bupu
16.09.25, 10:58
Wody szum
Gazu śpiew
Złoty rosół w garze wrze
Sia la la la la
Gaba wraca wcześnie do domu, zwolniwszy z okazji Dnia Kobiet studentów z zajęć. Idą oni do DKF na przedpołudniowy seans. Skoro przedpołudniowy, to zaczyna się gdzieś przed dwunastą, a oni jeszcze muszą tam dojść. Daleko nie mają, no ale jednak. Nie może być później niż ta jedenasta piętnaście, jeśli seans faktycznie ma być przedpołudniowy. Z Fredry też rzut pyrą na R5, więc circa o 11:20 Gaba jest w domu.
W dużym garnku stojącym na szafce rozmrażała się wołowina z kością, obok czekała obrana już włoszczyzna. Mama przygotowała wszystko do nieśmiertelnego rosołku. Gabrysia nalała wody do garnka, wrzuciła włoszczyznę i cebulę w łupinie, dla koloru, posoliła wszystko i postawiła na gazie z właściwym sobie rozmachem. Właśnie płukała ręce, kiedy zadzwonił telefon.
Dziesięć minut na gimnastykę z garem, o 11:30 rosół stoi na gazie. Ten telefon był od Dmuchawca, z wieścią, że Kreska rodzi. Gaba wyskoczyła galopem po króciutkiej rozmowie. Dmuch mieszka pod szóstką 50 metrów od R5, ile jej mogło zająć dotarcie do nuego, nawet ze sprintem po schodach na czwarte? Trzy, cztery minuty? No niechby nawet pięć.
Dalej, Gaba dzwoni do Idy i wywleka ją z pracy. Dajmy Idusi hojne pół godziny na złapanie szefa, wyjaśnienie sytuacji (acz fakt że ten szef nie mówi "Pani Pałysowa, tam karetkę trzeba słać, nie panią" to realizm musieryczny wysokiej klasy) i dojazd na R6 (ze szpitala Raszei to kolejny rzut pyrą, aczkolwiek jakim cudem nie ma tam położników to ja nie wiem).
Jadącą Idę widzi wracająca ze szkoły Pulpa. Ida parkuje pod szóstką, Pulpa rozmawia z Romą, powiedzmy kwadransik, Baltona staje im w gardłach ością niezgody, rozstają się. Pulpa wyjmuje kluczyki z malucha Idy, idzie na górę, dajmy jej na to pięć minut. Jest zatem circa 12:25. Ida ją stamtąd po chwili wyrzuca, dziesięć minut powiedzmy? Pięć minut na doszuranie na R5.
I tu czasoprzestrzeń nam faluje. Bo gdy Pulpa wchodzi do domu, Mila wstawia do piekarnika omlet, ponieważ rosół się wygotował.
To niech mnie kto wyjaśni jakim cudem gar rosołu z solidnym kawałem zimnego mięsa wygotował się w mniej niż godzinę. Znacznie mniej bo przygotowanie wielkiego omletu też zabiera czas.
Sia la la la la...