Dodaj do ulubionych

bohater musierowiczowski

29.01.08, 13:35
tak sobie myślę o bohaterach MM płci męskiej, również w kontekście
turboromasu. I wychodzi mi, że odznaczają się oni wiernością niepojętą i
niespotykaną u młodzieńców licealnych/ młodych studentów! Zaczynają związek w
wieku 15-16-17 lat, i to od razu na poważnie ( Gaba-Pyziak, Maciek -Kreska,
Cesia-Hajduk itp.). I nie przyjdzie im do głowy spojrzeć na inną dziewczynę,
gdyż ich własna odznacza się tak niesamowitą urodą i intelektem, że takiej
potrzeby nie odczuwają absolutnie...
I jak to się ma do rzeczywistości?

Choć, z drugiej strony patrząc, przeglądam właśnie naszą-klasę ( a co) i oczy
me widzą, że wiele znajomych dziewczyn wyszło za chłopaków, z którymi
spotykały się już w liceum ( skończyłam LO 10 lat temu). Więc jednak się
zdarza...Ja tam się bardzo cieszę, że nie wyszłam za mojego pierwszego, mimo
że w liceum byłam z nim aż dwa lata. Ale - poszliśmy na studia do innych miast
i po dwóch tygodniach miał nową dziewczynę.

Więc dlaczego męscy bohaterowie musierowiczowscy są tak wierni w takim młodym
wieku? Nawet Fryderyk czy Pyziak porzucają swoje kobiety dla "iluzji
wolności", a nie dla innej przedstawicielki płci pięknej? Czy w ogóle był w
Jeżycjadzie przypadek porzucenia dziewczyny przez chłopaka, bo po prostu "nie
wyszło" lub dla innej? Chyba nie, to tylko Natalia robiła takie szybkie zamiany...

I jakimi, według was, cechami odznacza się nienaganny, wzorcowy
musierowiczowski bohater?

Według mnie :
- jest wierny
- jest bardzo dojrzały i odpowiedzialny, niemalże od 10 roku życia
- od razu pragnie ślubu i dzieci, oświadcza się jak stoi
- zazwyczaj zajmuje się naukami ścisłymi ( wyjątek I.B)
Obserwuj wątek
    • kaliope3 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 14:00
      No i odpowiedzialny! Zatroszczy sie o rodzinę, nawet jak nie jest niespotykanie
      przedsiębiorczy.Jeśli chodzi o wierność to fakt, wszyscy są tu spiżowymi
      posągami pod tym względem-nawet Pawełek Nowacki znany flirciarz z czasów liceum
      w końcu się ustatkował i to przy boku wciąż tej samej Danusi. Tu w ogóle nie ma
      takiego terminu-niewierność. Najbliżej temu określeniu była Blond Kaśka z
      Pazurami (bohaterka negatywna)i może Tunio pocieszany troskliwie przez panią
      doktor, ale on też był negatywnym bohaterem przecież.
      • ginestra Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 17:08
        A zauważmy, że Tunio nie tylko był bohaterem negatywnym, ale również pocieszał
        się panią doktor już __po__ dramatycznym zerwaniu z Natalią! A więc domniemywać
        można, że był jej wierny (chociaż oglądał się, i to też prawda, za długonogimi
        lamparcicami (czy jak to było określone) w krótkich szortach :> )
        • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 17:22
          ha, nawet za nimi chodził po truskawki, o ile dobrze pamiętam. :)
      • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 17:22
        Pawełek się ustatkował? :) Hehe, nie sądzę. Jego niewierność jest
        tylko w domysłach, ale absolutnie nie sądzę, że się ustatkował i
        dochowywał wierności Dance.

    • kanga_roo Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 14:05
      nighthrill napisała:
      Czy w ogóle był w
      > Jeżycjadzie przypadek porzucenia dziewczyny przez chłopaka, bo po
      prostu "nie
      > wyszło" lub dla innej

      był. Maciek i Matylda, Baltona i Roma, Lucek L. i Laura. ale
      wszystko to niemal na poczatku znajomości, później wierność az po
      grób...tak się zastanawiam, czy pomimo (lub właśnie z powodu)
      wyraźnego adresowania książek do młodych dziewcząt nie jest nie fair
      udawanie, że "żyli długo i szczęśliwie". jak się czuje młoda
      kobieta, porzucona przez chłopaka, którego kochała, zdradzona przez
      męża, któremu była wierna? jej ulubionym bohaterkom (z którymi
      prawdopodobnie się identyfikuje) takie rzeczy się nie przytrafiają,
      ergo jej życie jest do niczego, ona jest do niczego.
      • dakota77 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 14:29
        No ale Baltona i Toma nie byli para, ona sie jedynie w nim kochala. Zadnego porzucenia dla innej/innego nie bylo. Jej nagly romans z lekarzem to inna kategoria.
        • kanga_roo Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 15:24
          hmm, czytam właśnie Pulpecję; kiedy Patrycja opowiada Romie o tym,
          że Baltona ja pocałował, Roma odpowiada (cytuję z głowy):
          - to do niego podobne
          - skad wiesz?
          - z własnego doświadczenia.
          hmmm, odebrałam to jako coś więcej niż "się w nim kochała"
          • dakota77 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 20:01
            kanga_roo napisała:

            > hmm, czytam właśnie Pulpecję; kiedy Patrycja opowiada Romie o tym,
            > że Baltona ja pocałował, Roma odpowiada (cytuję z głowy):
            > - to do niego podobne
            > - skad wiesz?
            > - z własnego doświadczenia.
            > hmmm, odebrałam to jako coś więcej niż "się w nim kochała"
            Moim zdaniem oznacza to tylko to, ze Baltona mial zwyczaj calowac inne dziewczyny, niekoniecznie ze Roma i on byli w zwiazku, bo jakos nie mamy ncizego na potwierdzenie tego faktu. Wiele scen pokazuje natomiast, ze ucuzcie Romy bylo nieodwazajemnione.
            • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 20:15
              ale to stawia go dla mnie w nienajlepszym świetle, bo to znaczy, że
              się nie liczył z tym, że stwarza dwuznaczne sytuacje i ktoś może je
              potraktować poważnie.
        • ding_yun Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 15:31
          Kobieta porzucona/zdradzona czuje się do niczego tak czy inaczej,
          niezależnie od tego, co przeczyta w książce. Zgadzam się jednak, że
          takie "oszukiwanie" czytelniczek może być trochę nie fair, ale z
          drugiej strony Jeżycjada, jak Sienkiewicz, służy pokrzepieniu serc.

          Jako niedawna licealistka z bogatym dość i przekrojowym bagażem
          związków mogę tylko powierdzić, że bohaterowie MM są bardzo, bardzo
          nierealistyczni. Owszem, w życiu zdarzają się panowie
          odpowiedzialni, ale nie aż na tyle, żeby podołać założeniu rodziny.
          Dla większości ta wizja jest obca/daleka/przerażająca jak ufo.
          Najmniejsza aluzja, nawet żartobliwa, o jakiś dalszych planach
          (rodzina itd) potrafi wywołać drgawki i odruch ucieczki. Ta
          absolutna obojętność na inne kobiety - toż to iluzja totalna!
          Bardziej niż Swiat Dysku :)

          Bardzo uderzyła mnie scena w "Pulpecji" w której po szczęśliwym
          wyznaniu sobie miłości przez oboje zainteresowanych Baltona
          oznajmia, że to nie są żarty, to bardzo poważna sprawa i on się z
          Patrycją natychmiast chce żenić. Zazdroszczę jej szczęścia
          niewyobrażalnie.
          • annbell Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 16:51
            Moje czasy, to też tacy ludzie. jak się zakochali to w sobie i od
            razu na zawsze. Są bardzo realni. Dla takich ludzi nierelane by było
            zmienianie facetów jak rękawiczki i to w tak młodym wieku jak te
            czasy lo itp.

            Facet ucieka, bo czuje, że to nie ta. A domeną kobiet jets to, że
            chcą szybko lub bardzo właściwie(facet na stanowisku, kasa, pozycja)
            wyjść za mąż. I mogą tego faceta tylko lubieć, byleby by Był i coś
            miał. Więc kto tu jest nedojrzały? Bo dla mnie takie kobiety, a znam
            ich całe setki.
            • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 17:32
              hm. ludzie bywają różni. czasami się człowiek angażuje i
              niekoniecznie chce małżeństwa od razu. Ja na przykład nie wyobrażam
              sobie w tej chwili wyjścia za mąż (a w maju kończę 25 i mam za sobą
              jedno długie uczucie), bo czuję się na to za młoda i już.

              Po drugie, nie wszystkie kobiety lecą na kasę i pozycję.
    • annbell Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 16:56
      nighthrill napisała:

      > tak sobie myślę o bohaterach MM płci męskiej, również w kontekście
      > turboromasu. I wychodzi mi, że odznaczają się oni wiernością
      niepojętą i
      > niespotykaną u młodzieńców licealnych/ młodych studentów!
      Zaczynają związek w
      > wieku 15-16-17 lat, i to od razu na poważnie ( Gaba-Pyziak,
      Maciek -Kreska,
      > Cesia-Hajduk itp.). I nie przyjdzie im do głowy spojrzeć na inną
      dziewczynę,
      > gdyż ich własna odznacza się tak niesamowitą urodą i intelektem,
      że takiej
      > potrzeby nie odczuwają absolutnie...
      > I jak to się ma do rzeczywistości?


      Przecież te 1wsze miłości są mocne, czyste silne. Potem zaczyna się
      a co z tego będę mieć:P
      Moja babcia wyszła za mąż za 1wszą miłość, miała 18 on 21 lat:)
      Moja kuzynka wyszła za mąz za swoja 1wsza miłosc, miała 19 lat, moja
      kolezanka Iza itp. setki tych przyklładów:)
      Wazne jest to w jakim srodowisku wyratsa bohater, jelsi w tym naszym
      to ta miłość jest wlasnie taka, bezintersowna.
      jesli w srodowisku fura, komora, bogaty siwat, to te paniennki po 16
      lat wiedzą z kim, czym, by mieć to i owo. Nie mówmy tu o jakieś
      beziteresownosci, jets tu wielka interesownosc.

      • ding_yun Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 17:46
        Trochę się z Tobą nie zgadzam Annbell, a może po prostu się nie
        rozumiemy. Z Twojego postu wynika, że jeśli się nie leci jedynie na
        kasę to pierwsza miłość powinna, albo przynajmniej ma dużą szansę
        przetrwać. Otóż nie do końca tak jest. Często jedna strona się po
        prostu nudzi dość szybko, albo zwyczajnie nie jest gotowa angażować
        się w małżeństwo. Najczęściej jest to facet niestety - po prostu
        dlatego, że kobiety podchodzą trochę bardziej emocjonalnie do życia
        i związków (pomijam wyrachowane łowczynie sposnsorów).
        • annbell Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 16:18
          to ja się z tobą nie zgodzę. Widać, że nie bardzo rozumiesz, co
          piszę:) tłumaczę właśnie dlaczego to kobiety tak usilnie dążą do
          związku i chcą ślubu. I czemu to facet odchodzi..On jest niezależny.
          Ma często pozycję, kasę jak to się potocznie mówi. I nawet jak ma 50
          lat i jest sam, jakoś nikt nie mówi, że stary. Tylko, że napewno
          sobie kogoś znajdzie:) A dla kobiety czas nie jest takio dobry:)
          Wie, że z wiekim traci urodę, więc szybko dąży do związku. Nawet jak
          nie kocha, ale czuje, że będzie jej z tym facetem dobrze - czytaj:
          będzie miała co zechce itp.A zatem to nieprawda ( może 1% kieruje
          się miłością) reszta wygodą, tym, co z tego będą miały.Mam sporo lat
          i obsewuję związki ( żyje nimi, ich emocjami) Toi na moich oczach
          ktoś z kimś się wiązał, potem brał ślub, a potem się rozchodził lub
          nie:) Może od 4 lat miałam przerwe, zasłużoną, ale znów od paru
          miesiecy wróciło- bycie w centrum ich 2 ga:) I to się powteirdza, że
          kobiety jednak są wygodne, patrzą by Był, ale by miał. Jeśli w domu
          nie było mebli z Ikei, a mąż takei jej kupuje, sam(a) widzisz, że
          taka kobieta reazlizuje marzenia dzieki facetowi:)
          Mozna esej napisać o tym:)

          • ding_yun Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 17:50
            Skupiłyśmy się po prostu na trochę innych rzeczach. Ty piszesz o
            tym, że kobiety bywają interesowne, wyrachowane i że zawierają
            często związki wyłącznie dla korzyści materialnych. Mnie chodziło o
            to, że jeśli nawet miłość jest bezinteresowna od początku, nie jest
            to gwarancją jej przetrwania niestety.

            Poza tym kobiety dążą szybciej do ślubu chyba nie tylko po to, żeby
            szybko położyć rękę na kasie potencjalngo męża. Są po prostu w
            więkoszości bardziej od mężczyzn emocjonalne, ważniejsza jest dla
            nich stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście nieco
            generalizuję, ale chcę tylko wskazać ogólne tendncje.
            • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 20:04
              > Poza tym kobiety dążą szybciej do ślubu chyba nie tylko po to,
              żeby
              > szybko położyć rękę na kasie potencjalngo męża. Są po prostu w
              > więkoszości bardziej od mężczyzn emocjonalne, ważniejsza jest dla
              > nich stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście nieco
              > generalizuję, ale chcę tylko wskazać ogólne tendncje.

              Zgadzam się z tym w 100%
          • uccello Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 17:54
            annbell napisała:
            Nawet jak
            > nie kocha, ale czuje, że będzie jej z tym facetem dobrze - czytaj:
            > będzie miała co zechce itp.A zatem to nieprawda ( może 1% kieruje
            > się miłością) reszta wygodą, tym, co z tego będą miały.Mam sporo
            lat
            > i obsewuję związki ( żyje nimi, ich emocjami) Toi na moich oczach
            > ktoś z kimś się wiązał, potem brał ślub, a potem się rozchodził
            lub
            > nie:) Może od 4 lat miałam przerwe, zasłużoną, ale znów od paru
            > miesiecy wróciło- bycie w centrum ich 2 ga:) I to się powteirdza,
            że
            > kobiety jednak są wygodne, patrzą by Był, ale by miał. Jeśli w
            domu
            > nie było mebli z Ikei, a mąż takei jej kupuje, sam(a) widzisz, że
            > taka kobieta reazlizuje marzenia dzieki facetowi:)

            HMMMMMmmm, Annbell, Twój strumień świadomości jest tak wartki, że
            szczerze mówiąc nie nadążam.

            Czy chodziło Ci o to,że:

            1 % kobiet wychodzi za mąż z miłości, a reszta dla wygody?
            Mężczyzna jest dodatkiem do swojego portfela, i tylko dzięki niemu
            kobieta może spełnić swoje marzenia, np. meblując dom sprzętami IKEA?
            • onion68 Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 20:52
              Hmm, panna Annbell jest, zdaje się, cięta na żony w ogóle ;-)
          • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 20:10
            wiesz, kobiety pragmatyczne (wcale pragmatyzm nie zawsze jest taki
            głupi) nie zawsze patrzą na portfel. Kobiety pragmatyczne patrzą,
            owszem, na to, co mężczyzna ma, ale te kryteria są bardzo różne. Dla
            jednych są to pieniądze, dla innych pozycja, dla trzecich intelekt,
            dla czwartych to, że umie naprawić kran lub wkręcić żarówkę, dla
            innych jeszcze coś innego... Nie zawsze chodzi o kasę.
      • croyance Re: bohater musierowiczowski 31.01.08, 23:50
        Czasem moze chodzic o to, ze ludzie - tak mlodzi - sa jeszcze
        nieuksztaltowani, zmieniaja sie, a zmienieni - juz do siebie nie
        pasuja. Jako 20-latka mialam zupelnie inne priorytety niz teraz,
        inny gust, niewyrobione poglady - inny charakter. Na mezczyzne, z
        ktorym jestem teraz, wtedy nie zwrocilabym uwagi. A tymi, ktorymi
        interesowalam sie wtedy, nie zainteresowalabym sie teraz.

        Ludzie dojrzewaja, poznaja zycie, przechodza rozne doswiadczenia i
        przewartosciowuja pewne sprawy. Dlatego IMHO zwiazki zawarte w
        mlodym wieku moga nie przetrwac.
    • ginestra Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 18:04
      Ciekawy wątek.
      Ja też zauważyłam, że ci mężczyźni jeżycjadowi są wzorcami wierności (jak
      wzorzec metra ze stopu irydu i platyny przechowywany gdzieś pod Paryżem, zdaje
      mi się). Takie miałam wrażenie czytając te książki.
      Zapalały mi się non-stop lampki ostrzegawcze na takie komunikaty jak np. ten:
      Mój Jurek już od pół roku na stypendium, a ja tu cała szczęśliwa z trójką
      własnych dzieci i jeszcze dwójką siostry, ale cieszę się, że on tak wspaniale
      sobie radzi (Cesia). Albo: Mój Maciek już od roku na stypendium, a ja tu z
      trójką dzieci ... itp., ale jestem z niego dumna, jest takim dobrym mężem
      (Kreska). Albo: Mój Pawełek już od roku na stypendium (...), ale niedługo wróci,
      bardzo się stęskniłam. (Danka).

      No i myślałam sobie: czy to jest tak naprawdę, że mimo tej rozłąki i mimo
      rozmijania się, siłą rzeczy, światów ich obojga, nic się nie stanie z ich
      więzią? Czy to możliwe, że Maciek, Jurek, Pawełek i inni nie mieli żadnych tego
      typu zawirowań uczuciowych (łagodnie mówiąc) w tym "świecie" lub nawet w swoim
      miejscu pracy w Poznaniu? A Marek? A Robrojek? A Grześ? A inni (może poza
      Bernardem, który jest specyficzny i świata nie widzi poza Aniellą - on ma taką
      symbiotyczną osobowość i postrzega Anielę jak część siebie samego, co jest nie
      do końca zdrowe, ale przynajmniej jest wierny i w tym wiarygodny, tak uważam).

      To co mi nasuwa właśnie podejrzenie o ich niewierność lub ewentualne sytuacje
      typu "niewinna znajomość z pracy na krawędzi romansu", to ta niefrasobliwie i
      nieskończenie ufna (żeby nie powiedzieć naiwna) postawa ich żon, to w jaki
      sposób one mówią o nich. Jest na przykład rozmowa Kreski i Gaby o mężach i one
      mówią o nich w samych superlatywach. Nie ma tam wzmianki o tym, że np. "mieliśmy
      ciężkie chwile, ale przetrwaliśmy, oboje pracowaliśmy nad tym, Maciek musiał
      przewartościować co dla niego jest naprawdę ważne, teraz jest już dużo lepiej i
      jesteśmy sobie bliżsi po tym kryzysie, ale taka pewna czujność mi pozostała, bo
      zawiódł moje zaufanie i to zostawia ślad".
      Wiadomo, że małżeństwo o dłuższym stażu ma trochę inny charakter niż na
      początku, że jest ono wtedy pewnym wyzwaniem, że są takie pułapki zżycia się i
      "bezpieczeństwa" relacji, gdy ktoś może to postrzegać jako pewną stagnację i coś
      w nim rezonuje gdy płeć przeciwna zdaje się podziwiać go czy adorować czy jakoś
      interesować się nim. Trzeba wtedy sporo czujności, walki o siebie samego, o
      swoje wartości, czasem trzeba odnowienia tego uczucia między partnerami w
      związku, które być może w tej prozie życia przygasło czy coś, potrzeba
      odnowienia tej namiętności, pokochania się na nowo itp. A więc te pokusy,
      pułapki i mielizny są, muszą być, tak mi się wydaje, bo życie jest dynamiczne,
      bo nie jesteśmy w próżni, bo człowiek nie jest w stanie być cały czas zwarty i
      gotowy i czujny, a więc jakieś sytuacje wystawiające nas na próbę zapewne
      zdarzają się w każdym małżeństwie. To jest bardziej ludzkie i wiarygodne niż
      taka wieczna sielanka jak w Jeżycjadzie. No, ale to są takie postaci literackie.
      Ci faceci mają już w głowie taki wgrany program, że są wierni i idealni i to
      jest warunek sine qua non, od pierwszych kart jeśli jest mowa o pozytywnym
      bohaterze, który się ożenił. Tak to się wydaje.

      Jeszcze zgodzę się z Annabel co do tego, że wierność ma związek z rysem
      pokoleniowym lub z konkretną osobą. Moim zdaniem, żeby ktoś był wierny, to musi
      mieć jakieś zasady, musi być wierny przede wszystkim sobie. Musi uważać, że są
      rzeczy po prostu haniebne, po których trudno by mu było sobie samemu spojrzeć w
      oczy. I musi ____bardzo nie chcieć____ być niewierny. Musi bardzo chcieć być
      jednoznaczny, uczciwy, nie krzywdzić bliskiej osoby. Musi brzydzić się
      oszukiwaniem i prowadzeniem jakiejś gry, jakiegoś podwójnego życia. Musi też
      chcieć poznawać siebie, żeby - jak mu się spodoba inna osoba, a jest w związku -
      umiał przyznać się przed sobą: "tak, ta kobieta (ten mężczyzna) bardzo mi się
      podoba, bardzo na mnie działa, mam ochotę wejść z nią (z nim) w relację". I
      uznawszy to, zdecydować: czy naprawdę tego chcę, czy chcę zdradzić żonę (męża),
      czy ta osoba, która jest przy mnie ma dla mnie znaczenie? Czy ta nowa znajomość
      jest aż tak dla mnie fajna żeby przekreślić mój związek? Co wtedy będzie itp. I
      wtedy, mając cały czas tę uczciwość, samoświadomość i trzeźwość umysłu, ma się
      też siłę, aby wybrać co zrobić. I aby na przykład nie wejść w relację z tą drugą
      osobą. Gdy się trzyma swoje granice, to wtedy uczucie do "tej drugiej
      (drugiego)" nie zaleje nas. Jeśli ta "mięta" do kogoś da w refleksji odpowiedź
      czego mi brakuje w moim małżeństwie, to dobrze, bo można się nad tym zastanowić
      i popracować nad własnym związkiem. I zwykle żona czy mąż jest bardzo za tym
      żeby coś naprawić. Na pewno woli mieć tę szansę niż dowiedzieć się znienacka, że
      jest zdradzana. Natomiast, jeśli ktoś się oszukuje ciągle (nie, to tylko
      koleżanka, pójdę z nią po pracy na kawę, musimy ten projekt omówić; niedługo
      wyjazd w delegację, powiedziała mi, że jestem przystojny - jaki miły,
      bezinteresowny komplement - może kupię sobie coś nowego na tę delegację, dawno
      nie kupiłem sobie fajnego ubrania, ale to tylko koleżanka; dobrze mi się z nią
      rozmawia, mówimy sobie nawzajem o swoich związkach, o życiu, o miłości, ale to
      tylko przyjaźń itp.), to wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że w jakimś
      momencie nie spostrzegą się oboje i to "uczucie" ich zaleje i wejdą w relację, a
      mężczyzna będzie lawirował potem i oszukiwał żonę, bo niby nie jest dla niego
      takie proste wybrać którą woli. :((
      A więc zgadzam się z Annabel w tym, że kiedyś w wychowaniu większy był nacisk na
      to, żeby być uczciwym, mieć zasady, mieć honor, nie być tchórzem, mieć wartości,
      być spójnym i jednoznacznym. I wielu ludzi dzięki tym zasadom oprzytomniało w
      chwili próby: zdecydowało się nie zdradzać tego w co wierzą, nie zdradzać siebie
      i nie zdradzać bliskiej osoby, bo dla nich zdrada to było coś haniebnego. Tak
      jest też w przypadku osób z każdego pokolenia, które te zasady mają. Zauroczenia
      są w każdym małżeństwie/ związku. A to czy jakaś osoba jest wierna, według mnie,
      zależy właśnie od jej dojrzałości, integralności, od jej wierności sobie oraz od
      tego czy dba o swój związek na co dzień, czy dba o tę bliską osobę oraz czy
      zdaje sobie sprawę z realiów życia, czy ma pokorę wobec siebie, i czy zdaje
      sobie sprawę z tego, że jest tylko słabym człowiekiem, ale takim, który jednak
      może i chce sięgać po narzędzia do wytrwania w swoich zasadach, bo jest to możliwe.

      Wracając do tych jeżycjadowych kobiet, to ta ich ufność i beztroska właśnie
      przywodzi mi na myśl, że może są one zdradzane, bo tak się niestety zachowują te
      zdradzane kobiety. Po zdradzie już się zachowują inaczej, mają wręcz inną
      tożsamość, tak uważam.
      No, ale w Jeżycjadzie, wiadomo - nie są zdradzane, bo tak jest i już.

      Pozdrawiam!
      • sowca Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 21:52
        Ginestro, ależ się rozpisałaś ;] Dobrze, że piszesz same mądre
        rzeczy! Zwróciłaś uwagę na ciekawą rzecz - po ślubie jest już zawsze
        dobrze (wyjątek: oczywiscie Gaba). Zawirowania uczuciowe i kryzysy
        są w "jeżycjadzie" w fazie przedślubnej. Dlatego zawsze mnie
        intrygowało, czy Natalia porzuciłaby Filipa dla Robrojka, gdyby była
        z tym pierwszym "po słowie"?
        • grimma Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 21:59
          a jedwabinscy?
          mysle ze brak rozwazan o przewartosciowaniu i dojsciu do wspolnie wypracowanych
          wartosci w malzenstwie to nie problem nastolatek. tylko ich rodzicow
          • lutecja4 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 22:20
            juz to poruszalam w ktoryms watku,tez wydaje mi sie oderwane od
            rzeczywistosci,ze prawie wszyscy zakochuja sie w wieku lat nastu i od razu
            zostaja z pierwsza miloscia do konca zycia(wyjatek Gabriela tez wyszla za
            pierwsza milosc,tylko ze im akurat nie wyszlo)moglo sie zdarzyc owszem jednej
            parze,ale nie tylu
            a co do Kreski i Macka-czy nie wydaje sie Wam dziwne,ze Kreska taki dobry
            architekt(dostala przeciez nagrode)i wystarcza jej ze Maciek znalazl
            prace,Maciek zaprojektowal i przebudowal mieszkanie Dmuchawca ona nic,nawet nie
            rozmawiaja ze soba na tematy zawodowe.Nawet,jesli postanowila nie pracowac a
            zajmowac sie dziecmi i domem,to chyba naturalne byloby,gdyby wymieniali jakies
            poglady,gdyby Kreska zaprojektowala antresole a Maciek ja wykonal itp
            • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 29.01.08, 22:23
              No niestety, kobiety w Jeżycjadzie nie mogą dążyć do kariery :/ Toż
              to nie wzorcowe. Nawet się udzielać w jakikolwiek sposób, chyba, że
              w zmywaniu naczyń :(. Ewentualnie dusza artystyczna wchodzi w
              rachubę.
              • ginestra Re: bohater musierowiczowski 30.01.08, 09:46
                Dziękuję bardzo za miłe słowa :)
                No właśnie, mnie też trochę "boli" to, że kobiety są tam tak podporządkowane i
                zepchnięte na drugi plan w małżeństwie, a przy tym przedstawione tak, że nie
                widzą w tym problemu. Mężczyzna rozwija się i może się spełniać, nie musi też
                brać na siebie zbyt dużo obowiązków, jest dyspozycyjny. O kobietach są wzmianki,
                że w międzyczasie zdobywają wykształcenie, nagrody, ale tego nie widać za bardzo
                w opisanych sytuacjach z ich życia. Ale wiem, że bardzo dużo było o tym mowy na
                forum...

                Co do Kreski i Maćka, to faktycznie dziwne to bardzo, że nie ma wspomnianego
                udziału Kreski w urządzaniu mieszkania. Zwłaszcza, że ona oprócz wykształcenia w
                kierunku architektury była również bardzo twórczą osobą!

                A jeszcze o tej parze coś mi się przypomniało. Jest w DP scena, w której Aurelia
                pocałowała Maćka w usta, potem bardzo to przeżywała, wstydziła się. Dawno
                czytałam tę książkę, ale wydaje mi się, że to nie chodziło o takie cmoknięcie,
                tylko o pocałunek raczej taki namiętny. Oczywiście Maciek był zaskoczony i w
                ogóle, ale czy on czasem nie odwzajemnił tego pocałunku? No bo chyba nie da się
                inaczej całować jak przy obopólnym, choćby kilkusekundowym, zaangażowaniu?
                Oczywiście Maciek nie planował tego i nie chciał i miał jasno sprecyzowane, że
                kocha Kreskę i chce z nią być, ale musiało to wprowadzić jakiś, choćby
                krótkotrwały, zamęt do jego głowy, a tym samym do ich wspólnego, małżeńskiego
                życia. Tymczasem, o ile się nie mylę, nie ma o tym wzmianki dalej w książce? To
                prawda, widzimy resztę wydarzeń z punktu widzenia Aurelii, ale czy ona i Maciek
                potem się spotkali? Czy coś wyjaśnili (wprost lub bez słów)? Może pamiętacie?
                Czy jest może wspomniane, że Kreskę niepokoi jakaś czasowa "nieobecność duchem"
                Maćka lub zmiana w jego zachowaniu, czy jakaś specyficzna reakcja na wspomnienie
                imienia Aurelii? Nie wiem, ale chyba Autorka nie pociągnęła tego tematu.
                To by była chyba jedyna tego typu scena w Jeżycjadzie z żonatym facetem w roli
                głównej i z inną kobietą?

                Pozdrawiam!
                • nighthrill Re: bohater musierowiczowski 30.01.08, 11:02
                  Nie, nic sobie nie wyjaśnili...Jest coś o tym, jak to Aurelia i Konrad siedzą w
                  kuchni u Borejków i nadchodzi Maciek oddać zdaje się deskę do prasowania ( ja to
                  mam pamięć, w końcu jestem nauczycielką:)). Na jego widok Aurelia oblewa się
                  rumieńcem i bez słowa wychodzi = ucieka.
                  Potem udało jej się wyznać wszystko Kresce i poczuła się lekko, bo Kreska
                  "zrozumiała i wybaczyła". O tym, jak czuł się Maciek i czy również uczestniczył
                  w tym pocałunku, nie ma niestety NIC.
                  Ciekawe, jak się potem ich wzajemne relacje układały? Bo Aurelia musiała być nim
                  choć trochę zauroczona, jeśli jej coś podobnego przyszło do głowy, a
                  jednocześnie czuła się rozdarta, bo przecież Kreska itp.
                  Wyobrażacie sobie takie fan fiction? Pod wpływem tego pocałunku Maciek dostrzega
                  w Aurelii młodą, pociągającą kobietę, rzuca w te pędy Kreskę, pieluchy i deski
                  do prasowania i wyjeżdżają razem zwiedzać europejskie muzea? :)( A. miała
                  artystyczną duszę i uwielbiała obrazy).
                  Nie, to niemożliwe, brak Maćkowi wyobraźni...no i tego typu potrzeb, bo jest
                  przecież najwierniejszy. Ten pocałunek Aurelii chyba go nawet nie zdziwił, bo
                  jest wspomniane że "zachował się, jakby nic się nie stało".
                  • sowca Re: bohater musierowiczowski 30.01.08, 21:38
                    Aurelia by nie dopuściła, żeby Maciek rzucił Kreskę. Ale gdyby tak
                    nawiązali romans i targana wyrzutami sumienia Aurelia popełniła
                    samobójstwo? Wiem, wariacka myśl, ale za to ile dramatyzmu by
                    wprowadziła:D
                    A na poważnie. Myślę, że nawet gdyby Maciek zakochał się w Aurelii,
                    nie zostawiłby dzieci :] ja tam wierzę w Ogorzałkę :D
                    • ding_yun Re: bohater musierowiczowski 30.01.08, 22:10
                      A czy lepiej by było jakby się męczył z Kreską i dziećmi kochając
                      Aurelię?

                      W ogóle to ciekawy wątek... jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że
                      uczucie Aurelii do Maćka mogłoby mieć dalszy ciąg. Swoją drogą to
                      był bardzo nietypowy dla Jeżycjady wtręt.
                    • annbell Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 16:22
                      > A na poważnie. Myślę, że nawet gdyby Maciek zakochał się w
                      Aurelii,
                      > nie zostawiłby dzieci :] ja tam wierzę w Ogorzałkę :
                      I to jest fakt. Wiele kobiet mając dzieci z facetem myśli: nie
                      zostawi mnie, bo ma ze mną dzieci. Czyli dzieci są takim magnesem,
                      który go trzyma przy niej(kobiecie) sztucznie, ale trzyma. I wiele
                      zachodzi w ciąże. No bo jak dziecko to on jej będzie. Logiczne. Nie
                      zostawi dziecka, a skoro Ona ma to dziecko to i ona się załapie by
                      być z nim. Jak jest dziecko to ona ma 1wsto:)

                      Oj i mam kolejny sukces:) moja ciocia coś zrozumiała..chodzi o jej
                      rlacje z mamą. Napisałam do niej ciepły, ale psychologiczny list:)
                      Nie owijajc w bawełne ile zawdziecza babci, ze dobro raz rozdane
                      powraca itp.
                • lezbobimbo Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 20:34
                  ginestra napisała:
                  > A jeszcze o tej parze coś mi się przypomniało. Jest w DP scena, w >której
                  Aurelia> pocałowała Maćka w usta, potem bardzo to przeżywała, wstydziła się.
                  Dawno> czytałam tę książkę, ale wydaje mi się, że to nie chodziło o takie
                  cmoknięcie,> tylko o pocałunek raczej taki namiętny. Oczywiście Maciek był
                  zaskoczony i w
                  > ogóle, ale czy on czasem nie odwzajemnił tego pocałunku?

                  Nie! Odwzajemniania nie bylo. Proponuje odswiezyc ksiazke ;)))
                  Maciek byl zaskoczony, NIC nie odwzajemnil, a potem wzial Aurelie za kark,
                  zaprowadzil do umywalki i wyszorowal jej twarz, jakby myl kociaka ;) *takie
                  symboliczne oczyszczenie*


                  >No bo chyba nie da się> inaczej całować jak przy obopólnym, choćby
                  >kilkusekundowym, zaangażowaniu?

                  Da sie - jesli jedna osoba jest obojetna lub nieprzygotowana, to nic nie
                  odwzajemni, podczas gdy druga caluje. Najwyzej siarczysty calus moze rozchylic
                  czyjes wargi, ale zeby odwzajemnic, trzeba wargami swiadomie poruszyc ;)

                  > Oczywiście Maciek nie planował tego i nie chciał i miał jasno >sprecyzowane,
                  że kocha Kreskę i chce z nią być, ale musiało to >wprowadzić jakiś, choćby
                  krótkotrwały, zamęt do jego głowy, a tym >samym do ich wspólnego, małżeńskiego
                  życia.

                  Uwazam, ze to teza na wyrost, opierajaca sie li i jedynie na scenie, w której to
                  Aurelia dzialala niejako na oslep i pod wplywem wielkiego szoku emocjonalnego
                  (smierc mamy).
                  Znala Macka od czasów swego Geniusiowego dziecinstwa wiec ufa mu i czuje sie z
                  nim bezpiecznie. Przezywala wyniszczajaca chorobe mamy i jej smierc, a to bardzo
                  duzo do uniesienia dla wrazliwej Geniusi, nagle pozostawionej i calkiem
                  samotniej na swiecie. Ten jej pocalunek odczytalam jako rozpaczliwe poszukiwanie
                  jakiejkolwiek bliskiej duszy, ewentualnie poszukiwanie pospolu z buzujacymi
                  hormonami (wlasnie dorasta przeciez).
                  Co prawda, skoro stracila matke, to bardziej prawdopodobne wydaloby mi sie, ze
                  pocalowalaby Kreske, która przeciez przemoznie pokochala juz od pierwszego
                  spotkania.
                  No ale w MM nie istnieja uczucia homofilnie wszak ;)

                  A jako bohater musierowiczowski, Maciek bedzie oczywiscie krysztalowy, niezlomny
                  i zadne takie kosmate mysli nie zalegna mu sie w glowie, zwlaszcza gdy ma dzieci
                  i fantastyczna Kreske. No sorry, ale mialby rozbijac rodzine i leciec na
                  Geniusie? Nigdy sie to nie stanie u MM ;)
                  Natomiast w zyciu rzeczywistym albo w pierwszym lepszym Harlekinie rózne rzeczy
                  moglyby sie wydarzyc i taki Maciek móglby owszem zareagowac niewlasciwie, ale to
                  bylaby juz zupelnie inna bajka..
                  • verdana Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 15:05
                    A istnieje BARDZIEJ niewłaściwa reakcja faceta niz umycie ust
                    zrozpaczonej i beznadziejnie zakochanej dziewczykie????? Takie
                    upokorzenie kogoś nie miesci mi się w głowie.
                    • lezbobimbo Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 15:44
                      verdana napisała:
                      > A istnieje BARDZIEJ niewłaściwa reakcja faceta niz umycie ust
                      > zrozpaczonej i beznadziejnie zakochanej dziewczykie????? Takie
                      > upokorzenie kogoś nie miesci mi się w głowie.

                      Jeszcze bardziej niewlasciwie by bylo, gdyby odwzajemnil pocalunek przeciez ;P
                      Albo gdyby dal jej odruchowo z liscia :/

                      Owszem, mógl z nia porozmawiac, ale u MM nie rozmawia sie raczej o takich
                      blahych sprawach jak zle ulokowane uczucia, tylko o bohaterach literackich ;P
                      • verdana Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 17:23
                        Jak by odwzajemnił pocalunek nic by sie nie stało, chyba że
                        przyjmiemy, iz żonaty facet popełnia zbrodnię odwzajemniając
                        pocałunek zrozpaczonej, zakochanej nastolatce. Mogl potem
                        powiedziec "Słuchaj, nigdy wiecej, kocham Kreskę, a Ciebie po prostu
                        lubie, jak znajoma, chyba nie chcesz wejść miedzy nas? Taka fajna
                        dziewczyna jak Ty może znaleźć sobie rowiesnika, ktory ja będzie
                        kochał."
                        Gdyby jej dał w twarz , a potem powiedział "Daj spokoj, musiałem Cie
                        uspokoić, przeciez nie wiesz co robisz" - tez chyba byloby
                        normalniej - chociaz nie spotkalam się z tym, zeby normalny facet
                        dał w morde calującej go dziewczynie, choćby i miał harem.
                        Tak czy inaczej, obie te reakcie postawiłyby Aurelie w sytuacji
                        osoby może i niekochanej, ale przynajmniej z jakąś szczątkową
                        seksualnoscią. Tymczasem zostala potraktowana jako głupia,
                        rozwydżona malolata, ktora zachowuje się do wyboru - jak k..., albo
                        jak bezrozumny szczeniak. jako osoba, ktorej pocalunek jest śmieszny
                        i odrażajacy. A miłość - do ostentacyjnego wyśmiania i zmycia zimna
                        wodą.
                        Nie, dziękuję. Koszmar.
                        • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 17:38
                          Kurcze, nie pamiętam tej sceny. Ale rzeczywiście, okropne :(.
                        • onion68 Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 17:39
                          > Jak by odwzajemnił pocalunek nic by sie nie stało, chyba że
                          > przyjmiemy, iz żonaty facet popełnia zbrodnię odwzajemniając
                          > pocałunek zrozpaczonej, zakochanej nastolatce. Mogl potem
                          > powiedziec "Słuchaj, nigdy wiecej, kocham Kreskę, a Ciebie po prostu
                          > lubie, jak znajoma, chyba nie chcesz wejść miedzy nas? Taka fajna
                          > dziewczyna jak Ty może znaleźć sobie rowiesnika, ktory ja będzie
                          > kochał."

                          To wprowadziłoby niepotrzebne napięcie. Aurelia zadręczałaby się jeszcze bardziej.
                          Wydaje mi się, że opisana reakcja jest usprawiedliwiona ich długą znajomością,
                          tym że Maciek znał Aurelię jeszcze jako dziecko. Nie widzę w niej nic strasznego.
                          • verdana Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 19:29
                            A ja jednak widze - jesli "pierwsza mi;lość' przy pierwszym
                            pocałunku potraktuje Cię kompletnie bez szacunku, pokaże, ze
                            zrobilas rzecz obrzydliwa (to mycie ust), ze jako kobieta jesteś po
                            prostu smieszna - to drugiego razu z kimkolwiek może już nie być...
                            A jakie napięcie mogłoby byc, gdyby - wersja optymalna - Maciek po
                            prostu się odsunął i zbagatelizowal sprawę?
                          • kaliope3 Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 20:08
                            Umył jej twarz bo była cała mokra i zapuchnięta od łez.Poradził sobie z tą
                            niespodziewaną(i dla niego i dla Aurelii,myślę)sytuacją jak umiał najlepiej.Nie
                            widzę tu upokarzania czy "potraktowania"Aurelii.Znał ją od dziecka i pewnie też
                            tak ją jeszcze trochę traktował, a przede wszystkim widział dziecko cierpiące po
                            stracie matki.
                            • uccello pocałunek Aurelii 03.02.08, 22:43
                              Verdano! To mycie ust w symbolicznym oczyszczeniu, było
                              interpretacją Lezbobimbo. Li i jedynie.

                              W tekście MM, Aurelia wraca ze szpitala , na parę dni przed śmiercią
                              mamy, udręczona, obolała i bezradna.
                              "Zaryczana rzuciła mu się na szyje, ściskając go rozpaczliwie, ze
                              wszystkich sił - ach, jak mogła, jak mogła! Maciek objął ją
                              odruchowo, poklepał po łopatce, powiedział coś dobrego,
                              pocieszjącego-
                              a ona natychmiast, sama nie wiedząc co robi, pocałowala go. Tak
                              jakby to musiało być, w ciepłym , bezpiecznym uścisku jego
                              opiekuńczych ramion, tak jakby to było zupełnie naturalne.
                              Ale nie było. Wiedziała to już w nastepnej sekundzie. I Maciek też:
                              spojrzał na nią ze zdziwieniem i zakłopotaniem i otarł sobie
                              wierzchem dłoni policzek, który zamoczyła mu łzami:
                              -Chodź no dzieciaku- powiedział.-Całkiem zapuchłaś. -Udawał chyba,
                              że nic takiego się nie stało. Zaprowadził ją do łazienki,
                              przytrzymał za kark i porządnie umył jej twarz gąbką Kasi zanurzoną
                              w lodowatej wodzie. Jak gdyby nigdy nic.
                              Ochłonęła od razu i przestała płakać- ale dopiero wtedy wstyd
                              zaczął ją palić, jak żrący kwas- i było z tym gorzej i gorzej.
                              Najgorzej zaś było wtedy, kiedy przypomniała sobie , jego zdumienie
                              i zakłopotanie. Och to było najstraszniejsze. Co on sobie pomyślał?!"
                              • sowca Re: pocałunek Aurelii 04.02.08, 01:14
                                Wydaje mi się, że zbagatelizowanie sceny było najlepszym, co Maciek
                                mógł zrobić. Zdawał sobie sprawę, że Aurelia jest w strasznym szoku
                                i rozpaczy i absolutnie nie jest to moment na poważne rozmowy
                                pt: "Nigdy więcej, ja kocham Kreskę i dzieci...". Pokazał Aurelii,
                                że nie musi przykładac do tej chwili znaczenia, że rozumie
                                jej "chwilę zapomnienia". Umycie zaś twrayz było, jak dla mnie,
                                próbą przywrócenia Aurelii przytomności, a nie żadnym symbolem.
                                • dakota77 Re: pocałunek Aurelii 04.02.08, 12:33
                                  Zgadzam sie, tym bardziej, ze umyl jej zaplakana twarz, a nie usta, jak to ktos wczesniej pisal.
                                  • ginestra Re: pocałunek Aurelii 04.02.08, 13:55
                                    Na to wygląda z cytatu (dzięki Uccello!), że Maciek jednak tak bardziej
                                    opiekuńczo się zachował niż "symbolicznie". Natomiast ten pocałunek, to chyba
                                    był jednak typu "cmok". Jak myślicie?

                                    Jeśli chodzi o sytuację, to tym bardziej, wydaje mi się, że Maciek, mimo
                                    zakłopotania, mógł chociaż spróbować porozmawiać z nią, po tym obmyciu, o tym,
                                    że każdy ma prawo być załamany i potrzebować ciepła, że zwłaszcza taka
                                    delikatna, młodziutka dziewczyna, która przeżywa chwile bardzo ciężkie, może jak
                                    najbardziej potrzebować męskich ramion, i że nic niestosownego nie zrobiła;
                                    dobrze by było, gdyby próbował sprawić, żeby ONA nie była zakłopotana,
                                    powiedzieć, że on Aurelię rozumie, że znają się długo, że on i Kreska będą
                                    zawsze jej przyjaciółmi itp. No nie wiem, tak po dorosłemu z nią pogadać,
                                    wesprzeć, pokazać, że nic się nie stało, że jej gest był zupełnie zrozumiały i
                                    normalny w takim kontekście.
                                    Ta jego energiczna reakcja, to obmycie, takie uspokojenie, zaopiekowanie, też
                                    było chyba dość krzepiące dla Aurelii (choć mi trudno sobie wyobrazić jak bym
                                    się czuła, gdyby mnie ktoś tak złapał za kark i trzymał i obmywał - chyba nie za
                                    bardzo dobrze bym się czuła).
                                    Z cytatu widać jednak, że się starał, że próbował jak umiał, ale na pewno mógłby
                                    jej więcej okazać wsparcia, tak konkretniej, właśnie porozmawiać z nią,
                                    zapewnić, że nie jest sama na świecie itp.
                                    No i zrozumieć, że jej jest głupio, że się wstydzi i po dorosłemu jakoś ten
                                    wstyd z niej zdjąć, przejąć kontrolę nad sytuacją.
                                    Pozdrawiam
    • laura-gomez Re: bohater musierowiczowski 30.01.08, 11:14
      > tak sobie myślę o bohaterach MM płci męskiej, również w kontekście
      > turboromasu. I wychodzi mi, że odznaczają się oni wiernością
      niepojętą i
      > niespotykaną u młodzieńców licealnych/ młodych studentów!

      A Pawełek?? Zdradzał Danusię, co prawda potem sie z nią ożenił, ale
      wiernością się nie odznaczał, przynajmniej na początku ich
      znajomości. Jak było z Pyziakiek, dokładnie nie wiemy - nawet jeżeli
      nie zdradzał Gaby, to odpowiedzialnością się nie popisał.
    • zieleniack Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 18:26
      Dla mnie ciekawe i mało realistyczne w facetach z Jeżycjady jest to,
      że nie są to typowi nastoletni chłopcy, którym tylko seks w głowie.
      Nie oszukujmy sie, bardzo wiele nastoletnych związków od strony
      męskiej zwłaszcza nastawia się na tzw. "dowód miłości", a potem
      puszczenie dziewczyny kantem. Bardzo to fajne, że Jeżycjadowe
      dziewczeta znajdują sobie wartosciowych chłopaków, ale jest to mało
      możliwe, aby każdej udało się od razu trafić na tego mądrego,
      odpowiedzialnego, wiernego itp.
      • onion68 Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 20:51
        Chyba się trafił jeden taki egzemplarz - Arturek-Gburek w malinowym chruśniaku ;-)
        • uccello Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 21:01
          Kilka jeżycjadowych bohaterów dyponuje hormonami męskimi-śmiem
          twierdzić. Baltona bił się po łapach żeby się na Pulpę nie rzucić,
          całuje dziewczyny bo lubi, Pyziak rwie równiutko kwiaty jabłoni,
          Wolfi na myśl o swoim Tygrysku o mało nie trafia pod tramwaj,
          Pawełek mówi Anieli ,że skoro został im już ten jeden , jedyny dzień
          w Łebie, to muszą go przeżyć jakoś bardzo pięknie, Nerwus zeżarł by
          chętnie Nutrię nawet w miejscu publicznym, i sugeruje,że nie kończył
          by notorycznie kolacji z wiadomych względów.
          • onion68 Re: bohater musierowiczowski 02.02.08, 22:57
            Masz rację.
            Ja wymieniłam Arturka jako jedyny egzemplarz, który nie miał tzw. dobrych
            zamiarów. Podrywał Aurelię tak trochę z braku laku, dla zabicia czasu,dla
            zaliczenia? A ona, jako jednostka wrażliwa, mimo pokusy czuła w tych malinach,
            że to nie jest to.
            • dakota77 Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 00:38
              Ee, moze z powodu poznej pory czegos juz nie lapie,ale o co chodzi z tymi wyrachowanymi kobietami, ktore za pieniadze facetow mebluja sobie mieszkania meblami z Ikei? Cokolwiek by nie powiedziec, to sa tanie meble;-)
              • lezbobimbo Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 15:48
                dakota77 napisała:
                > Ee, moze z powodu poznej pory czegos juz nie lapie,ale o co chodzi z tymi wyrac
                > howanymi kobietami, ktore za pieniadze facetow mebluja sobie mieszkania meblami
                > z Ikei? Cokolwiek by nie powiedziec, to sa tanie meble;-)

                He he dokladnie!
                Pani która to pisala, pochodzi zapewne z jakiejs Arabii Saudyjskiej, gdzie
                kobietom nie wypada pracowac i zarabiac, wiec monsz musi je utrzymywac??? :P
                Chcialam tu zaznaczyc, ze w Europie, nawet w Polsce czy Bialorusi, kobiety maja
                cos takiego jak wlasna praca i wlasne zarobki.
                • tygrys2112 Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 16:22
                  Tzn. ja też znam kobiety wyrachowane, które lecą na kasę, ale takich
                  kobiet wbrew pozorom nie jest tak dużo.
          • zieleniack Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 22:45
            chodizło mi raczej o takich, co to wiążą się jedynie dla seksu i
            niczego wiecej, tacy, co wymuszają od dziewczyn 'dowody miłości';)
            to nie jest jedynie "dysponowanie hormonami męskimi', bo bycie
            facetem nie oznacza od razu bycia wykorzystywaczem. Paweł mi pasuje
            troch do tego opisu, ale nie do konca.
        • zieleniack Re: bohater musierowiczowski 03.02.08, 22:42
          o, zapomniałam o nim;) racja, to ten typ. No i Pawełek oraz Pyziak
          byli tego pokroju;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka