Dodaj do ulubionych

Sygnały dobra

06.02.08, 00:00
Od razu mówię, że zakładam wątek lekko kradziony, a z całą pewnością
zainspirowany :-)

Jakiś czas temu na Forum Humorum powstał wątek pt. "Co was spotkało
od innych ludzi".

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=72259488&a=72259488&v=2&wv.x=0

Znamienne, że 99,9% forumowiczów opisało same pozytywne historie.
Czyli nie tyle "Co was spotkało od innych ludzi", ile "Co was
spotkało DOBREGO od innych ludzi".

Jedna z forumowiczek napisała: "Dużo tego było. Mam komu dziękować
za różne nieoczekiwane 'eksperymentalne sygnały dobra'. Się staram
zresztą też." I to mnie natchnęło do powielenia tego wątku tutaj. W
końcu, gdzie jak nie na Forum MM można pisać o odebranych sygnałach
dobra? Zwłaszcza nie tych eksperymentalnych, ale płynących z serca i
charakteru :-)

Piszcie więc o tym, co was dobrego od innych ludzi spotkało. Kiedy
czyta się coś takiego, miód leje się na serce. Nic tak nie pomaga,
jak świadomość, że ludzie jednak są dobrzy.

Sama przytoczę - na razie - tylko jeden przykład. Rok 1988, jadę
pociągiem na obóz młodzieżowy w Bułgarii. Na granicy węgiersko-
rumuńskiej stoimy siedem godzin (!). Jesteśmy zmęczeni, głodni,
pociąg stoi w pełnym słońcu, upał nie do zniesienia, chce nam się
pić (dzisiaj bym chyba tego nie wytrzymała). Po iluś tam godzinach
do naszego wagonu podchodzi węgierski robotnik, jeden z pracujących
na torach - i wyciągając ręce, daje nam przez okno do naszego
przedziału kilka kilogramów świeżych, soczystych brzoskwiń!
Obserwuj wątek
    • uccello Re: Sygnały dobra 06.02.08, 01:38
      Najbardziej spektakularny przykład opisałam w wątku forumhumorowym,
      ale takich spontanicznych objawów życzliwości przeżyłam trochę. O,
      choćby to:

      Mieszkałam kiedyś przez 10dni w domu u przyjaciół, na Żuławach.
      Sama. Dookoła pola, najbliższy dom, ledwie widoczny zza drzew o 2km
      dalej. Dziennie przejeżdża drogą najwyżej 10aut. To był niezwykły
      czas, tak nos w nos z sobą, bez radia, telefonu i innych osiągnieć
      cywilizacji.
      Któregoś dnia patrzę, a ową drogą ktoś idzie. Idzie i idzie i coś
      niesie. Wychodzę naprzeciw, a to jak się okazało sąsiad moich
      znajomych, którego żona wysłała z jakąś nieprawdopodobną wałówą
      (domowe ciasta, mięsa, ryba w galarecie, słoiki z grzybkami,
      konfitury...), żeby się dowiedzieć, czy mi czegoś nie trzeba z
      miasta (odlełego o 15km), i czy ja ABY SMUTNA NIE JESTEM.

      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Sygnały dobra 09.02.08, 22:24
        Opisałam to raz na FH i raz na blogu:
        jedyniesluszne.blox.pl/2008/01/Dziecko-na-mace.html
        Sygnał dobra, choć zaczęło się źle...

        "Jechałam raz pociągiem. W przedziale ze mną siedziała pewna odjechana zakonnica...

        Sędziwa osoba, jak się okazało bliska znajoma starego papieża (od czasów gdy był
        jeszcze w Krakowie). No tak, w Krakowie to co krok kumple papieża. W przedziale
        siedziało kilka innych pań, między innymi babcia z Radia Maryja. Wywiązała się
        między nimi długa rozmowa, bo zakonnica była gadułą i opowiadała niekończące się
        historie o swych pogawędkach z "Ojcem Świętym" etc. Mówiła o nim w czasie
        teraźniejszym: "To jest bardzo sympatyczny człowiek...".

        Na starego papieża mówiła: "Ojciec Święty" a na nowego "ten nowy Ojciec Święty".
        O nowym miała złe zdanie: "Ten nowy Ojciec Święty to nie to, co Ojciec Święty...
        Tak stara się naśladować te jego ruchy, ale mu nie wychodzi!"

        Miała jednak zaskakujące poczucie humoru i odniosłam wrażenie, że była
        jednocześnie głęboko religijna i głęboko tolerancyjna wobec odmienności
        wszelkich. Dochodziło do tego, że gdy moherowa babcia zaczynała swe moherowe
        narzekania na świat współczesny, siostra gasiła ją jednym celnym dowcipem.

        Ale...

        Przysnęło mi się, gdy zakonnica w swoich wspomnieniach doszła wstecz do czasów
        wojny, a potem do przed wojną. I nagle oprzytomniałam, gdy usłyszałam jej słowa:

        - Jak byłam mała, to raz złapali mnie Żydzi - jak to Żydzi! - i tylko cudem się
        uratowałam!

        Cały przedział na to:

        - Jak to??!!??

        - No, tam u mnie we wsi mieszkali Żydzi, mieli tako chałpe, raz jak
        przechodziłam, to Żyd mnie złapał i wsadził do komórki. Wiadomo, chcieli mnie
        przerobić na macę. Ale udało mi się uciec.

        Ona mówiła to z głębokim przekonaniem.

        Zauważyłam, że w pociągach rozmowa niezwykle często prowadzi prosto do
        najeżdżania na Żydów. Nieprawdopodobnie mnie to złości i kiedyś obiecałam sobie,
        że jak tylko będę świadkiem takiego czegoś, to zawsze ostro zareaguję.

        No i zareagowałam:

        - Siostra kumpluje się z papieżem i nie wstyd siostrze takie bzdury wygadywać??!!

        Rozgorzała długa dyskusja, bo babcia rydzykowa tym razem wzięła stronę siostry.
        Prezentowała stanowisko, hehe, umiarkowane:

        - Ja w to nie wierzę, ale skoro się o tym mówi, to coś w tym musi być! Pani jest
        młoda, to pani nie wie. Zdarzało się przed wojną, że oni dodawali do macy kroplę
        krwi chrześcijańskiej!

        Ja na to tłumacze po dobroci, że po pierwsze Żydzi w ogóle nie mogą spożywać
        krwi, że papież, że antysemityzm to grzech itd. itd. I dyskusja się kręci w
        najlepsze. Aż wreszcie panie poczuły, że już zaczyna brakować im argumentów. I
        wtedy zakonnica przypomniała sobie koronny dowód:

        - A ja kiedyś pracowałam w szpitalu i opiekowałam się jednym Żydem. I zapytałam
        go, jak to jest z tą macą? A on na to:

        - Nie nie nie, proszę siostry! Teraz bierzemy z krwiodawstwa.

        Odpadłam!

        A jaki był koniec historii?

        Oczywiście wszystkie panie natychmiast doszły do wniosku, że jestem Żydówką. Gdy
        wytłumaczyłam zakonnicy, że pacjent pierwszorzędnie zrobił ją w bambuko, ona
        zamilkła, głęboko się zastanowiła i naraz mówi:

        - Dziecko, ja panią przepraszam. Nie chciałam pani obrazić. Obiecuję, że już
        nigdy nie będę mówić takich rzeczy. Pomodlę się za panią, żeby pani nikt nie
        robił przykrości.

        Tu odpadłam ponownie."
        • onion68 Re: Sygnały dobra 10.02.08, 12:29
          O rany, jak dla mnie, opisana przez Ciebie sytuacja ma wymowę straszną i
          złowieszczą :-( Chociaż faktycznie, w końcu okruch dobra wziął górę. I
          potwierdza się, że większość zła na tym świecie bierze się z beznadziejnej głupoty.
          Przy okazji, przypomniało mi się moje pierwsze zetknięcie ze stereotypem: jak
          byłam mała, zawsze w niedzielę był u nas na obiad makaron własnej roboty (z
          rosołem lub pomidorową, na zmianę). Mieliśmy wtedy węglową kuchnię i zawsze pod
          koniec produkowania makaronu mama formowała dwa placuszki z ciasta i piekła je
          na blasze dla mnie i siostry. Przy jakiejś okazji opowiedziałam o tym mojej
          szkolnej przyjaciółce, na co ona, ze zgrozą na twarzy: "a wiesz, że to się robi
          z krwi?!".
    • tygrys2112 Re: Sygnały dobra 06.02.08, 02:48
      Ostatnio spotkała mnie drobna rzecz, ale miła. W ostatnim miesiącu
      przyjechałam do Monachium nieco później, więc jeździłam na bilety
      tygodniowe, a nie miesięczny. I 31 stycznia musiałam kupić
      całodzienny. Nie miałam akurat pieniędzy na przystanku metra, a
      musiałabym szukać bankomatu w okolicy. Już moja koleżanka miała mi
      pożyczać, stałyśmy przy automacie... Nagle przyszedł mężczyzna,
      który właśnie wracał do domu i dał mi bilet całodzienny, ważny do
      szóstej nad ranem.
    • klymenystra Re: Sygnały dobra 06.02.08, 14:58
      Pisalam ten na FH, teraz przypomnialo mi sie jeszcze jedno.
      Lotnisko w Paryzu, 3 rano, ja po 6 godzinach na tymze lotnisku, przede mna
      jeszcze 3. Z zapaleniem korzonkow i angina. I plecakiem o wadze 20 kilo.
      Marzylam tylko o herbacie. Dowloklam sie do automatu, gdzie okazalo sie, ze
      brakuje mi 50 centow. Mialam tylko 5 euro w papierku. Spytalam stojacego obok
      chlopaka, czy moglby mi rozmienic, na co on po prostu kupil mi te herbate i
      poszedl. A ja stalam jak jaka glupia ze lzami w oczach :)
    • agnieszka_azj Re: Sygnały dobra 06.02.08, 19:20
      To dość długa historia, ale postaram się ją opowiedzieć, bo jest
      bardzo "musierowiczowska" i w dodatku było to w Puszczy Noteckiej
      niedaleko Poznania ;-)

      Koniec lipca 1985 roku czyli między "Opium" a "Brulionem" ;-)
      Tzw. kwaterka przed obozem harcerskim (dla niezorientowanych -
      kwaterka to "silna grupa pod wezwaniem" plus ciężarówka sprzętu
      która wyrusza wczesniej na miejsce obozu, aby tam wszytko
      przygotować).
      Kiedy przyjechaliśmy na miejsce obozu, okazało się, że biwakują tam
      ludzie. Leśniczy nie zrozumiał, że obóz, który ma zacząć się 1
      sierpnia, tak naprawdę przyjeżdża tydzień wcześniej i wydał im
      zgodę na biwak do końca lipca. Zaczęło się od "zgrzytu", bo w
      pierwszym odruchu usiłowaliśmy tych ludzi z "naszego" miejsca
      wyprosić.
      Potem jednak mój obecny mąż, a wówczas szef kwaterki, przeszedł się
      po lesie i stwierdził, ze kawałek dalej jest lepsze dla nas miejsce
      i tam się rozbijemy. Przez następne dwa dni pracowaliśmy nad budową
      obozu, a biwakowicze, którzy chodzili koło nas do źródełka po wodę,
      bacznie nam się przyglądali.
      W sobotę po południu, kiedy kopalismy dół pod pompę, z krzaków
      wynurzył się bosonogi mężczyzna. Jak się okazało - był to ksiądz z
      zakonu karmelitów bosych, którzy też tam obozowali. Powiedział, że
      w niedzielę będą odprawiali mszę i serdecznie zapraszają, jeśli
      ktoś z nas chce. Na mszę poszli prawie wszyscy - domytci, w
      galowych mundurach i przystapili do komunii. Wrócili z zaproszeniem
      na wieczorne ognisko.
      Poszliśmy tam z gitarą i zaśpiewaliśmy parę piosenek Kaczmarskiego.
      Mój mąż do dziś jest jego wiernym fanem i śpiewał te piosenki IMHO
      lepiej od autora ;-) Wzbudziliśmy ogromne zdziwienie, że znamy
      TAKIE piosenki i nasłuchalismy się zachwytow ze strony
      biwakowiczów, że tyle złego mówi się o młodzieży, a my tacy
      pracowici i inteligentni, i do kościoła chodzimy, i Kaczmarskiego
      znamy i w ogóle...
      Nastepnego dnia:
      - kiedy szłam do miasteczka piechotą, zostałam zabrana z drogi
      przez przejeżdżający samochód państwa z biwaku i "obtańcowana", że
      ptrzecież trzeba było przyjśc i powiedzieć, że mam sprawy do
      załatwienia, to on by mnie zawieźli...
      - do pracujących w obozie przyszedł jeden z zakonników i zaprosił
      na obiad. Bo my tak ciężko pracujemy i pewnie nie mamy jak zrobić
      sobie porządnego jedzenia, a oni właśnie smażą placki ziemniaczane.
      Podzielili sie też z nami jedzeniem z darów, które mieli - bez
      porówniania lepszym od tego, co mogliśmy kupić w sklepach. Zupę z
      soczewicy z puszki od nich wspominamy do dziś ;-)

      Przez następnych parę dni otoczeni bylismy nadzwyczajną
      serdecznością. W środku puszczy, nad jeziorem mielismy enklawę
      wolności i życzliwości (Boże, jak to brzmi ;-) z dala od
      siermiężnego PRL-u.
      Atmosfera zrobila się taka, że pierwszy raz z żalem myslałam o
      końcu kwaterki i przyjeździe obozu. Kiedy już przyjechali,
      odebrałammich jak intruzów, którzy wtargnęli do naszego świata ;-)
      • verte34 Re: Sygnały dobra 06.02.08, 21:26
        Nigdy nie zapomnę mojej sąsiadki gdy zamieszkałam za granicą,
        praktycznie bez znajomości języka i ogólnie jak tabaka w rogu...
        wyciagała mnie z domu, zapraszała do siebie, poduczała mówić jak
        potrafiła... gdy by nie ona, pewnie bym tam zwariowała lub się
        pochlastała. Mari Paz, nunca te olvidare:)
    • szprota Re: Sygnały dobra 06.02.08, 21:45
      Dwie historie przypomniały mi się tak ot.
      Pierwsza: błąkam się po obcym osiedlu celem dotarcia do znajomego. Nie pamiętam
      dokładnego adresu, tylko ulicę, która okazuje się podstępnie długa, uzbrojona w
      takie same bloki; jednym słowem beznadziejna sprawa, zwłaszcza że znajomy ma
      szalenie popularne nazwisko i szukanie go po domofonach nie było najlepszym
      pomysłem. Czasy to były omal przedkomórkowe, ja w każdym razie jeszcze takowego
      sprzętu nie miałam, znajomy już tak, miałam za to ostatni impuls na karcie
      telefonicznej. Oczywiście impuls mi zeżarło w momencie, gdy kolega odebrał i
      stracił zasięg. Myślę sobie, koniec, nie przyjdę, szkoda. A tu do automatu
      podchodzi dziewczyna, jednym rzutem oka ocenia sytuację i użycza mi swojej karty.

      Druga: strugi deszczu, przystanek i autobus, który starym dobrym zwyczajem
      łódzkiego mpk nie przyjeżdża. Moknę sobie, bezskutecznie dzwonię na infolinię
      mpk i generalnie pogrążam się w chandrze. Podchodzi do mnie babciowata pani i
      powiada: -Niech się pani schowa pod mój parasol, przecież tak leje.
      • sir.vimes Re: Sygnały dobra 07.02.08, 20:43
        > Druga: strugi deszczu, przystanek i autobus, który starym dobrym zwyczajem
        > łódzkiego mpk nie przyjeżdża.

        Mieszkasz w cudownym mieście Łódź?

        • szprota Re: Sygnały dobra 07.02.08, 22:35
          Tak :)
          Nie jest cudowne, ale jest moje.
          • sir.vimes Re: Sygnały dobra 13.02.08, 21:17
            Ja mam odwrotnie:
            nie moje jest to miasto lecz cudowne.

            • szprota oftop o Łodzi 17.02.08, 13:17
              Jeśli uznamy, że chodzi o to, by umieć dobyć z niej magiczność i (sz)protestować
              przeciw działaniom, które takową tłamszą, to gdzieś znajdziemy zbieżność w
              naszym myśleniu o Łodzi.
              Wiem, że to offtopic, ale nie mogę się powstrzymać, najwyżej Królowa Dzidka na
              mnie spojrzy złym okiem: Łódź jest trudnym miastem. Trzeba się narozglądać, by
              znaleźć w niej cudowność (i cieszy mnie, że sir Vimes umie to robić). Póki
              jednak prócz skarbowych chałupek i secesyjnych kamienic będzie także
              przerażająca olfaktoryczna poezja bałuckich podwórek, póty będę o tej cudowności
              mówić z pewnym wahaniem :)
    • mmaupa Re: Sygnały dobra 06.02.08, 22:21
      Ech, moze sie obracam wsrod przemilych ludzi, bo sygnaly dobra mnie troche
      rozpiescily i nie robie z nich wielkiego swieta - ale z drugiej strony tez
      staram sie ESD w kazdej formie wysylac jak najczesciej.

      Dwie sytuacje ESD-owskie tego samego dnia.
      1. ROk temu, dluzszy pobyt w Macedonii. Zachcialo mi sie przekroczyc granice
      albanska, bo bylismy nad Jeziorem Ochrydzkim i szkoda by bylo nie postawic stopy
      na albanskiej ziemi, szczegolnie ze paszport sie ma przy sobie. Wysiadlam z
      samochodu, poszlam sciskajac paszport na granice, spodziewajac sie typowej
      balkanskiej granicznej biurokracji, wyludzania lapowek, kontroli celnej od stop
      do glow itd. A tu po stronie albanskiej przemily pan straznik od imigracji
      plynna angielszczyzna i wesolutko spytal sie, w jakim celu przyjezdzam i na jak
      dlugo, a dowiedziawszy sie, ze tylko na dwie minuty usmiechnal sie i zapytal na
      ktorej kartce w paszporcie przybic pieczatke, i czy tak jest ladnie. Po czym
      zabral mnie na druga strone granicy do swojego kolegi z emigracji, zalatwil mi
      pieczatke wyjazdowa bez kolejki, usmiechnal sie raz jeszcze i powiedzial, ze jak
      chce, to moge sobie troche po Albanii polazic (ale nie dlugo i daleko). Bardzo
      to bylo sympatyczne.

      2. Piec minut pozniej, juz po stronie macedonskiej, siadl nam samochod
      (dwudziestoletni gruchot). Przypadkowy Albanczyk zawrocil z granicy i podholowal
      nas na tyle, zeby rozruszac silnik.

      A wczoraj sama wyslalam ESD wyplatujac nieznajomemu rowerzyscie sznurowadla z
      lancucha rowerowego (wkrecily sie biedakowi tak, ze nie mogl sie ruszyc bez
      rymniecia na dziob).
    • onion68 Re: Sygnały dobra 06.02.08, 22:57
      Nie mogę sobie tak na szybko przypomnieć poszczególnych i spektakularnych
      przypadków, ale muszę (muszę) powiedzieć, że na ogół spotykam się z życzliwością
      ze strony innych ludzi. I w ogóle mam do nich szczęście (puk, puk).
      • ginestra Re: Sygnały dobra 07.02.08, 14:01
        Witajcie, jaki piękny wątek!
        Bardzo podobają mi się Wasze wpisy oraz zacytowany wątek źródłowy - wczoraj do
        późna w nocy go czytałam, przeczytałam pierwszą stronę (100 postów), a jest
        przecież jeszcze ze dwa razy po sto!
        Naprawdę bardzo krzepiące te historie i te drobne epizody (z uśmiechem i
        niewielką życzliwością na co dzień) też są cudne! Myślę, że czytanie o tym może
        naprawdę zmienić coś w człowieku na lepsze!

        Przez głowę przewijają mi się też przykłady sytuacji, które mnie spotkały, może
        nie były one tak bardzo spektakularne, ale na pewno miłe.
        Napiszę na pewno, w spokojniejszej chwili.
        Pozdrawiam wszystkich!
        • mist3 Re: Sygnały dobra 07.02.08, 20:40
          trzy rzeczy związane z moim pobytem zagranicą:

          1. Pojechałam do Irlandii do pracy i na początek zamieszkałam w hostelu, jednak
          już po kilku godzinach wiedziałam, że to nie jest to. Z Polski przywiozłam
          telefon do znajomej znajomego znajomego (czyli właściwie do nieznajomej) i ona
          przyjęła mnie i moją znajomą na tydzień (zanim nie znalazłyśmy mieszkania, bo
          pracę udało się znaleźć już po 3 dniach) i nie wzięła za to ani grosza.
          2. Po pobycie w Irlandii pragnęłam choć na kilka dni pojechać do Londynu. Miałam
          mieszkać u znajomej, jednak ona z przyczyn rodzinnych nie zdążyła wrócić do
          Londynu na czas. I znowu jej chłopak (którego nie znałam) był tak miły że
          przyjechał po mnie na lotnisko i zabrał mnie stamtąd do znajomych mojej
          koleżanki - którzy przyjęli mnie bardzo serdecznie i znów mogłam u nich
          mieszkać, o zapłacie nie chcieli słyszeć.
          3. Kiedy byłam ze znajomymi w Chorwacji, pojechaliśmy zwiedzić miasto dość
          daleko od naszego miejsca zamieszkania, niestety wskutek nieporozumienia okazało
          się, że uciekł nam ostatni autobus. I znalazł się Chorwat, z którym
          porozumiewając się wszelkimi znanymi językami wyjaśniliśmy nasz problem. I on
          odwiózł nas na miejsce swoim samochodem, znowu absolutnie bez żadnych opłat.

          Mogłabym tak długo, może dlatego wierzę, że ludzie są z natury dobrzy.
    • ssssen Re: Sygnały dobra 08.02.08, 15:34
      Dwóch znajomych, lekko nieświeżych po kilkudniowej studenckiej imprezie udało
      sie do sklepu monopolowego w celu zakupu wina. Taniego, bo tylko na takie było
      ich stać. W kolejce za nimi stał prawdziwy kloszard - brudny, cuchnący i odziany
      w łachmany. Znajomi zażyczyli sobie wina, ale okazało się, że pod podliczeniu
      funduszy (sam śmietnik drobnych monet) zabrakło im 20gr. W skacowanym,
      zwolnionym tempie zaczęli przegrzebywać kieszenie w nadziei na cud znalezienia
      dodatkowego bilonu. Po kilkunastu sekundach bezowocnych poszukiwań kloszard
      stojący za nimi położył na ladzie 20gr, klepnął jednego z nich w ramię i powiedział:
      "Trzeba se pomagać, nie?"

      ...wtedy stwierdzili, że tym razem przesadzili z imprezowaniem.

      Czy ta historia się nadaje? ;)
      • the_dzidka Re: Sygnały dobra 09.02.08, 00:39
        > Czy ta historia się nadaje? ;)

        NO PEWNIE! :-)))))
    • tygrys2112 Re: Sygnały dobra 09.02.08, 01:41
      Przypomniało mi się coś jeszcze. Przeprowadzając się do obecnego
      miejsca zamieszkania z poprzedniego przenosiłam i przewoziłam
      wszystkie rzeczy własnoręcznie, jadąc kilkakrotnie komunikacją
      miejską, raz miałam ze sobą strasznie ciężką walizkę. Nie byłam w
      stanie wnieść jej sama na ostatnie piętro, a windy tu nie ma. Weszła
      parka do klatki i pomogła mi przenieść walizkę na samą górę. Gdyby
      nie oni nie wprowadziłabym się chyba nigdy.
    • jhbsk Re: Sygnały dobra 09.02.08, 09:23
      kilkanaście lat temu zgubiłam pieniądze wraz z prawem jazdy i studencką
      legitymacją zdrowia. Znalazczyni odesłała mi pieniądze do domu!!
      Wielokrotnie też zdarzało się, że podczas turystycznych wypraw rowerowych byłam
      wraz ze znajomymi goszczona przez zupełnie obcych ludzi.
    • tygrys2112 Re: Sygnały dobra 09.02.08, 19:12
      Dzisiaj miałam historię...
      Zostawiłam w parku plecak. W środku wszystko z wyjątkeim kluczy.
      Dokumenty, pieniądze, komórka...
      Zreflektowałam się dopiero po kilku godzinach. Poszłam do parku.
      Nigdzie nie widzę. Byłam przerażona.
      Już myślę ze spokojem, co zrobić dalej... Gdzie zadzwonić, jakie
      formalności pozałatwiać...
      Nagle puka do moich drzwi ciemnowlosa kobieta ok. 45 lat na oko i
      pyta: czy zna pani tę osobę z moim plecakiem w ręku. Nie miałam nic,
      żeby jej dać w podziękowaniu, niestety. W środku wszystko bez zmian.
      Wszystkie dokumenty i rzeczy na miejscu. Jestem taka szczęśliwa.
      Musiałam o tym napisać, bo jestem w takim szoku.
      • tennesee grzybobranie 13.02.08, 22:08
        tej jesieni wybrałam się z Mamą na grzyby. Żeby ekipa grzybiarska
        była bardziej malownicza, pojechały z nami także 2 przyjaciółki Mamy
        z dwoma swymi psami. W pociągu okazało się, że ów nie zatrzymuje się
        w miejscowości x do której miałyśmy bilet, tylko jedzie dalej, bo
        zamiast być pociągiem osobowym jest przyspieszonym. Powiedzialyśmy
        konduktorowi, że nam przykro z tego powodu i pogodziłyśmy sie z
        losem. Gdy dojeżdzalysmy do miejsowości x wszedł konduktor i
        powiedział konspiracyjnie "Szykujcie się, dziewczyny" i... zatrzymał
        dla nas pociąg!!

        grzybów nie było wiele ale spacer z psami po lesie przyjemny i idąc
        tym lasem doszłyśmy do pewnej wsi. Tam w ogródku Mama zobaczyła
        kwiaty, które jej się bardzo podobały, takie rosnące całymi
        gigantycznymi kępkami. Spytała gospodarza co to za kwiaty, jak się
        je hoduje itp, po czym poszłyśmy do pobliskiego sklepu. siedzimy
        przed tym sklepem zapijając jajeczko dereniówką, a tu nagle widzimy
        starszą panią odzianą w dres i spódnicę na dres jadącą na rowerze, z
        siatkami, z których wystają przedmiotowe kwiaty, która
        krzyczy: "Wyhakałam! I już myślała, że was nie znajdę." I dała nam
        te wielkie siaty z kwiatami wykopanymi z korzeniami!

        Wyobrażacie sobie, jak wracałyśmy do pociągu, z pustawymi koszami,
        ogromnymi siatami z kwiatami i dwoma kejtrami :)
        • lezbobimbo Re: grzybobranie 14.02.08, 01:45
          tennesee napisała:
          > a tu nagle widzimy
          > starszą panią odzianą w dres i spódnicę na dres jadącą na rowerze, >z
          siatkami, z których wystają przedmiotowe kwiaty, która
          > krzyczy: "Wyhakałam! I już myślała, że was nie znajdę." I dała nam
          > te wielkie siaty z kwiatami wykopanymi z korzeniami!
          > Wyobrażacie sobie, jak wracałyśmy do pociągu, z pustawymi koszami,
          > ogromnymi siatami z kwiatami i dwoma kejtrami :)

          Przepiekna historia i piekne blubranie au naturel :))))) Uwielbiam.
          Samo czytanie czegos takiego wzbudza we mnie ESD :)))
          Dobranoc - i juz zmykam.
          • lutecja4 cudowny czlowiek 14.02.08, 08:28
            jade sobie raz autobusem do kolezanki to chyba bylo w grudniu(to taka linia,
            gdzie autobus kursuje co mniej wiecej godzina,szczegolnie wieczorem) bylo
            ciemno,zimno i padal deszcz-pogoda ohydna.Pan kierowca-cudowny czlowiek,nagle
            zatrzymal sie miedzy przystankami.Okazalo sie ze dostrzegl panie biegnace od
            klatki do ulicy,dziekowaly mu bardzo mowily ze zagapily sie i za pozno z tej
            klatki wyszly zeby dojsc na przystanek, a zostaly w klatce, bo deszcz i
            wiatr(przystanki w tej okolicy to tylko slupki) podziekowaly panu kierowcy
            bardzo (i nie byly to mlode piekne dziewczyny tylko takie sobie zwykle starszawe
            panie).Po nastepnym przystanku,znow w polowie drogi miedzy,tym razen ja
            podeszlam do kierowcy i spytalam czy by mnie nie wypuscil, bo stal akurat na
            czerwonym, a ja mialam bardzo blisko do celu od tych swiatel, a duzo dalej od
            planowego przystanku.I ten cudowny czlowiek sprawdzil najpierw,czy nic nie
            jedzie mowiac, ze szkoda by mnie bylo ,jakby cos mnie przejechalo i otworzyl drzwi.
          • kochanica-francuza kejtry też z darów? ;-)))) 02.10.08, 17:54
            spodobały wam się u kogoś? ;-)

            pogłaszczcie je ode mnie ;-)))
    • mmaupa Re: Sygnały dobra 02.09.08, 15:57
      Odgrzebuje watek, poniewaz wczoraj przytrafilo mi sie cos bardzo milego.

      Nioslam wraz z ukochanym szafke do nowego domu. Szafka ciezka, taki solidny
      metalowy, post-laboratoryjny grzmot. Idziemy, idziemy (w sumie odleglosc nie az
      taka duza, ciut ponad pol kilometra, ale z ta szafka bynajmniej nie bylo
      wygodnie), palce bola, plecy tez. Chcemy zrobic postoj po pierwszych stu
      metrach, az tu nagle obok nas zatrzymuje sie samochod, biala furgonetka. Pan
      kierowca spytal, zupelnie sam z siebie, czy nas nie podwiezc z ta szafka - ale
      bylismy wdzieczni! Podwiozl nas pod sam dom.
    • filifionka-listopadowa Re: Sygnały dobra 02.09.08, 18:12
      Bardzo wiele razy obcy ludzie mi pomagali. W Polsce i za granicą. Gdy zdarzyło
      mi się zemdleć, zranić się lub szukać jakiegoś adresu. Bardzo dużo czasu
      zajęłoby mi wymienianie tych przypadków. Ale kilka bardzo wryło mi się w pamięć.
      Na Cyprze wraz z koleżankami podczas czasu wolnego zgubiłam drogę. Byłyśmy
      wyczerpane całodziennym zwiedzaniem, bez czapek, woda się skończyła a upał był
      straszliwy. Krążyłyśmy tak 2 godziny, miałyśmy niewiele czasu na powrót do
      autokaru i co gorsza miałyśmy jakieś 14-15 lat. Zaszłyśmy do sklepu
      fotograficznego zapytać się o drogę i gdy właściciel zobaczył w jakim jesteśmy
      stanie kazał nam posiedzieć trochę w klimatyzowanym wnętrzu, dał nam butelkę z
      wodą, białe czapeczki na głowę i wskazał drogę. Trafiłyśmy po jakiś 20 min.
      Albo na Woodstocku gdy zgubiłam telefon na koncercie, od razu po zakończeniu
      trafił do Biura Rzeczy Znalezionych. Tak jak trafiają tam wszystkie wartościowe
      rzeczy które ktoś zgubił.
      I tak dalej.
      Ludzie w stosunku do Ciebie zachowują się tak jak Ty w stosunku do nich.
    • filifionka-listopadowa Re: Sygnały dobra 02.09.08, 18:18
      Ach i ludzie w komunikacji miejskiej. Zawsze gdy nie wiem jak dojechać lub gdzie
      wysiąść pytam się głośno najbliższej osoby i zawsze znajdzie się ktoś kto mi
      wyjaśni, często jeszcze zdradzi jak dotrzeć do celu.
    • filifionka-listopadowa Re: Sygnały dobra 02.09.08, 18:23
      ach i kiedyś wypadł mi telefon z kieszeni w kinie, Gdy cofałam się do sali,
      kawałek po zakończeniu seansu jakaś grupa ludzi stała z moim telefonem i
      debatowała czy zadzwonić raczej pod "babcia" czy po "domek".
    • szprota Re: Sygnały dobra 02.09.08, 18:49
      Ano. są dobre ludzie pośród nas. Ja tam kolekcjonuję. O paniach z kartą
      telefoniczną i parasolką już pisałam.
      Ostatnio chyba mniej z domu wychodzę, czy co, bo się jakoś mniej spotykam. Ale z
      urlopu wracałam pociągiem z rowerem. Miałam przesiadkę w Gdyni. Gdy nadjechał
      ten, bodaj Tuwim, ostatni wagon okazał się być szczelnie zapchany młodzieżą w
      wieku, który ja określam jako dzicz gimnazjalna. Więc otworzywszy drzwi pociągu
      zastanowiłam się jakby, głównie z troski o rower, mający jechać w ich pobliżu.
      Wyjścia jednakowoż specjalnie nie było, więc zagadnęłam jednego z mutujących
      wyrostków: -Pomożecie mi to wtaszczyć?
      Ten spojrzał na mnie omal z oburzeniem, że śmiem o tak oczywistą rzecz pytać i
      pomógł.
      Rowerowi nic nie było :)
      • verdana Re: Sygnały dobra 02.09.08, 19:17
        Moja córka wracała autobusem z Londynu i nie zabrała (niezwykle
        inteligentnie) nic do jedzenia na drogę. gdy byla gdzieś w
        okolicach Poznania zadzwonilam do niej z pytaniem, czy robic obiad.
        Córka powiedziala, ze koniecznie, bo umiera z glodu, nic ze soba nie
        ma i od wczorej jest o suchym pysku.
        Gdy dojechala powiedziala mi, ze natychmiast po zakonczeniu rozmowy
        jej sasiad z autobusu wreczył jej kanapkę.
    • marajka Re: Sygnały dobra 02.09.08, 21:59
      O tak, Węgrzy to wspaniały naród.
      Byłam niedawno na Węgrzech, ale bez zamówionego noclegu. Pech
      chciał, że był akurat polski długi weekend i Polak na Polaku. Brak
      miejsc nawet w hotelach.
      Pytamy więc ludzi po drodze i spotykamy:
      Staruszkę obcinającą żywopłot, która biegnie kilka domów dalej i
      pyta o nocleg dla nas.
      Popa/księdza(?)który na mapie rysuje nam trasę do pensjonatu i
      tłumaczy drogę trochę dojcz, trochę inglisz.
      Młodego sprzedawcę arbuzów, który wsiada w swój samochód i jeździ po
      okolicy, a my za nim.
      Taksówkarza, który również prowadzi do jakiegoś domu.
      Dodaję, to nie były ich pensjonaty, to nie był ich interes. To byli
      przypadkowi ludzie.
      Na basenie spotykamy młoda kobietę(dzięki Bogu, ona znała
      angielski), która pomaga się nam z niego wydostać, bo weszliśmy nie
      tam gdzie chcieliśmy, a naprawdę, był tam labirynt i już nigdy nie
      pozwolę nikomu mówić, że Polska jest zacofana.
      • onion68 Re: Sygnały dobra 02.09.08, 22:14
        Wspaniale czyta się ten wątek.
        Ja podtrzymuję, że mam szczęście do ludzi ;-) A jakbym miała pisać o ostatnio
        otrzymanych sygnałach dobra, to byłoby to o Was, moi mili - jesteście więc na
        bieżąco :-)
    • anhes Re: Sygnały dobra 30.09.08, 12:56
      A oddajecie te sygnały dobra???

      Tzn zakładam że tu są sami dobrzy ludzie gotowi do dobrych miłych gestów ale
      interesuje mnie czy staracie się tak świadomie oddać ten sygnał dobra który was
      spotkał?
      • agnieszka_azj Re: Sygnały dobra 30.09.08, 19:44
        anhes napisała:

        > A oddajecie te sygnały dobra???
        >
        > Tzn zakładam że tu są sami dobrzy ludzie gotowi do dobrych miłych
        gestów ale
        > interesuje mnie czy staracie się tak świadomie oddać ten sygnał
        dobra który was
        > spotkał?

        Na ogół nie, tzn. wydaje mi się, że generalnie jestem osobą
        zyczliwą ludziom i kiedy mogę, czynię dobro. Nie prowadzę
        buchalterii, czy więcej daję czy dostaję ;-)))

        W jednym przypadku mogę powiedzieć, że nie oddałam tylko puściłam
        dalej. Kiedy po urodzeniu pierwszego dziecka strasznie cierpiałam z
        powodu nawału mlecznego i problemów z piersiami tudzież z
        bezradności, ze nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić, pomogła mi
        moja kuzynka. Przyjechała z laltatorem, nauczyła mnie masować
        piersi i generalnie podniosła na duchu.
        Po kilku latach "oddałam" to mojej przyjaciólce - tylko że oprócz
        laktatora przywiozłam jej moją drugą przyjaciółkę - konsultantkę
        laktacyjną.
        • anhes Re: Sygnały dobra 01.10.08, 21:50
          no ale własnie nie mam na myśli buchalteri tylko impulsu. Ciekawi mnie czy
          trafiające do nas dobro wywołuje impuls by również zrobić cos dobrego dla kogoś
          • agnieszka_azj Re: Sygnały dobra 02.10.08, 17:39
            anhes napisała:

            > no ale własnie nie mam na myśli buchalteri tylko impulsu. Ciekawi
            mnie czy
            > trafiające do nas dobro wywołuje impuls by również zrobić cos
            dobrego dla kogoś
            >

            Taki impuls wywołuje u mnie raczej świadomość, że mogłabym jakiejś
            konkretnej osobie w konkretny sposób pomóc. Czyli - ona ma
            potrzebę, a ja mam możliwości, więc je wykorzystuję.
          • kochanica-francuza Re: Sygnały dobra 02.10.08, 17:55
            anhes napisała:

            > no ale własnie nie mam na myśli buchalteri tylko impulsu. Ciekawi mnie czy
            > trafiające do nas dobro wywołuje impuls by również zrobić cos dobrego dla kogoś
            >
            We mnie raczej poczucie fajności świata, którego to (poczucia) na co dzień nie
            miewam
    • kochanica-francuza Re: Sygnały dobra 30.09.08, 20:52
      Wczoraj pan z punktu pralniczego przytachał mi za darmo pod dom torbę prania
      (jakieś siedem kilo). Odległość około pół kilometra, jak sądzę.
      • sowca Re: Sygnały dobra 01.10.08, 00:35
        Ja też pisałam na FH o moich miłych wspomnieniach, ale teraz mi się
        przypomniało jeszcze jedno: stałam sobie na przystanku, czekając na
        tramwaj, który za nic nie chciał przyjechać (ach, to łódzkie mpk,
        Szproto, Ty mnie rozumiesz!) i widzę, że przygląda mi się jakiś
        facet. Nagle poodchodzi do mnie i mówi : Proszę się nie oburzać, ja
        to muszę pani powiedzieć, jestem fotografem i znam się na tym. Ma
        pani przepiękne nogi!
        • szprota Re: Sygnały dobra 01.10.08, 00:48
          Cytat sowca napisała: (ach, to łódzkie mpk, Szproto, Ty mnie rozumiesz!)
          Ach, rozumiem. Ilekroć coś przyjeżdża o czasie i w przyzwoitym stanie technicznym, tylekroć wietrzę podstęp.
          I jaki śliczny komplement :)
          • kaliope3 Re: Sygnały dobra 01.10.08, 07:42
            Sowco-cudowny komplement! Usłyszawszy coś takiego chyba bym się mu
            na szyje rzuciła(żartuję oczywiście ale to przemiłe)
            • sowca Re: Sygnały dobra 01.10.08, 21:19
              Haha, gdyby pan był 20 lat młodszy, to bym się pewnie rzuciła :P ale
              i tak jestem mu głęboko wdzięczna za poprawienie nastroju, a i
              tramwaj przyjeżdżający z 40-mminutowym opóźnieniem obrzuciłam
              mniejszą niż zwykle liczbą inwektyw ;)
              • ding_yun Re: Sygnały dobra 02.10.08, 17:58
                A propos komunikacji w Łodzi: dziewczyny, naprawdę nie wiem jak
                dajecie sobie radę. Ja byłam w Łodzi pod koniec wakacji i najpierw
                dostałam białej gorączki z powodu tramwaju, który nie przyjeżdżał, a
                potem miałam ochotę stanąć na środku ulicy i się rozpłakać, bo
                naprawdę nie wiedziałam jak mam dotrzeć do obranego celu skoro chyba
                wszystkie możliwe drogi dojazu są rozkopane :/
                • internistka Re: Sygnały dobra 02.10.08, 19:34
                  Będąc studentką mieszkałam w kamienicy nad warzywniakiem. Starsza
                  pani, która była właścicielką zawsze wkładała mi do regularnych
                  zakupów trochę owoców i warzyw. I zawsze podkreślała, widząc moje
                  oburzenie, że to już nie pierwszej świeżości i do jutra jej się
                  zepsują, chociaż były pierwego sorta.

                  Także w studenckich czasach...Anglia, niedziela, grupa Polaków, z
                  którymi mieszkamy w jakiejś zatęchłej pakamerze wyrzuca nas z domu.
                  Jest wieczór, na plecach cieknące plecaki (niedziela była dniem
                  ręcznego prania); zastanawiamy się co robić, gdzie iść. Finansów
                  resztki. Nagle zatrzymuje się samochód, a kierowca Hindus pyta nas
                  co się stało. Przygarnął nasza czteroosobową grupkę. Mieszkaliśmy u
                  niego 2 tygodnie i nawet słyszeć nie chciał o pieniądzach.
                • sowca Re: Sygnały dobra 02.10.08, 22:58
                  Ding_yun, byłaś w Łodzi i się nie chwaliłaś, że przyjeżdzasz do
                  rodzinnego miasta Sowcy i Szprotki?:>
                  Teraz jest już trochę lepiej niż było, przynajmniej dla mnie,bo
                  odzyskałam tramwaj, dzięki któremu droga na uczelnię zabiera mi
                  zaledwie godzinę, a nie półtorej. Ale ostatni rok to była
                  katastrofa. Szefostwo z MPK albo Urzędu Miasta (nie wiem dokładnie,
                  kto opracowywał plany remontów i komunikację zastępczą) powinno
                  zostać poddane społecznemu linczowi na Placu Wolności.
                  • szprota Re: Sygnały dobra 03.10.08, 01:10
                    Cytat sowca napisała:
                    Szefostwo z MPK albo Urzędu Miasta (nie wiem dokładnie, kto opracowywał plany
                    remontów i komunikację zastępczą) powinno zostać poddane społecznemu linczowi na
                    Placu Wolności.


                    Zarząd Dróg i Transportu, czyli pani Giedryś. Za społeczny lincz niechaj posłuży
                    jej obrazek w bucikach na skądinąd zgrabnym obcasiku, jadącej nieco
                    rozkolebotanym rowerem po łódzkiej ścieżce rowerowej. Miała za swoje :P
                    (była kiedyś akcja przejażdźki z łódzkimi radnymi jedną ze ścieżek. Bardzo
                    pięknie zachował się Godson, wzywając Straż Miejską do zaparkowanego na ścieżce
                    buraka samochodowego)

                    Na wiosnę i w wakacje był horror, ja starałam się dojeżdżać rowerem, chociaż
                    jeżdżenia po mieście rowerem szczerze nie lubię, bo to trochę jak całowanie
                    tygrysa w odwłok: przyjemność niewielka, a ryzyko duże. Teraz jest lepiej, dziś
                    z jednego krańca Łodzi na drugi (mój Julianów -> Paderewskiego przy Karpackiej)
                    przemieściłam się w czasie około półgodzinnym, mam wreszcie sprawny, omijający
                    wąską, zakorkowaną Kilińskiego dojazd na południe Łodzi.
                    Ale do warszawskiej łódzka komunikacja się nie umywa. Między innymi dlatego
                    jestem taki hura-bura-szef-podwóra przyjeżdżając na spotkania Musierowiczystek -
                    mając w ręku plan stolicy, w komórce mapę targeo i warszawską komunikację przed
                    nosem wiem, że tu doczłapię, tam pojadę za daleko (ostatnio rzuciły się na mnie
                    dwa Marymonty), ale dojadę sprawnie i bez zbędnych przesiadek.

                    A swoją drogą przychylam się do focha Sowcy, Ding_yun, następnym razem proszę
                    się odezwać, a ugościmy :)
                    • ding_yun OT Łódzki 03.10.08, 10:36
                      Łódź to też moje miasto rodzinne, a co za tym idzie mam tam dużo
                      rodziny :P I jak już się raz na sto lat w tym mieście pojawię na 2-3
                      dni to mam tylu ludzi do odwiedzenia, że ledwo starcza mi na to
                      wszystko czasu. Jestem wiec poniekąd usprawiedliwiona :)

                      Szproto, mieszkasz na Julianowie? Chodziłam tam do podstawówki, SP
                      172 na Jaskrowej :)
                      • szprota Re: OT Łódzki 03.10.08, 12:06
                        No to chodziłaś do tej samej podstawówki, co ja i MamaPodziomka :)
                        • anhes Re: OT Łódzki 03.10.08, 12:29
                          i zaraz się okaże że się znacie ze szkoły ;-)

                          chciałam nadmienić że z Bożą pomoca mam nadzieję też niedługo stać się łodzianką :-)

                          póki co jestem tylko podłodzianką a dokładniej sieradzanką ;-)
                          • szprota Re: OT Łódzki 03.10.08, 13:53
                            Możliwe, jeśli Ding_Yun chodziła w latach 1985-1991, jako i ja chodziłam :)
                            Anhes, to jak już przyjedziesz, to zrobimy mikrospotkanie łódzkie może?
                            • sowca Re: OT Łódzki 04.10.08, 00:20
                              Ja niestety nie z Julianowa, a właśnie z okolic Paderewskiego i
                              Karpackiej :) Słuchajcie, mikrospotkanie koniecznie, koniecznie!
                              Szproto, dobrze się domyślam, że tę akcję jeżdżenia z radnymi
                              wymysliła Grupa Pewnych Osób? A Godson - super gość:)
                              • szprota Re: OT Łódzki 04.10.08, 00:32
                                No proszę, a ja się tam kręciłam ładnych kilkanaście minut, bo przyjechałam za
                                wcześnie z kontrahentką z allegro. Co mi przypomina, że muszę jej wystawić
                                megapozytyw, bo staniczek jest super :)

                                A akcję przejażdżki z radnymi wymyśliła Rowerowa Łódź, że uściślę:
                                gpo.blox.pl/2008/06/Rowerowa-Lodz.html
                                • szprota Re: OT Łódzki 04.10.08, 00:38
                                  Cytat szprota napisała w swej nieprzewidywalnej sklerozie
                                  bo przyjechałam za wcześnie z kontrahentką z allegro.

                                  bo przyjechałam za wcześnie na spotkanie z kontrahentką z allegro.
                            • yowah76 Re: OT Łódzki 04.10.08, 02:15
                              mnie spotkanie lodzkie moze dotyczyc 22-29 listopada ewentualnie;)
                              Rower ma mlodszego braciszka na obczyznie, a sam odpoczywa na mojej
                              szpanerskiej podlodze w sypialni;) )
                            • ding_yun Re: OT Łódzki 04.10.08, 11:35
                              szprota napisała:

                              > Możliwe, jeśli Ding_Yun chodziła w latach 1985-1991, jako i ja
                              chodziłam :)

                              E nie, ja trochę później 1995-1998 (tylko trzy klasy tam skończyłam,
                              zanim moją rodzinę wraz ze mną przegoniło do warszawy). Ale szkoła
                              była świetna, przynajmniej ja ją tak zapamiętałam :) I ten
                              psychodeliczny różowy kolorek elewacji :)
                              • szprota Psychodeliczny kolorek elewacji 04.10.08, 12:18
                                wygląda tak:
                                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/rj/jg/gzrc/rAna9U2mxqrR2bjGxB.jpg
                                • ding_yun Re: Psychodeliczny kolorek elewacji 05.10.08, 14:54
                                  O jejku, niewiele się zmieniło... poza tym, że dziesięć lat temu
                                  budynek wydawał mi się jakiś taki większy :)) I nie było kostki,
                                  tylko szutrowa droga.
                                  Dziękuję za zdjęcie szproto :)
                            • anhes Re: OT Łódzki 04.10.08, 22:53
                              spotkanie chętnie :-) może być w listopadzie, pod warunkiem że nie będziecie mi
                              kazały przyjeżdżać rowerem :-)
                              • yowah76 Re: OT Łódzki 04.10.08, 23:13
                                Lojalnie uprzedzam, ze w kwestii biustow jestem niekumata;) jakby
                                temat wyplynal...
                                • anhes Re: OT Łódzki 05.10.08, 14:37
                                  oświecimy :-)
                                  • szprota Re: OT Łódzki 05.10.08, 23:24
                                    Co do listopadowego terminu, to o tyle nie podchwytuję z entuzjazmem, że to
                                    akurat sezon imieninowy (ja i moje chłopisko obchodzimy je w odstępie kilku dni
                                    i staramy się zawsze zorganizować jakieś małe przyjęcie prezentów w tym czasie).
                                    Ale myślę, że się dogramy - ponaciskam na termin 22-23 z tymi imieninami, a my
                                    byśmy się spotkały w ostatni weekend listopada. Co wy na to? I czy robimy
                                    mikroszprotkanie, czy zlot? Jak mówiłam, ze trzy osoby u mnie znajdą wyrko i
                                    kawkę z mlekiem rano + dwóch kotów na dokładkę ;)
                                    • yowah76 Re: OT Łódzki 06.10.08, 00:15
                                      Ja w niedziele lece, to moze byc sobota jak mi rodzina czego nie
                                      wykreci albo zwierzontka (szczegolny talent maja do chorowania w
                                      niewlasciwem momencie)
                                      • szprota Re: OT Łódzki 06.10.08, 00:23
                                        Zatem wstępnie andrzejkowa sobota. Postaram się mieć wpływ na kształt swojego
                                        grafika, by mi kiero nie wmontował pracy w owąż sobotę. Raz w miesiącu bowiem
                                        muszę taki dyżur odbębnić.
                                        • yowah76 Re: OT Łódzki 06.10.08, 01:57
                                          To kto jeszcze sie zglasza? A, zaczne nowy watek;)
                • yowah76 Re: Sygnały dobra 04.10.08, 02:13
                  Pod koniec wakacji to juz bylo znosnie. Trzeba bylo zajrzec
                  wiosna;))))
    • mmaupa Re: Sygnały dobra 21.09.09, 16:16
      Odgrzewam wątek.
      • mamalilki Re: Sygnały dobra 22.09.09, 00:23
        To ja moge napisać o aniele strózu z Waładysławowa :-)
        Byłam w sierpniu w Jastrzębiej i miałam odebrać przyjaciółkę z dworca we Władku.
        Samochód rozkraczył się na głównej drodze, tzn tak, że natychmiast się
        zakorkowało. Siadła automatyka: ani zamknąć, ani ruszyć - nic. Jakiś niepozorny
        człowiek coś zaczął że powinno się przepchnąć. Coś odburknęłam, bo sama przecież
        nie przepchnę.
        Zadzwoniłam do meza, ze nie wiem nawet jak sie otwiera maskę, powiedzial jak i
        telefon sie wyladowal. I wtedy ten sam facet podszedl jeszcze raz, usmiechnal
        sie milo i powiedzial ze teraqz chyba sie zgodze zeby przepchnac. zawolal:
        panowie, samochód trzeba przepchnąć!. Trzech od razu się rzuciło. Potem zaczął
        coś grzebać w samochodzie, tłumaczyć że na oko nic samochodowi nie jest, ale
        lepiej sprawdzić u mechanika. Włożył kluczyki i odpalił. Na koniec zrobił krótki
        wykład co zrobić jak jeszcze raz stanie i których części nie dotykać bo są pod
        prądem. Stałam, wstydząc się ze taka durna jestem i grzecznie słuchałam. Zanim
        zdążyłam podziekować to ten facet zniknal. Po prostu sie rozplynąl tak samo
        nagle jak sie pojawil.
        Dlatego mam teorię że to był anioł stróż :-)
      • kotbert Re: Sygnały dobra 24.09.09, 10:40
        Z tego co mnie się przydarzyło, najlepiej pamiętam wydarzenie z mojego pobytu w
        USA latem 2004.
        Jechałam na południe stanu New Jersey, gdzie już byli mój brat ze swoją
        dziewczyną. Doleciałam zatem do Nowego Jorku i stamtąd musiałam pojechać
        autobusem do Atlantic City, przesiąść się na tamtejszym dworcu autobusowym i
        dojechać wreszcie do celu. Na terminal autobusowy w NYC dotarłam bez problemu,
        znalazłam autobus do Atlantic City, jakoś zakupiłam bilet i pojechałam. Tyle że
        nie dojechałam na właściwy dworzec autobusowy, a do... jakiegoś kasyna, które
        miało własny przystanek autobusowy. Dodam, że z moim angielskim było wtedy
        bardzo krucho, ponieważ nie używałam go zupełnie, a ostatni rok spędziłam w
        Niemczech, więc usiłowałam rozmawiać z ludźmi po niemiecku, hehe. Jakoś mnie nie
        bardzo rozumieli. Siedziałam jak ostatnia sierota na przystanku autobusowym
        kasyna, nie mając pojęcia, gdzie jest właściwy dworzec autobusowy i jak się tam
        dostać w krótkim czasie, a w ogóle wszystko działo się głęboką nocą, gdzieś koło
        godz. 2. No i oczywiście nie mogłam nigdzie zadzwonić, ponieważ bateria w
        komórce była na granicy zdechnięcia. Po pewnej chwili zainteresowały się mną
        dwie panie z obsługi kasyna i jakoś im wytłumaczyłam, plącząc się straszliwie, w
        czym mam problem. Panie zrobiły naradę, po czym wezwały kierowcę autobusu, który
        mnie do tego kasyna przywiózł, a który miał zaraz wracać z powrotem na pusto do
        Nowego Jorku. No i uzgodnili, że facet zabierze mnie ze sobą i dostarczy mnie na
        dworzec autobusowy robiąc w tym celu objazd połowy miasta. Ponieważ przewożenie
        kogokolwiek w autobusie okazało się być nielegalne jeśli nie był to planowy
        kurs, facet kazał mi rozpłaszczyć się na podłodze między siedzeniami, a przy
        dworcu ewakuować się z autobusu chyłkiem i w pośpiechu. No i faktycznie dowiózł
        mnie na miejsce (i na czas, abym zdążyła na przesiadkę), spłoszoną i
        zdezorientowaną, po drodze opowiadając mi dla relaksu gromkim głosem, że
        pochodzi z Ukrainy i jak tam było fajnie :]
    • porcelina_melody Re: Sygnały dobra 22.09.09, 14:10
      Na wstępie chciałabym dokonać serdecznego powitania całego forumu. Czytam Was nie od dziś :) Aby zamanifestować moją sympatię, przyniosłam cały kosz świeżutkich jelitek. Częstujcie się!

      A teraz do ad remu ;)

      Działo się to całkiem niedawno, bo w połowie sierpnia, w Bułgarii u podnóża gór Riła, do których dotelepaliśmy się wraz z grupą znajomych po czterech dniach jazdy samochodami, urozmaiconej zwiedzaniem co ciekawszych miejsc po drodze. Poprzedniego wieczoru, jak co wieczór zresztą, rozbiliśmy namioty po ciemku w miejscu siłą rzeczy dość przypadkowym - była to ni to łąka, ni to ugór, wśród pól, nieopodal drogi gruntowej. Rankiem spostrzegliśmy, że tą gruntową drogę przecina malutki, dość czysty strumyczek. Po lekkim wahaniu, (w końcu to niby polna, ale jednak droga, i woda niby czysta, ale kto wie?) postanowiliśmy się w nim umyć chociaż z grubsza (przypominam, byliśmy po czterech dniach jazdy samochodem, a zgorszonym śpieszę wyjaśnić, że wg mnie wyjazd wakacyjny z zapewnionym stałym dostępem do łazienki, to żaden wyjazd ;)
      Tak więc, w kostiumach kąpielowych, z namydlonymi głowami, taplamy się w najlepsze w tej malutkiej stróżce, gdy wtem drogą nadjeżdża samochód na pierwszy rzut oka miejscowy, i, o zgrozo, zatrzymuje się tuż przy nas. Przygotowałam się w duchu na, excusez le mot, zjebkę (że, dajmy na to, nasze mydliny spływają na ich pole, lub, że bezprawnie rozbiliśmy się na ich ziemi). Nic podobnego. Z samochodu wysiadła miła starsza pani, i, z tego co udało nam się wywnioskować, starała nam się wyjaśnić, że lepiej by było gdybyśmy poszły dalej w dół tego strumyczka, bo tam woda czystsza(?). Następnie wręczyła nam kilka ogromnych, soczystych pomidorów. Gest był na tyle niespodziewany, że nieco nas ogłuszył :)
      Ogólnie, podczas moich podróży doświadczyłam niejednokrotnie takich przejawów sympatii ze strony autochtonów, jakby chcieli pokazać swój kraj czy swoją wioskę z dobrej strony. Są to jedyne akty patriotyzmu, jakie znoszę bez przykrości.
    • croyance Re: Sygnały dobra 22.09.09, 14:52
      Ostatnio siedzialam na lawce bardzo smutna, a tu nagle podjechala do
      mnie na wozku inwalidzkim jakas kobieta, powiedziala, ze mam
      'najpiekniejsza twarz, jaka w zyciu widziala' i 'wygladam jak pre-
      rafaelicka Madonna', po czym dala mi w prezencie pocztowke z kwiatem,
      ucalowala mnie, i pojechala.
      • alitzja Re: Sygnały dobra 22.09.09, 18:38
        Nie mogę uwierzyć, że jeszcze tego nie opisałam.
        To jest historia sprzed kilku lat, ale wciąż stoi mi w oczach.
        Przystanek autobusowy, na którym wsiadam, jadąc do pracy, jest tuż
        przed skrzyżowaniem ze światłami. Czasem zdarza się, że ktoś nie
        zdąży na autobus i usiłuje dostać się do niego, kiedy ten czeka na
        zielone. Bardzo, ale to bardzo rzadko kierowcy faktycznie wpuszczają.
        A ten wpuścił pewną panią, co już było miłe.
        Pani nie miała biletu. Chciała go kupić u kierowcy, ale on nie miał
        jej jak wydać. I powiedział, że na następnym przystanku jest kiosk i
        on poczeka, aż pani kupi w nim bilet i wróci do autobusu.
        I tak zrobił.
        Cudowny człowiek.

        I jeszcze historia prosto z Malmo. Niech się skandynawskie
        towarzystwo wypowie, bo to może normalne w tych krajach (mają kamery
        i podglądają?), tylko mnie tak dziwi.
        Byłam na wakacjach. Mieliśmy wracać samolotem z Malmo, ale w
        schronisku źle wyczytaliśmy godziny odjazdu autobusu na lotnisko
        (nie wiedzieć czemu widniały tam godziny przyjazdów z lotniska, a
        nie odjazdów na lotnisko). Zorientowaliśmy się właściwie w ostatniej
        chwili, kiedy się okazało, że na następny autobus będziemy musieli
        czekać dwie godziny. Siedzieliśmy na przystanku i nudziliśmy się jak
        mopsy. I nagle podszedł do nas pan, który spytał, czy chcemy na
        lotnisko. Pewnie, że chcieliśmy!
        Pan okazał się kierowcą autobusu kursującego na lotnisko i na nasze
        zdziwienie, że przecież nie ma go w rozkładzie, z uśmiechem
        oświadczył, że to kurs ekstra.
        Na lotnisko jechała z nim nasza czwórka i jeszcze dwie osoby. I skąd
        on się wziął na tym przystanku, hę?
        • wushum Re: Sygnały dobra 25.09.09, 01:14
          Hm... Nie wiem, od czego zacząć, bo jak pomyślę, to troszkę było takowych zdarzeń.
          A więc - pewnego razu wracałam z zajęć weekendowych w szkole - szkoła była we
          Wrocławiu, więc w niedziele wieczorami, wracałam do Krakowa pociągiem. Zawsze,
          tradycyjnie byłam spłukana totalnie. Nawet na cudzy cukier patrzyłam z chęcią
          pożarcia. Powracając zawsze miałam jakieś 1,50zł. Wobec czego musiałam wymyślać
          jak nie zdechnąć z głodu i czym się bardziej zapcham, bułką, czy 2 małymi
          paczkami mini chipsów. Nocleg niedzielny kończył się wcześnie, więc do
          wieczornego pociągu tułałam się głodna w śniegu, wietrze, przyklejając się do
          szyby cukierni, gdzie pito gorącą herbatę z cukrem, a nawet jedzono ciastka.
          Przed kolejnym powrotem do domu, dzwoniła do mnie rodzina, żebym nie wydała
          całych pieniędzy i przywiozła coś z powrotem, bo jest koniec miesiąca, wypłata w
          poniedziałek po południu, a tam mają ze 3 złocisze na krzyż. A ja, oczywista,
          mam tym razem kilka złotych, ale nie tyle ile potrzeba w domu, bo na coś
          konkretnego było trzeba w pon. Jadę więc pociągiem przerażona, że nic im za
          bardzo nie przywiozę. Postanowiłam więc popytać jadących ze mną kumpli "z roku",
          czy nie chcieliby odkupić ode mnie nierozważnie kupione, na początek pobytu,
          czasopismo fotograficzne /czyli branżowe/. Oczywiście, nikt nie jest
          zainteresowany. Ja pluję sobie w duchu w mentalną brodę, że tak łatwo wydałam
          pieniądze. Po jakimś czasie znajomi powysiadali na swoich przystankach, a ja
          dalej trzęsę się z pociągiem, jest noc, w przedziale kilku facetów oprócz mnie.
          Jest mi nie wesoło. Głód ssie. Za oknem w ciemności przemykają rozświetlone okna
          domów, widzę jakieś rodziny przy stole... Nagle odzywa się do mnie jeden z
          facetów. Mówi, że słyszał moje rozmowy ze znajomymi, bo siedział w tym
          przedziale i prosi, żeby nie odmawiać, po czym daje mi 100 zł...po chwili
          wyciąga paczkę kanapek i wręcza....a dalej stwierdza, że na deser da coś jeszcze
          - i otrzymuję moje ulubione galaretki w czekoladzie... siedzę, dukam, że nie
          mogę tego przyjąć... okazuje się że inni faceci razem z nim jadą - jakaś
          delegacja, czy co... w każdym razie łagodni ten facet mi mówi, żeby przyjąć to,
          żeby nie odmawiać itp.
          :)
          Wracam do domu z dziką radością - nie dość, że nie głodna, to jeszcze mam tyle
          kasy ze sobą!:D
          Człowiek wyglądał zupełnie przeciętnie, był bardzo spokojny, cichy, zupełnie nie
          charakterystyczny.
          To jeden z moich przypadków:)
          • verdana Re: Sygnały dobra 26.09.09, 13:11
            Historia dosyc krwawa i nie moja, a szwagierki.
            Dama ta zwykla poruszać się wyłacznie na rowerze, a mieszka na
            Pradze w poblizu Bazyliki- kto z Warszawy, ten wie, ze okolica
            raczej srednio bezpieczna.
            No więc wraca, po północy, zatrzymuje ją policja - zeby uwazała, bo
            po okolicy kreci sie grupka dresiarzy, moga być niebezpieczni.
            Jedzie dalej, widzi dresiarzy w koncu długiej ulicy - przestraszyla
            się niestety i zamiast patrzec na drogę, zagapiła się na nich, czy
            czegos nie knują. Ocknęła się w szpitalu.
            Jadac zaczepiła o lawkę, przeleciała przez kierownicę, masakra -
            wstrząs mozgu, polamana szczęka. Kto ja uratował - cóz, ci własnie
            dresiarze. Widzac wypadek przybiegli, wezwali karetke, unieruchomili
            szyję, przykryli wlasnymi ubraniami, zaczekali na lekarza - a w
            dodatku zapytali lekarza o adres i odprowadzili rower pod drzwi
            mieszkania, zeby nie zginął...
            • lezbobimbo Re: Sygnały dobra 09.10.09, 01:18
              Przepiekne historie! Az sie zatchnelam z zachwytu! MORE!

              Skromnie tylko pamietam w tej chwili, ze kiedys w Niemczech wygladalam zapewne
              bardzo dziwnie, bo na kazdym dworcu, gdzie sie przesiadalam i chcialam czytac,
              co tam tez pisze na automatach i co nalezy kupic w jaka strone itd; zaraz
              przybiegaly jakies przejete starsze panie niemieckie i mi oddawaly swoje bilety
              albo i jakies euro nie wiedziec dlaczego :) Wiem, ze tradycyjnie na dworcach
              oddaja swoje niepotrzebne Wochenendegutscheiny mlodziezom, ale to nie byl
              Wochenende :)

              (witam tez jelitarnie i serdecznie nowa swiezynke porceline :)
              • croyance Wzruszona sygnalem dobra 09.10.09, 19:35
                Przedwczoraj. Wracamy z wycieczki do Brighton - ja i rodzice, ktorzy
                odwiedzili mnie w Londynie. W Brighton napotkala nas koszmarna ulewa
                i potem musielismy siedziec ponad 2 godziny w pociagu i metrze w
                kompletnie mokrych butach, skarpetkach, spodniach i majtkach.
                Trzesiemy sie, jestesmy przestraszone z mama, ze dostaniemy zapalenia
                pecherza i jajnikow, na dworze coraz zimniej, w butach wciaz
                chlupocze, ale teraz jeszcze zimniej i bardziej nieprzyjemnie.

                Wracamy do domu i orientuje sie, ze nie mamy kluczy, a Krojansiarz ze
                znajomymi w pubie. Stoimy na zewnatrz, ciemno, po 21, znikad pomocy
                znikad ratunku.

                Mamy polskich sasiadow, wiec poszlam zapytac, czy mozemy poczekac u
                nich chwile, zanim Krojansiarz nie dojedzie.

                Nie dosc, ze przyjeli nas do domu, ale dostalismy suche, cieple
                ubrania, skarpetki, goraca herbate, paszteciki, po kieliszku wina i
                jeszcze torbe jedzenia NA DROGE!!!

                Nie wiem, jak im dziekowac ...
                • andrzej585858 Re: Kebbe - dziękuję 23.11.09, 18:38
                  Myślę że to najlepsze miejsce aby złożyć podziękowania dla Kebbe. Podziekowania
                  zarówno ode mnie jak i całej mojej rodziny.

                  Jeżeli można czyjeś zachowanie jako sygnał dobra to w tym wypadku to nie jest
                  sygnał - to jest symfonia dobra.
                  Dziękuję za bezinteresowne udostępnienie mieszkania w czasie pobytu mojej córki
                  w sumie dwóch szpitalach w Warszawie.
                  Przez miesiąc czasu moja żona miała gdzie spokojnie mieszkać i dzięki temu
                  spędzić maksymalnie dużo czasu z córką.
                  To było zaś dla niej bardzo potrzebne, jest już w domu czuje się lepiej i tak
                  naprawdę nie wiem jak mam dziękować.

                  Ponieważ dzięki pobytowi na tym forum poznałem Kebbe to i tutaj tak jak potrafię
                  dziękuję jeszcze raz.
                  Bardzo nam pomogłaś.

                  Ludzie są dobrzy - zawsze w to wierzyłem.

                  Dziękuję także wszystkim tym którzy przesłali mi maile z życzeniami zdrowia dla
                  mojej córki, to także są sygnały dobra.
                  • rozdzial43 Re: Kebbe - dziękuję 23.11.09, 19:49
                    andrzej585858 napisał
                    > Ponieważ dzięki pobytowi na tym forum poznałem Kebbe to i tutaj tak jak potrafi
                    > ę
                    > dziękuję jeszcze raz.
                    > Bardzo nam pomogłaś.

                    Jestem przekonana, że Kebbe nie uczyniła niczego dla wyrazów podziwu, adoracji i
                    uznania, ale niniejszym - mimo to, nie słuchając jej ewentualnych sprzeciwów - i
                    tak składam jej te wszystkie wyrazy.

                    Dobrze, że jesteś Kebbe i dobrze Andrzeju, że to opisałeś.
                    Naprawdę wzruszyła mnie ta historia, bardzo się cieszę, że ją poznałam.
                    Bardzo bym też chciała życzyć córce Andrzeja powrotu do zdrowia.
                    • andrzej585858 Re: Kebbe - dziękuję 23.11.09, 19:54
                      rozdzial43 napisała:


                      >
                      > Jestem przekonana, że Kebbe nie uczyniła niczego dla wyrazów podziwu, adoracji
                      > i
                      > uznania, ale niniejszym - mimo to, nie słuchając jej ewentualnych sprzeciwów -
                      > i
                      > tak składam jej te wszystkie wyrazy.

                      Też jestem przekonany - naprawdę przekonany - że nie uczyniła tego dla poklasku
                      - ale właśnie dlatego musiałem to napisać i podziękować. Bo trzeba o takich
                      ludziach mówić - po prostu.
                      • jota-40 Re: Kebbe - dziękuję 24.11.09, 09:32
                        Andrzej, mam nadzieję, że Twoja córka wróci szybko do zdrowia, mocno trzymam
                        kciuki! A dla Kebbe - serdeczne ukłony i przekonanie, że czeka ją w życiu wiele
                        miłych zadośćuczynień, jestem bowiem głęboko przekonana, że wszystko, co dajemy
                        światu - wraca do nas prędzej, czy później, i dobre, i złe.

                        Wspomnienia Wasze są zupełnie dickensowskie! A może to po prostu ta listopadowa
                        pora i szaruga za oknem?... Na mnie bardzo mocno działa topos przygarnięcia i
                        wspomożenia podróżnego, wędrowca, zmokniętego i zziębniętego. Dlatego i moje
                        historyjki w większości dotyczą takiego właśnie bezinteresownego wsparcia,
                        otrzymanego od obcych ludzi. W czasach licealnych udałam się na wyprawę przez
                        Beskid Niski, co wtedy oznaczało dziki survival, źle oznakowane szlaki i częste
                        błądzenie, okraszane przeprawami wpław przez strumienie. I kiedyś, po takim
                        męczącym, uszarganym w błocie dniu dotarliśmy wykończeni do pierwszej chatki we
                        wsi - nocowaliśmy bowiem z zasady po stodołach. W chatce owej mieszkała
                        prawdziwa Baba Jaga, miała wąsy i wiele brodawek na nosie, okazała się jednak
                        oceanem serdeczności, napoiła gorącą herbatą, nakarmiła chlebem ze smalcem i
                        straszliwie ostrymi rzodkiewkami. Cały wieczór wypytywała, co tam w świecie się
                        dzieje - nas, śmiesznych siedemnastolatków! Słuchała z błyszczącymi oczyma.
                        Pojęłam, że i my jesteśmy dla niej ważni... Te wielkie, czerwone rzodkiewki na
                        stole, pokrytym starą ceratą widzę do dzisiaj ;).
                        • sowca Re: Kebbe - dziękuję 24.11.09, 23:19
                          Muszę, po prostu MUSZĘ opisać wspaniałą ludzką życzliwość, z jaką
                          zetknęłam się w czasie mojego pobytu we Włoszech.
                          Wszystko zaczęło się od tego, że ja i moja przyjaciółka nie miałyśmy
                          gdzie mieszkać. Pierwotnie planowałyśmy nocowanie kątem u
                          mieszkającej w Rzymie przyjaciółki, lecz niestety, okazało się, że
                          ów "kąt" oznacza podłogę z kafli, w pokoju zamieszkanym (jestem tego
                          pewna!) także przez pluskwy, w dodatku pokoju od bardzo ruchliwej
                          ulicy, po której z wyjątkowym upodobaniem jeździły nader głośne
                          śmieciarki. Przetrzymałabym to, gdyby nie fakt, że z powodu
                          nieżyczliwości właścicielki mieszkania miałyśmy spędzać w mieście
                          czas od 8 rano do 23 wieczorem. to przekraczało nasze możliwości. po
                          trzech dniach takiego maratonu załamałyśmy się, zwłaszcza że okazało
                          się, że tak czy siak musimy się wynieść z domu na weekend.
                          Rzuciłyśmy się szukać zastępczego noclegu - zaproponowano nam hostel
                          niedaleko San Giovanni in Laterano. Myśląc "hostel" miałyśmy przed
                          oczami wizję zatłoczonych pokojów z piętrowymi łóżkami i pluskwami
                          co najmniej w takiej ilości jak w poprzednim locum. Jakież było
                          nasze zdziwienie, gdy pokazano nam prześliczny pokoik w eleganckim
                          mieszkaniu, pardon, apartamencie, luksusową łazienkę oraz w pelni
                          wyposażoną kuchnię. Uroczy gospodarz, starszawy Włoch imieniem
                          Vittorio, mógł nas jednak gościć przez jedną tylko noc, gdy jednak
                          dowiedział się o sytuacji, zaproponował nam nocleg u swojej znajomej
                          na 3 noce - potem mogłyśmy wrócić do niego. Gdy po owych 3 dniach
                          wróciłyśmy, Vittorio niespodziewanie przyniósł nam po porcyjce
                          tiramisu z najlepszego sklepu w Rzymie - przypuszczam, że ta
                          porcyjka kosztowała więcej niż nasz nocleg! Otaczał nas taką opieką
                          jak ojciec, co zaowocowało nadaniem mu przydomka "Il padrino". Gdy
                          miałyśmy zaś wracać do Polski samolotem o świcie i planowałyśmy
                          spędzic noc na dworcu (nie miałyśmy już funduszy na opłaenie
                          kolejnego noclegu) - nie chciał nawet o tym słyszeć, po prostu
                          powiedział, ze mamy nie płacić (chć nie mówiłysmy mu,że nie mamy już
                          pieniędzu). Nigdy nie zapomnę tego, jak wspaniale się nami
                          opiekował, jak pomógł nam znaleźc nam dach nad głową i jak okazywal
                          nam swoją życzliwość :)
                          Inne przykłady życzliwości Włochów nie są już tak spektakularne,
                          niemniej jednak nadal budzą uśmiech na mojej twarzy :) wybrałyśmy
                          się raz na długi spacer na Via Appia Antica (tam, gdzie sa
                          katakumby) i zapragnęłyśmy zwiedzić grobowiec bodajże św. Cecylii.
                          Muzeum okazało sie zamknięte, ale dozorca poinformował nas, że
                          mozemy przyjśc za godzinę, to będzie otwarte. Wróciłyśmy po
                          okreslonym czasie, nieco zdziwione, bo spotkane przypadkowo
                          małżeństwo niemieckie poinformowało nas,że muzeum jest nadal
                          zamknięte. Jednak dozorca otworzył bramę i twierdził, że zwiedzanie
                          jest za darmo. Gdy wyszłyśmy poza teren muzeum, dostrzegłyśmy
                          niewidzianą wcześniej tabliczkę z ifnormacją, że muzeum tego dnia
                          jest w ogóle nieczynne, a bilet wstępu kosztuje 7 euro od osoby! My
                          nzas nie tylko zwiedzilysmy muzeum, ale nie zaplacilysmy tez ani
                          grosza.
                          Z kolei ostatniego wieczoru w Rzymie nieco się zagapiłyśmy (moja
                          wina, przyznaję :p) i gdy szłyśmy już do metra, okazało się, że nasz
                          bilet tygodniowy własnie przestał być aktualny. niby nie problem, bo
                          w metrze sa automaty, ale my miałyśmy tylko banknoty, a automat ich
                          nie chciał przyjąć. myśląc z rozpaczą o powrocie na pieszo od Piazza
                          di Spagna do San Giovanni in Laterano, ciemną nocą, podczas gdy
                          musiałyśmy wstać o 3 rano, zeby dostac sie na lotnisko - poszlysmy
                          do strażników. Strażnik spytał tylko, dokąd chcemy jechać - i bez
                          słowa otworzył barierkę :)
                          Drobiazgi, ale zawsze, gdy o tym myślę, serce mi rośnie:)

                          PS. Złośliwymi uwagami, że ciekawe, czy Włosi byliby równie
                          życzliwi, gdybymi osobami w kłopotach nie były młode, piękne
                          Słowianki, nie zamierzam się przejmować :P
                          • p.aulinka Re: Kebbe - dziękuję 26.11.09, 17:50
                            czy Włosi byliby równie
                            > życzliwi, gdybymi osobami w kłopotach nie były młode, piękne
                            > Słowianki, nie zamierzam się przejmować :P


                            Nie musisz, dla Włochów nie ma znaczenia czy kobieta jest młoda czy stara , czy
                            piekna czy brzydka. Gwiżdża, flirtuja, mrugaja, pomagaja jakiemukolwiek
                            osobnikowi o chromosomach XX który ma jeszcze sile chodzic na własnych nogach i
                            nie trzyma swoich organów w formalinie :)
                            Włochy to cudowny kraj dla kazdej nieatrakcyjnej kobiety - poczuje sie mega
                            piekna i atrakcyjna (i uciazliwy dla kazdes od srednioładnej w zwyz - bo
                            adoracja jest meczaca , upierdliwa i wkurzajaca)
                            • p.aulinka Re: Kebbe - dziękuję 26.11.09, 17:57
                              Ja mam cos - drobiazg ale ... miły :)

                              Pozne popołudnie - wracam z pracy - jest juz ciemno i siapi dokuczliwy deszcz. Po drodze mijam najlepszy kebab w W-wie :) [ przy teatrze Bajka :)na marszałkowskiej :)] i jestem tak głodna (a w domu swiatło w lodówce) ze postawiam kupic (na wynos, bo na ulicy nie jadam :)).
                              Kolejka do kebabu - pare osób , staję ostatnia w kolejce (wiem ze z pare minut postoje na bank) - zimno i mokro (bo parasola ni mam :(). Nagle widze ze ulica idzie "niunia" - blodn włosy , długie nogi, figura modelki , odstrzelona, odpicowana, pod parasoleczka - och i ach (normalnie niczym "Paulinka" z Idy Sierpniowej) Wyraz twarzy tez odpowiedni - niezbyt miły i raczej dumny i nabzdyczony.
                              "Niunia" staje za mna w kolejce i .... bez słowa przysuwa sie blizej ukladajac parasol tak ze i moja łepetyna pod parasolem sie znajduje :)
                              Po tym jak jej dziekuje - bardzo milo sie usmiecha i mowi ze przeciez i tak tu stoi a po co ja mam moknac :)

                              ps. powiem szczerze - dawno sie tak (mile) nie zdziwiłam :)
                              • mamalilki Re: Kebbe - dziękuję 26.11.09, 18:16
                                Ja się ostatnio pławię w ESD. Zorganizowałam akcję charytatywną na niewielka
                                skalę. Maile się rozpełzły po ludziach i od tygodnia zgłaszają sie ludzie,
                                których na oczy nie widziałam. Jest ich na liście prawie setka, a przecież ani
                                mnie nie znają, ani nie wiedza, czy jestem uczciwa i nie spieniężę ich prezentów
                                dla biednych na Allegro, nic nie kontrolują, nie zobacza nawet tych dzieci na
                                oczy :-) Fajne doświadczenie.
                            • sowca Re: Kebbe - dziękuję 26.11.09, 23:05
                              Hehe, to prawda :P Ale pomijając ten cały flirciarski podtekst, to
                              ludzie są tam naprawdę uroczy, pomocni, mili i życzliwi. Przekonałam
                              się na własnych piórach.
                          • teano1 Włosi 06.01.10, 13:36
                            sowca napisała:

                            > Muszę, po prostu MUSZĘ opisać wspaniałą ludzką życzliwość, z jaką
                            > zetknęłam się w czasie mojego pobytu we Włoszech.
                            (...)
                            > PS. Złośliwymi uwagami, że ciekawe, czy Włosi byliby równie
                            > życzliwi, gdybymi osobami w kłopotach nie były młode, piękne
                            > Słowianki, nie zamierzam się przejmować :P
                            >
                            Ja też wielokrotnie doświadczyłam życzliwości Włochów.
                            I to zarówno wtedy gdy byłam młodą niezamężną Słowianką, jak i wtedy gdy byłam "młodą" Słowianką ponad 10 lat później i do tego obarczoną mężem i dzieckiem.

                            Najbardziej spektakularny wypadek miał miejsce właśnie podczas naszej viaggio sentimentale w dziesiątą rocznicę ślubu. Pojechaliśmy starym tikiem (ticem?) wyładowanym po brzegi i z braku funduszy zamierzaliśmy korzystać z campingów tylko w ostateczności.
                            Gdzieś w okolicach Wenecji w jakiejś wioseczce zauważyłam domostwo wyglądające na opuszczone, a zlokalizowane wśród kwitnacych właśnie krzewów, pachnących jak jaśminy (niewykluczone, że były to jaśminy właśnie, nie mylić z jaśminowcami, które każdy Polak rozpozna) Stwierdziłam, że jeśli mamy gdzieś nocowac to tylko w takiej scenerii.
                            Ale dla porządku spytałam tubylca zamieszkałego w sąsiednim obejściu, który wyjrzał, pewnie żeby zobaczyć czyj samochód tak mu rzęzi pod oknami, czy możemy się rozbić.

                            Powiedział, że musielibysmy pójśc do głownej wsi (jakiś kilometr czy dwa z powrotem) znaleźć właściciela i go zapytać.
                            Nie bardzo się nam to uśmiechało.
                            Zostawiliśmy samochód, wzięlismy dziecko, podówczas czteroletnie, za rączki i ruszylismy sprawdzić dokąd dalej prowadzi droga, którą przyjechaliśmy. Okazało się, że idzie między polami kukurydzy i kończy sie slepo.
                            Zdecydowaliśmy zatem dojechać do konca tejże drogi i tam się rozbić w nadziei, że nikt nas nie wyrzuci.
                            Wróciliśmy do samochodu, nabraliśmy krystalicznie czystej wody ze znajdującego się tam kranu, umylismy się trochę i już mieliśmy odjeżdżać gdy tubylec znow się pojawił.
                            Powiedział, ze tam nie mozemy nocować, bo to nie jest jego, ale jesli chcemy, mozemy rozbić się w jego sadzie, który należy do niego a on nam pozwala.
                            No i spaliśmy nad brzegiem rzeki, miedzy zagonami kiwi i wśród innych podobnie egzotycznych roslin, a wieczorem Włosi ze dwa razy przyszli do naszego namiotu upewnić się, czy nie jest nam zimno (to był wrzesień, dla nas jak sierpien, dla nich pewnie już zima :) )
                            Rano zaprosili nas na kawę, dziecku tego i poprzedniego dnia pozwolili korzystać z ich huśtawki i innych zabawek, a na koniec podarowali mu misia, ktorego ma do dziś.
                            Po powrocie do Polski napisaliśmy do nich list z podziękowaniem i na Boze Narodzenie wysłaliśmy parę drobiazgów, polskich słodyczy, zdjęcia itp, żeby się jakoś zrewanżować, bo naprawdę byli wyjątkowo mili.
                            Oni odpowiedzieli również paczką i tak od lat wysyłamy sobie cos w okolicach Świąt BN, wymieniamy maile itd
      • p.aulinka Re: Sygnały dobra 30.11.09, 16:42
        croyance napisała: Cytatpowiedziala, ze mam 'najpiekniejsza twarz, jaka w
        zyciu widziala' i 'wygladam jak prerafaelicka Madonna',"


        N to akurat sama prawda :) Dziwie sie tylko ze codziennie ktos tego nie mowi :)
    • berek_76 Re: Sygnały dobra 27.11.09, 16:53
      Jechałam kiedyś na imprezę, która urządzałam u przyjaciółki, bo ja nie miałam
      warunków lokalowych. Wiozłam ze sobą jakąś masę rzeczy, z których najbardziej
      znamienna była na wpół upieczona kaczka w szklanym naczyniu oraz gitara w pokrowcu.
      Wsiadłam do autobusu i okazało się, że jest po brzegi wypchany BARDZO
      rozbawionymi kibicami Legii. Zbladłam. Oczyma duszy widziałam naczynie od kaczki
      w proszku, a gitarę w drzazgach. Autobus się aż kołysał.
      Kibice zobaczyli wiotką ofiarę, objuczoną jak wielbłąd, rozstąpili się jak Morze
      Czerwone i posterowali ku wolnemu miejscu. Tam usadzili mnie pieczołowicie,
      przyrzucając kaczką i gitarą.
      Kiedy na docelowym przystanku zaczęłam się wykopywać ku wyjściu, doeskortowali
      mnie do niego starannie, pomogli wysiąść, podając za mną gitarę, która mi
      wylatywała z rąk i jeszcze pomachali na do widzenia.

      A w ogóle to ja mam takich historii do opowiadania tysiące, jakoś natrafiam
      głównie na dobrych ludzi.
      O, i ostatnio:
      Moja starsza córka ni z tego , ni z owego straciła przytomność na kilka sekund.
      Nie udało się znaleźć neurologa na szybko, pojechaliśmy do szpitala dziecięcego.
      Pani doktor na izbie przyjęć, otoczona mnóstwem niby-świńskiej grypy, załamała
      ręce i wyjaśniła dobitnie i ostro, że tu neurologa nie było i nie będzie.
      Tym niemniej zrobiła rozmaite badania i wysłała nas na EKG. A kiedy wróciłysmy z
      opisanym EKG, pani doktor własnie kończyła rozmowę z innym szpitalem. Zadzwoniła
      do tamtejszego neurologa i uprosiła go, żeby nas przyjął, chociaż tamten szpital
      nie prowadzi konsultacji po wyznaczonych godzinach. Pan doktor przyjął nas,
      zbadał dziecko, dał rozmaite skierowania itd. Ona nie musiała do niego dzwonić.
      On nie musiał się zgodzić. I to wszystko ta nasza słynna skorumpowana i
      niezyczliwa służba zdrowia.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

      You've got to kick a little
      • wushum Re: Sygnały dobra 07.12.09, 23:33
        Był to czas, kiedy studiując filologię pl, nagle połknęłam "bakcyla" fotografii
        i już nic innego nie zajmowało mej łepetyny. Postanowiłam zostawić studia i
        uczyć się w szkole fotograficznej. Oczywista, w domu pomstowano, że chcę
        zostawić UJ, naukę itp, od rana do wieczora próbowano mnie "nawrócić" na
        "właściwą drogę" rozumowania. Ja natomiast, zupełnie się nie uczyłam do
        egzaminów, olewałam, bo chciałam, żeby uznano, że się nie nadaję. Oczywiście
        udawałam, że się uczę. Nadeszły wakacje. Szukałam szkół fotograficznych. No i
        znalazłam. Właśnie tą we Wrocławiu. Ale... była to szkoła płatna, a ja bez
        grosza i bez poparcia rodzicielskiego. Zarabianie wtedy, było dla mnie mało
        możliwe - dopiero zaczynałam, jako tako chodzić /po wielu operacjach kolana/.
        No więc zaczęły się wakacje, ja w rozpaczy. Na szkołę foto mnie nie stać -
        ewidentnie. Rodzina oczekuje, że zdam oblany egzamin na filologii polskiej i
        będę dalej studiować, żeby być "porządnym człowiekiem". Widzę, że nie poradzę.
        Muszę zakuwać. Całe wakacje siedzę w pustym mieszkaniu, bo inni pojechali na
        zasłużone wakacje, a ja nie zasłużyłam - i czując, że już po mnie, uczę się do
        egzaminu wrześniowego. Życie jest szare, smutne itp. Dni mijają, zlewając się w
        jeden ciąg nauki. Nie wychodzę z domu. Chyba że o 5 rano. Kiedy nikogo nie
        spotkam. Z nikim się nie widuję. Nic nie ma sensu. Pod koniec sierpnia, telefon,
        że znajoma-znajomych-rodziców, przyjeżdża zobaczyć Kraków, razem z siostrą i
        potrzebują kogoś, kto by oprowadził, w języku rosyjskim. Tą "misję" podejmuję ja
        i macierz moja. Posiedziałam, poczytałam trochę dat, wydarzeń itp, no i
        poszłyśmy "odebrać je" na dworcu. Całą sobotę łaziłyśmy po mieście, opowiadając
        historie, legendy itp. Potem jeszcze na chwilę one przyszły na herbatę, tam
        trochę gadałyśmy, no i pokazałam kilka swoich zdjęć, bo historia o filologii i
        szkole foto, wyszła jakoś, przy okazji. Odprowadziłyśmy kobitki na dworzec
        wieczorem. Czas egzaminu już chuchał mi na plecy, więc zakuwałam jeszcze
        intensywniej... Po 2 tygodniach oprowadzana znajoma zadzwoniła, że chciałaby
        opłacać mi naukę w szkole fotograficznej...
        Mogłam spokojnie iść i oblać egzamin:)
        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka