Dodaj do ulubionych

Felietony M. Musierowicz "W drodze"

04.06.08, 09:24
czytujecie
Linkuję do jednego z nich (marzec 2008):
mateusz.pl/wdrodze/redakcja/archiwum.htm
Na zachętę pierwsze zdanie:

Piszę powieści już od ponad trzydziestu lat – a najważniejszą z
rzeczy, jakich się dzięki temu nauczyłam, jest szacunek dla różnych
punktów widzenia.
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 10:07
      To taki zarcik autorki?:-). Bo jakos tego po ksiazkach nie widac. Zreszta
      duskutowalysmy tu kieyds o ktoryms z jej felietonow, mocno nietolerancyjnym w tonie.
      • verdana Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 10:09
        A ja mam wrazenioe, ze MM tego systematycznie się oducza... Żadnego
        szacunku dla "innych punktów widzenia", wiecej - dla ludzi , którzy
        mają inny punkt widzenia - w książkach nie ma. Jest raczej pogarda.
        • ananke666 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 12:21
          Myślę, że autorce raczej szło o przedstawianie tylko swoich postaci z różnych punktów widzenia. Vide Józinek vs miągwa. Józinek widzi siebie jako normalnego facecika, a miągwę jako pseudogenialnego lotofaga. Miągwa z kolei widzi siebie jako zbiór zalet, osiągający w trakcie lektury intelektualne spełnienie, a Józinka jako lekkiego prostaka. I tak dalej.
          I tyle.
          Bo za wiele szacunku dla innych punktów widzenia też jakoś nie zauważyłam.
          • trawiasta Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 12:51
            ananke666: masz rację; też tak myślę... Przykre to, ale 'im dalej w las, tym
            gorzej', jeśli chodzi o ten szacunek. Heh, mówiąc szczerze, tak mi brzydko
            zapachniało hipokryzją to zdanie p. Musierowicz, że zniechęciło do zapoznawania
            się z zawartością linku. Ciekawam swoją droga, jak ten szacunek do odmiennych
            opinii i przekonań pokazany zostanie w 'Sprężynie'. Aż się boję.
            • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 13:00
              Mnie się bardzo podobał ten felieton:

              "Oczy dzieci"
              Piękna pani przedarła się przez tłum dziewcząt otaczających stół,
              przy którym podpisywałam książki. Było to 1 grudnia we Wrocławiu po
              spotkaniu autorskim na Targach.

              – Mam książkę dla pani brata – powiedziała cicho, z naciskiem. –
              Proszę mu ją przekazać, nie możemy się do niego dodzwonić.

              Piękna pani reprezentowała wydawnictwo Bosz z Olszanicy.
              Nieopakowany album, który położyła na stole, polśniewał matowo,
              roztaczając tajemniczą aurę – zwarty, gładki, ciężki, naładowany
              obietnicami. Przez ponad godzinę jeszcze nie zdołałam się do niego
              dobrać, mogłam jedynie od czasu do czasu zerkać ciekawie w jego
              stronę. W górnej części sepiowej okładki – subtelna czcionka tytułu:
              Pisane światłem – antologia poezji inspirowanej fotografią.
              Zamglone, promieniste słońce w tle, na pierwszym planie zdjęcia –
              ostro zarysowane, ciemne gałązki najeżone długimi, jasnymi kolcami.
              Jakieś jasne plamki za gałązkami – kwiaty? Odbicie słońca w wodzie?

              Dopiero w domu, po powrocie, mogłam spokojnie się zapoznać z
              zawartością albumu: ponad siedemdziesiąt wierszy polskich poetów –
              od Stanisława Balińskiego po Adama Zagajewskiego, i piękny, mądry
              wstęp pióra Julii Hartwig:

              „(…) Poeci umieją rozmawiać ze zdjęciami. Potrafią wyrazić uczucia,
              które budzą w nas te pochwycone przez obiektyw zapisy przeszłości,
              świadczące o przebytym czasie i niewystygłej pamięci. (…) Zdjęcie
              kogoś bliskiego, noszone w portfelu lub stojące na naszym biurku,
              darzymy odblaskiem uczucia, jakie łączy nas z samą osobą, toteż w
              cichości ducha pielęgnujemy w sobie skrytą nadzieję, że będzie nas
              ono, w jej zastępstwie, wspomagać, osłaniać, ochraniać, czasem nawet
              wysłuchiwać naszych skarg i żalów (…)”.

              Pani Julia Hartwig zwraca też uwagę na zupełnie nowe zjawisko
              ostatnich lat: na nadprodukcję i nadobecność zdjęć w naszym
              dzisiejszym życiu.

              Tak, to prawda: pozbawione dawnej ceremonialności, pieczołowitości w
              komponowaniu, łatwe, szybkie, momentalne – te setki i tysiące zdjęć,
              wykonywanych aparatami cyfrowymi, pozbawione już nawet odbitek, a
              oglądane i przechowywane w komputerze, tworzą wrażenie jakiegoś
              zawrotnego potopu uwiecznień.

              Nie mają jednak ważności, tak charakterystycznej dla dawnych
              fotografii. Tamte uwiecznienia miały w sobie coś ostatecznego, a
              choć utrwalane były najpierw na kruchym szkle, potem zaś dopiero –
              na łatwopalnym papierze, wydają się o wiele bardziej trwałe niż te
              dzisiejsze, tak łatwo dostępne i tak dobrze zabezpieczone przed
              stłuczeniem, podarciem czy spaleniem.

              Zastanawiam się, co z tego wynika.

              Czy solenność dawnych fotografii jest świadectwem innego stosunku do
              człowieka, czy też tylko wynikiem stosowania uboższej techniki? A ta
              dzisiejsza niewiarygodna łatwość utrwalania wizerunków jest może
              tylko zjawiskiem równoległym do głównego nurtu naszego życia, nie
              żadnym symptomem. Nie musi przecież oznaczać, że równie łatwo, jak
              da się zniszczyć – jednym kliknięciem – elektroniczną fotografię
              człowieka, unicestwić można i jego samego.

              Tamtych ludzi z papierowych odbitek unicestwiano przecież równie
              łatwo, techniką o ileż uboższą.

              Czytam piękne wiersze z tej antologii – opatrzone starannie dobranym
              materiałem zdjęciowym – i odnajduję w nich wiele swoich własnych
              spostrzeżeń. Zawsze przy oglądaniu starych fotografii mam
              przejmujące wrażenie niesamowitości, smutku, a wynika to z pewności,
              że żaden z fotografowanych (a dotyczy to zwłaszcza dzieci) nie
              przeczuwa nawet swoich przyszłych losów i katastrof, cierpienia i
              śmierci. Spójrzmy teraz oczami Anny Kamieńskiej (wiersz Fotografia
              ślubna):

              Niby lustro popękane w wiejskiej szafie
              Staruszka pomarszczona
              Pokazała mi swą ślubną fotografię
              W wieńcach i welonach.

              Tak fotograf miasteczkowy ją okłamał
              Nad pojęcie,
              Że na przekór życiu uwierzyła sama
              W ślubne szczęście.

              Czy to ty, z płachtami, ze skopkami,
              W ogniu pokrzywy?
              Czy to ty, zbłąkana między mogiłkami,
              Troską wśród żywych? (…)

              Obok wiersza widnieje zdjęcie z roku 1915 (autor nieznany), na
              którym, upozowana na tle dekoracji w atelier, stoi młoda para:
              wąsaty chłop w tużurku i wiejska panna młoda w długim welonie i
              wieńcu. Jej twarz, tak inteligentna, z tak mocnym spojrzeniem, z
              wyrazem skupienia i nadziei, rzeczywiście mogłaby być tą, która
              zainspirowała poetkę.

              Wiersz Tadeusza Drzewieckiego natomiast udało się opatrzyć
              reprodukcją tej samej szkolnej fotografii autora, o której pisze:

              Zeskanowałem swoje zdjęcie z pierwszej klasy
              podstawówki: krzywo przycięta grzywka, grube

              policzki, delikatnie przygryziona warga,

              przerażająco ufne oczy (…)

              W tym miejscu zresztą musiałam przerwać pierwsze czytanie, bo
              zabrakło mi tchu z przejęcia. To niezwykłe. Dokładnie te słowa
              („Przerażająco ufne oczy”) przemknęły mi przez głowę we Wrocławiu,
              kiedy kilkunastoletnie dzieci rzuciły się do stołu, przy którym
              siedziałam, i stały, wpatrując się we mnie i uśmiechając się bez
              przerwy. To, że piękna pani podeszła do mnie właśnie wtedy z
              książką, w której znalazłam to właśnie zdanie, muszę chyba uznać za
              znak.

              Ufność w oczach dzieci.
              To takie bolesne, że ją kiedyś utracą.

              Mam nadzieję, że nie z mojej winy.
              ____________________________________________

              Małgorzata Musierowicz

              • onion68 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 13:11
                Przejmujące i prawdziwe.
                I w związku z wiadomością o siedmioletnim Pakistańczyku i innym z ostatniego
                czasu, czuję się paskudnie. Jak Bernard w dniu po panneau.
                • kaliope3 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 16:26
                  Bardzo piękne.Myślę że pani M nie musi się obawiać.Ufność i złudzenia dzieci
                  stracą w większości i tak,ale na pewno nie przez nią.Ta chwila we Wrocławiu to
                  jeden z momentów w życiu kiedy człowiek widzi coś niesamowitego i wie że jest
                  współtwórcą takiego cudu-sprawił że wrodzona ufność i wiara dziecka może zalśnić
                  w pełni,może się wyzwolić.
                  Ja na miejscu pani M byłabym po prostu szczęśliwa,że w czasach, w których-co
                  sama za każdym razem podkreśla-wartościowe są zgoła inne rzeczy niż głębsze
                  doznania podczas lektury,dała tym dzieciom od siebie coś,za co one tę dziecięcą
                  ufność jej tak piękni okazały.
              • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 19:47
                >uccello napisała:
                > Mnie się bardzo podobał ten felieton: (...)
                > Pani Julia Hartwig zwraca też uwagę na zupełnie nowe zjawisko
                > ostatnich lat: na nadprodukcję i nadobecność zdjęć w naszym
                > dzisiejszym życiu.>
                > Tak, to prawda: pozbawione dawnej ceremonialności, pieczołowitości
                >w > komponowaniu, łatwe, szybkie, momentalne – te setki i tysiące
                >zdjęć, wykonywanych aparatami cyfrowymi, pozbawione już nawet
                odbitek, a
                > oglądane i przechowywane w komputerze, tworzą wrażenie jakiegoś
                > zawrotnego potopu uwiecznień.
                > Nie mają jednak ważności, tak charakterystycznej dla dawnych
                > fotografii. Tamte uwiecznienia miały w sobie coś ostatecznego, a
                > choć utrwalane były najpierw na kruchym szkle, potem zaś dopiero –
                > na łatwopalnym papierze, wydają się o wiele bardziej trwałe niż te
                > dzisiejsze, tak łatwo dostępne i tak dobrze zabezpieczone przed
                > stłuczeniem, podarciem czy spaleniem.
                Nie musi przecież oznaczać, że równie łatwo, jak
                > da się zniszczyć – jednym kliknięciem – elektroniczną fotografię
                > człowieka, unicestwić można i jego samego.
                > Tamtych ludzi z papierowych odbitek unicestwiano przecież równie
                > łatwo, techniką o ileż uboższą.

                Nadmiar zdjec? Brak wartosci? Brak ceremonialnosci? Latwosc
                unicestwienia? Zdjecia?

                Przepraszam, ale przy calej sympatii do MM, nie moge tego brac
                powaznie.
                Juz nawet dzisiejsze zdjecia sa zle? Klikanie w komputerze tez zle?
                Taka niechec dla zdobyczy techniki brzmi dla mnie niemal jak
                zabobon.
                "Dawniej to dopiero byly czasy, panie tego" a dzisiaj sobie kazdy
                robic zdjecia moze, ach joj, jakie to rzeczywiscie okropne ;)
                Nie widze nic zlego w tym, ze dawna sztuka solennie studyjna stala
                sie teraz mobilna i dostepna dla mas. Teraz najmniejsze dzieci od
                malego juz moga sie cwiczyc w malowaniu swiatlem i uwiecznianiu
                waznych chwil.
                A cyfrówki sa tez szalenie bardziej ekologiczne niz wszelkie
                utrwalacze lub zmarnowane kadry z dawnych czasów.

                Z kolei moje wydziwianie nad pani MM dziwnym podejsciem do zdjec nie
                oznacza rzecz jasna, ze odrzucam stare zdjecia.
                Bardzo bym chciala zobaczyc wystawe "I wciaz widze ich twarze" -
                ciekawe, czy jeszcze ogranizuja? Tutaj za to bolesnie widac, jak
                uciazliwy byl w dawnych czasach brak latwej archiwizacji i
                powielania wizerunków.


                > "Ufność w oczach dzieci.
                > To takie bolesne, że ją kiedyś utracą.
                > Mam nadzieję, że nie z mojej winy."

                Pieknie powiedziane, ale nieco, jakby to rzec patosowo i
                fatalistyczne. Wcale nie trzeba tracic ufnosci na starosc, gdzie tak
                napisano? Wiele ludzi urodzonych w naszym stosunkowo zacisznym
                zakatku swiata moze zycie przezyc calkiem dobrze i wesolo.
                Znam ludzi w podeszlym wieku, którzy nie tylko ufni ale i "oczka
                blyskaja wesolym szalenstwem" itd.

                A tozem sie rozpisala;)



                • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:08
                  lezbobimbo napisała:
                  >Bardzo bym chciala zobaczyc wystawe "I wciaz widze ich twarze" -
                  >ciekawe, czy jeszcze ogranizuja? Tutaj za to bolesnie widac, jak
                  >uciazliwy byl w dawnych czasach brak latwej archiwizacji i
                  >powielania wizerunków.

                  www.shalom.org.pl/index.php?mid=4
                  • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:36
                    Dzieki tysieczne za linka, ucellos ze wszechmiar uczynna :)) Wcale nie
                    jestes kosciotrupem ;)))
                    • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:53
                      lezbobimbo napisała:

                      > Wcale nie
                      > jestes kosciotrupem ;)))

                      :) no! i jestem grubsza i rudsza od Robin Hooda!
            • the_dzidka Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 10:15
              > tak mi brzydko
              > zapachniało hipokryzją to zdanie p. Musierowicz,

              A zobacz to:
              "(...) To tak jakby, stojąc na własnej ulicy, uznawać, że nie ma
              innego widoku i innej perspektywy niż ta, którą obejmujemy w tej
              chwili okiem. Tymczasem ilość perspektyw i widoków, podobnie jak
              ilość punktów widzenia, jest nieskończona, i to niezależnie od
              faktu, czy my zdajemy sobie z tego sprawę.
              Kiedy człowiek to sobie uprzytomni, nabiera pokory.
              Z tym, że nie każdy lubi tak się czuć.
              Stąd masa przemądrzałych uproszczeń, uogólnień, uprzedzeń, schematów
              i stereotypów; u ich źródła leży zasadnicza niemożność pojęcia, że
              świat jest nieskończenie bogaty i różnorodny."
              • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 11:40
                the_dzidka napisała:

                > > tak mi brzydko
                > > zapachniało hipokryzją to zdanie p. Musierowicz,
                >
                > A zobacz to:
                > "(...) To tak jakby, stojąc na własnej ulicy, uznawać, że nie ma
                > innego widoku i innej perspektywy niż ta, którą obejmujemy w tej
                > chwili okiem. Tymczasem ilość perspektyw i widoków, podobnie jak
                > ilość punktów widzenia, jest nieskończona, i to niezależnie od
                > faktu, czy my zdajemy sobie z tego sprawę.
                > Kiedy człowiek to sobie uprzytomni, nabiera pokory.
                > Z tym, że nie każdy lubi tak się czuć.
                > Stąd masa przemądrzałych uproszczeń, uogólnień, uprzedzeń,
                schematów
                > i stereotypów; u ich źródła leży zasadnicza niemożność pojęcia, że
                > świat jest nieskończenie bogaty i różnorodny."
                >

                No ale czy to nie jest jeden z największych atutów pisarskich MM, że
                możemy zobaczyć Borejków z perspektywy: Pana Jankowiaka, Kozia,
                Tygrysa, Gizeli, Moniki, starego Schoppe? I za każdym razem filtr
                charakteru obserwującego detrminuje opis?

                • the_dzidka Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 14:19
                  To tak, ale przecież sama MM jest niewolnicą "przemądrzałych
                  uproszczeń, uogólnień, uprzedzeń, schematów i stereotypów" i
                  najwyraźniej w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy!
        • metwoh Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 15:47
          Proponuję Wam zmienić nazwę forum. Bo fanami MM to raczej nie
          jesteście.Ale miło mi, że pod adresem autorki padły podobne zarzuty,
          co pod moim.
          A może MM jest trollem. Stąd nazwisko niejakiej Stanisławy. Nie
          wpadliście jeszcze na to?
          • verdana Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 20:31
            Ja w ogóle nie znoszę solenności - nie widzę dlaczego naturalne,
            nieupozowane zdjęcia, pamiatki przelotnych chwil, a nie z góry
            zaplanowanych, mają byc lepsze od tych, gdzie trzeba było się
            upozować, przebierać, a najlepiej to iść do fotografa.
            Chyba tylko dlatego, ze nowoczesność jest zła - wszystko dawniej
            bylo lepsze. Wszystko.
            • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 20:49
              Kiedy ktoś mi pokazuje piąta płytę z wakacji/ z wesela/ portretów
              najmądrzejszego i najśliczniejszego kiciusia/ dzidziusia, to jednak
              tęsknie wspominam czasy klisz 36klatkowych:)

              Zauważyłam też ,że większość turystów chodząc np. po Wenecji nie
              patrzy na świat własnymi oczami, tylko przez okienko aparatu foto,
              tak jakby to, co nie uchwycone, i nie do pokazania znajomym, tak
              naprawdę nie istniało.

              A i jeszcze jedno skojarzenie foto.
              Na forum Humorum był wątek:
              kiedy byłem mały, to myślałem ,że...
              gdzie parę osób wyznaje, że myślały w dzieciństwie, że świat,
              jeszcze kilkadziesiąt lat temu był czarno biały, tylko skolorowiał w
              ramach postępu i rozwoju cywilizacji.
              • mmoni Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 21:06
                Ja też, chociaż nie jestem technofobem, z niejakim niepokojem patrzę na potop
                informacji, w tym wizualnych, szybkość ich namnażania się i łatwość ich
                niszczenia. Dokumenty papierowe, często sprzed stuleci, przetrwały (jak
                powiedział klasyk, "rękopisy nie płoną"). Mam ponure wizje, ze o nas za 500 lat
                (zakładając, ze świat tyle potrwa) będzie wiadomo mniej niż o ludziach
                średniowiecza. Kto odczyta te yottabajty danych zachowane na przestarzałych
                nośnikach, o ile w ogóle się zachowają, a nie wymaże je parę złośliwych wirusów?
                Kto przeżył awarię komputera, ten wie, o czym mówię.

                Wczoraj oglądałam program o Stefanii Gurdowej, której archiwum portretów na
                płytach szklanych odkryto przypadkiem i wydano w albumie "Klisze przechowuje
                się". Dla mnie te zdjęcia odznaczają się skupieniem, jakich nie dają fotki
                cykane komórką.

                I na tą ludytyczną (od luddite) nutkę kończę.
                • jottka Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 21:21
                  mmoni napisała:

                  > Dokumenty papierowe, często sprzed stuleci, przetrwały (jak
                  > powiedział klasyk, "rękopisy nie płoną").


                  w znikomym ułamku przetrwały, bo też ich relatywnie mało było, nie wiesz, jakie
                  też cenne manuskrypty straciliśmy, niezależnie od siły argumentacji klasyka:) a
                  tu decyduje statystyka, im więcej wytworzysz dokumentów, tym więcej ma szansę
                  się zachować, nie przesadzałabym z tym fatalizmem. ponadto teksty z jak
                  najbardziej ostatniego stulecia w większości już zdychają z powodu kwaśnego
                  papieru, czyli właśnie niedostatków technologii. w tym wypadku postęp techniczny
                  nam sprzyja, no nie ma co łamać rąk na zapas:)


                  co do reszty podpisuję się pod lezbobimbo - twierdzenie, że dawna fotografia to
                  przemyślana kompozycja i artyzm a dzisiejsza cyfra to banał to jest łatwizna
                  myślowa i tyle. rozumiem melancholię przemijania, nie rozumiem tezy 'minął wiek
                  złoty', zwłaszcza że wygłasza ją każde kolejne pokolenie:)
                • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 21:37
                  mmoni napisała
                  >Kto odczyta te yottabajty danych zachowane na przestarzałych
                  > nośnikach, o ile w ogóle się zachowają, a nie wymaże je parę
                  >złośliwych wirusów?

                  Dlatego istnieja komputerowe drukarki. Teraz kazdy z nas moze
                  najlepsze swoje zdjecia i dziela utrwalic, drukujac je po prostu. A
                  jeszcze mozna je poprawic w Fotosklepie, posklejac panoramy,
                  wydrukowac plakaty na sciane nawet albo zaniesc do drukarni, gdzie
                  robia fototapety :)


                  > Wczoraj oglądałam program o Stefanii Gurdowej, której archiwum
                  >portretów na> płytach szklanych odkryto przypadkiem i wydano w
                  >albumie "Klisze przechowuje się". Dla mnie te zdjęcia odznaczają
                  >się skupieniem, jakich nie dają fotki
                  > cykane komórką.

                  Przepraszam, ale fotki cykane komórka to ekstrema! Komórki nadal sa
                  jednymi z najgorszych i najskromniejszych nosników. Chociaz raz
                  udalo mi sie cyknac jedno z najlepszych zdjec w ten wlasnie sposób.
                  I pare portretów wcale udatnych tez mi sie komórka udalo - cala
                  tajemnica lezy w swietle. Jak ktos potrafi i sie postara, to i
                  patykiem w piachu stworzyc moze dzielo :)

                  Jesli mamy porównywac przemyslane klisze pani Stefanii, to
                  porównujmy je do niesamowitych mozliwosci dzisiejszych lustrzanek
                  cyfrowych. Mozna zrobic tak samo (albo nawet i jeszcze bardziej)
                  przejmujace i wycyzelowane zdjecie aparatami cyfrowymi jak i
                  staroswieckimi sepiami z fleszem magnezowym :) Zwlaszcza, ze dzisiaj
                  potrafia byc naprawde lepsze obiektywy niz dawniej.

                  Zreszta klisze te przetrwaly, a co z wszystkimi innymi kliszami?
                  Pewnie sie potlukly, porysowaly i zwietrzaly podczas 2 wojen
                  swiatowych i innych takich kataklizmów. I stare pergaminy tez sie
                  latwo palily.

                  Technologii dzisiejszych zdjec nie trzeba sie bac. To przeciez nie
                  jakies okrutne machiny sf, usilujace wyssac z nas resztki
                  czlowieczenstwa :) Aparaty cyfrowe warto oswoic po prostu, a samemu
                  sie zobaczy, jaka to fascynujaca przygoda z fotografia :)


                  • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 21:58
                    lezbobimbo napisała:
                    >Pamiec ludzka bywa krótka niczym ogon rysia - bez fotek ryczaca
                    >rzeka czasu pozarlaby wszystko :)

                    Nie chciałabym, żebyscie odebrały to co napiszę jakoś deklaratywnie
                    anty fotograficznie, robienie zdjęć to jedna z moich największych
                    przyjemności życiowych
                    ale

                    zauważyłam, że fotki tzw. wakacyjne są PROTEZĄ dla pamięci. Że
                    zachłyśnięcia urodą świata pomiędzy fotkami, tleją w pamięci o wiele
                    szybciej. Że pamieta się potem niemal tylko TO, i tylko TAK, co na
                    zdjęciach. Czasem na wakacjach robię sobie takie "postne"
                    bezzdjęciowe dni i też jest to frajda , taka wolność od bo ja wiem?
                    pragmatycznego przekładania tego co widzę na kadr.
                    Bezinteresownie pasę sobie oko i mam poczucie nieziemskiej rozpusty:)
                    • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:34
                      uccello napisała
                      >Że zachłyśnięcia urodą świata pomiędzy fotkami, tleją w pamięci o
                      >wiele szybciej. Że pamieta się potem niemal tylko TO, i tylko TAK,
                      co na > zdjęciach. Czasem na wakacjach robię sobie takie "postne"
                      > bezzdjęciowe dni i też jest to frajda , taka wolność od bo ja
                      wiem?
                      > pragmatycznego przekładania tego co widzę na kadr.
                      > Bezinteresownie pasę sobie oko i mam poczucie nieziemskiej
                      rozpusty:)


                      Aaa bo ty trenujesz :))
                      I przyznam racje, ze napawanie sie jakas okolicznoscia au naturel,
                      wchlanianie jej i pasanie ócz, bez martwienia sie o doswietlenie,
                      kadr i ostrosc, to takoz przepyszna rozpusta :)

                      Niestety moja glowa dziurawa jak sito, po dwóch tygodniach reset,
                      wiec sie ciesze z tej protezy.
                      Czasem jakies skrawki mi zostaja, to kombinuje, jak by to namalowac.

                  • mmoni Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 00:59
                    Lezbobimbo, naprawdę tak masowo drukujesz zdjęcia? Większość moich znajomych, w
                    tym i ja sama, ogranicza się do zgrania zdjęć z karty pamięci. Zdjęcia
                    drukowałam tylko wtedy, gdy chciałam je pokazać rodzicom, a nie chciało mi się
                    wozić notebooka. Nie żeby były to wybitne zdjęcia godne zachowania dla
                    potomności... Moja ciotka z pokolenia bezkomputerowego kiedyś przy mnie
                    ubolewała, że musi się dopraszać o zdjęcia wnuków, bo rodzice owszem, mają ich
                    tony, ale w komputerze.
              • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 21:25
                uccello napisała:
                > Kiedy ktoś mi pokazuje piąta płytę z wakacji/ z wesela/ portretów
                > najmądrzejszego i najśliczniejszego kiciusia/ dzidziusia, to
                >jednak > tęsknie wspominam czasy klisz 36klatkowych:)

                Ano chyba ze tak, to rozumiem udreke - ale mozna temu zapobiec jesli
                pójdzie w lud nauka kadrowania juz przed nacisnieciem spustu;
                oraz druga podstawowa nauka foto: i w czasach analogowych i w
                czasach cyfrowych fotograf moze cyknac 50 ujec tej samej sceny, a
                wyjda z tego dobre zaledwie 3-4 zdjecia! Tak.. (i dlatego jeszcze
                bardziej przez to staja sie ekologiczne cyfrówki, kiedy mozna juz na
                wejsciu kasowac nieudane).


                Ja sama z kolei pamietam zadreczanie mie setkami slajdów w czasach
                prlowskich ;) A architektura piekna mozna mnie dreczyc do wypeku, 2
                gigamajty i jeszcze bedzie mi malo :)

                > Zauważyłam też ,że większość turystów chodząc np. po Wenecji nie
                > patrzy na świat własnymi oczami, tylko przez okienko aparatu foto,
                > tak jakby to, co nie uchwycone, i nie do pokazania znajomym, tak
                > naprawdę nie istniało.

                Ale czy nam korona z glowy spadnie z tej okazji? :) Niech sobie
                pstrykaja ludzie jak chca - ich przezycia, ich aparaty.. moze to
                n.p. profesjonalisci, którzy musza te 100 kadrów natrzaskac, aby
                zdobyc jeden dobry?
                A nawet jesli to zwykli pstrykacze, to przynajmniej do domu ze soba
                wezma "czesci" tego miejsca i tych chwil. Beda sie mogli nimi
                cieszyc i dreczyc nimi bliskich ;)
                Pamiec ludzka bywa krótka niczym ogon rysia - bez fotek ryczaca
                rzeka czasu pozarlaby wszystko :)
                • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:33
                  muszę przyznać, że bardzo nie lubię takich opinii, które na podstawie nośnika,
                  który ktoś wybrał oraz przyjętej konwencji artystycznej przesądzają z góry o
                  jakości dzieła (zwykle potępiając w czambuł). Przejawia się to na przykład w
                  mówieniu, że zdjęcia robione cyfrówką to z definicji chała albo że sztuka
                  konceptualna to żadna sztuka, bo pieluchę to by sobie każdy umiał wywiesić albo
                  że ekspresjonizm abstrakcyjny to są takie mazy, że małpa by, panie dziejku,
                  lepiej namalowała albo że komiksy z definicji są głupie a literatura fantasy
                  tandetna i infantylna.

                  Wiadomo, że w różnych konwencjach można stworzyć byle co (i takich utworów jest
                  pewnie w dowolnym stylu znakomita większość), ale też arcydzieło albo po prostu
                  naprawdę dobrą rzecz. I wiadomo, że są konwencje artystyczne, które nam
                  osobiście bardziej pasują niż inne - ale to nie powód, żeby z góry potępiać
                  inne. Ja na przykład nie przepadam za impresjonizmem i za powieściami
                  sensacyjnymi, a bardzo lubię abstrakcyjne mazy. Ale jest imho znaczna różnica
                  między stwierdzeniem "to mi jakoś nie do końca podchodzi", czy "rzeczy w tym
                  stylu nie czuję" a takim ex cathaedra wygłaszanym sądem w duchu "bo to wszystko
                  jeden kicz i tandeta".
                  • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:46
                    idomeneo napisała:
                    >muszę przyznać, że bardzo nie lubię takich opinii, które na
                    >podstawie nośnika,
                    >który ktoś wybrał oraz przyjętej konwencji artystycznej przesądzają
                    >z góry o
                    >jakości dzieła (zwykle potępiając w czambuł).

                    Ktoś z forumowiczów, wygłaszał takie opinie?
                    Czy w cytowanym tekście MM znalazłaś taki deklaratywny sąd,
                    wygłaszany ex cathaedra?
                    • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 23:56
                      zgodziłam się po prostu z opiniami Lezbobimbo i Jottki, która napisała:
                      _____
                      co do reszty podpisuję się pod lezbobimbo - twierdzenie, że dawna fotografia to
                      przemyślana kompozycja i artyzm a dzisiejsza cyfra to banał to jest łatwizna
                      myślowa i tyle. rozumiem melancholię przemijania, nie rozumiem tezy 'minął wiek
                      złoty', zwłaszcza że wygłasza ją każde kolejne pokolenie:)
                      _____

                      ...i dodałam od siebie inne przykłady na taką łatwiznę myślową.
                  • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 04.06.08, 22:59
                    idomeneo napisała:
                    > muszę przyznać, że bardzo nie lubię takich opinii, które na
                    >podstawie nośnika, który ktoś wybrał oraz przyjętej konwencji
                    >artystycznej przesądzają z góry o jakości dzieła (zwykle potępiając
                    w >czambuł). Przejawia się to na przykład w mówieniu, że zdjęcia
                    robione >cyfrówką to z definicji chała

                    Ja spotkalam na przyklad takiego posunietego w leciech grafika z
                    opinia, ze te
                    grafiki komputerowe to, panie dzieju, nie jest wcale sztuka bo to
                    same druty ;)) No widac sie bal biedaczek albo nie lubil..

                    Ale wiem tez chyba o co chodzi przedpiszacej, zachwycajacej sie
                    kliszami pani Stefanii Grodzienskiej.
                    Teraz patrzac na te wzruszajace
                    zdjecia Shalom (jeszcze raz thx ucello!), to widze, ze sporo tych
                    klisz zrobione zostalo tak, ze zdjecia maja glebie i perspektywe i
                    "zlapane powietrze" jak dobrze namalowane obrazy realistyczne.
                    To wszystko zasluga dobrych obiektywów. Takich obiektywów
                    rzeczywiscie nie maja najtansze cyfrówki z hipermarketów, ale nie
                    maja ich tez analogowe najtansze "malpy" do cykania.
                    Cyfrówki z takimi dobrymi obiektywami sa sprzedawane od okolo 1000
                    zl i w góre; analogi róznie, teraz pewnie 200-500-1000 zl?

                    Jednym slowem, za taka techniczna jakosc trzeba zaplacic (na
                    poczatku moze sie to wydac drogie, ale inwestycja sie zwróci na
                    dluzsza mete).
                    Co nie znaczy tez, ze im drozsze i im wiecej ma kierunkowskazów, tym
                    automatycznie lepsze.

                    A znowuz stare zdjecia mimo swej pieknosci sa tez bardzo statyczne -
                    5 minut naswietlania jednak robi swoje!

                    Pozdrawiam pstrykliwie :)






                    • mmoni Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 01:21
                      lezbobimbo napisała:
                      > Ale wiem tez chyba o co chodzi przedpiszacej, zachwycajacej sie
                      > kliszami pani Stefanii Grodzienskiej.
                      Gurdowej, nie wszystkie Stefanie to Grodzieńskie :-)

                      > To wszystko zasluga dobrych obiektywów. Takich obiektywów
                      > rzeczywiscie nie maja najtansze cyfrówki z hipermarketów, ale nie
                      > maja ich tez analogowe najtansze "malpy" do cykania.
                      > Cyfrówki z takimi dobrymi obiektywami sa sprzedawane od okolo 1000
                      > zl i w góre; analogi róznie, teraz pewnie 200-500-1000 zl?

                      No właśnie. Żeby nie było nieporozumień, ja nie jestem fanatykiem, który
                      chciałby zdjęcia robić wyłącznie na szklanych płytach, a pisać piórem ze
                      stalówką. W każdym medium można zrobić rzeczy wybitne i marne. Wydaje mi się
                      jedynie, że olbrzymia dostępność fotografii wcale nie przekłada się na jej
                      jakość. Nie jest tak, że załóżmy 10% fotografii jest dobrych, a 1% wybitnych i
                      ten odsetek pozostaje taki sam, niezależnie od tego, czy fotografie robi
                      kilkaset tysięcy osób, czy kilkadziesiąt milionów. Jak komuś się chciało
                      przechodzić przez żmudny proces robienia zdjęcia na szklanej płycie pokrytej
                      białkiem, to chciało mu się też zastanowić nad kadrowaniem i kompozycją zdjęcia,
                      zwłaszcza że materiał też trzeba było oszczędzać (dlatego Gurdowa robiła po dwa
                      zdjęcia na płycie). Łatwość techniczna robienia zdjęć, jaką oferują
                      "idioten-kamery" spowodowała lawinowy przyrost bezrefleksyjnych pstrykaczy,
                      natomiast stwierdzę prowokacyjnie, że liczba dobrych fotografów na świecie jest
                      constans i nie zmienia się od XIX wieku.

                      Cyfrówki o tyle pogorszyły sprawę, ze pstrykacza nie powstrzymują już żadne
                      względy, nawet ilość zużytego filmu. Każde zdjęcie jako tako ostre i
                      doświetlone jest kwalifikowane jako dobre i potem padamy ofiarą pokazu pt.
                      "wszystkie wielbłądy Egiptu".

                      Re: statyczność starych zdjęć - może właśnie stąd wynika ich hipnotyczna siła?
                      Spróbujcie siedzieć bez ruchu pięć minut (dlatego też przeważnie pozujący są
                      tacy ponurzy).
                      • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 02:00
                        mmoni napisała:

                        > Nie jest tak, że załóżmy 10% fotografii jest dobrych, a 1%
                        > wybitnych i ten odsetek pozostaje taki sam, niezależnie od tego,
                        > czy fotografie robi kilkaset tysięcy osób, czy kilkadziesiąt
                        > milionów.

                        to prawda, ale to chyba wynika właśnie z postępu technologicznego i
                        demokratyzacji fotografii, nie zaś zaniku talentów w złych czasach najnowszych -
                        fotografia nie jest już sztuką zarezerwowaną dla specjalistów (oraz hobby osób
                        zamożnych), tylko czymś łatwo dostępnym, a że do tego ludzi na świecie mamy
                        coraz więcej, no to jest jak jest... ;)

                        > natomiast stwierdzę prowokacyjnie, że liczba dobrych fotografów na > świecie
                        jest constans i nie zmienia się od XIX wieku.

                        uwzględniwszy właśnie czynniki demograficzne - przyrost naturalny, spadek
                        śmiertelności niemowląt (czyli więcej dorosłych - potencjalnych fotografów)? W
                        istocie, śmiała to teza, choć chyba trudno weryfikowalna.

                        > Cyfrówki o tyle pogorszyły sprawę, ze pstrykacza nie powstrzymują
                        > już żadne względy, nawet ilość zużytego filmu.

                        przypomniało mi się, że w XVIII wieku była przez pewien czas moda na silhouettes
                        - takie główki, czy raczej biusty - sylwetki ludzi odrysowywane z profilu,
                        wycinane z czarnego papieru i przyklejane na jasnym tle, bez porównania tańsze i
                        prostsze w wykonaniu niż portret malarski czy rysunek - takie coś:
                        www.geocities.com/russianpiano/mozart_silhouette.jpg
                        Był to chyba trochę odpowiednik takiej właśnie późniejszej "fotografii na
                        pamiątkę", rzecz dość tania i demokratyczna, no i nikt tego raczej nie uważał za
                        wielką sztukę. A jednak teraz te główki wydają się wzruszające, jest w tym
                        jakieś świadectwo czasów. Więc kto wie, może za sto lat te amatorskie,
                        cyfrówkowe portrety z każdą palmą i zabytkiem też będą poruszać naszych
                        prawnuków, podobnie jak nas fotografie z początku poprzedniego stulecia?

                        > i potem padamy ofiarą pokazu pt. "wszystkie wielbłądy Egiptu".

                        niekończące się pokazy są straszne, ale to już chyba raczej problem natury
                        psychologicznej (tego dumnego wczasowicza, który chce się pochwalić) niż
                        artystycznej. Podejrzewam, że gdyby nie było cyfrówek, to chwalono by się w
                        jakiś inny sposób.

                        > Re: statyczność starych zdjęć - może właśnie stąd wynika ich
                        > hipnotyczna siła?

                        być może też jest w tym jakiś rodzaj obcości, który nas tak intryguje, taki
                        efekt egzotyki- późniejsze zdjęcia, te dynamiczne, wydają się już znacznie
                        bardziej "z naszego świata".
                        • onion68 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 08:52
                          > przypomniało mi się, że w XVIII wieku była przez pewien czas moda na silhouette
                          > s
                          > - takie główki, czy raczej biusty - sylwetki ludzi odrysowywane z profilu,
                          > wycinane z czarnego papieru i przyklejane na jasnym tle, bez porównania tańsze
                          > i
                          > prostsze w wykonaniu niż portret malarski czy rysunek - takie coś:
                          > www.geocities.com/russianpiano/mozart_silhouette.jpg
                          > Był to chyba trochę odpowiednik takiej właśnie późniejszej "fotografii na
                          > pamiątkę", rzecz dość tania i demokratyczna, no i nikt tego raczej nie uważał z
                          > a
                          > wielką sztukę. A jednak teraz te główki wydają się wzruszające, jest w tym
                          > jakieś świadectwo czasów. Więc kto wie, może za sto lat te amatorskie,
                          > cyfrówkowe portrety z każdą palmą i zabytkiem też będą poruszać naszych
                          > prawnuków, podobnie jak nas fotografie z początku poprzedniego stulecia?

                          A Jerome K. Jerome pisał tak:

                          "Czy w przyszłości będzie tak samo? Czy dawna tandeta zawsze musi trafiać do
                          muzeów? Czy w roku 2000 nad kominkami możnych zawisną rzędy naszych talerzy z
                          deseniem w wierzby płaczące? A białe filiżanki ze złotą obwódką i pięknym złotym
                          kwiatem (gatunek nieznany), które z lekkim sercem tłuką nasze gosposie - czy
                          zostaną pieczołowicie posklejane i ustawione na piedestale, a tylko pani domu
                          przysługiwać będzie prawo wycierania ich z kurzu?
                          Weźmy tego porcelanowego pieska, ozdobę sypialni mego wynajętego mieszkania.
                          Maść biała, oczy niebieskie. Nos w kolorze stonowanej czerwieni, z czarnymi
                          plamkami. Głowa boleśnie zadarta do góry, na pyszczku przymilność granicząca z
                          kretyństwem. Nie jestem do pieska zbyt przywiązany. Jako dzieło sztuki wręcz
                          mnie drażni. Nietaktowni znajomi szydzą zeń, nawet moja gospodyni nie darzy go
                          szacunkiem, a jego pobyt w mojej sypialni tłumaczy okolicznością, że dostała go
                          w prezencie od ciotki.
                          A jednak jest więcej niż prawdopodobne, że za dwieście lat piesek zostanie
                          gdzieś odkopany (bez nóg i z kikutem ogona), sprzedany jako stara porcelana i
                          wstawiony do muzealnej gabloty."

                          Oboje macie rację :-)
                          • uccello jeszcze o fotografii 05.06.08, 11:13
                            Zacytuję raz jeszcze ten fragment felietonu MM tyczący fotografii:
                            ___________________________________

                            Pani Julia Hartwig zwraca też uwagę na zupełnie nowe zjawisko
                            ostatnich lat: na nadprodukcję i nadobecność zdjęć w naszym
                            dzisiejszym życiu.

                            Tak, to prawda: pozbawione dawnej ceremonialności, pieczołowitości w
                            komponowaniu, łatwe, szybkie, momentalne – te setki i tysiące zdjęć,
                            wykonywanych aparatami cyfrowymi, pozbawione już nawet odbitek, a
                            oglądane i przechowywane w komputerze, tworzą wrażenie jakiegoś
                            zawrotnego potopu uwiecznień.

                            Nie mają jednak ważności, tak charakterystycznej dla dawnych
                            fotografii. Tamte uwiecznienia miały w sobie coś ostatecznego, a
                            choć utrwalane były najpierw na kruchym szkle, potem zaś dopiero –
                            na łatwopalnym papierze, wydają się o wiele bardziej trwałe niż te
                            dzisiejsze, tak łatwo dostępne i tak dobrze zabezpieczone przed
                            stłuczeniem, podarciem czy spaleniem.

                            Zastanawiam się, co z tego wynika.

                            Czy solenność dawnych fotografii jest świadectwem innego stosunku do
                            człowieka, czy też tylko wynikiem stosowania uboższej techniki? A ta
                            dzisiejsza niewiarygodna łatwość utrwalania wizerunków jest może
                            tylko zjawiskiem równoległym do głównego nurtu naszego życia, nie
                            żadnym symptomem. Nie musi przecież oznaczać, że równie łatwo, jak
                            da się zniszczyć – jednym kliknięciem – elektroniczną fotografię
                            człowieka, unicestwić można i jego samego.

                            Tamtych ludzi z papierowych odbitek unicestwiano przecież równie
                            łatwo, techniką o ileż uboższą.
                            _________________________________________________________

                            Przecież nie ma tu wartościowania ,że dawne zdjęcia były lepsze ,
                            niż dzisiejsze, cały akapit tyczy zmiany podejścia do fotografii.
                            Zmiany natury socjologicznej i psychologicznej.

                            Ja akurat za uproszczenie i łatwy schemat myślowy uznaję opinię, że
                            dzisiejszy świat się MM nie podoba, i ma w pogardzie wszystko co
                            nowe. Tak naprawdę, czytając komentarze pod zacytowanym
                            felietonem ,widzę wpis Lezbobimbo- +/-"to nawet cyfrówki są be?", a
                            potem dołącza do niej chórek, który objawia prawdę (jakże
                            zaskakującą hłe, hłe) ,że nie technika , nie gatunek są gwatantem
                            wysokiej artystycznej jakości.
                            • idomeneo Re: jeszcze o fotografii 05.06.08, 17:09
                              uccello napisała:

                              > Ja akurat za uproszczenie i łatwy schemat myślowy uznaję opinię, że
                              > dzisiejszy świat się MM nie podoba, i ma w pogardzie wszystko co
                              > nowe.

                              zgadzam się, też uważam, że nostalgia za przeszłością nie oznacza koniecznie
                              negowania teraźniejszości - ale takiej tezy jak powyższa też chyba raczej nie
                              znajdziesz w komentarzach w tym wątku

                              > Tak naprawdę, czytając komentarze pod zacytowanym
                              > felietonem ,widzę wpis Lezbobimbo- +/-"to nawet cyfrówki są be?", a
                              > potem dołącza do niej chórek, który objawia prawdę (jakże
                              > zaskakującą hłe, hłe) ,że nie technika , nie gatunek są gwatantem
                              > wysokiej artystycznej jakości.

                              oczywiście, że to jest truizm i bardzo się cieszę, że tak myślisz - no zgadzam
                              się całym sercem, że żadne to odkrycie, ale tez postawa "to mi się nie podoba,
                              więc jest kiepskie" niestety wcale nie jest taka rzadka. Z licznymi wariantami,
                              na przykład takimi jak: "ja lubię dobrą
                              muzykę/malarstwo/architekturę/literaturę, a nie takie byle co" albo, jak pisał
                              Freddy bodajże w wątku o irytacjach "jak ty
                              możesz słuchać techno" (ewentualnie: czytać takie niepoważne książki, co to w
                              ogóle za sztuka, jak baba obiera w muzeum ziemniaki itd.). Mojemu koledze, który
                              wybierał się na ekranizację LOTR-a, znajomy rzekł: "no nie, jak dorosły człowiek
                              może iść na bajkę o krasnoludkach i pierścionku?!". I widać tu dość wyraźnie
                              właśnie taką postawę zamknięcia: coś na pewno jest słabe, bo jest o jakichś
                              niepoważnych rzeczach, czy raczej: o takich które mnie by nie zainteresowały. I
                              może jest słabe rzeczywiście, ale byłoby chyba dobrze się najpierw o tym przekonać.

                              Co do dołączania chórku - no tak chyba działają właśnie dyskusje forumowe, że
                              jeśli się z kimś zgadzamy (lub nie) i mamy do dodania coś od siebie, to o tym
                              piszemy, a wątki sobie często offtopują. I myślę, że taka swoboda dyskusji ma w
                              sobie akurat sporo z ducha Jeżycjady i borejkowskiej kuchni :)

                              > Przecież nie ma tu wartościowania ,że dawne zdjęcia były lepsze ,
                              > niż dzisiejsze, cały akapit tyczy zmiany podejścia do fotografii.
                              > Zmiany natury socjologicznej i psychologicznej.

                              oczywiście, ale nasze dyskusje nie są przecież ograniczone ściśle i wyłącznie do
                              tego, co powiedziała Małgorzata Musierowicz (i osoby, na które ona się
                              powołuje). Raczej jej myśli i powieści są dla nas punktem wyjścia do dalszych
                              dyskusji i na tym chyba - jak dla mnie - polega ich największa siła, że tyle i
                              takich interesujących rozmów mogą wywołać.

                              Ja też to akurat uważam, za jedną z najbardziej ponętnych i wartościowych cech
                              tego forum - te wszystkie soczyste i pobudzające do myślenia offtopy na wszelkie
                              tematy: o języku włoskim, horoskopach, Wiedźminie, operze, fotografii i gotowaniu. W
                              nich właśnie wionie, jak dla mnie, autentyczny, bystry i wesoły duch Jeżycjady.
                              Że aż się trochę wzruszyłam ;). I w ogóle pozdrawiam serdecznie współforumowiczów.
                              • ginestra Re: jeszcze o fotografii 05.06.08, 17:41
                                idomeneo napisała:

                                >
                                > Ja też to akurat uważam, za jedną z najbardziej ponętnych i wartościowych cech
                                > tego forum - te wszystkie soczyste i pobudzające do myślenia offtopy na wszelki
                                > e
                                > tematy: o języku włoskim, horoskopach, Wiedźminie, operze, fotografii i gotowan
                                > iu. W
                                > nich właśnie wionie, jak dla mnie, autentyczny, bystry i wesoły duch Jeżycjady.
                                > Że aż się trochę wzruszyłam ;). I w ogóle pozdrawiam serdecznie współforumowicz
                                > ów.

                                Idomeneo, bardzo trafnie to ujęłaś! Właśnie coś w tym duchu mówiłyśmy na zlocie:
                                że w naszym forum najfajniejsze są te offtopiki, które nas tak wciągają i dzięki
                                nim poznajemy się nawzajem i stajemy sobie bliżsi.
                                Też Cię pozdrawiam!
                                • kaliope3 Re: jeszcze o fotografii 05.06.08, 17:53
                                  Ja też pozdrawiam i dodam,że dla mnie to bardzo przyjemne jak od tematu
                                  jeżycjadowego temat wątku chyłkiem,niepostrzeżenie zaczyna zdążać w zupełnie
                                  innym kierunku(czasem nawet wcale nie chyłkiem tylko następuje nagle bardzo
                                  gwałtowny zwrot),a jeszcze fajniej jest wtedy,gdy,po pewnym czasie, natępuje
                                  wspaniała volta i ten zoftopikowany wątek, niczym syn marnotrawny, powraca do
                                  tematu macierzystego:)
                              • uccello Re: jeszcze o fotografii 05.06.08, 20:03
                                idomeneo napisała:
                                oczywiście, ale nasze dyskusje nie są przecież ograniczone ściśle i wyłącznie do
                                tego, co powiedziała Małgorzata Musierowicz (i osoby, na które ona się
                                powołuje). Raczej jej myśli i powieści są dla nas punktem wyjścia do dalszych
                                dyskusji i na tym chyba - jak dla mnie - polega ich największa siła, że tyle i
                                takich interesujących rozmów mogą wywołać.

                                Ja też to akurat uważam, za jedną z najbardziej ponętnych i wartościowych cech
                                tego forum - te wszystkie soczyste i pobudzające do myślenia offtopy na wszelkie
                                tematy: o języku włoskim, horoskopach, Wiedźminie, operze, fotografii i gotowaniu. W
                                nich właśnie wionie, jak dla mnie, autentyczny, bystry i wesoły duch Jeżycjady.
                                Że aż się trochę wzruszyłam ;). I w ogóle pozdrawiam serdecznie współforumowiczów.


                                Też lubię jak stajemy się off topowymi zboczeńcami:)

                                Jestem jeno drażliwa na przyprawianie MM gęby paskudnej, takie
                                głucho-telefoniczne akcje już widziałam na forum.
                                Ktoś odnosi się do tekstu MM, na co

                                forumowicz X pisze: a ja w tym wyczuwam, bo ja wiem?, jakąś pogardę dla inności

                                na co Q: POGARDE?! Bożesztymój jak ona może...

                                W: pogarda jest niszcząca

                                X: tak, tak..

                                S: ja to nie gardzę, i moja rodzina też nie gardzi

                                Z: kiedyś to MM nie gardziła...

                                i tak dalej w upojeniu
                          • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 16:28
                            Onion, opis pieska cudowny! :)))
                            • onion68 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:04
                              To "Trzech panów w łódce nie licząc psa" Jerome K. Jerome. Z oceną opisu pieska
                              się zgadzam, poza tym książka ta zawiera wiele innych niemniej smakowitych
                              opisów, np. bardzo aromatycznych serów, wieszania obrazu na ścianie przez głowę
                              rodziny, delektowania się herbatą na wodzie z rzeki, i wiele, wiele innych. A,
                              zwiedzania labiryntu!
                              Jest to chyba najbardziej rozśmieszająca mnie książka. No, jedna z.
                              • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:22
                                tak, to jest czarująca książka! nie pamiętałam tego fragmentu o piesku, ale
                                kiedyś mój mąż, nieco znużony moim przebieraniem w sukienkach podczas zakupów,
                                kiedy to wszystkie były niby w porządku, ale jakoś nie mogłam się zdecydować,
                                zapytał mnie, czy nie brakuje mi aby kapryfolium.

                                A czytaliście może ten drugi tom, o wycieczce rowerowej do Niemiec? Mnie się już
                                tak bardzo nie podobał, a momentami to mi nawet jakimiś uprzedzeniami podjeżdżał
                                - chyba wolę myśleć o Jerome'ie jako o autorze tej pierwszej książki.
                        • uccello Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 11:29
                          idomeneo napisała:
                          >być może też jest w tym jakiś rodzaj obcości, który nas tak
                          >intryguje, taki
                          >efekt egzotyki- późniejsze zdjęcia, te dynamiczne, wydają się już
                          >znacznie
                          >bardziej "z naszego świata".

                          zgrabnieś to Pani ujęła!
                          Myślę ,że oglądajac stare fotografie, jesteśmy też przejęci tym, że
                          oto stoimy przed oknem do świata, którego już nie ma ,patrzymy w
                          oczy ludzi, którzy minęli, mamy tę nadwiedzę o przyszłości -
                          niedostępną fotografowanym.
                          Poza tym, kiedy oglądamy stare portrety( malarskie, czy
                          fotograficzne),możemy być pewni,że uwiecznione osoby WIEDZĄ, że są
                          portretowane i obserwowane.
                          No i nie bez znaczenia jest ta uwodzicielska miękkość światła , ta
                          patyna ,te sepiowe , kłębiące się odchłanie w tle- filtr , który
                          niewątpliwie dodaje urody też zdjęciom zupełnie banalnym.
                          • onion68 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 11:34
                            Mam zdjęcie ślubne mojej babci z 1918 r. Nie sądzę, żeby to był szczyt artyzmu w
                            dziedzinie fotografii. Stoi w mojej sypialni i chociaż babcia wychowywała mnie
                            od trzeciego miesiąca życia (tzn. w czasie, gdy rodzice byli w pracy), często
                            patrzę na nie i zastanawiam się, jaką kobietą była wtedy.
                            Poza tym, tak jak pisała Ucello - jest to okno do świata, którego nie ma.
                          • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 17:28
                            uccello napisała:

                            > zgrabnieś to Pani ujęła!

                            bardzo dziękuję!

                            > Myślę ,że oglądajac stare fotografie, jesteśmy też przejęci tym, że
                            > oto stoimy przed oknem do świata, którego już nie ma

                            mam podobne intuicje - że kwestie wartości artystycznej to jedno, a nostalgia,
                            egzotyka dawnego świata, nasza ciekawość tego świata - to drugie. Więc może nas
                            teraz głęboko zaintrygować albo poruszyć zdjęcie, które pierwotnie miało walor
                            czysto użytkowy.

                            Stąd też nie budzi jakiejś mojej niechęci rozpowszechnienie się fotografii wśród
                            amatorów, jej łatwa dostępność dla celów rodzinno-dokumentacyjnych. Nie mam
                            wrażenia, że istnienie i puchnięcie tych wszystkich gigantycznych domowych
                            archiwów zdjęć miałoby jakoś deprecjonować samą sztukę fotografii - bo to trochę
                            tak jakby uważać, że upowszechnienie się umiejętności czytania i pisania zabija
                            albo pomniejsza wartość prawdziwej literatury, która powinna być ekskluzywna.
                            Dostępność narzędzi to problem odrębny od tego, co nimi jesteśmy w stanie zdziałać.
                          • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:51
                            uccello napisała:
                            > Myślę ,że oglądajac stare fotografie, jesteśmy też przejęci tym,
                            >że oto stoimy przed oknem do świata, którego już nie ma ,patrzymy w
                            > oczy ludzi, którzy minęli, mamy tę nadwiedzę o przyszłości -
                            > niedostępną fotografowanym.

                            O - piekna obserwacja :)
                            Zaluje, ze pani MM czegos takiego nie napisala.
                            Zamiast tego wyczuwam w jej pisaniu o fotografiach niechec do
                            nowoczesnosci. N.p. w Dziecku piatku pan Jankowiak w myslach gdera
                            wlasnie nad upadloscia dzisiejszej fotografii, bo dawniej to dzieci
                            tylko od swieta.
                            W swym felietonie MM rozwinela to w kuriozalne jak dla mnie gdybanie
                            "co z tego wynika" ze kiedys zdjecia byly solenne, a teraz tak latwo
                            mozna je zrobic i przechowywac w komputerze.
                            Otóz NIC nie wynika ;P Kiedys bylo trudniej, teraz jest latwiej i
                            tyle. I oszczedza sie zycie sepiowych osmiornic a dzisiaj tez
                            oszczedza na trujacych wywolywaczach.

                            > No i nie bez znaczenia jest ta uwodzicielska miękkość światła , ta
                            > patyna ,te sepiowe , kłębiące się odchłanie w tle- filtr , który
                            > niewątpliwie dodaje urody też zdjęciom zupełnie banalnym.

                            Ano :) Wszystkie zdjecia monochromatyczne staja sie o oczko
                            "ciekawsze" od tych kolorowych tylko dlatego, ze w naturze nie mamy
                            wszystkiego w czarnobieli albo w sepii. Do zdjec kolorowych nasze
                            oko jest jakby bardziej przyzwyczajone - kolory mamy na co dzien.
                            Wiec o oczko ciekawsze monochromaty to o oczko "artystyczniejsze" :)

                      • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:42
                        mmoni napisała:
                        > lezbobimbo napisała:
                        > > Ale wiem tez chyba o co chodzi przedpiszacej, zachwycajacej sie
                        > > kliszami pani Stefanii Grodzienskiej.
                        > Gurdowej, nie wszystkie Stefanie to Grodzieńskie :-)

                        Ajaj, co ja napisalam! Tu widzicie oto jak dziala moja dziurawa
                        pamiec. Gurdowej oczywiscie, pardon;)))))))

                        >Nie jest tak, że załóżmy 10% fotografii jest dobrych, a 1%
                        >wybitnych i ten odsetek pozostaje taki sam,

                        Owszem, jest tak wlasnie ;P Nawet najlepszym aparatem albo aparatem
                        ze szklanymi kliszami tez wychodzi duzo, duzo wiecej zlych ujec niz
                        dobrych. Jak juz pisalam dobrych wychodzi zawsze 10% a reszta won :)
                        Olbrzymia ilosc fotografii wcale nie odbiera jakosci.

                        >Jak komuś się chciało przechodzić przez żmudny proces robienia
                        >zdjęcia na szklanej płycie pokrytej białkiem, to chciało mu się też
                        zastanowić nad kadrowaniem i kompozycją zdjęcia

                        Cyfranci tez sie zastanawiaja nad kadrowaniem i kompozycja. Cyfrówki
                        nie wykluczaja mózgu :)

                        >Łatwość techniczna robienia zdjęć, jaką >oferują> "idioten-kamery"
                        >spowodowała lawinowy przyrost >bezrefleksyjnych pstrykaczy,

                        Ale idioten kamery istnieja juz od dawna!
                        Juz przed 2 wojna swiatowa przenosne i male aparaty trafily pod
                        strzechy :) To co dzisiaj podziwiasz jako sepiowe piekne dzielo, to
                        moze byc jakis przedwojenny pstrykacz niedzielno-familijny :)

                        > natomiast stwierdzę prowokacyjnie, że liczba dobrych fotografów na
                        >świecie jest> constans i nie zmienia się od XIX wieku.

                        To ja Cie poprosze o fakty i liczby podpierajace te prowokacyjna
                        teze. Phi ;)
                        Fotografów dobrych jest teraz naprawde, naprawde duzo i maja do
                        dyspozycji potezne pole dzialania i duzo technik.
                        Wystarczy sie przejsc po galeriach internetowych, aby zobaczyc ile
                        tysiecy pieknych dziel powstaje co dzien.

                        A w ogóle dobrzy fotografowie to tez pstrykacze!
                        Jedyna róznica polega na selekcji po pstrykaniu (10% dobrych reszta
                        won)

                        Ty masz widocznie pecha, bo trafiasz na tych, co nie umieja wybierac
                        i pokazuja Ci cale 4 gigabajty :) Ale to nie znaczy zaraz, ze trzeba
                        potepiac wszystkie cyfranie w czambul!

                        > Cyfrówki o tyle pogorszyły sprawę, ze pstrykacza nie powstrzymują
                        >już żadne> względy, nawet ilość zużytego filmu.

                        E tam pogorszyly. Znam gorsze fenomeny niz to, ze kazdy zdjecia
                        robic moze. Dawniej ilosc zuzytego filmu tez nie poskramiala tych
                        zlych pstrykaczy przed pstrykaniem i co? Swiat sie nie zawalil.

                        >Każde zdjęcie jako tako ostre i doświetlone jest kwalifikowane jako
                        >dobre i potem padamy ofiarą pokazu pt. "wszystkie wielbłądy
                        >Egiptu".

                        To wyksztalc asertywnosc albo podrzuc zadreczajacym podrecznik o
                        kompozycji foto etc :)
                        Dawniej tez ludzie zadreczali kilogramami odbitek lub wieczorami ze
                        slajdami.

    • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 12:06
      hy hy, zamiast o felietonach (musze podczytac w wolnej chwili), zrobilo sie o
      zdjeciach.
      a, to cos wam pokaze:
      www.fotothing.com/photos/7c3/7c36766129927461027ca8ed27b4b9ef_30d.jpg
      thx god 4 digital. li i jedynie :)
      • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 17:17
        olaboga!
      • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 17:48
        ready4freddy napisał:

        > hy hy, zamiast o felietonach (musze podczytac w wolnej chwili),
        zrobilo sie o
        > zdjeciach.

        > a, to cos wam pokaze:
        > thx god 4 digital. li i jedynie :)

        Sliczna piesa! Czy Twoja? I jakie ladne ujecie. Teraz tylko podkrec
        kontrast i machnij filtrem sepiowym, a wyjdzie foto ze swiata, który
        moze jest a moze go nie ma ;))))

        • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 17:51
          lezbobimbo napisała:
          > > hy hy, zamiast o felietonach (musze podczytac w wolnej chwili),
          > zrobilo sie o
          > > zdjeciach.

          Felietonów nie polecam, to nie jest Jezycjada i nie ma tam nic o
          Pulpie ;) W kazdym razie od ich czytania odpadly mi nieco raczki;)
          • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:20
            ja przeczytałam uczciwie wszystkie te felietony i - zupełnie niezależnie od ich
            tematyki - mam rozmaite wątpliwości co do ich strony warsztatowej. Bo wiadomo, w
            felietonie ma być odautorsko, osobiście, lekko, ta forma wymaga sporo wdzięku -
            i ja go tam widzę, na przykład w tym kawałku o księdzu-bibliofilu. Ale przyznam,
            że poza kilkoma przebłyskami takiego niewymuszonego kunsztu te felietony są
            jednak dla mnie trochę, hm, nudne? Szkolne? Jak takie wypracowania: otrzymałam w
            prezencie książkę i była ona bardzo ciekawa, a traktowała o tym i o tym, koniec.
            • onion68 Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:36
              Przeczytałam felieton o księdzu Bystrym i ogrodnictwie. Właściwie to żaden mnie
              nie zachwycił (chociaż ten o księdzu lepszy). Brak lekkości i felietonowej
              błyskotliwości. I właśnie na podstawie tej lektury nagle doceniłam jeszcze
              bardziej obecnych felietonistów "Polityki" (bo o panu Zanussim wolę nie wspominać).
              Nie zgadzam się również, jakoby uprawa ogródka była wyrazem i zwycięstwem
              nadziei. Ja raczej wiążę to raczej z instynktem kolonizatorskim i zawsze było mi
              szkoda roślin uważanych za chwasty. Podczas spacerów najbardziej przyciągają
              moją uwagę takie dziko zarośnięte posesje.
              Ale poczytam jeszcze.
              • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:45
                ten o księdzu Bystrym też mnie jakoś nie zwalił z nóg, ale jednak wyróżniał się
                warsztatowo, moim zdaniem, na tle reszty. I przypomniały mi się "Frywolitki",
                które tematycznie i światopoglądowo były bardzo podobne do tych felietonów, ale
                moim zdaniem jednak bez porównania lepiej napisane.
              • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:47
                A jak znajdujecie teze o tym, ze na wsi ludzie sa lepsi od tych
                wywyzszajacych sie mieszczuchów? Hi hi hi ;)
                • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 22:00
                  ale lepsi w czem? :) tak ogolnie, czy np. w obieraniu ziemniakow? ;)
        • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:02
          hyhyhy, nie moja :) bylo goraco, w moim miescie rodzinnem bylem w parku, patrze
          - pies zlopie wode prosto z fontanny, mysle sobie "nozesz ty, takie fotki to
          zawsze robia wrazenie" - dzieki japonskiej technologii, tzn. zoom 12x :)
          pstryknalem na szybko i jest. potem tylko przycialem, takie post-kadrowanie duzo
          daje :)

          wystarczy kontrast, myslisz? w kolorze to ono jest ok, ale juz b/w bedzie za
          ciemne, tak mi sie zdaje. ale co mi tam, sprobuje :D sepia to pikus, sa filtry
          dodajace nie tylko ziarno, ale i delikatne rysy :)))
          • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:11
            No jak juz calkiem obrabiasz to zacznij od poprawienia poziomów. Moze
            nawet kontrastu nie trzeba bedzie. A potem monochromol, i dodaj
            wszystkie ziarna i kierunkowskazy. Na koniec ponaddzierana rameczka w
            falbanke :)
            • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:31
              a sprobuje, z ciekawosci :)
              • metwoh Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:51
                A tłok powinien chodzić(mimo, ze nie ma nóg) w cylindrze, a nie w
                rurze wydechowej.
                • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 22:27
                  radze myslec raczej glowa, nie tlokiem. i znalezc sobie konstruktywne zajecie,
                  bo ci az elektrolit uszami wyplywa od tego rozmyslania o rurach i tlokach.
              • lezbobimbo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 18:53
                Szkoda, ze nie zrobiles tego wczesniej i nie zamiesciles jako test czy
                ktos sie zachwyci stara sepia czy rozpozna, ze to teraz robione ;)
                • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:15
                  "juz nie ma takich psow.. i gdzie te niegdysiejsze fontanny?" :)

                  it's only called paranoia if you can't prove it
                  • idomeneo Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:21
                    ready4freddy napisał:

                    > juz nie ma takich psow

                    i tu się przyznam, że na początku myślałam, że to spragniony niedźwiedź brunatny
                    został tam uwieczniony - stąd to moje "olaboga"...
                    • ready4freddy Re: Felietony M. Musierowicz "W drodze" 05.06.08, 19:29
                      no wlasnie sie dziwilem, skad to "olaboga" :DDD nie, to zwykly s(w)eter :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka