Dodaj do ulubionych

"Czarna polewka" - kto już czytał?

22.09.06, 09:20
Wasze opinie?
Obserwuj wątek
    • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 09:46
      pewne rzeczy dzieją się zdecydowanie za szybko, pewne postawy są nie do
      przyjęcia, pewne sprawy są wciąż niewyjaśnione, ale generalnie inplus:)
      • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 10:21
        o, to zupelnie jak w "Zabie" :)))
        • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 10:40
          niewątpliwie akcja wciąga, ja wczoraj czytałam cały wieczór, może trochę za
          szybko i po łebkach :))), ale nie dało się przestać. Od lat czekam na
          rozwiązanie (nie ukrywam że pozytywne ;) ) sprawy Pyziaka, odczuwam więc pewien
          niedosyt...
    • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 10:51
      Zdecydowanie inminus i jestem tym załamana... Nabyłam wczoraj, przeczytałam
      wczoraj i nie podoba mi się nic. No może Laura trochę. I ten powrót Pyziaka
      taki ludzki...
      1. Od przemyśleń Pyzy z dzieckiem robiło mi się mdło i słabo (to miejsce w jej
      ramionach, co zawsze było puste, a teraz się wypełniło; gadki o tym, jak to
      tatuś teraz wydorośleje ble).
      2. ROzumiem przebaczenie Fryckowi (tj. że Pyza przebaczyła). Ale że rodzina ma
      mu do zarzucenia głównie to, że się wciąż nie żeni??? A ta Pyzunia zakichana,
      kompletnie pozbawiona emocji i jakiejkolwiek przyzwoitości? Siedzi na dupsku,
      cieszy się, że jej się miejsce w ramionach wypełniło i czeka aż ją ktoś wybawi
      z kłopotów. Wszystko jedno kto. Chłopak niech się stara, rodzina niech daje
      pieniądze. Tak ma być, bo ona se urodziła dzidziusia i teraz jest święta i
      wszystko jej się należy! Brrrr! I to mamy podane jako bohaterkę
      najpozytywniejszą... A jej reakcja na przybycie Pyziaka? Moim zdaniem wykazuje
      poważny problem natury psychiatrycznej, jakąś megablokadę.
      3. Najbardziej jednak przeszkadza mi wyraźnie wyczuwalna wyższość autorki w
      stos. do wszystkiego i wszystkich którzy nie dorastają do pięt rodzinie
      Wspaniałych. Wolfi będzie zły, bo nie lubi czytać. Fryderyk jest ok,bo lubi
      poezję. Bodziu, cóż za obrzydliwy głupi warszawiak... I jeszcze posługuje się
      słownictwem przeznaczonym dla sfer wyższych... Doprawdy, MM a my wraz z nią
      powinniśmy załamać dłonie nad tym kmiotem i jemu podobnymi...
      4. I w ogóle całość robi na mnie wrażenie jakby MM usiadła i machnęła coś tam,
      nie zastanawiając się zbytnio o czym to, dlaczego i po co. Myślę , że
      streszczenia dostarczane tu Naszemu Włoskiemu Koledze przez uczynne koleżanki
      mogę być lepsze niż oryginał. I zabawniejsze.
      5. Osobno uderzyła mnie złośliwość MM w stos. do politowania godnej bo nie
      posiadającej dzieci policjantki-głupiej-baby-feministki-brzyduli. Ale to może
      ja tylko jestem taka czuła na tym tle.
      6. Pytanie: z jakim aktorem rozmawiał Kuba Wojewódzki w przywoływanym przez MM
      programi?

      No, skończyłam czytać o 1:40. Bardzo jestem smutna, ponieważ zaczynam się
      zastanawiać, czy przypadkiem nie jestem już po prostu za stara. Ale Żaba,
      niespełna rok temu, jednak mi się podobała, więc chyba nie...
      • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 12:21
        5. Osobno uderzyła mnie złośliwość MM w stos. do politowania godnej bo nie
        > posiadającej dzieci policjantki-głupiej-baby-feministki-brzyduli. Ale to może
        > ja tylko jestem taka czuła na tym tle.
        a tu się zgodzę. M.M. ma tendencję do traktowania kobiet bezdzietnych czy
        niezamężnych jako niższego sortu i upośledzonych.
        • nabla_7 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 13:37
          Niedawno skończyłam czytać, ale zwróciłam już uwagę na kilka spraw.

          - akcja
          Zauważyłam pewną tendencję do kończenia wielu rozdziałów nagłymi, nieoczekiwanymi zwrotami akcji i natychmiastowym przeskakiwaniem do następnego wątku. Przywodzi to mi na myśl formułę serialu, w którym mnogości wątków towarzyszy szybka, efektowna akcja.
          Ogólnie sprawia to, że książka rzeczywiście wciąga i szybko się ja czyta, ale właśnie - czy aby nie za szybko?

          - bohaterowie
          Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo, kto jest główną parą bohaterów. Można by zaryzykować stwierdzenie, że Laura i Wolfgang - ich ucieczka jest przecież osią fabuły, ale mnogość wątków pobocznych, które często wysuwają się na pierwszy plan, może lekko dezorientować czytelnika.
          Ta cecha z pewnością różni "Czarną polewkę" od wczesnych książek M.Musierowicz

          - narracja
          Akcja ukazana z punktu widzenia różnych osób. Lubię takie zabiegi literackie, bo pozwalają lepiej poznać bohaterów i chronią przed jednostronnością w ocenie przebiegu zdarzeń.

          - humor
          Jak zwykle znakomity i w dużych ilościach. Mnóstwo perełek (tradycyjne oświadczyny, reakcja Ignacego na powrót J.Pyziaka i inne).
          Zauważyłam, że M.Musierowicz posiada sztukę ukazywania komicznych sytuacji przy jednoczesnym zachowaniu szacunku dla bohaterów. Można bowiem konstruować postacie literackie "nie na serio" i je ośmieszać, wywołując salwy śmiechu u czytelników. M.Musierowicz żadnego bohatera jednak w sposób ewidentny nie ośmiesza, co najwyżej pozwala sobie na kpinę, ale bez nadmiaru złośliwości.

          Ogólne odniosłam jak najbardziej pozytywne wrażenie i z pewnoscią będzie to książka, do której będę wracać.
          • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.02.07, 16:58
            nabla_7 napisała:

            > - bohaterowie
            > Tak na dobrą sprawę to nie wiadomo, kto jest główną parą bohaterów. Można by
            za
            > ryzykować stwierdzenie, że Laura i Wolfgang - ich ucieczka jest przecież osią
            f
            > abuły, ale mnogość wątków pobocznych, które często wysuwają się na pierwszy
            pla
            > n, może lekko dezorientować czytelnika.
            >

            Troche mam wrażenie, że to wina faktu, że Laura juz miała "swoją" książkę
            i "swoją" okładkę, czyli "TiR". W Jeżycjadzie nie ma zasady wyróżniania jednej
            bohaterki i ukazywania jej na okładce drugi raz... Ciekawe, czy dlatego pojawił
            się wątek Ignasia, skądinąd wg mnie wklejony na zasadzie zapchajdziury...
        • nabla_7 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:05
          nula8 napisała:
          >A ta Pyzunia zakichana,
          >kompletnie pozbawiona emocji i jakiejkolwiek przyzwoitości? Siedzi na dupsku,
          >cieszy się, że jej się miejsce w ramionach wypełniło i czeka aż ją ktoś wybawi
          >z kłopotów. Wszystko jedno kto. Chłopak niech się stara, rodzina niech daje
          >pieniądze. Tak ma być, bo ona se urodziła dzidziusia i teraz jest święta i
          >wszystko jej się należy! Brrrr! I to mamy podane jako bohaterkę
          >najpozytywniejszą...

          Polemizowałabym. Akcja CP rozgrywa się niecały miesiąc po urodzeniu Mili. Róża nie doszła więc jeszcze do siebie całkowicie po porodzie (o czym wspominała w rozmowie z Idą), musiała podporządkować swój tryb życia dziecku, stale opiekowac się małą, wstawać do niej w nocy itd. Trudno żeby zostawiła kilkutygodniowe dziecko i zaczęła szukać pracy czy mieszkania, jak nie mogła nawet opuścić Mili na dłużej, ze względu na karmienie.
          A że cieszy się? Dziwiłabym się gdyby było inaczej.


          >A jej reakcja na przybycie Pyziaka? Moim zdaniem wykazuje
          >poważny problem natury psychiatrycznej, jakąś megablokadę.

          Czy ja wiem? Jak miała się Róża zachować wobec człowieka, który był dla niej w gruncie rzeczy obcy? Nie miała do niego tak emocjonalnego stosunku jak Laura, co było widoczne m.in. w "Tygrysie i Róży". Była pewnie zaskoczona, zakłopotana, nie wiedziała, jak ma się zachować, czego oczekiwać po swoim ojcu, ale rzucanie mu oskarżeń w twarz, jak to uczyniła Laura, nie było w jej stylu.
          A tak nawiasem mówiąc to zawiodłam się na wątku Pyziaka - był a jakoby go nie było. Może pojawi się ciąg dalszy w następnej części.

          Wracając do Róży to nie staram się jej bronić ani nie jest ona moją ulubioną bohaterką serii, tylko staram się przedstawić motywy jej działania.
          W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania niektórych bohaterów. Nie muszą się przecież zachowywać, tak jak my byśmy chcieli. To postacie literackie, obdarzone przez autorkę pewnymi cechami osobowości. Ich zachowania wynikają więc bezpośrednio z ich charakterów, co wymaga od MM konsekwencji w prowadzeniu postaci.
          Zresztą bohaterów literackich wcale nie trzeba darzyć osobistą sympatią i uwielbieniem by czytać o nich z zainteresowaniem.
          • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:20
            Nie denerwuje mnie zachowanie Pyzy samo w sobie. Jestem w stanie zrozumieć
            zarówno dolegliwości fizyczne po porodzie, jak i to, że kobieta w takim stanie
            skupia się na dziecku.
            Wkurza mnie to, że dostajemy Pyzę jako wzorzec postępowania dla takiej Laury na
            przykład. Tymczasem Pyza stworzeniem jest ewidentnie leniwym umysłowo i
            zdającym się w swej niewydolności na innych. Wszystkich wokoło. Sama nie mam
            dzieci i jakoś ich szczególnie, na razie przynajmniej, nie pragnę. Ale moje
            przyjaciółki, kuzynki itp. rodzą. Rodziły również i w wieku Pyzy będąc. I w
            miesiąc po porodzie (czytałam książkę szybko i gniewnie, ale wydaje mi się, że
            były to prawie dwa miesiące) nie zachowywały się jak ociężałe umysłowo idiotki.
            Dziecko nie wpływało w sposób istotny na ich charakter. I na charakter Pyzy też
            nie wpływa, po prostu stanowi pretekścik. Teraz już może być dowolnie leniwa i
            rozlazła. Nikt już od niej nie będzie się domagał inteligencji, zaradności i
            wychodzenia z domu w ogóle, bo Pyza znalazła swoje przeznaczenie w życiu.
            Będzie sobie rodzić i nic już robić nie musi.
            I ok. Ma prawo. Tylko czemu my to dostajemy w takim obrzydliwo-ckliwym sosie?

            Z rzeczy, które mi się podobają - reakcja rodziny na ślub Laury. To że jadą tam
            i pozwalają popełnić błąd, wciąż wspierając. TO jest ok i spójne z "dawnymi"
            Borejkami.
            • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:25
              A propos slubu- czy Laura I Wolfi tak po prostu pojechali do ZAkopanego, zeby
              wziac slub? Sponatnicznie? Bo na termin czeka sie miesiac i jeden dzien, o ile
              pamietam z wlasnego zalarwiania:)
              • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:32
                tak, wzięli metryki, świadectwa chrztu, tylko z dowodem osobistym były pierepały ;]
                ja tam ślubu nie brałam, ale też mało prawdopodobne mi się wydaje, żeby się to
                dało załatwić od ręki...
                co do Pyzuni - cóż, cieszy mnie, że zaczyna się trochę stawiać dziadkowi,
                niemniej dziwnie obcą wydaje mi się ta bierna, roszczeniowa wobec pomocy rodziny
                postawa. muszę tutaj dodać, że symultaniczne odświeżam sobie "zwyczajne życie"
                Chmielewskiej i mi postać Tereski, o blisko 10 lat młodszej, mocno kontrastuje.
                • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:16
                  szprota napisała:

                  > tak, wzięli metryki, świadectwa chrztu, tylko z dowodem osobistym były pierepał
                  > y ;]

                  Myslalam, ze oni chcieli wziac slub w urzedzie i sie dziwilam. Jezeli w kosciele, tym bardziej nie da sie
                  od reki:). Takie reczy to tylko na filmach i u MM:-)
                  • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:23
                    a protokoły przedślubne, nauki i inne takie tam?Przeciez to być nie moze, ze
                    przyjdzie tak człowiek z drogi, wejdzie do koscioła i od rek ślub załatwi...
                    • jottka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:52
                      na szczegółach to ja sie nie znam, ale zdaje sie, że w kościele katolickim
                      obowiązuje coś takiego jak zapowiedzi (ogłaszane publicznie, a jeśli ktoś wie
                      coś, co by na przeszkodzie związkowi stało, to ma sie stawić i donieść:), od
                      których wyjątek można uczynić w ściśle określonych wypadkach, ale chyba nie
                      dlatego, że nam sie spieszy, bo za pół godziny mamy autobus:)

                      i też pewna nie jestem, ale chyba jeśli oboje narzeczeni nie są z danej parafii,
                      to trzeba sie jakoś specjalnie dogadywać z proboszczem, no żaden ksiądz nie da
                      ślubu nieznanym ludziom na dzień dobry.

                      ale co do nauk przedślubnych to wiem, że moja koleżanka, z pobożnej parafii
                      podtarnowskiej, miała była przez rok (?) w liceum bodaj taki kurs przedmałżeński
                      i potem już nie musiała nigdzie uczęszczać, przedłożyła zaświadczenie, że jest
                      odpowiednio wyedukowana i tyle. no wiec teoretycznie można założyć, że panna
                      borejkówna z dominikanami poprzyjaźniona stosowne zajęcia odbyła i certyfikat
                      posiadała, ale co z jej narzeczonym, to nie wiem:)


                      mimo wszystko pani mm chyba nie zakładała, że wdzięczne czytelnictwo zamiast sie
                      zachwycać zakopiańskim holiłódem zacznie w skupieniu badać kanonicznoprawną
                      stronę zagadnienia:)
                      • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 07.02.07, 17:38
                        jottka napisała:
                        >
                        > ale co do nauk przedślubnych to wiem, że moja koleżanka, z pobożnej parafii
                        > podtarnowskiej, miała była przez rok (?) w liceum bodaj taki kurs
                        przedmałżeńsk
                        > i
                        > i potem już nie musiała nigdzie uczęszczać, przedłożyła zaświadczenie, że jest
                        > odpowiednio wyedukowana i tyle. no wiec teoretycznie można założyć, że panna
                        > borejkówna z dominikanami poprzyjaźniona stosowne zajęcia odbyła i certyfikat
                        > posiadała, ale co z jej narzeczonym, to nie wiem:)


                        teraz w liceach w klasie maturalnej religia traktowana jest na równi z naukami
                        przedmałżeńskimi, wiec można przypuszczać, ze Laura i Wolfi po prostu chodzili
                        na religie i świadectwa ze soba wzieli
                        ale nie ma w książce żadnej inf, ze wzieli =P
                  • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:43
                    w Vegas sie da :) swoja droga w moim watku o turbo-romansach (a wlasnie, czy CP
                    potwierdza moja teorie? czy Zaba, Jozinek, miagwa czy zgola Lusia zareczyli sie
                    z kims? ;) pomylilem sie i napisalem "przeniesc akcje do Phoenix w Nevadzie"
                    (zeby bylo do Vegas blisko), gdy tymczasem Phoenix jest w Arizonie. nastepnym
                    razem zamiast pieprzyc glupoty, sprawdze najpierw w wiki ;)
                    • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 17:23
                      szczęśliwie nie, ale Łusię pewnie szybko wydamy za mąż, albowiem jest już omal
                      siedmioletnią kobietą bardzo dobrze oblataną w kobiecych sztuczkach. hihihi.
                • jottka re 22.09.06, 16:41
                  szprota napisała:

                  > symultaniczne odświeżam sobie "zwyczajne życie" Chmielewskiej i mi postać
                  Tereski, o blisko 10 lat młodszej, mocno kontrastuje.


                  po co od razu tereska, przecież tam okrętka przedstawiana jest jako jednostka
                  'bierna' i nade wszystko pragnąca spokoju:) ale fakt faktem, tamte dziewczyny do
                  dziś są żywe i sympatyczne. no ale np. ida też kiedyś taka była, zaradna i
                  przytomna, to se ne vrati:(


                  a teraz co do zbliżonej w typie wypowiedzi nabli:


                  > W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania
                  niektórych bohaterów.


                  w odniesieniu do toczonych tu dyskusji odpowiedź jest prosta - bohaterowie,
                  którzy doprowadzają do rozpaczy, są rysowani niespójnie, w jaskrawej
                  sprzeczności z potocznym doświadczeniem, ich czyny (lub brak tychże) są
                  sprzeczne z odautorskim komentarzem.


                  poza tym nie istnieje coś takiego jak, nazwijmy to, niewinność postaci
                  literackich - są tworzone przez autora/ autorkę w konkretnym zamyśle i mają
                  określoną rolę do spełnienia oraz przesłanie do przekazania. 'jeżycjada' jest
                  powieścią edukacyjną i z założenia tworzy wzorce osobowe - a te wzorce sie w
                  wielu wypadkach czytelnictwu nie podobają, bo własnie są albo niespójne, albo
                  zalatują hipokryzją.

                  szczegóły w licznych wątkach:)
                  • szprota Re: re 22.09.06, 17:31
                    >po co od razu tereska, przecież tam okrętka przedstawiana jest jako jednostka
                    'bierna' i nade wszystko pragnąca spokoju:)
                    owszem, ale nie czeka, aż jej kawalerkę na tacy podadzą :/
                  • nabla_7 Re: re 22.09.06, 20:31
                    Oczywiście, że nie istnieje "niewinność" postaci, w tym punkcie zgadzam się z Tobą.
                    Jednak wydaje mi się, że to postacie mają większą władzę nad autorem niż on nad nimi. Innymi słowy pisarz na wstępie kreuje postać, obdarzając ją pewnymi cechami osobowości. W dalszym toku akcji musi być wierny tym wstępnym założeniom. Postać może się rozwijać, przeżywać przemiany, ale musi to być zgodne z "nadanym" jej przez autora charakterem. Inaczej postać traci na wiarygodności, jest niespójna.
                    Np. w postaci Róży nie widzę niespojności, jest raczej dość konsekwentnie prowadzona przez MM. Inna sprawa, że nie wszystkim jej zachowanie może się podobać.

                    Osobiście nie denerwuję się pewnie zachowaniami bohaterów, bo nie odbieram ich jako wzorców do naśladowania. Raczej przyglądam im się z dystansem, obserwując sobie przebieg wydarzeń.
                • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:27
                  Aha, mialam nawet tu kiedys o tym wspomniec; bo Chmielewska z kolei ma przechyl
                  w druga strone i konstruuje 20-letnie dziewczeta, ktore
                  honorowo nie biora pieniedzy od rodzicow, tylko utrzymuja sie same z
                  korepetycji, bo mowia plynnie trzynastoma jezykami etc. :-DDDD
                  • sara_florencja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:35
                    Eee nie przesadzajmy. Mnie się dużo bardziej podobały Tereska, a w
                    szczególności Okrętka od bohaterów Jeżycjady, chociaż de facto porównywać tego
                    nie mozna bo to zupełnie inny typ. Ja też od rodziców pieniędzy brać nie lubię,
                    ze względów także czysto honorowych. :)
                    • oko_jeza Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:45
                      ma mieszane uczucia...akcja chaotyczna, wątek ze ślubem Laury i
                      Wolfiego...pokręcony, nie wiadomo, czemu nagle Laura zmienia zdanie...jakieś to
                      mało wiarygodne... Pyziak idący z Łusią za rączkę- urocza sielanka, tak jak i
                      beztroska Pyza budująca domek na wsi. Staszka wciśnięta chyba troszkę na siłę...
                      Ale jak zawsze- fajny styl, poczucie humoru, lekkość...
                      chyba jednak jest więcej minusów...niestety :( Bodzipjak nieudolna kopia
                      Bernarda...Szpiegujący Ignacy Grzegorz...dziadziuś... no i dziwna nieobecność
                      Mili... A może MM faktycznie tochę sobie z nas wszystkich zakpiła?
                    • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 13:36
                      Hey, mnie sie bohaterki Chmielewskiej tez bardzo podobaja, ale te trzynascie
                      jezykow w wieku lat 20 ...:-DDDD Troche mnie to martwi! :-DDDDDDDDDD (czyt.
                      zazdrosna jestem)
                  • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 23:01
                    i jeszcze potrafia nakopac z karata :) bo masz przeciez na mysli Justynke,
                    postac bardzo przeze mnie lubiana, prawda? :)
                    • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 13:38
                      Nie pamietam, czy to Justynka, ale nie dosc, ze tlumaczyla po nocach z
                      greckiego na niemiecki, to jeszcze znala sie na bizuterii (och, czymze jestem
                      przy niej) ...
                      • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 15:56
                        z bizuteria troche mnie zaskoczylas, mialem na mysli Justynke z "(Nie)boszczyk
                        maz" - nie pamietam, czy sie znala na bijoux (uwielbiam to slowo :), ale jezykow
                        znala piec tysiecy, i potrafila nakopac z karata :)
                        • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 16:04
                          A, te ... o, przy tej tez miernie wypadam ... i tak sie zawsze z klasa
                          zachowywala, zreszta, mysle tez o Joli ... obie byly niezle ...
                          A ta z bizuteria, nie pamietam jej imienia, ale znala wlasnie 13 czy 14 jezykow
                          i brylowala na dyplomatycznych kolacjach znajomoscia wszystkiego :-O
                          • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 17:59
                            o tak, Jola super-sekretarka! oczywiscie, Jola znala i brylowala, tylko.. czy
                            ona potrafilaby gotowac? ;)))
                            • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 18:17
                              Obawiam sie, ze niestety by umiala. Tylko udawala, ze nie potrafi, zeby zony
                              szefa nie rozjuszyc ...
            • onion68 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 20:23
              No właśnie, mnie też ten fragment bardzo zdenerwował. Jak można podsumować całe
              pierwsze dwadzieścia lat swego życia jako ponure i smutne (chyba jakoś tak to
              było) oczekiwanie na macierzyństwo. Beztroskie dzieciństwo, młodość, lektury,
              poznawanie świata... No, po prostu chodząca macica. Poza tym, ta refleksja u
              tak młodej osoby jest moim zdaniem po prostu niemożliwa. Chyba że to jakiś
              objaw histerii poporodowej...
              Dodam, że mam dwoje dzieci.
          • nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:31
            CO do Pyziaka - zgadzam się, że zachowanie Pyzy spójne jest z dotychczasowymi
            jej reakcjami na wieści o nim i z charakterem postaci również. Niemniej jednak
            świadczy moim zdaniem o problemnie psychicznym lub upośledzeniu umysłowym.
            "Może herbatki?", proponuje Róża ojcu, który:
            1) porzucił jej ukochaną matkę w ciąży,
            2) przez którego matka ta wciąż popłakuje, oczy jej mgłą zachodzą i w ogóle,
            3) porzucił ją i siostrę, nigdy się nimi nie interesował,
            4) doprowadził do tego, że cierpi jej ukochana siostra - przeżywała załamanie,
            uciekała z domu i w ogóle naraziła na cierpienia cudowną rodzinę,
            5) pojawia się bezczelnie po dziewiętnastu latach jakby nigdy nic. Jak znajomy
            jaki zwyczajny i wypowiada się w sposób absolutnie oburzający na domiar złego
            ("dobrze wspominam Gabrysię" np.)
            Zwracam uwagę na formę "herbatki", jak i familiarną formę zaproponowania jej.
            Nie oficjalne: "Może napije się pan herbaty?". Ani uprzejme: "Mama wróci wtedy
            i wtedy, proszę zostawić numer". Tak reaguje normalny człowiek. Tj. człowiek
            normalny reaguje mniej więcej tak jak Tygrys. Człowiek wysoce opanowany, byłby
            uprzejmy i chłodny. A Róża zareagowała jak... szkoda gadać.

            Ale samo pojawienie się Pyziaka wydaje mi się OK, życiowo prawdopodobne. Tak by
            postąpił i w życiu gbur i cwaniak. Jednocześnie MM nie odsądza go od czci i
            wiary, "każdy ma prawo do błędów". Podoba mi się.
            • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:36
              mnie tylko nieco martwi jego uległość czy szeroko pojęta niegramotność wobec
              Ignaca Seniora. za młodu bywał wszak dość aroganckim młodzieńcem, do którego
              speszone mamrotanie w kierunku czubków własnych butów średnio pasowało.
              ale nie, nie oskarżam o niespójność czy niekonsekwencję w tworzeniu postaci.
              trudno oczekiwać, że nam się bohater po 20 latach nie zmieni!
              • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 15:47
                a Ignac senior z tym swoim Juliuszu jest denerwujacy nawiasem mówiąc. Można nie
                lubić byłego zięcia, ale chyba to nie powoduje luk w pamięci, zwłaszcza że tak
                poza tym to Ignacemu pamięć nei szwankuje, co najwyżje chwilowo słuch :). A
                jeśli to miało być jakies nawiązanie do KK i ustawicznego mylenia imion, to
                średnio to wyszło
                • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 17:36
                  narzuciło mi się, nie wiem, skąd, doprawdy, skojarzenie z mamą Maniusią
                  Kossakową, której z kolei ustawicznie myliło się nazwisko pierwszego męża jej
                  starszej córki - jakiś Bzowicz pchał jej się na usta ;)
                  • justyna302 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 09:49
                    !narzuciło mi się, nie wiem, skąd, doprawdy, skojarzenie z mamą Maniusią
                    Kossakową, której z kolei ustawicznie myliło się nazwisko pierwszego męża jej
                    starszej córki - jakiś Bzowicz pchał jej się na usta ;)!

                    Co, jak pisała Magdalena Samozwaniec, było dowodem lekceważenia oraz sugestią,
                    iż wspomniany nie jest takim prawdziwym i na serio zięciem.

                    Czyli podobnie jak u Ignaca :)
                    • szprota i patrz, na dobrą sprawę miała rację...[nt] 25.09.06, 17:53

                • a_weasley Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 14:27
                  magda_b napisała:

                  > a Ignac senior z tym swoim Juliuszu jest denerwujacy nawiasem mówiąc. Można nie
                  >
                  > lubić byłego zięcia, ale chyba to nie powoduje luk w pamięci, zwłaszcza że tak
                  > poza tym to Ignacemu pamięć nei szwankuje, co najwyżje chwilowo słuch :). A
                  > jeśli to miało być jakies nawiązanie do KK i ustawicznego mylenia imion, to
                  > średnio to wyszło

                  E tam. Jeżeli wtedy uporczywie tytułował go Juliuszem, to tym bardziej może to
                  robić teraz. Z jakichś powodów zapamiętał go jako Juliusza i tak mu zostało.
                  Mnie jeszcze ile do siedemdziesiątki, a też jak zacznę mylić jakieś imię, to mi
                  się ten błąd wdrukowuje.
                • zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.06, 22:02
                  no coz, sluch starszemu czlowiekowi szwankuje, to pamiec, ekhem, nie moze
                  rowniez czasami...?
            • k_linka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:05
              Nulo, nie mam mozliwosci sprawdzic ale to "moze herbatki" to chyba nawiazanie
              do "Kwiatu kalafiora". Jakos mi sie kojarzy ze tak Pyziaka przyjeto na lono
              rodziny....
              • ewa-ptica Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:15
                Hm, 'może herbatki' w KK nie kojarzę (ale w sumie czytałam dosyć dawno, więc mogę się mylić) - może myślisz o 'proszę wuja, zagramy w makao' z Pulpecji?
            • croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:40
              Bo Roza jest infantylna i ma mentalnosc ofiary ... moze taka reakcja obronna?
            • zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.06, 22:00
              sadze, ze gaba nie nastawiala dziewczynek przeciwko ich ojcu. stad tez pyza nie
              pognala hgo (co notabene nie lezy w jej naturze), a usadzila przy herbatce. tez
              byla go ciekawa. nie bylalbys ciekawa swego ojca, ktorego nie widzialas od 20 lat??
              ciekawe ;-)
          • tygrys2112 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.01.07, 20:33
            > W ogóle zastanawiam się, dlaczego denerwujemy się, obserwując zachowania
            niektó
            > rych bohaterów. Nie muszą się przecież zachowywać, tak jak my byśmy chcieli.
            To
            > postacie literackie, obdarzone przez autorkę pewnymi cechami osobowości. Ich z
            > achowania wynikają więc bezpośrednio z ich charakterów, co wymaga od MM
            konsekw
            > encji w prowadzeniu postaci.
            > Zresztą bohaterów literackich wcale nie trzeba darzyć osobistą sympatią i
            uwiel
            > bieniem by czytać o nich z zainteresowaniem.

            Kiedyś czytałam artykuł o tym, że zawsze większą sympatią darzymy postacie
            podobne do nas. I chyba coś w tym jest. Każdy z nas ma chyba ulubione postacie
            i takie, których nie lubi. Podświadomie szukamy takich, z którymi możemy się
            identyfikować. Z Laurą zawsze się identyfikowałam, bo mam podobny charakter.

            Nie przepadam za Nutrią i Gabą, dziadkiem Borejko. Pierwsza jest ciepłą kluchą,
            druga żandarmem, trzeci despotą. Nie czytam o nich z zainteresowaniem, raczej z
            irytacją.

            Zgadzam się jednak z Tobą, że nie wszystkie postacie muszą się nam podobać.
            Nawet nie powinny. Gdybym w powieściach wszystkie postacie miały jednakowy
            charakter byłoby to nudne i nieżyciowe.
        • pijaw No to streszczenie na życzenie: 22.09.06, 15:57
          Była pochmurna noc. z chaty drwala dobiegały pochrzakiwania, rechoty, dźwięk
          tłuczonego szkła i tym podobne oznaki udanej imprezy. Nagle Trzasnął piorun, a
          w całej chacie i okolicy światło zrobiło sobie przerwę na herbatę z prądem. Po
          dłuższej chwili przekleństw, deptania kończyn i tradycyjnego turlania po
          schodach do piwnicy w poszukiwaniu świec, udało się gościom drwala stworzyć
          mdły blask, w którym szkło nabierało wystarczajacych konturów, by chwycić je w
          chwiejne dłonie.
          zawartość poleciała w głąb sprawgnionych gardeł.
          po chwili wymownej ciszy,wśród wstrząsów obrzydzenia odezwał sie Drwal:

          - a niech to... to Czarna Polewka!!

          Pozdrawiam i dziękuję.
        • troppo_bella Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:53
          O rany, masz racje. Czy ta policjantka nie mogla po protu byc? Zamiast byc
          nosnikiem groteskowej satyry na bezdzietną kobietę, która lubi swoją pracę?

          Zgroza, no nie?

          Bez dzieci i jeszcze pyskuje

          jakaś agitka się robi, jestem dopiero w dwóch trzecich
        • azja1974 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 12.10.06, 11:29
          no prosze, a ja (tez bardziej niz wrazliwa na punkcie feminizmu) jakos inaczej
          to odebralam (o tej policjantce i w ogole o feminizmie). wrecz wydawalo mi sie,
          ze mm puszcza tu do nas oko - smieje sie z takiego stereotypu, ze jak nie ma
          dzieci, to feministka ble. i jeszcze jeden byl taki moment, ze wydawalo mi sie,
          ze mm w koncu przemyca jakies aluzje do feminizmu, ale teraz niestety nie
          pamietam, o co chodzilo (jeszcze jestem pod wrazeniem, przeczytalam wczoraj, bo
          w koncu przywiozla mi mama, od wrzesnia tu nie zagladalam, zeby nie czytac
          komentarzy przed ksiazka!)
          przy okazji siem przedstawiem jestem azja z wawy, od 5 lat na wygnaniu we
          wloszech, od jezycjady ciezko uzalezniona od... chyba od kiedy nauczylam sie
          czytac i kiedy wyszly pierwsze tomy.
          a "czarna polewka" tez generalnie inplus na pozytywnie.
          pozdrawiam serdecznie, azja
      • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 00:08
        ha! po tym tsunami krytyki (a raczej po konfrontacji waszych wypowiedzi z moja
        wlasna znajomoscia ostatnich produkcji jezycjadowych) dochodze do wniosku, ze
        byc moze tak wlasnie jest - moze pozostane przy tych streszczeniach, co? ;)
      • kwiacia1 Niestety zgadzam się. I moja siostra również... 12.01.07, 15:23
    • troppo_bella Ooooch, ja dopiero zaczęłam 22.09.06, 16:14
      Jestem w jednej czwartej pewnie i chciałabym napisac, że przejechałam swój
      przystanek, bo się zaczytałam, ale bym skłamała.

      Może potem będzie lepiej, ale początek jest nieznośny.

      Idiotyczne tyrady Ojca Ignaca, do Laury, do Fryderyka. Wielostronicowe, nudne,
      wypływające z fałszywych założeń. Czy on chce przepędzić z domu nieszczęsnego
      Frycka i uczynić Pyzę samotna matką?! Dlaczego po nim tak jeździ?
      Niekulturalnie i niesmacznie (udaje, że go nie poznał, potem udaje, że nie wie,
      po co przyszedł). A dlaczego Pyza daje tak jeździć po ukochanym? Siedzi z
      dzieckiem i tiu tiu, jakby nie słyszała, co się wyprawia z narzeczonym pokój
      dalej...

      Dlaczego Dziadzio Ignac tyrańsko i groteskowo osacza równiez nieszczęsną
      zakochaną nastolatkę czyli Laurę? Zabija balkon gwoździami? Każe Miagwie ich
      śledzić? Czy to "Daleko od noszy" albo inni "Kiepscy"? Groteska ponura.
      Zaczynam mniemać, że Ojciec Ignac stetryczał do reszty, zachowuje się w każdym
      razie irracjonalnie, szkodliwie i jakoś mnie to nie śmieszy, zbyt grubą nicią
      szyte.

      A dlaczego dziewczęta dają sobie to robić?

      A Laura i Wolfi... Ich nieuzasadniony niczym pęd do ślubu, który już w Żabie
      mnie irytował. W wieku lat dziewiętnastu. To kolejne fałszywe założenie. Po co
      im to? Romeo to i Julia cd, ale naciągane to strasznie.

      Może powoduje nimi chęć skonsumowania związku, tak czytam między wierszami, że
      w krainie Borejków przez ślubem dozwolone są tylko (i to niechętnie) pocałunki
      na ławce w parku. Naprawdę o to chodzi? Bo inne motywacje pędu do slubu
      naciągane do bólu.

      Poza tym książka nie ma bohatera/rki, jak widzę z początku. Jest wielowątkową
      kontynuacją Żaby i trudno, doprawdy, nazwać ją zamknięta całością, mimo niezbyt
      zgrabnie wplecionych do akcji streszczeń (które przypominają mi telenowelowe "W
      poprzednim odcinku"). Czytam i o Laurze z Wolfim, i o Żabie z Żeromskimi, i o
      Pyzie z Frycem i frycowym dzieckiem, i o Józinku z Trollą.

      Zakończenie (już zajrzałam) mówi o Laurze, więc to ona byłaby tą naczelną
      protagonistką, wg jeżycjadowych zasad. Ale mało jej w tym poczatku, mało w nią
      zaglądamy, mało o niej wiemy, poza chęcią zaciągnięcia amanta pod ołtarz.
      Kiedyś MM konstruowała krwiste, wielopłaszczyznowe portety bohaterek, teraz
      skupia się - zamiast ich motywacji - na wydarzeniach.

      Wracam do lektury, ale mi smuuuutno
    • troppo_bella Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:26
      I tak jeszcze pastwiąc się trochę: za szybko chyba powstaja te książki, kosztem
      jakości.

      I może redaktorzy z Akapitu trochę za nabożnie i na kolanach podchodzą?
      Pamiętacie, i Szósta klepka, i Opium w rosole były solidnie dyskutowane i
      redagowane, przerabiane. A tu czasu nie było. I już następna się rodzi.

      Jak chcę kogoś zachęcić do MM, nidgy nie daję najświeższych tomów, zawsze coś z
      początku - Klepkę, Kwiat, Opium, Idę...

      --
      • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:46
        moja wiedza w temacie jest ograniczona, bo znam Jezycjade na wyrywki - tzn.
        powyrywane fragmenty ;))) w zestawieniu IS czy OwR z JT, Imieninami czy Zaba (w
        tej ostatniej lekka poprawa) istotnie te "stare" prezentuja o wiele wyzszy
        poziom. "srodkowa" Pulpecja tez jest dobra.
        • magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 16:55
          wszyscy wiemy, że Pulpecja to Twoja faworytka :)))
          Ja bym osobiście nigdy nie zaczynała czytać czy polecać cyklu powieściowego od
          końca czy nawet środka, ale to ja tak mam:)
          • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 17:29
            nie tylko jego.
            mnie się w "Pulpecji" podoba to chorowanie Pulpy z tęsknoty za Baltoną. nie ma
            dla mnie miłości bez tęsknoty :)
    • anutek115 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 18:31
      Ja też proszę o streszczenia!!! Jestem bez forsy, weszłam dziś do księgarni,
      pooglądałam smutno okładkę, westchnęłam i poszłam, dajcie trochę balsamu na
      zbolałą duszę!!!
      • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 18:49
        Supervixen
        Szprota
        • monikate Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 20:41
          Czytam, jestem mniej więcej w połowie. Podstawowe wrażenie mam takie, że MM
          naczytała się opinii z internetu i teraz mruga do czytelnika. "Chcieliście? To
          macie!" Postacie i systuacje są potraktowane z żartobliwym dystansem,
          przegięcia w charakterach, uczynkach, tyradach itd. są celowe. MM bawi się z
          czytelnikiem i to wcale fajnie! Bawi się swoją Jeżycjadą, CP to jej lekka
          karykatura, tak!
          Poza tym: 1. "CP" zdecydowanie jest technicznie lepsza od "Żaby", tamto to był
          gniot totalny, niechlujnie i powierzchownie napisany
          2. Telenowelowość-tak, tak, ale ileż w koncu można pisać o tym samym? W tym
          tomie dość zgrabnie z tego wybrnęła.
          Na razie idę czytać dalej.
          • baba67 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 20:56
            Nie zgadzam sie co do Zaby-wiele pomyslow i klimacikow z Zaby rozwinelo sie w
            CP.No bo nie wytrzymalam i tez juz czytam;-)
            Naprawde slabe w Zabie to byl watek Fryderyka i zakonczenie.
            Kilka dobrych scen z CP- Piotrus i jego monologi, bo dialogami tego nazwac nie
            sposob
            Miagwa przysypiajacy na randce
            i a razie wszystko-wlasciwie to na pogodnym klimacie opiera sie ta ksiazka.=
            bardziej niz na jakims pomysle.
          • troppo_bella Tak, MM nas czyta 22.09.06, 21:58
            Bo czy nie zauważyliście, że Borejkowie po raz pierwszy mają kolejkę do
            łazienki?

            Ten postulat był tu zgłaszany wielokrotnie i proszę - jest!

            Policjantka feministka tez jest karykaturą karykatury, czyli krótko ostrzyżonej
            pani w drucianych okularach z Nutrii i Nerwusa.

            Dziadkowe tyrady też się zmieniły w autoparodię.

            Bodzio w garbusie Wolfiego dziwnie przypomina Bernarda w maluchu Grzesia. Ten
            sam typ humoru, ten trzeci ingerujący w tete a tete zakochanej pary
            (prezentowany również w koszmarnie sztampowym filmie "Ja, ty i on", obecnie w
            kinach).
            • troppo_bella Brak product placementu 22.09.06, 22:09
              Oj, czyta.

              Zauważyłyscie, że tym razem w tekście ani śladu nazw własnych produktów? Juz
              nikt nie pije herbaty Lipton, ciasteczka owsiane też nazwy nie mają. Wszystko
              bezimienne.

              Czytając po raz pierwszy i siłą rzeczy szybko zauwazyłam tylko jedną nazwę
              firmy. I Bodzio, i Wolfi uzywają telefonu Nokia.

              Ale czy to dobra reklama, zważywszy, że żaden z nich nie przeczytał "Pana
              Tadeusza"?
              • smitte Re: Brak product placementu 22.09.06, 22:13
                No jak, telefon Samsung, aparat Kodaka, pasta Colgate...
                • nabla_7 Re: Brak product placementu 22.09.06, 22:15
                  i Big Milki :-)
                  • monikate Re: Brak product placementu 22.09.06, 22:35
                    Kurczę, muszą używać jakichś telefonów, pić herbatę taką czy inną... nie bądźmy
                    przeczuleni.
                    Wpadkę zauważyłam, ale może MM specjalnie ją popełniła, coby sprawdzić naszą
                    spostrzegawczość? Na stronie bodajże 86 stoi jak byk, że Marek Pałys jest
                    neurochirurgiem, a przecież w poprzednich tomach był neurologiem! To nie
                    całkiem to samo, nieprawdaż?
                    Dalej: to jest książka "tym razem nie całkiem serio", o! :)
                    • monikate Re: Brak product placementu 22.09.06, 22:48
                      ...czyli pastisz, co nie tylko ja zauważyłam...
                    • ready4freddy Re: Brak product placementu 23.09.06, 00:13
                      nie wypowiem sie w temacie CP, bo jak wszyscy doskonale wiedza, jeszcze jej nie
                      czytalem ;), ale.. otoz czytam wlasnie po raz kolejny wszystkie tomy perypetii
                      Adriana Mole'a pani Townsend i.. tam jest masa "product placement", na kazdej
                      stronie. ale tam pasuje. w "Jezycjadzie" zgrzyta. i nie pisze tak dlatego, ze
                      uwazam pania Townsend za pisarke zdecydowanie lepsza (a uwazam), tylko po
                      prostu.. tak jakos to jest.
                      • croyance Re: Brak product placementu 24.09.06, 13:42
                        Och, ja jestem wielka fanka Adriana i czytalam wszystkie czesci.
                        Swietna jest Marigold Flowers :-DDDDDDD
                        • ready4freddy Re: Brak product placementu 24.09.06, 15:53
                          o tak :))) Marigold jest rewelacyjna :) Adrian mi sie skojarzyl w zwiazku z
                          "denerwowaniem sie podczas czytania" - ostatnio znow pochlonalem "the Wilderness
                          Years" i w watku z Bianca co kilka zdan wyrywalo mi sie "get a clue, lad, get a
                          f*ckin'n clue!" ;) za to koncowka "Weapons of Mass Destruction" budujaca :)
                          wiesz, ze to juz koniec serii? Ms Townsend nie bedzie juz pisac, ma powazne
                          problemy ze wzrokiem ;(((
                          • croyance Re: Brak product placementu 24.09.06, 15:56
                            Wiem, niestety, ze jest juz zupelnie niewidoma :-(
                            Ale wiesz co, cale zycie sie smialam z rzeczywistosci przedstawionej w Adrianie
                            Mole'u - przyjechalam do Anglii ... i, cholera, ona naprawde tak wyglada! :-D

                            Bianka byla swietna ... ale moja idolka to i tak Pandora :-DDD
                            • ready4freddy Re: Brak product placementu 24.09.06, 17:53
                              grrr... Pandora >:) zaczalem ja lubic dopiero w WoMD, wczesniej (od True
                              Confessions... az do Cappuccino Years draznila mnie nieprawdopodobnie :) bardzo
                              fajne sa tez kobiety "epizodyczne", np. Justine, tancerka z Soho :)))
                      • dakota77 Re: Brak product placementu 24.09.06, 22:36
                        Jest bardzo subtelna roznica miedzy uwiarygodnianiem powiesci, osadzaniem jej w konrtenym miejscu i
                        czasie a product placementem. MM sie nie udaje zrobic tego subtelnie, moim zdaniem. nazwy padaja
                        czesto w miejscach zupelnie nic nie wnoszacych- ok, moge znac smak jogurtu, ale po mi wiedziec, ze
                        to Jogobella? marka samochodu moze nam cos powiedziec o bohaterze, jogurtu raczej nie:)
                  • sacacorchos Re: Brak product placementu 23.09.06, 11:44
                    i jogobella o smaku mango ;)
                  • troppo_bella Re: Brak product placementu 23.09.06, 12:43
                    Pasta Colgate i Big Milk faktycznie wykwitły pod koniec, ale się madrzyłam, gdy
                    jeszcze tam nie doszłam.

                    Samsung mi umknął.
              • karusia4 Re: Brak product placementu 25.09.06, 10:06
                Laura myła zęby palecem i pastą Colgate
                a Józinek jadl jogobellę (swoja drogą dlaczejo jogobellę a nie Jogobellę?)
                • agawa79 Re: Brak product placementu 25.09.06, 16:45
                  A Bodzio i Wolfi pili piwo Lech.
                  • ready4freddy Re: Brak product placementu 25.09.06, 17:02
                    o, a tu bym sie nie czepial (mimo, ze nachalne i gryzace sie z klimatem
                    wtracanie konkretnych "brandow" drazni mie niepomiernie) - Lech to flagowe piwo
                    Poznania, moze byc :)
                • pantarejka Re: Brak product placementu 30.09.06, 23:36
                  Na ból głowy proponuje się pani Schoppe Ibuprom.
              • zdzicha.tramwajara Re: Brak product placementu 08.10.06, 22:22
                jak by nie napisala, ze do nokii, to byscie ja zjechali, ze sie baba nie zna i
                ma wszy na plucach ;-))
                • szprota Re: Brak product placementu 12.03.07, 22:16
                  mówiąc między nami, pisząc o samsungu też nie dała popisu ;)
                  z tym, że to najczęściej niedrogie zgrabne telefoniki z klapką, więc pasował do
                  dziewczynki
            • kat.rina Re: Tak, MM nas czyta 22.09.06, 23:01
              A nieprawda!
              Kolejka była w "Imieninach", jak to Laura malowała się przed szkołą, a dziadek
              B. nie mógł wejść, i mały Ignaś również (wątek z Józinkiem). Poza tym Pyzunia
              dość wyraźne przemyślenia na ten temat miała w "Tygrysie i Róży", że może się
              kąpać li i jedynie w trakcie rodzinnej kolacji.
              :)
              • sacacorchos Re: Tak, MM nas czyta 23.09.06, 11:49
                a propos kolejki do łazienki - znalazłam świetne rozwiązanie tego problemu
                Skoro rodzina B przjęła w całości lokal pani Szczepańskiej (a liczy on sobie,
                bagatela, 50m2) to powinna była również przejąć po niej łazienkę. Zatem -
                Borejki powinny mieć dwie łazienki (i kolejkę łazienkową zmiejszoną o połowę)
            • pinos Re: Tak, MM nas czyta 25.09.06, 15:15
              Taaa... a powrót kobiet z Czaplinka, to niby co, jak nie kolejka do łazienki? ;o)
            • karolina_w_gazecie Re: Tak, MM nas czyta 29.09.06, 12:12
              troppo_bella napisała:
              > Bo czy nie zauważyliście, że Borejkowie po raz pierwszy mają kolejkę do
              > łazienki?
              nie pierwszy
              w "Idzie sierpniowej", po powrocie z Czaplinka mama Borejko i córki też sobie
              zaklepują miejsca :)))
              • onion68 Re: Tak, MM nas czyta 29.09.06, 12:16
                A w "Imieninach" Pyza bierze kąpiel podczas kolacji, tzn. kiedy rodzina je
                kolację. Częściowo z powodów odchudzających, a częściowo, żeby właśnie uniknąć
                popędzania. I w "Kwiecie kalafiora" było, w wykonaniu Nutrii i Pulpy.
    • michatka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:15
      witam ;-)
      dotychczas Was z dużą przyjemnością podczytywałam, teraz się odzywam ;-)
      jestem zawiedziona i rozczarowana CP...
      podobały mi się dość tu krytykowane Kalamburka, Język Trolli i Żaba, a CP - cóż,
      stracone popołudnie
      nieznośny Ignacy senior, obrzydliwie szpiegujący (z pełną aprobatą
      autorki)Ignacy junior, idiotyczne rozważania Pyzy, której nic do szczęscia nie
      brakuje, Pyziak, który się pojawił i cholera jasna nic z tego nie wynikło,
      gwałtowne dązenie do ślubu Laury i równie gwałtowna zmiana zdania pod koniec -
      no kupy się to wszystko niestety nie trzyma
      bohaterowie jakby naszkicowani niechlujnie ołówkiem
      liczne sceny namiętnych pocałunków Laury i Wolfiego - czyżby MM w ten jakże
      śmiały sposób wprowadzała mało obecny temat za przeproszeniem seksu?
      zirytowały mnie też nieścisłości natury praktycznej:
      czemu autorka kilka razy powtarza "leć szybko do parafii" w kwestii załatwienia
      ślubu - nawet biorąc konkordatowy najmniej trzeba kwity z USC pobrać
      czemu, skoro pokój Pyzy i bobasa jest ciasny i głośny Laura nie zamieniłą się z
      nią na swój (tak ją przecież wspierała tom wcześniej)
      dlaczego Żaba śpi na materacu piankowym - to już nieszczęsnej blokowej rodziny
      nie stac na łóżko z promocji
      ach i rozbawiła mnie do łez wizja nawinej Pyzy i Frycka naukowca budujących dom
      o rany... może już po prostu wyrosłam z Jeżycjady, ale może i autorka powinna
      sobie i czytelnikom dać więcej czasu między jednym tomem a drugim albo i
      skończyć sagę
      uff, dziękuję za uwagę ;-)
      pozdrawiam
      • monikate Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:42
        A ja powtarzam: MM się teraz nabija! Lekko, ale tak. Z Jeżycjady, z oczekiwań
        czytelników... "CP" nie można dosłownie traktować.
        • szprota Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 01:13
          nie przyszłoby mi to do głowy bez twojej uwagi, ale pamiętam, że wśród
          początkowych kartek myślałam sobie, na Jowisza, toż to prowadzenie postaci
          Ignaca jakby bliskie naszym drwinom...
      • staua Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 23:52
        Hm, ja i moj maz jestesmy naukowcami, naiwni tez pewnie jestesmy, a
        zbudowalismy jakos jeden dom, a drugi kupilismy, wiec nie jest to
        niewykonalne...
        W ogole wydaje mi sie, ze swiat MM jest naprawde podobny do Borejkowskiego, moj
        tez jest, a ze czytelnicy maja inny... Nie znaczy to, ze ten w Jezycjadzie jest
        zupelna bajka.
        Z tego, co tu czytam, wynika, ze chyba zal mi bedzie postaci Wolfiego, ktorego
        zdazylam juz polubic. Szkoda. Za to nieznosny Fryderyk nadal jest...Ale do mnie
        ksiazka dotrze najwczesniej za jakis tydzien.
    • asiek1177 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 21:58
      Też jestem na nie. "Żaba" podobała mi się jakoś bardziej, CP jest chaotyczna,
      Ignace wkurzają, wątek Pyziaka jakiś dziwny (trójkącik sobie radośnie ułozą czy
      jak?), przepadł gdzieś ten sympatyczny Wolfi, tzn. dalej jest sympatyczny, ale
      coś mi zgrzzzyta.
      I wspominana nie raz na forum nieszczęsna fryzurka Laury. Normalnie za moment
      rzucę się z nozyczkami na kolorowe gazety i wytnę dla MM kilka zgrabnych
      fryzurek "z nastroszem" ;) , do których Laura pasuje mi bardziej niż do tego
      dziwnego czegoś.
      No nic, przeczytam CP raz jeszcze i wtedy może będę inaczej gadać.

      Pozdrawiam
      Asiek, co kiedyś tu parę postów napisała, ale za nic nie może sobie przypomnieć
      hasła do starego konta :)
    • troppo_bella Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:06
      Jeszcze nie skończyłam, ale nadal się bulwersuję.

      Agitka, tfu! Co się stało MM, zawsze tak subtelnej i delikatnej?!
      A teraz czego się dowiadujemy?

      Kto nie czyta Mickiewicza, brudny jest i prymitywny.

      Kto poezji nie cytuje co i rusz to, niegodny jest.

      Kto z Warszawy, wstrętnym prymitywem jest.

      Poza tym, moje młode koleżanki: Wolfi spędza noc na jednym łóżku z brudnym i
      nieoczytanym Bodziem, a jego narzeczona leży sama w osobnym pokoju. Tak to sie
      teraz robi? Za moich czasów jednak nie bylismy aż tak straszliwie cnotliwi...

      I ten Kuba WOjewódzki...

      Mam wrażenie obcowania z doraźnym felietonem, a nie z ponadczasową w zamysle
      powieścią.

      ----
    • k_linka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:12
      Nikt nie zwrocil jeszcze uwagi na watek rywalizacji braci Zeromskich o wzgledy
      Zaby... Umknal?
      • monikate Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:47
        Pozwalam sobie przekopiować wypowiedź z sąssiedniego wątku:


        • Przeczytałam i zgadzam się, że to kontynuacja Żaby
        iwoniaw 22.09.06, 22:15 + odpowiedz


        - aczkolwiek znacznie zmienił się styl. Jestem coraz bardziej przekonana, że MM
        czyta to forum, bo powieść momentami wygląda jak pastisz Jeżycjady, z
        uwzględnieniem wielu uwag, które tu padały. Największym szokiem dla mnie było
        przerysowanie Ignacego B. Toż wygląda jak własny odpowiednik z jakiejś komedii
        charakterystycznej! Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych częściach Mila już
        nie zostawi męża ani na moment bez dozoru, bo w przeciwnym razie dom dla
        obłąkanych zdaje się być jedynym wyjściem.
        Mam parę uwag do wątku "wpadki", ale na razie się wstrzymuję z przyczyn
        wiadomych.
        Jest złośliwostka pod adresem jednej "osobowości telewizyjnej", faktycznie ;-).
        • gucci9 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 22:57
          właśnie skończyłam czytać i zrobiło mi sie tak sielsko i miło, chciałam
          przedłuzyć ten nastrój i weszłam na forum, żeby poczytać opinie innych. I tak
          mi jakoś skrzydełka opadły.. prawie wyłącznie negetywne opinie! nie rozumiem :-(
          • alitzja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.09.06, 23:11
            Tylko Łusia fajna (moja ulubienica) i Żabowe problemy z bliźniakami. Reszta
            okropna, a już Ignaców czytać nie mogłam. I tego biadolenia o ślubie, ślubie,
            ślubie... Nudne i żenujące.
          • akceloda Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 12:41
            Witam! Jestem wielką fanką MM, ale to oczywiste,skoro weszłam na to forum. Do
            rzeczy. Wczoraj pochłonęłam jednym tchem "Polewkę", a kiedy zaspokoiłam
            czytelniczy głód, zaczęłam się zastanawiać. Uwielbiam MM i nie chciałabym
            sprawiać jej przykrości, bo ta książka to efekt jej ciężkiej pracy, ale mam
            parę subiektywnych zastrzeżeń...
            Dla mnie "Czarna polewka" jest trochę "przegadana", zbyt wielu narratorów,
            którzy oczywiście, wypowiadając się w trzeciej osobie, stosują tak przeze mnie
            uwielbianą, i tak perfekcyjnie przez Panią Małogrzatę dopracowaną mowę pozornie
            zależną, Jednak zauważyłam, że niektóre wątki się jej wymykają. Chciała
            wszystko pogodzić, bo ostatnio nagromadziło się trochę niewyjaśnionych, a
            wielce interesujących spraw (Róża i Fryderyk, Laura i Wolfi, Żaba i P.
            Żeromski -który?, Józinek i Trolla, etc., etc.)...W efekcie mamy przesadzoną
            polifonię, co powoduje chaos....
            ...Zazdroszczę Kubie Wojewódzkiemu i Cezaremu Pazurze, którzy mieli zaszczyt
            pojawić się w "Jeżycjadzie" (bo to o nich mowa na str. 169, kiedy Laura z
            Bodziem oglądają telewizor) Co prawda są pokazani raczej negatywnie, co prawda
            anonimowo, ale zawsze. Widzę, że sprawa bezczeszczenia przez Pana Pazurę "Pana
            Tadeusza" bardzo się Pani Musierowicz nie spodobała, pisała już o tym
            we "Frywolitkach"- wtedy z nazwiskami, nieco ostrzej.
            Kompozycja książki nie jest zamknięta, to oczywiste. Czekamy na ciąg dalszy,
            na "Sprężynę", której główną bohaterką będzie, z tego co słyszałam, Łusia.
            Zmartwiłoby mnie to, ponieważ głos zabierają coraz młodsi, ale jeśli Łusia
            będzie w "Sprężynie" na pierwszym planie, tak jak Ignacy G. Stryba w "Czarnej
            Polewce", to nie ma strachu. Problemy Igasia zostały przyćmione przez Laurę i
            Wolfiego (dobrze!).
            ...Dziwi mnie wiele spraw. Gabrysia tutaj praktycznie nie istnieje, sprawy
            Laury jej kompletnie nie obchodzą (słuszny był bunt z "Tygrysa i Róży"?), nie
            umie, a może raczej nie chce, z nią rozmawiać. Tak jak dziadek zbyt mocno
            martwi się o wnuczkę (gwoździe w drzwiach do balkonu???), tak Gabrysia przeżywa
            to bezgłośnie. Na ślub zareagowała...No jak? Dziwnie. Tak jak na powrót
            Janusza. Po tylu latach milczenia i obojętności, zabierać go tak po prostu na
            ślub jest czynem godnym miłosiernego Samarytanina. Cała Gabrysia ;) Zdziwiło
            mnie także, kiedy Pan Jan Schoppe tak się wzruszył małą Milą, że spytał o jej
            imię ( Nie wiedział? Jak to możliwe? Dziecko już miało prawie miesiąc! Fryderyk
            mieszkał przecież wciąż z rodzicami, a do niego ojciec nie miał o nic
            żalu)...Ale to drobnostka, może z tego wzruszenia zapomniał? Nieważne. "Czarna
            Polewka" się ukazała. To autorki sprawa, co zrobiła z bohaterami. Nam się
            wydaje, że wiemy lepiej niż MM, że napisalibyśmy mądrzej, ciekawiej. To trudna
            sztuka. Dziękuję za kolejną część Jeżycjady, może nie taką, jaką bym chciała,
            ale...No właśnie...Licentia poetica...Wielki Szacunek dla MM. Pozdrawiam. Agata
            • ida198511 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 03.10.07, 11:53
          • zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.06, 22:27
            no mi tez to forum wszystko obrzydza. nadasane panienki, ktore maja w koncu
            mozliwosc pozalenia sie, ze to, ze sro, ze dni sie nie zgadzaja, lata, ze cos
            jest za duze, a nie - bo za male. upierdliwa banda malkontentek, ktore czepiaja
            sie nawet koloru gaci pulpecji i znaku zodiaku nutrii. z jednej strony to forum
            pozwala przedluzyc przyjemnosc obcowania z lektura, a z drugiej strony kazda
            nastepna ksiazke czytam przez pryzmat zlosliwosci wyglaszanych przez... no
            wlasnie, przez kogo?
        • iwoniaw Dopiero teraz zauważyłam wątek przyszpilony ;-) 23.09.06, 00:10
          No to skoro tu juz uwagi o konkretnych treściach padają, to dorzucę jeszcze
          swoje trzy grosze:
          - Zdziwiły mnie dywagacje Józinka na temat jazdy na ślub Laury - że niby Łusia
          może usiąść komuś na kolanach, a on to już na to za duży - czy MM nie słyszała
          nigdy o obowiązku wożenia dzieci w fotelikach samochodowych? A już _na kolanach_
          to w ogóle - co to za pomysł?!
          - Ignacy przedstawiony, jak już wspomniałam, w jakiejś starczej paranoi - toż
          gdyby nie obecność Mili, on gotów byłby urządzać awanturę, gdy Fryderyk prosił o
          zgodę na małżeństwo z Różą Gabrielę, a nie jego (????!!!!)
          - Dalszy ciąg paranoi Ignaca: tacy dotychczas "rodzinni i zjednoczeni"
          Borejkowie wreszcie się dowiadują, w czyim domu mieszkają (bo nie w swoim, to pewne)
          - Bardzo mi się nie podobało, gdy Ignacy obsztorcował Różę, że w ogóle śmiała
          powiedzieć o Pyziaku "mój ojciec" i odmówił jej prawa do wybaczenia, jeśli nie
          wybaczy mu Gabriela (przy czym robi, co może, by Gabriela się w ogóle o wizycie
          Pyziaka nie dowiedziała)
          - Potwierdzenie, iż Mila nie lubi Laury: ucieczka z Wolfim odbywa się _jedynie_
          dlatego, jej zdaniem, że Laura _tylko_ _patrzy_ _jakby_ _zasmucić_ _matkę_ - no
          ludzie...
          - uważam, że Laura ma 100% racji konstatując, że dla Gaby lista priorytetów to
          "najpierw wyjazd na porzeczki, potem ew. rozmowa o ślubie"
          - wpływ Ignacego na młodego I.G. Strybę pokazany jako kompletna patologia, ale -
          o dziwo - nigdzie nie potępiona...
          - bezdzietna policjantka to już w ogóle żenada...
          • monikate Re: Dopiero teraz zauważyłam wątek przyszpilony ; 23.09.06, 00:18
            Iwoniaw, ale sama słusznie zauważyłaś, że "CP" jest pastiszem! Moim zdaniem MM
            puszcza do nas perskie oko i specjalnie wymyśla takie rzeczy, bawiąc się i
            wiedząc z góry, do czego możemy się przyczepić, jeśli weźmiemy wszystko bardzo
            serio.
            A pojechała, że hej... tylko czekam na podwieczorek u Szalonego Kapelusznika :)
            Już scena na początku powieści, kiedy Ignacy zabija gwoździami wejście na
            balkon w pokoju Laury... albo come back sceny sprzed lat, kiedy Ignacy uparcie
            mówił do Janusza Pyziaka panie Juliuszu... MM leci w stronę humorystycznego
            absurdu, to już nie jest całkiem Jeżycjada!
            • monikate Re: Dopiero teraz zauważyłam wątek przyszpilony ; 23.09.06, 00:24
              Ona se z nas kpi, o! :))
              • iwoniaw No! I jawnie se bimba, panie tego! ;-) 23.09.06, 00:28

            • iwoniaw No zgadza się, tylko czy to się godzi tak 23.09.06, 00:27
              czytelników podpuszczać? ;-) W końcu nie wszyscy czytają forum, a zresztą CzP
              jest wydana jako _kontynuacja_ cyklu. To tak jakby ktoś do "Iliady" nagle
              dopisał skecze rodem z Plauta i uważał, że to dalszy ciąg... A, to mi
              przypomina, że Ignac dość słabo, zwłaszcza jak na filologa klasycznego, obeznany
              jest z obyczajowością antyczną i historią. Te dywagacje, że w starożytności
              Frycka to by Skała Tarpejska najwyżej czekała... Co on, o Kaliguli, Messalinie,
              Cezarze (i losie jego małżonki legalnej, gdy ten ostatni do Egiptu dotarł) nie
              słyszał?

              Ale tekst "napewno na jakiejś filologii klasycznej będą wolne miejsca, bo to
              straszne nudy" sprawił, że wyłam ze śmiechu ;-)
              • monikate Re: No zgadza się, tylko czy to się godzi tak 23.09.06, 00:36
                A dlaczego się nie godzi? Jęczeliśmy że nuda, że to śmo i panie tego... to mamy
                prawie dom wariatów :) Dobrą rozrywkę i test na spostrzegawczość.
                • the_dzidka Hm. 23.09.06, 09:53
                  Aczkolwiek zgodzę się, że MM wyciągnęła sporo wniosków z tego, co wypisujemy na
                  forum, to jednak nie uważam, że się bawi czytelnikami, ani że CP to pastisz.
                  Proszę nie zapominać, że my internauci stanowimy jedynie może jeden procent
                  populacji musierowiczystów...
                  • sacacorchos Re: Hm. 23.09.06, 11:58
                    Aczkolwiek to niesamowite ;-)
                • senseeko A najlepszy byl 02.11.06, 10:06
                  A i tak najlepszy byl Bodziu w roli Telimeny! I to bez Tadeusza.
                  • zgred1967 Re: A najlepszy byl 02.11.06, 12:33
                    Też to zauważyłem!
                  • renaskawinska Re: A najlepszy byl 10.12.06, 19:47
                    Przeczytała i pozostł lekki niesmak. Trochę przesłodzona, nierealna i
                    niedzisiejsza. Na litość Boską czy Róża nie mogłaby chcieć w życiu czegoś więcej
                    niż być mamą małej Mili. Tak zostawila studia bo ją nużyły... to było dobre w
                    latach siedemdziesiątych. Perypetie podobnych bliżniaków już były w historii
                    literatury ( dlaczego każda bohaterka MM musi mieć faceta) a już scena jak rodzina
                    z Pyziakiem idzie na hipotetyczny ślub Tygrysa jest tak przesłodzona jak
                    drożdżówka z nutellą i galaretką jabłkową. Przepraszam przestałam być fanką
                    Jeżycjady
          • a_weasley Prawo i prawdopodobieństwo 28.09.06, 17:27
            iwoniaw napisała:

            > - Zdziwiły mnie dywagacje Józinka na temat jazdy na ślub Laury - że niby Łusia
            > może usiąść komuś na kolanach, a on to już na to za duży - czy MM nie słyszała
            > nigdy o obowiązku wożenia dzieci w fotelikach samochodowych?

            Po pierwsze, to mówił dziesięcioletni chłopiec.
            Po wtóre, w Polsce do dziś dzień jeżdżą w pełnej zgodzie z przepisami może nie
            miliony, ale na pewno grube setki tysięcy samochodów, które nie mają z tyłu
            pasów bezpieczeństwa (a także kilkanaście tysięcy samochodów w ogóle bez pasów,
            nawet z przodu) i w tych samochodach nie ma ani obowiązku, ani możliwości
            używania fotelików.
            Fotelik jest obowiązkowy przy przewożeniu dziecka na miejscu wyposażonym w pasy
            bezpieczeństwa. Jeśli nie ma pasów, dziecko jedzie luzem.
            Po trzecie, jest również obowiązek zapinania pasów tam, gdzie one są. Również z
            tyłu. Także w taksówce. Rozejrzyj się dookoła, jak to z tym jest w praktyce...
            Jest też obowiązek jazdy z prędkością nie przekraczającą 90 km/h. Czy równą
            pretensję miałabyś do Musierowicz, gdyby napisała, że ktoś jechał szosą 120 albo
            że sześć osób jechało polonezem?
            Przepisy to jedno, a powszechna życiowa praktyka to drugie.
            Musierowicz pisze powieści, a nie lekturę uzupełniającą do przedmiotu
            "Wychowanie komunikacyjne", więc nie można mieć pretensji, że bohaterowie robią
            coś niezgodnego z prawem. Miałbym pretensje, gdyby to, co opisuje, było
            nieprawdopodobne. Tak jednak nie jest.
            W tym przypadku, pragnę dodać, bo tam, gdzie na scenie występuje jednocześnie
            garbus Wolfiego i Bodzio, owszem dzieją się rzeczy nieprawdopodobne.
            • iwoniaw Re: Prawo i prawdopodobieństwo 29.09.06, 11:46
              Owszem, wielu ludzi nie stosuje się do przepisów, co nie zmienia faktu, że
              przedstawianie takiej sytuacji jako normalnej, zwłaszcza w książce mającej
              ambicje wychowawcze (patrz wątki: "MM o CzP" i "dziś w Dzienniku"), jest jak
              najbardziej godne potępienia, a już na pewno zwrócenia uwagi.
            • ready4freddy Re: Prawo i prawdopodobieństwo 01.10.06, 00:53
              > Fotelik jest obowiązkowy przy przewożeniu dziecka na miejscu wyposażonym w pasy
              > bezpieczeństwa. Jeśli nie ma pasów, dziecko jedzie luzem.

              aha. oprocz przepisow istnieje jeszcze tzw. zdrowy rozsadek. nie czytalem (nadal
              jeszcze) CzP, ale poniewaz dzieje sie w 2004 roku, smiem mniemac, ze samochod,
              ktorym sie poruszaja, moze miec poduszke powietrzna dla pasazera. byc moze nadal
              tylko jednostopniowa. jesli nasza Lusia kochana pojedzie "na kolanach" pasazera
              siedzacego obok kierowcy, przy niewielkiej nawet stluczce jest ogromna szansa,
              ze straci glowe. doslownie.
    • the_dzidka Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 09:35
      Najpierw napiszę o swoich spostrzeżeniach, potem dopiero poczytam Wasze :) Nb
      po raz pierwszy chyba robiłam notatki do książki nie będącej lekturą zawodową
      ani studencką :)
      Trudno mi z góry dokonć jednoznacznej oceny. Kilka rzeczy spodobało mi się aż
      po pięty. Przede wszystkim Łusia Pałys :) Łusia zaczyna wyrastać na osóbkę o
      wdzięku Natalii i charakterze Idy, a jej kwestie przyprawiają mnie o zataczanie
      się ze śmiechu - choćby wypożyczalnia wędlin na Rynku... Mam nadzieję, że
      doczekamy za kilka lat panny Pałysianki w roli głównej bohaterki :)
      Ignac - nadal jest apodyktycznym dziadygą, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że
      świat zaczyna mu uświadamiać, że nie jest alfą i omegą ;) Bunt wnuków, czy tez
      jego rozpaczliwa chęć bycia w centrum zainteresowana, kiedy Frycel oświadcza
      się Róży, i kategoryczne sprowadzanie go przez Milę do parteru ("- Czy doprawdy
      nie.. - Nie!! Doprawdy, nie!! -...jej dziadka? Seniora rodu? - Nie!!"). Ignac
      jest apodyktycznym tyranem, a tacy niełatwo godzą się z pewnymi rzeczami, wiem
      coś o tym.
      A ten cytat: "Człowiek wielki jest skromny i cichy. Człowiek małego formatu
      jest kłótliwy, a puszy się jak paw." Nie wiem, ak Wy, ale ja doznałam
      natychmiastowego skojarzenia z Ignacem - i wprawiło mnie to w stan złośliwej
      radości ;))
      Poza tym zauważcie, że stosunek Ignaca do zmywarki zmienił się w sposó
      zasadniczy :D
      Prawdziwym majstersztykiem był opis telewizyjnego show z udziałem "aktora o
      twarzy jak zaciśnięta pięść" - wracałam do niego czterokrotnie. Mam podobne
      zdanie jak Laura w kwestii "ogłupiaczy".
      Pyziak. Jak zobaczyłam jego konterfekt na stronie 96, to mnie powaliło. CO TO
      JEST?! Skąd on wytrzasnął taki nos alkoholika?! Miał kiedyś orli przecież!!
      Owszem, mógł obrzęknąć i napuchnąć, ale żeby aż tak?
      Od razu dodam, że cały wątek z "przebaczaniem" Pyziakowi jest generalnie mało
      prawdopodobny i sztuczny, a już scena przywiezienia Pyziaka na hipotetyczny
      ślub Laury... Kiczem pojechało. I to takim, że musiałam obetrzeć kartki
      książki, bo zrobiły się lepkie od lukru ;-P I jeszcze ten tekst
      Łuśki "Przyjechalismy z twoim tatą na ślub"... Przesunięty środek ciężkości
      siakoś..
      Pointa całej tej zwariowanej akcji ze ślubem jak dla mnie była łatwa do
      przewidzenia - wiadomo było, że podczas "ucieczki" Laura i Wolfi zaczną się
      nieco poznawać i docierać, i zrezygnują z pomysłu małżeństwa. Troskliwość
      Wolfiego i jego szacunek do Laury są imponujące, ale oboje mało mają punktów
      stycznych.
      Mila nadal nie lubi Laury. Mówi coś takkiego "Ona zawsze tylko oczekuje, żeby z
      jej powodu matka się zadręczała", z wyrzutem, po czym za chwilę twierdzi, że
      Laurę do ucieczki sprowokował dziadek.
      Wątek Oracabessów mnie nudzi.
      Wątek z Trollą - wepchnięty jakby na siłę, nic z niego nie wynika.
      Piotrek Żeromski zasługuje na śmierć w męczarniach ;) ale Paweł też mi się nie
      podoba.
      Różyczka - jak zwykle obrzydliwie szlachetna (Pyziak).
      Tradycyjnie wątek antyfeministyczny - tym razem osobą, ktora woli pracę niż
      dzieci, jest nieapetyczna, flądrowata, niegrzeczna i śmierdząca papierosami
      policjantka. No cóż. Bez komentarza.
      I na koniec, coś co mnie wyjątkowo zirytowało. Bardzo podoba mi się Róża w roli
      matki, z tym zapatrzeniem w małą Milę, ale omal mnie szlag nie trafił, kiedy
      Róża coś tam szepcąc jej do uszka, mówi: "Ma na imię Melania, tak jak ty. To
      znaczy ty dopiero będziesz miala na imię Melania, jak cię ochrzcimy." W tym
      momencie dosłownie ze mnie wystrzeliło. ŻE CO?! Odkąd bylo wiadomo, że to
      dziewczynka, wszyscy nazyają ja małą Milą. A tu nagle dowiadujemy się, że
      według Różyczki mała jeszcze nie ma imienia, bo nie jest ochrzczona?! Idąc tym
      tropem rozumowania, Róża powinna w ogóle uznać swoje dziecko za "czasowo
      nieważne", bo urodziło się przed ślubem!!!!!
      No i tyle. Wieczorem zabiorę się za drugie czytanie :) Choć przyznam, że juz
      inaczej czytam MM, bo pod kątem aszych wcześniejszych dyskusji i spostrzeżeń :)

      PS. Za pomysł zawiezienia Łusi do Śmiełowa "na czyichś kolanach" powinno się
      urwać uszy - tylko nie wiem komu, jej rodzicom czy MM?
      • remik37 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 10:50
        a ja czytając ostatnie książki MM tj. Język Trolli, Żaba i teraz Czarną Polewkę
        nie moge oprzeć się wrażeniu że MM już ich nie pisze tak naprawdę tylko jakiś
        jej uczeń czy coś takiego, są zupełnie inne od tych dawniejszych, wspaniale
        czytających się części Jeżycjady, i to nie jest efekt zmiany pokoleń, czasów
        itd. , bo Musierowicz zawsze świetnie dostosowywała się do tego, nie wiem co
        się stało a może zwyczajnie autorka już się wypaliła?
        w takim razie chyba lepiej by było zakończyć serię
        przy tej ostatniej lekturze nudzę się a poprzednie ksiązki byłam w stanie
        pochłonąć w jeden wieczór bo mnie ciekawość zżerała co dalej
        • m_agata Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:26
          > nie moge oprzeć się wrażeniu że MM już ich nie pisze tak naprawdę tylko jakiś
          > jej uczeń czy coś takiego,

          tak! ja też miałam takie wrażenie! toz to jakby z Almodovara.... (Kwiat mego
          sekretu) ;)

          ---------------

          z dystansem, z dystansem! to tylko fikcja literacja!
      • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 10:58
        Witam i pozdrawiam

        Piszę tu chyba po raz pierwszy, bo pisać nie lubię w ogólności. Piszę tylko jak
        mnie coś bulwersuje i to mocno, a i wtedy czekam dzień, czy mi może nie
        przejdzie. Tym razem nie przeszło, więc oto moja tyrada.

        Pochodzę z domu, gdzie gadki borejkowe są na porządku dziennym. Mój tato to
        kopia wręcz Ignaca, a macocha moja to przywracająca go do pionu Mila. Są ludzie,
        którzy żyją we własnym świecie, mają poglądy budowane na lekturach sprzed lat i
        wielki psychiczny opór w stosunku do rozwydrzenia naszych czasów. Są też ludzie,
        którzy potrafią kochać takich despotów, rozumieć ich, oraz pomagają się
        porozumiewać ofierze przeszłości z przedstawicielami zdegenerowanej
        teraźniejszości. także zarzut fantazjowania i bajdurzenia jest całkowicie w
        stosunku do stylu MM niesłuszny, to że ktoś nie znalazł się nigdy na mount
        evereście nie znaczy przecież, że szczyt ten jest wytworem wyobraźni
        podrózników, którzy o nim opowiadają, nespa?
        U MM nie ma jednoznacznych postaci i charakterów, każdemu daje szansę na
        poprawę wizerunku, a niektórym pozwala odsłonić przed czytelnikiem złe strony
        charakteru. To podoba mi się najbardziej. Nie rozumiem czemu niektórzy z taką
        agresją i rozżaleniem reagują na zmianę zachowań swych ulubieńców. Faktem jest
        też, że MM z lekka z nas zadrwiła, przerysowując niektóre cechy bohaterów, ale
        zauważmy, że jednak ktoś zawsze kogoś w tej powieści naprostuje.
        Weźmy Wolfiego i zarzut, że się zmienił na nieuka i prostaka, skąd taka
        dedukcja? Przecież w Żabie nic nie pisano i jego charakterze i zapatrywaniach, a
        wręcz powtórzono kilkakrotnie ustami państwa Schoppe, jak wątpliwy jest fakt
        zdobycia przez niego świadectwa dojrzałości! Czyżby czytelnicy te niepochlebne
        słowa kładli na karb ogólnej nieprzychylności rodziców w stosunku do syna? No
        tak w końcu oni są źli i niedobrzy(jak wszyscy mieszkańcy szarych bloków). A
        może jest tak, że oni jednak są dobrymi ludźmi, mającym swe niepopularne
        przekonania (pułapka biologiczna itd) ale którz takich przekonań nie posiada,
        niech pierwszy rzuci kamieniem! W CP poznajemy po prostu wolfiego bliżej i
        możemy jednak cieplej pomyśleć o jego rodzicach, którzy będąc przerażeni jego
        nieuctwem mieli w zasadzie trochę racji. MM nigdy nikogo nie uczyniła-w moim
        przekonaniu- czarnym, lub białym. Ona pozwala szarym ludziom zakładać białe, lub
        czarne dodatki i to w zależności od nastroju. Czasem dobro u człowieka opisanego
        jako czarny charakter jest sprytnie zakamuflowane, jest to wg mnie mistrzowskie
        posunięcie, bo owe zakamuflowanie pozostaje często niewidoczne dla czytelnika
        nieuważnego (czytelnik czasem podczas drugiego, bądź entego czytania nagle
        odkrywa amerykę-tak, tak o sobie piszę), lub dla czytelnika który danej posatci
        po prostu nie lubi. Właśnie dlatego możemy dyskutować o postaciach i dziwić się,
        czemu ktoś o tym niegodziwym X pisze dość pochlebnie. Dla mnie MM jest
        mistrzynią tworzenia charakterów, sprwaia, że każdy widzi tą postać inaczej, a
        uczucie jakim bohatera czytelnik obdarza wpływa na fakt odbioru przez niego
        kolejnych opisów poczynań i przemyśleń tegoż bohatera, przy czym -o cudzie- ilu
        czytelników, tyleż i odbiorów!

        Nie wiem, czy zostanę zrozumiana, bo łatwiej dyskutuje mi się głosem, niż literami.
        Dodam jeszcze kolejny bardzo niepopularny argument.
        Otóż ja osobiście gardzę ludźmi nieczytającymi książek, robiącymi błędy
        ortograficzne, tłumaczącymi się dysleksjami i innym dysmózgowiem. Nie lubię
        obcować z nieukami, głoszącymi chęć wyrzucenia dzieł Mickiewicza z kanonu
        lektur. Mam do tego prawo i w tej kwestii bardzo zgadzam się z przedstawianiem
        takich ludzi tak, jak robi to MM. Ponadto znam kilka starych, bezdzietnych
        panien i mają one wszystkie cechy przedsatwione u MM. Uważam także, że
        posiadanie dziecka (męża- niekoniecznie, ale szanuję prawo do odmiennych
        zaptrywań w tej kwestii) wpływa znacząco dodatnio na zdrowie psychiczne kobiety.

        I tak nie napisałam wszystkiego, co chciałabym przekazać, ale w miarę możliwości
        nerwowych (myślę kilkanaście zdań do przodu w stosunku do pisania i powoduje to
        mętlik w mej blondwłosej głowie) będę się dopisywać, o ile mnie nie zbanujecie
        za głoszenie niepopularnych treści i nie obłożycie popularną ostatnio fatwą:D

        Jednym słowem duże TAK dla czarnej polewki za czarny humor i polewkę z
        czytelnika kierującego się emocjami. Namawiam szczerze- obojętne podejście do
        opisywanych bohaterów pozwala nam inaczej pewne zdania odczytać i zobaczyć
        pewnych bohaterów w odmiennym i zaskakującym świetle.

        ps. Mila kocha Tygrysa bardzo mocno, ale nie cechuje się ona iście
        babciową-wybaczającą wszystko- miłością, tylko bardzo pragmatycznym spojrzeniem
        na charakter i postępowanie wnuczki. Mila w ogóle jest moją najukochańszą
        postacią, szczególnie od sceny zazdrości w kalamburce, którą to sceną udowodniła
        mi, że posiada słabości, jak każdy. amen
        • the_dzidka Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:08
          Nie zbanujemy Cię, i fatwą tez nie obłożymy, ani ekskomuniką ;) każdy ma prawo
          do swoich opinii.
          Jako że czasu mało, ustosunkuję się tylko do kwestii "bezdzietnych starych
          panien", jako że sama jestem jedną z nich ;) Nie wiem, czy posiadanie męża i
          dziecka wpłynęłoby na moje zdrowie psychiczne IN PLUS. Wiem natomiast z całą
          pewności, że moja droga życiowa to nie był świadomy i celowy wybór, i moim
          zdanie - rzadko tak jest, że kobieta celowo i z rozmysłem decyduje się na
          samotne życie. I kiedy czytam MM, to robi mi się bardzo przykro i mam o to do
          Niej cichą pretensje, że traktuje wszystkie niezamężne i niedzieciate baby z
          jednego kapelusza - niechluje, dziwolągi, feministki, mało inteligentne w
          dodatku bardzo często. W jej słowach na ten temat wyczuwam jakąś taką...
          okrutną wyższość. Ma oczywiście prawo uważać, że "spełniona" jest tylko kobieta
          rodzinna, dlaczego nie. Ale nie wolno robić Jej z nas wszystkich jakiś
          skarykaturzałych stworów. Po prostu nie wolno - między innymi dlatego, że nam
          to szkodzi.
          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 11:25
            Rozumiem Twoją pretensję, ale spójrz na to inaczej, bez emocji (choć
            podejrzewam, że to trudne jeśli nie niemożliwe) Ona ma prawo do wyrażania swych
            poglądów, nawet jeśli się to komuś nie podoba i jest mu przykro. To tak jak moja
            ukochana Joanna Chmielewska, z którą się identyfikuję strasznie, opisuje siebie
            w autobiografii jako antysemitkę i homofobkę. I co? MAm do niej napisać, że nie
            wolno jej drwić z gejów? Bo mi przykro jak wypisuje głupoty w stylu
            "homoseksualiści to mężczyźni bojący się kobiet i niepewni siebie" Czysty
            absurd, jej zdanie w tej kwestii określa ją w moich oczach jako totalną
            ignorantkę i czuję się osobiście obrażona, jak ktoś kogo tak lubię i kogo
            twórczość tak znacząco wpłynęła na moją osobowość może głosić tak bezdennie
            głupie poglądy. Ale nie napiszę do niej, ani nie będę się obrażać o czyjeś
            poglądy i sposób ich przedstawiania.
            Tak samo MM ma pewne zapatrywania i ma pełne prawo pisać tak, jak jej się
            podoba. Choć oczywiście powtarzam, że rozumiem rozgoryczenie osób osobiście
            dotkniętych takim poglądami, bo sama wciąż jestem dotknięta wypowiedzią
            chmielewskiej.
          • el_la Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:45
            inplus ;)
          • senseeko stare panny 02.11.06, 16:09
            > kiedy czytam MM, to robi mi się bardzo przykro i mam o to do
            > Niej cichą pretensje, że traktuje wszystkie niezamężne i niedzieciate baby z
            > jednego kapelusza - niechluje, dziwolągi, feministki, mało inteligentne w
            > dodatku bardzo często.

            Ale przecież ta panna w TiR (asystentka Almy Pyziak) to była bardzo sympatyczna
            postać! Tragiczna i smutna co prawda, ale tak niestety jest z kobietą dla ktorej
            samotnośc nie jest wyborem, tylko splotem okoliczności, na które nie miała wpływu.
            Niektóre są w tym szczere, inne nadrabiają miną i robią za "single wojujące".
            Oczywiście zdarzają sie i normalne stare panny ale albo są to bardzo młode stare
            panny ;) (Na przykład Nutria) albo naprawde wyjątkowe osoby. U MM rzeczywiście
            tych ostatnich jest niewiele, ale są: Gizela, Terpentula, ciotka Lila. Bardzo
            pięknie pokazane stare panny.
            Więc nie do końca dzidko jest tak, jak piszesz
            • yowah76 Re: stare panny 02.11.06, 16:32
              Gizela sie w koncu wydala, jakby nie patrzec, tylko na dzieci juz byla za
              stara, a zreszta poswiecila sie wychowywaniu cudzego dziecka, to mozna jej
              wybaczyc... Ciotka Lila na poczatku miala nie najlepsza opinie, zdaje sie, ze
              nawet Mamertowie o niej szeptem mowili, znaczy jakies paskudne cechy tez
              posiadac musiala. A Terpentula, trudno cos o niej powiedziec, przemknela
              jedynie.
              • senseeko Re: stare panny 02.11.06, 19:27
                yowah76 napisała:

                > Gizela sie w koncu wydala, jakby nie patrzec, tylko na dzieci juz byla za
                > stara, a zreszta poswiecila sie wychowywaniu cudzego dziecka, to mozna jej
                > wybaczyc... Ciotka Lila na poczatku miala nie najlepsza opinie, zdaje sie, ze
                > nawet Mamertowie o niej szeptem mowili, znaczy jakies paskudne cechy tez
                > posiadac musiala. A Terpentula, trudno cos o niej powiedziec, przemknela
                > jedynie.

                Ależ dzidka pisze właśnie o takich starych pannach, które nie są starymi pannami
                z wyboru, ani nie dlatego, ze są jakieś felerne, tylko z powodu okoliczności
                zewnętrznych, na które nie miały wpływu. Więc nie ma niczego uwłaczającego ich
                staropanieństwu, że niektóre z nich wyszły za mąż. Zwłaszcza, ze nie wyszły na
                zasadzie "byle jaki, byle siaki, byle był", tylko na skutek świadomego wyboru. A
                że w wieku 40 czy więcej lat? No i co z tego. A inne nie wyszły i też dobrze.
                Natomiast "wojujące stare panny" to zupełnie inny gatunek ludzi i z nimi się
                chyba dzidka nei identyfikuje?
                Chodziło mi tylko o to, ze wprawdzie skąpo, ale pozytywnie przedstawione stare
                panny jednak się u MM pojawiają.
                • yowah76 Re: stare panny 02.11.06, 23:18
                  Czyli stare panny z wyboru to sa jednak te wredne...;-) no niby tak, bo jak sie
                  komus nie udalo mimo checi, to mozna sie uzalic, ale jak sam z siebie ma takie
                  dziwne poglady to ooo! niedobrze!
                  Ja tam jestem stara panna z braku wyboru, he, he...
            • the_dzidka Re: stare panny 03.12.06, 21:23
              Senseeko, ale Oleńka to jeden jedyny przykład WZGLĘDNIE pozytywny. (Względnie,
              bo tez momentami opisywany przez MM lekko kpiarsko i ironicznie.)
              Gizela nie jest klasyczną s.p., bo "ma dziecko", wychowała je, "miała dla kogo
              żyć", tak naprawdę była matką, a potem na starośc wyszła za mąż, więc trudno ja
              uznac za typ zasuszonego dziwadła. Sama MM nie postrzega zresztą w niej "starej
              panny", pisząc z szacunkiem o jej mądrości życiowej i podejściu do życia.
              Co do Terpentuli i Ciotki Lili - zwróć proszę uwagę, że to są kobiety opisane
              jako posiadające w sobie pewien czar, oryginalnośc, klimat - artystki i osoby
              otoczone pewnym nimbem niezwykłości. Natomiast kobiety zupełnie zwyczajne, nie
              mające tego szczęścia, by zostać artystkami w oczach MM, czyli np. pani Barbara
              z pociągu, pani z ryjkowatym nosem głosująca na Kwaśniewskiego czy policjantka
              z CP, czy która tam jeszcze - są przedstawione złosliwie, z premedytacją jako
              osoby śmieszne, udziwnione, wyobcowane ze społeczeństwa wyłącznie przez to, że
              sa niemężate. Jak się do tego dołoży fakt, że np. Natalii Róża współczuła,
              bo "żaden dzidziuś nie czekał na nia w przyszłości", oraz rozmowę Idy z
              Pulpecja o wychodzeniu / niewychodzeniu za mąż (o poranku Idowego slubu)
              wniosek nasuwa się sam. Stare panny w Jeżycjadzie nie mają racji bytu - chyba
              jako egzemplarze nienormalne. Coś takiego, jak pogodna, radosna i
              szczęśliwa "stara panna" jak moja ciotka, nie może w rzeczywistości istnieć.
        • dakota77 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:12
          kalina81 napisała:

          > Uważam także, że
          > posiadanie dziecka (męża- niekoniecznie, ale szanuję prawo do odmiennych
          > zaptrywań w tej kwestii) wpływa znacząco dodatnio na zdrowie psychiczne kobiety


          Czy to oznacza, że należysz do kobiet, które zamierzają sobie sprawić dziecko i rozmyslnie wychować
          je same, skoro mąż im niepotrzebny? Staram się szanować zdanie każdego, ale świadome pozbawianie
          dziecka ojca to skrajny egoizm...To taka mała dygresja tylko.
          Ja mam męża, nie mam dzieci i nie uważam, żeby moje zdrowie psychiczne na tym cierpialo.
          MM ma oczywiście prawo postrzegac samotne/bezdzietne kobiety jak chce, ale to przykre, że opisuje je
          zawsze w taak karykaturaalny sposób.
          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:27
            hmm napisałam męża, nie napisałam ojca.
            U MM żeby mieć dziecko należy być zaślubionym, a z tym się nie zgadzam.
            Nie zamirzam wychowywać nikogo sama, a mąż mi faktycznie niepotrzebny, wolę
            konkubinat, o którym to MM nie napisała ani jednego słowa, do czego mogłabym się
            przyczepić, ale mi się jakoś nie chce.
            Choć uważam, że idąc z duchem czasu mogłaby kogoś w ten konkubinat wcisnąć, a ja
            poczułabym się lepiej (o ile nie wcisnęłaby w niego skrajnej patologii pokroju
            wyjawiając co myśli o tej formie związku- wtedy poczułabym się gorzej;)). Ale to
            na Jowisza są jej książki, jej twórczość i jej poglądy, dlatego uważam, że zbyt
            osobiste podchodzenie do nadawania bohaterom pewnych cech w zależności od ich
            umiejscowienia na drabinie socjalno-społecznej jest troszkę infantylne- ale, jak
            podkreślam jest to moje prywatne zdanie, z którym nikt się zgadzać nie musi.
            • akceloda Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:47
              Witam! Jestem wielką fanką MM, ale to oczywiste,skoro weszłam na to forum. Do
              rzeczy. Wczoraj pochłonęłam jednym tchem "Polewkę", a kiedy zaspokoiłam
              czytelniczy głód, zaczęłam się zastanawiać. Uwielbiam MM i nie chciałabym
              sprawiać jej przykrości, bo ta książka to efekt jej ciężkiej pracy, ale mam
              parę subiektywnych zastrzeżeń...
              Dla mnie "Czarna polewka" jest trochę "przegadana", zbyt wielu narratorów,
              którzy oczywiście, wypowiadając się w trzeciej osobie, stosują tak przeze mnie
              uwielbianą, i tak perfekcyjnie przez Panią Małogrzatę dopracowaną mowę pozornie
              zależną, Jednak zauważyłam, że niektóre wątki się jej wymykają. Chciała
              wszystko pogodzić, bo ostatnio nagromadziło się trochę niewyjaśnionych, a
              wielce interesujących spraw (Róża i Fryderyk, Laura i Wolfi, Żaba i P.
              Żeromski -który?, Józinek i Trolla, etc., etc.)...W efekcie mamy przesadzoną
              polifonię, co powoduje chaos....
              ...Zazdroszczę Kubie Wojewódzkiemu i Cezaremu Pazurze, którzy mieli zaszczyt
              pojawić się w "Jeżycjadzie" (bo to o nich mowa na str. 169, kiedy Laura z
              Bodziem oglądają telewizor) Co prawda są pokazani raczej negatywnie, co prawda
              anonimowo, ale zawsze. Widzę, że sprawa bezczeszczenia przez Pana Pazurę "Pana
              Tadeusza" bardzo się Pani Musierowicz nie spodobała, pisała już o tym
              we "Frywolitkach"- wtedy z nazwiskami, nieco ostrzej.
              Kompozycja książki nie jest zamknięta, to oczywiste. Czekamy na ciąg dalszy,
              na "Sprężynę", której główną bohaterką będzie, z tego co słyszałam, Łusia.
              Zmartwiłoby mnie to, ponieważ głos zabierają coraz młodsi, ale jeśli Łusia
              będzie w "Sprężynie" na pierwszym planie, tak jak Ignacy G. Stryba w "Czarnej
              Polewce", to nie ma strachu. Problemy Igasia zostały przyćmione przez Laurę i
              Wolfiego (dobrze!).
              ...Dziwi mnie wiele spraw. Gabrysia tutaj praktycznie nie istnieje, sprawy
              Laury jej kompletnie nie obchodzą (słuszny był bunt z "Tygrysa i Róży"?), nie
              umie, a może raczej nie chce, z nią rozmawiać. Tak jak dziadek zbyt mocno
              martwi się o wnuczkę (gwoździe w drzwiach do balkonu???), tak Gabrysia przeżywa
              to bezgłośnie. Na ślub zareagowała...No jak? Dziwnie. Tak jak na powrót
              Janusza. Po tylu latach milczenia i obojętności, zabierać go tak po prostu na
              ślub jest czynem godnym miłosiernego Samarytanina. Cała Gabrysia ;) Zdziwiło
              mnie także, kiedy Pan Jan Schoppe tak się wzruszył małą Milą, że spytał o jej
              imię ( Nie wiedział? Jak to możliwe? Dziecko już miało prawie miesiąc! Fryderyk
              mieszkał przecież wciąż z rodzicami, a do niego ojciec nie miał o nic
              żalu)...Ale to drobnostka, może z tego wzruszenia zapomniał? Nieważne. "Czarna
              Polewka" się ukazała. To autorki sprawa, co zrobiła z bohaterami. Nam się
              wydaje, że wiemy lepiej niż MM, że napisalibyśmy mądrzej, ciekawiej. To trudna
              sztuka. Dziękuję za kolejną część Jeżycjady, może nie taką, jaką bym chciała,
              ale...No właśnie...Licentia poetica...Wielki Szacunek dla MM. Pozdrawiam. Agata



              --------------------------------------------------------------------------------
          • magdu82 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 28.09.06, 19:08
            Za niesprawiedliwe, irytujące i stereotypowe uważam też bezwarunkowe łączenie
            szczęścia kobiety z macierzyństwem. Wszystkie kobiety spełnione, szczęśliwe,
            żyjące w harmonii ze sobą i światem, kochające i kochane - to matki. Wszystkie
            nie posiadające dzieci, pozbawione chęci posiadania dzieci, nie lubiące
            dzieci(co za zboczenie!!!!) to te ośmieszane i karykaturalnie przedstawione
            "feministki" ( Pani MM, w innych kwestiach tak dociekliwa i zdolna do
            rozpatrywania zjawisk z szerszej perspektywy, zdecydowanie powinna się w kwestii
            feminizmu douczyć, jeśli chce o nim pisać, bo obnaża dosyć płytkie i pełne
            uprzedzeń podejście do tematu), albo ewentualnie smutne, samotne istoty
            cierpiące na depresję (Oleńka z "TiR"). W obu przypadkach bardzo krzywdzące
            uogólnienia. Przy całej swojej erudycji, tolerancji, zrozumienia i zwykłej
            sympatii do człowieka, dziwi mnie tak jednostronne, stereotypowe spojrzenie na
            ten "upośledzony" (jak sugerują lektury) gatunek kobiet.
            Z całym szacunkiem i sympatią dla Autorki:-)
            • ida198511 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 05.10.07, 10:28
              samotne istoty
              > cierpiące na depresję (Oleńka z "TiR").

              To Oleńka cierpiała na depresję?? Pierwsze słyszę, to chyba tylko
              twoja nadinterpretacja. A "jeżycjadowe" feministki doczekały się na
              tym forum osobnego wątku, i o ile dobrze pamiętam, ktoś w nim
              napisał, że Oleńska niby fajna, miła i jeszcze całkiem ładna, ale
              nie może być przykładem pozytywnej feministki u MM, bo "rzuca się"
              na dopiero co poznanego faceta (Robrojek). Otóż ja się z ta opinią
              nie zgadzam, Oleńka zadzwoniła do Roberta, bo była ciekawa, co u
              Laury, a że kazała go pozdrowić?? - Co w tym złego, widać uznała go
              za sympatycznego człowieka.
        • szprota Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 12:46
          po mojemu bardzo ciekawy głos w dyskusji - mam nadzieję, że nie poczujesz się
          tym komentarzem potraktowana protekcjonalnie.
          garść moich luźnych uwag: zwróćmy uwagę, że na tym forum w znakomitej większości
          piszą osoby, które nie charakteryzują się dysmózgowiem, pisać umieją, myśleć tym
          bardziej i zdecydowanie nie należą do osób nie czytających książek. piszę o tym
          dlatego, by podkreślić, że, przynajmniej w mojej opinii, względem podziału
          świata według M.M. na oczytanych erudytów i łysoczaszką resztę znajdujemy się
          raczej po tej pierwszej stronie barykady. może tylko, w przeciwieństwie do M.M.,
          łatwiej nam przychodzi stwierdzenie faktu, że i ci nieoczytani mają swoją
          wartościową historię do opowiedzenia.
          Natomiast co do Wolfiego - nigdzie nie jest napisane, że to nieuk i prostak.
          Wszystkie oceny jego obwieszczeń, że nie lubi poezji, są wszak dokonywane z
          perspektywy Laury, której, jak widać, nie opuściła jeszcze wzgardliwa drwina
          wobec innych niż ona. Zauważyliście, że jeśli chodzi o szeroko rozumiany snobizm
          Borejków, Laura w nim jest najbardziej nieznośna? Ogromnie lubię Tygryska za
          jego buntowniczość i oryginalność, ale, dalibóg, jeśli tak dalej pójdzie,
          zniechęcę się do jazzu! (do opery, szczęśliwie, nie muszę). A Wolfiego niechęć
          do poezji jest całkiem, jak dla mnie zrozumiała - trudno ją polubić, gdy się nią
          jest karmionym w placówce edukacyjnej (wiem po sobie) i poprzez starszego,
          zawżdy lepszego brata.
          Co do bezdzietnych kobiet - cóż, dajmy sobie prawo do swoich opinii. Mnie
          osobiście krąg pampersów w słoniki nie wydaje się być bliski tego, co uważam za
          spełnienie. I mimo że bezdzietność czy samotność nie zawsze są wynikiem
          świadomego i dobrowolnego wyboru, pozostaję przy zdaniu, że niezależnie od
          przyczyn ów stan wart jest szacunku. Oczywiście tak samo, jak stan
          rodzicielsko-małżeński. Nie bardziej i nie mniej.

          Zupełny offtopic, ale chyba jednak swoista glossa wobec otwartości na ludzi
          nieoczytanych, zwyczajnych, szarych i pokrzywionych przez życie - chętnie
          wysłałabym M.M. na jakiś otwarty meeting A.A. Tak, by posłuchała czytanej
          jeszcze przechrypniętym głosem Desideraty. I posłuchała, co jeszcze oprócz
          dzieci i rodziny może dać olbrzymią satysfakcję i poczucie spełnienia.
          • szprota (to było, rzecz jasna, do Kaliny81) [nt] 23.09.06, 12:52

          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 13:50
            szprota dzięki za uznanie:) potraktowana protekcjonalnie raczej się nie czuję.

            Co do Twoich uwag, małe sprostowanie, bo być może niezrozumiale napisałam.
            Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie wolfi był
            świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie wyszedł, tylko był
            nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w zbliżeniu.

            Co do uwagi
            może tylko, w przeciwieństwie do M.M.
            > ,
            > łatwiej nam przychodzi stwierdzenie faktu, że i ci nieoczytani mają swoją
            > wartościową historię do opowiedzenia.

            to mam taką hipotezę, że MM podobnie jak ja uważa, że nieoczytani nie mają nic
            ciekawego do powiedzenia i ma do takiego poglądu prawo. I tu moim zdaniem
            potraktowałaś protekcjonalnie samą MM. Z góry założyłaś, że ona chce, ale nie
            umie w przeciwieństwie do Was. A może wcale nie chce. Może jej zdanie na temat
            ludzi nieoczytanych, łysych, nieuków itd jest właśnie takie jak przedstawia w
            książkach, choć oczywiście dla wielu taki pogląd jest bulwersujący, może tak
            być? może.
            Co do Laury to też się nie zgodzę, Laura w końcu odkryła jak bardzo jest
            Borejkowa i godzi się z tym, przed czym wzbraniała się tyle lat, zrozumiała
            formę miłości jaką obdarza ją matka, jakże inną formę, niż widywaną u koleżanek.
            Godzi się z tą formą, zaczyna rozumieć postępowanie mamy. Ja to widzę właśnie
            tak, dlatego fascynuje mnie umiejętność tworzenia przez MM charakterów w atki
            sposób, że czytając to samo możemy mieć tak niesamowicie rózne zapatrywania na
            sprawę. To co robi MM w moim mniemaniu, to sztuka wielkiego formatu.
            • szprota Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 15:36
              kalina81 napisała:

              > szprota dzięki za uznanie:) potraktowana protekcjonalnie raczej się nie czuję.
              to dobrze, bo ponoć miewam konsultanckie nawyczki ;)

              > Co do Twoich uwag, małe sprostowanie, bo być może niezrozumiale napisałam.
              Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie wolfi był
              świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie wyszedł, tylko był
              nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w zbliżeniu.

              Mniej więcej tak odebrałam twojego posta - mój miał być polemiką czy też próbą
              spojrzenia na postać Wolfiego z innej perspektywy.


              > mam taką hipotezę, że MM podobnie jak ja uważa, że nieoczytani nie mają nic
              ciekawego do powiedzenia i ma do takiego poglądu prawo. I tu moim zdaniem
              potraktowałaś protekcjonalnie samą MM. Z góry założyłaś, że ona chce, ale nie
              umie w przeciwieństwie do Was. A może wcale nie chce. Może jej zdanie na temat
              ludzi nieoczytanych, łysych, nieuków itd jest właśnie takie jak przedstawia w
              książkach, choć oczywiście dla wielu taki pogląd jest bulwersujący, może tak
              być? może.

              oczywiście. to tylko moja opinia. trudno oczekiwać od lubianej pisarki, że
              będzie miała światopogląd idealnie z moim zbieżny. a jednak jakoś mi nijak się z
              tym pogodzić wobec odwołań do Tichnera czy De Mello. mam wrażenie - podkreślam,
              wrażenie, całkowicie subiektywne! -że M.M. jednak chciałaby wyprodukować w
              bohaterach tę otwartość na każdego człowieka, tylko że - ośmielę się zauważyć,
              nie poczuj się, proszę, dotknięta - podobnie jak tobie, za bardzo jej się
              wmontował skrypt oczytany = wartościowy. dlatego mama Lelujkowa jest
              skonstruowana na zasadzie curiosum lub też wyjątku potwierdzającego regułę.
              sama nieraz łapię się na poczuciu wyższości, że przeczytałam ileś tam więcej
              książek niż moi rówieśnicy. a potem sobie przypominam przyjaciela, wybitnie
              nieznośnego, Bodziowatego typa, który jednak umiał mi pomóc, gdy byłam w
              skrajnie trudnej sytuacji. bez żadnych wcześniejszych deklaracji czy cytatów z
              klasyków (podejrzewam zresztą, że szybciej przyszłoby mu zacytować jakiś dialog
              z "Psów") - i łapię trochę pokory. trochę.

              > Co do Laury to też się nie zgodzę, Laura w końcu odkryła jak bardzo jest
              Borejkowa i godzi się z tym, przed czym wzbraniała się tyle lat, zrozumiała
              formę miłości jaką obdarza ją matka, jakże inną formę, niż widywaną u koleżanek.
              Godzi się z tą formą, zaczyna rozumieć postępowanie mamy.

              Nie czuję się przekonana, ale nie mam własnych argumentów, więc pozostawiam
              temat otwarty.

              >Ja to widzę właśnie tak, dlatego fascynuje mnie umiejętność tworzenia przez MM
              charakterów w atki sposób, że czytając to samo możemy mieć tak niesamowicie
              rózne zapatrywania na sprawę. To co robi MM w moim mniemaniu, to sztuka
              wielkiego formatu.

              Inaczej nie byłybyśmy na tym forum :)
              Mimo wszystko jednak pozwolę się nie do końca zgodzić. wielokrotnie zżymamy się
              na M.M., że w mowie pozornie zależnej czy w narracji daje wyraz podziwowi wobec
              danej bohaterki (prym tutaj wiodą Gabrysia i Pyza), a opis ich zachowań, relacja
              ich słów w nas już owego podziwu nie wzbudza. dysonans taki poznawczy. NB,
              Gabrysia w CP jest już tak papierowa i bierna, że aż mdła. Szkoda.
              • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 16:52
                co do poczucia spełnienia rozumiem co chcesz przekazać. Jednakże ja właśnie
                spoglądam na to z innej strony.
                Przykładowo ja spełniam się w (cóż za mocno negatywnie nacechowane słowo)
                konkubinacie, który uważam za bardzo dobry wynalazek dla młodych ludzi chcących
                się dotrzeć, poznać i zrozumieć, a potem rozstać/pobrać/pozostać ze sobą bez
                papierka. I cóż widzą moje piękne oczy w każdym tomie przygód ukochanej rodziny?
                Ano nie ma ani jednego chyba przykładu kociej łapy! Nawet ludzie źli i
                niegodziwi wiodą przykładne życie małżeńskie. Co więcej Borejkowie i wszyscy
                bohaterowie pozytywni chadzają co niedziela do kościoła. Ponadto mój Ignac
                kochany wypowiada obelżywe wręcz zarzuty po adresem Frycka w mniemaniu, że
                niegodziwiec ten żenić się nie chce. Śluby nie znających się, odzianych w różowe
                okulary zauroczenia młodych ludzi, które w 90% kończą się wspólnym długim życiem
                nie istnieją już w naszej polskiej rzeczywistości, o czym MM zdaje się
                zapomniała, bądź biorąc przykład ze swego bohatera Ignaca- nie dopuszcza tej
                prawdy do swej świadomości. No i właśnie myślę sobie, że wzorem niektórych osób
                tu się wypowiadających powinnam zgłosić stanowczy protest i poczuć się osobiście
                urażona. No bo jak to? Jestem w swoim mniemaniu fajna i żyję pod jednym dachem z
                niepoślubionym mi mężczyzną, a moja parafia nawet nie wiem, gdzie się znajduje,
                a MM neguje istnienie porządnych ludzi mojej kategorii (choćby i źle o takich
                napisała, ale w świecie przez nią stworzonym tacy ludzie nie istnieją po
                prostu). Co więcej moi rodzice się o zgrozo rozwiedli, a ja kocham swoją macochę
                (spojrzenie na instytucję macochy zostało przedstawione w dziecku piątku),
                uwielbiam swych przyrodnich braci(nieznośny Ignacy Grzegorz) i jestem bardzo
                szczęsliwa w świecie tak odległym od tego przedstawionego w Jeżycjadzie. I nie
                lubię MM mniej, choć autorka wyraźnie dyskryminuje ludzi żyjących w świecie
                podobnym mojemu.

                Nie rozumiem po prostu tak osobistego podejścia do, bądź co bądź, fikcji
                literackiej i czyichś przekonań w niej zawartych.
                • szprota Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 17:14
                  może po prostu chciałoby się czasem odnaleźć w Jeżycjadzie siebie, a to coraz
                  trudniejsze? :)
                  • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 17:40
                    I tu masz rację!:) całkowitą, coś mi odkryłaś ważnego, bardzo dziękuję!
                    gdy byłam nastolatką chciałam mieć taki dom, jak borejkówny, bardzo chciałam.
                    Dziś też lubię się zanurzać w to ciepło i troskę o bliskich bijące z kartek.
                    I wcale nie chcę, by to się zmieniło!
                    chcę, by stare bezdzietne panny, były zrzędliwe, ślub zakochanych był wejściem
                    do poślubnych nocy i długiego wspólnego życia, chcę o tym czytać, choć w to nie
                    do końca wierzę, bo to jest piękna bajka, i dobra i z nieustającym morałem.

                    Właśnie dlatego się nie czepiam tego świata tworzonego przez MM, tego braku
                    kocich łap, gejów, szczęśliwych samotnych i spełnionych rozwodników. Niech on
                    taki zostanie, ten świat. Bo nie o to chodzi, by ta piekna fikcja zbliżyła się
                    do naszego życia, lecz by pragnąć, aby nasze życie zblizyło się do tej fikcji.
                    Nie sztuką równać w dół, lecz dążyć wzwyż (niestety jako niecórka ignaca nie
                    pamiętam kto to powiedział i czy na pewno dokładnie tymi słowami).
                    Ha szprota, mądra wielce z Ciebie osoba, ja tu piszę i się rozpisuję (dobrze, że
                    nie musisz mnie słuchać, istny ze mnie piotruś żeromski), żeby nazwać o co mi
                    chodzi, a ty robisz to w jednym zdaniu.
                    Przyjmij moje bezbrzeżne wyrazy podziwu!
                    kalina
                    • szprota :) 23.09.06, 18:12
                      miło mi to czytać.
            • ida198511 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 05.10.07, 11:16
              Odniosłam się do pojawiających się na forum głosów żalu, że w Żabie
              wolfi był
              > świetny, natomiast w CP wyszedł na prostaka. Jak dla mnie nie
              wyszedł, tylko by
              > ł
              > nim od początku biedaczek, a w CP po prostu ujżeliśmy go w
              zbliżeniu.

              Wolfi nie jest żadnych prostakiem, leniem może tak, ale tak poza tym
              to bardzo inteligentny chłopak. Czyżbyś tak jak ta snobka Laura
              (jeszcze) Pyziakówna uważała, że każdy, kto nie lubi poezji, to
              głupol??
        • k_linka Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 14:40
          "Otóż ja osobiście gardzę ludźmi nieczytającymi książek, robiącymi błędy
          ortograficzne, tłumaczącymi się dysleksjami i innym dysmózgowiem."

          Pogarda to mocne slowo. Nie chce byc zlosliwa ale sama rpbisz bledy
          ortograficzne (jak "którz")
          Co do istoty wypowiedzi to racje masz w tym, ze zarzucana czesto niespojnosc w
          kreacji bohaterow to po prostu ukazywanie ich z punktow widzenia ROZNYCH,
          zmieniajacych sie narratorow...


          • kalina81 Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 23.09.06, 16:07
            właśnie dlatego nienawidzę pisać na forach:D:D
            masz rację któż, któż, któż pierwszy jest bez winy....
            niestety wyszło jak wyszło:D mój błąd i mój wstyd
            a gardzę ludźmi, którzy robią nagminne błedy ortograficzne i się tego nie
            wstydzą, mają obrzydzenie do książek, a swoje nieuctwo tłumaczą dysmózgowiem.
            Niestety w szale myśli nie jestem w stanie rozwinąć każdej tak, jak uczyniłabym
            to za pomocą mowy. A błąd pojedynczy zdarzyć się może każdemu, inaczej
            gardziłabym większością dyskutantów, w tym także i sobą, a tego, jako typowy
            narcyz raczej bym nie zniosła.
            • kalina81 Re: post wyżej jest do klinki 23.09.06, 21:04

              • mmaupa do kaliny81 26.09.06, 14:45
                Jeszcze tak a propos dysmozgowia: czy "nespa" to "n'est-ce pas"?
                • kalina81 Re: do kaliny81 30.09.06, 20:30
                  hehe i owszem, z przyzwyczajenia używam tego słowa, przeniesionego z innego forum.
      • blazio Re: Po "pierwszym czytaniu" :) 14.11.06, 23:49
        the_dzidka napisała:

        > ŻE CO?! Odkąd bylo wiadomo, że to
        > dziewczynka, wszyscy nazyają ja małą Milą. A tu nagle dowiadujemy się, że
        > według Różyczki mała jeszcze nie ma imienia, bo nie jest ochrzczona?!

        Mam znajomych, którzy też nazywali swoje dzieci po imieniu po urodzeniu, ale
        mimo to uważali, że OFICJALNIE imię jest nadawane na chrzcie. Zwyczaj jak każdy
        inny i jak widać w formie reliktowej pojawił się również u Borejków...
    • parapluie Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 12:53
      przeczytałam.Pytania i wątpliwosci:
      -czy trzynastoletni chłopcy już się zakochują?
      -czy dziesieciloetnie dziewczynki mają biust,malują paznokcie i "chodzą" z
      chłopkakami?(moze ja jestem zacofana:)
      -Pyziak???Jak to???
      jeszcze jedno...Ten Bodziu:) widać,że MM jes poznanianką, stworzyła portret
      buca i prostaka-Warszawiaka...heh
      uczucia mięszane ale-usmiałam się i ogólnie pozytywnie:)
      • szprota [Parapluie] 23.09.06, 15:45
        że się na własnych wspomnieniach oprę...
        > -czy trzynastoletni chłopcy już się zakochują?
        oczywiście. co prawda najczęściej w nauczycielkach, ale to już jest czas tych
        pierwszych, czasem paraerotycznych zadurzeń.
        > -czy dziesieciloetnie dziewczynki mają biust,malują paznokcie i "chodzą" z
        chłopkakami?(moze ja jestem zacofana:)
        e, nie jesteś, może po prostu nie miewasz kontaktu z dzieciakami w tym wieku...?
        anyway, ja już biust miałam i chyba nawet jakieś pierwsze zasmarkane randki.
        tylko paznokci nie malowałam - do tej pory zresztą tego nie robię.
    • troppo_bella Już wiem, dlaczego jestem rozczarowana 23.09.06, 12:58
      Ha, obudziłam się rano z tą myślą, juz dojrzała na tyle, że zapisuję.

      Wiem, dlaczego nie podoba mi się ta książka. Bo my ich podpatrujemy, a nic o
      nich nie wiemy.

      Zauważcie - dwie kluczowe dla książki rozmowy - Pyzy z ojcem oraz Laury z
      Wolfim (ta końcowa) odbywają się, że ujmę to filmowo - pozakadrowo.

      A ja bym wolała zamiast idiotycznych wielostronicowych tyrad Borejkusa
      Seniorusa (przewidywalnych do bólu) poczytać o tym, jak Pyza uporała się z
      rozmową z ojcem spotkanym po 19 latach. To mogła być świetna scena, kluczowa,
      pełna miłości i wybaczenia, a może złości i żalu? Dlaczego MM zabrała nam
      okazję usłyszenia tego co się stało przy kuchennym stole między Pyzą a jej
      ojcem?! Pozostaję nieutulona.


      Tak samo druga kluczowa scena Laura - Wolfi, która wszak miała nam uzmysłowić
      dojrzewanie protagonistki, puentowała jej wątek. A my tylko widzimy oczami
      rodziny, że dyskutują zaciekle, i słyszymy pojedyncze zdania. Reszty możemy się
      domyslac.

      Czasu nie starczyło? Tęsknię za ksiązką, która mogła poowstać, a jej nie ma.
      Obecna jest wynikiem walki z czasem i zmęczenia, mam wrażenie.

      Trzecia rozmowa, której nie było, a chciałabym ja przeczytać - Pyza i Fryc o
      tym, co każde z nich czuje i oczekuje. MM sugeruje, że Pyza coś tam o tym
      ślubie mysli, ale mu nie mówi, borejkowym zwyczajem, nakazującym tłumienie
      wszystkiego w sobie.

      A rozmowa Gabrysi z Pyziakiem po latach? Co sobie powiedzieli choćby w
      samochodzie zdążającym na Laury ślub?

      Niech ta "Sprężyna" nie będzie na gwiazdkę, ale niech będzie pełna,
      dopracowana, wypieszczona.

      Czarna polewka niedogotowana, niedoprawiona, szybki produkt żywienia zbiorowego.



      ---------
    • myself-m Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 13:39
      The_Dzidka napisała:

      >Nb po raz pierwszy chyba robiłam notatki do książki nie będącej lekturą zawodową
      >ani studencką :)

      A ja właśnie nie zrobiłam notatek i wszystkie konkrety od czwartku pouciekały,
      zostały tylko wrażenia... Wygląda na to, że też musze natychmiast przeprowdzić
      drugie czytanie, najlepiej z profesjonalnym przygotowaniem ;)

      Ale jedno powiem: tym razem całkowicie satysfakcjonują mnie ilustracje :)
      (Pomijając może fryzurę Laury. Ale np. Żaba wygląda ślicznie. No i są staranne.
      I dużo. Dużo do kolorowania :>)
      • pitu_finka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 15:10
        Nie przeczytalam calego watku i nie wiem czu juz ktos to napisal przede mna. A
        to jeszcze raz w sprawie rychlego slubu - Wolfi jako mężczyzna jest za młody na
        ślub, w jego przypadku 18 lat nie wystarcza (a tez jest tuz po maturze), wiec
        tym bardziej vala sprawa jest z lekka niewiarygodna.

        Ogolnie tez jestem rozczarowana, chyba najgorsza ksiazka z calej serii.
        • iwoniaw Co do formalności ślubnych 23.09.06, 17:38
          to masz oczywiście rację, wiek pana młodego nie pozwala na natychmiastowe
          małżeństwo. Poza tym, co ktoś już pisał, ksiądz też nie da tak "z marszu" ślubu
          obcym ludziom, wszak jeśli ślub ma byc konkordatowy, to oprócz metryki chrztu
          trzeba jeszcze dokument z USC przynieść, że obie osoby są stanu wolnego -
          metryki urodzenia absolutnie nie wystarczą! A na taki dokument czeka się w
          dużych miastach ok. tygodnia - z całą pewnością nie da się go dostać "od ręki".
          Ale możliwe, że Laura i Wolfi nie byli tego wszystkiego świadomi i dlatego
          zaniedbali tak ważne rzeczy. Co jest o tyle dziwne, że Fryderyk wszak "skarżył
          się na biurokrację urzędową i kościelną", zatem coś tam powinno się im obić o
          uszy...
          • dakota77 Re: Co do formalności ślubnych 23.09.06, 20:04
            O ile sie nie myle, wiek do slubu od paru lat jest rowny dla obu stron i wynosi 18 lat. Co do
            formalnosci, w urzedzie trwaja miesiac, a w kosciele jakies 1,5 do dwoch. W Krakowie sa 4 nauki
            przedmalzenskie + 2 w poradni, ponoc w innych miastach spotkan moze byc nawet 10. bez nauk ani
            rusz:). kiedys kosciol uznawal naukli zrobione w liceum w ramach przygotowania do zycia w rodzinie,
            teraz to sie nie liczy.
            • jedynataka na gorrrrrąco! 23.09.06, 20:49
              Jeszcze zanim się zapoznam z Waszymi wszystkimi oponiami, zeby było, że na
              świeżo i zupełnie subiektywnie :-)

              1) Pyziak: zdecydowanie za mało, sprawa jakby delikatnie zarysowana, ja chcę
              więcej Janusza/Juliusza (swoją drogą urocze to było), bo dla mnie on jest
              prawdziwy i wnosi zefirek innego swiata na Roosevelta. Oczekuję, że w Sprężynie
              będzie przynajmniej rozwinięcie, jeśli nie ostateczne rozwiązanie. Uważam
              natomiast za całkowicie wiarygodne jego przyjście po przebaczenia, w końcu
              andropauza i inne przełomy w życiu skłaniają nawet najbardziej harde jednostki
              do powrotu do przeszłości.
              Poza tym uważam scenę z Łusią i temperówką za uroczą i chyba jedną z najlepszych
              z CP, przypomina mi się zabawa w pociąg w KK.

              2) Tygrys: lubię ją. tak normalnie, jak się lubi bohaterki książek, nie
              utożsamiam się z nią, ale jestem w stanie zrozumieć. Podobały mi się jej
              rozterki końcowe i to "rozpieszczenie podróżne". Ale to, w jaki sposób traktuje
              ją Wolfi jest nie do przyjęcia. Małe dziecko, prawie niczym Ignaś dla Diany.
              Podstawić wszystko pod nosek, podziwiać i czołgać się u stóp. Zrzucam to na
              karby początkowego zauroczenia, która z czasem mninie i zacznie się prawdziwe
              życie. Laurze już powoli mija i chwała Bogini!

              3) Wolfi: Znośny, to rozpieszczanie mnie potężnie drażniło, ale już otwartość na
              Bodzia była inplus ;-) Myślę, że coś z niego jeszcze bedzie sensownego.

              4) Senior Rodu: Myślałam, że nie przebrnę przez pierwsze kilkadziesiąt stron!
              Jego "nie pozwalam, czarna polewka, czarna polewka" wnerwiły mnie do tego
              stopnia, ze musiałąm zakląć szpetnie w głos, ten staruch panoszy się
              bezgranicznie, dobrze, że go przytemperowali przy końcu. Jego tyrady nie wnoszą
              nic ani do akcji ani dla mojego duchowego rozwoju, tylko się zniechęce do tych
              jego stoików.

              5) Schoppe'owie: Czy nikt nie widzi, że Alinka ma depresję? To się leczy!!!
              Zresztą stary Schoppe też nadaje się na terapię.

              6) Żabcia: Rysunek na str 52 (ten z czereśniami) świetny, a sam Hildegarda
              urocza. Nie wiem czy to kwestia wieku (MM najlepiej wychodziły właśnie pannienki
              w okresie liceum) ale jest ona chyba najbardziej spójną i rzeczywistą a
              jednocześnie jak dla mnie najsympatyczniejszą postacią z całej CP.

              7) Żeromscy family: A ja ich lubię :-) ekscentryczną Aniellę, gadatliwego
              Bernarda, a już przepadam z Piotrkiem! Pawła za mało było, ale poraz kolejny
              mamy przykład braterskiej walki . Po Żabie nei przepadałam za Piotrkiem, teraz
              chcę go więcej!

              8) Dziekciaki. Wciąż uważam, że z dzieci zrobiono osoby praktycznie dorosłe.
              Zwłaszcza Józinek jest praktycznie idealnym facetem. Jak dla mnie totalnie
              niewiarygodne. Zastanawiam się kiedy Ignaś przejrzy na oczy i zobaczy tę
              przepaść, która dzieli jego i Dianę. Jedynie Łusia jest znośna, przypomina
              Nutrie i Pulpe z ich lat młodzieńczych. Chciałabym przyjrzeć się bliżej innym
              dzieciom Borejkowskim.

              Wątki forumowe: dwa razy wspomniano o psychoanalizie, którą łatwo wszytko
              wyjaśnić, ale tak na prawdę to przecież nie takie proste, albo wcale nie takie
              skomplikowane. Wolałabym, żeby zamiast śledzić się na okrągło, Borejkowie czasem
              ze sobą rozmawiali! Obeszłoby się bez spektakularnych uczieczek i podobnych
              wybryków.
              Policjankta feministka-zmilczę, ale krew się we mnie zagotowała
              Gdzie są Żaki??? Ja chcę Żaków, ja chyba założę Lige na rzecz przywrócenia Żaków
              Jeżycjadzie!!!
              I bardzo bym chciała, żeby sprawa Pyziaka była zakończona.

              Rozpisałam się, ale to tak tylko na gorąco :-)
              • dakota77 Re: na gorrrrrąco! 24.09.06, 15:03
                Przeczytalam. Czuje sie teraz dziwnie. ksiazka miala swoje dobre strony, ale chyba jednak minusy
                przewazaja. Zalilam sie juz na to, ale bardzo nie podobal mi sie styl. MM kiedys pisala lekko, zabawnie i
                uroczo, tym razem styl byl jakis przyciezki. Zdanie " Wymiana zdan nie odznaczala sie duzym
                zroznicowaniem, ale za to bez reszty przepelniona byla uczuciem" dobrze ilustrujue to, o co mi chodzi.
                To dla mnie Harlekin albo opowiastki w gazecie typu " Z zycia wziete", nie zwykly styl MM.
                Stracilam resztki sympatii dla Ignacego. To tyran z klapkami na oczach, zakochany w sobie
                hipochondryk, "uciekajacy w zawal", zamiast stawiania czola problemom w inny sposob niz idiotyczne
                tyrady. Jego polecenie, by Ignas szpiegowal siostre zenujace. Tyrady do Frycka i Wolfiego
                przerazajace po prostu. A Ignacy smie uwazac sie za osobe na tak wysokim poziomie moralnym! Jest
                malym, smiesznym czlowieczkiem o rozbuchanym ego, blee.
                Watek Ignasia i Diany mnie nudzil. Za stara jestem na romanse dziesieciolatkow;-). Pewnie mial
                pokazac, ze Ignas ma ludzkie oblicze, ale dla mnie byl zbedny. I tak miagwy nie trwawie:)
                Dieci Idy cudowne jak zwykle, nawet jesli Jozinek wciaz za dorosly. Lusia przeslodka. Watek TRolli tez
                na sile wcisniety i nic nie wnoszacy, moim zdaniem.
                Roza okropnie mnie draznila. owszem, wyglada na dobra matke. Wiem, ze nie ma teraz sily i czasu na
                pewne sprawy, ale to jej myslenie, ze wszytsko jest w porzadku, choc nie maja pracy, mieszkania,
                szansy na kredyt jest strasznie. I to spokojne przyjecie daru ciotek, bez zastanawiania sie, jak zwroca
                dlug... No pasozyt bez cienia refleksji. I jeszcze to " bedziesz tak miala na imie, jak cie ochrzcimy"... to
                co to jest, dziecko czy jego namiastka?
                Strasznie harlrkinowate te rozwazania o wypelnionej pustce w ramionach. cale zycie majace byc
                uwertura do urodzenia dziecka? Nie, nie kupuje tego. Zwykle urodzenie dziecka nie powoduje, ze mozg
                kobiety przestaje dzialac, Roza jednak sprawia takie wrazenie.
                laura wypada dosc prawdziwie. Wolfi sympatyczny, ale czemu tak cieleco i poddanczo w nia
                zapatrzony, jakby nie mial prawa do wlasnego zdania? Mam nadzieje, ze naucza sie rozmawiac jak
                rowny z rownym.
                Alina Schoppe ma depresje, to fakt. Powinna byc leczona.
                Zaba sympatyczna, nawet Piotrek jakby znosniejszy niz w Zabie:)
                Pyziaka za malo, niewiele to wnioslo. Moze w nastepnej czesci bedzie go wiecej. Chcialabym przeczytac
                dluga rozmowe miedzy nim a Gabrysia, wyjasniajaca sprawy z przeszlosci.
                Aha, abrdzo mi sie podobalo to, ze jak wynikalo z wewnetrznego monologu miagwy, Grzegorz probuje
                zrobic z niego w miare normalne dziecko, urozmaicajac mu
                lektury:). Szkoda, ze miagwa zle zrozumial jego intencje, ale rpzynajmniej jakies proby byly:)

        • mmoni Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 18:50
          pitu_finka napisała:

          > Nie przeczytalam calego watku i nie wiem czu juz ktos to napisal przede mna. A
          > to jeszcze raz w sprawie rychlego slubu - Wolfi jako mężczyzna jest za młody na
          >
          > ślub, w jego przypadku 18 lat nie wystarcza (a tez jest tuz po maturze),

          Wolfi jak najbardziej może się żenić, jeżeli jest pełnoletni, granicę wieku
          zrównano dla kobiet i mężczyzn bodajże w 1998 r.

          Kodeks Rodzinno-Opiekuńczy Art. 10. (12) § 1. Nie może zawrzeć małżeństwa osoba
          nie mająca ukończonych lat osiemnastu. Jednakże z ważnych powodów sąd opiekuńczy
          może zezwolić na zawarcie małżeństwa kobiecie, która ukończyła lat szesnaście, a
          z okoliczności wynika, że zawarcie małżeństwa będzie zgodne z dobrem założonej
          rodziny.

          Nika
    • asiunia311 Poczytałam... 23.09.06, 16:03
      Wasze opinie, bo przez własną nieuwagę nie mam jeszcze knigi...i sama nie wiem,
      co o tym sądzić. Ile ludzi, tyle opinii...Zdążyła mi tylko wpaść w oko
      rozmemłana do imentu postać Kluski vel Pyzy oraz ucieczka Laury i Filona,
      przepraszam, Wolfiego do Zakopanego...Mogła ich MM do Vegas wysłać, byłoby
      wiarygodniej;-) Dalej nie mądruję, bo jestem jeszcze PRZED lekturą...;-) Ale
      jak będzie mi przypominało ŻABĘ w odbiorze, to nie ręczę za siebie...;-)))


      • monikate Re: Poczytałam... 23.09.06, 17:53
        :)pewnie, że las vegas wypadłoby wiarygodniej :))
        1. Konstrukcja "CP": szybkie cięcia, krótkie ujęcia, scena goni scenę,
        gwałtowne zwroty akcji. MTV.
        2. Telenowela, lecz nie nudny, przesłodzony "Klan", tylko jakaś brazylijska czy
        wenezuelska z całym dobrodziejstwem inwentarza. Wyradzająca się w dobrotliwy
        pastisz (tak, upieram się przy tym), tak jak "Brzydula" była parodią nowel
        południowoamerykańskich. Tylko w "B" stało się to w sposób niezamierzony, a
        tutaj p. Małgosia sobie z czytelnika zadrwiła. Tak, jak wyzej napisano: czarny
        humor i polewka z czytelnika. Nawet podwieczorek u Szalonego Kapelusznika
        prawie był, kiedy Schoppowie przybyli do Borejkow, a ci wyłazili z ciemnych
        katów jak pająki, hihi...
        3. Jednym słowem dawno nie miałam takiej dobrej zabawy! Pani MM ma poczucie
        humoru :)
        • nikadaw1 Re: Poczytałam... 23.09.06, 21:15
          upieram się, że w "Brzyduli" parodia była jak najbardziej zamierzona!:)))
        • baba67 Re: Poczytałam... 24.09.06, 09:38
          W Brzyduli w sposob niezamierzony ??!!!
          Od poczatku do konca bylo to przemyslane-oczka perskie do widza od pierwszego
          odcinka, obejrzyj jeszcze raz kiedy tylko bedziesz mogla.
          • the_dzidka I to jest to!! 24.09.06, 09:46
            "Czarna Ppolewka" nie jest żadnym pastiszem ani parodią, MM nie mogłaby sobie
            na coś takiego pozwolić. Ale jest CP puszczeniem oka do wiecznie utyskujących
            czytelników ;)
            • kalina81 Re: I to jest to!! 24.09.06, 09:52
              a ja wiem czemu podkreślam?
              może mi szkoda, że nie umiem się wczuć i chcę to wszystko spłycić?
              chociaż po przeczytaniu wątku o dreszczach przyznaję, że ja też je czuję podczas
              czytania niektórcyh scen. Wzruszam się owszem, ale nie irytuję zachowaniem ludzi
              i nie wiem dlaczego. trochę jednak chyba żal.

              Co do samotności, przeczytałam z polecenia jako świetną opowieść miłosną. Rany
              ja ja się cieszyłam, że jej nie kupiłam, tylko pożyczyłam. Fascynacji tą książką
              nie umiem zrozumieć.
          • monikate Obejrzę... 24.09.06, 17:46
            ... bardzo chętnie "Brzydulę" jeszcze raz:) Tylko na razie nie mam możliwości.
    • mafilka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 20:01
      Jeszcze mi się nie zdarzyło zasnąć przy którejkolwiek części Jeżycjady... Tym
      razem jednak padłam na 65 stronie. No co jest??? I w dodatku wcale mnie nie
      pędzi do kontynuacji lektury :-( Albo to objaw starości, albo nieprzespanej
      dobrze nocy, albo ciąży...
      Mam tylko nadzieję, że to minie i dalsza część będzie "smaczniejsza" :-)
      • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 20:50
        Niedawno zaczelam czytac, ale juz drazni mnie nienajlepszy, napuszony styl. Ale niewazne, moze sie
        poprawi;-). Ignacego chetnie bym udusila, rozmowa z Fryckiem okropna. No i co to znaczy, ze Frycek
        nie uznal Mili za swoja legalna corke? Owszem, nie ozenil sie z jej matka, ale na pewno uznal dziecko.
        na tym etapie MIla dawno juz jest zarejestrowana w USC, nie wierze ze pod nazwiskiem matki.
        • kalina81 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 20:57
          Ignac po prostu nie uznaje dzieci z nieślubnego łoża, dla niego frycek nie uznał
          mili i nie stał się ojcem przez sam fakt zapłodnienia. I dobrze!
          Ach wróćcież stare czasy, ach konkubencie mój, komu rzucisz się do kolan, gdy
          dziadka żadnego nie posiadam:(
    • deser_t Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:02
      Na gorąco, tuż po przeczytaniu - totalne rozczarowanie. Nie podobała mi się,
      nie miała klimatu zupełnie, nie poznawałam w bohaterach żadnej z wcześniejszych
      postaci...

      Aaale jestem zła...
      • laura-gomez Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:18
        Poczatek: z karykaturalnym Ignacym Borejko, który daje czarną polewkę Fryckowi
        i Wolfiemu, zabija gwoździami balkon Laury i każe wnukowi ją śledzić jest
        groteskowy - i to aż za bardzo. Tak gdzieś od setnej strony akcja się rozkręca,
        co wcale nie znaczy, że jest porywająca i wciągająca. Za mało Trolli, ale mamy
        to, co chcieliśmy - bohatera na wózku inwalidzkim. Sprawa Pyziaka wcale nie
        rozwiązania, a miało być inaczej - może "Sprężyna" będzie kontynuacją "CP"?
        Laura na szczęście rozmyśliła się i postanowiła na razie nie wychodzić za mąż -
        inplus. Wolfi - też inplus; po prostu lubię opiekuńczych facetów. Trójkąt
        miłosny, o ile tak go można nazwać, również inplus, ponieważ był zabawny.
        Ignacy Grzegorz i jego pierwsza miłość są mi obojętni. Bilans wypada średnio.
        Jak dla mnie "CP" jest dużo gorsza od "Żaby", a nawet od "Języka Trolli", za
        którą to książką nie przepadam. Jak ktoś już wcześniej napisał, "CP" nie da się
        przeczytać bez znajomości "Żaby", a wolałabym żeby była samodzielnym
        tomem "Jeżycjady", a nie kontynuacją.
      • mist3 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:31
        A mi się wątek z Pyziakiem podobał, właśnie dlatego, że wszystko nie zostało
        powiedziane - może będzie w następnych częściach, a może po prostu MM zostawia
        nam pole do popisu. Zresztą reakcji Róży się nie dziwię - mogła być po prostu
        zszokowana i jedyne co przyszło jej do głowy, to znaleźć się w miejscu
        kojarzącym się z bezpieczeństwem i ciepłem rodzinnym - czyli w kuchni.
        Co do Laury i Wolfiego - uwierzcie mi, istnieją jeszcze na tym świecie młodzi
        ludzie, którym wydaje się, że ślub jest lekarstwem na wszelkie problemy i po nim
        wszystko już będzie idealnie. Pracuję w szkole ponadgimnazjalnej i niestety znam
        to z autopsji.
        Podobnie, jeśli chodzi o Bodzia - znam paru Bodziów z mojego miejsca pracy
        (uczniowie i niestety n-le). A tekst o braku kasy rozśmieszył mnie do łez, bo
        mogłam go dopasować do żywej osoby.
        Co do Róży i jej uczuć wobec dziecka - też to potrafię zrozumieć. Mam
        przyjaciółkę w podobnej sytuacji i uwierzcie mi - jej uczucia i przemyślenia są
        bardzo podobne. Jak czytałam ten akurat wątek to myślałam o MM z podziwem - że
        zna się na rzeczy albo potrafi wczuć się w taką sytuację.
        Mówiąc szczerze po pierwszym szybkim czytaniu (jeszcze 2 osoby po mnie były w
        kolejce, więc na czytanie miałam wczorajszy wieczór) jestem zadowolona. Może
        dlatego, że ja do książek MM podchodzę właśnie jak do książek, a nie kroniki z
        życia - w związku z tym jestem w stanie jej wybaczyć niedociągnięcia (vide -
        formalności związane ze ślubem). Jednak ta książka wydawała mi się bliższa życiu
        niż kilka wcześniejszych.
    • biljana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:31
      przeczytalam. jest dziwnie.
      czekalam na te ksiazke tak bardzo, specjalnie wyszlam wczesniej z pracy - zeby
      jeszcze zdazyc kupic przed zamknieciem ksiegarni. Przy okazji wywołalam atak
      smiechu i Pana w Ksiegarni i Pani w Ksiegarni - bo zakupilam trzy
      egzemplarze:))) dla siebie, mamy i siostry - nie chcialo mi sie tlumaczyc, ze
      kazda z nas MUSI miec wzlasną.
      ale do rzeczy. wracalam do domu i usilowalam podczytywac stojac na
      swiatlach:))) bo nie moglam sie doczekac.. a potem.... zasnelam po pierwszych
      kilkudziesieciu stronach. Zgadzam sie z szanownymi przedmowczyniami, ze to
      pastisz byl i puszczanie oka ze stron Pani MM. Szczegolnie bliskie mi sa
      komentarze nuli8.
      Nie podobalo mi sie mimo wszystko. Tak czekalam na klimat starej jezycjady a
      dostalam kolejny odcinek telenoweli. No i turboromans -(C)ready for freddy :)-w
      pelnym rozkwicie. Postaci zarysowane zaledwie. Motyw z Ignacym G. Stryba
      niemożliwy.
      Pod wplywem nalogowego czytania forum, lektura uplynela mi pod haslem bacznego
      zwracania uwagi na wszelkie niedorzecznosci.
      Na goraco dwie rzeczy: dlaczego pojawia sie haslo, ze Fryderyk nie uznal
      legalnie corki? To znaczy, ze jak slubu nie ma to w usc zapisali ojciec
      nieznany i nazwisko Pyziak???? To jakies przegiecie jest. Przeciez wiele par
      nie ma slubu, co nie znaczy, ze ojcowie nie uznali dzieci za wlasne!!
      Druga rzecz: pozycja Ignaca jako pater familias w stosunku do obu Borekowien.
      Ja rozumiem, ze one nie maja ojca, ale na Boga, maja ojczyma. Przeciez Grzegorz
      wiele lat z Gaga je wychowywal? Skad to calkowite odzrzucenie? Wycofanie? Nie
      rozumiem. Dziwny układ. Z reszta taki sam brak zainteresowania wczesniej Gaby w
      stosunku do Elki. Tacy niby sa rodzinni, a tak naprawde daja kazdemu odczuc, ze
      jest obcy, jesli nie jest "ich"
      Narzekam tak, bo jestem zla, ze powstal kolejny hmmm produkcyjniak. Mam
      wrazenie, ze prawdziwej Jezycjady juz nie bezie...
      Ide sobie poplakac ;)
      • jedynataka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:49
        No Grześ nie mógł wychowywać Pyziakówien, bo musiałby od czasu do czasu je
        skrytykować a na to Gaba nie pozwalała nawet sobie. Dlatego to Ojcus Borejkus
        poczuł się do zastępowania im ojca.
      • el_la Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:55
        A ja nie jestem w stanie znieść postaci Róży. Rozumiem, że każdy może mieć
        określone poglądy na życie rodzinne rodzinne, moralność, jakąś własną
        hierarchię wartośi - i stąd z wieloma poglądami MM przemycanymi w książkach
        się nie zgadzam, ale słowo daję - Róża jako przykład pozytywny - a fuj ! Nie
        wiem, kto teraz czytuje Jeżycjadę - ja jestem ciut młodsza od IDY- mam ułożone
        życie rodzinne i zawodowe, odchowane dzieci, ustabilizowane poglądy i mogę
        sobie pozwolić na odrzucenie Róży jako wzorca osobowego. Ale co z tymi
        panienkami , wchodzącymi dopiero w życie ? Jeśli będą chciały się wzorować na
        Róży ? Ta panienka według mnie jest okazem klasycznego pasożyta. Za "kocham
        was" wyciąga pieniążki niezamożnych, kochających ciotek, które w ten sposób
        chcą ochronić ją i jej Frycka przed dziadkiem Borejko, bo on Frycka "nie lubi".
        Ostatecznie, mogliby mieszkać w tym jedynym pokoju. Nie zastanawia się, jak
        zwróci te pieniądze, nie ma żadnych refleksji. Po prostu bierze i koniec - bo
        urodziła słodkiego dzidziusia i jej się należy. Obrzydliwa postać.
      • kalina81 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 21:56
        frycek nie uznał legalnie córki, bo w mniemaniu dziadka dziecko nieslubne, nie
        jest legalnie uznane przez ojca.
        • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 22:24
          > frycek nie uznał legalnie córki, bo w mniemaniu dziadka dziecko nieslubne, nie
          > jest legalnie uznane przez ojca.

          Co Frycka obchodzi mniemanie dziadka? Na moje oko, to on się właśnie jemu
          sprzeciwia.
          Gdzie jest napisane, że Frycek NIE UZNAŁ córki? Legalnie czy nielegalnie?
          Dziadkowi może się wydawać, że brak ślubu oznacza, że Frycek córki nie uznał.
          No to niech mu się wydaje. Wyrazy współczucia.
          • dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 22:32
            Dziadek moze uwazac, ze dziecko nieslubne nie ejst przez ojca uznane, ale kluczowe jest slowo
            "legalne". A legalnosci nie wyznacza dziadkowe widzimisie, ale wola ustawodawcy.Trudno mi sobie
            wyobrazic, by kochajacy Roze Fryderyk, badz co badz wciaz pozostajacy z nia w zwiazku, mial nie
            uznac corki. Bzdura.
            Nie cierpie Ignacego. Po tej ksiazce juz na calego.
          • kalina81 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 00:20
            skrót myślowy
            Według dziadka dopóki frycek się z różą nie ożeni, dziecko nie będzie legalnie
            przez frycka uznane( w mniemaniu dziadka).
            O to mi chodziło, ale miło, że składasz wyrazy współczucia fikcyjnej postaci:)
            Przy Was mam poczucie, że cos ze mną nie tak, bo nie umiem się tak emocjonować i
            roztrząsać tych wszystkich zachowań bohaterów. Jak pisałam, mam często inne
            zdanie i pogląd niż prezentowane przez MM postaci, ale przecież, gdyby głosiły
            one poglądy tylko przez nas w pełni akceptowane- książki byłyby po prostu nudne
            i ich czytanie nie mogłoby wnieść nic nowego do naszego sposobu myślenia.
            A chyba po to czyta się książki, by czegoś nowego się dowiedzieć, spojrzeć na
            coś inaczej, odkryć niesłuszność swego myślenia i poglądów. Ja na przykład będąc
            nastolatką przekonywałam wszystkich, że ożenię się dla pieniędzy, bo miłość to
            zbyt ulotny i błahy powód. Cieszę się, że między innymi dzięki bohaterkom
            jezycjady stosunek mój do pieniędzy i miłości diametralnie się odmienił.

            Muszę sobie przypomnieć kiedy ostatnio irytowały mnie zachowania bohaterów
            książkowych:> bo coś się zbyt tolerancyjna wobec odmienności zrobiłam.... a
            wiem! w beznadziejnej książce pod tytułem "samotność w sieci" ale to dlatego, że
            bohaterka była już przerażająco niezdecydowana, głupia i cierpięnicza, ale to
            już off topic
            :)
            • the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 08:44
              Klaina, ale dlaczego Ty tak podkreślasz w każdym poście, że to są postacie
              fikcyjne? My też sobie z tego zdajemy sprawę, ale - dla mnie przynajmniej, i
              sądzę, że i dla wielu innych czytaczy - traktowane są jako takie z krwi i
              kości, co IMHO świadczy o tym, że książki są bardzo dobrze napisane. Może i
              podchodzenie do literatury z zimną krwią pomaga ją lepiej przeanalizować, no
              ale ja tak nie potrafię - i cieszę się że nie potrafię ;) Nawiasem mówiąc,
              beznamiętnie podchodzę do wwiększości ogladanych filmów i przez to nie
              pozostawiają we mnie żadnego echa, poza kilkoma wyjątkami.
              "Samotność w sieci", skoro juz napomknęłaś, to beznadziejny, chłamowaty gniot -
              a nawiasem mówiąc, jestem ciekawa, czy MM coś wspomni o tym "wielkim dziele
              polskiej iteratury" (aaaa!!) w kolejnej książce.
            • biljana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 09:53
              Kalina81, nie dziw sie, ze my sie emocjonujemy ksiazkami Pani MM. To jest
              zupelnie naturalne, bo my te ksiazki po prostu kochamy:) Jak czytam takiego
              gniota jak samotnosc w sieci, to owszem splywa to po mnie jak woda po kaczce i
              zapominam po pol godzinie - bo to chlam i grafomanstwo. Ale z Jezycjada rzecz
              sie ma zgoła inaczej.
              A wspolczucie/zazdrosc/niechec do fikcyjnych postaci:) jest jak najbardziej na
              miejscu - poczytaj np watki na forum dotyczace Ignaca, czy zwiazku Rozy z
              Fryderykiem.
              Ale moze my jestesmy nienormalni:))))
              I dobrze mi z tym:))

              A tak z innej beczki, zauwazyliscie kto robił redakcje i korekte CP ??? :)
              • kalina81 Re: chyba róznie rozumiemy słowo-kochać 24.09.06, 11:37
                ale ja te książki też kocham, uwelbiam, są czytane dziesiątki razy, zaczytane
                rzekłabym. Ale ja w nich odnajduję spokój, zapach ciasta, miłość i zrozumienie,
                ukojenie po ciężkim dniu. To takie ładne bajki z happy endem i morałem, oraz
                zakamuflowanymi poglądami autorki (szczególnie politycznymi w starszych tomach).
                Dlatego po prostu zszokowała mnie forma wypowiedzi na forum, weszłam tu myśląc,
                że tu tak jak w książkach MM, miło, miłośnie. Ale nie, tu się roztrząsa wpadki,
                pomyłki, rozbiór logiczny i nielogiczny itd. wiecie jak ja kogoś kocham to nie
                próbuję go zmieniać, bo (jak powiedziała Laura) kocha się nie za coś, lecz mimo
                czegoś. Kochając nie wytykam komuś jego wad błędów, pomyłek, nie biadolę jaką
                marnotę zrobił, że szkoda na niego pieniędzy wydać itd.
                Nie wiem jaka jest Wasz definicja miłości, ale ja chyba nie chciałabym być tak
                kochana.
                Nie chcę Was broń Boże obrazić, ani urazić, tylko przedstawić inny punkt
                widzenia po prostu, jesli jednak ktoś poczuł się dotknięty to przepraszam
                • the_dzidka I jeszcze coś 24.09.06, 12:24
                  > Dlatego po prostu zszokowała mnie forma wypowiedzi na forum, weszłam tu
                  myśląc, że tu tak jak w książkach MM, miło, miłośnie. Ale nie, tu się roztrząsa
                  wpadki, pomyłki, rozbiór logiczny i nielogiczny itd.

                  Kalina, ale jak myślisz, jak długo miałoby być miło i miłośnie?! Jak długo
                  wytrzymalibyśmy wzajemne picie sobie z dzióbków? Przecież i Borejkowie czasami
                  dyskutują i/lub kłócą się.
                  Popełniasz - dość częsty - błąd ludzi, ktorzy zaglądają tutaj, czytają i
                  wypalają z działą pt' "Ja was nie rozumiem, jak wam się nie podoba tyle rzeczy,
                  to po co to czytacie?" I nie rozumieją, że - jak sama napisałaś - kocha się nie
                  za coś, ale pomimo. Dlatego nie przeszkadza, mnie przynajmniej, krytykowanie do
                  imentu pewnych niesympatycznych posunięć MM w imię jej licentia poetica (vide
                  sprawa 'starych panien'), a jednocześnie z biciem serca biec do empiku po CP, i
                  trzęsącymi się rękami (tak!! tak było!!) wyjmować z portfela kartę, żeby za nią
                  zapłacić. To jest miłość :)
                  • kalina81 Re: I jeszcze coś 24.09.06, 12:29
                    No! i takie tłumaczenie rozumiem! Ja bardzo lubie rozumieć.
                    No właśnie, nie byłam tu od początku i dlatego widocznie mnie szokuje.
                  • refiona Re: I jeszcze coś 24.09.06, 16:12
                    the_dzidka napisała:

                    . Dlatego nie przeszkadza, mnie przynajmniej, krytykowanie do
                    >
                    > imentu pewnych niesympatycznych posunięć MM w imię jej licentia poetica (vide
                    > sprawa 'starych panien'), a jednocześnie z biciem serca biec do empiku po CP,
                    i
                    >
                    > trzęsącymi się rękami (tak!! tak było!!) wyjmować z portfela kartę, żeby za
                    nią
                    >
                    > zapłacić. To jest miłość :)
                    >


                    Cudownie to ujęłaś Dziduś:))
                    Niezmiernie mi wstyd, ale ja JESZCZE nie przeczytałam CP, nawet jej jeszcze nie
                    posiadam, wybyłam chwilowo za gramanicę, ale jutro jak wszystko dobrze pójdzie
                    wracam i biegusiem do pierwszej napotkanej księgarni.
                    Co nie przeszkadza mi wnikliwie czytać tu co piszecie:) I troszeczkę się boję,
                    ale miłość jest silniejsza:D
                • elwinga Re: chyba róznie rozumiemy słowo-kochać 24.09.06, 20:27
                  No widzisz.

                  A mnie zaszokowała Twoja deklaracja, że pogardzasz ludźmi z dysleksją i innym
                  "dysmózgowiem". O ile się orientuję, dysleksja oznacza, że ktoś nie jest w
                  stanie odróżnić pisowni poprawnej od niepoprawnej. Podobnie jak brak słuchu
                  oznacza, że ktoś nie jest w stanie powtórzyć poprawnie usłyszanej melodii. Czy
                  gardzisz także ludźmi, którzy nie mają słuchu? Tak z ciekawości pytam.

                  Jak widać, ludzi szokują różne rzeczy.

                  (Przepraszam za off-topic.)
            • ginestra Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 00:30
              Witam wszystkich, przeczytalam sporo Waszych postów.
              Ja tez chcę coś dorzucić. O "Czarnej polewce" oczywiście, ale wybaczcie
              najpierw małą dygresję. Przede wszystkim czuję z Wami wielkie powinowactwo
              duchowe czytając od dluższego czasu to forum, a teraz tym bardziej po dokonaniu
              małego "offtopic'owego" odkrycia: osoby, które lubią książki MM i mają do nich
              (bardziej lub mniej, ale zawsze) emocjonalny stosunek, jednocześnie nie lubiś
              książki "Samotność w sieci", ktorą ja kupiłam i w 80% przeczytałam gdy się
              ukazała parę lat temu i tak mi się skrajnie nie spodobała, że (choc nigdy
              przedtem mi = książkolubowi, się to nie zdarzyło) wyrzuciłam ją do kontenera na
              śmieci i do dziś mnie trzęsie kiedy o niej myśle. Natomiast do dziś nie
              spotkałam jeszcze osoby, której by się ona nie podobała, więc myslałam, że to
              ze mną coś nie tak. Specjalnie szukałam też kiedyż opinii o tej ksiażce w
              Internecie i były one pochlebne, a jeśli nie, to ktoś czepiał się np.języka
              itp. a nie treści czy bohaterów. Może ktoś z Was umiałby wytłumaczyc co w tym
              jest, ze właśnie tutaj, na tym forum spotkałam takie opinie o samotn.w sieci, a
              wszedzie indziej się nią zachwycają?..
              A teraz o Czarnej Polewce:
              Ja uwielbiam książki pani MM i te przeczytałam jednym tchem, choc faktycznie z
              mieszanymi uczuciami. Mam wiele zastrzezeń, ale myslałam sobie tak, że ci
              bohaterowie sa po prostu tacy specyficzni i ten ich świat też, więc należy na
              nich patrzec trochę przez pryzmat tej specyficzności - ich samych i ich świata.
              Podoba mi się (w jednym z postów) porównanie ich do postaci z bajki, takiej
              ciepłej i jednak fajnej.
              Natomiast i mnie skrajnie załamał Ignacy senior swoim podejściem do sprawy
              Fryderyka i Róży. Mi to wygladalo na jakas skrajną, absurdalną zapiekłość w
              zlości, w której nie ma NIC racjonalnego i nawet nie da sie jej wytłumaczyc
              skrajnymi poglądami, ze dziecko nieślubne jest nielegalne itp. Tak jakby nie
              docierało do niego, ze PRZECIEŻ młodzi robią doslownie wszystko, zeby sie
              pobrac i zachowywać odpowiedzialnie, Frycek dwoił sie i troił, żeby ekspresowo
              pozałatwiać formalności, znaleźć pracę itp., a to po prostu z przyczyn
              niezaleznych musi trwać (wiem z doswiadczenia), poza tym cały czas deklarował
              chęć ożenienia sie z Róża, miłość do niej i do dziecka itp. Przy minimalnej
              inteligencji każdy by to zrozumiał, nie mogę pojąć dlaczego Ignacy Borejko tak
              sie wściekał, kiedy wszystko szło przecież PO JEGO MYSLI (!) i dlaczego potem
              nie zgodził sie na ten slub. Poza tym nie rozumiem po co JEGO ktokolwiek
              (Frycek i Wolfi) pytał o tę zgodę!! To mi "nie styka" kompletnie. To tak jakby
              naprawde wszyscy razem wzięci mieli dziwny odbiór swiata. Dlaczego poza tym nie
              przeprowadzili tych swoich spraw normalnie, powoli, z namyslem przy spokojnej
              postawie rodziny, nie spiesząc sie itp.? Nie bylo do pośpiechu ZADNEGO powodu.
              Oczywiście nie chodzi o to, zeby w nieskończoność miał szukać pracy itp. i żeby
              sprawy sie jakos "rozmemłały" bardziej, ale żeby tak wazne rzeczy jednak
              załatwiac w normalnym klimacie. Przecież są tacy rodzinni, poza tym.
              Druga sprawa, to Laura i Wolfi - dziwne dla mnie to w ogóle, że tak chcieli
              tego ślubu, jakby nie mogli poznawać sie blizej (psychicznie i fizycznie) tak
              po prostu, na przyklad wyjeżdzając razem na wakacje, realizujac rozne swoje
              wspólne pomysly itp. Myśle, że dla osób w tym wieku, i to tak bardzo
              zakochanych, to jako pierwsze przyszło by do glowy, zeby po prostu "być razem"
              jako para, a nie mysleliby od razu o ślubie. Nie da się po prostu tak
              mysleć "wezmiemy slub" bez koniecznej refleksji nad tym jak powazna to jest
              sprawa na cale zycie, no i bez myślenia o sprawach praktycznych (co dalej,
              gdzie będziemy mieszkać, jak to będzie itp.), chcę powiedzieć, że moim zdaniem
              Laura i Wolfi kompletnie by tak nie myśleli. W tej kwestii trudno mi nawet
              uwierzyc w te "specyficzność" borejkowskę, żeby w ogóle tę chęć do ślubu
              jakkolwiek uzasadnic.
              O innych sprawach juz pisaliscie, ja tylko wspomnę o tym, o czym chyba nikt nie
              mowił, że jakoż po tej lekturze silnie w pamieci utkwila mi scena kiedy pan
              Schoppe wspomina niezyjacych juz rodzicow. Dość mocno mnie to poruszyło. W
              ogole ten smutek i depresyjność państwa Schoppe. Chcialabym, aby coś sie tu w
              nastepnej czesci powiesci zmieniło na lepsze.. No i w koncu mała Mila to
              Melania czy Milena? Borejkowie "jakby" potwierdzili, ze to Milena?
              Ja bardzo lubie Żabe i Piotrka, lubię te jego monologi, mimo wszystko.
              No i apropos Róży - jestem tu rozdarta, bo z jednej strony to, co mówiliście o
              jej bierności i bezrefleksyjności i o wejsciu w rolę osoby, ktorę wszyscy się
              opiekują, i że tak jest super, jest - moim zdaniem - słuszne, bo i mnie to
              troche drażni, to jednak nie chcialabym byc dla niej taka surowa. Ja pamietam
              jak było ze mna, kiedy urodziłam pierwsze dziecko (majac 20 lat) i bedac taką
              trochę zagubionę mlodą dziewczyną i mlodą mamą, i wiem, że może to być
              doświadczenie po prostu kosmiczne tulić to swoje dziecko i czuć się jakoś
              trochę w innym wymiarze, w jakimś kompletnym uniesieniu, więc tu Różę rozumiem.
              Z drugiej strony tu mi brakuje jak najbardziej realiów - mimo tego uniesienia,
              ja pamiętam całą masę naprawdę poważnych, konkretnych i trudnych związanych z
              przyjściem na świat dziecka i z relacją z innymi ludźmi wokół i z relacją z
              moim chłopakiem-mężem, bo pobraliśmy się gdy byłam w ciąży. Więc to - moim
              zdaniem - taki czas nie jest łatwy i sielankowy, o nie. Że nie wspomnę o
              TOTALNEJ mobilizacji (mojej i męża)w kwestii zapewnienia bytu tej nowej
              rodzinie (ja także dorabiałam i załatwiłam też zasiłek dla bezrobotnych na
              jakiś czas), szukania rozwiązania kwestii mieszkaniowej itp. Ja też, jak moi
              przedmówcy, bardzo krępowałabym się przyjąć tak niefrasobliwie zafundowanie mi
              przez rodzinę domku z ich oszczędności, gdyby ktoś mi to zaproponował. Dlatego
              mam takie mieszane uczucia co do przenikliwości Autorki i jej znajomości życia.
              Na koniec - Pyziak - nie mogę wybaczyć pani MM ohydnego rysunku w książce i
              tego opisu. Myślę, że o ile ten powrót i chęć przebaczenia są bardzo ludzkie,
              oraz o ile nie znamy treści rozmowy między nim a Gabrysią (na rozwój wydarzeń
              czekam) i to jest jakby dla mnie OK, że ten wątek może zostać ciekawie
              rozwinięty, to mam jednak pewne przeczucia - obawy, że pani MM zrobi z niego
              taką postać zdegenerowaną, że jakby całkowicie źle pokierował swoim życiem,
              wpadł w alkoholizm itp., a tego bym nie chciała, to znaczy takiej
              tendencyjności. Oczekuję w tej kwestii większej psychologicznej finezji i
              wielowymiarowej, naprawdę ludzkiej postaci.
              Na koniec - faktycznie Gabrysia też mnie trochę rozczarowała, tą swoją
              nieobecnością psychiczną w życiu Laury itp., ale nie chcę się już bardziej
              rozpisywać.
              Pozdrawiam wszystkich!


              • szprota ja tylko względem samotności w sieci 25.09.06, 01:03
                czytałam ją parę lat temu i nie wzbudziła we mnie nic. kompletnie jej nie pamiętam.
                • senseeko Re: ja tylko względem samotności w sieci 02.11.06, 19:57
                  Też mi sie nie podobała :)
                  Ckliwe i w ogóle dość grafomańskie IMHO

                  Nie wiedziałam natomiast, że istnieje korelacja co do upodobań. Teraz juz wiem.
                  Nie ten klimat.
                • ida198511 Re: ja tylko względem samotności w sieci 05.10.07, 11:54
                  Czytałam to "arcydzieło" Wiśniewskiego parą lat temu, też mi się nie
                  spodobało.
    • ewa-ptica Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 23.09.06, 23:37
      Bardzo, bardzo drażni stary Ignacy :/ To "Juliusz/Janusz"! Rozumiem w pierwszej chwili - nie poznał, skojarzenie, ale potem? W Pulpecji i - chyba - Imieninach nie miał problemu z przypomnieniem sobie imienia Pyziaczka.
      • deser_t Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 08:59
        A potem uznał, że nie warto zapamiętywać jak naprawdę ma na imię, szkoda miejsca
        w jego pamięci, mówi o tym Mili wyraźnie.
        W ten sposób pokazuje mu, gdzie jego miejsce ;-)
    • efku2 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 10:12
      Przeczytałam. Jestem załamana - przede wszystkim tym, ze odchudziłam swój i tak
      już niezmiernie chydy portfel o 33 zeta, a nie było warto. Och jak bardzo nie
      było warto!!!! Wynudziłam sie niemożebnie podczas lektury, przyznaję, iz
      zdarzyło mi sie przerzucić stronę lub dwie po pobieżnych oględzinach :) Będe
      brutalna - moim zdaniem Polewka to popłuczyny po dawnych musierowiczowskich
      powieściach. Ach, gdzież jej do Pulpy czy Noelki. Łza się w oku kreci. Więcej
      nie kupię, żadnych Spręzyn i innych wymęczonych komerchowatych produkcji. Oj
      jestem okrutna, wiem. Ale tez roczarowałam się straszliwie.
    • szprota podsumowując 24.09.06, 12:24
      a ja mimo wszystko pozostanę przy opinii, że wolę czarną polewkę od żaby. CP
      wzbudza emocje, niekiedy negatywne (policjantka, "może herbatki?" Pyzuni),
      niekiedy pozytywne (postać Łusi!), ale przeczytałam ją jednym tchem, pośmiałam
      się, poirytowałam na Ignaca, popodziwiałam opiekuńczość Wolfiego, pozłościłam na
      gardzącego Bodziem Tygryska. zabawny monolog wewnętrzny Ignasia - detektywa.
      Żaba zaś była dla mnie jak letnia herbata. może to i dobre, ale żeby to od razu
      wypić?
      już tu gdzieś o tym pisałam - dla mnie nudniejszą, sztywniejszą postacią jest
      tylko Bebe. nie lubię Żaby i rodzeństwa Żeromskich. Pewnie dlatego wolę CP, tam
      narracja jest prowadzona spod różnych bohaterów i mniej jest tej pedantycznej
      Hildegardy.
      • kalina81 Re: podsumowując 24.09.06, 12:26
        a właśnie, zapomniałam napisać, ale tak serdecznie i często, to chyba się przy
        żadnym tomie nie śmiałam, jak właśnie przy, nomen omen Polewce :)
        • sowca Re: podsumowując 24.09.06, 15:21
          Dziwi mnie az taki atak na Polewkę. O ile pamietam, na "zabę" tez sie
          narzekało, na "jezyk trolli" tez... Ksiazka, jak kazda, ma swoje plusy i minusy.
          PLUSY:
          - wartka, wielowątkowa akcja
          - jak zwykle, wspaniala megadawka humoru
          - Wolfgang Amadeusz - moja ulubiona postac meska calej Jezycjady :D
          - korzystna zmiana Laury (ach, ten dobry wpływ Wolfiego :P)
          - mowcie, co chcecie, ale mi sie podoba zachowanie Rozy: trudno oczekiwac od 21-
          letniej kobiety miesiac po porodzie, za to bez studiow, zeby od razu rzucila
          sie do pracy i sama zaczela utrzymywac rodzine - ktora z forumowiczek tak
          zrobila? Za to po prostu kocha swoja coreczke i jest to rozczulajace i
          wzruszajace.
          - Łusia i Jozinek - super rodzenstwo
          MINUSY:
          - Ignacy Grzegorz Stryba - uch!!!!!!
          - Ignacy Borejko - co sie stalo z tym uroczym starszym panem?
          - powrot Pyziaka - niewyjasniony do konca wątek, choc przyznam, ze mozna sie
          bylo tego spodziewac
          Ale ogolnie ksiazka moim zdaniem udana :)
          • dakota77 Re: podsumowując 24.09.06, 15:37
            sowca napisała:

            >
            > - mowcie, co chcecie, ale mi sie podoba zachowanie Rozy: trudno oczekiwac od 21
            > -
            > letniej kobiety miesiac po porodzie, za to bez studiow, zeby od razu rzucila
            > sie do pracy i sama zaczela utrzymywac rodzine - ktora z forumowiczek tak
            > zrobila?

            Roza o ile sie nie myle ma 24 lata, ale to szczegol. Nie w tym rzecz, zeby teraz rzucila sie do szukania
            pracy, musi zajac sie niemowleciem, Chodzi o te jej rozmyslania, ze wszytsko jest w porzadku, choc nie
            maja slubu, pracy, pieniedzy tyle, ile zaoszczedzil Fryderyk. Chodzi mi tylko o to, by uznala fakt,
            zetaka sytuacja nie jest w porzadku.
            • andaba Re: podsumowując 24.09.06, 16:04
              Tak sobie myślę - pierwsze powieści MM były dla nastolatek o nastolatkach.
              Główne bohaterki miały 15 - 16 lat, nastolatkowe problemy, pierwsze miłości,
              konflikty (lekkie) z rodzicami, czyli były raczej prawdopodobne.
              Zastanawia mnie pod jakiego czytelnika pisana jest Czarna polewka - bohaterowie
              wiek mają nietypowy:
              - Jeden stetryczały dziad (dziadek to zbyt łagodne określenie - zresztą postac
              stanowczo przejaskrawiona).
              - Dwóch okołodziesięcioletnich chłopaczków - jeden super, drugi również
              przejaskrawiony (takiego szpiona normalna siostra typu Laury stłukłaby na
              kwaśne jabłko), chociaż wątek z ignasiową pierwszą młością jest akurat jednym z
              lepszych.
              - Laura z Wolfim, dziewiętnastolatkowie, ale z problemem dośc na ten wiek
              nietypowym (ślub). Nie wspominając już o perypetiach z brakiem błogosławieństwa
              dziadkowego - problem na miarę romansu sprzed dwóch wieków, a nie współczesnej
              powieści dla młodzieży.
              - Pyza z Frycem - za starzy na bohaterów, i jacyś tacy rozlaźli...
              - Żaba i bliźnięta, jedyne trio pasujące wiekiem do cyklu. Ale to już nie to,
              co przygody Cesi, Idy, Kreski czy chocby Laury.
              - Łusia - najlepsza w całej książce - oby taka została, o ile ma by kontynuacja
              serii.

              Ciekawa jestem reakcji młodzieży na tę książkę, bo bez obrazy, zdecydowana
              większośc wypowiedzi pochodzi od czytelników hmmm... bardziej zaawansowanych
              wiekiem.... I może po prostu za starzy jesteśmy? Zmieniła się młodzież, to i
              książki się zmieniły?
              • dakota77 Re: podsumowując 24.09.06, 16:07
                Po CP zaczelam sie mocno zastanawiac, czy nie robie sie za stara na Jezycjade, w kazdym bardz razie
                na te nowsze czesci...:). Oczywiscie nie chodzi tu o kwestie wieku, ale sposob patrzenia na te ksiazki.
                • szprota niby tak 24.09.06, 16:54
                  ale przecież nie możemy nazwać Cesi czy Kreski naszymi rówieśniczkami - adresuję
                  to do Dakoty i Ready4Freddy, bo jesteśmy z pięknego rocznika 1977 - a,
                  przynajmniej dla mnie, jakoś nie czuję się staro czy obco obserwując ich
                  perypetie w pierwszych częściach Jeżycjady.
                  Zresztą, z Tygryskiem i Wolfim też nie czuję się, że "z nich wyrosłam". Mało
                  prawdopodobne wydaje mi się tylko to parcie na ślub...
                  • monikate Re: niby tak 24.09.06, 17:43
                    Mnie się jeszcze podobały postacie - karykatury postaci funkcjonujących w
                    społeczeńswie:
                    1. Policjantka-karykatura karykatury, co już ktoś wyżej napisał;
                    2. Babcia Diany, "jak z serialu", taka w stylu Alexis, tylko z utlenionymi
                    włosami. Zęby jak u wilka, czerwone pazury, miodek;
                    3. Diana, och jaka współczesna dziewczynka!
                    4. Panny które mają poważne problemy, bo im paznokcie odpadły;
                    5. Tatuś Diany, pewny siebie "ordynator oddziału" i "najmądrzejszy chłopak w
                    okolicy"
              • onion68 Re: podsumowując 25.09.06, 16:18
                Moja córka piętnastoletnia po przeczytaniu kilku stron kategorycznie
                stwierdziła, że dla "tego" nie porzuci Sapkowskiego. A przeczytała wszystkie
                poprzednie części, i tak jak ja, woli te wcześniejsze.
                Ostatnim, który ja czytałam z przyjemnością, był "Tygrys i Róża".
    • iwoniaw Jeszcze o "zamożności" mi się przypomniało 24.09.06, 17:37
      Pyza rozmyśla, jak to może liczyć jedynie na oszczędności fryderyka i
      "dobrowolne datki sej _niebogatej_ rodziny" - po czym wychodzi na to, że ze
      składki 3 ciotek mogą z narzeczonym kupić mieszkanie lub wybudować dom (Pulpecja
      gotowa jest _darować_ działkę). No to skoro ta rodzina jest "niebogata", to w
      jakiej sytuacji majątkowej znajduje się rodzina Fryderyka, której nie stać nie
      tylko na krótkie nawet wakacje dla nastoletniej córki, ale wręcz nie mogą
      pozwolić oni sobie na zakup jednoosobowego tapczanika/fotela/łóżka w promocji i
      nieszczęsna Żaba spać musi na piankowym, zwijanym w rulon materacu (coś na
      kształt karimaty?). Swoją drogą, Fryderyk nie okazał grama braterskiego
      poświęcenia, skoro tak od razu zażądał tapczana z powrotem...
      • jedynataka Re: Jeszcze o "zamożności" mi się przypomniało 24.09.06, 18:22
        Właśnie mnie to "braterstwo" Frycka zmierziło. Nie chodzi o to, że Żaba jest
        kobietą i należy jej się więcej, ale Frycek mógłby jakoś zaakcentować swoją
        tymczasowość w małym mieszkanku i już się tak totalnie nie rozpakowywać. A
        łóżko się zdecydowanie Żabie należy (swoją drogą to Wolfi powinien jej oddać swoje).
        • verdana Re: Jeszcze o "zamożności" mi się przypomniało 24.09.06, 19:59
          Niestety. Dla mnie - wybaczcie słowo, które wywołaloby napaść Pani MM - żenada.
          Primo - nudne
          Secundo - nieprawdopodobne
          Tertio - w książce , oprócz Łusi, wszyscy sa niesympatyczni. Absolutnie wszyscy.
          Nieprawdopodobne jest niemal wszystko. Inteligentny dotychczas Ignacy Borejko
          nie tylko dostał ataku sklerozy - inaczej jego zachowanie naprawdę trudno
          wytłumaczyć - ale uznał, ze on, i jedynie on ma prawo decydować o życiu ludzi
          żyjacych pod jego dachem. Facet, który niezbyt interesował sie sprawami
          domowymi i raczej starał się zyć w izolacji, nagle zachowuje się jak domowy
          tyran. I to głupi tyran, nie zdajacy sobie konsekwencji ze swoich posunięć.
          Nie czepiam się Róży, choć jej rozważania są przeraźliwie przesłodzone i
          banalne. Ale - czy zauwazyłyście - że ona została odsunięta od rodziny. Jest
          stosunkowo niedawno po porodzie, jest samotną matką, a nikt, absolutnie nikt w
          domu jej nie pomaga. Gabrysi pomagano - ona jest z dzieckiem zupełnie sama.
          Dlaczego? Chyba jedyna odpowiedź brzmi, że jej macierzyństwo jest drugiej
          kategorii.
          Romanse dzieci wywołały u mnie autentyczny niesmak. Cała książka jest wyprana z
          seksu, a uczucie 10-11 latków jest podszyte właśnie seksualnością odczuwana i
          przez dzieci i przez opiekunów (tan ojciec Diany...). Jako rówieśniczka Gabrysi
          mam w domu 11-latka. W tym wieku zakochanie wygląda jednak nieco inaczej.
          Jest facet na wózku - fakt. Jest on jednak własciwie obiektem do pchania.
          Wiemy, co o nim myślą, wiemy, któ mu pomaga, ale on sam się nie odzywa, nie ma
          osobowości - smutny obraz traktowania niepełnosprawnych w naszym kraju.
          Wszyscy 19-latkowie, szczególnie z wierzących rodzin, zdają sobie sprawę z
          istnienia nauk przedmałżeńskich i miesięcznego terminu oczekiwania - zarówno w
          kosciele jak i w USC. Nie planują wiec ucieczki i ślubu - raczej ucieczkę bez
          ślubu.
          Zdanie, które wyrwało się Laurze "bo on mnie szanuje" jest zerowo
          prawdopodobne. Laura musiałaby być słuchaczką Radia Maryja, aby w wieku 19 lat
          wygłosić taka opinię. Moze nie chcieć spać z chłopakiem, ale łączenie tego z
          szacunkiem - to czasy mojej prababki (babka spała z dziadkiem przed ślubem).
          No i wreszcie opinia, ze jak się nie lubi Mickiewicza, to nie jest się
          kandydatem na męża - hmmm... A jak się nie ceni Matejki? Wolno?
          I na koniec pewna refleksja. Jak zauwazyłam, książka naprawdę spodobała się
          jednej osobie na forum. Takiej, która deklaruje, ze pogardza ludźmi
          nieoczytanymi, dyslektykami itd. Takie mam właśnie od paru dobrych tomów
          wrażenie - te książki przesiąkniete sa pogardą i pisane dla czytelników, którzy
          gardzą ludźmi, którzy nie obracają sie w kręgach kultury wyższej. Nie ważny
          jest charakter, ważna jest erudycja. Li i jedynie.
          To nie są wartosci, które nalezy przekazywać młodemu pokoleniu.
          • iwoniaw Zgadzam się co do pogardy 24.09.06, 20:14
            > Wszyscy 19-latkowie, szczególnie z wierzących rodzin, zdają sobie sprawę z
            > istnienia nauk przedmałżeńskich i miesięcznego terminu oczekiwania - zarówno w
            > kosciele jak i w USC. Nie planują wiec ucieczki i ślubu - raczej ucieczkę bez
            > ślubu.

            No, Ignacy Borejko najwyraźniej o tym nie wie - wszak jego zdaniem Fryderyk
            tylko "wykręca się" "jakoby istniejącą biurokracją - urzędową i kościelną". Ale
            może on to już na skutek stetryczenia ogólnego i najwyraźniej posuwającej się
            paranoi (wybaczcie).

            > Zdanie, które wyrwało się Laurze "bo on mnie szanuje" jest zerowo
            > prawdopodobne. Laura musiałaby być słuchaczką Radia Maryja, aby w wieku 19 lat
            > wygłosić taka opinię. Moze nie chcieć spać z chłopakiem, ale łączenie tego z
            > szacunkiem - to czasy mojej prababki (babka spała z dziadkiem przed ślubem).

            A, tu się nie zgodzę - zabrzmiało mi to jak najbardziej prawdopodobnie,
            _zwłaszcza_ w wykonaniu Laury, która zawsze miała skłonność do fabularyzowania
            swych rozmyślań, wcielania się w sytuacje baśniowo - alegoryczne, a mając na
            żywo na co dzień dziadka z wiadomymi tekstami bardzo łatwo mogła sobie
            imaginować siebie jako tę szanowaną dziewicę dla której zabija się smoka
            (zresztą wzmianka w tym stylu jest na początku). No i do Laury b. pasuje
            tłumaczenie sobie dowolnych różnic pomiędzy sobą a siostrą swoją wyższością i
            dorabianie do tego ideologii.

            > No i wreszcie opinia, ze jak się nie lubi Mickiewicza, to nie jest się
            > kandydatem na męża - hmmm... A jak się nie ceni Matejki? Wolno?

            No i niestety muszę się zgodzić, że pogarda dla Wszystkich, Którzy Mają Inne
            (czytaj: gorsze) Gusta aż bije z każdej strony.
            I ta subtelna uwaga, że ojciec Diany jest "innym rodzajem lekarza niż wujostwo
            Pałysowie" - czyli że urządzony w określonym stylu dom świadczy o tym, że
            człowiek ten nie lubi swojego zawodu, nie uważa go za pasję, nie dokształca się
            - czy co?
            • verdana Dziewica aż do ślubu.... 24.09.06, 22:04
              No tak - nie przyszło mi do głowy, ze Laura-dziewica może chcieć po prostu
              dokopać siostrze...
              Ale z drugiej stony, MM tak podkreśla, ze ona chce zostać tą dziewicą aż do
              ślubu... Zastanawiam się - dlaczego? Ze względów religijnych? A w takim razie,
              dlaczego "szanuj ojca swego i matke swoją" jakos zupełnie sie nie liczy?
              Przypomniala mi się jeszcze jedna sprawa, która mnie zniesmaczyła. Gabrysia,
              która dowiaduje się o planowanym slubie swojej 19-letniej córki, pakuje się i
              wyjeżdża, zapowiadajac, że poważna rozmowę przeprowadzi za dwa dni.
              Mam 19-letnią córkę. Jakoś nie wyobrazam sobie, bym w takiej sytuacji spokojnie
              oddaliła się w siną dal, bez rozmowy z córką, dobitnie udawadniając, że jej
              problemy są dla mnie niezbyt istotne - stanowią najwyżej kolejny kłopot, z
              ktorym JA mam się zmagać. Że to Mó problem, a nie JEJ.
              I ten przyjazd na ślub całej rodziny, łącznie z ojcem, którego Laura
              najwyraźniej nienawidzi. To też kompletne olanie uczuć Laury. Ona sie w tym
              wszystkim nie liczy - liczy się jedynie uczucie Gabrysi.
              • iwoniaw Re: Dziewica aż do ślubu.... 24.09.06, 22:21
                Ale z drugiej stony, MM tak podkreśla, ze ona chce zostać tą dziewicą aż do
                > ślubu... Zastanawiam się - dlaczego? Ze względów religijnych?

                Raczej nie. To moim zdaniem prędzej podkreślanie - także i w ten sposób -
                własnej wyjątkowości w świecie, gdzie "swoboda obyczajowa aż furczy", a własna
                siostra (co do której pozostaje w nieustającej opozycji od dawna) własnie
                urodziła dziecko nie będąc żoną. W religijność Laury (jak i zresztą w
                religijność Borejków w ogóle) jakoś trudno mi uwierzyć, choć od jakiegoś czasu
                MM czyni wstawki mające uwiarygodnić ich katolicyzm.
                Co do dziewictwa już prędzej uwierzę, iż Laura zafasycynowała się ideałem
                romantycznym (biorąc pod uwagę Mickiewicza...) Aż dziw, że w finałowej scenie
                nie cytuje "gdy na dziewczynę zawołają żono, to już ją całkiem żywcem
                pogrzebiono" ;-)

                > Przypomniala mi się jeszcze jedna sprawa, która mnie zniesmaczyła. Gabrysia,
                > która dowiaduje się o planowanym slubie swojej 19-letniej córki, pakuje się i
                > wyjeżdża, zapowiadajac, że poważna rozmowę przeprowadzi za dwa dni.

                No i sama Laura zauważa sarkastycznie (w duchu), iż priorytety matki
                przedstawiają się w kolejności: 1. Galaretka porzeczkowa 2. Rozmowa o ślubie
                córki. Po czym sama MM usiłuje wmówić czytelnikowi, że Laura jeśt ta zła i -
                ustami Mili - stwierdza expressis verbis, iż _tylko_ _patrzy_ _jakby_ _zasmucić_
                _matkę_ (i niby stąd tylko pomysł ze ślubem, no bo skąd by inaczej? - no
                comments...)

                > I ten przyjazd na ślub całej rodziny, łącznie z ojcem, którego Laura
                > najwyraźniej nienawidzi.

                To jest najbardziej absurdalna scena. Pyziak wraca i co? Nie ma żadnej puenty w
                rozmowie z Gabrielą (nie wiemy też, jak przebiegła wcześniejsza rozmowa z Różą),
                a tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki dokooptowali go do towarzystwa jadącego
                na ślub (i jeszcze wszyscy radośnie uwierzyli, że jest ten ślub możliwy). Co
                gorsza, aż boję się pomyśleć, co w ostatniej scenie pomyśleli Różą i Fryderyk i
                dlaczego akurat mieli ze sobą komplet dokumentów i zaświadczeń jadąc na ślub
                Laury. No, jeżeli oni wzięłi ten śłub "zamiast" Laury i Wolfiego, to ja się
                załamię brakiem realizmu do końca...
                • dakota77 Re: Dziewica aż do ślubu.... 24.09.06, 22:28
                  Ja wciaz mam nadzieje, ze Roza i Fryderyk na koncu stwierdzili, ze podoba im sie ten kosciol i chcieli
                  porozmawiac o wolnych terminach. Termin mozna zaklepac bez dokumentow:)
                  • the_dzidka Re: Dziewica aż do ślubu.... 24.09.06, 23:04
                    > Ja wciaz mam nadzieje, ze Roza i Fryderyk na koncu stwierdzili, ze podoba im
                    sie ten kosciol i chcieli
                    > porozmawiac o wolnych terminach. Termin mozna zaklepac bez dokumentow:)

                    Mnie też tak się wydaje :)
              • senseeko Czyje uczucia się liczą? 02.11.06, 10:31
                verdana napisała:

                > I ten przyjazd na ślub całej rodziny, łącznie z ojcem, którego Laura
                > najwyraźniej nienawidzi. To też kompletne olanie uczuć Laury. Ona sie w tym
                > wszystkim nie liczy - liczy się jedynie uczucie Gabrys

                Ależ tu sie liczą UCZUCIA FORIMOWICZEK!!!!!! Czy tego nie dostrzegacie?
                To przecież my na forum żądałyśmy by Pyziak zjawił się na ślubie Laury!
                (Fakt, ze nie miałysmy okazji zobaczyć jak Laura na tymże niedoszłym ślubie
                Pyziaka potraktowała, ale moze to bedzie w Sprężynie?
            • dakota77 Re: Zgadzam się co do pogardy 24.09.06, 22:16
              iwoniaw napisała:

              > > I ta subtelna uwaga, że ojciec Diany jest "innym rodzajem lekarza niż wujostwo
              > Pałysowie" - czyli że urządzony w określonym stylu dom świadczy o tym, że
              > człowiek ten nie lubi swojego zawodu, nie uważa go za pasję, nie dokształca się
              > - czy co?

              Mysle, ze przede wszystkim kryla sie w tym sugestia, ze on bral lapowki, za ktore wybudowal wille.
              Palysowie mieszkaja w suterenie i jezdza skoda, bo sa uczciwi.

              Niestety, macie racje co do duzej dawki pogardy dla innych w kilku ostatnich tomach jezycjady.
              • iwoniaw Re: Zgadzam się co do pogardy 24.09.06, 22:30
                > Mysle, ze przede wszystkim kryla sie w tym sugestia, ze on bral lapowki, za kto
                > re wybudowal wille.
                > Palysowie mieszkaja w suterenie i jezdza skoda, bo sa uczciwi.

                Też tak myślę i zastanawiam się, dlaczego niby ta bieda w rodzinie Borejków jest
                aż tak podkreślana, skoro (co pisałam już wyżej) rodzinę z marszu stać np. na
                składkę na wybudowanie domu dla Róży i Fryderyka, co chyba nie świadczy o braku
                środków materialnych?
                Rodziną skrajnie ubogą są natomiast Schoppowie, których nie stać nawet na łóżko
                dla nastoletniej córki i dobrze, że przynajmniej nie mieszkają w suterenie, bo
                to juz by były chyba klimaty jak "w piwnicznej izbie". To już chyba przegięcie w
                drugą stronę, zwłaszcza, że ojciec Schoppe oprócz etatu w szkole dorabia
                korepetycjami, a w wakacje zatrudnił się "w sklepie", wszystkie dzieci same
                zarabiają na swoje potrzeby (nawet Hildegarda w roku szkolnym dorabia
                korepetycjami) i nigdzie nie wyjeżdżają ani nie wspomina się o żadnych
                kosztownych hobby...
                • verdana Re: Zgadzam się co do pogardy 24.09.06, 22:44
                  U Borejków już od dawna widać zamożność. Jako osoba w dokładnie tej samej
                  sytuacji zawodowo-rodzinnej co Gabrysia (wyłączając mieszkanie z dziadkami)
                  zauważyłam, że ich poziom życia jest sporo wyższy niż mój, choć ja wcale na
                  biedę nie narzekam. Natomiast, nie ukrywam, oddanie wszystkich swoich
                  oszczędnosci na mieszkanie dla siostrzenicy, gdy ma się własne dzieci, jest
                  bardzo mało realistyczne.
                  Pada tez w tym tomie zdanie, ze Gabrysia jest czlowiekiem, który zawsze myśli o
                  innych, nie o sobie. Jest to zaiste pokrętne rozumowanie - Gabrysia ma na
                  względzie przede wszystkim swoje uczucia i swoje dobro, i chroni je, nawet
                  kosztem własnych dzieci. Wchodzi to w grę i sprawa Pyziaka, i chronienie
                  siebie przed nieprzyjemnym procesem wychowywania, karcenia, czy nieprzyjemnych
                  rozmów (np. sprawa kradzieży w szkole czy ślubu Laury), brak wsparcia dla córki
                  samotnie wychowujacej dziecko - ja tam bym nie wyjechała, zostawiając córkę
                  trzy tygodnie po porodzie bez pomocy...
                  Ma chyba tylko dobry PR...
                • the_dzidka E? 24.09.06, 23:38
                  > Też tak myślę i zastanawiam się, dlaczego niby ta bieda w rodzinie Borejków
                  jest aż tak podkreślana,

                  Ale czy tam jest podkreślana BIEDA? Ja jakoś nie zauważyłam. Podkreśla się
                  raczej to, że nie są przesadnie przywiązani do rzeczy materialnych! To różnica.
                  Czyli: jest zmywarka, to dobrze. Nie wymieniamy jej na nowszy model, ta nam
                  wystarczy. A jak tej nie stanie, to nie będzie tragedii :)
                  Natomiast: na ten cyrk ze zrzutką rodziny na kawalerkę dla młodych też od razu
                  zwróciłam uwagę. Myślmy realnie. Kawalerka w Poznaniu - a raczej mieszkanie
                  jednopokojowe z osobną kuchnią - to w tej chwili koszt jakichś 80 tysięcy
                  złotych. Ja już nie pamiętam, kto tam poza Idą się zrzucał, ale ile ci ludzie
                  mogli odłożyć, przez parę lat zaledwie, i jakim cudem, skoro wszystko wydawali
                  na książki?! A poza tym, każde z nich ma własną rodzinę, a kokosów nie
                  zarabiają. Ja, będąc singlem, przez dwa lata odłożyłam znacznie mniej, niż
                  kosztuje kawalerka - a finansowo stoję bardzo dobrze.
                  I co to właściwie znaczy, że Ida i Marek nie wiedzą, co zrobić z
                  oszczędnościami? Primo po pierwsze: mają rodzinę, a to worek bez dna. Primo po
                  drugie: dlaczego 32-latka uważa, ze już teraz coś muszą z tymi oszczędnościami
                  zrobić? Czyżby planowała umrzeć w przyszłym tygodniu?
                  • szprota ekhem 25.09.06, 00:03
                    Idusia ma trochę więcej latek niż 32.
                    Wychodzi mi, że teraz kończy 40. Czyli 38 w CP:)
                    ale to rzecz jasna dygresja :)
                    myślę jednak, że to tylko takie wytłumaczenie, mające na celu oddalić
                    jakiekolwiek skrupuły Róży.
                    • dakota77 Re: ekhem 25.09.06, 00:11
                      A Roza ot tak przyjmuje takie wytlumaczenie, niczemu sie nie dziwiac i nie mysslac ani przez moment
                      o tym, ze jak napisalyscie wyzej, kazda rodzina ma dosc wlasnych wydatkow. Alez na nia zla jestem:)
                      • szprota marazm Róży 25.09.06, 00:19
                        właściwie to dziwię się Idzie. Ewentualnie znów mamy niekonsekwencję w tworzeniu
                        postaci. Odnoszę wrażenie, że jest opisywana jako postać realnie stojąca na
                        ziemi i mająca własne zdanie na wszystko. A tu jakieś podziwy wobec rozmemłanej
                        Pyzuni, że ma charakter, to ubiegnięcie jej ewentualnych skrupułów, że i tak nie
                        mają co z pieniędzmi robić... przecież bije po oczach, że Róża czeka na gwiazdkę
                        z nieba pod postacią ślubu z Frycem i ustabilizowania ich sytuacji
                        mieszkaniowej, sama nie robiąc nic w tym kierunku, pomijając uroczo stanowcze
                        deklaracje wobec despotycznego dziadziusia. no ludzie kochani, jaki charakter,
                        jaka silna osobowość?!
                        • verdana Re: marazm Róży 25.09.06, 10:00
                          Ida ma 11-letniego syna. Za parę lat moga być dla niego potrzebne pieniądze -
                          na studia, na naukę. Teraz mamy taki obraz, ze rodzice Józinka pracują, a
                          dziećmi się nie zajmują. Ja pytam zatem - po co oni mieli dzieci? Wydaje się,
                          ze dziećmi należy się zajmować, a w najgorszym wypadku - skoro rodzice
                          pracoholicy - to przynajmniej powinni pomyśleć o potrzebach dzieci. A tu
                          wakacje, Józineki w Poznaniu - szkoda było wydać kasę na obóz czy kolonie?
                          Dzieci gnieżdżą się w suterenie - może by tak pomysleć, ze to im nalezy
                          poprawić warunki mieszkaniowe, a nie siostrze?
                          • el_la Re: marazm Róży 25.09.06, 10:51
                            Siostrze to jeszcze pół biedy - ma ich tylko trzy. Ale siostrzenicy ?
                            Siostrzeńców i siostrzenic ma sztuk 7 + dwoje własnych dzieci + np. Elka, córka
                            Grzegorza, ostatecznie też przyszywana siostrzenica, która pewnie doczekała się
                            już własnych dzieci + ... :)
                  • the_dzidka Święci pańscy!! 25.09.06, 09:17
                    > I co to właściwie znaczy, że Ida i Marek nie wiedzą, co zrobić z
                    > oszczędnościami? Primo po pierwsze: mają rodzinę, a to worek bez dna. Primo
                    po drugie: dlaczego 32-latka uważa, ze już teraz coś muszą z tymi
                    oszczędnościami zrobić?

                    Ależ odmłodziłam Idusię!! Zupełnie nie wiem, skąd mi się to wzięło!!
          • senseeko a propos tego, co napisała verdana i ode mnie 3gr 02.11.06, 10:26
            Przeczytałam CP zaledwie 2 dni temu, a własciwie pożarłam ją w 1 popołudnie i
            wieczór, więc dopiero się przebijam przez wątek dotyczacy CP. No i trafiłam na
            list verdany, ktora napisała m.in
            verdana napisała:

            > I na koniec pewna refleksja. Jak zauwazyłam, książka naprawdę spodobała się
            > jednej osobie na forum. Takiej, która deklaruje, ze pogardza ludźmi
            > nieoczytanymi, dyslektykami itd.

            Śpieszę donieść, ze jestem kolejną osobą na forum, której podobała się CP. Do
            tego nie deklaruję jakobym pogardzała kimkolwiek. Tak więc Twoje statystyki
            musisz nieco przeredagować ;)
            Moim zdaniem nie ma tu korelacji.
            Ale może ja jestem jakaś dziwna, bo nawet jesli mam takie czy inne uwagi do
            kolejnych tomów Jeżycjady to jednak wszystkie pożeram z wielkim apetytem :)
            Swoją drogą nie rozumiem, czemy pani MM nie moze bohaterami swoich ksiazek
            uczynic ludzi niesympatycznych, ograniczonych, starych zrzędów, donosicieli itd?
            Dopiero co ktoś zartzucał, ze bohaterowie są zbyt mili a jak nagle zaczynają
            wychodzić na jaw ich wady, to wielki krzyk się podnosi :)
            Co do samej CP poczatek miał trochę za słabe tempo a język pozostawiał nieco do
            życzenia. Sposob formułowania zdan przez postacie mało zroznicowany. Ale potem
            pani MM sie rozkręciła.
            Najlepiej moim zdaniem napisana scena, ktrą przeczytałam sobie dla przyjemności
            chyba ze 3 razy, to scena gdy pojawia się Pyziak. (Wtedy gdy w domu jest tylko
            Róża, Laura i Wolfi) No ciarki przechodzą!
            Bardzo dynamiczna, w ogóle majstersztyk!
            I wiele miejsc kiedy człowiek czyta i od czasu do czasu parska śmiechem.
            A do tego te klucze literackie Szekspir z Mickiewiczem - fajne.
      • agawa79 Re: Jeszcze o "zamożności" mi się przypomniało 25.09.06, 06:55
        iwoniaw napisała:

        >> nieszczęsna Żaba spać musi na piankowym, zwijanym w rulon materacu (coś na
        > kształt karimaty?). Swoją drogą, Fryderyk nie okazał grama braterskiego
        > poświęcenia, skoro tak od razu zażądał tapczana z powrotem...

        To swoją drogą, ale przecież Wolfi tak obiecywał, że jej odkupi wszystko, co
        się spaliło, biureczko z szufladkami jej kupi, a jak przyszło co do czego, to
        wrócił ze sklepu ze stolikiem, bo "biurka za drogie". Skąpiradło.
    • mankencja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 22:35
      Ogólnie: większość postaci z miłą chęcią zdzieliłabym po głowie tłuczkiem do
      mięsa, JACY TO SĄ DENERWUJĄCY LUDZIE....

      1. Laura + Wolfi - ja wiedziałam, że ta podróż ma na celu głównie odkrycie, że
      znają się jeszcze zbyt mało, ale niekoniecznie w tym celu trzeba było
      wykorzystywać Mickiewicza. Nie ma obowiązku się wszystkim podobać, to raz, a
      postawa Tygrysa to snobizm intelektualny, który niekoniecznie należy krzewić
      wśród młodzieży, to dwa. (ale czemu się tu dziwić? wpływ rodziny.)

      2. Ignacy G. S. solo - nie zmienił się ani trochę, a stary Borejko ma na niego
      wpływ, powiedziałabym, demoralizujący. ten układ śmierdzi patologią.

      3. Ignacy G. S. + Diana - czemu ona przez całą książkę zachowuje się jak
      wyprana z intelektu? czemu temu cholernemu małemu erudycie to nie przeszkadza?
      do czego ten wątek w ogóle jest potrzebny? ja bym go wywalila, nic moimzdaniem
      nie wnosi

      4. Róża + Fryderyk - "wytłumaczyli sobie", "pogodzili się" - zero konkretów i
      słodko, aż mdli. jak budyń z soczkiem - mogłaby powiedzieć Gaba, gdyby sama nie
      zbudyniała przez te 30lat

      5. stary Borejko - na ten temat powiedziano już chyba wszystko. ja bym go
      przebadała psychiatrycznie.

      6. Pyziak - kolejny wątek, z którego nic na razie nie wynika. telenowelizm.

      7. Trolla (+ Mirek) - jak wyżej

      8. Żaba + Żeromscy - ta książka powinna być o tym i głównie o tym. jak za
      dawnych, dobrych czasów.

      Uwagi inne:
      Co salonik matki Juliusza Słowackiego (Salomei Becu z domu Januszewskiej, primo
      voto Słowackiej) robi w muzeum Adama Mickiewicza? Nigdy tam nie byłanm, nie
      wiem, może istnieje, ale wydaje mi się to średnio prawdopodobne. Chyba, że coś
      przeoczyłam i właśnie się kompromituję.
      Styl już nie ten. Czyta się zdecydowanie gorzej, niż inne części.
      Historia o osuwającym się na podołek śpiącym absztyfikancie była wałkowana tu i
      ówdzie w stopniui niewiele mniejszym, niż ta o żarówce
      • ratyzbona Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 23:11
        Na sam poczatek dwie uwagi - poprzednich postów nie czytałam bo do końca
        książki jeszcze nie dotarłam ale tak mnie denerwuje że muszę coś napisać. już
        w polowie ,, czarnej Polewki" mogę powiedzieć jedno - pani Musierowicz pnie ma
        pojęcia jak zachowują się ludzie dziewiętnastoletni. Sama mam dziewiętnaście
        lat i zapewniam że żadnej dziewczynie w tym wieku nie przyszedł by do glowy
        szybki ślub z chłopakiem którego bądź co bądź ledwo zna. Co więcej nie ma już
        sensu idealizować roamtycznych uczuć bohaterów . Tekst ,, To moja narzeczona a
        nie laska" może jest dziś stosowany ale raczej w przedszkolu. Fakt że
        narzeczeni ze sobą nie sypiają cóż - wydaje mi się conajmniej dziwny bo żadne z
        nich jakoś na głęboko wierzące nie wygląda a tylko tacy w naszych czasach
        czekają z seksem do ślubu. Ponad to czuję się obrażona - wydawało mi się że
        studiując dwa kierunki i pałając miłością do poezji znajdę się na liście osób
        którymi pani Musierowicz nie pogardza jednak okazuje się że fakt iż oglądam
        telewizję i nie recytuję Mickiewcza na zawołanie stawia mnie raczej po stronie
        ponurych chamów jakich pełny jest świat. I czy może mi ktoś wytłumaczyć gdzie
        żyją takie jedenastolatki jak w książkach Musierowicz? Trzeba tam natychmiast
        poslać jakiego psychologa i je na normalność naprostować.
        Ponad to mam już zupełnie dosyć cudownej Gabrysi która woli wyjechać za masto
        zamiast zainteresować się zaręczynami córki ( co jest jasne po przecież
        oficjalnie jej nie kocha co jakoś nikogo nie bulwersuje) i która nie jest w
        stanie upilnować syna który bez jej wiedzy omal się nie topi i na dodatek wraca
        do domu samotnie bez poinformowania rodziny czymś wiecej niż smsem. W ogóle
        dzieciaki w tej książce są nie dopilnowane wółczą się całe dnie bez
        poniformowania rodziny ( z resztą w przedstawionych rodzinach wogóle się
        normalnie nie rozmawia u Schoppów rodzice są okropni, u Borejków o rozmowach
        się mówi ale na tym koniec ,a u Żeromskich jest tylko bełkoczący ojciec).
        Cały świat Musierowicz kiedyś miły i ciepły stał się nagle jakiś wykrzywiony
        pełny złych i chamskich ludzi oraz bohaterów których trudno polubić. I jeszcze
        ta pseudo poprawność polityczna która każe umieścić chłopaka staszki na wózku
        inwalidzkim ( w ramach dekoracji chyba ) oraz powtarzać na każdym kroku że
        kolega Józinka jest czarny ( co przy prawdziwej tolerancji zostało by
        wspomniane raz a nie ilekroć ta postać się pojawia)
        • mankencja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 23:17
          > ta pseudo poprawność polityczna która każe umieścić chłopaka staszki na wózku
          > inwalidzkim ( w ramach dekoracji chyba ) oraz powtarzać na każdym kroku że
          > kolega Józinka jest czarny ( co przy prawdziwej tolerancji zostało by
          > wspomniane raz a nie ilekroć ta postać się pojawia)

          pozostaje się więc tylko cieszyć, że dekoracyjny Mirek nie jest Chińczykiem.
        • ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.09.06, 23:23
          >Cały świat Musierowicz kiedyś miły i ciepły stał się nagle jakiś wykrzywiony
          >pełny złych i chamskich ludzi oraz bohaterów których trudno polubić.

          jednym slowem inwazja Paszczakow na Doline Muminkow :)
        • limotini Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 12:01
          > w polowie ,, czarnej Polewki" mogę powiedzieć jedno - pani Musierowicz pnie ma
          > pojęcia jak zachowują się ludzie dziewiętnastoletni. Sama mam dziewiętnaście
          > lat i zapewniam że żadnej dziewczynie w tym wieku nie przyszedł by do glowy
          > szybki ślub z chłopakiem którego bądź co bądź ledwo zna.
          (...)
          > I czy może mi ktoś wytłumaczyć gdzie
          > żyją takie jedenastolatki jak w książkach Musierowicz?
          Zgadzam się, że świat w CP jest jakiś taki ponury. Ale proszę, nie piszcie: tak
          się nie zachowuje 19-latek, nie ma takich 11-latków. Są. Ludzie są bardzo różni.
          Bardzo. Przychodzą im do głowy różne dziwne pomysły, niezależnie od wieku.
          Założę się, że gdybyś popytała nawet na tym forum, to znalazła by się 19-latka,
          która ma zamiar czekać na noc poślubną (nawet nie będąc bardzo wierzącą) jak i
          11-latka, która utożsamia sie z bohaterami Jeżycjady (i to będącymi w różnym wieku).
          Można się zżymać, że jakaś postać postępuje głupio, że nie pomyślała o
          naturalnym rozwiązaniu problemu, że jest niekonsekwentnie przedstawiana, że
          komentarz autora jest niezgodny z obrazkiem. Tak myślę. Ale nie ma sensu pisać
          "tak się ludzie nie zachowują".
          • justyna302 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 12:50
            Hm.. ja to nawet posunęłabym się do stwierdzenia, że współcześni młodzi ludzie
            tak nie mówią jak nasi bohaterowie. Nie chodzi mi o to zeby Józinek, Zaba,
            zeromscy mówili: cool, spox, zajefajnie itd. Wtedy powiedziałabym że Pani MM
            chce się przypodchlebić młodzieży.
            Ale kiedyś te dialogi były niewymuszone, naturalne, płynęły wartko i z
            wdziękiem, nawet wtręty łacińskie Borejków nadawały im kolorytu ( bo były
            rzadkie ), teraz przeważnie rozmowy prowadzone są na wysokim C, polszczyzna
            nienaganna a naszpikowane są łaciną jak dobra czekolada orzechami. Mam takie
            wrażenie, że Borejkowie kiedyś mniej ich znali, a teraz się obkuli i się
            popisują.
    • justyna302 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 08:36
      Mam, przeczytałam. Moja opinia?

      Nie, nie i jeszcze raz nie..

      Moje pierwsze wrazenia są bardzo negatywne, może z czasem to się zmieni, ale
      póki co, na gorąco:

      Narracja tak odmienna od poprzednich części.. Dlaczego? Mam wrażenie
      pisania "po łebkach", na odczepnego.
      Cały czas mam wrażenie, że Pani MM zakpiła sobie z nas na zasadzie:
      chcieliście? To macie. Wszystkie wasze życzenia spełniłam. Zadowoleni? Macie
      wszystko, w jednym garnku. I tak:
      - chcieliście niezależnej Laury? Ok, nie wyszła za Wolfiego, bedzie sie
      kształcić i rozwijać
      - chcieliście powrotu do sprawy Pyziaka. Ok, pojawił sie.
      - chcieliście aby Fryderyk nie był przyjęty bez wahania? Ok, dostał od dziadka
      czarną polewkę.
      - chcieliście, aby Róża sprzeciwiła się staremu tyranowi? To macie, powiedziała
      mu, że nie ma zbyt wiele do powiedzenia.
      - chcieliście więcej erotyki? Ok, namiętne pocałunki są na co drugiej stronie.
      I można by jeszcze wymieniać.
      Wszystko to, napisane jeszcze lekko kpiarskim stylem sprawia ze nie mogę brać
      tej książki poważnie, nie mogę się nią przejąć. To wg mnie jakaś autoparodia,
      groteska. Wszyscy bohaterowie są karykaturami samych siebie.
      O starym paranoiku Ignacu i bezwolnej Różyczce, dzielnej, mądrej Gabrysi i
      innych indywisuach nie chce mi się nawet pisać..
      Po prostu żal mi, strasznie żal..
    • troppo_bella Wyobrażam sobie MM 25.09.06, 09:02
      Wyobrażam sobie MM, która boi sie zajrzeć na to forum, ale ją ciągnie i mam
      wrażenie, że już to zrobiła, zasmuciła się w jednej trzeciej opinii, ale jakaś
      masochistyczna ciekawość kazała Jej z bólem doczytać do końca.

      I zastanawiam się, co Ona, nasza Autorka ukochana, sobie o tym wszystkim myśli?
      O naszych niedosytach i rozczarowaniach? Nie zrozumiałyśmy? Nie doceniłyśmy?
      (pisząc "łyśmy" nie chce skrzywdzić męskich czytelników forum) Nie dorastamy?

      Chodzi o ten brak czasu, pędzenie, by zdążyć, które my same napędzamy. Ja
      rozumiem. Zmęczenie pisaniem co pół roku kolejnego odcinka, jak w serialu. Też
      rozumiem. Wydawca pewnie ciśnie i pogania, na każdym spotkaniu autorskim
      pytania ponaglające, mejle, listy, popędzanie.

      Przesyłam MM wyrazy wsparcia i otuchy. Nie krytykowałybyśmy tak, gdybyśmy tak
      nie kochały, nie czekały, nie spekulowały już od miesięcy, co będzie.

      I już sama nie wiem, lepiej, żeby MM czytała te pełne rozczarowania posty, czy
      lepiej, żeby nie?




      ---------------------
      • troppo_bella Co do brodatego wieszcza 25.09.06, 09:05
        A jeszcze, co do Mickiewicza. Pojawienie się brodatego mężczyzny, wyglądającego
        co raz to z jakiegoś okna, w zamyśle zapewne ducha poezji wieszcza naszego
        narodowego oraz w ogóle funkcja muzeum i poety w CP wynikło z polemiki z
        telewizją i programme Kuby Wojewódzkiego czy też miało jakąś funkcję w utworze?
        Którą przegapiła? Kto mnie oświeci?

        ----
      • troppo_bella Re: Wyobrażam sobie MM 25.09.06, 09:08
        I jeszcze. Ktoś tu, przepraszam, że nie cytuję, ale trudno mi znaleźć ten post,
        kazał zwrócic uwagę na redaktorki CP. Danuta Sadkowska, jak zawsze. I nowe
        nazwisko, Emilia Kiereś.

        Tak sobie teraz dedukując, jak nie przymierzając Miągwa, zastanawiam się:
        Emilia jest najstarszą córką MM. Zamężną chyba.

        Czy te dwa fakty łączy jakiś związek?

        ---------------
        • el_la Re: Wyobrażam sobie MM 25.09.06, 09:41
          Z tego co pamiętam, Emilka była trzecia ... Po Andrzeju i Zosi a przed Bolkiem.
          Pewnie już zamężna.
      • dakota77 Re: Wyobrażam sobie MM 25.09.06, 09:08
        Uważam, że autor nigdy, ale to nigdy nie powinien zbytnio inspirować się tym,
        czego sobie życzą czytelnicy. Wiadomo,że każdy będzie chciał czegoś innego. MM
        powinna pisac tak, jak sama uważa za stosowne. Inaczej efekty mogą być marne.
        Nie powinna też dawać sie tak poganiać. Wolałabym, żeby kolejne tomy ukazywały
        się rzadziej, ale nie były pisane na kolanie. Ale to akurat wina wydawnictwa,
        nie czytelników.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka