Dodaj do ulubionych

praca wakacyjna

09.08.07, 15:25
czyli czy bierzemy przykład z Idy Sierpniowej? :)
Ja w swoim życiu miałam tylko jeden sezon takiej typowej pracy
wakacyjnej, to było w 1994r. Z koleżanką zatrudniłyśmy się w firmie
rozwożącej lody i mrożonki. Pracę dostałyśmy właściwie z biegu, od
kogoś tam zdobyłyśmy info, że potrzeba do pracy, poszłyśmy w
poniedziałek i od razu wsiadałyśmy do auta :) Roznosiłyśmy ulotki.
Mnie od razu w pierwszej miejscowości ugryzł w nogę pies, z tego
wszystkiego nawet nie poszłam spytać, czy był on szczepiony i przez
następne dni i tygodnie drżałam z niepokoju ;)
Obserwuj wątek
    • agnieszka_azj Re: praca wakacyjna 09.08.07, 15:48
      W czasie studiów imała się różnych zajęć w ciągu roku
      akademickiego, ale taką typowo wakacyjną pracę miałam tylko raz.

      Zatrudniłam się w "Hofflandzie" w "Juniorze". Był to rok 1987 - dno
      kryzysu i beznadziei w kraju i szczyt popularności "Hofflandu".
      Moja tam praca była elementem bardziej dalekosiężnego planu ;-)
      Mówiąc wprost - chodziło mi o zdobycie znajomości na później.
      Praca była bardzo ciężka - rano, gdy otwierano drzwi od "Juniora"
      tłum rzucał się (my trzymałyśmy lady, bo by nas "wprasowali" w
      regały za nami ;-) i ogromna kolejka stała, aż do momentu, gdy się
      skończył towar. Lato upalne, klimatyzacji brak.

      Nigdy potem nie kupiłam żadnego ciucha z "Hofflandu".
      • lezbobimbo Re: praca wakacyjna 09.08.07, 17:00
        Ja to sie czasem zaciagam wakacyjnie, najpiekniej wspominam prace, gdzie
        ozdabialam wlasnymi malowidlami drewniane mebelki i zabawki dla sierot w
        Rumunii. To byla w ogóle praca mego zycia loflof forever.
        Tego lata skladam reczniki i kelneruje czyli dorywczo uzupelniam braki w
        kadrach. Nic takiego, ale n.p. siostra sie zaciagnela jako kucharz na promie na
        tydzien, co mi w jakis pokretny sposób imponuje. Zuch dziewczyna.
    • noida Re: praca wakacyjna 09.08.07, 17:03
      O, pracowałam w wakacje na wiele różnych sposobów. Nosiłam kamienie z pola i
      obdzierałam drewno z kory, zatykałam próbówki na krew, segregowałam pocztę,
      myłam okna, robiłam za zaopatrzeniowca, gotowałam, a nawet kiedyś pomagałam
      budować scenę dla zespołu muzycznego.
    • klymenystra Re: praca wakacyjna 09.08.07, 17:35
      ja to dopiero mam doswiadczenie w takiej pracy ;)
      w wieku 15 i 16 lat roznosilam ulotki. przestalam po tym, jak sie
      okazalo, ze ta firma to oszusci :(
      a teraz juz drugi sezon siedze na recepcji w hostelu i jest
      strasznie fajnie. co z tego, ze praca malo amibnta, jak mozna w
      wielu jezykach pogadac i poznac ludzi :)) ale mysle, ze za rok
      znajde cos amitniejszego, jakas szkole jezykowa zapewne. a za dwa
      lata, jak sie obronie (jak...) nie mam zamiaru pracowac, tylko robie
      camino de santiago. i to zapewne beda ostatnie wakacje w moim
      zyciu :)
      • jamniczysko Re: praca wakacyjna 10.08.07, 09:03
        To ja chyba najwierniej brałam przykład z Idy: produkowałam
        biżuterię i bardzo, bardzo fantazyjne ciuchy. Co się nie sprzedało,
        to do tej pory sama noszę. ;-)
        • tygrys2112 Re: praca wakacyjna 10.08.07, 10:53
          > To ja chyba najwierniej brałam przykład z Idy: produkowałam
          > biżuterię

          Ja też "produkuję" biżuterię :) I paru osobom też robiłam na
          zamówienie, ale większość z tego noszę i tak sama. :)

          > bardzo, bardzo fantazyjne ciuchy.
          Czyli brałaś przykład i z Idy, i z Kreski :)
          • jamniczysko Re: praca wakacyjna 10.08.07, 11:27
            Kreska w ogóle jest mi bardzo bliska. Nie dość, że jesteśmy z tego
            samego rocznika, to jeszcze w okresie totalnej szarzyzny
            produkowałyśmy odzież z farbowanych prześcieradeł i starych swetrów
            (co mo zostało do dziś wraz z umiłowaniem indyjszczyzny)...
            • tygrys2112 Re: praca wakacyjna 10.08.07, 23:14
              Wiem, że znów odbijam od tematu, ale mnie zaciekwaiłaś. :)
              A czym barwiłaś prześcieradła? Czy były to jakieś naturalne barwniki
              czy jakieś specjalne farby? I jak to jest z ich trwałością?
              Mam różne rzeczy, które chętnie bym jakoś "przerobiła" barwiąc je,
              ale nie bardzo wiem, co należy stosować, żeby mieć ciekawy efekt i
              go nie stracić. :)
              • jamniczysko Re: praca wakacyjna 13.08.07, 08:11
                A, wiesz, że to ciekawe jest? Właśnie sobie uświadomiłam, że
                barwniki do tkanin nie zmieniły się od tamtych czasów! Może są w
                bardziej kolorowych woreczkach, ale zachowują się identycznie. Po
                prostu w państwowych przemysłowych sklepach można jeszcze upolować
                małe torebeczki typu "Farbol" lub "Koloryt", które wsypuje się do
                dużej blaszanej miednicy, dosypuje soli, zalewa wrzątkiem, stawia na
                gazie, dolewa wody, doprowadza do temperatury ok. 50 stopni (na oko,
                bo kto by to sprawdzał!), powoli zanurza w roztworze mokrą tkaninę
                (bardzo ważny jest sam moment zanurzenia), i cały czas merdając
                podgrzewa na małym ogniu do temperatury wrzenia. Po mniej więcej 1,5
                godziny tego merdania i podgrzewania wyłącza się gaz i zostawia
                całość do kompletniego wystygnięcia, pomerdywując od czasu do czasu.

                Nie wiem, czy to jest całkiem zgodne z przepisem na opakowaniu, ale
                ja tak robię i zafarbowuje się równomiernie. Potem płuczę długo w
                zimnej wodzie, i dopiero później w ciepłej. Można dodać octu do
                płukania.

                Zawsze się zastanawiałam, jak Kreska się z tym uwinęła po wyjściu od
                Maćka do przyjścia do Opery.
                • ginestra Re: praca wakacyjna 13.08.07, 10:05
                  Ja też kiedyś farbowałam namiętnie ciuchy. Moi bracia też. Mieliśmy taki wielki
                  garnek i drewnianą łyżkę do tych celów. Kupowaliśmy właśnie takie woreczki
                  farby. Ja szyłam sobie czasem ubrania z pieluch albo z prześcieradeł właśnie
                  (np. jakieś spódnice w gumkę, których z dzisiejszej perspektywy bym nie założyła).

                  Czasem robiliśmy też na tych tkaninach takie postrzępione, promieniste kółka,
                  które powstawały w taki sposób, że na przykład na froncie koszulki formowało się
                  taki wystający kawałek materiału i związywało sznurkiem. Albo kilka takich
                  miejsc. I tam nie docierała tak bardzo farba i po rozwiązaniu wychodziły właśnie
                  takie "kółka".
                  Też dolewałam na koniec octu i przez jakiś czas w tym roztworze farby i octu te
                  ciuchy sobie pływały i woda stygła.

                  Ale pamiętam też __wielkie rozczarowania__ kiedy na przykład kolor wyszedł nie
                  dokładnie taki jak chciałam (farbowane tkaniny nie zawsze były białe, czasem
                  wrzucałam też jakieś kolorowe czy choćby jasne ubrania i nowy kolor pokrywał je
                  nie zawsze zgodnie z przewidywaniami) albo, co gorsza - kiedy ciuch się
                  zafarbował wprawdzie, ale - niestety, ach niestety! - nitki, którymi był szyty
                  pozostawały białe. :(
                  Nawet potrafiło tak się zdarzyć kiedy ciuch zafarbowałam na czarno.
                  I nie był to efekt pożądany.

                  Ale najczęściej byłam zadowolona. :)
                  • tygrys2112 Re: praca wakacyjna 13.08.07, 14:08
                    Dziękuję Wam za informacje. Zawsze się zastanawiałm jak to się robi.

                    Jak tylko uwinę się z pracą (zasypali mnie tłumaczeniami w tym
                    tygodniu), pójdę do sklepu i poszukam barwników. od dawna mnie
                    korciło, żeby się pobawić w eksperymwntowanie z rzeczami, ale ciągle
                    coś wypada. :) Ale w następnym tygodniu już się za to zabiorę.
                    • jamniczysko Re: praca wakacyjna 13.08.07, 15:27
                      Teraz farbuję z rzadka... Ostatnio dzwony w pomarańczowe i czarne
                      pasy (do jeżdżenia na koncerty) oraz zasłony do pokoju syna (były to
                      dwa, nabyte w lumpeksie, frędzlowate bawełniane szale w kolorze
                      różowym, które teraz mają odcień bardzo, bardzo ciemnej zieleni).
                      • tygrys2112 Re: praca wakacyjna 13.08.07, 15:36
                        Ostatnio dzwony w pomarańczowe i czarne
                        > pasy (do jeżdżenia na koncerty)
                        brzmi ciekaiwie - dzwony w tygrysie ;) pasy

                        A jak to zrobiłaś, że wyszły pasy? Spinałaś czymś materiał?

                        zasłony do pokoju syna (były to
                        > dwa, nabyte w lumpeksie, frędzlowate bawełniane szale w kolorze
                        > różowym, które teraz mają odcień bardzo, bardzo ciemnej zieleni).
                        Czyli poprzedni kolor w ogóle nie prześwituje, jeśli jest
                        jaśniejszy?
                        • jamniczysko Re: praca wakacyjna 14.08.07, 07:46
                          Nie prześwituje. Nie ma prawa. Aha, tylko w celu uzyskania naprawdę
                          ciemnej zieleni wsypałam chyba ze dwie torebki zielonego barwnika i
                          jeden granatowy.

                          Na portkach są raptem cztery poprzeczne pasy. Najpierw gotowały się
                          w czarnej farbie końcówki pomarańczowych nogawek, a potem okolice
                          kolan przy portkach złożonych na pół. :-D
      • ginestra Re: praca wakacyjna 13.08.07, 10:16
        Ja też pracowałam wakacyjnie jako nastolatka i byłam bardzo szczęśliwa z
        zarobionych własnych pieniędzy.

        W latach licealnych, w wakacje i jesienią w niektóre weekendy, pracowałam na
        przykład w sadzie: latem (pamiętam, że w lipcu na przykład) przy zbieraniu
        jabłek oraz przy pieleniu grządek ze szparagami. A jesienią przy okopywaniu
        sadzonek jabłoni trocinami, przy sortowaniu jabłek i łączeniu sadzonek w pęczki
        po 100 sztuk, metodą taśmową - podawało się te pęczki do osób, które je wiązały,
        a następnie układały itp. BARDZO to mile wspominam, chociaż dojazd do sadu był
        bardzo długi i skomplikowany i musiałam wstawać ekstremalnie wcześnie.

        Kiedyś zdarzyło mi się też oprowadzać Japonkę po Warszawie i otrzymałam za to
        zapłatę - zakonotowałam sobie, że było to moje pierwsze zlecenie związane ze
        znajomością języka obcego i byłam dumna i blada :)

        Jako osiemnastolatka (wtedy po 3-ciej klasie liceum czyli przed klasą 4,
        maturalną) pojechałam na całe wakacje pracować "na czarno" w Londynie (a był to
        rok 1989). Sprzątałam w domach, pracowałam jako kelnerka w pizzerii, a także
        przy domowej produkcji kanapek rozwożonych do firm.
        Również BARDZO, BARDZO dobrze ten czas wspominam.
        Innymi słowy, według mnie, aktywność tego typu daje młodej osobie wielką
        satysfakcję, nie mówiąc o wszechstronnej nauce. ;)
        Pozdrawiam!
    • the_dzidka Re: praca wakacyjna 13.08.07, 10:27
      Ohoho, czego się to w wakacje nie robiło!
      Przetwórnia owoców i warzyw w Tarnobrzegu (a zakwaterowanie w
      przecudownym Sandomierzu)..
      OHP w NRD, czyli zbieranie ogórków i plewienie buraków, czyli rwanen
      ogórken i haken buraken ;)
      (jeszcze długo po tym na widok ogórka robiło mi się niedobrze)
      Bistro na terenie autokomisu, gdzie pierwszego dnia wsadziłam do
      mikrofalówki parówkę we flaku ;)
      I rózne takie...
      Ogólnie rzecz biorąc, nigdzie nie zarabiałam dużo, generalnie nas
      cyganili z płaceniem jak mogli. Ale to była jednak WŁASNA, ZAROBIONA
      FORSA, no i przy okazji fajna zabawa :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka