09.05.24, 17:38
Czytając poniższy, smaczny wątek:
forum.gazeta.pl/forum/w,25788,89776827,89776827,To_lubie_rzeklam_to_lubie_.html
zaczęłam się zastanawiać nad ewolucją postaci dziecka w Jeżycjadzie.

Patrzcie, pełno w tym wątku wyrazów uwielbienia dla kreacji dziecięcych we wczesnej fazie serii: Bobcio, Mamerciątka, Pulpa i Nutria, Geniusia. W Noelce już chyba nie ma takich uroczych, zabawnych dzieci - są albo jakieś nieszczęsne, zagłodzone (dzieci sąsiadów, Rumunki), albo bezczelne i roszczeniowe. Szczerze - nie pamiętam czy Pyza i Tygrys były w Noelce dowcipne i zabawne, czy zaledwie bohaterskie (stając w obronie Rumunek - i tyle o nich pamiętam z tego tomu). Jeszcze w Pulpecji jest przecudny, przesłodki opis Jasełek z udziałem klasy Tygrysa.

A potem dzieci cały czas się przewijają w akcji. Rodzą się kolejni zstępni rodu Borejko, dużo się mówi o ciążach, wypełnianiu ramion, prasowaniu ubranek - dzieci stają się "must have" - ale czy są tam takie kreacje jak "Bobcio - myślałem właściwie, że fajnie się palą" albo Tomcio i Romcia obdarowujący swych starych rodziców pieniędzmi z szuflady?

Nie przypominam sobie żadnego z dzieci w Neo, żeby robiło takie odjechane akcje. Córki Gaby przygotowały jakieś przedstawienie o Kopciuszku z grobem matki, ale czy to było zabawne?
Mały Ignaś jest geniuszem i rysuje kółka, Łucja jeszcze w Żabie jest urocza (choć to nie ta klasa, co Nutria pisząca bajki o nieskończoności czy Pulpet z gupim piniondzem), ale później już przemądrzała i wkurzająca, obaj bracia Rojek nie mają żadnej osobowości, a Ania jest gruba i sapie. Józef, jaki jest, każdy widzi.

Jakoś kiedyś można było, mimo iż książki były generalnie adresowane do nastolatek, wpleść w akcję postaci rodzinnych dzieciaków, dzięki czemu trochę się obniżało napięcie i wprowadzane były cudne akcenty humorystyczne.
Dlatego nie przekona mnie ewentualny argument, że nie ma co pisać o rodzinnych dzieciach, skoro książki mają być o nastolatkach/ młodych dorosłych i ich perypetiach sercowych. Jakoś fantastyczna postać Bobcia nie przeszkadzała w pierwszoplanowej historii miłosnej Cesi i drugoplanowej Julii. Tymczasem w Sprężynie czy McD Łucja ma sporo czasu antenowego, ale ona w ogóle nie jest zabawna!

Eh... to już nie te dzieci, co kiedyś...;)
Obserwuj wątek
    • catwoman21 Re: Dzieci 09.05.24, 19:58
      Teraz to i nastolatkowie opisani przez Musierowicz też nie zachowują się jak nastolatkowie. Mam wrażenie, że kiedyś autorka rozumiała ludzi, a teraz już nie.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Dzieci 09.05.24, 20:44
        catwoman21 napisała:

        > Teraz to i nastolatkowie opisani przez Musierowicz też nie zachowują się jak n
        > astolatkowie. Mam wrażenie, że kiedyś autorka rozumiała ludzi, a teraz już nie.

        Myślę, że nie tyle rozumiała, co spędzała wśród nich więcej czasu i "materiał" do opisania był jej dostarczany na bieżąco. Z biegiem lat mogły jej się poszczególne relacje rozluźnić, dzieci poszły na swoje, wnuki widywane sporadycznie (stąd niewiarygodne postacie dzieci), może też sama okopała się w swoim grajdołku (i stąd izolacja Borejków).
        O rozumienie MM nie posądzam, jej podejście do poszczególnych postaci jasno pokazuje, że niekoniecznie zdaje sobie sprawę z tego co naprawdę pisze. Jak to pięknie ktoś ujął na forum, autorka jest jak kamera - po prostu wiernie odwzorowuje to co widzi.
        • ciotka-scholastyka Re: Dzieci 10.05.24, 13:57
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Jak to pięknie ktoś ujął na forum, autorka jest jak kamera - po prostu wiernie odwzorowuje to co widzi.

          ... ale tego, co widzi, nie rozumie, tak brzmiał pełen cytat i tak ma sens :)
      • ako17 Re: Dzieci 09.05.24, 23:42
        catwoman21 napisała:

        > Teraz to i nastolatkowie opisani przez Musierowicz też nie zachowują się jak n
        > astolatkowie. Mam wrażenie, że kiedyś autorka rozumiała ludzi, a teraz już nie.

        To zapewne jest racja, ale nie o to mi chodziło.
        Chodziło mi konkretnie o dzieci, opisane w serii, tak w wieku do lat, powiedzmy, 7-8 maks.
        Po prostu w Jeżycjadzie zawsze plątały się jakieś dzieci i były one swego czasu cudnie opisane. Stanowiły świetny kontrapunkt wobec dramatów uczuciowych nastolatków.
        Dzieci miały osobowość, własne losy (najlepiej opisana sytuacja dziecka wraz z jego uczuciami: Aurelia w OwR), swoje miejsce w fabule.
        I nie było wtedy - przynajmniej ja nie czułam - presji na konieczność posiadania tychże. One (te dzieci), po prostu były, egzystowały na marginesie fabuły, koncentrującej się wokół głównej bohaterki, ale - jak miały swoje wejście - to były niezapomniane. Były doskonale napisane, nie rozpraszając przy tym głównej osi fabuły, która wciąż należała do głównej bohaterki.

        No i coś się zmieniło.
        Dzieci stały się nieodzowne w fabule, jako po prostu rodzone kolejne dzieci, ale ich, jako postaci - nie ma, jak np. Rojków, Ani, czy Kazimierza.
        A jeśli są istotną częścią fabuły, jak Łucja w Sprężynie, to nie chwytają za serce, nie są zapamiętane z powodu swojego uroku, wyjątkowości - raczej męczącej upierdliwości.

        Innymi słowy: kiedyś postaci dzieci dzieci były napisane świetnie, z dbałością o ich osobowość, rys humorystyczny i uzasadnienie w fabule. Od mniej-więcej Imienin dzieci są po prostu rekwizytami. Ilościowym sposobem na udowodnienie... właściwie CZEGO?
        • catwoman21 Re: Dzieci 10.05.24, 02:39
          Na udowodnienie tego, że rodzą się kolejne pokolenia Borejków.
    • sayoasiel Re: Dzieci 09.05.24, 20:20
      Pyza i Tygrys nie były takie przedsiębiorcze, czy zabawne jak poprzednie dzieciaki,ale dla mnie był jak najbardziej wiarygodne i miały dobrą chemię. Lubiłam gdy się zakradały do pana Broneczka, przeprowadzał ankiety, robiły te przedstawienia i nie rozumiały aluzji, że trzeba wyjść z pokoju (dobra, Laura "nie rozumiała"), czy, że Marek nie ma sił na przedstawienie. Kiedy się upierały,że trzeba na wakacje zapakować do plecaka akordeon wysadzany masą perłową. Kiedy zagarniały całą kuchnię czy łazienkę dla siebie aby zrobić kąpiel lalkom. To przymierzanie sukni i skaknie z niąpo pokoju, przygotowywanie tych własnoręćznie zrobionych prezentów, tańcowanie po krzesełkach, to,że rozumieją z opowieści Gaby to,że trzeba się bawić łyżkami, a nie główne przesłanie (Gaby wina), patrzenia kto się da namówić na więcej łakoci i to,że wszystko ma być takie samo.Nawet intrygi Laury, choć już nietypowo dziecięce (dzwonienie do Tunia i Nerwusa) wydaje mi się prawdopodobne. Śmiech śmiechem, ale miały swój urok, nie wszystkie dzieci muszą być takie jak te z pierwszych tomów. Ja bym Pyzę i Tygrysa naprawdę kupiła, zwłaszcza, że autorka nieświadomie również bardzo wiarygodne symptomy zaniedbania emocjonalnego ( i nie tylko) im napisała. Wszystko bym w nich kupiła. Dopóki MM mnie nie zapewnia ,że Pyza jest starsza od Laury o 3 lata. No nie. Tego NIE.
      • shireen_leila_khaled Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 16:01
        sayoasiel napisał(a):
        > Pyza i Tygrys nie były takie przedsiębiorcze, czy zabawne jak poprzednie dzieci
        > aki,ale dla mnie był jak najbardziej wiarygodne i miały dobrą chemię.

        Dobrze mówisz, polać dobrodzice.
        Owszem w Nołelce Pyziaczyce dwie są ok, dość realistyczne dzieci choć wiek już nie ten.
        Tylko że już wtedy zaczyna się robienie kisielku z mózgu przez Głąbę i Kostuchnę,
        już są niezadowolone i zasmucone z Larwuni, bo ma Oczy jak Ojciec i nie jest Jak Pyza (???)
        "Nie rzuca się odważnie w życie" (????) A więc kochać ją już za to można trochę mniej
        (łotdefak Mila, co to za toksyczne komunały i kocopoły???)

        Lubiłam gdy się zakradały , robiły przedstawienia,

        Tu w Pulpiecji już na całego spotwornialy lekkie dziwactwa z Noelki
        i wesołkowata niegdyś rodzinka zmienia się w toksyczną i dysfunkcyjną telenowelę,
        padają już tak pedagogiczne odzywki jak "Kłamie jak jej ojciec!", tragedia o różę w ciotce (???), serio, gdzie się podziało całe poczucie humoru??? "W 6K Bobcio na temat swej kary za podpalenie mówi "zabij mnie" a Żaczek zauważa wtedy, że pieciolatkowi nie ma o co suszyć małego łebka, daje mu spokój, przeciąga się i zmienia nudziarski temat.
        Jakby Wiesia miała reagować takim płaczem do kubka z herbatą na każdą entuzjastyczną wypowiedź i wyskok Bombcia to by rzeka jej łez zatopiła całe Jeżyce i wąwóz kolejowy.

        i nie rozumiały aluzji, że trzeba wyjść z pokoju (dobra, Laura "nie rozumi
        > ała")

        Tutaj się już rozjeżdża wiek metrykalny, w momencie zajazdu na Idusię poślubną
        Pyzucha to już stary byk 10 lat ma, w szkole już się uczy chemii, biologii, języka ynglisha, gegry, historii i lektury przerabia.
        Trudno mi uwierzyć, że 10-letnia gropa jest tak nieobyta społecznie i w beczce wychowana,
        że nie chce wyjść grzecznie jak jej dorośli każą,
        oraz w ogóle nie widzi, jak bardzo wściekła ciotka sobie nie życzy ich towarzystwa.
        Larwunia z kolei omszała gropa już 7 lat, a udaje nadal z powodzeniem, że nie umie czytać
        - chociaż w pierwszej klasie codziennie byłaby zmuszana do ćwiczenia oraz pisania ładnie.
        Dla porównania, w tej bibliofilskiej rodzinie Pulpa pisała kulfony do Mili już w wieku latek 5.

        Kiedy się upierały,że trzeba
        > na wakacje zapakować do plecaka akordeon wysadzany masą perłową.

        Tak! I cały komplet książek o Ani i Emilce -😆😆😂😂😂
        - a akordeon został poddany dramatycznej selekcji (łzy i wyrzuty) :-))))))
        To i doczołganie się chorej przez piaski to moje ostatnie ulubione fragmenty o nich, bo to już
        wstrętny i odrażający tom NiN. Tu już mamy i zakamieniałą złodziejkę
        i ciężkie a przykre upośledzenie umysłowe nastolatki wiek 13 która już powinna miesiączkować .
        W tym wieku Idusia już miała dyskretną manikiurę i dyskretnego wielbiciela, nad którym się znęcała
        - a Puzunia latek 3 robi podkówkę i ucieka, bo spaliła dowcip...

        Ja bym Pyzę i Tygrysa naprawdę kupiła, zwłaszcza, że autorka nieświadomie również bardzo wiarygodne symptomy zanied
        > bania emocjonalnego ( i nie tylko) im napisała. Wszystko bym w nich kupiła.

        Dopóki MM mnie nie zapewnia ,że Pyza jest starsza od Laury o 3 lata. No nie. Tego
        > NIE.

        I chyba w DP jest opis jak to troskliwa Głąbunia na noc myje i opatula kołderką jakieś malutkie pszetszkolaczki wieku latek pięć, a one psotnice natychmiast wyskakują z betów i biegają po chacie boso...
        a metryka mówi lat 11 i 8
        • bupu Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 16:40
          shireen_leila_khaled napisał(a):

          >
          >
          > I chyba w DP jest opis jak to troskliwa Głąbunia na noc myje i opatula kołderką
          > jakieś malutkie pszetszkolaczki wieku latek pięć, a one psotnice natychmiast w
          > yskakują z betów i biegają po chacie boso...
          > a metryka mówi lat 11 i 8

          W dodatku ta opatulana kołderką jedenastoletnia Pyza, której trzeba zmieniać piżamkę, czyta upiorną, infantylną ramote pt. "Słoneczko".
          • shireen_leila_khaled Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 17:46
            bupu napisała:

            > shireen_leila_khaled napisał(a):
            > > I chyba w DP jest opis jak to troskliwa Głąbunia na noc myje i opatula ko
            > łderką
            > > jakieś malutkie pszetszkolaczki wieku latek pięć, a one psotnice natychm
            > iast w
            > > yskakują z betów i biegają po chacie boso...
            > > a metryka mówi lat 11 i 8
            >
            > W dodatku ta opatulana kołderką jedenastoletnia Pyza, której trzeba zmieniać pi
            > żamkę, czyta upiorną, infantylną ramote pt. "Słoneczko".

            Tag! O bogowie, trucizny! Szysko prawda kierowniczko, piżamkę trzeba tym niuniom zmieniać bo zachlapały, lampkę zapalić, i czytają ramoty do podusi. Larwa też coś infantylnego, bajkę o Tygrysku?
            No ale jeszcze 8 lat to może się wybronić. Ale jedenastka - toż to już nastolatka, w smudze cienia praktycznie..
        • mircja Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 17:10
          shireen_leila_khaled napisał(a):

          .
          >
          > Tak! I cały komplet książek o Ani i Emilce -😆😆😂😂😂
          > - a akordeon został poddany dramatycznej selekcji (łzy i wyrzuty) :-))))))
          > To i doczołganie się chorej przez piaski to moje ostatnie ulubione fragmenty o
          > nich, bo to już
          > wstrętny i odrażający tom NiN. Tu już mamy i zakamieniałą złodziejkę
          > i ciężkie a przykre upośledzenie umysłowe nastolatki wiek 13 która już powinna
          > miesiączkować .
          No bez przesady, nie musiała jeszcze miesiączkować. Mogła, ale jeśli miała pierwszą miesiączkę np. w wieku lat 14, to się jeszcze mieściła w normie.
          • shireen_leila_khaled Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 17:39
            mircja napisała:

            > shireen_leila_khaled napisał(a):
            >
            > .
            > >
            > > Tak! I cały komplet książek o Ani i Emilce -😆😆😂😂😂
            > > - a akordeon został poddany dramatycznej selekcji (łzy i wyrzuty) :-)))))
            > )
            > > To i doczołganie się chorej przez piaski to moje ostatnie ulubione fragme
            > nty o
            > > nich, bo to już
            > > wstrętny i odrażający tom NiN. Tu już mamy i zakamieniałą złodziejkę
            > > i ciężkie a przykre upośledzenie umysłowe nastolatki wiek 13 która już po
            > winna
            > > miesiączkować .
            > No bez przesady, nie musiała jeszcze miesiączkować. Mogła, ale jeśli miała pier
            > wszą miesiączkę np. w wieku lat 14, to się jeszcze mieściła w normie.

            A to się nie upieram,,może i ciotunia odwiedziła ją później.
            Ja bardziej o tym, że metrykalne to już nastolatka pokwitująca, a MM opisuje ją w NiN i DP jakby miala latek 5-6.
            Wskazuje paluszkiem - ciociu, delicje,,ciociu herbatniki itd.
            Łatwo ją oszołomić mentosem. Trzeba jej zmienić piżamkę. W Imieninach na pierwszej randce pyta chłopaka jakie miał włoski jako maluch oraz wzrusza się jakie to on ma bezbronne oczki bez okularów.
            Normalnie pszetszkolaczek poznaje drugiego berbecia na leżakowaniu w sianie.

            U 13-15tki to wszystko byłoby ciężkie upośledzenie umysłowe. W tym wieku powinna mieć chociaż kieszonkowe albo i pierwsze małe zarobki i delicje kupować sama. Patrz Anielka, Bella, Idusia w jej wieku. Kyriee paniki..

            Nawet młoda Larwa te skradzione hajsy umie wydać na to co lubi, ubiera się sama, gra w karty jak szulerka, upachnia się tymi skradzionymi perfumami..
            • mircja Re: Dzieci Pyzecci 22.05.24, 17:53
              shireen_leila_khaled napisał(a):


              > A to się nie upieram,,może i ciotunia odwiedziła ją później.
              > Ja bardziej o tym, że metrykalne to już nastolatka pokwitująca, a MM opisuje ją
              > w NiN i DP jakby miala latek 5-6.
              > Wskazuje paluszkiem - ciociu, delicje,,ciociu herbatniki itd.
              > Łatwo ją oszołomić mentosem. Trzeba jej zmienić piżamkę. W Imieninach na pierws
              > zej randce pyta chłopaka jakie miał włoski jako maluch oraz wzrusza się jakie t
              > o on ma bezbronne oczki bez okularów.
              > Normalnie pszetszkolaczek poznaje drugiego berbecia na leżakowaniu w sianie.
              >
              Tak, pamiętam jak to mnie raziło, kiedy pierwszy raz czytałam NiN. To był pierwszy tom, w którym większość treści mi się nie spodobała, i od tej pory zdecydowanie nie lubię Róży. Bardzo nieudana i nieciekawa postać.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Dzieci 09.05.24, 21:01
      To dobre określenie, że dzieci stały się "must have". I myślę, że to jest jedna z przyczyn dlaczego ich kreacje są coraz gorsze - autorka postawiła na ilość zamiast na jakość.
      Najlepszy przykład - bracia Rojek. Oni istnieją dosłownie po nic. Nic nie wnoszą do fabuły żadnego z tomów, w których się pojawiają, to co tam robią w tle mógłby robić ktokolwiek inny. Do tego ich zachowanie za każdym razem jest niespójne z wiekiem, i to w obie strony. Zresztą zakładałam o tym wątek, ci dwaj to po prostu rezerwa na wypadek, gdyby MM w przyszłości zabrakło protagonistów (wszak pisać niespokrewnionych z Borejkami już się nie godzi).
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Dzieci 12.05.24, 22:57
        Jeszcze pomyślałam, że MM w swoim "podejściu ilościowym" stworzyła dużą liczbę dzieci w zbliżonym wieku, co trochę ograniczało jej pole manewru. Chcąc napisać je dobrze, musiałaby wyprodukować plus-minus pięć ciekawych dziecięcych osobowości naraz (Józwa, Ignaś, Łusia, Szymon, Ania), a jakiś czas później kolejne trzy (Nora, Jędrek, Ziutek).
        • ako17 Re: Dzieci 13.05.24, 09:19
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Jeszcze pomyślałam, że MM w swoim "podejściu ilościowym" stworzyła dużą liczbę
          > dzieci w zbliżonym wieku, co trochę ograniczało jej pole manewru. Chcąc napisać
          > je dobrze, musiałaby wyprodukować plus-minus pięć ciekawych dziecięcych osobow
          > ości naraz (Józwa, Ignaś, Łusia, Szymon, Ania), a jakiś czas później kolejne tr
          > zy (Nora, Jędrek, Ziutek).
          >
          Święte słowa! tu ewidentnie ilość nie przeszła w jakość. O ile jeszcze w przypadku pierwszej trójki możemy obserwować ich - może nie tyle rozwój, ile ewolucję - to już na Szymona i Anię nie wystarczyło konceptu.
          Dobra, pierwsze trójka mieści się na R5, zatem, póki akcja tam się koncentruje, te dzieciaki są bardziej eksponowane.
          Ale w końcu cała fabuła przenosi się na wieś, gdzie mielibyśmy szanse dowiedzieć się czegoś więcej o Ani czy Norze. Tylko że się nie dowiadujemy za bardzo.
          Bracia Rojek i Kazimierz to zupełne rekwizyty.
    • minerwamcg Re: Dzieci 10.05.24, 09:05
      MM fajnie pisała o dzieciach, kiedy miała je na codzień, we własnym domu. Obecnie z matki przekształciła się w Panią Babunię Dobrodziejkę, która dzieci ogląda krótko i na dystans, utrzymywane w należytej dyscyplinie i gotowe na żądanie zaprezentować swój ponadprzeciętny rozwój intelektualny. Nie twierdzę oczywiście, że tak jest - natomiast sposób opisywania przez nią dzieci takie sprawia wrażenie - jakby widywała je krótko i niezbyt chętnie, znała głównie z imion, a resztę cech zmyślała dowolnie nie dbając o realia, stąd np. zachowania nieadekwatne do wieku.
      • ako17 Re: Dzieci 10.05.24, 15:52
        minerwamcg napisała:

        > MM fajnie pisała o dzieciach, kiedy miała je na codzień, we własnym domu. Obecn
        > ie z matki przekształciła się w Panią Babunię Dobrodziejkę, która dzieci ogląda
        > krótko i na dystans, utrzymywane w należytej dyscyplinie i gotowe na żądanie z
        > aprezentować swój ponadprzeciętny rozwój intelektualny. Nie twierdzę oczywiście
        > , że tak jest - natomiast sposób opisywania przez nią dzieci takie sprawia wraż
        > enie - jakby widywała je krótko i niezbyt chętnie, znała głównie z imion, a res
        > ztę cech zmyślała dowolnie nie dbając o realia, stąd np. zachowania nieadekwatn
        > e do wieku.
        >

        W takim razie nie świadczy to dobrze o umiejętnościach autorki. Potrafić opisywać to, co się widzi, to trochę niższy poziom sztuki, niż ruszyć wyobraźnią (w której nie tylko ma się wszystko mieścić. Ona powinna być twórcza, ta wyobraźnia) i napisać, zbudować postać, która byłaby i zajmująca i wiarygodna.
    • bupu Re: Dzieci 10.05.24, 21:15
      ako17 napisała:

      >
      >
      > Eh... to już nie te dzieci, co kiedyś...;)
      >


      Ano nie te, bo teraz autorce załączyła się perspektywa wiktoriańskiej babuni, której dzieci demonstruje się podczas wizyt, domyte, uczesane, w galowych strojach, ustawione w rządek i deklamujące wierszyki. Więc albo dostajemy deklamujące kukiełki, albo przeraźliwe przypadki opętania, gdy z ust dziesięciolatka zaczyna się dobywać głos starszej pani.
      • minerwamcg Re: Dzieci 14.05.24, 11:43
        Tak właśnie, jakby MM stała się dybukiem i właziła w swoje postacie. I to tak dość na chybił trafił, staruszek czy pacholę.
    • kocynder Re: Dzieci 22.05.24, 19:26
      Kiedyś można było, bo kiedyś MM miała z dziećmi do czynienia, bo miała własne. :) I tak, sądzę, że zarówno Bobcio, jak i Tomek z Romcią - są portretami, być może "kompilacją" różnych znanych autorce dzieciaków. Tak samo jak myślę, że te wszystkie Beaty, Anielki, Ceśki i Danuśki - to portrety koleżanek własnych z liceum, albo później - koleżanek własnych dzieci. Że te wszystkie Hamlety, Mikołaje wędrowne, Czaplinki kotłowały się w jej kuchni, że nie raz własną ręką podawała kubek herbaty zapłakanej małolacie, bo "ten Janusz z koszykówki to mnie zaprosił na spacer i tak pięknie mówił, że mam oczy jak diamenty, a dziś... Się okazało, że o tych diamentach mówił pięciu innym z mojej klasy, a sześciu kolejnym, że są jak białe żagle na horyzoncie!"... A potem... A potem latka poleciały i MM straciła "żywą tkankę". Bo wnuki to już inna bajka, wnuki nie zwierzają się babci z tych problemów, z tego, że wiersz od tego bruneta z czwartej ławki pod oknem okazał się być plagiatem, ani z tego, że najprzystojniejszy na świecie Paweł zaprosił do kina i w co się ubrać. Bo babci się mówi najwyżej, że się było w kinie, albo, że się dostało piątkę z rozprawki. Do tego doszło i to, że MM się okopała na pozycji wiktoriańskiej babci, która wnuki widuje raz na jakiś czas, przyprowadzane do niej umyte, uczesane i w białych sukieneczkach, tudzież marynarskich garniturkach. Jeśli do tego dołożyć, że taż sama MM nie mam pojęcia czemu zafascynowała się literaturą dawną i usiłuje ją realizować we współczesnych realiach...
      • ako17 Re: Dzieci 22.05.24, 22:00
        kocynder napisała:

        > Kiedyś można było, bo kiedyś MM miała z dziećmi do czynienia, bo miała własne.
        > :) I tak, sądzę, że zarówno Bobcio, jak i Tomek z Romcią - są portretami, być m
        > oże "kompilacją" różnych znanych autorce dzieciaków. Tak samo jak myślę, że te
        > wszystkie Beaty, Anielki, Ceśki i Danuśki - to portrety koleżanek własnych z li
        > ceum, albo później - koleżanek własnych dzieci. Że te wszystkie Hamlety, Mikoła
        > je wędrowne, Czaplinki kotłowały się w jej kuchni, że nie raz własną ręką podaw
        > ała kubek herbaty zapłakanej małolacie, bo "ten Janusz z koszykówki to mnie zap
        > rosił na spacer i tak pięknie mówił, że mam oczy jak diamenty, a dziś... Się ok
        > azało, że o tych diamentach mówił pięciu innym z mojej klasy, a sześciu kolejny
        > m, że są jak białe żagle na horyzoncie!"... A potem... A potem latka poleciały
        > i MM straciła "żywą tkankę". Bo wnuki to już inna bajka, wnuki nie zwierzają si
        > ę babci z tych problemów, z tego, że wiersz od tego bruneta z czwartej ławki po
        > d oknem okazał się być plagiatem, ani z tego, że najprzystojniejszy na świecie
        > Paweł zaprosił do kina i w co się ubrać. Bo babci się mówi najwyżej, że się był
        > o w kinie, albo, że się dostało piątkę z rozprawki. Do tego doszło i to, że MM
        > się okopała na pozycji wiktoriańskiej babci, która wnuki widuje raz na jakiś cz
        > as, przyprowadzane do niej umyte, uczesane i w białych sukieneczkach, tudzież m
        > arynarskich garniturkach. Jeśli do tego dołożyć, że taż sama MM nie mam pojęcia
        > czemu zafascynowała się literaturą dawną i usiłuje ją realizować we współczesn
        > ych realiach...
        >

        Chyba nawet nie literaturą, tylko sposobem życia.
        W epoce wiktoriańskiej rodziło się dużo dzieci. Znacznie więcej niż teraz. Dożywało wieku dorosłego znacznie mniej, niż się rodziło, w tym - w wyższych sferach.
        Natomiast rodzice zupełnie nie poświęcali tym dzieciom uwagi. Oglądali przez kwadrans w ciągu dnia dzieci wymyte, ubrane w wyprasowane falbany, z ufryzowanymi włosami, przedstawiające żywe obrazy bądź mini-koncerty, wyreżyserowane przez służbę dedykowaną dzieciom.

        Tym niemniej, wyobraźnia Autorki powinna być twórcza - nie odtwórcza!
        Z jednego zdania, pochwyconego gdzieś (np. w podmiejskim autobusie), można stworzyć całą scenę. Do tej sceny układa się dalszą treść. Wyobraźnia pracuje, chwyta następne inspiracje - tak to było w SK, Kłamczusze, IS - i tworzy się cudna opowieść. Nieważne, że realia się trochę chwieją. Ważne, że opowieść, jako całość, jest na tyle przekonująca, że czytelnik ufa.
        • ciotka-scholastyka Re: Dzieci 23.05.24, 09:14
          ako17 napisała:


          > służbę dedykowaną dzieciom.

          Au-au-au-au-auuuu!!!!!
          Proszę szanowne gremium o wymyślenie stosownie ciężkiej pokuty dla Ako17.
          • ako17 Re: Dzieci 23.05.24, 09:26
            ciotka-scholastyka napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            >
            > > służbę dedykowaną dzieciom.
            >
            > Au-au-au-au-auuuu!!!!!
            > Proszę szanowne gremium o wymyślenie stosownie ciężkiej pokuty dla Ako17.

            Już pisząc powyższe czułam zgrzyt, jednakowoż, przysięgam - nie znalazłam odpowiedniego zamiennika w głowie, co więcej, nie znajduję go do tej pory :). No, blokada jakaś
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Dzieci 23.05.24, 09:49
              ako17 napisała:

              > ciotka-scholastyka napisała:
              >
              > > ako17 napisała:
              > >
              > >
              > > > służbę dedykowaną dzieciom.
              > >
              > > Au-au-au-au-auuuu!!!!!
              > > Proszę szanowne gremium o wymyślenie stosownie ciężkiej pokuty dla Ako17.
              >
              >
              > Już pisząc powyższe czułam zgrzyt, jednakowoż, przysięgam - nie znalazłam odpow
              > iedniego zamiennika w głowie, co więcej, nie znajduję go do tej pory :). No, bl
              > okada jakaś
              >
              >

              "Służbę odpowiedzialną/odpowiadającą za dzieci"?
              • tt-tka Re: Dzieci 23.05.24, 10:20
                przeznaczona, wyznaczona, skierowana do...

                w ramach pokuty, bo ja wiem... moze niech Ako przeczyta jeszcze raz CZ i doszuka sie w niej sensu, chocby sladowego ? czy to nie bedzie zbyt okrutne ?
                • ako17 Re: Dzieci 23.05.24, 13:01
                  tt-tka napisała:

                  > przeznaczona, wyznaczona, skierowana do...
                  >
                  > w ramach pokuty, bo ja wiem... moze niech Ako przeczyta jeszcze raz CZ i doszuk
                  > a sie w niej sensu, chocby sladowego ? czy to nie bedzie zbyt okrutne ?
                  >
                  no dobrze, przeczytam...
                  Ale to potrwa
                  Moim zdaniem jedyny sens tej książki to wypowiedzenie zdania, że dziecko to połączenie z Bogiem. Po to ta książka powstała.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka