verte34 12.06.08, 20:29 Dzisiaj znalazłam utopione w wannie: misia pluszowego, małego moje skarpetki obcinacz do paznokci, oraz piniondz (20gr). Zdarzyła Wam się kiedyś sytuacja jak z MM? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ananke666 Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 01:05 A, mnóstwo razy. W umywalce ostatnio usiłowałam utopić ukochaną srebrną bransoletkę. Chyba bym się zapłakała, jakby przepadła w rurze, bo ona dość wiekowa. Piniondz ląduje regularnie. Rolę topiącego z zapałem spełnia moje dwuletnie dziecko. Aktualnie w wannie znajdują się: Kubusiek (Kubuś Puchatek kąpielowy, zwykle przebywa obok) gąbka kilka zabawek mydło w płynie (płyn w opakowaniu) Kiedy biorę rano prysznic zostawiam uchylone drzwi, żebym w razie czego słyszała głośniejsze wrzaski. Całkiem często dziecko przychodzi zobaczyć co się dzieje i żeby mi nie było smutno, wrzuca mi do wanny na przykład: pluszową sowę ręcznik wieszak ubraniowy mój własny kapeć krowę gumową krowę pluszową żyrafę rybę (przynajmniej to pasuje) moje czyste gacie, które zamierzałam włożyć po kąpieli jaśka i tak dalej. Szatański chichot dwulatki - nie do opisania. Odpowiedz Link
sir.vimes pomysły na zabawki kapielowe ma 13.06.08, 09:34 fajne. Moja też wrzucała , zeby mi się nie nudziło. Raz wrzuciła książkę (pratchetta zresztą) "żebym sobie poczytała". Skojarzenie słuszne było bo lubię czytać w wannie:) Odpowiedz Link
anutek115 Re: pomysły na zabawki kapielowe ma 13.06.08, 10:03 Moje dziecko jest powstrzymywane od topienia przeróżnych rzeczy (nie, żeby zawsze skutecznie) tekstem: "wiem, wiem, głupi samochodzik/książka/kubek/itd, itp., bo tonie, więc juz więcej nie próbuj". Taki a propos "tekstów MM w naszym życiu" :-). Odpowiedz Link
ding_yun Re: pomysły na zabawki kapielowe ma 13.06.08, 10:18 Ja jako kreatywna trzylatka postanowiłam pomóc mamie w domowych obowiązkach, konkretnie praniu. Wywlokłam z szafy wszystkie jej swetry i wrzuciłam do wanny pełnej wody, zalewając obficie płynem do kąpieli. Z dobrego serduszka :) Odpowiedz Link
sir.vimes Re: pomysły na zabawki kapielowe ma 13.06.08, 11:05 ja jako trzylatka myłam szyby piaseczkiem;) ale to już OT. Dzieci mają wspaniałą inwencję, szczególnie jak chcą "pomóc". Odpowiedz Link
uccello mokry wątek 13.06.08, 11:07 Przyszłyśmy z koleżanką i jej psem do domu znajomych w upalny dzień. Pies, jak to pies, dyszał z gorąca,z wywalonym dla chłodzenia jęzorem. Nam nie bardzo wypadało:) Bardzo zaciekawiło to synka znajomych. Kiedy Pani domu, poszła trzaskać w kuchni garami , w poszukiwaniu miski dla zwierza, bystry dwulatek w złożonych doniach przyniósł psu wodę zaczerpniętą z krynic toaletowych. Odpowiedz Link
ananke666 Re: mokry wątek 13.06.08, 12:56 Hehe, krynic toaletowych, wspaniałe określenie :D Sama w kibelku nie tak dawno temu utopiłam toaletową zawieszkę higieniczno-zapachową. Myłam kibelek z takim zacięciem, że ją strąciłam przy spuszczaniu wody. Znikła w rurze jak sen jaki złoty, a ja patrzyłam w osłupieniu na ten exodus. W razie czego kategorycznie postanowiłam się nie przyznawać, że to ja, ale szczęśliwie jakoś nic się nie zapchało. Moje dziecko usiłowało utopić misia. Dziecko mojej siostry utopiło parę drogich włoskich butów, którymi sąsiadka chciała się pochwalić przed siostry teściową. No i nie ma szas, żebym umyła swoje dwie ręce bez podetkniętej pod kran trzeciej małej rączki. Odpowiedz Link
sofijufka Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 15:42 a ilekroc do mnie przyłaził duużo młodszy brat koleżanki, to w akwarium brata ladowały wszystkie mebelki lalek.... (bo rybki nie maja na czym siedziec...) Nie dało sie go upilnowac... Odpowiedz Link
idomeneo Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 17:13 sofijufka napisała: > (bo rybki nie maja na czym siedziec...) piękne! :))) Odpowiedz Link
verte34 Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 21:45 E, wszystko o wannie;) A mnie przypomniało się, jak kiedyś do jabłek utartych na szarlotkę dodałam przyprawę do bigosu (Ida, o ile dobrze pamiętam, dodała do piernika stopione skwareczki). Odpowiedz Link
ananke666 Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 21:52 Nie wszystko ;) włoskie butki i miś topiły się w klopiku ;p Odpowiedz Link
szprota Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 21:53 Smalczyk dodała, który był przyjemnie słony. Ja tylko kiedyś sypnęłam zamiast samego majeranku całą mieszankę prowansalii do zalewajki, ale tatko kiedyś sporządzili kawę we włoskiej kawiarce z papryki (trochę się dziwił, że kawa czerwona, ale wytłumaczył sobie, że przecież kawa kwitnie na czerwono, więc to może jakaś specjalna odmiana - wiecie, coś jak z różnymi etapami fermentacji w białej, zielonej i czarnej herbacie). Odpowiedz Link
szprota Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 21:55 Aha, a mój ś.p. przyjaciel z dzieciństwa nalał do zegarka - takiego na rękę, ale ze zdejmowanym szkiełkiem - mleka. No bo skoro tyka, to może głodny... Odpowiedz Link
meduza7 Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 22:32 A ja przyniosłam kiedyś do domu z lodowiska takie śliczne, błyszczące, odłupane kawałki lodu. I schowałam do szafki. Jakieś sześć lat miałam wtedy, powinnam już chyba myśleć? Odpowiedz Link
verte34 Re: Gupi miś bo tonie 13.06.08, 22:36 Hi hii... A córka znajomych stwierdziła że jej rybka męczy się w wodzie, więc ją uratowała... rozpaczliwy trzepot rybki odczytała jako podskoki z radości. Fotografowała też swojego żółwia w locie (poziomym), nie z okrucieństwa, tylko po to, zeby się biedak zabawił. Gupi rodzice że nie nauczą :( Odpowiedz Link
tennesee Re: Gupi miś bo tonie 14.06.08, 10:26 verte34 napisała: > A mnie przypomniało się, jak kiedyś do jabłek utartych na szarlotkę > dodałam przyprawę do bigosu (Ida, o ile dobrze pamiętam, dodała do > piernika stopione skwareczki). Mi się kiedyś w podobnej sytuacji pomyliło curry z cynamonem Odpowiedz Link
verdana Re: Gupi miś bo tonie 14.06.08, 16:32 Mnie pomylila się papryka z kakao - dodałam łyżke kakao do sosu pomidorowego do spagetti (dla gosci). Po tym wypadku zawsze dodawalam kakao - rewelacyjne bylo. Odpowiedz Link
truscaveczka Re: Gupi miś bo tonie 14.06.08, 17:39 Czy jak miałyśmy z siostrą świnkę to się liczy? ;) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: rerererrreeechot :) 14.06.08, 17:54 Uwielbiam Was i wielbie :) "Szatański chichot dwulatki - nie do opisania." oraz "krynice toaletowe" - bezcenne! Kiedy bylam mala, moja mlodsza siostra dostala pierwszy raz Barbie od kogos niezorientowanego w naszych gustach. Bylysmy bowiem dziecmi malolalkowymi i nasze zabawy skupialy sie na innych smaczkach, niz przewidzieli producenci. Bylo lato, spedzalysmy wakacje na wsi, wiec aura nam sprzyjala. Oczywiscie bawilysmy sie w czarownice, które lalke najpierw przywiazaly do palika i tanczyly wokól, potem plawilysmy ja na sznurku w strumieniu, a na sam radosny final, zakopalysmy ja w piaskowej drodze polnej. Po wydobyciu jej z powrotem na swiatlo dzienne, okazalo sie, ze po naszych zabiegach, Barbie stracila swoje loki i ma strzeche! Kto by to pomyslal, ze kuracja strumieniem i piaskiem tak efektywnie wyprostuje pieknie karbowane wlosy nylonowe :) Odpowiedz Link
uccello Zelig Barbie 14.06.08, 18:03 > Po wydobyciu jej z powrotem na swiatlo dzienne, okazalo sie, ze po > naszych zabiegach, Barbie stracila swoje loki i ma strzeche! Logiczne, jak na wsi to ma strzechę, na tym polega fenomen Barbie. Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 17.06.08, 21:42 Dzisiaj włamywaliśmy się do własnego domu (przez balkon). Na szczęście obeszło się bez tłuczenia okien, bo jedno było uchylone i za pomocą kija narciarskiego udało się otworzyć drzwi balkonowe. A ja w trakcie tego wszystkiego dostałam głupawki, bo sobie wyobraziłam, że dzwonię na policję. Oczywiście za McGyvera robił mój mąż. Jednak taki wyczyn ma coś w sobie...:-) Odpowiedz Link
mamapodziomka Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 12:45 Ja tez sie kiedys wlamywalam. Dwa razy nawet. Zeby dopelnic obciachu, wlamac mozna sie bylo tylko przez tylne podworko, do ktorego nie bylo dostepu z pirewszego podworza. Musialam wiec prosic w biurze obok, zeby pozwolili mi wyjsc u nich przez okno na tamto tylne podworze, po czym wlamac sie do siebie do domu ;) Tyle mojego, ze nikt tamtedy nie chodzil ;) Odpowiedz Link
jottka Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 13:42 ale ta historia włamywawcza bardziej niż z musierowicz kojarzy mi sie z chmielewską i 'romansem wszechczasów', jak to joanna przebrana za basieńkę włamywała sie oknem do niby własnej kuchni z przerażeniem w oku, że trafi na męża:) na ciebie nikt w domu nie czekał?:) Odpowiedz Link
mamapodziomka Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 14:31 Faktycznie bardziej sie kojarzy. No nikt na mnie nie czekal, bo jakby czekal, to bym jednak zadzwonila do drzwi, a nie wlamywala sie, chociaz wlasciwie czemu nie, tak dla urozmaicenia ;) Tylko panowie z biura mieli ubaw ;) Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 19:29 Ale po ślubie Idy przecież włamywali się :-) Tyle że mój stary miał gorzej niż Mareczek, bo nijakich krat na parterze nie ma, więc musiał się wspinać po dachu auta, a stamtąd podciągać. Odpowiedz Link
idomeneo Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 19:38 normalnie Indiana Jones z MacGyverem w jednym! szacuneczek dla pana Oniona! Odpowiedz Link
verte34 Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 19:59 O, to ja proszę o szacunek dla pana V., bo my kiedyś po spacerze, na którym zgubiłam klucze, musieliśmy włamywać się przez __piwnicę__, a p. V. wyjął kratę z muru gołymi rękami li i jedynie! I wślizgując się przez piwniczne okienko rozdarł sobie galoty Lee! Odkupiłam, bolało... ;) Odpowiedz Link
idomeneo Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 20:03 no ba - panu V. też się należy jak nic! To ja jeszcze poproszę dla pana I. za miły całokształt :) Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 20:34 Mówisz i masz :-) Skoro docenił Idomeneo, to na pewno wielkich zalet serca i charakteru musi być :-) Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 20:32 O kurcze, krótko Onion szpanował (per procura). A pan V - ho, ho! Szacunek :-) Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 22:13 Lubie Was coraz bardziej (o ile to w ogóle mozliwe) i podziwiam Waszych gierojów! Mi sie takie rzeczy nie zdarzaja, bo jedyne co zawsze na pewno mam ze soba to klucze w którejs kieszeni albo torebce. Nie wyjde z domu póki nie domacam ;) Raz tylko bylam swiadkiem, jak przyjaciólka zatrzasnawszy klucze w swoim mieszkaniu, otworzyla drzwi smyrajac je karta kredytowa.. ale to nie to samo co wspinanie sie, wyrywanie krat i darcie galotów :) Odpowiedz Link
idomeneo Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 22:24 lezbobimbo napisała: > Mi sie takie rzeczy nie zdarzaja zatem - szacunek dla pani Bimbowej za oddanie serca tak odpowiedzialnej osobie :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 23:32 nie masz to jak zatrzaskowe drzwi. kiedys przez trzy miesiace mieszkalem w residence, znaczy takim hotelu, ale nie do konca. mniejsza z tym - codziennie marchwilem sie, ze zapomne kluczy i zatrzasne drzwi. ostatniego dnia mi sie "udalo" :) tyle tylko, ze tam byla recepcja i dostalem drugi, zeby otworzyc. jakies dwa lata temu w poprzednim mieszkaniu.. jadac winda bawilem sie kluczami. podrzucalem. krotko: wymskly sie. wpadly prosto do dziury, do szybu. dowcip w tym, ze akurat tego dnia drugi komplet nie byl, jak zwykle, u kumpla, tylko w domu... pani z serwisu windowego na szczescie zrozumiala, ze mimo wieczora sprawa nalezy do pilnych, tak, jakbym sie w windzie zacial na ten przyklad. przyjechali, winde podniesli, hop do szybu, a tam klucze. niestety, nie moglem sie w zaden sposob wykazac, moglem co prawda podrzec szaty (w tym galoty vel pantalony) z rozpaczy, ale nic poza tym :) wspinac tez nie bylo sie po czem, chyba ze spajdermen jakis :) jednym slowem jestem bardzo zadowolony, ze w obecnym mieszkaniu nie mam zatrzaskowego zamka, co nie zmienia faktu, ze poki sie nie domacam kluczy, nie przestapie za prog :))) Odpowiedz Link
sir.vimes Re: Gupi miś bo tonie 18.06.08, 23:46 taki kryminał ostatnio czytałam w którym ludzie masowo włazili tudzież spadali w szyb windy. "Hotel Łazarz" to się nazywało chyba. Windy w hotelach nie są tak niewinne jakby się zdawać mogło - taki morał i z twojej historyjki. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Gupi miś bo tonie 20.06.08, 23:04 hmmmm, znow zamotalem :) winda byla juz nie w hotelu, a w normalnej kamienicy :) ale fakt, niebezpieczna :) Odpowiedz Link
emae Balkon :) 19.06.08, 11:54 No to muszę się podzielić moim doświadczeniem balkonowym :) Byliśmy na egzotycznych wczasach, dzień pierwszy, ba, pierwsze godziny, dopiero poznawaliśmy hotel, jak na nasze możliwości możliwie luksusowy. Podczas gdy moje Kochanie odpoczywało po podróży, ja zeszłam na chwilę na dół, by sprawdzić, o której będzie kolacja. Dodam, że mieliśmy pokój na drugim piętrze, dodam też,że jestem szczęśliwą posiadaczką lęku wysokości. Dodam na koniec, że w pokoju czekała na nas powitalna butelka wina, która już w momencie opuszczenia przeze mnie pokoju była pustą butelką po winie. Wróciłam na górę, chwytam za klamkę - nic. Zamknięte. Pukam. "Chwileczkę!". Moje Kochanie otwiera, z pełną wyższości miną. "Pokażę Ci, jak to się otwiera". Po czym genialnie zamyka drzwi. I za klamkę. I nic. Zamknięte. "Ojej, chyba zatrzasnąłem drzwi". Rzecz jasna, klucz został w środku... Balkon był blisko, drzwi balkonowe otwarte. No więc, bez zastanowienia - przeszłam ze schodów na balkon. Drugie piętro. Byłam w spódnicy, tak przy okazji. Śmialiśmy się później, że bez tego wina to mogłabym się nie odważyć... :) Odpowiedz Link
ginestra Re: Balkon :) 19.06.08, 13:20 Cudne te Wasze wyczyny i opisy, no i zazdraszczam wybrańców serca! :) Z opowieści balkonowych to u mnie w rodzinie jest taka niemal rodzinna legenda - może dlatego wydaje mi się takim brawurowym zdarzeniem, że tyle razy wspominana w domu, chociaż możecie ocenić ją inaczej. Ale ogólnie trochę dreszczyka w tym jest, obiektywnie chyba. Otóż rzecz działa się za komuny, w dziesięciopiętrowym bloku, w którym mieszkałam z rodzicami i braćmi i byliśmy wtedy dosyć mali. Mieszkaliśmy na trzecim piętrze. I właśnie na jakimś spacerze mama zgubiła klucze czy też zorientowała się, że zatrzasnęła je w domu. I nie wiadomo było co zrobić, ale na szczęście przypomniała sobie, że balkon jest otwarty. Poszła więc do sąsiada, który mieszkał nad nami na czwartym piętrze i poprosiła go o pomoc. Sąsiad był milicjantem :), a więc gościu wysportowany i w ogóle. I ten sąsiad zamotał chyba skórzany pasek na dole swojego balkonu i asekurując się tym paskiem zsunął się ze swojego balkonu na nasz, który był pod nim, czyli z czwartego piętra na trzecie. Po czym wszedł do mieszkania i otworzył drzwi od środka. Niesamowicie nam zaimponował - odwagą, zręcznością i sąsiedzką postawą. Nie muszę dodawać, że z braćmi wychowaliśmy się na komiksach z kapitanem Żbikiem. ;) A więc taka historia. Myślę jednak, teraz po latach, że nie tylko sąsiad był uczynnym człowiekiem i w ogóle, ale też moja mama miała spory urok osobisty. :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
uccello Re: Balkon :) 19.06.08, 13:30 Kolega skałkowiec- alpinista, też był przeszczęśliwy, kiedy wezwała go na pomoc w "kluczowej sprawie" kumpelka obdarzona nadnaturalnym zaiste urokiem osobistym. On zwisał na uprzeży z balkonu sąsiada na 3 piętrze, a my trzy gracje załamywałyśmy z przejęcia i podziwu rączęta od kamienicą. Mówię Wam,każdy powinien to przeżyć:) Zatrzaskujcie dziewczęta klucze! Odpowiedz Link
meg_mag Re: Balkon :) 19.06.08, 16:00 A ja zatrzasnelam klucze na parterze, dwa razy w tym samym mieszkaniu:) Raz trzeba bylo wzywac przemilego pana technika (interwencja sasiedzka byla niemozliwa, ale za to ile dobrej herbaty wypilam:), ktory policzyl sobie niestety slono, a drugi raz, podczas przeprowadzki zatrzasnelam tez klucze do samochodu i musialam isc piechota do nowego mieszkania po zapasowe klucze do domu... Najsmieszniejsze jest to, ze moj kot byl uprzejmy skoczyc na klamke i otworzyc drzwi jakies 20 min po interwencji technika, bo wczesniej twardo spal... Od tej pory kocio wisi mi kupe kasy:) Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Balkon :) 19.06.08, 18:22 Witam Wszystkich serdecznie po niezbyt udanym urlopie!(moim,oczywiście). Z historii balkonowych też mam jedna do opowiedzenia. Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami mieliśmy taką zasuwkę na drzwiach,co to jak sie jej nie przykręciło trochę to latała sobie luźno w przód i w tył.Jak się zasuwkę od środka zasunęło,to z zewnątrz nie było można drzwi otworzyć.Kiedyś ktoś nie dopilnował zasuwki i nastąpiła katastrofa(do tego przez lata całe winą obarczano za to kota,który rzekomo miałby łapką w poskoku pchnąć zasuwkę i tym samym odciąć nam dostęp do mieszkania.Kota po latach zrehabilitowano).Za pierwszym razem pomógł sąsiad-przechodząc ze swojego balkonu obok na nasz.Za drugim razem sprawa okazała się poważniejsza.Drzwi ani drgną pomimo usilnego kręcenia kluczami,zasuwka jeszcze rano, po poprzednim wydarzeniu została usunięta z zamka,cała rodzina w ścisku pod drzwiami.Kręcili kluczami wszyscy-tato,mama,młodszy brat,siostra.Tak ich zastałam wracając ze szkoły-omdlewających i bliskich histerii(dodam dla większej barwności).Do dziś wydarzenie to pozostaje niewyjaśnione.Wszyscy mieliśmy identyczne klucze,a jednak tylko mój te przeklęte drzwi otworzył.Wielka to była chwila chwały i autentycznego triumfu.Niektórzy rzucali mi sie z wdzięcznością na szyję...no niezapomniany moment :) A co do skałkowców to rozumiem w pełni Uccello i Jej koleżanki. Jak taki wisi na wysokości w tej uprzęży... Odpowiedz Link
anutek115 Re: Balkon :) 19.06.08, 19:37 Cześć, Kaliope, ja wróciłam z czterodniowego przymsowego "wygnania" i skaczę z radości, że tyle tu czytania, T masz o tyle lepiej :-)! Moją scenę balkonową miałam, gdy byłam w czwartej klasie. naweidziłam koleżankę, mieszkającą na czwartym pietrze w bloku. Godzina mojego powrotu do domu się zbliżała, kolezanka odprowadziła mnie do drzwi, zamkniętych na klucz (była bowiem dzieckiem pomnym uwag rodziców, nalegających, by nigdy nie przebywac w mieszkaniu przy otwartych drzwiach). Tyle, że klucz w zamku ani drgnął. Koleżanka spróbowała w prawo, w lewo, bez efektu, poszła więc po rozum do głowy, a następnie po obcęgi tatusia. I tymi obcęgami klucz najspokojniej złamała. Wpadłyśmy w panikę - tu złamany klucz, tam moi rodzice, którym obiecałam wrócić o jakiejś normalnej porze, czasy przedkomórkowe, a w niektórych wypadkach (na przykład w tym) przedtelefoniczne... Koleżanka wyszła więc na balkon, jakimś kijem zapukała w okno sąsiada, gdy wyjrzał, wyjaśniła mu, nieco mętnie, co się stało, i ten sąsiad przeniósł nas z jej balkonu na swój, troszkę metrów nad ziemią to było... Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Balkon :) 19.06.08, 20:18 Cześć Anutku! No-sąsiad był prawdziwym bohaterem i człowiekiem o silnych nerwach-brać na siebie odpowiedzialność za dwie panienki dwunastoletnie na wysokościach!świetna historia mrożąca krew w żyłach! Odpowiedz Link
nighthrill Re: Gupi miś bo tonie 20.06.08, 18:04 To ja opowiem historię wstydliwą nieco:) Mianowicie zatrzasnęłam się...w ubikacji w barze. Stukałam, pukałam, wołałam, ale było południe, w barze pustki, a w łazience nikogo. Obok była druga kabina - poszłam po rozum do głowy, i jako że ściany nie dochodziły do sufitu, wlazłam jakimś cudem na ściankę dzielącą te dwie toalety. Utkwiłam na górze, z nogami po obu stronach ścianki - bardzo niewygodna pozycja:) Po chwili uznałam, że raz kozie śmierć i zsunęłam się na drugą stronę, szorując udami po ściance i widowiskowo padając na kafelki. Miałam siniaki od pachwin po kolana i posiniaczone dłonie...tragedia. Ale triumfalnie wyszłam z tej drugiej ubikacji:) Zastanawiam się jak Aniela katapultowała się z dwumetrowej wysokości na schody (głową w dół!) i zaraz pobiegła dalej...ja tam utykałam. Poza tym mam tendencję do mieszkań z zepsutym zamkiem lub takim, który otwiera się z problemami. W obecnym mieszkaniu mamy jeden wielki klucz i zamek, który trzeba specjalnie pchnąć i przytrzymać, żeby zaskoczył. Szwagier tego nie umie, więc rano budzi mnie "łup-łup-łup", bo próbuje rozwiązać sytuację siłowo. W nowym mieszkaniu za to klucz jest też tylko jeden, wygląda jak samochodowy i zaskakuje za trzecim razem - ani raza mniej lub więcej. Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 20.06.08, 19:12 Od razu mi się Twoja przygoda skojarzyła z Anielą. Swoją drogą, jak się tak zastanowić, to u MM całkiem sporo tych scen balkonowo-okiennych. A jak tam sytuacja mieszkaniowo-finansowa - już w porządku? Odpowiedz Link
onion68 Re: Gupi miś bo tonie 24.07.08, 21:42 Moja córka zażywa właśnie kropelki do oczu, ale do uszu (maszynka do mięsa, ale do maku). Uśmiałyśmy się wczoraj. Odpowiedz Link