Dodaj do ulubionych

"Czarna polewka" - kto już czytał?

    • suger_mouse Bodzio a Bernard 03.10.06, 14:50
      Ale jak możecie porównywać Bernarda i Bodzia !! Bernard jest artystą, oczytanym
      erudytą, wolnym duchem gardzącym komercyjną współczesnością, a Bodzio to
      buraczek (choć imho sympatyczny :-), który dziwi się, że można czytać poezję, a
      muzeum Mickiewicza to dla niego papiery i graty.
      • iwoniaw Oczytanym erudytą? 03.10.06, 15:33
        Bernard? A gdzie to się objawia? Co do "gardzący komercyjną współczesnością", to
        zdaje się, że małżonka (wreszcie!) uświadomiła mu, iż dzieci na ten przykład
        jedzą i trzeba je przyodziać, zatem w nowszych tomach mamy wzmianki o "dziełach"
        jak najbardziej komercyjnych - do jednego (z handlarką warzyw) pozuje w Polewce
        jeden z bliźniaków...
        Obaj - i Bernard i Bodzio, to typ ludzi, którzy by mi w opisywanych
        okolicznościach (tzn. w takich, w jakich każdy z nich występuje) działali na
        nerwy, z tym, że Bodzio uważa się za "normalnego" i to jest do zaakceptowania,
        zaś Bernard przy calej swej postawie i zachowaniu sądzi, że wszyscy marzą o jego
        towarzystwie i podziwiają go za całokształt, co nijak się ma do faktów. Dlatego
        Bernard jest, jak dla mnie, irytujący o niebo bardziej...


        -
        "Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
        mniej awanturujący."
        • suger_mouse Re: Oczytanym erudytą? 03.10.06, 15:50
          Bernard - przy wszystkich jego miłych wadach :-) cytuje Szymborską, używa
          bogatego, wysublimowanego słownictwa, fascynuje się malarstwem, itp. Bodzio
          "niesamowite" "uau" jest pod tym względem zupełnym jego przeciwieństwem. Dlatego
          zupełnie mi się nie klei porównywanie tych dwóch postaci.
    • mkw98 Oj stachanowcy z Was :-) 04.10.06, 08:57
      Rozciągnęłam czas lektury do maksimum - prawie dwa tygodnie - żeby zwiększyć
      przyjemność. A Wy w tym czasie wyprodukowaliście 2 strony wątków. No normalnie
      300 procent normy ;-) i jak to wszystko przeczytać???

      UWAGI OGÓLNE

      Jest to kontynuacja Żaby tak ewidentna, że w przyszłości powinno się wydawać
      obie cześci w jednym tomie. Pry okazji można wyciąć scenę finałową "Żaby" ;-)

      PODOBAŁO SIĘ:
      -cały, bez wyjątku wątek Żaby i Żeromskich - uroczy, śmieszny, dla mnie ma
      klimat starej Jeżycjady
      -niektóre teksty, naprawdę celne: np. budzący się niepokój Laury - "jest dużo
      czasu, żeby przekonać Wolfiego do poezji - całe życie. Strasznie długo"
      "Wszyscy mieli kiedys 19 lat" stwierdził dziadek melancholijnie"
      i kilkanascie innych

      -bardzo mnie ubawił Ignacy uparcie nazywający Janusza Juliuszem oraz tekst Żaby
      "na filologii klasycznej na pewno będą miejsca"
      Myślę, że pani MM nie straciła, na szczęście poczucia humoru i gdyby książki
      miały dobrą, życzliwie krytyczną redakcję to byłyby dużo lepsze.
      -Jan Schoppe i jego przemyślenia o szarości

      NIE PODOBAŁO

      -wątek Róży cały bez wyjątku. Ciąża Róży, ze wszystkimi konsekwencjami, żenuje
      mnie od początku. Tu monologi z niemowlęciem mnie załamały. Ja przepadam za
      dziećmi, też uważam je za cud, lubię się z nimi bawić itd. ale wolę, jak miłość
      do dziecka pokazana jest w działaniu(jak w Szóstej klepce chociażby) a nie w
      napuszonych przemowach.
      -zlekceważenie szerszenia, straszne!
      -foteliki w samochodach, straszne! - temat omówiony już jak widzę na forum
      -kim jest "aktor o twarzy jak zaciśnięta pięść" i w ogóle o sssso chodzi
      dowiedziałam się dopiero z forum. Trochę to dziwne, bo jak dotąd radziłam sobie
      ze zrozumieniem Jeżycjady bez biegłej znajomości kultury masowej. Czy w następej
      części wystąpi Doda?
      -pocałunki Wolfiego i Laury na co drugiej stronie
      • trawiasta Smutno... :-( 08.10.06, 15:40
        I to bardzo. Podobnie jak kilka przedmówczyń (przedpiszczyń? brzydko brzmi), od
        jakiegoś czasu w każdej kolejnej części 'Jeżycjady' odnajduję coraz to większą
        porcję pogardy i niechęci. Nie ma już tego ciepła, którego mnóstwo było we
        wszystkich książkach aż do 'Dziecka piątku' włącznie. Co się stało z ESD??? Co
        się stało z życzliwym, ciepłym podejściem do wszystkich - do 'inności', nawet
        jeśli ta 'inność' (o zgrozo!) nie ceni twórczości Mickiewicza? (Swoją drogą,
        zdaje się, że p. MM w głowie się nie mieści - i dlaczego??? - że ktoś może być
        człowiekiem wykształconym, o niewąskich horyzontach i sporej inteligencji,
        oczytanym i... nielubiącym Mickiewicza/poezji jako takiej.)


        Może tak parę porównań części wcześniejszych z ostatnimi...
        Gaba myśląca o Ignasiu wzruszała mnie do łez (mimo, że dzieci mieć nie chcę) -
        Róża irytuje potwornie (mózg jej się zlasował, że snuje takie bzdury o całym
        życiu w roli przygotowania do rozmnożenia???) Ignacy Borejko wcześniej - cóż,
        nigdy nie żywiłam do niego szacunku (mięczak, który przenigdy nie przetrwałby,
        gdyby nie przenosząca go przez życie na plecach kobieta), ale sympatię pewną
        odczuwałam - za erudycję, za kulturę osobistą, za pewne ideały... Teraz stał się
        obrzydliwym dziadem, przepełnionym złością na otaczający go świat, z iście
        histerycznymi pretensjami - skąd u niego nagle takie zachowania, jakiś początek
        choroby psychicznej? Inaczej ciężko wytłumaczyć aż taką zmianę osobowości...
        Ida - moja ulubiona postać; rzutka, konkretna, energiczna, zdecydowana...
        jeszcze w 'Nutrii...' wspaniała, zorganizowana, mądra kobieta. A teraz?
        Pokazywana usilnie jako zła matka (znaczy się miałaby rzucić pracę w cholerę i
        do domu, tak?), a mąż jej (którego zresztą ongiś bardzo lubiłam - jeden z
        nielicznych w 'Jeżycjadzie' facetów o silnej psychice wśród stada niezaradnych
        życiowo mięczaków) jako... suseł. Mam wrażenie - z całym szacunkiem! - że p. MM
        nie potrafi nakreślić wiarygodnej, pełnokrwistej, _dorosłej_ postaci męskiej - o
        ile Józinek zdecydowanie na tak, o tyle jak widać pomysłu na Marka nie było -
        więc śpi. Istny śpiący królewicz.
        Gabrysia - wcześniej dźwigająca na barkach cały dom, radziła sobie bez faceta
        (czyt. bez pomocy) z dwojgiem maleńkich dzieci, kształciła, pracowała
        zawodowo... Teraz - jak to b. celnie określił ktoś wcześniej - zbudyniała. Stała
        się świętą krową, która niczego nie robi, ale wciąż wyśpiewywane są peany na jej
        cześć. I żadnej pomocy dla Róży, żadnego zainteresowania Laurą... Ech.
        Fizycy. Kiedyś - Jurek Hajduk i Żaczek, nakreśleni niewątpliwie życzliwym
        piórem, inteligentni (mimo że zapewne nie interesowała ich poezja :-P) Dziś -
        pan Schoppe, usilnie pokazywany jako... nazwijmy eufemistycznie, nieerudyta o
        wąskich horyzontach (ironia...). Wszak liczą sie tylko filologowie klasyczni, na
        innych żal nawet z pogardą plunąć - cóż ci po kwarkach, jeśli obca ci łacina.
        Ignacy Grzegorz - najobrzydliwsza chyba postać. Wstrętny, zarozumiały mały
        szpicel i donosiciel - bez cenia dystansu do siebie i choćby odroobiny
        autoironii - szkoda, że nie urodził się lata wcześniej, ubek byłby z niego jak
        znalazł. Choć, właściwie, takie egzemplarze zawsze są w cenie...
        Kiedyś nawet negatywnym postaciom (typu np. Matylda) p. MM nie odmawiała
        urody/inteligencji - teraz każdy, kto nie jest 'z nami', odsądzany jest od czci
        i wiary. Podział na ONI i MY - MY to ci lepsi, a ONI to banda nic niewartych
        tłumoków, co całować winni ślady NASZYCH stóp.

        Chaotycznie, wiem... ale sporo mi się nazbierało rozgoryczenia po lekturze
        ostatnich części. I nie umiem odżałować - że już nie ma tego ciepła, tej miłości
        bliźniego, tego szacunku do drugiego Człowieka. Jaki by nie był.
        Szkoda.
        • ginestra Re: Smutno... :-( 08.10.06, 20:10
          Mi też jest smutno po tej lekturze. Najbardziej z powodu takiej trudnej do
          nazwania ambiwalencji: lubię Jeżycjadę i jej Autorkę, i z powodu tego uczucia
          oraz z pewnej wierności nie jestem w stanie bardzo źle ocenić tę ostatnią
          książkę, ale zalega we mnie taki właśnie smutek, oraz, gdyby "groza" nie była
          zbyt mocnym słowem, to także bym go tu użyła. Najbardziej źle się czuję z tym
          kontrastem - widzę jak rzeczy naprawdę niepokojące i wręcz patologiczne opisane
          są wręcz z humorem, sympatią, słodką nieświadomością i przekonaniem, że nic
          złego się nie dzieje, a wręcz przeciwnie. Podobna zadowolona z siebie
          nieświadomość spowija opisy zachowań kompletnie nierealnych w prawdziwym życiu.
          W efekcie powstał świat trochę dziwny i straszny. I zwłaszcza przykro mi z tego
          powodu, że zapewne pani MM liczyła na to, że ta rzeczywistość i humor spodobają
          się, że wywołają wiele ciepłych uśmiechów na twarzach, i że sprawią autentyczną
          przyjemność czytelnikom. Tymczasem - konsternacja..
          Pozdrawiam
    • tk_s Fajna 08.10.06, 21:52
      Mam jeszcze do doczytania zakończenie, ale bardzo mi się podobała. MM nie
      poszła w sztampe, której możnaby się spodziewać po ostatnich wydarzeniach z
      poprzedniej książki, która jednak była chyba lekko przesłodzona.
      No, ale ja generalnie bardzo lubie te postacie. I bardzo mnie wkurza, że Laura
      ma chłopaka, miała być moja:/;)

      --------------------------------------------------------
      Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
      Carter)
      --------------------------------------------------------
    • langolier_maximus Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 18:25
      Podobalo mi sie:
      -Jozinek-lubie goscia
      -Lusia-niezle sie zapowiada, ale nie ma sie co dziwic-po takich fajnych
      rodzicach (szczegolnie Idzie)trudno byc denna postacia ;-)
      -rodzina Zeromskich choc Bernard jakos zawsze lekko mnie irytuje
      -wątek drogi-Wolfi z Laura suna sobie przez zielone pola,zatrzymuja sie w
      Smiełowie...ehhh...z miejsca poczulam wakacje i te szcezgolna atmosfere kiedy
      gdzies wyjezdzam..ten dreszczyk emocji..;-))))
      -picie piwa przez Wolfiego.Tak.Nareszcie jakis mlody czlowiek ,ktory choc
      zamoczyl jezyk w alkoholu.Przejsc przez wiek dojrzewania,sluchajac punk-rocka i
      nie wziąc nawet do ust tego szlachetnego trunku byloby niepowetowana strata.A
      zarazem-normalne, przeciez juz na studiach chodzi sie pasjami na piwo ;-)))
      -Bodzio-zabawna postac ;->
      -Mila...z ksiazki na ksiazke jest bardziej..niezalezna i pokazuje Ignacowi jego
      miejsce.Delikatnie bo delikatnie ale zawsze.
      Nie podobalo sie:
      -w jakis sposob ewoluuje charakter Laury.Ruchem jednostajnie przyspieczonym
      kieruje sie w strone rozpieszczonych, roszczeniowych paniuś, bez cienia
      tzw.pazura.W dodatku mala snokba..a myslalam,ze bedzie buntowniczka.Nie wiem
      czemu tak czesto podkresla sie jej nieprzewidywalny charakter.Jak ona ma
      nieprzewidywalny to ja-osoba skadinad kochajaca rodzine szczerze i niezdolna do
      ucieczek bez slowa pozegnania-jestem poprostu jakims wrzeszczacym wariatem
      -nierealne plany slubne.Bralam slub i powiem tu jedno.Tyle formalnosci i lazenia
      ile jest ze slubem to...szkoda slow:-P.Po pierwsze:nie bierze sie slubu tak
      sobie w innej parafii.Trzeba miec licencje na slub w innym kosciele w miescie a
      co dopiero poza miastem.Zgadnijcie co trzeba w tym celu zrobic?-lazic do
      kancelarii parafialnej.Dwa:zapowiedzi, ktore kosztuja (mnie 200 zeta)-na 3
      tyg.przed slubem.Trzy-swiadectwo bierzmowania, papióry z USC, protokol i nauki
      przedmalzenskie (niestety-wybitna bzdura).Mozna rzecz jasna pewne sprawy
      przyspieszyc jednak...mysle,ze miesiac to minimum.
      -Ignac...ale ja go w ogole nie lubie
      • zdzicha.tramwajara Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 20:37
        > -picie piwa przez Wolfiego.Tak.Nareszcie jakis mlody czlowiek ,ktory choc
        > zamoczyl jezyk w alkoholu


        to bylo zapewne piwo ;) bezalkoholowe
    • agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.10.06, 20:02
      A ja przeczytałam po raz kolejny
      i wrażenia dalsze, po kolejnej lekturze:
      - Łusia i Józinek świetni
      - rodzina B patologiczna (matka jedzie na porzeczki zamiast zająć się córką
      przeżywającą kryzys, nikt nie idzie za uciekającym przd szerszeniem 11 latkiem,
      dzieci włóczą się samopas po mieście, dziadek przejmuje rolę ojca i matki rządzi
      w sposób chorobliwy wnuczkami)
      - Róża drażniąca strasznie. hasło o pustych ramionach w kontekście 22latki,
      która przerwała studia idiotyczne
      - Laura robi się mało ciekawa. zachwyt Mickiewiczem i jaskółkami na talerzykach
      egzaltowany
      - Wolfi jest bardzo w porządku, aż szkoda go na taką głupią babę jak Laura
      - bardzo ładna postać Jana Schoppe, realistyczna i sympatyczna
      - Fryderyk świetny
      Coż, wydaje się, że w najgorszym kierunku idzie Ignaś. No ale skoro dziadek
      przejął wychowanie to skutek może być tylko taki. Ojciec całkowicie odsunięty od
      dziecka (lękliwie rozgląda się czy dziadek nie patrzy jak chce coś synowi
      powiedzieć), matka rozpieszcza ale nie umie narzucić norm. A dziadek kształtuje
      wedlug swojej wizji wpajając amoralność i wady.
      Ignacy Borejko jest najbardziej negatywną postacią. Despota, okrutnik, człowiek
      o podwójnej moralności
      - wątek szanowania się przed ślubem śmieszny i malo prawdopodobny
      Zadziwia mnie to utożsamianie bycia intelektualistą z zachwytem nad
      Mickiewiczem. A co jeśli ja np uwielbiam Miłosza albo pasjonuje się Nową Falą
      albo przepadam za barokiem a naszym wieszczem narodowym się nie zachwycam? Czy
      ktoś kogo nie wzruszaja opisy przyrody, nie płacze nad jaskółkami, nie recytuje
      tomów wierszy naszego wieszcza wspaniałego nie może być intelektualistą? Ależ
      oczywiście, że może!
      Postawa Laury to pełen snobizm. I nic innego
      Bodzio całkiem miły. W przeciwieństwie do Laury nie jest snobem ani egoistą. To
      on ma podejście praktyczne (chociażby ma ręcznik i szczoteczkę), potrafi pomóc
      (chociażby oferując dwie ww rzeczy, przynosząc herbatę, oferując nocleg)
      Myślę, że książce robi bardzo źle to, że ideologia autorki jest wykładana
      łopatologicznie czytelnikom. NO bo jest to nieudolny i żałosny wykład
      ideologiczny. Jak dla mnie taki charakter mają następujące fragmenty:
      - brak seksu przed ślubem jako wyraz szanowania kobiety
      - pouczenie, że to rodzina ma akceptować wybranka
      - potępienie Idy jako kobiety, która realizuje się zawodowo
      - ośmieszenie Bodzia jako ignoranta
      - ostra krytyka Wojewódzkiego i Pazury. Cóż, teza może dziwna o tym nie czytaniu
      Mickiewicza ale w kontekście szkoly bywa zrozumiała nawet
      - macierzyństwo jako główne zadanie życiowe kobiety. Przykład Róża - urodziłą i
      na tym jej zadanie się koncz.y. O resztę zatroszczą się inni
      Agnieszka
      • d0minika Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 22.10.06, 13:09
        Nie rozumiem aż takiego ogromnego zaangażowania w Jeżycjadę - przecież nie jest
        to ani powieść psychologiczna, ani pełna głębi klasyka z postaciami bardzo
        złożonymi psychicznie - to zwykłe, miłe czytadła. Daleko Jeżycjadzie do
        powieści realistycznych (opisy miejsc akcji to nie wszystko). Bohaterowie mają
        być ciekawi a nie skrajnie rzeczywiści. Po co analizować w kółko poszczególne
        postawy życiowe, skoro te książki nie pretendują do tego by być kodeksem
        moralnym i etycznym współczesnej kobiety? A to że niektóre wątki są
        schematyczne? Cóż, nie wyobrażam sobie (chociaż tego nie pochwalam), jak można
        tego uniknąć, pisząc 17 część cyklu...
        Te książki się połyka w jeden wieczór i tyle - bez analizowania, bo nie ma
        czego i po co analizować.
        • ipsionek Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 05.11.06, 17:35
          uff... przeczytałam cały wątek. Bardzo interesująca lektura.
          po słabym JT i nijakiej Żabie , CP ma według mnie najwięcej klimatu ze "starej"
          Jeżycjady, a klimat ów zapewniają: rewelacyjna Łusia i bliżniaki Żeromskie.
          Zauważyłam też podobieństwo fryzur Laury i pani MM ( zdjęcie z tyłu okładki ).
          ps. już od dłuższego czasu podczytuje to forum, jest świetne + duża kultura
          dyskusji. Pozdrawiam z deszczowego Krakowa
          • anitkashe Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 06.11.06, 14:03
            Ja też na świeżo po lekturze CP. Wrażenia hmmmm – niejednoznaczne.
            Oj skomplikował się ten świat Borejków. Najbardziej uderza mnie brak
            prawdziwych więzów rodzinnych. Przerażające podrzucanie dzieci dziadkom a co za
            tym idzie przerzucanie na nich wychowania tychże. Zastanawiające w świetle tego
            czemu Ida i Gaba nie ograniczyły się do jednego potomka. Na tym tle pozytywnie
            odbieram jako matki Patrycję i Nutrię . Jaka będzie Róża jako matka, na razie
            trudno powiedzieć. Ciekawa jestem czy to ona nie odsunęła babi i prababci od
            opieki.

            Nie podoba mi się przyjęcie pieniędzy na dom od rodziny. Mam nadzieję, że
            Fryderyk zachowa się jak prawdziwy mężczyzna i sam zorganizuje kredyt (
            korzystając ewentualnie z dobrej woli rodziny żony (In spe) i angażując ich jako
            żyrantów). Wydaje mi się, że przez kupno im domu, mieszkania (bo tak to wygląda)
            Fryderyk skazuje się na brak szacunku z ich strony. W takiej sytuacji są
            Grzesiu i Marek, traktowani jak piąte koło u wozu w rodzinie Borejków. Stąd
            chyba ucieczki Marka w zasypianie , lękliwe sugerowanie lektur własnemu dziecku
            przez Grzesia itp. Zauważcie, ze w innej sytuacji są zięciowie, którzy sami
            zorganizowali „gniazdko domowe” – Florek i Robrojek. I ich rodziny są zdrowsze –
            nie ma tu podrzucania dzieci (poza okazjami typu sylwester), są samodzielnie
            zbudowane więzi emocjonalne, prawidłowo określone role w rodzinie. Tak sobie
            myślę, może Ignacy leczy sobie kosztem zięciów „nieudaczników” kompleksy…
            przecież on też wszystko co miał dostał od Gizeli (a ona szacunku do niego nie
            miała i traktowała tak jak on Fryderyka). W świetle tego co czytam (a i co widzę
            w życiu) lepiej sobie odmówić pewnych rzeczy i spłacać kredyt i mieć faceta „z
            jajami” :O)))))

            Nie widzę miłości w małżeństwach Gaby i Idy, nie widzę więzi z dziećmi, rozmów.
            Nie wyobrażalna jest dla mnie scena z szerszeniami. Sama zabrałabym stamtąd
            dziecko, które by się bało, nie pozwoliłabym na wyśmiewanie jego lęków.


            Nie podoba mi się postawa życiowa rodziny Borejków : to co robimy my jest
            jedynie dobre i słuszne a reszta do nas nie dorasta.

            Uderza mnie brak przyjaciół wokół Borejków, o ile jeszcze młoda Gabrysia, Ida ,
            pulpa, nutria miały spotkania towarzyskie i grono przyjaciół to ani Laura, ani
            róża ,ani miągwa ich nie mają.( No, józinek ma swoją drużynę piłkarską). Rodzina
            im zastąpiła wszystko – kiszą się cały czas we własnym sosie.

            Na pozór jest wszystko ok., ale w środku nie za ładnie. I trochę mi żal, bo w
            starej jeżycjadzie był ten środek ładny, czuło się to ciepło, miłość, wspieranie
            się , dom otwarty dla wszystkich. Czytając JT, pomyślałam o scenie kiedy starego
            i młodego Ignaca przyjmują w domu Oracabessów, że zamieniły się role. Tak kiedyś
            i z podobnym oskarżeniem przybyli do borejków p. Szczepańska i Pieróg z
            Dmuchawcem. I Teresa zareagowała tak jak kiedyś Ignacy.

            Dlaczego się tak zmienili????

            Ogólnie czytało mi się dobrze, lubię śledzić dalsze losy moich ulubionych
            bohaterów, lubię myśleć o ich zachowaniach i wyborach życiowych, i czekam na
            sprężynę z niecierpliwością .

            A najlepsze jest to, że szóstą klepkę przeczytałam mając lat 10 i nie
            przypuszczałam, ze 23 lata później będę nadal czytać książki z tej serii. I to
            jest sukces MM. I to, że budzi w nas emocje. I że o nich rozmawiamy. I czekam,
            aż moja Natusia będzie mogła poczytać jej książki i będziemy mogły o nich
            porozmawiać, a kto wie może jak któraś z was będę kupowała dwa egzemplarze ( a
            może i więcej …;O))))))))))))))
    • emiliada_18 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 10.11.06, 21:19
      Dla mnie "Czarna polewka" to najsłabsza książka z cyklu Jeżycjady, choc
      oczywiscie nie twierdzę, że jest słaba, bo to nie leży w naturze książek MM ;).
      Nie znoszę, gdy chłopak i dziewczyna zaczynaja zachowywać sie jak gruchające
      gołąbeczki, a to własnie miało tu miejsce...Liczyłam na ostrzejsze akcje ze
      strony Laury, która okazała się troche za bardzo potulna i zaczęłam się
      obawiać, ze pójdzie w ślady siostry...No i w ogóle w całej akcji ze ślubem, w
      terrorze wprowadzonym przez Ignaca, pojawieniu sie Staszki dosłownie na parę
      chwil i w wątku Ignacego G. coś mnie troszkę gryzło...Wszystkie jednak, nie
      takie znów wielkie, "zawody" osłodził mi trójkąt Piotrek-Żaba-Paweł, a
      zwłaszcza sam Piotr Żeromski, który zasłużył sobie na miano mojego faworyta,
      jeśli chodzi o "czarną Polewkę" ;). Podsumowując, jak mój przyjaciel zwykł
      mawiać, wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne ;)
    • elwinga Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 18.11.06, 12:45
      Pewnie czytałam jako ostatnia (bo od "Nutrii i Nerwusa" książek MM nie kupuję,
      CzP kupiłam na życzenie przyjaciółki-emigrantki i przeczytałam w czasie podróży
      do niej) i jako ostatnia się wypowiadam, ale co mi tam. :) Mogę sobie pomarudzić. :)

      CzP faktycznie robi wrażenie pastiszu czy karykatury, a i to rysowanej grubą
      kreską. Ignacy jest tak apodyktyczny i - po prostu - niesympatyczny, że aż
      nieprawdopodobny. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, czemu obie dziewczyny przejmują
      się jego zakazami czy nakazami w kwestii małżeństwa. Jak go w ogóle można
      traktować serio? I w ogóle - komu ze współczesnych młodych ludzi przyszłoby do
      głowy o rękę panny prosić jej DZIADKA, kiedy rzeczona panna posiada jeszcze
      matkę i ojczyma? Dziwne jakieś poznańskie obyczaje. :)

      Róża i Fryderyk. Rany boskie. Zdanie o pustym miejscu w ramionach w tym
      kontekście brzmi nazbyt ckliwie (byłoby dla mnie ok, gdyby Róża urodziła dziecko
      np. po wielu latach bezskutecznych starań). Natomiast zdumiało mnie zawstydzone
      pojękiwanie Fryderyka w stylu "u nas sprawy idą w eeee... niezbyt tradycyjnej
      kolejności" (czy jakoś tak, cytuję z pamięci, bo książki już nie mam). Chyba
      mała Mila nie jest pierwszym nieślubnym dzieckiem w historii ludzkości, ani też
      Poznania? I w ogóle - czemu Fryderyk nie może chwilowo zamieszkać z nimi, tylko
      musi się przekradać chyłkiem? Sposób pokazania kontaktów Fryderyka i Róży jakoś
      zalatuje mi hipokryzją....

      Co do Fryderyka, to nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy, mianowicie opisywanych
      kłopotów ze znalezieniem pracy. Coś jest powiedziane, że on nie chce nędznego
      etatu (czy tam nędznej pensji) w instytucie (znów cytuję z pamięci). Każdy
      naukowiec w tym kraju wie, że żyje się z nędznego etatu w placówce naukowej (co
      zapewnia ZUS i takie tam) oraz z grantów, stypendiów i chałtur (co zapewnia
      pieniądze, niekiedy bardzo przyzwoite). Dziwi zatem pogarda dla możliwości pracy
      w instytucie - wbrew pozorom i owym nędznym pensjom wcale nie jest łatwo o taki
      etat (przynajmniej w naukach humanistycznych, ale śmiem mniemać, że w ścisłych
      jest podobnie). Poza tym wydaje się, że facet bez mieszkania, za to z rodziną na
      utrzymaniu nie powinien gardzić jakąkolwiek ofertą pracy, bądź co bądź, w zawodzie.

      Aha. Kwestia mieszkania. Poproszę taką ciotkę jak Ida, bo mnie mieszkanie też by
      się przydało. :) A na serio: przykro mi, ale to jedna z najbardziej
      nieprawdopodobnych i naciąganych scen w tym tomie. Byłaby prawdopodobna, gdyby
      Ida nie miała własnych dzieci, a była za to szczególnie związana z siostrzenicą.
      Ale w sytuacji posiadania dwojga własnych dzieci słowa "nie mamy co zrobić z
      pieniędzmi" brzmią, niestety, dość idiotycznie. Patrzę na przyjaciół i znajomych
      z dziećmi - oni zawsze mają co zrobić z pieniędzmi.

      No, ale zgadzam się, że mała Łusia jest pełna wdzięku. Najsympatyczniejsza
      postać w tym tomie. Podoba mi się też porównanie Borejków do pająków. :)

      Co tam jeszcze... Laura i Wolfi. Wątek ucieczki do Gretna Green, to jest do
      Zakopanego wydaje mi się również kompletnie nieprawdopodobny. Jak ktoś tu
      wcześniej słusznie zauważył, nie bierze się ślubu od ręki, tym bardziej nie w
      swojej parafii. No i kwestia dokumentów i kursu przedmałżeńskiego - dziwne, że
      ta myśl jakoś nie przychodzi do głowy Laurze, która w domu rodzinnym obserwowała
      przecież przygotowania do ślubów trzech kolejnych ciotek.

      Nie mam już książki, więc kończę, bo nie pamiętam, do czego jeszcze chciałam się
      przyczepić. :)

      • mmk9 co nie przyszło do glowy Laurze, to powinno 20.11.06, 20:57
        /w kwestii ślubu/ przyjsć do głowy komukolwiek z jej rodziny, bo sa to wszystko
        osoby obeznane z życiem Kościoła. Tak więc cała rodzinna wyprawa do Smiełowa to
        kit zupelny, brak prawdopodobieństwa choćby najmniejszego i moje osobiste
        wielkie rozczarowanie.
    • martolka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 20.11.06, 16:04
      Wylano już całą rzekę żalów, podpisuję się pod wiekszością, i dodam jeszcze z
      kropelkę.

      Tak się złożyło, że w tym roku spotkałam ponownie swojego ojca po długich 28-u
      latach, nic więc dziwnego, że wątek z Pyziakiem przykuł moją uwagę. I cóż? Ano
      dziura w moście. Co to miało w ogóle być? Jedyna nadzieja na rozwiniecie tematu
      z zapowiadanej Sprężynie (choć jakoś brak mi nadziei...). Reakcje na powrót
      marnotrawnych członków rodziny mogą być przeróżne - akurat nie czepiam się
      zachowania ciapowatej Róży (przyjmijmy, że to ta depresja poporodowa i ogólny
      szok ;-) ) - ale jakieś reakcje być powinny! A co mamy zaserwowane? Parę
      okrzyków Tygrysa, mamrotanie Pyziaka i niekontrolowane odzywki dziadka
      Ignacego. A gdzie te oczekiwane konfrontacje? Gdzie przede wszystkim te rozmowy
      Gabriela - Janusz, Janusz - Mila, i wreszcie (last but not least) Grzegorz -
      Janusz. Ta ostatnia szczególnie byłaby ciekawa.
      Niestety, nie ma.

      Mogłabym napisać, że po narzekaniach na Pyziaka poprzez poprzednie części
      Jeżycjady, coś nam się innego należy, i że w związku z tym czuję się oszukana -
      ale wymagałoby to ode mnie większego zaangażowania w tę lekturę. W związku z
      czym jestem tylko lekko zniesmaczona.
    • fandzolka502 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 11.12.06, 20:51
      Dziś spędziłam całe popołudnie na żżeraniu tego tomiszcza. Smakowało,ale
      dostrzegam wiele ,,Pupecjowych'' oddźwięków... Nawet znalazłam dwa takie same
      zdania jak w Pulpie! I znowu mało rzeczy wyjaśnionych...To już jakiś nomen omen?
      • nighthrill Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 24.12.06, 19:37
        Z tymi podobnymi zdaniami to fakt...Zauważyłam, że powtarza się zdanie "Dostał
        w gębę aż zadzwoniło", które było już w "Pulpecji". I czemu akurat to? Jakoś
        smutno mi się zrobiło, że autorka nie mogła choć odrobinę zmodyfikować.
        • hophopi Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.12.06, 02:30
          eeeech...
          mam wrażenie, że MM zaczęła pisać CP, po czym ją beztrosko porzuciła na rzecz
          lepienia pierożków i pieczenia ciast, a następnie skończyła w pędzie, ponaglana
          telefonami z redakcji, nie bardzo pamiętając, co spłodziła wcześniej.
          co krok niekonsekwencje - Ignac junior, odziany od stóp do głów, po ukąszeniu
          owadzim okazuje się być w krótkich spodenkach; w dodatku udaje mu się
          zatelefonować z solidnie podtopionej komóry; Wolfi pieczołowicie przykręcający
          szybkę w garbusie - akapit dalej okazuje się, iż okno jest szeroko uchylone;
          Borejkowie obgadujący w kuchni rodzinę Frycków, podczas gdy on sam przed chwilą
          uczestniczył w rozmowie - nagle się ulotnił? itd...
          wiem, detale, ale dające wrażenie, iż autorka nie radzi sobie z zawiłością
          akcji - może więc jednak poprzestać na tym co sprawdzone: relacjach
          międzyludzkich, bo w tym tkwił zawsze Jeżycjady urok. a tu akcja [nieudolnie
          czasem] gna, a po niej zostaje pustka...
          szkoda.
          mimo wszystko - czekam na następną część. póki jeszcze Musierowiczowego humoru
          ostały się choć ostatki...;)
    • niuniek116 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.12.06, 23:13
      www.nutria-i-przyjaciele.bloog.pl

      ZAPRASZAM:))
      • gaudia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.01.07, 05:03
        nie mam sił czytać całego wątku

        jestem w połowie - książka jest beznadziejna, absolutnie niestrawna. Skończę,
        ale z trudem.
    • kwiacia1 Zawiodłam się. 12.01.07, 15:37
      Wyraźnie czuć, że MM czuje się bardziej predystynowana do moralizowania.
      Pozytywne postacie to takie, które hołdują konserwatywnym zasadom. Może to
      idiotyczne, ale mnie potwornie zraziło u MM te wzmianki o niedzielnym chodzeniu
      do kościoła. Jakoś mi nie pasuje to do Wolfiego - zbuntowanego i szalonego.
      Kiedyś MM tego nie robiła. Nie wiem, po co robi to teraz. Nie lubię jej
      nawiązywania w nieudolny sposób do feminizmu. Jestem feministką w pozytywnym
      tego słowa znaczeniu (tzn. nie przepadam za Dunim i niemieckimi poglądami o
      wyższości lesbijek nad hetero). Uważam, że gdyby nie feminizm (który pamiętajmy
      wywodzi się z walki o prawa wyborcze kobiet i prawo do antykoncepcji), byłoby
      potwornie na tym świecie. Nie jestem przeciwniczką dzieci i rodziny, ale to nie
      jedyny pozytywny wzorzec dla kobiety. A MM ostatnio nie pisze o innych
      pozytywnych wzorcach.
      • tygrys2112 Re: Zawiodłam się. 12.01.07, 15:55
        > Wyraźnie czuć, że MM czuje się bardziej predystynowana do moralizowania.
        > Pozytywne postacie to takie, które hołdują konserwatywnym zasadom. Może to
        > idiotyczne, ale mnie potwornie zraziło u MM te wzmianki o niedzielnym
        chodzeniu
        >
        > do kościoła. Jakoś mi nie pasuje to do Wolfiego - zbuntowanego i szalonego.
        Też mnie zraża moralizatorski ton pani Musierowicz. Ale to, że ktoś jest
        zbuntowany, nie oznacza, ze nie moze chodzic do kosciola. ;)

        > Kiedyś MM tego nie robiła. Nie wiem, po co robi to teraz. Nie lubię jej
        > nawiązywania w nieudolny sposób do feminizmu. Jestem feministką w pozytywnym
        > tego słowa znaczeniu (tzn. nie przepadam za Dunim i niemieckimi poglądami o
        > wyższości lesbijek nad hetero). Uważam, że gdyby nie feminizm (który
        pamiętajmy
        >
        > wywodzi się z walki o prawa wyborcze kobiet i prawo do antykoncepcji), byłoby
        > potwornie na tym świecie. Nie jestem przeciwniczką dzieci i rodziny, ale to
        nie
        >
        > jedyny pozytywny wzorzec dla kobiety. A MM ostatnio nie pisze o innych
        > pozytywnych wzorcach.
        Masz rację. Ja też uważam, że emancypacja nie jest z natury zła. Nie uważam, że
        to źle, jeśli kobieta chce się skupić na rodzinie. Ale to nie znaczy, że musi
        to zrobić. Można godzić życie osobiste z zawodowym. Gdyby nie emancypacja, to
        pani Musierowicz nie mogłaby wydawać książek, bo przez całe wieki kobiety nia
        miały wpływu na naukę, kulturę i literaturę. Zdarzały się wyjątki (np. Safona)
        w, ale było ich niewiele.
    • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.03.07, 21:06
      Tak a propos planowanego na hop siup ślubu Laury i Wolfiego, które to hop siup
      jest powszechnie krytykowane, bo niemożliwe jest bez wielu formalnosci zawszeć
      slubu ot tak... Może Laura i Wolfi byli na tyle naiwni i po prostu tego nie
      wiedzieli? To by pasowało do powieści pod jednym warunkiem - gdyby reszta
      rodziny, dowiedziawszy się o ich planach, stwierdziła, ze to przecież
      niemożliwe, przecież nie da się tak szybko... hmm
      • onion68 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 09.03.07, 22:01
        Tak sobie podczytywałam od mniej więcej połowy w tym tygodniu, i jest wzmianka,
        że jakoś się do tego ślubu przygotowywali - Wolfi informuje Żabę, że wszystkie
        potrzebne dokumenty wzięli, jedynie dowodu osobistego w stresie i pośpiechu
        zapomniała Laura.
        Inna rzecz, na ile jest to realistyczne podejście - w końcu albo się
        przygotowywali do ślubu, albo nie... Wiele osób nawet nie wychodzi z domu bez
        dowodu, a co dopiero w taką podróż i w takim celu?
        I jeszcze sobie pozwolę zamieścić wrażenie z drugiego (chociaż szczątkowego
        czytania) - obok wielu grzechów powszednich, wcześniej tu wymienionych, dla mnie
        dominuje teraz jeden główny: przegadanie. Rozwlekłe opisy mało istotnych scen i
        wydarzeń, nic nie wnoszących do akcji, tylko zwiększających objętość tak
        naprawdę. CzP nadal mnie nie pochłonęła, wręcz przeciwnie, co i raz darowywałam
        sobie fragment zdania albo nawet kilka zdań. Wierzcie mi, to nie jest mój zwykły
        sposób oddawania się lekturze :/
        • zieleniack Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 10.03.07, 23:25
          tzn wydaje mi sie, ze im sie wydawalo, ze wszystkie potrzebne dokumenty
          wzieli... bo zapomnieli chociabzy o kursach przedmalzenskich (no, chyba ze
          liczyc swiadectwo z ostatniej klasy LO, na którym ocena z religii to pono
          równowartość kursu przedmałżeńskiego, ale z drugiej strony słyszałam, że to i
          tak nie jest akceptowane; mogli nie wiedzieć, że nie jest...)
          • poliglo Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.03.07, 23:14
            przebrnęłam przez wzystkie 394 wypowiedzi i dodaję mocno spóźnioną opinię
            własną: oczywiście jako zagorzała musierozakręcona przeczytałam z radością nową
            część. Ale jak tu ze sto pięćdziesiąt razy powtarzały/liście: za bardzo porwana
            akcja, autorka ślizga się po wątkach, nie wnika głębiej, nie pokazuje poważnych
            rozmów, są one gdzieś poza sceną, choć to przecież one powinny tu być
            najważniejsze, za dużo utartych fraz i żarcików się powtarza, jakby autorka
            robiła "kopiuj-wklej" z poprzednich powieści. W tej częsci bohaterowie zachowują
            się jak kukiełki na sznureczkach, są za mało autentyczni, mało ludzcy, jacyś
            powierzchowni. Dialogi są takie "kwadratowe", jak w M jak miłość. Przykro mi tak
            krytykować moją ulubioną pisarkę lat młodzieńczych. Mimo wszystko czekam na
            Sprężynę i na pewno ją kupię.
    • ssssen Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 08.10.07, 10:38
      W końcu przeczytałem. Tak jak sobie obiecałem - nie dałem pani MM zarobić,
      wypożyczyłem z biblioteki - dlatego dopiero teraz piszę ;)

      Nie będę powtarzał zarzutów, podsumowując - książka mdła, bez pomysłu, mnóstwo
      wątków służących tylko zwiększeniu ilości stron. Ogólne - to NIE JEST Jezycjada,
      to jakieś popłuczyny. Zreszta, to się zaczęło już od "Języka Trolli"
      I nie rozumiem tego nagłego uwielbienia Mickiewicza - faceta, który swoją żonę
      nazwał "dodatkowym meblem, służącym do przygotowywania posiłków".
      • uccello nagłe uwielbienie dla Mickiewicza 08.10.07, 11:02
        Tak między nami mówiąc, nie zauważyłam w Polewce uwielbienia dla
        pionu moralnego Mickiewicza, a jedynie zachwyt nad jego poezją.
        • ssssen Re: nagłe uwielbienie dla Mickiewicza 09.10.07, 08:30
          O, ktoś jeszcze zagląda na koniec tego watku ;)

          Fragment o pionie moralnym to tylko taki mój mały, zupełnie subiektywny dodatek
          ;) Nie mogłem się powstrzymać, bo Mickiewicza nie znoszę, zarówno jako
          człowieka, jak i poetę. Brrr.

          A Bodzio wcale nie jest taki paskudny jak go się tu opisuje. Karykaturalna,
          niepotrzebna postać, ale w swej karykaturalności bardziej normalna niż Wolfgang
          i Laura. Boże, scena z noszeniem na barana podczas burzy była jedną z
          najgłupszych scen jakie czytałem :/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka