Dodaj do ulubionych

Józef w Oslo

10.09.25, 17:13
"Teresa powiedziała (tak, tak, w obliczu bliskiego ślubu przeszłyśmy wreszcie na „ ty”!), że kiedy Józek był wtedy w Oslo, żeby ją prosić o rękę Doroty, to tak dużo i z podziwem o mnie opowiadał."


To chyba wszystko co wiemy na temat podróży Józefa do Oslo. Przynajmniej ja nic nie znalazłam.
To ja się zastanawiam, czy przy tej okazji on coś tam zwiedził, przeżył, zobaczył, zjadł? Czy tak jak ktoś sugerował, wyszedł z samolotu, zobaczył się z Teresą (może na lotnisku) i natychmiast poleciał z powrotem?

Wiemy, że Gabie odebranie rezydentki biura podróży z Okęcia i przywiezienie do Poznania zajęło 3 dni. Co tam robiła - nie wiem. A czy Józef skorzystał dodatkowo z tego, że jest w obcym i fascynującym kraju oraz wydał już kasę na bilety?
Obserwuj wątek
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef w Oslo 10.09.25, 17:18
      Mnie bardziej interesuje dlaczego on tam mógł polecieć jak gdyby nigdy nic, a Dorota, przez te wszystkie lata, nie. Nawet na te oficjalne oświadczyny nie poleciała razem z narzeczonym, z kontekstu wynika, że Józef był sam. Bezsens goni bezsens, panie tego.
      • ako17 Re: Józef w Oslo 10.09.25, 17:51
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Mnie bardziej interesuje dlaczego on tam mógł polecieć jak gdyby nigdy nic, a D
        > orota, przez te wszystkie lata, nie.

        Bo dobrze wychowana panienka sama nie podróżuje.

        Nawet na te oficjalne oświadczyny nie pole
        > ciała razem z narzeczonym, z kontekstu wynika, że Józef był sam. Bezsens goni b
        > ezsens, panie tego.

        Nie podróżuje również z narzeczonym bez przyzwoitki, żeby jej ludzie nie wzięli na języki.
    • tt-tka Re: Józef w Oslo 10.09.25, 17:50
      Tak duzo i z podziwem
      ten mruk, zawsze krytycznie do matki nastawiony

      podejrzewam kurtuazyjne klamstwo Teresy

      co do reszty - Norwegia jest droga, bardzo droga. Kupic bilet na tani lot mozna za niewielkie pieniadze ale TAM, na miejscu wypic cokolwiek (chocby kawe z dworcowego automatu), podjechac gdziekolwiek komunikacja miejska, skorzystac z toalety, niedajbuku PRZENOCOWAC w hotelu, no co wy, to nie Jozwa. Nerwicowe skurcze portfela by mu zyc nie daly. I po temu tez sam polecial - jeden bilet to taniej niz dwa.

      PS kto tam cokolwiek zwiedza ? po co zwiedzac ? to i Derota nie poleciala, mame przeciez na swoim weselu zobaczy, a ogladanie Oslo sensu ni ma.
      • ako17 Re: Józef w Oslo 10.09.25, 17:54
        tt-tka napisała:


        >
        > PS kto tam cokolwiek zwiedza ? po co zwiedzac ? to i Derota nie poleciala, mame
        > przeciez na swoim weselu zobaczy, a ogladanie Oslo sensu ni ma.

        No jak? Córki Gabrysi były w Śmiełowie. I jest w Sprężynie scena w zoo. Ida z Mareczkiem dosyć, ekhm, dogłębnie poznali Copacabanę, a przedtem przepchali malucha przez Europę. G&G zwiedzili camping w Wenecji.
        Mało?
        • kocynder Re: Józef w Oslo 11.09.25, 17:06
          O Nutryi cypryjskiej waćpani nie pomnisz?
          • ako17 Re: Józef w Oslo 12.09.25, 21:02
            kocynder napisała:

            > O Nutryi cypryjskiej waćpani nie pomnisz?
            >
            Ale w jakim sensie? Nutria przecież nie pojechała na zwiedzanie, tylko do pracy. Możliwe, że coś tam zobaczyła, ale ani nie było to celem jej podróży, ani żadnych wspomnień czy info o tym dalej nie było.
            Z trudem kupuję narrację, że nowiny prokreacyjne wyparły jej cypryjską opowieść, jednak należy zaznaczyć, że z Cypru żadnych wspomnień nie było, choćby wewnętrznych, nutriowych.

            Cyc 1. W kącie obok kanapki ciocia Natalia - już po rozdaniu rodzinie cypryjskich prezentów
            Cyc 2. W fotelu obok siedział dziadek Ignacy z nogą założoną na nogę, wpatrywał się w świeżo odzyskaną członkinię załogi i słuchał jej relacji z podróży Boeingiem nad Morzem Śródziemnym, Turcją i Ukrainą.
            Cyc.3 Pyza, oszołomiona podwójną nowiną, w całym tym hałasie zdołała zdobyć się na refleksję, że nigdy już chyba nie usłyszą pełnej relacji z pobytu ciotki Natalii na Cyprze. Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło się równać z nowinami prokreacyjnymi.

            KONIEC. Potem następuje porwanie Natalii przez Bratka.

            Natalia zdołała rozdać cypryjskie* prezenty, opowiedzieć o podróży powrotnej samolotem, właściwie to niespecjalnie ciekawą: normalnie, samolot leciał, a że leciał właśnie tamtędy, to ani Turcji, ani Ukrainy w trakcie tej podróży nie posmakowała, zatem o czym miała niby opowiadać? Tato, samolot wystartował z Cypru, leciał najpierw nad Turcją, potem nad Morzem Czarnym, wleciał w przestrzeń powietrzną Ukrainy i doleciał do Warszawy. Naprawdę o tym rozmawiali? A tak w ogóle to może Ignacego Borejkę po prostu interesowała sama podróż samolotem? I bardziej niż to, czego córka doświadczyła w antycznym Cyprze, jarały go opowieści o locie?

            * jedyna wzmianka o tym, że coś cypryjskiego się w tym domu, pełnym zamiłowania do antyku, wydarzyło.
            • przymrozki Re: Józef w Oslo 12.09.25, 22:04
              ako17 napisała:

              > Cyc 2. W fotelu obok siedział dziadek Ignacy z nogą założoną na nogę, wpatrywał
              > się w świeżo odzyskaną członkinię załogi i słuchał jej relacji z podróży Boein
              > giem nad Morzem Śródziemnym, Turcją i Ukrainą.

              No to faktycznie materiał na wielogodzinną relację.
              "- W pierwszym rzędzie - ujawniła podekscytowanemu ojca zaróżowiona z emocji Natalia - były siedzenia 1a, 1b, 1c i 1d. Nie, czekaj, tato, spaliłam... Jeszcze raz. W pierwszym rzędzie były siedzenia 1a, 1b obok siebie, 1c był po drugiej stronie przejścia i to był pojedynczy fotel. 1d nie było. Potem, za tym rzędem siedzeń była taka, proszę taty, jakby kotara... nie wiem, firanka raczej. Taka swego rodzaju kurtyna. Tylko udrapowana o tak [Natalia złożyła materiał spódnicy w pokazowe fałdy, żeby dać żądnemu wiedzy ojcu wyobrażenie o tym, jak udrapowana była kotara, dzięki temu Ignacy poznał Morze Śródziemne, Turcję i Ukrainę jakby tam był osobiście]"

              > Cokolwiek Nutria miała ciekawego do powiedzenia, nie mogło si
              > ę równać z nowinami prokreacyjnymi.

              Aha. No tak. Skoro rodzina raz zaczęła rozmawiać o ciążach, to wiadomo, że nie przestanie aż do śmierci. Tak, że okienko na rozmowę z Natalią o Cyprze bezpowrotnie się zamknęło, szansa przepadła, Natalia musi zamilknąć na wieki. Teraz już Borejkowie będą spędzać pozostałe im lata życia chodząc wkoło imieninowego stołu jak pan Dulski, będą wpadać na siebie, łapać za ręce i patrząc sobie prosto w oczy powtarzać "ciąża, ciąża, ciąża".

              Do kroćset, jeszcze żeby oni się tam potem interesowali efektem tych ciąż. Ale nie, niech wyjąca grubaska żry tłuczone szkło, teraz już nie jest dość cenna, żeby się nią zajmować. Jako ciąża była ewidentnie wyraźnie bardziej zajmująca.

              • mircja Re: Józef w Oslo 12.09.25, 23:19
                przymrozki napisała:

                > Do kroćset, jeszcze żeby oni się tam potem interesowali efektem tych ciąż. Ale
                > nie, niech wyjąca grubaska żry tłuczone szkło, teraz już nie jest dość cenna, ż
                > eby się nią zajmować. Jako ciąża była ewidentnie wyraźnie bardziej zajmująca.
                >
                A może chodzi o to, że na etapie wcześniejszej ciąży nie jest jeszcze znana płeć i jest szansa, że urodzi się chłopak? No a jak rodzi się dziewczynka, to jest jakieś rozczarowanie i nie są już tak dzieckiem zainteresowani?
                • przymrozki Re: Józef w Oslo 13.09.25, 08:45
                  mircja napisała:

                  > A może chodzi o to, że na etapie wcześniejszej ciąży nie jest jeszcze znana płe
                  > ć i jest szansa, że urodzi się chłopak? No a jak rodzi się dziewczynka, to jest
                  > jakieś rozczarowanie i nie są już tak dzieckiem zainteresowani?

                  To może nawet byłby jakiś trop, ale Borejkowie potrafią też tracić zainteresowanie chłopcami. W rankingu wnuków, którym należy się uwaga prowadzi, oczywiście, Józinek, ale Łucja jest notowana wyraźniej wyżej niż młodzi Rojkowie, a zestawienie zamyka albo MydlAnia, albo nieatrakcyjny Kazimierz (tutaj można się spierać, kto ma gorzej).

                  Na dodatek największy spadek w rankingu przeżył IGS (o ile jest w tym rankingu notowany, można też przyjąć teorię wnuków formalnych, ale córek/synów funkcjonalnych, w tym ujęciu Róża, Laura i IGS w dynamice rodzinnych zależności są piątym, szóstym i siódmym dzieckiem Mili i Ignaca i rodzeństwem matki i swoich ciotek).
                  • tt-tka Re: Józef w Oslo 13.09.25, 10:17
                    Moze zatem chodzi nie o plec, ale o to, czyje to potomstwo ? Kiedys dawno temu dzieci Gaby byly pierwszoplanowe - Gabe zdetronizowala Ida (od kiedy ? mozemy wylapac ten moment ? w kazdym razie w ostatnich tomach, tych wiejskich, Ida odsunela sie od rodziny pochodzenia i zdecydowanie bardziej interesuje sie Mareczkiem i dziecmi niz starymi i siostrami) i dzieci Idy wyszly na prowadzenie.
                    To tylko hipoteza, ale imo warta rozwazenia.
                    • przymrozki Re: Józef w Oslo 13.09.25, 10:46
                      tt-tka napisała:

                      > mozemy w
                      > ylapac ten moment ? w kazdym razie w ostatnich tomach, tych wiejskich, Ida odsu
                      > nela sie od rodziny pochodzenia i zdecydowanie bardziej interesuje sie Mareczki
                      > em i dziecmi niz starymi i siostrami) i dzieci Idy wyszly na prowadzenie.
                      > To tylko hipoteza, ale imo warta rozwazenia.

                      Niżej równolegle rozpoczęłam podobne rozważania. Czy to awans Józinka a rodzinnym rankingu ozłocił Łucję, czy narodziny Łucji podciągnęły w rankingach Józka, czy też może wysokie miejsca starszych dzieci Idy to przypadkowa zbieżność.

                      Czego potrzeba nam do analizy? Najpierw mamy CR (w którym idealne koła rysował idealny IGS, a Gabriela pławiła się w zachwytach nad swoim idealnym potomkiem, a bijący krasnale Józinek był wątkiem komicznym), potem Imieniny i TiR (w których IGS dalej jest geniuszem, a Józinek raczej tępym zabijaką). W Kalamburce kuzyni pojawiają się epizodycznie, a w JT Józinek już wykonuje manewr wyprzedzania IGSa w wyścigu do serc Borejków.
                      • mircja Re: Józef w Oslo 13.09.25, 11:21
                        przymrozki napisała:


                        > Czego potrzeba nam do analizy? Najpierw mamy CR (w którym idealne koła rysował
                        > idealny IGS, a Gabriela pławiła się w zachwytach nad swoim idealnym potomkiem,
                        > a bijący krasnale Józinek był wątkiem komicznym), potem Imieniny i TiR (w który
                        > ch IGS dalej jest geniuszem, a Józinek raczej tępym zabijaką). W Kalamburce kuz
                        > yni pojawiają się epizodycznie, a w JT Józinek już wykonuje manewr wyprzedzania
                        > IGSa w wyścigu do serc Borejków.

                        W każdym razie, najpierw IGS wyprzedził Pyzę i myślę, że od razu dostał dodatkowe punkty za bycie chłopcem. Pierwsze miejsce chyba stale należało do któregoś z chłopców od momentu, gdy pierwszy z nich pojawił się w rodzinie.
                        • przymrozki Re: Józef w Oslo 13.09.25, 12:49
                          mircja napisała:

                          > W każdym razie, najpierw IGS wyprzedził Pyzę

                          Pyza w kwestii budzenia zainteresowania rodziny zawsze ubezpieczała swoją osobą dolne stany stanów średnich. Problemem było, że IGS wyprzedził Laurę, która bardzo nie chciała dawać się wyprzedzać.

                          Zresztą, niedługo to trwało, bo gdy IGS wypadł z łask i serc, Tygrys wszedł w szczyt buntu i nie schodził z ust rodziny.

                          > Pierwsze miejsce chyba stale należało do któregoś
                          > z chłopców od momentu, gdy pierwszy z nich pojawił się w rodzinie.

                          Tak, ukochany wnuk musiał być chłopcem, ale miejsce na piedestale było jedno, pozostali chłopcy mieli przechlapane. Jak u lwów. Albo jesteś samcem alfa, albo do widzenia. Analogii jest zresztą więcej, w naturze lwice z zasady nie opuszczają stada, zostają przy matce i siostrach.
                          • mircja Re: Józef w Oslo 13.09.25, 13:40
                            przymrozki napisała:

                            > mircja napisała:
                            >
                            > > W każdym razie, najpierw IGS wyprzedził Pyzę
                            >
                            > Pyza w kwestii budzenia zainteresowania rodziny zawsze ubezpieczała swoją osobą
                            > dolne stany stanów średnich. Problemem było, że IGS wyprzedził Laurę, która ba
                            > rdzo nie chciała dawać się wyprzedzać.
                            >
                            Nie wydaje mi się, żeby pozycja Pyzy była aż tak niska przed narodzeniem IGS-a (fakt, że nie miała licznej konkurencji). W każdym razie była wtedy ulubioną wnuczką swojej babci, a dziadek nie faworyzował żadnej z wnuczek wyraźnie.
                            • tt-tka Re: Józef w Oslo 13.09.25, 15:58
                              mircja napisała:


                              > Nie wydaje mi się, żeby pozycja Pyzy była aż tak niska przed narodzeniem IGS-a
                              > (fakt, że nie miała licznej konkurencji). W każdym razie była wtedy ulubioną wn
                              > uczką swojej babci, a dziadek nie faworyzował żadnej z wnuczek wyraźnie.


                              Nie "ulubiona", tylko bardziej lubiana z dwoch. Kiedy pojawiaja sie inne wnuki i wnuczki, Pyza jest juz wlasciwie niedostrzegana przez babunie, a przez dziadunia tresowana do bycia mila.
                              • mircja Re: Józef w Oslo 13.09.25, 16:06
                                tt-tka napisała:


                                > Nie "ulubiona", tylko bardziej lubiana z dwoch. Kiedy pojawiaja sie inne wnuki
                                > i wnuczki, Pyza jest juz wlasciwie niedostrzegana przez babunie, a przez dziadu
                                > nia tresowana do bycia mila.
                                >
                                Ale ja zaznaczyłam, że piszę o czasach, zanim pojawiły się inne wnuki, czyli zanim narodził się IGS. W odniesieniu do słowa "zawsze".
                              • przymrozki Re: Józef w Oslo 13.09.25, 16:44
                                tt-tka napisała:

                                > Nie "ulubiona", tylko bardziej lubiana z dwoch.
                                >Kiedy pojawiaja sie inne wnuki
                                > i wnuczki, Pyza jest juz wlasciwie niedostrzegana przez babunie, a przez dziadu
                                > nia tresowana do bycia mila.

                                Moim zdaniem Różę i Laurę trzeba by jednak liczyć oddzielnie, jako odrębną kategorię dzieciownuków. Mila i Ignac byli dla nich bardziej jak rodzice niż dziadkowie, one rywalizowały o uwagę z Patrycją (starszą od Róży o osiem lat) i Natalią (starszą od Róży o dziesięć lat).
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Józef w Oslo 13.09.25, 18:25
                            przymrozki napisała:

                            > (...)
                            >
                            > Tak, ukochany wnuk musiał być chłopcem, ale miejsce na piedestale było jedno, p
                            > ozostali chłopcy mieli przechlapane. Jak u lwów. Albo jesteś samcem alfa, albo
                            > do widzenia. Analogii jest zresztą więcej, w naturze lwice z zasady nie opuszcz
                            > ają stada, zostają przy matce i siostrach.

                            Zauważ jednak, że lwów nie ma jednego samca alfa, tylko koalicja kilku silnych samców, trzymających sojusz, zazwyczaj braci. Owszem, opuszczających stado by założyć własne lub podbić cudze, ale jednak działają razem. Więc Borejki upadły dużo niżej od lwów.
                • bupu Re: Józef w Oslo 13.09.25, 09:59
                  mircja napisała:

                  > przymrozki napisała:
                  >
                  > > Do kroćset, jeszcze żeby oni się tam potem interesowali efektem tych ciąż
                  > . Ale
                  > > nie, niech wyjąca grubaska żry tłuczone szkło, teraz już nie jest dość ce
                  > nna, ż
                  > > eby się nią zajmować. Jako ciąża była ewidentnie wyraźnie bardziej zajmuj
                  > ąca.
                  > >
                  > A może chodzi o to, że na etapie wcześniejszej ciąży nie jest jeszcze znana płe
                  > ć i jest szansa, że urodzi się chłopak? No a jak rodzi się dziewczynka, to jest
                  > jakieś rozczarowanie i nie są już tak dzieckiem zainteresowani?


                  No przepraszam, druga z ciąż wtedy obwieszczonych to była Łucja, piastująca pozycję złotego dziecka, które jest urocze, deklamuje wstrząsająco, jest bystrebardzobystre, ma aurę intelektualnego napięcia i wogle. A od ocierania się o Łucjowe splendory Ania magicznie dostaje się na trudne studia, w dodatku absztyfikantem Łusi jest Tanaka z Homerem i skrzypcami, a Ania żadnych absztyfikantow nie ma!

                  Ani rodzina, ani tym bardziej narrator zainteresowania Łucją nie tracą ani odrobinę, co widać choćby w opisie ślubu i wesela Józefa. Narrator pochwał nie szczędzi elegancji Łucji, dokładnie opisując jej kreację, o Ani wiemy tyle, że była w samochodzie którym zajechała Łucja i prawdopodobnie z niego wysiadła. Zresztą i wcześniej cała rodzina unosi się nad edukacyjnym sukcesem Łucji i nawet własna matka Ani zamiast chwalić własne dziecko chwali Łucję.
                  • przymrozki Re: Józef w Oslo 13.09.25, 10:36
                    bupu napisała:

                    > No przepraszam, druga z ciąż wtedy obwieszczonych to była Łucja, piastująca poz
                    > ycję złotego dziecka,

                    Ja bym powiedziała, że srebrnego, bo Łucja jednak zajmuje drugie miejsce w sercach, ale fakt. Jedna z ciąż skończyła się narodzinami cudownej wnuczki, bystrej, bardzo bystrej perły w jeżyckiej koronie.

                    Ciekawe, czy to cudowność Łucji sprawiła, że dzieci Idy wyprzedziły IGSa w rankingu wnuków, czy odwrotnie - awans Józinka postawił w lepszym świetle Łucję.
              • ako17 Re: Józef w Oslo 13.09.25, 12:01
                przymrozki napisała:

                > No to faktycznie materiał na wielogodzinną relację.

                > "- W pierwszym rzędzie - ujawniła podekscytowanemu ojca zaróżowiona z emocji Na
                > talia - były siedzenia 1a, 1b, 1c i 1d. Nie, czekaj, tato, spaliłam... Jeszcze
                > raz. W pierwszym rzędzie były siedzenia 1a, 1b obok siebie, 1c był po drugiej s
                > tronie przejścia i to był pojedynczy fotel.
                - Po drugiej stronie przejścia, tak? Czyli było i przejście - wydedukował dziadek. Gabrysię aż zatchnęło z zachwytu. Jaki ten tata mądry! Nie widział w życiu wnętrza samolotu, a wie!
                - Tak, tato, właśnie tak! 1d nie było.
                - O! a to dlaczego?
                - Naprawdę nie wiem - Natalia spłoniła się, spuściła wzrok i wyraźnie przygasła. Rzuciła szybkie spojrzenie na Pyzę, która zrobiła współczującą minę i przesłała krzepiący uśmiech. Natalia z miejsca odzyskała rezon.
                - Potem, za tym rzędem s
                > iedzeń była taka, proszę taty, jakby kotara... nie wiem, firanka raczej. Taka s
                > wego rodzaju kurtyna. Tylko udrapowana o tak [Natalia złożyła materiał spódnicy
                > w pokazowe fałdy, żeby dać żądnemu wiedzy ojcu wyobrażenie o tym, jak udrapowa
                > na była kotara, dzięki temu Ignacy poznał Morze Śródziemne, Turcję i Ukrainę ja
                > kby tam był osobiście]"
              • ciotka.scholastyka Re: Józef w Oslo 09.01.26, 12:54
                > W pierwszym rzędzie były siedzenia 1a, 1b obok siebie, 1c był po drugiej stronie przejścia i to był pojedynczy fotel. 1d nie było.

                Jeśli to był Boeing, to na pewno nie było takiego ustawienia, tylko 1a, 1b, 1c, przejście, 1d, 1e i 1f. Natalio! Nawet tego nie zapamiętałaś z podróży, to nic dziwnego, że o Cyprze też nie miałaś nic do powiedzenia!
                • ako17 Re: Józef w Oslo 24.01.26, 22:07
                  ciotka.scholastyka napisała:

                  > > W pierwszym rzędzie były siedzenia 1a, 1b obok siebie, 1c był po drugiej
                  > stronie przejścia i to był pojedynczy fotel. 1d nie było.
                  >
                  > Jeśli to był Boeing, to na pewno nie było takiego ustawienia, tylko 1a,
                  > 1b, 1c, przejście, 1d, 1e i 1f. Natalio! Nawet tego nie zapamiętałaś z podróży,
                  > to nic dziwnego, że o Cyprze też nie miałaś nic do powiedzenia!

                  Nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo i nie interesuję się technicznymi aspektami samolotów pasażerskich i nie odróżniam Boeinga (czy tylko ja uważam, że w tej nazwie jest zbyt wiele samogłosek w jednym miejscu?) od Embraera czy innej marki. Ale po prostu uwielbiam ten, wyprowadzony niecałe pół roku temu, wywód. To jest takie przymrozkowe 😍.
    • przymrozki Re: Józef w Oslo 10.09.25, 18:42
      ako17 napisała:

      > Czy tak jak ktoś sugerował, wyszedł z samolotu, zobaczył się z Teres
      > ą (może na lotnisku) i natychmiast poleciał z powrotem?

      To mogłam być ja, bo właśnie taką mam taką wizję - Józinek kupił bilety w promocji, przyleciał do Oslo, i w czasie, w którym obsługa sprzątała samolot i przygotowywała do lotu powrotnego, on wypakował z podręcznego składany rower, dojechał do Teresy, oświadczył się zwięźle, odwrócił na pięcie, wybiegł i zdążył wrócić do Posen tym samym samolotem, którym przyleciał.

      A co do Doroty - ona chyba w ogóle w Norwegii nie bywała. Nie jest to napisane wprost, ale tak by wynikało. Widzieliśmy ją całe wakacje, siedziała na czterech literach w tym samym miejscu, w którym siedziała od urodzenia, a kiedy wspominała o spotkaniach z matką, miała na myśli odwiedziny Teresy w Polsce.
      • ako17 Re: Józef w Oslo 10.09.25, 19:32
        przymrozki napisała:


        > To mogłam być ja, bo właśnie taką mam taką wizję - Józinek kupił bilety w promo
        > cji, przyleciał do Oslo, i w czasie, w którym obsługa sprzątała samolot i przyg
        > otowywała do lotu powrotnego, on wypakował z podręcznego składany rower, dojech
        > ał do Teresy, oświadczył się zwięźle, odwrócił na pięcie, wybiegł

        Nie poczekał na odpowiedź?
        Bo wiesz, jakby Teresa się zastanawiała, to mógłby nie zdążyć.
      • tt-tka Re: Józef w Oslo 10.09.25, 21:46
        przymrozki napisała:

        > To mogłam być ja, bo właśnie taką mam taką wizję - Józinek kupił bilety w promo
        > cji, przyleciał do Oslo, i w czasie, w którym obsługa sprzątała samolot i przyg
        > otowywała do lotu powrotnego, on wypakował z podręcznego składany rower, dojech
        > ał do Teresy, oświadczył się zwięźle, odwrócił na pięcie, wybiegł i zdążył wróc
        > ić do Posen tym samym samolotem, którym przyleciał.

        Moja wizja jest bardziej ascetyczna - Jozwa przylecial, od razu w sali przylotow poprosil o reke Deroty (mam nadzieje, ze chociaz przedstawil sie, nim poprosil), po czym przeszedl do sali odlotow i opuscil Oslo, w ogole nie wyszedl poza lotnisko.
        Teresa czekala na niego uprzedzona majlowo (albo i telefonicznie, za telefon przeciez placi Chrobot) przez corke.
        • ako17 Re: Józef w Oslo 10.09.25, 22:42
          tt-tka napisała:


          >
          > Moja wizja jest bardziej ascetyczna - Jozwa przylecial, od razu w sali przyloto
          > w poprosil o reke Deroty (mam nadzieje, ze chociaz przedstawil sie, nim poprosi
          > l), po czym przeszedl do sali odlotow i opuscil Oslo, w ogole nie wyszedl poza
          > lotnisko.
          > Teresa czekala na niego uprzedzona majlowo (albo i telefonicznie, za telefon pr
          > zeciez placi Chrobot) przez corke.

          Ktoś wie, jak daleko jest od miejsca pracy/ mieszkania Teresy do lotniska*?
          Czy też prościej - z centrum Oslo (to nie jest duże miasto) do lotniska?

          Bo mi wychodzi, że najbliższe Oslo lotnisko to Oslo-Gardermoen, zlokalizowane jakieś 40-50 km od samego miasta (jest niby jakieś jeszcze jedno, ale znacznie dalej i chyba nieaktywne).
          Nie podejmuję się teraz sprawdzić, jak się do samego portu lotniczego można dostać z samego Oslo. Jeśli Teresa dysponuje samochodem, to na pewno spoko, jeśli nie, to pewnie są sensowne możliwości dojazdu zbiorkomem.

          W każdym razie, trochę trudno mi sobie wyobrazić, że Józek poleciał do Oslo-Gardermoen ORAZ skłonił do przyjazdu tamże Teresę w tych akurat godzinach, gdy samolot LOTu/ Wizzair/ SAS był sprzątany i szykowany do powrotu do Polski**.

          *głupie pytanie, wiem. Nie ma w tekście info, w którym to szpitalu pracuje mama Doroty, ani gdzie mieszka. Jednak to lotnisko jest na tyle oddalone od samego miasta, że to chyba nie ma wielkiego znaczenia - żeby dojechać, trzeba założyć jakiś czas i przedsięwziąć stosowne środki transportu.

          ** z bardzo pobieżnie przeprowadzonego researchu wynikło mi, że bezpośrednio z Poznania do Oslo nie latają :(. Trza wsiąść (uwielbiam ten wyraz) w Gdańsku, Kato, Krakowie lub - o zgrozo! w Wawie. Ale może być tak, że trzeba pogrzebać głębiej, a ja tego nie zrobiłam. Dlatego pytam, czy jest na sali ktoś bardziej obeznany z możliwościami przemieszczania się bezpośrednio pomiędzy stolicą Wielkopolski a stolicą Norwegii.
          • tt-tka Re: Józef w Oslo 10.09.25, 23:07
            Ktosia kiedys zapodawala, ze z Oslo-Rygge jest bezposredni. Ale to bylo z 10 lat temu, moze juz nieaktualne.

            wrzutka w gugla "samolot oslo rygge poznan lawica" wyskoczylo mi Ryanair tanie loty i jest ! z Poznania do Oslo bilet od 22 zeta
            nie chce mi sie grzebac doglebniej, ale zdaje sie, ze nadal mozna
            • mircja Re: Józef w Oslo 10.09.25, 23:46
              tt-tka napisała:

              > Ktosia kiedys zapodawala, ze z Oslo-Rygge jest bezposredni. Ale to bylo z 10 la
              > t temu, moze juz nieaktualne.

              Z Wikipedii o tym porcie lotniczym: "Zamknięty dla ruchu komercyjnego 1 listopada 2016 r".
          • kocynder Re: Józef w Oslo 11.09.25, 17:14
            "Trza wsiąść (uwielbiam ten wyraz) w Gdańsku, Kato, Krakowie lub - o zgrozo! w Wawie."

            Ty mi mojego ukochanego Gdańska Józkiniowcem nie szczuj, mamy własnych lechistów i arkowców, dość szczęścia.
            Warszawa odpada, Babunia musiałaby po niego jechać, a "bez Gaby noc ta kapusta".
            Do Katów mam sentyment. Więc Józwe zostaje Kraków. I dobrze, może go smok Wawelski zeżre i spokój.
            • kocynder Re: Józef w Oslo 11.09.25, 18:33
              Oczywiście nie Babunia tylko Gabunia. Józwie nie józwe. I Smok wielką literą. Kurdebalans, czemu mój telefon uważa, że wie lepiej niż ja co ja chce napisać, głupek jeden...?
              • ako17 Re: Józef w Oslo 11.09.25, 20:34
                kocynder napisała:

                > Oczywiście nie Babunia tylko Gabunia. Józwie nie józwe. I Smok wielką literą. K
                > urdebalans, czemu mój telefon uważa, że wie lepiej niż ja co ja chce napisać, g
                > łupek jeden...?
                >
                Bunt robotów?
                • kocynder Re: Józef w Oslo 11.09.25, 20:43
                  W wątku o obiadku poprawił mi "klops z kartofelkami" na "klips z kartotekami"... Ja nie wiem jak mu tłumaczyć... :D
          • przymrozki Re: Józef w Oslo 11.09.25, 18:12
            ako17 napisała:

            > Ktoś wie, jak daleko jest od miejsca pracy/ mieszkania Teresy do lotniska*?
            > Czy też prościej - z centrum Oslo (to nie jest duże miasto) do lotniska?

            Jeżeli w ogóle to, co wiemy o pracy Teresy to prawda - a nie jest to bynajmniej rzecz pewna, bo cała ta historia nie bardzo się trzyma kupy - to wiemy tylko, że jest niemówiącą zbyt dobrze po norwesku pielęgniarką w norweskim szpitalu, nawet nie wiadomo, czy w Oslo.
            • kocynder Re: Józef w Oslo 11.09.25, 18:31
              "wiemy tylko, że jest niemówiącą zbyt dobrze po norwesku pielęgniarką w norweskim szpitalu, nawet nie wiadomo, czy w Oslo"

              No i sorry, ale to jest tak głupie, że brak słów. Bo pielęgniarka to nie jest plucie i łapanie, tylko kompleksowa opieka medyczna nad pacjentem, która obejmuje podawanie leków, wykonywanie zabiegów, zabiegi pielęgnacyjne (np. zmiana opatrunków), edukację zdrowotną pacjentów i rodzin, a także zarządzanie i koordynację działań w zespole medycznym. Pielęgniarka bezwzględnie musi znać język danego kraju w stopniu co najmniej komunikatywnym, jeśli chciałaby robić coś więcej (specjalizację kardiologiczną, operacyjną, neurologiczną) to już język musi mieć w stopniu na pewno wyższym, to samo jeśli chciałaby objąć koordynację (czyli zostać oddziałową).
    • bupu Re: Józef w Oslo 10.09.25, 19:14
      ako17 napisała:

      > "
      > To ja się zastanawiam, czy przy tej okazji on coś tam zwiedził, przeżył, zobaczył, zjadł?

      W krajach obcych przecież nic ciekawego nie ma z definicji. Nawet Cypr, który normalnego filologa klasycznego wprawiłby w zakwik, nie wykrzesał zainteresowania ani w Gabie, ani do Ignacu. Do obcych krajów można jechać najwyżej śladami wieszcza, poza tym to nic ciekawego . To po co Józef miał, zwiedzać? W Oslo Mickiewicza nie było. (jezujezupanie być w Oslo i nie wleźć na Frama i Gjoe, obożeboze)

      Czy tak jak ktoś sugerował, wyszedł z samolotu, zobaczył się z Teres
      > ą (może na lotnisku) i natychmiast poleciał z powrotem?
      >

      Tak właśnie uczynił. Przecież on nswet nie był ciekaw podróży nawet własnej poślubnej.
    • briar_rose Re: Józef w Oslo 26.01.26, 17:04
      Ach, wielka szkoda, że nie można do tego gotowego tekstu nanieść poprawki.

      "Teresa powiedziała (tak, tak, w obliczu bliskiego ślubu przeszłyśmy wreszcie na „ ty”!), że kiedy Józek był wtedy w Oslo, żeby ją prosić o rękę Doroty, to tak dużo i z podziwem o mnie opowiadał."

      Jakby to było pięknie, gdyby autorką powyższej uwagi była Gaba, nie sądzicie? <3 Przecież Rudy Buc i tak woli ją od własnej matki. Miłował ci ją już od dzieciństwa. Kogo Ida obchodzi! Gruby nietakt, żeby przyszłej teściowej nie wspomnieć właśnie o Gabie :(

      " Z trzech sióstr mamy najlepsza była właśnie Gabrysia. Właściwie zawsze była uśmiechnięta i krzepiąco pogodna. Miała piękny wzrost koszykarki i cechowała się miłą energią oraz dyskretną troskliwością; zdawało się, że każdy człowiek żywo ją obchodzi, ale zarazem – że za nic nie chciałaby wtykać nosa w czyjeś sprawy. Chyba owo rzadkie połączenie sprawiało, że był w niej jakiś magnetyzm. Józinek pamiętał, że będąc jeszcze dzieckiem, lubił się do niej przytulać. Miał wrażenie, że od tego staje się silniejszy"
      • przymrozki Re: Józef w Oslo 26.01.26, 17:33
        briar_rose napisał(a):

        > Jakby to było pięknie, gdyby autorką powyższej uwagi była Gaba, nie sądzicie? &
        > #60;3 Przecież Rudy Buc i tak woli ją od własnej matki.

        Może on mówił o Gabrysi, tylko Teresa nie załapała.
        - A jak tam twoja rodzina, młody człowieku.
        - Nooo mam ciotkę Gabrysię, która...
        - A matkę, masz li ty jaką matkę?
        - Jest najcudowniejszą osobą na świecie - ciągnął Józek z rozanielenia nie słysząc nawet pytania - jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...
        • briar_rose Re: Józef w Oslo 26.01.26, 17:35
          przymrozki napisała:

          > - Jest najcudowniejszą osobą na świecie - ciągnął Józek z rozanielenia nie słys
          > ząc nawet pytania - jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...

          Widzę to oczami duszy mojej! *.*
          • tt-tka Re: Józef w Oslo 26.01.26, 17:43
            tak, ja tez ! :)
        • bupu Re: Józef w Oslo 26.01.26, 20:04
          przymrozki napisała:

          > briar_rose napisał(a):
          >
          > > Jakby to było pięknie, gdyby autorką powyższej uwagi była Gaba, nie sądzi
          > cie? &
          > > #60;3 Przecież Rudy Buc i tak woli ją od własnej matki.
          >
          > Może on mówił o Gabrysi, tylko Teresa nie załapała.
          > - A jak tam twoja rodzina, młody człowieku.
          > - Nooo mam ciotkę Gabrysię, która...
          > - A matkę, masz li ty jaką matkę?
          > - Jest najcudowniejszą osobą na świecie - ciągnął Józek z rozanielenia nie słys
          > ząc nawet pytania - jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...

          ...bardzo bystra!
      • minerwamcg Re: Józef w Oslo 26.01.26, 21:11
        - No to już wiem, Józek jesteś i masz wobec mojej Doroci poważne zamiary. Może powiesz coś jeszcze o sobie?
        - Mam ciotkę! Ach, jaka ona jest wspaniała! Jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra... bardzo bystra!
        - Aha, rozumiem... Ta ciocia to cała twoja rodzina?
        - Nie, mam rodziców. Ale ciotka, mówię pani, ona jest najcudowniejszą osobą na świecie. Jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...
        - To już wspominałeś, ale chętniej usłyszałabym coś o twojej mamie.
        - Mama jest jej siostrą i jest bardzo szczęśliwa, mając taką cudowną siostrę. Ciotka jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...
        - O mamie! Nie o cioci, o cioci już wiem wszystko.
        - Wcale nie, o mojej ciotce można by mówić bez końca. Jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra... bardzo bystra!
        - Mama! Chłopcze, skup się. Pytałam o mamę. Jak ma na imię?
        - Ida. A ciotka Gabrysia. Jest piękna, mądra, dobra, dzielna, bystra...
      • ako17 Re: Józef w Oslo 26.01.26, 21:33
        briar_rose napisał(a):

        > Ach, wielka szkoda, że nie można do tego gotowego tekstu nanieść poprawki.
        >
        > "Teresa powiedziała (tak, tak, w obliczu bliskiego ślubu przeszłyśmy wreszci
        > e na „ ty”!), że kiedy Józek był wtedy w Oslo, żeby ją prosić o rękę Doroty, to
        > tak dużo i z podziwem o mnie opowiadał."

        >
        > Jakby to było pięknie, gdyby autorką powyższej uwagi była Gaba, nie sądzicie? &
        > #60;3 Przecież Rudy Buc i tak woli ją od własnej matki. Miłował ci ją już od dz
        > ieciństwa. Kogo Ida obchodzi! Gruby nietakt, żeby przyszłej teściowej nie wspom
        > nieć właśnie o Gabie :(

        Widząc zapał Gaby do układania innym życia tak, żeby dopilnować wzorowego porządku w rodzinie, aż dziw, że to nie ona pojechała do tego Oslo. Była wtedy w Oxfordzie, pilnując wzorowego porządku w stadle swej córki Róży? Bo to by ją, poniekąd, usprawiedliwiało. Kiedy ten Józek wyruszył na tę dziką północ?
        >
        > [i]" Z trzech sióstr mamy najlepsza była właśnie Gabrysia. Właściwie zawsze był
        > a uśmiechnięta i krzepiąco pogodna. Miała piękny wzrost koszykarki i cechowała
        > się miłą energią oraz dyskretną troskliwością; zdawało się, że każdy człowiek ż
        > ywo ją obchodzi, ale zarazem – że za nic nie chciałaby wtykać nosa w czyjeś spr
        > awy.

        W sumie racja, w wychowanie swoich dzieci nie wtykała, zostawiając je dziadkowi bądź siostrzeńcowi właśnie. Róży też się na ostatniej prostej nie wetknęła, a jakże.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka