Dodaj do ulubionych

Arcytektura

20.06.25, 11:53
Znalazła się w oryginalnym dwupoziomowym wnętrzu. Najwidoczniej przedtem była to ogromna wysoka kuchnia, ale teraz przystosowano ją do nowych funkcji: z lekkich ścianek, słupków, schodków i antresoli zbudowano pracownię architektoniczną, sypialnię i pokój dziecięcy.
Wszystko miało ciepły, miły odcień surowego drewna, z wyjątkiem białych ścian i zieleni pnących się i zwisających roślin. Kuchnia, zepchnięta w głąb pomieszczenia wysyłała jednak stamtąd aromatyczne sygnały i bulgotania.


Pomijam że kuchnia Dmucha musiała być gumowa, ale kto na miły buk rzeźbi w kuchni antresolę, na której się nie da stanąć prosto (mieszkania w kamienicy nie mają wysokości jak komnaty w Hofburgu), żeby ściskać się tam z żoną, dziećmi i dwiema deskami kreślarskimi plus całym majdanem potrzebnym architektowi, zamiast poszukać sobie czegoś normalnego? Jeszcze zrozumialabym miejsce do spania dla dwójki mlodych, ale upychać tam całą rodzinę? Niepraktyczne. I jak sobie wyobrażę tę Kreskę w dwóch ciążach, w tym jednej bliźniaczej, wspinającą się po drabinie, może jeszcze z dzieckiem na ręku... Łomatulu.

Józek studiował architekturę na politechnice. Z tego mrocznego niegdyś strychu potrafił więc stworzyć piękne wnętrze, w którym świeciły teraz ściany i podłoga z jasnych desek; w ukośnym
dachu, pomiędzy dębowymi belkami, zamontowane zostało uchylne okno, za to dwie stare lukarny, które kiedyś wpuszczały tu światło z obu krótszych boków budynku, usunięto wraz z murem, w którym tkwiły. Zastąpiono go wielkimi płytami szkła, tworząc dwie przezroczyste ściany. Wyglądało to wspaniale, bo z obu stron otwierał się z nich widok na korony drzew i na odległe leśne wzgórza.
Zielony strych!
Nie wstawiono tu jeszcze mebli, poza dużym regałem na książki, który kuzyn właśnie składał i skręcał. Ale był już nowy wielki kominek, obudowany dobranymi starannie kamieniami polnymi.
Nad nim głośno tykał malowany w kwiatki zegar ze złotym wahadłem, już teraz pracowicie odmierzając czas dla młodej pary, zaś przed paleniskiem uplasował się kot i mruczał z zadowolenia, choć w kominku jeszcze się nie paliło.


Mind you, to jest jedno pomieszczenie, żadnej ścianki działowej w zasięgu wzroku. Upojnie to widzę, Józef w jednym końcu kreśli rysunek do pracy dyplomowej, a w drugim młody Gabriel Marek Pałys wyje jak syrena przeciwmgielna, bo ząbkuje. Cudo. Łazienki też nie ma, bo nie ma to jak zapieprzać po schodach z niemowlęciem ofajdanym po pachy (i to nie jest metafora) oraz kolejkowac rano do klopa, czekając nerwowo aż babcia Wikta zwycięży ze swoim zaparciem.
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Arcytektura 20.06.25, 12:14
      Wewnątrz małego domku pachniało drewnem, z którego Adam zrobił własnoręcznie nie tylko okiennice, ale także półki i szafy.
      Wszystko tu zaprojektowane zostało bardzo starannie i tak, by oszczędzić miejsce. Szafy i regały były ukryte w bielonych murach, szerokie, sosnowe półki biegły naokoło pod samym sufitem, a stół w jadalni miał blat przytwierdzony jednym bokiem do ściany i można go było złożyć, jak deskę do prasowania.
      W drugim pokoiku zwisał nad łóżkiem suty niebieski baldachim z tkaniny drukowanej w klucze wiolinowe. A jeden pusty kąt, z narożnym, wiszącym regałem na nuty, czekał na pianino, i Laura zaraz powiesiła tam przywieziony z domu portrecik małego Mozarta.


      Mój ulubiony przykład arcytektury, Szalet Miłości, Sławojka Absurdu. Z jednej strony domuniuniek taki maluniutki, ale mury on ci ma takie grube, że szafy i regały w nich ukryć można. Pokoje takie tycie, pokoiki zaiste, stół trzeba składać gdy się go nie używa, ale w sypialni mieści się podwójne łóżko z baldachimem i pianino. I jeszcze te szerokie półki pod sufitem... Albo Sławojka ma sufit na maksymalnie dwóch metrach, albo Laura dla każdej dupereli musi włazić na krzesło (jako półtorametrowy hobbit z dyspraksją nienawidzę tego ogniście).

      A jak się pojawił Juleczek upojność musiała sięgnąć zenitu. W sypialni Diva Larwalaguna ćwiczy arię, rąbiąc w pianino, w stolowym/saloniku Maszpan, przy składanym stole siedząc, jedną ręką buja Juleczka w kolebce u powały, a drugą sprawdza wypracowania z Dziadów...
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: Arcytektura 20.06.25, 13:34
        Myślę, ile kurzu zbierają takie półki pod sufitem. Brrr.
        Inna sprawa że zrobienie na wymiar mebli, i to w malutkim pomieszczeniu gdzie każdy centymetr robi różnicę, to nie takie hop siup. Adam po godzinach chyba sprawdza dyktanda, a nie stolarzuje.
        Narożny regał wiszący? Google mi pokazuje że tam można sobie durnostojkę albo 3 książeczki na krzyż postawić, przypuszczam że Laura ma więcej tych nut. No i musi wchodzić na krzesło, skoro ten regał wisi nad pianinem.
        A pianino w niedogrzanym, pewnie dość wilgotnym pomieszczeniu będzie się szybko niszczyć.
        Nie czytam więcej, bo jeszcze bardziej się zdenerwuję.
        • subskrybcja Re: Arcytektura 20.06.25, 14:43
          tygrys_dziure_wygryzl napisała:

          > Myślę, ile kurzu zbierają takie półki pod sufitem. Brrr.
          > Inna sprawa że zrobienie na wymiar mebli, i to w malutkim pomieszczeniu gdzie k
          > ażdy centymetr robi różnicę, to nie takie hop siup. Adam po godzinach chyba spr
          > awdza dyktanda, a nie stolarzuje.

          A mnie dziwi , że nie kupili po prostu mieszkania w bloku, bo rozumiem, ze ten domek był taki maciupki, bo szli po kosztach, taniej im by było wtedy, w tamtym czasie, kupic jakies dwa pokoje w wieżowcu w Poznaniu, gdzieś na obrzeżach. Pewnie, że by może i chcieli mieszkac w domku, ale jak nie ma pieniędzy to nie ma.
          Z drugiej strony, jeśliby pomysleli o kredycie, to spokojnie wybudowaliby coś większego, ogółem tam sprawa była niejasna.
          Ale może u nich to rodzinne, Józinek tez sam sobie robi szklany dach, a Ida remontuje sama ruinkę, taszczy lodówki, maluje ściany. Maciek robi pracownie architektoniczną w kuchni Dmuchawca.
          Robrojek też sam robi meble i buduje łazienkę montuje prysznic w szopce na posesji Majchrzaków.



          • tygrys_dziure_wygryzl Re: Arcytektura 20.06.25, 15:03
            Adamy kredyt by wzięli dopiero po ślubie, a ich zdolność kredytowa to pożal się boże - nauczyciel i chałturząca studentka.
            Samodzielność Idy jeszcze jest akceptowalna, bo to co ona robi mieści się w repertuarze przeciętnego człowieka (a czy te ściany były poprzednio oczyszczone, wygładzone, otynkowane, itp to inna sprawa).
            • subskrybcja Re: Arcytektura 20.06.25, 15:17
              tygrys_dziure_wygryzl napisała:

              > Adamy kredyt by wzięli dopiero po ślubie, a ich zdolność kredytowa to pożal się
              > boże - nauczyciel i chałturząca studentka.
              > Samodzielność Idy jeszcze jest akceptowalna, bo to co ona robi mieści się w rep
              > ertuarze przeciętnego człowieka (a czy te ściany były poprzednio oczyszczone, w
              > ygładzone, otynkowane, itp to inna sprawa).


              Tylko, ze Ida to właśnie nie biedna studentka, która nie miała by pieniędzy,. ide spokojnie stać, by wynająć malarza czy tynkarza. Ale może ona ma z tego zabawe, gdy bawi się w prace remontowe i traktuje to jako wyzwanie.
              Lekarka po ćwierć wieku pracy ma już chyba jakiś majątkowy dorobek.
          • przymrozki Re: Arcytektura 20.06.25, 17:24
            subskrybcja napisała:

            > Pewnie, że by może i chcieli mieszkac w domku, ale jak nie ma pieniędzy to nie
            > ma.
            > Z drugiej strony, jeśliby pomysleli o kredycie, to spokojnie wybudowaliby coś w
            > iększego, ogółem tam sprawa była niejasna.

            Tylko że poniżej pewnego metrażu mały dom generuje wiecej kosztów niż oszczędności. Bo co z tego, że oszczędzi się na palecie cegieł, jak wszystko w domu trzeba będzie robić na wymiar albo kupować akurat ten jeden rodzaj elementu wyposażenia wnętrz, który pasuje do bardzo konkretnej i nietypowej wnęki. A przecież wiadomo, ze najwiekszy wybór i przez to najniższe ceny mają produkty standardowej wielkosci.

            I nawet jeżeli wszystkie meble Adaaaamm zrobil sam albo z panem Gruszką, to ciągle musieli znaleźć i kupić takie rzeczy jak materac, pralkę, umywalkę, sedes, prysznic/wannę, kuchenkę, sprzęty AGD etc.
      • azalia02 Re: Arcytektura 20.06.25, 15:41
        Moi znajomi wbudowali sobie antresolę sypialną w mieszkaniu w zabytkowej kamienicy. Mieszkanie dwupokojowe, w większym pokoju oni + dziecko, w mniejszym - mama koleżanki. Do tego kuchnia i łazienka, metraż ogólnie przyzwoity, ale bynajmniej nie ogromny. Na antresoli stanąć się nie dało, bo przestrzeń pod nią musiała mieć jakieś 2 metry wysokości, żeby się tam można było swobodnie poruszać. Mieszkali tam i nawet spotkania towarzyskie urządzali. Sytuację ułatwiał fakt, że w domu czasem pracowała tylko koleżanka, redaktorka w wydawnictwie, której wystarczało nieduże biurko i regalik (jej mąż, lekarz, praktykę prywatną prowadził w przychodni). No i w tym pokoju nie trzeba było gotować.
        Nie wyobrażam sobie kuchni zaadaptowanej w podobny sposób na potrzeby małżeństwa z trójką dzieci. Kuchnia, pokój dla dzieci i pracownia architektoniczna na circa dwudziestu metrach kwadratowych (bo sypialnia na antresoli)? Znam sporo mieszkań w przedwojennych kamienicach, czasem bardzo okazałych. Kuchnie w nich można uznać - według dzisiejszych standardów - za pomieszczenia, owszem, duże, ale jednak nie ogromne. Przede wszystkim dlatego, że kuchnia to było pomieszczenie wyłącznie użytkowe, czasem połączone ze spiżarnią. W nim się przyrządzało posiłki, a nie przyjmowało gości, bo do tego służyła jadalnia albo salon. Jeżeli dało się do kuchni wstawić łóżko dla kucharki i oddzielić je jakąś zasłonką, to wszystko. Do tego, w kuchni jest jedno okno. Jeżeli się uda w tej części urządzić "pokój dziecinny" i oddzielić go w miarę trwałym przepierzeniem, np. z płyt gipsowo-kartonowych, to cała reszta jest ciemna i trzeba tam bezustannie palić światło, jeżeli nie, to wszyscy siedzą cały czas na kupie, a rodzice nie mogą skupić się na własnej pracy w rzeczonej pracowni architektonicznej.
        Ja naprawdę nie pojmuję, dlaczego pani MM w swoich opowieściach o mieszkaniach kompletnie ignoruje fakt, że ludzie, którzy w domu pracują twórczo albo naukowo, do swojej pracy potrzebują SKUPIENIA. A to jest możliwe w miejscu, gdzie pod biurkiem nie będą raczkowały rozkoszne niemowlaki i gdzie będzie można rozłożyć wszystkie manele niezbędne do pracy bez obawy, że za chwilę się zajmą nimi małe rączki. Nawet dzisiaj nie wystarcza jedynie laptop i chmura, a co dopiero 20-25 lat temu! No i jeszcze czas, kiedy się pracuje... Już sobie wyobrażam, jak Maciek ślęczy nocami nad pilnym projektem na konkurs i musi się odradzać jakimiś dodatkowymi zasłonkami, bo bliźniaczki budzą się co chwila, gdyż przeszkadza im światło lampy nad stołem kreślarskim. A może wtedy przesuwa ten stół do przedpokoju?
        Jasne, że można mieszkać w 5 osób w kuchni z antresolą. Jest to jednak rozwiązanie zdecydowanie substandardowe i żaden powód do zachwytów, że wszystko zostało urządzone tak przemyślnie, uroczo i przytulnie...
        • briar_rose Re: Arcytektura 20.06.25, 18:13
          subskrybcja napisała:


          > A mnie dziwi , że nie kupili po prostu mieszkania w bloku, bo rozumiem, ze ten
          > domek był taki maciupki, bo szli po kosztach, taniej im by było wtedy, w tamty
          > m czasie, kupic jakies dwa pokoje w wieżowcu w Poznaniu, gdzieś na obrzeżach.
          > Pewnie, że by może i chcieli mieszkac w domku, ale jak nie ma pieniędzy to nie
          > ma.

          Ja się dziwię, że czemu MM po prostu tego nie poprowadziła tak, że nie zamieszkali z rodzicami Adama, dla Laury życie na kupie to nic nowego. Mogliby dostać górę, mieć osobne wejścia. Rodzice Adama przedstawieni jako stojący już niemal nad grobem, więc problem z własnością rozwiązałby się wkrótce sam i młodzi objęliby w posiadanie całe włości.
          • przymrozki Re: Arcytektura 20.06.25, 18:53
            briar_rose napisał(a):

            > Rodzice Adama przedstawieni jako stojący już niemal n
            > ad grobem, więc problem z własnością rozwiązałby się wkrótce sam i młodzi objęl
            > iby w posiadanie całe włości.

            Albo i nie całe, bo Adam ma rodzeństwo (przynajmniej jednego brata) i na dodatek nie wiadomo, jak wygląda kwestia własności przedsiębiorstwa Daglezja. Może wcale niekoniecznie całość będzie do równego podziału między młodych Fidelisów.
            • ako17 Re: Arcytektura 20.06.25, 20:00
              przymrozki napisała:

              > briar_rose napisał(a):
              >
              > > Rodzice Adama przedstawieni jako stojący już niemal n
              > > ad grobem, więc problem z własnością rozwiązałby się wkrótce sam i młodzi
              > objęl
              > > iby w posiadanie całe włości.
              >
              > Albo i nie całe, bo Adam ma rodzeństwo (przynajmniej jednego brata) i na dodate
              > k nie wiadomo, jak wygląda kwestia własności przedsiębiorstwa Daglezja. Może wc
              > ale niekoniecznie całość będzie do równego podziału między młodych Fidelisów.

              Racja. Jednak i tak wydaje mi się bardziej sensowne zbudowanie domku dla Laury i Adama raczej gdzieś w pobliżu kwatery głównej a nie pośrodku plantacji, choćby był tam i piękny świerk i studnia z żurawiem.
              I gdyby było napisane, że albo:
              - da się go rozbudować, że ta wielkość altankowa nie jest docelowa
              - jest, powiedzmy, średniej wielkości (70-80 m.kw), ale na razie wykończono tylko te 2 pokoiki, kuchenkę i łazienkę. Ale za kilka lat jest do zagospodarowania jeszcze dodatkowe 15-20 metrów, tylko na razie nie ma kasy, no i takiej palącej potrzeby.

              Podciąganie mediów do tego środka plantacji musiało być bardzo kosztowne i bardzo trudne logistycznie.
              Nie mówiąc już o samej budowie.
              Chyba, że dół pod fundament został wykopany łopatą, a wszystkie cegły, dechy, wory z cementem itp były dowożone taczką.
          • bupu Re: Arcytektura 20.06.25, 20:22
            briar_rose napisał(a):

            >
            > Ja się dziwię, że czemu MM po prostu tego nie poprowadziła tak, że nie zamieszk
            > ali z rodzicami Adama, dla Laury życie na kupie to nic nowego. Mogliby dostać g
            > órę, mieć osobne wejścia. Rodzice Adama przedstawieni jako stojący już niemal n
            > ad grobem, więc problem z własnością rozwiązałby się wkrótce sam i młodzi objęl
            > iby w posiadanie całe włości.


            O ile seniorzy nie napiszą testamentu, włości obejmie Nadszympans, i to nie całe a połowę.
        • verdana Re: Arcytektura 21.06.25, 16:04
          " dlaczego pani MM w swoich opowieściach o mieszkaniach kompletnie ignoruje fakt, że ludzie, którzy w domu pracują twórczo albo naukowo, do swojej pracy potrzebują SKUPIENIA" . Bo MM ugrzęzła w cvzasach swojej młodości, w których warunki mieszkaniowe były znacznie gorsze i ludzie to akceptowali. Ja, będąca w wieku św. Gabrieli pisałam doktorat w kawalerce (ogólna powierzchnia 29 m.) , w pokoju z 3 latkiem i niemowlęciem. Habilitację pisałam mieszkając w pokoju z małym dzieckiem i tam było moje biurki. Tylko to było kiedyś - teraz jednak ludzie wolą - i słusznie- mieć do pracy jakieś warunki
        • kocynder Re: Arcytektura 15.07.25, 18:07
          Tym bardziej, że w BBB stoi jak wół:
          "Przedzielono ją na pół za pomocą starego kredensu. Ta bliższa wejścia połowa pełniła funkcje mieszkalne. Stała tu stara, kryta zielonym pluszem kozetka, biurko z lampą kreślarską i półka na książki - wszystko stłoczone na niewielkiej powierzchni, co sprawiało wrażenie niezwykłej przytulności.
          - Tu mieszkam - powiedział Dambo, rozkładając stojące pod ścianą płaskie krzesełko. - Siadaj. Rozgość się.

          Czyli kuchnia Dmuchowa, po podzieleniu na pół za pomocą kredensu mieściła w części "pokojowej" kozetkę, biurko z lampką i półkę na książki. Niech będzie, że przy biurku stało krzesło, a Dambo rozłożył drugie, żeby mogli siedzieć oboje (czemu nie na kozetce?). Niechby jeszcze stała jakaś "nieopisana" szafa typu "słupek" na ciuchy Damba. Nadal niema opcji, by na takiej przestrzeni wykroić mieszkanie. Nawet nie bardzo się da "pełnowymiarowy" i normalnie użytkowy pokój dla normalnej rodziny. Ujdzie dla ucznia/studenta, który mieszka "oszczędnościowo". Ale nie dla rodzinny , osiadłej, z dziećmi. No, nie i już.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 21.06.25, 17:00
        bupu napisała:

        > [i]Wewnątrz małego domku pachniało drewnem, z którego Adam zrobił własnoręcznie
        > nie tylko okiennice, ale także półki i szafy.
        > Wszystko tu zaprojektowane zostało bardzo starannie i tak, by oszczędzić miejsc
        > e. Szafy i regały były ukryte w bielonych murach, szerokie, sosnowe półki biegł
        > y naokoło pod samym sufitem, a stół w jadalni miał blat przytwierdzony jednym b
        > okiem do ściany i można go było złożyć, jak deskę do prasowania.

        Ciekawią mnie te szafy i regały. Biorąc pod uwagę, że to ma być maciupcia chatynka (CZEMU?!), nie może ich być zbyt wiele i nie mogą być wielkie na całe ściany, żeby dom nie runął. I gdzie ona właściwie są,
        Czy wszystkie ciuchy Larwy i Maszpana mają prawo się w nich zmieścić? On może sobie mieć jedne gacie i dwie koszule, ale ona musi mieć tego więcej. Wiemy m.in. że ma co najmniej kilka sukienek operowych. Codziennych ciuchów pewnie też nie ma trzech na krzyż, nie jest swoją matką.
        A gdzie trzyma np. kosmetyki? I w ogóle jak w tym tojtoju wygląda higiena, mają tam jakąś łazienkę? Chwilami te opisy brzmią jakby dotyczyły którejś z tych "nowoczesnych mikrokawalerek" z łóżkiem nad okapem i kiblem obok łóżka.
        • bupu Re: Arcytektura 21.06.25, 17:39
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > A gdzie trzyma np. kosmetyki? I w ogóle jak w tym tojtoju wygląda higiena, mają
          > tam jakąś łazienkę? Chwilami te opisy brzmią jakby dotyczyły którejś z tych "n
          > owoczesnych mikrokawalerek" z łóżkiem nad okapem i kiblem obok łóżka.
          >
          >
          >
          >
          >
          >


          Ale kiedy potem zahuczał ogień w ceglanym kominku i zrobiło się jasno i ciepło, kiedy już wszystkie książki i nuty znalazły się na półkach, sukienki i bielizna w szafach, pamiątki w szufladach, a ulubione lusterko w łazience, młoda pani tego nowego domu nabrała pewności siebie oraz wigoru.

          Łazienka jak widać była, zapewne też maciupcia. Mnie jednak interesuje jak panstwo grzali wodę w tej łazience, bo za jedyne ogrzewanie jak widać robi kominek (Divie Larwalagunie zrobi cudownie na gardło).
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 21.06.25, 19:17
            bupu napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            >
            > > A gdzie trzyma np. kosmetyki? I w ogóle jak w tym tojtoju wygląda higiena
            > , mają
            > > tam jakąś łazienkę? Chwilami te opisy brzmią jakby dotyczyły którejś z t
            > ych "n
            > > owoczesnych mikrokawalerek" z łóżkiem nad okapem i kiblem obok łóżka.
            > >
            > >
            > >
            > >
            > >
            > >
            >
            >
            > Ale kiedy potem zahuczał ogień w ceglanym kominku i zrobiło się jasno i ciep
            > ło, kiedy już wszystkie książki i nuty znalazły się na półkach, sukienki i biel
            > izna w szafach, pamiątki w szufladach, a ulubione lusterko w łazience, młoda pa
            > ni tego nowego domu nabrała pewności siebie oraz wigoru.

            >
            > Łazienka jak widać była, zapewne też maciupcia. Mnie jednak interesuje jak pans
            > two grzali wodę w tej łazience, bo za jedyne ogrzewanie jak widać robi kominek
            > (Divie Larwalagunie zrobi cudownie na gardło).
            >

            A mnie, jak się opróżnia szambo spod tej łazienki, nie rozjeżdżając i rozkopując połowy plantacji. Bo gdzie potem trzymają rzeczy syna, to ja nawet nie pytam. Głosuję na podwieszanie pod sufitem.
            • ako17 Re: Arcytektura 21.06.25, 21:24
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              kiedy już wszystkie książki i nuty znalazły się na półkach, sukienki
              > i biel
              > > izna w szafach, pamiątki w szufladach, a ulubione lusterko w łazience, mł
              > oda pa
              > > ni tego nowego domu nabrała pewności siebie oraz wigoru.[/i]

              od pierwszego mojego czytania McD to był mój wielki facepalm. Jak w ciągu kilku godzin spakować CAŁE wyposażenie życiowe dorosłej kobiety (a pomysł tego ruchu nie narodził się tygodnie wcześniej, żeby można było dokonać porządnego przeglądu rzeczy, tylko jakąś godzinę przed) i następnie w kilkadziesiąt minut rozpakować w maleńkim domeczku? I absolutnie wszystkie ciuchy, książki, nuty i inne berechreścia znalazły tam swoje miejsce? a wszystko działo się w wieczór przed ślubem - rzeczywiście najlepszy moment, żeby to akurat robić.

              Można było po prostu spakować najniezbędniejsze rzeczy, żeby Laura po ślubie mogła spędzić kilka dni już w altance, mając zmianę bielizny, ciuchy na przebranie, kosmetyki itp. A resztę dorobku życiowego diwy in spe przewozić sukcesywnie, po regularnej selekcji berechreścia.
              Ubrań letnich brać od razu nie musiała, bo byłyby jej potrzebne dopiero za pół roku, wszystkich nut, ani książek też nie, a pamiątki (ciekawe jakie, btw - macie jakieś typy? Papierek z rolki mentosów, które odwijała Pyza w NiN? Bilet kolejowy do Torunia?) to naprawdę nie jest priorytet w obliczu ślubu na drugi dzień, w którym to należało odebrać suknię (i po co? I po co?), udać się na makijaż i fryzurę, a przede wszystkim - dobrze się wyspać, a nie zapieprzać z kartonami i walizami.


              >
              > A mnie, jak się opróżnia szambo spod tej łazienki, nie rozjeżdżając i rozkopują
              > c połowy plantacji.

              Ja to widzę tak, że tam jest worek foliowy, jak w koszu na śmieci. Ale gruby, wytrzymały, o pojemności 120 litrów. Przychodzi Gruszka, zawiązuje, zabiera i pieczołowicie zakłada nowy.

              Bo gdzie potem trzymają rzeczy syna, to ja nawet nie pytam.
              Jestem przekonana, że u Patrycji.
              • bupu Re: Arcytektura 21.06.25, 21:34
                ako17 napisała:

                > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                >
                >
                > kiedy już wszystkie książki i nuty znalazły się na półkach, sukienki
                > > i biel
                > > > izna w szafach, pamiątki w szufladach, a ulubione lusterko w łazien
                > ce, mł
                > > oda pa
                > > > ni tego nowego domu nabrała pewności siebie oraz wigoru.[/i]
                >
                > od pierwszego mojego czytania McD to był mój wielki facepalm. Jak w ciągu kilku
                > godzin spakować CAŁE wyposażenie życiowe dorosłej kobiety (a pomysł tego ruchu
                > nie narodził się tygodnie wcześniej, żeby można było dokonać porządnego przegl
                > ądu rzeczy, tylko jakąś godzinę przed) i następnie w kilkadziesiąt minut rozpak
                > ować w maleńkim domeczku?

                Maszpan zarządził że ona ma mieć wszystko w domeczku, to ma. A jej potrzeby? A czy to ważne?

                > Bo gdzie potem trzymają rzeczy syna, to ja nawet nie pytam.
                > Jestem przekonana, że u Patrycji.


                A gdzie kochająca babunia Gabunia, która ze łzamy w ocz kasztanach marzyła o pakowaniu Juleczkowi tornistra?
                • greta_herbst Re: Arcytektura 21.06.25, 21:44
                  >>> Bo gdzie potem trzymają rzeczy syna, to ja nawet nie pytam.
                  >> Jestem przekonana, że u Patrycji.
                  > A gdzie kochająca babunia Gabunia, która ze łzamy w ocz kasztanach marzyła o pakowaniu Juleczkowi tornistra?

                  No przecież też u Patrycji.

                  Patrycja jej za friko dom buduje, żeby Gaba miała blisko do starych, co nie lubią jak się odchodzi, i żeby miała dom za friko, bo za nic innego Gaba domu nie chce. Tak bardzo nie chce sprawiać kłopotu.
                  Czego nie rozumiesz? :P

                  > Maszpan zarządził że ona ma mieć wszystko w domeczku, to ma. A jej potrzeby? A czy to ważne?

                  Maszpan jeszcze połowę kosmetyków jej wywalił do śmieci przy przeprowadzce, bo przecież dla niego to nieważne.
                  • ako17 Re: Arcytektura 21.06.25, 22:28
                    greta_herbst napisała:

                    > >>> Bo gdzie potem trzymają rzeczy syna, to ja nawet nie pytam.
                    > >> Jestem przekonana, że u Patrycji.
                    > > A gdzie kochająca babunia Gabunia, która ze łzamy w ocz kasztanach marzył
                    > a o pakowaniu Juleczkowi tornistra?
                    >
                    > No przecież też u Patrycji.

                    Jeżu. Miałam napisać literka w literkę to samo.

                    A że Gabunia też u Patrycji (a właściwe to już, w dobie Juleczka popylającego do szkoły, u siebie), to może mu spokojnie tornister spakować.
                    >
                    > Patrycja jej za friko dom buduje, żeby Gaba miała blisko do starych, co nie lub
                    > ią jak się odchodzi, i żeby miała dom za friko, bo za nic innego Gaba domu nie
                    > chce. Tak bardzo nie chce sprawiać kłopotu.
                    > Czego nie rozumiesz? :P

                    Czemu, ach czemu, nie mam siostry?

                    > Maszpan jeszcze połowę kosmetyków jej wywalił do śmieci przy przeprowadzce, bo
                    > przecież dla niego to nieważne.

                    Naprawdę??? Masz na to jakiś dowód?
                    To jest po prostu niewyobrażalne. Jak trzeba, to sięgnę do McD po luźną cycatą, ale wolałabym nie.
                    • greta_herbst Re: Arcytektura 21.06.25, 22:46
                      >> Maszpan jeszcze połowę kosmetyków jej wywalił do śmieci przy przeprowadzce, bo
                      >> przecież dla niego to nieważne.

                      > Naprawdę??? Masz na to jakiś dowód?
                      > To jest po prostu niewyobrażalne. Jak trzeba, to sięgnę do McD po luźną cycatą, ale wolałabym nie.

                      W żadnym razie żadnego dowodu, to jest wyłącznie mój własny domysł - ekstrapoluję na podstawie posiadanych informacji, a konkretnie sceny szorowania twarzy mydłem. Albowiem scena ta budzi we mnie gniew, obrzydzenie i wiele innych uczuć, na czele z potrzebą przywalenia czymś w coś.

                      Żaden mężczyzna, którego kiedykolwiek znałam w życiu (wszystko jedno czy był moim partnerem czy nie), nawet ten, który najbardziej nie znosił tzw "baterii kosmetyków" i średnio co miesiąc pytał "po co mi to wszystko" (a jednocześnie przyznawał, że mam najmniej kosmetyków ze znanych mu w życiu kobiet), nawet ten, który, biochemikiem będąc, przeczytał składy wszystkiego, co miała w łazience jego partnerka i próbował naukowo wyjaśnić jej, że nic z tego nie ma prawa działać, żaden, powtarzam ŻODYN, zero nil, z tych mężczyzn nie posunąłby się do tak upokarzających rękoczynów, nie mówiąc już o motywowaniu tego tym, że "jemu niepotrzebne." Możliwe, że któryś z nich, gdyby kobieta siedziała zaryczana w łazience, bo makijaż nie taki, w przypływie zniechęcenia wyszedłby z domu oznajmiając gniewnie że wróci za trzy godziny, a ona niech robi co uważa. Ale to byłby maks, na jaki byłoby ich stać. Albowiem nawet najbardziej zagorzali seksiści, przekonani że przywiązanie kobiet do makijażu wynika jedynie z głupoty i próżności itp., nauczyli się już, że owo przywiązanie może wystąpić. I nawet jeśli go nie rozumieją, to wzruszają nań ramionami, jak na deszcz.

                      I dlatego Aaaadammmowi Psychelisowi po jego numerze w łazience jestem gotowa przyprawiać dowolną gębę i nikt mnie przed tym nie powstrzyma.
                      Dixi.
                      • przymrozki Re: Arcytektura 24.06.25, 21:05
                        greta_herbst napisała:

                        > W żadnym razie żadnego dowodu, to jest wyłącznie mój własny domysł - ekstrapolu
                        > ję na podstawie posiadanych informacji, a konkretnie sceny szorowania twarzy my
                        > dłem.

                        A to akurat bardzo możliwe. W którymś "Jowiszu" (nie pamiętam dokładnie, nie mam tych dzieł na własność, ale mam wrażenie, że w tym drugim) pojawia się informacja, że wszystkie kobiety w Borejkowersum (a na pewno wszystkie siostry Borejko) nie używają - a jeżeli używały, to zaprzestały używania - kosmetyków i dzięki temu wyglądają pięknie i młodo.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 21.06.25, 22:28
                  bupu napisała:

                  > (...)
                  >
                  > A gdzie kochająca babunia Gabunia, która ze łzamy w ocz kasztanach marzyła o pa
                  > kowaniu Juleczkowi tornistra?
                  >
                  >
                  >
                  >

                  Zobaczyła jakie on ma oczy i jej przeszło😝.
      • la_felicja Re: Arcytektura 13.07.25, 13:12
        Szafy ukryte w murach? To on w ścianach nośnych wykuwał wnęki? To jakiej grubości były te ściany, że się to wszystko nie zawaliło?
        • bupu Re: Arcytektura 13.07.25, 13:49
          la_felicja napisała:

          > Szafy ukryte w murach? To on w ścianach nośnych wykuwał wnęki? To jakiej gruboś
          > ci były te ściany, że się to wszystko nie zawaliło?

          Gdyby Truchełko jednak powstało, okazałoby się że Fidelisy to potomko starego rycerskiego rodu, założonego przez woja Chrobrego, które miały tu kiedyś kasztelik taki malutki no i gospodarny Gruszka z pomocą Adama ruiny kaszteliku w Szalet przebudował (tu wchodzi Józwa, cały na biało, głośno chwaląc Nadszympansa, który rozsądnie zadbał by pod domeczkiem mieć jakże praktyczne i miłe loszeczki, na wypadek gdyby Syrenkisarenka jednak zaczęła fikać).
          • la_felicja Re: Arcytektura 13.07.25, 22:08
            No chyba tylko i wyłącznie wtedy to by miało sens.

            A może historia koło zatoczy i Laura doczeka się córki, która zostanie laryngologiem i wprowadzi się z mężem i dziećmi do jednego z loszków, pomalowawszy go przedtem na biało? Laryngolożka z loszka...
        • mircja Re: Arcytektura 14.07.25, 00:17
          la_felicja napisała:

          > Szafy ukryte w murach? To on w ścianach nośnych wykuwał wnęki? To jakiej gruboś
          > ci były te ściany, że się to wszystko nie zawaliło?

          Dlaczego miał wykuwać? Skoro on te ściany stawiał, to mógł je od razu wymurować w takim kształcie.
          • przymrozki Re: Arcytektura 14.07.25, 08:53
            mircja napisała:

            > Dlaczego miał wykuwać? Skoro on te ściany stawiał, to mógł je od razu wymurować
            > w takim kształcie.

            Tak właśnie rozumiem, że on od razu zaprojektował dom z szafami wnękowymi, ale to znaczy że nie zyskał metrażu. Po prostu zaplanował regały między ścianami.

            Nawiasem pisząc, czemu Adaaaam zaprojektował szalet jakby każdy dodatkowy centymetr kwadratowy był grzechem nieumiarkowania?
            • figaaga Re: Arcytektura 14.07.25, 09:23
              przymrozki napisała:

              > Nawiasem pisząc, czemu Adaaaam zaprojektował szalet jakby każdy dodatkowy centy
              > metr kwadratowy był grzechem nieumiarkowania?


              Czemu wszystko musi być malutkie, skromniutkie, ciasne, zagracone żeby potem pisać o wąskich, ciasnych, ciemnych pomieszczeniach które gumowo rozciągają się do wygodnych aparamentów?

              Czy to nie może być dom normalnej wielkości, z najpopularniejszych materiałów, najbardziej standardowym wymiarze okien, drzwi, naprostszą bryłą, niedrogimi prostymi meblami z sieciówek? Przecież wszelkie niestandardwe rozwiązania (w każdą stronę) są drogie. AGD do niewymiarowej kuchni / łazienki, rozkładane sofo -biurko-szafy, magiczne meble rodem z Japonii świetnie wygldają na tiktotu, ale w Polskich warunkach są drogie w zakupie, serwisie i niezbyt fukncjonalne.

              Już bym wolała kompletny brak opisu poza zdawkowym "Laura już niedługo przenosi się do nowego, niedużego domku" (a niech ma!), opisać ogód nastrój (opisy przyroy autorka umie) i koniec. Bez łabuzęgi, Gruszki prowadzącego gruszkę z betonem, plantacji dookoła, bielonych ścian grubych niczym twierdza zdolnych pomieścić pełnowymiarowe szafy, a wszystko to z resztek szklarni, kurnika, budy dla psa i mrowiska wykorzystanego na poczet budowy...
              Dla nastolatek to niezbyt interesujące, a dla kogoś kto choć gwoździa w domu wbił - absurdalne.
              • bupu Re: Arcytektura 14.07.25, 10:44
                figaaga napisała:

                > przymrozki napisała:
                >
                > > Nawiasem pisząc, czemu Adaaaam zaprojektował szalet jakby każdy dodatkowy
                > centy
                > > metr kwadratowy był grzechem nieumiarkowania?
                >
                >
                > Czemu wszystko musi być malutkie, skromniutkie, ciasne, zagracone żeby potem pi
                > sać o wąskich, ciasnych, ciemnych pomieszczeniach które gumowo rozciągają się d
                > o wygodnych aparamentów?
                >
                > Czy to nie może być dom normalnej wielkości, z najpopularniejszych materiałów,
                > najbardziej standardowym wymiarze okien, drzwi, naprostszą bryłą, niedrogimi pr
                > ostymi meblami z sieciówek?

                Widzę jeszcze jedno rozwiązanie, utrzymane w duchu szlachetnego ubóstwa. Niechby kupili stary dom pod lasem. Nieduzy, dwie izby, kuchnia, sień i łazienka, poddasze nieużytkowe i stosunkowo tani, bo od dawna nie remontowany, deski na podłogach, piece w pokojach, te sprawy. Część mebli została po poprzednich właścicielach i Maszpan ma pole do popisu i demonstracji jeżymęskości, remontując parter i odnawiając meble, temy rencyma i Gruszką. Przy czym dom jest zasadniczo w dobrym stanie technicznym, nie trzeba go patroszyć do gołych murów, poza tym młodzi rozczulają się nad każdym wydeptanym progiem i skrzypiącą deską...
                • tt-tka Re: Arcytektura 14.07.25, 17:20
                  bupu napisała:

                  > Widzę jeszcze jedno rozwiązanie, utrzymane w duchu szlachetnego ubóstwa. Niechb
                  > y kupili stary dom pod lasem. Nieduzy, dwie izby, kuchnia, sień i łazienka, pod
                  > dasze nieużytkowe i stosunkowo tani, bo od dawna nie remontowany, deski na podł
                  > ogach, piece w pokojach, te sprawy.

                  Ha ! Kilkoro moich znajomych (bynajmniej nie badylarzy) tak zalatwilo sobie lokumy, gdzies pod Minskiem (Mazowieckim) czy pod Siedlcami kupilo takie chalupiny za zbierane w Norwegii przez kilka sezonow jagody, a potem w miare sil i srodkow doprowadzali do stanu wymarzonego :)

                  Ale mam lepszy hicior - w szczerej wiosze pod Mlawa znajomi kupili kawalek ogrodu z JEDNOizbowa chalupa, naprawde, cala chalupa to byla ta jedna izba, kuchnia mianowicie, chyba nawet bez najmniejszego przedsionka. A potem rozbudowywali stopniowo, dobudowali na poczatek jeden pokoj, potem lazienke, potem drugi pokoj, potem te dawna kuchnie zamienili na taki jakby pokoj, jakby hall w srodku domu, cus w rodzaju salonu zrobionego na ludowo, kuchenke dobudowali mala, ale bardzo funkcjonalna, wszystko poustawiane tak, ze schylic sie mozna, ale tez od stolu do lodowki, od garow na ogniu (gazie, no) do zlewu mozna siegnac nie ruszajac sie z miejsca i mieszkaja sobie wcale komfortowo w piecioizbowym domku robionym calkowicie pod ich gusta i potrzeby.
                  W" sumie ze dwanascie lat im to zajelo, doprowadzenie do obecnego stanu, ale zadowoleni :)
              • greta_herbst Re: Arcytektura 14.07.25, 10:58
                > Już bym wolała kompletny brak opisu poza zdawkowym "Laura już niedługo przenosi się do nowego, niedużego domku" (a niech ma!), opisać ogód nastrój (opisy przyroy autorka umie) i koniec. Bez łabuzęgi, Gruszki prowadzącego gruszkę z betonem, plantacji dookoła, bielonych ścian grubych niczym twierdza zdolnych pomieścić pełnowymiarowe szafy, a wszystko to z resztek szklarni, kurnika, budy dla psa i mrowiska wykorzystanego na poczet budowy...
                Dla nastolatek to niezbyt interesujące, a dla kogoś kto choć gwoździa w domu wbił - absurdalne.

                Ja też bym wolała, ale MM wyraźnie rozczula się nad malutką wnusią jak laleczka w malutkim domeczku jak dla laleczek. Jak dla mnie to jest w tym nie tylko dalsza obsesja szlachetnego ubóstwa, ale też dalsze ukaranie Laury, która na nic więcej nie zasługuje - zauważcie, że Józefowi przystoi wielkie przeszklone na wylot poddasze - oraz uparte odmawianie jej dorosłości.

                Laura z Adamem jest nie tylko usarenkowiona, ale też całkowicie zinfantylizowana: niemalże przestaje móc mówić (powtarza sobie jego imię, albo tylko och, ach, no czy on nie jest, czy ty nie jesteś), na kryzys reaguje tantrumem jak czterolatka, sama siebie porównuje do dziecka, jest wleczona pod kran jak ktoś pozbawiony własnej woli i decyzyjności i tak samo ubierana, de-makijażowana, przeprowadzana. Jedynym sposobem, żeby MM była w stanie patrzeć na Laurę, okazało się zrobienie z niej słodkiej małej laleczki w słodkim małym domeczku.
                (Nie będę się już rozpisywać, jak wielkie obrzydzenie budzi we mnie idea, że tak kompletnie zinfantylizowana kobieta ma jednocześnie rodzić dzieci.)
                • bupu Re: Arcytektura 14.07.25, 11:55
                  greta_herbst napisała:

                  >
                  > Ja też bym wolała, ale MM wyraźnie rozczula się nad malutką wnusią jak laleczka
                  > w malutkim domeczku jak dla laleczek. Jak dla mnie to jest w tym nie tylko dal
                  > sza obsesja szlachetnego ubóstwa, ale też dalsze ukaranie Laury, która na nic w
                  > ięcej nie zasługuje - zauważcie, że Józefowi przystoi wielkie przeszklone na wy
                  > lot poddasze - oraz uparte odmawianie jej dorosłości.
                  >
                  > Laura z Adamem jest nie tylko usarenkowiona, ale też całkowicie zinfantylizowan
                  > a: niemalże przestaje móc mówić (powtarza sobie jego imię, albo tylko och, ach,
                  > no czy on nie jest, czy ty nie jesteś), na kryzys reaguje tantrumem jak cztero
                  > latka, sama siebie porównuje do dziecka, jest wleczona pod kran jak ktoś pozbaw
                  > iony własnej woli i decyzyjności i tak samo ubierana, de-makijażowana, przeprow
                  > adzana. Jedynym sposobem, żeby MM była w stanie patrzeć na Laurę, okazało się z
                  > robienie z niej słodkiej małej laleczki w słodkim małym domeczku.
                  > (Nie będę się już rozpisywać, jak wielkie obrzydzenie budzi we mnie idea, że ta
                  > k kompletnie zinfantylizowana kobieta ma jednocześnie rodzić dzieci.)


                  Tak bardzo się zgadzam, że mój palec zaczął szukać przycisku "like".
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 14.07.25, 12:44
                  greta_herbst napisała:

                  > Ja też bym wolała, ale MM wyraźnie rozczula się nad malutką wnusią jak laleczka
                  > w malutkim domeczku jak dla laleczek. Jak dla mnie to jest w tym nie tylko dal
                  > sza obsesja szlachetnego ubóstwa, ale też dalsze ukaranie Laury, która na nic w
                  > ięcej nie zasługuje - zauważcie, że Józefowi przystoi wielkie przeszklone na wy
                  > lot poddasze - oraz uparte odmawianie jej dorosłości.
                  >
                  > Laura z Adamem jest nie tylko usarenkowiona, ale też całkowicie zinfantylizowan
                  > a: niemalże przestaje móc mówić (powtarza sobie jego imię, albo tylko och, ach,
                  > no czy on nie jest, czy ty nie jesteś), na kryzys reaguje tantrumem jak cztero
                  > latka, sama siebie porównuje do dziecka, jest wleczona pod kran jak ktoś pozbaw
                  > iony własnej woli i decyzyjności i tak samo ubierana, de-makijażowana, przeprow
                  > adzana. Jedynym sposobem, żeby MM była w stanie patrzeć na Laurę, okazało się z
                  > robienie z niej słodkiej małej laleczki w słodkim małym domeczku.
                  > (Nie będę się już rozpisywać, jak wielkie obrzydzenie budzi we mnie idea, że ta
                  > k kompletnie zinfantylizowana kobieta ma jednocześnie rodzić dzieci.)

                  Zgadzam się z tobą, to jest zwyczajnie ohydne. Może i Laura jest fikcyjną postacią, ale przecież jej kreacja nie wzięła się z powietrza, musieli się w życiu autorki pojawiać ludzie i zachowania, do których ma taki właśnie stosunek. Skręca mnie na myśl, że można tej postaci nie lubić do tego stopnia, żeby pisać kolejne tomy o łamaniu jej i naginaniu siłą pod swoje preferencje (zamiast np. przestać o niej pisać, usunąć ją w cień fabuły).

                  Zapewne nie bez powodu zinfantylizowana Laura regularnie podrzuca syna losowej praciotce, mieszkającej w pobliżu. No wykapana mamusia po prostu! I może dlatego też nie widzimy jej życia po zamążpójściu i urodzeniu dziecka. Bo byśmy mieli po tym koszmary.
                  (O to, gdzie oni tego syna i jego rzeczy trzymają w tym maciupcium tojtoju, litościwe nie pytam.)
              • ako17 Re: Arcytektura 14.07.25, 12:19
                figaaga napisała:

                > przymrozki napisała:
                >
                > > Nawiasem pisząc, czemu Adaaaam zaprojektował szalet jakby każdy dodatkowy
                > centy
                > > metr kwadratowy był grzechem nieumiarkowania?
                >
                >
                > Czemu wszystko musi być malutkie, skromniutkie, ciasne, zagracone żeby potem pi
                > sać o wąskich, ciasnych, ciemnych pomieszczeniach które gumowo rozciągają się d
                > o wygodnych aparamentów?
                >
                > Czy to nie może być dom normalnej wielkości, z najpopularniejszych materiałów,
                > najbardziej standardowym wymiarze okien, drzwi, naprostszą bryłą, niedrogimi pr
                > ostymi meblami z sieciówek? Przecież wszelkie niestandardwe rozwiązania (w każd
                > ą stronę) są drogie. AGD do niewymiarowej kuchni / łazienki, rozkładane sofo -b
                > iurko-szafy, magiczne meble rodem z Japonii świetnie wygldają na tiktotu, ale w
                > Polskich warunkach są drogie w zakupie, serwisie i niezbyt fukncjonalne.
                >
                > Już bym wolała kompletny brak opisu poza zdawkowym "Laura już niedługo przenosi
                > się do nowego, niedużego domku" (a niech ma!), opisać ogód nastrój (opisy przy
                > roy autorka umie) i koniec. Bez łabuzęgi, Gruszki prowadzącego gruszkę z betone
                > m, plantacji dookoła, bielonych ścian grubych niczym twierdza zdolnych pomieści
                > ć pełnowymiarowe szafy, a wszystko to z resztek szklarni, kurnika, budy dla psa
                > i mrowiska wykorzystanego na poczet budowy...
                > Dla nastolatek to niezbyt interesujące, a dla kogoś kto choć gwoździa w domu wb
                > ił - absurdalne.

                Już nieduży domek (ale z możliwością rozbudowy, lub zaprojektowany jako piętrowy ale na razie wykończony został tylko parter) umieszczony na posesji Fidelisów, a nie pośrodku plantacji, byłby bardziej sensowny.
                Wszystkie powyższe propozycje są o wiele bardziej racjonalne, niż to co zapodała nam autorka. I to jeszcze w takich szczegółach, jak te aniołki i baldachim w klucze wiolinowe.

                Zaprawdę, to nie od tego, czy wyrżnięty laubzegą aniołek ma trąbkę, czy bęben, ani czy baldachim jest w klucze wiolinowe czy w np. ćwierćnuty zależy komfort mieszkania.
                Tylko od powierzchni całkowitej, powierzchni i układu poszczególnych pomieszczeń, wydajności rozwiązania grzewczego, naświetlenia naturalnego i sztucznego, możliwości pomieszczenia wszystkich potrzebnych rzeczy (ta półka pod sufitem to zalążek antresoli dla potomstwa?), wydolności instalacji wod-kan, ergonomicznego rozmieszczenia sprzętów w kuchni i łazience, możliwości transportowych do pracy czy sklepu oraz łatwości opuszczenia domu w przypadku np. śnieżycy czy masywnych roztopów.

                Rozumiem, oczywiście, że Laura przestała zwracać uwagę na swój komfort, bo jej się złoty nicień zalągł w głowie i, jak pisze Greta, stała się malutką laleczką w malutkim domku dla laleczek.

                Ale to jest po prostu niemądre i nierealne.
                • bupu Re: Arcytektura 14.07.25, 13:35
                  ako17 napisała:

                  >
                  > Tylko od powierzchni całkowitej, powierzchni i układu poszczególnych pomieszcze
                  > ń, wydajności rozwiązania grzewczego, naświetlenia naturalnego i sztucznego, mo
                  > żliwości pomieszczenia wszystkich potrzebnych rzeczy (ta półka pod sufitem to z
                  > alążek antresoli dla potomstwa?), wydolności instalacji wod-kan, ergonomicznego
                  > rozmieszczenia sprzętów w kuchni i łazience, możliwości transportowych do prac
                  > y czy sklepu oraz łatwości opuszczenia domu w przypadku np. śnieżycy czy masywnych roztopów.

                  A propos możliwośi transportowych... Samochód. Fidelisy powinny mieć własny samochód, NIE furgonetkę Daglezji. Niechby to był nawet jakiś mocno używany zabytek motoryzacji, ale ich własny. Pomysł, że młode małżeństwo z dzieckiem, dojeżdżające do miasta do pracy, ma polegać na pożyczanej z firmy furgonetce, jako środku transportu, jest idiotyzmem czystej wody.

                  No chyba że prócz innych cnót borejczych Nadszynpans posiada również nadzwyczaj rozwinięte skąpstwo i woli się męczyć z dopasowaniem rozkładu dnia do uzytkowania furgonetki w firmie, niż jeździć na własny koszt. Co by wyjaśniało Szalet na plantacji, wybudował na działce za którą nie płacił budowlę na tyle obszerną, na ile mu zapas resztek budowlanych z firmy tatusia pozwolił. I w tojtoju będzie mieszkał, a złotówki na dodatkowe materiały nie wyda!
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 14.07.25, 14:57
                    bupu napisała:

                    > ako17 napisała:
                    >
                    > >
                    > > Tylko od powierzchni całkowitej, powierzchni i układu poszczególnych pomi
                    > eszcze
                    > > ń, wydajności rozwiązania grzewczego, naświetlenia naturalnego i sztuczne
                    > go, mo
                    > > żliwości pomieszczenia wszystkich potrzebnych rzeczy (ta półka pod sufite
                    > m to z
                    > > alążek antresoli dla potomstwa?), wydolności instalacji wod-kan, ergonomi
                    > cznego
                    > > rozmieszczenia sprzętów w kuchni i łazience, możliwości transportowych d
                    > o prac
                    > > y czy sklepu oraz łatwości opuszczenia domu w przypadku np. śnieżycy czy
                    > masywnych roztopów.
                    >
                    > A propos możliwośi transportowych... Samochód. Fidelisy powinny mieć własny sam
                    > ochód, NIE furgonetkę Daglezji. Niechby to był nawet jakiś mocno używany zabyte
                    > k motoryzacji, ale ich własny. Pomysł, że młode małżeństwo z dzieckiem, dojeżdż
                    > ające do miasta do pracy, ma polegać na pożyczanej z firmy furgonetce, jako śro
                    > dku transportu, jest idiotyzmem czystej wody.
                    >
                    > No chyba że prócz innych cnót borejczych Nadszynpans posiada również nadzwyczaj
                    > rozwinięte skąpstwo i woli się męczyć z dopasowaniem rozkładu dnia do uzytkowa
                    > nia furgonetki w firmie, niż jeździć na własny koszt. Co by wyjaśniało Szalet n
                    > a plantacji, wybudował na działce za którą nie płacił budowlę na tyle obszerną,
                    > na ile mu zapas resztek budowlanych z firmy tatusia pozwolił. I w tojtoju będz
                    > ie mieszkał, a złotówki na dodatkowe materiały nie wyda!
                    >

                    Może po rodzicach taki skąpy - wiemy, że będąc dzieckiem badylarzy był wożony do szkoły furmanką Gruszki. W ogóle Fidelisy-plantatorzy to chyba najbardziej naciągany przypadek udawanej biedy w całym cyklu.
                    A biorąc jeszcze pod uwagę, że tatuś Maszpana jest też świetny w bardzodzielne klimaty (zerknijta do Sprężyny), to kto wie, może Adaśko wyrósł na taką podejrzaną personę, bo wychowywał się w domu niemniej borejczym niż u jego żony?
                  • ako17 Re: Arcytektura 14.07.25, 20:49
                    bupu napisała:


                    > A propos możliwośi transportowych... Samochód. Fidelisy powinny mieć własny sam
                    > ochód, NIE furgonetkę Daglezji. Niechby to był nawet jakiś mocno używany zabyte
                    > k motoryzacji, ale ich własny. Pomysł, że młode małżeństwo z dzieckiem, dojeżdż
                    > ające do miasta do pracy, ma polegać na pożyczanej z firmy furgonetce, jako śro
                    > dku transportu, jest idiotyzmem czystej wody.

                    Oczywiście że tak. Nawet w przypadku samych młodych państwa Fidelis mogą się nie zgadzać godziny dojazdu do i z Poznania. Uwzględnianie jeszcze do tego grafiku pracy Daglezji zakrawa na bardzo karkołomne zadanie logistyczne.
                    I nawet jeśli zbiorkom spod Kostrzyna do Poznania oraz z powrotem jeździ całkiem sensownie, to i tak trzeba się liczyć z tym, że czasem planowy autobus nie przyjedzie albo się spóźni, a poza tym czasem może być potrzebne przewiezienie czegoś, co się tzw. pekaesem przewozi ciężko (np. 30-tu zeszytów do sprawdzenia, jakiejś kreacji w pokrowcu, lub, po prostu, dużych zakupów spożywczo-chemicznych). Wiem, że i gęsi kobiety woziły pekaesem, ale to chyba nie Laury "vibe".
                    Może im Gruszka robi zakupy wg ściśle określonej listy... ale nadal to nie łagodzi innych napięć transportowych, które muszą wynikać w życiu codziennym, co bardzo łatwo sobie wyobrazić.

                    Niech rano Gruszka z bratem Adama (Krzysztof mu było?) pakują tysiące róż do wysyłki, które o 12:30 mają trafić na Ławicę. Adam ma do szkoły w Poznaniu na 8:00, Laura do opery na 10:00. I co?
                    Adam wyjeżdża z Laurą o 7:00 furgonetką do Poznania, oczywiście wraz z Laurą, bo ona potem już zupełnie nie ma jak dojechać i w przedsiębiorstwie samochodu nie ma.
                    Albo furgonetka zostaje, bo ok. 11:00 Mietek wyrusza z transportem, czyli młodzi nie mają jak dojechać.
                    Albo Gruszka porzuca pakowanie, zawozi młodych, wraca po dwóch godzinach, a tysiące róż się same przez ten czas nie spakowały...
                    Do bani.

                    No i jest jeszcze kwestia, że aby ze środka plantacji dotrzeć do furgonetki lub bramy i wyjść na chodnik, którym to można się udać na przystanek autobusu, to jeszcze trzeba tę odległość pieszo pokonać. Niezależnie od możliwych zwałów śniegu (ostatnio rzadko się zdarza, ale wykluczyć nie można) lub ogromnego błota po kilkudniowych obfitych opadach (zdarza się często).
                    Przecież drogi wewnętrznej tam im chyba nie budowali?
                    Gruszka taczką Laurę wozi, zarzuca na ramię, czy nosi na rękach jak dzieciątko, tudzież na plecach, jak, nie przymierzając, Wolfi?
                    • tt-tka Re: Arcytektura 14.07.25, 21:24
                      Cala ta Daglezja, od furmanki poczawszy (badylarz w latach 80-tych dostarczajacy towar furmanka, to nawet w najbardziej pijanych snach nie przejdzie !) to jedna wielka sciema. Jesli przedsiebiorstwo prosperuje dobrze, czy chocby niezle, to nie w ten spodob, jaki napisala altoressa.

                      Przyjmijmy, ze Daglezja prowadzona jest z glowa, brat (Krzysztof, tak) jest ogrodnikiem nie tylko z zawodu, ale i wyksztalcenia - natomiast to, co nam przedstawiono, to fantasmagorie Laury, ktora o uprawach i handlu nie ma pojecia, i fantasmogorie MM, ktora pojecia nie ma tak samo. I w tym ukladzie Jadam zasadniczo zarabia w szkolnictwie, na plantacji pomaga z doskoku i woz dostaje wtedy, gdy trzeba przywiezc worki z nawozami, dajmy na to, a zasadniczo popyla do pracy autobusem (na przystanku autobusowym spotkala go Larwa). Woz tez dostaje w szczegolnych wypadkach typu przewiezc manele narzeczonej, zawiezc wanne kwiecia do kosciola, ale nie stale. Co znaczy, ze Larwa poslubna zima i wiosna 2010 roku popyla na zajecia kompublikiem, a na przystanek piechotka. he, he (cos jej wytrwale nie lubie)

                      Trzy lata pozniej, w Febliku, panstwo Naszpanstwo przyjezdzaja ze Szwajcarii "klimatyzowanym busikiem", ktory jednakowowz nadal jest daglezyjny (furgonetka awansowala na busik?) - przypuszczam, ze prosperujace ogrodnictwo dorobilo sie czegos lepszego do transportu, a stary pojazd sprezentowali synowi poloniscie. Moze nadal obarczaja go przywozeniem workow z nawozem, a moze z dobrego serca dali cos, co im stalo sie zbedne. I w najlepszym (!) wypadku Larwa dojezdza razem z Naszpanem w jego, a nie swoich godzinach zajec (a wstac musi odpowiednio wczesniej, by jeszcze podrzucic Juleczka Pulpie), pojazdem nie osobowym i nie wytwornym, a dojsc przynajmniej do bramy musi swoja droga. I dziecko dotaszczyc.
                      • ako17 Re: Arcytektura 14.07.25, 21:59
                        tt-tka napisała:


                        >
                        > Trzy lata pozniej, w Febliku, panstwo Naszpanstwo przyjezdzaja ze Szwajcarii "k
                        > limatyzowanym busikiem", ktory jednakowowz nadal jest daglezyjny (furgonetka aw
                        > ansowala na busik?)

                        Aaaa.... busik to nie jest taki pojazd do przewozu osób, nie towarów? Czyżby Daglezja dorobiła się dziesiątki krzepkich pracowników, których trzeba codzienne dowozić i odstawiać na kwatery?

                        - przypuszczam, ze prosperujace ogrodnictwo dorobilo sie cz
                        > egos lepszego do transportu, a stary pojazd sprezentowali synowi poloniscie. Mo
                        > ze nadal obarczaja go przywozeniem workow z nawozem, a moze z dobrego serca dal
                        > i cos, co im stalo sie zbedne. I w najlepszym (!) wypadku Larwa dojezdza razem
                        > z Naszpanem w jego, a nie swoich godzinach zajec

                        A. to może tak być. Nie zauważyłam tego klimatyzowanego busika - on musi być daglezyjny, bo na co dwójce młodych ludzi z małym dzieckiem BUSIK?

                        (a wstac musi odpowiednio wcze
                        > sniej, by jeszcze podrzucic Juleczka Pulpie), pojazdem nie osobowym i nie wytwo
                        > rnym, a dojsc przynajmniej do bramy musi swoja droga. I dziecko dotaszczyc.
                        >
                        Ja w ogóle o tym dziecku nie pamiętam, ten Juleczek jest jakiś bezobjawowy. Może on po prostu mieszka u Pulpy?
                        • mika_p Re: Arcytektura 14.07.25, 22:41
                          > Aaaa.... busik to nie jest taki pojazd do przewozu osób, nie towarów?

                          Niekoniecznie. Nikt nie mówi "furgonetka", rzadko kto mówi "dostawczak", a jeśli już, to raczej jak może mówić o osobówkach i dostawczakach. Ci od transportu mówią "bus"
                          • tt-tka Re: Arcytektura 14.07.25, 23:08
                            Ci od transportu mowia "bus" na pojazd do przewozu osob. Tylko i li.

                            Jednakowoz w McD Larwa ujezdzala z Jadamem furgonetka ponad wszelka watpliwosc, taze furgonetka przewozili jej manele i taze furgonetka, a nawet tym samym kursem do domeczku procz zakochanej pary dojechali Igstryba i Magda. A tez pan Gruszka tym samym pojazdem, bo innego wszak Daglezja nie miala, wyprawial do Norwegii trzy tysiace roz.
                            Znaczys dla MM to pojazd, ktorym mozna wozic i towar, i ludzi, a w zaleznosci od tego, co aktualnie jest wiezione, staje sie onze pojazd odpowiednio furgonetka (towar) lub busikiem (ludzie, wzglednie syrenki)
                            • mika_p Re: Arcytektura 15.07.25, 00:21
                              > Ci od transportu mowia "bus" na pojazd do przewozu osob. Tylko i li.

                              Spędziłam 10 lat w firmach kurierskich. Nikt nie powiedzial inaczej niż "bus"
                              • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 12:28
                                A ja do dzis tkwie - towarzysko i rodzinnie - w dostawach artykulow roslinnych. Mowi sie pikap, nie bus.
                                Busem to ewentualnie robotnikow mozna dowozic, nie kwiaty, nie marchewke ani nawoz.
                        • bupu Re: Arcytektura 15.07.25, 00:42
                          ako17 napisała:

                          >
                          > A. to może tak być. Nie zauważyłam tego klimatyzowanego busika - on musi być da
                          > glezyjny, bo na co dwójce młodych ludzi z małym dzieckiem BUSIK?

                          Oczywiście, że daglezyjny acz mam nadzieję że nim do Szwajcarii nie jechali, bo wyrwać firmie samochód na trzy tygodnie to coś co nawet autorce się nie powinno w wyobraźni mieścić.
                • minerwamcg Re: Arcytektura 15.07.25, 11:36
                  ako17 napisała:

                  > Wszystkie powyższe propozycje są o wiele bardziej racjonalne, niż to co zapodał
                  > a nam autorka. I to jeszcze w takich szczegółach, jak te aniołki i baldachim w
                  > klucze wiolinowe.
                  >
                  > Zaprawdę, to nie od tego, czy wyrżnięty laubzegą aniołek ma trąbkę, czy bęben,
                  > ani czy baldachim jest w klucze wiolinowe czy w np. ćwierćnuty zależy komfort m
                  > ieszkania.
                  > Tylko od powierzchni całkowitej, powierzchni i układu poszczególnych pomieszcze
                  > ń, wydajności rozwiązania grzewczego, naświetlenia naturalnego i sztucznego, mo
                  > żliwości pomieszczenia wszystkich potrzebnych rzeczy (ta półka pod sufitem to z
                  > alążek antresoli dla potomstwa?), wydolności instalacji wod-kan, ergonomicznego
                  > rozmieszczenia sprzętów w kuchni i łazience, możliwości transportowych do prac
                  > y czy sklepu oraz łatwości opuszczenia domu w przypadku np. śnieżycy czy masywn
                  > ych roztopów.

                  Z jednej strony tak, a z drugiej to jest powieść, a nie protokół odbioru obiektu, więc pisze się o baldachimach i aniołkach z trąbą, a nie o kubaturze, wod-kanie i przyłączach.
                  Ja rozumiem, co się stało - MM chciała, żeby tam wszystko było przytulne, wyślicznione, ozdobne i koniecznie maciupcie, jakby normalne gryzło, bo maciupcie jest puci-puci urocze, w sam raz dla nareszcie obłaskawionej sarenkosyrenki. Zgadzam się ze wszystkim, co napisano odnośnie domu dla lalek, mógłby jakiś neo-Ibsen machnąć z tego dramat "Laura czyli Dom syrenki". I tylko czekam, aż pewnego dnia w Laurze obudzi się Tygrys. Pieprznie maciupcim garnuszkiem w kwiatki o składany stół, zaryczy "Fidelis, q.., dosyć tego!" i zażąda natychmiastowej przeprowadzki do godziwego metrażu w przyzwoitej odległości od cywilizacji.
                  • bupu Re: Arcytektura 15.07.25, 13:33
                    minerwamcg napisała:

                    >
                    > Z jednej strony tak, a z drugiej to jest powieść, a nie protokół odbioru obiekt
                    > u, więc pisze się o baldachimach i aniołkach z trąbą, a nie o kubaturze, wod-k
                    > anie i przyłączach.

                    O kubaturze się napisało co nieco przecież, że domeczek taki tyciuleńki, że stół trza na ścianę składać. Nie wymagam opisu technicznego budynku, wystarczyło po prostu napisać, że domek był nieduży (nie maciupki) i na normalnej działce, a nie na środku plantacji.


                    > Ja rozumiem, co się stało - MM chciała, żeby tam wszystko było przytulne, wyśli
                    > cznione, ozdobne i koniecznie maciupcie, jakby normalne gryzło, bo maciupcie je
                    > st puci-puci urocze, w sam raz dla nareszcie obłaskawionej sarenkosyrenki.

                    Normalny dom, obawiam się, byłby zdaniem autorki objawem posiadania pieniędzy, a te wolno mieć tylko wtedy, kiedy się udaje, że wcale nie.


                    Zgad
                    > zam się ze wszystkim, co napisano odnośnie domu dla lalek, mógłby jakiś neo-Ibs
                    > en machnąć z tego dramat "Laura czyli Dom syrenki". I tylko czekam, aż pewnego
                    > dnia w Laurze obudzi się Tygrys. Pieprznie maciupcim garnuszkiem w kwiatki o sk
                    > ładany stół, zaryczy "Fidelis, q.., dosyć tego!" i zażąda natychmiastowej przep
                    > rowadzki do godziwego metrażu w przyzwoitej odległości od cywilizacji.

                    Na co Adam jednym zgrabnym ruchem wetknie głowę żony do kuchennego zlewu (ten pucimetraż ma swoje zalety, prawdaż), odkręci zimną wodę i będzie lał, póki jego Sarence nie przejdzie.
                  • ako17 Re: Arcytektura 15.07.25, 13:40
                    minerwamcg napisała:


                    > Z jednej strony tak, a z drugiej to jest powieść, a nie protokół odbioru obiekt
                    > u, więc pisze się o baldachimach i aniołkach z trąbą, a nie o kubaturze, wod-k
                    > anie i przyłączach.

                    Oczywiście, że pisanie o tym byłoby bez sensu.
                    Problem polega na tym, że tak jak MM opisała lokalizację oraz wnętrze tego domciu, to po prostu takie pytania człowiekowi myślącemu (nie mylić z dzieckiem literackim) przychodzą do głowy. Jak, na litość, zostało to zrobione? Po co było tak komplikować?
                    I tu wracam do kilku(nastu) postów w tym wątku wcześniej.
                    Gdyby nie koncepcja domeczku pod wiekowym świerkiem, studni z żurawiem nieopodal, tylko "normalnie" - wydzielony kawałek podwórka w samej posesji, nikt by się nie dopytywał o np. wod-kan, ani o sposób wydostania się z samego domku na drogę publiczną. Bo domek, nawet niewielki, powstałby na terenie uzbrojonym we wszystkie media.

                    > Ja rozumiem, co się stało - MM chciała, żeby tam wszystko było przytulne, wyśli
                    > cznione, ozdobne i koniecznie maciupcie, jakby normalne gryzło, bo maciupcie je
                    > st puci-puci urocze, w sam raz dla nareszcie obłaskawionej sarenkosyrenki. Zgad
                    > zam się ze wszystkim, co napisano odnośnie domu dla lalek, mógłby jakiś neo-Ibs
                    > en machnąć z tego dramat "Laura czyli Dom syrenki". I tylko czekam, aż pewnego
                    > dnia w Laurze obudzi się Tygrys. Pieprznie maciupcim garnuszkiem w kwiatki o sk
                    > ładany stół, zaryczy "Fidelis, q.., dosyć tego!" i zażąda natychmiastowej przep
                    > rowadzki do godziwego metrażu w przyzwoitej odległości od cywilizacji.

                    parę już opków żeśmy na ten temat popełniły ;). Taki wdzięczny temat, aż się prosi, żeby go wziąć na warsztat.
                    Jednak... czy w którejś z naszych literackich wizji było pier...cie garnuszkiem w stoliczek? Bo mam wrażenie, że nasze koncepcje raczej opierały się na pomyśle, że Laura chce uciec nie tylko z domeczku, ale i od Adammma.

                    [oddala się, podśpiewując po nosem: "you can brush my hair..."]
                    • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 13:50
                      Ucieczka Larwy nie tyle/nie tylko z domeczku, ale i przede wszystkim od Jadama jest opcja jedynie sluszna - wszelkie objawy buntu Jadam stlumi bez problemu i moze nawet sie przy tym nie zdenerwuje.
                      Rzecz w tym, ze jest to opcja niemozliwa - jedna juz od niego uciekla, i to az na antypody, wiec drugiej uciec nie pozwoli. Bedzie sarenke trzymal jak Gabon Grzyba.
                  • przymrozki Re: Arcytektura 15.07.25, 17:33
                    minerwamcg napisała:

                    > I tylko czekam, aż pewnego
                    > dnia w Laurze obudzi się Tygrys. Pieprznie maciupcim garnuszkiem w kwiatki o sk
                    > ładany stół, zaryczy "Fidelis, q.., dosyć tego!" i zażąda natychmiastowej przep
                    > rowadzki do godziwego metrażu w przyzwoitej odległości od cywilizacji.

                    Tylko że Laura tłukąca zastawę stołową i żądająca od Adaaama natychmiastowego przeniesienia jej szlachetnej osoby do godnego metrażu ciągle występowałaby z pozycji laleczki, tyle że jakiejś takiej więcej roszczeniowej.

                    Dorosły człowiek nie niszczyłby po próżnicy własnej porcelany, tylko zaczął spokojną rozmowę o warunkach mieszkaniowych i sposobach ich poprawy z uwzględnieniem takich rozwiązań jak szukanie dodatkowych źródeł dochodu, oszczędzanie i kredyt.
                    • minerwamcg Re: Arcytektura 15.07.25, 18:00
                      Ojjj, co potrafi zrobić dorosły człowiek, któremu się w pewnym momencie skończy cierpliwość, a włączy asertywność, to naprawdę materiał na dłuuugą bajkę. Spokojnie rozmawia się na ogół dopiero POTEM. Czasem z kimś innym. Ale potem, zdecydowanie :)
                      • przymrozki Re: Arcytektura 15.07.25, 18:10
                        minerwamcg napisała:

                        > Ojjj, co potrafi zrobić dorosły człowiek, któremu się w pewnym momencie skończy
                        > cierpliwość,

                        No ale akurat Laura wlazła w to błoto sama i jeszcze się cieszyła, że tak fajnie chlupie. Cierpliwość to jej się może skończyć względem jej samej.
                        • minerwamcg Re: Arcytektura 15.07.25, 21:08
                          Naprawdę uważasz, że jak się człowiek sam, dobrowolnie a nawet ochoczo, wpakował w kłopoty, to nie może mu się skończyć cierpliwość do siedzenia w nich??? Ee.
                          • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 21:47
                            A to jeszcze trzeba umiec wyjsc i miec dokad pojsc...

                            Nie wyobrazam sobie Larwy wrzeszczacej "Fidelis, qrwa!", byc moze cierpie na niedowlad wyobrazni.
                            Ale jeszcze bardziej nie chce sobie wyobrazac reakcji wyz/wym Fidelisa na powyzsze, ani sposobow na przywolanie malzonki do porzadku. NIE CHCE i wiem, co mowie.
                            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 15.07.25, 21:54
                              tt-tka napisała:

                              > A to jeszcze trzeba umiec wyjsc i miec dokad pojsc...
                              >

                              To drugie zwłaszcza. Gdzie miałaby zamieszkać po opuszczeniu tojtoja? Na wynajem nawet pokoju jej nie stać. Z powrotem na Rusfelta? Chyba tylko pod warunkiem, że Rurza z dziećmi się zawinie i zrobi miejsce. Albo Pałysy z Kazikiem wyniosą się już do Ruiny i w kazamatach będą tylko Ania i Łucja. Do Pulpy na pewno się nie zmieści. Do Rojków?
                              • ako17 Re: Arcytektura 15.07.25, 22:19
                                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                                > tt-tka napisała:
                                >
                                > > A to jeszcze trzeba umiec wyjsc i miec dokad pojsc...
                                > >
                                > Gdzie miałaby zamieszkać po opuszczeniu tojtoja? Na wynaje
                                > m nawet pokoju jej nie stać. Z powrotem na Rusfelta? Chyba tylko pod warunkiem,
                                > że Rurza z dziećmi się zawinie i zrobi miejsce. Albo Pałysy z Kazikiem wyniosą
                                > się już do Ruiny i w kazamatach będą tylko Ania i Łucja. Do Pulpy na pewno się
                                > nie zmieści. Do Rojków?

                                1. to wyniesienie się to razem z bezobjawowym Julkiem widzicie? Czy przed Julkiem, czyli trzeba cofnąć czas powieściowy? A jeśli po, to IMHO tylko przy założeniu, że Julek mieszka u Pulpy. Wszak ma tam pradziadków i bunię Gabunię, która mu pakuje tornister.

                                2. Czy sugerujesz, o nadobna, że Uparty Adam świadomie ukręcił łeb karierze Laury, sprowadzając wybrankę do lokum, z którego ona będzie miała utrudniony dostęp do Poznania (Opery lub innych konkursów/ przesłuchań - o ile w ogóle wyrażałaby zainteresowanie takowymi), ścisnął, przymknął, potrząsnął za ramiona i na długie lata kazał być szczęśliwą? Tymczasem Laura, szczęśliwie przez rodzinę wydana za mąż, straciła jakiekolwiek moralne (bo przecież nie prawne chyba?) roszczenia do rodzinnego lokalu, oraz możliwości podziania się gdzieś indziej?
                                • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 22:39
                                  ako17 napisała:


                                  >
                                  > 2. Czy sugerujesz, o nadobna, że Uparty Adam świadomie ukręcił łeb karierze La
                                  > ury, sprowadzając wybrankę do lokum, z którego ona będzie miała utrudniony dost
                                  > ęp do Poznania (Opery lub innych konkursów/ przesłuchań - o ile w ogóle wyrażał
                                  > aby zainteresowanie takowymi), ścisnął, przymknął, potrząsnął za ramiona i na d
                                  > ługie lata kazał być szczęśliwą? Tymczasem Laura, szczęśliwie przez rodzinę wyd
                                  > ana za mąż, straciła jakiekolwiek moralne (bo przecież nie prawne chyba?) roszc
                                  > zenia do rodzinnego lokalu, oraz możliwości podziania się gdzieś indziej?



                                  nie wiem, czy to do mnie (ta nadobna jest taka mylaca...), ale, znaczy, tak to widze - Jadamowi sie glos Larwy podoba, slucha nie tylko z zachwytem, ale wrecz z bezradnym oczarowaniem; za to z pewnoscia nie podoba mu sie perspektywa, ze malzonka bedzie jezdzic, i to nie do Poznania, ale wszedzie, gdzie da sie wystapic, czy to Gdansk, czy Ryga, czy jeszcze dalej; zatem niech ona sobie i jemu spiewa w koscielnym chorze, niech uczy dzieci spiewu, najlepiej w jego szkole, niech sobie okazjonalnie zawyje w katedrze w Lozannie, skoro juz tam sa OBOJE, ale to dosc.
                                  Na plantacje sprowadzil ja zapewne calkiem swiadomie, ale czy celem ukrecenia lba karierze ? na moje oko to on bardzo szybko sie zorientowal, ze ona spiewaczej kariery nie zrobi, bo poza pieknym glosem brak jej doslownie wszystkiego (charakteru, pracowitosci, sily przebicia itakdalej)
                                  • ako17 Re: Arcytektura 15.07.25, 23:34
                                    tt-tka napisała:

                                    > ako17 napisała:
                                    >
                                    >
                                    > >

                                    > nie wiem, czy to do mnie

                                    Tak, do Ciebie piszę akuratnie

                                    to
                                    > widze - Jadamowi sie glos Larwy podoba, slucha nie tylko z zachwytem, ale wrecz
                                    > z bezradnym oczarowaniem; za to z pewnoscia nie podoba mu sie perspektywa, ze
                                    > malzonka bedzie jezdzic, i to nie do Poznania, ale wszedzie, gdzie da sie wysta
                                    > pic, czy to Gdansk, czy Ryga, czy jeszcze dalej;

                                    no ja bardzo przepraszam, ale jeśli ona się z plantacji nie da rady wydostać i do Poznania na czas dojechać, to ani do Gdańska, ani do Rygi, ani do Śremu czy Madrytu nie dojedzie.

                                    zatem niech ona sobie i jemu s
                                    > piewa w koscielnym chorze, niech uczy dzieci spiewu, najlepiej w jego szkole, n
                                    > iech sobie okazjonalnie zawyje w katedrze w Lozannie, skoro juz tam sa OBOJE,
                                    > ale to dosc.

                                    No i właśnie o to chodzi!

                                    > Na plantacje sprowadzil ja zapewne calkiem swiadomie, ale czy celem ukrecenia l
                                    > ba karierze ? na moje oko to on bardzo szybko sie zorientowal, ze ona spiewacze
                                    > j kariery nie zrobi, bo poza pieknym glosem brak jej doslownie wszystkiego (cha
                                    > rakteru, pracowitosci, sily przebicia itakdalej)

                                    Czyli ją ochronił przed rozczarowaniami i złem tego świata :) I jeszcze dał jej gdzie mieszkać 😛
                                    Ach, ten Adam, ach on naprawdę jest
                                    • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 23:42
                                      Widzisz, jaki to dobry chlopiec ? Prawie tak dobry jak Gabunia.
                                      Co prawda ona jest cementem i betonem dla wszystkich w domu i tylu poza domem, a on tylko dla zony (i moze co poniektorych uczniow), ale rodzina B. nader slusznie go pokochala.
                                      Skrucha mnie ogarnia, ze ja nie pokochalam.
                          • przymrozki Re: Arcytektura 16.07.25, 08:46
                            minerwamcg napisała:

                            > Naprawdę uważasz, że jak się człowiek sam, dobrowolnie a nawet ochoczo, wpakowa
                            > ł w kłopoty, to nie może mu się skończyć cierpliwość do siedzenia w nich???

                            Na tak ogólnie sformułowane pytanie nie da się odpowiedzieć, zwłaszcza jednym zdaniem. Ale moja uwaga kilka postów wyżej nie była elementem ogólnych rozważań, ona odnosiła się do konkretnej sytuacji - czy gdyby Laura rzuciła kubkiem i mięsem, i zażądała, żeby ją Naszpan/Jejpan przeniósł ją do większego domku dla lalek, to byłaby emancypacja, czy nie. Moim zdaniem nie. To byłoby najwyżej prośba o przeniesienie stanu zależności do większego metrażu.
                      • tt-tka Re: Arcytektura 15.07.25, 18:18
                        Larwa nie jest dorosla, choc mocno pelnoletnia. I nie jest asertywna.
                        Cierpliwa tez nie jest. Wobec Jadama ona jest ulegla, to co innego.
                        No i nie ma zadnego poza tfurodzina zaplecza, a na meza nie ma zadnego wplywu - robi to, co on chce i moze nawet uwierzyla, ze on chce tego, czego i ona by chciala (gdyby mogla czegokolwiek chciec od niego)


                        Pan Gruszka juz w Sprezynie mowil o Jadamie, ze on zawsze taki byl, nie gadal, tylko robil swoje i jak cos sobie wbil do lba, to nie ma przebacz, wykona - no i tak mu zostalo, nie ustala, nie porozumiewa sie i nie ustapi. No to skoro postanowil, ze w tym domeczku Larwa bedzie szczesliwa, to bedzie, i ze przez dlugie lata, to beda to dlugie lata. Ona tego nie przeskoczy.
                        • przymrozki Re: Arcytektura 15.07.25, 18:42
                          tt-tka napisała:

                          > Larwa nie jest dorosla, choc mocno pelnoletnia.

                          Pełna zgoda. Ona może zachowywać się albo jak dziecko uległe, albo jak dziecko grymasząco-krnąbrne, ale to są ciągle role dziecka.

                          Gdyby Adaaaam ogarnął jej nieco większe gniazdko, to to ciągle byłby domek dla lalek, co najwyżej sytuacja mieszkaniowa Fidelisów byłaby mniej dziwaczna.
                          • greta_herbst Re: Arcytektura 17.07.25, 10:31
                            >> Larwa nie jest dorosla, choc mocno pelnoletnia.

                            > Pełna zgoda. Ona może zachowywać się albo jak dziecko uległe, albo jak dziecko grymasząco-krnąbrne, ale to są ciągle role dziecka. Gdyby Adaaaam ogarnął jej nieco większe gniazdko, to to ciągle byłby domek dla lalek, co najwyżej sytuacja mieszkaniowa Fidelisów byłaby mniej dziwaczna.

                            Głupio mi trochę cytować własny fanfik, ale co tam, w końcu wynika to właśnie z takich samych przemyśleń. Wydaje mi się że gdyby Laura zaczęła teraz właśnie - robić jakieś sceny, awantury, tłuc porcelanę (albo zrywać baldachim :D ) to Adam by to potraktował tak, jak się traktuje szkody wyrządzone przez zwierzęta. No trudno, trzeba skarcić, posprzątać, ale żadnych przyczyn czy motywacji się w tym nie dopatrujesz.

                            On w niej nie widzi człowieka, a przebieg ich narzeczeństwa - bo nie nazwę tego związkiem, nigdy nie widzimy ich w sytuacji związkowej czyli takiej, gdzie się wspólnie podejmuje decyzje, albo negocjuje, albo współpracuje, albo rozmawia - pokazuje, że Laura niewiele robiła, żeby mu tego człowieka pokazać.
          • la_felicja Re: Arcytektura 15.07.25, 22:35
            mircja napisała:

            > la_felicja napisała:
            >

            > Dlaczego miał wykuwać? Skoro on te ściany stawiał, to mógł je od razu wymurować
            > w takim kształcie.

            No może, ale i tak musiałyby być bardzo grube, skoro zmieściły się w nich szafy i regały, a jednocześnie podpierały dach.
            A jak chował te szafy i regały w ścianach działowych - to już w ogóle bez sensu. Nie wyobrażam sobie, gdzie tu oszczędność miejsca
            • greta_herbst Re: Arcytektura 17.07.25, 10:33
              > No może, ale i tak musiałyby być bardzo grube, skoro zmieściły się w nich szafy i regały, a jednocześnie podpierały dach.
              A jak chował te szafy i regały w ścianach działowych - to już w ogóle bez sensu. Nie wyobrażam sobie, gdzie tu oszczędność miejsca

              Jestem prawie pewna, że kiedy MM twierdzi że szafy są "sprytnie pochowane w ścianach," to ma na myśli po prostu taką zabudowę na całą ścianę. Domek drewniany, drzwi szafy drewniane, więc wydaje się że to ściana, a tu hyc, otwierasz. Tylko że napisała to strasznie nieudolnie.
              • bupu Re: Arcytektura 17.07.25, 11:09
                greta_herbst napisała:


                > Jestem prawie pewna, że kiedy MM twierdzi że szafy są "sprytnie pochowane w ści
                > anach," to ma na myśli po prostu taką zabudowę na całą ścianę. Domek drewniany,
                > drzwi szafy drewniane, więc wydaje się że to ściana, a tu hyc, otwierasz. Tylk
                > o że napisała to strasznie nieudolnie.

                Domek jest murowany, drewniane ma meble i okiennice co to je Nadszympans laubzegą tentegował.

                Wszystko tu zaprojektowane zostało bardzo starannie i tak, by oszczędzić miejsce.
                Szafy i regały były ukryte w bielonych murach


                To były malowane na biało mury, nie drewniane ściany, a Maszpan temy rencyma kładł cegły.
                • greta_herbst Re: Arcytektura 17.07.25, 15:42
                  >> Wszystko tu zaprojektowane zostało bardzo starannie i tak, by oszczędzić miejsce.
                  >> Szafy i regały były ukryte w bielonych murach

                  > To były malowane na biało mury, nie drewniane ściany, a Maszpan temy rencyma kładł cegły.

                  Oookay. Zapomniałam.
                  To ja już nie wiem.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Arcytektura 17.07.25, 20:44
                  bupu napisała:

                  > greta_herbst napisała:
                  >
                  >
                  > > Jestem prawie pewna, że kiedy MM twierdzi że szafy są "sprytnie pochowane
                  > w ści
                  > > anach," to ma na myśli po prostu taką zabudowę na całą ścianę. Domek drew
                  > niany,
                  > > drzwi szafy drewniane, więc wydaje się że to ściana, a tu hyc, otwierasz
                  > . Tylk
                  > > o że napisała to strasznie nieudolnie.
                  >
                  > Domek jest murowany, drewniane ma meble i okiennice co to je Nadszympans laubze
                  > gą tentegował.
                  >
                  > Wszystko tu zaprojektowane zostało bardzo starannie i tak, by oszczędzić mie
                  > jsce.
                  > Szafy i regały były ukryte w bielonych murach

                  >
                  > To były malowane na biało mury, nie drewniane ściany, a Maszpan temy rencyma kł
                  > adł cegły.

                  Ciekawe czy te "szafy" to po prostu wielkie dziury w murze, czy są od wewnątrz czymś obite, mają jakieś ściany wewnętrzne, np. z drewna?. Jakoś trzeba tam było zamontować drąg na wieszaki, półki na gatki, itd.
                  • ako17 Re: Arcytektura 17.07.25, 21:33
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    > bupu napisała:
                    >

                    > >
                    > > To były malowane na biało mury, nie drewniane ściany, a Maszpan temy renc
                    > yma kł
                    > > adł cegły.
                    >
                    > Ciekawe czy te "szafy" to po prostu wielkie dziury w murze, czy są od wewnątrz
                    > czymś obite, mają jakieś ściany wewnętrzne, np. z drewna?. Jakoś trzeba tam był
                    > o zamontować drąg na wieszaki, półki na gatki, itd.

                    Mam wrażenie, że chodziło o to, jakoby te bielone ściany miały takie, od razu zbudowane, wystające "boczki" i do tego były montowane półki na wymiar, a następnie drzwi - już to przesuwne, już to otwierane na zawiasach. Po prostu, przy zamawianiu/ kupowaniu wnętrza szaf, nie trzeba było robić boków, bo one były zrobione konstrukcyjnie. Wystarczyło zrobić wewnętrzny system półek w jednej wnęce i jakiegoś drąga na rozpór do wieszania we wnęce drugiej.
                    Piszę to z ogromną dozą życzliwości i z wielkim kredytem zaufania do opisów odautorskich.
                    Jeśli ktoś z Forum przedstawi kontrargument, że to nie mogło tak być, to odpadam z moim pomysłem i walczyć za niego nie będę.
                    • bupu Re: Arcytektura 17.07.25, 21:53
                      ako17 napisała:

                      >
                      > Mam wrażenie, że chodziło o to, jakoby te bielone ściany miały takie, od razu z
                      > budowane, wystające "boczki" i do tego były montowane półki na wymiar, a następ
                      > nie drzwi - już to przesuwne, już to otwierane na zawiasach.

                      Otwierane przy metrażu Szaletu odpadają, no chyba, że Adam lubi się popisywać męskością grając w Tetrisa meblami za każdym razem gdy jego Sysarenka potrzebuje świeżej pary gaci z szafy.
                  • ako17 Re: Arcytektura 17.07.25, 21:50
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                    > Ciekawe czy te "szafy" to po prostu wielkie dziury w murze, czy są od wewnątrz
                    > czymś obite, mają jakieś ściany wewnętrzne, np. z drewna?. Jakoś trzeba tam był
                    > o zamontować drąg na wieszaki, półki na gatki, itd.

                    Można montować bezpośrednio w ścianach. Sami tak zrobiliśmy, zagospodarowując istniejącą wnękę (przy jakiejś okazji możemy zrobić oględziny ;).
                    No i pisałyśmy właściwie równolegle :).
    • ako17 Re: Arcytektura 20.06.25, 15:24
      bupu napisała:

      > Znalazła się w oryginalnym dwupoziomowym wnętrzu. Najwidoczniej przedtem był
      > a to ogromna wysoka kuchnia, ale teraz przystosowano ją do nowych funkcji: z le
      > kkich ścianek, słupków, schodków i antresoli zbudowano pracownię architektonicz
      > ną, sypialnię i pokój dziecięcy.
      > Wszystko miało ciepły, miły odcień surowego drewna, z wyjątkiem białych ścian i
      > zieleni pnących się i zwisających roślin. Kuchnia, zepchnięta w głąb pomieszcz
      > enia wysyłała jednak stamtąd aromatyczne sygnały i bulgotania.

      >
      > Pomijam że kuchnia Dmucha musiała być gumowa, ale kto na miły buk rzeźbi w kuch
      > ni antresolę, na której się nie da stanąć prosto (mieszkania w kamienicy nie ma
      > ją wysokości jak komnaty w Hofburgu),
      Musiała mieć co najmniej 4 metry wysokości, żeby każdy z poziomów miał to swoje 190-195 cm. Maciej był wysoki, czyli tak z 180+ cm. Musiał mieć nad głową co najmniej z 10 cm luzu.

      W ogóle ze wszystkich tych budowlanych samowoli, największą bzdurą wydaje mi się właśnie ta Ogorzałków.
      Ale ja zupełnie nie mam wyobraźni przestrzennej, dlatego mi się nie mieści.

      Domeczek Fidelisów jawi mi się na drugim miejscu (te mury pobielane to musiały mieć grubość z 50 cm, na czym tu polegała oszczędność miejsca - zamiast zrobić ściany normalnej grubości i postawić przy nich szafy i regały?), bo istnieje niezerowa szansa, że da się go rozbudować.
      Jeśli nie, to marnie to widzę.



      > Józek studiował architekturę na politechnice. Z tego mrocznego niegdyś stryc
      > hu potrafił więc stworzyć piękne wnętrze, w którym świeciły teraz ściany i podł
      > oga z jasnych desek; w ukośnym
      > dachu, pomiędzy dębowymi belkami, zamontowane zostało uchylne okno, za to dwie
      > stare lukarny, które kiedyś wpuszczały tu światło z obu krótszych boków budynku
      > , usunięto wraz z murem, w którym tkwiły. Zastąpiono go wielkimi płytami szkła,
      > tworząc dwie przezroczyste ściany. Wyglądało to wspaniale, bo z obu stron otwi
      > erał się z nich widok na korony drzew i na odległe leśne wzgórza.
      > Zielony strych!
      > Nie wstawiono tu jeszcze mebli, poza dużym regałem na książki, który kuzyn właś
      > nie składał i skręcał. Ale był już nowy wielki kominek, obudowany dobranymi sta
      > rannie kamieniami polnymi.
      > Nad nim głośno tykał malowany w kwiatki zegar ze złotym wahadłem, już teraz pra
      > cowicie odmierzając czas dla młodej pary, zaś przed paleniskiem uplasował się k
      > ot i mruczał z zadowolenia, choć w kominku jeszcze się nie paliło.
      >

      >
      > Mind you, to jest jedno pomieszczenie, żadnej ścianki działowej w zasięgu wzrok
      > u. Upojnie to widzę, Józef w jednym końcu kreśli rysunek do pracy dyplomowej, a
      > w drugim młody Gabriel Marek Pałys wyje jak syrena przeciwmgielna, bo ząbkuje.
      > Cudo. Łazienki też nie ma, bo nie ma to jak zapieprzać po schodach z niemowlęc
      > iem ofajdanym po pachy (i to nie jest metafora) oraz kolejkowac rano do klopa,
      > czekając nerwowo aż babcia Wikta zwycięży ze swoim zaparciem.
      >
      >
    • przymrozki Re: Arcytektura 20.06.25, 17:43
      bupu napisała:

      > Pomijam że kuchnia Dmucha musiała być gumowa, ale kto na miły buk rzeźbi w kuch
      > ni antresolę, na której się nie da stanąć prosto (mieszkania w kamienicy nie ma
      > ją wysokości jak komnaty w Hofburgu),

      Tzn., abstrahując od tego konkretnego przypadku, to jak najbardziej mogą mieć. Są mieszkania w kamienicy, które mają po 4,4 m wysokości, ale to lokale które wedle pierwotnego przeznaczenia (i przed powojennym podziałem na mniejsze) albo byly usługowe, albo miały podwyższony standard i przewidywały, że właściciele będą w nich urządzać rauty. Więc siłą rzeczy nie zdarzało się to mieszkaniom na poddaszach, a Dmuchawiec, o ile mnie pamięć nie myli, mieszkał na najwyższym piętrze.

      Ale, owszem, sama widziałam tak właśnie wysokie mieszkanie z antresolą. Akurat ten konkretny lokal był substandardowym mieszkaniem na wynajem studentom, bo był dlugi, wąski i ciemny, ale mieszkania obok, o podobnym metrażu i dwóch sporych oknach mogły być wygodne i stylowe. Tzn. może nie dla sześcioosobowej rodziny, ale dla pary pełnosprawnych dorosłych jak najbardziej.
      • ako17 Re: Arcytektura 20.06.25, 19:50
        przymrozki napisała:

        > bupu napisała:
        >
        > > Pomijam że kuchnia Dmucha musiała być gumowa, ale kto na miły buk rzeźbi
        > w kuch
        > > ni antresolę, na której się nie da stanąć prosto (mieszkania w kamienicy
        > nie ma
        > > ją wysokości jak komnaty w Hofburgu),
        >
        > Tzn., abstrahując od tego konkretnego przypadku, to jak najbardziej mogą mieć.
        > Są mieszkania w kamienicy, które mają po 4,4 m wysokości, ale to lokale które w
        > edle pierwotnego przeznaczenia (i przed powojennym podziałem na mniejsze) albo
        > byly usługowe, albo miały podwyższony standard i przewidywały, że właściciele b
        > ędą w nich urządzać rauty. Więc siłą rzeczy nie zdarzało się to mieszkaniom na
        > poddaszach, a Dmuchawiec, o ile mnie pamięć nie myli, mieszkał na najwyższym pi
        > ętrze.
        >
        > Ale, owszem, sama widziałam tak właśnie wysokie mieszkanie z antresolą. Akurat
        > ten konkretny lokal był substandardowym mieszkaniem na wynajem studentom, bo by
        > ł dlugi, wąski i ciemny, ale mieszkania obok, o podobnym metrażu i dwóch sporyc
        > h oknach mogły być wygodne i stylowe. Tzn. może nie dla sześcioosobowej rodziny
        > , ale dla pary pełnosprawnych dorosłych jak najbardziej.

        tylko ta antresola była w kuchni...
      • greta_herbst Re: Arcytektura 20.06.25, 20:23
        > Więc siłą rzeczy nie zdarzało się to mieszkaniom na poddaszach, a Dmuchawiec, o ile mnie pamięć nie myli, mieszkał na najwyższym piętrze.

        Jeśli oni faktycznie byli na najwyższym piętrze kamienicy, to nie ma szans na żadną super-duper wysokość, przeciwnie, jest szansa że było niżej niż na niższych piętrach, ponieważ przed epoką wind im wyżej tym taniej i na samej górze robiono albo niższy standard, albo wręcz służbówki.
      • azalia02 Re: Arcytektura 20.06.25, 21:54
        Nie wiem, jaką konkretnie kamienicę miała przed oczyma pani MM, pisząc o mieszkaniu Dmuchawca, ale kamienica kamienicy nierówna. W wielu istniało tzw. piano nobile, czyli kondygnacja najbardziej reprezentacyjna, zgodnie z zasadą przejętą z budownictwa pałacowego. Zwykle było to pierwsze piętro, na którym mieszkania były wyższe niż na pozostałych i miały lepszy standard wykończenia. Czasem mogły to być dwa piętra. (Nawet jeśli pomieszczenia na parterze miały większą wysokość, uchodziły za mniej komfortowe, ze względu na hałas i kurz uliczny). Mieszkania na najwyższej kondygnacji uchodziły za najbardziej niewygodne (np. konieczność taszczenia węgla z piwnicy na ostatnie piętro; żeby zminimalizować wysiłek, w kuchni często umieszczano skrzynię na węgiel) i zwykle były niższe od tych na piętrach reprezentacyjnych. Ich przeciętna wysokość w "porządnych" kamienicach to około 3,50 m. Antresolę da się wówczas wbudować, chociaż nie będzie superwygodna. I tak dobrze, że Dmuchawiec nie zajmował mieszkania mansardowego, bo pani MM zachwycałaby się wtedy urokiem skośnych stropów, ale mieszkać w 6 osób naprawdę by się tam nie dało.
        • ako17 Re: Arcytektura 20.06.25, 22:44
          azalia02 napisała:

          > Nie wiem, jaką konkretnie kamienicę miała przed oczyma pani MM, pisząc o mieszk
          > aniu Dmuchawca, ale kamienica kamienicy nierówna. W wielu istniało tzw. pian
          > o nobile
          , czyli kondygnacja najbardziej reprezentacyjna, zgodnie z zasadą p
          > rzejętą z budownictwa pałacowego. Zwykle było to pierwsze piętro, na którym mie
          > szkania były wyższe niż na pozostałych i miały lepszy standard wykończenia. Cza
          > sem mogły to być dwa piętra. (Nawet jeśli pomieszczenia na parterze miały więk
          > szą wysokość, uchodziły za mniej komfortowe, ze względu na hałas i kurz uliczny
          > ). Mieszkania na najwyższej kondygnacji uchodziły za najbardziej niewygodne (np
          > . konieczność taszczenia węgla z piwnicy na ostatnie piętro; żeby zminimalizowa
          > ć wysiłek, w kuchni często umieszczano skrzynię na węgiel) i zwykle były niższe
          > od tych na piętrach reprezentacyjnych. Ich przeciętna wysokość w "porządnych"
          > kamienicach to około 3,50 m. Antresolę da się wówczas wbudować, chociaż nie bę
          > dzie superwygodna. I tak dobrze, że Dmuchawiec nie zajmował mieszkania mansardo
          > wego, bo pani MM zachwycałaby się wtedy urokiem skośnych stropów, ale mieszkać
          > w 6 osób naprawdę by się tam nie dało.

          Ta kuchnia musiała mieć najmarniej ze 25 m.kw.
          Popatrzmy: kuchenne utensylia, blaty, lodówka, kuchenka, szafki, stół niech zajmą powierzchnię z 8 m.kw.
          Piszę tak, bo miałam tej wielkości kuchnię w bloku i było ok. Mieszkałam wtedy, co prawda, sama, ale jeszcze ze 2 osoby ta kuchnia by obsłużyła.

          Czyli pozostaje nam jakieś 17 metrów na dole, z czego część jest czymś na kształt pokoju dziennego państwa Ogorzałków, część zajmują schody (nie wyobrażam sobie drabiny na porządku dziennym, schody musiały mieć jakiś kąt nachylenia i, w związku z tym, zajmować miejsce, i tu naprawdę nie wiem – 2-3 m. kw.?). Coś tam pod schodami można było urządzić, jakieś schowki.
          Na górze, po odjęciu schodów, balustrady, zostaje, powiedzmy, 22-23 metry. Da się tam zrobić pokoik dziecięcy (6-7 metrów), sypialnię (8-10 metrów), na pracownię zostaje jakieś 7-9 m.kw.
          To wszystko przy założeniach, że zupełnie nie znam się na architekturze i nie wiem czy np. te ścianki z drzwiami nie muszą zabrać dodatkowych metrów powierzchni, oraz że ta kuchnia na dole miała co najmniej 25 m.kw. A po urodzeniu bliźniaczek to w ogóle tego nie widzę.
          Jbc, nie kupuję tego zupełnie, chociaż do analizy przyłożyłam się rzetelnie.
          • azalia02 Re: Arcytektura 21.06.25, 00:07
            ako17 napisała:

            >
            > Na górze, po odjęciu schodów, balustrady, zostaje, powiedzmy, 22-23 metry. Da s
            > ię tam zrobić pokoik dziecięcy (6-7 metrów), sypialnię (8-10 metrów), na pracow
            > nię zostaje jakieś 7-9 m.kw.
            > To wszystko przy założeniach, że zupełnie nie znam się na architekturze i nie w
            > iem czy np. te ścianki z drzwiami nie muszą zabrać dodatkowych metrów powierzch
            > ni, oraz że ta kuchnia na dole miała co najmniej 25 m.kw. A po urodzeniu bliźni
            > aczek to w ogóle tego nie widzę.
            > Jbc, nie kupuję tego zupełnie, chociaż do analizy przyłożyłam się rzetelnie.
            >
            Ale Ty chcesz wbudować antresolę nad CAŁĄ kuchnią, po odjęciu miejsca na schody, balustrady, itp? W mieszkaniu moich znajomych, o którym pisałam w poście gdzieś wyżej, antresola była wbudowana w narożnik dwóch ścian bez okien i zajmowała nie więcej niż 1/4 powierzchni pokoju, który miał jakieś 30 m kwadratowych. Na sypialnię wystarczało, chociaż nie dało się tam wyprostować, gdyż pokój nie miał 4 m wysokości, a trzeba było odliczyć jeszcze grubość stropu-podłogi. Podobnie w mieszkaniu brata mojego męża, całkowicie nowoczesnym, w bloku dość nietypowo zaprojektowanym, ze zdecydowanie ponadnormatywną wysokością pokoju dziennego. Tam architekt zaprojektował antresolę biegnącą przez jego całą długość, lecz zajmującą mniej niż 1/3 jego szerokości. Antresola w ogóle nie jest oświetlona, gdyż okno i drzwi balkonowe mieszczą się pod nią. Dobre miejsce, żeby gości po imprezie układać tam równym rzędem. Oczywiście, w obu tych mieszkaniach można sobie wyobrazić antresole znacznie większe, to na pewno. Tyle że wtedy konstrukcja taka wymaga dodatkowych punktów podparcia. Czyli ścianek działowych albo regałów pomiędzy słupami (stemplami) podtrzymującymi strop, który jest równocześnie podłogą antresoli. No i efekt byłby taki, że cały dół mamy poszatkowany, a do tego ta wysokość - 1,90 na dole, a na górze w najlepszym razie głową dotykamy sufitu i przez cały dzień palimy tam sztuczne światło. Ja bym z takiego mieszkania uciekała z krzykiem. Nie twierdzę, że mieszkać się w nim nie da, ale żeby się mieszkało wygodnie, w to nie uwierzę.
            • ako17 Re: Arcytektura 21.06.25, 14:15
              azalia02 napisała:

              > >
              > Ale Ty chcesz wbudować antresolę nad CAŁĄ kuchnią, po odjęciu miejsca na schody
              > , balustrady, itp?

              no właściwie to tak myślałam. Ale faktycznie, pewnie chodziło o jakąś część powierzchni.
              Dalej nie rozumiem jak może tak funkcjonować rodzina z trójką dzieci i zawodami wymagającymi posiadania sporej powierzchni.
              Choćby na te deski.

              W mieszkaniu moich znajomych, o którym pisałam w poście gdz
              > ieś wyżej, antresola była wbudowana w narożnik dwóch ścian bez okien i zajmował
              > a nie więcej niż 1/4 powierzchni pokoju, który miał jakieś 30 m kwadratowych.
              > Na sypialnię wystarczało, chociaż nie dało się tam wyprostować, gdyż pokój nie
              > miał 4 m wysokości, a trzeba było odliczyć jeszcze grubość stropu-podłogi. Podo
              > bnie w mieszkaniu brata mojego męża, całkowicie nowoczesnym, w bloku dość niety
              > powo zaprojektowanym, ze zdecydowanie ponadnormatywną wysokością pokoju dzienn
              > ego. Tam architekt zaprojektował antresolę biegnącą przez jego całą długość, le
              > cz zajmującą mniej niż 1/3 jego szerokości. Antresola w ogóle nie jest oświetl
              > ona, gdyż okno i drzwi balkonowe mieszczą się pod nią. Dobre miejsce, żeby gośc
              > i po imprezie układać tam równym rzędem. Oczywiście, w obu tych mieszkaniach mo
              > żna sobie wyobrazić antresole znacznie większe, to na pewno. Tyle że wtedy kon
              > strukcja taka wymaga dodatkowych punktów podparcia. Czyli ścianek działowych al
              > bo regałów pomiędzy słupami (stemplami) podtrzymującymi strop, który jest równo
              > cześnie podłogą antresoli. No i efekt byłby taki, że cały dół mamy poszatkowany
              > , a do tego ta wysokość - 1,90 na dole, a na górze w najlepszym razie głową dot
              > ykamy sufitu i przez cały dzień palimy tam sztuczne światło. Ja bym z takiego m
              > ieszkania uciekała z krzykiem. Nie twierdzę, że mieszkać się w nim nie da, ale
              > żeby się mieszkało wygodnie, w to nie uwierzę.
        • ako17 Re: Arcytektura 20.06.25, 23:22
          azalia02 napisała:

          . Ich przeciętna wysokość w "porządnych"
          > kamienicach to około 3,50 m. Antresolę da się wówczas wbudować, chociaż nie bę
          > dzie superwygodna.
          Czyli dzielimy tak, żeby na dole było ok, czyli coś koło 1,9-1,95 metra, a na górze coś koło metr sześćdziesiąt? No i grubość podłogi na antresoli, to ja już zupełnie się nie umiem w tym odnaleźć.
          • greta_herbst Re: Arcytektura 21.06.25, 09:17
            > Czyli dzielimy tak, żeby na dole było ok, czyli coś koło 1,9-1,95 metra, a na górze coś koło metr sześćdziesiąt? No i grubość podłogi na antresoli, to ja już zupełnie się nie umiem w tym odnaleźć.

            Antresola to jest z założenia taki pawlacz na człowieka. Robisz ją jeśli pod nią masz faktycznie szansę na normalną wysokość dającą szansę funkcjonować, czyli te 2m muszą być, a wyżej ile ci zostało, tyle ci zostało. Co oznacza, że w większości nowoczesnych mieszkań na antresoli, jeśli w ogóle będzie ona mogła powstać, znajdzie się tylko łóżko, ponieważ od jej podłogi do sufitu będziesz mieć jakiś metr maks, i z założenia nikt po niej nie będzie chodził tylko wdrapie się na nią żeby od razu się położyć. Gdybyś miała 4 metry w jakimś najbardziej reprezentacyjnym lokalu z jakiejś bardzo fikuśnej kamienicy (albo loft w adaptowanym spichlerzu) to mogłabyś próbować robić antresolę po której teoretycznie niskie osoby mogą chodzić, ale to i tak niekoniecznie, i raczej nadal miałabyś na niej tylko łóżko, może sofę do oglądania filmów/grania w gry na półleżąco. Czasem ludzie stawiają na antresolach biurka do pracy, ale moim zdaniem konkretnie na starego typu pracownię kreślarską nie ma najmniejszych szans, ponieważ deski kreślarskie zajmują mnóstwo miejsca nie tylko w poziomie, ale i w pionie - raz że są (były) nachylane pod kątem (regulowanym zależnie od wzrostu i preferencji użytkownika) a dwa że w ogóle one były wyższe, na dłuższych nogach niż normalne biurko. Były do nich specjalne stołki, które się kupowało w tym samym sklepie, co przybory kreślarskie (Skala) i które były równie wysokie, co stołki barowe, albo regulowane tak jak taboret do fortepianu, ale wyższe. Wysoki Maciek architekt na antresoli nie ma absolutnie żadnej racji bytu, przecież nie będzie się z tego stołka sturliwał na ziemię!
            • bupu Re: Arcytektura 21.06.25, 10:22
              greta_herbst napisała:


              > ludzie stawiają na antresolach biurka do pracy, ale moim zdaniem konkretnie
              > na starego typu pracownię kreślarską nie ma najmniejszych szans, ponieważ deski
              > kreślarskie zajmują mnóstwo miejsca nie tylko w poziomie, ale i w pionie - raz
              > że są (były) nachylane pod kątem (regulowanym zależnie od wzrostu i preferencj
              > i użytkownika) a dwa że w ogóle one były wyższe, na dłuższych nogach niż normal
              > ne biurko. Były do nich specjalne stołki, które się kupowało w tym samym sklepi
              > e, co przybory kreślarskie (Skala) i które były równie wysokie, co stołki barow
              > e, albo regulowane tak jak taboret do fortepianu, ale wyższe. Wysoki Maciek arc
              > hitekt na antresoli nie ma absolutnie żadnej racji bytu, przecież nie będzie si
              > ę z tego stołka sturliwał na ziemię!


              Sens miałaby wyłącznie pracownia pod częścią antresoli (bo jak wiemy z N kuchnia została zepchnięta w tył dawnego pomieszczenia kuchennego), oddzielona od kuchni ściankami działowymi z drewna. Ale ile ta pierwotna kuchnia musiałaby mieć metrażu, żeby się tam zmieściła pracownia dwóch architektów, z deskami, stołem i całym niezbędnym śmietnikiem i jeszcze zostało miejsce na kuchnię w której można się obrócić? Toż to nierealne.

              Poza tym w ogóle nie ogarniam sytuacji mieszkaniowej państwa Tombakow. Czemu kuchnia Dmucha, zamiast sutereny na R5, która wtedy stała pusta? Przynajmniej na początek byłaby lepsza, ta suterena, a do Dmuchawca rzut pyrą jest stamtąd. I dlaczego inwestowali w pawlacz na ludzi (kradnę określenie) nad kuchnią Dmucha, zamiast odkładać na coś własnego? I dlaczego do cholery mając bezrobotnego męża Kreska sama nie zaczęła szukać roboty, tylko poświęcała się wychowywaniu Kasi? Dlaczego podstawowym modelem ekonomicznym rodziny jest radosna, kretyńska beztroska?
              • greta_herbst Re: Arcytektura 21.06.25, 11:07
                > I dlaczego inwestowali w pawlacz na ludzi (kradnę określenie) nad kuchnią Dmucha, zamiast odkładać na coś własnego? I dlaczego do cholery mając bezrobotnego męża Kreska sama nie zaczęła szukać roboty, tylko poświęcała się wychowywaniu Kasi? Dlaczego podstawowym modelem ekonomicznym rodziny jest radosna, kretyńska beztroska?

                Pytanie, dlaczego inwestowali w pawlacz u dziadka, jest tym ciekawsze, że nie wiem dokładnie, kiedy to tam wszystko powstawało, ale w Noelce (1992) już istniało, czyli musiało powstać w czasach, w których o materiał na takie brewerie byłoby bardzo, ale to bardzo trudno. Lekkie ścianki i słupki z drewna owszem, były marzeniem wielu architektów, ale nieszczególnie ziszczalnym o ile nie miało się solidnych znajomości i potężnej zdolności łapówkowej. (Jak zdolność kredytowa, tylko że wtedy.) Materiału nie było zasadniczo na nic, nigdzie i nigdy. Drewno było na tyle atrakcyjne, że - a propos pracowni kreślarskich - kradło się linijki z biura i tymi linijkami układanymi jedna po drugiej fałszowało się boazeryjkę na drzwiach kuchennych, na przykład. Faktyczne dokonanie faktycznego znanego osobiście architekta.

                > Sens miałaby wyłącznie pracownia pod częścią antresoli (bo jak wiemy z N kuchnia została zepchnięta w tył dawnego pomieszczenia kuchennego), oddzielona od kuchni ściankami działowymi z drewna. Ale ile ta pierwotna kuchnia musiałaby mieć metrażu, żeby się tam zmieściła pracownia dwóch architektów

                I jakie okna i gdzie rozmieszczone? Przy elektrycznym świetle owszem, pracowało się jak się musiało, ale z dziennym nieporównywalne. Prędzej całą rodzinę kłaść spać rzędami na antresoli, ale na pracownię przeznaczyć po prostu drugi pokój. Przecież coś oprócz kuchni ten Dmuchawiec miał w tym mieszkaniu?
                Chociaż może nie, skoro kuchnia miała najwyraźniej 40m2 metrażu i 160m2 kubatury...
                • figaaga Re: Arcytektura 25.06.25, 09:51
                  greta_herbst napisała:

                  > . Przecież coś oprócz kuchni ten Dmuchawiec miał w tym mieszkaniu?
                  > Chociaż może nie, skoro kuchnia miała najwyraźniej 40m2 metrażu i 160m2 kubatur
                  > y...

                  Właśnie. Wróćmy do stanu wyjściowego. Dmuchawiec mieszkał w pokoju z kuchnią (i zakładam jeszcze łazienką). Być może mieszkanie pierwotnie było częścią przedwojennego dużego lokum, podzielonego na mniejsze miejszkania. Obecna kuchnia nie istniała, był to duży pokój w którym urządzono kuchnię, a mniejszy pokój służył za salono-sypialnię samotnego pana (trochę bez sensu, ale załóżmy takie były warunki instalacji). Różne dziwactwa tworzono po wojnie w ramach kwaterunku i podziału lokali.
                  W Opium mamy opis kuchni:
                  ""Duża, kwadratowa kuchnia z podłogą ze skrzypiących desek, nieczynnym już wielkim piecem węglowym o żeliwnej płycie i błyszczących mosiężnych okuciach, przedzielona była na pół starym dębowym kredensem. Od jego rogu do ściany przewieszono fantazyjna zasłonkę (...), i rozejrzał się po tym ciasnym zakątku. (...) oparł dłonie o kolana, wstał powoli i poszedł przez całą kuchnię do okna, wychodzącego na ulicę Roosevelta (...)
                  Budzik zaterkotał jak co dzień i brutalnie wyrwał Kreskę z bardzo słodkiego
                  snu. Ledwie tylko otworzyła oczy, ledwie się podniosła, ledwie ujrzała różowy, świetlisty prostokąt okna na błękitnawym tle ściany -"

                  Czyli wiemy, że okna były conajmniej 2 i każde pomieszczenie po podziale miało swoje oraz, że kuchnia była duża. To jest akurat względne. 20m2 kuchnia jest duża, podzielona na pół kredensem daje 2 pomieszczenia, ktróre mogą się sprawdzić jako kuchnia i pokój nastolatki (w opisie jest to ciasny zakątek) jednak żadą siłą nie jako lokum dla rodziny 2+3. Chyba, że duża kuchnia to min. 40m2 podłogi + wysokość min 4,5m żeby dało się użytkować antresole jako pomieszczenie, a nie pawlacz.

                  Znam mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy, które zostało powiększone o strych nad nim. Dość strome schody prowadziły na mansardowe poddasze, gdzie umieszczono sypialnie, ale było to jednak małe mieszkanie dwupoziomowe (coś ok. 50m2), a nie antresola ze ścianek i słupków.
                  • ako17 Re: Arcytektura 25.06.25, 10:07
                    figaaga napisała:


                    > ""Duża, kwadratowa kuchnia z podłogą ze skrzypiących desek, nieczynnym już wiel
                    > kim piecem węglowym o żeliwnej płycie i błyszczących mosiężnych okuciach,

                    mimo możliwych sentymentów, ja bym się tego nieczynnego pieca pozbyła


                    > Czyli wiemy, że okna były conajmniej 2 i każde pomieszczenie po podziale miało
                    > swoje

                    Jak dla mnie, to z przytoczonego opisu niekoniecznie wynika, że okna były 2
                    >
                    > Znam mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy, które zostało powiększone o stry
                    > ch nad nim. Dość strome schody prowadziły na mansardowe poddasze, gdzie umieszc
                    > zono sypialnie, ale było to jednak małe mieszkanie dwupoziomowe (coś ok. 50m2),
                    > a nie antresola ze ścianek i słupków.

                    a no właśnie...
              • ako17 Re: Arcytektura 21.06.25, 14:18
                bupu napisała:


                > Poza tym w ogóle nie ogarniam sytuacji mieszkaniowej państwa Tombakow. Czemu ku
                > chnia Dmucha, zamiast sutereny na R5, która wtedy stała pusta?

                A to akurat proste. MM uwielbia takie obrazki jak w DP, gdy przychodzi woźny i widzi wielopokoleniową rodzinę.
                I wszyscy się kochają.
                Zobaczcie - od Żaczków, przez Mamertów (ciocia Lila), po Borejków - wszędzie po 3 pokolenia.
                >
                >
                • verdana Re: Arcytektura 21.06.25, 16:09
                  Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na pewną istotną kwestię . To była KUCHNIA. W kuchni można ewentualnie spać, choć nie polecałabym, ale absolutnie nie da się kreślić. Bo kreśli się na kalce, a para, która powstaje w czasie gotowania kalce i papierowi nie służy. Owszem, da sie coś robić na komputerze, ale to nie te czasy były. Jesli zaś kuchnię wpo prostu zlikwidowano, to czy Kreska z rodziną żywiła sie kalką? Bo kuchni nie da sie tak łatwo przenieść do innego pomieszczenia
                  • bupu Re: Arcytektura 21.06.25, 16:35
                    verdana napisała:

                    > Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na pewną istotną kwestię . To była KUCHNIA. W
                    > kuchni można ewentualnie spać, choć nie polecałabym, ale absolutnie nie da się
                    > kreślić. Bo kreśli się na kalce, a para, która powstaje w czasie gotowania kalc
                    > e i papierowi nie służy. Owszem, da sie coś robić na komputerze, ale to nie te
                    > czasy były. Jesli zaś kuchnię wpo prostu zlikwidowano, to czy Kreska z rodziną
                    > żywiła sie kalką? Bo kuchni nie da sie tak łatwo przenieść do innego pomieszcze
                    > nia

                    Z Noelki wynika, że kuchnia była, gdzieś z tyłu za pawlaczem na ludzi. Czy może raczej za wejściem na pawlacz.
                  • greta_herbst Re: Arcytektura 21.06.25, 18:15
                    > para, która powstaje w czasie gotowania kalce i papierowi nie służy.

                    Wspominałam już wyżej, że wycięcie pracowni architektonicznej czasów kalki z kuchni nie jest pomysłem najgłupszym z możliwych tylko dlatego, że można by ją jeszcze wyciąć z łazienki.
              • mika_p Re: Arcytektura 24.06.25, 22:23
                > I dlaczego do cholery mając bezrobotnego męża Kreska sama nie zaczęła szukać roboty, tylko poświęcała się wychowywaniu Kasi?

                Już to kiedyś policzyłam:
                Btw, wychodzi mi, że Kreska jest dużo zdolniejsza/obrotniejsza niż Maciek. W czasie akcji Opium (początek 1983 r.) Kreska jest w pierwszej klasie LO, maturę zdaje zatem w 1986. Pięć lat studiów, 1991. Czyli na tych studiach musiała nie tylko urodzić dziecko, ale jeszcze być na tyle wybitna, żeby się zapewne załapać do jakiegoś biura i zdążyć dostać nagrodę za projekt ratusza w Holandii, o której to nagrodzie wiemy od Jacka Lelujki.
                Noelka dzieje się w Wigilię 1991 r.


                O Maciusiu zaś w Noelce stoi:
                "pan Maciuś dotąd nie mógł znaleźć pracy, dzieląc los innych młodych, bezrobotnych architektów. Ale teraz złapał wiatr w żagle, bo ktoś go zatrudnił w prywatnym biurze projektów"

                Bliźniaczki urodziły się w Dzień Kobiet, zdaje się że ciut za wcześnie, ale tylko ciut, więc pewnie poczęły się gdzieś na przełomie lipca i sierpnia. Więc tym nieszukaniem pracy Kreska aż tak nie nagrzeszyła.

                Dalej, po prezentach patrząc, to przesadnej biedy Ogorzałkowie nie klepali: magnetofon, kasety (wszystkie koncerty fortepianowe Mozarta!), wielki miś dla Kasi - to są wyraźne wydatki, a nie symboliczne drobiazgi, które też były w worku Gwiazdora.
                • tt-tka Re: Arcytektura 02.07.25, 12:23
                  Przesadnej biedy nie klepali, powiadasz... to ja pytam, z czego oni tej biedy nie klepali ? Z ewentualnych dotacji od mamy Kreski, a corki Dmucha ? Bo Maciek dopiero w Pulpecji zlapal ten wiatr w zagle, a prezenty sa wczesniejsze, z Noelki. i w tym czasie Ogorzalki, Kreska jeszcze studiujaca lub bardzo swiezo po studiach i Macius robaczywek jeszcze bez wiatru maja juz jedno dziecko (od dwu lat!) oraz spodziewaja sie nastepnego.
            • ciotka.scholastyka Re: Arcytektura 02.07.25, 14:42
              greta_herbst napisała:

              > deski
              > kreślarskie zajmują mnóstwo miejsca nie tylko w poziomie, ale i w pionie - raz
              > że są (były) nachylane pod kątem (regulowanym zależnie od wzrostu i preferencj
              > i użytkownika) a dwa że w ogóle one były wyższe, na dłuższych nogach niż normal
              > ne biurko. Były do nich specjalne stołki, które się kupowało w tym samym sklepi
              > e, co przybory kreślarskie (Skala) i które były równie wysokie, co stołki barow
              > e, albo regulowane tak jak taboret do fortepianu, ale wyższe.

              No nie, teraz to pojechałaś :DDD Deski kreślarskie są owszem, duże, ale spokojnie można na nich kreślić stojąc na ziemi względnie siedząc na lekko podwyższanym stołku, a nie na jakimś stołku wysokim jak barowy. Taki stołek jest regulowany, ale nie aż tak! Nawet największa deska A0 to jest jakis metr dziesięc na niecały metr. W rodzinnym domu czasem taka się u nas zjawiała, bo ojciec zabierał robotę do domu (nie, nie był architektem, tylko inżynierem) i jakos nie przypominam sobie, żeby bujał wtedy pod sufitem :)
    • ciotka.scholastyka Re: Arcytektura 02.07.25, 13:48
      > z lekkich ścianek, słupków, schodków i antresoli zbudowano pracownię architektoniczną, sypialnię i pokój dziecięcy.

      Jest jeszcze jedna opcja. Zbudowano pracownię architektoniczną, sypialnię i pokój dziecięcy z z lekkich ścianek, słupków, schodków I antresoli. I, czyli ORAZ. Mogło być tak, że pracownię zrobili na tym samym poziomie, co kuchnia, tylko na podeście kilka dwa-trzy schodki, żeby sie jakos odcinała od reszty pomieszczenia. A cześć pomieszczeń na antresoli.
      Nie wiem wprawdzie, jaka była ta kuchnia wysoka, ale na własne oczy widziałam w starej, eleganckiej kamienicy w Warszawie na antresoli sypialnię rodziców i drugą dzieci. Nie musieli się tam pochylać (znaczy rodzice, bo dzieci to już na pewno nie) i rano zjeżdżali sobie na dół, gdzie była jadalnia z salonem, kuchnia, łąazienka...
      • bupu Re: Arcytektura 02.07.25, 14:35
        ciotka.scholastyka napisała:

        > > z lekkich ścianek, słupków, schodków i antresoli zbudowano pracownię arch
        > itektoniczną, sypialnię i pokój dziecięcy.
        >
        > Jest jeszcze jedna opcja. Zbudowano pracownię architektoniczną, sypialnię i pok
        > ój dziecięcy z z lekkich ścianek, słupków, schodków I antresoli. I, czyli ORAZ.
        > Mogło być tak, że pracownię zrobili na tym samym poziomie, co kuchnia, tylko n
        > a podeście kilka dwa-trzy schodki, żeby sie jakos odcinała od reszty pomieszcze
        > nia. A cześć pomieszczeń na antresoli.

        I tak było, to, że część pomieszczeń była na dole wynika z noelkowego opisu.

        > Nie wiem wprawdzie, jaka była ta kuchnia wysoka, ale na własne oczy widziałam w
        > starej, eleganckiej kamienicy w Warszawie na antresoli sypialnię rodziców i dr
        > ugą dzieci. Nie musieli się tam pochylać (znaczy rodzice, bo dzieci to już na p
        > ewno nie) i rano zjeżdżali sobie na dół, gdzie była jadalnia z salonem, kuchnia
        > , łąazienka...


        Dowcip polega na tym, że Dmuchawiec mieszkał na czwartym piętrze. O ile mogę sobie wyobrazić tak niebotycznie wysoką kuchnię na parterze czy (zwłaszcza) pierwszym piętrze bardzo wypasionej kamienicy, o tyle na czwartym, nawet w najbardziej luksusowej kamienicy kuchnie tak wysokie by upchnąć tam antresolę nie będącą pawlaczem na ludzi po którym chodzi się pochylonym, istnieć nie mają prawa.
        • ciotka.scholastyka Re: Arcytektura 02.07.25, 14:47
          bupu napisała:


          > Dowcip polega na tym, że Dmuchawiec mieszkał na czwartym piętrze. O ile mogę so
          > bie wyobrazić tak niebotycznie wysoką kuchnię na parterze czy (zwłaszcza) pierw
          > szym piętrze bardzo wypasionej kamienicy, o tyle na czwartym, nawet w najbardzi
          > ej luksusowej kamienicy kuchnie tak wysokie by upchnąć tam antresolę nie będącą
          > pawlaczem na ludzi po którym chodzi się pochylonym, istnieć nie mają prawa.

          To fakt. Czwarte piętro w kamienicy z poczatków XX wieku to już chyba tylko dla studentów jak w Lalce...
          • bupu Re: Arcytektura 02.07.25, 14:55
            ciotka.scholastyka napisała:

            > bupu napisała:
            >
            >
            > > Dowcip polega na tym, że Dmuchawiec mieszkał na czwartym piętrze. O ile m
            > ogę so
            > > bie wyobrazić tak niebotycznie wysoką kuchnię na parterze czy (zwłaszcza)
            > pierw
            > > szym piętrze bardzo wypasionej kamienicy, o tyle na czwartym, nawet w naj
            > bardzi
            > > ej luksusowej kamienicy kuchnie tak wysokie by upchnąć tam antresolę nie
            > będącą
            > > pawlaczem na ludzi po którym chodzi się pochylonym, istnieć nie mają pra
            > wa.
            >
            > To fakt. Czwarte piętro w kamienicy z poczatków XX wieku to już chyba tylko dla
            > studentów jak w Lalce...


            Owszem, dla gołodupcow typu studenci i dla służby. Nikt gołodupcom i służbie nie budował apartamentów z ogromnymi kuchniami i sufitami na wysokości trzech i pół metra.
      • greta_herbst Re: Arcytektura 02.07.25, 15:10
        > Mogło być tak, że pracownię zrobili na tym samym poziomie, co kuchnia, tylko na podeście kilka dwa-trzy schodki, żeby sie jakos odcinała od reszty pomieszczenia. A cześć pomieszczeń na antresoli.

        Jakkolwiek by nie zrobili, to się nie ma prawa udać. Znam się, albowiem gdyż mój własny ojciec był architektem czasów kalki i tuszu i ja się na tych wszystkich rapidografach i deskach kreślarskich i przykładnicach wychowałam. Jak wreszcie się doczekali przydziałowego mieszkania w wielkiej płycie, to dostali je specjalnie z osobnym pokojem na pracownię dla architekta, bo miał prawo się ubiegać (nawet pracując w państwowym biurze projektów!) i ubiegł się skutecznie (co oczywiście nie było oczywiste - pomogło że biuro i konkretnie ich zespół akurat dostał jakąś nagrodę za jakiś projekt) więc dostali.

        I tak otóż na pracownię przeznaczony był największy pokój w mieszkaniu, o wymiarach 2,5m x 5m. Ten pokój owszem, zawierał też łóżko moich rodziców,* ale nie można powierzchni łóżka tak całkiem odliczyć od powierzchni pracowni, ponieważ nad łóżkiem wisiały regały na materiały (ale mi się potoczyście ułożyło) więc część tej powierzchni też "pracowała." Poza tym łóżkiem pokój był w całości zawalony przez jedną dużą deskę kreślarską i stołek do niej (bokiem pod ścianą było dojście do łóżka), oraz szafy, szafki, regały, regały i więcej regałów (papier, dokumentacja, książki z normami i tablicami, materiały piśmiennicze, kreślarskie i modelarskie do makiet, zebrane gotowe i przykładowe projekty, szkice, korespondencja). Nad jedną trzecią pokoju był pawlacz (zrobiony z drugiej deski kreślarskiej leżącej na lecących w poprzek pokoju listwach) wyłącznie na rulony czystej kalki technicznej - wysoko, żeby się czasem coś na nią nie wylało albo żeby się inaczej nie zabrudziła, ponieważ droga była nieziemsko.

        I to wszystko jeden architekt.

        Owszem, przy dwójce nie wszystko mnożymy x2, ale deski kreślarskie tak, a od tego się dopiero zaczyna.

        *I tylko łóżko. Li i jedynie. Nie mieli tam nawet stolika nocnego (po jakimś czasie ojciec dorobił drugą półkę na ścianie z drugiej strony) ani szafki z majtkami i skarpetkami, szafy z ich ubraniami były w korytarzu.
    • bupu Re: Arcytektura 02.07.25, 14:50
      Sięgnęłam do Makabrusi, tam też jest wszakże opis apartamentów w boazerii kuchennej. A leci on tak:

      Za pokojem pradziadka znajdowało się obszerne pomieszczenie, w którym młoda rodzina Ogorzałków przeżyła swoje cudowne lata: dawna wielka kuchnia, z sufitem na wysokości trzech i pół metra. Była ona bardzo obszerna - przynajmniej według koncepcji secesyjnego architekta. Dopiero architekt współczesny - Maciej Ogorzałka - przeobraził ją w mieszkanie dla całej swojej młodej rodziny.
      Tata ograniczył funkcję kuchenną do jednego kącika, a całą resztę pomieszczenia podzielił za pomocą śmiałych rozwiązań. Własnymi rękami zbudował z drewna wszystko, nawet pięterko pod skosem dachu; tam sypiały trzy dziewczynki. Na dole była mała pracownia i sypialnia rodziców, obok, oddzielony regałem - ciasny pokoik do nauki, z jednym długim blatem, na którym siostry pisały, rysowały i odrabiały lekcje. Sosnowe belki, deski i boazerie pociemniały z czasem do barwy miodu, ale jeszcze dziś wydzielały znajomy, lekki zapach żywicy.


      Wiemy zatem, że kuchnia miała sufit pod skosem, zatem owo czwarte piętro musiało być piętrem ostatnim, co czyni jej wysokość nader nieprawdopodobną.

      Z drugiej jednak strony te trzy i pół metra nie daje zbyt wielu możliwości. Żeby wysoki Tombak nie musiał chodzić po pracowni w kucki, musiał zostawić minimum dwa metry na dole. To zostawia mniej niż półtora metra wysokości dla pawlacza na ludzi, mniej, bo podłoga pawlacza ma jakąś, prawdaż, grubość. Pomijam już cudowną praktyczność pomysłu, aby trzy dzieciątka w wieku przedszkolnym sypiały na antresoli same, a nuż poskrecają te cudownie pachnące karczki biegając nocą na siku i będzie spokój...

      Z trzeciej strony mamy tę turbulencję przestrzenną, sprawiającą, że tam, gdzie się ongi z wysiłkiem mieściła kanapka/kozetka i bodaj bieliźniarka, potem zmieściła się pracownia dla dwójki architektów, sypialnia małżeńska i jeszcze pokoik do nauki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka