przymrozki
07.07.18, 10:33
Tak przy okazji innej dyskusji, naszła mnie dygresyjna myśl, a po niej nadeszła kontynuacja tej myśli.
Wiemy, jak Robert wychowywał swoją córkę - bardzo ją kochał, bardzo o nią dbał (można nawet powiedzieć, że bywał nadopiekuńczy), ale jego podstawowa myśl wychowawcza była taka, że dziecko powinno być niezależne. Bella była nauczona sztuki remontu instalacji hydraulicznych po to, żeby w przyszłości nie musiała nikogo prosić o pomoc. Efektem metod hodowli dziewczynek Roberta Rojka była dzielna szesnastolatka, która umie szyć, naprawiać rury i idzie do pracy, gdy widzi, że jej tata ma problemy finansowe.
Jej bracia w tym wieku zakradają się do kurnika, żeby straszyć kury.
Oczywiście, wyjaśnienie fenomenu może być proste. MM w opisie małych Rojków nie uwzględniła tego, że są wychowywani przez tę samą rękę, co Bella. No albo, jak w przypadku Róży, niechcący narysowała nam wiarygodny obraz dziecka z lekką niepełnosprawnością umysłową. Ale. Z drugiej strony. Rozmyślania Roberta o tym, jak to trzeba być niezależnym i nie przyjmować pomocy pokazane nam były jako depresyjna nuta w jego opuszczonej przez Anielę duszy. Natalia, borejkowskim plasterkiem z gangreną, tę ranę z pewnością zalepiła. Może celowo pokazano nam, że szczęśliwy Robert nie kładzie już swoim dzieciom do głów żadnych bzdur o niezależności, a bracia Rojek są beztroscy i nic nie muszą. To plus charakter matki może dać objawy w postaci gonienia kur.
MM nie jest zdolna do takiej przewrotności, powiecie, może nie, ale wiele razy na tym forum pojawiała się myśl (i ja się z nią zgadzam), że Musierowicz jest doskonałą obserwatorką, ale takim sobie interpretatorem. Gaba, po odjęciu odautorskich deklaracji o dzielności, byłaby dobrze napisaną, złożoną postacią. Może Robert też.