Dodaj do ulubionych

Największe tajemnice Jeżycjady

05.09.08, 14:03
Dramatyczne losy i pytania bez odpowiedzi. Tajemnicze zniknięcia i przemieszczenia. Ludzie-widma i zwierzęta-cienie. Wy też drążcie!

Kim była właścicielka zaprzyjaźnionego pudla?
Gdzie się podziały psy i koty przygarniane/dokarmiane przez Gabrielę?
Jaki zawód obrała Celestyna?
Gdzie podziała się łazienka pani Szczepańskiej?
Gdzie są Gadomscy i Lewandowscy?
...?
Obserwuj wątek
    • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 14:34
      Kim byl ojciec Marka?
      Czy Bernard ma jakakolwiek rodzine?
      Gdzie podziala sie kuchnia pani Szczepanskiej?
      • mankencja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:14
        jak miał na imię Pieróg?
        • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:17
          A nie Władysław? Jestem pewna, że imię się pojawiało gdzieś, możliwe że wtedy,
          gdy Dmuchawiec wybrał się do swojej dawnej szkoły.
          • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:21
            Wiemy tylko, ze na W (mgr W. Pierog). Ja obstawiam Wincentego.
            • ding_yun Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:41
              A ja bym obstawiała Włodzimierz. Po Leninie. Choć pięknie brzmiałoby
              jakieś orygianlne imię zestawione z taki nazwiskiem. Walenty Pieróg.
              Czyż nie uroczo?
              • ding_yun Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:42
                Gdzie się podziewali rodzice Kreski jak wyszli z więzienia?
                • verdana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 15:47
                  Dlaczego Kreska nie wróciła do rodziców - stosunkowo szybko, bo
                  internaty zliwidowano po swietach 1982 roku, a kobiety (czyli i
                  mamę) wypuszczono raczej nawet wcześniej.
                • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 16:17
                  Moze, tfu tfu, nie wyszli?
                  • ready4freddy Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 00:25
                    mmaupa napisała:

                    > Moze, tfu tfu, nie wyszli?

                    tak im sie spodobalo, ze zostali? wiem, ze to glupawy zart, ale raczej nie widze
                    innej mozliwosci.
                    • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 20:51
                      ready4freddy napisał:

                      > mmaupa napisała:
                      >
                      > > Moze, tfu tfu, nie wyszli?
                      >
                      > tak im sie spodobalo, ze zostali? wiem, ze to glupawy zart, ale
                      raczej nie widzę
                      > innej mozliwosci.

                      Jest taka, że nie byli internowani tylko aresztowani - za jakąś
                      działalność już w stanie wojennym. Podobnie jak Ignac - za
                      drukowanie gazetek.
                • joanna.piat-nowicka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.11.10, 11:49
                  ding_yun napisała:

                  > Gdzie się podziewali rodzice Kreski jak wyszli z więzienia?

                  Myślę, że mieszkali we Wrocławiu, skąd Kreska pochodzi...
              • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 16:25
                A ja obstawiam Wiesława.
                • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 16:38
                  Czeslaw i Wieslaw w jednym stali domu, Dmuchawiec na gorze, a Pierog na dole...
              • mankencja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 18:09
                Walenty - jestem na tak :)
                • ready4freddy Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 00:27
                  Wienczyslaw, tylko Wienczyslaw! zawsze mi sie jakis taki nieszczegolny wydawal :)
                  • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 15:57
                    Nie Wieńczysław, protestuję! Wieńczysław mi się z Wieńczysławem Glinskim
                    kojarzy, a on raczej miło (a to "Stawka większa niż zycie", a to "Lekarstwo na
                    miłość"...).
                    Takoż proszę nie Wergiliusz - na skutek skojarzenia z Wergiliuszem Gryniem i
                    "Jak rozpetałem II wojnę światową" ;-).
                    • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 16:15
                      Może Wenancjusz? Znam jednego:-)
                      • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 17:27
                        Zbyt klasyczne. Pieróg wrednym typem, prawda, klasyczne imię mu się nie należy, nieprawda.
                        • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 17:42
                          No to Wacek;-)
                        • mampy-tanie Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.07.09, 11:40
                          ananke666 napisała:

                          > Zbyt klasyczne. Pieróg wrednym typem, prawda, klasyczne imię mu się nie należy,
                          > nieprawda.

                          Masz rację. Weneriusz- a masz!!!
                  • ssssen Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.06.09, 11:40
                    > Wienczyslaw, tylko Wienczyslaw! zawsze mi sie jakis taki
                    > nieszczegolny wydawal

                    No i teraz muszę cały wątek prześledzić, żeby sprawdzić, czy ktoś załapał ten
                    dowcip :)
                    • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.06.09, 12:01
                      Ja nie, przyznam się bez bicia :) Dopiero teraz sobie przypomniałam o co szło.
                    • yowah76 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.06.09, 00:46
                      A jeszcze by nie ;)
                      A jaki byl tytul kontynuacji? Bo na pewno czytalam, ale nie pamietam.
                      • ssssen Re: Największe tajemnice Jeżycjady 26.06.09, 12:51
                        Ale czego kontynuacja? Piegusa, czy Włóczykijów?

                        Jeśli była jakaś kontynuacja to nie chce jej znać, Niziurski po 1989 roku jest
                        jak Musierowicz - jest karykaturą samego siebie ;)

                        A Pieróg bankowo miał na imię Wincenty!
                    • joanna_ewa_scotland Re: Największe tajemnice Jeżycjady 03.10.16, 12:56
                      Nieszczegolny Wienczyslaw - czy to on sypial with nausznikach?
                      • ewa9717 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 03.10.16, 15:46
                        Nie, w nausznikach sypiał lokator Piegusów pan Surma, grany przez Ludwika Benoit.
                  • mampy-tanie Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.07.09, 11:38
                    ready4freddy napisał:

                    > Wienczyslaw, tylko Wienczyslaw! zawsze mi sie jakis taki nieszczegolny wydawal
                    > :)

                    i miał chyba taką końską twarz... :-)))
                    • ssssen Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.10.16, 10:50
                      ...raczej mulą.

                      Tak, wiem, odpowiadam na post sprzed 7 lat :)))
              • takijeden1983 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.07.09, 01:50
                Na bank Wiesław - popularne w tym okresie
        • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 22:35
          Mnie się jakoś kojarzy Wacław...
          • laura-gomez Ad Pieróg 23.09.08, 19:25
            Mnie do niego pasuje imię Wiesław. Ewentualnie Władysław.
            • agnieszka_azj Re: Ad Pieróg 23.09.08, 19:28
              laura-gomez napisała:

              > Mnie do niego pasuje imię Wiesław. Ewentualnie Władysław.

              Ewentualnie Włodzimierz
              • laura-gomez Re: Ad Pieróg 23.09.08, 19:36
                agnieszka_azj napisała:

                > laura-gomez napisała:
                >
                > > Mnie do niego pasuje imię Wiesław. Ewentualnie Władysław.
                >
                > Ewentualnie Włodzimierz

                Też może być :)
        • limonkalina Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.09, 18:43
          Pieróg miał na imię Wiesław. tak mi się kojarzy....
      • zamek Re: Największe tajemnice Jeżycjady 31.08.09, 14:36
        mmaupa napisała:

        > Czy Bernard ma jakakolwiek rodzine?
        Bernard ma ciotkę na Polesiu, o której wspomina w "Imieninach", snuje tamże
        zresztą rozwlekłą opowieść o swojej rodzinie.
    • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 16:26
      Jak oni się mieszczą wszyscy w tych mieszkaniach?
      • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 16:39
        To raz, a dwa, czemu nikt nie odczuwa potrzeby prywatnosci?
        • jamniczysko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 17:23
          Kto sprzedał dziecku - Koziowi piwo Guiness?
          • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 17:40
            Pewnie kupowal w tym samym sklepie, gdzie pietnastoletnia Bella wino.
    • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 18:29
      Jak miał na imię tata Żaczek?

      Mnie to naprawdę dręczy...
      • jessy3 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 19:14
        Jak Robrojek w wieku 16(?) lat godził role ucznia i ojca Belli? ;)
        • verdana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 19:46
          Jakim cudem prostoduszny Robrojek zgodził się na nadanie dziecku
          imienia Arabella?
          Jakim cudem nikt nie zauwazył, że Nora Górska nie brzmi dobrze?
          Skad ciotka miała komercyjnego schabu i dodatkowych pyz dodatkowo na
          pięć osób?
          • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 21:33
            co sie stalo z drugimi sasiadami Borejkow-p.Gadomskimi?
            co z rodzicami Tola?czemu Tolo mieszka u Zakow nie u rodzicow?
            Danka w czasie wizyty u Dmuchawca mowi do Damba "cieszymy sie wszyscy"-jacy wszyscy?
            czemu dziadek Metody nie kontaktuje sie z Miagwa?
            jak to mozliwe,ze Roza spotykala sie z Fryderykiem cala szkole srednia,na samym
            poczatku znajomosci zostala przedstawiona rodzinie,zareczyla sie a rodzina
            Frycka nie wiedziala,ze sa para?
            • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 21:38
              i skad sie wzial ojciec Krzysztof-przyjaciel rodziny B?bo juz sie kiedys
              zaczelam zastanawiac, czy to moze przypadkiem nie piekny Krzysio, po zwatpieniu
              w rod kobiecy po wybrykach robaczywej Paulinki, nie wstapil do zakonu
              • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 21:44
                Hihi, pisałyśmy równocześnie:-)
              • kadfael Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 17:54
                Ojciec krzysztof to akurat postać autentyczna. Dominikanin, który ma
                tak samo na imie i przez kilka lat był w poznańskim klasztorze.
                • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 18:03
                  Mozliwe, ale nie wprowadza sie postaci, o ktorej sie pisze, ze zna sie z
                  bohaterka od przedszkola i jest wielkim przyjacielem rodziny, a ktora w
                  rzeczywistosci wspomniana jest moze dwa razy i w zyciu rodziny nie jest wrecz
                  obecna. Czemu ojciec Krzysztof nie mogl przychodzic do Borejkow na herbatke i
                  doradzac im w problemach, na przyklad? Moglismy na przyklad przeczytac, ze to on
                  zachecil Laure do spiewania w kosciele, i takie tam drobiazgi. A tu mamy tylko
                  kolejne puste zapewnienie autorki, ze jest jak jest, wbrew faktom.
                  • jamniczysko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 10:53
                    Tym bardziej, że z "Kalamburki" wynika, iż przedszkolna kariera Idy
                    trwała krótko i było to przypadkowe raczej, przyzakładowe
                    przedszkole.
                    • decylia Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.11.08, 17:15
                      Ale o. Krzysztof chodził z Natalią do przedszkola muzycznego...swoją drogą kiedy
                      to przedszkole było?
                      Więc nie mógł być pięknym Krzysiem, który był starszy od Idusi.
            • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.10.08, 12:25
              lutecja4 napisała:

              > Danka w czasie wizyty u Dmuchawca mowi do Damba "cieszymy sie
              wszyscy"-jacy wsz
              > yscy?

              Może chodzi o członków grupy ESD?
              • idomeneo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.10.08, 13:30
                a może o to, że ten dziwny sposób mówienia Danki podkreśla jej sztywność i pewną
                sztuczność (widoczne w porównaniu np. z naturalną Natalią, która też w tym tomie
                rozmawia z Dmuchawcem). Ja miałam wrażenie, że Danka jest tu przedstawiana jak
                ktoś, kto koniecznie chce zrobić wrażenie na rozmówcy, dlatego też, jeśli dobrze
                pamiętam, podkreśla na przykład, że Pawełek wykłada w Monachium na
                uniwersytecie, a Dmuchawiec się wtedy uśmiecha pod nosem, czy jakoś tak.

                Czy to nie jest tak w tym tomie, że Borejkówny o Dmuchawca serdecznie dbają i
                noszą mu wałówkę, a Danka została z nimi skontrastowana jako ktoś, kto tylko
                składa formalne wizyty. Ale też jakoś nigdy nie rozumiałam ironii w opisie
                Danusi w tym tomie; to przecież chyba miło, ze po latach zajrzała do dawnego
                nauczyciela, nawet jeśli nie łączy jej z nim żadna szczególna zażyłość.
                • klawiatura_zablokowana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 22.01.15, 21:14
                  Wiem, że to stary post, ale tak mi się nasunęło: denerwujące jest domyślne oczekiwanie, że wszyscy muszą uwielbiać Dmuchawca. O ile pamiętam, wobec Danki nigdy nie był jakoś szczególnie serdeczny (teksty o podwójnym podbródku - no błagam). Ona nie ma żadnego obowiązku go odwiedzać jako dorosła osoba przecież?
            • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 16:51
              Przecież ona tam była z dziećmi - wszyscy, czyli ona i dzieci... Zresztą to jest
              tam tak dość ironicznie pokazane, ona nie mówi tego, co myśli, tylko raczej to,
              co uważa, że powinna powiedzieć.
          • agrippinilla Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 00:00
            Na mój gust, Nora to Eleonora :-)
          • idomeneo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 15:11
            verdana napisała:

            > Jakim cudem prostoduszny Robrojek zgodził się na nadanie dziecku
            > imienia Arabella?

            a mnie to akurat nie dziwi - moja przyjaciółka ma znajomego, który w latach 80
            na cześć swoich idoli z dzieciństwa nadał synkowi na imię Donald Tytus
            • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 17:14
              idomeneo napisała:

              > verdana napisała:
              >
              > > Jakim cudem prostoduszny Robrojek zgodził się na nadanie dziecku
              > > imienia Arabella?
              >
              > a mnie to akurat nie dziwi - moja przyjaciółka ma znajomego,
              który w latach 80
              > na cześć swoich idoli z dzieciństwa nadał synkowi na imię Donald
              Tytus

              To było wyjaśnione w "CR" - że to na cześć Arabelli Bishop czyli
              ukochanek Kapitana Blooda.
              I nie Robrojek sie zgodził, tylko Robrojek wymyślił...
            • avvg Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.10.08, 15:12
              > a mnie to akurat nie dziwi - moja przyjaciółka ma znajomego, który w
              latach 80
              > na cześć swoich idoli z dzieciństwa nadał synkowi na imię Donald
              Tytus

              Szkoda, że nie Kajko Kokosz.
        • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 22:39
          jessy3 napisała:

          > Jak Robrojek w wieku 16(?) lat godził role ucznia i ojca Belli? ;)

          jednocześnie usiłując poderwać Anielkę, paląc extramocne u Jerzego Hajduka (z
          Pawełkiem) i ukrywając całą swoją skomplikowaną osobistą sytuację przed Grupą
          ESD :) A niby on taki prostoduszny! :)
          • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 12:25
            ... i jakim cudem on zdążył zostać odpalony przez Anielę zaraz po zakończeniu
            liceum i błyskawicznie ożenic sie z "pierwszą dziewczyną, która go zechciała", i
            jeszcze się córki dorobić, ciągle mając te 16 lat?
            Czy nie miał aby tylu właśnie, gdy poznał Gabę?
        • weronika753 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.08, 14:25
          Wszyscy się zastanawiamy nad robrojkowym ojcostwem (w wieku 16 lat), a jakoś
          umyka uwadze, że u MM zazwyczaj żony są młodsze od mężów. Czyli ile mogła mieć
          matka Arabelli w chwili poczęcia? 13? 14 lat?
          • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.08, 14:44
            Nie dodawajmy do tego szalenstwa jeszcze kryminalu:-). Mam nadzieje, ze byla co
            najmniej jego rowiesniczka.
            • ready4freddy Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 09:39
              jesli sam RobRoy'ek mialby 16 lat, to chyba nie kryminal? jak to wlasciwie jest?
              czy jest na sali prawnik? :)
              • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 09:43
                Ta kwestia tez mnie zawsze zastanawia;-)
              • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 12:51
                Nie wiem jak to było wtedy, wiem jak teraz. Stosunek z osoba poniżej 15 roku
                życia jest zabroniony i traktowany jako "gwałt z ustawy". Oczywiście gdy jeden z
                współżyjących ma więcej niż 15 lat. Jeżeli sprawa dotyczy dwojga małolatów
                rozpatruje się ją inaczej.
                • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 13:07
                  Nas wlasnie te malolaty interesuja.
                  • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 13:08
                    To znaczy, aspekt prawny;-)
                    • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 10.09.08, 12:29
                      nie bardzo się znam na karnym, ale z tego co mi się tam obija po moim pustym
                      łbie:) to w przypadku współżycia 16 latka z 14 latką (czyli osobą poniżej 15
                      roku życia, czego ustawa zabrania) będzie miał miejsce wprawdzie czyn
                      zabroniony (niezgodny z ustawą) ale nie będzie przestępstwa, bo 16 latek nie
                      będzie mógł odpowiadać karnie. Albowiem gdyż na zasadach określonych w kodeksie
                      karnym odpowiada sprawca czynu zabronionego, który w chwili jego popełnienia
                      miał ukończone lat 17 :)
                      Tyle wywodów prawniczych:)
                      • yoyka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.01.15, 09:40
                        wtedy inne przepisy były, po 97 weszła nowelizacja dotycząca tego współżycia
      • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.10, 11:22
        anutek115 napisała:

        > Jak miał na imię tata Żaczek?

        Inżynier...
        • chomiczkami Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.10, 15:30
          Nie najgorzej...
    • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 21:44
      Kim jest ojciec Krzysztof, udzielający ślubu Idzie i pamiętający ją
      jeszcze z przedszkola muzycznego (jakiego, u licha, przedszkola
      muzycznego?!) - wielki przyjaciel (?!) rodziny?
      • ding_yun Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 22:05
        Tego przedszkola muzycznego gdzie są same baby i trzeba tańczyć w
        kółeczku wyśpiewując przy tym cienkim głosikiem
        • internistka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 22:39
          Dlaczego osoby, które z reguły pod koniec kolejnych części Jeżycjady
          zdawały się były wejść na dobrą drogę, w następnych okazywały się
          znów okropnymi kreaturami (Lisieccy, Jedwabińska.)
          Gdzie są Burczykowscy (Marian i Marianna).
          Dlaczego Tygrys jest postacią negatywną, św. Gaba ciągle nad nią
          załamuje rączki?
          • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 22:42
            internistka napisała:


            > Gdzie są Burczykowscy (Marian i Marianna).

            Burczykowscy zmienili płeć i Marian został Marianną a Marianna Marianem, no i
            tym samym przeszli na ciemną stronę mocy. Musieli zatem zniknąć :)
            • meduza7 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 23:46
              Jak się mieści Noelkowa rodzina Żaków-Hajduków-Kołodziejów w mieszkaniu, w
              którym już w "Szóstej klepce" było ciasno?
              • jeriomina Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.06.09, 12:08
                Może zaadoptowali wieżyczkę i inne składziki nieużywane na pomieszczenia
                mieszkalne?:)
              • joanna.piat-nowicka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.11.10, 12:00
                meduza7 napisała:

                > Jak się mieści Noelkowa rodzina Żaków-Hajduków-Kołodziejów w mieszkaniu, w
                > którym już w "Szóstej klepce" było ciasno?
                I dlaczego Tolo z Julią mieszkają tam, skoro wynikało z 6Klepki, że pochodzi on z dobrze sytuowanej rodziny??
                • altariel2 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.01.11, 15:25
                  > I dlaczego Tolo z Julią mieszkają tam, skoro wynikało z 6Klepki, że pochodzi on
                  > z dobrze sytuowanej rodziny??
                  No własnie. To jest bardzo dobre pytanie. Hajduk, no to powiedzmy zrozumiałe, ale tu?
                  Swoją drogą należałoby to chyba podciągnąć pod wątek 'wpadki', bo najwyraźniej MM w pędzie do tworzenia 'po staropolsku rozbudowanych ciepłych rodzin', zapomniała po prostu o zamożnych rodzicach Tola.
                  • soova Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.01.11, 20:04
                    A gdzie oni byli zamożni? Owszem, mogli sobie być hrabiami, ale arystokracji w PRL to się wcale tak dobrze nie żyło i owszem, mogli mieć porcelanowe farfurki i ludwiki po przodkach wyniesione z wojennej pożogi, jak również popijać herbatę w sukniach z brabanckich koronek, ale równie dobrze mogli mieć to wszystko na powierzchni mieszkaniowej zdecydowanie za małej, żeby mieszkało tam małżeństwo Julia & Tomek (i dzieci). Ot, daleko nie szukając (proszę nie wycinać, bo to nie o polityce) - dziadkowie prezydenta Komorowskiego, owszem, mieli spore mieszkanie na Powiślu, ale mieli w nim też dokwaterowanych przez władzę ludową lokatorów, z których ostatni wyprowadzili się bodaj czy nie w latach 90-tych.

                    Tajemnicy mieszkaniowej Julii i Tolka w SK i BBB raczej więc dla mnie nie ma.
                    • tt-tka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.04.17, 13:52
                      soova napisała:

                      > A gdzie oni byli zamożni? Owszem, mogli sobie być hrabiami

                      O rodzicach Tola mowa. Nie, nie mogli byc hrabiami, rodziny hrabiowskiej o nazwisku Kolodziej nie bylo, a szlacheckiej - bardzo watpie.
                      Julia okresla ich jako lorda i hrabine ze wzgledu na ich maniery, lektury, sposob czytania, ubierania sie, bycia... to po prostu eleganccy na co dzien ludzie.

                      I pytanie, czemu Toleczkowie po slubie zamieszkali na Slowackiego, pozostaje bez odpowiedzi. Zamozni bardziej czy mniej ci rodzice byli, ale miejsca, nawet w blokowym, a nie kamienicznym mieszkaniu mieli zapewne wiecej niz Zakowie z Wiesia, Bobciem, Hajdukiem i czworka jego i Cesi potomstwa.
                      • pi.asia Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.04.17, 14:40
                        Zamieszkali razem po to, żeby na wizytówce ładnie wyglądał zestaw Żak-Hajduk-Kołodziej.
                      • vi_san Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.04.17, 16:01
                        Ale zasadniczo to my nie wiemy czy zamieszkali! Ja tam nie wierzę. Wizytówka jest fajna i zabawna, więc sobie wisi, a że Żaczkowie to rodzinny klan, to w razie wypadku czy potrzeby - stają murem jedno za drugim. Chętnie się spotykają itd. Ale nie mieszkają w kupie! Nie i koniec! Ba, dopuszczam opcję, że Toleczek i Julka po ślubie zamieszkali u Żaczków czasowo - np. rodzice Tola postanowili się przenieść na stałe na dacze na wsi, a mieszkanie w mieście zostawili młodym, i na czas remontu... Wtedy powstała wizytówka. Po czym remont ukończono, ku chwale ojczyzny, i Kołodziejowie wynieśli się "na swoje"! Tak samo nie wierzę, że Cesia i Jurek nadal mieszkają z mamusią i tatusiem. Wierzę, że po ślubie, zwłaszcza, jak Jurek był za granicą [w BBB chyba?] Ceśce wygodniej było wręcz mieszkać z rodzicami, którzy w razie czego pomogą przy dzieciach i stąd w lokalu Żaków powstało mini - przedszkole: bo Cesia ze swoją trójką i dwie Kołodziejanki - Julka i Toleczek wybyli w celach zarobkowych o ile się nie mylę? Ale z całą mocą i uporem wierzę, że po powrocie Jerzego Hajduczki wzięli i się wynieśli. Możliwe, że blisko rodziców, ot, dwie ulice dalej, ale nie mieszkają wszyscy razem! Zresztą [chwała wszystkim możliwym Bogom] MM nieco zapomniała o Żakach i tak na prawdę nie mamy wiedzy. Wiemy, że wizytówka na drzwiach wisi artystyczna [ale może wisieć a nie być aktualna - na drzwiach moich sąsiadów, przez wiele lat wisiała wizytówka "R. S. Rogalscy" a ci sąsiedzi [oczywiście NIE Rogalscy] mieszkali tam już dobre siedem czy osiem lat]. Wiemy [ z Noelki], że święta wspólnie, no ale to żadne curiosum. A nie przypominam sobie ŻADNYCH innych informacji o mieszkańcach domu przy Słowackiego...
                        • tt-tka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.04.17, 16:12
                          Nie, nie , ja tez wierze mocno, ze obie Zakowny z mezami i progenitura sie wyniosly na swoje, chocby i na kredyt kupione ! Odpowiadalam tylko na supozycje, ze rodzice Tola byli zbyt biedni, by przygarnac mlodych lub kupic/dolozyc sie do jakiegos lokum i ze Jula z Toleczkiem musieli, no musieli mieszkac u Zakow :)
        • kochanica-francuza Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.10.08, 18:03
          Prowadził zajęcia tańczenia w kółeczko?
    • k_linka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.09.08, 23:31
      Jakim cudem wozek Pulpy przetrwal 2 dekady?
    • mankencja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 02:08
      o czym sni Marek?
      dlaczego Mila z każdym tomem jest coraz bardziej rozczochrana (patrz
      ilustracje)?
      czy Ignacego łączy z docentem tylko luzna znajomosc, czy jest to
      raczej szorstka meska przyjazn? i czy obfita malzonke Ignac poznal
      osobiscie?
      • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 08:21
        a co sie dzieje z grubaskiem z pierwszej lawki?tym,ktory opowiadal o
        dozorczyni-Cecylii Niespodzianej?
        a staroscina Kasia?
    • amelia007 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 11:10
      To od razu przypomina sie Kowalczuk Beata (i jej namietnosc do
      Krzysztofa Krawczyka)
      • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 12:08
        Łał, widzę, że wątek znacznie się rozrósł od wczoraj..:)
        Mnie zawsze interesowało, kim była żona Dmuchawca. No i chciałabym wiedzieć, jak ma na imię Bebiś, synek Bebe i Damba.
        • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 12:22
          No, Bebiś przecież ;-)))))!
          • ready4freddy Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 18:16
            anutek115 napisała:

            > No, Bebiś przecież ;-)))))!

            oczywiscie, to zdrobnienie od Bebislaw :)
            • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 19:55
              Bebislaw! :DDDD O, L-mao!

              A Pieróg mial moze na imie Wscieklygniew? W domu zdrabniany na Gniewko :)
              • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 20:29
                Warczysław. Zdrobnienie domowe - Warcek.
            • bat_oczir Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.10.08, 21:47
              > oczywiscie, to zdrobnienie od Bebislaw :)

              i nie nazywają go Pyzą lub Ciapusiem?
    • sacacorchos Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 14:09
      Jakim sposobemBurczykowscy są identyczni, skoro najwyraźniej nie są
      jednojajowi? Mają przecież różne płcie...
      • minerwamcg Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 14:45
        Patrz "Klimek i Klementynka" Marii Krueger.
        • yasemin Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 15:08
          ...albo wątek Jagienki i jej brata w "Krzyżakach" :)
          Mnie interesuje, jak miała na imię matka Kreski? A poza tym, była
          chyba córką Dmuchawca, jak to możliwe, że w "Opium w rosole" nie
          myślał w oóle o własnej córce, nie tęsknił do niej tak jak Kreska?
          • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 15:52
            Potem też nie. W ogóle nie tęsknił, nie mówił, nie wspominał, nie miał na
            ścianie zdjęć własnej córki ani żony, jak to jest mozliwe?
            Kiedy on miał tę żonę? Co z nią zrobił, że się tak w niebycie rozmyła? (Wieje
            grozą...)
            • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 19:45
              Boski watek :)))))

              Pytanie anutka o partenogeneze Kreski przywodzi mi na mysl nastepne:
              skad sie wzielo tylu wdowców w Jezycjadzie? Czy oni pobieraja komórki
              macierzyste od swoich zon i hoduja swoje dzielne córki w probówkach? A zony
              tymczasem wysylaja w niebyt?
              • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.09.08, 19:53
                Dobre. Zony potrzebne tylko do prokreacji. Zreszta podobnie jest w Jezycjadzie z
                mezami, poza dostarczeniem materialu genetycznego nie sa juz do niczego
                potrzebni i do niczego sie nie nadaja.
        • iskrzy_54 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 22.01.15, 16:41
          jak również "Wieczór trzech króli" - Viola i Sebastian
      • motyla.nogaa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 10.09.08, 12:41
        W sumie statystycznie mają po jednym jaju :)
      • motyla.nogaa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 10.09.08, 12:43
        sacacorchos napisała:

        > Jakim sposobemBurczykowscy są identyczni, skoro najwyraźniej nie

        > jednojajowi? Mają przecież różne płcie...

        W sumie statystycznie mają po jednym jaju :)
        • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 19:27
          motyla.nogaa napisała:

          > sacacorchos napisała:
          >
          > > Jakim sposobemBurczykowscy są identyczni, skoro najwyraźniej nie
          > są
          > > jednojajowi? Mają przecież różne płcie...
          >
          > W sumie statystycznie mają po jednym jaju :)

          Czyli jednak jednojajowi ;)
          • yowah76 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.09.08, 20:37
            Moga byc po prostu bardzo podobni, w rodzinie sie zdarza, a
            blizniakami sa przypadkiem...
    • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 13:59
      Dlaczego Miągwa nie utrzymuje kontaktów z Elką?
      Kto był ojcem małej Asi, skoro pan Kałużny na wojnie?
      Dlaczego młodzież nie ma przyjaciół?
      • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 14:11
        Czy może raczej - gdzie sa ci wszyscy przyjaciele, których przyjmowanie w
        większym mieszkaniu na Roosevelta stanowiło dla wszystkich Borejków źródło
        uciechy, i którzy "zasiadywali" się do późnych godzin wieczornych, mimo
        skromnego poczęstunku?
        • mankencja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 14:21
          pewnego dnia, gdy wychodzili od borejkow, drzwi mieszkania państwa
          gadomskich otworzyły się i przyjaciele wraz z gadomskimi zostali
          wciągnięci w czarną dziurę, która umiejscowiła się pod szafką w
          przedpokoju
          • laura-gomez Kolejna tajemnica 23.09.08, 19:31
            Kim byli ci ludzie (podobno pół podwórka), którzy przychodzili do Borejków na obiadki w OwR???
            • agnieszka_azj Re: Kolejna tajemnica 23.09.08, 19:50
              laura-gomez napisała:

              > Kim byli ci ludzie (podobno pół podwórka), którzy przychodzili do
              Borejków na obiadki w OwR???

              Nie ludzie tylko dzieci ;-)
              • senseeko Re: Kolejna tajemnica 23.09.08, 20:04
                agnieszka_azj napisała:

                > laura-gomez napisała:
                >
                > > Kim byli ci ludzie (podobno pół podwórka), którzy przychodzili do
                > Borejków na obiadki w OwR???
                >
                > Nie ludzie tylko dzieci ;-)

                A gdzie to jest napisane? Czy nie jest to czasem oskarżenie Ewy Jedwabińskiej?
                (Ktoś ma OwR i może sprawdzic?)
                • anutek115 Re: Kolejna tajemnica 23.09.08, 20:10
                  Nie, to mówi któraś z Borejkówie "twoje obiadki są sławne, wczoraj tu było pół
                  podwórka" czy jakoś tak. Sprawdzić dokładnie nie mogę, bo moje OwR pożyczyłam na
                  wieczne nieoddanie.
                • agnieszka_azj Re: Kolejna tajemnica 23.09.08, 20:13
                  senseeko napisała:

                  > agnieszka_azj napisała:
                  >
                  > > laura-gomez napisała:
                  > >
                  > > > Kim byli ci ludzie (podobno pół podwórka), którzy
                  przychodzili do
                  > > Borejków na obiadki w OwR???
                  > >
                  > > Nie ludzie tylko dzieci ;-)
                  >
                  > A gdzie to jest napisane? Czy nie jest to czasem oskarżenie Ewy
                  Jedwabińskiej?
                  > (Ktoś ma OwR i może sprawdzic?)

                  Nie. To był dialog u Borejków, kiedy Gieniusia oznajmiła, ze
                  przyszła na obiadek i kiedy okazało się, że nie jest koleżanką
                  Patrycji.

                  "- Pewnie twoje obiady są głośne, mamo, w całej okolicy -
                  powiedziała (Ida - dop. mój).- Wczoraj było tu na rosołku pół
                  podwórza.
                  - Osiem osób ! Tylko osiem osób ! - sprostowały obronnie Patrycja i
                  Natalia.
                  - Osiem osób, osiem gąb - mruknęła pani Gabunia. - Osiem zywych
                  reklam jadłodajni pani Borejko."
        • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.08, 14:14
          Ci przyjaciele może już umarli, albo wyprowadzili się do Pobiedzisk.
          Tymczasem wygadana, przebojowa Laura nie ma żadnych koleżanek(oprócz
          tej od której dostała list z Zakopanego). O Pyzie nie wspominając.
          • decylia Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.11.08, 17:26
            A co z Kopiec Arletą i Kopiec Esmeraldą? Oraz innymi pięknoimiennymi Kopcami?
            • nessie-jp Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.11.08, 15:10
              decylia napisała:

              > A co z Kopiec Arletą i Kopiec Esmeraldą? Oraz
              > innymi pięknoimiennymi Kopcami?

              O, właśnie, ja bym chciała poczytać o jakimś dziecku Kopców, które wbrew
              filistyńskiej rodzinie okazuje się wrażliwe poetycko i muzycznie, ogólnie
              wyrasta ponad poziom i odstaje od reszty.

              Bo co w końcu, wszędzie jakaś predestynacja
              • paszczakowna1 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 01:01
                > Chętnie bym zobaczyła w Jeżycjadzie bohaterkę, która nie wyniosła wszelkich
                > zalet i głębokiego ukulturalnienia już z domu, tylko wręcz przeciwnie --
                > wywalczyła sobie sama.
                >
                > Bo na razie to chyba tylko jeden Przeszczep był kulturalny i wrażliwy sam z
                > siebie, a nie po mamusi i tatusiu.

                A Kłamczucha? Stary Kowalik miał pewnie masę zalet (i był inteligentny tudzież
                wrażliwy, vide komentarz nt Hamleta), ale wysoce ukulturalniony nie był.
                • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 11:15
                  paszczakowna1 napisała:
                  >
                  > A Kłamczucha? Stary Kowalik miał pewnie masę zalet (i był
                  inteligentny tudzież
                  > wrażliwy, vide komentarz nt Hamleta), ale wysoce ukulturalniony
                  nie był.

                  I jeszcze Aurelia vel Genowefa
                  • nessie-jp Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 16:29
                    Co do Anieli
                    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 16:43
                      Ewa Jedwabinska po wyzszym wyksztalceniu (o jej rodzinie nic nie wiemy.
                      Eugeniusz równiez ksztalcony (Geniusia mieni go wszak entelektualista:) ale
                      Eugeniusz to inteligent pierwszego pokolenia, tak jak i starsze Borejki
                      (pochodzi z Pobiedzisk, Marta Jedwabinska wiadomo, nieksztalcona, przy kolei
                      itd) To ojciec Geniusi sie wyrwal wbrew wzorcom, jesli juz :)

                      A ojciec-rybak Kowalik czyta tez Kubusia Fataliste..
                      • nessie-jp Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 19:12
                        To starsze Borejki rzeczywiście z nieinteligenckich rodzin? Tzn. że Mila, to
                        wiemy, aleć to przecież genetyczna inteligentka, choć wychowywana przez Gizelę z
                        plebsu :) Ale Ignacy? Nie pamiętam Kalamburki, czytałam raz i jakoś nie miałam
                        ochoty wracać, ale ta Straszna Mamusia Borejko chyba jednak nie była pochodzenia
                        chłoporobotniczego?

                        A co do Jedwabińskiego, to ponownie wracamy do babci J., która jest szlachetnym
                        dzikusem, w przeciwieństwie do Kopców, Lisieckich czy Majchrzaków, którzy są
                        dzikusami nieszlachetnymi.
              • memphis90 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.07.09, 22:25
                > O, właśnie, ja bym chciała poczytać o jakimś dziecku Kopców, które wbrew
                > filistyńskiej rodzinie okazuje się wrażliwe poetycko i muzycznie, ogólnie
                > wyrasta ponad poziom i odstaje od reszty.
                Niemożliwe- dzieciaki Kopiec nie znały przeciez łaciny, więc nie mogly być nikim
                szczególnym w świecie Musierowicz...
      • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 14:20
        marajka napisała:


        > Kto był ojcem małej Asi, skoro pan Kałużny na wojnie?

        no między wierszami można się było doczytać, że właśnie fakt iż ojcem małej Asi
        nie był pan Kałużny, dziecko zostało oddane na wieś (bodajże). Możemy tylko
        zastanawiać się czy pani Kałużna miała romans z Niemcem albo volksdojczem w
        zamian za dodatkowe kartki na cukier i marmoladę z burków, czy też pocieszał ją
        np. sąsiad:)
        • jamniczysko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 15:52
          Ja jakoś, ilekroć czytam wątek małej Asi, myślę, że jej mama została
          zgwałcona...
        • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 19:26
          Doczytałam, doczytałam i się zawsze zastanawiam, kto to był? Gwałt,
          czy mama Asi po prostu nie wytrzymała bez chłopa? I co się z Asią
          stało?
          • inkarri Re: Największe tajemnice Jeżycjady 07.09.08, 22:00
            Asia zamieszkała na ul. Fredry i u niej w mieszkaniu zatrzymała się
            Monika (zanim kupiła mieszkanie w nowoczesnej kamienicy na Jeżycach).
        • ready4freddy Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU OT 08.09.08, 15:07
          biljana napisała:


          > dodatkowe kartki na cukier i marmoladę z burków


          wiem, ze to literowka :) ale przypomnialo mi sie od razu "mieso trzeciej
          kategorii", "pieczen po turecku" i (z powtorki z rozrywki ani chybi) "suflet z
          setera i Azor saute'" :) nieszczesne burki, przerobione na marrrmelade :O
          • biljana Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 09.09.08, 13:43
            ready4freddy napisał:


            > wiem, ze to literowka :) ale przypomnialo mi sie od razu "mieso trzeciej
            > kategorii", "pieczen po turecku" i (z powtorki z rozrywki ani chybi) "suflet z
            > setera i Azor saute'" :) nieszczesne burki, przerobione na marrrmelade :O


            hihihi uruchomiła mi się lawina dalszych głupich skojarzeń;) ale nie będę ich
            wyliczać, bo się zrobi forum horrorum:)
            • idomeneo Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 09.09.08, 16:53
              biljana napisała:

              > nie będę ich
              > wyliczać, bo się zrobi forum horrorum:)

              a ja nie wytrzymałam - "Flaki hetmańskie" i "Flaki babuni" to moi faworyci od lat...
              • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 09.09.08, 18:38
                I jeszcze "czerwona musztarda" ,ze tak zofftopicuje offtopic
                woda85.wrzuta.pl/audio/xh5Gdn3rT2/kabanos_-_czerwona_musztarda
                Ale wpisuje się w opary absurdu. I "pierożki hińskie" bym dodała.
                Mnogość mego talenta mnie poraża.
              • ginny22 Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 11.09.08, 10:25
                > a ja nie wytrzymałam - "Flaki hetmańskie" i "Flaki babuni" to moi
                faworyci od lat...

                Na jakimś wyjeździe dysponowalismy słoiczkami z potrawą pod
                tytułem "Pasztet babuni", przez nas konsekwentnie przerabiany
                na "Pasztet z babuni". Nie wiedziałam, że z nieszczęśniczki są też
                flaki... ;)
                • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 11.09.08, 13:26
                  W restauracji w Malborku niegdys podawano "kołduny w sosie księcia
                  Witolda".
                  A ze współczesnych - kocham "szynkę z Łysych" :-)
                  • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 11.09.08, 22:42
                    Całkiem nie na temat, ale mi się skojarzyło.
                    Za moich studenckich czasów jednym z podstaw wyżywienia w akademikach była Szara Śmierć. Dla niezorientowanych - pasztet mazowiecki w słoiku.
                    Z kolei ja, gdy mam kontakt z niezupełnie ciekawą wędliną typu parówki, co się rozlatają, nie omieszkam wygłosić grobowo ich składu: "łój, bebechy i szczurze ogony".
                    • amelia007 Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 12.09.08, 17:57
                      A zemsta Szczecina, czyli Paprykarz?...
                      • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 12.09.08, 22:02
                        Był, a jakże. Jednakże Białe Szaleństwo (ser twarogowy) miało większe powodzenie. Ktoś pamięta jeszcze jakieś nazwy tego typu?
                        • weronika753 Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 13.09.08, 16:39
                          Pamiętne ze stołówki akademickiej:
                          - Szynka z Murzynka, czyli salceson (czarny)
                          - Podlasia Czar (pasztet podlaski)
                          - Szczur Duszony - gulasz z minimalną zawartością mięsa
                          - Zemsta Gruzina - herbata gruzińska - wówczas śmieci z taśmy
                          produkcyjnej
                          - Szaleństwo Księgowej vel Przegląd Tygodnia - wszelkie resztki,
                          zapieczone na beton, podawane jako rizotto, gulasz albo bigos.
                          • twoj_aniol_stroz Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 30.09.09, 12:19
                            Przegląd tygodnia to także kotlet mielony :)
                • mampy-tanie Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 11.07.09, 12:17
                  > na "Pasztet z babuni". Nie wiedziałam, że z nieszczęśniczki są też
                  > flaki... ;)

                  A sądzisz, że babcie nie mają flaków? ;-)
                  • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 11.07.09, 16:42
                    mampy-tanie napisała:
                    > > na "Pasztet z babuni". Nie wiedziałam, że z nieszczęśniczki są też> >
                    flaki... ;)
                    > A sądzisz, że babcie nie mają flaków? ;-)

                    Tu w Tunczykowie sprzedaja Smalec Babuni, zawsze z tego chichocze i sie czesze,
                    zwlaszcza ze smalec to po dunsku zwyczajnie tluszcz przyprawiony (fedt med
                    krydderi).
                    Wiec doslownie to Tluszcz Babci (z cebulka)
                    :D
              • decylia Re: Największe tajemnice Jeżycjady OPAR ABSURDU O 24.11.08, 17:28
                idomeneo napisała:

                > biljana napisała:
                >
                > > nie będę ich
                > > wyliczać, bo się zrobi forum horrorum:)
                >
                > a ja nie wytrzymałam - "Flaki hetmańskie" i "Flaki babuni" to moi faworyci od l
                > at...

                Szynka babuni?
      • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 22:36
        > Kto był ojcem małej Asi, skoro pan Kałużny na wojnie?
        No to jest akurat wyjaśnione. Asia jest owocem "skoku w bok" pani Kałużnej, stąd
        jej rozterki czy wracać do męża (o którym być może myślała, że nie żyje)
        (Prawie jak w Liliach Mickiewicza, co?)
        • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 09:59
          Ale mi chodzi o to, z kim ten skok w bok.
      • baba67 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.07.09, 12:55
        Akurat o ojcu malej Asi jest polslowkami, ale jest. Ze Kaluzna byla poklocona z
        matka, e Asie wychowywaly siostry.Ze o Kaluznym bardzo dlugo nie bylo nic
        wiadomo. Mloda kobieta z malym dzieckiem ktorem maz zaginal bez wiesci majac
        bardzo ciezko zwiazala sie z kims i stad Asia. Ojciec Asi mogl tez zginac
        zreszta. Takie wojenne losy.
        mnie akurat taki sposob opisania-nieopisania sytuacji bardzo sie podobal.
    • paszczakowna1 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 00:49
      Mnie nieodmiennie intryguje tożsamość wspólnika Wolfiego. Tak zachęcająco został
      nadmieniony, już myślałam, że wreszcie będzie coś ciekawego (może ktoś z
      przeszłości się objawił? jakiś wykolejony artysta przeklęty?), a tu kicha.
    • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.08, 22:41
      Co się dzieje z Romką?
      • kalkulacja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 10.09.08, 11:58
        Witam po wakacyjnej przerwie!

        Dlaczego nikt nie chodzi na cmetarze, nie wspomina tragicznie
        zmarłych rodziców (Mila) i żon?

        Dlaczego Mila i Ignac nie opowiadają córkom/wnukom o swoim wojennym
        dzieciństwie?

        Dlaczego nikt nie ma namiętnego romansu pozamałżeńskiego albo
        chociaż o nim nie fantazjuje?
        • verdana Re: Największe tajemnice Jeżycjady 10.09.08, 12:50
          Odpowiedzna ostatnie pytanie znam. Bo to powiesci dla młodszych
          nastolatek, ktore tak jak Pyza w ogole nie powinny wiedzieć, ze 'z
          tego sie ma dzieci". A rozwód jest zawsze złem, co mozna wnioskowac
          z przypadku Eugeniusza,.
          • pola_lawendowe Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 09:48
            Wieka tajemnica świąteczna:

            Dlaczego kaseta z operą "Czarodziejski flet", wręczona profesorowi
            Dmuchawcowi w pamiętną Wigilię, była ustawiona pośrodku arii z
            dzwoneczkami?

            Wielka tajemnica przestrzenna czyli zapoznany cud lokalowy czyli
            hipotetyczna krzywda sąsiadów:

            skąd państwo Pałysowie wytrzasnęli dodatkowe piwniczne
            pomieszczenia, skoro w OwR wyraźnie stoi, że Ogorzałcza kawalerka
            wciśnięta była między zakład produkcji kołder, a mieszkanie państwa
            Lewandowskich?

            ( Drodzy Państwo, wasze ( bo jako wierna, acz milkliwa czytelniczka
            nie mogę napisać nasze, byłoby to bezprawnym zawłaszczeniem;) forum
            jest źródłem moich nieustających zachwytów, a wasze niezwykłe
            dyskusje, które przechodzą często w niewymuszone popisy erudycji, są
            moim lekiem na wszystkie małe strachy świata:)i na większe też!):)
            Miłego dnia:)


            • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 19:10
              Kobieto o pięknym nicku, o ile moge wypowiadac się w imieniu ogółu, smiało pisz
              "nasze"!!!!
              Zachwyciła mnie pierwsza wymieniona przez ciebie tajemnica :-)...
              • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 20:42
                O tak. Nigdy w żywocie nie zauważyłabym tego faktu ,ze aria zaczyna się od połowy.
                • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 20:46
                  Jakbys lubila dana opere i znala ja wrecz na pamiec, zauwazylabys. A Dmuchawiec
                  pewnie sluchal tego nie raz. Gdyby mi puszczono ukochana Arie Krolowej Nocy z
                  tegoz zreszta Czarodziejskiego Fletu, na pewno bym zauwazyla. Tym bardziej ze
                  arie przeciez maja tekst;-)
                  • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 22:47
                    Ja zauważyłam przy lekturze, ponieważ kupowałam wtedy sporo kaset. Kasety były zafoliowane przecież, nie wypada zdejmować tej folii przed obdarowanym. No i oczywiście przewinięte :)
                    Zresztą już gdzieś w spomniałam: jak to możliwe, że kasety zawierające wszystkie koncerty fortepianowe Mozarta i zdaje się, część oper zmieściły się w małej paczuszce.
                    • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 22:48
                      No racja, rozpakowali prezent. A i teraz dziela Mozarta na CD stanowia spora
                      paczke:-)
                    • pola_lawendowe Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 16:29
                      Masz rację, ananke:))

                      Sprawa robi się jeszcze bardziej tajemnicza, bo " kiedy Tomek
                      rozdał już, zdawałoby się wszystko, nachylił się raz jeszcze i z
                      samego dna worka wydobył duże kartonowe pudło owinięte w złoty
                      papier". Po Twoim poście zelektryzowała mnie kolejna myśl. Skoro
                      radiomagnetofon SONY został wyjęty Z SAMEGO DNA WORKA, gdzie w tym
                      czasie była "mała paczuszka", która ( macie absolutną rację)
                      zawierając XXVII fortepianowych koncertów i przynajmniej jedną
                      operą, małą być nie mogła?:)

                      Niby prezenty już całkiem rozdane, a w worze został radiomagnetofon
                      i mocarcia paczuszka, prawdaż, czyli -

                      - wielka tajemnica Tomka Kowalika:

                      czy worek Tomasza w rzeczywistości był kuferkiem Mary Poppins?:)

                      (zresztą wcześniej, z tego samego worka wyciągany był "komputer w
                      kilku pudłach" dla zbójeckiej parki, Tamarki i Waldemara:)
                      • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 21:59
                        > (zresztą wcześniej, z tego samego worka wyciągany był "komputer w
                        > kilku pudłach" dla zbójeckiej parki, Tamarki i Waldemara:)

                        wyleciało mi to z głowy, a to był jeden z tych momentów, kiedy oko wychodzi z głowy. Jak on to zmieścił do wora i jak udźwignął? Niedawno zmieniałam dupiate 17" na plaskate 19". Ledwo tę 17 przeniosłam mały kawałek. Dobra, w '91 raczej 15" były, ale i tak to przecież swoje waży i mam wrażenie, że razem z komputerem właściwym oraz dodatkowymi klamotami to nie jest ciężar na jeden worek i dla jednego człowieka.
                        Zwłaszcza, że jak niby miał to przenieść? Zarzucić sobie na plecy? (oczyma duszy mojej widzę kant pudła wbijający się prosto w nerkę z całą siłą bezwładności monitora...) Ktoś mu na plecy zarzucał i Gwiazdorek potem z hukiem na podłodze stawiał? Czy któraś z Was dałaby komuś zarzucać na plecy swój sprzęcik?! ;)
                        • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 22:07
                          He he. Ale moze on im sam komputer przyniosl, a monitor mieli/mieli dostac
                          pozniej?;-P. Wtedy popularne byly komputery typu desktop, nie wieza, ale i tak
                          przeciez to bylo duze ustrojstwo, wiec tak powaznie mowiac tez nie rozumiem:-)
                          • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 23:13
                            A to nie było tak, że Tomcio-Mikołaj dostawał prezenty w momencie przekroczenia
                            progu domu?
                            Bo normalnie "Mikołaje" tak mają. Wchodzi, odwraca uwagę dziecięcia, a w tym
                            czasie rodzice cichaczem wpychają jemu albo Aniołkowi paczki. Więc w sumie tak
                            dużo nosić by nie musiał. Zależy jakie gabaryty miał wór. Komp mógł też juz stać
                            w pokoju ukryty w okolicach choinki i czymś zamaskowany a Mikołaj dokonywałby
                            tylko uroczystego "odsłonięcia"
                            • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 23:53
                              Ja nie twierdzę, że on to daleko nosił, tylko że weź człowieku zarzuć sobie na plecy kompa z monitorem i dodatkowymi pierdółkami... szczególnie, że pudło na monitor jest znacząco większe niż zawartość i nie dość, że to swoje waży, to jeszcze trzeba się z tym dość ostrożnie obchodzić. Ja słaba kobieta jestem i swój stary monitor ledwo przetaszczyłam kawałeczek przez pokój.
                              Wyobrażacie sobie, jakie byłyby jajca, gdyby mu to SPADŁO?!

                              - Dzieci w zasadzie jest dwoje, Waldemarek i Tamarka - ze słuszną
                              dumą rzekł szczęśliwy papa. - A prezent w zasadzie jest jeden:
                              komputer IBM. Weź pan to do worka, tylko ostrożnie. To jest kilka
                              kartonów.
                              - Wiem - mruknął Tomcio, rozwlekając otwór worka jutowego. - Elka,
                              suń przodem i zagajaj. Odpytaj ewentualnie z paciorka.
                              Elka poszła przodem.
                              (...)
                              Wszedł Tomcio wczuwając się w rolę. Powłóczył lekko nogami, garbił
                              się i uginał pod ciężarem worka.
                              • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:17
                                ananke666 napisała:
                                > - Dzieci w zasadzie jest dwoje, Waldemarek i Tamarka - ze słuszną
                                > dumą rzekł szczęśliwy papa. - A prezent w zasadzie jest jeden:
                                > komputer IBM. Weź pan to do worka, tylko ostrożnie. To jest kilka
                                > kartonów.
                                > - Wiem - mruknął Tomcio, rozwlekając otwór worka jutowego. - Elka,
                                > suń przodem i zagajaj. Odpytaj ewentualnie z paciorka.
                                > Elka poszła przodem.
                                > (...)
                                > Wszedł Tomcio wczuwając się w rolę. Powłóczył lekko nogami, garbił
                                > się i uginał pod ciężarem worka.
                                >
                                No tak, to musiał być megawór :) Tomcio nie musiał wczuwać się w rolę -
                                garbienie i uginanie miał jak w banku.
                                Ciekawam jak on szeroki w barach był, żeby mu się ten największy karton nie
                                ześlizgnął.
                              • ssssen Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.06.09, 12:21
                                > komputer IBM.

                                A zatem cofam wszystko, co pisałem o Amidze.

                                Swoją droga dzieci na pewno się ucieszyły tymi grami w CGA i muzyczką z
                                brzęczącego głośniczka ;)
                              • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 17:09
                                Komputer plus monitor ważą najwyżej 20 kg. Nie trzeba być Popeyem, żeby sobie
                                poradzić. Jeśli masz problem z podniesieniem monitora, to ciekawa jestem, jak
                                będziesz sobie radziła z kilkuletnim dzieckiem...
                                • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 17:14
                                  majself napisała:
                                  > Komputer plus monitor ważą najwyżej 20 kg. Nie trzeba być Popeyem, żeby sobie>
                                  poradzić. Jeśli masz problem z podniesieniem monitora, to ciekawa jestem, jak>
                                  będziesz sobie radziła z kilkuletnim dzieckiem...

                                  Ile komputerow taskasz na wlasnych plecach w worku na codzien? I ile ma lat ten
                                  komputer? I czy dla porownania nosisz tez dzieci w worku na plecach? :)

                                  "Zawsze wolalam nosic kilo pierza niz kilo zelaza" chociaz to niby to samo :)
                                  • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 12:12
                                    Ejże, pisałaś, że masz problem z PODNIESIENIEM, nie z NOSZENIEM NA CO DZIEŃ.
                                    Naprawdę nie jest problemem wsadzenie komputera do worka i przeniesienie go z
                                    przedpokoju do dużego pokoju, zwłaszcza dla mężczyzny.

                                    Nie noszę dzieci w worku na plecach, ale wielokrotnie nosiłam moje rodzeństwo w
                                    ten sposób. Podczas zabawy. Siostra jest ode mnie młodsza o 7 lat, Braciszek o
                                    11 i zanim każde z nich skończyło 5 lat, nie miałam problemu z podniesieniem ich.
                                    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 14:09
                                      majself napisała:
                                      > Naprawdę nie jest problemem wsadzenie komputera do worka i
                                      przeniesienie go z
                                      > przedpokoju do dużego pokoju, zwłaszcza dla mężczyzny.

                                      Pora zatem na doswiadczenie empiryczne - znajdz komputer z ekranem z
                                      roku 1990, wloz do worka, ponos bez problemu i opisz nam wrazenia :)

                                      > Nie noszę dzieci w worku na plecach, ale wielokrotnie nosiłam moje
                                      rodzeństwo w> ten sposób.

                                      Dzieci to co inszego, miekkie, chwytne i galaretowate w
                                      konsystencji :) Nie skoncentrowane ustrojstwo z twardego metalu ani
                                      ekran katodowy ze szkla, olowiu i kamieni cyklopowych ;)
                                      Ile razy nosilas komputery albo telewizory na plecach? :)
                                    • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 15:39
                                      > Naprawdę nie jest problemem wsadzenie komputera do worka i przeniesienie go z
                                      > przedpokoju do dużego pokoju, zwłaszcza dla mężczyzny.

                                      A ja uważam że jakiś jest. Monitor w kartonie jest duży, bo jak wiadomo, karton
                                      od monitora czy telewizora jest znacząco większy niż jego zawartość. Mowa
                                      oczywiście o monitorze starego typu. To samo dotyczy obudowy komputera i
                                      dodatkowych klamotów, bo jak wiemy, kartonów było kilka. Swoje w życiu
                                      przeniosłam na tak zwanego Mikołaja i obserwacje są następujące: im bardziej
                                      kanciasta i sztywna zawartość wora, tym gorszy wór do niesienia, bo nie dość, że
                                      ciężki, to się zawsze cholerstwo gdzieś wbija. A duże i ciężkie pudło na plecach
                                      to w ogóle paskudztwo. Pomijam, że ja nie pozwoliłabym w ogóle komukolwiek nosić
                                      komputera na plecach.

                                      > Ejże, pisałaś, że masz problem z PODNIESIENIEM, nie z NOSZENIEM NA CO DZIEŃ.

                                      Co to ma do rzeczy, przepraszam? Czynność chwytania przedmiotu i podniesienia
                                      nie ulega chyba zasadniczej zmianie ze względu na częstotliwość wykonywania?
                                      Stał na stole, blisko przy ścianie, ze względu n a oddalenie ode mnie musiałam
                                      go podnieść na wyciągniętych rękach i kawałek przenieść. Moim zdaniem było to
                                      wyjątkowo parszywe siedemnaście kilo, z którym należało w dodatku ostrożnie się
                                      obchodzić. Tyleż waży moje dziecko i odczuwalny ciężar jest nierównie mniejszy.
                                      Zresztą nie chce mi się dłużej udowadniać, że nie jestem wielbłądem...
                                • ding_yun Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 17:44
                                  majself napisała:

                                  > Komputer plus monitor ważą najwyżej 20 kg. Nie trzeba być Popeyem, żeby sobie
                                  > poradzić. Jeśli masz problem z podniesieniem monitora, to ciekawa jestem, jak
                                  > będziesz sobie radziła z kilkuletnim dzieckiem...

                                  Eee? A po co mam nosić kilkuletnie dziecko? O ile nie jest obłożnie chore lub
                                  sparaliżowane to samo sobie chyba już z chodzeniem poradzi.
                                  • truscaveczka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 09.09.09, 09:21
                                    Dziecko trzeba czasem posadzić na czymś wysokim, znieść z wyjątkowo wrednej
                                    skarpy (a potem wrócić po mamusię i ją też znieść :P), przenieść śpiące z
                                    samochodu do mieszkania o godzinie dwudziestej siódmej dziewięćdziesiąt pięć...
                                    Generalnie też jestem zwolenniczka poglądu, ze dziecku nogi wyrosły do
                                    chodzenia, ale są sytuacje kiedy trzeba.
                                    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 14:04
                                      truscaveczka napisała:
                                      > Generalnie też jestem zwolenniczka poglądu, ze dziecku nogi
                                      wyrosły do> chodzenia, ale są sytuacje kiedy trzeba.

                                      Spoko, ale dzieci to nie stare komputery wbijajace sie rogami swego
                                      skoncentrowanego zelastwa, czy wysmykujace sie z omdlewajacych rak,
                                      nieprawdaz :)
                                      Jak pisalam wczesniej cytat to powtorze uparcie - *zawsze wolalam
                                      nosic kilo pierza niz kilo zelaza* :) chociaz to teoretycznie to
                                      samo ;)
                                  • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 12:14
                                    ding_yun napisała:
                                    >
                                    > Eee? A po co mam nosić kilkuletnie dziecko? O ile nie jest obłożnie chore lub
                                    > sparaliżowane to samo sobie chyba już z chodzeniem poradzi.

                                    Bywają wypadki, w których bierze się kilkuletnie dzieci na ręce. I nie trzeba
                                    być do tego Agatą Wróbel.
                                • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 17:57
                                  Dziwnym trafem swobodnie radzę sobie z kilkuletnim dzieckiem. Swoim. Może
                                  dlatego, że nie jest twarde, kanciaste i nie pakuję go przy noszeniu w karton.
                                • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 19:19
                                  No nie wiem, monitory LCD sa lekkie, ale tych starszych CRT
                                  zdecydowanie nie nazwalabym lekkimi.

                                  No i nie kazdy moze nosic dzieci, nawet takie, ktore wydaja sie
                                  lekkie.
                                  • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 20:26
                                    Z ciekawości znalazłam, mój stary, dupiaty monitor ważył 17 kg. Beznadziejnie
                                    nieporęczny, a dużo zależy od poręczności ciężaru. Dziecko o podobnej wadze nosi
                                    się bezproblemowo. Mój stepper, 11 kg, swobodnie daje się nosić jedną ręką, ale
                                    ma rączkę do tego przeznaczoną. Za to dwudziestokilowy pies otumaniony narkozą
                                    stanowi ciężar upiorny, wylewający się w każdą stronę i bardzo męczący.
                                    Cóż, monitor nie jest mięciutki, nie obejmuje rączkami za szyję...
                                    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 14:19
                                      ananke666 napisała:
                                      > Z ciekawości znalazłam, mój stary, dupiaty monitor ważył 17 kg.
                                      Beznadziejnie> nieporęczny, a dużo zależy od poręczności ciężaru.
                                      Mój stepper, 11 kg, swobodnie daje się nosić jedną ręką, ale
                                      > ma rączkę do tego przeznaczoną

                                      O borze szumiacy, przypomnialas mi jak kiedys targalam potworny,
                                      nieco starszej daty ekran 19-calowy, nie wiem ile wazyl dokladnie,
                                      ale w odczuciu to byl glaz cyklopowy wlasnie, pewnie 10 kilo
                                      conajmniej (coz to jest dla matki dzieciom ;), ale tak wielki i
                                      nieporeczny, ze odczulam to jako 49 kilo+. Nioslam tylko z domu do
                                      przystanku i z przystanku do domu, a niemalze wylam z bezsilnosci.
                                      Za to komputer stacjonarny przenosze do dzis elegancko, bo wlasnie
                                      tyz ma cudowna, potezna raczke z wierzchu.
                                      Wniosek: ciezkie graty maja miec nalezyta ronczke i nie wskakiwac we
                                      worze na plecy :)
                          • ssssen Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.06.09, 12:01
                            Podkurzam trochę. W 1991 roku to zapewne nie był pecet, tylko coś w stylu Amigi
                            500, którą można było podłączyć do zwykłego telewizora. Monitor w tamtych
                            czasach to była wyjątkowa ekstrawagancja.

                            Problemem jest to, że cała Amiga z wszelkimi ustrojstwami to mieściła się w
                            jednym pudle.
                        • mdro Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.09, 20:18
                          Komputer IBM PC/AT (taki właśnie z początku lat 90.) miał niedużą
                          obudowę typu desktop i monitor najwyżej 15". Te "dodatkowe klamoty"
                          to mogła być klawiatura i ew. mysz. Nawet umieszczone w pudłach
                          spokojnie by się do worka zmieściły i normalnej postury facet (a
                          nawet i baba) by się pod nimi nie zarwał.
            • slotna Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 00:39
              Ja tez zauwazylam z ta kaseta! ta-dam! Tylko zapomnialam:) Takie typowe do "Wpadki".

              --
              Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
            • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 00:03
              pola_lawendowe napisała:

              > Wieka tajemnica świąteczna:
              >
              > Dlaczego kaseta z operą "Czarodziejski flet", wręczona
              profesorowi
              > Dmuchawcowi w pamiętną Wigilię, była ustawiona pośrodku arii z
              > dzwoneczkami?

              Ja to zrozumiałam w ten sposób, że pewnie była to ulubiona aria
              Profesora i dlatego Kreska chciała, żeby jej posłuchali jako
              pierwszej. Może miał jakieś szczególnie ulubione miejsce w tej
              arii...
              • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 12:08
                agnieszka_azj napisała:

                > Ja to zrozumiałam w ten sposób, że pewnie była to ulubiona aria
                > Profesora i dlatego Kreska chciała, żeby jej posłuchali jako
                > pierwszej. Może miał jakieś szczególnie ulubione miejsce w tej
                > arii...
                Ja to zrozumiałam tak samo, ale... posrodku arii? Arie mają swoją dynamikę,
                sama mam takie, których jakiś konkretny moment najbardziej lubię, ale ten moment
                jest najbardziej przejmujący wtedy, gdy się całej arii słucha, a napięcie rosnie
                i rośnie... Może Dmuchawiec miał inaczej, ale dla mnie to troche dziwne jest...
              • mampy-tanie Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.07.09, 12:24
                No to jest bardzo logiczne moim zdaniem ;-))
            • senseeko Aria z dzwoneczkami - pytanie 20.11.08, 13:37
              pola_lawendowe napisała:

              > Wieka tajemnica świąteczna:
              >
              > Dlaczego kaseta z operą "Czarodziejski flet", wręczona profesorowi
              > Dmuchawcowi w pamiętną Wigilię, była ustawiona pośrodku arii z
              > dzwoneczkami?
              >
              Czy ktos zna linka do dobrego wykonania wspomnianej arii z dzwoneczkami?
              Albo hasło pod którym można ją sobie wyszukać.
              Bo wyskakuje mi tylko aria z dzwoneczkami z Lakme.
              Jest wprawdzie na youtube całość "Czarodziejskiego Fletu" ale ta aria (o ile to ta) jest jakaś... dziwna. W każdym razie mało porywająca a Papageno trzyma w ręku dzwoneczki, które wręcz zagłuszają melodię i powodują dysonans moim zdaniem zupełnie niemozartowski.
              Dlatego chciałabym sobie tego posłuchać w formie "wypreparowanej".
              • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 20.11.08, 14:02
                To moim zdaniem jest dobre:
                pl.youtube.com/watch?v=ElZcW4olcyA
                A to wersja z mojej ulubionej inscenizacji Royal Opera House z 2003 roku:
                pl.youtube.com/watch?v=TD5J9Alt188
                A ze aria z dzwoneczkami nie jest tytulem utpwru, trudno sie dziwic sie znajduje
                sie aria z Lakme, ktora nosi taki tytul:-)
                • senseeko Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 20.11.08, 14:23
                  dakota77 napisała:

                  > To moim zdaniem jest dobre:
                  > pl.youtube.com/watch?v=ElZcW4olcyA
                  > A to wersja z mojej ulubionej inscenizacji Royal Opera House z 2003 roku:
                  > pl.youtube.com/watch?v=TD5J9Alt188

                  O! Dzięki wielkie!
                  Ładne, ale spodziewałam się czegoś... czegoś więcej.:) Jednak wolę arię Królowej Nocy.
                  • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 20.11.08, 14:42
                    Ja tez uwielbiam arie Krolowej Nocy, slucham jej maniacko i wciaz poszukuje ulubionego wykonania. Wciaz trwaja burzliwe dyskusje, kto zaspiewal te arie najlepiej, czy Luciana Serra, czy Edda Moser, czy moze Edita Gruberova... Wszystkie te panie sa swietne, ale moja ulubienica zostala Diana Damrau I spiewa w inscenizacji z drugiego mojego linku, tego z 2003 roku). Jest rewelacyjna aktorsko, oprcz tego, z ema swietny glos. Jej Krolowa jest naprawde przerazajaca:-)
                    • senseeko Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 22.11.08, 20:18
                      A ja się tak zastanawiam, czy wspomniana w Jeżycjadzie aria z dzwoneczkami to nie jest czasem to:
                      www.youtube.com/watch?v=J5uVQhkzmHA ?

                      Bo w sumie w moim pierwszym poście na ten temat pytałam o sensowne wykonanie tego (podlinkowanego wyżej)kawałka, biorąc go (być moze neisłusznie) za wspomnianą u MM Arię z dzwoneczkami.
                      Teraz akurat znalazłam dość sensowne wykonanie, tylko niestety bohaterowie sa nieco "plaskaci i krępawi" ;) ale to nie ich wina.
                      Jak myślicie, na jakiej arii z dzwoneczkami "ustawiła się" kaseta w prezencie dla Dmuchawca?
                      Może ktoś może zacytować rzeczony fragment wigilijnego słuchania Mozarta?
                      • agnieszka_azj Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 22.11.08, 20:30
                        senseeko napisała:

                        > A ja się tak zastanawiam, czy wspomniana w Jeżycjadzie aria z
                        dzwoneczkami to n
                        > ie jest czasem to:
                        > www.youtube.com/watch?v=J5uVQhkzmHA ?

                        Według mojej skromnej wiedzy muzycznej to nie jest aria - bo ta
                        jest ne jeden głos, a tu słychać głosów wiele.

                        pl.wikipedia.org/wiki/Aria
                        • senseeko Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 23.11.08, 22:05
                          agnieszka_azj napisała:

                          >
                          > Według mojej skromnej wiedzy muzycznej to nie jest aria - bo ta
                          > jest ne jeden głos, a tu słychać głosów wiele.
                          >
                          > pl.wikipedia.org/wiki/Aria

                          Ups! Wczoraj potwornie bolała mnie głowa i jak się okazuje nie bez przyczyny, bo był to pierwszy zwiastun czegoś, co rozłożyło mnie na cały dzień, więc wybaczcie za duży skrót myślowy. Zastanawiam się jednak nad podlinkowanym utworem (nie wiem jak to jet napisane u MM) bo on byl również "dzwoneczkowy" i kto wie czy nie bardziej urokliwy niż to, co podlinkowała dakota. A przecież to nie może być fragment nie wpadający w ucho, bo to bylo cos (o ile dobrze pamietam) co oni od razu rozpoznali jako coś ulubionego. Inna rzecz, że to troche dziwne, bo w Zaczarowanym Flecie tyle jest duzo ładniejszych miejsc. Czemu "uwzięli" się akurat na to?
                          Może dlatego, że ładnie brzmi samo okreslenie "aria z dzwoneczkami" A może dlatego, ze to występuje na przełomie dwóch części więc może oni zaczęli słuchać od drugiej kasety? To by tłumaczylo dlaczego jako pierwszy "usłyszał się im" fragment ze srodka?

                          Może ktos ma kasetę z Mozartem i napisze czy tow ogóle było możliwe?

                          A jak juz jestesmy przy Czarodziejskim Flecie, to jak Wam się podoba taka inscenizacja?
                          Bo dla mnie bomba:
                          www.youtube.com/watch?v=HUg1qxr3J9k
                          Zwiastun całości jest tu:
                          www.youtube.com/watch?v=JyZcMI0XEzs
                          Ciekawa jestem czy to można kupić w Polsce
                          • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 23.11.08, 22:11
                            Nie okreslilabym tego inscenizacja, co najwyzej ekranizacja:-). To film Kennetha
                            Branagha z angielskim librettem Stephena Fry'a. m niedawno, jest cudowny:).
                            Balam sie tego troche, bo nie uznaje tlumaczenia oper, Mozart ma byc po
                            niemiecku i juz. Ale Fry zrobil naprawde swietna robote, do tego przeniesienie
                            akcji w czasy dosc symbolicznie zarysowanej I wojny sw. wbrew moim obawom bardzo
                            sie udalo. Oczywiscie zachowana jest forma siengspiel, tak jak u Mozarta sa
                            partie mowione i spiewane, spiewaja zawodowcy.
                            Goraco polecam to cudenko. Czy jest na DVD nie wiem.
                        • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 23.11.08, 22:06
                          No wlasnie, to chyba nie pasuje do definicji. MNie w ogole drazni to uzycie pzez
                          MM okreslenia "aria z dzwoneczkami", skoro mogla podac ytytul utworu, albo
                          opisac go jakos inaczej. Aria z Dzwoneczkami jest w Lakme i juz. Po co okreslac
                          tak arie z Czarodziejskiego Fletu?
                          • idomeneo Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 10:07
                            Dakota ma rację, jeśli cokolwiek z Czarodziejskiego Fletu ma być określane jako
                            aria z dzwoneczkami, to właśnie Ein Mädchen oder Weibchen.
                            • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 10:08
                              Idomeneo, ale zgodzisz sie tez ze mna, ze MM niepotrzebnie w taki sposob opisala
                              utwor, o ktory jej chodzilo? Moim zdaniem to mocno mylace i nigdy nie spotkalam
                              sie z tym, zeby ktos tak okreslal te arie oprocz niej.
                              • idomeneo Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 10:26
                                zgadzam się, jasne - podejrzewam tylko, że ta informacja w książce była rzucona
                                ot, tak sobie, nie jako (zwyczajowy) tytuł arii, tyko jako wzmianka o tym
                                kawałku, co to wiecie, są w nim dzwoneczki.
                                PS. Simon Keenlyside jako Papageno miał mnóstwo wdzięku i cała ta inscenizacja
                                była cudowna; nie wiem, czy tylko mnie się kojarzy z Greenawayem?
                                • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 10:40
                                  Tez mi sie tak wydaje, tylko teraz widac, ze to rzucenie ot tak maci jednak w
                                  glowach:-)

                                  Keenlyside jest rewelacyjny, chcialabym zobaczyc te inscenizacje na zywo, tylko
                                  wielka szkoda, ze cudowna Diana Damrau od roku nie grywa juz Krolowej Nocy.
                                  Postanowila oszczedzac glos:-). Widzialas moze wspomniany w tym watku wczoraj
                                  film Brannagha? Tam tez Papageno jest boski. To w ogole cudowna rola, Schiknader
                                  pisal ja badz co badz dla siebie i dal sobie najlepsze teksty do zaspiewania i
                                  wygloszenia:)
                                  • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 10:43
                                    *Schikander, oczywiscie, literowka.
                                  • idomeneo Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 11:22
                                    o tak, widziałam ten film :)))

                                    Dakoto, nie wiem, czy pamiętasz taką dyskusję o różnych typach męskich w
                                    Jeżycjadzie (i nie tylko) - Papageno jako postać to dla mnie wspaniałe wcielenie
                                    uroczego łobuza, który jednak jak przyjdzie co do czego, potrafi okazać się
                                    całkiem porządny. Coś jak Jack Sparrow albo Baltona ;) U Mozarta jest w ogóle
                                    sporo takich hultajskich akcentów - i mnie "Czarodziejski flet", oprócz tego, że
                                    muzyka jest urzekająca, naprawdę bardzo śmieszy.

                                    Btw, program przyszłorocznego festiwalu jest już na stronie WOK-u - może sobie
                                    zrobimy jakieś wspólne wyjście forumowe?
                                    • dakota77 Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 24.11.08, 11:39
                                      Mam tak samo. Flet mnie rzuca na kolana za kazdym razem, wzrusza, ale tez
                                      naprawde smieszy:-). A Papageno to postac cudenko, o ilez ciekawsza od Tamina:-)

                                      A co do festiwalu, to jest bardzo fajny pomysl. Ja co prawda przyznam, ze
                                      niespecjalnie ufam Polakom jak chodzi o wykonywanie Mozarta, ale moge sprobowac
                                      sie przekonac:). Wielbicielki Wolfganga Amadeusza, laczmy sie:-)))
                                      • glonik Re: Aria z dzwoneczkami - pytanie 25.11.08, 14:48
                                        Li i jedynie "Ave Verum Corpus".

                                        I li i jedynie pod Karajanem, który do Rosjan się nie nadaje - za
                                        sztywno się partytury trzyma - ale Mozarta prowadzi niebywale.
            • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 17:05
              pola_lawendowe napisała:

              > Dlaczego kaseta z operą "Czarodziejski flet", wręczona profesorowi
              > Dmuchawcowi w pamiętną Wigilię, była ustawiona pośrodku arii z
              > dzwoneczkami?

              To akurat żadna tajemnica. Kasety magnetofonowe, w przeciwieństwie do kaset
              video, rzadko były przewinięte przy zakupie. Ja jeszcze pamiętam mozolne
              przewijanie, choć mam dopiero ćwierćwiecze na karku. Licentia poetica pani
              Musierowicz pozwoliła ustawić kasetę i włożyć ją do odtwarzacza tak, żeby
              Dmuchawiec mógł rozkoszować się ulubionym utworem.
              • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 18:03
                Nie wiem, gdzie kupowałaś kasety, ale moje w stanie nowym, prosto ze sklepu,
                były zawsze przewinięte i zafoliowane. A jestem starsza od Ciebie.
                • kkokos Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 18:15
                  ananke666 napisała:

                  > Nie wiem, gdzie kupowałaś kasety, ale moje w stanie nowym, prosto
                  ze sklepu,
                  > były zawsze przewinięte i zafoliowane. A jestem starsza od Ciebie.

                  o nie, folia to jakiś bardzo późny wynalazek. były tez niefoliowane.
                  • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.09.09, 18:26
                    Pytanie, kiedy on był późny ;) w 1991/2 folijki już chyba miały. Takie mam
                    przynajmniej wspomnienia z Garażu Muzycznego. Za to na pewno nigdy nie kupiłam w
                    sklepie kasety nieprzewiniętej.
                • majself Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 12:16
                  Zafoliowane to po 90 roku. Wcześniej folii nie pamiętam, chyba że Babcia
                  przywoziła mi kasetę z Niemiec. Często zdarzały się nieprzewinięte, zarówno te w
                  folii, jak i te bez folii. Niestety nie rozumiem, dlaczego tak się działo, wiem,
                  to moja wina.
                  • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 15:23
                    majself napisała:

                    > Zafoliowane to po 90 roku.

                    Otóż to. Noelka rozgrywa się na przełomie lat 1991-92. W tamtym okresie
                    kupowałam kasety i stąd zdziwienie przy lekturze książki, nabytej tuż po
                    ukazaniu się.

                    > to moja wina.

                    Nie wygłupiaj się.
          • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 23:03
            > Odpowiedzna ostatnie pytanie znam. Bo to powiesci dla młodszych
            > nastolatek, ktore tak jak Pyza w ogole nie powinny wiedzieć, ze 'z
            > tego sie ma dzieci".

            Pyza chyba nie tyle nie wiedziała, ile raczej dała się ponieść chwili. Że nie wiedziała nie uwierzę, musiałaby być ślepa, głucha i głupkowata. Najlepiej wszystko naraz.
        • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 00:17
          kalkulacja napisała:

          > Witam po wakacyjnej przerwie!
          >
          > Dlaczego nikt nie chodzi na cmetarze, nie wspomina tragicznie
          > zmarłych rodziców (Mila) i żon?

          W "Córce Robrojka" Bella wśród rzeczy i spraw pozostawionych w
          Łodzi, a których jej brakuje, wspomina o grobie mamy.
        • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 19:41
          kalkulacja napisała:


          > Dlaczego nikt nie ma namiętnego romansu pozamałżeńskiego albo
          > chociaż o nim nie fantazjuje?

          Eugeniusz J. miał namietny (?) romans pozamałżeński, który notabene doprowadził do rozwodu z Ewą.
    • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 20:47
      KK głosi, że oprócz Szczepańskiej i Gadomskich byli jeszcze i Łuczakowie.
      30 lat na Roosevelta mija, a widział ktoś kiedyś jakiegoś Łuczaka?
      • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 11.09.08, 23:14
        Pewnie starsze pokolenie przerobiono na kielbasy w piwnicy pod Borejkami (to w
        nawiazaniu do flakow babuni itd).

        Wlasnie znalazlam w Panoramie firm:
        "Kęs" Sklep Mięsny Janusz Łuczak
        Zgierz, ul. Powstańców Śląskich 2 e, tel.

        A w Ksiazenicach jest z kolei Łuczak Paweł, Produkcja wędlin.

        Biznes rodzinny, dystrybucja na caly kraj.
        • papieska_kremowka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 02:09
          Łojezu, paszteciki pani Lovett..
          • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 14:23
            Czyżby kolejna zakochana w pewnym golibrodzie?
            • papieska_kremowka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 12.09.08, 15:07
              Nie do końca, Han Solo per siempre ;)
            • szprota Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 19:36
              filifionka-listopadowa napisała:

              > Czyżby kolejna zakochana w pewnym golibrodzie?

              A znajdą się tutaj takie, znajdą ;]
      • buka_1 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 20.11.08, 16:58
        moja babcia była z domu Łuczak, ale mieszkała trochę dalej, na Staszica
    • kadrel Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 22:34
      Dlaczego Aniela na Wigilię nie zaprasza ojca z Łeby?
      Dlaczego NIKT z jeżycjadowych bohaterów nie ma żadnych zwierząt
      (wyjątek stanowi babcia Jedwabińska i spasiony bury kocur Feluś)
      Co się stało z matką Baltony czyli ciocią Wiesią? Bo że ojciec "sie
      rozwiódł" i przepadł- to wiemy. A Pulpa nie ma teściowej przez całą
      Jeżycjadę.
      • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 22:43
        Ojciec Anieli nie żyje w NiN, więc może w Noelce też nie.
        Zwierząt widocznie nie lubią.(A mysza?)
        Ciocia Wiesia albo mieszka dalej w domu Żak-Hajduk-Kołodziej, albo
        poznała meksykańskiego milionera i żyje w Ameryce;) Żadna Borejkówna
        nie ma teściowej. Nawet Ida, choć Marek ma matkę, to jakoś nie można
        powiedzieć, że Ida ma teściową. Gaba też z teściem niewiele ma
        wspólnego. Może chodzi o to, żeby już nie rozpychać fabuły...?
        • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 23:04
          > Ojciec Anieli nie żyje w NiN, więc może w Noelce też nie.

          A gdzie to jest powiedziane, że nie żyje? Bo nic takiego nie pamiętam.

          Swoją drogą, kolejna tajemnica NiN. Upalne, duszne noce niemowlak spędzał "na rzewnym biadoleniu" - czemu nikt nie wpadł na tak prosty sposób, jak mokre ręczniki i wentylator w pokoju? Przecież wiatraczek to nie majątek, a naprawdę pomaga.
          • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 00:00
            ananke666 napisała:

            > > Ojciec Anieli nie żyje w NiN, więc może w Noelce też nie.
            >
            > A gdzie to jest powiedziane, że nie żyje? Bo nic takiego nie
            pamiętam.

            Wprost nie jest napisane, kiedy umarł, ale w "Kalamburce" Mila z
            Ignacym spedzaja wakacje w Łebie w mieszkaniu, które Aniela ma po
            ojcu i jest rok 1998.
          • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 11:28
            Dokładnie nie zacytuję, bo nie mogę znaleźć, ale napewno jest
            napisane, że Kłamczucha odziedziczyła dom. Czyli ojciec nie żyje.

            >Przecież wiatraczek to nie majątek, a naprawdę pomag
            > a.
            Wentylatrorów nie było nawet w hurtowniach i nic nie pomógł wolny
            rynek nai otwarcie na Europę;)
            • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 13:50
              Znalazłam już cichcem zamordowanego Józka Kowalika.
              O braku wiatraków faktycznie, zapomniałam :) ale i tak nie wierzę, że nie było rodziny/znajomych w innych miastach i że w całym kraju nie było :p
        • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 23:14
          A napomknąć o nich nie łaska? Jedno zdanie rzucone w przestrzeń narracji, jedno
          zdanie które buduje nastrój w jeżycjadzie i przywraca zaginionych na łono
          literatury.
          "Strybowie z córkami wrócili od Cyryla i Metodego" ,"Ida odłożyła słuchawkę
          podirytowana rozmową z Moniką", "Idę na kawę z Cesią", "Rozmawiałam z (panią)
          Wiesią i prosiła mnie o pomoc w wyborze prezentu dla Nory na urodziny", "Dawno
          nie widziałam.. kogokolwiek;)".

          Tajemnica:
          Czy Robrojek nie miał rodziny która by mu pomogła np w opiece nad Bellą?
          Czy Juliusz zwany Januszem nie miał rodziny która chciałaby się pojawić w życiu
          Pyziakówien?
          Czy nikt poza Borejkami nie jest rodzinny?
          • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 13.09.08, 23:56
            filifionka-listopadowa napisała:

            > Tajemnica:
            > Czy Robrojek nie miał rodziny która by mu pomogła np w opiece nad
            Bellą?

            Miał. Siostrę w Łodzi i teściową na wsi, u której Bella spędzała
            wakacje przed przyjazdem do Poznania.

            > Czy Juliusz zwany Januszem nie miał rodziny która chciałaby się
            pojawić w życiu
            > Pyziakówien?

            Miał siostę Almę, która zdecydowanie nie chciała pojawić się w
            życiu Pyziakówien, bo nie akceptowała jego małżeństwa z Gabrielą.
            Rodzice nie żyli. Dalsza rodzina widocznie nie miała ochoty.
            • sowca Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 00:49
              Co się dzieje z moim ulubionym bohaterem, Głupiś Kuropka?
              Gdzie studiował Marek?
              • kadrel Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 01:19
                Pani MM po przeczytaniu tego wątku powinna wyrwać sobie włosy z
                głowy :]]]
                • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 09:49
                  dla mnie to tajemnica,choc moze wytlumaczenie jest proste-czy w latach 70-ych
                  nastolatka tuz po szkole podstawowej mogla po prostu isc do pracy?dziwi mnie
                  Kasia Kurkowna-czemu nie uczy sie dalej,skoro nawet jej starsza siostra i jej
                  maz nie maja czasu dla dziecka bo zapisali sie na jakies studia czy kursy
                  no i skad Aniela, mieszkajac w malej Lebie ,znala tyle adaptacji
                  Hamleta-scenicznych,filmowych i telewizyjnych-czyzby jezdzila na przedstawienia
                  do Warszawy czy moze wszystko bylo wtedy w telewizji?
                  bo juz nie wspomne o jej ksiazkach-pamietam ze moi rodzice zdobywali ksiazki
                  dzieki znajomej pracujacej w ksiegarni, a mieszkam w wiekszym miescie niz
                  Leba,gdzie ona kupowala te wszystkie Szekspiry i Ibseny, antologie dramatu
                  amerykanskiego itd -sama jezdzila do Gdanska i stala w kolejkach
                  a moze wszystko jest ok-ja pamietam raczej lata 80-te a 10 lat wczesniej ksiazki
                  byly normalnie dostepne nawet w malych miejscowosciach?
                  • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 09:53
                    "pan jest moim stryjkem wujku!"-jak to powiedziala Aniela do Mamerta-wniosek
                    stad,ze Mamert byl bratem ojca Anieli-dlaczego wiec nie wiedzial,ze Aniela
                    istnieje na tym swiecie, no i skad w takim razie ojciec Anieli znalazl sie w
                    Lebie i zostal rybakiem dalekomorskim, skoro najwyrazniej pochodzil z
                    Poznania-Tosia,z pochodzenia torunianka, tak mocno wrosla w miasto swego meza ze
                    nie wyobrazala sobie niedzieli bez wlasnorecznie upieczonego ciasta
                    • kadrel Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 10:09
                      Może jakimś ciotecznym albo stryjecznym . Bratem znaczy się.
                    • marajka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 11:32
                      To był kuzyn ojca.
                      Może wiedział, że Aniela istnieje, ale jej nie widział. A juz na
                      pewno się jej nie spodziewał. Jeśli kuzynów było dużo, to może po
                      prostu nie mógł skojarzyć Józka Kowalika, z którym ostatnio widział
                      się na weselu, daeno, dawno temu.
                    • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:39
                      lutecja4 napisała:

                      > "pan jest moim stryjkem wujku!"-jak to powiedziala Aniela do Mamerta-wniosek
                      > stad,ze Mamert byl bratem ojca Anieli-dlaczego wiec nie wiedzial,ze Aniela
                      > istnieje na tym swiecie, no i skad w takim razie ojciec Anieli znalazl sie w
                      > Lebie i zostal rybakiem dalekomorskim, skoro najwyrazniej pochodzil z
                      > Poznania-Tosia,z pochodzenia torunianka, tak mocno wrosla w miasto swego meza z
                      > e
                      > nie wyobrazala sobie niedzieli bez wlasnorecznie upieczonego ciasta

                      Mogło być na odwrót. To Mamert pochodzący z małej miejscowości na północy
                      pojechał do Poznania na medycynę i już tu został i wrósł.
                      Mam takie przypadki w rodzinie i sama jestem takim przypadkiem - mój mąż
                      pochodzi z jednego krańca polski, skończył studia w większym mieście, pracę
                      dostał w innym dużym mieście i już tu trwa i wrósł. A ja pochodzę z jeszcze
                      innego miasta, przeniosłam się do męża i też wrastam w region który dotąd był
                      nam obcy, przejmując kuchnię, obyczaje a nawet język.
                      A że pewnie obaj bracia byli kiepsko sytuowani (młody lekarz na dorobku i rybak)
                      a do tego zapracowani, wiec wymieniali tylko zdawkowe pozdrowienia świąteczne.
                      Stąd Mamert być może wiedział, że jego brat ma córkę, ale nie miał okazji jej
                      poznać, bo co się będzie bratu zwalał na głowę z zoną i dwójka rozbrykanych
                      dzieci gdy wie, że tamten czasu nie ma i mieszkanie malutkie.
                      Albo widział córkę ostatni raz, gdy ta jeszcze wchodziła pod stół na
                      wyprostowanych nogach, a potem już nie miał czasu jeździć.
                      Ja też mam takie przypadki w rodzinie czy wśród przyjaciół, że np teraz na n-k
                      widzę zdjęcie dwumetrowego dryblasa i dowiaduję się, że to ten Piotruś, któremu
                      tak niedawno podarowałam grzechotkę. Kiedy to minęło, te lata? Ba! Człowiek
                      sobie obiecuje, ze odwiedzi i nie daje rady.
                      Do tego jak mniemam spora różnica wieku miedzy braćmi (widać po dzieciach), to
                      też nie sprzyja bardzo bliskim kontaktom.
                      A miejsce urodzenia pewnie gdzieś zupełnie indziej i to by było jedyne miejsce
                      które ewentualnie ciągnęłoby Mamerta póki rodzice żyli o ile żyli (tzn o ile nie
                      osierocili ich w młodym wieku)
                      • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.09.08, 10:50
                        > Mogło być na odwrót. To Mamert pochodzący z małej miejscowości na
                        północy
                        > pojechał do Poznania na medycynę i już tu został i wrósł.

                        Nigdzie nie jest powiedziane, że pochodzą z tej samej miejscowości!
                        Mnie i moich najbliższych kuzynów dzieli 400 km inigdy nie
                        mieszkaliśmy w jednym mieście. Nasi dziadkowie i nasze matki -
                        owszem :)))
                      • yowah76 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.09.08, 20:43
                        Roznica wieku miedzy dziecmi byla spora, ale moglo to wynikac z
                        wieku zalozenia rodziny, Mamert mogl byc zajety kariera, brakiem
                        mieszkania, cokolwiek - i poczekac z dziecmi na lepszy moment.
                        • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.10.08, 17:39
                          yowah76 napisała:

                          > Roznica wieku miedzy dziecmi byla spora, ale moglo to wynikac z
                          > wieku zalozenia rodziny, Mamert mogl byc zajety kariera, brakiem
                          > mieszkania, cokolwiek - i poczekac z dziecmi na lepszy moment.

                          Dokładnie. Przecież Mamert studiował medycynę. Ojciec Anieli pewnie
                          zaczął pracować wcześniej niż on, to i rodzinę mógł szybciej
                          założyć.
                      • a.g.r.e.s.t Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.11.09, 10:56
                        > Mogło być na odwrót. To Mamert pochodzący z małej miejscowości na
                        północy
                        > pojechał do Poznania na medycynę i już tu został i wrósł.

                        Chyba jednak nie, bo w "Kłamczusze" czytamy: "Tosia aczkolwiek z
                        urodzenia torunianka, wrosła w miasto rodzinne swego ojca tak
                        silenie, ze...itd".
                        Może to więc poprzednie pokolenie Kowalików przeniosło się zpólnocy
                        do Poznania.
                        Pewnie jednak niezrównana autorkka nie zastanawiała się zanadto nad
                        tymi wszystkimi szczegółami, nie spodziewając się, że ktoś może
                        oczekiwać takiej spójności.
                        • slotna Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 21:04
                          > Chyba jednak nie, bo w "Kłamczusze" czytamy: "Tosia aczkolwiek z
                          > urodzenia torunianka, wrosła w miasto rodzinne swego ojca tak
                          > silenie, ze...itd".

                          Ojca? :)
                          • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 03.11.10, 17:07
                            hehe.
                            A Mamert i Józek byli kuzynami, co jest napisane wprost, i nie ma co snuć rzewnych teoryjek o dwóch braciach, z których jeden poszedł na studia i został lekarzem, a drugi zajął się ciężką pracą fizyczną.
                            • marslo55 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 11:01
                              the_dzidka napisała:
                              "A Mamert i Józek byli kuzynami, co jest napisane wprost, i nie ma co snuć rzewnych teoryjek o dwóch braciach, z których jeden poszedł na studia i został lekarzem, a drugi zajął się ciężką pracą fizyczną."
                              Owszem. "Pan jest moim stryjkiem, wujku" - obwieszcza Mamertowi Aniella. A kto tejże Anielli dał trzeci głos? Któryś z kolegów z klasy, anonimowy niestety. No chyba, że Pyziak, chitry i przewrotny, głosował dwa razy;)
                              Buty Gabrieli były chyba na Idę za małe. Obstawiam kamaszki Natalii albo pożyczone w ostatniej chwili pantofle koleżanki.
                              • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 11:23
                                > Owszem. "Pan jest moim stryjkiem, wujku" - obwieszcza Mamertowi Aniella.

                                List Józka do Mamerta rozpoczyna się od "Drogi kuzynie!" Chyba Józef pamiętałby, że ma brata? :-P
                                • kooreczka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 17:23
                                  Aniela powiedziała co powiedziała, bo jak nazwać starszego sporo wiekiem kuzyna ojca? Trzeba by sięgnąć do starych diariuszy, a tych na szczęście w Łebie nie stało:P
                                  • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 17:58
                                    Czesto o kuzynie pierwszego stopnia mowi sie cioteczny brat, a skoro brat ojca, nawet cioteczny, to i dla Anieli stryj:)
                                    • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 19:50
                                      No właśnie, dla mnie to normalne - sama na kuzynów i kuzynki rodziców mówię wujku/ciociu, no bo jak mam mówić, proszę pana?!
                                      • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 19:56
                                        To albo po imieniu, jedyne opcje:)
                                      • nessie-jp Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.11.10, 23:09
                                        the_dzidka napisała:

                                        > No właśnie, dla mnie to normalne - sama na kuzynów i kuzynki rodziców mówię wuj
                                        > ku/ciociu, no bo jak mam mówić, proszę pana?!

                                        W mojej silnie rozczłonkowanej rodzinie też tak jest
                                        • marslo55 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.11.10, 12:42
                                          nessie-jp napisała:
                                          "Podobnie przy pokrewieństwie w dół
                                          • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.11.10, 12:48
                                            > To prawda, stopni pokrewieństwa (tzn. ich nazw) trochę nam przez ostatnie paręs
                                            > et lat ubyło.

                                            A to przecież takie ładne jest!
                                            "Na siostry męża mówiło się zełwa, zołwa, zełwica lub żołwica czy żełwia, a na brata męża - dziewierz. Żona brata męża (żona dziewierza) nosiła nazwę jątrew lub jątrewka, tą samą nazwą określano czasem bratową (żonę brata). Mąż siostry był określany jako swak. Brata żony określano terminem szurzy, czasem szurza lub szurzyn, siostra żony nosiła nazwę świeść." (Wiki)
                                            • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.11.10, 00:44
                                              Ty proszę jest fantastyczna rozpiska, do której z radością i często zaglądam:

                                              grzegorj.w.interia.pl/popraw/zmnort05.html
                                          • croyance Re: Największe tajemnice Jeżycjady 06.11.10, 00:09
                                            Z przyjemnoscia wiec Cie zaskocze :-) Moj kuzyn, ktory wychowywal sie we Francji i a) nie mial przez lata kontaktu z dalsza rodzina b) polski zna dosc dobrze, ale nie pisze i uzywa go jak cudzoziemiec, odkryl niedawno radosc z obcowania z rodzina na co dzien (studiuje w Londynie) i zwraca sie do mnie wlasnie 'kuzynko'. Strasznie sie wzruszylam, jak wyskoczyl na mnie pajak, wrzasnelam, a mlody wylecial w pizamie z pokoju (czesto u nas nocuje) z krzykiem 'Kuzynko! Czy pomoc?'.

                                            Z moja kuzynka zas od zawsze zwracalysmy sie do siebie per 'qzynko droga', tak tez do siebie piszemy.
                  • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 14:46
                    > dla mnie to tajemnica,choc moze wytlumaczenie jest proste-czy w
                    latach 70-ych
                    > nastolatka tuz po szkole podstawowej mogla po prostu isc do pracy

                    Mogła. Nie wiem, jak jest teraz, ale kiedyś tzw. obowiązek szkolny
                    kończył się na podstawówce. Moja sąsiadka na tym zakończyła
                    edukacje, i zaskakuje mnie do dziś, jaka inteligentna i mądra
                    dziewczyna z niej wyrosła :-)
                  • mamalilki Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 18:35
                    skad Aniela, mieszkajac w malej Lebie ,znala tyle adaptacji
                    > Hamleta-scenicznych,filmowych i telewizyjnych-czyzby jezdzila na przedstawienia
                    > do Warszawy czy moze wszystko bylo wtedy w telewizji?
                    > bo juz nie wspomne o jej ksiazkach-pamietam ze moi rodzice zdobywali ksiazki
                    > dzieki znajomej pracujacej w ksiegarni, a mieszkam w wiekszym miescie niz
                    > Leba,gdzie ona kupowala te wszystkie Szekspiry i Ibseny, antologie dramatu
                    > amerykanskiego itd -sama jezdzila do Gdanska i stala w kolejkach
                    > a moze wszystko jest ok-ja pamietam raczej lata 80-te a 10 lat wczesniej ksiazk
                    > i
                    > byly normalnie dostepne nawet w malych miejscowosciach?

                    Aniela nie musiala jeździc.Mogla czytac recenzje w prasie (chocby w bibliotece).
                    Mój mąż na ten przyklad zawsze kompetentnie i na temat wypowiadal sie o wloskim
                    neorealizmie w kinie. Poniewaz ja tez bardzo lubilam to czasem milo
                    rozmawialismy. On moze mniej mowil o samych filmach ale za to znal mnostwo
                    szczegolów dotyczacych historii tych filmow. I po kilku latach odkrylam, ze on
                    tych filmów nigdy nie widzial. Miał w domu kilka ksiazek na ten temat, a ze nie
                    mial jak obejrzec filmów to przeczytal wszystkie scenariusze!
                    Co do ksiązek to byly dostepne i tanie - kilka razy tansze niz teraz. Moi
                    rodzice ktorzy nigdy nie mieli na czekolade dla córek mieli biblioteke zlozona z
                    kilku tysiecy tomów.
                    • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 18:52
                      mamalilki napisała:

                      > Aniela nie musiala jeździc.Mogla czytac recenzje w prasie (chocby
                      w bibliotece)

                      Mogła też ogladać w telewizji.
                      Telewizja naonczas pokazywała masę rzeczy, których teraz w niej ze
                      świacą szukać. Na przyklad - poniedziałkowy Teatr Telewizji,
                      czwartkowy Teatr Sensacji i filmy, które w naszych czasach można
                      ewentualnie obejrzeć sobie po północy.
                      "Hamlet" z Olivierem i "Hamlet" ze Smoktunowskim to były filmy,
                      mogła je widzieć w TV.
                      Poza tym lata siedemdziesiąte to okres aktywnej działalności DKFów
                      czyli Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Dla swoich członków
                      organizowały pokazy, dyskusje i spotkania z twórcami. Taki DKF mógł
                      działać w Łebie - teoretycznie przynajmniej ;-)


                      Teatr Telewizji był klasą samą w sobie i czymś absolutnie
                      unikalnym. Pamietam "Mazepę" z Hańczą, Cyrano de B. z Fronczewskim,
                      "Opowieści mojej żony" z Kucówną, "Pana Tadeusza" czy "Dziewczęta z
                      Nowolipek"... Wielkie role wielkich aktorów dostepne dla ludzi w
                      całej Polsce.
                      • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 22:39
                        I absolutnie fantastyczną Annę Seniuk w "Moralności pani Dulskiej", albo duet Szczepkowska-Gajos z "Poskromieniu złośnicy".
                        Niby teraz też jest Teatr Telewizji, ale jakoś już on nie taki.
                        • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 23:18
                          ananke666 napisała:

                          > I absolutnie fantastyczną Annę Seniuk w "Moralności pani
                          Dulskiej", albo duet Szczepkowska-Gajos z "Poskromieniu złośnicy".

                          I "Trzy siostry" w reż. Bardiniego z Jandą, Szczepkowską i Ziętek...

                          I "Igraszki z diabłem" z Pokorą, Kociniakami i Zawadzką...
                          • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.08, 09:18
                            I "Zapomniany diabeł" z Anną Seniuk, Janem Peszkiem i Januszem Gajosem...
                            osobiście wolę nawet od "Igraszek z diabłem", chociaz w "Igraszkach..." zawsze
                            mnie roczulał Jan Kociniak w charakterze archanioła...

                            I naród to oglądał, bynajmniej nie dlatego, że niczego innego w TV nie było!
                            Pamiętam, jak juz było, a z Teatrem Telewizji zaczęły się dziwne rzeczy dziać (a
                            to godziny zmieniał, a to premiery dawał tylko jedna miesięcznie, a to w ogóle
                            znikał, bo na przykład meczyk trzeba było w jego miejsce pokazać) to się masę
                            znanych mi osób, często żadnych tam "yntelektualystów" strasznie buntowało. A
                            potem naród przywykł, że Teatr TV to nic nadzwyczajnego, nie znam nikogo, kto do
                            nowej pory emisji się przyzwyczaił, więc większość przestała oglądać, bo pora
                            idiotyczna była, a ponadto "premiery" oznaczać zaczęły ekranizowane życiorysy
                            kolejnych AK-owców... i tak jakos cała idea sklęsła...
                            • kaliope3 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.08, 10:24
                              Właśnie chciałam dopisać o zapomnianym diable:) Kilka razy w sumie
                              to oglądałam, uwielbiałam teatr telewizji w poniedziałki, pamiętam
                              też że był jakiś w soboty, chyba przed południem.Sporo sie wedy
                              naoglądałam, bo po 20 rodzice telewizji raczej nie pozwalali oglądać
                              a to tak
                              • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.08, 12:19
                                Dziecięciem bedąc przed południem w soboty całego Słowackiego zaliczyłam :-), bo
                                lecieli romantycy, seriami, po Słowackim Krasiński, ale przy nim się mój
                                dziecięcy umysł zbuntował :-)))).
                            • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.08, 12:49
                              Ja tez uwielbiam Zapomnianego Diabla:-)
                          • ginny22 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.09.08, 21:58
                            > I "Igraszki z diabłem" z Pokorą, Kociniakami i Zawadzką...

                            Kocham ten spektakl :) Po raz pierwszy widziałam go jako dziecię
                            mocno nieletnie i miłość do "Igraszek" okazała się jedną z
                            trwalszych rzeczy w moim życiu.
                            • kebbe Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.09.08, 16:56
                              to tak jak ja :)
                    • ginny22 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.09.08, 21:55
                      > Mój mąż na ten przyklad zawsze kompetentnie i na temat wypowiadal
                      sie o wloskim neorealizmie w kinie. Poniewaz ja tez bardzo lubilam
                      to czasem milo rozmawialismy. On moze mniej mowil o samych filmach
                      ale za to znal mnostwo szczegolów dotyczacych historii tych filmow.
                      I po kilku latach odkrylam, ze on tych filmów nigdy nie widzial.
                      Miał w domu kilka ksiazek na ten temat, a ze nie
                      > mial jak obejrzec filmów to przeczytal wszystkie scenariusze!

                      :) Pozdrów ode mnie męża, mam podobnie, tylko ze świeższym
                      repertuarem. Tzn. czytam maniacko wszelkie recenzje filmowe i i
                      jestem w stanie całkiem swobodnie dyskutować o filmach, których na
                      oczy nie widziałam (choć i tak bywam w kinie za 30 Polaków).
                      • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.09.08, 23:06
                        ginny22 napisała CytatMój mąż na ten przyklad zawsze
                        kompetentnie i na temat wypowiadal sie o wloskim neorealizmie w
                        kinie. Poniewaz ja tez bardzo lubilam to czasem milo rozmawialismy.
                        On moze mniej mowil o samych filmach ale za to znal mnostwo
                        szczegolów dotyczacych historii tych filmow. I po kilku latach
                        odkrylam, ze on tych filmów nigdy nie widzial. Miał w domu kilka
                        ksiazek na ten temat, a ze nie mial jak obejrzec filmów to
                        przeczytal wszystkie scenariusze! :)

                        Pozdrów ode mnie męża, mam podobnie, tylko ze świeższym repertuarem.
                        Tzn. czytam maniacko wszelkie recenzje filmowe i jestem w stanie
                        całkiem swobodnie dyskutować o filmach, których na oczy nie
                        widziałam (choć i tak bywam w kinie za 30 Polaków).


                        Jak mawiał mój fantastyczny profesor na studiach - prawdziwego
                        filologa poznaje się po tym, że mówi: "Czytać - nie czytałem, ale
                        skrytykować mogę";-)
                        • ginny22 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 26.09.08, 09:54
                          alitzja napisała Jak mawiał mój fantastyczny profesor na
                          studiach - prawdziwego filologa poznaje się po tym, że
                          mówi: "Czytać - nie czytałem, ale skrytykować mogę";-)


                          Dokładnie ;) Zresztą filologów uczą tego na studiach, na kolejnych
                          zajęciach z historii literatury dając listę lektur w rozmiarach
                          kosmicznych. Nikt tego w całości nie przeczyta (bo musiałby
                          zaprzestać innych rodzajów działalności), ale dyskutować o tym musi.
                          • truscaveczka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 09:14
                            Na moich studiach lista książek (piękna+opracowania) liczyła 312 pozycji na 2 roku :D Powodzenia ;)
                  • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:27
                    lutecja4 napisała:

                    > no i skad Aniela, mieszkajac w malej Lebie ,znala tyle adaptacji
                    > Hamleta-scenicznych,filmowych i telewizyjnych-czyzby jezdzila na przedstawienia
                    > do Warszawy czy moze wszystko bylo wtedy w telewizji?
                    > bo juz nie wspomne o jej ksiazkach-pamietam ze moi rodzice zdobywali ksiazki
                    > dzieki znajomej pracujacej w ksiegarni, a mieszkam w wiekszym miescie niz
                    > Leba,gdzie ona kupowala te wszystkie Szekspiry i Ibseny, antologie dramatu
                    > amerykanskiego itd -sama jezdzila do Gdanska i stala w kolejkach
                    > a moze wszystko jest ok-ja pamietam raczej lata 80-te a 10 lat wczesniej ksiazk
                    > i
                    > byly normalnie dostepne nawet w malych miejscowosciach?

                    No, Łeba nie jest taka znowu mała i bibliotekę ma nieźle zaopatrzoną (obecnie z dostępem do netu i to kilka kompów niezłej klasy jak na "małą miejscowość")
                    Nie wiem czy ma Szekspirra etc, bo nie patrzyłam, ale wbrew pozorom takie "małe miejscowości" są często bardziej kulturalnie rozwinięte od tych wielkich. Zwłaszcza jeśli ktoś się interesuje a na miejscu działa np kółko teatralne lub jest charyzmatyczna bibliotekarka, nauczycielka itp
                    Tu moim zdaniem nie jest naciągane. Prawdopodobne literacko w 100%
                    jak człowiek się interesuje, to spod ziemi wygrzebie. A do Łeby zjeżdża wielu "wielkich" także artystów i hipotetyczna bibliotekarka mogła mieć własne konszachty z których korzystała młodzież.
                    • kaliope3 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:30
                      Potwierdzam, co do tej biblioteki-osobiście z niej w tym roku
                      korzystałam (tzn z netu-przeglądałam forum oczywiście), ale
                      księgozbiór wyglądał całkiem,całkiem, a i panie bardzo miłe były i
                      pomocne.
                    • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:26
                      senseeko napisała:
                      No, Łeba nie jest taka znowu mała i bibliotekę ma nieźle zaopatrzoną (obecnie z
                      > dostępem do netu i to kilka kompów niezłej klasy jak na "małą miejscowość")
                      > Nie wiem czy ma Szekspirra etc, bo nie patrzyłam, ale wbrew pozorom takie "małe
                      > miejscowości" są często bardziej kulturalnie rozwinięte od tych wielkich. Zwła
                      > szcza jeśli ktoś się interesuje a na miejscu działa np kółko teatralne lub jest
                      > charyzmatyczna bibliotekarka, nauczycielka itp
                      > Tu moim zdaniem nie jest naciągane. Prawdopodobne literacko w 100%
                      > jak człowiek się interesuje, to spod ziemi wygrzebie. A do Łeby zjeżdża wielu "
                      > wielkich" także artystów i hipotetyczna bibliotekarka mogła mieć własne konszac
                      > hty z których korzystała młodzież
                      biblioteka moze i byla,ale Anielka ksiazki miala na wlasnosc,no moze faktycznie
                      w miejscowej ksiegarni mozna bylo kupic
                      ale DKF-u cjyba raczej w Lebie nie bylo,cos mi sie kojarzy,zekino bylo dopiero w
                      Leborku-cos takiego pisala do Anielki Kasia,ze wlasnie w Leborku wkinie byla z
                      jakims blondynkiem
                • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 11:57
                  Moim zdaniem już po wątku "Wpadki w Jeżycjadzie" to mogło nastąpić ;-)))...
                  • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 12:03
                    To było do Kadrel(a?) w kwestii rwania włosów przez panią MM, wkleiło mi ssię
                    źle, jak zwykle, chciałoby się rzec...
                    • kadrel Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 16:04
                      Spoko, spoko, ja kobitka jezdem. :]
              • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:04
                sowca napisała:

                > Co się dzieje z moim ulubionym bohaterem, Głupiś Kuropka?
                zabral Tomciowi nozyczki,ktore potem zaginely i pewnikiem wycial jakis numer :))
            • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:14
              filifionka-listopadowa napisała:

              > Tajemnica:
              > Czy Robrojek nie miał rodziny która by mu pomogła np w opiece nad
              Bellą?
              i tu jest pewna niescislosc-o ile dobrze pamietam, w Klamczusze Anielka latwo
              znalazla numer Robrojka w ksiazce telefonicznej-mieszkal niedaleko
              kawiarni,gdzie sie zaraz spotkali-to chyba numer nie byl przyznany jemu-byl
              niepelnoletni,tylko komus z rodziny i to bliskiej,bo o takim samym nazwisku,wiec
              co sie stalo z ta rodzina,z ktora Robrojek mieszkal w Poznaniu?
              • kaliope3 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:41
                Bella jeździła do babci na wieś (tam gdzie się źle czuła bo babcią ją
                przekarmiała, a ćwiczenia były tam źle widziane), to była pewnie mama Robrojka.
                • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:49
                  kaliope3 napisała:

                  > Bella jeździła do babci na wieś (tam gdzie się źle czuła bo
                  babcią ją
                  > przekarmiała, a ćwiczenia były tam źle widziane), to była pewnie
                  mama Robrojka.

                  Nie to była mama jej mamy - bo dopytywała się, co słychać u jej
                  ukochanego zięcia Roberta, a Bella nie wiedziała, co mówić, zeby
                  Babci nie zmartwić.
                  • kaliope3 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:51
                    Aaaa...zapomniało się
          • laura-gomez Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 10:56
            filifionka-listopadowa napisała:

            W CR była wspomniana siostra czy szwagierka Robrojka.
            > Tajemnica:
            > Czy Robrojek nie miał rodziny która by mu pomogła np w opiece nad Bellą?
            > Czy Juliusz zwany Januszem nie miał rodziny która chciałaby się pojawić w życiu
            > Pyziakówien?

            W CR jest wspomniana siostra czy szwagierka Robrojka. A co do nowej rodziny Pyziaka, to Alma powiedziała Laurze w TiR, że Janusz ponownie się ożenił i ma dzieci.
            • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 14:08
              Pamiętałam o Almie, ale zapomniałam o niej napisać:(
              Ale nie pojawili się z powietrza! Rodzice jacyś? Dziadkowie? Sympatyczna
              kuzynka? Nikt nie chciał choć w dzieciństwie ujrzeć swych powinowatych? I nie
              pojawił się na ślubie?
        • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 12:02
          Ida ma teściową, i to, moim zdaniem, klasyczną ;-). Monika pojawia się w
          Jeżycjadzie rzadko, ale jak juz się pojawia, to zawsze z tekstem o "biednym
          Marku", Idzie "umalowanej jak zwykle nieumiejetnie", dzieciach "zepsutych, bo
          wychowywanych przez narwaną mamusię", jak kiedys będę miała chwilę to chyba z
          ciekawości poszukam tych wszystkich tekstów.
          Mnie zreszta to irytuje, że jak się już w Jeżycjadzie pojawia (przelotem)
          teściowa (inna niż Mila i Gaba, wzór teściowych, rozumie się samo przez się), to
          musi byc ona od razu "klasyczna".
          • szprota Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 13:51
            A ja osobiście lubię ten krytyczny komentarz Moniki, nawet jeśli stwarza z niej
            stereotypową teściową. Dla tych samych przyczyn szalenie lubię postać Gizeli,
            która też patrzy z boku na Ignaca i krytykuje aż miło. Brakuje mi takich postaci
            w nowszych częściach: w nich, jak kto już popadnie w Borejków, to się nimi zachwyca.
            • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 19:16
              Gizelę też raczej lubię. A najbardziej w niej lubię to, że Ignaca nie lubi
              ;-))). Ale Monika z jej "jak zwykle nieumiejętnie" mnie jednak wkurza, bo, po
              pierwsze, ona się zachwyca Borejkami ("mógłby wybrać Patrycję, piękna
              dziewczyna, krew z mlekiem, albo Natalię, taka subtelna, no, ale Mila będzie
              czuwać, ze swym niezawodnym rozsądkiem, obiektywizmem i czym tam jeszcze"),
              tylko Idą nie. Podczas gdy ja, podobnie jak ty, chciałabym, żeby ktoś się
              Borejkami nie zachwycał. Ale żeby teściowa Idę lubiła. Bo to, że nie lubi, to
              też znaczy, że Borejki to te lepsze - wszak Mila i Ignacy to wzorowi teściowie,
              Gaba pewnie też, uwag o Grzesiu, który bardzo lubił teściową jest kilka, czyli
              znów te wredne, nieobiektywne teściowe są spoza familii.
              • sowca Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.08, 21:57
                Osobiście nie powiedziałabym, że Mila i Ignacy to tacy wzorowi
                teściowie:p w każdym razie ja nie chciałabym mieć takich teściów...
                • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.08, 17:57
                  Osobiście też bym nie chciała. Ale uwag o "bardzo lubianych tesciach" pada pod
                  ich adresem kilka, dlatego napisałam, że znów są "po stronie dobra" ;-).
      • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.08.09, 00:39
        kadrel napisała:

        > Dlaczego NIKT z jeżycjadowych bohaterów nie ma żadnych zwierząt
        > (wyjątek stanowi babcia Jedwabińska i spasiony bury kocur Feluś)

        I dlaczego Feluś jest podejrzewany o noszenie węgla całą noc oraz obdarzany
        mianem brudasa i flejtucha? Nawet śmietnikowce i działkowce nie są brudne,
        chyba, że są chore. Żadne domowe zwierzę nie poświęca tyle czasu na dbałość o
        siebie. Zdrowy kot jest czysty i kropka.
    • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 22.09.08, 23:34
      Skoro Ida ma metr siedemdziesiąt, a Ignac sięga jej do ramion, to ile on ma wzrostu? 145 cm, pi razy oko?
      Ile też mierzyli sobie Kłamczucha i Robrojek? On miał metr sześćdziesiąt (CR). Nawet założywszy, że w szkole był jeszcze niższy, to i tak wychodzi, że Kłamczucha miała z metr siedemdziesiąt pięć, skoro była wyższa od niego o głowę... a podobno miała być drobna...
    • hobiala Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:31
      W których bucikach ostatecznie ślubowała Idusia???
      • anhes Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:44
        w wąskich pantofelkach?
      • anhes Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:48
        "już po chwili w tunel wsunęła się arystokratycznie wąska stopa Idy w płytkim
        białym pantofelku otoczonym pianą tiulów i koronek "
    • anhes Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:35
      jessy3 05.09.08, 19:14 Odpowiedz
      Jak Robrojek w wieku 16(?) lat godził role ucznia i ojca Belli? ;)

      W "Córce Robrojka" Robert ma 35 lat a bella 16 więc miał 19 jak się urodziła.
      Poza tym wyjaśnione jest że Robrojek ożenił się po szkole, i to by się zgadzało
      mniej więcej no nie?
      • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 15:59
        No własnie niekoniecznie się zgadza.
        W "Kłamczusze" Aniela miała 15 lat, rok 1977, znaczy się, urodziła się w 1962.
        Dobra, niech bedzie w 1963. Robrojek chyba też, skoro chodzili do jednej klasy.
        W 1996 roku jego córka miała 16 lat. Czyli urodziła się w 1980, kiedy Robrojek
        licząc optymistycznie, miał 18 (a pesymistycznie - 17 ;-)) lat. Ciąża trwa 9
        miesięcy. Czyli jak zaczynal zwiazek (już, wg Autorki, po skończeniu szkoły,
        oświadczeniu się Anieli, zostaniu odrzuconym z hukiem i znalezieniu sobie
        pocieszenia) miał stosownie mniej.
        No rób co chcesz, mnie się nadl nie zgadza :-).
        • anhes Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 17:48
          no właśnie obawiałam się że ten zgrzyt jest gdzieś na przełomie kilku książek :-)

          kurde a jak wyglądał cykl edukacyjny w tamtych latach???

          bo kiedyś podstawówka chyba kończyła się na 7 klasie prawda? ale nie wiem czy to
          cokolwiek zmienia ;-) myślę że istotna jest kwestia czy w "Kłamczusze" jest
          napisane ze Aniela ma 15 lat czy wnioskujemy to po wieku ukończenia szkoły.
          • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 17:51
            & klas bylo do lat 60-tych, wiec ta teoria odpada.
            • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 17:57
              Aniela kończyła osiem klas, bo sama wyznaje zawstydzona
              Pawełkowi: "Chodzę do ósmej klasy".
              A Mamert i Józef Kowalikowie to kuzyni - świadczy o tym list ojca
              Anielki do Mamerta, zaczynający się od słów: "Kochany Kuzynie!".
              Wniosek z tego, że owszem, byli braćmi. Tyle że ciotecznymi
              najwyraźniej;-)
              • iskrzy_54 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 22.01.15, 12:58
                alitzja napisała:

                > Aniela kończyła osiem klas, bo sama wyznaje zawstydzona
                > Pawełkowi: "Chodzę do ósmej klasy".
                > A Mamert i Józef Kowalikowie to kuzyni - świadczy o tym list ojca
                > Anielki do Mamerta, zaczynający się od słów: "Kochany Kuzynie!".
                > Wniosek z tego, że owszem, byli braćmi. Tyle że ciotecznymi
                > najwyraźniej;-)

                Aniela obchodziła 16 urodziny w KK 7 stycznia 1978 czyli urodziła się 7 stycznia 1962 roku, więc autorka w pewnym momencie wszystkich odmłodziła o rok (17 letnia w KK Gaba - grudzień 77 powina była się urodzić w 1960, Cesia 15-letna w SK - a nawet wg Autorki 16 letnia (grudzień 1975) też rocznik 1960 ale nie czepiajmy sie jednego roku - cóż to jest wobec wieczności, natomiast ten Robroj ojciec i mąż nastoletni w tym samym czasie ciężko zakochany w Anieli to faktycznie niedopatrzenie, ale inaczej Bella nie mogłaby pracować - nikt by jej legalnie nie zatrudnił :)
          • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 18:17
            anhes napisała:
            myślę że istotna jest kwestia czy w "Kłamczusze" jest
            > napisane ze Aniela ma 15 lat czy wnioskujemy to po wieku ukończenia szkoły.

            "Już jutro! - szarpnęło się coś w piętnastoletnim sercu Anieli..."

            Na 10-tej stronie mojego wydania to pada. Tak więc, sorry, Winnetou :-))))
            niestety nadal jest to tak zwana obsuwa, albo też nierozwiązywalna tajemnica
            Jeżycjady :-).
            • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 19:01
              Istnieje jeszcze taka możliwość, że Robrojek był starszy od Anieli,
              mimo że chodzili do jednej klasy. Mógł chorować, mógł z innej
              przyczyny powtarzać klasę, mógł również zacząć ogólniak i sobie nie
              poradzić...

              Niezależnie jednak od tego, ile miał lat, narodziny Belli w 1980
              roku są nieco dziwne, skoro jeszcze w sierpniu 1979 widzimy ich z
              Kłamczuchą jako parę.

              Poza tym matka Belli jest opisana jako flecistka z filharmonii
              czyli musiała skończyć przynajmniej średnią szkołę muzyczną.
              Związek takiej dziewczyny z chłopakiem z technikum poligraficznego
              trąci nieco mezaliansem ;-) Zawsze mnie to trochę dziwiło.
              • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 22:21
                agnieszka_azj napisała:

                > Istnieje jeszcze taka możliwość, że Robrojek był starszy od Anieli,
                > mimo że chodzili do jednej klasy. Mógł chorować, mógł z innej
                > przyczyny powtarzać klasę, mógł również zacząć ogólniak i sobie nie
                > poradzić...
                >
                > Niezależnie jednak od tego, ile miał lat, narodziny Belli w 1980
                > roku są nieco dziwne, skoro jeszcze w sierpniu 1979 widzimy ich z
                > Kłamczuchą jako parę.
                Bella po rozmowie z ojcem,kiedy ten wspominal czasy,kiedy mieszkal w Poznaniu
                rozmysla o dawnej sympatii ojca i zastanawia sie,co sie z nia dzieje-"skoro byla
                ojca rowiesnica,to pewnie wyszla za maz"
                • ginny22 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 25.09.08, 22:04
                  > Bella po rozmowie z ojcem,kiedy ten wspominal czasy,kiedy mieszkal
                  w Poznaniu
                  > rozmysla o dawnej sympatii ojca i zastanawia sie,co sie z nia
                  dzieje-"skoro byla ojca rowiesnica,to pewnie wyszla za maz"

                  Ale Bella raczej wnioskuje o tym, że Aniela była rówieśnicą jej
                  ojca, po tym, że chodzili do jednej klasy. Nie sądzę, by wspominki o
                  dawnej sympatii obejmowały jej metryczkę ;)
              • yowah76 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.09.08, 20:40
                Flecistka mogla miec upodobanie do mlodszych od siebie, rzadko ale
                sie zdarza - sama znalam pewna Madzie (tfu i na pohybel, malo kto mi
                tak w zyciu podpadl jak ona i doprawdy jesli przypadkiem to czyta to
                wcale mi to nie przeszkadza), ktora udreczona zapewne emigracja
                rzucila sie z jak najpowazniejszymi zamiarami w pryszczate objecia
                19-latka majac lat 28...
              • a.g.r.e.s.t Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.11.09, 11:06
                agnieszka_azj napisała:

                > Istnieje jeszcze taka możliwość, że Robrojek był starszy od
                Anieli,
                > mimo że chodzili do jednej klasy. Mógł chorować, mógł z innej
                > przyczyny powtarzać klasę, mógł również zacząć ogólniak i sobie
                nie
                > poradzić...

                To bardzo prawdopodobne, bo zauważcie, ze na pamiętnego Sylwestra u
                Joanny przyjechał syrenką szwagra. A przecież prawo jazdy otrzymuje
                się w wieku 17 lat.
                Chyba ze jechał bez prawa jazdy, co byłoby okolicznością niezwykłą,
                biorąc pod uwagę, że to dzień, wq którym pierwszy raz ujrzał
                Natalię. Stałoby się to poniekąd przepowiednią momentu ich
                połączenia w "Tygrysie..." - wtedy przeciez Nutria jechała bez prawa
                jazdy
          • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 19:53
            anhes napisała:

            > no właśnie obawiałam się że ten zgrzyt jest gdzieś na przełomie kilku książek :
            > -)
            >
            > kurde a jak wyglądał cykl edukacyjny w tamtych latach???
            >
            > bo kiedyś podstawówka chyba kończyła się na 7 klasie prawda? ale nie wiem czy t
            > o
            > cokolwiek zmienia ;-) myślę że istotna jest kwestia czy w "Kłamczusze" jest
            > napisane ze Aniela ma 15 lat czy wnioskujemy to po wieku ukończenia szkoły.

            A to nie było czasem w okresie tzw "dziesięciolatek"? Pamiętam, ze był taki
            eksperyment edukacyjny, z którego dość szybko się wycofano. Ale nie potrafię
            powiedzieć jakie roczniki temu podlegały. Może ktoś wie?
            • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 19:57
              Ja wiem, bo moja siostra się załapała (biedaczka, załapywała sie na wszystkie
              eksperymenty, z których się wycofywano, w efekcie czego na przykład musiała
              kończyć to, co zaczęła jako dziesięciolatkę w lat osiem, no, nie zazdroszczę
              nauczycielom zmuszonym do "ściskania" programu...). To było ładnych parę lat
              później, siostra jest rocznik '72.
              • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 24.09.08, 10:56
                > Ja wiem, bo moja siostra się załapała (biedaczka, załapywała sie
                na wszystkie
                > eksperymenty, z których się wycofywano, w efekcie czego na
                przykład musiała
                > kończyć to, co zaczęła jako dziesięciolatkę w lat osiem

                Miałam dokładnie tak samo. Dziesięciolatka zaczynała się od mojego
                rocznika, czyli 1971.
              • czekolada72 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.12.10, 10:13
                anutek115 napisała:

                > Ja wiem, bo moja siostra się załapała (biedaczka, załapywała sie na wszystkie
                > eksperymenty, z których się wycofywano, w efekcie czego na przykład musiała
                > kończyć to, co zaczęła jako dziesięciolatkę w lat osiem, no, nie zazdroszczę
                > nauczycielom zmuszonym do "ściskania" programu...). To było ładnych parę lat
                > później, siostra jest rocznik '72.

                Hmmmm, jak sam nick wskazuje - jestem rocznik 72 i "szłam" normalna 8 letnia podstawowka, takze wszystkie klasy ponizej byly juz 8-letnie, takze klasy starsze, do przynajmniej rocznika 64 były 8-klasowymi.
                To kiedy w koncu i gdzie były te 10-latki??

                I jeszcze:
                Jakim cudem wozek Pulpy przetrwal 2 dekady?

                Do tego naprane żaden cud nie jest potrzebny – wystarczy wynieść na strych i dobrze „zafoliowac”.


                Jakim sposobemBurczykowscy są identyczni, skoro najwyraźniej nie są
                jednojajowi? Mają przecież różne płcie...

                A „Dziewczyna i chłopak” Ożogowskiej? – Tam sa identyczni, chociaz (w filmie przynajmniej) nie sa nawet bliźniakami!
                • soova Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.12.10, 12:39
                  Tomek i Tosia wcale nie są identyczni, a bardzo podobni, na tyle, że łatwo można ich ze sobą pomylić, dodatkowo Tosia po pobycie w szpitalu jest szczupła i ma krótkie włosy, więc bardziej chłopięco wygląda.
                • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.12.10, 13:31
                  > I jeszcze:
                  > Jakim cudem wozek Pulpy przetrwal 2 dekady?
                  >
                  > Do tego naprane żaden cud nie jest potrzebny – wystarczy wynieść na stryc
                  > h i dobrze „zafoliowac”.

                  Ale tam chodziło chyba o liczbę użytkowników. Wg CR jeździło w nim troje dzieci, Pulpa, Miągwa i Jożin. Na logikę wychodzi jednak, że pięcioro, po drodze miała Gaba jeszcze dwójkę, a fundusze słabe. Co innego wózek foliowany i nieużywany, a co innego używany kilka lat, zdążyłby się nieźle rozklekotać. I na Roosevelta nie mają strychu ;)
                • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.12.10, 13:59
                  > Hmmmm, jak sam nick wskazuje - jestem rocznik 72 i "szłam" normalna 8 letnia po
                  > dstawowka, takze wszystkie klasy ponizej byly juz 8-letnie, takze klasy starsze
                  > , do przynajmniej rocznika 64 były 8-klasowymi.
                  > To kiedy w koncu i gdzie były te 10-latki??

                  Zarówno Ty, jak i ja (jestem o rok starsza) zaczynałysmy szkołę w programie 10-latki. W międzyczasie okazało się, że z pomysłu 10-latek się wycofano i nauczyciele musieli upchnąć pozostały do zrealizowania program tak, by się summa summarum zmieścić w ośmiu latach.
                • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.12.10, 14:09
                  czekolada72 napisała:

                  > Hmmmm, jak sam nick wskazuje - jestem rocznik 72 i "szłam" normalna 8 letnia po
                  > dstawowka, takze wszystkie klasy ponizej byly juz 8-letnie, takze klasy starsze
                  > , do przynajmniej rocznika 64 były 8-klasowymi.
                  > To kiedy w koncu i gdzie były te 10-latki??

                  W Toruniu :))). To znaczy podejrzewam, ze w innych miastach tez, ale ja pisałam o Toruniu, i jeszcze sie upewniłam przed chwilą dopytując rodzinę - moja siostra na pewno zaczęła szkołę 10-latkę, z którego to pomysłu wycofano sie w trakcie realizacji (dwa lata? rok później?) i szkołę kończyła już normalnie, w trybie osmioletnim, jak wszyscy.

                  A materiał na początku rozłożony był na lat 10, a potem trzeba było go w 8 lat ścisnąć...
                  • kkokos Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 15:36
                    estem rocznik 72 i "szłam" normalna 8 let
                    > nia po
                    > > dstawowka, takze wszystkie klasy ponizej byly juz 8-letnie, takze klasy s
                    > tarsze
                    > > , do przynajmniej rocznika 64 były 8-klasowymi.

                    rocznik 69 zaczynał szkołę jako 10-latkę, a z reformy wycofano się już po 2-3 latach. więc jako rocznik 72 rzeczywiście mogłaś zaczynać już znów oficjalnie ośmiolatkę.

                    > W Toruniu :))). To znaczy podejrzewam, ze w innych miastach tez, ale ja pisałam
                    > o Toruniu, i jeszcze sie upewniłam przed chwilą dopytując rodzinę

                    a wiesz, że to nie jest wykluczone, że to był pilotaż reformy i nie wszystkie szkoły objął...

                    chociaż tu jest napisane, że wszystkie - tylko nie ma dat:
                    www.wsipnet.pl/oswiata/arts.php?dz=9&nid=445
                    • kkokos Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 15:42
                      ale, poszperałam i znalazłam, że reformę ogłoszono w październiku 1973. jej pierwszym etapem było utworzenie obowiązkowych zerówek, a dopiero po nich miało być 10 klas podstawówki.

                      to by się zgadzało o tyle, że szłam do szkoły 1974 i pamiętam, że moja sąsiadka rówieśnica, która nie chodziła do przedszkola, na gwałt do takiej świeżo utworzonej w naszym przedszkolu grupy była zapisywana, bo wszak od września miałyśmy pójść do szkoły

                      z pewnością mój sąsiad rocznik 1969 idąc do szkoły wiedział (jego rodzice wiedzieli), że będzie to szkoła 10-letnia - to by się trochę kłóciło z tym, co w poprzednim linku, czyli że w samej szkole wprowadzenie 10-latki zaczęto od przystosowania do niej klas IV i starszych.
                      • kkokos Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 15:59
                        aha, no i częścią tej samej reformy było utworzenie zbiorczych szkół gminnych - to właśnie rok 1973 i 74.
                • truscaveczka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 09:06
                  Czyżby te dziesięciolatki wracały co jakiś czas? Mój ojciec (rocznik '50) chodził do dziesięciolatki, moja matka ('53) do szkoły ośmioklasowej.
                  • staua Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.07.11, 17:33
                    Moja mama z rocznika '50 byla ostatnim rocznikiem podstawowki siedmioklasowej, wiec wczesniej skonczyla liceum. Jej brat, rocznik '55 , byl juz w osmioklasowej (Warszawa).
                    Dziesieciolatki nie skonczyl nikt w mojej rodzinie, ale pokolenia ominely szkole w latach 70.
                    • czekolada72 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 19.08.11, 17:07
                      Moja mama rocznik 48 była w 7-klasowej podstawowce.
                      Zas moj kuzyn '65 byl w 8-klasowej i ta 8klasowa trawala az do ostatniej reformy stworzenia gimnazjum
                • pavvka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.01.15, 11:52
                  czekolada72 napisała:

                  > Jakim sposobemBurczykowscy są identyczni, skoro najwyraźniej nie są
                  > jednojajowi? Mają przecież różne płcie...
                  >
                  > A „Dziewczyna i chłopak” Ożogowskiej? – Tam sa identyczni, ch
                  > ociaz (w filmie przynajmniej) nie sa nawet bliźniakami!

                  Ja miałem w swojej klasie podstawówkowej parę bliźniąt różnej płci, które łatwo by było ze sobą pomylić (gdyby je tak samo ubrać i ostrzyc).
            • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.09.08, 20:01
              senseeko napisała:
              >
              > A to nie było czasem w okresie tzw "dziesięciolatek"? Pamiętam,
              ze był taki
              > eksperyment edukacyjny, z którego dość szybko się wycofano. Ale
              nie potrafię
              > powiedzieć jakie roczniki temu podlegały. Może ktoś wie?

              W tym czasie szkoła podstawowa była ośmioletnia. Siedmioklasówki
              skończyły się chyba w końcu lat pięćdziesiątych.

              Eksperyment pt. dziesięciolatka polegał w praktyce na tym, że pewne
              roczniki miały już kończyć dziesięciolatkę i od pierwszej klasy
              uczyły się według programu opracowanego dla dziecięciolatki. Po
              kilku latach jednak się z tego wycofano i również te roczniki
              skończyły podstawowkę po ósmej klasie.
              Ten eksperyment dotyczył ludzi młodszych niż starsze Borejkówny (i
              ja). Nie mialam młodszego rodzeństwa, więc nie wiem, jak to
              wyglądało w rzeczywistości.
              • nioszka ślub Gaby i Pyziaka 23.09.08, 20:25
                jak dla mnie też jedna z większych tajemnic. W którym w końcu był roku i czy Pyza była już na świecie?
                • ding_yun troszke OT... 23.09.08, 22:29
                  ... ale mi się skojarzyło ze ślubem Gaby i Pyziaka. Pamiętam jak MM
                  mówiła tuż przed wydaniem Kalamburki, że chciała w tej książce
                  uzupełnić większość luk czasowych w Jeżycjadzie. Bardzo żałowałam,
                  że nie opisała momentów już po tym jak Pyziak zdezerterował po raz
                  drugi, jak Gabrysia spodziewała się dziecka, co wtedy czuła... jakoś
                  mam wrażenie, że właśnie ta luka bardzo przeszkadza mi w odbiorze
                  Jeżycjady, zwłaszcza przy wałkowanych na okrągło tematach takich jak
                  relacje Laury z matką i kwestia jak mocno wryło się Gabrieli w
                  psychikę odejście Janusza.
                  • ding_yun Re: troszke OT... 23.09.08, 22:30
                    a co do samego ślubu... to sama nie wiem. Odbył się chyba jak
                    Gabrysia była w ciąży, czyli w '82? Ale pewna nie jestem, a książek
                    brak.
                    • lutecja4 tajemnice Jezycjady c.d. 23.09.08, 22:42
                      a tak wlasciwie to czemu Robrojek z Natalia mowia do siebie per "pani" i "pan"?
                      przeciez to nienaturalne
                    • nioszka Re: troszke OT... 24.09.08, 09:50
                      w '82 Gaba w ciąży już nie była, bo Pyza urodziła się ponoć w listopadzie '81. O 1982 jest mowa w Pulpecji, kiedy Mila snuje rozważania przy ślubie Idy-że podczas internowania Ignaca Gaba zamotała sobie życie wiążąc się z tym nieodpowiedzialnym donżuanem.
                      W OwR mamy informację, że Pyziak wraca po półtorarocznej nieobecności, więc trudno wierzyć, że wyleciał, wrócił ot tak sobie na ślub i znów wyleciał, zwłaszcza w stanie wojennym.
                      W CR z kolei Gaba mówi Grzegorzowi, że Robert był świadkiem na ich ślubie, a potem przepadł na pamiętne 16 lat. Czyli G+J musieliby się żenić w 1980r.-co i tak jest dziwne, że wówczas nikt nie wiedział ani o związku Roberta z tajemniczą flecistką, ani że on sam będzie ojcem. Kolejna megawpadka MM.
                      • anhes Re: troszke OT... 24.09.08, 12:29
                        tym bardziej że związek z flecistka był związkiem ZALEGALIZOWANYM... wiec jakoś
                        dziwnie że nikt o nim nie wiedział. CO innego jakby szlachetny Robrojeczek
                        spłodził dzidzię gdzieś na boku...
                        • agnieszka_azj Re: troszke OT... 24.09.08, 14:13
                          A równocześnie zdązył być świadkiem na ślubie Gaby i Pyziaka i
                          nikomu sie do dziecka i zony (jeszcze zyjącej ???) nie przyznał ???
                          • limotini Re: troszke OT... 24.09.08, 14:58
                            A może Robrojek ma brata bliźniaka? Jeden z nich pojawiał się w Kwiecie
                            Kalafiora, podkochiwał w Anielli, był świadkiem itp.

                            A drugi spokojnie żył w Łodzi u boku flecistki, a pojawił się w Jeżycjadzie
                            dopiero z 16-letnią córką.

                            A wspomnienia o Anielli symulował, coby się wkraść w łaski Borejków...
                            To by nawet wyjaśniało, czemu mówił do Natalii per pani.
                            • nioszka Re: troszke OT... 24.09.08, 15:23
                              bardzo interesująca teoria, ale takich bliźniaków MM musiałaby naprodukować
                              więcej, żeby nadrobić wpadki czasowe... :)
                            • agawa79 Re: troszke OT... 25.09.08, 11:09
                              limotini napisała:

                              > A może Robrojek ma brata bliźniaka?

                              No pewnie, że tak! To tłumaczy przemianę Robrojka z duszy
                              towarzystwa w smutnego wujaszka. ;)
                              • limotini Re: troszke OT... 25.09.08, 14:23
                                O, a nawet jak zauważyła któraś ze współforumowiczek, nie musieli wcale być
                                bliźniakami, mogli być nawet podobnymi do siebie kuzynami. Wtedy mogliby nawet
                                mieć tak samo na imię, bo czemu nie? I ojciec Belli mógłby być nawet pięć lat
                                starszy od oryginalnego Robrojka, kto by na to po piętnastu latach zwracał uwagę?

                                A nawet nie musieli mieć tak samo na imię - wystarczyło, by oryginalny Robrojek
                                nazywał się np. Gniewomir Robert Rojek i kazał się wszystkim znajomym nazywać
                                Robertem - kto w końcu wnika w to co jest na metryce zapisane?
                                • mmaupa Re: troszke OT... 25.09.08, 14:39
                                  Wtedy zamiast Robrojka bylby Gnierojek, przez przyjaciol rowniez zwany Gierojkiem.

                                  A to sie Natalia zdziwi w USC!
                                  • filifionka-listopadowa Re: troszke OT... 25.09.08, 23:39
                                    Może historia w stylu Leslie Moore z "Wymarzonego domku Ani"? Dwóch podobnych
                                    kuzynów, tragiczne wypadki i pomyłki w tożsamości?
                                    • szprota Jeszcze większy OT 25.09.08, 23:44
                                      Zobaczyłam tę Leslie i przez długą chwilę musiałam się zastanawiać, o kogo
                                      chodzi - ja się jednak wychowałam na tłumaczeniach z Naszej Księgarni (i
                                      ilustracjach Zieleńca).
                                      • agnieszka_azj Re: Jeszcze większy OT 25.09.08, 23:59
                                        szprota napisała:

                                        > Zobaczyłam tę Leslie i przez długą chwilę musiałam się
                                        zastanawiać, o kogo
                                        > chodzi - ja się jednak wychowałam na tłumaczeniach z Naszej
                                        Księgarni (i
                                        > ilustracjach Zieleńca).

                                        Ja też.
                                        Rozumiem, że chodzi o Ewę Moore ???
                                        • szprota Re: Jeszcze większy OT 26.09.08, 00:08
                                          Owszem.
                                          Kompendium wiedzy z różnych tłumaczeń znalazłam kiedyś tu. Okazuje
                                          się, że taką Emilkę czytałam w najgorszym z możliwych tłumaczeniu, a i tak mnie
                                          urzekła.
                                          • kaliope3 Re: Jeszcze większy OT 26.09.08, 07:53
                                            Ufff-dzięki Szproto, ja byłam już bliska problemów z określeniem
                                            tożsamości. Po tylu latach i tylu czytaniach tego samego cyklu
                                            przekonać się,że bohaterka zupełnie inaczej miała na imię to
                                            szok.
                                            • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 26.09.08, 08:16
                                              W przypadku ksiazek LMM takich szokow mozna spodziewac sie wiecej, pozmieniali w
                                              tlumaczeniu mase imion. Np. Joanna z "B;ekitnego zamku" ma na imie Valancy.
                                              • kaliope3 Re: Jeszcze większy OT 26.09.08, 10:49
                                                Błagam! Joanna Buba jakąś Valancy- toż to herezja czysta, nie mogę
                                                dojść do siebie. Co ma teraz zrobić-nowe wydania czytać i się
                                                mentalnie przestwiać? Co onirobią ludiom (wydawcy znaczy się)
                                                • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 26.09.08, 16:03
                                                  A propos Doss/ Buby - zamontowałam sobie wewnętrzny przełącznik:
                                                  czytam Doss, ale "widzę" Buba. Śmieszności przezwiska "Doss", mimo
                                                  niezłej znajomości angielskiego, kompletnie nie czuję. :/ I nisko
                                                  kłaniam się tłumaczce, która dziecinnie brzmiącą Bubę wymyśliła. :)
                                                • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 12:43
                                                  Ja niedawno czytałam serię o Ani w oryginale stąd:
                                                  www.online-literature.com/lucy_montgomery/
                                                  a Zamek i Emilki stąd:
                                                  gutenberg.net.au/plusfifty-a-m.html#mitchellm

                                                  i zastanawiałam się mocno, co przyświecało tłumaczom.
                                                  Iza Gordon nazywa się Filippa.
                                                  Małgorzata Linde - Rachel Lynde...
                                                  Joanna Stirling ma na imię Valancy, a Edward to Barney.
                                                  Ewa - Leslie, a Tadzio i Tola - Davy i Dora.
                                                  Z imionami postaci jest potworne zamieszanie, kilkadziesiąt zmian.
                                                  • szprota Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 15:29
                                                    Ananke, bardzo dziękuję za linki - zaraz oddam się błogiej lekturze :)
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 16:12
                                                    Czesc tlumaczen moge zrozumiec: Philippa po angielsku zdrabnia sie do Pippa, co
                                                    po polsku juz nie brzmi korzystnie.
                                                    Joanna i Edward brzmia pieknie, w odroznieniu od oryginalnych imion
                                                    (natychmiastowe skojarzenia z powloka walencyjna i Flinstonami).
                                                    Leslie jest dosyc aplciowym imieniem.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 16:15
                                                    A ja wciaz nie. Rola tlumacza jest tlumaczenie, owszem, ma to byc ladne
                                                    jezykowo, ale przeciez nie przerobione jak mu sie podoba.
                                                  • klymenystra Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 19:00
                                                    Swego czasu byly po prostu inne konwencje i tyle. Nawet Boy zmienial imiona
                                                    bohaterow, jak mu cos nie pasowalo.
                                                    Inna sprawa, to wycinanie brakujacych fragmentow w Rilli i Blekitnym Zamku.
                                                    Czytalam ostatnio oryginaly i zdebialam.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 21:40
                                                    Pippa? W książce zdrabniali na Phil. Bardzo pasowało mi to zresztą, takie niepoważne.

                                                    > Joanna i Edward brzmia pieknie, w odroznieniu od oryginalnych imion
                                                    > (natychmiastowe skojarzenia z powloka walencyjna i Flinstonami).

                                                    Cóż, mnie Valancy podoba się o wiele bardziej, a Edward natychmiastowo kojarzy się z Gierkiem :p nie lubię tego imienia, dla mojego ucha brzmi twardo i ciężko. Barney zresztą też mi się nie podoba, niemniej skoro Montgomery ochrzciła go tak, a nie inaczej...

                                                    W angielskim sporo imion brzmi bezpłciowo. I za nic nie pojmę, czemu nie oszczędzono np. Rachel, zmieniając ją w Małgorzatę, Jane spolszczono, a została Ruby.
                                                    Nie lubię zmian na własną rękę tłumaczy i wydawców, taką mam fanaberię.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 21:44
                                                    ananke666 napisała:

                                                    > Nie lubię zmian na własną rękę tłumaczy i wydawców, taką mam fanaberię.

                                                    Mam taka sama:-). To nieuzasadniona ingerencja w cudze dzielo.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:09
                                                    A ja lubie "nieuzasadnione ingerencje" i co za tym idzie wole Kubusia Puchatka
                                                    od Fredzi Phi Phi.
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:27
                                                    mmaupa napisała:

                                                    > A ja lubie "nieuzasadnione ingerencje" i co za tym idzie wole Kubusia Puchatka
                                                    od Fredzi Phi Phi.


                                                    ale to nie jest nieuzasadniona ingerencja, tylko prawo przekładu artystycznego!
                                                    z kolei tłumaczki przedwojenne też nie wykazywały się debilizmem, dokonując
                                                    licznych przechrzczeń:( wyciągacie ludzi z ich epoki i oceniacie dzisiejszą
                                                    miarą, tak nie można, no.

                                                    gdzieś do bodaj lat 50. niepisana zasada kazała, zwłaszcza w książkach dla
                                                    dzieci i młodzieży, dostosowywać w miarę możności obce środowisko do nam
                                                    znajomego, stąd m.in. zmiany imion, a nawet nazwisk, na bardziej swojsko
                                                    brzmiące. to, zdaje się, miało czytelnikowi ułatwiać recepcję, a nie borykać się
                                                    z obcymi słowami w polskim tekście. taki rodzaj spolszczenia, a nie tłumaczenia
                                                    jak je dziś rozumiemy.

                                                    w ogóle z imionami jest odwieczny problem - karol darwin i fryderyk schiller,
                                                    ale jean baptiste lamarck i johann wolfgang von goethe (a nie jan wilczychód ze
                                                    starego kawału:). po części można wyjaśnić to popularnością osoby, ale nie do
                                                    końca (patrz schiller i goethe), przede wszystkim świadczy o epoce, która
                                                    dokonywała przyswojenia danej postaci polszczyźnie.

                                                    co do małgorzaty linde, to nie mam bladego pojęcia, dlaczego nie zostawiono
                                                    racheli, ale mam niejasne podejrzenia, że mogło się wydawać tłumaczce, że
                                                    polskiemu czytelnikowi będzie ono sugerować jej 'nacechowane' pochodzenie. ale
                                                    nie mam pojęcia, z którego roku jest przekład, a to by tu należało sprawdzić
                                                    przede wszystkim.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:30
                                                    Pewnie masz racje, ale jak do dobrze, ze mam zasade anglojezyczne ksiazki czytac
                                                    w oryginale, jesli tylko moge. Ile nerwow sobie oszczedzam. Gorzej z tymi
                                                    ksiazkami, ktore przeczytalam dawno, jak powiesci LMM, i w ktorych dlugo te
                                                    znieksztalcenia przyjmowalam jako prawdziwe imiona i nazwiska postaci.
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:43
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Pewnie masz racje, ale jak do dobrze, ze mam zasade anglojezyczne ksiazki
                                                    czytac w oryginale, jesli tylko moge.


                                                    ale jeszcze parę języków zostaje:) filonek bezogonek też sie wcale tak nie
                                                    nazywał, ale siła kreacji translatorskiej mnie przynajmniej przekonała i o to
                                                    idzie:)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:45
                                                    No niestety z innymi jezykami musze zaufac tlumaczom, i wciaz sie boje, jak to
                                                    co czytam ma sie do oryginalu:-).
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:52
                                                    póki wierzę temu, co czytam, jest dobrze:) si non e vero i tak dalej, a jak już
                                                    coś gdzieś zaczyna zgrzytać, to zwykle wszystko sie wali.

                                                    o, żeby nawiązać do szwedzkiej literatury dziecięcej - ubóstwiam 'latającego
                                                    detektywa' ake holmberga, którego główny bohater, detektyw ture sventon, obżera
                                                    się w chwilach radości lub rozpaczy 'psysiami z różowym kremem' (detektyw
                                                    sepleni nieco:). jakiegoż bolesnego zawodu doznałam, gdy sie dowiedziałam, że
                                                    tak naprawdę zajada on semle, czyli takie drożdżowe buły z marcepanem! chamstwo,
                                                    natychmiast to wyparłam ze świadomości:)

                                                    no ale tu przyznaję rację pani teresie chłapowskiej, semla dla szwedzkiego
                                                    dziecka oczywista, dla mnie nie znaczyłaby nic. psyś był pod wieloma względami
                                                    genialnym rozwiązaniem:)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:54
                                                    Nie, ale dziecko bulke z marcepanem, przerobiona na wersje nieco wysepleniona,
                                                    przyjeloby rownie naturalnie co "psysia". Przeciez semla po pollsku by sie nie
                                                    pojawila.
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:03
                                                    no niezupełnie - po pierwsze 'semla' to 'semla', jak nasz ptyś czy ekler, nazwa
                                                    własna, a nie opisowa typu właśnie 'drożdżowa bułka z marcepanem na wierzchu'.
                                                    szwedowi rzecz się kojarzy natychmiastowo, a detektyw jest po prostu łasuch i
                                                    strasznie lubi popularne ciastka, i korzysta z każdej okazji, żeby je zjeść.

                                                    dochowanie dosłownej wierności oryginałowi oznaczałoby albo zachowanie
                                                    szwedzkiej nazwy i robienie przypisu, albo długie opisy, o co chodzi, a w obu
                                                    wariantach oznaczałoby utratę tego natychmiastowego, oczywistego skojarzenia (no
                                                    tak, kto nie lubi pączków:) uważam, że tu pani chłapowska miała świętą rację i
                                                    sama jestem tego dowodem - psysie z różowym kremem zapadły mi niezbywalnie w
                                                    pamięć, a detektyw zyskał natychmiast moją sympatię:)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:08
                                                    Ja wiem, ze to konkretna bulka, a nie jakas bulka:-). Ale jestem strasznie
                                                    kategoryczna w ocenie tlumaczen:-). Swoja droga ja kojarz semle taka:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Semla. Ciezko, zeby mialac os na wierzchu, po namysle.

                                                    Moze jestem za surowa, ale mam uraz po "Dobrym omenie" Pratchetta i Gaimana w
                                                    wersji polskiej. Przetlumaczyli to ludzie nie znajacy ani polskiego, ani
                                                    angielskiego, mozna odniesc wrazenie, zabijaajacy dowcipy i w ramach szkolnych
                                                    bledow mylacy "diner" z "dinner". Zgroza. Jak dorwalam wreszcie ksiazke po
                                                    angielsku, mialam wrazenie, ze czytam cos zupelnie innego.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:09
                                                    I jeszcze tytulem uzupelnienia, to ciacho przeciuez wyglada podobnie do ptysia,
                                                    wiec akurat ta tlumaczka wybrala niezle rozwiazanie, przyznaje;-)
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:17
                                                    nonono, 'ta tłumaczka' to szanowna pani chłapowska, dzięki której mogłaś muminki
                                                    przeczytać! szacunku wincy:)

                                                    poza tym ty mówisz o czymś cokolwiek innym - nie odnosiłam się do jakże licznych
                                                    u nas niestety przykładów bandytyzmu translatorskiego, tylko do odwiecznego
                                                    zagadnienia, na ile przekład ma być dosłowny, żeby był wierny:)

                                                    a pratchetta po polsku w ogóle nie czytam, odkąd nie mogłam zrozumieć połowy
                                                    'trzech wiedźm':(
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:23
                                                    Wiem, wiem:-). Z wiernoscia przekladu zawsze jest problem. Ja nie oczekuje, ze
                                                    bedzie doslowny, bo wtedy nie bylby zbyt urodziwy literacko, a czesto do tego
                                                    jeszcze malo zrozumialy kulturowo. Ale wolalabym, zeby tlumacze z wiekszym
                                                    szacunkiem podchodzili do oryginalu czasami:-). Pewne zmiany sa konieczne, bez
                                                    inych mozna byloby sie obejsc, gdyby tlumacz ruszyl glowe. Chocby przyklad z
                                                    nieszczesnego "Dobrego Omenu". Mowa o postrzelonym gosciu, menedzerze. Swiadek
                                                    mowi ( w wersji polskiej): nie jest dobrze, kula przeszla przez wszystko- karte
                                                    rowerowa, identyfikator, karte do stolowki. Tymczasem w oryginale lista ta to
                                                    nazwy kolejnych kart kredytowych. Ok, niektorych z tych bankow nie ma w Polsce,
                                                    ale czy to usprawiedliwia tlumacza? Menedzer noszacy przy nobie karte rowerowa i
                                                    do stolowki, no bez zartow. To jest przyklad niczym nie uzasadnionej ingerencji
                                                    ( no ok, glupota tlumacza, ale to marna wymmowka;-)))
                                                    Z TP dobrze czynisz.
                                                  • yowah76 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 19:57
                                                    Ale bede sie stanowczo upierac ze "I Panu mowe odjelo" ma mocniejszy
                                                    wydzwiek niz w oryginale;))) Ja do dzisiaj tak mowie jak mi skutkiem
                                                    wydarzen i rece, i nogi opadna...
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 20:01
                                                    I "chyba womitowal bede" tez bylo fajne:). pare rzeczy im wyszlo, za reszte te
                                                    pare tlumaczy trzeba by wybatozyc.
                                                  • yowah76 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 19:59
                                                    ciekawe, czy ta "semla" i polska (slaska?) "zymla" (czyt. rzymua)
                                                    maja wspolne korzenie?
                                                  • kaliope3 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:21
                                                    O-ja też to uwielbiam! Czytałaś wszystkie części?( podobno są trzy,ta trzecia
                                                    to,zdaje się "Detektyw w Sztokholmie",czy jakoś tak,niestety tego akurat nie
                                                    czytałam)
                                                    Do dziś jak mam zaproponować komuś jakiś deser do wyboru, ciśnie mi się na usta
                                                    "sen czy tęsknota?"
                                                  • yowah76 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 20:00
                                                    mozna bylo napisac "drozdzowka" ;) do seplenienia sie nadaje.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:50
                                                    [cytat] > co do małgorzaty linde, to nie mam bladego pojęcia, dlaczego nie
                                                    zostawiono
                                                    > racheli, ale mam niejasne podejrzenia, że mogło się wydawać tłumaczce, że
                                                    > polskiemu czytelnikowi będzie ono sugerować jej 'nacechowane' pochodzenie.
                                                    [/cytat]

                                                    O, to nie jest zly pomysl. Analogicznie Davy zostal Tadziem, a nie Dawidkiem.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 00:06
                                                    > gdzieś do bodaj lat 50. niepisana zasada kazała, zwłaszcza w książkach dla
                                                    > dzieci i młodzieży, dostosowywać w miarę możności obce środowisko do nam
                                                    > znajomego, stąd m.in. zmiany imion, a nawet nazwisk, na bardziej swojsko
                                                    > brzmiące. to, zdaje się, miało czytelnikowi ułatwiać recepcję, a nie borykać si
                                                    > ę
                                                    > z obcymi słowami w polskim tekście. taki rodzaj spolszczenia, a nie tłumaczenia
                                                    > jak je dziś rozumiemy.

                                                    Toteż się nie czepiam np. Mateusza i Maryli. Nie miotam gromów na Krystynę Stuart ni Jankę Andrews, chociaż na dobrą sprawę zestawienie polskiego imienia i angielskiego nazwiska wypada czasem głupawo). Denerwuje mnie niekonsekwencja, raz tak, raz śmak, czemu zatem nie zmieniono np. Mary - służącej państwa Barry...
                                                    No i co tu kryć, czasem tłumaczki za bardzo się rozpędzały stylistycznie, oraz sadziły piękne babole. Jeden z lepszych przykładów rozpędzania się to zdanie z końca Ani na uniwersytecie, o purpurowym kwiecie miłości, co to tłumił pączki przyjaźni odurzającą wonią. Purpurowy kwiat okazał się po prostu różą, a odurzającej woni nie było wcale.

                                                    Niemniej zafiksowana jestem raczej na te stare tłumaczenia, do nich i ilustracji Zieleńca mam wielki sentyment i nowych nie próbuję... ale chyba wolę oryginał.
                                                  • kaliope3 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 08:21
                                                    Ja czytałam "Anię na uniwersytecie" w wydaniu przedwojennym, tytuł
                                                    brzmiał "Ania z wyspy" (zdaje się że akurat zgodny z oryginałem)-
                                                    ilez tam było przedziwnych rzeczy! Muszę odzyskać egzemplarz od
                                                    rodziców,to może i rzucę parę cytatów kiedyś. Pamiętam w tej chwili
                                                    jedynie,że bohaterka bodajże powieści którą Ania męczyła dla
                                                    jakiegoś wydawnictwa miała purpurowe oczy...Zawsze mnie zastanawiało
                                                    jak takie oczy mogą wyglądać i czy bohaterka nie była może
                                                    albinoską, no i dlaczego tłumacz użył takiego akurat słowa?
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 11:19
                                                    A nie pozajączkowało się aby z "Anią z Zielonego"? Ania tworzyła tam dzieło do szkoły, o dwóch siostrach, złej brunecie i dobrej blondynie, blondyna miała właśnie purpurowe oczy.
                                                    Co do oczu, to Emilka w moim przekładzie miała oczy złotoszare, w oryginale ma purplish-grey.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 11:46

                                                    Pobeltalo to sie raczej purpurowej tlumaczce a nie samej Ani!
                                                    Purple to jeden z moich "pet hate" w polskich koslawych
                                                    tlumoczeniach ;)
                                                    Purple po angielsku to fiolet, odcien fioletu, fiolkowy lub lila.
                                                    Tymczasem purpura po polsku i w polskiej kulturze to odcien
                                                    (ciemnej) czerwieni!
                                                    Purple-purpura to false friends, a leniwym tlumaczom nie chce sie
                                                    nawet sprawdzic, tylko jada automatycznie po skojarzeniu, chociaz
                                                    brzmi to potem bez sensu. Tak jak actually to nie aktualnie ani
                                                    eventually to nie ewentualnie itd.

                                                    Blondyna LMM mogla wiec miec spokojnie fiolkowe oczy, a NIE
                                                    purpurowe!

                                                    Tak samo jak w oryginale LMM Emilka ma purplish-grey tzn. fiolkowo-
                                                    szare (swoja droga, widzial ktos z Was kiedy fiolkowe oczy?) a nie
                                                    zlotoszare (ja sama z kolei chodzilam kiedys do szkoly ze sliczna
                                                    brunetka o bursztynowych oczach, naprawde takich calkiem zóltych!)
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 12:35
                                                    Ja to wiem, a tłumaczka diabli wiedzą, co myślała...
                                                  • matkazbud Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 12:42
                                                    Ja widziałam fiołkowe oczy! Było to ćwierć wieku temu - posiadaczem
                                                    owych fiołkowych był starszy brat mojej przyjaciółki. I Liz Taylor
                                                    podobniez ma takie...A i Norwid je widział , bo napisał "Jak gdy kto
                                                    rzuci w oczy człowiekowi garscią fiołków i nic mu nie powi..." No a
                                                    w dobie szkieł kontaktowych to kazdy może mieć fiołkowe oczy.
                                                    Pamiętam taki dobry kryminał Rendell, gdzie pan inspektor zadurzył
                                                    sie w ślicznych oczach podejrzanej co to okazały się kontaktowe.,no
                                                    i czar pryska...
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 12:44
                                                    O wlasnie, ja tez mialam podac przyklad Liz Taylor, ile razy czytam o fiolkowych
                                                    oczach, mysle o niej. Przeciez tu nie chodzi doslownie o fiolet, to taki
                                                    specyficzny odcien niebieskiego. W przypadku oczu, oczywiscie:-)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 13:19
                                                    Liz Taylor ma jakies oczy? Nie diamenty? :p
                                                    Poguglowalam i wyszlo mi, ze w USA tez dyskutuja zawziecie czy Liz
                                                    ma naprawde fiolkowe i czy aby to nie wina technicoloru na przyklad..
                                                    www.cosmomovieawards.com/actors/images/elizabethtaylor.jpg
                                                    Co do odp. dakoty to jestem nieslychanie zawiedziona, ze fiolkowe
                                                    oczy to tylko specyficzny odcien niebieskiego!!
                                                    Czyzby przekrwiony? Krew + niebieski = fiolkowy ;)

                                                    Czytalam tez opowiadanie po angielsku, stylizowane na wiek 17, gdzie
                                                    jedna z bohaterek miala oczy "like violets drowned in a pool of
                                                    milk" - violets czyli konkretne fiolki - i przez to wyobrazalam
                                                    sobie fiolkowe oczy jako wlasnie takie pastelowe, rozmyte fiolki,
                                                    wyblakle po praniu :)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 13:24
                                                    Fioletowych oczu z zyciu nie widzialam:-). Jestem pewna, ze wbre romantycznej
                                                    nazwie to typ oczu niebieskich, slawiony przez romansidla;-)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT tlumacz swiata purpurowy 29.09.08, 13:47
                                                    dakota77 napisała:
                                                    > Jestem pewna, ze wbre romantycznej
                                                    > nazwie to typ oczu niebieskich, slawiony przez romansidla;-)

                                                    Cholerny niefiolkowy swiat! Szkoda.. :)
                                                  • kaliope3 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 11:48
                                                    A pozajączkowało się:) Faktycznie to była ta rozdzierająca
                                                    historia,któa nieodmiennie prowokowała mnie do śmiechu-
                                                    zwłaszcza "ustęp" o tym jak Percival(?) wpada do rzeki
                                                    wołając:"Uratuję cię moja niezrównana ...(tu imię którego nie
                                                    pamiętam).
                                                    W każdym razie oczy były purpurowe(choć to może Ani się wydawało że
                                                    będzie właśnie interesujące i oryginalne), ale w " Ani z wyspy" jest
                                                    naprawdę dużo ciekawostek biorąc pod uwagę przedwojenną gramatykę i
                                                    ortografię, ale niestety nie przytoczę na żywca żadnego przykładu
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 11:56
                                                    ... Geraldyno!
                                                    Tak sie nazywala pieknosc o purpurowych oczach.
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 12:06
                                                    A ja dokopałam się do oryginalnego tekstu: "Geraldine was
                                                    a queenly blonde with hair like spun gold and velvety purple eyes".

                                                    Ktoś wyżej pisał, że nigdy nie widział fiołkowych oczu - a w Ani
                                                    czytamy dalej:
                                                    "I never saw anybody with purple eyes," said Diana dubiously.

                                                    "Neither did I. I just imagined them."

                                                    BTW, kiedy czytałam o "purpurowych" oczach, to też widziałam
                                                    albinoskę, na przemian z wampirzycą. ;)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 12:21
                                                    agawa79 napisała:
                                                    > A ja dokopałam się do oryginalnego tekstu: "Geraldine was
                                                    > a queenly blonde with hair like spun gold and velvety purple eyes".

                                                    Wow, nie dosc ze fiolkowe to jeszcze aksamitnie fiolkowe :)))

                                                    (welwet to w jezyku polskim odmiana aksamitu o dluzszej okrywie
                                                    wlosowej (po angielsku aksamit nie istnieje, bo to z greckiego
                                                    heksamitos)
                                                    - obie tkaniny to plusze zreszta - ale welwetowo lub pluszowo
                                                    purpurowe oczy brzmialyby juz zupelnie egzotycznie ;)))

                                                    > BTW, kiedy czytałam o "purpurowych" oczach, to też widziałam
                                                    > albinoskę, na przemian z wampirzycą. ;)

                                                    No bo ta purpura nieszczesna to takie typowo polskie skojarzenie -
                                                    ze kardynalsko, po szlachecku, albo i królewsku czerwone!
                                                    Jesli po angielsku autorka chcialaby opisac kolor pąsowy lub
                                                    ciemnoczerwony, to uzylaby od razu slowa crimson (po naszemu
                                                    karmazyn).
                                                    Czyzby przemawiala przez Ciebie wampirza slowianska kultura? :)
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 14:58
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > Czyzby przemawiala przez Ciebie wampirza slowianska kultura? :)
                                                    >
                                                    O, z pewnością. ;) Jednak w czasach, kiedy Anię czytałam po polsku,
                                                    przemawiały przeze mnie lęki różnorakie. W mojej rodzinie bliższej i
                                                    dalszej żywe były w latach 80. ubiegłego wieku opowieści o
                                                    wampirach. Oczywiście, w formie anegdot i z przymrużeniem oka, ale
                                                    jako kilkuletnie dziecko brałam je na serio. Niczego się tak nie
                                                    bałam w latach wczesnej podstawówki, jak tego, że zostanę ukąszona
                                                    przez wampira i pewnego dnia nie zobaczę swojego odbicia w
                                                    lustrze. :D
                                                    A skoro już o wampirzycach mowa, to polecam "Ugrofińską wampirzycę"
                                                    autorstwa Noémi Szécsi - wydało to wydawnictwo Czarne w serii
                                                    Europejki i czyta się nieźle. :)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 12:08
                                                    FIOLKOWYCH do jasnej Anielli! ;P

                                                    o falszywym tlumaczeniu purpury przed chwila tutaj tlumaczylam :)
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 12:18
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > FIOLKOWYCH do jasnej Anielli! ;P

                                                    No fiołkowych, fiołkowych - purpurowych natomiast nie widziała Diana
                                                    zdaniem Rozalii Bernsteinowej.

                                                    >
                                                    > o falszywym tlumaczeniu purpury przed chwila tutaj tlumaczylam :)

                                                    Wiem, ale strasznie, ale to strasznie chciało mi się Cię wesprzeć
                                                    dowodem ze źródła. ;)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 12:26
                                                    agawa79 napisała:
                                                    > Wiem, ale strasznie, ale to strasznie chciało mi się Cię wesprzeć
                                                    > dowodem ze źródła. ;)

                                                    Dzieki wielkie :-)
                                                    A wiecie, ze w medycynie naprawde jest okreslenie purpura
                                                    wzrokowa? :) To barwnik w oku kregowców, nazywany dzisiaj rodopsyna,
                                                    i wbrew pieknej starej nazwie nie sluzy do zauwazania purpury w
                                                    otoczeniu tylko do wylapywania swiatla i widzenia po ciemku ;PPP
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 14:46
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > A wiecie, ze w medycynie naprawde jest okreslenie purpura
                                                    > wzrokowa? :)

                                                    A żeby było zabawniej, po angielsku nazywa się visual... purple. ;)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 15:24
                                                    agawa79 napisała:
                                                    > lezbobimbo napisała:
                                                    > > A wiecie, ze w medycynie naprawde jest okreslenie purpura
                                                    > > wzrokowa? :)
                                                    > A żeby było zabawniej, po angielsku nazywa się visual... purple. ;)

                                                    Malpy purpurowe z tych anglikanów, no! ;)

                                                    Poguglowalam dalej i wyszlo, ze polska purpura oraz ang. purple (z
                                                    staroang. purpul) wziely sie oba z lacinskiego slowa purpura, a to z
                                                    greckiego: PORFIRA - okreslajacego slynna, ciemnoczerwona purpure z
                                                    szkarlatnych malzów, co byla tak droga, ze tylko cesarzowie mogli
                                                    sobie na to pozwolic (purpura cesarska). Znaczy ze my po polsku
                                                    nadal pamietamy purpure cysorzów i ich klawe zycie.
                                                    Po drodze do Anglii, w sredniowieczu, zaczeto dodawac do coraz
                                                    rzadziej wystepujacej (po upadku cysorstwa rzymskiego) purpury
                                                    niebieski barwnik (tez bardzo drogi, bo z lapis lazuli) i tak
                                                    powstal fiolet, czyli angielski royal purple (czyli 2 drogie
                                                    barwniki dostepne glównie królom). I dlatego po angielsku do dzisiaj
                                                    purple to red+blue.'

                                                    A porfire podkreslilam, bo mi sie kojarzy z porfiria, przez która
                                                    powstaly legendy o wampierzach (wrazliwosc na swiatlo, bladosc i
                                                    anemia, odsloniete zeby)... czyli jak by nie szukac i tak konczy sie
                                                    na purpurowo czerwonych oczkach w nocy ;P
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 15:34
                                                    lezbobimbo napisała:
                                                    > niebieski barwnik (tez bardzo drogi, bo z lapis lazuli)

                                                    tfu, co ja tez napisalam! *purpurowieje cesarsko ze wstydy*
                                                    Lapis lazuli uzywano owszem, ale glównie do farb malarskich, bo bylo
                                                    tak hiperdrogie;
                                                    za to zwyczajniejszy acz tez drogi, niebieski barwnik do farbowania
                                                    tkanin w w dawnych czasach to bylo naturalne indygo - z roslin
                                                    indyjskich i afrykanskich.
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:52
                                                    Że tak się podzielę wiedzą z przewodnika po Erfurcie: w średniowiecznej Europie
                                                    jako niebieskiego barwnika używano głównie urzetu barwierskiego (Isatis
                                                    tinctoria, niem. weide, ang. woad). Indygo było drogie i rzadkie aż do czasów
                                                    wielkich odkryć geograficznych, kiedy Vasco da Gama odkrył morską drogę do
                                                    Indii, a w podbitej Ameryce zaczęto zakładać plantacje indygo.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:34
                                                    Ja uwazam Fredzie za rownie kosmiczny przeklad co Kubusia ( choc wersja z
                                                    Kubusiem przynajmniej brzmi dobrze i ja lubie;-)). Przeciez mis w oryginale nie
                                                    mial na imie Winnifred, co byloby idiotyczne. Imie Winnie pochodzi od
                                                    niedzwiedzia w zoo, ktory mial na imie Winnipeg. Wiec zadna tam niemieska Fedzia;-)
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:48
                                                    Z tym ze Winnipeg byla niedzwiedzica :)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:50
                                                    No ok, ale samo to imie nie ma takiego ziewczynskiego brzmienia;-). SZczerze
                                                    mowiac nie mam pojecia, jak Winnie the Poh powinien nazywac sie po polsku. A
                                                    moze to naprawde byla dziewczynka?;-)
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:53
                                                    Ta Kuba! :)
                                                  • jottka Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:56
                                                    kuba puchatka:)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 22:57
                                                    W koncu nie mamy zadnych dowodow, ze to chlopiec:-). Rysunki ewentualnie moglyby
                                                    na to wskazywac, ale to nie dowod;-)
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 07.10.08, 18:18
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > W koncu nie mamy zadnych dowodow, ze to chlopiec:-). Rysunki ewentualnie moglyb
                                                    > y
                                                    > na to wskazywac, ale to nie dowod;-)

                                                    Gdzieś jest zapisana ta historia gdy syn Milne'a nazwał swojego misia Winnie the
                                                    Pooh i ojciec zwrócił mu uwagę, że to żeńskie imię. Na to chłopiec powiedział,
                                                    że owszem, samo Winnie być może, ale to jet on- winnie the Pooh
                                                    (Zdaje się ze ten the Pooh to był jakiś miejscowy łabędź, niezwykłej uroty i
                                                    majestatu)
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 28.09.08, 23:38
                                                    A ja Fredzi nie przyjęłam do wiadomości, ponieważ nie widzę żadnego związku między "Winnie" (Winnipeg) i "Fredzią", pomijając fakt, że rzeczony miś był zdecydowanie rodzaju męskiego, za to widzę związek między "the Pooh" a "Puchatkiem". Jeśli tłumaczka nie umie czytać i nie doczytała się, skąd pochodzi imię, to kij jej w oko.
                                                    W książce dla dzieci prędzej zniosę taką ingerencję, kiedy Kubuś wychodził w Polsce, angielskim władała znikoma liczba dzieciaków. W przekładach Ani są zmiany innego rodzaju, raz się coś zostawia, raz zmienia na zupełnie inne, raz spolszcza, powstaje chaos. Rozumiem, dlaczego spolszczono Anię, Jankę, Krystynę itp, ale dlaczego wykopsano Leslie, Philippę, Rachel, a Ruby została - nie. Ani dlaczego Marshall Elliot został marszałkiem Elliotem :p
                                                  • anutek115 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 09:09
                                                    Mnie się wydaje, że I valancy, i Leslie na przykład padły właśnie ofiarą tego, o
                                                    czym pisała Jottka - zwyczajowi spolszczania imion w książkach dla młodzieży. Co
                                                    by nie rzec, Valancy jest pięknym imieniem, ale brzmiącym w polskich uszach
                                                    zupełnie obco. Muszę przyznać, że ja jednak wolę Joannę. Z Leslie mam to samo,
                                                    nie mogę się oprzeć skojarzeniu z Leslie Howardem, który grał Ashleya w
                                                    "Przeminęło z wiatrem", wiele o nim można dobrego powiedzieć ale piękną kobieta
                                                    nie był... no jednak wolę Ewę, cóż począć.
                                                    Zaś Ruby została chyba dlatego, że to imie się wymawia mniej więcej tak samo w
                                                    obu językach. Czy nie wszystkie zmienione imiona mają tę przypadłość, że inaczej
                                                    się je mówi, a inaczej pisze?
                                                    Czemu zaś Marshall Elliot został marszałkiem pojąć nie mogę :-))).
                                                  • limotini Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 16:06
                                                    A ja jestem całym sercem za spolszczaniem imion w książkach dla dzieci! Anię z
                                                    Zielonego Wzgórza czytałam jeszcze zanim poznałam tajniki wymowy angielskiej i
                                                    już na całe życie mam zakodowane, że:
                                                    * Ania jest z [awolea]
                                                    * Karolek ma na nazwisko [sloane]
                                                    * Janka ma na nazwisko [anrews]
                                                    * a Gilbert [blythe]
                                                    Piszę tak, jakbym czytała. Jakby jeszcze imiona zostały po angielsku, to bym
                                                    była naprawdę biedna. Do tej pory cierpię, jak czytam książki tłumaczone z
                                                    francuskiego czy hiszpańskiego - o bohaterach pamiętam tyle, że ten na "p" z "h"
                                                    w środku i "e" na końcu.

                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 16:10
                                                    To ja chyba mialam to szczescie, ze angielskiego zaczelam sie uczyc majac 5 lat,
                                                    Anie przeczytalam troche pozniej:-). Bylam sobie juz wtedy w stanie prawidlowo
                                                    wymowic nazwy i nazwiska. Przeciez to mzoe tylko zachecic do nauki, czemu mamy
                                                    rozleniwiac dzieci, spolszczajac wszystko?
                                                  • limotini Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 16:36
                                                    Zachęcić do nauki wszystkich języków? Ja na razie umiem wymiawiać w miarę
                                                    prawidłowo (choć w sobotę miejscowi bardzo się ze mnie śmiali jak niemicką nazwę
                                                    Fiesch przeczytałam jako [fisz] zamiast [fiesz]) słowa po angielsku, niemiecku,
                                                    węgiersku, chińsku (ale ze słownikiem), włosku i rosyjsku. Trochę mi jeszzcez
                                                    zostało...

                                                    Tym bardziej, że dla wielu, wielu nazw własnych ciężko znaleźć było wymowę
                                                    (teraz, z Internetem, jest łatwiej).
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 16:48
                                                    Powiedzialabym, ze jest kilka glownych jezykow, w ktorych u nas pojawiaja sie
                                                    ksiazki. Moze ja jestem wyjatkowo spragniona wiedzy, ale widzac obce nazwy,
                                                    chcialabym wiedziec, jak sie je wymiawia i poszukalabym na ten temat informacji.
                                                    I poczulabym sie bardzo dotknieta, gdyby ktos uznal mnie za idiotke, ktora nie
                                                    jest w stanie czegos wymowic w obcym jezylu, wiec zeby sie biedne dziecko nie
                                                    meczylo, masz, prosze, spolsczymy ci wszystko i juz zaden wysilek niepotrzebny.
                                                    Ja tu nie mam nic przeciwko temu, zeby z Ann zrobic Anie, ale narzekalas, ze nie
                                                    umowialas wymowic nazwisk. Wiec co, je tez spolszczamy? Zapisujemy Blythe
                                                    fonetycznie albo zmieniamy na Kowalski?
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 17:44
                                                    A ja przeczytałam Anie na długo przed rozpoczęciem nauki angielskiego. Też w głowie wymawiałam początkowo "blythe" i "sloane" i... kompletnie mi to nie przeszkadzało. Francuskie nazwiska i hiszpańskie albo zgoła skandynawskie były obce i też niewiedza o ich wymowie mi wisiała. Dziś można wszystko łatwiej sprawdzić.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 17:57
                                                    POza tym lepiej wymawiac zle, przynajmniej do czasu sprawdzenia wersji
                                                    prawidlowej, niz miec swiadomosc, ze tlumacz uznal nas za osobe umyslowo
                                                    niezdolna do wysilku sprawdzenia wymowy;-)
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 18:40
                                                    Poza tym lepiej wiedzieć, jak naprawdę kto się nazywał. Wystarczy spis nazwisk na końcu z zapisaną wymową, sama mam takiego "Gavroche'a", sprawdzałam sobie i szafa grała.
                                                    Sama stosunkowo późno dowiedziałam się, że Don Kichot jest właśnie przez "ch", a nie "sz". Bo naprawdę nazywał się Quijote. Czemu jakoś trudności w wymowie nie przeszkadzają przy zapisie dajmy na to Shrewsbury! Spolszczone są przecież tylko nazwy głównych miast, typu Paryż, Londyn (oni robią to samo: Warsaw, Varsovie...), ale takim Glasgow ani Pittsburghiem nikt się nie przejmuje. I wśród angielskich nazw wystaje nagle głupio Czarnowoda.
                                                    Co innego książeczki dla przedszkolaków, one mają swoje prawa.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 20:36
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > POza tym lepiej wymawiac zle, przynajmniej do czasu sprawdzenia wersji
                                                    > prawidlowej, niz miec swiadomosc, ze tlumacz uznal nas za osobe umyslowo
                                                    > niezdolna do wysilku sprawdzenia wymowy;-)

                                                    Na przyklad Serbowie to chyba w ogole jest narod jelopow, skoro w ichnich
                                                    gazetach wszystkie zagraniczne nazwiska sa pisane fonetycznie...

                                                    Trener Intera Žoze Murinjo istakao je da je glavni sudija meča Inter –
                                                    Milan direktan krivac za prvi poraz njegovog tima u Seriji A, a potom i
                                                    iskritikovao navijače rosonera koje je zbog uvreda na račun Marka
                                                    Materacija
                                                    uporedio sa rasistima.


                                                    Kto zgadnie o kogo chodzi? :)

                                                    Poza tym na przyklad Korczak nie szczypal sie i od razu pisal o bankructwie
                                                    malego Dzeka, nie Jacka.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 20:45
                                                    Ale tam jest taka tradycja. Ja nie oceniam ich jako jelopow, ja poczulabym sie
                                                    jelopem, gdyby ktos zdecydowal za mnie, ze nie jestem w stanie sama sprobowac
                                                    wymowic cos wlasciwie.
                                                    Ale w sumie po co ja sie szarpie, piszmy wszystko fonetycznie albo spolszczajmy
                                                    i juz. Wszyscy beda szczesliwi, wreszcie nie beda sie tak straszliwie meczyc...

                                                    A chodzi o Mourinho i Materazzi.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:11
                                                    Różnica jest taka, że oni to robią konsekwentnie wszędzie, prawda? Taki ichni obyczaj. A u nas takiego nie było, Merlin Monroł nigdzie nie widziałam...
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:16
                                                    Może i u nas teraz będzie, po co sobie łamać głowę wymową;-).
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:21
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Może i u nas teraz będzie, po co sobie łamać głowę wymową;-).

                                                    Już widzę nowe tłumaczenie np. "Dzieci z Bullerbyn": Busse, Ulle,
                                                    Szjerstin. :D
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:28
                                                    Harri Poter, Ron Łizli, Hermiona Grandżer:-)
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:37
                                                    > Harri Poter, Ron Łizli, Hermiona Grandżer:-)

                                                    Ej, jak juz to Hermajni!
                                                  • slotna Re: Jeszcze większy OT 27.11.08, 15:52
                                                    > Szjerstin

                                                    ???? Ktore to? I dlaczego? :)

                                                    --
                                                    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 27.11.08, 18:11
                                                    W Bullerbyn na szczęście żadne. :D Porąbało mi się, że Kerstin ma na
                                                    imię Kjerstin. ;)
                                                    I'm sorry. I'm so sorry. I'm really, really sorry (jak mówił
                                                    Thermoman po omyłkowym wysłaniu całej ludzkości do Australii - ktoś
                                                    zna ten serial? :)).
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 27.11.08, 18:12
                                                    Ja znam:-)
                                                  • slotna Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 01:27
                                                    Ja pewnie nie znam, ale za to spytam jeszcze: jak w takim razie bedzie Kerstin? I Britta. Bo to tak niewinnie wyglada, ale kto wie... :))

                                                    --
                                                    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 10:43
                                                    Kerstin i Britta wymawia się z grubsza tak samo, jak się pisze. :)

                                                    Dakoto, czy zgodzisz sie, że Mrs Raven z My Hero wymiata?;)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 11:05
                                                    Przyznam, ze dawno tego serialu nie ogladalam i mozliwe, ze mysla mi sie
                                                    postaci, za to za kazdym razem swietnie sie bawilam:-). Przypomnij mi, ktora to
                                                    pani:-)
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 11:09
                                                    Ta w środku, pamiętasz, nienawidziła wszystkich i wszyskiego. :) W
                                                    ogóle postaci w tym serialu są cudownie przerysowane. :)
                                                    https://www.sitcom.co.uk/my_hero/graphics/episodes.jpg
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 11:12
                                                    Tak myslalam, ze to ona, ale wolalam sie upewnic:-). W takim razie przyznaje-
                                                    jest fantastyczna:)
                                                  • yowah76 Re: Jeszcze większy OT 28.12.08, 18:02

                                                  • the_dzidka Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:01
                                                    > Kerstin i Britta wymawia się z grubsza tak samo, jak się pisze. :)

                                                    Ej? A w ekranizacji Dzieci z Bullerbyn (nb fantastycznej) oni
                                                    wyraźnie mówili Szjersztin!
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:09
                                                    Bo w szwedzkim "k" na poczatku slowa brzmi troszke jak nasze "ś". Ale Szjersztin
                                                    wydaje mi sie byc jakas strasznie udziwniona wymowa. St tez raczej nie daje
                                                    "sz", nasze "sz" to wymowa sk, skj.
                                                    Moim zdaniem wymowa to Śerstin. Ale ja nie ekspert, dawno nie robilam powtorki
                                                    ze szwedzkiego, no i nie uczylam sie tego jezyla dlugo:-)
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:30
                                                    A ja w ogóle dopiero zaczynam i z Kerstin zostałam wprowadzona w
                                                    błąd przez kogoś, kto twierdzi, że się zna. ;)

                                                    A teraz sobie posłuchałam "Dzieci z Bullerbyn" - to znaczy
                                                    usiłowałam usłyszeć oryginalne głosy spod głosu lektora - i ja tam
                                                    słyszę "Śjarstin" lub "Śjarśtin" wręcz. Poza tym sprawdziłam słownik
                                                    i się dowiedziałam, że w szwedzkim k po którym występuje e czyta się
                                                    jako takie jakby ś właśnie.

                                                    Czyli pierwotna wersja zapisu była zbliżona do poprawnej wymowy. :)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:32
                                                    Fajnie, ze jest nas wiecej z tym szwedzkim:-)
                                                  • agawa79 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:37
                                                    A jeszcze lepiej by było, gdyby to był dobry szwedzki. :D

                                                    W moim przypadku nauka szwedzkiego jest o tyle łatwiejsza i
                                                    trudniejsza zarazem, że znam jako tako norweski i wiem już, że
                                                    języki skandynawskie nie gryzą. Czasem jednak można się dopatrzeć
                                                    zbyt wielu analogii. ;)

                                                    I też się cieszę, że jest nas więcej miłośników krajów północnych. :)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 28.11.08, 13:44
                                                    No tak, to juz masz latwiej. Inna rzecz, ze szwedzki nie jest trudny dla osob
                                                    znajacych angielski i niemiecki. Np. ksiazke o gramatyce szwedzkiej mam po
                                                    angielsku i wiadomo,ze np. czasy latwiej pojac, kiedy sa opisane w innym jezyku,
                                                    w ktorym wystepuja perfecty;-)
                                                    A do norweskiego kupilam kiedys podrecznik, ale nigdy na dobre sie za niego nie
                                                    zabralam, musi poczekac na swoja kolej. Ale jak tylko go kupilam przeczytalam
                                                    pierwsza czytanke tylko na podstawie analogii z moim slabym szwedzkim i zrobilam
                                                    dwa bledy jedynie;-)
                                                  • majself Re: Jeszcze większy OT 15.09.09, 12:49
                                                    O rany, to TAK się wymawia?!
                                                    Zawsze mówiłam Bosse, Olle, Kerstin... Pozbawiłaś mnie złudzeń!
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:36
                                                    My za to tradycyjnie jestesmy niekonsekwentni. Mamy Szekspira, ale juz nie
                                                    Kromuela. Mamy Waszyngtona, ale juz nie Dzefersona.

                                                    Nadal nie przyjmuje do wiadomosci, ze Bosse z "Dzieci z Bullerbyn" to nie Bosse,
                                                    tylko jakis [busse]. Nie obrazilabym sie, gdyby tlumaczka mi go zmienila na
                                                    Bolka na przyklad.

                                                    Ale coz, jeszcze sie taki nie narodzil, co by wszystkim dogodzil.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:41
                                                    Pisownie Szekspir wprowadzono dawno, mysle, ze gdybysmy odkryli go teraz, nie
                                                    spolszczylibysmy juz jego nazwiska. I nie mowie przeciez, ze to nie jest
                                                    niekonsekwencja.
                                                    Ale naprawde uwazam, ze spolszczanie powinno miec miejsce w literaturze dla
                                                    malych dzieci i dotyczyc glownie imion. Nie rozumiem zmieniania imion postaci na
                                                    inne, jak u LMM, i tego,czemu mialaby sluzyc polska pisownia nazwisk. Przeciez
                                                    wymowe mozna sprawdzic. naprawde nie uwazam, zeby to byl taki klopot. Kto nie
                                                    chce, nie sprawdzi, jego sprawa. Ale czemu ktos ma za nas decydowac, ze to ponad
                                                    nasze sily?
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:51
                                                    Ech, Dakoto, mozemy sie klocic i klocic :)

                                                    Ponad nasze sily nie jest, ale jest ulatwieniem. Nauczenie sie wegierskiego tez
                                                    pewnie nie jest ponad nasze sily, ale latwiej nam czytac "Chlopcow z Placu
                                                    Broni" po polsku. Sama piszesz, ze wolisz czytac ksiazki w oryginale - ja tez
                                                    wole. Ale skoro czytamy tlumaczenie, to przyjmujemy je z calym dobrodziejstwem
                                                    inwentarza (tlumaczeniem/zmiana imion, spolszczaniem itd). Jesli tlumaczenie
                                                    jest dobre, sensowne i przyjemne, to naprawde sie nie obraze o to, ze zamiast
                                                    Rachel jest Malgorzata. Wrecz brzmi to bardziej swojsko - taka pani Malgorzata,
                                                    wscibska sasiadka.

                                                    Jesli tlumacz chce byc konsekwentny, to albo pisze o Anne (with an "e" - dylemat
                                                    zupelnie niezrozumialy dla polskiego czytelnika) i Rilli, albo o Ani i
                                                    Ryli-Ma-Ryli (co nie brzmi najlepiej). Tlumacz swoj rozum ma - na ogol, czasami
                                                    rozumu braknie - i wybiera najladniejsza wersje.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 21:54
                                                    Konczac temat, bo faktycznie dalej nie zabrniemy, pisalam juz iles razy, ze
                                                    rozumiem spolszczanie imion, zwlaszcza w ksiazkach dla dzieci. Zamienianie nie.
                                                    Ale mysl o tym, ze rowniez i nazwiska mialyby byc spolszczone lub zmienione
                                                    napelnila mnie prawdziwa zgroza:-). A skoro tak chcemy ulatwiac innym lekture,
                                                    to i do tego trzeba byloby sie posunac, zeby byl full service:-).

                                                    No coz, kazdy ma jak widac inne poglady na to, co to jest tlumaczenie idealne:-)
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 30.09.08, 00:21
                                                    > No coz, kazdy ma jak widac inne poglady na to, co to jest tlumaczenie idealne:-)

                                                    Tajest! I na tym skonczymy dyskusje :)
                                                  • nessie-jp Re: Jeszcze większy OT 20.11.08, 17:30
                                                    > rozumiem spolszczanie imion, zwlaszcza
                                                    > w ksiazkach dla dzieci. Zamienianie nie.

                                                    Jednak trzeba pamiętać, że Bernsztajnowa tłumaczyła PRZED wojną, wówczas, gdy w
                                                    Polsce jednak funkcjonowały obok siebie, choć w sporym rozdziale, społeczności
                                                    katolicka i żydowska. Dzieci z rodzin katolickich miały imiona chrześcijańskie,
                                                    z rodzin żydowskich - starotestamentowe. Wiadomo było, że Rachela to z pewnością
                                                    dziewczynka czy kobieta z rodziny żydowskiej; podobnie Salomon czy Dawidek. Dla
                                                    ówczesnego czytelnika trudne do zrozumienia (bez licznych przypisów) byłoby, że
                                                    ta Rachela chodzi do tego samego kościoła, co chrześcijanka-Ania, ba! jest w tym
                                                    kościele ważną personą!

                                                    Tymczasem w krajach anglosaskich imiona starotestamentowe były (i są) bardzo
                                                    popularne w chrześcijańskich rodzinach. Zresztą w ogóle w oryginale "Ani" samo
                                                    imię nie niosło ze sobą żadnych konotacji kulturowych czy religijnych.

                                                    Nam się to już w głowie nie mieści, ale tamta tłumaczka działała i tworzyła w
                                                    zupełnie innej kulturze.

                                                    BTW pamiętam z lektur licealnych taką scenę wzburzenia jakiejś cioci, która w
                                                    parku woła siostrzenicę "Różo!" a ktoś ją krytykuje, że "Niby taka
                                                    chrześcijanka, a 'córkę' Roza nazwała!!" Tytuł i treść lektury umknęły, ale ta
                                                    scena była chyba jednak dość typowa dla tamtych czasów.
                                                  • agnieszka_azj Re: Jeszcze większy OT 22.11.08, 20:28
                                                    nessie-jp napisała:
                                                    >
                                                    > BTW pamiętam z lektur licealnych taką scenę wzburzenia jakiejś
                                                    cioci, która w
                                                    > parku woła siostrzenicę "Różo!" a ktoś ją krytykuje, że "Niby taka
                                                    > chrześcijanka, a 'córkę' Roza nazwała!!" Tytuł i treść lektury
                                                    umknęły, ale ta
                                                    > scena była chyba jednak dość typowa dla tamtych czasów.
                                                    >

                                                    "Cudzoziemka" Kuncewiczowej
                                                  • nessie-jp Re: Jeszcze większy OT 22.11.08, 22:42
                                                    agnieszka_azj napisała:

                                                    > "Cudzoziemka" Kuncewiczowej

                                                    Chyba masz rację! A to przecież właśnie przedwojenna Polska, czyli ten okres, w
                                                    którym Bernsztajnowa (Bernsteinowa? nie mam pod ręką książki) tłumaczyła "Anię z
                                                    Zielonego Wzgórza". Jak widać, pewne imiona miały zupełnie inne konotacje, niż
                                                    dzisiaj.
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 16.06.09, 15:46
                                                    nessie-jp napisała:

                                                    > > rozumiem spolszczanie imion, zwlaszcza
                                                    > > w ksiazkach dla dzieci. Zamienianie nie.
                                                    >
                                                    > Jednak trzeba pamiętać, że Bernsztajnowa tłumaczyła PRZED wojną,
                                                    wówczas, gdy w
                                                    > Polsce jednak funkcjonowały obok siebie, choć w sporym rozdziale,
                                                    społeczności
                                                    > katolicka i żydowska. Dzieci z rodzin katolickich miały imiona
                                                    chrześcijańskie,
                                                    > z rodzin żydowskich - starotestamentowe. Wiadomo było, że Rachela
                                                    to z pewności
                                                    > ą
                                                    > dziewczynka czy kobieta z rodziny żydowskiej; podobnie Salomon czy
                                                    Dawidek.
                                                    >
                                                    > Tymczasem w krajach anglosaskich imiona starotestamentowe były (i
                                                    są) bardzo
                                                    > popularne w chrześcijańskich rodzinach. Zresztą w ogóle w
                                                    oryginale "Ani" samo
                                                    > imię nie niosło ze sobą żadnych konotacji kulturowych czy
                                                    religijnych.
                                                    >
                                                    > Nam się to już w głowie nie mieści, ale tamta tłumaczka działała i
                                                    tworzyła w
                                                    > zupełnie innej kulturze.



                                                    To raczej wątpliwe wyjaśnienie.Ktoś kto czytał książki PRZED WOJNĄ
                                                    musiał mieć pewne wykształcenie i wiedział że w krajach anglosaskich
                                                    imiona starotestamentowe są popularne.Mało prawdopodobne żeby komuś
                                                    pani Rachela z Avonlea wydała się Żydówką, tak jak wątpliwe jest
                                                    żeby ktoś Abrahama Lincolna czy Izaaka Newtona miał za Żyda.


                                                    W Polsce przedwojennej oryginalnych imion też nie brakowało. Czy np.
                                                    Cezaria to nie oryginalne imię dla kobiety?
                                                    A jakie imiona wymyślał dla swych bohaterek Dołęga Mostowicz: Nira,
                                                    Tunka, Litunia, Żermena, Buba, Nauma, Klima, itp.
                                                    Wśród takiej róznorodności Sara, czy Rachela na pewno nie rażą.


                                                    W Polsce przedwojennej Żydzi zasymilowani nosili imiona takie jak
                                                    Polacy(Julian Tuwim, Wiktor Zysman)


                                                    Żydzi ortodoksyjni nosili imiona niewiele mające wspólnego z Biblią:
                                                    Fajga,Mindla, Chudel, Mosze, Mordechaj)

                                                    Dla
                                                    > ówczesnego czytelnika trudne do zrozumienia (bez licznych
                                                    przypisów) byłoby, że
                                                    > ta Rachela chodzi do tego samego kościoła, co chrześcijanka-Ania,
                                                    ba! jest w ty
                                                    > m
                                                    > kościele ważną personą!


                                                    Nie ma co z przedwojennych czytelników robić naiwnych prostaczków
                                                    nic nie wiedzących jak jest w innych krajach! Ktoś kto był takim
                                                    ignorantem na pewno nie czytał, bo czytać po prostu nie umiał.
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 13:09
                                                    jadwiga1350
                                                    Żydzi ortodoksyjni nosili imiona niewiele mające wspólnego z Biblią:
                                                    Fajga,Mindla, Chudel, Mosze, Mordechaj)


                                                    Mosze to Mojżesz, Mordechaj też jest jak najbardziej imieniem biblijnym (patrz
                                                    Księga Estery). Większość imion Żydów niezasymilowanych to imiona
                                                    starotestamentowe, tylko zapisane w sposób inny od tego występującego w polskich
                                                    przekładach Biblii.
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 14:18
                                                    Większość imion Żydów niezasymilowanych to imiona
                                                    > starotestamentowe, tylko zapisane w sposób inny od tego
                                                    występującego w polskic
                                                    > h
                                                    > przekładach Biblii.

                                                    Więc tym mniejsza możliwość skojarzenia Racheli Lynd z polską
                                                    Żydówką Ryfką czy Fajgą.
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 14:56
                                                    Aha. Np. nikt z publiczności "Wesela" nie zgadłby, że Rachela to Żydówka. (A
                                                    propos, Ryfka to Rebeka).

                                                    Zresztą jeżeli spojrzysz na
                                                    tę listę
                                                    żydowskich kandydatów do rady miasta Zamościa
                                                    to zobaczysz na niej i
                                                    Szmulów, i Salomonów, i Izaaków, i Icków. Wydaje mi się zresztą, że czasami te
                                                    formy bywały używane przez te same osoby wymiennie.
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 21:33
                                                    mmoni napisała:

                                                    > Aha. Np. nikt z publiczności "Wesela" nie zgadłby, że Rachela to
                                                    Żydówka. (A
                                                    > propos, Ryfka to Rebeka).

                                                    O Racheli jest powiedziane,że jest Żydówką. Tak samo jak o Jankielu
                                                    w Panu Tadeuszu, czy o Ryfce z Wiernej rzeki.
                                                    W serii o Ani Shirley słowo Żyd pojawia się tylko raz, jest to ten
                                                    kupiec co sprzedał Ani farbę do włosów.

                                                    Polski przedwojenny czytelnik czyta o Rachel Lynd i oczami wyobraźni
                                                    widzi Rachelę z Wesela! Nie może zrozumieć że Ania i Rachela chodzą
                                                    do tego samego kościoła! Bądźmy poważni!

                                                    Jeśli zakładamy, że polski czytelnik to naiwny prostaczek dla
                                                    którego Rachela musi być Żydówką i nie może chodzić do jednego
                                                    kościoła z Anią, to jednocześnie musimy założyć, że:

                                                    1. Polski czytelnik nie mógł zrozumieć, że duchowny może się żenić i
                                                    mieć dzieci. Tłumacz powinien opuścić wszystkie fragmenty dotyczące
                                                    pastorowych i dzieci pastorów.


                                                    2. Polski czytelnik nie rozumiałby dlaczego w Kanadzie nie mówi się
                                                    po kanadyjsku, tylko po angielsku.

                                                    3. Nie zrozumiałby co ma wspólnego z Kanadą król angielski. Tłumacz
                                                    musiałby stworzyć kanadyjskiego króla, albo kanadyjskiego prezydenta.

                                                    4. Polski czytelnik nie zrozumiałby skąd w Kanadzie tyle Francuzów.
                                                    Tłumacz musiałby opuścić wszelkie fragmenty mówiące o francuskich
                                                    parobkach.

                                                    5. Polski czytelnik nigdy nie zrozumiałby kim są Cuthbertowie. Nie
                                                    pasują ani do polskiej szlachty, ani do polskich chłopów.
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 23:28
                                                    Weź proszę pod uwagę, że odbiorcą przekładów Bernsteinowej były dzieci i to
                                                    żyjące jeszcze przed I wojną światową, bo chyba wtedy te przekłady powstawały.
                                                    I zapewne autorka wzięła pod uwagę, że taka panienka, która może jeszcze nie
                                                    słyszała o Abrahamie Lincolnie i Izaaku Newtonie, na dźwięk imienia "Rachela"
                                                    będzie miała pierwsze skojarzenie "Żydówka".

                                                    Nie każdy czworonóg to koń, ale każdy koń to czworonóg.
                                                    Nie każda Żydówka to Rachela, ale każda Rachela to Żydówka (dla ludzi żyjących w
                                                    Polsce około roku 1912) i tłumaczka widać wolała uniknąć tego pierwszego mylnego
                                                    wrażenia, zwłaszcza że od pani Lynde zaczyna się cała powieść. Jeżeli dasz mi
                                                    przykład jakiejkolwiek osoby o pochodzeniu etnicznie polskim (przepraszam za to
                                                    wyrażenie jak z prawicowych szmatławców) żyjącej w Polsce w pierwszej połowie XX
                                                    wieku i mającej imię starotestamentowe, to zrewiduję swój pogląd. (Imiona
                                                    hebrajskie, które noszą święci katoliccy typu Józef, Jakub się nie liczą).

                                                    Imiona żydowskie musiały być bardzo stygmatyzujące, jeżeli kilka postów
                                                    wcześniej ktoś wspomniał "Cudzoziemkę" Kuncewiczowej, w której ciotka zaczyna
                                                    nazywać bratanicę Różę Eweliną tylko dlatego, że widocznie w zbyt wielu
                                                    zasymilowanych rodzinach żydowskich dawano tak na imię i Polakom-katolikom to
                                                    imię zaczynało "źle się kojarzyć". Może Bernsteinowa (albo jej wydawca) też
                                                    sądzili, że rodzic wybierający książkę dla dziecka w księgarni otworzy ją na
                                                    pierwszej stronie, zobaczy tytuł "Pani Rachela Lynde jest zdziwiona", mruknie
                                                    "A, to o o Żydach" i odłoży nie kupując. I wtedy już nieważne, że już w drugim
                                                    akapicie dowiadujemy się, że owa Rachela jest podporą szkółki niedzielnej.
                                                    Polski rynek książki dla dzieci był nieduży (mały liczebnie naród, niezamożny, z
                                                    dużą liczbą analfabetów) i trzeba było takie rzeczy brać pod uwagę.

                                                    Zresztą powiedz szczerze, masz jakieś inne uzasadnienie dla tego
                                                    "przechrzczenia" pani Lynde? Imię Rachela było jak najbardziej znane w Polsce
                                                    (patrz "Wesele") i odmienia się w języku polskim bez problemów w odróżnieniu od
                                                    Valancy czy Hazel. Tak dla sportu sobie to tłumaczka zrobiła?

                                                    Cały wątek jest w ogóle fascynujący i z chęcią bym sobie poczytała jakieś
                                                    naukowe opracowanie tego problemu, bo na razie to tylko nasze przekomarzanki.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 23:47
                                                    przepraszam za to
                                                    > wyrażenie jak z prawicowych szmatławców) żyjącej w Polsce w pierwszej połowie
                                                    XX> wieku i mającej imię starotestamentowe, to zrewiduję swój pogląd. (Imiona>
                                                    hebrajskie, które noszą święci katoliccy typu Józef, Jakub się nie liczą).

                                                    Szymon. Ewa Szelburg-Zarembina. Adam Mickiewicz. Gabriela Zapolska.
                                                    Maria lub Marianna. Imiona owszem starotestamentowe, znane w Polsce :)))
                                                    Jakub tez. Stary Testament. Jego angielski odpowiednik to James - Jim. I Jozef
                                                    tez ST, syn Racheli i Jakuba :)
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 00:38
                                                    Powtarzam jeszcze raz, powoli i wyraźnie - nie chodzi mi o imiona występujące
                                                    w kalendarzu świętych katolickich
                                                    , chociaż rzecz jasna pochodzenia
                                                    hebrajskiego. Pod tą kategorię podpadają wszystkie wymienione przez Ciebie
                                                    imiona i rzecz jasna nadawane one były w katolickich rodzinach.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 01:15
                                                    Ach.. no widzisz nie zrozumialam dokladnie, ze nie imiona starotestamentowe, ale
                                                    nadawane chrzescijanom. No fakt, nie bylo wielu chrzescijan o imionach typu
                                                    Izaak, Mojzesz czy Abraham.

                                                    Cos tam pamietam z przygodnej literatury, ze nawet o imie Jakub ludzie sie
                                                    obrazali w Polsce. Moze o te Rachele wiec tez, wtedy.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 23:54
                                                    mmoni napisała:
                                                    > Zresztą powiedz szczerze, masz jakieś inne uzasadnienie dla tego
                                                    > "przechrzczenia" pani Lynde? Imię Rachela było jak najbardziej znane w Polsce>
                                                    (patrz "Wesele") i odmienia się w języku polskim bez problemów w odróżnieniu od>
                                                    Valancy czy Hazel. Tak dla sportu sobie to tłumaczka zrobiła?

                                                    A moze dla sportu, a moze sama byla antysemitka, a moze sama byla pochodzenia
                                                    zydowskiego (Rozalia Bernstein) i chciala sie zatuszowac? Moze przed pierwsza
                                                    wojna swiatowa przypadla do ziemi..
                                                    Trudno gdybac, gdy nie znamy innych wypowiedzi tej pani.
                                                  • ginny22 Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 10:34
                                                    > Imiona żydowskie musiały być bardzo stygmatyzujące, jeżeli kilka
                                                    postów wcześniej ktoś wspomniał "Cudzoziemkę" Kuncewiczowej, w
                                                    której ciotka zaczyna nazywać bratanicę Różę Eweliną tylko dlatego,
                                                    że widocznie w zbyt wielu zasymilowanych rodzinach żydowskich dawano
                                                    tak na imię i Polakom-katolikom to imię zaczynało "źle się kojarzyć".

                                                    Powiem więcej - parę lat po II wojnie, w dużym mieście
                                                    imię "Izabella" wzbudzało kontrowersje, bo było zbyt żydowskie. Cóż
                                                    więc powiedzieć o Racheli na początku XX w.?
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 12:20
                                                    ginny22 napisała:

                                                    > > Imiona żydowskie musiały być bardzo stygmatyzujące, jeżeli kilka
                                                    > postów wcześniej ktoś wspomniał "Cudzoziemkę" Kuncewiczowej, w
                                                    > której ciotka zaczyna nazywać bratanicę Różę Eweliną tylko
                                                    dlatego,
                                                    > że widocznie w zbyt wielu zasymilowanych rodzinach żydowskich
                                                    dawano
                                                    > tak na imię i Polakom-katolikom to imię zaczynało "źle się
                                                    kojarzyć".
                                                    >
                                                    > Powiem więcej - parę lat po II wojnie, w dużym mieście
                                                    > imię "Izabella" wzbudzało kontrowersje, bo było zbyt żydowskie.
                                                    Cóż
                                                    > więc powiedzieć o Racheli na początku XX w.?


                                                    U Dołęgi Mostowicza jest taka scena kiedy służący profesora Wilczura
                                                    mówi: "NAZWISKO ŻYDOWSKIE,SZEKSPIR,CZY JAKOŚ TAK"
                                                    Wątpliwe żeby człowiek tego pokroju cokolwiek czytał i wątpliwe żeby
                                                    jakiś tłumacz chciał brać pod uwagę jego skojarzenia dokonując
                                                    przekładu.
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 12:09
                                                    Może Bernsteinowa (albo jej wydawca) też
                                                    > sądzili, że rodzic wybierający książkę dla dziecka w księgarni
                                                    otworzy ją na
                                                    > pierwszej stronie, zobaczy tytuł "Pani Rachela Lynde jest
                                                    zdziwiona", mruknie
                                                    > "A, to o o Żydach" i odłoży nie kupując.

                                                    No rzeczywiście, rodzic nie kupiłby dziecku "Ani z Zielonego
                                                    Wzgórza" bo to książka o Żydach.
                                                    Jeśliby tak było to ten hipotetyczny rodzic nie kupiłby i nie czytał
                                                    większości polskiej literatury!
                                                    Nie kupiłby Pana Tadeusza przez Jankiela, nie kupiłby Placówki przez
                                                    Jojnę Niedoperza i Josela, nie kupiłby Lalki przez Szlangbaumów i
                                                    Szumana!
                                                    A już na pewno nie kupiłby "Zakletego dworu" ponieważ akcja zaczyna
                                                    się od opisu gospody i żydowskiego karczmarza, więc na pewno to
                                                    książka o Żydach.

                                                    Ktoś kto kupował książki swoim dzieciom musiał mieć jakąś wiedzę o
                                                    świecie i wiedział że w krajach anglosaskich starotestamentowe
                                                    imiona są popularne.



                                                    > Zresztą powiedz szczerze, masz jakieś inne uzasadnienie dla tego
                                                    > "przechrzczenia" pani Lynde? Imię Rachela było jak najbardziej
                                                    znane w Polsce
                                                    > (patrz "Wesele") i odmienia się w języku polskim bez problemów w
                                                    odróżnieniu od
                                                    > Valancy czy Hazel. Tak dla sportu sobie to tłumaczka zrobiła?

                                                    Wielokrotnie na forum był podnoszony fakt niekonsekwencji tłumaczki.
                                                    Naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiła.
                                                    Polskim czytelnikom nie przeszkadzał Dawid Copperfield, czy Rebeka
                                                    Sharp. Więc i Rachela Lynd nie spowodowałaby u nich ataku
                                                    apopleksji.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 12:14
                                                    jadwiga1350 napisała:
                                                    > Wielokrotnie na forum był podnoszony fakt niekonsekwencji tłumaczki.
                                                    > Naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiła.

                                                    Zgadzam sie, tlumaczka potraktowala imiona w Ani swobodnie i niekonsekwentnie.
                                                    Trafic za jej logika nie sposob teraz.
                                                  • croyance Re: Jeszcze większy OT 23.06.09, 12:40
                                                    Co, oczywiscie, nie znaczy, ze logiki w tym nie bylo - moze jest tylko
                                                    teraz dla nas nie do odtworzenia i zrozumienia.
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 18.06.09, 22:04
                                                    Trochę mnie przekonałaś, ale weź pod uwagę, ze wszystkie wymienione przez Ciebie
                                                    przykłady to książki pisane i tłumaczone dla dorosłych (którzy z założenia mają
                                                    większą wiedzę o świecie), a to, ze teraz katuje się nimi dziatwę szkolną, to
                                                    insza inszość. Jak również, iż Twoje rozsądne tłumaczenie, że dzieci nie idioci
                                                    i potrafią zrozumieć, że w innych krajach ludzie mają różne imiona, nie przyszło
                                                    do głowy osobie, która 100 lat temu siedziała z ołówkiem nad przekładem
                                                    Montgomery i bez namysłu, mechanicznie skreśliła "Rachelę".

                                                    Nawiasem mówiąc, znalazłam inny przykład: przedwojenne wydanie "Rebeki ze
                                                    Słonecznego Potoku" Kate Douglas Wiggin co prawda nie posunęło się tak daleko,
                                                    aby zmieniać imię bohaterce, ale tytuł na okładce na wszelki wypadek dali
                                                    "Dziewczątko ze Słonecznego Potoku".
                                                  • verdana Re: Jeszcze większy OT 23.06.09, 20:41
                                                    Jak się pisze o historii, to trzeba przynajmniej nieo sie na niej
                                                    znac, a nie dopasowywać rzeczywistość dzisiejsza do czasów, o
                                                    ktorych nie ma się pojecia.
                                                    zatem Żydzi w Polsce miedzywojennej nosili - zasymilowani zazwyczaj
                                                    imiona polskie, aleczęść z nich byla imionami zmienionymi. Jako że w
                                                    zaborze rosyjskim nie można było żydowskiego dziecka zapisać do
                                                    ksiąg stanu cywilnego poza gmina, wszyscy Polacy pochodzenia
                                                    żydowskiego z tego zaboru musieli miec oficjalnie wpisane w metryki
                                                    imiona zydowskie.
                                                    Żydzi na pograniczu asymilacji czasem używali polskich imion,
                                                    oficjalnie noszac inne. Albo nadawali dzieciom imiona, ktore
                                                    funkcjonoway w obu kulturach - Józef, Jakub , Róza.
                                                    Żydzi religijni (niekoniecznie ortodoksyjni) nosili bardzo rózne
                                                    imiona - czasem starotestamentowe - Rachela, Dawid itd., czasem zaś
                                                    jako oficjalne imie mieli zdrobnienie - Srul (nie Salomon), Mordka
                                                    (zamiast Mordechaja), Icek (zamiast Izraela). rabini starali się to
                                                    zjawisko tępic, ale bylo trudno, bo czesto imię dziedziczono po
                                                    zmarlych przodkach.
                                                    Imiona typowo zydowskie - w tym rachela i Dawid, byly absolutnie
                                                    jednoznaczne i stygmatyzujace. Część najbardziej wyksztaconych elit
                                                    wiedziała, ze funkcjonują w krajach anglosaskich, ale ile tych elit
                                                    bylo (a w doaku jezyk angielski i kultura anglosaska dopiero
                                                    zaczynały wchodzić w modę, dominował jeszcze język francuski i
                                                    kultura francuska). Dla dziecka zatem kazda Rachela byla Żydowka,
                                                    dla wiekszosci rodzicow takze.
                                                    A jesli chodzi o lektury - owszem, endecy i prawica domagała sie
                                                    wyrzucenia z elementarza Tuwima, nie czytania przez 'zdrowo
                                                    myslacych Polakow" literatury żydowskiej w jezyku Polskim, do ktorej
                                                    co gorliwsi zaliczali takze "Myckiewicza".
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 11:00
                                                    > Jak się pisze o historii, to trzeba przynajmniej nieo sie na niej
                                                    > znac, a nie dopasowywać rzeczywistość dzisiejsza do czasów, o
                                                    > ktorych nie ma się pojecia.

                                                    Wydaje się mi że nieco się znam. Niczym się zacznie krytykować
                                                    czyjąś niewiedzę nalezy dokładnie przeczytać to co wcześniej napisał.

                                                    > zatem Żydzi w Polsce miedzywojennej nosili - zasymilowani
                                                    zazwyczaj
                                                    > imiona polskie

                                                    No przecież tak poniżej napisałam!

                                                    aleczęść z nich byla imionami zmienionymi. Jako że w
                                                    > zaborze rosyjskim nie można było żydowskiego dziecka zapisać do
                                                    > ksiąg stanu cywilnego poza gmina, wszyscy Polacy pochodzenia
                                                    > żydowskiego z tego zaboru musieli miec oficjalnie wpisane w
                                                    metryki
                                                    > imiona zydowskie.


                                                    Wcale nie musieli,jeśli przyjeli jakieś wyznanie chrześcijańskie i
                                                    ochrzczone dziecko było wpisywane do ksiąg prowadzonych przez
                                                    Kościół.Asymilacja często wiązała się z przyjęciem chrześcijańskiej
                                                    religii.



                                                    Żydzi religijni (niekoniecznie ortodoksyjni) nosili bardzo rózne
                                                    > imiona - czasem starotestamentowe - Rachela, Dawid itd., czasem
                                                    zaś
                                                    > jako oficjalne imie mieli zdrobnienie - Srul (nie Salomon), Mordka
                                                    > (zamiast Mordechaja), Icek (zamiast Izraela). rabini starali się
                                                    to
                                                    > zjawisko tępic, ale bylo trudno, bo czesto imię dziedziczono po
                                                    > zmarlych przodkach.

                                                    No właśnie,tak daleko idące przekształcenia jak Srul czy Icek
                                                    zupełnie nie kojarzą się z Biblią i dostojnymi imionami biblijnymi!

                                                    > Imiona typowo zydowskie - w tym rachela i Dawid, byly absolutnie
                                                    > jednoznaczne i stygmatyzujace.


                                                    Gdyby akcja rozgrywała się w Polsce, ale my mówimy o przekładzie.
                                                    Ania z Zielonego Wzgórza nie była pierwszą książką przetłumaczoną z
                                                    języka angielskiego na język polski.
                                                    Czemu nikt nie zmienił Dawida Copperfielda na Tadzia Copperfielda
                                                    żeby uniknąć tego "stygmatu"?

                                                    Część najbardziej wyksztaconych elit
                                                    > wiedziała, ze funkcjonują w krajach anglosaskich, ale ile tych
                                                    elit
                                                    > bylo

                                                    Nie tylko elity, po prostu ci co dużo czytali i mieli jakąś wiedzę o
                                                    świecie. Nie zawsze się to ściśle wiąże z "elitarnością"


                                                    (a w doaku jezyk angielski i kultura anglosaska dopiero
                                                    > zaczynały wchodzić w modę, dominował jeszcze język francuski i
                                                    > kultura francuska

                                                    Gdzie tam! Kultura anglosaska modna była i w XIXw.Modne było
                                                    urządzanie ogrodów w stylu angielskim czy picie herbaty "po
                                                    angielsku".
                                                    Kto się interesował światem nie ograniczał swego zainteresowania do
                                                    samej Francji.

                                                    Dla dziecka zatem kazda Rachela byla Żydowka,
                                                    > dla wiekszosci rodzicow takze.

                                                    No rzeczywiście! Szczególnie dla takiego dziecka co to od kołyski
                                                    miało jakąś "miss", czy "madmuazel" nauczającą je obcych języków i
                                                    wiedzy o innym kraju. I która może sama miała na imię Sara czy
                                                    Rachela.



                                                    > A jesli chodzi o lektury - owszem, endecy i prawica domagała sie
                                                    > wyrzucenia z elementarza Tuwima

                                                    Biedny Tuwim,jak on to przeżył? Aż dziwne,że po wojnie chciał wrócić
                                                    do Polski i uszczęśliwiać Polaków wierszami na cześć Lenina i
                                                    Stalina.

                                                    Wiedza o Polsce przedwojennej nie polega na tworzeniu mitów o
                                                    złowrogiej endecji.
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 19:13
                                                    jadwiga1350 napisała:

                                                    > (a w doaku jezyk angielski i kultura anglosaska dopiero
                                                    > > zaczynały wchodzić w modę, dominował jeszcze język francuski i
                                                    > > kultura francuska
                                                    >
                                                    > Gdzie tam! Kultura anglosaska modna była i w XIXw.Modne było
                                                    > urządzanie ogrodów w stylu angielskim czy picie herbaty "po
                                                    > angielsku".
                                                    > Kto się interesował światem nie ograniczał swego zainteresowania do
                                                    > samej Francji.

                                                    Zgadza się. W XIX wieku bony Francuzki już nie były "trendy" i kto tylko mógł
                                                    sobie pozwolić, starał się o bonę angielkę. Stąd np. świetna znajomośc
                                                    angielskiego u Izabelli Łęckiej, nie mylić z Braunek.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 20:37
                                                    Tak, ale jednak Izunia była hrabianką. Angielski chyba do warstwy średniej
                                                    przenikał trochę wolniej.
                                                    Acz faktycznie pod koniec wieku pełno już było angielskiej literatury, a nauka
                                                    tego języka była dość popularna. Moda, maniery, styl domu/ogrodu itp, a i w
                                                    literaturze niższych lotów są ślady fascynacji Anglią i Ameryką, weźmy taki
                                                    Dewajtis chociażby.
                                                  • verdana Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 20:35

                                                    Podtrzymuje tezę - nie masz pojecia o czasach międzywojennych. Nie
                                                    rozumiesz, ze imiona byly stygmatyzujace i 10-13 letni dzieciak
                                                    czytajacy cokolwiek po prostu wiedział, ze Rachela to Żydowka.
                                                    Kropka. Pojedyncze osoby mogly się orientować, ze te imiona w innych
                                                    krajach nie sa zydowskie, ale na pewno nie dzieci. Idac w ślad za
                                                    Twoim rozumowaniem teraz kazdy, kto je sushi powinien dogłebnie znac
                                                    kulture japońską, a ten, co zajada się fasolka po bretonsku
                                                    wiedziec, jakie sa specyficze cechy jezyka bretonskiego. herbatka w
                                                    stylu angielskim z znajomość kultury mają się do siebie nijak.
                                                    Guwernantki z zagranicy to w okresie miedzywojennym zanikajacy
                                                    gatunek, z XIX wiekiem Ci się pomylilo. Mogla je miec garstka
                                                    najzamozniejszych, a nie masy dzieciakow czytajacych "Anię". Zreszta
                                                    pedagogika już wtedy nie zalecala cudzoziemskich guwernantek, tylko
                                                    posylanie do szkoły.
                                                    No i rozumiem,ze Tuwim nie mial prawa do polskiego patriotyzmu -
                                                    jak go nie chcieli, to powinien sie wynosic. Wtedy bylby porzadnym
                                                    człowiekiem - po co wracal tam, gdzie go nie chcieli? przeciez nie z
                                                    milsci do kraju, bo to Żyd - Żyd Polski kochać nie moze z definicji.
                                                    Nie wiem, co sobie wyobrazasz na temat miedzywojennej Polski, ale do
                                                    owczesnej rzeczywistosci nie rpzystaje to nawet w najmniejszym
                                                    stopniu. Niestety, kompletnie sie na tych czasach nie znasz i tyle.
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 23:29
                                                    verdana napisała:

                                                    >
                                                    > Podtrzymuje tezę - nie masz pojecia o czasach międzywojennych. Nie
                                                    > rozumiesz, ze imiona byly stygmatyzujace i 10-13 letni dzieciak
                                                    > czytajacy cokolwiek po prostu wiedział, ze Rachela to Żydowka.
                                                    > Kropka.

                                                    Jak uważasz, nie chcę tu wyliczać wspomnień i dzienników z tego
                                                    okresu,które czytałam, bo tu raczej nie miejsce na to.Bardzo Cię
                                                    jednak proszę, wytłumacz mi, dlaczego w innych przekładach nie
                                                    zmieniano imion starotestamentowych.
                                                    Dlaczego Rebece Sharp nie zmieniono takiego"stygmatyzującego"
                                                    imienia?
                                                    Dlaczego Rebeka Thacher,ukochana Tomka Sawyera nie została Małgosią?
                                                    Bardzo chciałabym to zrozumieć!
                                                    Skąd takie przekonanie, że 10-13letni dzieciak musiał wiedzieć że
                                                    Rachela to Żydówka? Skoro w powieści to słowo ani razu nie pada.
                                                    W polskich utworach literackich w których występują Żydzi jest to
                                                    wyraźnie zaznaczone.
                                                    Jankiel z Pana Tadeusza nazwany jest Żydem kilkanaście
                                                    razy.Określenia "Żydówka" o Ryfce z Wiernej rzeki padają bez przerwy
                                                    czy to z ust Salomei czy narratora.
                                                    A tu mamy jakąś panią Rachelę Lynd, o której narodowości ani jednej
                                                    wzmianki nie ma i zaraz pojawia się pewność że to Żydówka!
                                                    Jakoś to mało przekonywujące.

                                                    (Jest taka książka Kraszewskiego pt "Macocha" Jednym z głównych
                                                    bohaterów jest SALOMON Dobek Borowiecki. Imię jak najbardziej
                                                    starotestamentowe, ale wątpliwe żeby jakiś czytelnik wziął go za
                                                    Żyda)

                                                    Pojedyncze osoby mogly się orientować, ze te imiona w innych
                                                    > krajach nie sa zydowskie, ale na pewno nie dzieci.


                                                    Ale dlaczego dzieci nie? To jakie imiona są popularne w innych
                                                    krajach dużo łatwiej jest się dowiedzieć i zapamiętać niż nauczyć
                                                    się obcego języka czy poznać poznać obcą kulturę.
                                                    Łatwiej zapamietać że Becky to zdrobnienie od Rebeki niż wkuwać
                                                    słówka i odmiany.
                                                    Po za tym przez Europę wschodnią przewijała się moda na anglicyzację
                                                    imion. U Tołstoja mamy Kitty i Dolly, choć to rodowite Rosjanki.
                                                    W Polsce za taki przykład może służyć Józef Beck, którego
                                                    przyjaciele nazywali Jimem.


                                                    Idac w ślad za
                                                    > Twoim rozumowaniem teraz kazdy, kto je sushi powinien dogłebnie
                                                    znac
                                                    > kulture japońską, a ten, co zajada się fasolka po bretonsku
                                                    > wiedziec, jakie sa specyficze cechy jezyka bretonskiego. herbatka
                                                    w
                                                    > stylu angielskim z znajomość kultury mają się do siebie nijak


                                                    Znajomość imion popularnych w innych krajach nie musi oznaczać
                                                    dogłębnej wiedzy na temat kultury i języka danego kraju. To często
                                                    własnie takie "sushi", czy "herbatka angielska".
                                                    Gdy słyszę imiona Imre czy Ferenc to zaraz kojarzę z Węgrami. Choć
                                                    nie znam ani języka, ani kultury węgierskiej.Harald i Sven to ktoś
                                                    ze Skandynawii.
                                                    Dowiedzenie się że w kręgu kultury anglosaskiej imiona
                                                    starotestamentowe są popularne wcale nie wymagało jakiejś
                                                    nadzwyczajnej wiedzy czy wykształcenia.
                                                    Żeby uznać Rachelę Lynd należałoby przeczytać czarno na
                                                    białym: "Rachela Lynd, Żydówka mieszkająca w Avonlea, zdziwiła się"
                                                    Tak jak czytano o Jankielu:"Żyd poczciwy, ojczyznę jako Polak kochał"


                                                    > No i rozumiem,ze Tuwim nie mial prawa do polskiego patriotyzmu -
                                                    > jak go nie chcieli, to powinien sie wynosic. Wtedy bylby porzadnym
                                                    > człowiekiem - po co wracal tam, gdzie go nie chcieli? przeciez nie
                                                    z
                                                    > milsci do kraju, bo to Żyd - Żyd Polski kochać nie moze z
                                                    definicji.

                                                    A tu Tuwima ktoś z Polski wyganiał? Przecież sam uciekł w obawie
                                                    przed Niemcami.A w przedwojennej Polsce tak mu źle było? Nie
                                                    przyjaźnił się z Wieniawą Długoszewskim?
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 22:40
                                                    jadwiga1350:
                                                    > Czemu nikt nie zmienił Dawida Copperfielda na Tadzia Copperfielda
                                                    > żeby uniknąć tego "stygmatu"?

                                                    Bo Tadeusz to tez imie zydowskie :)
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 23:35
                                                    > jadwiga1350:
                                                    > > Czemu nikt nie zmienił Dawida Copperfielda na Tadzia Copperfielda
                                                    > > żeby uniknąć tego "stygmatu"?
                                                    >
                                                    > Bo Tadeusz to tez imie zydowskie :)


                                                    Najgorsze że i Anna to imię żydowskie! Ale straszne nieszczęście.
                                                    Mogła tłumaczka wymyśleć jakąś Małgosię z Zielonego Wzgórza!
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 13:05
                                                    Wszystko prawda. Ale: angielski już wchodził w modę, nie tak bardzo powszechnie,
                                                    ale jednak. Poza tym na polskim rynku było całkiem sporo literatury
                                                    anglosaskiej, która naprawdę pozwalała się oswoić z imionami starotestamentowymi
                                                    w innym niż polski kontekście. Weźmy pierwsze z brzegu przykłady:
                                                    Dawid Copperfield
                                                    Wielkie nadzieje - jedna z postaci ma na imię Abel
                                                    Targowisko próżności - Rebeka (Becky) Sharp
                                                    Opowieść wigilijna - Ebenezer
                                                    Pierścień i róża - Róża
                                                    Mała księżniczka-Sara


                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 13:35
                                                    > Pierścień i róża - Róża
                                                    Akurat w oryginale było Rosalba (a Rózia - Betsinda), więc tu też tłumacz
                                                    zmienił imię.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 13:37
                                                    O, dzięki. Samo Rose miałam zakodowane, nawet nie wiem skąd...
                                                  • klymenystra Pierscien i roza ot 24.06.09, 13:39
                                                    Ma to ktos w oryginaaaale? :)
                                                  • mmaupa Re: Pierscien i roza ot 24.06.09, 13:44
                                                    Project Gutenberg ma :)
                                                  • klymenystra Re: Pierscien i roza ot 24.06.09, 13:49
                                                    Dzieki :D
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 22:46
                                                    They call me Ishmael!

                                                    Caly problem z Ania, ze Rozalia Bersteinowa dawno nie zyje, i aby zapytac, czy
                                                    zmienila Rachele ze wzgledu na stygmatyzacje, trzebaby ozywic ja za pomoca voodoo.
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 19:07
                                                    verdana napisała:

                                                    > imiona - czasem starotestamentowe - Rachela, Dawid itd., czasem zaś
                                                    > jako oficjalne imie mieli zdrobnienie - Srul (nie Salomon), Mordka
                                                    > (zamiast Mordechaja), Icek (zamiast Izraela).

                                                    A nie Saul i Izaak?
                                                    Skąd takie dane?
                                                  • verdana Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 20:41
                                                    M.in z pamietnikow, nekrologow itd.
                                                    Trzeba tez pamietać, ze kultura angielska to kochane moje, była
                                                    znana marginesowi najbardziej wyksztalconych elit. Jak już dobrze
                                                    znalo się francuski i nieźle niemiecki, mogla przyjść pora na
                                                    angielski. Mniej wiecej tak, jak teraz kolejnym jezykiem jest
                                                    hiszpanski czy wloski. A nasze dzieci znaja kulturę amerykanska, i
                                                    minie czas, zanim poznaja nastepne. Ale szkoly nadal raczej
                                                    angielskiego nie uczyły, tylko francuskiego, niemieckiego i łaciny.
                                                    A my mowimy o dzieciach.
                                                    O dzieciach! Nie o wyksztalconych doroslych.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 24.06.09, 22:53
                                                    Ja na temat tej znajomosci kultury: przeciez dzieci i dorosli polscy nie musieli
                                                    wcale znac angielskiego, aby czytac o krajach anglosaskich. Po to przeciez byly
                                                    tlumaczenia na polski, takie jak Ani czy Dickensa..
                                                    I o Abrahamie Lincolnie czy o Izaku Newtonie chyba ktos oczytany tez slyszal?
                                                    Verdano, ty wiesz, to powiedz, czy polskie warstwy oczytane zdawaly sobie
                                                    sprawe, ze u chrzescijanskich Anglosasow popularne sa imiona prosto ze ST a nie
                                                    tylko swietych katolickich?

                                                    (generalnie nie mam zludzen co do antysemityzmu polskiego przed wojnami).
                                                  • senseeko Re: Jeszcze bardziej większy OT 25.06.09, 10:34
                                                    verdana napisała:

                                                    > M.in z pamietnikow, nekrologow itd.

                                                    Jeśli dobrze zrozumiałam (nie cytujesz) to powyższy fragment odnosi się do mojego pytania skąd masz dane, że Icek to Izrael a nie Icchak/Izaak a Srul to Salomon.
                                                    Ja jednak nie zwykłam przyjmować twierdzeń na wiarę, a że zagadnienie mnie zaciekawiło, bo kłóci się z moją wiedzą w tym temacie, to bardzo proszę o rozwinięcie. Z językowego punktu widzenia nie bardzo widzę jakimi drogami miałoby pójść takie przekształcenie. To bardzo ciekawe. Idealny byłby cytat z pamiętnika lub nekrologu, ale jeśli nie masz, to chociaż bibliografia.
                                                  • klymenystra Re: Jeszcze większy OT 25.06.09, 09:48
                                                    Srul i Mordka sa bardzo czesto spotykane - czemu sie dziwisz?
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 25.06.09, 10:36
                                                    klymenystra napisała:

                                                    > Srul i Mordka sa bardzo czesto spotykane - czemu sie dziwisz?

                                                    Klymenstro, pliizzz, cytuj odpowiedź do której się odnosisz, bo nie wiadomo ani
                                                    komu odpowiadasz, ani na jaki temat.
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 17.06.09, 17:47
                                                    jadwiga1350 napisała:

                                                    >
                                                    > Żydzi ortodoksyjni nosili imiona niewiele mające wspólnego z Biblią:
                                                    > Fajga,Mindla, Chudel, Mosze, Mordechaj)
                                                    >

                                                    Ekhem, że tak się nieśmiało wtrącę, Mosze i Mordechaj nie mają nic wspólnego z Biblią????
                                                  • truscaveczka Re: Jeszcze większy OT 19.07.11, 09:24
                                                    Ha - posłuchałam, jak to mówią po szwedzku w filmie - i Olle oraz Bosse to coś pomiędzy U i O mają - coś jak umlaut.
                                                  • yowah76 Re: Jeszcze większy OT 05.10.08, 19:21
                                                    Rosjanie tez fonetycznie zapisuja.
                                                  • beta-beta Re: Jeszcze większy OT 29.12.08, 16:58
                                                    Serbowie, o ile mi wiadomo, używają głównie cyrylicy, więc siłą rzeczy obce nazwiska muszą jakoś dostosować do swojego alfabetu. A łacinką piszą Chorwaci:)
                                                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze większy OT 16.06.09, 15:01

                                                    >Co
                                                    > by nie rzec, Valancy jest pięknym imieniem, ale brzmiącym w
                                                    polskich uszach
                                                    > zupełnie obco.

                                                    Po polsku byłaby Walentyną!
                                                  • majself Re: Jeszcze większy OT 15.09.09, 12:46
                                                    Z drugiej strony, zamiana Valancy - imienia, można powiedzieć, wydumanego i na
                                                    pewno nie popularnego - na zwyczajną Joannę, w Polsce często nadawaną, wydaje mi
                                                    się nadmiernym uproszczeniem.

                                                    Bo chyba właśnie o to chodzi w "Błękitnym Zamku" - że Valancy ma imię
                                                    nieprzeciętne, takie jak osobowość, a rodzina ją zahukała i wołają ją śmiesznym
                                                    zdrobnieniem (Doss - Buba).
                                                  • kkokos Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 14:53
                                                    > A ja Fredzi nie przyjęłam do wiadomości, ponieważ nie widzę
                                                    żadnego związku mię
                                                    > dzy "Winnie" (Winnipeg) i "Fredzią",

                                                    to nie Winnipeg, to Winnifred :)
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 14:59
                                                    Nie, nie Winnifred. Mowilismy tu wczoraj o tym, ze Milne'a do nadania misiowi
                                                    imienia Winnie zainspirowal niedzwiedz w zoo o imieniu Winnipeg. Wiec Kusbus
                                                    akurat z damskim imieniem Winnifred, ktore owszem, skraca sie na Winnie, nie ma
                                                    nic wspolnego.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 17:34
                                                    > to nie Winnipeg, to Winnifred :)

                                                    Winnifred narodził się z niebytu w paroksyzmach twórczych mąk tłumaczki. Niedźwiedzica, którą lubił odwiedzać Krzyś w zoo nazywała się Winnipeg, a jak tłumaczka nie umiała znaleźć tak podstawowej informacji, niechaj zczeźnie w Bagosznie :p
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 17:38
                                                    Dzieki za poparcie. I polecam artylul o Kubusiu na angielskiej Wikipedii.
                                                  • pink_hamster Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 10:17
                                                    ponieważ nie widzę żadnego związku mię
                                                    > dzy "Winnie" (Winnipeg) i "Fredzią", pomijając fakt, że rzeczony miś był zdecyd
                                                    > owanie rodzaju męskiego, za to widzę związek między "the Pooh" a "Puchatkiem".
                                                    Może dlatego,że Winnie to skrót od Winnifred,nie Winnipeg-i chyba Fredzia staje się bardziej oczywista; a "phi-phi",bo odganiał tak muchy(czy inne owady),kiedy nie mógł poruszać łapkami
                                                    inna sprawa,że ogólnie ten przekład jest jakiś dziwny i średnio do mnie trafia
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:11
                                                    Szkoda mi nieco, ze puchatek z tego wyszedl, skoro Winnie byla dziewczynka.
                                                    Powinna byc puchatka.
                                                    Kurna, w Disneju jakis swiatly chlopak tez zinterpretowal Winnie jako misia
                                                    rodzaju meskiego. A niech ich wszystkich trzasnie piorun w jajca :P
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:34

                                                    > Szkoda mi nieco, ze puchatek z tego wyszedl, skoro Winnie byla dziewczynka.
                                                    > Powinna byc puchatka.
                                                    > Kurna, w Disneju jakis swiatly chlopak tez zinterpretowal Winnie jako misia
                                                    > rodzaju meskiego. A niech ich wszystkich trzasnie piorun w jajca :P

                                                    Piorun musiałby trzasnąć w jajca Krzysia, czyli Christophera Robina Milne, który
                                                    sobie wymyślił, że nazwie misia-zabawkę płci męskiej na cześć misia żywego płci
                                                    żeńskiej :)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:43
                                                    mmaupa napisała:
                                                    > Piorun musiałby trzasnąć w jajca Krzysia, czyli Christophera Robina Milne,
                                                    który> sobie wymyślił, że nazwie misia-zabawkę płci męskiej na cześć misia
                                                    żywego płci
                                                    > żeńskiej :)

                                                    A skad wiedzial, ze mis byl pci-pci meskiej? Czy to nie nadinterpretacja
                                                    wrednego tatusia-autora?
                                                    Na wszelki wypadek, niech trzasnie wszystkich, co mieli cokolczyk wspolnego z ta
                                                    ksiazka :)))
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 12:10
                                                    Żeby było najdokładniej, właściwie po polsku miś powinien nazywać się Winia, ale
                                                    to najlepiej przyjęłoby się w Rosji, gdzie pełno zdrobnień imion męskich
                                                    kończących się na "a". Zresztą samo słowo Winnipeg jest chyba rodzaju nijakiego.
                                                    W Polsce mogło się raczej przyjąć np. Winio (Winiek, Winiuś jakoś mi już nie
                                                    pasują, a przez "ł" raczej odpada).
                                                    Kubuś nie spadł nagle a niespodziewanie na rynek i literatury przedmiotowej,
                                                    zwłaszcza angielskiej, jest ile chcieć.
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 12:14
                                                    upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/06/Christopher_Milne_and_Winnie.gif
                                                    :)
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 15:04
                                                    ananke666 Żeby było najdokładniej, właściwie po polsku miś powinien nazywać się Winia, ale to najlepiej przyjęłoby się w Rosji, gdzie pełno zdrobnień imion męskich kończących się na "a".

                                                    Wieniczka, jak Jerofiejew :-) A po polsku Wiesiu (do tej pory nocami straszy mnie nagłówek z jakiejś gazetki lokalnej "Czy Jasiu i Stasiu będą mieli podręczniki?" - o dzieciach z ubogich rodzin.)
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 15:20
                                                    Żadnych Wieniczek! Winnipegowski człon "win" ma być zachowany :)
                                                    W sumie Winia mógłby być i w Polsce, naród dość się naczytał rosyjskich baśni,
                                                    gdzie Wania na Miszy jedzie i Aloszą pogania...
                                                  • klymenystra Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 21:45
                                                    Winniczek...
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 09:39
                                                    Winiaczek.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 15:57
                                                    > Wieniczka, jak Jerofiejew :-) A po polsku Wiesiu (do tej pory nocami st
                                                    > raszy mnie nagłówek z jakiejś gazetki lokalnej "Czy Jasiu i Stasiu będą mieli p
                                                    > odręczniki?" - o dzieciach z ubogich rodzin.)

                                                    Ooo, czyżbyś też miał alergię na formę "RysiU", "KrzysiU"? Myślałam, że to tylko
                                                    w mojej rodzinie...
                                                  • mmoni Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 16:28
                                                    mmaupaOoo, czyżbyś też miał alergię na formę "RysiU", "KrzysiU"? Myślałam, że to tylko w mojej rodzinie...
                                                    Potworność. Ciekawe, że wołacz w swojej podstawowej funkcji zanika (Maryśka, chodź no tutaj) a za to przepełza do mianownika.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 17:09
                                                    Akurat wołacz w formie podstawowej to "Marysiu, chodź tutaj":). Na to faktycznie
                                                    nie powinno sie uzywac wolacza jako mianownika, to regionalizm, nie literacka
                                                    polszczyzna.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 18:14
                                                    > Akurat wołacz w formie podstawowej to "Marysiu, chodź tutaj":).
                                                    Chyba o to mmoni chodziło :) Zamiast "Marysiu" jest "Maryśka".
                                                    Mnie już mniej razi ta mianownikowa Marysia od cholernych "Krzyś-U"w.
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 21:29
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > Szkoda mi nieco, ze puchatek z tego wyszedl, skoro Winnie byla dziewczynka.
                                                    > Powinna byc puchatka.
                                                    > Kurna, w Disneju jakis swiatly chlopak tez zinterpretowal Winnie jako misia
                                                    > rodzaju meskiego. A niech ich wszystkich trzasnie piorun w jajca :P
                                                    >
                                                    Bo Winnie the Pooh BYŁ rodzaju męskiego. Tak przynajmniej stwierdził Krzyś na uwagę ojca, że Winnie to żeńskie imię. I ową męskość miał potwierdzić właśnie "the Pooh"
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 20.06.09, 23:23
                                                    Zresztą, jest Leslie Nielsen, Johnnie Walker, Archie Shepp, Charlie Chaplin - to
                                                    czemu nie Winnie the Pooh.
                                                  • mmaupa Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:14
                                                    Posty tuż powyżej Twojego:

                                                    Re: Jeszcze większy OT
                                                    dakota77 29.09.08, 14:59 Odpowiedz
                                                    Nie, nie Winnifred. Mowilismy tu wczoraj o tym, ze Milne'a do nadania misiowi
                                                    imienia Winnie zainspirowal niedzwiedz w zoo o imieniu Winnipeg. Wiec Kusbus
                                                    akurat z damskim imieniem Winnifred, ktore owszem, skraca sie na Winnie, nie ma
                                                    nic wspolnego.
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:24
                                                    mmaupa napisała:
                                                    > dakota77 29.09.08, 14:59
                                                    > Nie, nie Winnifred. Mowilismy tu wczoraj o tym, ze Milne'a do nadania misiowi>
                                                    imienia Winnie zainspirowal niedzwiedz w zoo o imieniu Winnipeg.

                                                    To zamiast Fredzia, bo Winifred, powinien sie skracac na Pe.. :PPPPPPPP

                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:25
                                                    mmaupa napisała:
                                                    <jak tłumaczka nie umiała znaleźć tak podstawowej informacji, niechaj <zczeźnie
                                                    w Bagosznie :p

                                                    Wlasnie, czemu sobie nie wyguglowala, franca jedna :P
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 19.06.09, 11:28
                                                    A w ogole.. Phi-phi zrobic z Pooh? Co to ona o puchaczach nie slyszala? Serio
                                                    phichala jak cos zdmuchiwala, zamiast puchac?
                                                    Mozg jej zlasowal sie po tej Fredzi czy co.
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 00:01
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > A w ogole.. Phi-phi zrobic z Pooh? Co to ona o puchaczach nie slyszala? Serio
                                                    > phichala jak cos zdmuchiwala, zamiast puchac?
                                                    > Mozg jej zlasowal sie po tej Fredzi czy co.
                                                    >
                                                    Ale przecież "pooh" to jest odpowiednik naszego lekceważącego "phi!". Wiec tłumacząc dosłownie, to ona miała rację. Tyle, że sęk w tym, by nie tłumaczyć dosłownie :)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 00:57
                                                    Pooh na pewno lekcewazace? Ja slyszalam raczej meh albo bah,
                                                    humbug :)
                                                    O ile pamietam, ten zapchlony mis nie wyrazal sie lekcewazaco, tylko
                                                    jak lezal na pleckach to mu spadaly na nos jakies piora czy insze
                                                    fafoly, i on w stanie bezwladu nie mogl sobie tego zdjac, wiec
                                                    zdmuchiwal sobie z dzwiekiem pooh - chyba, ze sie myle i cos
                                                    pokrecilam :)
                                                  • senseeko Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 10:31
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > Pooh na pewno lekcewazace? Ja slyszalam raczej meh albo bah,
                                                    > humbug :)

                                                    Pewne wyrażonka się zmieniają. Ale jeszcze w latach 70 i wcześniej z pewnością był to odpowiednik naszego "phi". Pamietam, bo jako dziecko bardzo nieletnie przeczytałam bodajże w Przekroju opowiadanie "Pooh" o szczeniaku, który urodził się z bardzo rasowej jamniczki. I wszyscy którzy przychodzili po już od dawna zamówione szczenięta na ich widok mówili właśnie owo "pooh". Jak się słusznie domyślacie - superrasowa dama popełniła skok w bok niedługo przed zaprowadzeniem jej do superrasowego reproduktora. Tak więc nikt z zamawiajacych szczeniaków nie wziął, w koncu udało się je rozdać z wyjątkiem jednego, najmniej rasowego. I ponieważ nikt go nie chciał został u właścicieli wiarołomnej suki i nazwano go właśnie Pooh. Pamiętam że przekopałam wszystkie dostępne słowniki angielsko-polskie w poszukiwaniu tłumaczenia owego pooh i nie znalazłam albo wcale albo czegoś co by mnie zadowoliło. I tak się nauczyłam tłumaczyć poprzez kontekst ;)
                                                    Dalszych szczegółów opowiadania nie pamietam, chyba było za poważne dla mnie na tamten wiek, ale Pooh jako wyrażenie emfatyczne anglofonów wryło mi się w pamięc na całe życie.

                                                    > O ile pamietam, ten zapchlony mis nie wyrazal sie lekcewazaco, tylko
                                                    > jak lezal na pleckach to mu spadaly na nos jakies piora czy insze
                                                    > fafoly, i on w stanie bezwladu nie mogl sobie tego zdjac, wiec
                                                    > zdmuchiwal sobie z dzwiekiem pooh - chyba, ze sie myle i cos
                                                    > pokrecilam :)

                                                    Chyba pokręciłaś. Akurat u Krzysia nie było to wyrażenie emfatyczne. O ile dobrze pamiętam tak Krzyś nazywał dużego łabędzia pływaącego w parku, w ktorym sie bawił. Jego "męska majestatyczność" wydała mu się godną przeciwwagą dla ewentualnej żeńskości imienia Wini
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 12:47
                                                    > Chyba pokręciłaś. Akurat u Krzysia nie było to wyrażenie emfatyczne. O ile dobr
                                                    > ze pamiętam tak Krzyś nazywał dużego łabędzia pływaącego w parku, w ktorym sie
                                                    > bawił. Jego "męska majestatyczność" wydała mu się godną przeciwwagą dla ewentua
                                                    > lnej żeńskości imienia Wini

                                                    W książce są obie wersje :) w przedmowie mowa jest o łabędziu, a w bodajże
                                                    pierwszym rozdziale jest o zdmuchiwaniu much, kiedy to Kubusiowi zesztywniały
                                                    łapki od trzymania balonika na sznurku.
                                                    Ani do łabędzia, ani do płoszenia much lekceważące wykrzyknienie "phi!" nie
                                                    pasuje wcale. W przeciwieństwie do historyjki o kundelku, gdzie pasuje doskonale.
                                                  • dakota77 Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 10:39
                                                    dictionary.reference.com/browse/pooh
                                                    Polecam te strone, jest genialma, zwlaszcza do sprawdzania etymologii slow. Co
                                                    do lekcewazacych dzwiekow, ma mowie "khe":)
                                                  • lezbobimbo Re: Jeszcze większy OT 22.06.09, 03:05
                                                    Dzieki za lina Dakoto, wychodzi ze senseeko ma oczywiscie racje, aczkolwiek tez:
                                                    pooh
                                                    1593, "a 'vocal gesture' expressing the action of puffing anything away".

                                                    Tylko nawet ze swiadomoscia pooh-poohing something w jezyku langlydz, to polskie
                                                    phi-phi??? Ani przypial ani wypial, dmuchajacy puchatek przynajmniej ma sens..

                                                    A ze poo to znaczy kupka to ja wiem po amerykansku :)
                                                  • ananke666 Re: Jeszcze większy OT 21.06.09, 02:25
                                                    Nie należało tłumaczyć dosłownie, bo to nie o tłumaczenie słowa szło, a o
                                                    onomatopeję. Czyli baba popełniła dwa ciężkie babole - raz, że nie doczytała, że
                                                    żadnej Winifredy tam nie było, a dwa, że bezmyślnie wzięła słownik, a nie powinna.
                                                  • kochanica-francuza Re: Jeszcze większy OT 05.10.08, 18:19
                                                    o Boże, to wiem, skąd dwukrotnie "Pippa" u Christie! (w obu wypadkach tłumacz
                                                    zostawił, czytam tłumaczenia)
                                                  • avvg Re: Jeszcze większy OT 25.10.08, 15:43
                                                    > (natychmiastowe skojarzenia z powloka walencyjna i Flinstonami)

                                                    Myślałam, że tylko ja jestem skrzywiona, jeśli chodzi o Flinstone'ów:)
                                                  • truscaveczka Re: Jeszcze większy OT 19.07.11, 09:22
                                                    Jak to się plecie - teraz o Pippie, piękniejszej siostrze księżny Katherine, mowa głośno, wyraźnie i bez kompleksów ;)
                                                  • the_dzidka Re: Jeszcze większy OT 29.09.08, 18:41
                                                    A mnie do szału doprowadzała niekonsekwencja w tłumaczeniu imion. I
                                                    tak mamy w jednym tomie Jima Blythe oraz informację o tym, że Czesio
                                                    Malley poległ na wojnie. AAAAAAAAAA!!!
                                          • ginny22 Re: Jeszcze większy OT - emilkowy 26.09.08, 09:50
                                            Kiedyś odkryłam cykl o Emilce, równolegle ukazywały się dwa
                                            tłumaczenia. Kupiono mi oba, hurtem, w przekonaniu, że to kolejne
                                            tomy - no bo inne tytuły... Okazało się, że jednak nie ;)
                      • senseeko Re: troszke OT... 24.09.08, 19:00
                        nioszka napisała:

                        > w '82 Gaba w ciąży już nie była, bo Pyza urodziła się ponoć w listopadzie '81.
                        > O 1982 jest mowa w Pulpecji, kiedy Mila snuje rozważania przy ślubie Idy-że pod
                        > czas internowania Ignaca Gaba zamotała sobie życie wiążąc się z tym nieodpowied
                        > zialnym donżuanem.
                        Dla mnie to była megawpadka MM, bo wynika z niej, że Ignac (gdyby był) to by Gabę był ustrzegł i odradził ślub a tymczasem we wczesniejszych tomach Ignac jest kompletnie oderwany od reczywistości a Januza-juliusza przyjmuje z otwartymi ramionami kompletnie nie dostrzegając jego parszywego charakteru, choć dostrzegła go nawet zakochana (a więc ślepa) Gaba.
                        No chyba ze przyjmiemy iż jest zapis wspomnień Mili li i jedynie a ta ostatnia patrzy na rzeczywistośc przez pryzmat swego zaślepienia na tle Ignaca ;)

                        > W OwR mamy informację, że Pyziak wraca po półtorarocznej nieobecności, więc tru
                        > dno wierzyć, że wyleciał, wrócił ot tak sobie na ślub i znów wyleciał, zwłaszcz
                        > a w stanie wojennym.
                        > W CR z kolei Gaba mówi Grzegorzowi, że Robert był świadkiem na ich ślubie, a po
                        > tem przepadł na pamiętne 16 lat. Czyli G+J musieliby się żenić w 1980r.-co i ta
                        > k jest dziwne, że wówczas nikt nie wiedział ani o związku Roberta z tajemniczą
                        > flecistką, ani że on sam będzie ojcem. Kolejna megawpadka MM.
                        Ale oni nie mogliby się pobrać w 1980 bo pobrali się kiedy Ignac był w internacie a i to tylko cywilnie dzieki czemu Gaba mogła spokojnie wyjśc potem za GS. A internowania zaczęły się w grudniu 1981 więc wtedy musieli się ślubić.
                        Z tym, że stwierdzenie X-a widzieliśmy ostatnio 16 lat temu padają często w mowie potocznej to wcale nie oznacza, że faktycznie upłynęlo tych lat 16. Mogło 15, 14 a mogło i 18. Po latach wszystko się miesza, wiem coś o tym.
                      • senseeko Re: troszke OT... 24.09.08, 19:03
                        nioszka napisała:

                        > w '82 Gaba w ciąży już nie była, bo Pyza urodziła się ponoć w listopadzie '81.
                        > O 1982 jest mowa w Pulpecji, kiedy Mila snuje rozważania przy ślubie Idy-że pod
                        > czas internowania Ignaca Gaba zamotała sobie życie wiążąc się z tym nieodpowied
                        > zialnym donżuanem.

                        To Pyza TEŻ była nieślubna? Pytam, bo nie pamiętam.
                        • agnieszka_azj Re: troszke OT... 24.09.08, 19:48
                          Cytatsenseeko napisała:
                          > To Pyza TEŻ była nieślubna?


                          To jest właśnie największa tajemnica Jeżycjady ;-)
                          • lutecja4 trojka klasowa 26.09.08, 21:54
                            jakim cudem mozna bycjednoczesnie mloda mama i mama Borejko majaca ponad 40 lat
                            a wygladajaca na wiecej?
                            w Klamczusze Tosia Kowalik jest w trojce klasowej i podjudza pozostale dwie
                            mlode mamy,zeby zrezygnowac ze skladek i zlozyc sie samodzielnie(swoja droga w
                            przypadku mamy Borejko taka skladka za cala klase tez jest dziwna-w koncu im sie
                            nie przelewalo),wiemy ze druga mama byla pani Wisia
                            w KK mama Borejko pisze Gabrysi,zeby poszla na zebranie do Natalii,bo ona jest w
                            trojce klasowej,a pani Wisia w KK stala sie "gruba blondynka ze zlotym zebem"
                            • sowca Re: trojka klasowa 27.09.08, 23:57
                              Rety, Lutecjo, masz rację! Trzeba to koniecznie w wątku o wpadkach
                              umieścić!
                              • senseeko Re: trojka klasowa 07.10.08, 17:05
                                sowcaRety, Lutecjo, masz rację! Trzeba to koniecznie w wątku o
                                wpadkach umieścić!

                                A masz może link?
                                Czytałam ostatni raz jeżycjadę już jakiś czas temu i pewne rzeczy mi poumykały,
                                ale czy ja dobrze zrozumałam, że chodzi o trójkę klasową jedną w Kłamczusze a
                                drugą w Kwiecie Kalafiora?
                                Bo to może być zupełnie inna trójka. Czy rzeczywiście expressis verbis jest
                                napisane, że w obu trójkach była "młoda mama, mama Borejko"?
                                • agawa79 Re: trojka klasowa 07.10.08, 18:09
                                  senseeko napisała:

                                  > Czytałam ostatni raz jeżycjadę już jakiś czas temu i pewne rzeczy
                                  mi poumykały,
                                  > ale czy ja dobrze zrozumałam, że chodzi o trójkę klasową jedną w
                                  Kłamczusze a
                                  > drugą w Kwiecie Kalafiora?
                                  > Bo to może być zupełnie inna trójka. Czy rzeczywiście expressis
                                  verbis jest
                                  > napisane, że w obu trójkach była "młoda mama, mama Borejko"?

                                  Mam! Kwiat kalafiora i Kłamczucha to ten sam rok szkolny (77/78). W
                                  Kłamczusze czytamy:

                                  Podjudzone przez Tosię, dwie pozostałe członkinie trójki
                                  postanowiły, że nie będą egzekwowały od dzieci składek na
                                  bukiecik. "Koniec z terrorem" - rzuciła hasło Tosia, a dwie młode
                                  mamy
                                  poparły ją entuzjastycznie.


                                  W KK zaś stoi:

                                  Gabrysia (...) rozpoznała siedzącą w ławce opodal panią
                                  Kowalikową, matkę Tomcia. To ona była przewodniczącą trójki klasowej.
                                  - No właśnie - odezwała się gruba blondynka ze złotym zębem,
                                  siedząca obok Gabrysi. - Mamy do omówienia różne ważne kwestie, a
                                  tymczasem nie ma pani Borejko.


                                  Czyli różne trójki klasowe to wpadka aż miło - gruba blondynka ze
                                  złotym zębem to raczej też nie młoda mama. ;)
                                  • alitzja Re: trojka klasowa 07.10.08, 18:45
                                    Jeżeli cytaty podane przez Agawę to wszystkie informacje na
                                    temat "grubej blondynki ze złotym zębem" (a nie chce mi się
                                    sprawdzać, mówięc szczerze;-)), to moim zdaniem wciąż jeszcze nie
                                    znaczy, że to jedna z mam z trójki klasowej. O ile się nie mylę,
                                    Gaba przyszła na zwykłe zebranie klasowe, więc równie dobrze mogła
                                    się odezwać inna matka, nie z trójki.
                                  • senseeko Re: trojka klasowa 07.10.08, 19:47
                                    agawaMam! Kwiat kalafiora i Kłamczucha to ten sam rok szkolny (77/78). W
                                    > Kłamczusze czytamy:
                                    >
                                    > Podjudzone przez Tosię, dwie pozostałe członkinie trójki
                                    > postanowiły, że nie będą egzekwowały od dzieci składek na
                                    > bukiecik. "Koniec z terrorem" - rzuciła hasło Tosia, a dwie młode
                                    > mamy
                                    poparły ją entuzjastycznie.

                                    >
                                    > W KK zaś stoi:
                                    >
                                    > Gabrysia (...) rozpoznała siedzącą w ławce opodal panią
                                    > Kowalikową, matkę Tomcia. To ona była przewodniczącą trójki klasowej.
                                    > - No właśnie - odezwała się gruba blondynka ze złotym zębem,
                                    > siedząca obok Gabrysi. - Mamy do omówienia różne ważne kwestie, a
                                    > tymczasem nie ma pani Borejko.

                                    >
                                    > Czyli różne trójki klasowe to wpadka aż miło - gruba blondynka ze
                                    > złotym zębem to raczej też nie młoda mama. ;)

                                    Nie widzę kontekstu, ale mi z cytatu nr 1 wynika, że "dwie młode mamy" to
                                    niekoniecznie członkinie trójki klasowej. Jeśli historia dzieje się w szerszym
                                    gronie, na jakimś zebraniu, to moga to być dowolne młode mamy.
                                    Tym bardziej z cytatu 2 nie wynika, że ta ze złotym zębem była członkinią
                                    trójki. Przeciwnie ona tylko siedziała obok Gabrysi i miała za złe, że nie ma
                                    p.Borejko
                                    • yowah76 Re: trojka klasowa 07.10.08, 20:46
                                      A dlaczego to gruba blondynka z zebem nie mogla byc mloda? Mogla,
                                      jak najbardziej...do matki mojej kolezanki, ktora jest dentystka
                                      (matka, nie kolezanka) wlasnie chyba na poczatku lat 70, kiedy
                                      pracowala na jakims przymusowym zeslaniu w terenie przyszla ponoc
                                      mloda dziewczyna i zazyczyla sobie zlotego zeba w miejsce zdrowego.
                                      A juz braki w uzebieniu chyba wlasnie tak by sie latalo, materialy
                                      byly inne wtedy.
                                      • senseeko Re: trojka klasowa 07.10.08, 20:52
                                        yowah76 napisała:

                                        > A dlaczego to gruba blondynka z zebem nie mogla byc mloda?
                                        Nie, mnie chodziło raczej o to, że blondyna chyba nie była członkiem trójki klasowej. Mnie to w każdym razie z cytatu nie wynika.
                                        • lutecja4 Re: trojka klasowa 07.10.08, 22:06
                                          ten sam rok szkolny i ta sama klasa Klamczucha to rok 1977 a Kwiat Kalafiora
                                          zaczyna sie w Sylwestra 1977/1978
                                          Tosia byla pzrewodniczaca trojki Tomcio chodzil do klasy z Nutria(rozmowa w
                                          szpitalu) mama Borejko wyslala Gabrysie na wywiadowke "zapomnialam Ci
                                          powiedziec,ze jestem w trojce klasowej)
                                          gruba z zebem to musi byc sympatyczna (takie odnioslam wrazenie) pani Wisia z
                                          Klamczuchy
                                          a musi to bycona,bo na wywiadowce mowi,ze tylko ona byla na tym ogolnym
                                          zebraniu,mimo ze jest onatylko skarbniczka
                                          reszta cytatow sie zgadza
                                          tak wiec mama Borejko byla jednoczesnie po czterdziestce i wygladala na
                                          wiecej-KK; i jedna z mlodych mam-Klamczucha
                                          • lutecja4 Re: trojka klasowa 07.10.08, 22:07
                                            przepraszam wszystkie/ich czytajacych moje posty-pisze szybko,a zacina mi sie spacja
                                          • senseeko Re: trojka klasowa 07.10.08, 22:14
                                            lutecja4 napisała:


                                            > gruba z zebem to musi byc sympatyczna (takie odnioslam wrazenie) pani Wisia z
                                            > Klamczuchy
                                            > a musi to bycona,bo na wywiadowce mowi,ze tylko ona byla na tym ogolnym
                                            > zebraniu,mimo ze jest onatylko skarbniczka

                                            Jak to? Czyżby na zebraniu nie było rodziców? Chyba się zgubiłam. Dla mnie z
                                            tamtego cytatu jak byk wynika, że gruba z zębem, to któraś z "normalnych" mam
                                            (spoza trójki).
                                            • ananke666 Re: trojka klasowa 07.10.08, 22:29
                                              Kłamczucha:
                                              Obok stolika nauczycielskiego stała pani Wisia, jedna trzecia trójki klasowej, i usiłowała uspokoić klasę.

                                              Zatem mamy Ktosia, Wisię i Tosię.

                                              Kwiat kalafiora:
                                              - Przyjmujemy tę pomoc - powiedziała gruba z zębem. - Naprawdę,
                                              chciałabym zauważyć, że należy wykazywać więcej zaangażowania. Na zebranie ogólne Komitetu przyszłam z naszej trójki tylko ja jedna, choć testem zasadniczo skarbniczką.

                                              Mowa o zebraniu ogólnym Komitetu Rodzicielskiego.
                                              Czyli wiemy, że Ktosiem jest Mila, przewodniczącą trójki Tosia, a skarbniczką gruba z zębem - jak w mordę strzelił wychodzi, że to Wisia. Rok szkolny jest ten sam, więc trójka też ta sama.
                                              • senseeko Re: trojka klasowa 08.10.08, 10:31
                                                Będę musiała sobie przypomnieć KK i K, bo widzę, że sporo mi wywiało. Ale wychodzi na to, że MM zapomniała już kogo dała do trójki w jednej ksiażce a kogo w drugiej i stąd megawpadka.
                                                Z drugiej strony - jak to już zauważył ktoś poniżej (agawa?) "gruba z zebem" jest doskonale opisana i rzeczywiście były takie matki za PRL-u a są i dziś, choć trochę inaczej wyglądają i się zachowują.
                                                Może MM między jedna książką a drugą trafiła na taką "trójkę" i opisała, zapominając, że w poprzedniej książce dała do trójki same sympatyczne panie, w tym Milę?
                                                Inna rzecz, ze często na początku wszystkie panie wydają się sympatyczne a tymczasem im dalej w szczękę tym więcej złotych zębów? ;))
                                                Może - nie chcąc tracić fajnej scenki "poświęciła" miła panią Wisię, każąc się jej roztyć, wstawić złoty ząb i wyhodować w sobie czołobitność wobec wuadzy (choćby tylko nauczycielskiej?)
                                                • agawa79 Re: trojka klasowa 08.10.08, 10:36
                                                  senseeko napisał(a):
                                                  > Inna rzecz, ze często na początku wszystkie panie wydają się
                                                  sympatyczne a tymc
                                                  > zasem im dalej w szczękę tym więcej złotych zębów? ;))
                                                  O o o, właśnie chciałam o tym napisać - uruchomiłam całą dobrą
                                                  czytelniczą wolę, żeby dojść do wniosku, iż gruba z zębem mogła się
                                                  na początku wydać sympatyczna, a dopiero potem wyszła z niej, z
                                                  przeproszeniem, inicjatorka. ;) Wystarczyłoby jedno maleńkie zdanko,
                                                  że ta Wisia wydawała się Tosi taka miła, a tu paczcie państwo,
                                                  stoliki szorować każe w czynie społecznym - i już by się postać nie
                                                  rozłaziła.
                                          • agawa79 Re: trojka klasowa 08.10.08, 06:15
                                            lutecja4 napisała:

                                            > gruba z zebem to musi byc sympatyczna (takie odnioslam wrazenie)
                                            pani Wisia z
                                            > Klamczuchy
                                            > a musi to bycona,bo na wywiadowce mowi,ze tylko ona byla na tym
                                            ogolnym
                                            > zebraniu,mimo ze jest onatylko skarbniczka

                                            Gruba z zębem mnie intryguje, więc pociągnę wątek. Czy tylko ja
                                            odniosłam wrażenie, że w KK wcale nie jest przedstawiona jako
                                            sympatyczna osoba? Gada, jakby się urwała z partyjnego zebrania i
                                            jej postawa jest przeciwstawiona bardziej luźnemu i bardziej
                                            wychowawczemu podejściu Tosi (mam na myśli przemowę blondynki o
                                            zsypywaniu koksu do piwnicy za leniwego palacza i myciu ławek przez
                                            rodziców i reakcję Tosi).
                                            • kaliope3 Re: trojka klasowa 08.10.08, 07:59
                                              No sympatycznie to ona w KK nie była raczej przedstawiona. Bardziej
                                              jako powolna peerelowskiemu systemowi oświaty i organizacji życia
                                              szkolnego- znamienne było jej oburzenie na "herezje" wygłaszane
                                              przez Tosię i zachwalanie właściwej postawy nadgorliwych rodziców z
                                              innych klas.Nie, ja jej nigdy sympatycznie nie odbierałam-zresztą-to
                                              określenie "gruba z zębęm" samo narzuca pewnien stosunek do tej pani.
                                              Przyznaję jednocześnie że świetnie została ta postać opisana, myślę
                                              że sporo było swego czasu podobnych członkiń trójek klasowych
                                              • agawa79 Re: trojka klasowa 08.10.08, 10:32
                                                kaliope3 napisała:

                                                > Przyznaję jednocześnie że świetnie została ta postać opisana,
                                                myślę
                                                > że sporo było swego czasu podobnych członkiń trójek klasowych

                                                O tak, zgadzam się, portrecik wyszedł świetnie i, co więcej, wcale
                                                nie mam wrażenia, że postać jest przerysowana (jak choćby
                                                nieszczęsna B. Sznytek) - wierzę, że taka pani mogła istnieć
                                                rzeczywiście i tak się właśnie zachowywać. Poza tym uwielbiam dwa
                                                zdania z tej sceny: Rodzice spuścili wzrok i wpatrywali się w
                                                brudne blaty stolików. Ich sylwetki wprost krzyczały o to, by
                                                zostawiono wszystkich w spokoju.
                                                Ilekroć je czytam, to wprost
                                                czuję
                                                , że tam jestem, siedzę w za ciasnej ławce, i pragnę
                                                świętego spokoju. :)
                                              • lutecja4 Re: trojka klasowa 08.10.08, 23:12
                                                kaliope napisala:
                                                > No sympatycznie to ona w KK nie była raczej przedstawiona. Bardziej
                                                > jako powolna peerelowskiemu systemowi oświaty i organizacji życia
                                                > szkolnego- znamienne było jej oburzenie na "herezje" wygłaszane
                                                > przez Tosię i zachwalanie właściwej postawy nadgorliwych rodziców z
                                                > innych klas.Nie, ja jej nigdy sympatycznie nie odbierałam-zresztą-to
                                                > określenie "gruba z zębęm" samo narzuca pewnien stosunek do tej pani.
                                                > Przyznaję jednocześnie że świetnie została ta postać opisana, myślę
                                                > że sporo było swego czasu podobnych członkiń trójek klasowych
                                                jak zwykle sie spieszylam i nie napisalam dokladnie o co mi chodzilo-pani wisia
                                                wydala mi sie sympatyczna w Klamczusze w KK wrecz przeciwnie i dlatego tym
                                                bardziej mi sie to wszystko nie zgadzalo
                                                tak cy tak Mila Borejko z tomu na tom z mlodej mamy stala sie staro wygladajaca
                                                czterdziestoparolatka
                                                • nessie-jp Re: trojka klasowa 20.11.08, 17:19
                                                  No, bo po prostu pierwsza trójka klasowa się skompromitowała niechęcią do
                                                  składek i czynów społecznych, toteż została po półroczu przymusowo zastąpiona
                                                  nową trójką. :) Ze starej ostała się tylko Kowalikowa (może przewodniczącej się
                                                  nie dało wyrzucić?)

                                                  A może dwie młode mamy z trójki miały po prostu dość i się wycofały, a na ich
                                                  miejsce wybrano/wstawiono Milę Borejko i blondynę z zębem?
                                    • agawa79 Re: trojka klasowa 08.10.08, 06:05
                                      senseeko napisała:

                                      > Nie widzę kontekstu, ale mi z cytatu nr 1 wynika, że "dwie młode
                                      mamy" to
                                      > niekoniecznie członkinie trójki klasowej. Jeśli historia dzieje
                                      się w szerszym
                                      > gronie, na jakimś zebraniu, to moga to być dowolne młode mamy.

                                      Nie dzieje się na zebraniu - nie wiadomo, gdzie się dzieje, ale z
                                      kontekstu wynika, że na kwiatki dla nauczycielki składały się trzy
                                      mamy z trójki klasowej - i tylko one, nikt więcej - i to one
                                      dyskutowały na temat terroru. Gdyby dwie mamy spoza trójki
                                      entuzjastycznie poparły plan zakupu kwiatów przez kogoś innego, to
                                      by to było co najmniej nie na miejscu, panie tego. Nie będę
                                      przepisywała całego fragmentu teraz, ale znajdziecie go w Kłamczusze
                                      w rozdziale październikowym, cz.4.
                        • laura-gomez Re: troszke OT... 28.09.08, 12:22
                          senseeko napisała:
                          >
                          > To Pyza TEŻ była nieślubna? Pytam, bo nie pamiętam.

                          Była. Mila powiedziała jej w JT, ze zmusiła Pyziaka do ślubu z jej matką, kiedy okazało się, że ta jest w ciąży.
                          • mmaupa Re: troszke OT... 28.09.08, 15:57
                            Bardzo madry ruch, doprawdy. Ze tez sie nie potrafia uczyc na bledach...
                            • filifionka-listopadowa Re: troszke OT... 28.09.08, 21:07
                              Ja nie rozumiem, może moje skromne doświadczenie życiowe mi przeszkadza ale skąd
                              to parcie na ślub gdy pojawia się dziecko? Mówię nie tylko o literaturze ale o
                              życiu ogólnie. Szczególnie gdy rodziny nie są intensywnie katolickie. A gdy są
                              to skąd seks przed ślubem???
                              • lan-ja Re: troszke OT... 28.09.08, 22:21
                                Właśnie po to, by nie mieć nieślubnego dzieciaka. A tak-wcześniak i
                                tyle:-)
                                • lezbobimbo Re: troszke OT... 28.09.08, 22:24
                                  rece me opadaja..
                                • dakota77 Re: troszke OT... 28.09.08, 22:27
                                  Szczyt hipokryzji.
                                • turzyca Re: troszke OT... 14.01.10, 18:07
                                  lan-ja napisała:

                                  > Właśnie po to, by nie mieć nieślubnego dzieciaka. A tak-wcześniak i
                                  > tyle:-)

                                  I podobno stad popularne kiedys przekonanie, ze wczesniak z 7 miesiaca ma
                                  wieksze szanse na przezycie niz ten z 8 miesiaca.
                                  • dakota77 Re: troszke OT... 14.01.10, 18:30
                                    No nie wiem. Jest taka teoria, i o ile pamietam ma ona podstawy
                                    medyczne, nie obyczajowe.
                                    • dakota77 Re: troszke OT... 14.01.10, 18:35
                                      Ok, teoria ponc jest falszywa, ale nikt przy niej nie wysuwal kwestii
                                      rodzinnych wczesniaka:)
                                    • anutek115 Re: troszke OT... 14.01.10, 18:55
                                      dakota77 napisała:

                                      > No nie wiem. Jest taka teoria, i o ile pamietam ma ona podstawy
                                      > medyczne, nie obyczajowe.

                                      Dakoto. Wierz mi na słowo. Ona nie ma podstaw medycznych.
                                      • dakota77 Re: troszke OT... 14.01.10, 19:03
                                        Napisalam w poscie ponizej, ze juz wiem:). Poczytalam, ze to bzdura.
                                        Ale ile razy ja slyszalam, argumenty byly medyczne, nie spoleczne. O
                                        to mi tylko chodzilo.
                                        • ding_yun Re: troszke OT... 14.01.10, 19:41
                                          dakota77 napisała:

                                          > Napisalam w poscie ponizej, ze juz wiem:). Poczytalam, ze to
                                          bzdura.
                                          > Ale ile razy ja slyszalam, argumenty byly medyczne, nie spoleczne.
                                          O
                                          > to mi tylko chodzilo.

                                          To fakt, ja też ją słyszałam i też była uzasadniana jakoś
                                          "medycznie". Wymyślono, zdaje się, że poród w 8 m-cu przerywa ważne
                                          procesy kształtowania mózgu i że właśnie to gwałtowne przerwanie ma
                                          tak negatwyny wpływ. Czego to ludzie nie wymyślą, boshe.
                                  • kkokos Re: troszke OT... 14.01.10, 21:49
                                    > popularne kiedys przekonanie, ze wczesniak z 7 miesiaca ma
                                    > wieksze szanse na przezycie niz ten z 8 miesiaca.


                                    oj, pół życia to słyszałam, bo ja właśnie z siódmego miesiąca jestem :)
                              • limotini Re: troszke OT... 29.09.08, 15:58
                                Jak rozumiem powód jest prosty. Ojcostwo jest ustalane automatycznie, bez
                                potrzeb zgłaszania. Matka od początku ma to samo nazwisko co jej dziecko (co się
                                przydaje). Mężowi ciężarnej przysługują większe uprawnienia, niż "tylko" ojcu
                                nienarodzonego dziecka. Jeśli ojciec jest np. ubezpieczony prywatnie, to często
                                może zarejestrować taniej żonę i dziecko, a niekoniecznie partnerkę. Itd.
                                Wszystko to oczywiście "da się" i bez papierka, ale z papierkiem łatwiej.

                                To wszystko są bardzo racjonalne uzasadnienia dla par, którym dobrze razem,
                                planują wspólną przyszłość, ale nie spieszy im się z formalizacją związku. W
                                takim przypadku wiadomość o ciąży jest dobrym argumentem, że warto się
                                przespacerować do USC.

                                Ja osobiście znam wiele par, które ogólnie nie spiszyły się ze ślubem i wzięły
                                go dopiero w momencie, gdy zaczęli się zastanawiać nad dzieckiem (czyli przed
                                rozpoczęciem starań o dziecko), traktując to jako racjonalny krok.

                                Moim zdaniem jest w tym dużo sensu przy naszym obecnym stanie prawnym.
                                Oczywiście jest bez sensu, gdy para nigdy wcześniej nie zastawiała się nad
                                małżeństwem.
                                • dakota77 Re: troszke OT... 29.09.08, 16:03
                                  To o czym piszesz ma oczywiscie sens. Ale mnie przerazaja ci ludzie, ktorzy,
                                  gdyby nie dziecko, pewnie nawet nie byliby dlugo para. To dotyczy zwykle ludzi
                                  bardzo mlodych, ale nie tylko. Moim zdaniem w takim przypadku rpdzina nie
                                  powinna przekonywac do slubu. Niech sie dziecko urodzi, niech tatus pomaga w
                                  opiece nad nim, daje kase itp. Jezeli wszystko bedzie gralo, niech na spokojnie
                                  wezma slub po jakims czasie. Ale moze sie okazac, ze facet nie nadaje sie ani na
                                  meza ani na ojca, i ze i matka i dziecko bylyby duzo szczesliwsze, gdyby ona za
                                  jakis czas mogla poznac odpowiedzialniejszego faceta.
                                  • limotini Re: troszke OT... 29.09.08, 17:44
                                    Cytat
                                    akota77 napisała:
                                    Ale mnie przerazaja ci ludzie, ktorzy, gdyby nie dziecko, pewnie nawet nie
                                    byliby dlugo para. [...] Moim zdaniem w takim przypadku rpdzina nie powinna
                                    przekonywac do slubu.


                                    Z tym to ja się nawet bardziej niż zgadzam. Ślub tylko dlatego, że dziecko jest
                                    w drodze, jest bez sensu. Co więcej, nawet ślub kościelny jest bez sensu, bo
                                    ślub zawarty z takiego powodu (czyli wymuszony) jest nieważny, czyli to życie
                                    "nie w grzechu" jest tylko formalne i na pokaz - o czym niestety tylko bardzo
                                    mądrzy księża mówią.
                                    • sowca Re: troszke OT... 24.10.08, 23:19
                                      Ostatnio proboszcz w mojej parafii wyznał, że kiedy przychodzą do
                                      niego takie pary, tzn. kobieta jest w ciąży i to jest główny
                                      argument za ślubem, to on im radzi, żeby poczekali. Niech się
                                      dziecko urodzi, pomieszkają razem i zobaczą, czy chcą dalej ze sobą
                                      być, bo jeśli mają być tylko ze względu na dziecko, to nie będą
                                      szczęśliwi. Uważam, że to bardzo dobre. Wszystko się we mnie burzy,
                                      kiedy myślę o namawianiu Frycka do ślubu z Różą albo Pyziaka do
                                      ślubu z Gabą. A tak w ogóle, to ciekawi mnie jedna rzecz. Z rozmów z
                                      JT wynika, że ciąża Gaby była główną przyczyną ślubu. Wobec tego,
                                      czemu na zdjęciu ślubnym Laura nie zauważa, że matka jest w ciąży?
                                      Nie było tego widać? Ja myślicie?
                                      • dakota77 Re: troszke OT... 24.10.08, 23:21
                                        Bardzo madry proboszcz:-)
                                        Co do slubnego zdjecia gaby, moze faktycznie jeszcze nie bylo widac? Ciaze
                                        zwykle widac od 5 miesiaca wyraznie, wczeniej mozna u niketorych kobiet niczego
                                        nie zauwayc, wydaje mi sie.
                                      • jadwiga1350 Re: troszke OT... 16.06.09, 15:55
                                        sowca napisała:

                                        > Ostatnio proboszcz w mojej parafii wyznał, że kiedy przychodzą do
                                        > niego takie pary, tzn. kobieta jest w ciąży i to jest główny
                                        > argument za ślubem, to on im radzi, żeby poczekali. Niech się
                                        > dziecko urodzi, pomieszkają razem i zobaczą


                                        Coś Ci się musiało pomylić. Proboszcz wyznał,ze namawiał modych do
                                        zamieszkania przed ślubem razem, czyli do konkubinatu???
                                        • croyance Re: troszke OT... 17.06.09, 11:31
                                          Tez znalam takiego ksiedza. Mowil, ze zycie ze soba przed slubem jest
                                          mniejszym grzechem niz nieswiadome i bezmyslne zawieranie sakramentu.
                                          • kaliope3 Re: troszke OT... 17.06.09, 11:44
                                            I ja znam takiego księdza,bardzo mądrego człowieka zresztą i legendę
                                            wręcz w środowisku studenckim.Zdecydowanie odradza branie ślubu
                                            głównie z powodu ciąży i nawet rozmawia o tym z rodzinami młodych,
                                            bo to one zazwyczaj prą do tego ślubu na siłę. Z tego co wiem nie
                                            potępia również mieszkania razem przed ślubem, co nie znaczy że
                                            uznaje taką sytuację równą z zawarciem związku małżeńskiego, w końcu
                                            jest księdzem,ale na szczęście myślącym a przede wszystkim czującym.
                                            • mamalilki Re: troszke OT... 17.06.09, 12:43
                                              Nawet na moich kursach przedmałżeńskich mówiono, że jak panna w ciązy to trzeba
                                              poczekać aż dziecko się urodzi, spokojnie się zastanowić, poznać się lepiej i
                                              wtedy się decydować na sakrament. Ślub-hucpa jest większym grzechem niz
                                              cudzołóstwo, bo cudzołóstwo to grzech "zwykły" a fikcyjny sakrament (tylko dla
                                              picu) to grzech przeciw Duchowi Świętemu - czyli poważniejszy.
                                          • jadwiga1350 Re: troszke OT... 17.06.09, 14:06
                                            croyance napisała:

                                            > Tez znalam takiego ksiedza. Mowil, ze zycie ze soba przed slubem
                                            jest
                                            > mniejszym grzechem niz nieswiadome i bezmyslne zawieranie
                                            sakramentu.
                                            No pewnie, że mniejszy.Ale trudno sobie wyobrazić żeby do tego
                                            mniejszego grzechu zachęcał.NIECH POMIESZKAJĄ RAZEM, a więc do
                                            konkubinatu. A Kościół do konkubinatu nie namawia.
                                            • senseeko Re: troszke OT... 17.06.09, 17:50
                                              jadwiga1350 napisała:

                                              > croyance napisała:
                                              >
                                              > > Tez znalam takiego ksiedza. Mowil, ze zycie ze soba przed slubem
                                              > jest
                                              > > mniejszym grzechem niz nieswiadome i bezmyslne zawieranie
                                              > sakramentu.
                                              > No pewnie, że mniejszy.Ale trudno sobie wyobrazić żeby do tego
                                              > mniejszego grzechu zachęcał.NIECH POMIESZKAJĄ RAZEM, a więc do
                                              > konkubinatu. A Kościół do konkubinatu nie namawia.
                                              Moim zdaniem forum fanów MM nie jest odpowiednim miejscem na tego typu dyskusję, chcę tylko zwrócić uwagę, ze SAMO mieszkanie razem nie jest grzechem. I myślę, ze na tym wypadałoby tę dyskusję skończyć lub przenieś ją w inne miejsce.
                                              • klymenystra Re: troszke OT... 17.06.09, 21:43
                                                Senseeko, mieszkanie razem przed slubem to grzeszenie pycha, tak mi to wytlumaczono.
                                                • jadwiga1350 Re: troszke OT... 17.06.09, 21:49
                                                  Senseeko dobrze wie o co chodzi z tym mieszkaniem, tylko rżnie
                                                  głupa.
                                                  • lezbobimbo Re: troszke OT... 18.06.09, 00:00
                                                    Moze spokojnie z ta dyskusja, po co sie glupami zaraz obrzucac. Jadwigo, gdzie
                                                    Twe chrzescijanskie uczucia?
                                                  • jadwiga1350 Re: troszke OT... 18.06.09, 12:31
                                                    lezbobimbo napisała:

                                                    > Moze spokojnie z ta dyskusja, po co sie glupami zaraz obrzucac.
                                                    Jadwigo, gdzie
                                                    > Twe chrzescijanskie uczucia?

                                                    He, he. Przecież nie napisałam że jest głupia,tylko że rżnie głupa.
                                                    Czyli,udaje że nie wie o co chodzi
                                                  • senseeko Re: troszke OT... 20.06.09, 19:56
                                                    jadwiga1350 napisała:

                                                    > Senseeko dobrze wie o co chodzi z tym mieszkaniem, tylko rżnie
                                                    > głupa.
                                                    Mam wrażenie, że chociaż zdaje Ci się, że wiesz, co ja wiem, to jednak nie wiesz nic.
                                                    I żadnego (że się posłużę twoim słownictwem) "głupa nie rżnę"
                                                    Czy ktoś wskaże inne miejsce do takiej dyskusji?
                                                    Uważam, że ciągnięcie tego tematu tutaj byłoby zaśmiecaniem ciekawego wątku.
                                      • lauratygrysica Re: troszke OT... 11.02.15, 19:58
                                        > JT wynika, że ciąża Gaby była główną przyczyną ślubu. Wobec tego,
                                        > czemu na zdjęciu ślubnym Laura nie zauważa, że matka jest w ciąży?
                                        > Nie było tego widać? Ja myślicie?

                                        Nie widziała, ponieważ Pyza już była na świecie, skoro się urodziła w 81 a ślub był w 82 :)
                          • senseeko troszke OTi do tego w oparach absurdu 07.10.08, 17:09
                            laura-gomez napisała:

                            > senseeko napisała:
                            > >
                            > > To Pyza TEŻ była nieślubna? Pytam, bo nie pamiętam.
                            >
                            > Była. Mila powiedziała jej w JT, ze zmusiła Pyziaka do ślubu z jej matką, kiedy
                            > okazało się, że ta jest w ciąży.
                            >
                            I nagle otworzyla się przed memi oczami scena kiedy Mila zmusza Pyziaka do ślubu z Gizelą, bo właśnie się okazało, że Mila jest w ciąży (chyba z Pyziakiem? Jak myślicie?)
                            >
                            • the_dzidka Re: troszke OTi do tego w oparach absurdu 08.10.08, 11:10
                              > > Była. Mila powiedziała jej w JT, ze zmusiła Pyziaka do ślubu z
                              jej matką,
                              > kiedy
                              > > okazało się, że ta jest w ciąży.
                              > >
                              > I nagle otworzyla się przed memi oczami scena kiedy Mila zmusza
                              Pyziaka do ślub
                              > u z Gizelą, bo właśnie się okazało, że Mila jest w ciąży (chyba z
                              Pyziakiem? Ja
                              > k myślicie?)

                              Z Pyziakiem, ale nie Mila, a Gizela :DDDDDDD
                              • senseeko Re: troszke OTi do tego w oparach absurdu 08.10.08, 11:29
                                the_dzidka napisała:

                                > > > Była. Mila powiedziała jej w JT, ze zmusiła Pyziaka do ślubu z
                                > jej matką,
                                > > kiedy
                                > > > okazało się, że ta jest w ciąży.
                                > > >
                                > > I nagle otworzyla się przed memi oczami scena kiedy Mila zmusza
                                > Pyziaka do ślub
                                > > u z Gizelą, bo właśnie się okazało, że Mila jest w ciąży (chyba z
                                > Pyziakiem? Ja
                                > > k myślicie?)
                                >
                                > Z Pyziakiem, ale nie Mila, a Gizela :DDDDDDD

                                I tak właśnie narodziła się babcia Jedwabińska
                                (bo oni na jedwabiach dali się ponieść, na zapleczu sklepu z sukienkami - tego
                                od różowej sukienki na wystawie)
      • truscaveczka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 29.09.08, 11:56
        anhes napisała:

        > jessy3 05.09.08, 19:14 Odpowiedz
        > Jak Robrojek w wieku 16(?) lat godził role ucznia i ojca Belli? ;)
        >
        > W "Córce Robrojka" Robert ma 35 lat a bella 16 więc miał 19 jak się urodziła.
        > Poza tym wyjaśnione jest że Robrojek ożenił się po szkole, i to by się zgadzało
        > mniej więcej no nie?

        Robrojek Robrojkiem, ale syn Majchrzaka jest o cały rok starszy od Belli, więc
        Majchrzak, który był w ich klasie, musiał zapomnieć się o rok wczesniej ;)
    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.10.08, 18:05
      ananke666 napisała:
      > Gdzie się podziały psy i koty przygarniane/dokarmiane przez Gabrielę?

      Kiedys tutaj napisalam, ze zapewne to one stawaly sie dawcami rumieniacych sie
      udek i combrów w piekarniku...
      • anhes Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.10.08, 21:15
        <rolf>
      • kadrel Re: Największe tajemnice Jeżycjady 21.06.09, 17:20
        lezbobimbo napisała:

        > ananke666 napisała:
        > > Gdzie się podziały psy i koty przygarniane/dokarmiane przez
        Gabrielę?
        >
        > Kiedys tutaj napisalam, ze zapewne to one stawaly sie dawcami
        rumieniacych sie
        > udek i combrów w piekarniku...
        >

        U mnie w Fundacji takie przepełnienie, ze głowy nie dam, czy by sie
        któregoś gabrysinego nie znalazło...
        Aliści, nie przypominam sobie zabierania kotów z Poznania. Chociaż,
        co to wiadomo... mi jedna kocia panna zwiała i wróciła po 1,5 roku
        do siebie na wieś pod Radzyń Podlaski, 80km z okładem.


        Moze ktoś chce kotecka, hę?
    • itajustyna Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.10.08, 22:21
      A co się stało z Krystyną, Wojtkiem i małą Irenką nazwaną tak na cześć mamy Żakowej?
      Myślicie że dalej mieszkają na Słowackiego, może np. w cudownie pomysłowy sposób
      przebudowanej wieżyczce? :D
      • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.10.08, 22:32
        Mam szczera nadzieje, ze oni nie poddali sie wyuoczonej bezradnosci;-).
        Pokonczyli studia, zdobyli zawody, kupili mieszkanie. Irenka wyemigrowala do
        LOndynu i jest maklerem w City;-)
        • itajustyna Re: Największe tajemnice Jeżycjady 08.10.08, 23:12
          I przysyła mamie Żakowej paczki z czekoladą i gumką krawiecką? :P
          • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 23.10.08, 08:22
            zastanawiam sie, dlaczego Maciek i Kreska umowili sie w hallu Opery, zamiast po
            ludzku pojsc tam razem-przeciez mieszkali w sasiednich kamienicach
            i dlaczego Matylda,kupujaca bilety przed Mackiem, wybrala gorsze miejsca niz
            on-naprawde bileterka sprzedajac mu po prostu "dwa bilety obok tych,co przed
            chwila" ,dala mu najlepsze miejsca-w srodku pierwszego rzedu?
            i dlaczego w KK trzy razy dziennie sprzatano ze stolu w pokoju,zeby rodzina
            mogla zjesc posilek-nie zauwazyli wielkiego stolu jaki mieli w kuchni?
    • dakota77 Laura bezfortepianowa:-) 25.11.08, 14:58
      Przyszla mi dzis do glowy kolejna tajemnica Jezycjady- czy ktos z was pamieta
      chocby jedna malutka wzmianke o tym, ze Laura gra na fortepianie? A przeciez to
      jest obowiazkowy przedmiot na wokalistyce. I chyba nie cwiczy tylko na uczelni?
      Nie mowie, ze Borejkowie powinni kupic z tej okazji fortepian koncertowny, ale
      pianino, chocby elektroniczne, powinno chyba jednak znalezc sie w pokoju Laury.
      Poza tym o niebo lepiej spiewaloby sie jej, gdyby mogla sobie podac tonacje. No
      ale widocznie nasza Laura na dodatek do wszelkich talentow ma tez sluch
      absolutny i rozroznia dzwieki bez punktu odniesienia.
      • grimma Re: Laura bezfortepianowa:-) 25.11.08, 15:03
        moze ma taki trojkat (nie znam sie na spiewie) ale on podaje jakis ton zawsze..
        • dakota77 Re: Laura bezfortepianowa:-) 25.11.08, 15:05
          Co nie rozwiazuje problemu koniecznosci cwiczenia gry na fortepianie/pianinie.
          Akurat to, czy daje rade spiewac bez podania sobie tonacji to maly problem.
      • anutek115 Re: Laura bezfortepianowa:-) 25.11.08, 15:06
        Rodzona ma siostra rok studiowała wokalistykę bez fortepianu (a nawet pianina) w
        domu, tak więc da się zrobić :-). Dlatego własnie mnie ten brak stosownego
        oprzyrządowania w domu Borejków nie dziwił. Owszem, na trzecim roku może już
        powinien... ale nie mam doświadczenia, bo siostra wytrzymała na wokalistyce
        tylko rok (i to z powodu fortepianu, czy też raczej nauczycielki, potwornej i
        antypatycznej piły, no i nie dała rady ciągnąć dwóch kierunków, bo wokalistyka,
        jak większość artystycznych, jest szalenie wymagająca czasowo). Ale jakiś czas
        można przetrzymać...
        No, i może Laura rzeczywiście genialna była ;-).
      • soova Re: Laura bezfortepianowa:-) 25.11.08, 15:52
        Mam wrażenie, że można być na studiach wokalnych wykorzystując tylko instrument
        na uczelni (owszem, umieć grać obowiązkowo trzeba, ale fortepian nie jest tam
        jednak głównym przedmiotem). Dźwięk do ćwiczeń w domu (swoją drogą ćwiczenia
        śpiewu w tak gęsto zaludnionym domu to ja już sobie zupełnie nie wyobrażam)
        można brać z kamertonu (tak się ten widelec nazywa :)). Osobiście widziałam raz
        fantastycznie uzdolnioną wokalnie dziewczynę, jak z braku kamertonu, którego
        zapomniała zabrać do torebki, dostroiła się do dźwięku z słuchawki telefonicznej. :)
    • musicbox Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.12.08, 21:06
      (ufff, nieco surrealistycznie jest pojawiać się tu nagle po ponad
      dwóch latach... niemniej witam wszystkich równie serdecznie, jak
      wtedy!)

      - Co stało się z inteligentnym, przystojnym brodaczem, wolnym
      ptakiem bez obrączki na palcu spotkanym przez Laurę w pociągu,
      któremu swego czasu Gabriela dawała korepetycje z łaciny?
      - Kim jest Ela, 'zaprzyjaźniona plastyczka z Krakowa'?
      - Jak się mają Tomek i Elka? (co prawda biorąc pod uwagę obecny styl
      MM nie wiem, czy chcę wiedzieć, ale prawdą jest, że od 10 lat -
      wyjechania podczas imienin Grzesia na narty - ani widu, ani słychu)
      - Czy Sławek wciąż parkuje pod oknem Idy? ;-D
      • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.12.08, 22:38
        musicbox napisała:
        > - Kim jest Ela, 'zaprzyjaźniona plastyczka z Krakowa'?

        I czy nie udziela się przypadkiem na naszym forum ? ;-)))
        • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.12.08, 15:05
          Mam podejrzenie graniczace z pewnością, że się udziela :-)))).
          • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 29.12.08, 14:43
            Teraz trzeba tylko wszystkie piszące do nas z Krakowa przebadać na okoliczność
            imienia i zawodu/pasji.
            • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 29.12.08, 14:59
              Eeee, może się sama przyzna ;-))))....
            • agnieszka_azj Re: Największe tajemnice Jeżycjady 29.12.08, 17:02
              filifionka-listopadowa napisała:

              > Teraz trzeba tylko wszystkie piszące do nas z Krakowa przebadać
              na okoliczność
              > imienia i zawodu/pasji.

              Jest taka jedna, co by pasowała ;-)))
              • anutek115 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 29.12.08, 17:45
                Ale ciagle sie nie przyznaje ;-). Czyżby nie chciała zostać Tą Jedyną (chyba?)Na
                Forum, Która Ma O Sobie AUTENTYCZNĄ Wzmiankę W Jeżycjadzie ;-))))?
                • klymenystra Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.06.09, 16:27
                  Pierwsze slysze!!! Ja jestem z Krakowa i nie jestem Ela, wiec domagam sie glosno
                  i wyraznie, zeby sie ta osoba przyznala :)
                  • the_dzidka Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.06.09, 18:37
                    > Pierwsze slysze!!! Ja jestem z Krakowa i nie jestem Ela

                    Nie nie, to nie Ty :)
                    • klymenystra Re: Największe tajemnice Jeżycjady 17.06.09, 21:43
                      Dzieki :p
                      • lutecja4 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.08.09, 12:53
                        w co była ubrana Gabriela, gdy Pyza wróciła do domu z Lelujkami?
                        wg Laury, "na szczęście mama była dziś wyjątkowo ubrana w coś innego niż dżinsy
                        i odwieczna koszula w kratę"
                        • mmaupa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.08.09, 13:18
                          > w co była ubrana Gabriela, gdy Pyza wróciła do domu z Lelujkami?
                          > wg Laury, "na szczęście mama była dziś wyjątkowo ubrana w coś innego niż dżinsy
                          > i odwieczna koszula w kratę"
                          Ani chybi w sztruksy i koszulę w paski!
                          • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.08.09, 23:26
                            mmaupa napisała:
                            > > w co była ubrana Gabriela, gdy Pyza wróciła do domu z Lelujkami?
                            > > wg Laury, "na szczęście mama była dziś wyjątkowo ubrana w coś innego niż>
                            dżinsy> > i odwieczna koszula w kratę"
                            > Ani chybi w sztruksy i koszulę w paski!

                            Nie nie, w wytarta spodnie w krate i tak milo sprana koszule dzinsowom :P
                            • ananke666 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.08.09, 23:34
                              Albo w spódniczkę szkolną w kolorze granatowym, zresztą już przykrótką. To był
                              jeden z nielicznych przypadków, kiedy świat ujrzał przyjemnie długie nogi
                              Gabrielli.
                              • mim_bla13 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 26.08.09, 22:42
                                Po kim Idusia miała swoje słynne zielone oczka? Mila- niebieskie,
                                Ignacy- brązowe.. Zagadka genetyczna;)
                                • jamniczysko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.08.09, 13:12
                                  A po kim Natalia miała szare? ;)
                                  • mim_bla13 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.08.09, 14:25
                                    Może się zmutowały z niebieskich?;) eh, nigdy jakoś tej genetyki nie
                                    lubiałam;D
                                  • paszczakowna1 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 27.08.09, 14:28
                                    Szare oczy to genetycznie chyba to samo, co niebieskie. A zielonookie dziecko
                                    jest w pełni możliwe w przypadku rodziców, z których jedno ma oczy niebieskie, a
                                    drugie brązowe (zwłaszcza gdyby zielone oczy wystąpiły pokolenie wstecz).

                                    Tu jest kalkulator prawdopodobieństwa:

                                    www.thetech.org/genetics/index.php
                                    To w ogóle jest bardzo skomplikowane, i zdaje się jedyne co wiadomo na 100%, to
                                    jaki gen koduje oczy brązowe, a zielone do tej pory są tajemnicą...
                                • senseeko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.08.09, 00:24
                                  mim_bla13 napisała:

                                  > Po kim Idusia miała swoje słynne zielone oczka? Mila- niebieskie,
                                  > Ignacy- brązowe.. Zagadka genetyczna;)

                                  No nie, dajcie spokój. Już o tym było, chyba nawet w tym wątku. Zrobiłam nawet
                                  rozpiskę przypuszczalnych genotypów. Ida jako ruda spokojnie mogła mieć zielone
                                  oczka. Nie przesadzaj, uwierz na słowo.
                                  • kania1983 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 28.08.09, 11:49
                                    Chciałam się tylko wypowiedzieć, że wymiękam przy tym co tutaj
                                    piszecie. Uważałam, że jestem wielką fanka jeżycjady, ale czytam
                                    jakie znacie niuanse to chylę czoła. Tak czy inaczej pozdrawiam
                                    wszystkich fanów musierowicz i z utęsknieniem czekam na Mcdusię:)
                                    • mim_bla13 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 30.08.09, 01:24
                                      Ja też z utęsknieniem, tylko mnie troszkę smuci fakt, że to będzie
                                      przedostatnia bodajże część;( a co znaczyło w ustach Ziutka
                                      słowo 'DEŃDA'?;D
                                    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.09.09, 06:54
                                      kania1983 napisała:
                                      > Chciałam się tylko wypowiedzieć, że wymiękam przy tym co tutaj
                                      > piszecie. Uważałam, że jestem wielką fanka jeżycjady, ale czytam
                                      > jakie znacie niuanse to chylę czoła. Tak czy inaczej pozdrawiam
                                      > wszystkich fanów musierowicz i z utęsknieniem czekam na Mcdusię:)

                                      Ja natomiast poznajac niuanse MM i Neojezycjady juz nie czekam na nic z jej
                                      strony z utesknieniem i na pewno nie na McDusie. Ja czekam najwyzej na 2
                                      porzudne redaktorki, jak drzewiej bywalo.
                                      • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.09.09, 07:11
                                        lezbobimbo napisała:
                                        > Ja natomiast poznajac niuanse MM i Neojezycjady juz nie czekam na nic z jej>
                                        strony z utesknieniem i na pewno nie na McDusie. Ja czekam najwyzej na 2>
                                        porzudne redaktorki, jak drzewiej bywalo.

                                        Co prawda majac w pamieci spora ilosc wpadek i niewyjasnionych tajemnic itp.
                                        obsuniec MM, moznaby zgadywac, ze redaktorek zabraklo juz od Pulpecji? Na co
                                        stawiacie?
                                  • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 30.08.09, 19:39
                                    Pisałaś, i dla chętnych którym nie chce się tego szukać, skopiowałam to
                                    Forumowej Księgi Cytatów. To jest ostatni wpis, i ma tytuł sugerujący zawartość.
                                    • lu-coco Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.09.09, 08:19
                                      Mnie zawsze zastanawiało czy kierowca furgonetki firmy "Bogdanex"
                                      (czy jakoś tak:) pił w restauracji "Piastowska" piwo bezalkoholowe?
                                      Bardzo dawno czytałam "NiN" i nie pamiętam jak to dokładnie było
                                      opisane. Wiem, że będąc jeszcze dziewczynką bardzo mnie to
                                      interesowało. ;)
    • deszczowa_marika Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.09, 19:15
      Kim były "te grzeczne dziewczynki od sąsiadów" z którymi Pyza i
      Tygrys "bawiły się milutko na ławeczce, układały w wózku lalki" w DP?
      • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.09.09, 23:13
        Chyba wyimaginowanymi kolezankami, przeciez te dzieci nie mialy
        kontaktow z rowiesnikami;-P
        • jamniczysko Re: Największe tajemnice Jeżycjady 15.09.09, 13:56
          Charakterystyczne jest, że Gaba nie zniżyła się nawet do poznania
          imion tych dziewczynek...
          • marslo55 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.09, 14:39
            jamniczysko napisała:
            "Charakterystyczne jest, że Gaba nie zniżyła się nawet do poznania
            imion tych dziewczynek..."
            Może bała się usłyszeć w odpowiedzi "Esmeralda i Dżesika Kopiec"?
            • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.09.09, 17:57
              Ja ostatnio rozmyślałam nad tym, co się stało z Marzenką Nowacką. W
              końcu to rówieśniczka Tomcia i Natalii ("Kłamczusze" ma wszak siedem
              lat, podczas gdy Tomcio - sześć i pół), więc mogłaby spokojnie
              gdzieś przemykać na drugim planie. A tu nic.
    • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.11.09, 05:02
      Czy w SK kiedykolczyk sie dowiadujemy, jaka to mianowicie specjalnosc/zawod mial
      dziadek, bedacy bezimiennym, acz przedwojennym inzynierem?

      Btw. niedawno mnie tknelo, ze skoro Zaczek projektowal silniki okretowe, to ani
      chybi pracowal dla zakladu imc. Cegielskiego - legendarnego zakladu-instytucji
      napedzajacego caly Poznan od czasow pozno-rozbiorowych :) Wlasnie takie
      poznanskie silniki okretowe szly prosto do stoczni gdanskiej. Niestety teraz,
      gdy upadla stocznia, produkcja Cyglorza mimo wszelakich znakow na niebie i ziemi
      nadal sie nie przerzucila na intratne produkty, wiec wlasnie upada rowniez :(

      Inna tajemnica: co takiego doniosl Pierog na Dmuchawca tak, ze ten ostatni prace
      stracil w stanie wojennym i "zabronili mu uczyc"? Czy wystarczylo nalezec do
      Solidarnosci?
      • klymenystra Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.11.09, 08:42
        O tym, ze Zaczek pracowal u Cegielskiego, jest eksplicytnie napisane przy watku
        palenia kalek przez Bobcia :)
        • lezbobimbo Re: Największe tajemnice Jeżycjady 16.11.09, 12:06
          klymenystra napisała:
          > O tym, ze Zaczek pracowal u Cegielskiego, jest eksplicytnie napisane przy
          watku> palenia kalek przez Bobcia :)

          Wlasnie, a ja zapomnialam - poruta!
      • andrzej585858 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 14.11.09, 10:03
        lezbobimbo napisała:

        >
        > Inna tajemnica: co takiego doniosl Pierog na Dmuchawca tak, ze ten ostatni prac
        > e
        > stracil w stanie wojennym i "zabronili mu uczyc"? Czy wystarczylo nalezec do
        > Solidarnosci?

        Za samo należenie do "Solidarności" nie wyrzucano - przypominam że formalnie
        należało ok. 10 milionów, o ile dobrze pamiętam.
        Co zaś mógł donieść Pieróg? Wystarczyło że Dmuchawiec mógł być członkiem dajmy
        na to Komisji Zakladowej "Solidarności" i po zdelegalizowaniu był automatycznie
        na "oku" władzy.
        Wtedy zaś, wystarczyło czasem że usłużny osobnik w postaci Pieroga szepnął w
        odpowiednim miejscu że obywatel Dmuchawiec w miejscu pracy szerzy plotki mające
        na celu podważenie autorytetu władzy i wystarczyło.
        Zwłaszcza jeżeli trafiło się na funkcjonariusza typu dzielnicowy z "Alternatywy ".
        Zjawisko znane z autopsji, że tak powiem.
    • mmaupa Tajemnica serowa 16.11.09, 12:03
      Czemu Wojtuś przychodził do Patrycji z białym serem?
      • lezbobimbo Re: Tajemnica serowa 16.11.09, 12:07
        mmaupa napisała:
        > Czemu Wojtuś przychodził do Patrycji z białym serem?

        W ramach tanca godowego? Bo lubili lepic razem drobne kuleczki :)
        • zielony_kocur Re: Tajemnica serowa 04.01.10, 18:52
          Witam wszystkich serdecznie i ciepło, że hej ho!:)

          Cudownie się czyta te Wasze wspaniałe, kulturalne i dowcipne wypowiedzi:) Co
          jakiś czas tu zaglądam i oto w końcu piszę to, co piszę:)

          Żyjcie w pokoju i miłości!

          Magda Kot
    • llaella Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 20:00
      a mnie ostatnio zaczęło gryźć, kto jest tym tajemniczym "przyjacielem Gabrysi", którego Laura spotyka w pociągu, w drodze do Torunia ("Tygrys i Róża")? był w grupie ESD, a więc... Robrojek - odpada. Pawełek też, ze względu na wygląd zewnętrzny. Pyziak - na pewno nie! A więc kto? może Krzysio, przyjęty do grupy w "Idzie sierpnoiwej"? ale czy na pewno był uczony łaciny przez Gabrysię...?
      • slotna Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 21:04
        Dlaczego Robrojek odpada? Jak to z neojezycjada, czytalam te ksiazke dawno i szybko, byle miec juz za soba, ale mam wrazenie, ze wlasnie to byl Robrojek i nawet to bylo powiedziane? Ktos przypomni?
        • alitzja Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 21:23
          E, nie, Robrojek wszak samochodem przybył, więc w pociągu nie mógł
          siedzieć.
          • filifionka-listopadowa Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 22:18
            I nie wysiadałby w Inowrocławiu. Myślę też, że Laura by go poznała, bo w tym
            czasie była bez gorączki i w miarę przytomna, dobrze mu się
            przyjrzała."współpasażer był człowiekiem jeszcze młodym, o twarzy pociągłej i
            brodatej. Ubrany był w szary sweter. Dłonie bez obrączki. (...) Oczy bystre.
            Wysokie czoło, łagodne usta a pomiędzy brwiami- pionowa kreska, W kącikach oczu
            zmarszczki świadczące o tym ,że człowiek ten często się śmieje."
            To chyba nie był nikt znajomy, jakaś postać świadcząca ,ze było życie poza
            Borejkami, jakieś próby radzenia sobie, praca Gabrysi.
            • m.frump Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 23:34
              Ciekawe, czy napis "Kocham Marzenke" pod rondem Kaponiera w Noelce powstał na
              cześć Marzenki Nowackiej, młodszej siostry Pawełka? Czy Muniek, starszy brat
              Tunia i Filipa, zatwardziały kawaler ( czy jakoś tak ) to w istocie brodacz Zygmunt?
              • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 04.01.10, 23:54
                A co ma Edmund do Zygmunta?:)
                • m.frump Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.01.10, 00:07
                  Łeee... To on był Edmund? Wiem, że te postacie są opisane w "Małomównym i
                  rodzinie", ale nie przeczytałam nigdy tej książki i myślałam, że Muniek to
                  zdrobnienie od Zygmunta... A on był w końcu Muniek czy Mundek?
                  • dakota77 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.01.10, 00:08
                    Muniek, o ile pamietam. Ale zdecydowanie nie ma nic wspolnego z
                    brodaczem:)
                    • m.frump Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.01.10, 00:18
                      Racja, sprawdziłam: Edmundek to na pewno nie Zygmuntek :)
              • marslo55 Re: Największe tajemnice Jeżycjady 05.01.10, 11:57
                m.frump napisała:
                "Ciekawe, czy napis "Kocham Marzenke" pod rondem Kaponiera w Noelce
                powstał na cześć Marzenki Nowackiej"
                Całkiem prawdopodobne, zwłaszcza, jeśli Marzenka przypominała brata
                z urody, a matkę z umiejętności osiągania zamierzonych celów. Dla
                Pawełka pisano wiersze, to Marzence wypadałoby poświęcić chociaż
                graffiti!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka