Dodaj do ulubionych

Albowiem prysły zmysły

11.10.21, 12:15
...Czy raczej prysła moja sympatia do niektórych bohaterów Jeżycjady. Na poszczególnych członków Klanu B rozdrabniać się nie będę, stracili oni bowiem moją sympatię en masse już dawno temu, jak jeden mąż i jedna żona. Poza Klanem jednak też jest sporo osóbek, które drzewiej lubiłam, a teraz warczę, bo w nowych odsłonach są nie do zniesienia.

Na przykład Kreska. Fajna dziewczyna w OwR, dorósłszy zmienia się w kretynkę, która zwala własnej, nastoletniej córce na głowę porządkowanie mieszkania po Dmuchu Św. A weź pani, idź pani w dal, to jest zadanie, które dorosłego może przerosnąć, co dopiero nastolatkę. Pomijam tu już ciężki idiotyzm wynikający z tego, że wszelkie zabiegi formalno-prawne, niezbędne przy okazji przejmowania spadku mogą być wykonane tylko przez osobę dorosłą, którą w tym wypadku powinna być babcia Magdy, a matka Kreski, będąca ustawowym spadkobiercą.

Albo Aurelia. Gieniusię kocham, szemrzącej pani Bitner, nie potrafiącej ogarnąć podstawowych obowiązków nauczyciela nie trawię. To już wolę panią Sznytek, która idiotycznie, bo idiotycznie, ale przynajmniej jakąś pomoc Żabie zapewniła.

Albo Rojek Robert, który z sympatycznego chłopaka wyrósł na dziadersa konserwowego, usiłującego się oświadczać prawie nieznanej kobiecie i robiącego z siebie męczennika w altanie Majchrzaków. Gdyż sorry, ale skoro miał kasę na tę całą wykończeniówkę w altance, to byłoby go stać także i na wynajęcie czegoś niewielkiego i niekoniecznie w centrum. Coś mi tu podejrzanie suchym chlebem Żaczka zalatuje.

Albo o, skojarzenie skośne z Żaczkiem, Jerzy Hajduk, no przepraszam, od pana derektora, chwalącego się udziałem w reformie edukacji i stającego na baczność przed ministrem w słuchawce, zebrało mi się na womity (i nie pytajcie mnie co ja, któram wróciła znowu do nauczycielstwa, sądzę o dowolnej reformie oświaty od roku 1990, albowiem w słowniku ludzi kulturalnych brakuje słów by to opisać, poza tym mamy tu nie wjeżdżać w politykę, więc milcz serce i szlochaj szeptem). Tak nawiasem mówiąc dam talon na balon temu, kto mi wyjaśni jakim cudem Hajduk, będący rówieśnikiem Gaby, z którą wszak chadzał do jednej klasy w liceum, mógł być kolegą ze studiów Grzendrona, starszego od Gaby, a zatem i od Jerzego, o dekadę.

Doszłam również do wniosku, że coraz trudniej w nowych tomach o postacie które da się lubić. Przebłyskiem był pan Gruszka, drugim była Janicka, potem starannie odautorsko zohydzona, ale poza tym, to albo mamy do czynienia z wycinankami z tektury, a trudno mieć do tektury stosunek emocjonalny, albo z paskudnymi indywiduami, które nam się sprzedaje jako miłe. Na ten przykład babcie Rumiankowe, no nie da się ich lubić, Maszpan, który wirtuozersko łączy w sobie wysoką zawartość celulozy z przebłyskami paskudnej osobowości, czy Podeszwa, który, przepraszam, ale jest obleśnym stalkerem, nie do strawienia.

Co wy o tym mniemacie? Macie jakieś postaci, które wam obrzydzono, albo vice versa, które nagle się okazały być całkiem w porządku?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 12:41
      Zdubluje Rojka, ktory w KK tak ladnie i po prostu umial pomoc i zajac sie obcymi dzieciakami, a w TiR uprawia szwendanie sie za Laura bardziej w stylu tajnos agentos niz przyjaciela rodziny.

      Za to mile mnie zaskoczyl pan Piotrus, w OwR sfrustrowana mekola, w DP radosny czlowiek, zyczliwy swiatu i ludziom. I nadal nie jest pod urokiem Gaby-Ktora-wszyscy-Wszak-Kochaja :)

      Pozostaje z niezmienna sympatia dla Slawka Lewandowskiego, ktory jak czegos chcial, to sie o to po prostu staral, jak juz wyjechal, to kontakty z rodzina utrzymuje i dba o wiezy i wezly, i koniec koncow wydlubal chyba (moze do spolki z bracmi) rodzicow z tej sutereny, skoro nikt z Lewandowskich tam nie mieszka.

      Lubie nadal Zabe, ktora i o osobiste szczescie zadbala, i nie bala sie swiata szerokiego (i wrogiego), i pozostala lojalna i pomocna w potrzebie, ale jednak nie przyrosla do Borejkow. Takoz i Wolfi.
    • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 14:57
      A ja bym strrrrasznie chciała porozmawiać o obecnym ministrze edukacji, może być w kontekście Jeżycjady ;) Powiedzmy, czy jego pomysły są zgodne z wartościami Borejklanu. Ale pewnie nie można, to nie porozmawiam ;)
      • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 15:22
        kon.zrzeda napisała:

        > A ja bym strrrrasznie chciała porozmawiać o obecnym ministrze edukacji, może by
        > ć w kontekście Jeżycjady ;) Powiedzmy, czy jego pomysły są zgodne z wartościami
        > Borejklanu. Ale pewnie nie można, to nie porozmawiam ;)

        <gwałtownie sinieje na twarzy>
        Nie mów do mnie o aktualnym ministrze. W żadnym kontekście!

        I nie, wolałabym żeby takie dyskusje tu jednak nie powstawały...
        • neandertalka Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 19:30
          bupu napisała:

          > kon.zrzeda napisała:
          >
          > > A ja bym strrrrasznie chciała porozmawiać o obecnym ministrze edukacji, m
          > oże by
          > > ć w kontekście Jeżycjady ;) Powiedzmy, czy jego pomysły są zgodne z warto
          > ściami
          > > Borejklanu. Ale pewnie nie można, to nie porozmawiam ;)
          >
          > <gwałtownie sinieje na twarzy>
          > Nie mów do mnie o aktualnym ministrze. W żadnym kontekście!
          >
          > I nie, wolałabym żeby takie dyskusje tu jednak nie powstawały...
          >
          > Ha. A ja bym też chciała 🙂 Ale co robić - władzy trzeba słuchać 😁
        • pi.asia Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 20:35
          bupu napisała:


          > <gwałtownie sinieje na twarzy>
          > Nie mów do mnie o aktualnym ministrze. W żadnym kontekście!
          >
          Bupu, wesprę Cię starym porzekadłem: Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.

          A wracając do naszych baranów - nie wybaczę MM tego, co zrobiła z Agatą Janicką. To był paskudny cios, zadany czytelnikom. Czy jest na tym forum ktoś, kto nie polubił tej dziewczyny od pierwszej chwili?

          Żałuję też, że nie pociągnęła dalej przemiany Lisieckich. Dzieciaki zaczęły normalnieć, doceniły Idę - i nagle objawiły się jako młodociani bandyci. A przecież w IS była zapowiedź zorganizowania im jakichś fajnych zajęć, pan Paszkiet zaoferował swoja pomoc... I nagle to wszystko odeszło w niebyt.
          • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 09:32
            Akurat kwestia Lisieckich jest chyba dość prawdopodobna. Jakkolwiek smutne by to nie było, to całkiem możliwe, że jednak przeczytanie Robin Hooda i zaproszenie na obiadek może nie wystarczyć i żadna bajkowa przemiana się nie pojawi, jeśli rodzina nie poszuka wsparcia i nie spróbuje zdefiniować, w którym momencie relacja szwankuje. Pani Lisiecka zapewniła dzieciom byt na poziomie i to wszystko, sąsiadka nie zajmie się jej dziećmi całościowo, ja bym się, szczerze mówiąc, zdziwiła, gdyby zadziałała jakaś czarodziejska różdżka i chłopcy nagle przemienili się w aniołów
            • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 10:38
              taka zmiana moze nastapic mniej wiecej trwale, jesli oddzialywanie pozarodzinne jest dlugie i systematyczne... niestety mam wrazenie, ze to byl taki wakacyjny zryw, a potem sie wszystkim esd-owcom i panu Karolkowi odechcialo
            • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 12:36
              kon.zrzeda napisała:

              > Akurat kwestia Lisieckich jest chyba dość prawdopodobna. Jakkolwiek smutne by t
              > o nie było, to całkiem możliwe, że jednak przeczytanie Robin Hooda i zaproszeni
              > e na obiadek może nie wystarczyć i żadna bajkowa przemiana się nie pojawi, jeśl
              > i rodzina nie poszuka wsparcia i nie spróbuje zdefiniować, w którym momencie re
              > lacja szwankuje. Pani Lisiecka zapewniła dzieciom byt na poziomie i to wszystko
              > , sąsiadka nie zajmie się jej dziećmi całościowo, ja bym się, szczerze mówiąc,
              > zdziwiła, gdyby zadziałała jakaś czarodziejska różdżka i chłopcy nagle przemien
              > ili się w aniołów


              Zaraz tam w aniołów, wystarczyło, żeby zostali przeciętnymi obywatelami, a nie osiedlową bandyterką.
              • kooreczka Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 12:49
                Lisieckanjaka by nie była była wrażliwa na to co ludzie powiedzą i na chuliganerie zapewne by zareagowała, żeby ludzie nie chodzili na skargę. Lisieccy mają instynkt samozachowawczy, troszczą się o siebie na wzajem- przeskok z zaniedbanych emocjonalnie dzieci do bandyterki IMHO nieuzasadniony
                • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 13:30
                  kooreczka napisał:

                  > Lisieckanjaka by nie była była wrażliwa na to co ludzie powiedzą i na chuligane
                  > rie zapewne by zareagowała, żeby ludzie nie chodzili na skargę. Lisieccy mają i
                  > nstynkt samozachowawczy, troszczą się o siebie na wzajem- przeskok z zaniedbany
                  > ch emocjonalnie dzieci do bandyterki IMHO nieuzasadniony

                  Cóż, Lisieckiej nie przeszkadzało, kiedy dręczyli psa i rysowali ludziom samochody. Być może dlatego, że o tym nie wiedziała, ale to właściwie jeden diabeł, jeśli nie wiedziała, co robią jej dzieci, to też słabo się kwalifikuje, żeby wychowywać przykładnych obywateli. Z wychowaniem "co ludzie powiedzą" jest taki problem, że w pewnym momencie przestaje to delikwenta obchodzić, co powiedzą. Na przykład jak jest wyrośniętym nastolatkiem i odkrywa, że w sumie to większość się go boi. Oczywiście to nie jest jedyny możliwy scenariusz i zapewne istnieją ludzie, którzy pokierowali się całkiem sensownie, mimo faktu posiadania prymitywnej matki i dzianego tatusia niewiadomogdzie, niemniej- nie wydaje mi się jakoś szczególnie niemożliwy
                  • kooreczka Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 16:11
                    Tu chodzi o kwestie reprezentacji. Jeśli mielibyśmy kilkoro dzieci. Takich rodzinę i jedne zrobiłyby się chulignami- zdarza się. Ale jedna zamożniejsza rodzina ukazana jako totalna karykatura bez szans ratunku- trochę niefajnie to wychodzi
                  • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 17:28
                    kon.zrzeda napisała:

                    > kooreczka napisał:
                    >
                    > > Lisieckanjaka by nie była była wrażliwa na to co ludzie powiedzą i na chu
                    > ligane
                    > > rie zapewne by zareagowała, żeby ludzie nie chodzili na skargę. Lisieccy
                    > mają i
                    > > nstynkt samozachowawczy, troszczą się o siebie na wzajem- przeskok z zani
                    > edbany
                    > > ch emocjonalnie dzieci do bandyterki IMHO nieuzasadniony
                    >
                    > Cóż, Lisieckiej nie przeszkadzało, kiedy dręczyli psa i rysowali ludziom samoch
                    > ody.

                    Złośliwie zauważę, że Borejkom nader średnio przeszkadzało, że Laura kradnie (niewystarczająco by interweniować), a wcale, że Józef znęca się nad kuzynem. Żadne z tych dwojga nie wyrosło jakoś na kryminalistów. Skoro to nam nie przeszkadza, to i Lisieccy nie zostający bandytami też nie powinni, prawda?

                    > Być może dlatego, że o tym nie wiedziała, ale to właściwie jeden diabeł, j
                    > eśli nie wiedziała, co robią jej dzieci, to też słabo się kwalifikuje, żeby wyc
                    > howywać przykładnych obywateli.

                    Święta Gabriela nie ma zielonego pojęcia co robią jej dzieci i nie wychowuje ich wcale. Jednak jakoś nie zostały one bandziorami. Dziwne...
                    • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 19:34
                      No, stanowili kontrast dla szlachetnego minimalizmu, musieli wyjść na złoli. A tak właściwie to jaka jest lista przewin Lisieckich? W sensie że skąd wiemy, że zbandziorzeli? Wiemy, że wymuszali kasę od dzieci na koloniach (to znaczy że musieli być wtedy nastolatkami), a potem co? Nie pamiętam, a do grzebania w tej literaturze odczuwam niechęć.
                      I jednak przewiny Laury i tłuczenie kuzyna widzę trochę inaczej niż znęcanie się nad zwierzętami i niszczenie ludziom samochodów. Wychowanie w wykonaniu Gabryjeli absolutnie nie budzi mojego entuzjazmu, zresztą Grzegorz też się nie popisuje, bo ja bardzo wcześnie załatwiłabym sprawę, gdyby ktoś cyklicznie dręczył moje dziecko. Młode z rodu Borejkow, owszem, na bandziorów nie wyrosły, ale Laura wyrosła na koncertową egocentryczkę (w tym zresztą nie upatruję jej winy, bo to było koszmarnie zaniedbane emocjonalnie dziecko), a Jozin wyrósł na samca, który chyba tylko własnemu w miarę spokojnemu charakterowi zawdzięcza to, że w życiu codziennym nie stosuje przemocy i ogranicza się do pogardy wyrażanej w myślach. Ale jednak coś tam im ględzono o pryncypiach, kilka dobrych przykładów w sumie też by się znalazło (przy całej mojej niechęci do snobowania się na jednostki wyższe od pospólstwa)- u Lisieckich tego nie widzę. Dostali ochrzan i zapewne wpierdziel (również pomijam wartość tego typu sposobów) nie za to, co odstawili, tylko za to, że obcy ludzie przychodzą na skargę. W jakiekolwiek pogłębienie tematu wątpię. Chciałabym tylko wiedzieć, czy Lisieckich widzimy też w ich dorosłym życiu, czy tylko w okresie (późno)nastoletnim.
                      • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 20:07
                        kon.zrzeda napisała:


                        > I jednak przewiny Laury i tłuczenie kuzyna widzę trochę inaczej niż znęcanie si
                        > ę nad zwierzętami i niszczenie ludziom samochodów.

                        A ja nie. Wielokrotna kradzież składek klasowych, dokonana bez żadnych, bodaj najmniejszych wyrzutów sumienia u sprawczyni, jawi mi się jako chyba nawet poważniejszy problem, niż bezmyślny wandalizm.
                      • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 20:14
                        kon.zrzeda napisała:


                        > I jednak przewiny Laury i tłuczenie kuzyna widzę trochę inaczej niż znęcanie si
                        > ę nad zwierzętami i niszczenie ludziom samochodów.

                        ...bo mi za wcześnie wysłało. Jeszcze bardziej regularne tłuczenie kuzyna, nierzadko do krwi, to też jest jednak grubszy kaliber niż epizodyczne w sumie dręczenie psa. Nie, żebym dręczenie Lucypera usprawiedliwiała, absolutnie nie, jednak w wypadku Józefa mamy do czynienia kogoś, kto przemoc wobec innych postrzega jako wygrywanie z nimi.
                        • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 21:19
                          A ja nie jestem fanką Józina, ani trochę. Ale- moje dzieci się tłuką. Nie ma co ukrywać, robią to, takie życie rodzeństwa. To nie jest kwestia braku rozmów, czy niepokazywania innych możliwości rozwiązywania konfliktu, raczej dużych emocji na malej przestrzeni. Ktoś coś komuś zabierze, ktoś komuś zniszczy rysunek i mamy konflikt bardzo, ekhm, wybuchowy, w wykonaniu ludzi, którym niedojrzałość układu nerwowego nie pozwala na logiczne wdrożenie pożądanych zachowań. Za to nie przyszłoby im do głowy złapać czyjegoś psa, przywiązać i robić z nim niewiadomoco, niszczyć czyjąś własność- również nie. A gdybym dowiedziała się o tego typu praktykach, szukałabym przede wszystkim profesjonalnego wsparcia, bo to by oznaczało, że gdzieś coś bardzo zaszwankowało.
                          • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 21:40
                            Twoje dzieci SIE tluka, wzajemnie, jak przypuszczam. W J Jozwa tlucze Igstrybe, jednostronnie. Oblewa, spycha z siedziska, bije i nie za zabrany rysunek ani z braku miejsca na tych polaciach rusfeltowskich, zreszta oni nawet nie mieszkaja razem. Igstryba jest dreczony we wlasnym domu bez reakcji matki wlasnej i matki dreczyciela, choc obie widza, co sie dzieje.
                            • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 21:49
                              A tak, brak reakcji matki (i ciotki oraz obu ojców) to jest coś kuriozalnego. Chociaż niby Palysowie coś tam próbują. Ale na miejscu tej matki byłabym obok i reagowała, że tak się wyrażę, doraźnie. To się dziecku po prostu należy.
                              • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 22:53
                                kon.zrzeda napisała:

                                >. Chociaż niby Palysowie coś tam próbują.

                                Nooo. "Moze wreszcie Ida przestanie napuszczac Jozinka na Ignasia" wyraza nadzieje Gabon (nie zeby cokolwiek robila w tym celu albo cos siostrze powiedziala, niii, ten tekst jest do Natalii), na co pada odpowiedz wlasnie wchodzacej Idy "ja mialabym go napuszczac na tego twojego chudzine ? sam mi sie rwie !"
                          • kocynder Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 22:38
                            Koniku, kwestia "dzieci-się-tłuką" jest całkiem inną kwestią niż "jedno-dziecko-(silniejsze)-regularnie-i-dotkliwie-tłucze-drugie-dziecko-(słabsze)". Dostrzegasz różnicę? Owszem, w najlepszych rodzinach, dbających, wychowujących, pilnujących itd bywa, że "się chłopaki poszarpią". No, bywa. Taki etap. W pewnym wieku łatwiej jest o "argumenty ręczne", emocje grają a zapanować się jeszcze nie umie itd. Ale w przypadku borejklanu nie mamy sytuacji, że kuzyni się czasem poszamocą. Mamy to, że Józwa regularnie i z satysfakcję tłucze słabszego Ignasia. W jego domu, w obecności (podobno) kochającej rodziny, (podobno) opiekuńczej mamusi i (podobno) inteligentnego dziadunia. Tłucze, poniża... Krzywdzi. Regularnie. Bez możliwości czy próby "oddania". Bez śladu jakiejkolwiek reakcji dorosłych - bo nie traktuję jako reakcji ględzenia dziada. Przez lata. W domu, w którym Ignaś mieszka. Dzieci z kolonii - wiedziały chociaż, że ta kolonia się kiedyś skończy i Lisieccy oddalą się w niebyt, że to nie jest "bez końca". Jaką nadzieję mógł mieć Ignacy? Podpowiem: ŻADNEJ. Od najwcześniejszego dzieciństwa widział i wiedział, ze mamunia uwielbia tego sadystycznego parszywca - kuzyna. Że dziadunio i owszem, z nim o Marku Aureliuszu porozmawia, ale jak kuzynek go zacznie tłuc - to dziadunio szybciutko wetknie nochal w książkę i "nie dostrzeże". Że ojciec nawet gdyby chciał go bronić, to ma w domu guzik do powiedzenia i i tak nikt go nie słucha...
                            Plus - tam nikt nie uważa, że jakiekolwiek wsparcie jest w ogóle potrzebna, bo wszak w świętym klanie nie dzieje się nic złego...
                      • pi.asia Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 09:04
                        kon.zrzeda napisała:


                        > Ale jednak coś tam im ględzono o pryncypiach, kilka dobrych przykładów w
                        > sumie też by się znalazło (przy całej mojej niechęci do snobowania się na jedno
                        > stki wyższe od pospólstwa)- u Lisieckich tego nie widzę.
                        O princypiach czytała im Ida i Krzyś. Pan Paszkiet też swoje chyba dorzucił.

                        >Dostali ochrzan i zape
                        > wne wpierdziel (również pomijam wartość tego typu sposobów) nie za to, co odsta
                        > wili, tylko za to, że obcy ludzie przychodzą na skargę.

                        Nie "zapewne" wpierdziel tylko konkretny wpierdziel.

                        >W jakiekolwiek pogłębienie tematu wątpię.
                        Fakt, nie wiemy o tym nic.

                        >Chciałabym tylko wiedzieć, czy Lisieckich widzimy też w ich
                        > dorosłym życiu, czy tylko w okresie (późno)nastoletnim.
                        Czytałaś "Brulion Bebe B."? Jest tam scena, gdy Lisieccy biją Kozia, i na ratunek idzie Bernard, który też zdrowo obrywa. Lisieccy są już chyba dorośli.
                        Gdzieś w późniejszych tomach (Noelka?) jest też wzmianka o niezbyt obiecującym młodzieńcu, który wychodzi z mieszkania trzaskając drzwiami, a matka woła za nim "Jarek!!!" (piszę z pamięci, nie mam czasu szperać w tekście)
                        • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 09:57
                          gdy Lisieccy bija Kozia w BBB, to przed chwila byli razem z nim na koloniach. Zatem nie byli dorosli.

                          zreszta mozna policzyc, oni w IS sa mniej wiecej w wieku Nutrii i Pulpy, czyli w BBB co najwyzej licealisci
                          • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 10:12
                            tt-tka napisała:

                            > gdy Lisieccy bija Kozia w BBB, to przed chwila byli razem z nim na koloniach. Z
                            > atem nie byli dorosli.
                            >
                            > zreszta mozna policzyc, oni w IS sa mniej wiecej w wieku Nutrii i Pulpy, czyli
                            > w BBB co najwyzej licealisci
                            >


                            W IS (1979) panowie Lisieccy mają odpowiednio sześć i osiem lat. Zatem w BBB (1988) liczą sobie 15 i 17 lat. Trochę za duzi; żeby jechać na kolonie z dziesięcioletnim Koziem, acz niepełnoletni.
                            • mika_p Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 17:49
                              > liczą sobie 15 i 17 lat. Trochę za duzi; żeby jechać na kolonie z dziesięcioletnim Koziem, acz niepełnoletni.

                              No skąd, zależy jakie kolonie. Ja jeździłam z zakładu pracy moich rodziców, zakład wielki, ośrodki duże (własne), jeździły po 3 wielkie autokary w jedno miejsce (a miejsc było kilka, góry, Mazury, nad morze, coś tam nad rzeką bliżej centrum, zagraniczne kolonie też były), jeździć na kolonie zaczynało się po I klasie podstawówki, można było jeźdżić do ukończenia 16 r.ż, czyli w przypadku ludzi z końca roku i po I klasie szkoły średniej. Wszystkie turnusy z pełnym przekrojem wiekowym
                              • kooreczka Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 18:30
                                Na moich koloniach przekrój był od 7 do 17 latków, oczywiście w grupach. Raz we wczesnej pocbazie ulokowali nas z licealistkami w podwójnym pokoju, że niby będziemy się na wzajem pilnować. Pierwszej nocy przyszły do nich chłopaki- koleżanka obudziła mnie, że się całują i musimy powiedzieć pani, ale przekonałam wszystkich, że możemy się dogadać i za drobną opłatą nie tylko nie powiemy, ale w razie najazdu efektownie się rozpłaczemy, dając czas na ucieczkę.
                        • kon.zrzeda Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 10:09
                          Nie mogą być dorośli, bo chwilę wcześniej byli z Koziem na koloniach. Mogą być ewentualnie wyrośnięci i wredni.
                          A kwestii pryncypiów- Ida, Krzyś i pan Paszkiet zabawili się kilka razy w czytanie zaniedbanym dzieciom. Bardzo wątpię w to, żeby zajmowali się nimi stale.

                          Pani MM zapewne nieco ich przerysowała, coby odpowiednio utrwalić czytelniczkom kontrast między subtelnym minimalizmem, a prymitywnym dorobkiewiczostwem. Środków używa dość prostych i nachalnie dydaktycznych, przecież zawsze tak było. Ale ponownie- moim zdaniem to nie jest przesada i niemożliwość. Chociażby teraz takich Lisieckich jest sporo, wystarczy spojrzeć, co się odstawia w pierwszym lepszym drogim liceum. Młodzi ludzie są, banalnie mówiąc, różni. Są tacy, którzy aktywnie działają w wolontariacie i są tacy, którzy gwałcą naćpaną koleżankę i ci ostatni wcale nie muszą wywodzić się z totalnego marginesu.
                          I to nawet mi się, szczerze mówiąc, dość podoba- że ktoś jednak nie doznał przemiany duchowej, otarłszy się o uświęcające ciepełko rodziny B.
    • la_felicja Re: Albowiem prysły zmysły 11.10.21, 23:32
      bupu napisała:
      . Pomijam tu już ciężki idiotyzm wynikający z tego,
      > że wszelkie zabiegi formalno-prawne, niezbędne przy okazji przejmowania spadku
      > mogą być wykonane tylko przez osobę dorosłą
      W dodatku w okresie Bożonarodzeniowym.

      >
      > Albo Aurelia. Gieniusię kocham, szemrzącej pani Bitner, nie potrafiącej ogarnąć
      > podstawowych obowiązków nauczyciela nie trawię.
      W ogóle jest idiotyzmem, że Aurelia została nauczycielką. W dodatku polonistką. Ona miała zadatki na architekta albo artystkę - jakby już musiała uczyć, to dlaczego nie plastyki? Mogłaby być taka inna, ekscentryczna, kolorowa.. taka, na jaką zapowiadała się Gieniusia
      Albo ostatecznie mogłaby być matematyczką, jak Ewa, w końcu talent do przedmiotów ścisłych się dziedziczy?

      > Albo Rojek Robert,
      Gdyż sorry, ale skoro miał kasę na tę całą wy
      > kończeniówkę w altance, to byłoby go stać także i na wynajęcie czegoś niewielki
      > ego i niekoniecznie w centrum.

      No niezupełnie. Wykończeniówka to wydatek jednorazowy, a za wynajem płaci się co miesiąc. To tak jak Natalia, która mówiła, że za pieniądze zarobione i odłożone na Cyprze mogłaby sobie pozwolić na wynajęcie malutkiej kawalerki. Trochę to dziwne, oszczędności wydać na czynsz, a potem co?


      • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 12:32
        la_felicja napisała:


        > W ogóle jest idiotyzmem, że Aurelia została nauczycielką. W dodatku polonistką.
        > Ona miała zadatki na architekta albo artystkę - jakby już musiała uczyć, to dl
        > aczego nie plastyki? Mogłaby być taka inna, ekscentryczna, kolorowa.. taka, na
        > jaką zapowiadała się Gieniusia
        > Albo ostatecznie mogłaby być matematyczką, jak Ewa, w końcu talent do przedmiot
        > ów ścisłych się dziedziczy?

        Artystka. Tworząca w szkle.


        >
        > > Albo Rojek Robert,
        > Gdyż sorry, ale skoro miał kasę na tę całą wy
        > > kończeniówkę w altance, to byłoby go stać także i na wynajęcie czegoś nie
        > wielki
        > > ego i niekoniecznie w centrum.
        >
        > No niezupełnie. Wykończeniówka to wydatek jednorazowy, a za wynajem płaci się c
        > o miesiąc. To tak jak Natalia, która mówiła, że za pieniądze zarobione i odłożo
        > ne na Cyprze mogłaby sobie pozwolić na wynajęcie malutkiej kawalerki. Trochę to
        > dziwne, oszczędności wydać na czynsz, a potem co?
        >
        >


        No toż Rojek przyjechał do Poznania pracować. Za piniąc, ten co to gupi bo tonie.
        • la_felicja Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 22:47
          Dlaczego w szkle?

          A co do Roberta - to przyjechał do Poznania pracować, ale wcale nie było mu tak łatwo. W drukarni dostał pracę na najniższym stanowisku. Pewnie wyliczył, że bardziej się opłaci wykończyć domek (własnymi rękami) a potem mieszkać za darmo przez jakiś rok niż od razu co miesiąc wyskakiwać z kasy, która dopiero miała być.
          • pi.asia Re: Albowiem prysły zmysły 13.10.21, 08:48
            la_felicja napisała:

            > Dlaczego w szkle?

            Dlatego:

            Strzałka słońca przeszyła witraż, posadzkę pocięły kolorowe romby, a na dłoni Aurelii usiadła ciepła plamka w kolorze kurczątka. Wyciągnęła nogi jeszcze dalej, poruszyła rozstawionymi stopami tak, by w klamerkach czarnych pantofli zapaliły się refleksy światła - szafirowe w jednej, zielone w drugiej. Kiedy wystawiła przed
            siebie rękę, słońce prześwietliło kryształ górski w pierścionku mamusi. (...) Teraz kryształ zajarzył się gorącym ogieńkiem, aż Aurelia Jedwabińska uśmiechnęła się do niego, siedząc tak w tym kolorowym, czarodziejskim blasku, nareszcie sama. (...)
            Śliczny był ten ogieniek w pierścionku. Poruszyła palcami, żeby odrobinę zmienił położenie. Strasznie lubiła tak łowić światło. Kusiły ją lusterka, krawędzie kieliszków, dna szklanek, skuwki długopisów i wiecznych piór



            > A co do Roberta - to przyjechał do Poznania pracować, ale wcale nie było mu tak
            > łatwo. W drukarni dostał pracę na najniższym stanowisku.
            Początkowo pracował u Majchrzaka, i chyba nie na najniższym stanowisku.

            > Pewnie wyliczył, że bardziej się opłaci wykończyć domek (własnymi rękami) a potem mieszkać za darmo
            > przez jakiś rok niż od razu co miesiąc wyskakiwać z kasy, która dopiero miała być.
            Gdyby to było tylko wykończenie domku, to bym się z tym zgodziła. Ale to był remont kapitalny od podstaw.
            Zapewne było tak, że Robert przyjechał do Poznania, może i z zamiarem wynajęcia czegoś, zaczął rozglądać się za pracą, trafił na Majchrzaka, który zaproponował mu mieszkanie w zamian za remont i Robert przyjął ofertę bez namysłu.
          • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 17:47
            la_felicja napisała:

            > Dlaczego w szkle?

            Bo fascynowało ją światło. Pamiętasz scenę z pierścionkiem po mamie?

            > A co do Roberta - to przyjechał do Poznania pracować, ale wcale nie było mu tak
            > łatwo. W drukarni dostał pracę na najniższym stanowisku. Pewnie wyliczył, że b
            > ardziej się opłaci wykończyć domek (własnymi rękami) a potem mieszkać za darmo
            > przez jakiś rok niż od razu co miesiąc wyskakiwać z kasy, która dopiero miała b
            > yć.

            Nie. Robert Rozmemłojek przyjechał do Poznania pracować u Majchrzaka, nie na najniższym stanowisku. Wyleciał stamtąd po aferze z tratwą i petardą, która pokaleczyła Przeszczepa, dlatego musiał się zatrudnić w innej drukarni na najniższym stanowisku. Dodatkowym kretyństwem mieszkania w różanym szalecie Majchrzaków jest także to, że Robroj na dojazd stamtąd do pracy musiał zużywać godzinę dziennie, bo zakłady Majchrzaka leżały na peryferiach Poznania. Godzinę dziennie i pokłady kasy, której nie posiadał podobno.
              • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 22:50
                wszystkopozajmowane napisała:

                > A było powiedziane, gdzie te zakłady są? Jeśli rzeczywiście daleko, to Robert n
                > ie jeździł tam w aucie szefa?

                Cytat:

                Tata wrócił z pracy około czwartej (prawie godzinę zajmowały mu dojazdy; zakład Majchrzaka mieścił się gdzieś na peryferiach) - bardzo zmęczony i głodny.

                Jakoś, wiesz, nie sądzę, żeby zwykły pracownik bywał w zakładzie w tych samych godzinach, co szef wszystkich szefów, szczególnie, że Robroj pracował w systemie zmianowym, co jest powiedziane nieco wcześniej. A zatem Rozmemłojek musiał pocinać do roboty komunikacją miejską.
    • yackandandah21 Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 11:26
      Mnie w ogole zastanawia, dlaczego Kreska, swietna dziewczyna w OwR i fajna babka w DP ma tak negatywnie nakreslone corki.
      Co prawda, 'poznajemy' je jako Glusie i Klusie, czyli niemowlaki, potem dlugo nic, ale mozna by sie spodziewac, iz potomstwo 'kochanej Kreseczki' (spokrewnione, dodajmy, z sami-wiecie-kim) bedzie opisane w ksiazkach z wieksza sympatia. A tu mamy Maryske, ktora lamie podstawowa zasade 'nieladnie czytac cudze listy' i jeszcze na nie odpisuje, podszywajac sie pod siostre, oraz Magde... Z nia, szczerze mowiac, mam problem. Nie wiem, jaka ona jest, nie wiem, czy mam ja lubic, czy nie. Troche przeciwnie do Pana Jankowiaka (watek Dziecko piatku): nie lubie go, ale jest swietnie napisana postacia. A Magda to takie nie-wiadomo-co, pozytywna? negatywna? Chyba autorka zapomniala, czyja corka, czyja wnuczka - patrz serialowa babcia w miejsce opozycjonistki z czasow stanu wojennego - a przede wszystkim czyja prawnuczka ta dziewczyna jest.
      Ja tam sie spodziewalam, ze z Glusi i Klusi wyrosna fajne, pozytywne bohaterki
      • la_felicja Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 22:56
        A to opozycjonistka z czasów stanu wojennego nie mogła nabrać upodobania do seriali, choćby i telenowel? Choćby i brazylijsko- argentyńsko-peruwiańskich? Kobieta swoje odcierpiała, należy jej się odpoczynek, fizyczny i intelektualny, choćby i nie najwyższych lotów.
        • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 10:15
          la_felicja napisała:

          > A to opozycjonistka z czasów stanu wojennego nie mogła nabrać upodobania do ser
          > iali, choćby i telenowel? Choćby i brazylijsko- argentyńsko-peruwiańskich? Kobi
          > eta swoje odcierpiała, należy jej się odpoczynek, fizyczny i intelektualny, ch
          > oćby i nie najwyższych lotów.

          Rozrywki się nie czepiam, ale matka Kreski z opisu Magdy wyglądała na bardziej zajętą telewizorem, niż własną wnuczką.
          • tt-tka Re: Albowiem prysły zmysły 15.10.21, 10:35
            bupu napisała:


            > Rozrywki się nie czepiam, ale matka Kreski z opisu Magdy wyglądała na bardziej
            > zajętą telewizorem, niż własną wnuczką.
            >
            >

            No, w swoim czasie bardziej sie interesowala swoja dzialalnoscia niz wlasna corka...
            byc moze zreszta Magdzie to odpowiada, ostatecznie wolala byc z babcia ze wzrokiem wbitym w telewizor niz z pradziadkiem ze wzrokiem wbitym w nia, Magde :)
    • la_felicja Re: Albowiem prysły zmysły 12.10.21, 22:53
      Doszłam do wniosku, że lubię też Patrycję. Owszem, wobec Romy zachowała się jak świnia, ale to można wybaczyć - hormony w niej szalały, piorun sycylijski ją trafił. Poza tym jest OK.
      No, jeszcze mogła nie dawać córeczce na imię Nora...
        • herbacianasaszetka Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 17:11
          I mogłaby mieć lepszą więź z Norą.

          Brak prywatności w domu pełnym rodziny, decyzja o szkole podjęta bez uwzględnienia jej zdania, obgadywanie w mailach. I to rozwinę:
          W moim odczuciu Ida z Pulpą na zmianę mówią głównie o tym, jakie problemy mają ze swoimi dziećmi. I w zasadzie tego typu rozmowy sióstr nie są niczym strasznym, ale mnie by było przykro, gdyby mama obgadywała mnie z ciotką, zamiast przyjść bezpośrednio do mnie i powiedzieć, co jej się nie podoba. Albo - macie życie prywatne, poznajecie faceta i chcecie mieć twn czas dla siebie. Jesteście w stanie przyjąć, że ojciec widział was całującą się z nim pod drzwiami. Również, że powiedział o tym żone, to zrozumiałe, że rodzice dzielą się takimi rzeczami. Ale na litość, Łucja nie zdążyła sama dojrzeć do decyzji, że chce przestawić Jacka rodzonie, a cała rodzina już o nim wiedziała.

          Dalej - ledwo zauważalna interwencja w konflikcie córki z Frobrym. Tak trudno było się wczuć w Nogę i spróbować powiedzieć mężowi, co ona może czuć? Czy oczekiwała od 16-latki na tyle niesamodzielnej, by dojeżdżać do Poznania z koleżankami, że będzie w stanie odbyć rozmowę, na którą nie umiałoby się zdobyć wielu dorosłych?

          Do relacji z Anią też mam zarzuty. M.in. sposób myślenia o córce - że mało zdolna przy wybitnej Łucji. Jaka matka tak myśli? Albo sugerowanie, że się nie martwi o córkę, bo będzie przy niej dojrzała i odpowiedzialna kuzynka. Nic, tylko w łeb sobie strzelić.

          Pewnych rzeczy poddawać ocenie nie zamierzam, bo za bardzo z nich wychodzi Autorka. Do tego stopnia, że nie czuję, by Patrycja miała cokolwiek do powiedzenia.
          • bupu Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 17:23
            herbacianasaszetka napisała:


            > Dalej - ledwo zauważalna interwencja w konflikcie córki z Frobrym. Tak trudno b
            > yło się wczuć w Nogę i spróbować powiedzieć mężowi, co ona może czuć?

            Noga! CUDO LITERÓWKA! I jak pięknie komponuje się z małżonkiem swym Podeszwą!
            • herbacianasaszetka Re: Albowiem prysły zmysły 14.10.21, 18:12
              bupu napisała:

              > herbacianasaszetka napisała:
              >
              >
              > > Dalej - ledwo zauważalna interwencja w konflikcie córki z Frobrym. Tak tr
              > udno b
              > > yło się wczuć w Nogę i spróbować powiedzieć mężowi, co ona może czuć?
              >
              > Noga! CUDO LITERÓWKA! I jak pięknie komponuje się z małżonkiem swym Podeszwą!
              >

              Autokorekta zawsze czujna! :D

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka