07.02.07, 10:23
Nie wiem, czy taki temat był- jeśli tak to skasujcie od razu ;) Niedawno
przeczytaąłm znowu Noelke i Pulpecje i rzuciło mi się w jaki sposób jest tam
opisany Grzegorz. JAko energiczny, dynamiczny facet - a potem robią się z
niego ciepłe kluchy. Energii to w nim za grosz nie ma. Zwróciłyście moze na to
uwagę??
Obserwuj wątek
    • soova Re: Grzegorz 07.02.07, 10:29
      Moim zdaniem w "Noelce" to jest on raczej opisany jako wycofany z życia po
      śmierci żony naukowiec z nosem w komputerze, ktorego dopiero Gabriela usiłuje
      (podkreślam) jakos zaktywizować na tyle, żeby choć w Wigilię wybrał się poznać
      jej rodzinę. Śladów energii i dynamiki nie zauważyłam.
    • tygrys2112 Re: Grzegorz 07.02.07, 11:56
      Może jak stwierdził, że Gabriela ma energii za dwóch, to on może spokojnie
      przyjąć taką postawę. :)
      • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 12:45
        No właśnie.. przy Gabie nie ma energii i w ogóle jest jakiś podejrzanie spokojny.
        Ja mam co do Grzegorza odczucia następujące:
        otóż moim zdaniem jest to postać w przedstawieniu której pani MM zachowuje się
        bardzo konsekwentnie (nie wiem czy świadomie czy też "samo tak wyszło"). Chodzi
        mi o to, że jest to mężczyzna, który (moim zdaniem, z jakiegoś zablokowania
        może?) oddaje pole decyzyjne innym osobom, chowa się za ich plecami, a ogólnie
        mówiąc chowa się we własnym świecie. W Noelce widzimy, że Grzegorz mieszka z
        dominującym ojcem i podporządkowanym mu stryjkiem. To właśnie Metody, ojciec
        Grzegorza, jest wiodącym mężczyzną w rodzinie. Grzegorz bez mrugnięcia okiem,
        prawdopodobnie lata temu, oddał mu nawet prym w wychowywaniu córki. Nie pamiętam
        tu historii Grzesia, ale jeśli wcześnie stracił matkę, to zapewne jest w nim
        tęsknota za kobietą w typie macierzyńskim i taką, która będzie mu organizowała
        życie. Być może taka była jego pierwsza żona. Po jej śmierci znów podporządkował
        się komuś, czyli ojcu i właśnie ojciec "organizował mu życie", stwarzając
        komfort (w sensie psychologicznym) tego, żeby Grześ nie musiał się zmieniać czy
        też szukać w sobie takich bardziej męskich cech, które zapewne gdzieś w głębi
        posiada (tj. cech potrzebnych do walczenia o swoje, stawiania granic,
        egzekwowania czegoś od innych, organizowania życia własnego i rodziny,
        atakowania trudności itp. - ale też cech potrzebnych do walki o kobietę,
        uwodzenia jej itp.) Metaforycznie chodzi mi o te cechy, które zapewne ma w sobie
        w jakimś stopniu, każdy mężczyzna, tj. cechy takiego archetypowego mężczyzny,
        który wyrusza na polowanie, z maczetą przebija się przez jakieś kolczaste
        krzaczory torując sobie drogę na to polowanie właśnie, potem poluje, przynosi
        zwierza do domu, umacnia ten dom, robi ogrodzenie przeciw dzikim zwierzętom,
        broni kobietę i dzieci przed wrogami, integruje się i współpracuje z innymi
        mężczyznami w tym zabieganiu o byt, podejmuje decyzje ważne dla swojej rodziny,
        nawet gdy chodzi o jakąś radykalną zmianę nie waha się jej przeprowadzić itp.
        Ojciec (nieświadomie) stworzył mu natomiast komfort bycia dalej schowanym, w
        swoim świecie, w ciepełku, z dala od spraw prawdziwego życia.

        Potem spotkał Gabę - typ kobiety macierzyńskiej, energicznej i organizującej mu
        życie. A więc fajnie. "Ona wspomina mu o swoich planach mieszkaniowych (jakich?)
        a on na to od razu proponuje jej małżeństwo" i .. wprowadza się do teściów - nie
        proponuje jej stworzenia osobnego domu dla nowej rodziny, nie próbuje być
        dorosłą i pomocną postacią w wychowaniu Róży i Laury (jakieś tam były nieśmiałe
        akcenty wprawdzie, ze zwrócił Tygrysowi uwagę, ze sie źle odnosi do matki, ale
        ogolnie trzymal sie na uboczu i to jest też w powieściach mocno zaakcentowane).
        W swoich nowych planach mieszkaniowych nie uwzględnia też w ogóle Elki - własnej
        córki - (nie wiem czy wyprowadził się na Roosevelta 5 po jej ślubie, ale chyba
        jeszcze przed). Znów oddaje całkowicie pole decyzyjne Gabie, Ignacemu i Mili.
        Nawet w wychowaniu własnego syna. Pisaliśmy dużo o tym, ze rozmawia z nim tak,
        żeby dziadek nie słyszał itp., nie wychowuje go, praktycznie ignoruje. Ma jakieś
        przebłyski inicjatywy (jak ze zmywarką), ale też potem broni się przed teściem,
        argumentuje itp. z takiej trochę podporządkowanej pozycji. Dobrze, ze w ogole,
        bo jest to próba nakreślenia jakichś granic. Kolejna rzecz "inplus": próbuje
        przełamać monotonię dnia codziennego organizując Gabie wyjazd z okazji imienin.
        (Tu wspomnę dygresyjnie, że Gaba stroi się na ten wyjazd w zieloną suknię, ale
        jakoś tak trochę z musu, a nie z wewnętrznej potrzeby, raczej tak, żeby mu nie
        zrobić przykrości - to do wątku o ciuchach). No więc te przebłyski u Grzegorza
        mowia mi o tym, że ta "męskość" chce u niego dojść jakoś do głosu.

        A ponieważ w człowieku wszystko jest dynamiczne i się rozwija czy tego chcemy
        czy nie, zatem ogólnie nie ma innej opcji poza taką, że albo te mechanizmy
        obronne Grzegorza będą się pogłębiać, powiększać i utrwalać i będzie on coraz
        bardziej podporządkowany i wycofany i Gaba z czasem __nieuchronnie__ będzie
        czuła frustrację, będzie on ją denerwował swoją biernością i tym wycofaniem i
        tym brakiem męskich cech i będzie go coraz mniej szanowała i pożądała, nawet być
        może będzie traktowała go z agresją, otwarcie lub skrycie będzie porównywała go
        z innymi, tymi prawdziwymi mężczyznami. (No i konflikt, niezamierzony, ale taki
        na który nie mozna nic poradzić, gotowy).

        - Albo będzie to się rozwijało w innym kierunku, czyli te mechanizmy będą się
        progresywnie rozpadały, to co stłumione będzie chciało dojść do głosu, to co
        nieświadome będzie się domagało wynurzenia do świadomości, będzie zatem Grzegorz
        odczuwał coraz więcej frustracji, coraz większą potrzebę decydowania o sobie i
        swojej rodzinie, coraz więcej buntu, chęci przeciwstawiania się teściowi i ojcu
        i Gabie i wszystkim tym osobom, które cieszą się, że mają spokój, bo "tam gdzie
        go postawią tam on tkwi", co mu każą zrobić, to on robi itp. Będzie potrzebował
        sprawstwa w swoim życiu, normalności, wyrażenia siebie. No i nieuchronnie będzie
        próbował stawiać granice, będzie się przeciwstawiał teściom i Gabie. Która to
        Gaba może być tym zdezorientowana i załamana, bo nie będzie wiedziała co się
        dzieje, ale która podswiadomie właśnie za takim mężczyzną tęskni: takim, który
        będzie ją zdobywał, który będzie się dla niej starał, który będzie ją i jej
        rodziny bronił, który tą maczetą będzie przedzierał się przez gąszcza i
        kolczaste krzewy i powróci z tej wyprawy dumny choć podrapany, ale ze zwierzem
        na plecach, taki, któremu nie będzie musiała matkować. Więc może ona do tego
        buntu odniesie się jak do czegoś zbawiennego, pozwoli mu nań, potwierdzi tę jego
        męskość, zastanowi się i zechce wykorzystać tego buntu energię jako bodziec do
        refleksji, do zmiany (też własnej) i podejmie ją, podejmie pracę nad związkiem.
        Jeżeli jednak będzie chciała rozpaczliwie wepchnąć go w ten sam schemat, w
        którym miała to ciepełko, stabilność i brak wyzwań, to może się zdarzyć, że się
        będą od siebie oddalać, a wyzwalający się Grześ, odkrywający swoją męskość i
        swoją wielką wewnętrzną siłę, zwróci się ku innej kobiecie, która akurat wtedy
        właśnie na tę jego męską stronę zareaguje z entuzjazmem i potwierdzeniem.

        Czyli - tak czy owak wróżę tej parze jakiś kryzys (wielki!), jakąś konfrontację,
        jakieś przesilenie, ale mam nadzieję, że pozytywne - ku prawdzie i ku lepszej
        relacji, bo będzie ona lepsza jeśli pokonają te zupełnie już niepotrzebne na tym
        ich etapie życia mechanizmy obronne. Jak się przez to przebiją i przepracują to,
        to na pewno będą mogli być razem dużo szczęśliwsi, dużo bardziej sobą, będą też
        zelektryzowani wzajemnie swoją interakcją jako kobiety i mężczyzny i ich więź
        będzie o wiele lepsza i mocniejsza. No ale bywa i tak, ze na etapie tego kryzysu
        ludzie, którzy nie chcą lub nie czują się na siłach lub nie kochają się tak
        mocno, by te mechanizmy przezwyciężać - po prostu rozstają się. Mam nadzieję, że
        jednak dla Gaby i Grzesia ten scenariusz nie nastąpi.

        Oczywiście nie są to rzeczywiste postaci, ale myślę, że można traktować je jako
        w pewnym sensie rzeczywiste, do takiej symulacji wydarzeń z życia i snucia
        pewnych refleksji. Ja przynajmniej takie fantazje lubię i są one dla mnie
        pomocne. No i lubię dopatrywać się dobrych rozwiązań w takich kryzysach i
        konfliktach, bo tym postaciom życzę dobrze. Zadaję sobie często pytania od słów
        "co by miało się stać, żeby..." i przychodzą ciekawe refleksje.

        Może się zagalopowałam, bo w powieściach być może te postaci są jednak inaczej
        scharakteryzowane niż ja je widzę (czytałam te książki dość dawno), ale to
        widzenie mi jakoś pasuje. Dodam jeszcze, że dla "happy endu" Gaba musiałaby
        jednak też wyemancypować się od rodziców, no i powrót Pyziaka mógł być ciekawym
        momentem dla niej skontaktowania się z ukrytą w niej tęsknotą za silnym i męskim
        mężczyzną, ale niestety (przewidująca?
        • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 12:57
          ____(Post się uciął to dopisuję dalej)____

          przewidująca?) pani MM przedstawiała nam Pyziaka jako (przypuszczalnie)
          alkoholika, kryminalistę, buraka, rozmemłańca, ogólnie mężczyznę mało męskiego,
          mało ciekawego, no i przede wszystkim brzydkiego :((((((((((((((((
          Gdzie to spojrzenie stalowych oczu? :((((((((((((((((((
          Może bała się jak jej postać (postaci są, jak mówiliście autonomiczne i wymykają
          się pisarzowi!) czyli Gaba zareaguje gdyby powrócił Pyziak trochę choć podobny
          do tego z lat osiemdziesiątych... Na pewno poruszyłoby to jej podświadomość
          znacząco. (Chciałabym napisać mniej elegancko, ale silniej i adekwatniej, że
          dało by to jej podświadomości potężnego kopa). No i Jeżycjada z tym kryzysem na
          Rosevelta 5 nie mogłaby chyba się ukazać...

          Trochę długi ten poprzedni post, który teraz kończę.
          Nie wiem co o tym sądzicie..
          Pozdrawiam serdecznie!
          • tygrys2112 Re: Grzegorz 08.02.07, 13:04
            porywy serca Gabrieli na widok Pyziaka też byłyby dla mnie bardziej wiarygodne
            niż wszystkie sytuacyjki, które są przedstawione. Wiem, że Pyziak zachował się
            okropnie, że zostawił Gabrielę i nic go nie usprawiedliwia, ale mimo wszystko w
            Gabrieli była cały czas jakaś zadra i to widoczna. Nie wierzę, że tak spokojnie
            przyjęłaby jego powrót.
            • tygrys2112 Re: Grzegorz 08.02.07, 13:08
              a co do opisu psychologicznego Grzegorza, to zgadzam się z Tobą w pełni,
              Ginestro.
              • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 13:55
                Dzięki Tygrysku, ja też mam takie przeczucie jak Ty, że obraz Pyziaka (tamtego,
                którego pokochała) wciąż w niej siedzi i to mocno.

                Na podstawie rozważań o koszuli w kratę i wzajemnym podobaniu się Gaby i
                Grzegorza oraz na podstawie tego wątku rysuje mi się w głowie taka mianowicie
                hipoteza, że oboje mają jednak trochę zablokowaną tę męskość i kobiecość. No ja
                tak myślę i już. Póki co wielu rzeczy sobie nie uświadamiają i ten status quo
                sobie jest, niby stabilny, bo nie widać jeszcze tego co się dzieje w nich
                głębiej (czytaj: we wnętrzu wulkanu). A więc póki co jest niby miło, jest to
                gruchanie przy zlewie (zmywarce?), zgodne czytanie przy lampkach w łóżku i tym
                podobne. Natomiast problem (inaczej: kryzys=coś twórczego) zacznie się wtedy gdy
                któreś z nich skontaktuje się z tą wypartą kobiecością/ męskością. Jeśli
                pierwszym będzie Grzegorz, to nieuchronnie, doświadczywszy tej męskiej siły w
                sobie, zacznie mieć niejasne (a potem coraz bardziej jasne) przeczucia, że
                jednak uniform Gaby średnio go kręci i będzie może ją nawet krytykował czy
                zachęcał do zmiany w wyglądu. Gabę wprawi to w stan paniki (nie kocha mnie! nie
                podobam mu się! zrobi to co Pyziak - zostawi mnie!) i może z tego lęku i
                wytrącenia z poczucia bezpieczeństwa będzie zachowywała się dziwnie,
                rozpaczliwie, depresyjnie, uzależnieniowo itp. no i wcale nie w sposób w jaki on
                by oczekiwał. I to byłby ten zły scenariusz. :( ALE może też (Gaba), jeśli ma
                wysokie poczucie własnej wartości i pewien dystans, odczytać tę jego zmianę jako
                zalążek czegoś dobrego choć trudnego dla niej, jako szansę na pozytywną zmianę w
                ich związku i może podejść do tego z odwagą, dociekliwością, otwartością,
                nadzieją na lepsze itp. I wtedy będzie dobrze (czyli jak się z tymi mechanizmami
                zmierzą i uporają i jedno się zmieni i drugie się zmieni, bo ten pierwszy status
                quo i tak już jest nieaktualny i nie ma już takiej siły, która by mogła go
                wskrzesić, już Grzegorz ma inną tożsamość czy Gaba tego chce czy nie). Więc
                lepiej coś zburzyć i coś nowego zbudować i tak dalej.

                Jeśli natomiast ta wyparta kobiecość dojdzie do głosu wcześniej u Gabrysi niż u
                Grzegorza, to wówczas odkryje ona, że czegoś jej w nim brakuje, spojrzy na niego
                trochę inaczej i na przykład widok męża wyłaniającego się do kuchni z kubeczkiem
                w krasnale z pokoju-dziupli, w którym całymi godzinami przesiaduje i czyta (z
                ekranu, ale jakie to podobne zachowanie do Ignacego B.!), w rozciągniętym
                burkowatym podkoszulku, to na pewno widok ten nie wzbudzi jej zachwytu i nawet
                niewiele pomoże tu jego "spojrzenie pełne intelektualnego żaru". :( No i znów
                początek kryzysu (=szansy na coś pozytywnego) lub kryzysu jako potencjalnej
                sytuacji zagrażającej temu związkowi (bo nie wiadomo jak na taką zmianę u Gaby
                zareaguje Grześ - czy wpadnie w regres i panikę czy też zaatakuje problem i
                będzie pozytywnie).

                No to już nie piszę więcej, nie chcę was zamęczać. Mi to wszystko jakoś pasuje.
                No i widzę, że tak się przejęłam nimi jakby naprawdę byli żywi.. Czas wrócić do
                rzeczywistości, bo łapię się na tym, że coraz bardziej niecierpliwie czekam na
                Sprężynę z nadzieją na to, że dowiem się z niej co się dalej stało z Gabą i
                Grzegorzem z tym ich kryzysem! No a przecież zapewne nigdy tego nie przeczytam,
                bo na kartach powieści nie będzie śladu żadnego kryzysu. No cóż. Fikcja to
                fikcja, ale jestem w konsternacji, bo na mój gust kryzys być musi. Wracam zatem
                do rzeczywistości.
                Pozdrawiam!

                • ginestra O Autorce - naszła mnie dziwna refleksja... 08.02.07, 15:15
                  Słuchajcie, dzisiaj mam jakąś wenę i coś mi przyszło do głowy. Będę wdzięczna za
                  wasze odczucia w tej sprawie. Otóż na podstawie rozważań o Grzegorzu j.w. i o
                  wpływie pisarza na losy postaci, przyszła mi do głowy myśl, która dla mnie wiąże
                  się także z mnóstwem waszych spostrzeżeń wyrażonych na tym forum, a w
                  szczególności też ze spostrzeżeniami osób dołączających, które widzą nas tak, że
                  w naszych dyskusjach jest bardzo dużo krytyki twórczości pani MM z ostatnich
                  zwłaszcza powieści, i że obalamy mity dotyczące tego rodzinnego ciepła itp. u
                  Borejków.
                  A zatem ta myśl jest taka: zastanawiałam się i ja dlaczego pierwsze powieści
                  mają jakby zupełnie innego "ducha". Myślałam, ze pani MM pisała je może bardziej
                  podświadomością, a te ostatnie bardziej świadomośćią i dlatego są takie cięższe
                  i telenowelowe i te postaci tak dziwnie ewoluują (Ignacy B.!!). Teraz natomiast
                  olśniło mnie i myślę, że być może jest DOKłADNIE NA ODWRóT! To znaczy, że te
                  pierwsze powieści pisała pani MM oczywiście sercem i podświadomością, ale jakby
                  inną warstwą tej podświadomości, a teraz, z biegiem lat i z biegiem dziejących
                  się w niej __nieświadomie__ procesów, przebiegających w niej jak we wnętrzu
                  wulkanu, coś tam z tej podświadomości GLęBSZEJ przebija się coraz bardziej na
                  zewnątrz i wydostaje przez pióro na papier. Zważywszy na to, że - zdaniem
                  niektórych specjalistów od literatury - pisarstwo można uważać za rodzaj własnej
                  terapii, a poza tym nikt nie może wyjść tak naprawdę poza siebie, a książki
                  piszą przecież ludzie, a więc istoty o konkretnej historii, dzieciństwie,
                  urazach itp. - otóż zaryzykowałabym powiedzenie, że ostatnie powieści są dowodem
                  na to, ze utrwalone w Autorce pewne wizje szczęśliwego domu, dobrych relacji
                  itp. były bardzo mocno idealistyczne i teraz dochodzą do głosu, z tego głębszego
                  poziomu, pewne delikatne sugestie, ze przecież ci ludzie (których obraz zapadł w
                  podświadomość Autorki) też byli tylko ludźmi, że też mieli różne deficyty, wady
                  i słabości, robili rzeczy niewłaściwe, stwarzali dzieciom w ich dzieciństwie i
                  dorastaniu różne trudne/ patologiczne nieraz sytuacje psychologiczne, którymi te
                  dzieci obciążone były dalej idąc w życie i w prawdziwym życiu musiałyby czuć
                  skutki tych okoliczności i radzić sobie jakoś z nimi itp., że innymi słowy, nie
                  było to takie różowe, a dalece bardziej skomplikowane. I teraz: jeśli chodzi o
                  postaci stworzone przez Autorkę, które przypominały postaci nie tak jej bliskie,
                  to Autorka mogła się do nich dystansować, tworzyć bardzo trafne i odważne
                  portrety psychologiczne, pokazywać jak są oni w zyciu, wyborach itp. zaplątani i
                  pozwalała sobie to pokazywać (rodzina Aurelii, rodzina Bebe i inni). Postaci
                  bardziej emocjonalnie (rodzinnie?) bliższe Autorce znalazły natomiast swoje
                  odzwierciedlenie w Borejkach. No i tu ten obraz był przez lata taki dość
                  wyidealizowany, a teraz coś się z tej podświadomości Autorki niechcący wymyka
                  spod kontroli, a raczej: WYłAZI I OSKARżA. Wbrew jej zamiarom. Doszło do takiego
                  jakby sabotażu: dobra matka opisywana jako dobra matka okazuje się wcale nie być
                  taką dobrą matką. Dobry dziadek.. itp. Dobry związek ..itp. Ciepło rodzinne
                  przesycone zrozumieniem i miłością bliskich osób okazuje się kryć faktycznie
                  brak prawdziwych rozmów i więzi, powstaje pytanie: czym właściwie jest rodzinna
                  miłość, jak ją zdefiniować? Pewne rzeczy akceptowane bezrefleksyjnie domagają
                  się tego, zeby je zobaczyć prawdziwie. Najlepiej by było, gdyby nie bać się tego
                  odkrycia, zobaczyć to co jest w prawdzie i nie tuszowac, nie wciskać na siłę w
                  ten utrwalony schemat jak w przyciasne ubranko, tylko zobaczyć to doroślej,
                  odważniej, również być może z sympatią i wyrozumiałością, ale prawdziwie.
                  Pozwolić bohaterom na normalną ewolucję, nie wciskać ich w te same role. W
                  prawdziwym życiu zawsze ludzie ewoluują, zmieniają się. Może byłoby z korzyścią
                  gdyby i Borejkom na to pozwolić. Natomiast w ostatnich powieściach Autorka jakby
                  na siłę utrzymuje ich w tej niezmienności, a z nich i tak różne rzeczy "wyłażą".
                  I my to widzimy, i jesteśmy tym trochę skonsternowani, speszeni, rozczarowani,
                  wściekli, krytykujemy, dociekamy przyczyn, zastanawiamy się czy to może wina
                  pisania na szybko, na kolanie, pod dyktando oczekiwań różnych lobby, że może
                  komercjalizacja życia wokół dotknęla też i tworczość pani MM, i tak dalej. A
                  może tak naprawdę po prostu jesteśmy świadkami __walki__ pani MM z jej własną
                  podświadomością, z jej "demonami", z tym z czym się jeszcze nie rozstała, z czym
                  nie może się pogodzić itp. Jest to prawdziwa walka: walka o Jeżycjadę, bo jeśli
                  pozwolić Borejkom na prawdę o ich nieidealności, która przecież ich nie
                  przekreśla jako ludzi, gdyby pozwolić im na zmaganie się z różnymi mechanizmami
                  i na naprawianie tego co zrobili złego albo co z nimi zrobiło na przykład takie
                  a nie inne dzieciństwo, takie a nie inne błędy czy tylko słabości ich rodziców,
                  gdyby pozwolić im na kryzysy i na "odcięcie pępowiny" od rodziców po to by
                  wydorośleć, by o sobie stanowić i mówić własnym głosem itp. i wejść w dalsze
                  życie jako niezależny dorosły człowiek, na co ci rodzice powinni pozwolić, ale
                  zwykle takie odcięcie jest też czymś trudnym i dynamicznym, no więc gdyby to
                  czy tamto, to czy Jeżycjada mogła by dalej być taką super bezpieczna i ciepłą
                  książką, taką doliną Muminków? No i co z resztą świata? Z tym co się dzieje
                  dookoła. Czy Borejkowie - prawdziwi, wyzwoleni z tych "ciasnych ubranek" mogliby
                  nie przyjmować tych realiów do wiadomości i tak schematycznie je traktować jak
                  to widzimy w ostatnich powieściach? Co zatem zrobić?

                  Jest to moim zdaniem trudna walka podświadomości ze świadomością Autorki, której
                  to walki właśnie jesteśmy świadkami. We mnie budzi to poczucie sympatii i
                  solidarności z panią MM, bo przecież i my się z czymś zmagamy, także z różnymi
                  przekonaniami, które trzeba odważnie weryfikować, bo nie weryfikowane
                  karykaturowieją. A więc trzymam za nią kciuki, tylko, że nie wiem czy pani MM
                  myśli w tym kierunku co ja. Osobiście mam nadzieję, że wyłonią się z tej walki o
                  Jeżycjadę postacie prawdziwsze i odważniejsze. Zauważcie, że na przykład Gaba i
                  Grzegorz gdyby mogli odzyskać te wypartą seksualność, to byliby też na pewno
                  lepszymi rodzicami i lepszymi ludźmi. I tak dalej i tak dalej. Ale czy jest to
                  możliwe i czy jest to dobre dla tego pięknego, ciepłego i odrealnionego cyklu
                  powieści??

                  Nie wiem co o tym myślicie. Może się rozpędziłam zanadto w tych analizach, ale
                  mam taki specyficzny nastrój. Mam nadzieję, ze jak ten wpis przeczytam jutro to
                  się nie będę musiała rumienić za bardzo za to wymądrzanie się i
                  psychologizowanie. Ale dzisiaj tak to jakoś czuję, więc napisałam.
                  Trzymajcie się!
                  • poliglo Re: O Autorce - naszła mnie dziwna refleksja... 04.04.07, 21:41
                    ojejej, Ginestro, jak olbrzymimi wywodami nas obdarzasz, podziwiam, ale też nie
                    przez wszystko jestem w stanie przebrnąć. Zgadzam się zasadniczo z Twoim
                    zdaniem. W ogóle dziwne jest to "więzienie" tak dużej rodziny w tym kultowym
                    mieszkaniu przy Roosvelta 5. Przecież mogłiby się odwiedzać mieszkając nieco
                    dalej i dalej mieć dobre relacje. Jakoś nie wierzę w ich dobre relacje, kiedy
                    się tak gnieżdżą w tej rozpdadającej się kamienicy. Każdy człowiek p[otrzebuje
                    określonej powierzchni do życia, jakiegoś ustronnego kąta. A u nich tego nie ma.
                    To dla mnie taka karykatura życia rodzinnego. Pani MM też miałą czworo dzieci,
                    ale nie mieszkałą z nimi, kiedy już pozakładały rodzinę. Więc skąd u niej ten
                    pęd do zakiszenia w ciasnym słoiku tak licznej rodziny. Gaba i Grześ z IG w
                    jednym pokoju, Ida z Pałysem i Pałysiątkami w suterenie. I nidgy żadnych marzeń
                    o swobodzie, o zamieszkaniu w jakiejś cichszej okolicy, bez tych ohydnych i
                    ciągle obecnych na Roosvelta spalin, huku, zgrzytu, smrodu z tysięcy pojazdów.
                    Wiem, jak ta ulica wygląda w realu, byłam tam kilka razy i nie jest to miejsce
                    romantyczne, jest szaro, brudno i ponuro, przede wszystkim głośno. Jeszcze
                    Słowackiego to w miarę cicha uliczka, ale kamienica z wieżyczką też się sypie i
                    MM już się z niej kilka lat temu wyniosła. A bohaterów kisi w ich własnym sosie.
                    Już willa rodzinna Grzesia jest przyjemniejszym miejscem do życia, bo jest w
                    małej bocznej uliczce na tyłach Roosvelta (widziałam). Po co oni się tak pchają
                    na gromadę na tego Roosvelta??? Grzesia-informatyka-matematyka i
                    Gabę-doktorkę-autorkę książek stać być powinno na przyzwoite mieszkanko, nawet w
                    nowym budownictwie, wcale nie w płycie, teraz oczywiście ceny strasznie poszły w
                    górę, ale jeszcze 5 lat temu takie mieszkanie to dla nich mógł być pryszcz. I
                    IG. nie zostałby może skrzywiony przez IB i wychowany na szpiega.
                • uccello Re: Grzegorz 08.02.07, 15:16
                  No, patrz a ja odebrałam Grzegorza jako szczęśliwego introwertyka, a związek
                  między nim a Gabrielą jako spełniony , pełen czułości i zachwytu. Są takie
                  pary, które są ze sobą tak blisko, przyjaźnią się tak intensywnie, że zaczynają
                  przypominać bardziej rodzeństwo niż małzeństwo, i myślę, że oni - Gaba i Grześ
                  to zauważają. Gabriela na wieść o ślubie Natalii z Filipem, kombinuje,żeby do
                  osobnego pokoju przenieść Ignasia. Wypad do romantycznej chatki z
                  kominkiem ,świecami i zestawem muzyki do tańca- przytulańca też się im nie
                  udał. W czarnej Polewce Gaba siedzi i płacze wtulona w Grzesia na jego
                  kolanach. Coś ich do siebie ciągnie bez wątpienia.Kochają się, a nawet lubią.
                  Nie wszyscy muszą w opiętych lateksowych ubrankach bujać się na żyrandolu,
                  dysząc żądzą. (Wiem, wiem jaki ocean możliwości rozpościera się pomiędzy
                  siedzeniem komuś na kolanach a żyrandolem:)
                  • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 18:03
                    Właśnie Uccello, mimo tych wszystkich treści, do których napisania natchnęła
                    mnie dzisiejsza wena, miałam gdzieś w głębi nadzieję, ze jest też taka
                    możliwość, że oni są taką dojrzałą parą, która nie zmaga się z tymi różnymi
                    mechanizmami prowadzącymi do kryzysu, tylko zaczęła już z bardziej świadomego
                    poziomu. Może oni rozwiązywali problemy na bieżąco, może są jednak spełnieni.
                    Dlatego chciałam usłyszeć też inne opinie. No i sama nie wiem. Kiedy pisałam te
                    pierwsze wątki wszystko wydawało mi się takie logiczne i układające się w
                    całość, ale wiem, że moje postrzeganie jest subiektywne. Z drugiej strony są
                    rzeczy, które mi wciąż nie stykają: Gaba i Grześ oddali pałeczkę w wychowaniu
                    dzieci swoim własnym rodzicom - i to w wychowaniu i dzieci z pierwszego
                    małżeństwa i dzieci wspólnych, Gaba dostaje co jakiś czas "rozstroju nerwowego
                    na tle Pyziaczym", funkcjonuje dość powierzchownie w relacjach (na przykład z
                    własnymi dziećmi, ale też i w innych relacjach), no i choćby ten strój - może i
                    ona lubi taki styl i Grzesiowi się w nim podoba, ale ewidentnie nie podkreśla
                    kobiecości, co jest faktem. Czy może to oznaczać, że są dojrzałymi, świadomymi
                    siebie ludźmi? Co o tym myśleć...
        • laura-gomez Re: Grzegorz 08.02.07, 19:01
          A ponieważ w człowieku wszystko jest dynamiczne i się rozwija czy tego chcemy
          > czy nie, zatem ogólnie nie ma innej opcji poza taką, że albo te mechanizmy
          > obronne Grzegorza będą się pogłębiać, powiększać i utrwalać i będzie on coraz
          > bardziej podporządkowany i wycofany i Gaba z czasem __nieuchronnie__ będzie
          > czuła frustrację, będzie on ją denerwował swoją biernością i tym wycofaniem i
          > tym brakiem męskich cech i będzie go coraz mniej szanowała i pożądała, nawet
          by
          > ć
          > może będzie traktowała go z agresją, otwarcie lub skrycie będzie porównywała
          go
          > z innymi, tymi prawdziwymi mężczyznami. (No i konflikt, niezamierzony, ale
          taki
          > na który nie mozna nic poradzić, gotowy).

          a ja myslę, że nie. Gaba wdała się w matkę i podobnie jak ona żawsze będzie
          kochała tego swojego fajtłapowatego i pochłoniętego książkami naukowca
          • laura-gomez Re: Grzegorz 08.02.07, 19:10
            i ja też nie przewiduję żadnego kryzysu w małżeństwie Gaby i Grzesia; wbrew
            niektórym pozorom są ze sobą szczęśliwi
            • verdana Re: Grzegorz 08.02.07, 19:24
              Dla mnie Grzegorz bylby całkiem OK - nie szaleje za przebojowymi facetami,
              blizsi mi są naukowcy zamyśleni nad karpiem.
              Byłby - gdyby nie jego całkowite olewanie ojcostwa. Nie był ojcem dla Elki, nie
              jest dla Ignacego i nie ma wyrzutów sumienia.
            • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 19:32
              Dzięki Lauro za Twoje refleksje. Myślę, że w głębi duszy chciałam właśnie
              usłyszeć to, co napisałaś Ty i Uccello - że istnieją inne wersje życia we dwoje
              niż tylko we władaniu różnych sił, które tymi osobami targają i zmierzają do
              jakichś kulminacji i kryzysów. Muszę sobie jeszcze wiele rzeczy poukładać w
              głowie. Trochę może "zawłaszczyłam" wątek, ale to co piszecie jest dla mnie
              pomocne. Oczywiście niech inne osoby też piszą, wszystkie opinie są dla mnie
              cenne, a mam nadzieję, że ten wątek jest też ciekawy i być może pomocny dla
              wielu z nas. Chodzi mi o to osobiście, żeby wyważyć gdzie jest prawda, bo
              faktycznie różne mechanizmy występują w człowieku i różnie te mechanizmy
              działają gdy mamy do czynienia z dwojgiem ludzi. Tylko być może nie we
              wszystkich przypadkach jest to tak jaskrawe i determinujące. U tych dwojga jakby
              dużo tych niepokojących rzeczy się spójnie komponuje, ale być może ten ich
              spokój i sielanka też są przekonywujące i też tak bywa w życiu. Będę o tym myśleć.
              Pozdrawiam!
              • ginestra Re: Grzegorz 08.02.07, 19:35
                Pisałam równocześnie z Verdaną i mój post się wkleił na końcu. To co piszesz
                Verdano też jest dla mnie ciekawe. Ja też zwróciłam uwagę na to ojcostwo. Nad
                tym chyba się nie da łatwo przejść do porządku dziennego. Ktoś mu powinien to
                uświadomić w tej Jeżycjadzie ;)

                PS. Verdano, dzięki za mailik, odpisałam :)
    • tt-tka Re: Grzegorz 03.02.15, 17:42
      lubie wyciagac watki sprzed lat teraz, po kilku nastepnych ksiazkach i innej naszej wiedzy o postaciach
      Grzegorz w Noelce rzeczywiscie okreslony jest jako "dynamiczny" i o swoim planowanym wyjsciu z domu w wigilie mowi "z energia", przynajmniej w pierwszych zdaniach :-)
      a na roosevelta zanika i niemal przestaje sie odzywac
      spodobalo mi sie sformulowanie Ginestry, ze oboje gabrysiowie Maja blokade na swoja meskosc i kobiecosc i taki dosc bezplciowy partner zyciowy to dla nich wcale niezle wyjscie
      z drugiej strony Grzes jakies tam ciagoty erotyczne ma, ciagle probuje, coraz bardziej niesmialo, a zwykle nieskutecznie
      i coz my mamy w WdO ?
      gabona, ktory poleguje na lezaczku i nie ma wyrzutow sumienia, ze nic nie robi, i wiecej mysli niz mowi - no, moze raczej marzy niz mysli, ale niech tam
      i grzesia, ktory albo spekal sciane, albo naturalne spekanie wykorzystal, by pozbyc sie tesciow z domu, a teraz mami rodzine nierealnym dwumiesiecznym terminem remontu, by jak najdluzej pobyc w domu... no wlasnie - sam czy z gaba ? chce odpoczac od nich wszystkich czy zdecydowal sie wreszcie pomieszkac i pozyc z wlasna zona, i tylko z nia ? dzieci juz duze, dwoje poza domem, trzecie na wylocie, Elka dawno zniknela, szansa na druga (trzecia?) mlodosc jawi sie na horyzoncie...
      Wpisz swoją odpowiedź
      • bupu Re: Grzegorz 03.02.15, 18:51
        tt-tka napisała:

        > gabona, ktory poleguje na lezaczku i nie ma wyrzutow sumienia, ze nic nie robi,
        > i wiecej mysli niz mowi - no, moze raczej marzy niz mysli, ale niech tam
        > i grzesia, ktory albo spekal sciane, albo naturalne spekanie wykorzystal, by po
        > zbyc sie tesciow z domu, a teraz mami rodzine nierealnym dwumiesiecznym termine
        > m remontu, by jak najdluzej pobyc w domu... no wlasnie - sam czy z gaba ?

        Obstawiam ponętną sąsiadkę o kobiecych kształtach (nie zakrytych kraciastą koszulą drwala) i ciepłej osobowości. Ostatecznie wszystkich lokatorów w kamienicy na Roosevelta Borejki nie zeżarły, ktoś spoza klanu musiał tam ocaleć!
        • tt-tka Re: Grzegorz 03.02.15, 19:09
          myslisz, ze ponetna sasiadka zainteresowalaby sie grzesiem akurat ?
          chyba ze gosc przypomnial sobie, ze kiedys przedstawiany byl jako dynamiczny i energiczny .-)
          • bupu Re: Grzegorz 03.02.15, 19:48
            tt-tka napisała:

            > myslisz, ze ponetna sasiadka zainteresowalaby sie grzesiem akurat ?
            > chyba ze gosc przypomnial sobie, ze kiedys przedstawiany byl jako dynamiczny i
            > energiczny .-)

            Grześ brzydki nie był, a że mameja sąsiadka akurat mogła nie wiedzieć. Jemu tymczasem na widok kuszącej sąsiadki mogło się przypomnieć, że jest nie tylko mieszadłem do sałat, ale i mężczyzną...
            • gat45 Re: Grzegorz 03.02.15, 20:23
              A może u sąsiadki też robi remont - i tak od gładzi do pędzla....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka