suger_mouse Bodzio a Bernard 03.10.06, 14:50 Ale jak możecie porównywać Bernarda i Bodzia !! Bernard jest artystą, oczytanym erudytą, wolnym duchem gardzącym komercyjną współczesnością, a Bodzio to buraczek (choć imho sympatyczny :-), który dziwi się, że można czytać poezję, a muzeum Mickiewicza to dla niego papiery i graty. Odpowiedz Link
iwoniaw Oczytanym erudytą? 03.10.06, 15:33 Bernard? A gdzie to się objawia? Co do "gardzący komercyjną współczesnością", to zdaje się, że małżonka (wreszcie!) uświadomiła mu, iż dzieci na ten przykład jedzą i trzeba je przyodziać, zatem w nowszych tomach mamy wzmianki o "dziełach" jak najbardziej komercyjnych - do jednego (z handlarką warzyw) pozuje w Polewce jeden z bliźniaków... Obaj - i Bernard i Bodzio, to typ ludzi, którzy by mi w opisywanych okolicznościach (tzn. w takich, w jakich każdy z nich występuje) działali na nerwy, z tym, że Bodzio uważa się za "normalnego" i to jest do zaakceptowania, zaś Bernard przy calej swej postawie i zachowaniu sądzi, że wszyscy marzą o jego towarzystwie i podziwiają go za całokształt, co nijak się ma do faktów. Dlatego Bernard jest, jak dla mnie, irytujący o niebo bardziej... - "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest mniej awanturujący." Odpowiedz Link
suger_mouse Re: Oczytanym erudytą? 03.10.06, 15:50 Bernard - przy wszystkich jego miłych wadach :-) cytuje Szymborską, używa bogatego, wysublimowanego słownictwa, fascynuje się malarstwem, itp. Bodzio "niesamowite" "uau" jest pod tym względem zupełnym jego przeciwieństwem. Dlatego zupełnie mi się nie klei porównywanie tych dwóch postaci. Odpowiedz Link
mkw98 Oj stachanowcy z Was :-) 04.10.06, 08:57 Rozciągnęłam czas lektury do maksimum - prawie dwa tygodnie - żeby zwiększyć przyjemność. A Wy w tym czasie wyprodukowaliście 2 strony wątków. No normalnie 300 procent normy ;-) i jak to wszystko przeczytać??? UWAGI OGÓLNE Jest to kontynuacja Żaby tak ewidentna, że w przyszłości powinno się wydawać obie cześci w jednym tomie. Pry okazji można wyciąć scenę finałową "Żaby" ;-) PODOBAŁO SIĘ: -cały, bez wyjątku wątek Żaby i Żeromskich - uroczy, śmieszny, dla mnie ma klimat starej Jeżycjady -niektóre teksty, naprawdę celne: np. budzący się niepokój Laury - "jest dużo czasu, żeby przekonać Wolfiego do poezji - całe życie. Strasznie długo" "Wszyscy mieli kiedys 19 lat" stwierdził dziadek melancholijnie" i kilkanascie innych -bardzo mnie ubawił Ignacy uparcie nazywający Janusza Juliuszem oraz tekst Żaby "na filologii klasycznej na pewno będą miejsca" Myślę, że pani MM nie straciła, na szczęście poczucia humoru i gdyby książki miały dobrą, życzliwie krytyczną redakcję to byłyby dużo lepsze. -Jan Schoppe i jego przemyślenia o szarości NIE PODOBAŁO -wątek Róży cały bez wyjątku. Ciąża Róży, ze wszystkimi konsekwencjami, żenuje mnie od początku. Tu monologi z niemowlęciem mnie załamały. Ja przepadam za dziećmi, też uważam je za cud, lubię się z nimi bawić itd. ale wolę, jak miłość do dziecka pokazana jest w działaniu(jak w Szóstej klepce chociażby) a nie w napuszonych przemowach. -zlekceważenie szerszenia, straszne! -foteliki w samochodach, straszne! - temat omówiony już jak widzę na forum -kim jest "aktor o twarzy jak zaciśnięta pięść" i w ogóle o sssso chodzi dowiedziałam się dopiero z forum. Trochę to dziwne, bo jak dotąd radziłam sobie ze zrozumieniem Jeżycjady bez biegłej znajomości kultury masowej. Czy w następej części wystąpi Doda? -pocałunki Wolfiego i Laury na co drugiej stronie Odpowiedz Link
trawiasta Smutno... :-( 08.10.06, 15:40 I to bardzo. Podobnie jak kilka przedmówczyń (przedpiszczyń? brzydko brzmi), od jakiegoś czasu w każdej kolejnej części 'Jeżycjady' odnajduję coraz to większą porcję pogardy i niechęci. Nie ma już tego ciepła, którego mnóstwo było we wszystkich książkach aż do 'Dziecka piątku' włącznie. Co się stało z ESD??? Co się stało z życzliwym, ciepłym podejściem do wszystkich - do 'inności', nawet jeśli ta 'inność' (o zgrozo!) nie ceni twórczości Mickiewicza? (Swoją drogą, zdaje się, że p. MM w głowie się nie mieści - i dlaczego??? - że ktoś może być człowiekiem wykształconym, o niewąskich horyzontach i sporej inteligencji, oczytanym i... nielubiącym Mickiewicza/poezji jako takiej.) Może tak parę porównań części wcześniejszych z ostatnimi... Gaba myśląca o Ignasiu wzruszała mnie do łez (mimo, że dzieci mieć nie chcę) - Róża irytuje potwornie (mózg jej się zlasował, że snuje takie bzdury o całym życiu w roli przygotowania do rozmnożenia???) Ignacy Borejko wcześniej - cóż, nigdy nie żywiłam do niego szacunku (mięczak, który przenigdy nie przetrwałby, gdyby nie przenosząca go przez życie na plecach kobieta), ale sympatię pewną odczuwałam - za erudycję, za kulturę osobistą, za pewne ideały... Teraz stał się obrzydliwym dziadem, przepełnionym złością na otaczający go świat, z iście histerycznymi pretensjami - skąd u niego nagle takie zachowania, jakiś początek choroby psychicznej? Inaczej ciężko wytłumaczyć aż taką zmianę osobowości... Ida - moja ulubiona postać; rzutka, konkretna, energiczna, zdecydowana... jeszcze w 'Nutrii...' wspaniała, zorganizowana, mądra kobieta. A teraz? Pokazywana usilnie jako zła matka (znaczy się miałaby rzucić pracę w cholerę i do domu, tak?), a mąż jej (którego zresztą ongiś bardzo lubiłam - jeden z nielicznych w 'Jeżycjadzie' facetów o silnej psychice wśród stada niezaradnych życiowo mięczaków) jako... suseł. Mam wrażenie - z całym szacunkiem! - że p. MM nie potrafi nakreślić wiarygodnej, pełnokrwistej, _dorosłej_ postaci męskiej - o ile Józinek zdecydowanie na tak, o tyle jak widać pomysłu na Marka nie było - więc śpi. Istny śpiący królewicz. Gabrysia - wcześniej dźwigająca na barkach cały dom, radziła sobie bez faceta (czyt. bez pomocy) z dwojgiem maleńkich dzieci, kształciła, pracowała zawodowo... Teraz - jak to b. celnie określił ktoś wcześniej - zbudyniała. Stała się świętą krową, która niczego nie robi, ale wciąż wyśpiewywane są peany na jej cześć. I żadnej pomocy dla Róży, żadnego zainteresowania Laurą... Ech. Fizycy. Kiedyś - Jurek Hajduk i Żaczek, nakreśleni niewątpliwie życzliwym piórem, inteligentni (mimo że zapewne nie interesowała ich poezja :-P) Dziś - pan Schoppe, usilnie pokazywany jako... nazwijmy eufemistycznie, nieerudyta o wąskich horyzontach (ironia...). Wszak liczą sie tylko filologowie klasyczni, na innych żal nawet z pogardą plunąć - cóż ci po kwarkach, jeśli obca ci łacina. Ignacy Grzegorz - najobrzydliwsza chyba postać. Wstrętny, zarozumiały mały szpicel i donosiciel - bez cenia dystansu do siebie i choćby odroobiny autoironii - szkoda, że nie urodził się lata wcześniej, ubek byłby z niego jak znalazł. Choć, właściwie, takie egzemplarze zawsze są w cenie... Kiedyś nawet negatywnym postaciom (typu np. Matylda) p. MM nie odmawiała urody/inteligencji - teraz każdy, kto nie jest 'z nami', odsądzany jest od czci i wiary. Podział na ONI i MY - MY to ci lepsi, a ONI to banda nic niewartych tłumoków, co całować winni ślady NASZYCH stóp. Chaotycznie, wiem... ale sporo mi się nazbierało rozgoryczenia po lekturze ostatnich części. I nie umiem odżałować - że już nie ma tego ciepła, tej miłości bliźniego, tego szacunku do drugiego Człowieka. Jaki by nie był. Szkoda. Odpowiedz Link
ginestra Re: Smutno... :-( 08.10.06, 20:10 Mi też jest smutno po tej lekturze. Najbardziej z powodu takiej trudnej do nazwania ambiwalencji: lubię Jeżycjadę i jej Autorkę, i z powodu tego uczucia oraz z pewnej wierności nie jestem w stanie bardzo źle ocenić tę ostatnią książkę, ale zalega we mnie taki właśnie smutek, oraz, gdyby "groza" nie była zbyt mocnym słowem, to także bym go tu użyła. Najbardziej źle się czuję z tym kontrastem - widzę jak rzeczy naprawdę niepokojące i wręcz patologiczne opisane są wręcz z humorem, sympatią, słodką nieświadomością i przekonaniem, że nic złego się nie dzieje, a wręcz przeciwnie. Podobna zadowolona z siebie nieświadomość spowija opisy zachowań kompletnie nierealnych w prawdziwym życiu. W efekcie powstał świat trochę dziwny i straszny. I zwłaszcza przykro mi z tego powodu, że zapewne pani MM liczyła na to, że ta rzeczywistość i humor spodobają się, że wywołają wiele ciepłych uśmiechów na twarzach, i że sprawią autentyczną przyjemność czytelnikom. Tymczasem - konsternacja.. Pozdrawiam Odpowiedz Link
tk_s Fajna 08.10.06, 21:52 Mam jeszcze do doczytania zakończenie, ale bardzo mi się podobała. MM nie poszła w sztampe, której możnaby się spodziewać po ostatnich wydarzeniach z poprzedniej książki, która jednak była chyba lekko przesłodzona. No, ale ja generalnie bardzo lubie te postacie. I bardzo mnie wkurza, że Laura ma chłopaka, miała być moja:/;) -------------------------------------------------------- Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack Carter) -------------------------------------------------------- Odpowiedz Link
langolier_maximus Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 18:25 Podobalo mi sie: -Jozinek-lubie goscia -Lusia-niezle sie zapowiada, ale nie ma sie co dziwic-po takich fajnych rodzicach (szczegolnie Idzie)trudno byc denna postacia ;-) -rodzina Zeromskich choc Bernard jakos zawsze lekko mnie irytuje -wątek drogi-Wolfi z Laura suna sobie przez zielone pola,zatrzymuja sie w Smiełowie...ehhh...z miejsca poczulam wakacje i te szcezgolna atmosfere kiedy gdzies wyjezdzam..ten dreszczyk emocji..;-)))) -picie piwa przez Wolfiego.Tak.Nareszcie jakis mlody czlowiek ,ktory choc zamoczyl jezyk w alkoholu.Przejsc przez wiek dojrzewania,sluchajac punk-rocka i nie wziąc nawet do ust tego szlachetnego trunku byloby niepowetowana strata.A zarazem-normalne, przeciez juz na studiach chodzi sie pasjami na piwo ;-))) -Bodzio-zabawna postac ;-> -Mila...z ksiazki na ksiazke jest bardziej..niezalezna i pokazuje Ignacowi jego miejsce.Delikatnie bo delikatnie ale zawsze. Nie podobalo sie: -w jakis sposob ewoluuje charakter Laury.Ruchem jednostajnie przyspieczonym kieruje sie w strone rozpieszczonych, roszczeniowych paniuś, bez cienia tzw.pazura.W dodatku mala snokba..a myslalam,ze bedzie buntowniczka.Nie wiem czemu tak czesto podkresla sie jej nieprzewidywalny charakter.Jak ona ma nieprzewidywalny to ja-osoba skadinad kochajaca rodzine szczerze i niezdolna do ucieczek bez slowa pozegnania-jestem poprostu jakims wrzeszczacym wariatem -nierealne plany slubne.Bralam slub i powiem tu jedno.Tyle formalnosci i lazenia ile jest ze slubem to...szkoda slow:-P.Po pierwsze:nie bierze sie slubu tak sobie w innej parafii.Trzeba miec licencje na slub w innym kosciele w miescie a co dopiero poza miastem.Zgadnijcie co trzeba w tym celu zrobic?-lazic do kancelarii parafialnej.Dwa:zapowiedzi, ktore kosztuja (mnie 200 zeta)-na 3 tyg.przed slubem.Trzy-swiadectwo bierzmowania, papióry z USC, protokol i nauki przedmalzenskie (niestety-wybitna bzdura).Mozna rzecz jasna pewne sprawy przyspieszyc jednak...mysle,ze miesiac to minimum. -Ignac...ale ja go w ogole nie lubie Odpowiedz Link
zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 20:37 > -picie piwa przez Wolfiego.Tak.Nareszcie jakis mlody czlowiek ,ktory choc > zamoczyl jezyk w alkoholu to bylo zapewne piwo ;) bezalkoholowe Odpowiedz Link
agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 20:02 A ja przeczytałam po raz kolejny i wrażenia dalsze, po kolejnej lekturze: - Łusia i Józinek świetni - rodzina B patologiczna (matka jedzie na porzeczki zamiast zająć się córką przeżywającą kryzys, nikt nie idzie za uciekającym przd szerszeniem 11 latkiem, dzieci włóczą się samopas po mieście, dziadek przejmuje rolę ojca i matki rządzi w sposób chorobliwy wnuczkami) - Róża drażniąca strasznie. hasło o pustych ramionach w kontekście 22latki, która przerwała studia idiotyczne - Laura robi się mało ciekawa. zachwyt Mickiewiczem i jaskółkami na talerzykach egzaltowany - Wolfi jest bardzo w porządku, aż szkoda go na taką głupią babę jak Laura - bardzo ładna postać Jana Schoppe, realistyczna i sympatyczna - Fryderyk świetny Coż, wydaje się, że w najgorszym kierunku idzie Ignaś. No ale skoro dziadek przejął wychowanie to skutek może być tylko taki. Ojciec całkowicie odsunięty od dziecka (lękliwie rozgląda się czy dziadek nie patrzy jak chce coś synowi powiedzieć), matka rozpieszcza ale nie umie narzucić norm. A dziadek kształtuje wedlug swojej wizji wpajając amoralność i wady. Ignacy Borejko jest najbardziej negatywną postacią. Despota, okrutnik, człowiek o podwójnej moralności - wątek szanowania się przed ślubem śmieszny i malo prawdopodobny Zadziwia mnie to utożsamianie bycia intelektualistą z zachwytem nad Mickiewiczem. A co jeśli ja np uwielbiam Miłosza albo pasjonuje się Nową Falą albo przepadam za barokiem a naszym wieszczem narodowym się nie zachwycam? Czy ktoś kogo nie wzruszaja opisy przyrody, nie płacze nad jaskółkami, nie recytuje tomów wierszy naszego wieszcza wspaniałego nie może być intelektualistą? Ależ oczywiście, że może! Postawa Laury to pełen snobizm. I nic innego Bodzio całkiem miły. W przeciwieństwie do Laury nie jest snobem ani egoistą. To on ma podejście praktyczne (chociażby ma ręcznik i szczoteczkę), potrafi pomóc (chociażby oferując dwie ww rzeczy, przynosząc herbatę, oferując nocleg) Myślę, że książce robi bardzo źle to, że ideologia autorki jest wykładana łopatologicznie czytelnikom. NO bo jest to nieudolny i żałosny wykład ideologiczny. Jak dla mnie taki charakter mają następujące fragmenty: - brak seksu przed ślubem jako wyraz szanowania kobiety - pouczenie, że to rodzina ma akceptować wybranka - potępienie Idy jako kobiety, która realizuje się zawodowo - ośmieszenie Bodzia jako ignoranta - ostra krytyka Wojewódzkiego i Pazury. Cóż, teza może dziwna o tym nie czytaniu Mickiewicza ale w kontekście szkoly bywa zrozumiała nawet - macierzyństwo jako główne zadanie życiowe kobiety. Przykład Róża - urodziłą i na tym jej zadanie się koncz.y. O resztę zatroszczą się inni Agnieszka Odpowiedz Link
d0minika Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.10.06, 13:09 Nie rozumiem aż takiego ogromnego zaangażowania w Jeżycjadę - przecież nie jest to ani powieść psychologiczna, ani pełna głębi klasyka z postaciami bardzo złożonymi psychicznie - to zwykłe, miłe czytadła. Daleko Jeżycjadzie do powieści realistycznych (opisy miejsc akcji to nie wszystko). Bohaterowie mają być ciekawi a nie skrajnie rzeczywiści. Po co analizować w kółko poszczególne postawy życiowe, skoro te książki nie pretendują do tego by być kodeksem moralnym i etycznym współczesnej kobiety? A to że niektóre wątki są schematyczne? Cóż, nie wyobrażam sobie (chociaż tego nie pochwalam), jak można tego uniknąć, pisząc 17 część cyklu... Te książki się połyka w jeden wieczór i tyle - bez analizowania, bo nie ma czego i po co analizować. Odpowiedz Link
ipsionek Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 05.11.06, 17:35 uff... przeczytałam cały wątek. Bardzo interesująca lektura. po słabym JT i nijakiej Żabie , CP ma według mnie najwięcej klimatu ze "starej" Jeżycjady, a klimat ów zapewniają: rewelacyjna Łusia i bliżniaki Żeromskie. Zauważyłam też podobieństwo fryzur Laury i pani MM ( zdjęcie z tyłu okładki ). ps. już od dłuższego czasu podczytuje to forum, jest świetne + duża kultura dyskusji. Pozdrawiam z deszczowego Krakowa Odpowiedz Link
anitkashe Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 06.11.06, 14:03 Ja też na świeżo po lekturze CP. Wrażenia hmmmm – niejednoznaczne. Oj skomplikował się ten świat Borejków. Najbardziej uderza mnie brak prawdziwych więzów rodzinnych. Przerażające podrzucanie dzieci dziadkom a co za tym idzie przerzucanie na nich wychowania tychże. Zastanawiające w świetle tego czemu Ida i Gaba nie ograniczyły się do jednego potomka. Na tym tle pozytywnie odbieram jako matki Patrycję i Nutrię . Jaka będzie Róża jako matka, na razie trudno powiedzieć. Ciekawa jestem czy to ona nie odsunęła babi i prababci od opieki. Nie podoba mi się przyjęcie pieniędzy na dom od rodziny. Mam nadzieję, że Fryderyk zachowa się jak prawdziwy mężczyzna i sam zorganizuje kredyt ( korzystając ewentualnie z dobrej woli rodziny żony (In spe) i angażując ich jako żyrantów). Wydaje mi się, że przez kupno im domu, mieszkania (bo tak to wygląda) Fryderyk skazuje się na brak szacunku z ich strony. W takiej sytuacji są Grzesiu i Marek, traktowani jak piąte koło u wozu w rodzinie Borejków. Stąd chyba ucieczki Marka w zasypianie , lękliwe sugerowanie lektur własnemu dziecku przez Grzesia itp. Zauważcie, ze w innej sytuacji są zięciowie, którzy sami zorganizowali „gniazdko domowe” – Florek i Robrojek. I ich rodziny są zdrowsze – nie ma tu podrzucania dzieci (poza okazjami typu sylwester), są samodzielnie zbudowane więzi emocjonalne, prawidłowo określone role w rodzinie. Tak sobie myślę, może Ignacy leczy sobie kosztem zięciów „nieudaczników” kompleksy… przecież on też wszystko co miał dostał od Gizeli (a ona szacunku do niego nie miała i traktowała tak jak on Fryderyka). W świetle tego co czytam (a i co widzę w życiu) lepiej sobie odmówić pewnych rzeczy i spłacać kredyt i mieć faceta „z jajami” :O))))) Nie widzę miłości w małżeństwach Gaby i Idy, nie widzę więzi z dziećmi, rozmów. Nie wyobrażalna jest dla mnie scena z szerszeniami. Sama zabrałabym stamtąd dziecko, które by się bało, nie pozwoliłabym na wyśmiewanie jego lęków. Nie podoba mi się postawa życiowa rodziny Borejków : to co robimy my jest jedynie dobre i słuszne a reszta do nas nie dorasta. Uderza mnie brak przyjaciół wokół Borejków, o ile jeszcze młoda Gabrysia, Ida , pulpa, nutria miały spotkania towarzyskie i grono przyjaciół to ani Laura, ani róża ,ani miągwa ich nie mają.( No, józinek ma swoją drużynę piłkarską). Rodzina im zastąpiła wszystko – kiszą się cały czas we własnym sosie. Na pozór jest wszystko ok., ale w środku nie za ładnie. I trochę mi żal, bo w starej jeżycjadzie był ten środek ładny, czuło się to ciepło, miłość, wspieranie się , dom otwarty dla wszystkich. Czytając JT, pomyślałam o scenie kiedy starego i młodego Ignaca przyjmują w domu Oracabessów, że zamieniły się role. Tak kiedyś i z podobnym oskarżeniem przybyli do borejków p. Szczepańska i Pieróg z Dmuchawcem. I Teresa zareagowała tak jak kiedyś Ignacy. Dlaczego się tak zmienili???? Ogólnie czytało mi się dobrze, lubię śledzić dalsze losy moich ulubionych bohaterów, lubię myśleć o ich zachowaniach i wyborach życiowych, i czekam na sprężynę z niecierpliwością . A najlepsze jest to, że szóstą klepkę przeczytałam mając lat 10 i nie przypuszczałam, ze 23 lata później będę nadal czytać książki z tej serii. I to jest sukces MM. I to, że budzi w nas emocje. I że o nich rozmawiamy. I czekam, aż moja Natusia będzie mogła poczytać jej książki i będziemy mogły o nich porozmawiać, a kto wie może jak któraś z was będę kupowała dwa egzemplarze ( a może i więcej …;O)))))))))))))) Odpowiedz Link
emiliada_18 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 10.11.06, 21:19 Dla mnie "Czarna polewka" to najsłabsza książka z cyklu Jeżycjady, choc oczywiscie nie twierdzę, że jest słaba, bo to nie leży w naturze książek MM ;). Nie znoszę, gdy chłopak i dziewczyna zaczynaja zachowywać sie jak gruchające gołąbeczki, a to własnie miało tu miejsce...Liczyłam na ostrzejsze akcje ze strony Laury, która okazała się troche za bardzo potulna i zaczęłam się obawiać, ze pójdzie w ślady siostry...No i w ogóle w całej akcji ze ślubem, w terrorze wprowadzonym przez Ignaca, pojawieniu sie Staszki dosłownie na parę chwil i w wątku Ignacego G. coś mnie troszkę gryzło...Wszystkie jednak, nie takie znów wielkie, "zawody" osłodził mi trójkąt Piotrek-Żaba-Paweł, a zwłaszcza sam Piotr Żeromski, który zasłużył sobie na miano mojego faworyta, jeśli chodzi o "czarną Polewkę" ;). Podsumowując, jak mój przyjaciel zwykł mawiać, wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne ;) Odpowiedz Link
elwinga Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.11.06, 12:45 Pewnie czytałam jako ostatnia (bo od "Nutrii i Nerwusa" książek MM nie kupuję, CzP kupiłam na życzenie przyjaciółki-emigrantki i przeczytałam w czasie podróży do niej) i jako ostatnia się wypowiadam, ale co mi tam. :) Mogę sobie pomarudzić. :) CzP faktycznie robi wrażenie pastiszu czy karykatury, a i to rysowanej grubą kreską. Ignacy jest tak apodyktyczny i - po prostu - niesympatyczny, że aż nieprawdopodobny. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, czemu obie dziewczyny przejmują się jego zakazami czy nakazami w kwestii małżeństwa. Jak go w ogóle można traktować serio? I w ogóle - komu ze współczesnych młodych ludzi przyszłoby do głowy o rękę panny prosić jej DZIADKA, kiedy rzeczona panna posiada jeszcze matkę i ojczyma? Dziwne jakieś poznańskie obyczaje. :) Róża i Fryderyk. Rany boskie. Zdanie o pustym miejscu w ramionach w tym kontekście brzmi nazbyt ckliwie (byłoby dla mnie ok, gdyby Róża urodziła dziecko np. po wielu latach bezskutecznych starań). Natomiast zdumiało mnie zawstydzone pojękiwanie Fryderyka w stylu "u nas sprawy idą w eeee... niezbyt tradycyjnej kolejności" (czy jakoś tak, cytuję z pamięci, bo książki już nie mam). Chyba mała Mila nie jest pierwszym nieślubnym dzieckiem w historii ludzkości, ani też Poznania? I w ogóle - czemu Fryderyk nie może chwilowo zamieszkać z nimi, tylko musi się przekradać chyłkiem? Sposób pokazania kontaktów Fryderyka i Róży jakoś zalatuje mi hipokryzją.... Co do Fryderyka, to nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy, mianowicie opisywanych kłopotów ze znalezieniem pracy. Coś jest powiedziane, że on nie chce nędznego etatu (czy tam nędznej pensji) w instytucie (znów cytuję z pamięci). Każdy naukowiec w tym kraju wie, że żyje się z nędznego etatu w placówce naukowej (co zapewnia ZUS i takie tam) oraz z grantów, stypendiów i chałtur (co zapewnia pieniądze, niekiedy bardzo przyzwoite). Dziwi zatem pogarda dla możliwości pracy w instytucie - wbrew pozorom i owym nędznym pensjom wcale nie jest łatwo o taki etat (przynajmniej w naukach humanistycznych, ale śmiem mniemać, że w ścisłych jest podobnie). Poza tym wydaje się, że facet bez mieszkania, za to z rodziną na utrzymaniu nie powinien gardzić jakąkolwiek ofertą pracy, bądź co bądź, w zawodzie. Aha. Kwestia mieszkania. Poproszę taką ciotkę jak Ida, bo mnie mieszkanie też by się przydało. :) A na serio: przykro mi, ale to jedna z najbardziej nieprawdopodobnych i naciąganych scen w tym tomie. Byłaby prawdopodobna, gdyby Ida nie miała własnych dzieci, a była za to szczególnie związana z siostrzenicą. Ale w sytuacji posiadania dwojga własnych dzieci słowa "nie mamy co zrobić z pieniędzmi" brzmią, niestety, dość idiotycznie. Patrzę na przyjaciół i znajomych z dziećmi - oni zawsze mają co zrobić z pieniędzmi. No, ale zgadzam się, że mała Łusia jest pełna wdzięku. Najsympatyczniejsza postać w tym tomie. Podoba mi się też porównanie Borejków do pająków. :) Co tam jeszcze... Laura i Wolfi. Wątek ucieczki do Gretna Green, to jest do Zakopanego wydaje mi się również kompletnie nieprawdopodobny. Jak ktoś tu wcześniej słusznie zauważył, nie bierze się ślubu od ręki, tym bardziej nie w swojej parafii. No i kwestia dokumentów i kursu przedmałżeńskiego - dziwne, że ta myśl jakoś nie przychodzi do głowy Laurze, która w domu rodzinnym obserwowała przecież przygotowania do ślubów trzech kolejnych ciotek. Nie mam już książki, więc kończę, bo nie pamiętam, do czego jeszcze chciałam się przyczepić. :) Odpowiedz Link
mmk9 co nie przyszło do glowy Laurze, to powinno 20.11.06, 20:57 /w kwestii ślubu/ przyjsć do głowy komukolwiek z jej rodziny, bo sa to wszystko osoby obeznane z życiem Kościoła. Tak więc cała rodzinna wyprawa do Smiełowa to kit zupelny, brak prawdopodobieństwa choćby najmniejszego i moje osobiste wielkie rozczarowanie. Odpowiedz Link
martolka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 20.11.06, 16:04 Wylano już całą rzekę żalów, podpisuję się pod wiekszością, i dodam jeszcze z kropelkę. Tak się złożyło, że w tym roku spotkałam ponownie swojego ojca po długich 28-u latach, nic więc dziwnego, że wątek z Pyziakiem przykuł moją uwagę. I cóż? Ano dziura w moście. Co to miało w ogóle być? Jedyna nadzieja na rozwiniecie tematu z zapowiadanej Sprężynie (choć jakoś brak mi nadziei...). Reakcje na powrót marnotrawnych członków rodziny mogą być przeróżne - akurat nie czepiam się zachowania ciapowatej Róży (przyjmijmy, że to ta depresja poporodowa i ogólny szok ;-) ) - ale jakieś reakcje być powinny! A co mamy zaserwowane? Parę okrzyków Tygrysa, mamrotanie Pyziaka i niekontrolowane odzywki dziadka Ignacego. A gdzie te oczekiwane konfrontacje? Gdzie przede wszystkim te rozmowy Gabriela - Janusz, Janusz - Mila, i wreszcie (last but not least) Grzegorz - Janusz. Ta ostatnia szczególnie byłaby ciekawa. Niestety, nie ma. Mogłabym napisać, że po narzekaniach na Pyziaka poprzez poprzednie części Jeżycjady, coś nam się innego należy, i że w związku z tym czuję się oszukana - ale wymagałoby to ode mnie większego zaangażowania w tę lekturę. W związku z czym jestem tylko lekko zniesmaczona. Odpowiedz Link
fandzolka502 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 11.12.06, 20:51 Dziś spędziłam całe popołudnie na żżeraniu tego tomiszcza. Smakowało,ale dostrzegam wiele ,,Pupecjowych'' oddźwięków... Nawet znalazłam dwa takie same zdania jak w Pulpie! I znowu mało rzeczy wyjaśnionych...To już jakiś nomen omen? Odpowiedz Link
nighthrill Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.12.06, 19:37 Z tymi podobnymi zdaniami to fakt...Zauważyłam, że powtarza się zdanie "Dostał w gębę aż zadzwoniło", które było już w "Pulpecji". I czemu akurat to? Jakoś smutno mi się zrobiło, że autorka nie mogła choć odrobinę zmodyfikować. Odpowiedz Link
hophopi Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.12.06, 02:30 eeeech... mam wrażenie, że MM zaczęła pisać CP, po czym ją beztrosko porzuciła na rzecz lepienia pierożków i pieczenia ciast, a następnie skończyła w pędzie, ponaglana telefonami z redakcji, nie bardzo pamiętając, co spłodziła wcześniej. co krok niekonsekwencje - Ignac junior, odziany od stóp do głów, po ukąszeniu owadzim okazuje się być w krótkich spodenkach; w dodatku udaje mu się zatelefonować z solidnie podtopionej komóry; Wolfi pieczołowicie przykręcający szybkę w garbusie - akapit dalej okazuje się, iż okno jest szeroko uchylone; Borejkowie obgadujący w kuchni rodzinę Frycków, podczas gdy on sam przed chwilą uczestniczył w rozmowie - nagle się ulotnił? itd... wiem, detale, ale dające wrażenie, iż autorka nie radzi sobie z zawiłością akcji - może więc jednak poprzestać na tym co sprawdzone: relacjach międzyludzkich, bo w tym tkwił zawsze Jeżycjady urok. a tu akcja [nieudolnie czasem] gna, a po niej zostaje pustka... szkoda. mimo wszystko - czekam na następną część. póki jeszcze Musierowiczowego humoru ostały się choć ostatki...;) Odpowiedz Link
niuniek116 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.12.06, 23:13 www.nutria-i-przyjaciele.bloog.pl ZAPRASZAM:)) Odpowiedz Link
gaudia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.01.07, 05:03 nie mam sił czytać całego wątku jestem w połowie - książka jest beznadziejna, absolutnie niestrawna. Skończę, ale z trudem. Odpowiedz Link
kwiacia1 Zawiodłam się. 12.01.07, 15:37 Wyraźnie czuć, że MM czuje się bardziej predystynowana do moralizowania. Pozytywne postacie to takie, które hołdują konserwatywnym zasadom. Może to idiotyczne, ale mnie potwornie zraziło u MM te wzmianki o niedzielnym chodzeniu do kościoła. Jakoś mi nie pasuje to do Wolfiego - zbuntowanego i szalonego. Kiedyś MM tego nie robiła. Nie wiem, po co robi to teraz. Nie lubię jej nawiązywania w nieudolny sposób do feminizmu. Jestem feministką w pozytywnym tego słowa znaczeniu (tzn. nie przepadam za Dunim i niemieckimi poglądami o wyższości lesbijek nad hetero). Uważam, że gdyby nie feminizm (który pamiętajmy wywodzi się z walki o prawa wyborcze kobiet i prawo do antykoncepcji), byłoby potwornie na tym świecie. Nie jestem przeciwniczką dzieci i rodziny, ale to nie jedyny pozytywny wzorzec dla kobiety. A MM ostatnio nie pisze o innych pozytywnych wzorcach. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Zawiodłam się. 12.01.07, 15:55 > Wyraźnie czuć, że MM czuje się bardziej predystynowana do moralizowania. > Pozytywne postacie to takie, które hołdują konserwatywnym zasadom. Może to > idiotyczne, ale mnie potwornie zraziło u MM te wzmianki o niedzielnym chodzeniu > > do kościoła. Jakoś mi nie pasuje to do Wolfiego - zbuntowanego i szalonego. Też mnie zraża moralizatorski ton pani Musierowicz. Ale to, że ktoś jest zbuntowany, nie oznacza, ze nie moze chodzic do kosciola. ;) > Kiedyś MM tego nie robiła. Nie wiem, po co robi to teraz. Nie lubię jej > nawiązywania w nieudolny sposób do feminizmu. Jestem feministką w pozytywnym > tego słowa znaczeniu (tzn. nie przepadam za Dunim i niemieckimi poglądami o > wyższości lesbijek nad hetero). Uważam, że gdyby nie feminizm (który pamiętajmy > > wywodzi się z walki o prawa wyborcze kobiet i prawo do antykoncepcji), byłoby > potwornie na tym świecie. Nie jestem przeciwniczką dzieci i rodziny, ale to nie > > jedyny pozytywny wzorzec dla kobiety. A MM ostatnio nie pisze o innych > pozytywnych wzorcach. Masz rację. Ja też uważam, że emancypacja nie jest z natury zła. Nie uważam, że to źle, jeśli kobieta chce się skupić na rodzinie. Ale to nie znaczy, że musi to zrobić. Można godzić życie osobiste z zawodowym. Gdyby nie emancypacja, to pani Musierowicz nie mogłaby wydawać książek, bo przez całe wieki kobiety nia miały wpływu na naukę, kulturę i literaturę. Zdarzały się wyjątki (np. Safona) w, ale było ich niewiele. Odpowiedz Link
zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.03.07, 21:06 Tak a propos planowanego na hop siup ślubu Laury i Wolfiego, które to hop siup jest powszechnie krytykowane, bo niemożliwe jest bez wielu formalnosci zawszeć slubu ot tak... Może Laura i Wolfi byli na tyle naiwni i po prostu tego nie wiedzieli? To by pasowało do powieści pod jednym warunkiem - gdyby reszta rodziny, dowiedziawszy się o ich planach, stwierdziła, ze to przecież niemożliwe, przecież nie da się tak szybko... hmm Odpowiedz Link
onion68 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.03.07, 22:01 Tak sobie podczytywałam od mniej więcej połowy w tym tygodniu, i jest wzmianka, że jakoś się do tego ślubu przygotowywali - Wolfi informuje Żabę, że wszystkie potrzebne dokumenty wzięli, jedynie dowodu osobistego w stresie i pośpiechu zapomniała Laura. Inna rzecz, na ile jest to realistyczne podejście - w końcu albo się przygotowywali do ślubu, albo nie... Wiele osób nawet nie wychodzi z domu bez dowodu, a co dopiero w taką podróż i w takim celu? I jeszcze sobie pozwolę zamieścić wrażenie z drugiego (chociaż szczątkowego czytania) - obok wielu grzechów powszednich, wcześniej tu wymienionych, dla mnie dominuje teraz jeden główny: przegadanie. Rozwlekłe opisy mało istotnych scen i wydarzeń, nic nie wnoszących do akcji, tylko zwiększających objętość tak naprawdę. CzP nadal mnie nie pochłonęła, wręcz przeciwnie, co i raz darowywałam sobie fragment zdania albo nawet kilka zdań. Wierzcie mi, to nie jest mój zwykły sposób oddawania się lekturze :/ Odpowiedz Link
zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 10.03.07, 23:25 tzn wydaje mi sie, ze im sie wydawalo, ze wszystkie potrzebne dokumenty wzieli... bo zapomnieli chociabzy o kursach przedmalzenskich (no, chyba ze liczyc swiadectwo z ostatniej klasy LO, na którym ocena z religii to pono równowartość kursu przedmałżeńskiego, ale z drugiej strony słyszałam, że to i tak nie jest akceptowane; mogli nie wiedzieć, że nie jest...) Odpowiedz Link
poliglo Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.03.07, 23:14 przebrnęłam przez wzystkie 394 wypowiedzi i dodaję mocno spóźnioną opinię własną: oczywiście jako zagorzała musierozakręcona przeczytałam z radością nową część. Ale jak tu ze sto pięćdziesiąt razy powtarzały/liście: za bardzo porwana akcja, autorka ślizga się po wątkach, nie wnika głębiej, nie pokazuje poważnych rozmów, są one gdzieś poza sceną, choć to przecież one powinny tu być najważniejsze, za dużo utartych fraz i żarcików się powtarza, jakby autorka robiła "kopiuj-wklej" z poprzednich powieści. W tej częsci bohaterowie zachowują się jak kukiełki na sznureczkach, są za mało autentyczni, mało ludzcy, jacyś powierzchowni. Dialogi są takie "kwadratowe", jak w M jak miłość. Przykro mi tak krytykować moją ulubioną pisarkę lat młodzieńczych. Mimo wszystko czekam na Sprężynę i na pewno ją kupię. Odpowiedz Link
ssssen Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.07, 10:38 W końcu przeczytałem. Tak jak sobie obiecałem - nie dałem pani MM zarobić, wypożyczyłem z biblioteki - dlatego dopiero teraz piszę ;) Nie będę powtarzał zarzutów, podsumowując - książka mdła, bez pomysłu, mnóstwo wątków służących tylko zwiększeniu ilości stron. Ogólne - to NIE JEST Jezycjada, to jakieś popłuczyny. Zreszta, to się zaczęło już od "Języka Trolli" I nie rozumiem tego nagłego uwielbienia Mickiewicza - faceta, który swoją żonę nazwał "dodatkowym meblem, służącym do przygotowywania posiłków". Odpowiedz Link
uccello nagłe uwielbienie dla Mickiewicza 08.10.07, 11:02 Tak między nami mówiąc, nie zauważyłam w Polewce uwielbienia dla pionu moralnego Mickiewicza, a jedynie zachwyt nad jego poezją. Odpowiedz Link
ssssen Re: nagłe uwielbienie dla Mickiewicza 09.10.07, 08:30 O, ktoś jeszcze zagląda na koniec tego watku ;) Fragment o pionie moralnym to tylko taki mój mały, zupełnie subiektywny dodatek ;) Nie mogłem się powstrzymać, bo Mickiewicza nie znoszę, zarówno jako człowieka, jak i poetę. Brrr. A Bodzio wcale nie jest taki paskudny jak go się tu opisuje. Karykaturalna, niepotrzebna postać, ale w swej karykaturalności bardziej normalna niż Wolfgang i Laura. Boże, scena z noszeniem na barana podczas burzy była jedną z najgłupszych scen jakie czytałem :/ Odpowiedz Link