwy, którzy podobnie sarenkodziecko i Naszpan, nie czynią nic poza trzymaniem się za rączki, a w podróżny poślubnej lądują w jakimś motelu, bo widać wcześniej seksów nie było, więc zostawało im gapienie się na siebie,
      9. Nutria bojąca się Fryca, 40letnia nauczycielka, która się boi odezwać do przeszło dekadę młodszego powinowatego...
      10. Róża, która 2 miesiące myślała co zrobić, po porzuceniu przez męża, które ponoć nie było porzuceniem. Ja prdl, co za komunikacja między małżonkami, co za zdecydowanie, co za samodzielność. A na to wszystko Centrum Wspomagania jako plasterek wspomagający, bo przecież tylko Gaba wie, jak to jest być porzuconą...
      11. Opis trzydziesloparoletniej Róży, którą autorka z rozkoszą upupia. Nie dość, że kura domowa, bez żadnej kariery, dochodu i ambicji, to jeszcze słodka, urocza, a zarazem Matka Polska Wszechwiedząca. Strasznie mnie irytowała postać Róży i to jak opisywały sobie ją ciotki w mailach,
      12. Florek co Niemcowi ziemi nie odda,
      13. Florek murarz-wolontariusz (chodzi o ocieplenie domu Piechotom),
      14. Florek jednak rozmnażający konie i je sprzedający,
      15. bejsbolówka obrazy (chodzi o to, że Łusia całowała się pod domem z gościem, który do tej czynności nie zdjął czapki)
      16. Upadek finansowy rodziny Nowackich, którzy muszą najmować pokoje studentom - co ciekawe, młode Stryby, żyjące z filmów o architekturze drewnianej Wielkopolski, stać na utrzymanie wielkiego mieszkania, z dorzuconą im do kompletu niezarabiająca dzieciatą Różą (wiem, wiem, pewnie ma benefity plus Fryc coś przelewa),
      17. pani od biologii, nie rozróżniająca stajni od stadniny oraz działalność ekologiczna Florka,
      18. wystrój mieszkania na Rusfelta - zwłaszcza nagietkowa kuchnia (jeżu niebieski, jaka ona musi być okropna, takie kolory wyszły z mody, do tego zawsze były paskudne wg mnie), dwie łazienki i pracownio-sypialnia młodych Strybów, opisem pasująca do mieszkania Żaczków, zresztą turkusowa kuchnia i granatowe Idy to też jakaś porażka estetyczna, wydawałoby się, że tak wysmakowana rodzina albo pójdzie w styl rustykalny albo postawi na bardziej stonowane połączenia, w przypadku Rusfelta rozwalił mnie też remont na ostatnią chwilę, wychodzi, że od wyprowadzki seniorów nikt mieszkania nie ogarnął do końca... Oni też musieli poczekać na sam koniec ciąży, by złapać pędzle...
      19. Gadki o mistyce porodu. Taaaak, to faktycznie tematyka fascynująca 16letnie dziewczęta, zaiste. Wszystkie chcą czytać o bobasach. Ja czytałam powieść dla nastolatek czy podręcznik dla kursu przedmałżeńskiego, napisany w porywie serca przez pobożne parafianki?
      20. Organizacja ślubu - wersja nr 2. Praktyczna Derotka, zamiast siedzieć na forach ślubnych i mieć plan w najdrobniejszych szczegółach, ma mocno olewczy stosunek do własnego wesela, a ilość gości ustalona jest na tydzień przed wydarzeniem. Baaardzo prawdopodobne. Tak właśnie się organizuje śluby i wesela w 21 wieku,
      21. Organizacja ślubu - wersja nr 3 - taaak, właśnie tak to się robi, że ciasta zamawia się na tydzień przed, catering też, stoły zbija sąsiad, ławki są z kościoła, a wszystko ustawia się pod chmurką z radosnym "jakoś to będzie". Matka panny młodej zaiwania z ciastami, sama panna młoda na godzinę przed ceremonią rozstawia wazoniki, a na weselu gra zespół z ośrodka kultury, który najwyraźniej przejeżdżał sobie mimo. Do tego goście nawet lampką wina nie mogą rozgonić nadciągającego, wrześniowego chłodku wieczornego, bo wesele z racji skąpstwa organizatorów, jest bezalkoholowe (rozumiem, że można być anty, ale tu to nie ma żadnego wytłumaczenia, nie stoi za tym żadna ideologia ani filozofia życiowa. Kumam, że nie każdy wielbi wódkę, ale co jest złego w winie?), a że dzieje się pod chmurką (ciekawe, jak z toaletami????), to raczej za ciepło koło 20.00 nie było, ale może o to chodziło, by goście sobie poszli?
      22. Weselne przygotowania Derotki. Serio? Mama jej zaplotła warkocz, wciągnęła suknie i sobie pojechały? Żadnego makijażu? Żadnej maseczki? A co z polskimi tradycjami? Gdzie błogosławieństwo rodziców? Gdzie tłuczenie butelek? Dlaczego u licha do ołtarza Derotkę prowadziła matka, jak to taka wielkopolska rodzina z tradycjami? Zapomniało im się, że to nie romantyczna komedia made in USA? Podobnie jest z wyjazdem w podróż poślubną. Ktoś życzliwy powinien MM w ramach prezentu na Boże Narodzenie sprezentować "Przewodnik po tradycji polskiej", skoro ona rękoma Nory zamierza Guścika uszczęśliwić słownikiem,
      23. Nazywanie dzieci imionami po żyjących krewnych - poruszałam już kiedyś ten wątek. Jak dla mnie to średnio fajny zwyczaj, słabo w Polsce zakorzeniony. A u Borejków istna epidemia, łącznie z tym, że jedno dziecko imię dostaje po innym dziecku (bo Nory dorosłą nazwać nie można),
      24. Kompletne zaginięcie w fabule postaci ważnych z punktu widzenia zdarzeń lub lokacji: Wiesi Górskiej oraz Elki Stryby.
      25. Agnieszka unikająca lekarzy (dobrze chociaż, że Ida i Róża to krytykują).
      26. Nazywanie Nutrii teściową, bo jej syn zaczął się w liceum spotykać z dziewczyną... No naprawdę, rychło w czas, obstalowujcie buty na kolejne wesele, zaraz skończą 18 lat, idealny wiek na słodkie pakuneczki, ożenek i zamieszkanie w kołchozie na Rusfelta w dawnej spiżarni.

      Generalnie w książce dość sympatyczny był wątek samej Nory. Młodzież w tym tomie nie była aż tak wynaturzona, jak w innych, choć imiona to MM chyba wyszukiwała wśród najrzadziej nadawanych w danym pokoleniu. Prawda jednak jest taka, że akcji to tam może jest na skromne opowiadanie, a nie 300 stron powieści.

      Natomiast cała borejskowska otoczka, której kwintesencją jest scena wesela, a potem wrobienia w małżeństwo i dziecko 16letniej Nory, jest irytująca, nudna i bardzo surrealistyczna. Wystarczy spojrzeć na listę gości weselnych (jak zażyła znajomość łączyła Józwę i Derotkę z Bebe i Dumbo??? Albo z Żeromskimi i Hajdukami- ci na dokładkę wbili z dorosłymi dziećmi? Co tam robiła z dziatwą Aurelia? Albo Lonia? Gdzie Joanna i jej potomstwo? Wujostwo Borejkowie? Czemu tam nie było znajomych Józka? Co z babcią Józefa, Moniką? Jej nie zaprosili? Czemu pojawiła się Bella-zresztą w zaawansowanej ciąży - strasznie późno swoją drogą, jak na borejkowskie standardy, powinna mieć już 3 dzieci, ale Elka już nie?), by dostrzec jak bardzo autorka nie panuje nad swoim dziełem i zasadniczo nie ma pomysłów na fabułę.


      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 14.03.18, 23:33
        kropka_zua napisał(a):


        > 9. Nutria bojąca się Fryca, 40letnia nauczycielka, która się boi odezwać do prz
        > eszło dekadę młodszego powinowatego...

        Nutria to juz jest pod piecdziesiatke, pod czterdziestke jest Fryc.
      • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 06:57
        kropka_zua napisał(a):


        > 5. Masa mizoginistycznych i seksistowskich wstawek o roli kobiety, ukoronowanie
        > m jest wykład Florka na weselu, o tym, że Nora ma się cenić i nie oddawać byle
        > komu...

        No tutaj zjawiam się z polemiką. Florian zobaczył swoją córkę w objęciach Gaudentego wyrywającą się i krzyczącą "puść". Podbiegł zatem do napastnika, chwycił za wszarz i upokorzywszy w ten sposób powiedział (Gaudentemu! nie Norze!) "moją córkę to ty masz szanować". Co miał w tej sytuacji zrobić, żeby było dość "feministycznie"? Przeczekać napaść na szesnastoletnie dziecko pisząc list do "Wyborczej"? Poradzić córce hashtag #metoo? No już nie bądźmy Peweksami!
        A to, że ojciec odradza córce związek z chłopakiem nie reagującym na "nie" no to chyba dobrze akurat.

        > 7. Maile na kilka stron a4. Kto w 2017 pisze takie rzeczy? Od czego jest facebo
        > ok, whatsapp, smsy i cała reszta? Czemu one do siebie nie dzwonią na skypie?

        Ja na przykład piszę. I to, jak mam nadzieję, w stylu zbliżonym do idzinego. Wszelkie zarzuty o nasze, tzn. moje i Pałysowej, starcze zramolenie niniejszym ucinam informacją gdyby Ida żyła, byłaby starsza od moich osobistych rodziców. Niektórzy lubią formy pisemne.
        • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 08:15
          "Niereagującym" się pisze razem! Cóż też mnie napadło?! Czyżby ortografia dr Piechoty przeszła na mnie?!
          • zuzudanslemetro Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:26
            Mnie się w tym wątku spodobała "mistyka porodu". Raz rodziłam, nie zauważyłam w tym nic mistycznego. Za to zauważyłam mnóstwo potu, krwi, bólu i innych paskudnych rzeczy, które są cholernie daleko od mistycyzmu.

            Przymrozki, ale jednak przyznasz, że wypowiedziane przez Flobrego "moją córkę to ty masz szanować" jest paskudne. Bo jeśli już złapał gówniarza, który nie rozumie "nie" to powinien mu wytłumaczyć, że jak jakakolwiek dziewczyna lub kobieta mówi nie to "no means no" i to trzeba szanować. Bo niby czemu miałby szanować tylko córkę Flobrego? Oczywiście, rozumiem, że w afekcie nie myśli się o dobru całego świata, ale jednak... Sama rozumiesz.
            • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:36
              Może jestem niewrażliwa, ale ja w tej scenie nie zobaczyłam nic paskudnego. Florek stanął w obronie córki, nie świata, bo Gaudenty nastawał mu na córkę, nie na świat. Nawracanie pijanych gówniarzy w sytuacji, gdy obok trzęsie się zaatakowane dziecko chyba jednak słusznie nie zostało uznane za górski priorytet. Ile tam sobie Gaudenty z tej lekcji wyniósł, to już jego rzecz. Z natchnionej przemowy Floriana też mógł nic nie pojąć. Sprawcza moc natchnionych przemów nie jest bowiem wielka.

              Natomiast młoda czytelniczka książki scenę tę może zrozumieć tylko na jeden sposób - warci uwagi chłopcy nie atakują z podtekstem erotycznym nieżyczących sobie tego dziewcząt. Wszak prawda to!
              • zuzudanslemetro Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:39
                Ok, nie czytałam, znam relację :) Przeczytam to się ustosunkuję i możliwe, że się czepiam.
              • mshyde Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 21:59
                Jakby sam z włochatym ryjkiem nie startował :P
            • kindzie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:15
              zuzudanslemetro napisała:

              > Mnie się w tym wątku spodobała "mistyka porodu". Raz rodziłam, nie zauważyłam w
              > tym nic mistycznego. Za to zauważyłam mnóstwo potu, krwi, bólu i innych paskud
              > nych rzeczy, które są cholernie daleko od mistycyzmu.

              Ja rodziłam dwa razy i były to dla mnie najbardziej mistyczne doświadczenia w moim życiu. Pomimo bólu i krwi - a zresztą nie rozumiem, czemu ból i krew mają stać z mistyką w sprzeczności. Każdy ma swój sposób przeżywania świata i dla jednej kobiety poród może nie mieć nic wspólnego z mistyką, a dla innej może mieć wspólne absolutnie wszystko.

              > Przymrozki, ale jednak przyznasz, że wypowiedziane przez Flobrego "moją córkę t
              > o ty masz szanować" jest paskudne. Bo jeśli już złapał gówniarza, który nie roz
              > umie "nie" to powinien mu wytłumaczyć, że jak jakakolwiek dziewczyna lub kobiet
              > a mówi nie to "no means no" i to trzeba szanować. Bo niby czemu miałby szanować
              > tylko córkę Flobrego? Oczywiście, rozumiem, że w afekcie nie myśli się o dobru
              > całego świata, ale jednak... Sama rozumiesz.

              Ja nie rozumiem. Z jednej strony sama piszesz, że to zrozumiałe, że ojciec, który broni swojej napastowanej córki, ma prawo w tej chwili myśleć przede wszystkim o tej córce, a z drugiej twierdzisz, że to paskudne. Oosbiście sądzę, że na miejscu Florka każdy rodzic zareagowałby podobnie.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:41
                kindzie napisała:

                Z jednej strony sama piszesz, że to zrozumiałe, że ojciec, któ
                > ry broni swojej napastowanej córki, ma prawo w tej chwili myśleć przede wszystk
                > im o tej córce, a z drugiej twierdzisz, że to paskudne. Oosbiście sądzę, że na
                > miejscu Florka każdy rodzic zareagowałby podobnie.

                Nie kazdy. Sa tacy, co w podobnej sytuacji reaguja wlasnie "jak dziewczyna mowi "nie", to..." - dziewczyna, a nie konkretnie "moja corka". Moj wlasny stryjek, zeby daleko nie szukac, ale wiem, ze nie on jeden.
                ]ezeli Flor rzeczywiscie powiedzial "moja corke to ty masz szanowac", to niestety zawiera to domyslne przyzwolenie na nieszanowanie cudzej corki. I Denty mogl zrozumiec, ze przy innej dziewczynie Flobry by nie reagowal.
        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:05
          przymrozki napisała:

          > No tutaj zjawiam się z polemiką. Florian zobaczył swoją córkę w objęciach Gaude
          > ntego wyrywającą się i krzyczącą "puść". Podbiegł zatem do napastnika, chwycił
          > za wszarz i upokorzywszy w ten sposób powiedział (Gaudentemu! nie Norze!) "moją
          > córkę to ty masz szanować". Co miał w tej sytuacji zrobić, żeby było dość "fem
          > inistycznie"? Przeczekać napaść na szesnastoletnie dziecko pisząc list do "Wybo
          > rczej"? Poradzić córce hashtag #metoo? No już nie bądźmy Peweksami!
          > A to, że ojciec odradza córce związek z chłopakiem nie reagującym na "nie" no t
          > o chyba dobrze akurat.
          Co do powyższego zgoda.
          O ile samo zachowanie wobec tej sytuacji było ok, to mnie bardziej zapadła w pamięci rozmowa później, gdy Florek radzi Norze, że w sumie ma być jak matka, a ktoś ma sobie na nią zasłużyć, jak zasłużył sobie na Pulpę (swoją drogą rodzi się pytanie: czym??? brakiem paliwa hehehe?). W kontekście zakończenia powieści, gdzie August po prostu sobie Norę "wychodził" brzmi to już niefajnie.

          > Ja na przykład piszę. I to, jak mam nadzieję, w stylu zbliżonym do idzinego. Ws
          > zelkie zarzuty o nasze, tzn. moje i Pałysowej, starcze zramolenie niniejszym uc
          > inam informacją gdyby Ida żyła, byłaby starsza od moich osobistych rodziców. Ni
          > ektórzy lubią formy pisemne.
          A to jest możliwe, że są osoby, które takie maile piszą. Samej mi się zdarza, ale raczej zawodowo. Jednak w świetle wydarzeń, które zachodzą w książce (np powrót Róży cz poród Agi) pisanie sążnistych listów raczej zostałoby zastąpione telefonem albo krótką rozmową na danym portalu.

          Do tego te maile stanowią okropną ekspozycję, podają połowę akcji na tacy i popychają ją do przodu. Kilka wiadomości nie stanowiłoby problemu, ale tu jest to przesadzone. To pokazuje kompletny brak pomysłu na fabułę, jej prowadzenie. Najłatwiej streścić wszystko w mailu.
          Czy Pulpa nie miała pojęcia o pracach remontowych w domku siostry kilka kilometrów dalej, skoro ponoć czasami przy nich pomagał jej mąż? Naprawdę nie można tego było przekazać inaczej?
          • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 09:43
            kropka_zua napisał(a):

            Florek radzi Norze, że w sumie ma być jak matka, a k
            > toś ma sobie na nią zasłużyć, jak zasłużył sobie na Pulpę (swoją drogą rodzi si
            > ę pytanie: czym??? brakiem paliwa hehehe?). W kontekście zakończenia powieści,
            > gdzie August po prostu sobie Norę "wychodził" brzmi to już niefajnie.
            >

            Florek powiedział tylko, że Nora jest zbyt wartościową dziewczyną, żeby godzić się na paskudne zaloty Gaudentego. Górski wyraził też nadzieję, że chłopak, którego Nora wybierze, będzie takim, który na jego wspaniałą córkę zasługuje. Ja rozumiem "zasługuje" jako "też będzie wartościowy, niech rozumie, z jakim skarbem ma do czynienia", a nie "jesteś jak pluszowa truskawka, niech absztyfikant sobie na ciebie uzbiera naklejki w supermarkecie". W słowach Florka jest miłość i troska, może trochę bezradności, a nie przedmiotowe traktowanie kobiet.
            • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:57
              Ja to odbieram właśnie w kontekście pluszowej truskawki (mając również w pamięci samą "Pulpecję", gdzie zbyt wiele się Baltona o Patrycję nie nastarał i żadnych cudów nie czynił - chodzi mi o tę przypisywaną mu cudowną przemianę charakteru, bo wynika, że wszystko co zrobił od sylwestra to było dla Pulpy, a nie, że po prostu dorósł, jak normalni ludzie w okresie 18+, co nie jest żadnym czynem nadzwyczajnym), ale możliwe, że wpływa na to całe przesłanie książki, gdzie sporo się mówi o "normalnych", ciepłych, sympatycznych kobietach, co to się poświęcają dla rodziny, za nic mają swój dobrostan, a ich prowadzenie się jest moralnie nienaganne. Takie rozkminy ma przecież nawet 16letnia Nora, która jest wyjątkowym płateczkiem śniegu, bo nie przeklina i słucha wysublimowanych koncertów na obój (na szczęście jej borejkowska zarozumiałość przegrywa z pogodą ducha Żaczków i Górskich, więc nie jest to aż tak koszmarne, jak u drogich kuzynów, ledwie przebija z tekstu).
              • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:17
                Florek, stając w obliczu zakochania się na wieku, jednak podjął trud pracy nad sobą. Przestał się rzucać z dziobem na dziewczyny, a zaczął stosować metody bardziej godne dżentelmena.

                Pewnie o to mu chodziło w kontekście chamiszcza rzucającego się z dziobem na Norę.
                • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:59
                  Ja to odebrałam jednak bardziej jako taką rozkminę, że miłość do Pulpy magicznie wyleczyła go z młodzieńczego buntu i sprawiła, że zamiast być mhrocznym rycerzem z buraczkowym fryzem przestał się buntować i sprzedał harleya, stając się odpowiedzialnym człowiekiem, pracującym na utrzymanie rodziny. Co średnio pasuje do narzekań Pulpy z "Córki Robrojka", że ją niedawno poślubiony mąż ciąga po bieszczadzkich bagnach, gdy tymczasem Tomek się hajta z Elką i chyba nawet nie bardzo kto ma doglądać wspólnej kwiaciarni.
                  Nie stanęło mi w głowie, że Florek się porównuje do Gaudentego (faktycznie sam w końcu obłapiał Patrycję znienacka), przeczytam to raz jeszcze na spokojnie.
            • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 22:28
              Zgrabnie napisane. Mnie się w ogóle ta ich rozmowa bardzo podoba. Nora słyszy od ojca to, co powinna usłyszeć każda dziewczynka. Że jest wartościowa, mądra, ma mnóstwo zalet. A on ją kocha, troszczy się, obawia, że ktoś ją skrzywdzi... I do tego Nora bardzo wiarygodnie reaguje, najpierw fochem, ale później normalnie z tatą rozmawia, pyta, słucha. To właściwie jedyne, co moim zdaniem, w tej opowieści się udało. Pan Florian, którego wszyscy we wsi znają i kochają, zmaterializował się w naprawdę sympatycznego rozsądnego faceta.
              • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 01.06.18, 23:13
                raszefka napisała:

                > Zgrabnie napisane. Mnie się w ogóle ta ich rozmowa bardzo podoba. Nora słyszy o
                > d ojca to, co powinna usłyszeć każda dziewczynka. Że jest wartościowa, mądra, m
                > a mnóstwo zalet.

                Hm ? Mowic to corce, ktora do tej pory slyszala glownie, ze jest psuja i nieodpowiedzialna to tak troszke schiza zalatuje... a dodatkowo wpierac jej, ze powinna byc wspaniala, nie dla siebie samej, bron boru, tylko zeby ktos rownie wspanialy mogl na nia zasluzyc to jest takie ustawianie dziecka jako nagrody dla najlepszego :(
                Nie podobala mi sie ta rozmowa bardzo.


                • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.06.18, 11:44
                  A może nie słyszała tylko tego, że jest nieodpowiedzialną psują, ale tylko to jej zapadało w pamięć. Poza tym ojciec jej mówi, że jest do niego podobna i dlatego boi się, żeby nie popełniała jego błędów. Tak to odebrałam.

                  A jeśli chodzi o zasługiwanie... "Jesteś fantastyczna, szkoda Twojego czasu na zadawanie się z byle kim." - tak to czytam i takie same treści własnemu dziecku przekazuję.
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.06.18, 11:49
                    No ja czytam "musisz byc wspaniala dla kogos, kto na ciebie zasluzy" i nie chce byc inaczej. Bedziesz, corka, nagroda dla najlepszego.
                    • emae Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 05.06.18, 10:55
                      tt-tka napisała:

                      > No ja czytam "musisz byc wspaniala dla kogos, kto na ciebie zasluzy" i nie chc
                      > e byc inaczej. Bedziesz, corka, nagroda dla najlepszego.

                      Hm, w tej rozmowie Floriana z Norą jest kilka niefajnych akcentów, ale przyznam, że sam motyw "ktoś na ciebie zasłuży" podoba mi się, nie zgrzyta mi. Kojarzy mi się z fajną sceną z serialu "Siódme niebo", kiedy jedna z córek żali się ojcu, że jest sama i nikt jej nie chce, a on jej tłumaczy, że na pewno niedługo pojawi się ktoś taki i to ten ktoś będzie szczęściarzem, że spotka właśnie ją :) Potem zawsze pocieszałam w podobny sposób moje koleżanki, gdy miały tego typu zmartwienia :)
                      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 05.06.18, 11:20
                        emae napisała:
                        >
                        > Hm, w tej rozmowie Floriana z Norą jest kilka niefajnych akcentów, ale przyznam
                        > , że sam motyw "ktoś na ciebie zasłuży" podoba mi się, nie zgrzyta mi.

                        Na mnie ta rozmowa tez nie wywarla zlego wrazenia. Odebralam ja w mniej wiecej taki sposob "buntujesz sie, zloscic, niszczysz rzeczy, ale ja cie kocham i znam twoj potencjal. Wiem, ze dojrzejesz i wyrosniesz na swietna osobe. poznasz kogos lepszego niz typ, ktorego wlasnie od ciebie przepedzilem. w milosci chce sie stawac lepsza osoba, tak jak ja chcialem byc lepszym czlowiekiem dla twojej mamy. poznasz kiedya kogo, kto bedzie dla ciebie chcial byc wlasnie taka najlepsza wersja siebie, kogos wartego ciebie."
                • cynowapanienka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 05.06.18, 13:05
                  tt-tka napisała:
                  > Hm ? Mowic to corce, ktora do tej pory slyszala glownie, ze jest psuja i nieodp
                  > owiedzialna to tak troszke schiza zalatuje... a dodatkowo wpierac jej, ze po
                  > winna
                  byc wspaniala, nie dla siebie samej, bron boru, tylko zeby ktos rowni
                  > e wspanialy mogl na nia zasluzyc to jest takie ustawianie dziecka jako n
                  > agrody dla najlepszego :(
                  > Nie podobala mi sie ta rozmowa bardzo.

                  "Że kiedy sobie przypominam, jak to było w młodości, widzę zawsze ten przyciskany korek.
                  To ja. I czuję tamtą presję. Ja – hm, dość ostro wyskakiwałem. Źle by się to skończyło, gdybym nie spotkał mojej Patrycji. Pojawiła się w samą porę. Dla niej chciałem być wspaniały. Chciałem na nią zasłużyć. Udało się."
                  "– Ale się postaraj. Nie dla mnie, dla siebie. I dla tego, kto cię w końcu zdobędzie. Masz być tak wspaniała, żeby na ciebie trzeba było zasłużyć."

                  Nie ma "dla siebie"? Coraz bardziej zastanawiam się, jaki jest sens dyskutować bez cytatów, gdy piszemy bezpośrednio o tekście, nie o dywagacjach. Pewnie powiesz, że reszta wypowiedzi Floriana i tak Ci się nie podoba, ale po raz kolejny tekst książki został przez Ciebie wykrzywiony w negatywną stronę.
                  • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 05.06.18, 13:22
                    cynowapanienka napisał(a):

                    > "– Ale się postaraj. Nie dla mnie, dla siebie.

                    Rzeczywiscie jesz "dla siebie", ale w jakim kontekscie ?
                    I dla tego, kto cię w koń
                    > cu zdobędzie.
                    Masz być tak wspaniała, żeby na ciebie trzeba było zasluzyc

                    Nie dlatego i nie po to, zebys mogla wybierac. Nie dla tego z ktorym zechcesz byc. Bedziesz zdobycza. Nagroda dla zasluzonego.
                    Tak, odbieram to bardzo zle.
                    Oraz Flor sciemnia nieprzytomnie, bo jak on "zaslugiwal sie" ? Podrywajac Rome ? I wspanialosc Patrycji w tamtym czasie jest hm, mocno dyskusyjna - ladna byla, ale wspaniala ?
                    • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 07.06.18, 22:19
                      tt-tka napisała:

                      > cynowapanienka napisał(a):
                      >
                      > > "– Ale się postaraj. Nie dla mnie, dla siebie.
                      >
                      > Rzeczywiscie jesz "dla siebie", ale w jakim kontekscie ?
                      > I dla tego, kto cię w koń
                      > > cu zdobędzie.
                      Masz być tak wspaniała, żeby na ciebie trzeba by
                      > ło zasluzyc
                      >
                      > Nie dlatego i nie po to, zebys mogla wybierac. Nie dla tego z ktorym zechcesz b
                      > yc. Bedziesz zdobycza. Nagroda dla zasluzonego.
                      > Tak, odbieram to bardzo zle.
                      > Oraz Flor sciemnia nieprzytomnie, bo jak on "zaslugiwal sie" ?

                      Chyba ogarniając się życiowo - sprzedając Harleya, zakładając kwiaciarnię, wybierając wreszcie sensowne studia. Pozbywając się buraczków uchronić włosów;-)

                      Ja też nie lubię tej ojcowskiej dezyderaty. I nie do końca rozumiem jej kontekst - czy ktoś mnie w moim nierozumieniu wspomoże? Do Nory właśnie dobierał się kolega, który ewidentnie jej się podobał, również seksualnie. Ona się wzbraniała, choć jednocześnie miała ojcu za zle jego interwencję. Przesłanie, które powinna usłyszeć to "nie musisz się zgadzać na nic, na co nie masz ochoty. W każdej chwili masz prawo się wycofać" zamiast ględzenia o 'wspanialości' i 'zasłużaniu'.
                      • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 07.06.18, 22:28
                        potworia napisał(a):
                        >
                        > Chyba ogarniając się życiowo - sprzedając Harleya, zakładając kwiaciarnię, wybi
                        > erając wreszcie sensowne studia. Pozbywając się buraczków uchronić włosów;-)

                        Buraczkowych oczywiście. Nadpisywacz znów napsocił.

                      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 07.06.18, 23:13
                        potworia napisał(a):

                        > Chyba ogarniając się życiowo - sprzedając Harleya, zakładając kwiaciarnię, wybi
                        > erając wreszcie sensowne studia. Pozbywając się buraczków uchronić włosów;-)


                        No moze...kontestator nie, maly przedsiebiorca tak :)


                        >
                        > Ja też nie lubię tej ojcowskiej dezyderaty. I nie do końca rozumiem jej konteks
                        > t - czy ktoś mnie w moim nierozumieniu wspomoże? Do Nory właśnie dobierał się k
                        > olega, który ewidentnie jej się podobał, również seksualnie. Ona się wzbraniała
                        > , choć jednocześnie miała ojcu za zle jego interwencję. Przesłanie, które powi
                        > nna usłyszeć to "nie musisz się zgadzać na nic, na co nie masz ochoty. W każdej
                        > chwili masz prawo się wycofać" zamiast ględzenia o 'wspanialości' i 'zasłużani
                        > u'.

                        Sprobuje wspomoc :I
                        Bo MM lansuje, od McD co najmniej, poglad, ze jesli jestes prawdziwa dama, nie spotka cie nic, czego bys sobie nie zyczyla. A gdy jestes nie-dama / nie-calkiem-dama - to cudze nieodpowiednie (lub gorzej) zachowanie jest kara za brak damowatosci. I sama jestes sobie winna rzecz jasna.

                        I to mniej wiecej powiedzial Flor - gdybys byla odpowiednio wspaniala, on by sie nie osmielil.
                      • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 07.06.18, 23:14
                        potworia napisał(a):

                        > Ja też nie lubię tej ojcowskiej dezyderaty. I nie do końca rozumiem jej konteks
                        > t - czy ktoś mnie w moim nierozumieniu wspomoże? Do Nory właśnie dobierał się k
                        > olega, który ewidentnie jej się podobał, również seksualnie. Ona się wzbraniała
                        > , choć jednocześnie miała ojcu za zle jego interwencję. Przesłanie, które powi
                        > nna usłyszeć to "nie musisz się zgadzać na nic, na co nie masz ochoty. W każdej
                        > chwili masz prawo się wycofać" zamiast ględzenia o 'wspanialości' i 'zasłużaniu'.

                        Scena ma służyć "przestawieniu" Nory z nastoletnich porywów uczuć i namiętności na jedyny słuszny model związku. Przesłanie, które Nora powinna usłyszeć, czyli "nie musisz się zgadzać na nic, na co nie masz ochoty. W każdej chwili masz prawo się wycofać" można zinterpretować i w drugą stronę: "jeśli będziesz chciała i uznasz, że jesteś gotowa, to masz prawo podjąć taką decyzję". Słowa Florka wykluczają takie fanaberie. Jedyny dopuszczalny związek musi być na całe życie, ślubny, z seksem dopiero małżeńskim.

                        Swoją drogą zaintrygowała mnie jedna sprawa: Nora po przygodzie z Gaudentym nie chce się w nic angażować, Augustowi oferuje tylko przyjaźń. I co, przez kolejne x lat trzyma się tej podjętej pod wpływem chwili decyzji? Uczy się w liceum, studiuje... i jak? Nikt jej się nie podoba, z nikim się nie spotyka? August tak samo? I jednocześnie ich relacje pozostają wyłącznie przyjacielskie?
                        • sayoasiel Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 07.06.18, 23:24
                          Z tego,co MM pisała o ich przyszłości można wywnioskować, że się z nikim nie spotykała, bo cały czas miała Guścika, w którym z czasem się zakochała, więc jej serce było zajęte, a ona się wzbraniała przed tym uczuciem i dopiero w trakcie studiów spasowała i się do tego uczucia przyznała.
                          • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 07:21
                            sayoasiel napisał(a):

                            > Z tego,co MM pisała o ich przyszłości można wywnioskować, że się z nikim nie sp
                            > otykała, bo cały czas miała Guścika, w którym z czasem się zakochała, więc jej
                            > serce było zajęte, a ona się wzbraniała przed tym uczuciem i dopiero w trakcie
                            > studiów spasowała i się do tego uczucia przyznała.

                            Też ta to odczytałam i właśnie mi nie pasuje. Nawet Ania Shirley interesowała się innymi facetami niż Gilbert, a czasy były o wiele bardziej sprzyjające takiej pseudowierności. Po prostu nie bardzo wierzę w szesnastolatkę, która po jednym (niezbyt dramatycznym) rozczarowaniu traci wszelkie zainteresowanie dla spraw damsko-męskich na jakieś 8 lat.
                        • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 08:09
                          marutax napisała:

                          > Swoją drogą zaintrygowała mnie jedna sprawa: Nora po przygodzie z Gaudentym nie
                          > chce się w nic angażować, Augustowi oferuje tylko przyjaźń. I co, przez kolejn
                          > e x lat trzyma się tej podjętej pod wpływem chwili decyzji? Uczy się w liceum,
                          > studiuje... i jak? Nikt jej się nie podoba, z nikim się nie spotyka? August tak
                          > samo? I jednocześnie ich relacje pozostają wyłącznie przyjacielskie?

                          Niekoniecznie. Nie wiemy przede wszystkim, jak długo ona się Gustym "tylko przyjaźniła". Swą miłość do Podeszwy mogła odkryć zarówno 8 lat jak i 8 godzin po solennej deklaracji złożonej w "Ciotce".

                          I wcale nie wiemy na pewno, czy nie miała w międzyczasie dziesięciu chłopaków. Wiemy tylko, że ostatecznie wyszła za Augusta. Równie dobrze mogło się to stać kilkanaście lat po akcji "Ciotki".

                          • emae Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 08:24
                            przymrozki napisała:

                            > Niekoniecznie. Nie wiemy przede wszystkim, jak długo ona się Gustym "tylko przy
                            > jaźniła". Swą miłość do Podeszwy mogła odkryć zarówno 8 lat jak i 8 godzin po s
                            > olennej deklaracji złożonej w "Ciotce".
                            >
                            > I wcale nie wiemy na pewno, czy nie miała w międzyczasie dziesięciu chłopaków.
                            > Wiemy tylko, że ostatecznie wyszła za Augusta. Równie dobrze mogło się to stać
                            > kilkanaście lat po akcji "Ciotki".
                            >

                            Ogólnie Jeżycjada nie mówi nic o chłopakach, którzy byli "w międzyczasie". Temperamentna Anielka po rozczarowaniu boskim Pawełkiem też już nikogo nie miała? Choć już na etapie pamiętnego Sylwestra wydawała się być gotowa na nową znajomość? Idusia niby łamała serca i się zarzekała, ale z imienia mamy wymienione tylko kilka serduszek. Walduś (co zląkł się świnki, kanalia), Klaudiusz, Krzysio (Sławek go wymienia jako jednego z tych, których "przeczekał", może później coś zaiskrzyło? A może to jakiś inny Krzysztof?), no i Sławek właśnie. Jak na kilkanaście lat z życia rudowłosej łamaczki serc, trochę mało tych adoratorów.

                            I tak dalej, przykłady można pewnie mnożyć.
                          • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 09:11
                            przymrozki napisała:

                            > Niekoniecznie. Nie wiemy przede wszystkim, jak długo ona się Gustym "tylko przy
                            > jaźniła". Swą miłość do Podeszwy mogła odkryć zarówno 8 lat jak i 8 godzin po s
                            > olennej deklaracji złożonej w "Ciotce".

                            W tym drugim przypadku - i co, przez kolejnych 8 czy ile tam lat mężnie tłamsiła w sobie to uczucie, choć od pewnego momentu musiała wiedzieć, że nieskutecznie? ;)
                            • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 09:36
                              ciotka_scholastyka napisała:

                              > W tym drugim przypadku - i co, przez kolejnych 8 czy ile tam lat mężnie tłamsił
                              > a w sobie to uczucie, choć od pewnego momentu musiała wiedzieć, że nieskuteczni
                              > e? ;)

                              Nie wiemy, jak się ich związek rozwijał. Może byli jak Ross i Rachel z serialu "Przyjaciele" (podobno ten typ związku nazywa się po angielsku właśnie "Ross and Rachel relationship", stąd moje popkulturowe odniesienie). Może Nora i Podeszwa czasem byli razem, czasem nie, a potem wielkie pojednanie i ostateczne deklaracje miłości po grób.
                          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 13:14
                            przymrozki napisała:


                            > Niekoniecznie. Nie wiemy przede wszystkim, jak długo ona się Gustym "tylko przy
                            > jaźniła". Swą miłość do Podeszwy mogła odkryć zarówno 8 lat jak i 8 godzin po s
                            > olennej deklaracji złożonej w "Ciotce".

                            Serio? Nie wiemy? Toż napisane jest czarno na białym, że przez następne lata Gusty będzie próbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (rok przed Norą), się jej oświadczy. Burzliwie.

                            Postuluję, już któryś kolejny raz, aby dyskutować o tym, co autorka faktycznie napisała, a nie o tym co nam się wydaje, że napisała. Ta druga opcja jest zupełnie pozbawiona sensu.
                            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 14:08
                              bupu napisała:

                              > Serio? Nie wiemy? Toż napisane jest czarno na białym, że przez następne lata Gu
                              > sty będzie próbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (
                              > rok przed Norą), się jej oświadczy. Burzliwie.
                              >
                              > Postuluję, już któryś kolejny raz, aby dyskutować o tym, co autorka faktycznie
                              > napisała, a nie o tym co nam się wydaje, że napisała. Ta druga opcja jest zupeł
                              > nie pozbawiona sensu.

                              Otóż to. "Może Nora i Podeszwa czasem byli razem, czasem nie, a potem wielkie pojednanie i ostateczne deklaracje miłości po grób." Que? A może Nora i Podeszwa (swoją drogą jak ja nienawidzę tego przezwiska, to pojęcia nie macie; co się MM uparła na coś tak obrzydliwego?) wzięli cichy ślub tak naprawdę dzień po maturze, a potem tylko udawali kumpli. Można tak twierdzić, MM też na ten temat przecież nic nie napisała. Napisała natomiast "przez następne lata Gusty będzie próbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (rok przed Norą), się jej oświadczy", ale kto by zwracał uwagę na takie niuanse...
                              • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 14:26
                                ciotka_scholastyka napisała:

                                > Napisała natomiast "przez następne lata Gusty będzie pr
                                > óbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (rok przed Nor
                                > ą), się jej oświadczy", ale kto by zwracał uwagę na takie niuanse...

                                Z tego fragmentu nie wynika wszak, jaki był stosunek Nory do Augusta przez cały ten czas, czy aby na pewno nigdy nie dawała mu sygnałów, że natura ich relacji może się odmienić. I nie wiemy też jak bardzo August "próbował", a jak bardzo wychodziło mu niedawanie sygnałów, że byłby zainteresowany relacją o odmiennych charakterze. Między nimi dziać się mogło dosłownie cokolwiek.

                                Mogli chodzić razem na imprezy, jeździć na wakacje, być nierozłączni jako te papużki i tylko, jak kto pytał, to mówili, że nie, że to tylko przyjaźń. Natomiast były to lata wyraźnego iskrzenia między nimi, choć być może bez stałego napięcia. A i mogło być tak, że osiem lat praktycznie się nie widywali, Podeszwa czasem zadzwonił, ale rzadko, a potem się oświadczył, bo czemu nie. Ze względu na fakt, że rozsądna Nora przyjęła te oświadczyny, scenariusz pierwszy wydaje mi się jednak bardziej prawdopodobny.
                              • emae Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 14:29
                                ciotka_scholastyka napisała:

                                > Napisała natomiast "przez następne lata Gusty będzie pr
                                > óbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (rok przed Nor
                                > ą), się jej oświadczy", ale kto by zwracał uwagę na takie niuanse...

                                No, ale to też nie jest dokładny cytat. Oryginalny tekst pozostawia jednak pewne pole do interpretacji.

                                "... przez następne lata August będzie posłusznie próbował być jedynie jej kumplem, ale nigdy jakoś do końca mu się to nie uda."

                                Po pierwsze, nie wiemy, ile tych lat. Może trzy, może dziesięć. Może przez pewien czas będzie próbował być kumplem, a potem już będzie jej chłopakiem.
                                Po drugie, niejednoznaczne jest stwierdzenie, że nigdy jakoś do końca nie uda mu się być jedynie jej kumplem. Może chodzić o to, że będzie próbował być kumplem, a skrycie będzie w niej zakochany. Ale może też znaczyć, że ta ich relacja nie będzie do końca kumpelska, że między nimi dwojgiem pojawi się jakiś flirt, jakieś niedopowiedzenia... No, jak w tych wszystkich serialach.

                                Potem jest też zdanie o tym, że gdy tylko skończy studia, oświadczy się i zostanie "mile i bez sekundy zbędnego namysłu przyjęty". Moim zdaniem ten brak namysłu wskazuje na to, że przynajmniej od pewnego czasu byli już parą. Inaczej, gdyby stary kumpel znienacka oświadczył się swojej "tylko przyjaciółce", to przynajmniej sekundę by się ona jednak zawahała.
                                • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 08.06.18, 15:26
                                  emae napisała:

                                  > ciotka_scholastyka napisała:
                                  >
                                  > > Napisała natomiast "przez następne lata Gusty będzie pr
                                  > > óbował być tylko kumplem. Do chwili w której, skończywszy studia (rok prz
                                  > ed Nor
                                  > > ą), się jej oświadczy", ale kto by zwracał uwagę na takie niuanse...
                                  >
                                  > No, ale to też nie jest dokładny cytat. Oryginalny tekst pozostawia jednak pewn
                                  > e pole do interpretacji.
                                  >
                                  > "... przez następne lata August będzie posłusznie próbował być jedynie jej k
                                  > umplem, ale nigdy jakoś do końca mu się to nie uda."

                                  >
                                  > Po pierwsze, nie wiemy, ile tych lat. Może trzy, może dziesięć. Może przez pewi
                                  > en czas będzie próbował być kumplem, a potem już będzie jej chłopakiem.

                                  Z tego co napisano później jakoś nie wynika, żeby Gust miał być jej chłopakiem. Gdyż dalej stoi, że będzie on pracował nad długofalową strategią. A potem, że się oświadczy. Namiętnie i burzliwie. I zostanie przyjęty. Skoro typ musi pracować nad długofalową strategią celem zmiękczenia wybranki, to raczej nie został jej chłopakiem po trzech latach kumplowania.

                                  > Po drugie, niejednoznaczne jest stwierdzenie, że nigdy jakoś do końca nie uda m
                                  > u się być jedynie jej kumplem. Może chodzić o to, że będzie próbował być kumple
                                  > m, a skrycie będzie w niej zakochany. Ale może też znaczyć, że ta ich relacja n
                                  > ie będzie do końca kumpelska, że między nimi dwojgiem pojawi się jakiś flirt, j
                                  > akieś niedopowiedzenia... No, jak w tych wszystkich serialach.

                                  Aha, wnioskujesz flirt, czyli coś do czego trzeba dwojga, z tego że jednemu Podeszwie nie uda się utrzymać li tylko w kumpelstwie? Naciągane jak guma na klacie Bernarda. Autorka przecież nie napisała ani słowa na temat zachowania Nory, napisała, li i jedynie, że Podeszwa będzie z roli kumpla niekiedy wypadał. Nie oboje.

                                  > Potem jest też zdanie o tym, że gdy tylko skończy studia, oświadczy się i zosta
                                  > nie "mile i bez sekundy zbędnego namysłu przyjęty". Moim zdaniem ten bra
                                  > k namysłu wskazuje na to, że przynajmniej od pewnego czasu byli już parą. Inacz
                                  > ej, gdyby stary kumpel znienacka oświadczył się swojej "tylko przyjaciółce", to
                                  > przynajmniej sekundę by się ona jednak zawahała.

                                  No przecież to Jeżywersum jest. Przypominam, że tu Józin się oświadczał nawet nie kumpelce, tylko dziewczęciu, z którym słowa nie zamienił wcześniej. I został przyjęty bez wahania. W związku z powyższym brak wahania znaczy dokładnie nic.
              • angazetka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 02.06.18, 21:14
                Mówimy o tej koszmarnej rozmowie, wedle której nienaruszona cnota Nory ma być dla kogoś, kto zasłuży, nagrodą? Brrr.
                • raszefka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 03.06.18, 11:36
                  Tak, o tejże.
        • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 10:52
          przymrozki napisała:

          > Ws
          > zelkie zarzuty o nasze, tzn. moje i Pałysowej, starcze zramolenie niniejszym uc
          > inam informacją gdyby Ida żyła, byłaby starsza od moich osobistych rodziców. Ni
          > ektórzy lubią formy pisemne.

          Nie wiedziałam, że umarła!!!
          Znaczy wiem, o co ci chodzi, ale kiedy za każdym razem podajesz argument "gdyby Ida żyła", wzdrygam się odruchowo. Może uznajmy, że jako bohaterka książki jak najbardziej żyje - na jej kartach - i nie trzeba tego zaznaczać?
          • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 11:08
            ciotko, ja mam tak samo:) znaczy też w pierwszej chwili zareagowałam przerażeniem - bożemójboże, Ida umarła??

            co - niezależnie od produkcji od lat jakich już będzie trzydziestu - autorka powinna uznać za przemożny komplement dla swego dzieła:)
      • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:55
        "23. Nazywanie dzieci imionami po żyjących krewnych - poruszałam już kiedyś ten wątek. Jak dla mnie to średnio fajny zwyczaj, słabo w Polsce zakorzeniony. A u Borejków istna epidemia, łącznie z tym, że jedno dziecko imię dostaje po innym dziecku (bo Nory dorosłą nazwać nie można)"
        To znaczy, że chyba wysublimowane imiona powoli się kończą :D Czekam na Kunegundę i Hildegardę.
        • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:57
          To Żaba nie ma na imię Hildegarda?
          • berrin Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:58
            Ale Hermenegildy nie było!
          • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:42
            Faktycznie, Hildegarda już jest! :D To czekam tylko na Kondzię :D
      • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 15:30
        Akurat Nutria bojaca sie Fryca to dla mnie wiarygodne jest. Po pierwsze - kobiety majace udane kariery zawodowe, niekiedy wrecz stanowiska menedzerskie tez doswiadczaja przemocy domowej i moga sie bac domownikow. Bycie nauczycielka (ani zaden inny zawod) ani wiek przed lekiem nie chroni. A Nutria byla wrecz przedstawiana jako osoba generalnie pelna najrozniejszych lekow. W tym swietle to zdumiewa mnie bardziej fakt ze jest nauczycielka i byla pilotem rezydentem. Osoba o jej psychice te druga prace odchorowalaby ciezko. To jest ciagle przebywanie z ludzmi, ktorzy stawiaja ci wymagania nie zawsze racjonalne, czesto wyladowuja na tobie swoja frustracje itp. Jak nie masz wysokiej odpornosci i nie lubisz pracy z ludzmi to taka praca jest szalenie wyczerpujaca i u Nutrii moglaby sie zakonczyc wrecz zalamaniem nerwowym.
        • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 15:35
          No ale tu chodziło o jeden telefon! I to nie jakiś z drażliwą sprawą do załatwienia, tylko o telefon treści "tu Nutria, nie możemy się dodzwonić/domailować od dwóch miesięcy do twej żony i teściowej - co się dzieje? Prąd wam odcięło?"
          • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 15:56
            Lek moze byc kompletnie nieracjonalny, co w tym dziwnego? Nadal jest spojny z charakterystyka postaci Natalii. A Fryc jest typem lekogennym dla osob generalnie wycofanych i unikajacych konfrontacji wiec w ten akurat lek u Natalii latwo mi uwierzyc.
            • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 16:15
              Ok, lęk może być nieracjonalny, ale jeśli dorosła kobieta pod pięćdziesiątkę boi się zadzwonić do męża siostrzenicy (z którym nie jest w żadnym konflikcie najmniejszym nawet) z pytaniem "czy Gabriela nadal u was jest, bo nie możemy się dodzwonić od dłuższego czasu", to to się nadaje do leczenia.
              • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 16:45
                A to swoja droga. Ale nadal jest to spojne z charakterystyka Natalii. Ta gloryfikacja jej zrebaczej plochliwosci do takich wlasnie rezultatow doprowadza.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 16:52
                  selkie napisała:

                  > A to swoja droga. Ale nadal jest to spojne z charakterystyka Natalii. Ta gloryf
                  > ikacja jej zrebaczej plochliwosci do takich wlasnie rezultatow doprowadza.

                  Zajrzyj, jak ci sie bedzie chcialo, do watku "Czy Natalia jest CKNUKiem ?" :)
                  Popieralam tam teze, ze wygodnictwo i milosc wlasna goruje u niej nad uczuciami do innych, o ile je zywi w ogole - przeciwniczek tezy bylo wiecej. Teraz zyskalam argument dodatkowy na poparcie mojego stanowiska - Natalia wyjezdzajaca zaraz po tym, jak Pulpom zerwalo dach, myslaca i piszaca tylko o sobie. Przy tym niedzwonienie do Fryca to pikus.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 16:24
              Natalia imho to histeryczka. I wrazliwiec, szkoda, ze glownie na wlasnym punkcie.
              Konfrontacji boi sie bardzo wybiorczo (bala sie smarkatej Laury, a Nerwusa nie - choc jego bac sie akurat byly powody), ale Fryc nie jest typem konfrontacyjnym i jest bardzo opanowany. Zadraznien z nim nie miala, przeciwnie, ochoczo wlaczyla sie swego czasu w organizowanie im zycia, ponadto z Roza byla podobno zwiazana szczegolnym zrozumieniem czy tam porozumieniem...
              Natalii sie po prostu nie chce. Dawno wylaczyla sie z rodzinnych spraw rodzicow i siostr, a o jej rodzine niech sie martwi i stara maz.

              Nie kupuje leku, kupuje tumiwisizm.
              • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 16:51
                Ja to odbieralam w ten sposob, ze Nerwusa nie bala sie na poczatku w tym totalnym zauroczeniu. Pozniej element leku w tym byl, znowu bardzo iracjonalnie sie wyrazal, uciekala przed spotkaniami stosujac jakies magiczne myslenia, wycofywala sie, unikala konfrontacji wlasnie itp. Fryc zionie chlodem i wyobrazam sobie ze niszczy kostyczna ironia. Natalia moze sie tego bac. W ogole zachowanie Natalii cale, jej postawa wobec swiata sa bardzo silnie naznaczone lekiem, ale co ciekawe nie zawsze. Niby mowi, ze Janusza zawsze sie bala. No, zawsze z wyjatkiem Kwiatu Kalafiora gdzie z ufnoscia mu sie ladowala miedzy lokiec a zebra i mowila ze jest milutki. Mysle ze ta koncepcja zaleknionej, ach och wrazliwej i intuicyjnej celtyckiej pieknosci wykoncypowala sie u Musierowicz pozniej.

                CZ nie czytalam ale z opisow mozna rzeczywiscie wywnioskowac ze Natalia coraz mniej uczestniczy w zyciu rodziny i tylko wtedy kiedy jej wygodnie.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 18:37
                  selkie napisała:

                  Mysle ze ta koncepcja zaleknionej, ach och wrazliwej i int
                  > uicyjnej celtyckiej pieknosci wykoncypowala sie u Musierowicz pozniej.

                  Pewnie tak, bo w miedzyczasie byla rezydentka na Cyprze ;) i w ogole co tom, to zmiana osobowosci.


                  >
                  > CZ nie czytalam ale z opisow mozna rzeczywiscie wywnioskowac ze Natalia coraz m
                  > niej uczestniczy w zyciu rodziny i tylko wtedy kiedy jej wygodnie.

                  CZ tez nie czytalam, ale i we wczesniejszych tomach to bylo... i nie mam nic przeciwko, ktos z wlasna rodzina (a nawet bez) ma pelne prawo nie uczestniczyc intenywnie w zyciu rodzicow i doroslych siostr, ale ten wyjazd w chwili katastrofy, gdy w pulpowie naprawde potrzebna pomoc, to imho zwykle swinstwo.
    • minerwamcg Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 13:33
      Jeszcze jedno. O ile Agnieszka za ciążowe zaniedbania została na tym forum słusznie zwymyślana, bo to się jej należało, o tyle nikt nie zwrócił uwagi na to, co potem.
      Też miałam cesarkę. I gdybym miesiąc po niej w dalszym ciągu była blada i słaniała się na nogach, chłop zamiast wozić mnie z dzieckiem po wertepach do seniora rodu, zawiózłby mnie do szpitala na ostry dyżur. Bo to by znaczyło, że coś jest paskudnie źle. Rozumiem tendencje do demonizowania cesarskiego cięcia, zresztą w świecie cesarek nie ma jednych miarek, każda przechodzi inaczej i powrót do zdrowia trwa niejednakowo, ale żeby słaniać się na nogach miesiąc po?! Mając w domu zaufaną i kompetentną pomoc do dziecka? Z tą Agą jest naprawdę źle i czy nikt, do jasnej cholery, tego nie zauważa?
      Coś się zdaje, że wiem, kim będzie tytułowe Chucherko - półsierotka Norcia, której mama umarła w pół roku po jej narodzinach, a wychowywał ją tata-melepeta, zwany w rodzinie Melepetatą.
      • significado-significante Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 25.03.18, 00:15
        minerwamcg napisała:

        > Z tą Agą jest naprawdę źle i czy
        > nikt, do jasnej cholery, tego nie zauważa?
        > Coś się zdaje, że wiem, kim będzie tytułowe Chucherko - półsierotka Norcia, któ
        > rej mama umarła w pół roku po jej narodzinach

        O tym samym myślałam czytając CZ - że chyba MM szykuje miejsce na kolejną wybrankę u boku IGS :/

        > wychowywał ją tata-melepeta, zwany w rodzinie
        > Melepetatą.

        :D :D :D Wspaniałe! :))
    • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 15:13
      Co mi się jeszcze nie podoba, to sposób w jaki MM opisuje pewną kategorię ludzi, nie do końca wiem jak to opisać, ale...
      We Wnuczce mamy jakąś bezzębną staruszkę, na jej widok IGS odczuwa wręcz niesmak, kiedy pyta o drogę, słyszy w odpowiedzi : A ŁO!
      Potem mamy Chrobota z pociągiem do kielicha, który mówi gwarą, no i w końcu w Ciotce przekupka na targu z jej "żadnego ruchu ni mo, idź kobito do chaty, giry se wyciąg!"
      Zresztą podobnie jak wszyscy Jeżycjadowi taksówkarze, stylizowani w odpowiedni sposób z ich "gzubkami". Dlaczego żadna z tych "pozytywnych" postaci nie może mówić gwarą, tylko takie, które np. odstraszają brakiem zębów, przedstawiane dość negatywnie?
      • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:28
        Łoo, klasizm to się w Jeżycjadzie wylewa. Ja bym do tego trendu jeszcze dorzuciła Jacka-Japończyka, recytującego Homera, bo tu wybrzmienia za to subtelny rasizm. Generalnie bohaterowie, którzy nie są Borejkami (albo nie są z tej samej klasy, jak szlachetny doktor Kowalik) są często traktowani jak małpki, uwijające się wokół patrzących na nich z wyższością Głównych Bohaterów. Mają wnieść powiew egzotyki, folkloru, ale wyraźnie odstawać od "normalności", by od razu było widać, że zasadniczo są obcy, a może nawet nie do końca ludzcy. Stąd właśnie brak zębów, odrażający wygląd.
      • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 17:59
        Nie chcę wysuwać pochopnych wniosków, Autorka ma duże doświadczenie życiowe, ale może ona po prostu nie zna zbyt wielu osób mówiących gwarą? Wielu osobom niezaznajomionym z tematem gwara kojarzy się z przekupką, pijaczkiem i tak dalej. Może dlatego młodzi ludzie nie chcą mówić na co dzień gwarą, bo się to tak negatywnie kojarzy?
        • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:15
          Ale przecież klasizm widać też w innych sytuacjach i to w starszych książkach. Wystarczy poczytać, co tam się pisze o mieszkańcach bloków, jak wrzuca się ich wszystkich do jednego worka, jako karierowiczów, dorobkiewiczów i materialistów. Albo co mówi Bernard o przedsiębiorcach, którzy zamówili u niego imprezę? To jest konsekwencja tej samej mizantropii, która każe z mieszkańców wsi robić dziewiętnastowieczne chłopstwo, bo przecież niemożliwie jest posiadanie gospodarki i bycie w miarę obytym w świecie, jeśli nie jest się wyjątkowym Florianem Górskim.
          • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 18:44
            Wiadomo, szlachetnie jest mieszkać w kamienicy albo w domu. Bloki są dla pospólstwa ;)
            • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:06
              Teraz w bloku mieszka Nutria - czy to początek jej przechodzenia na złą stronę mocy? Na co wskazywałyby i inne elementy (vide dyskusja o listach czterech sióstr, zwłaszcza słusznych wniosków forumowiczki przymrozki) :-D
              • kropka_zua Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:29
                iwoniaw napisała:

                > Teraz w bloku mieszka Nutria - czy to początek jej przechodzenia na złą stronę
                > mocy? Na co wskazywałyby i inne elementy (vide dyskusja o listach czterech siós
                > tr, zwłaszcza słusznych wniosków forumowiczki przymrozki) :-D
                >
                >
                Jeszcze Robroj się dorobi i wykupią od Czarka willę na Sołaczu... Nutria rzuci robotę w szkole, by zająć się u męża prowadzeniem firmowych social mediów, co sprawi, że co prawda, odetchnie i odpocznie, ale straci poetycką wenę, bo jak wiadomo - tylko wiarygodny jest artysta głodny...
    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 19:51
      Cisnienie mi skoczylo. Dopiero teraz doczytalam, ze na slubie Jozwy, najstarszego wnuka, nie ma jego babci Moniki Palysowej.
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 21:56
        A przepraszam, drugi dziadek IGS pojawił się za jego życia (i swojego) choć raz?
        • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 22:16
          krystalla napisała:

          > A przepraszam, drugi dziadek IGS pojawił się za jego życia (i swojego) choć raz
          > ?

          Nie. Ale lata po śmierci ojca, dobry syn Grzegorz próbował szantażu emocjonalnego na młodych Strybach, jeszcze wtedy przekonanych, że oczekują syna, aby przekonać ich do nazwania dziecka "Metody".

          Pomysł wyśmiała Aga. Coraz bardziej się ta Miągwowa podoba.
          • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 22:25
            Pomysł wyśmiała Aga.

            A Ignaś jest przedstawiony jako pantoflarz, gdyż odparł, że oczywiście, iż nie nazwą dziecka imieniem, które się jej nie podoba. ;-)
            Aga jest pierwszą osobą w rodzinie B., która kulturalnie i asertywnie odmawia wszystkiego, co jej nie pasuje i nie udaje, że deszcz pada, gdy ktoś próbuje stosować swoje pasywno-agresywne zagrania. Toteż nawet Józek zdaje sobie sprawę, że w jej obecności sobie nie poszarżuje i choć się podśmiewa, że "siekiera" się miągwie trafiła, to dopiero na schodach do swojej piwnicy, bo w oczy się obawia :-D
            • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 09:46
              iwoniaw napisała:


              > Aga jest pierwszą osobą w rodzinie B., która kulturalnie i asertywnie odmawia w
              > szystkiego, co jej nie pasuje i nie udaje, że deszcz pada, gdy ktoś próbuje sto
              > sować swoje pasywno-agresywne zagrania.
              >

              A kiedy Ignaś próbuje ją urobić, że przecież dobrze im się mieszka z jego mamusią, Aga zachowuje zdrowy sceptycyzm. Miałam ochotę ja uściskać za "przecież z moją matką też nie mieszkamy".

              IGS z maminsynka przeszedł gładko w pantoflarza, co zdaje się wszystkich cieszyć. Tylko Gaba łka po kątach, że nie jest już głową jego rodziny. Co ciekawe, odniosłam wrażenie, że kwoczenie Gabrysi nad IGSem zostało wyśmiane przez samą MM. Mit doskonałej matki, złotego centrum wszechświata najwyraźniej zaczyna się sypać. Miła odmiana.
              • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 10:02
                przymrozki napisała:

                > IGS z maminsynka przeszedł gładko w pantoflarza, co zdaje się wszystkich cieszy
                > ć. Tylko Gaba łka po kątach, że nie jest już głową jego rodziny. Co ciekawe, od
                > niosłam wrażenie, że kwoczenie Gabrysi nad IGSem zostało wyśmiane przez samą MM
                > . Mit doskonałej matki, złotego centrum wszechświata najwyraźniej zaczyna się s
                > ypać. Miła odmiana.

                Nie czytałam na razie, ale na podstawie spoilerów zaczynam odnosić wrażenie, że Aga jest szykowana na drugą Milę... Ten sam rodzaj związku, gdzie mąż jest oderwany od rzeczywistości i pogrążony w swoim świecie, a żona decyduje o wszystkim, stawiając go jednocześnie w uprzywilejowanej pozycji. To samo przeświadczenie, że ona wie najlepiej, choć nie zawsze tak jest i że jej wizja świata jest tą prawidłową. Talent, który może nie zostać rozwinięty, bo Aga poświęci się rodzinie, a artystyczne ambicje będzie realizowała malując elfy na ścianach (swoją drogą, takie wzory i szablony to może być niezły biznes ;-). Dążenie do podporządkowania sobie otoczenia. I inne drobiazgi.
                Ciekawe, czy jest w tym ziarno prawdopodobieństwa?
                • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 10:21
                  Na razie otwartym tekstem Róża jest szykowana na Opokę i Centrum, bo wszystko to ma w genach po matce, tylko jest łagodniejsza i milsza (!), więc i Aga ją wielbi. :-D
                • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 11:00
                  hm. jak nie czytałam, to mam pewne podejrzenia, że czym innym jest władza matki nad córką, a czym innym nad synem. miągwa nie miągwa, zewnętrzne podpórki autorytetu dostaje (własne mieszkanie, usunięcie - choćby przez żonę - kompromitujących zdjęć itp.). to się zresztą rymuje z koncepcją maruty:)
        • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 15.03.18, 22:38
          krystalla napisała:

          > A przepraszam, drugi dziadek IGS pojawił się za jego życia (i swojego) choć raz
          > ?

          Nigdy. IGS jakby w ogole nie ma swiadomosci, ze co najmniej szesnascie lat mial drugiego dziadka (tyle liczyl sobie w McD, gdy ostatni raz slyszelismy o Metodym zywym).

          Natomiast Grzegorz, syn, w niespelna rok po slubie zaprzestal wpadania do ojca i stryja, a w F mysli sobie, ze ojciec umarl (jak dawno, nie wiadomo), ale on ciagle czuje jego obecnosc, ale co to bedzie, jak umra tesciowie, strata niepowetowana i nie do nadrobienia, ojojoj.

          Mieszkali, jakby sie kto pytal, w odleglosci kilku minut piechota.
          • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 09:49
            tt-tka napisała:


            > Natomiast Grzegorz, syn, w niespelna rok po slubie zaprzestal wpadania do ojca
            > i stryja, a w F mysli sobie, ze ojciec umarl (jak dawno, nie wiadomo), ale on c
            > iagle czuje jego obecnosc, ale co to bedzie, jak umra tesciowie, strata niepowe
            > towana i nie do nadrobienia, ojojoj.
            >

            Dokładnie tak było. A potem się na forum dziwią, że uważam Kalarepę za fuję i fubrawca, który od piętnowanych przez MM CKNUKów różni się tylko tym, że w tango poszedł z Gabą, a nie z jakąś Moniką, co maluje oczy i pali papierosy.
            • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 12:16
              F. okazał sie fują i fubrawcem. Cytat ze źródła : "No, cóż począć. Są i Fryderyczki na świecie, są.
              A dziadek B. od razu go nie akceptował! "

              Casus Pyziaczka powtórzony, tyle że Fubrawiec chociaż dzieci widział.
      • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 13:31
        tt-tka napisała:

        > Cisnienie mi skoczylo. Dopiero teraz doczytalam, ze na slubie Jozwy, najstarsze
        > go wnuka, nie ma jego babci Moniki Palysowej.

        A ona zyje jeszcze tak wlasciwie? Zdaje się, ze nic nie wiadomo na ten temat.
        • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 22:37
          buka_z_muminkow napisała:

          > tt-tka napisała:
          >
          > > Cisnienie mi skoczylo. Dopiero teraz doczytalam, ze na slubie Jozwy, najs
          > tarsze
          > > go wnuka, nie ma jego babci Moniki Palysowej.
          >
          > A ona zyje jeszcze tak wlasciwie? Zdaje się, ze nic nie wiadomo na ten temat.

          Nie życzę kobiecie źle, ale w sumie gdyby nie żyła, to wiele by wyjaśniało, a Borejko-Pałysy nie byłyby takimi bucami :)
    • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 12:14
      Z listu Idy do Pulpecji: Są dziewczyny, które dojrzewając, mają konflikt z matką (patrz: Tygrysek) i są takie, które wszystko zwalają na ojca (patrz:... he, he, też Tygrysek).

      Hę?! Zaraz, chwila, WRÓĆ. Laura... zwalała... wszystko... na... ojca...? OD KIEDY? Uciekło mi coś? Toż ona dzieckiem będąc cały czas zastanawiała się, czyją jest córką i miała wątpliwości, bo cudowna Gaba nie potrafiła z nią szczerze porozmawiać, a nawet i potem, kiedy już doszło do spotkania Laury z Januszem, nie zauważyłam, żeby wszystko na niego zwalała.... Chyba, że MM ma na myśli przedślubny wybuch w McDusi, innego wytłumaczenia nie widzę.
      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 16.03.18, 12:20
        mia0418 napisał(a):
        Laura... zwalała... wszystko... na... ojca...? OD KIEDY? Uciekło mi coś?

        Było. Laurencja obwiniła przecie ojca o to, że skoro nie zechciał on świętej Gabryjeli, to kto zechce ją, niedobrego Tygrysa?
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 15:50
          krystalla napisała:

          > mia0418 napisał(a):
          > Laura... zwalała... wszystko... na... ojca...? OD KIEDY? Uciekło mi coś?
          >
          > Było. Laurencja obwiniła przecie ojca o to, że skoro nie zechciał on świętej Ga
          > bryjeli, to kto zechce ją, niedobrego Tygrysa?

          Czytam ten fragment książki jeszcze raz i nadal mi to nie pasuje do nastoletniego buntu, o którym rozmawiają Ida i Pulpa. Laura miała żal do Pyziaka dlatego, że zostawił własną rodzinę, i jak to się odbiło na jej postrzeganiu samej siebie, a tutaj to mi brzmi znów na takie odautorskie (i typowo Gabowe) lekceważenie, w sensie, że OJ TAM, OJ TAM, to tylko burza hormonów...

          Plusik - wyobraźnia podsuwa mi obrazek Laury, która warczy na Pyziaka i rzuca uwagi w stylu: "To wszystko twoja wina, porzuciłeś nas, dlatego skończyłam z Homerującym dziadkiem, który odstraszał wszystkich absztyfikantów, dlatego nie wyszłam za mąż zaraz po maturze!" :D
          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 16:18
            mia0418 napisał(a):

            > krystalla napisała:
            >
            > > mia0418 napisał(a):
            > > Laura... zwalała... wszystko... na... ojca...? OD KIEDY? Uciekło mi coś?
            > >
            > > Było. Laurencja obwiniła przecie ojca o to, że skoro nie zechciał on świę
            > tej Ga
            > > bryjeli, to kto zechce ją, niedobrego Tygrysa?
            >
            > Czytam ten fragment książki jeszcze raz i nadal mi to nie pasuje do nastoletnie
            > go buntu, o którym rozmawiają Ida i Pulpa. Laura miała żal do Pyziaka dlatego,
            > że zostawił własną rodzinę, i jak to się odbiło na jej postrzeganiu samej siebi
            > e, a tutaj to mi brzmi znów na takie odautorskie (i typowo Gabowe) lekceważenie
            > , w sensie, że OJ TAM, OJ TAM, to tylko burza hormonów...

            Nie wiem, o ktorej ksiazce piszesz, ale expressiss verbis "skoro mozna bylo porzucic TAKA KOBIETE JAK MAMA, to jak ja moge byc pewna" wrzeszczy do ojca Laura 25-letnia, nie nastolatka bynajmniej. W dniu swego slubu.

            W innych tomach i przy innych okazjach z roznych ust dwiadujemy sie tego samego - Pyziak zawinil porzuceniem Gaby, li i jedynie. NIE rodziny.
            • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 16:40
              tt-tka napisała:

              > W innych tomach i przy innych okazjach z roznych ust dwiadujemy sie tego samego
              > - Pyziak zawinil porzuceniem Gaby, li i jedynie. NIE rodziny.

              Ups... czy ja właśnie uczyniłam dyshonor Gabie i pozbawiłam ją całej należytej uwagi związanej z porzuceniem? Mea Pulpa!
              • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 16:55
                mia0418 napisał(a):


                > Ups... czy ja właśnie uczyniłam dyshonor Gabie i pozbawiłam ją całej należytej
                > uwagi związanej z porzuceniem? Mea Pulpa!

                Otóż uczyniłaś. Że przypomnę słowa Ignacego skierowane do Róży w chwili gdy ta po raz pierwszy w świadomym życiu widzi ojca - "wybaczać [Pyziakowi] może twoja matka!".

                Róża do wybaczenia nic nie ma, nieprawdaż.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 17:24
                  ...ze przypomne slowa z listu Gizeli do Milicji "ten czlowiek porzucil Gabunie. Dwa razy porzucil !"

                  Rojek chyba tez cos w ten desen, teraz nie znajde. I sama Gaba oczywiscie. Nutria tez.
                  Gdzies pojawia sie wzmianka , ze "porzucil Gabunie z dwojgiem dzieci (a moze tylko z mala Laura, nie pamietam)" - jako dodatkowa krzywda wyrzadzona Gabuni wlasnie. Nie dzieciom, bron boru.
    • srebrny_lisek Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 00:03
      Japończyk! A właściwie Jacek, Polak japońskiego pochodzenia. Mój chłopak też jest synem imigrantki (Wenezuela), urodę ma egzotyczną i chyba bym pogryzła swoją rodzinę, gdyby dziwowała się, jakby to był przybysz z innej planety i nazywała "Wenezuelczykiem", jakby imienia nie miał. Albo nie, byłabym mocno zaskoczona gdyby przejawili podobną zaściankowość. Rozumiem, że można być zaintrygowanym Japończykiem-obcokrajowcem z Japonii, ale traktowanie osoby, która żyje w Polsce od urodzenia i jest de facto Polakiem, tylko ma inny kolor skóry, czy nietypowe nazwisko po ojcu, jak zjawiska, jest, no... niegrzeczne i rasistowskie. Nie w ten straszny, ksenofobiczny i popularny w naszym nietolerancyjnym kraju sposób, ale w ten niewinny i polakonormatywny.
      Zirutowało mnie też takie agresywne bydlę jak Kuba, które biegało luzem po lesie, stanowiąc zagrożenie dla zdrowia i życia innych, w tym Bobka, i że zabrakło odautorskiego wyjaśnienia. ;(
      Więcej istotnych irytacji w sumie nie mam.
      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 00:26
        srebrny_lisek napisał(a):

        > Japończyk! A właściwie Jacek, Polak japońskiego pochodzenia (...) chyba bym pogryzła swoj
        > ą rodzinę, gdyby dziwowała się, jakby to był przybysz z innej planety i nazyw
        > ała "Wenezuelczykiem", jakby imienia nie miał.


        A jak reaguje Luska ? W koncu to przyprowadzony przez nia gosc i jej wybranek...

        Rozumiem, że można być zaintrygowan
        > ym Japończykiem-obcokrajowcem z Japonii, ale traktowanie osoby, która żyje w P
        > olsce od urodzenia i jest de facto Polakiem, tylko ma inny kolor skóry, czy n
        > ietypowe nazwisko po ojcu, jak zjawiska, jest, no...

        O, malpa ! Ooo, mowi ! - czy tak mniej wiecej zachowuja sie i kto konkretnie ? Mlodzi, ktorym polJaponczyk swiadkuje, reszta rodziny, inni goscie ?
        • czarna9610 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 08:12
          Najbardziej mnie zirytowała Siłaczka-Patrycja. Nie wiem, czy to człowiek czy cyborg. Kiedy inny śpią, ona po całym dniu pracy jeszcze wchodzi późną nocą do pokoju rodziców i szklanki zbiera. Litości , chyba Ignacy czy Mila nie są aż tak słabi żeby nie ogarnąć z grubsza swojego pokoju.
          Wkurzyła mnie też opinia Ignacego o Irenie Forsyte, lubiłam tą postać i nawet o nią swojego czasu wojny z własna mamą toczyłam.
          • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 14:06
            czarna9610 napisała:

            > Najbardziej mnie zirytowała Siłaczka-Patrycja. Nie wiem, czy to człowiek czy cy
            > borg. Kiedy inny śpią, ona po całym dniu pracy jeszcze wchodzi późną nocą do p
            > okoju rodziców i szklanki zbiera. Litości , chyba Ignacy czy Mila nie są aż tak
            > słabi żeby nie ogarnąć z grubsza swojego pokoju.
            Ha,mnie tez.Seniorzy wszystko umieja robic sami,nawet na dlugie spacery chodzic ,ale przerasta ich zwykla czynnosc zabrania brudnej szklanki do kuchni.
            Moja druga irytacja( i nie ostatnia) Ida nie umiejaca rozlozyc komorki,znaczy zdjac klapki z tylu i wyjac akku .Ale operacje i remont juz potrafi .
            • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 14:13
              yvi1 napisała:


              > Moja druga irytacja( i nie ostatnia) Ida nie umiejaca rozlozyc komorki,znaczy z
              > djac klapki z tylu i wyjac akku .Ale operacje i remont juz potrafi .

              Co to jest akku?...
              • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 14:19
                Bateria. Yvi zdaje sie mieszka w Niemczech :)
                • yvi1 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 14:41
                  dakota77 napisała:

                  > Bateria. Yvi zdaje sie mieszka w Niemczech :)Tak,bateria.
                  Dziekuje 😘.
                  MM pisze ze to starszy model( kupie sobie nowy,mowi Ida) i nie jest to przeciez bomba atomowa.Tez tego nie kupuje.Byle na sile pozbyc sie komorki przez autorke.
        • srebrny_lisek Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 17.03.18, 13:54
          Aż tak źle nie było, ot zrobiono minisensację z półPolaka (teraz przy tym "pół", niegdyś niewinnym, przypominają mi się ciasteczkowe nacjonalistki, brrr) . Całość została oddana w mailach i narracyjnie, z sympatią i życzliwością, żeby nie było - ot, sympatyczne "rany julek, Japończyk-w-połowie recytuje Homera". Wredne? Nie. Przykre? Raczej wywoła pobłażliwy uśmieszek. ;) Dla mnie jednak nadal irytujące. :P
    • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 12:18
      Pewnie już było, ale irrrrytują mnie imiona nowych bohaterów. Jestem w stanie zrozumieć, że jest sobie rodzina inteligęcka, która za punkt honoru obrała sobie obdzielanie nowonarodzonych imionami z księżyca (chociaż czy na pewno? Natalia, Patrycja, Ania Górska, Szymon Rojek przeczą regule), i że może jakimś cudem ktoś gdzieś wpadł na taki sam pomysł, ale litości! Nagle dochodzi do tego, że cały kwiat polskiej młodzieży zwie się Gaudenty, August i Nora, a może czeka nas jeszcze kolega Dioklecjan i koleżanka Scholastyka (Hildegardę już mieliśmy przecież). MM już wykorzystała sporo imion popularnych, no ale bez przesady... Jak już się komuś nadaje imię z choinki, to można byłoby chociaż wytłumaczyć to jakoś (i może dla odmiany nie imieniem przodka). Swoją drogą - czy kiedykolwiek nastąpiło uzasadnienie nazwania Nory Norą? (tzn tej starszej Nory?) Pulpa jest dla mnie ostatnią osobą, która nazwałaby swe dziecię Norą. Robrojkowa już prędzej, przy Idzie wcale by mnie to nie zdziwiło, ale Flobrowa ma pierworodną Anię, imię najprostsze, na jakie można wpaść (bez urazy dla Ań!), i Norę, która nie wiadomo skąd się pojawiła.
      • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 12:57
        W czasach kiedy Nutria się urodziła (i nadano jej imię) Natalia była... No, może nie dziwaczna, ale zdecydowanie niepopularna. Boom na Natalki to moda ostatnich lat. Więc i owszem, Natalia WTEDY była imieniem nieco "z księżyca". Z tym, że i owszem, ja jestem w stanie przyjąć, że w jednej rodzinie rodzice mają wizję i fantazję - żeby dzieci miały imiona nietypowe. Ok. Gdyby to były dzieci jednych rodziców - to w porządku. Znam osobiście parę, która mając imiona najzwyklejsze na świecie z imionami dzieci zaszalała. Ale JEDNĄ. W Gaudentego i Augusta z Norą - po prostu nie wierzę. Jeszcze niechby Nora poznała braci o takich imionach - no, rodzice z ambicjami, niechby. Ale w to, że w jednym miejscu się natłoczyło tyle imion nietypowych - to masz rację, przegięcie.
        A zauważcie, że w Jeżycjadzie autorka imiona nadawała "normalne", nawet jeśli mniej modne, to jednak nie zupełnie "odjechane". Poza pannami Borejko (których perypetie imiennicze zostały wyjaśnione) są Janeczka, Aniela, Julia, Joanna, Paulina, Elżbieta, Beata, Maciek, Piotr, Paweł, Jerzy, Tomek... Najbardziej "wywrotowy" jest chyba Damazy. A od Pulpecji się zaczyna "galeria": Aurelia, Arabella, Stanisława, Hildegarda, Florian, Filip, Fryderyk, Wolfgang... Nie mówię, że bohaterowie MM powinni swoim dzieciom nadawać imiona z pierwszej 10 najpopularniejszych, ale jakiś umiar powinna zachować.
        • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:08
          i tu przyszła mi straszna myśl do głowy - przecież my nie wiemy, jak się nazywają wnuki autorki oraz ich bliskie koleżeństwo, niewątpliwie na najwyższym poziomie...:)
          • meapulpa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:12
            jottka napisała:

            > i tu przyszła mi straszna myśl do głowy - przecież my nie wiemy, jak się nazywa
            > ją wnuki autorki oraz ich bliskie koleżeństwo, niewątpliwie na najwyższym pozio
            > mie...:)

            W drugim tomie "Frywolitek" MM pisze, że pojawił się na świecie wnuk o imieniu Cyprian.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:22


              > > i tu przyszła mi straszna myśl do głowy - przecież my nie wiemy, jak się
              > nazywa
              > > ją wnuki autorki oraz ich bliskie koleżeństwo, niewątpliwie na najwyższym
              > pozio
              > > mie...:)

              Wiedziec tego nie musimy, a mnie osobiscie nie obchodzi to nic a nic. Ale jak kto latami wysmiewa Esmeralde, Salome, Kristal i Amadeusza, oraz reszte, a w dodatku ma zapedy do narzucania swego zdania i sposobu bycia - niech sie nie dziwi ani nie czuje dotkniety tym, ze czytelnicy smieja sie z imion. Nawet gdyby nosily je najukochansze postacie czy osobiste wnuki altoressy.
              >
              > W drugim tomie "Frywolitek" MM pisze, że pojawił się na świecie wnuk o imieniu
              > Cyprian.
              • agafiatichonowna Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:48
                August i Gaudenty.... A potem może jeszcze Kleofas, Maksencjusz, Gotfryd, Rufus i Ananiasz....
        • iskrzy_54 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:26
          A od Pulpecji się zaczyna "galeria": Aurelia, Arabella, Stanisława, Hildegarda, Florian, Filip, Fryderyk, Wolfgang... Nie mówię, że bohaterowie MM powinni swoim dzieciom nadawać imiona z pierwszej 10 najpopularniejszych, ale jakiś umiar powinna zachować.

          Za pozwoleniem, Filip to dość popularne imię - od 20 lat zawsze mamy w szkole kilku Filipów, natomiast dziwią mnie te wszystkie imiona w zestawieniu z wyśmiewanym przez MM łączeniem pretensjonalnych imion z pospolitym nazwiskiem, vide Kopiec Arleta, etc. W mojej szkole ostatnio też jakby moda na imiona nie najbardziej pospolite: Livia, Lena, Malina, Malwina, Linda, Jagoda, Kamila, Karina, Andżelika lub Angelika, Hanna nie Anna, Marianna, Pola, Nika, Nela, Elena, Klara, wraca Helena; jest też dość silny trend powrotu do tradycyjnych "polskich imion" Jan, Antoni, Franciszek, Stanisław, Tadeusz, Ignacy, Józef. Dość często zdarzają się Miłosze, Bartosze i Bartłomieje a nawet Zbigniewy. BTW bliźniacze córki moich znajomych, nieco młodsze od najmłodszych Borejkówien, miały w środowisku rówieśniczym przydomek NaciaPacia, wtedy ich imiona uważane były za lekko pretensjonalne.
          • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:36
            Może to też kwestia regionu, bo jakoś ja 20letnich Filipów nie napotykam... Poza tym Filip Bratek jest "nieco" starszy - acz występuje w części późniejszej. I w czasie kiedy Nerwus swoje imię otrzymał - to Filip jednak był nietypowy. :)
            • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:39
              nie był nietypowy, był raczej rzadki, ale sama zna(ła)m paru, a z północy kraju pochodzę:) podobnie z Natalią, owszem, Borejkówna wyprzedza trend, ale tylko o parę lat. Kariny były całkiem popularne, Kamil parę się zdarzyło, to te Hildegardy i Gaudencje są odklejone, chyba że autorka tak świetnie przeczuwa trendy:)
              • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:50
                Skoro był raczej rzadki - to był nietypowy. Typowy to często spotykany raczej... :D
                Borejkówna wyprzedza trend nie o kilka a kilkanaście lat, a to już sporo.
                Kariny w Jeżycjadzie sobie nie przypominam żadnej, Kamili również. Co do Hildegardy i Gaudentego to już się wypowiadałam i w pełni się zgadzam - kompletnie odklejone od realiów. chyba, że faktycznie MM "wyczuwa" trendy i za lat naście czeka nas wysyp Auguścików i Gaudentych...
                • jottka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:07
                  nie, nietypowa to była koleżanka Świętosława:) natomiast Filip pojawiał się tu i ówdzie, w równoległych klasach ze trzech ich było, dlatego piszę raczej rzadki, popularnością z Markami czy Kubami się nie równał, no ale nie był jakoś dziwny. w przeciwieństwie do koleżanki Świętosławy, która osłupiała każdego, gdy tylko sie przedstawila:)
                  • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:16
                    No to widać inaczej po prostu pojmujemy nietypowość. Marek czy Kuba - są i byli dosyć typowi. Tak jak Krzysztof, Maciek albo Paweł. Filip BYŁ nietypowy, bo właśnie może pojawiał się tu i ówdzie, ale imię nie było częste, trafiało się, więc i nie budziło zaskoczenia, ale na pewno nie było TYPOWE. Identycznie było z Natalią - kiedy Nutria była na etapie przedszkolno - szkolnym to imię nie było jakim curiosum, było znane, jeśli nie osobiście to zawsze gdzieś tam w dalszym kręgu jakaś Natalia się przewinąć mogła, imię nie wywoływała osłupienia, ale na pewno nie było TYPOWE.
                    Natomiast Świętosława wspomniana przez ciebie, Hildegarda, Gaudenty - to już "odjazd level master". I to są imiona właśnie już nie "nie typowe" a "odjechane kompletnie". :)
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:11
                  panna.ze.dworku napisała:


                  > Kariny w Jeżycjadzie sobie nie przypominam żadnej,

                  O ile pamietam, Majchrzakowa jest Karina :)
                  Natomiast jak mial na imie Majchrzak, zabijcie...

                  W ogole niektorzy bezimienni w J nieprzytomnie mnie smiesza - Zak imieniem Inzynier, magister Wu Pierog (moze po mamie Chince ?), u innych brak imienia wk....denerwuje nad wyraz. Te nieszczesne pierwsze zony, niegodne imie posiadac, flecistka Robroja i Strybowa, mama Elki...
                  • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:40
                    Oj, tu masz rację. I ani Bella, ani Elka nigdy, ani razu nie wspominają matki. No, ok, nie mają co wspominać, nie znały, bo matki "zeszły" im w ich niemowlęctwie, ale jednak - ani Robroj ani Callarepa żadnego zdjęcia żony córkom nie pokazali? Nie mówili "Dla mnie Jej imię było najpiękniejsze i je właśnie chciałem, żebyś ty nosiła, ale moja Bella, Izabella nie chciała, bo mówiła, że dwie Izabele w jednym domu to niepraktyczne. Poza tym uważała, że to tylko kwestia czasu, jak zacząłbym do niej mówić "Mamuśka" a tego by nie zniosła. Tak się przekomarzaliśmy, jak była w ciąży i już wiedzieliśmy, że będzie córeczka. Wtedy wymyśliłem ta Arabellę, żeby chociaż zdrabniać jednakowo.", albo już nawet nie że sam Gregorio, który córkę miał w odwłoku zawsze, ale Cyryjek lub Meto "Och, Elka, ale ty jesteś z charakteru podobna do Marianny! Ona też miała wybuchowy temperament ale złote serce.". No, coś w tym rodzaju.
                    Imienia Pieroga bym się nie czepiała aż tak, w końcu pojawia się jako postać drugoplanowa w książkach o młodzieży. W dodatku jest po prostu nielubianym nauczycielem/dyrektorem szkoły, a nie osobą istotną dla akcji. Tak samo jak nie uważam za potrzebne by policjant legitymujący Pyziaka na szosie się przedstawiał (nam, czytelnikom), mimo iż standardowa formuła to "Dzień dobry, starszy aspirant Arystoteles Kociubiński, proszę przygotować prawo jazdy, dowód rejestracyjny samochodu i dowód osobisty. Powód zatrzymania to...".
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:10
                      panna.ze.dworku napisała:

                      > Imienia Pieroga bym się nie czepiała aż tak, w końcu pojawia się jako postać dr
                      > ugoplanowa w książkach o młodzieży. W dodatku jest po prostu nielubianym nauczy
                      > cielem/dyrektorem szkoły, a nie osobą istotną dla akcji. Tak samo jak nie uważa
                      > m za potrzebne by policjant legitymujący Pyziaka na szosie się przedstawiał (na
                      > m, czytelnikom), mimo iż standardowa formuła to "Dzień dobry, starszy aspirant
                      > Arystoteles Kociubiński, proszę przygotować prawo jazdy, dowód rejestracyjny sa
                      > mochodu i dowód osobisty. Powód zatrzymania to...".

                      Jednakowoz imie i nazwisko policjanta z JT dano nam, mimo ze jest to postac zgola marginalna, nawet nie z drugiego planu. A skoro Pierog mial na drzwiach tabliczke, to co za sztuka dac mu na tej tabliczce imie, tak jak Czeslawowi Dmuchawowi ?
                      Inna rzecz, ze dociekania co do imienia Pieroga byly dlugie i wnikliwe - mnie osobiscie najbardziej odpowiada przypuszczenie, ze W. Pierog mial na imie Wscieklygniew. Zdrobniale Gniewko.
                      • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:27
                        :D
                        Wściekłygniew mi też się podoba...
                        To nawet nie pamiętałam, że imię i nazwisko rzeczonego policjanta nam autorka podała... Zwłaszcza, że to postać epizodyczna i było nam, jako czytelnikom, to kompletnie zbędne. I zgadzam się, że byłoby zręczniej gdyby np ktoś tam popatrzył na tabliczkę na drzwiach oznajmiająca, że sekretariat szkoły w godzinach od ... do..., a dyrektor Wściekłygniew Pieróg przyjmuje petentów w godzinach od ... do ... wyłącznie we wtorki i czwartki po uprzednim umówieniu telefonicznym. Albo coś w tym rodzaju. I tu masz rację, całkowitą nawet.
                        Ale nadal uważam, że nie podanie tegoż imienia jest mniejszym faux pas niż niepodanie nigdy i nigdzie imienia matki Belli czy Elki - w końcu te kobiety JAKOŚ istniały w życiu zięciów Borejków! W przeszłości, kiedyś tam, ale były! Pomijam już fakt, że nie ma ŻADNYCH wzmianek żeby któraś z dziewczyn na grobie matki bywała. I tak, znam podobną sytuację: znajomy (obecnie około 50 lat) bardzo wcześnie się ożenił (mając 22 lata), a owdowiał chyba jeszcze przed osiągnięciem ćwierćwiecza. I został z małym synkiem. W jakiś czas później poślubił inną kobietę, ułożył sobie życie, ale nigdy nie "wyrugował" z myśli i pamięci pierwszej żony! Dla wszystkich było oczywiste, że w pokoju dziecka stoi zdjęcie jego mamy, że razem z tatą syn chodzi na grób w dniu jej urodzin i imienin... Syn mówił "mamo" do macochy, był w końcu malutki gdy "nastała" i innej matki nie znał, rodzina jest fajna, dwoje "własnych" dzieci ojca i macochy są traktowane równorzędnie jak syn z pierwszego małżeństwa... Ale dla mnie niewyobrażalne jest to, że i Robert i Grzegorz tak całkiem i zupełnie zapomnieli o żonach i matkach swoich córek. Że nie istnieją nawet śladowo w ich myślach. Że nie zaszczepili w córkach ani cienia informacji o tych, które je urodziły.
                        • chomiczkami Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.04.18, 16:48
                          panna.ze.dworku napisała:
                          > ie jak syn z pierwszego małżeństwa... Ale dla mnie niewyobrażalne jest to, że i
                          > Robert i Grzegorz tak całkiem i zupełnie zapomnieli o żonach i matkach swoich
                          > córek. Że nie istnieją nawet śladowo w ich myślach. Że nie zaszczepili w córkac
                          > h ani cienia informacji o tych, które je urodziły.

                          Ależ nieprawda! W CR jest wyraźnie napisane, że Bella chodziła na grób matki - w Łodzi!

                          "A ogródek! Rosły w nim bzy i jaśminy, i tyle pięknych kwiatów, które Bella posadziła i wyhodowała własnoręcznie! Był też w Łodzi cmentarz z grobem mamy, na który chodzili ze świeczkami, kwiatami i wieńcami z jedliny."
                    • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:19
                      imho Pieróg funkcjonuje jako imię i nazwisko równocześnie i nigdy nie odczuwałam braku z powodu nierozszyfrowanego W. ;) Pieróg Pierogiem pozostanie!
                    • mika_p Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 21:01
                      W kwestii imion niezyjących matek, chciałam napisac, że przeciez w Noelce stoi, że to Helena była, ale sprawdziłam we źródle, Helena była żona Metodego, matką Grzegorza
                    • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 10:31
                      panna.ze.dworku napisała:

                      > Oj, tu masz rację. I ani Bella, ani Elka nigdy, ani razu nie wspominają matki.
                      > No, ok, nie mają co wspominać, nie znały, bo matki "zeszły" im w ich niemowlęct
                      > wie, ale jednak - ani Robroj ani Callarepa żadnego zdjęcia żony córkom nie poka
                      > zali?

                      Chcialabym tu tylko zaznaczyc, ze Bella zdjecie matki posiada jak najbardziej. Jest wspomniane w Corce Robrojka. Mloda dziewczyna z fletem przy ustach. Ale jej nieobecnosc rzeczywiscie uderza. I to jest jeszcze bardziej widoczne w Klamczusze, moim zdaniem. Matki ktore odeszly odchodza definitywnie najwyrazniej.

                      > Imienia Pieroga bym się nie czepiała aż tak, w końcu pojawia się jako postać dr
                      > ugoplanowa w książkach o młodzieży. W dodatku jest po prostu nielubianym nauczy
                      > cielem/dyrektorem szkoły, a nie osobą istotną dla akcji.

                      Ja w ogole uwazam, ze fakt, iz Pierog funkcjonuje wylacznie jako mgr W.Pierog jest swiadomym zabiegiem literackim i elementem charakterystyki postaci. Sa tacy ludzie, ze masz wrazenie, ze nawet czysto prywatnie mysla o sobie w takich kategoriach i glownym filarem ich poczucia tozsamosci jest pozycja zawodowa, zwlaszcza jesli aspiruja do prestizu. To sie czesto wiaze z pewnym nadeciem pod haslem "Pani nie wie, kto ja jestem". To widac takze w tym raporcie z akcji ESD ktory Pierog popelnia dla dyrekcji. To jest wrecz pokaz takiego klasycznego wyurzedniczania sie, moglby to samo napisac duzo prosciej a nadal oficjalnie, ale jego zdaniem nie wypada, musi byc z zadeciem jak jest urzedowo. To jest potem skontrastowane z listem Dmuchawca, on jest nadal formalny, to list nauczyciela do ojca uczennicy, ale Dmuchawiec umie go ocieplic. I nie ma tu znaczenia, ze Dmuchawiec jest polonista, a Pierog scislowcem. To kwestia wlasnie postrzegania samego siebie.

                      • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 12:08
                        selkie napisała:

                        > Ja w ogole uwazam, ze fakt, iz Pierog funkcjonuje wylacznie jako mgr W.Pierog j
                        > est swiadomym zabiegiem literackim i elementem charakterystyki postaci. Sa tacy
                        > ludzie, ze masz wrazenie, ze nawet czysto prywatnie mysla o sobie w takich kat
                        > egoriach i glownym filarem ich poczucia tozsamosci jest pozycja zawodowa, zwlas
                        > zcza jesli aspiruja do prestizu. To sie czesto wiaze z pewnym nadeciem pod hasl
                        > em "Pani nie wie, kto ja jestem". To widac takze w tym raporcie z akcji ESD kto
                        > ry Pierog popelnia dla dyrekcji. To jest wrecz pokaz takiego klasycznego wyurze
                        > dniczania sie, moglby to samo napisac duzo prosciej a nadal oficjalnie, ale jeg
                        > o zdaniem nie wypada, musi byc z zadeciem jak jest urzedowo. To jest potem skon
                        > trastowane z listem Dmuchawca, on jest nadal formalny, to list nauczyciela do o
                        > jca uczennicy, ale Dmuchawiec umie go ocieplic. I nie ma tu znaczenia, ze Dmuch
                        > awiec jest polonista, a Pierog scislowcem. To kwestia wlasnie postrzegania same
                        > go siebie.
                        >

                        Moim zdaniem Pieróg jest jedną z tych osób, które przedstawiają się słowami "Pieróg jestem", ewentualnie "Pieróg W(łodzimierz?)", nigdy per "Włodek" :D
                        (roboczo sobie go nazwałam Włodzimierzem, bo to takie systemowe imię)
                        • guineapigs Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 18:51
                          Bruliobebe tak widzi Pieroga Wlodzimierza (wicedyrektora chyba takze - dodajmy...):
                          Moim zdaniem Pieróg jest jedną z tych osób, które przedstawiają się słowami "Pieróg jestem", ewentualnie "Pieróg W(łodzimierz?)", nigdy per "Włodek" :D

                          No i przyszla mie do glowy scenka, w ktorej padaja slowa o takie:
                          - Panie wicedyrektorze Pierogu Wlodzimierzu, licytuje pan czy sprawdza?
                          - Juz juz, panie Henryku Kowalski i Synu uslugi hydrauliczne, przebijam...

                          (o ile wogole WPW znizylby sie do uprawiania takiej szulerki, jaka jest poker - ktory, jak wiadomo, prowadzi do upadku i wiezienia: vide Rosol. Tam co prawda chodzilo o miniruletke dla dzieci, ale to wszak jeden diabel)
                          • marutax Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 20:46
                            guineapigs napisała:

                            > (o ile wogole WPW znizylby sie do uprawiania takiej szulerki, jaka jest poker -
                            > ktory, jak wiadomo, prowadzi do upadku i wiezienia: (...)

                            Zamień pokera na brydża i będzie jak znalazł ;-)
                      • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 13:12
                        selkie napisała:


                        > Ja w ogole uwazam, ze fakt, iz Pierog funkcjonuje wylacznie jako mgr W.Pierog j
                        > est swiadomym zabiegiem literackim i elementem charakterystyki postaci. Sa tacy
                        > ludzie, ze masz wrazenie, ze nawet czysto prywatnie mysla o sobie w takich kat
                        > egoriach i glownym filarem ich poczucia tozsamosci jest pozycja zawodowa, zwlas
                        > zcza jesli aspiruja do prestizu.

                        Zgadzam się. Na przykład grawerują "Profesor Czesław Dmuchawiec" na tabliczce na drzwiach nauczyciela liceum.
                        ;-)
                        • piotr7777 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 11:08
                          > Zgadzam się. Na przykład grawerują "Profesor Czesław Dmuchawiec" na tabliczce n
                          > a drzwiach nauczyciela liceum.

                          Ale też Janina i Maciej Ogorzałkowie. I to chyba jako pierwsi.
                          Mogło być tak - Dmuchawiec zasugerował młodym, że skoro u niego mieszkają powinni byc na tabliczce. A oni uznali, że zamiast dwóch tabliczek będzie jedna i -chcąc okazać Dmuchawcowi szacunek- zażyczyli sobie, żeby było "profesor Czesław Dmuchawiec" (a faktycznie nauczyciel liceum jest tradycyjnie "profesorem" w obrębie szkoły, ale nie poza nią).
                          Poza tym w tym wypadku to było celowe aby woźny Jankowiak od początku wiedział, ze to ten profesor, którego dobrze pamięta z dawnych lat a nie inna osoba przypadkowo o tym samym nazwisku.
                          Dla mnie dziwne jest to, że Dmuchawiec od razu poznał woźnego po imieniu - no O.K., niby chodziło o pokazanie, że pomimo różnicy wykształcenia woźny dla niego to osoba a nie mało znaczący element wyposażenia szkolnego korytarza, ale takie skojarzenie od razu na pierwszy rzut oka po ponad 10 latach niewidzenia się - no cóż, wątpliwe.
                        • selkie Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 16:37
                          > Zgadzam się. Na przykład grawerują "Profesor Czesław Dmuchawiec" na tabliczce n
                          > a drzwiach nauczyciela liceum.

                          A to bylo wygrawerowane? Moim zdaniem tam bylo napisane Janina i Maciej Ogorzalkowie a ponizej Czeslaw Dmuchawiec i pan Jankowiak skojarzyl, ze to musi byc ten profesor.
                          • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 16:48
                            Nie, tam bylo napisane "prof. Czeslaw Dmuchawiec" Albo profesor w pelnej wersji, w kazdym razie tytul byl na tabliczce.
                      • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 17:41
                        selkie napisała:

                        > Chcialabym tu tylko zaznaczyc, ze Bella zdjecie matki posiada jak najbardziej.
                        > Jest wspomniane w Corce Robrojka. Mloda dziewczyna z fletem przy ustach. Ale je
                        > j nieobecnosc rzeczywiscie uderza. I to jest jeszcze bardziej widoczne w Klamcz
                        > usze, moim zdaniem. Matki ktore odeszly odchodza definitywnie najwyrazniej.
                        >
                        Więc ja też chciałabym zaznaczyć (z pamięci piszę), że w rodzinnej Łodzi Bella chodziła na grób matki, zanosząc wieńce z jedliny i żałowała tego, że musiała ten grób tam zostawić. Niemniej - flecistka bezimienną była.
                  • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:10
                    tt-tka napisała:

                    > Te nieszczesne pierwsze zony, niegodne imie posiadac, fl
                    > ecistka Robroja i Strybowa, mama Elki...

                    Ale akurat ten brak imion jest jakoś... naturalny, zwłaszcza że to nie są nawet postacie epizodyczne, a jedynie jakieś tło życiowe bohaterek. Kiedy (jeśli w ogóle!) panowie je wspominają to raczej faktograficznie, na zasadzie opowiadania "moja pierwsza żona" czy wręcz "mama mojej córki". A córki myślą "nie pamiętam mamy".
                    • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:26
                      zla.m napisała:

                      > Ale akurat ten brak imion jest jakoś... naturalny, zwłaszcza że to nie są nawet
                      > postacie epizodyczne, a jedynie jakieś tło życiowe bohaterek. Kiedy (jeśli w o
                      > góle!) panowie je wspominają to raczej faktograficznie, na zasadzie opowiadania
                      > "moja pierwsza żona" czy wręcz "mama mojej córki". A córki myślą "nie pamiętam
                      > mamy".

                      A powinny (imho) chocby w kontekscie "moja corke nazwe ... po mamie", albo "na drugie bedzie miala...jak moja mama".
                      Drazni mnie to, bo milczenie o Pyziaku wszystkie zgodnie krytykujemy, a to, ze nieobecne matki bohaterek nie istnieja nawet jako wspomnienie/tesknota za nieznana jakos gladko przechodzi.
                      >
                      >
                      >
                      • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:49
                        tt-tka napisała:

                        > A powinny (imho) chocby w kontekscie "moja corke nazwe ... po mamie", albo "na
                        > drugie bedzie miala...jak moja mama".
                        > Drazni mnie to, bo milczenie o Pyziaku wszystkie zgodnie krytykujemy, a to, ze
                        > nieobecne matki bohaterek nie istnieja nawet jako wspomnienie/tesknota za niez
                        > nana jakos gladko przechodzi.

                        Jeszcze córki to córki, ale żałobni wdowcy? Robroj częściej wspomina Aniellę, niż nieboszczkę małżonkę, a Kalarepa to już w ogóle zapomniał, że miał jakąś tam żonę przed Gabą (i że spłodził z nią córkę...)
                • kassanndra Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 26.03.18, 18:46
                  Matka Cezarego, pani Majchrzak była Karina ;)
              • meduza7 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 23:18
                > to te Hildegardy i Gaudencje są odklejone, chyba że autorka tak świetnie przeczuwa trendy:)

                Hildegarda ma braci Fryderyka i Wolfganga, więc tu po prostu mamy kolejną rodzinę z upodobaniem do nietypowych imion.
                • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 09:18
                  meduza7 napisała:

                  > > to te Hildegardy i Gaudencje są odklejone, chyba że autorka tak świetnie
                  > przeczuwa trendy:)
                  >
                  > Hildegarda ma braci Fryderyka i Wolfganga, więc tu po prostu mamy kolejną rodzi
                  > nę z upodobaniem do nietypowych imion.

                  To chyba raczej chodzi o genetyczną germańskość? Może oni mają nawet związek z tym Niemcem, co chciał polską ziemię kupować?
                  • anchema Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 23:11
                    Raczej o "muzyczność" imion
                    • lord_vmordevol Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 10:22
                      anchema napisała:

                      > Raczej o "muzyczność" imion

                      Nie wiem, co ma Fryderyk do muzyki, przecież to król pruski był. Kilku królów nawet, w tym jeden Wielki.
                      • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 23.03.18, 22:40
                        lord_vmordevol napisała:

                        > Nie wiem, co ma Fryderyk do muzyki, przecież to król pruski był.

                        Serio piszesz czy szydzisz?

                        Bo wiesz, ten bohater ma na nazwisko Schoppe.

                        Fryderyk Szopę..., z żelazową (tfu, żelazną) wolą ;-)
                • ciotka_scholastyka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 13:33
                  meduza7 napisała:

                  > > to te Hildegardy i Gaudencje są odklejone, chyba że autorka tak świetnie
                  > przeczuwa trendy:)
                  >
                  > Hildegarda ma braci Fryderyka i Wolfganga, więc tu po prostu mamy kolejną rodzi
                  > nę z upodobaniem do nietypowych imion.

                  Z naciskiem na "kolejną".
            • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:12
              Znam chyba ze czterech Filipów rocznik '92 i okolice, ale mniejsza o to - chyba wyraźna jest granica między Filipem a Gaudentym :D
        • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:11
          > W czasach kiedy Nutria się urodziła (i nadano jej imię) Natalia była... No, moż
          > e nie dziwaczna, ale zdecydowanie niepopularna. Boom na Natalki to moda ostatni
          > ch lat. Więc i owszem, Natalia WTEDY była imieniem nieco "z księżyca".

          Racja, swoją drogą - zawsze się zastanawiałam, czy Natalia Borejko ma coś wspólnego z Natalią od Gałczyńskiego, czy też jakiś inny źródłosłów wybrali sobie nasi inteligenci.

          > A zauważcie, że w Jeżycjadzie autorka imiona nadawała "normalne", nawet jeśli m
          > niej modne, to jednak nie zupełnie "odjechane". Poza pannami Borejko (których p
          > erypetie imiennicze zostały wyjaśnione) są Janeczka, Aniela, Julia, Joanna, Pau
          > lina, Elżbieta, Beata, Maciek, Piotr, Paweł, Jerzy, Tomek... Najbardziej "wywro
          > towy" jest chyba Damazy. A od Pulpecji się zaczyna "galeria": Aurelia, Arabella
          > , Stanisława, Hildegarda, Florian, Filip, Fryderyk, Wolfgang... Nie mówię, że b
          > ohaterowie MM powinni swoim dzieciom nadawać imiona z pierwszej 10 najpopularni
          > ejszych, ale jakiś umiar powinna zachować.

          Wiesz, mimo wszystko, jeśli MM chce pisać z mocnym osadzeniem w rzeczywistości (he he, no możemy sobie heheszkować, ale z tego wyrosły jej powieści i to jest jej znakiem rozpoznawczym, abstrahując, jak to wygląda teraz), to powinna chociaż wziąć pod uwagę tę pierwszą dziesiątkę. Nie mówię, żeby każde nowe dziecko nazywać Lena albo Maja, ale niech się chociaż pojawi jakiś Kubuś albo Kacper. Nie każdy rodzic musi nosić w sobie błyskotliwość lvl Ygnac. Jak się pisze o Polsce i Polakach w drugim dziesięcioleciu XXI wieku, to trzeba zaakceptować fakt, że na dzieci na podwórku nie woła się Gaudenty i August. Nie wspominając już o tym, co piszą tt-tka i iskrzy na temat naigrywania się z Esmerald i Kopiec Arlety.
        • hamerykanka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 27.03.18, 19:19
          Ryszard!
          Wszystkie Ryski to fajne chlopaki!

          Przepraszam, ale glupawka mnie ogarnela, jestem swiezo po obejrzeniu Misia :)
      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 13:51
        Mam wrazenie, ze ten zupelnie nieprawdopodobny Gaudenty ma tak na imie po to, zeby miec w szkole ksywke Denty, ktora mozna przerobic na Dentyste ( ha ha, boki zrywac, jakie smieszne) i zbudowac na tym cale smsowe nieporozumienie w ksiazce.
        • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 14:02
          O rany... :/
        • significado-significante Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 25.03.18, 01:16
          dakota77 napisała:

          > Mam wrazenie, ze ten zupelnie nieprawdopodobny Gaudenty ma tak na imie po to, z
          > eby miec w szkole ksywke Denty, ktora mozna przerobic na Dentyste

          A tak na marginesie - zastanowiło mnie mocno, że Nora dowiaduje się OD DOROTY, że Gaudentego nazywają dentystą. W szkole. W tej samej szkole, do której chodzi Nora, a nie Dorota. I mowa o chłopaku, którym Nora interesuje się od dawna, a nawet ulega jego zaocznym wpływom (apatat ortodontyczny). Owszem, może nie wiedzieć gdzie ów obiekt westchnień mieszka, ale fakt że nie zna jego ksywki...za to zna ją Dorotka... Wiem, że to drobiazg, ale jak dla mnie irytująco niewiarygodny.
          • chomiczkami Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.04.18, 16:53
            Nie chcę się spierać, ale chyba Dorota chodziła do jakiejś prywatnej szkoły w Swarzędzu i tam miała nauczyciela, którego syn chodził do innej szkoły - tego Gaudentego?
            • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.04.18, 17:26
              Nie chcę się spierać, ale chyba Dorota chodziła do jakiejś prywatnej szkoły w S
              > warzędzu i tam miała nauczyciela, którego syn chodził do innej szkoły - tego Ga
              > udentego?


              No i dokładnie o to chodzi - Dorota chodziła (lata wcześniej) do zupełnie innej szkoły. Nawet jeśli wiedziała, że jeden z jej nauczycieli miał kilkuletniego (wówczas) syna, to skąd niby miała się dowiedzieć, jaką ksywę nosił tenże syn lata później w swym gimnazjum. I jakim cudem nie wiedziała tego chodząca do tej samej szkoły co on (i w tym samym czasie) Nora, która była Dentym zafascynowana, na jego wzór i podobieństwo wybrała sobie kolor aparatu na zęby i sama przyznawała, że chłopak jest popularny w szkole i od początku ma liczne fanki?

              To się po prostu kupy nie trzyma, ot co.
      • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 15:15
        (Może MM tu zajrzy po inspirację, więc zróbmy burzę mózgów - jakie normalne imiona jeszcze się w Jeżycjadzie nie pojawiły? Ja głosuję na Karolinę i Michała - zdecydowane top 5 wczesnych lat 90.!)
        • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 16:45
          Pisałam o tym kilka postów wcześniej.
          A co do popularnych imion:
          Marta, Katarzyna, Ewa, Aneta, Anita, Judyta, męskie: Piotr, Michał, Bartosz, Kamil, Emil.
          Obawiam się jednak, że imiona popularne, to imiona postaci negatywnych lub w najlepszym przypadku zasługujących na zanik w niebycie, patrz: Magda, Paulina, Joanna.
          • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 17:25
            Katarzyna chyba była, nie nazywała się tak ta niewidoma (?) Ogorzałkówna?
            • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 17:55
              brulionbebe napisał(a):

              > Katarzyna chyba była, nie nazywała się tak ta niewidoma (?) Ogorzałkówna?
              Brawo, dokładnie tak (nie całkiem niewidoma, dla ścisłości, problemy ze wzrokiem miała. I zasadniczo chyba tyle o niej wiemy).
              • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:24
                No to odpada, ale też potwierdza tezę, że zwyczajne imiona otrzymują postaci negatywne/nieistotne.
              • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 20:43
                Wiedziałam, że nie zapomniałabym swojej Jeżycjadowej imienniczki (ciekawe swoją drogą, ilu czytelników może się poszczycić taką obserwacją, hyhy). A o ile mnie pamięć nie myli, to owa Kasia nie była nawet uwzględniona na tej rozpisce z tyłu JT (?).
                • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 20:57
                  Ja też mam imienniczkę w Jeżycjadzie. :) I to nawet nie postać epizodyczna była, a miała "swój" tom! :D Inna kwestia, że ani za tym tomem ani bohaterką nie przepadam... No ale liczy się sztuka.
                  • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 22:02
                    O! Chyba jesteśmy imienniczkami... cho na frytki ;-)
                    • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 23:04
                      No to witam imienniczki :)
                    • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 05:47
                      Ja tam na cukinię w sosie jakimś tam chyba? Ale nie ma problemu, chętnie. :)
                      • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 13:31
                        A, czyli nie jesteśmy imienniczkami. No trudno, to idziemy na cukinię, frytki i piwo :D
                        • panna.ze.dworku Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 16:43
                          Zamiast cukinii mogę zaserwować metrowca. Rzadko robię bo upier.... Męczące to jest i czasochłonne, ale wychodzi mi wspaniale. I NIE JEST ani blady ani grząski czy co to tam stało? I po wierzchu oblany gorzką czekoladą. A na niej "esy - floresy" z białej. :) Ale to po frytkach. I po piwie. A do metrowca oferuję produkt własny pod tytułem "likier mleczno - kokosowy". Słabe to jest, raczej cień alkoholu niż serio alko, ale na wszelakich imprezach bije rekordy i schodzi do cna, a co poniektórzy wylizują kieliszki... :D
          • zla.m Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:30
            szarotkaaaa napisała:

            > Pisałam o tym kilka postów wcześniej.
            > A co do popularnych imion:
            > Marta, Katarzyna, Ewa, Aneta, Anita, Judyta, męskie: Piotr, Michał, Bartosz, Ka
            > mil, Emil.
            > Obawiam się jednak, że imiona popularne, to imiona postaci negatywnych lub w na
            > jlepszym przypadku zasługujących na zanik w niebycie, patrz: Magda, Paulina, Jo
            > anna.

            Marta była - babcia Aurelii, a jej (Aurelii, nie Marty) matką była Ewa. Piotr Ogorzałka. Przemknęła też Kasia - była Nerwusa. W ogóle wydaje mi się, że podane przez ciebie imiona noszą głównie ludzie mający lat 20 i więcej. A obecne nastolatki to przede wszystkim: Julka, Zuza, Mateusz i Kuba. Do łask wraca Barbara, znam dwie Ulki mniej więcej lat 8-10; popularne są Igory i Olki (także w wersji Oleg), Szymony, Maje, Ryszardy, Norberty, Kamile (one Kamile, dziewczyny :D), Marysie i Janki, Mikołaje i tak jak ktoś tu pisał - Filipy. Młodsze dzieci (0-10) to zatrzęsienie Maj i Julek, są Leny (i Heleny), Ale, Celinki, a wśród chłopców mnóstwo Franków i Stanisławów. Cyprian nie dziwi. Ale Gaudenty czy Barnaba już raczej tak ;-)

            Mnie się w ogóle bardzo podoba ten trend nadawania różnych imion. Dla mojej córki żadne imię nie jest dziwne, no chyba żeby ktoś nazwał dziecko rzeczownikiem potocznym. Chociaż Róża, Jagoda i Malina też się trafiają ;-) I to jest fajne, nie lubię takiego szeregowania i przykładania do imienia miary wynikającej z własnego podwórka, dosłownie czasem: "Klara to dziecko patologii, mamusi się imiona normalne skończyły".

            Nie da się jednak ukryć, że imiona, które nadaje swoim bohaterom pani MM są nawet na tym bogatym i różnorodnym tle dość dziwaczne. A naprawdę nie jest to wielkie halo, bierzemy wpisujemy w googlu "popularne imiona rok...[urodzenia danego bohatera]" i dajemy imię mniej/więcej z połowy stawki - jest "normalne", ale nie najbardziej oklepane.
            • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:38
              Miały być imiona, jakie noszą dzieci wczesnych lat '90, a to już nie są nastolatki :)
              Jeśli chodzi o nastolatki, to masz rację :)
              A, taka rzecz mi się przypomniała - czy Matylda była imieniem popularnym w momencie pojawienia się Matyldy u MM?
              • szarotkaaaa Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 18:40
                Mi się też podobają różnorodne imiona, nawet bardzo, ale nie w momencie, kiedy 90% postaci pozytywnych i zaznaczających swoją obecność nosi imiona raczej wymyślne.
            • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 20:52
              Był jeszcze Piotr Żeromski, jeden z bliźniaków (czyli jednak można zdublować imię, no chyba, że się MM zapomniało).

              Też jestem zdecydowanie ZA imionami różnymi i nie-aż-tak-popularnymi (halo, moje imię było na drugim miejscu pod względem popularności w roku mojego urodzenia i w latach okolicznych, nie chciałabym tego zrobić moim pacholęciom), ale jak niżej mówi Szarotka - nie mogę zaakceptować świata, w którym 90% bohaterów używa imion zapomnianych chyba w XVIII wieku.

              Możemy mieć Borejków jako fanatyków dziwnych imion. Zaakceptuję już nawet państwa Schoppe z ich manią na temat wielkich kompozytorów (chociaż nikt mi nie wmówi, że nie przyszło im ani razu do głowy, że a) Fryderyk Schoppe to piramidalnie głupie zestawienie, b) dzieciaki będą miały przerąbane przez co najmniej dwadzieścia lat), ale skoro Bernard był w stanie nazwać synów po bożemu (hehe), to chyba państwo Piechotowie i państwo Gaudentowie tym bardziej, chyba, że jeszcze nie wiemy o jakże wysublimowanych gustach tychże.
          • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 19:54
            Kasia była. I Piotr Ogorzałka:)
      • joanna_ewa_scotland Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 22.03.18, 14:48
        Nora potomkini Ani z Zielonego Wzgorza LM Musiero
        ...oops Montgomery ;)
        • krystalla Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 18:38
          joanna_ewa_scotland napisała:

          > Nora potomkini Ani z Zielonego Wzgorza LM Musiero
          > ...oops Montgomery ;)

          Nora na cześć powieści Ibsena zresztą. Zapewne i Pulpa na leśnictwie,i Flobry zaczytywali się Ibsenem. A zresztą może.
          Czytam, acz ciężko mi idzie. Zaro skrzenia się dawnego humoru, akcja wleczona na siłę... Ale to, co mnie chyba irytuje najbardziej - to skręt w stronę L.M. Montgomery, no ludziska!
          "Józek, który coraz bardziej nie słuchał i nie słuchał,o czym mowa, nagle wyciągnął rękę przez stół i położył ją na dłoni Doroty, przykrywając, jak mocnym i piegowatym daszkiem, jej pierścionek z niebieską kuleczką. Oboje się zarumienili, zaszkliły im się oczy, uchyliły usta i zaczęli wyglądać, jakby ich ktoś wyłączył z tej rzeczywistości (...)"
          Ach, jakże miło, miło i słodko!
          No mimo wszystko - aż tego się nie spodziewałam.
          • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 22:07
            krystalla napisała:

            > joanna_ewa_scotland napisała:
            >
            > > Nora potomkini Ani z Zielonego Wzgorza LM Musiero
            > > ...oops Montgomery ;)
            >
            > Nora na cześć powieści Ibsena zresztą. Zapewne i Pulpa na leśnictwie,i Flobry z
            > aczytywali się Ibsenem. A zresztą może.
            > Czytam, acz ciężko mi idzie. Zaro skrzenia się dawnego humoru, akcja wleczona n
            > a siłę... Ale to, co mnie chyba irytuje najbardziej - to skręt w stronę L.M. Mo
            > ntgomery, no ludziska!
            > "Józek, który coraz bardziej nie słuchał i nie słuchał,o czym mowa, nagle wycią
            > gnął rękę przez stół i położył ją na dłoni Doroty, przykrywając, jak mocnym i p
            > iegowatym daszkiem, jej pierścionek z niebieską kuleczką. Oboje się zarumienili
            > , zaszkliły im się oczy, uchyliły usta i zaczęli wyglądać, jakby ich ktoś wyłąc
            > zył z tej rzeczywistości (...)"

            ...a potem spomiędzy ich warg jął się dobywać monotonny pomruk:
            - Móóóóóóóózg... Móóóóóóóózg...
          • potworia Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 23:21
            krystalla napisała:

            > joanna_ewa_scotland napisała:
            >
            > > Nora potomkini Ani z Zielonego Wzgorza LM Musiero
            > > ...oops Montgomery ;)
            >
            > Nora na cześć powieści Ibsena zresztą.

            Dramatu. W swoim czasie skandalicznego i obrazoburczego zreszta.
            • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 23:28
              potworia napisał(a):

              > > Nora na cześć powieści Ibsena zresztą.
              >
              > Dramatu. W swoim czasie skandalicznego i obrazoburczego zreszta.

              Opowiesc o kobiecie, ktora odchodzi od meza czy tez go zdradza... ladny prognostyk dla imienniczki :)
              • kooreczka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 25.03.18, 09:21
                Ibsenowska Nora odchodzi, bo ma dość bycia "cholernym promyczkiem"- bawienia i budowania ego pana męża w dzień i nocnego tłumaczenia, bo pan prawnik nie ma klientów, a dom utrzymywać trzeba, ale tak, żeby się nie spostrzegł.
                • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 25.03.18, 11:40
                  Dzieki :)
                  Nie lubie Ibsena, slabo pamietalam - ale taka perspektywa jest nienajgorsza :)
                  Czym kierowali sie Flobrostwo dajac corce to wlasnie imie, ciekawe...
                  • iskrzy_54 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 25.03.18, 12:07
                    tt-tka napisała

                    Dzieki :)
                    Nie lubie Ibsena, slabo pamietalam - ale taka perspektywa jest nienajgorsza :)
                    Czym kierowali sie Flobrostwo dajac corce to wlasnie imie, ciekawe...

                    Zapewne tym, żeby nie było pretensjonalne no i pasowało do nazwiska
                    • iwoniaw Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 26.03.18, 19:18
                      :-D
    • ponis1990 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 18.03.18, 19:58
      Na razie zdenerwowało mnie chyba najbardziej to przygotowanie do wesela ( raz że nie wiedzą ile gości, dwa że Józwa z matką mają totalnie gdzies jak to będzie wyglądało, trzy panna młoda która ma gdzieś kieckę, fryz, makijaż itd.? Aaa no i wesele wiejskie bezalkoholowe? Odrealnione totalnie). No i podejście przyszłej mamusi Agusi - bo lekarze straszą, to nie będę do lekarzy chodzić - serio??!!!
    • przymrozki Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 09:36
      Tak się zastanawiam... To jest drobnostka, oczywiście, ale jednak zastanawiająca. Z listów Idy wiemy, że Frycowi zmarł tata. Jakoś na tyle niedawno, że Ida łączy szok spowodowany śmiercią rodziciela z wyskokiem syna (nawiasem mówiąc, łączy dziwnie, bo pisze, że śmierć ojca, który trzymał w ryzach, spowodowała, że syn zaczął sobie ostentacyjnie folgować, ale przyjmijmy, że to Ida popłynęła w słowotoku, nie MM zapomniała, że stary pan Schoppe bynajmniej nie namawiał Fryderyka do poświęcenia się rodziny kosztem kariery zawodowej i naukowej). Ale przejdźmy do mojej wątpliwości.

      Kiedy Mila i Karolek przyjeżdżają do Poznania, Grześ zauważa, że pamiętają Poznań, choć dawno ich tu nie było. Dzieci nie było na pogrzebie dziadka?
    • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 12:24
      Nie wiem, czy ktoś zwrócił już na to uwagę, ale przy tym fragmencie ogarnął mnie dreszcz i to wcale nie wzniosłości.
      IGS zachwyca się jak to Aga dostała porywu natchnienia, który wpędził ją, w zaawansowanej ciąży, na sam szczyt drabiny, coby sufit pomalować. Akapit niżej Miągwa zastanawia się, jak to się stało, że ta wiotka, łatwo mdlejąca dziewczyna okręciła sobie wszystkich Borejków wokół palca. Więc.... ŁATWO MDLEJĄCA AGA. W ZAAWANSOWANEJ CIĄŻY. NA SZCZYCIE DRABINY. Mam tylko nadzieję, że IGS cały czas przy tej drabinie stał, żeby w razie czego Agnieszkę złapać....
      • bupu Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 12:45
        mia0418 napisał(a):

        > Nie wiem, czy ktoś zwrócił już na to uwagę, ale przy tym fragmencie ogarnął mni
        > e dreszcz i to wcale nie wzniosłości.
        > IGS zachwyca się jak to Aga dostała porywu natchnienia, który wpędził ją, w zaa
        > wansowanej ciąży, na sam szczyt drabiny, coby sufit pomalować. Akapit niżej Mią
        > gwa zastanawia się, jak to się stało, że ta wiotka, łatwo mdlejąca dziewczyna o
        > kręciła sobie wszystkich Borejków wokół palca. Więc.... ŁATWO MDLEJĄCA AGA. W Z
        > AAWANSOWANEJ CIĄŻY. NA SZCZYCIE DRABINY. Mam tylko nadzieję, że IGS cały czas p
        > rzy tej drabinie stał, żeby w razie czego Agnieszkę złapać....

        Wątpię. Zapewne był zbyt zajęty zachwycaniem się tym nagłym atakiem natchnienia.
      • tt-tka Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 13:00
        mia0418 napisał(a):

        > Nie wiem, czy ktoś zwrócił już na to uwagę, ale przy tym fragmencie ogarnął mni
        > e dreszcz i to wcale nie wzniosłości.
        > IGS zachwyca się jak to Aga dostała porywu natchnienia, który wpędził ją, w zaa
        > wansowanej ciąży, na sam szczyt drabiny, coby sufit pomalować. Akapit niżej Mią
        > gwa zastanawia się, jak to się stało, że ta wiotka, łatwo mdlejąca dziewczyna o
        > kręciła sobie wszystkich Borejków wokół palca. Więc.... ŁATWO MDLEJĄCA AGA. W Z
        > AAWANSOWANEJ CIĄŻY. NA SZCZYCIE DRABINY. Mam tylko nadzieję, że IGS cały czas p
        > rzy tej drabinie stał, żeby w razie czego Agnieszkę złapać....

        O matko. Caly Igstryba. Moze po trzydziestu z gora latach ich malzenstwa i on sie pofatyguje na drabine, co by zdjac firanki. I sp...adnie z owej drabiny. Jak jego Dziadek, ktorego on jest inkarnacja coraz bardziej.
        • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 14:22
          tt-tka napisała:


          > O matko. Caly Igstryba. Moze po trzydziestu z gora latach ich malzenstwa i on s
          > ie pofatyguje na drabine, co by zdjac firanki. I sp...adnie z owej drabiny. Jak
          > jego Dziadek, ktorego on jest inkarnacja coraz bardziej.

          Jeśli spadnie, MM powinna wyplątać i wrzucić do pralki. Miągwę, nie firanki.
          • iwoniaw A propos firanek w pralce 19.03.18, 14:41
            - przypomniałaś mi o może nie irytacji wielkiej, ale irytacyjce. Natalia, która ugotowała swoje firanki zmieniając je w plastikową kulę i musiała kupić nowe, bo "w pralce u Pulpy inaczej są programy ustawione i się odzwyczaiła, czemuż ach czemuż wszystkie modele wszystkich producentów nie są identyczne" (swoją drogą - to ile ona tych prań u Pulpy podczas pobytu wakacyjnego zrobiła, że aż obsługi własnej pralki zapomniała? Bardziej już prawdopodobne by było, gdyby to gnana chęcią jakiejś pomocy (tia... Nutria... o czym ja mówię...) zniszczyła Pulpecji firanki jej własną pralką). Ja wiem, że to miała być kolejna odsłona "poetycznej niedojdy", ale to naprawdę NIE JEST śmieszne. Ani wzruszające. Ani w ogóle wiarygodne. Jest po prostu żałosne i co to w ogóle ma być? Pomijając już fakt, że nawet nie znając kompletnie jakiegoś modelu pralki (choć swoją własną raczej ludzie kojarzą, nawet jeśli z jakiegoś powodu rozstali się z nią na kilka tygodni) raczej nie trzeba mieć doktoratu z elektrotechniki, żeby rozgryźć ten system. Wszak to jest projektowane dla użytku, prócz sprawnych umysłowo dorosłych, jako bezpieczne dla "dzieci powyżej ósmego roku życia i osób dorosłych posiadających podstawowe funkcje poznawcze" (czytaj: upośledzonych w stopniu umiarkowanym i mniej) czy jak to tam dosłownie instrukcje mówią. Ostatecznie jak ktoś ma wątpliwości, to może dzieciętom zabrać tablet, o którego się biją i wygóglać sobie instrukcję prania firanek w konkretnym modelu. :-/
            • tt-tka Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 14:50
              O rany. wiecie co, chyba jednak przeczytam, coraz wiecej ciekawostek wychodzi.
              Firanek sie nie gotuje.To powinna wiedziec nawet Nutria. Ona nie odroznia 90 od 60, 40 czy 30 stopni ? To jest narysowane na pralce, tak, Natalia, wstan, jak do ciebie mowie, nawet do instrukcji nie trzeba zagladac.
              Mamy juz jasnosc, po kim synowie Rojkow tacy rozgarnieci inaczej...
              • iwoniaw Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 16:00
                Firanek sie nie gotuje.To powinna wiedziec nawet Nutria. Ona nie odroznia 90 od 60, 40 czy 30 stopni ? To jest narysowane na pralce

                Z kontekstu wynika, że Nutria wie, iż firanek się nie gotuje, ale najwyraźniej nie rozróżnia piktogramów i nie potrafi odczytać oznaczeń np. temperatury. Albowiem ubolewa, że wszystko przez niewygodne dla konsumenta zróżnicowanie w modelach pralek - w związku z czym włączyła pranie "jak u Pulpy" a ma przecież "inną" pralkę - coś w stylu "zawsze drugi guzik z prawej to było 30 stopni, jakim cudem teraz jest to pierwszy z lewej?" Nie, nie wymyślam tego...
                • dakota77 Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 16:44
                  iwoniaw napisała:

                  > Firanek sie nie gotuje.To powinna wiedziec nawet Nutria. Ona nie odroznia 90
                  > od 60, 40 czy 30 stopni ? To jest narysowane na pralce

                  >
                  > Z kontekstu wynika, że Nutria wie, iż firanek się nie gotuje, ale najwyraźniej
                  > nie rozróżnia piktogramów i nie potrafi odczytać oznaczeń np. temperatury. Albo
                  > wiem ubolewa, że wszystko przez niewygodne dla konsumenta zróżnicowanie w model
                  > ach pralek - w związku z czym włączyła pranie "jak u Pulpy" a ma przecież "inną
                  > " pralkę - coś w stylu "zawsze drugi guzik z prawej to było 30 stopni, jakim cu
                  > dem teraz jest to pierwszy z lewej?" Nie, nie wymyślam tego...
                  >
                  >
                  Taa. Ja rozumiem, ze sa ludzie bardziej i mniej ogarnieci, ale takiego stopnia nieogarniecia nie rozumiem.
                  • agafiatichonowna Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 18:29
                    Natalia i pralka wyrażnie nie są kompatybilne. W CZ ugotowała firanki, wcześniej wyprała szymonową komórkę. I odplamiła tudzież zmiękczyła.
                    • mia0418 Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 19:54
                      agafiatichonowna napisała:

                      > Natalia i pralka wyrażnie nie są kompatybilne. W CZ ugotowała firanki, wcześnie
                      > j wyprała szymonową komórkę. I odplamiła tudzież zmiękczyła.

                      I wykrochmaliła pościel na blachę w Noelce. :) A wiecie... w sumie to ta sytuacja z pralką mogłaby być bardziej wiarygodna, gdyby Natalia musiała zrobić pranie w pralce np. japońskiej, opisanej znakami kanji, wtedy "ŁOMATKO TE PRALKI SĄ TAK RÓŻNE!" jest usprawiedliwione. To akurat prawda, sama byłam w sytuacji, kiedy musiałam nauczyć się obsługiwać pralkę koreańską, opisaną ichnim alfabetem z opcjami "woda: mało, średnio, dużo" i "temperatura wody: gorąca/zimna". Bez stopni, bez żadnej wełny, bawełny i innych takich. To była pralka bardziej... na wyczucie.

                      A z innej beczki: czytając o narzekaniach jak to Józinek nie ma żadnych kolegów, którzy mogliby zastąpić IGS w roli świadka/ gościć na weselu zamiast znajomych BOREJKÓW nasunęło mi się pytanie: GDZIE JEST, KURNA, DZIUBA?! Nie licząc Walentego Oracabessy to był chyba drugi dobry kolega Józinka, a jakoś tak wziął był i wyparował podobnie jak mama Pałysowa, która zapowiadała przeprowadzkę do Poznania i kupno mieszkania na Jeżycach.
                      • panna.ze.dworku Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 20:13
                        A to nie było w Pulpecji, ta pościel wykrochmalona na blachę? Się nie upieram, chroń Bóg, tylko tak mi się majaczy, że to przed ślubem Idy było...
                  • iwoniaw Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 20:47
                    ale takiego stopnia nieogarniecia nie rozumiem.

                    Bo to miał chyba być Element Humorystyczny. Też nie rozumiem. :-/
                    • dakota77 Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 21:00
                      iwoniaw napisała:

                      > ale takiego stopnia nieogarniecia nie rozumiem.
                      >
                      > Bo to miał chyba być Element Humorystyczny. Też nie rozumiem. :-/
                      >
                      Jeszcze zeby Poetyczna Niedojda zagapila sie, robiac pranie. Moglabym zrozumiec, ze zagubiona w myslach/ zasluchana w ciekawy koncert itp. ustawia zly program. Ale nie. My musimy dostac 46-letnia kobiete, ktora nie rozumie piktogramow na pralce :(
                      • soova Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 21:07
                        <My musimy dostac 46-letnia kobiete, ktora nie rozumie piktogramow na pralce>

                        Bo tak prawdopodobnie działa ta bolesna cezura wiekowa (właśnie przeczytałam cytat przytoczony w sąsiednim wątku - chodziło o ostatnią ciążę Idy).
                      • minerwamcg Re: A propos firanek w pralce 20.03.18, 10:03
                        Oj, wiesz co, takich niedojd jest na świecie więcej. Ja przy cudzych pralkach, zwłaszcza starszego typu, tych, co to nie miały kawę na ławę "program codzienny 60 min", "program szybki 30 min", "pranie swetrów" etc. - też się czasem tracę. Do maminego dwudziestoletniego indesita zawsze muszę wołać pomocy bo głupieję.
                        • iwoniaw Re: A propos firanek w pralce 20.03.18, 10:34
                          No ale sęk w tym, że Natalia nie pogubiła się przy cudzej pralce, tylko przy swojej własnej, do której powróciła po kilku tygodniach pobytu u Pulpy - i przez ten czas zapomniała (?!), jak działa jej pralka. I nie, nie zastanawiała się "a to co za model, który program to do firanek", tylko automatycznie wybrała ten guzik, co był w miejscu "program do firanek" we Floplicowie.
                  • tt-tka Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 22:34

                    > >
                    > > Z kontekstu wynika, że Nutria wie, iż firanek się nie gotuje, ale najwyra
                    > źniej
                    > > nie rozróżnia piktogramów i nie potrafi odczytać oznaczeń np. temperatury
                    > . Albo
                    > > wiem ubolewa, że wszystko przez niewygodne dla konsumenta zróżnicowanie w
                    > model
                    > > ach pralek - w związku z czym włączyła pranie "jak u Pulpy" a ma przecież
                    > "inną
                    > > " pralkę - coś w stylu "zawsze drugi guzik z prawej to było 30 stopni, ja
                    > kim cu
                    > > dem teraz jest to pierwszy z lewej?" Nie, nie wymyślam tego...

                    Sluchajcie, a moze to element polemiki z forumem naszym zuym ? tyle bylo narzekan, ze Pulpa sama obsluguje cala rodzine - a zwlaszcza Rojkow siedzacych tam najdluzej - no to juz wiemy: Natalia odwalala pranie. Tak bardzo, ze zapomniala, jak sie obsluguje jej wlasna pralke, bo od pulpowej reki nie odrywala przeciez :)
            • yvi1 Re: A propos firanek w pralce 19.03.18, 14:55
              iwoniaw napisała:

              > - przypomniałaś mi o może nie irytacji wielkiej, ale irytacyjce. Natalia, która
              > ugotowała swoje firanki zmieniając je w plastikową kulę i musiała kupić nowe,
              > bo "w pralce u Pulpy inaczej są programy ustawione i się odzwyczaiła, czemuż ac
              > h czemuż wszystkie modele wszystkich producentów nie są identyczne" (swoją drog
              Ja wiem, że to miała być kolejna odsłona "poety
              > cznej niedojdy", ale to naprawdę NIE JEST śmieszne. Ani wzruszające. Ani w ogól
              > e wiarygodne. Jest po prostu żałosne i co to w ogóle ma być? Pomijając już fakt
              > , że nawet nie znając kompletnie jakiegoś modelu pralki (choć swoją własną racz
              > ej ludzie kojarzą, nawet jeśli z jakiegoś powodu rozstali się z nią na kilka ty
              > godni) raczej nie trzeba mieć doktoratu z elektrotechniki, żeby rozgryźć ten sy
              > stem. . Ostatecznie jak ktoś m
              > a wątpliwości, to może dzieciętom zabrać tablet, o którego się biją i wygóglać
              > sobie instrukcję prania firanek w konkretnym modelu. :-/
              >
              >
              No bo to mialo byc takie urocze,hmmm.
              MM opisuje wspolczesne kobiety ( Nutria i pralka,Ida i jej niemoznosc rozlozenia komorki) faktycznie w jakies dziwnej konwencji.
              Ach,przybiez mi tu Lancelocie na bialym koniu i wyratuj mnie z opresji,jam taka slaba niewiata jestem ( czyt. technicznie uposledzona).
              A zarazem Ida przepycha lodowke i maluje cala Ruinke.,a Pulpa haruje od switu po zmierzch.
    • brulionbebe Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 19.03.18, 16:22
      Przypomniało mi się jeszcze, że zirytowała mnie ulustracja przedstawiająca Gaudentego w porównaniu z wyrafinowanym opisem tegoż jako, nie przymierzając, Baltony za młodu. A ta aparycja i te okularki przywodzą mi na myśl raczej tych chłopów w szkole, których się najbardziej nie lubiło, bo kujony i lizusy.
      • mia0418 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 20.03.18, 13:33
        brulionbebe napisał(a):

        > Przypomniało mi się jeszcze, że zirytowała mnie ulustracja przedstawiająca Gaud
        > entego w porównaniu z wyrafinowanym opisem tegoż jako, nie przymierzając, Balto
        > ny za młodu. A ta aparycja i te okularki przywodzą mi na myśl raczej tych chłop
        > ów w szkole, których się najbardziej nie lubiło, bo kujony i lizusy.

        Może Gaudenty miał być takim lustrzanym młodszym odbiciem Fryderyka, że niby okularnik, niby jakieś eksperymenty naukowo-YouTubowe, ale fuja i fubrawiec i lepiej się takich wystrzegać, bo się ożenią, a potem kariery naukowej się zachce i fruwania po jakimś JUESEJ gdzie rodziny nie potrzebują. Frycek też nosił okularki i co z niego wyszło? ;)
    • ciotka_scholastyka Irytacja numer jeden 20.03.18, 18:41
      Stanę przy TT-tce, i zapytam głośno i impertynencko:

      Ludzie, którego słowa w zdaniu "cytujcie tekst, na który odpowiadacie" nie rozumiecie?

      Litości. W tym wątku jest już blisko siedemset postów. W innych mniej, ale i tak sporo. Dyskusja się rozwija, bo książka nowa. A chyba jedna trzecia z was beztrosko, mimo licznych próśb, odpowiada na posty bez cytowania. I nieraz robi ciekawe uwagi, ale jak tu się do nich odnieść, żeby nie wyszło:
      - Błotnik ci klekocze.
      - Mów głośniej, nie słyszę, bo mi błotnik klekocze.
      ?

      No przecież już koń Kabanos by zrozumiał....
      • lord_vmordevol Re: Irytacja numer jeden 21.03.18, 10:42
        ciotka_scholastyka napisała:

        > Stanę przy TT-tce, i zapytam głośno i impertynencko:
        >
        > Ludzie, którego słowa w zdaniu "cytujcie tekst, na który odpowiadacie" nie r
        > ozumiecie?


        Nadmienię, że aby tu coś napisać, trzeba się zalogować. Będąc zalogowanym, ma się pod postem linki "Odpowiedz" i "Cytuj". No nie ma w praktyce takiej zasmarkanej możliwości, żeby komuś Wyborcza pokazywała to inaczej. Nawet z telefonu. Rozumiem, że "Odpowiedz" jest grubsze i większe, ale doprawdy kliknięcie w "Cytuj" nie jest trudniejsze.
    • buka_z_muminkow Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 15:34
      Jestem w połowie książki i póki co najbardziej irytują mnie maile Nutrii - polonistki nadużywającej capslocka...
      • dakota77 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 21.03.18, 15:38
        buka_z_muminkow napisała:

        > Jestem w połowie książki i póki co najbardziej irytują mnie maile Nutrii - polo
        > nistki nadużywającej capslocka...

        Ten capslock bardzo mnie irytowal, ale generalnie calosc maili Nutrii brzmiala jak pisana przed emo nastolatke :D Co za omdlewajaca drama queen. Nawet z nia nie mozna przedyskutowac problemow, bo od razu konczy sie to pocieszaniem przejetej Nutrii.
      • amelia007 Re: Irrrrrytacje w Ciotce - z ostrzezeniem 24.03.18, 21:04
        Oraz pisząca „epicka wichura”. Wrrr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka