Dodaj do ulubionych

Pieniądze

25.09.06, 22:46
Na co godzi sie wydawać pieniadze?
- na książki, nawet na kolejny egzemplarz tej samej - moze być kosztem
wyżywienia dzieci
-na suknie ślubną, pod warunkiem, ze ślub jest kościelny
-na bilety do teatru
-na ubrania w lumpeksie
-na chipsy, colę i "śmieciowe jedzenie" (dzieci głównie)
- na samochód, pod warunkiem, że jest albo mały, albo stary i łatwo psujacy
się
-na siostrzenicę
-na domek na wsi
Na co wydawać się nie godzi:
- na lepsze mieszkanie
- na wakacje (wakacji albo nie ma, albo są za darmo u znajomych, albo
maksymalnie tanio - namiot w szczerym polu)
- na dobry samochód
- na jedzenie dla dzieci, skoro zabraknie na książkę
Obserwuj wątek
    • the_dzidka Re: Pieniądze 25.09.06, 23:00
      Jedno skontruję:

      Uwielbiam chodzić po lumpeksach, i znajduję w nich prawdziwe cuda :) Ot takie
      moje hobby.
      W lumpeksach skompletowałam sobie trzy wymienne zestawy ubrań do pracy -
      wszystkie markowe, jeszcze z metką :)
      • dakota77 Re: Pieniądze 25.09.06, 23:03
        Mam taakie samo hobby i takie samo szczescie do swietnych zdobyczy:)
        • dori7 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:09
          dakota77 napisała:

          > Mam taakie samo hobby i takie samo szczescie do swietnych zdobyczy:)

          Ja tez jestem fanka lumpeksow :))
    • iwoniaw Re: Pieniądze 25.09.06, 23:37
      Nie godzi się jeszcze zwracać uwagi na to, jak się mieszka. Wydawanie pieniędzy
      na meble i dodatki dla czystej fanaberii estetycznej.
    • troppo_bella Re: Pieniądze 26.09.06, 08:35
      Czytam, co słusznie napisałaś i szukam klucza w zamiarach MM.

      Żaden nasz bohater pozytywny nie miał nigdy dobrego samochodu. Wszystkie
      kaszlały, rozkraczały się, były maluchami, syrenkami lub garbusami.

      Sławek Lewandowski też przestał się podobać, gdy zaczął manifestować posiadanie
      nowych samochodów.

      Oracabessa miał coś dużego, ale on na koncerty jeździł, to mu wolno.

      A inni posiadacze wozów to postaci nader niepozytywne... Ten podły człowiek,
      który chciał wlać braciom Lisieckim za porysowanie karoserii. Albo ten
      niecnota, który uszkodził Żabę, a potem ujechał z miejsca wypadku (choć on nie
      do końca może był czarnym charakterem, bo jego mały fiat ledwo jechał). Co my
      mamy z tymi samochodami...

      Hmmm.

      ---------------
      • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 12:30
        Oracabessa mial, o ile pamietam, starego Transita, wiec tez gruchota - to
        dopuszczalne :)
      • baba67 Re: Pieniądze 26.09.06, 18:20
        Tia-Mamert i Grzegorz sa postaciami negatywnymi.
    • troppo_bella Re: Pieniądze 26.09.06, 08:39
      I nie szkoda również na komórki dla każdego oraz na laptopy, walające się potem
      po kuchni.

      A z tymi wakacjami... Wynika to również z tego (poza tym, że wakacje są
      znamieniem nieetycznego luksusu, a bungalow nad jeziorem świadczy co najmniej o
      nieuczciwości posiadacza), że MM uwielbia umieszczać akcję swych utworów w
      porze letniej. Widzę w niej tę narastającą słabość do opisów upałów oraz burz
      letnich. Przecież nie może ich wszystkich wywieźć w plener, bo to już by nie
      była Jeżycjada, tylko urlopiada jakaś...

      -----------
      • jamniczysko Re: Pieniądze 26.09.06, 08:55
        Żabę uszkodził właściciel malucha. Bordo bodajże jego kolor się zwał.

        Robrojek, postać świetlana, w "Tygrysie i Róży" ponad wszelką wątpliwość wiózł
        Tygrysa do domu dobrym i drogim autem.

        A lumpeksy to ja też uwielbiam! W jednym takim w Poznaniu, całkiem blisko domu
        MM, nabyłam memu dziecięciu taką koszulę, że nie mogło uwierzyć, iż nie jest
        ona z super sklepu.
        • verdana Re: Pieniądze 26.09.06, 09:03
          Wczoraj nabylam w lumpeksie marynarkę.
          Ale ja ubieram się w lumpeksach częściowo - a o ile dobrze pamiętam,
          bohaterowie Jezycjady maja ubrania albo z lumeksów, albo domowej roboty, albo
          niedopasowane.
          Chyba nikt nie kupił sobie porzadnego ubrania - z wyłączeniem sukni ślubnej.
          • laura-gomez Re: Pieniądze 26.09.06, 09:19
            co do samochodów się nie zgodzę - Grześ kupił na raty nowiutkiego forda; tego,
            o którego tak bardzo dbał i nie jeździł nim na zakupy, kiedy padał śnieg.
            Pałysowie też w końcu szarpnęli się na skodę. co ma Florek - nie wiadomo, a
            Robert rzeczywiście jeżdził jakimś nowym, drogim wozem, którym przywiózł Laurę
            z Torunia w komfortowych warunkach.
            • jamniczysko Re: Pieniądze 26.09.06, 09:31
              Pulpecja na ślub Idy została obleczona w błękitną garsonkę z butiku. Tygrysek
              też miał sweterek (zielony) z wyprzedaży, czyli nie z lumpeksu...
              • verdana Re: Pieniądze 26.09.06, 09:38
                Z wyprzedazy, zaznaczam...
                Ale ślub, koscielny - to specjalna okazja. Zwracam jednak uwage, ze garsonka
                była nieco za wąska.
                • jamniczysko Re: Pieniądze 26.09.06, 09:45
                  Podkreślała tylko opływowe kształty... ;-)
                  • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 15:51
                    miala co podkreslac, to i podkreslala! ;)
                • nikadaw1 Re: Pieniądze 26.09.06, 11:55
                  jeszcze a propos pieniędzy:

                  wydaje mi się, ze Borejkowie stanowią coś na kształt rozległego klanu jak w
                  krajach arabskich, albo ogólnie bardziej tradycyjnych. w klanach tych jest
                  honorowy obowiazek utrzymywania nie tylko najbliższej rodziny ale każdego, z
                  ktorym łączą więzy krwi, co oznacza pomoc finansowa i opieke sierotom,
                  fundowanie studiow ubogim krewnym,pomoc wdowom itp. bogatszy ma z reguły pomagac
                  biedniejszemu i nieoczekiwać szybkiego rewanzu, razcej jest to solidarnosc
                  miedzypokoleniowa :) dlatego tutaj cała rodzina rzuca się pomagac Pyzie, ciotki
                  jej się skladaja na mieszkanie, a pamiętajmy, że Nutria zabrała Róże na USG, co
                  oznacza w praktyce pewnie tyle, ze zapłaciła za wizytę.
                  dlatego ida notorycznie je obiadki w domu siostry i nic nie slychac,aby sie
                  dokladała do budżetu.

                  bohaterow cechuje niefrasobliwośc w stosunku do spraw pienięznych, co widać w
                  Idzie sierpniowej, gdy Mila bez szemrania płaci Lisieckiej 800 zlotych i mowi
                  "pieniadze mają to do siebie, że zawsze je można zarobic". sprawiaja wrazenie,
                  ze nie planują wydatków z ołwkiem, nawet gdy nie mają wiele, nawet nie wiedza
                  dokladnie, ile maja do konca miesiąca, nikt nie słyszał o rozdzielnosci
                  majątkowej albo oddzielnych kontach w małżeństwie, ze na Rosevelta pieniadze
                  trzyma się w jakims kubełku w kuchni, a nie wypłaca w bankomacie.

                  jeszcze mam pewną niejasnosc, poprawcie mnie jesli sie myle. w JT Ida nie ma
                  jeszcze wlasnej przychodni, a w Zabie, 4 miesiące pozniej,juz ma. czyli to nowe
                  przedsiewzięcie, zapewne dochodowe, ale prawdopodobnie na kredyt. dlaczego w tej
                  sytuacji "nie ma co robic z oszczednosciami" i składa sie na chate dla ROzy?

                  • nikadaw1 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:19
                    przyszlo mi tez do glowy, że Gaba i Grzes,jako ludzie spokojnie zarabiający
                    powyzej średniej krajowej, mogliby po prostu wziąc kredyt na mieszkanie dla
                    Roży. a spłacać niechby spłacali młodzi. sporo ludzi tak robi.
                    • dakota77 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:33
                      I jest to oczywiste i proste rozwiazanie, ktore nikomu jakos nie przychodzi do
                      glowy. Wciaz pada pytanie o zdolnosc kredytowa Fryderyka. Chocby zdobyl prace,
                      nikt mu nie da kredytu tak od razu. Przeciez moze byc zatrudniony na okres
                      priobny, na umowe na czas okreslony... jak bank mialby mu zaufac?
                  • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 12:42
                    istotnie, stanowia cos na ksztalt klanu, tyle ze nie z krajow arabskich, ale
                    blisko..:) potwierdza sie "teoria" z innego watku, ze "i Borreico" to rodzina w
                    rozumieniu "la famiglia", z donem Ignazio na czele. nieksiegowane, duze ilosci
                    gotowki w kubelku, despotyczny capo di famiglia - az dziwne, ze Wolfi nie
                    skonczyl jeszcze w Warcie w betonowych kamaszkach ;) Frycelek nie, wkrecil sie w
                    rodzine i nie mozna go tak po prostu wyautowac. poszedlbym dalej: nie maja kart
                    kredytowych. slusznie, transakcje bez pozostawiania sladow. brakuje mi tylko
                    waznego elementu - nie pisze sie o tym, czy Miagwa oprocz szpiegowania nosi dla
                    dziadka tzw. pizzetti, papierki z informacjami/poleceniami od bossa dla
                    podleglych capi.

                    a teraz serio: przychodnia objawia sie w Zabie, ale nie pamietam jakiegos
                    wyraznego wskazania na wlasnosc tejze - czy Ida jest tam wlascicielka (ew.
                    wspolniczka), czy po prostu pracuje, a bliskosc domu jest "przypadkowa"?
                    zupelnie nie moge sobie przypomniec, jak to tam szlo.
                    • dakota77 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:53
                      Przejrzalam Zabe i moze mi cis umknelo, ale nie znalazlam zadnej wzmianki
                      mowiacej o tym, ze przychodnia mdeiluks mialaby nalezec do Idy. Moze tylko z
                      lokalizacja jej sie tak szczesliwie udalo?:)
                      • nikadaw1 Re: Pieniądze 26.09.06, 13:00
                        może to moja nadinterpetacja. a wzięło sie to chyba stąd, że Piotrek Żeromski
                        bez wahania przyprowadzał jej darmowych pacjentów, co nie mogło się opłacać, a
                        jednak Ida miała ten gest.
                        • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 14:20
                          to fakt. moze jest wspolwlascicielka, czescia jakiejs kooperatywy czy innej
                          spoldzielni, tworzonej przez pracujacych tam lekarzy (moze ich byc, powiedzmy,
                          kilku) - koszta tez nie musza byc jakies kosmiczne, w koncu to nie poliklinika,
                          tylko - jak rozumiem - poradnia laryngologiczna. nie wiem, jakiego sprzetu uzywa
                          sie w laryngologii (chodzi mi o taki bardziej specjalistyczny), ale podejrzewam,
                          ze urzadzenie takiego gabinetu moze byc tansze niz np. gabinetu
                          stomatologicznego. a lokal moze byc wynajmowany, niekoniecznie od razu
                          wykupiony. ot, tak sobie mysle :)
                          • nikadaw1 Re: Pieniądze 26.09.06, 14:35
                            totez ja tak sobie myśle, że lokal wynajmowany. niemniej, remont i
                            przystosowanie go na potrzeby gabinetu lekarskiego, zakup podstawowych mebli,
                            nie mówiąc o sprzecie specjalistycznym (nie wiem, jaki i faktycznie może tanszy
                            niż dentystyczny, ale laryngolog dziś chyba nie osluchuje po prostu trabką),
                            pensja pielegniarki - to musi kosztować. więc jakiś kredyt musial wchodzić w
                            grę, i jednak obstaję przy tym, ze Ida jest w jakis sposób właścicielka.
                            • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 22:56
                              zgadzam sie, i upieram przy kooperatywie/spoldzielni/spolce. a czym oni
                              osluchuja, to nie wiem - czy jest na sali, przepraszam, na forum lekarz?
                              • draconessa Re: Pieniądze 28.09.06, 14:19
                                Osluchiwac moga sobie sluchawkami:) Ale w sklad wyposazenia gabinetu wchodza
                                jeszcze rozmaite wzierniki, otoskopy, lusterka itp rzecy, o sprzecie do
                                resuscytacji nie wspominajac:))) Urzadzenie gabinetu to pikus - jak sadze ida
                                nie szyla Zabie jezyka w gabinecie przyjeciowym, tylko raczej w gabinecie
                                zabiegowym - a ten tez musi byc odpowiednio wyposazony. Obstawiam, iz Ida
                                pracuje w spoldzielni lekarskiej. Chyba, ze Don Ignazio zalozyl rodzinna
                                pralnie brudnych pieniedzy;)))Jak mafia, to mafia:)) a w ogole dzien dobry
                                wszystkim:))) Nie odzywam sie, ale chetnie czytam to forum:)))
                • justyna302 Re: Pieniądze 28.09.06, 14:41
                  Nutria szła do ślubu w kostiumiku stylizowanym na staropolski kontusik. Myślę,
                  że taki strój musiał swoje kosztować. Bo chyba niemożliwe zeby płacił za niego
                  narzeczony, nie? :)
                  • nikadaw1 Re: Pieniądze 28.09.06, 14:47
                    no, a Ida wydała dwie pensje na suknie, która załozyla raz w zyciu:)
      • agawa79 Re: Pieniądze 26.09.06, 09:45
        troppo_bella napisała:

        >
        > A z tymi wakacjami... MM uwielbia umieszczać akcję swych utworów w
        > porze letniej. Widzę w niej tę narastającą słabość do opisów upałów oraz burz
        > letnich. Przecież nie może ich wszystkich wywieźć w plener, bo to już by nie
        > była Jeżycjada, tylko urlopiada jakaś...
        Bo MM nie znosi zimy...
        tygodnik.onet.pl/1570,1158394,felieton.html
        • dakota77 Re: Pieniądze 26.09.06, 09:47
          No prosze, a tak ladnie opisywala zime np. w Opium:)
          • mika_p Re: Pieniądze 26.09.06, 09:52
            I w "Szóstej klepce".
            I w "Kwiecie kalafiore".
            • agawa79 Re: Pieniądze 26.09.06, 09:53
              Widać po rzuceniu palenia jej nawet zima obrzydła. :D (Tych, co nie wiedzą, o
              co chodzi, odsyłam do wątku o wpadkach. ;))
      • baba67 Re: Pieniądze 26.09.06, 18:22
        Czy moze ktos mi podac strone, gdzie insynuje sie nieuczciwosc ojca Diany-bebde
        wdzieczna, bo martwie sie swoim brakiem spostrzegawczosci.
        Dla porzadku przypomne, ze sa tez prywatne przychodnie a nawet szpitale.
        • the_dzidka Re: Pieniądze 26.09.06, 18:43
          No przecież pod nosem masz, parę postów wyżej :)
          "Wszystko tu lśniło. Tata Diany należał zapewne do
          innego rodzaju lekarzy niż wujostwo Pałysowie, bo mieszkanie wprost przytłaczało
          wystrojem. Kuchnia przypominała bardziej scenografię do amerykańskiego serialu
          niż znane Ignasiowi bezpretensjonalne wnętrza."
    • dori7 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:24
      verdana napisała:

      > Na co godzi sie wydawać pieniadze?

      O dziwo - na perfumy! :)) Bohaterki perfum uzywaja, pamietny Tygrys
      podkradajacy mamie bodajze Aqua di Gio, dostajacy bure od Idy za uzywanie jej
      perfum (ktore byly tak mocne, ze wlascicielka zawsze wykrywala przestepstwo),
      czy wychwalany za swoje perfumy w "Czarnej Polewce" przez Bodzia. Ale juz do
      fryzjera chodzi sie od swieta. Tak samo nie godzi sie, zeby Borejkowna miala
      wprawna reka zrobiony makijaz. A w "Szostej klepce" Julia jeszcze mogla kupic
      Cesi drogi i luksusowy jak na tamta epoke tusz do rzes i byl to naturalny,
      pozbawiony gornolotnego komentarza, ale wymowny gest cieplego, siostrzanego
      zainteresowania i zrozumienia ze strony wydawaloby sie zupelnie oderwanej od
      przyziemnych rodzinnych spraw artyski.
      • nikadaw1 Re: Pieniądze 26.09.06, 12:29
        e, chyba nie jest tak zle. Laura tuszowała rzesy do szkoły idąc, a byla wonczas
        bodajze w siódmej klasie. co mogło budzic gniew matki. w Zabie była obietnica
        zabrania Gaby przez Laure do prawdziwego fryzjera, ale co dalej - nie wiemy. o
        fachowe strzyzenie dbała tylko Patrycja, która poleciła swój salon Monice
        Palysowej. ale Natalia z kolei na pewno lubiła mocno malowac usta i robic pelny
        makijaz, mam wrazenie.
      • laura-gomez Re: Pieniądze 26.09.06, 17:18
        Ale juz do
        > fryzjera chodzi sie od swieta. Tak samo nie godzi sie, zeby Borejkowna miala
        > wprawna reka zrobiony makijaz.

        do fryzjera nie chodzą Gabrysia iIda, za pewne z braku czasu, ale już Patrycja
        i Laura, które o siebie dbają, chodzą i nikt nie widzi w tym nic złego.
        podobnie jest z makijażem - przecież zarówno Ida, jak i Natalia jak i Laura
        malują się.
    • szprota Re: Pieniądze 26.09.06, 12:31
      na proszek do prania. Bernard zachwala ariel w Imieninach ;)
      • troppo_bella Re: Pieniądze 26.09.06, 12:34
        Na lody. Oni ciągle jedzą lody - Magnum i BIg Milki, a Ida skarmia nimi dzieci
        na kolację w babcinej kuchni. Szkoda, że tu nazwy nie podano...


        ---------------------
        • ready4freddy Re: Pieniądze 26.09.06, 12:45
          Monika Palys pewnie jadlaby oslawione Haagendazs, ktorych nigdy nie mialem
          okazji sprobowac :) a Borejki pewnie wtrzachaja "La Cremeria", tez je lubie ;)
    • kartoflana Re: Pieniądze 26.09.06, 13:57
      na lepsze mieszkanie?
      hm, a wystrój mieszkania? pamiętny pokój Idusi w fioletach?
      ciuchy - swego czasu zaczęła się stroić i malować Natalia
      nigdy nie szkoda piniędzy na dobrą herbatę!
      nie piją przecież sagi ;0)
      • iwoniaw Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:15
        jest ok, jeśli ktoś gustuje w targach staroci i unikatach wygrzebanych na
        śmietniku. Ale jeśli, nie daj Bóg, ma np. jednorodnie stylistycznie urządzone
        mieszkanie (vide Ewa Jedwabińska), gustuje w "kafelkach" czy "boazerii" (vide
        rodzice Matyldy), a tym bardziej nie zagraca pięknej willi wspomnianymi gratami
        ze śmietnika, tylko np. ma lakierowane parkiety i dopasowane meble w kuchni
        (rodzina Diany), to coś z nim nie tak.
        Czytając Jeżycjadę (zwłaszcza nowszą) często odnoszę wrażenie, że ściana w
        pokoju może mieć ładny kolor wyłącznie, jeśli jest to kolor położony
        własnoręcznie (z dopuszczalną opcją pomocy krewnych i znajomych).
        • kartoflana Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:16
          przekonałaś mnie ;)
          serio serio :)
        • ready4freddy Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:24
          no tak, skladane biureczko (z Ikei? bo to pewnie dla pani MM najwiekszy z
          mozliwych obciach) moze miec Zaba, zreszta tam zrownowazono ten przykry fakt
          pomalowanymi przez Wolfiego scianami. a propos kuchni - nie wiem dlaczego, ale
          akurat dobrane meble wydaja mi sie jedynym sensownym rozwiazaniem w owym
          przybytku - no, ale ja nie jestem Borejkiem :)
          ps. wlasnorecznie polozony kolor niekoniecznie jest ladny, Mili nie podoba sie
          "psychotyczny turkus" u Tygrysiej Laurki :)
          • iwoniaw Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:28
            > no tak, skladane biureczko (z Ikei? bo to pewnie dla pani MM najwiekszy z
            > mozliwych obciach) moze miec Zaba, zreszta tam zrownowazono ten przykry fakt
            > pomalowanymi przez Wolfiego scianami.

            Żaba, jako postać pozytywna, sypia nawet na podłodze na karimacie, byle tylko
            nie denerwować zatroskanych, ubogich rodziców żądaniami spełniania wybujałych
            potrzeb materialnych (zresztą jest już na to "za duża" - piętnastolatka?!)


            > ps. wlasnorecznie polozony kolor niekoniecznie jest ladny, Mili nie podoba sie
            > "psychotyczny turkus" u Tygrysiej Laurki :)

            No Mili się nie podoba, bo ona nie lubi Laury w ogóle, to nawet fakt
            samodzielnego odremontowania pokoju przez to dziecko z genami Pyziaka musi mieć
            jakiś nie do końca pozytywny finał ;-)
            • magda_b Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:32
              zielony pokój borejkowy tez nie doczekał sie przemiany mimo szczerych chęci
              Stryby Grzegorza (o ile pamiętam miał być przemalowany na jakiś odcień
              żółtego?)
        • dakota77 Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:26
          Zawsze zachwycał mnie opis mieszkania Jedwabińskich, choć zdaję sobie sprawę,
          źe autorka bardzo chciała podkreślić chłód emocjonalny rodziny przez właśnie
          takie wnętrze:)
          • sacacorchos Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:35
            Mnie też :-)
            Chociaż zważcie proszę moi drodzy, że jak na wczesne lata 80 było wnętrze
            bardzo nowoczesne i nietuzinkowe. Dlatego może wydawało sie pretensjonalne w
            epoce gdy wszyscy mieli takie same meblościanki.
            • dakota77 Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:36
              Może. Mnie zawsze wydawało sie bardzo gustowne i oryginalne.
            • nikadaw1 Re: Wystrój mieszkania 26.09.06, 14:53
              a ja w tym wszystkim nie upatrywałabym tendencji do oceniania
              osóblubiacychkafelki albo lakierowaną podłogę. sa to raczej trafne opisy wnetrz
              osob należacych do jakiejś klasy spolecznej - w latach osiemdziesiatych kafelki
              były drogie i trudno dostepne, totez informowały o statusie własciciela.
              Majchrzak, wzbogacony biznesmen, kupił willę i urządzil zgodnie z modą.
              Jedwabinscy niebiedni, toteż wystroj ich mieszkania to byla sprawa prestiżu. a
              jednoczesnie informował o chlodzie emocjonalnym :) Ida w poczatkach swej kariery
              lekarskiej zarabiała pewnie niewiele, dostala tez pierwszy raz w zyciu własny
              pokoj, toteż urzadziła go tanio a oryginalnie. długo też pewnie zbierała na
              komputer (ATARI chyba),no ale młoda, wykształcona, inwestująca w siebie,kto jak
              nie ona, mial go kupić? i tyle. gusta nie są sprawa indywidualna, mówią wiele o
              pochodzeniu, wyksztalceniu, zarobkach i priorytetach wlaściciela. zawsze z
              przyjemnością czytam te fragmenty - obserwacje obyczajowe, kto jak ubrany, co ma
              w pokoju, jaki samochód sobie kupił - tu MM jest zawsze świetna i jest w tym
              moze pewna zgryźliwosc,ale na pewno nie wartościowanie.
              • iwoniaw Nie ma wartościowania, powiadasz? 26.09.06, 15:26
                Dosłowny cytat z CzP zatem: "Wszystko tu lśniło. Tata Diany należał zapewne do
                innego rodzaju lekarzy niż wujostwo Pałysowie, bo mieszkanie wprost przytłaczało
                wystrojem. Kuchnia przypominała bardziej scenografię do amerykańskiego serialu
                niż znane Ignasiowi bezpretensjonalne wnętrza."

                Mają w domu czysto, przestrzennie i zamożnie - zatem PRETENSJONLANIE? I to jest
                określenie niewartościujące?

                Dalej jest fragment o babci "o cechach fizycznych nie licujących z jej życiową
                rolą" - i już wiemy, jakaż to jest jej ŻYCIOWA ROLA - babciowanie Diance
                oczywiście!
                • nikadaw1 Nie wiem, nie czytalam Polewki :) 26.09.06, 15:37
                  to z życiową rolą, to rzeczywiście okropne, ale złózmy to na karb mowy pozornie
                  niezależnej Miągwy (jesli tak w istocie jest, tego jeszcze nie wiem).
                  rozwydrzony Miągwa zupełnie inny obraz babci wyniosl z domu.

                  ale obserwacja ze scenografią amerykańskiego serialu moim zdaniem sluszna. znam
                  troche takich ludzi, co wystroj domu maja bardziej do wygladania niz mieszkania.

                  choć opozycja bezpretensjonalnie -ojciec Diany - faktycznie niefajna.
                  • iwoniaw Re: Nie wiem, nie czytalam Polewki :) 26.09.06, 15:48
                    > ale obserwacja ze scenografią amerykańskiego serialu moim zdaniem sluszna. znam
                    > troche takich ludzi, co wystroj domu maja bardziej do wygladania niz mieszkania

                    Ale w tym przypadku chyba jednak tak nie jest - babcia Diany wyjmuje jogurty z
                    lodówki, przyrządza w tej "scenografii" jajko po wiedeńsku, parzy sobie kawę w
                    "kosmicznym ekspresie". Serwetki są w użyciu, przy stole się faktycznie
                    siedzi... Razi mnie założenie, że można czuć się swobodnie _wyłącznie_ w
                    zaniedbanych, z lekka przykurzonych pomieszczeniach i kompletnym rozgardiaszu.
                    Ja tam bym chciała mieć kuchnię jak rodzice Dianki, bo wydaje się być wygodna i
                    właśnie jak najbardziej "do użytku" - nawet z opcją "eleganckie i miłe dla oka
                    przyjmowanie gości".
                    • verdana Re: Nie wiem, nie czytalam Polewki :) 26.09.06, 15:53
                      Ja, jako klon Gabrieli, mam mieszkanie, które pani MM by się spodobało. Graty,
                      podniszczone przez dzieci i kota, ściany na ktorych znać slady łap i twórczości
                      dziecięcej, zakiet z lumpeksu wiszacy po odprasowaniu na lampie (z braku
                      innego miejsca), książki, ktore uniemożliwiaja otwieranie okna i metraż, który
                      wystarcza na przebywanie w mieszkaniu głównie w pozycji stojącej.
                      Jak czytam opisy "drobnomieszczańskich" domów to mnie skręca. Z zazdrości.
                      • iwoniaw :) 26.09.06, 15:58
                        A myślisz, że dlaczego ja tak zazdroszczę tej kuchni? Tak realistycznie, to
                        chciałabym mieć chociaż tyle mebli, by nie musieć trzymać części książek w
                        stosach, tylko móc je w porządny sposób wyeksponować i zapewnić sobie swobodny
                        dostęp... Tyle, że ja się urządzam etapami i realizuję swój zamysł estetyczny
                        powoli, lecz konsekwentnie i nie widzę powodu, by mieć poczucie winy z powodu
                        posiadania "wysokiej lodówki" czy "kosmicznego ekspresu" (którego zresztą nie
                        mam, ale sobie kiedyś kupię bez poczucia, że Plutarch byłby bardziej
                        wzbogacający zmysły i intelekt ;-)...
                        • nikadaw1 Re: :) 26.09.06, 16:04
                          no dobrze,ale co JA mam teraz zrobić? książka zapłacona, pewnie juz czeka w
                          domu... a zamiast wydac tych 30 zł na Polewke moglam uciułać na jakis praktyczny
                          acz prestiżowy przedmiot materialny, albo wręcz na wystórj wnetrza przeznaczyc.

                          ale uff, na szczescie zamowilam tez inne książki. a CP może uda mi sie opchnąć
                          po promocyjnej cenie?
                          • iwoniaw Re: :) 26.09.06, 16:10
                            Co Ty masz zrobić, się pytasz? Ja, jak już wspomniałam, na książĸi nie mam za
                            wiele miejsca, a też sobie CzP kupiłam i zastanawiam się właśnie, gdzie ja
                            miałam głowę? Na umysł mi się chyba rzuciło, że wydałam 30 PLN na jakiś
                            popkulturowy artefakt, a Pauzaniasza widziałam "Wędrówkę po Helladzie"
                            przecenione z 19 na 11 PLN... Że o "Sztuce i pięknie w średniowieczu" U. Eco nie
                            wspomnę (koszt 30 PLN, czyli tyle, ile za CzP w imię metki MM dałam...)
                            Dochodzę do wniosku, że wpadłam w szpony komercji. Idę się powachlować stoikami
                            w twardej oprawie ;-)
                            • magda_b Re: :) 26.09.06, 16:14
                              zawsze można opchnąć na allegro, znajdą się chętni na pewno... :)
                            • verdana Re: :) 26.09.06, 16:15
                              U nas w domu stoicy, Plutarch oraz inni autorzy antyczni w niełasce. Córka moja
                              zdawała koszmarny egzamin z historii starozytnej i w ramach zemsty zamierza
                              upłynnić twórczość starożytnych nieszczęśnikom z pierwszego roku.
                              Tylko mego ukochanego Swetoniusza udalo się ocalić.
                              • agnieszka_azj OT do Verdany 26.09.06, 18:40
                                Dla mnie egzamin ze starozytnej to najbardziej truamatyczne przezycie z okresu
                                studiów - rozumiem Twoja córkę, choć u mnie Hammond do dziś pokutuje na
                                najwyzszej półce ;-)))
                                • verdana Re: OT do Verdany 26.09.06, 18:54
                                  Hammond tez na sprzedaż! Został proskrybowany.
                                  • agnieszka_azj Re: OT do Verdany 26.09.06, 19:11
                                    Uczą się jeszcze z tego w ogóle ??? I z Leveque'a ???
                                    • verdana Re: OT do Verdany 26.09.06, 19:18
                                      odtrąciałm Verdane od komputera ale nie chce mi się wylogowywać więc pisze jako
                                      ona.
                                      obecnie na UW jest tak :
                                      - czasy mykeńskie i minojskie + kawałek grecji archaicznje - I tom ,, Historii
                                      starożytnych greków" Wiprzyckiej i Bravo
                                      - grecja archaiczna i klasyczna - ,, Starożytna Grecja okresu archicznego i
                                      klasycznego" Lengauera
                                      - Okres Hellenistyczny - II tom Historii wiprzyckiej , kawałek Hammonda +
                                      książka wallbanka
                                      Do Grecji korzysta się jeszcze z Murraya ,, narodziny grecji" , Davisa ,,
                                      Demokracja w Grecji klasycznej" i kilu jeszcze aktualnych rozdziałów Hammonda

                                      Rzymu uczy się z Jaczynowskiej ( ale tylko co odważnijsi) i z Ziółkowskiego ,,
                                      Historii Starożytnego Rzymu " dodatkowo ,, Cesarstwo rzymskie" Wellsa ( nowe
                                      wydanie)
                                      Późnego rzymu uczy się z bardzo wielu książek ale ja czytałam Collinas ,,
                                      Europę wczesno średniowieczną"

                                      Leveque niestety tragicznie się zdezaktualizował.
                                      • agnieszka_azj Re: OT do Verdany 26.09.06, 19:33
                                        Ratyzbono ;-), dzieki za wyczerpującą informację. "Za moich czasów" ;-)
                                        większości tych książek jeszcze nie było, a Leveque nadawał sie do różnych
                                        rzeczy, ale na pewno nie do nauki do egzaminu u (ówczesnego dr.) L.

                                        Swoją drogą Twoj nick stał sie niezwykle aktualny :-)))
                                        • verdana Re: OT do Verdany 26.09.06, 19:35
                                          Pozostaje mi mieć tylko satysfakcję, ze nie studiowałam historii. Poległabym na
                                          pierwszym roku.
                                          • agnieszka_azj Re: OT do Verdany 26.09.06, 19:36
                                            Byłam pewna, że studiowałaś (tu powinien być jakiś "zdziwiony" emotikon ;-)
                                            • verdana Re: OT do Verdany 26.09.06, 21:43
                                              Ja tam jestem przywoitym socjologiem.
                                • cysia.b Re: OT do Verdany 28.09.06, 16:13
                                  agnieszka_azj napisała:

                                  > Dla mnie egzamin ze starozytnej to najbardziej truamatyczne przezycie z
                                  okresu
                                  > studiów - rozumiem Twoja córkę, choć u mnie Hammond do dziś pokutuje na
                                  > najwyzszej półce ;-)))

                                  U mnie też! Chociaż nie zajrzałam do niego od czasu zaiste traumatycznego
                                  egzaminu ze starożytnej
                                  • baba67 Re: OT do Verdany 16.04.07, 21:58
                                    O bosh-historia starozytna u Lengauera Hammond...koszmar, przestalam lubic
                                    starozytnosc..o malo co nie wylecialam na pierwszym roku.
                                    Bozia czuwala.Nie pracujr w soim zawodzie, ale nie zaluje, ze studiowalam
                                    -reszta egzaminow i ogolnie zajecia potem byly OK. Chociaz Kulesza calkiem
                                    fajny byl.
                                    • verdana Re: OT do Verdany 16.04.07, 22:02
                                      Ratyzbona własnie u Lengauera oblała pierwszy termin. Na szczęscie poprawke
                                      zdała - ale polowa jej roku (jest teraz na drugim) ma warunek.
                                      • cysia.b Re: OT do Verdany 17.04.07, 14:08
                                        verdana napisała:

                                        > Ratyzbona własnie u Lengauera oblała pierwszy termin. Na szczęscie poprawke
                                        > zdała - ale polowa jej roku (jest teraz na drugim) ma warunek.

                                        normalka
                                        • baba67 Re: OT do Verdany 17.04.07, 20:30
                                          Na naszym roku to nawet piosneczka krazyla na melodie lambetloka
                                          Langauera wez to kina, potem udus tralalala
                                          Zawolawszy :hej!
                                          Langauera mniej
                      • iskrzy_54 Re: Nie wiem, nie czytalam Polewki :) 02.02.15, 08:02
                        verdana napisała:
                        Ja, jako klon Gabrieli, mam mieszkanie, które pani MM by się spodobało. Graty,
                        podniszczone przez dzieci i kota, ściany na ktorych znać slady łap i twórczości
                        dziecięcej, zakiet z lumpeksu wiszacy po odprasowaniu na lampie (z braku
                        innego miejsca), książki, ktore uniemożliwiaja otwieranie okna i metraż, który
                        wystarcza na przebywanie w mieszkaniu głównie w pozycji stojącej.
                        Jak czytam opisy "drobnomieszczańskich" domów to mnie skręca. Z zazdrości.

                        Chyba masz moje mieszkanie (ale graty podniszczone przez 1 dziecko I 2 koty). Też mnie skręca z zazdrości ach jakbym chciała mieć taką drobnomieszczańską kuchnię ...
                • moleslaw Re: Nie ma wartościowania, powiadasz? 16.04.07, 15:00
                  W takim razie jak mamy odczytać opis kuchni u Idy?
        • domowasfera Re: Wystrój mieszkania 02.02.15, 00:19
          Hej zapraszam do sklepu z dodatkami do domu - domowasfera.pl :)
          • dakota77 Re: Wystrój mieszkania 02.02.15, 11:10
            Nie spamuj tutaj.
            • emae Re: Wystrój mieszkania 02.02.15, 12:07
              Boty reklamowe nie są złe, potrafią podbić wątek po niemal ośmiu latach :D
              • kkokos Re: Wystrój mieszkania 03.02.15, 00:17
                boszsz, tak czytam i czytam, bo mało ten wątek pamiętam, i tak z ciekawością wyglądam, co tu kto nowego dopisał - a tu ten spam :) sama radość :)
    • deina_kmf Re: Pieniądze 27.09.06, 01:33
      O herbatce mowa była, ale dorzucę, że dodatkowo godzi się inwestować w herbatkę
      o rozlicznych walorach zdrowotnych, czytaj: w ziółka i pochodne. Mięta na
      trawienie po przeżarciu, melisa na nerwy, lipa na się nie zakatarzenie, plus
      owocowe w wersjach różnych, opisanych dokładnie bodajże w Noelce...? Co prawda
      żeby całkiem trzymać się zdrowej ludowej tradycji, to Borejkowie powinni sami te
      roślinki zbierać po lasach oraz suszyć i konserwować w ręcznie szytych
      woreczkach. Ostatecznie hodować na parapecie.
      Natomiast co z kwiatami? Mili nie postałoby w głowie wydanie rodzinnych
      pieniędzy na coś służącego własnej przyjemności, jak się dowiadujemy z Pulpecji,
      ale w Tygrysie i Róży Gaba kwiaty w sypialni ma, i to nawet dwa rodzaje. Sama
      zainwestowała? Grzegorz objawia jej swoje uczucie? Czy może zakulisowe wejścia w
      kwiaciarni "Florek" Noskowskiego dwa?
    • zieleniack Re: Pieniądze 16.04.07, 20:24
      Szczerze mówiąc, to ja mam czasem wyrzuty sumienia, ze za duzo wydaje na
      siebie, a za malo na potrzebujących. Az jestem taka rozdwojona w sobie i ta
      praktyczna czesc mowi mi, ze nie moge dac kazdemu zebrakowi ani wyslac duzo
      wiecej pieniedzy na akcje charytatywna jak kilkadziesiat zlotych, bo mnie po
      prostu nie stac (150zl/ms kieszonkowego na wydatki takie, jak: telefon,jedzenie
      na uczelni, kserowanie na uczelni, ksiazki i inne hobby (rycerstwo jest
      drogie:/), ciuchy itp). To glupie, bo czasem mam wyrzuty sumienia, ze kupuje
      sobie cos moze malo potrzebnego...

      Pieniadze godzi sie wydac na pomoc komus. Na fajny prezent dla kogos
      bliskiego:)
      • meduza7 Re: Pieniądze 16.04.07, 22:28
        A swoją drogą, takie przekonanie, że jeśli ktoś ma więcej niż inni, to na pewno
        zdobył to nieuczciwie, jest tak mocno zakorzenione w naszym polskim myśleniu...
        Nawet Starsi Panowie o tym śpiewali: "Sześć lat dostał skutkiem tej willi z
        ogródkiem". Nie wiem w sumie, czy to komuna ze swym równym podziałem biedy tak
        ludzi nauczyła, czy też to taka ponadczasowa zawiść.
        • baba67 Re: Pieniądze 17.04.07, 13:56
          No wlasnie, mnie tez to drazni. W innym watku na temat Czarnej Polewki widac
          dobrze, ze takie przeswiadczenie swietnie sie ma-bo przeciez milosnicy MM nie
          skladaja sie z samych osob w moim wieku.
          Odsylam do watku, ale w skrocie
          tata Diany-zamozny ginekolog= lapowki(o nielegalanych skrobankach nikt wprist
          nie napisal, ale wisialy w powietrzu).
          Oczywiscie wszyscy wspaniali lekarze musza biede klepac w poblicznej sluzbie
          zdrowia, jak Marek z Ida.
          A przeciez w normalnym kraju dobry fachowiec nie musi sie martwic o
          pieniadze-do tego powinnismy dazyc, anie jakies etosy pokutnicze rozpowszechniac.
          Pieniadze (uczcowe zarobione sa CUDOWNE)
    • anio_i_takie_tam Re: Pieniądze 17.04.07, 13:07
      Wydaje mi się, że czasami przesadzacie. Gabrysia z Grzegorzem i Miągwą mieli z
      tego co pamiętam gustownie urządzony pokój (jasnie meble, hmmm nie daje głowy
      :P). Do fryzjera niektóre chodza niektóre nie, ubierają się w róznych miejscach
      nie tylko lumpeksach (o tych było napisane może dwa razy, to nie znaczy, że
      wszyscy Borejkowie tam się ubierają), a z tego co ja zrozumiałam Mili nie
      podobała się psychodelia koloru, a nie to czy Laura pomalowała go sama czy nie.
      No i jeszcze... ile moga kosztowac herbaty? Nie jest to chyba majątek nawet
      jeśli kupuja ich wiele. Samochody też mają różne, momentami wydaje mi się ze
      próbujecie na siłę dopasować prozę MM do wymyslonego przez siebie schematu.
    • emae Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 10:14
      Z całym szacunkiem. Komu szkoda było pieniędzy na wyżywienie dzieci? Wiem, że
      dzieciństwo bez czekolady to nie to samo, co dzieciństwo z czekoladą... :) Ale
      mówienie, że Borejkom było szkoda pieniędzy na wyżywienie dzieci jest w moim
      odczuciu niesprawiedliwością. Trąci patologią. Czy niekupowanie dzieciom
      czekolady (której i tak w sklepach nie było, nota bene) to patologia?
      • verdana Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 11:00
        Dzieci Borejków, jak pamiętasz, sa po prostu głodne - nie ma problemow z
        niejadkami, bo wszystkie rzucją się na kanapki i pilnuja, aby siostry nie
        zjadły ich porcji.
        Czekolady być nie musi, ale dosyć kanapek na to, by wszystkie dzieci się najdły
        to absolutne minimum. A z drugiej strony ojciec, który zawsze woli kupić
        książke dla siebie, niż czekoladę dzieciom - już trąci patologią.
        • emae Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 12:02
          Jasne, że pamiętam ten opis, ale wydaje mi się, że nie wynika to z głodzenia
          dzieci. Podobnie wyglądało spożywanie posiłków u mojego wujka - trzech synów...
          Nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby ich głodującymi, ich sytuacji
          materialnej - kiepską, a jednak rzucali (i rzucają) się na kanapki zupełnie jak
          Borejkówny. Popatrz, cztery dziewczyny, jedna z całą pewnością żarłoczna,
          pozostałe też nie jakieś anemiczki (no, może z wyjątkiem Natalii...), ojciec i
          matka - weź nakarm tę rodzinę tak, żeby jedli powoli i elegancko. Zresztą
          wydaje mi się, że Pani Musierowicz podoba się obraz rodziny jedzącej z zapałem,
          entuzjastycznie - bardziej niż obraz rodziny spożywającej posiłek elegancko i w
          milczeniu. Bycie niejadkiem zaś jest oznaką smutku i kłopotów - patrz Aurelia,
          patrz Natalia po zerwaniu z Tuniem...
          • baba67 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 12:57
            Tez tak sadze-nie bylo tam, ze sie niedojadalo-brakowalo slodyczy, ale to
            niejest wcale zle.
            Pulpa byla wszak tlusciutka a Natalia chuda cale zycie, podobnie jak Ida.
            Okropnie zazdroszcze takich genow-ja mam koszmarne sklonnosci do tycia.
            • verdana Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 13:22
              E, nie. W domu, gdzie jedzenia jest dosyć, moze i dzieci zjadają błyskawicznie
              wszystko, ale nie dlatego, ze dla nich nie starczy. No, chyba że nikomu nie
              chce się szykować dalszych kanapek.
              No i są opisy, jak Mila przygotowywała przeróżne pasty, zeby tanio wypadło, są
              opisy, jak dziewczyny z zachwytem przyjmują "wystawny" obiad przygotowany przez
              ciotkę Felę - jednak wyraźnie dzieci nie głodowały, ale jadły naprostsze i
              najtańsze jedzenie - bo brakowało kasy, nie tylko mięsa w sklepach.
              I w takim wypadku kupowanie książek dla siebie kosztem jedzenia dla córek jest
              naganne.
              • baba67 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 18:22
                Ksiazki nie byly drogie, za to jedzenie tak, jakos tak mi sie pamieta, Ty
                lepiej powinnas.
                To jest-rzeczywiscie postawowe artykuly spozywcze relatywnie drogie nie byly,
                za to wszelkie meska(zwlaszcza komercyjne), wedliny, mrozinki -tak.
                \ Koszmarnie drogie byly wszelkie artykuly przemyslowe-stad na technicen uczyli
                sie cerowac skarpetki oraz funkcjonowaly punkty podnoszenia oczek.
                Jednak ksiazki byly dofinansowywane, zatem drogie nie byly.
                To nie bylo tak, jak mi sie wydaje, ze gdyby nie kupowano ksiazek, toby bylo
                miesko komercyjne, mrozone truskawki i szynka oraz befsztyczki,bo o tak
                przyczyna tkwila gdzie indziej.
                • verdana Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 21:44
                  Książki nie były drogie, a jedzenie było bardzo tanie - dlatego własnie go nie
                  było! Fakt, stosunek cen żywnosci do towarów przemyslowych był taki, ze nie
                  opłacalo się szczędzać na jedzeniu, bo i tak nie sposób było na coś oszczędzić.
                  Za nie kupiona książkę można było spokojnie kupić jedzenie - jedzenie też było
                  dotowane, jeszcze w wiekszym stopniu niz książki.
                  • baba67 Re: Wyżywienie dzieci? 19.04.07, 13:11
                    Wszystko sie zgadza, ale my tu nie mowimy, ze one byly glodne, tylko ze nie
                    dojadaly bialkowo-otoz mieso i wedliny wcale tanie nie byly nawet jak sie po nie
                    stalo dlugo.Nie stalo sie na poczatku poi miesko komercyjne(potem tez sie
                    stalo_sama stalam), a to miesko to mislo rzeczywiscie ceny nijak do przecietnego
                    budzetu.
                    Odsylam zainteresowanych do Obcasow przed kilku niesiecy gdzie bylo zestawienie
                    cen z czasow o ktorych mowimy. Mrozonki byly nowoscia i tez byly drogie.
                    • onion68 Re: Wyżywienie dzieci? 19.04.07, 13:47
                      Jadały biały i żółty ser, ryby - to są wysokobiałkowe produkty.
            • iwoniaw Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 13:22
              > Tez tak sadze-nie bylo tam, ze sie niedojadalo-brakowalo slodyczy, ale to
              > niejest wcale zle.

              Nie tylko słodyczy, w kwiecie Gaba mobilizuje się do pójścia na imprezę do
              Joanny wyłącznie z powodu wzmianki o placku z kruszonką. W kalamburce jest mowa
              wprost o tym, jak Gizela dożywia Milę w ciąży i potem jej dzieci. I równie
              wprost jest w kwiecie powiedziane, że z _możliwości_ zakupu czekolady i
              Plutarcha w przekładzie (mając oryginał) ojciec wybierał zawsze możliwość drugą.
              No nie jest to normalne, w życiu bym nie kupiła drugiego egzemplarza tej samej
              książki (nawet w innym przekładzie...) mając jako alternatywę jedzenie dla
              dziecka, czy nawet słodycz dla dziecka, _zwłaszcza_ gdyby normalnie słodycz ten
              był rarytasem, a ja pracowałabym w bibliotece naukowej, gdzie co jak co, ale
              dostęp do książek Ignac jednak chyba miał?
              • ginestra Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 15:12
                Zgadzam się, że nie dojadały.
                Nie pamiętam za bardzo innych przykładów niż te wspomniane (z Kwiatu Kalafiora
                na przykład), ale utkwiło mi w głowie wrażenie, że często podkreślany był
                właśnie niedostatek żywieniowy u Borejków. Nie jestem pewna na ile dialogi z
                filmu ESD są wiernie przekopiowane z książki, ale tam jest mowa o tym wprost
                kiedy Gaba gotuje dla wszystkich knedle i mówi ojcu, że ma już dość, że w innych
                domach ludzie (mimo kryzysu!) jedzą normalne obiady, nawet z mięsem, a oni
                ciągle jakieś zapychacze, takie knedlowe właśnie, jakieś chude rosoły na
                wołowinie ewentualnie od czasu do czasu. One naprawdę były - jeśli nie głodne w
                sensie głodu takiego jak na wojnie - to po prostu "niedojedzone", zapychające
                się jedzeniem nie do końca wartościowym (zwłaszcza dla młodych osób, w wieku
                dojrzewania) i nie dającym takiej porządnej sytości.
                Myślę, że najlepiej zrozumieją to osoby, które mają podobne wspomnienia z
                tamtych czasów. Ja na przykład wychowywałam się wtedy w rodzinie gdzie dzieci
                było czworo (wraz ze mną), a stan finansów był bardzo mizerny i właśnie
                pamiętam, że ciągle chciało mi się jeść i z braćmi dożywialiśmy się takimi
                "specjałami" jak chleb z masłem (czy margaryną) posypany cukrem (takich kanapek
                "na słodko" trzeba było zjeść naprawdę sporo, żeby się nasycić, a potem znów się
                chciało jeść), też buszowaliśmy po szafkach wyjadając na sucho jakieś resztki
                kakao czy mleka w proszku, jedliśmy chleb z cebulą, biały ser z miodem jeśli był
                lub domowymi przetworami, dużo jabłek na przykład itp. Po tym jedzeniu często
                chciało się jednak wkrótce znowu jeść. Rodzice starali się jak mogli,
                realizowali wszystkie przydziały kartkowe (na mięso i na czekoladę, wymieniali
                też np. kartki na alkohol czy papierosy na kartki na słodycze, bo żadne z nich
                nie paliło i nie piło), a więc były również czasem obiady z mięsem i różne też
                wynalazki (babka ziemniaczana, jakaś rolada z żółtego sera i jajek, którą się
                kroiło itp.), robiliśmy ciasta, naleśniki itp. Czyli rodzice dbali o nas i
                wyżywienie było priorytetem, ale mimo wszystko byliśmy tacy właśnie
                "niedojedzeni" (może te porcje mięsa czy ogólnie białka w obiedzie były jednak
                za małe na nasze potrzeby) i właśnie rzucaliśmy się na jedzenie. Pamiętam, że na
                przykład rarytasem były parówki, o które się praktycznie "biliśmy". Imieniny
                rodziców, na których stół był jakoś obficiej zastawiony i przychodzili goście
                zawsze wystawiał nasze wszelkie zasoby psychiczne na najwyższą próbę, bo było
                surowo przykazane, że mamy się nie rzucać na jedzenie i było to trudne i
                staraliśmy się, ale po wyjściu gości mama często na przykład mówiła, że jej
                wstyd za nas, bo zachowywaliśmy się tak jak byśmy nie widzieli w życiu szynki
                czy pomidora (który jako nowalijka pojawiał się tylko przy takiej specjalnej
                okazji, a potem to już jedliśmy je latem, jak ich było dużo - tak samo młode
                ziemniaki: jedliśmy "stare" ziemniaki dokąd tylko były w sklepach warzywnych, a
                młode dopiero wtedy jak już __wszędzie__ były młode). To wszystko o czym piszę
                podyktowane było koniecznością: brakowało nie tylko na to "lepsze" jedzenie, ale
                też na ubrania i inne potrzeby, dlatego rodzice tak tym budżetem gospodarowali,
                żeby w miarę wszystkie te potrzeby pokryć każdej z osób i w miarę, żeby wszystko
                grało. Książki (oprócz podręczników) kupowało się jak ktoś już bardzo chciał,
                ale też były one trochę luksusem, natomiast wszyscy zapisani byliśmy do
                bibliotek szkolnych i osiedlowych i zawsze miałam multum książek do czytania, ja
                i bracia, także pożyczaliśmy książki od kolegów i innych znajomych osób. Moi
                rodzice też pożyczali z bibliotek i od znajomych. Nie wyobrażam sobie takiej
                polityki "książka w innym przekładzie zamiast jedzenia dla dzieci" u mnie w
                domu, byłoby to w ogóle nie realne.
                Natomiast rodzice pozwalali nam się zapisywać na różne zajęcia dodatkowe (w
                większości były bezpłatne, ale niektóre kosztowały), wyjeżdżaliśmy na kolonie i
                wczasy (z zakładów pracy z dofinansowaniem), zawsze też nie odmawiali nam kupna
                pisemka typu Świat Młodych czy Na Przełaj, biletów do kina czy innych
                przyjemności, a nawet mieliśmy te chińskie piórniki i pachnące gumki do
                ścierania :).
                Natomiast żyliśmy bardzo skromnie i zauważałam to zwłaszcza na koloniach, gdzie
                miałam gorsze ubrania niż inni i nigdy w całym życiu nie miałam ani jednej
                rzeczy z Peweksu, a moje koleżanki miały jakieś ślicznie pachnące zagraniczne
                szampony, kremy (nie mówiąc o ubraniach) itp. i pokazywały je i trochę im
                zazdrościłam. Na koloniach też zawsze smakowało mi jedzenie i zjadałam każdą
                porcję "do czysta" i dziwiło mnie, że koleżanki grymaszą, że coś jest niedobre.
                Otóż takie mi pozostały wspomnienia i dlatego rozumiem frustracje jedzeniowo -
                pieniężne Gaby czy Idy z tych pierwszych powieści.
                Pozdrawiam!
                • baba67 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 18:38
                  Rzeczywiscie pod wzgledem bialkowym nie dojadaly, ale to naprawde nie wynikalo
                  z kupowania ksiazek! Gdyby nie kupowali to i tak nie byloby takiego menu jak u
                  Jozeczka.
                  • onion68 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 19:23
                    Wiecie, myślę, że one raczej pod względem łakociowym nie dojadały, w końcu
                    białko to nie tylko mięso. Wiele osób nie jada teraz mięsa, choć jest go pod
                    dostatkiem, a nie bywa głodna. Mam podobne doświadczenia z dzieciństwa jak
                    Ginestra i zawsze uważałam, że to było bardzo skromne jedzenie, dopóki nie
                    skonfrontowałam swoich doświadczeń z doświadczeniami męża, który wychował się w
                    domu, gdzie było czworo dzieci i rodzice nie byli zbyt zaradni ani zamożni.
                    Otóż oni jadali chleb z esencją herbacianą i cukrem. Oraz kisiel jako główny
                    posiłek. U mnie było jak u Ginestry oraz jeszcze chleb ze śmietaną i cukrem,
                    albo z margaryną i musztardą. A jeśli byłyśmy niedożywione pod względem
                    białkowym, to z tego powodu, że rodzice właśnie nie mieli w zwyczaju
                    komponowania posiłków nabiałowych lub rybnych, co u Borejków przecież miało
                    miejsce.
                    • onion68 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 20:00
                      Wiele osób nie jada teraz mięsa, choć jest go pod
                      > dostatkiem, a nie bywa głodna.

                      Głodnymi, głodnymi nie bywa.
                • moleslaw Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 20:07
                  Myślę że trochę przesadzacie.Pamiętajcie o tym że to jednak były inne
                  czasy,nie wystarczyło zejść do sklepu by zrobić zakupy.Zresztą nie ukrywam że
                  przez całe dzieciństwo marzyłam o takim właśnie jedzeniu jak to
                  Borejkowskie.Czego jak czego nie można im zarzucić że oszczędzali nie dając
                  jedzenia dzieciom.O ile dobrze pamiętam mama B. dokładała wszelkich starań żeby
                  to skromne jedzenie uczynić pełnowartościowym.Czekolada była towarem rzadkim i
                  też wolałabym pewnie ją zamiast książki,której i tak bym nie rozumiała(wiek
                  Borejkówien).A powiedzenie mamy B. ,,Pieniądze mają to do siebie,że zawsze można
                  je zarobić" w świetle dzisiejszego bezrobocia trochę straciło na aktualności.
                • emae Re: Wyżywienie dzieci? 20.04.07, 10:14
                  Myślę, że u Borejków było bardzo podobnie jak u Was, tak to sobie zawsze wyobr
                  ażałam. I mówię jeszcze raz: nigdzie nie zauważyłam u Borejków
                  polityki:"książka w innym przekładzie zamiast jedzenia dla dzieci". Jest
                  tylko "książka w innym przekładzie zamiast czekolady dla dzieci". Pomimo iz
                  jestem zakochana w słodyczach, nie mogę uznać czekolady za podstawę wyżywienia.
                  Przy wszystkich jej wartościach odżywczych i doznaniowych, nie mogę. A czasem
                  wręcz żałuję, że moim rodzicom swego czasu nie było szkoda pieniędzy na
                  czekoladę, wafelki, krówki, michałki, kapitańskie, iryski, (..............), bo
                  teraz łatwiej by było linię zachować :) choć i tak jest nieźle :)

                  Film ESD nie podobał mi się bardzo, głównie własnie przez to, że jego twórcy
                  zrobili z zabawnej ksiązki dramat. "Bo nie mamy pieniędzy". "A jak wy sobie
                  radzicie?" - ponura cisza w odpowiedzi. Czy ja inną książkę czytałam? Czy ja
                  nie rozumiem tego, co czytam? ...
                  • onion68 Re: Wyżywienie dzieci? 20.04.07, 10:52
                    Wiesz, kiedy można sobie pozwolić, to właśnie w dzieciństwie, bo potem... wiadomo :)
              • baba67 Re: Wyżywienie dzieci? 18.04.07, 18:26
                Placek z kruszonka to byla kwestia czasu, nie kasy, natomiast rzeczywiscie
                kwestia Plutarcha mnie bulwersuje.
                • iwoniaw Placek z kruszonką 18.04.07, 19:55
                  > Placek z kruszonka to byla kwestia czasu, nie kasy,

                  No właśnie i dlatego mnie to bulwersuje tym bardziej. Mila nie pracowała
                  zawodowo przecież - zatem nie dość, że ojciec _z reguły_ przedkłada własne
                  przyjemności nad zakup słodyczy dla dzieci, to jeszcze niepracującej zawodowo
                  matce nie chce się głupiego placka upiec...
                  • paszczakowna1 Re: Placek z kruszonką 18.04.07, 23:32
                    > No właśnie i dlatego mnie to bulwersuje tym bardziej. Mila nie pracowała
                    > zawodowo przecież - zatem nie dość, że ojciec _z reguły_ przedkłada własne
                    > przyjemności nad zakup słodyczy dla dzieci, to jeszcze niepracującej zawodowo
                    > matce nie chce się głupiego placka upiec...

                    To już przesadziłaś. W "Kwiecie Kalafiora" powiedziane jest jasno, że MIla
                    pracowała w domu od świtu do nocy, starała się gotować jak najlepiej, i placki
                    pewnie też piekła (jeśli umiała, nie każdy umie). Nie wiem, co bulwersującego
                    jest w tym placku. Gaba nie bardzo miała ochotę pójść do Joanny, a placek (plus
                    wspomniane przez Idę "inne pyszności") szalę przeważył - żadnej nigdy
                    perspektywa czegoś dobrego do zjedzenia nie zmotywowała do pójścia gdzieś? Bo
                    mnie i owszem, jest w stanie zmotywować do dziś. A głodem nie przymieram.

                    Co do Plutarcha, czekolady, jak już wspomniano, nie było, jak IB słusznie
                    stwierdził. A ja ze swojego dzieciństwa (rocznik 1973) pamiętam dobrze wieczny
                    brak słodyczy. Mimo że nas było tylko dwoje, a rodzice na jedzeniu dla nas nie
                    oszczędzali. Zatem nie widzę powodu, by obwiniać tu starych Borejków, Plutarch
                    nie Plutarch. NB, czekolada cholernie droga była (18 zł za gorzką wedlowską
                    chyba) - za Plutarcha IB mógłby pewnie kupić ze 2-3 tabliczki (wystane w
                    wielogodzinnej kolejce), co to jest na tyle gąb. Swoją rację człowiek miał.
                    • the_dzidka Re: Placek z kruszonką 19.04.07, 12:04
                      > Co do Plutarcha, czekolady, jak już wspomniano, nie było, jak IB słusznie
                      > stwierdził.

                      W 1977 roku miałam 6 lat i dobrze pamiętam stosy wedla w sklepach. IB zresztą
                      nie mówił, że czekolady nie ma, tylko że nadaje się ona do szybkiego strawienia.

                      > (...) NB, czekolada cholernie droga była (18 zł za gorzką wedlowską
                      > chyba) - za Plutarcha IB mógłby pewnie kupić ze 2-3 tabliczki (wystane w
                      > wielogodzinnej kolejce), co to jest na tyle gąb.

                      Pewnie, w takim razie niech nie kupuje w ogóle! I juz jest usprawiedliwiony.
                      Jakby mi chłop przynosił, zamiast czegoś miłego dla dzieci, trzecią wersję tej
                      samej książki, to bym mu co najmniej połamała miotłę na grzbiecie.
                      • meduza7 Re: Placek z kruszonką 19.04.07, 18:50
                        I oto kolejny chwyt literacki, który miał podkreślić li i jedynie szlachetny,
                        inteligencki minimalizm i przekładanie potrzeb ducha nad potrzeby ciała, obrósł
                        w obfitą dyskusję. ;)
                        Mnie się wydaje, że cały ten nieszczęsny Plutarch był - z całym szacunkiem dla
                        pani MM - takim właśnie szczegółem wziętym nieco z powietrza, chwytem... no,
                        nie wiem, jak to do końca określić.
                        A poza tym, czekolady i tak nie było, jak argumentował I.B.
                        • onion68 Re: Placek z kruszonką 19.04.07, 21:17
                          Czekolady nie było, ale były kolorowe groszki w samochodzikach i kosmonautach z
                          plastiku, pudrowe dropsy miętowe i owocowe, krówki i iryski, guma Donald z
                          historyjką, lody w kulkach i na patyku... W moim podwarszawskim miasteczku
                          działały dwie prywatne cukiernie, w jednej wypieki były naprawdę pyszne, nawet w
                          czarnych latach osiemdziesiątych.
                          Masz rację, Meduzo, wątek Plutarcha miał chyba pokazać uduchowienie i brak
                          nadmiernego przywiązania Borejków do spraw przyziemnych. Ale z drugiej strony,
                          potrzeby dzieci to całkiem poważna sprawa, dzieciństwo jest tylko jedno.
                          Co do placka drożdżowego, to ja też się go w innym wątku czepiałam, potem się
                          zastanowiłam, że ja wcale nie częściej go piekę niż moja mama, a mam teraz o
                          wiele lepsze warunki, w większym stopniu zautomatyzowane gospodarstwo (robot
                          kuchenny i pralka automatyczna, bo zmywarki jeszcze się nie dochrapałam). Z
                          drugiej strony, moja mama miała skromniejsze warunki od Borejków i pracowała
                          zawodowo z wyjątkiem dwóch trzymiesięcznych urlopów macierzyńskich. Więc wiecie,
                          nie chodzi o to, żeby te placki codziennie piec, ale raz na tydzień czy raz na
                          miesiąc można było ten czas wygospodarować, mimo że Mila pracowała dodatkowo w
                          domu dla tej spółdzielni. Tosia piekła, no nie?
                          W ogóle mam wrażenie, że znów wbrew deklaracjom Borejkowie byli raczej
                          wyobcowaną rodziną, bez bliższych znajomych i przyjaciół, w przeciwnym razie
                          chyba trochę lepiej by się im wiodło (no niby nie było fatalnie, ale pamiętacie,
                          co się działo jak Mila zachorowała - brak pieniędzy, brak zapasów w domu),
                          ludzie wtedy naprawdę sobie nawzajem wiele pomagali, korzystając z tak zwanych
                          dojść. Nie mamy pewności, czy cały czas tak było, ale co jest jakoś tak
                          uwypuklone w pierwszych dwóch częściach o nich to to, że nawet do nawiązania
                          kontaktu z całkiem bliską przecież rodziną skłania ich zawsze głód ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka