Dodaj do ulubionych

kot a sprawa polsko-turecka

24.03.07, 10:44
Skoro mozna dyskutować na inne tematy to ja chciałabym zacząć:
Przeczytałam w przyszpilonym wątku,ze dużo z Was ma w domu kota i dlatego
chciałabym się poradzić.
Jak już może przeczytaliście w innym miejscu mam troje dzieci-prawie 5
lat,prawie 3 i najmłodszego-9 miesięcy.Wiecie też,że oprócz dzieci posiadam i
męża.To właśnie mój mąz ostatnio zapałał gwałtowną chęcią posiadanie kota, a
ja się nad tym zastanawiam.Nawet byłabym się w stanie zgodzić bo mój mąż miał
ciężkie dzieciństwo i zawsze marzył o posiadaniu jakiegoś zwierzaczka a nie
mógł go trzymać,ale:
-nie mieszkamy u siebie tylko w domu mojej Ciotuni,która teraz jest za granicą
i za dwa lata wraca.
-Jak napiszałam wyżej najmłodsze dziecko ma 9 miesięcy i nawet nie o niego się
obawiam tylko o tego kota.Starszym mozna wytłumaczyć,ze nie wolno kotka
ciągnąć za ogon,podnosić dusić,wozić w wózku i itd, ale Maluszek przeciaż nie
jestem w stanie tego upilnować.Poza tym on już raczkuje,co będzie jak zechce
kotu wyjadać z miski albo w kuwecie sobie pogrzebać? U moich rodziców próbował
już wyciągać psu z miski suchą karmę(bo to takie ładne kolorowe) na szczęście
w porę go powstrzymałam.
-czy to prawda,że kot się przywiązuje do miejsca? Bo my się za jakieś dwa
lata przeprowadzamy do swojego domu i co wtedy kot na to?
-Czy wszystkiego koty gdzieś wychodzą na jakieś samotne długie wycieczki.Bo
boję się,ze jak kot gdzieś pójdzie i przepadnie to moje dzieci będą za nim
rozpaczać( no i ja szczerze mówiąc też).
-lepiej wziąć kota czy kotkę?
a może powinniśmy te dwa lata zaczekać? Będziemy mieli swój dom,dzieci będą
większe i kot nie będzie musiał miejsca zmieniać?
Acha,jeszcze muszę napisać,że mój mąż się bardzo zdziwił jak mu powiedziałam o
kuwecie,bo myślał,ze kota się wypuszcza na dwór tak jak psa:).
Poradźcie mi proszę.Piszę o tym tutaj bo to takie przyjazne forum na innym się
zaraz na człowieka rzucają z pazurami.
pozdrawiam wszystkich,
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 12:29
      > -Jak napiszałam wyżej najmłodsze dziecko ma 9 miesięcy i nawet nie o niego się
      > obawiam tylko o tego kota.Starszym mozna wytłumaczyć,ze nie wolno kotka
      > ciągnąć za ogon,podnosić dusić,wozić w wózku i itd, ale Maluszek przeciaż nie
      > jestem w stanie tego upilnować.Poza tym on już raczkuje,co będzie jak zechce
      > kotu wyjadać z miski albo w kuwecie sobie pogrzebać? U moich rodziców próbował
      > już wyciągać psu z miski suchą karmę(bo to takie ładne kolorowe) na szczęście
      > w porę go powstrzymałam.

      Miski możesz postawić wyżej, poza zasięgiem najmłodszego dziecka (moja kotka ma
      na parapecie). Z kuwetą gorzej, ale zawsze możesz ustawić w toalecie, zamykać
      drzwi, a kotu umożliwić wejście np. przez wyjęcie kratki wentylacyjnej z drzwi i
      zostawienie otworu.
      Przed dzieckiem w 90% przypadków ucieknie, w drastycznej sytuacji (tzn. złapany
      z zasokczenia i nie mogący się wyrwać) może je nieco podrapać, ale jeśli nie
      będzie syjamski to raczej nie pogryzie.

      > -czy to prawda,że kot się przywiązuje do miejsca? Bo my się za jakieś dwa
      > lata przeprowadzamy do swojego domu i co wtedy kot na to?

      Moja kotka przeżyła już 2 przeprowadzki i dodatkowo jeździ z nami na wieś na
      urlop. Nie próbowała nigdy uciekać, wystarczyło, że widziała nas, no i miała
      swoją kuwetę, miski, jakiś koc do wylegiwania się w miejscu zacisznym i z dobrym
      widokiem ;-)

      > -Czy wszystkiego koty gdzieś wychodzą na jakieś samotne długie wycieczki.Bo
      > boję się,ze jak kot gdzieś pójdzie i przepadnie to moje dzieci będą za nim
      > rozpaczać( no i ja szczerze mówiąc też).

      Jeśli kot ma możliwość wychodzenia, to przeważnie urządza eskapady, ale nie
      słyszałam o przypadku, żeby kot uciekł od właścicieli - jeśli nie wraca, to
      niestety na skutek nieszczęśliwego wypadku :-(. Dlatego w zależności od
      okoliczności rozważyłabym niewypuszczanie. My akurat mieszkamy w dużym mieście i
      kotka nie wychodzi na co dzień. Na wsi, mimo że ma większą swobodę, też jakoś
      nie chce się włóczyć.
      Ale niewykastrowany kocur będzie się włóczył _na pewno_.

      > -lepiej wziąć kota czy kotkę?

      Obojętne właściwie, ale jeśli nie planujesz kociąt/ nie chcesz, żeby kocur się
      włóczył, to sterylizacja chirurgiczna jest najlepszym rozwiązaniem. Wówczas
      dodatkowym bonusem jest, że kocur nie będzie podsikiwał kątów, a kotka wyła w rui.

      Z cudzym mieszkaniem uważałabym tylko o tyle, że jeśli jest tam antyczny mebel/
      dywan perski/ tapiseria antyczna, to na 90% będzie to _jedyna_ rzecz, na której
      kot będzie - mimo posiadania drapaka - ostrzył pazury do skutku, czyli do
      destrukcji przedmiotu.

      Poza tym koty są przemiłe i to jedne z najmniej kłoptliwych zwierząt. Moją
      Krecię mam w wizytówce ;-)
      • sevilay Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 14:17
        Iwonaw,bardzo dziękuję za odpowiedź!
        Coraz bardziej zaczynam się przekonywać do tego pomysłu.
        Ale dalej się zastanawiam-właśnie myślałam o zniszczeniu mieszkania.Ciotunia
        miała perski dywan i owszem ale dawno został zwinięty i schowany,gorzej,ze ma
        też parkiet i boazerię w przedpokoju (w dodatku dębową).

        A możesz mi tak w przyblizeniu napisać jaki jest koszt utzrymania kota?
        Co jaki czas mu trzeba piasek kupić?
        I na co trzeba go zaszczepić,przy założeniu,że nie będzie wychodził?
        Co taki kot jada?

        no i czy kot moze sam zostać w domu i na jak długo? Bo dosyć często wyjeżdżamy
        na weekend i nie zawsze moglibyśmy go zabrać z sobą. A gdybyśmy pojechali do
        teśćiów, do Turcji ( to tak na 3 tygodnie) to co wtedy z kotem?
        Rodzicom nie podrzucę bo tam jest pies, czy w wchodzi w grę opcja,ze np.:mama
        przyjdzie kota nakarmić a resztę czasu będzie sam?

        I pozdrawiam wszystkich kocich fanów i fanki (mój mąz też).
        • jottka Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 15:36
          przy wszelkiej życzliwości forumowictwa powinnaś sie jednak najpierw zaopatrzyć
          w porządne buchy na ten temat oraz poprzeglądać forum weterynaria (w
          eksperckich) i 'koci zakątek' czy jakoś tak (prywatne, w dziale zwierzaki), żeby
          sie zorientować z grubsza, co cię czeka:) no bo jednak nikt ci nie napisze w
          nawet najdłuższym poście wszystkich zaleceń, a przy lekturze poradników
          zobaczysz, że wielu rzeczy nawet nie podejrzewałaś, a warto wiedzieć (że np.
          czekolada to śmierć dla kota, więc dzieciom należy absolutnie zabronić
          podkarmiania go nią - czasami zdarzają się takie mutanty, co zjedzą i mogą być
          problemy)


          na początek możesz się zapoznać ze 'szczęśliwym kotem' doroty sumińskiej, 'jak
          żyć na kocią łapę' doroty kozickiej, 'ty i twój kot' davida taylora (brytyjski
          wet, więc niektóre uwagi nie na nasz rynek:) publikacje o wyrafinowanej kociej
          psychice na razie odpuszczamy:)


          rozumiem, że mówimy o kocie w naszym kraju? możesz wziąć malucha z najbliższego
          schroniska (raczej nie polecam na pierwsze zwierzę przy dzieciach, bo te kociaki
          są często pozarażane różnymi chorobami, które wprawdzie dzieciom nie zaszkodzą,
          ale nie będzie miło, jak ukochany kotek będzie przez parę miesięcy chorował,
          wymagał ciężkiej opieki medycznej, a potem zejdzie:(, możesz kupić jakiegoś
          rasowca, a możesz - i to by było najlepsze - wziąć kociaka ze znajomej rodziny:)
          to nie muszą być twoi znajomi od zawsze, wejdź na 'koci zakątek' i pooglądaj
          wątki o adopcji kotów. ludzie zajmujący się nią szukają dobrych domów dla
          najróżniejszych kotów, one są już zwykle nauczone czystości, zaszczepione itepe,
          no i zawsze masz pod ręką kogoś, kogo możesz poprosić o radę.


          nie wiem zresztą, czy nie lepiej by ci było - zważywszy wiek twoich dzieci
          (trochę małe na zwierzaka, zwłaszcza ten najmłodszy) - zaadoptować młodego, ale
          już dorosłego kota. on nie będzie już tak szalał i na wszystkim i wszystkich
          ćwiczył pazury i sztuki walk wschodnich, a to typowe dla dorastającego kociego
          dziecka, trzeba go dopiero uczyć dobrych manier:) rozmawiając z osobami od
          kocich adopcji możesz zresztą poszukać kota (czy kotki) o odpowiednim dla was
          charakterze (czyli spokojny zwierzak o filozoficznym nastawieniu, a nie
          szalejąca po firankach godzilla, choć i to cie nie minie:)


          kot musi być zaszczepiony przeciwko 4-5 podstawowym kocim chorobom, szczegóły w
          wątkach na weterynarii - malucha zaszczepia sie dwa razy, dorosłego kota, który
          ma za sobą 2-3 szczepienia można już szczepić co 2-3 lata, koty mają bardzo
          długą odporność poszczepienną. kota niewychodzącego nie ma co szczepić na
          wściekliznę (a nawet jeśli wychodzi, to wtedy tylko jeśli w twoim rejonie
          występuje zagrożenie tą chorobą). natomiast podstawowe szczepienie (np.
          popularnym felovaxem) jest konieczne, bo zarazki na butach do domu możecie
          przynieść, niewychodzenie przed zarażeniem nie chroni.


          koszty zależą od bardzo wielu czynników - karmy, żwirki itepe mają przeróżne
          ceny, ale nie ma co oszczędzać na dobrym kocim jedzeniu, choć tu i tak kot
          będzie miał decydujący głos:) dobre karmy kupuje sie w sklepach w lecznicach, a
          nie w hiperach (whiskasy, kitikety itp. łatwo uczulają, koty mają po nich
          problemy trawienne itp.), czyli np. produkty firm royal canin, eukanuba, hills,
          saszetki animonda, yams. możesz kota karmić tylko suchą karmą, czyli fryskami
          (odpowiednią karmę dobiera się wg wieku, rasy, trybu życia kota itp., ale to
          jest opisane na poszczególnych karmach w/w firm), ale lepiej dawać też 'mokre'
          (czyli puszki, saszetki, paszteciki itp.), surowe mięso raz w czas (z
          chrząstkami i tłuszczem), ugotowaną rybę (surowej nie wolno), biały serek,
          jogurt, no doczytasz się. aha, dobre domowe jedzenie jest bardzo trudno
          samodzielnie zrobić dla kota (w sensie stałej diety), bo one mają specyficzne
          potrzeby i inne zasady żywieniowe niż my czy psy:)

          aha, royal caniny czy eukanuby są dużo droższe niż karmy hiperowe, ale sie
          opłacają per saldo. przede wszystkim zdrowotnie, ale i objętościowo nie trzeba
          ich dawać zbyt wiele (te fryski puchną w kocim brzuchu, dlatego zawsze musi mieć
          dostęp do dużej ilości świeżej wody, jeśli je suchą karmę).


          kot drapie co sie da, bo taka jego natura (pazurki sobie stępia oraz znakuje
          teren w ten sposób), dobrze jest nauczyć go wykorzystywania drapaka w tym celu,
          ale nie każdy daje sie namówić, szczegóły w poradnikach:) o boazerię bym sie tak
          nie bała, preferowane są miękkie materiały obiciowe:) parkietu kot nie drapie,
          to nie tygrys, natomiast na pewno nieco go zniszczy przy radosnych przebieżkach
          z jednego końca mieszkania w drugi i odbijaniu się od niego przy wskakiwaniu na
          parapet albo ramię domownika, tego nie unikniesz, no ale nie przesadzajmy. jak
          masz trójkę dzieci, to kot nie powinien być ci straszny:)


          aha, raz w czas trzeba myszunię odrobaczyć - niewychodzącego raz na pół roku,
          chyba że widzisz pasożyty w odchodach, wtedy natychmiast. środków sporo, np.
          drontal dla kotów jest bardzo dobry i działa na wszystkie popularne robaki (nie
          dawaj kotu środków dla psów, bo one mają inne działanie)


          no chyba tyle w skrócie, teraz idź do lektury:)
          • jottka Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 15:46
            jeszcze jedno apropo kosztów - jeśli weźmiesz kociaka, to dorzuć jednorazowe
            koszty sterylizacji (kilkadziesiąt zet w wypadku kocura, sto kilkadziesiąt w
            wypadku kotki, bo to dużo bardziej skomplikowana operacja). standardowa wizyta u
            weta kosztuje ok. kilkudziesięciu zł, zależy od lecznicy, typu badania czy
            zabiegu itd. z tym że musisz się liczyć z tym, że poważniejsza choroba oznacza
            często spore koszty (wizyt w lecznicy, zabiegów, leków, odpowiedniej karmy itp.).

            no i transporterek koci - też jakie kilkadziesiąt złotych, koszyczka ani innego
            specjalnego posłania nie warto kupować, bo kot i tak będzie spał na łóżku
            któregoś domownika, a ukochanym schowankiem będzie świeżo przyniesione tekturowe
            pudło:)
            • verdana Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 17:15
              Koszty kota wahają się od drobnych , do astronomicznych. Mój kot je co dają,
              kota syna je wyłącznie najdroższą karmę, inaczej ogłasza strajk głodowy i
              demonstracyjnie słania się na łapach. Żeby nie było wątpliwości, ta
              arystokratyczna kocia dama to zagłodzone kocię uratowane przed dobrą kobietę,
              po dwóch dniach leżenia w kałuży i płaczu - a teraz najwyraźniej odbija sobie
              nieudane dzieciństwo.
              Ja miałam niemowle i kota, niemowlę i psa - i o ile kota nie da się wytresować,
              to dziecko bez porblemu. Dziecku uczyłam, ze nie wchodzi się na parapet, nie
              wsadza łap w kontakt, nie ściąga obrusa i nie męczy kota. W rezultacie kot
              uwielbiał dziecko.
              • jottka Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 17:28
                mój kot - gdyby pozwolić mu na jedzenie wedle gustów - to zażerałby wyłącznie
                saszetki whiskasa z fryskami kitiketa, tyle że po 5 minutach od spożycia posiłek
                znajduje sie na podłodze:( po paru wizytach u weta i przestawieniu na royal
                canina dla młodych kastratów święty spokój; nie da się wyprowadzić prostej
                zależności, że droższa karma jest tylko dla rozpuszczonych kocisków, bo często
                decyduje o tym np. wrażliwy na konserwanty koci brzuszek.


                co do tresury jako takiej to ona faktycznie nie dla kotów, ale na wiele tematów
                można się z futrzakiem dogadać - mój kot na przykład wie, że foteli sie nie
                drapie, ale jeśli chce, żebym przyszła sie z nim pobawić (zamiast tkwić przy
                kompie), to radośnie woła z pokoju, odczekuje chwilę, po czym demonstracyjnie
                szura łapą przy fotelu. i jeszcze ogląda się, czy widzę, co on robi i czy bardzo
                sie spieszę:) ale poza tym foteli nie rusza, bo szanuje wzajemną umowę - w
                granicach prawa:)
              • sevilay Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 17:35
                Dzieki za odpowiedź dziewczyny.
                Jottko dzięki za namiary-"koci zakątek" podczytuję juz od jakichś dwóch dni ale
                tego drugiego nie znałam.I oczywiście,że jak się zdecyduję na to miłe zwierzątko
                to się zaopatrzę w stosowne poradniki,możesz być spokojna:)),krzywdy kotu nie
                zrobię.Póki co to pytam tak ogólnie,nie wymagam dokładnych wskazówek co do
                hodowli bo te sobie znajdę tylko proszę,żebyście mi doradzili czy W OGÓLE
                powinniśmy się teraz decydować.
                Własnie obawiam się tego co napisała Verdana,ze trafi mi się wymagający okaz co
                to będzie jadał tylko "rasowe" żarcie.Chciałam też wiedzieć czy duzo szczepień
                potrzebuje bo też kasa.A w końcu pieniądze też są tu ważne-nie będę przecież
                własnym dzieciom od ust odejmować,żeby starczyło na kota.
                Verdano,jak nauczyłaś swoje dziecko nie męczyć kota? Nigdy go nie kusiło,zeby
                złapać za ogon? Ale pewnie kot był wcześniej,to było do jego widoku przyzwyczajone?

                I co ze sprawą pozostawiania kota samego? Czy może za nami tęsknić? i czy by
                zaaprobował inną obcą osobę,która by przychodziła go karmić?
                • jottka Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 17:47
                  emm, jakby to ująć - te droższe karmy nie są karmami wyłącznie dla
                  przerasowionych zwierząt:) są robione z lepszych składników, nie mają
                  popularnych i uczulających konserwantów i m.in. za to płacisz. nikt ci nie broni
                  żywić kota dowolnie wybraną karmą, który może na niej kwitnąć. ale może nie i
                  trzeba to brać pod uwagę.

                  poza tym odpowiedzi na wiele z twoich pytań zależy od charakteru konkretnego
                  osobnika - są koty i koty:) dlatego dla ciebie lepszy by był, uważam, młody, ale
                  już dorosły kot niż małe kocie dziecko.

                  reszta później, bo muszem lecieć
                  • verdana Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 18:02
                    Otóż nie wiem, jak nauczyłam dziecko, ze ani nowego szczeniaka (którego kupiłam
                    w przystępie nagłego obłędu, gdy dziecko miało 1,5 roku), ani kota się nie
                    męczy. Tak samo, jak nie potrafię powiedzieć, jak nauczyłam go nie wtykać łap
                    do wrzątku i nie lać mnie i ojca. Samo wyszło.
                • the_dzidka Samotność kota - ważne 26.03.07, 15:10
                  > I co ze sprawą pozostawiania kota samego? Czy może za nami tęsknić? i czy by
                  > zaaprobował inną obcą osobę,która by przychodziła go karmić?

                  Wbrew popularnym, a fatalnym dla kotów poglądom, koty potrafią tęsknić jak
                  cholera. Zostawienie kota samego na dłużej kilka dni (mimo iż ktoś tam parę
                  razy dziennie przychodzi go karmić) jest zwykłym barbarzyństwem. Żaden kot nie
                  zniesie samotności przez trzy tygodnie (to znaczy fizycznie to może i zniesie,
                  ale będzie wykończony psychicznie). Dobrym sposobem jest zainstalowanie na czas
                  wyjazdu kogoś w mieszkaniu, kto będzie mieszkał z kotem. Ale uwag: kot musi się
                  przyzwyczaić do innej osoby (moja Klaudyna dwa tygodnie musiała dzielić
                  mieszkanie z kolezanką, kiedy wyjechałam na wakację, i w proteście i buncie za
                  przeproszeniem dwa razy dziennie zasrywała jej pościel).
                  Jedna moja rada: nigdy nie daj się zwieść poglądom, że kot nie jest tak
                  uczuciowy jak pies i że nie przywiązuje się do domowników. On kocha tak samo,
                  tylko że nie tak lizusowsko jak pies. Pozostawiony sam na dłuższy okres
                  zapłacze się na śmierć. Nawet jeśli mama będzie przychodzić trzy razy dziennie
                  go karmić. Pamiętam płacz mojej kotki, kiedy widziała walizkę i wiedziała, że
                  znowu wyjezdżam.
    • ginestra Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 18:48
      Na naszym forum jest wielu ekspertów od kotów :))

      W wątku "powiedzmy o sobie" przeczytałam nawet, że jedna z nas (Kadrel) zawodowo
      zajmuje się kotami i opiekuje się dziesiątkami kotów itp. Podała też adres
      swojej stronki o kotach. Może się odezwie?

      Ja też uwielbiam koty, chociaż nigdy nie miałam takowego w domu, ale aktualnie
      mam psa i gryzonie oraz ślimaka (tzn. te gryzonie i ślimak są __oficjalnie__ pod
      opieką moich dzieci). Wątek przeczytałam na razie pobieżnie, niedługo do niego
      wrócę z większą uwagą, bo fajny!

      Pozdrawiam!

      • mist3 Re: kot a sprawa polsko-turecka 24.03.07, 21:18
        Jeśli chodzi o koty, polecam również kocią biblię internetową:
        forum.miau.pl/viewtopic.php?t=27018
        Naprawdę warto poczytać przed zabraniem kota do domu.
        Poza tym ja też polecam koci zakątek, weterynarię na gazetowym forum.
        Dobrze, że najpierw pytasz - już samo to świadczy o tym, że będziesz dobrą kocią
        mamą :)
    • kadrel JUż mówię co i jak :))) 24.03.07, 23:53
      Wołają mnie to jestem.


      Najlepiej adoptujcie dorosłego, wykastrowanego kota, łagodnego, zrównoważonego,
      lubiącego pieszczoty i potrafiącego się skutecznie obronić przez rozochoconymi
      dzieciakami.
      Z kociakiem jest fajnie pod warunkiem, ze to on jest najważniejszy w domu. Gdy
      sa dzieci wtedy jest juz różnie.

      Konieczne zakupy na początek :
      -głeboka kuweta ( 20-30zł),
      -żwirek ( 15-25zł)
      -łopatka ( uwaga: łopatka musi byc zagięta pod sporym kątem i musi mieć duże
      dziurki, inaczej-gehenna przy sprzątaniu kuwet- 7-15zł)
      -3 miseczki ( na wodę, na suche i na mokre) ok. 4-7zł szt
      -transporterek , najlepiej plastikowy bo praktyczny ( 40-100zł), osobiscie
      polecam Capri-2 albo voyager 10 lub 20

      -1kg dobrego suchego ( na wagę w dobrym zoologiku lub u weta) 15-25zł/kg
      -dobra puszka /saszetka 100g - 2,50-3,20zł
      -dobra puszka 200g 2,70-3,50zł
      -dobra puszka 400g 3,50-4,50zł


      1kg serc drobiowych - 5,50 - 6,50
      1kg watróbki drobiowej - 6,00-7,00 ( 1-2 razy w tygodniu)
      serek Bieluch ( moje uwielbiają!) - 1,70-1,80zł
      gotowana/sparzona rybka (1 kosta filetowana)- 2,00zł ( max 1-2 razy w tyg.)


      zabawki, witaminki, duperelki - nie liczę bo to grosze...

      Od razu biorę sie do ubijania interesu: mam super miziastego kocurka. Buras,
      kastrowany, ale niemłody, ma ok. 6 lat. Za to nie schodzi z rąk ( wystawiony na
      allegro , imię: Bobslej)
      Mam tez burą koTEczke, po sterylce, 10-11 m-cy. Przemiła, mrucząca, kochana. I
      drugą, 2-3 letnią, burą z białymi dodatkami ( jest na allegro , Sauna ma na
      imię)


      Jak by co to kontakt na adres gazetowy. Chwilowo nie odbieram telefonów bo mam
      zapalenie krtani i mozna sie mnie przestraszyc w słuchawce.
      • jottka apropo tęsknoty 25.03.07, 13:25
        bo mnie to jedno pytanie, prawdę mówiąc, ciut zaniepokoiło - sevilay, kot to
        jest bardzo inteligentny drapieżca, zdolny do skomplikowanych zachowań
        społecznych i m.in. dlatego przywiązujący się do swego opiekuna, a nie do
        'miejsca', jak to już kilka osób napisało. a to znaczy, że potrzebuje również
        zaspokajania jego potrzeb emocjonalnych, czyli nie tylko codziennej porcji
        pieszczot (wg jego gustu:), ale i odpowiedniej ilości czasu poświęconej na
        zabawę (i rozmowę:) z nim.


        zwłaszcza kot niewychodzący i będący jedynym zwierzęciem w domu będzie się ostro
        domagał od was zajęcia się nim w regularnych porach (czyli, o ile nie został już
        wcześniej odpowiednio przestawiony, darł przeraźliwie mordę przez cały wieczór,
        kiedy wy padacie na twarz, bo w ciągu dnia się wyspał i teraz chce się bawić) i
        trzeba mu to zapewnić. koty cenią regularny tryb życia i nie znoszą nudy, a nie
        każdy i nie zawsze chce się bawić sam obgryzioną myszą - o ileż weselej, gdy tą
        myszą macha jakiś człowiek:) weź to pod uwagę, nie możesz założyć, że kot sie
        zawsze zajmie sam sobą, nawet najbardziej filozoficznie nastawione zwierzę
        będzie się domagać żywego kontaktu z opiekunem. a jeśli mu rozrywki nie
        zapewnisz, to nie dziw się, że sam jej sobie poszuka, co z kolei tobie nie
        zawsze może się spodobać:) za to odpowiednio wybawiony kot śpi jak futrzany
        aniołek (circa 18h na dobę:) i nie niszczy sprzętów.


        i co do pytanie właściwego - owszem, kot tęskni, ale nie w taki sposób, żeby
        umierał z rozpaczy po pół godzinie od twojego wyjścia z domu:) znajomy kocur
        rzucił się niemal na swojego opiekuna, gdy ten wrócił po bodaj półrocznej
        nieobecności, i nie dał się oderwać mu od ramienia. powrócony jadł, mył sie i
        spał z kociskiem czule obwiniętym mu non-stop wokół szyi:) choć wszystko zależy
        od konkretnego osobnika i jego stopnia związania z opiekunem - kota można zwykle
        bez obaw zostawić na cały dzień samego, ale wtedy trzeba mu to wieczorem hojnie
        wynagrodzić. nie możesz się spodziewać, że śpiący cały dzień kicur pozwoli ci
        spać, jak się wreszcie pojawiłaś. jeśli jest z tobą czy ludzkim stadem mocno
        związany, przez długi czas zawsze będziecie na miejscu i nagle znikniecie na
        kilka dni, to niekoniecznie podejdzie do tego filozoficznie - może zacząć was
        wołać (przez całą noc), może się potem (po waszym powrocie) obrazić i np. zacząć
        moczyć wam buty albo łóżko, koty często wyrażają stres w ten sposób. najlepiej
        na pierwszy raz zapewnić mu jakieś towarzystwo znanej mu osoby w jego domu,
        choćby na noc - choć są do przesady samodzielne osobniki, olewające towarzystwo
        ludzi, ale to raczej nie wśród całkowicie domowych miziołków.
        • sevilay Re: apropo tęsknoty 25.03.07, 14:11
          Właśnie,jottko zdaję sobie z tego sprawę.I dlatego włąsnie się zastanawiam i
          staram się przewidzieć wszystkie sytuację żeby potem było jak najmniej tych
          nieprzewidzianych problemów( one oczywiście czy tak na pewno by z czasem wynikły
          ale chcę je ograniczyć do minimum).Jeżeli juz mam miec kota to wolałabym być
          właścicielką szcześliwego zwierzęcia a nie jakiegoś znerwicowanego
          frustrata.Wiem,ze to jest tez kwestia kociego charakteru ale nie tylko i
          chciałabym swojemu potencjalnemu zwierzęciu oszczędzić stresów na ile sie
          da.Przez to zastanawiam sie i pytam doswiadczonych osób,czytam sobie w
          internecie a nie na hurra lecę po kotka bo to takie miłe zwierzątko.

          Dla mnie jest teraz największy problem z pozostawieniem kota samego i to jest w
          obecnej chwili największy argument na nie.Wiem,ze koty i psy to co innego ale
          mam doswiadczenie z psem moich rodziców-jak on rozpacza jak zostanie sam w domu!
          Kiedyś się sąsiedzi zlecieli bo tak lamentował(mama wraca do domu a tu sasiadka
          przez drzwi do psa gada:nie płacz pieseczku,twoja pani zaraz wróći).A potem
          jeszcze z godzinę przeżywa(pies oczywiście,nie sąsiadka).
          Wybawienie kota to też szczerze mówiąc problem-ja nie wiem czy czas znajdę a mój
          mąż czasem idzie do pracy na dziesięć godzin( czasem tylko na cztery ale
          wątpię,żeby kot był uprzejmy się do tego dostosować).

          Hmm,chyba kot odchodzi do bliżej niesprecyzowanej przyszłości.
          • jottka Re: apropo tęsknoty 25.03.07, 15:35
            wiesz co, mnie sie cały czas wydaje, że wzięcie kota to byłby dodatkowy i
            poważny obowiązek dla ciebie plus radość twojego męża pół godziny w tygodniu, że
            taki fajny futrzak da sie pomiziać:)


            kot jest stosunkowo niekłopotliwym towarzyszem, ale swoje wymagania ma, a twoje
            dzieci są jeszcze bardzo małe - co innego jeśli np. ktoś od zawsze ma kupę
            zwierzaków (niekoniecznie naraz:) i kolejne dziatki mu sie po prostu wpasowują w
            horyzont:) np. dzieci moich znajomych rodziły się pod czujnym okiem ich persa,
            który bez drgnienia akceptował je jako nowy element krajobrazu, ale z założenia
            unika(ł) bliższego kontaktu z nimi. no ale to pers, rasa znana ze swej
            flegmatyczności. a ty miałaś już w ogóle jakieś zwierzaki? czy to byłoby
            pierwsze zwierzę w ogóle w twojej karierze? w takiej sytuacji zdecydowanie
            radziłabym odczekać, aż najstarsze z dzieci dojdzie do wieku, powiedzmy, 8-9
            lat, bo wtedy już spokojnie można je pewnymi obowiązkami opiekuna obarczyć.


            natomiast zostawianie kota na cały dzień nie jest problemem (kot faktycznie
            bardzo dużo śpi i jest z natury zwierzęciem aktywnym nocą), o ile po powrocie
            poświęcamy mu uczciwie te parę godzin. ale to zwykle właśnie jest niewykonalne,
            bo my padamy na twarz i mamy jeszcze mnóstwo rzeczy domowych do zrobienia, ale
            kot cały dzień na nas czekał i nie przyjmie powyższego do wiadomości. zalecanym
            i wbrew pozorom bardzo skutecznym rozwiązaniem tego problemu jest wzięcie od
            razu dwóch kotów, które świetnie zajmą się sobą i oszczędzą nam czasu i wysiłków
            intelektualnych, jak tu zabawić zwierzątko:) ale to chyba nie jest rada dla
            ciebie w tej chwili
            • mayen Re: a propos tęsknoty 26.03.07, 11:19
              Primo, witam wszytskich serdecznie :)

              > wiesz co, mnie sie cały czas wydaje, że wzięcie kota to byłby dodatkowy i
              > poważny obowiązek dla ciebie plus radość twojego męża pół godziny w tygodniu,
              ż
              > e
              > taki fajny futrzak da sie pomiziać:)

              Tez odniosłam takie wrażenie - i nie wydaje mi się, żeby wzięcie kota byłoby w
              twoim przypadku dobrym pomysłem, zwłaszcza teraz. Też mam futrzastą jedynaczkę
              w domu i dojrzewam do sprawienia jej rodzeństwa :).
              Kota domaga się codziennej, przynajmniej godzinnej porcji zabawy z bieganiem,
              chowaniem się, rzucaniem myszkami, a jezeli się nią nie zajmiemy, jest nie do
              zniesienia. Zostaje grzecznie sama w domu na cały dzień, gdy idziemy do pracy,
              ale gdy wracam, mam kota przyklejonego do nóg przez resztę dnia.
              Poza tym, nie zostawiamy kota samego dłużej niz dzień pracy. A jeżeli
              wyjeżdzamy gdzieś, to albo bierzemy kota ze sobą, albo jedzie do
              którejś "babci" :). Nie uważam pozostawienia kota na kilka dni samego, nawet z
              odwiedzinami i dokarmianiem, za dobry pomysł.

              Poza tym też uważam, że Twoje dzieci sa trochę za małe. Raz, że nie wspomogą
              Cię w opiece, dwa, że moga nie zrozumieć, że kotek ma humory i niekoniecznie
              chce się bawić na każde zawołanie albo chce się bawić tylko z Tobą - mój
              przypadek - w oczach naszej kici, to ja jestem główny opiekun i towarzysz
              zabaw, męża kota potrafi ignorować, o co jest zazdrosny ;).



              • sevilay Re: a propos tęsknoty 26.03.07, 12:05
                Nie,no mam nadziję,ze moj mąż by mi kota całkowicie na moja głowę nie zwalił. W
                koncu w domu mi pomaga,przy dzieciach też i kotem by sie pewnie zajął.Dziesięciu
                godzin tez codziennie nie pracuję tak najczęsciej to po sześć.Poza tym jest
                odpowiedzialnym człowiekiem jak się czegos podejmuje to potem się wywiązuje.
                Gorzej z dziećmi,też się obawiam,ze mogą być zazdrosne albo na przykład kot
                poczuje się "opuszczony" jak będę co innego robiła.

                Jest jeszcze inny problem-przez większoś czasu jesteśmy w domu bo ja nie
                pracuje,jak gdzieś wychodzimy to przewaznie na godzinkę, dwie,no góra trzy.Kot
                moze się przyzwyczaić,ze cały czas ktoś z nim jest a tu nagle całe "stadko" się
                gdzieś wyniesie.Moze to dla niego bardzo stresujące?
                Już jestem bliska przekonania męża,ze z kotem poczekamy,już sam zaczyna cos na
                ten temat mówić.

                Jottko,miałam już zwierzaki ale nie kota: ja osobiście,jeszcze w liceum miałam
                krolika,wcześniej moi bracia świnkę morską, a wszyscy mielismy psa tak że
                zwierzę w domu to nie jest dla mnie taka nowość.Tylko co do kotów nie mam
                doswiadczenia.
                • yowah76 Re: a propos tęsknoty 26.03.07, 14:39
                  Ja tylko dodam, ze:
                  -kot uzaleznia i w wiekszosci przypadkow po jakims czasie nalezy zwiekszyc
                  dawke;
                  -kot sam zdecyduje co bedzie jadl, niestety, mozna ewentualnie nie pokazywac mu
                  zbyt duzego (i kosztownego) wyboru; z doswiadczenia uwazam, ze te lepsze karmy
                  sie bardziej oplacaja; biorac kota trzeba tez brac pod uwage jego zakladany
                  rozmiar ostateczny;
                  -rasa niekoniecznie determinuje charakter - chociaz w duzym stopniu; podobnie z
                  charakteru kociaka tylko po czesci mozna wnioskowac, co z niego wyrosnie -
                  dlatego w Twoim przypadku tez bym widziala kota doroslego, a najlepiej takiego,
                  ktory juz przeszedl dzieciom przez rece;
                  -wynoszenie kota na spacerki, nawet jesli siedzi pod kurtka i tylko oczy
                  wytrzeszcza, czesto powoduje, ze siedzi potem u drzwi i wyje...
                  -ludzie tesknia za kotami bardziej niz one za ludzmi; moim kotom od kiedy
                  wyjechalam i ostaly z rodzicami jest lepiej, niz kiedykolwiek (tzn.
                  rozpaskudzone sa do niemozliwosci);jak trzeba to siedza w domu caly dzien i
                  prawdopodobnie spia;
                  - ja osobiscie bym kotu nie zrobila czegos takiego, zeby go na dzieci narazac,
                  ale co kto lubi, a one sie czasem zadziwiajaca adaptuja, niedawno kolezanka
                  urodzila blizniaki i jej kot przeszedl nad sprawa do porzadku dziennego, za to
                  pies histeryzuje...
                  -niech no ja tylko wroce z tego paskudnego kraju, zaraz sobie kota kupie(bo
                  moja Klucha juz chyba za stara na przeprowadzki, pewnie rodzicow bedzie
                  zameczac do konca)...
    • sevilay Re: DECYZJA 26.03.07, 17:55
      Bardzo dziękuję wszystkim za rady i cenne uwagi.Bardzo nam pomogliście w
      podjęciu decycji.
      Postanowiliśmy zaczekać z posiadaniem kota a potem ,tak jak radzicie,weżmiemy
      nieco starsze zwierzątko.

      Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy wszystkie miłośniczki i miłóśników kotów.
      sevilay z rodzinką :)
      • biljana Re: DECYZJA 27.03.07, 12:56
        to dobrze, ze tak odpowiedzialnie podchodzicie do przygarnięcia kota.
        I fajnie, ze dzieki wam starszy kiciuch będzie mial szanse na demek!
        Jak juz bedziecie miec nowego domownika, to zapraszam na koci zakątek, zeby sie
        pochwalic:)
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264
        • verdana Re: DECYZJA 27.03.07, 13:15
          Decyzja racjonalna. Ale dla mnie duży kot to już nie to. Mialam jednego
          doroslego, ktory podjął decyzje o zamieszkaniu u nas. A potem wzięłam
          malutkiego kociaka.
          Nie ma na swiecie słodszej istoty niż mały kociak.
          • jottka Re: DECYZJA 27.03.07, 13:29
            etam. że nieprawda to jest:) choć oczywiście kocie maluchy cudne są

            kot jak człowiek, własną i wyraźną osobowość od małego posiada -
            najserdeczniejszego i najsłodszego kota na świecie poznałam, gdy miał on był 6
            lat i był kotem swobodnie żyjącym. ogólnie nieufny zaprzyjaźnione osoby
            traktował jak ukochanych przyjaciół i leciał 'krkając' powitalnie już chyba z
            pół kilometra, następnie wskakiwał na ręce z odbicia czworonóż, kładł łapki po
            obu stronach szyi ludzkiego przyjaciela i miarowo zaciskał:) przy tym opowiadał
            do ucha wydarzenia z ostatnich dni, wyrażał szczerą radość ze spotkania, no w
            ogóle trudno było uwierzyć, że to podobno niżej ewolucyjnie postawiony ssak:)

            nie ma reguł, dorosły kot jest taką samą niespodziewanką jak kocie dziecko i
            nawet potrafi w późnym wieku poczuć nagle zew młodości i zacząć się huśtać na
            firankach:)


            a poza tym, sevilay, jak już będziecie mieli własny dom, to - poważnie mówię -
            weźcie dwa koty, najlepiej jakieś już zaprzyjaźnione ze sobą (np. z jednego
            miotu), radość razy dwa, a są w stanie zająć się sobą, więc człowiek może się
            tylko (mniej lub bardziej) spokojnie przyglądać, co też nowego wymyślą:)
    • meg_mag Re: kot a sprawa polsko-turecka 27.03.07, 23:42
      Właściwie chyba już wszystko zostało powiedziane:)
      Dodam tylko, że znacznie lepszym pomysłem niż jeden kot - są dwa koty, ja na ten
      przykład mam już 4:), zauważyłam też, że kocury są bardziej przymilne i
      towarzyskie, niż kotki.
      Kiedy kot podczas nieobecności domowników zostaje z drugim kotem nie ma problemu
      tęsknienia - wystarczy, żeby raz dziennie tylko ktoś dał czystą wodę, jedzenie i
      wysprzątał kuwetę.
      Polecam też ew. rasę maine coon - bardzo lubią dzieci.
      Gdybyś zechciała jeszcze o coś dopytać, to pisz na maila:)))
      • verdana Re: kot a sprawa polsko-turecka 28.03.07, 10:33
        Kot z mopsem to para wrecz idealna...
        • sevilay Re: kot a sprawa polsko-turecka 28.03.07, 11:10
          verdana napisała:

          > Kot z mopsem to para wrecz idealna...

          O tak! Jak mi się ta rasa podoba! Nie wiem tylko dlaczego reszta rodzinki nie
          podziela moich zachwytów.Mopsa też bym chciała (ale tez w przyszłości).
          Śliczny ten Twój mops.
          A czy to prawda,ze mopsy przez sen chrapią? Jeden znajomy weterynarz tak
          twierdzi i przez to mój mąż nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego
          pomysłu.Poza tym wolałby "psa nieco większego od kota" :)
          Ale mamy jeszcze duzo czasu ,pomału się przekona.
          • verdana Re: kot a sprawa polsko-turecka 28.03.07, 11:40
            Nasz mops jest czwartym mopsem w rodzinie (trzy już niestety przeniosly się do
            mopsiego nieba). Żaden nie chrapał.
            Nie ma na świecie bardziej uroczego zwierzęcia niż dobrze wypasiony mops.
    • onion68 Re: kot a sprawa polsko-turecka 28.03.07, 21:37
      Dopiero dzisiaj mam czas popisać, więc na pewno już wszystko wiesz :) Ale mimo
      to wtrącę swoje trzy grosze. Bo ja mam trzy koty, najstarszą już 11 lat. I
      właśnie ona zdecydowanie jest przywiązana nie tylko do miejsca, ale i do ludzi,
      zawsze tęskni, jak wyjeżdżamy. Oczywiście, jakoś znosi rozłąkę przy zapewnieniu
      dostaw żywności itd., ale po powrocie zawsze spotykamy się z wyrzutami. Albo i
      bardziej namacalnymi oznakami niezadowolenia.
      Ale ta sama kotka, jak do nas nastała, znosiła zabawy moich dzieci sobą (były
      małe wtedy) z anielską cierpliwością. Najwyżej ewakuowała się przy pierwszej
      okazji. Ponadto przy zwierzęciu dzieci też uczą się delikatności i uwagi.
      Na chandrę, smutek, zimno i stres nie masz jak kot :) Trzeba jednak uważać, żeby
      nie dać się zdominować, chociaż oczywiście mniej to niebezpieczne niż w
      przypadku rottweilera, na ten przykład. No i dla kota nie masz miejsc zakazanych
      w domu, nie przejdzie to ;)
      Jeżeli żadne z dzieci nie ma objawów alergii, to chyba możecie się zdecydować,
      tylko ja na Twoim miejscu poczekałabym jeszcze z rok.
      • jottka Re: kot a sprawa polsko-turecka 29.03.07, 00:25
        onion68 napisała:

        > Trzeba jednak uważać, żeby nie dać się zdominować


        onion, masz trzy koty od tylu lat i ciągle wierzysz, że to ty rządzisz?:)
        • onion68 Re: kot a sprawa polsko-turecka 29.03.07, 08:13
          :D
          • yowah76 Re: kot a sprawa polsko-turecka 29.03.07, 12:34
            Moja najstarsza kocica, teraz juz chyba ma 14 lat, przez cale zycie wiedziala,
            ze na lawe w duzym pokoju sie nie wlazi... wyjechalam 2 lata temu i coz
            widzimy? Klucha spi na lawie w pelnej krasie nie przejmujac sie niczym...
            ...bo np. srednia znana jako pustak albo beton ( kot b. szczelny)czasem
            wlazila, ale tylko jak czekala, zeby ktos sie obudzil i napasl kota (Klucha
            przychodzila, trula a w koncu gryzla jak sie czlowiek nie ruszal), a najmlodsza
            od poczatku miala w nosie wszelkie zasady.
            Ja sie zdominowac nie dawalam, najwyzej szlam na kompromis (kot mogl lezec na
            biurku, ale nie na tym co akurat pisalam), za to co one zrobily z moimi
            rodzicami to rece opadaja... i ci ludzie domagaja sie wnukow, w zyciu!!!
    • pederastwa Re: kot a sprawa polsko-turecka 30.03.07, 19:37
      Witam, to jest mój pierwszy wpis na tym forum chociaż podczytuję od dość dawna.
      W sprawach kocich polecam bardzo forum.miau.pl
      Tu znajdziesz kocia ABC czyli szczegółową instrukcję obsługi kota:
      forum.miau.pl/viewtopic.php?t=27018
      A w tym miejscu są ogłoszenia o kotach poszukujących domu, również tych dorosłych.
      forum.miau.pl/viewforum.php?f=13&sid=a88e3b3331f21352fde98354c3bb15cb
      Naprawdę polecam, możesz pomóc jakiemuś zwierzakowi w potrzebie. Dużo tu kotów
      uratowanych ze schronisk, czy po prostu wyrzuconych z domu przez poprzednich
      właścicieli. No i na plus jest fakt, ze tu większość dorosłych kotów do oddania
      jest zaszczepiona, wyleczona i wysterylizowana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka