Dodaj do ulubionych

Między Gabą a Pyziakiem

06.10.08, 10:33
Dużo się zastanawiałam, a nawet wspólnie razem się tu zastanawialiśmy, co
takiego zaczło między Gabą a Pyziakiem, że przez 20 lat nie może się z tego
pozbierać.

Jak ktoś ma inwencję, niech opisze, w formie beletrystycznej, krótkiej, którąś
ze scen ze swojej wyobraźnie, która tłumaczy tekie pokłady emocji narosłe
wokół demonicznej postaci niewiernego emigranta.

Ktoś chętny?
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 10:41
      Bedzie w bardzo krotkiej formie: Pyziak wkrotce po slubie zdradzil Gabe z
      Robrojkiem. Potem jej tlumaczyl, ze Robrojek jest od noej atrakcyjniejszy.
      • mmaupa Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 10:56
        Dakoto, pieknie! Moze Robrojek jest obojnakiem, a Bella to potomstwo
        polpyziacze? Zadnej flecistki nie bylo (bo i skad).
        • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 10:58
          Moze:-). Zdrada z Robrojkiem moglaby tez wyjasnic, czemu Robert zniknal na tak
          dlugo z zycia Borejkow:-)
          • limotini Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 11:27
            Robert wracał do domu i w głowie kołatała mu się tylko jedna myśl "Jak ja o tym
            powiem Gabie? Jak ja, do cholery, powiem o tym Gabie". Nie zastanawiał się, czy
            to co się stało było dobre czy złe, nie myślał o tym, że nagle całe jego
            wyobrażenie o sobie legło w gruzach. No bo czy nagle? Miał wrażenie, że
            wszystkie wydarzenia tak naprawdę prowadziły do tego wieczoru. Te ostre dyskusje
            na spotkaniach ESD. To głupie kłucie w boku kiedy widział ich całujących się po
            kątach. Przez jakiś czas wydawało mu się, że zazdrości ich szczęściu, ale już
            wtedy wiedział, że obraz Anielli blednie w jego sercu. Zamykał oczy i to nie jej
            stalowe tęczówki widział. O nie!

            Ale teraz, kiedy już wiedział, kiedy obaj już wiedzieli, co miał zrobić?

            ***
            - Gaba jest w ciąży.
            - Co?
            - Gaba jest w ciązy - powtórzył raz jeszcze, tym samym matowym tonem.
            - Ale... Ale my mieliśmy... Mówiłeś, że w Australii ludzie inaczej na to patrzą.
            Przecież teraz.. I.. JAK to się stało?! - widać było, że dopiero teraz
            uświadomił sobie wszystkie konsekwencje tego co usłyszał.
            - Cicho. Czwarty miesiąc. Jeszcze zanim, jeszcze wtedy nie wiedziałem...
            • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 11:31
              Widze, ze moja wizja ci sie spodobala:-)
              • limotini Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 11:33
                A jak!
          • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 07.10.08, 09:40
            Nie z Robrojkiem. Nie z Robrojkiem. Bo powitanie po latach nazbyt było wylewne.
            Chyba, że wspólny (a niewierny) przedmiot uczuć tak łączy.

            Może z Pawełkiem Nowackim? Hajduk zbyt hetero mi się jednak wydaje :-).
            • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 07.10.08, 11:09
              Mnie tez wydaje sie zdecydowanie hetero, ale wiesz, sadzac z reakcji Gabrysi i
              tego, ze tyle lat uraza jej nie przeszla, mam wrazenie, ze zdrada z kobieta to
              byloby za malo. Facet moglby to jakos przynajmniej wyjasnic. Bo to by jeszcze
              bardzo mocno na ambicje jej wlazlo;-)
              • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 07.10.08, 12:14
                Nie, nie, Dakoto, HAJDUK mi sie zbyt hetero wydaje, żeby udać się z Pyziakiem w
                tango. Pyziak też, nawiasem mówiąc, ale jednak wizja puszczania Garyjeli w trąbę
                z facetem do mnie przemawia. Tylko nie z Robrojkiem, bo sie te parę lat później
                zbyt rzewnie, jak na takie doswiadczenia, witali. I nie z Hajdukiem, bo za
                hetero ;-). Jeno Pawełek mnie sie ostał z całej grupy ESD...
                • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 07.10.08, 12:24
                  Moja wina, pokrecilo mi sie;-). No to moze faktycznie Pawelek by pasowal:-)
      • mama_kotula Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 10:59
        Cytatdakota77 napisała:
        Bedzie w bardzo krotkiej formie: Pyziak wkrotce po slubie zdradzil Gabe z Robrojkiem. Potem jej tlumaczyl, ze Robrojek jest od noej atrakcyjniejszy.


        :DDDDDDDDDDDD

        Echh, uważam, że nie było tak drastycznie, ale ja jestem skażona okropną niechęcią do Gaby i skrywaną sympatią do Pyziaka, więc mogę być nieobiektywna ;-).

        Myślę, że Pyziaczek nie pozwalał sobie, aby Gabrysia ustawiała go do pionu jak wszystkich naokoło i czuł się osaczony przez żeńską frakcję Borejków. A Gabriela ślepota nie widziała tego, iż Pyziaczek ma wściek dziki na tę okoliczność, sygnały nie docierały i dopiero odejście męża otworzyło jej ślipia - i oczywiście odwróciła kota ogonem, wybielając siebie na wzór anioła cnót wszelakich i cierpiąc katusze z powodu okrutnego i podłego męża.
        A przeżywanie przez tyle lat imho jest wyssane z palca li i jedynie ;)

        Nota bene mam identyczny przypadek (bez tego przeżywania) w nieco dalszej rodzinie.

        Ale, jak już napisałam wyżej, ja nieobiektywna jestem, bo organicznie nie trawię Gabrieli.
    • limotini Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 10:57
      - Mamo, Tato, wyjeżdżam do Aaaaustrali - tu głos jej lekko zadrżał - Janusz
      pojechał do Warszawy załatwić papiery. Chce... to znaczy chcemy, zacząć wspólne
      życie... - tu Gaba spojrzała takim lekko wystraszonym, lekko wyzywającym wzrokiem.

      - W ciąży? - głos Mamy Borejko był ostry i ironiczny. Ale zaraz zmienił się w
      pełen troski - Garysiu, mówiłam Ci tyle razy, ten związek nie ma szans, to nie
      jest odpowiedzialny człowiek. Tu ci będzie lepiej...

      - Ale on mnie ko-o-o-cha - dziwne, nigdy wcześniej Gabriela się nie jąkała -
      Janusz jutro przyjedzie po mnie. Po nas - pogłaskała się po wydatnym już brzuchu
      - Już spakowałam walizki. Wzięłam trochę niemowlęcych rzeczy po Pulpecie...

      - Gabrysiu, tecibus omni possibilis [sorry nie znam łaciny ni w ząb - przypis
      forumowiczki], jesteś pewna, że on wróci? Bo wiesz, mnie ten Juliusz wydaje się
      jakiś taki nie stały - głos ojca był dla odmiany niepewny.

      - Sam jesteś tecibus niestały! - taraz już Gabriela odzyskała swoją dawną
      energię. - Tu będę siedziała, aż Janusz wróci. Na walizkach będę siedziała. I
      przyślę wam za miesiąc kartkę z kangurami! I pandami!

      - Pandy to chyba w Azji? - przytomnie zauważyła Mama Borejko.

      - To ze strusiami, co chcecie. Nie ruszę się stąd. On jeden myśli rzeczywiście o
      mnie. Nikt z was mnie tak naprawdę nie docenia. W ogóle o mnie nie myślicie!

      - Gaba, za dużo już. Nie będziemy tego z ojcem dłużej słuchać.

      ***
      3 tygodnie później.
      - Gabuś, kiedy jedzieś do kangulów - przymilny głos Pulpecji zbudził Gabrielę z
      drzemki.
      - Odczep się smarkulo - odpowiedziała gniewnie i omal nie rzuciła w nią
      spakowaną skórzaną torbą. Nie zadzwonił, tacibus jeden niestały! Nie wysłał
      telegramu! Nie przyjechał! Nie przyjechał po nią!!!





      • verdana Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 14:48
        Moim zdaniem, Pyziak po prostu, po pozarciu pierogow oswiadczył
        Gabrieli "Musisz wybierać, kochanie. Albo dla Ciebie najwazniejszy
        bedzie Twoj ojciec - snobistyczny pozer i toksyczna matka, oraz
        banda wscibskich sióstr, albo ja. Masz dzień do namysłu."
        Gabriela wybrała - a potem przez resztę życia tlumaczyla sobie, ze
        wybrala dobrze -więc musiała skupić niechęć na zdrdliwym Pyziaku,
        ktory popelnił grzech śmiertelny - nie docenił wyzszosci Borejkow
        nad sobą samym.
    • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 17:02
      Powiem niebeletrystycznie. Ona nigdy nie powiedziała mu o uczuciach,
      także tych blesnych, a część osób musi wyrzucić z siebie uczucia,
      zeby o nich zapomnieć i pójść dalej. Niektórzy potrafią zapomnieć ot
      tak, inni muszą sie wyżalić i porozmawiać szczerze o tym co boli.
      Inaczej skrywają je w sobie przez lata zakopane w sobie. Gaba jest
      przykładem takiej osoby.
      • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 17:03
        A skrywa dlatego, że nie daje dojść do głosu naturze, tylko tłumi ją
        we wzorcach wychowawczych które jej wpojono
        • klymenystra Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 18:58
          A jakze skrywa, skoro ciehpi za milijony na kazde Pyziaka wspomnienie? Nawet w
          realu nie widzialam, zeby ktos tak sie obnosil ze swoim nieszczesciem:/
          • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 19:07
            Wiem, ale chodzi mi o to, że ona nigdy z nim nie porozmawiała. I to
            jej wyraźnie przeszkadza. Ponieważ on postąpił źle, to ona zadarła
            głowę do góry i postanowiła milczeć. A jeśli przechowujesz w sobie
            urazę, to ona Cię niszczy.
            • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 19:09
              Nieprzepracowanie problemu, ewidentnie. A to tylko pogarsza sprawe.
              • monikate Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 21:24
                E tam, ambicja po prostu boli. Że nie wyszło, jak chciała. Że nie
                dopięła swego. Wspomnienie tej porażki uwiera.
                • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 21:28
                  I tak dwadziescia pare lat? Strasznie to niezdrowe, niezaleznie od motywacji. I
                  niewspolmierne do doznanej krzywdy.
                  • monikate Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 21:32
                    Niezdrowe, ale niektóre osobniki tak mają. Te z przerostem ambicji.
            • klymenystra Re: Między Gabą a Pyziakiem 06.10.08, 21:42
              A wiem, wiem, moj byly dalej wysluchuje, tylko ze juz w formie zartobliwej ;)
              No coz, sprawna psychologicznie to Gaba nie jest, w ogole, to powinna byc
              lesbijka, moze latwiej by sobie zycie ulozyla- z jakas sympatyczna ostra babka,
              ktora postawilaby ja do pionu i zmienila mysli tory. O, z Alma na przyklad:)
              Moze by sie okazala mila po blizszym poznaniu:)
              • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 07.10.08, 09:38
                Może jest ;-). Połowie forum jej małżeństwo z Grzesiem się dziwacznie aseksualne
                wydaje, moze dlatego, że Gaba tłumi swoje instynkty ;-)))?
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Alma? 10.10.08, 23:24
                  Zaraz, to może Gaba zdradziła Pyziaka z siostrą Pyziaka???
    • ready4freddy Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 06.10.08, 21:56
      limotini napisała:

      > Dużo się zastanawiałam, a nawet wspólnie razem się tu zastanawialiśmy, co
      > takiego zaczło między Gabą a Pyziakiem, że przez 20 lat nie może się z tego
      > pozbierać.

      ech, co tu duzo mowic.. zaszlo co najmniej dwa razy (raz Pyzia, raz Lura,
      przepraszam, Laura), ale za to jak zaszlo! jakis taki nijaki mi sie ten Juliusz
      Pyza wydawal, ale cofam wszelkie oszczerstwa i kalumnie pod jego adresem. moze i
      swinia, moze te teksty o jabloniach takie sobie, ale taki performance, zeby 20
      lat wspominac... to nawet Ron Jeremy moze tylko pomarzyc :)))
      • jottka Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 06.10.08, 23:16
        redifredi, uspokój sie, jakbyś przez 20 lat mógł tylko wspominać, to też by ci
        sie pyziak wydawał supermenem:) małżeństwo z grzesiem służy do czytania albo do
        odstresowywania bernarda, młody stryba z tomu na tom coraz bardziej wygląda na
        projekcję literacką:)
        • gothica666 Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 07.10.08, 18:45
          A może koleżanka Gabriela jest z tych co to na dwóbiegunówke
          cierpią.... Przez całe dorosłe życie deprecha (stąd przemożne
          cierpienie, pielęgnowane i wychuchane, ręcyma i nogami broniące się
          przed solidnym przepracowaniem) z kilkoma epizodami maniakalnymi -
          dokładnie trzema: Pyza, Tygrys, Ignacy.

          No i zagadka: czemuż do świętej Anielki Grzegorz nie protestuje!!!
          Abo on taki ciapa (zamiast, że tak powiem nad dogodzeniem żonie
          popracować śpi i zostawia ją z księgom dendrologicznom - jakieś to
          takie symboliczne mi się teraz wydało hihi)albo cwana bestyja -
          byleby spokój był....

          Tak offtopic dodam że ostatnio czytałam Mamusi mojej (również
          wielbicielce MM) fragmenty dialogu wewnetrznego Kopiec Krystal.
          Mamusia piała z zachwytu, natomiast później stwierdziła że dialog
          wewnętrznu Grzegorza Stryby wygląda następująco:
          0100101110001101010101010101010101010101010110 enter.
          • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 07.10.08, 20:43
            Ukłony dla mamusi :-))).
      • lutecja4 Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 07.10.08, 22:42
        oj Freddy co Ty tak wspominasz tego Rona (juz kolejny raz na tym forum)
        :)) chyba masz jakas slabosc do tego aktora charakterystycznego
        • ready4freddy Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS OT 08.10.08, 10:34
          bo bardzo mi sie podobala koszulka, ktora kiedys widzialem, z napisem RON DMC :)))
      • croyance Re: Między Gabą a Pyziakiem AFTER HOURS 11.10.08, 13:21
        Performance musiał byc zaiste niezapomniany, nie jestem bowiem w
        stanie inaczej sobie wytlumaczyc trwajacej przez 20 lat namietnosci
        do kogos o nazwisku 'Pyziak'.
    • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 10:11
      Scenki nie będzie, ale powiem tak, ja Gabę w jej długoletnim
      cierpieniu po PYziaku i tęsknocie za nim, rozumiem. Mam podobnie.
      Ktoś kiedyś był i zniknął, ja swoje wypłakałam, a nie ma dnia, żebym
      o nim nie myślała, choć jestem w nowym związku :-( Może Gaba miała
      rewelacyjny z Pyziakiem (zimny drań potrafi rozpalić, potrafi...),
      może mocniej się kocha kogoś, kto jest jak Pyziak trudny i nie do
      końca "nasz" (zdystansowane spojrzenie Pyziaka na ślubnym zdjęciu,
      które tak spodobało się Laurze), skąd wiemy, że Gaba przestała mieć
      konkurencję ze strony innych "kwiatów jabłoni"...? A poza tym może
      niektórzy mają tak, że tylko raz szczególnie mocno kogoś pokochają,
      a po odejściu tej osoby są kalekie nieco, jakby im pół serca
      odpadło. Nie wiem, ale rozumiem te emocje.
      • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 10:34
        Kazda z nas ktos kiedys porzucil, jak sadze. I kazda swoje odcierpiala, nieraz
        dlugo. Ale naprawde przychodzi pora, zeby jakos probowac sie uporac. Nie chodzi
        o to, zeby przestac kompletnie o tym myslec, wspominac. Ale moim zdaniem nie
        powinno sie zyc do tego stopnia miniona miloscia. A jezeli juz jest sie w innym
        zwiazku, jak Gaba, jest to mocno krzywdzace dla nowego partnera. Bo kim jest?
        Nagroda pocieszenia? Dostarczycielem drugiej pensji, zeby latwiej sie zylo?
        Ocieplaczem zimnego lozka?
        Naprawde nie chcialabym byc takim nie wiadomo kim dla kogos, kogo kocham. Moze
        juz lepiej byc samemu i wspominac sobie dalej? Przynajmniej tak byloby uczciwiej.
        Gaba juz dawno powinna uporac sie z trauma po Pyziakowym odejsciu. Jezeli nie
        daje sobie z tym rady sama, powinna isc na terapie. Dla dobra siebie samej,
        Grzesia i dzieci. Bo tak to krzywdzi i siebie, i ich.
        • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:10
          Masz sto procent racji, Dakoto. Tak powinno być. Ale często nie jest
          i często jesteśmy dla kogoś planem B, albo ktoś dla nas jest planem
          B. Może nawet kochanym, ale jednak to nie o nim marzy się przed
          zaśnięciem. Uczciwiej byłoby być samemu, powiadasz? No tak, ale
          gdyby doszło do konfrontacji plan B okazałby się tak ważny, miły i
          cieplutki, że nie chce się tego wszystkiego zostawiać.
          • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:19
            I sie go rani. I skoro nie o nim sie marzy przed zasnieciem, to jednak moim
            zdaniem z ta miloscia cos kiepsko. Nie potepiam cie, to twoje zycie, ale mysle
            tez o Gabie, Grzesiu i Pyziaku.
            • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:48
              Ach, Dakoto droga, potęp nawet, jeśli to miałoby coś pomóć... ;-)A
              co do Gaby, to ona pewnie Grzegorza kocha taką miłością "cieplutką',
              a namiętności były zarezerowane dla Janusza. I trudno jej zapomnieć
              ten szok, że on zwiał. Po prostu zwiał bez słowa, jak gdyby nigdy
              nic nie było, albo by mu się znudziło. To boli, gdy nie ma
              pożegnania, wytłumaczenia, rozrachunku. Może dlatego po takim końcu
              tak długo pamięć o kimś się w nas babrze...?
              • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:52
                Oczywiscie, ze to bolalo. Zostawil ja i dzieci, drugiego nawet nie obejrzal. To
                jest okropne, nie przecze. I nie to mnie w Gabie drazni, tylko to, ze ona tyle
                lat zyje z ta trauma, przenosi ja na Laure. Nie robi niczego, zeby sobie z tym
                problemem przez tyle lat poradzic. A ludzie naprawde jakos sobie radza i zyja po
                gorszych przejsciach.
                Podrecznikowo za dluga zaloba po zmarlym oznacza problemy,z ktorymi najlepiej
                byloby sie udac na terapie. A Gabie nikt nie umarl, po prostu maz ja opuscil. I
                choc na pewno zadra zostala na dlugo, to po 20 latach nie mozna zyc z tym tak,
                jakby to sie stalo wczoraj.
                A jej unikanie tematu Janusza przy corkach jest juz wrecz toksyczne.
              • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:59
                Ale właśnie dlatego tym mniej ją rozumiem... Jeśli mężczyzna by mnie
                porzucił i zachował się tak jak Pyziak, po prostu powoli zaczęłabym
                sobie myśleć. Hm... porzucił mnie, skrzywdzil, oszukiwał... czy
                związek z nim byłby szczęśliwy? Nie tego szukam...
                Jeśli widzę że mężczyzna jest wartościowy, rozstawać się z nim jest
                mi trudno, ale jeśli okazuje się on w moich oczach draniem to mogę
                uczucie do niego odsunąć od siebie dość szybko.
                • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:07
                  No wlasnie, dobrze napisane. Przeciez Gaba wie, ze Pyziak okazal sie draniem,
                  mezyczna nieodpowiedzialnym. CZego wiec zaluje? Przeciez dobrze sie stalo, ze
                  juz z nim nie jest. A ona go pewnie idealizuje. Zdarza sie, ale zwykle
                  13-latkom, nie dojrzalym kobietom.
          • ginestra Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:08
            Ja też się skłaniam do opinii tych z Was, które pisały, że są jednostki, które
            "tak mają".

            Osobiście nie wiem dlaczego tak jest, ale wiem że tak bywa w życiu, że w kimś ta
            dawna miłość bardzo mocno tkwi i nie chce przejść. I człowiek próbuje coś z tym
            robić "na głowę", różne rzeczy robi (nawet i terapię może przejść), a to uczucie
            się nie poddaje z niewiadomych powodów, jakkolwiek by nie nazywać tych przyczyn
            i nie dociekać, po prostu nie można sobie tego nakazać - jakby kto zaczarował. I
            potem nie wiadomo nawet co to jest za uczucie, jak je nazwać, czy to dalej jest
            miłość, ale jakoś ta osoba, która odeszła jest w tej pierwszej obecna. I
            paradoksalnie obiekt uczuć nie był kimś świetlanym, żeby go tak chcieć i
            wspominać. To jest naprawdę jak jakiś rzucony czar.

            Nie mam aż takiego doświadczenia życiowego, żeby wiedzieć, czy to możliwe, żeby
            to tak trwało 20 lat (i to zwłaszcza przy nowym związku), ale jakoś jestem w
            stanie uwierzyć, że może być (choć z drugiej strony chcę mieć też nadzieję, że
            jest możliwe, że to uczucie potrafi odejść - w przeciwnym razie życie tej osoby
            jest bardzo trudne i nikomu bym tego nie życzyła).

            Co do takich szczególnych przypadków przywiązania do tej największej miłości, to
            stoi mi przed oczami ta piosenkarka z zespołu 2+1. Nie wiem czy pamiętacie ją
            jako piosenkarkę, gdy występowała u boku męża?
            Piękna, radosna, pewna siebie, moim zdaniem też bardzo kobieca, pełna seksapilu
            - no taka fajna babka, wyglądało, że silna.
            Jakiś czas temu poświęcony był jej program w telewizji (typu "Uwaga"). I okazuje
            się, że jej dalsze losy były takie, że ten mąż ją opuścił i ona wpadła w jakąś
            straszną depresję, ale taką naprawdę przedłużającą się. I nie tyle chodzi o
            kliniczną depresję, bo pewnie to była tego typu depresja i ją leczyła, tylko po
            prostu ogólnie bez tego męża nie mogła żyć. Ten kolega z zespołu odwiedzał ją,
            chciał ją namówić na jakieś tworzenie piosenek, występowanie, rozruszać jakoś,
            również odwiedzali ją przyjaciele, ale nic nie pomagało, odpychała ich. Podobno
            siedziała i wpatrywała się w zdjęcie męża, który w tym czasie był z inną
            kobietą. Potem mąż umarł (dość młodo) i to ją jeszcze bardziej dobiło. Wtedy to
            już stała się praktycznie niepoczytalna i dziś niby jest leczona, ale przez
            wiele lat mieszkała na jakiejś wsi, ludzie uważali ją za wariatkę, czarownicę,
            bo też i tak wyglądała, rozczochrana, odpychająca ludzi. Nikt by nie powiedział,
            że to ta sama piękna kobieta z tego zespołu. Teraz podobno jest jakby lepiej,
            mieszka z mamą itp. Bardzo to smutna historia. Dobrze, że teraz jest jakby
            lepiej z tą panią. Napisałam o niej tylko dla ilustracji tego, o czym mówimy.

            Ja rozumiem, że tu zaszły duże problemy psychiczne, po prostu w sensie
            __medycznym__, ale chodzi mi o to, że być może to nie było tylko to. Być może są
            osoby, które potrafią się tak bardzo do kogoś przywiązać, tak bardzo go
            pokochać, że życie bez tej osoby traci swój cały powab, a drugi mężczyzna nie
            wchodzi w grę, bo jest abstrakcją, bo żaden nie jest w stanie obudzić takich
            uczuć i takiego przywiązania, bo się cały czas pragnie tego pierwszego. W
            przypadku tej pani Elżbiety, to wszystkie aspekty życia straciły sens bez niego.
            I to była, jak myślę, ta pierwsza przyczyna załamania: że odszedł. Być może
            tylko przy nim po raz pierwszy w życiu poczuła się naprawdę kochana, bezpieczna,
            wszystkie potrzeby (z tej piramidy Masłowa) miała przy nim zaspokojone,
            doświadczała harmonii, bezpieczeństwa i akceptacji i samorealizacji - szczęścia
            po prostu. I nagle to wszystko znikło, a on gdzieś dalej żył na świecie, tylko z
            inną kobietą i innej to dawał. Gdyby umarł, taki kochający i wierny, na pewno by
            cierpiała, ale mogłaby chodzić na cmentarz, rozmawiać z nim duchowo, czuć więź,
            wspominać, że kochał tylko ją, był taki dobry dla niej, wierzyć, że kiedyś, w
            wieczności, się spotkają. I może by jakoś tę żałobę przeszła "normalnie". Może.
            A tymczasem być może dysonans był za duży, bo on fizycznie był gdzieś w świecie,
            tylko nie dla niej miał to całe szczęście i z tym nie mogła już normalnie żyć.

            Myślę, że podobnie może być i z naszą Gabą, że doświadczyła przy Januszu po raz
            pierwszy w życiu takiego poczucia pełni szczęścia i spełnienia i miłości i
            erotyzmu i tego, że ktoś ją przyjmuje całą, taką jaka jest i taką ją kocha. A
            potem on znikł, zostawił i gdzieś dalej był w świecie. I nie mogła sobie z tym
            jego brakiem (i brakiem tej jakości) poradzić. Natomiast miała silniejszą
            psychikę niż ta pani z zespołu 2+1 i po prostu zajęła się życiem codziennym itp.
            i nawet związała z następnym mężczyzną, ale i tak już nigdy "nie była sobą". No
            i tu nie wiem: szkoda, że przy tym drugim mężczyźnie nie doznała tego samego
            poczucia szczęścia i spełnienia, jak przy pierwszym. :(

            Moim zdaniem jest jednak nadzieja, że człowiek całe życie dojrzewa i najlepiej
            by było, gdyby to pierwsze uczucie nauczył się jakoś przekuwać na taki jakby
            sentyment i schował je do szufladki w sercu jak cenną pamiątkę, diament czy coś
            i już tam nie zaglądał (jeśli nie chce). I żeby od tego następnego partnera
            umiał przyjąć tę nową jakość, bo wiadomo, że z każdym człowiekiem jest inny
            "nastrój" i każdy coś innego może dać. Ja osobiście nie mam takiej wiedzy jak
            jest z następnym związkiem, ale tak to sobie wyobrażam, że jest nadzieja, że to
            się da jakoś rozgraniczyć (to poprzednie uczucie i to następne).

            Jeszcze mam taką myśl, która mnie bardzo poruszyła wczoraj: w jakimś wywiadzie z
            gwiazdą na włoskiej telewizji (nie pamiętam nazwiska tej ładnej i promiennej
            pani) usłyszałam takie zdanie, że dla niej ważne jest nie brać samej siebie tak
            bardzo serio, bo jak się tak bierze siebie bardzo serio, to się jest dla siebie
            surowym. A więc ona zawsze stara się pielęgnować w sobie taką lekką autoironię,
            tak troszeczkę. Tak, żeby nie brać siebie zanadto na poważnie.
            Tak pomyślałam, że może gdyby Gaba (i osoby o podobnym problemie) właśnie uczyła
            się trochę tego nie brania siebie tak serio, to może szybciej uporałaby się ze
            stratą? Tak sobie myśląc, że "no cóż, każdy się kiedyś w jakieś maliny wpakuje,
            takie jest życie, inaczej byłoby za nudno". Czy coś takiego, ale tak
            autentycznie, nie na pokaz, tylko samemu ze sobą tak rozmawiać. Mnie się wydaje,
            że to może być pewnym lekarstwem. W każdym razie jakąś taką lekkość poczułam i
            sympatię do tej Włoszki.

            No, znów się rozpisałam, ale temat jest bardzo ciekawy i życiowy...
            Pozdrawiam!

            • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:12
              ginestraByć może są osoby, które potrafią się tak bardzo do kogoś
              przywiązać, tak bardzo go pokochać, że życie bez tej osoby traci swój cały
              powab, a drugi mężczyzna nie wchodzi w grę, bo jest abstrakcją, bo żaden nie
              jest w stanie obudzić takich uczuć i takiego przywiązania, bo się cały czas
              pragnie tego pierwszego.


              No i na pewno takie osoby sa. Tylko niech pozostana one wierne utraconej czy
              urojonej milosci i z nikim innym sie nie wiaza. A Gaba wyszla za Grzesia,
              przysiegala mu milosc i przypuszczam o tej milosci zapewniala. POwinna byla
              zostac sama ze zdjeciem Pyziaka na oltarzyku.
              • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:22
                Ginestro, ładnie napisane i kto wie, czy ta autoironia nie jest
                lecznicza, tylko pytanie: czy do końca?
                Daktota pisze, że Gaba nie powinna wiązać się Grześkiem. Ja myślę,
                że to nie układ zero jedynkowy, że ona też Grześka kocha, ale
                inaczej, pewnie całkiem serio, tylko niestety czasem jej stara farba
                spod spodu przebija.
                A kocha się kogos nie dokońca za to, jakim jest dobrym czy porzadnym
                człowiekiem. Zupełnie dobrze wyobrażam sobie, że można kochać i to
                bardzo takiego Janusza. Może ją kręcił jak nikt inny, może miał
                zapach jak nikt inny i może z nikim innym nie było jej tak dobrze
                jak z nim, i przy nikim innym nie lubiła siebie tak bardzo jak przy
                nim? I to wcale nie oznacza stawiania ołtarza, żyje się normalnie,
                jest się z innymi, a czasem wspomnienie wraca jak bumerang.
                • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:26
                  Tylko ze zachowanie Gaby nie wskazuje na to, ze Pyziak to powracajace jak
                  bumerang wspomnienie. Bo to byloby zupelnie normalne zjawisko, kazdy przeciez
                  wspomina minione milosci. Problemem jest to, ze z wielu fragmentow Jezycjady
                  wynika, ze Gaba ta przeszloscia zyje w stopniu przesadnym. To, ze nie rozmawia o
                  Pyziaku, ze nie opowiada o nim corkom, ze dziewczyny nie widzialy tyle czasu
                  zdjecia ojca- to jest niepokojace. Wiem, ze sie powtarzam, ale to wskazuje tylko
                  na to, ze Gaba nie przepracowala tego urazu. To nie jest zdrowe. Zyje nim tak,
                  jakby uraz byl swiezy, a tak nie jest.
                • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:39
                  Hm, ale to znaczy, że uczucie do Grzesia jest 'na wierzchu' a do
                  Janusza 'pod spodem', czyli głębiej. A więc tak czy owak, jest
                  uczucie A i B.
                  • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:45
                    No dokladnie. I jakies to nie w porzadku. Tym bardziej ze nie mowimy tu przeciez
                    o afektowanej nastolatce, powtarzam, tylko dojrzalej kobiecie. Sama postanowila
                    byc z Grzesiem, nie musiala sie decydowac na zycie z nim, jezeli woli zyc
                    wspomnieniami Pyziaka. A skoro taka decyzje podjela, powinna sie jej trzymac.
                    Jezeli Grzes jest nagroda pocieszenia, naprawd emi go zal.
                    • ginestra Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:24
                      Ja myślę, że w sprawach uczuć to jest bardzo trudno, żeby było tak
                      zerojedynkowo. Pewnie, że "powinno" jedno uczucie się zakończyć, a drugie
                      "powinno" się zacząć dopiero jak to pierwsze minie, żeby była czysta karta, ale
                      z tego co słyszę, to w istocie rzadko tak bywa i trudno oceniać drugą osobę czy
                      jest w porządku czy nie. Nie w porządku by było, gdyby kobieta nic nie czuła do
                      mężczyzny, a udawała, że czuje i wyszła za niego bez miłości.

                      A przecież, wydaje mi się, że może tak być, że tego drugiego partnera też się na
                      swój sposób kocha i odczułoby się jego brak dotkliwie, bo jest dla tej kobiety
                      ważny i bliski i są na pewno chwile kiedy jest taka pełna harmonia między nimi i
                      wspomnienie tego pierwszego nie przebija spod spodu. Ale znów w innych chwilach
                      ono przebija. Myślę, że ten zapach, cielesność tego drugiego, jakaś taka
                      swojskość, pociąganie może być czymś bardzo silnym i to jest tą największą
                      pułapką, w którą można wpaść na amen - niezawinioną przecież. Moim zdaniem w
                      uczuciach i w tych aspektach związanych z erotyzmem trudno jest sobie coś
                      nakazać "przez głowę". Sama to dobrze rozumiem.

                      Także słyszę, że jak z mężczyzną ma się dziecko, to siłą rzeczy jest jakby taka
                      więź z nim, która w kobiecie tkwi do końca życia. Tak słyszałam.

                      Mówiła mi też pani psycholog, że czasem nie ma co liczyć na to, że uczucie tak
                      ___zupełnie__ przejdzie, gdy się kogoś kochało, i że w kobietach nawet
                      kilkadziesiąt lat po rozstaniu odzywają się często podobne uczucia, jak wtedy,
                      gdy ta sprawa była bardzo świeża (myślę, że dotyczy to osób, które kochały tego
                      mężczyznę w momencie rozstania, bo są osoby rozwodzące się na przykład, które
                      już przed rozstaniem "odkochały się" i być może one tego tak nie przeżywają).
                      Pani psycholog była zdania, że po prostu trzeba nauczyć się jakoś z tym żyć, i
                      że to uczucie jakoś zejdzie na plan dalszy, w miarę jak nowe relacje staną się
                      ważne i w miarę jak nowe, dobre rzeczy będą się działy w życiu. Może i tak jest.

                      No i teraz sztuką by było nauczyć się "z tym żyć" tak, żeby być sobą i być w
                      pełni obecną w tej nowej relacji, żeby właśnie tego drugiego partnera też całą
                      sobą kochać. (Ja nie mam takich doświadczeń, więc nie wiem jak to jest w nowej
                      relacji i tylko się domyślam i snuję nadzieje, że to możliwe i trzymam kciuki za
                      dziewczyny, które mają z tym trudność).

                      A z tą autoironią, to bardziej mi chodziło, myślę, o to, że może to być pewnym
                      antidotum na poczucie krzywdy: żeby się do krzywdy nie przywiązywać (jak Gaba),
                      nie rozpamiętywać (na przykład tradycyjnie, w każdą Wigilię lub codziennie) co
                      ten mężczyzna mi złego zrobił, tylko jakoś to "puszczać", wybaczyć też sobie,
                      godzić się z tym, że no trudno, nie wyszło tak jak chciałam, "jestem jaka jestem
                      - dziękuję" (te właśnie słowa: "jestem jaka jestem - dziękuję", koniecznie z tym
                      "dziękuję" bez wnikania komu się dziękuje, są - jak wyczytałam - podobno
                      słowami, które, jeśli je sobie będziemy powtarzać często, to są kluczem do
                      naszej podświadomości, żeby uleczyć siebie po złych doświadczeniach lub gdy się
                      źle czujemy ze sobą (np. po rozstaniu, gdy porównujemy się z "tą drugą").

                      Ja myślę, że ta wyrozumiałość do siebie, autoironia, to nie jest jakieś
                      bezwzględne lekarstwo, ale jako jakiś element mogą być pomocne: taka życzliwość
                      dla siebie, uśmiechnięcie się do samej siebie, uczenie takiej lekkości. Teraz
                      gdy to piszę, to po głowie kołacze mi się Grek Zorba - tam chyba była taka
                      filozofia zaprezentowana, prawda? Taka pogoda ducha, lekkość, mimo krzywd i
                      trudności i takie otwarcie się na życie, na każdy nowy dzień. No nie wiem, taka
                      ogólna idea. ;) Muszę chyba do tego Zorby wrócić (oglądałam tylko film, a
                      podobno książka jest rewelacyjna).

                      Na pewno jednak z uczuciami nie da się walczyć, tak myślę. Jakoś trzeba je chyba
                      oswajać czy co? ;)

                      • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:34
                        Ginestro, to nigdy nie jest zerojedynkowo. I uczucia się nie kończą
                        ot tak ciach i nie ma ich. One zawsze w jakimś stopniu zostają. Ale
                        jesli nie pozwolimy temu uczuciu się zmienić i zaakceptować, że
                        nasze życie i życie tej drugiej osoby nie chodzą parami, to nie
                        można pokochać innej osoby, choćby się nie wiem jak bardzo chciało.

                        > Mówiła mi też pani psycholog, że czasem nie ma co liczyć na to, że
                        uczucie tak
                        > ___zupełnie__ przejdzie, gdy się kogoś kochało, i że w kobietach
                        nawet
                        > kilkadziesiąt lat po rozstaniu odzywają się często podobne
                        uczucia, jak wtedy,
                        > gdy ta sprawa była bardzo świeża (myślę, że dotyczy to osób, które
                        kochały tego
                        > mężczyznę w momencie rozstania, bo są osoby rozwodzące się na
                        przykład, które
                        > już przed rozstaniem "odkochały się" i być może one tego tak nie
                        przeżywają).
                        > Pani psycholog była zdania, że po prostu trzeba nauczyć się jakoś
                        z tym żyć, i
                        > że to uczucie jakoś zejdzie na plan dalszy, w miarę jak nowe
                        relacje staną się
                        > ważne i w miarę jak nowe, dobre rzeczy będą się działy w życiu.
                        Może i tak jest
                        > .
                        >
                        > No i teraz sztuką by było nauczyć się "z tym żyć" tak, żeby być
                        sobą i być w
                        > pełni obecną w tej nowej relacji, żeby właśnie tego drugiego
                        partnera też całą
                        > sobą kochać. (Ja nie mam takich doświadczeń, więc nie wiem jak to
                        jest w nowej
                        > relacji i tylko się domyślam i snuję nadzieje, że to możliwe i
                        trzymam kciuki z
                        > a
                        > dziewczyny, które mają z tym trudność).
                        Tak, to jest właśnie to. Ale jeśli zakłada się, że żadnego mężczyzny
                        nie pokocha się tak jak mężczyzny z przeszłości, to nie można
                        pokochać całą sobą.
            • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 09.10.08, 21:00
              ginestra napisała:

              > Ja też się skłaniam do opinii tych z Was, które pisały, że są jednostki, które
              > "tak mają".
              >
              (...)
              > Moim zdaniem jest jednak nadzieja, że człowiek całe życie dojrzewa i najlepiej
              > by było, gdyby to pierwsze uczucie nauczył się jakoś przekuwać na taki jakby
              > sentyment i schował je do szufladki w sercu jak cenną pamiątkę, diament czy coś
              > i już tam nie zaglądał (jeśli nie chce).

              A czy z Gabą tak właśnie nie jest? (Nie było?)
              Czy nie właqśnie z tego powodu unikała tego tematu w rozmowach z córkami? Bo za bardzo bolało?
              Może właśnie milczenie, unikanie lub ucinanie tematu, upraszczanie było jej próbą autoterapii, jakiegoś uporania się z "tamtym" po to by jednak Grzesia pokochać tak, jak na to zasługuje a nie robić z niego "ocieplankę zimnego łóżka"
              Bo Gaba pewnie była na tyle uczciwa, że zdawała sobie sprawę, że Grzesia nie kocha tak, jak Pyziaka, mimo ze to Grześ a nie Pyziak zasługuje na to co ma najlepszego. Pewnie weszła w relacje bo raz że czuła się samotna, dwa, ze go polubiła, trzy, ze myslała, że Grześ ja uleczy i wyzwoli z tego bolesnego zaczarowania. A jednak nie do końca tak się stało, stąd zamiatanie potwora pod dywan.
              Bo nie czuła w sobie siły by się z tym zmierzyć a nie przyszło (?) jej do głowy by mierzył się z tym Grzegorz (nie wiem czy to jest w ogóle możliwe, by ktos inny za nas tego potwora pokonał. A może Gaba właśnie miała nadzieję, że Grześ okaże się św Jerzym? Kto wie?)
            • croyance Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 13:19
              Alez Ginestro, Gaba nie byla juz na wejsciu zakompleksiona
              nieszczesnica potrzebujaca podwyzszenia samooceny przez kogos u boku.
              Gdyby to byla Nutria ... ok. Ale Gaba byla praktyczna, ekonomiczna,
              samodzielna, androgyniczna - wrecz meska w podejsciu; to nie ten sam
              progil psychologiczny co pani z 2+1. Kompletnie do niej takie
              emocjonalne ciagniecie sie przez lata nie pasuje.
      • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 12:54
        Wiesz, ja myślę, że to nie jest tak, że miłość należy sobie wyrywać,
        tylko pozwolić się jej zmieniać. Rok temu byłam po burzliwym
        rozstaniu i w zasadzie z panem z którym w związku nigdy nie byłam,
        ale żywiłam wieloletnie uczucie i długo musiałam się z tego zbierać.
        W tej chwili mam wobec niego wiele ciepłych uczuć, jest to coś w
        rodzaju serdecznej przyjaźni. Fakt, miałam prościej, bo rozstaliśmy
        się w zgodzie. Ale mimo wszystko. To jest oczywiste, że jeśli kogoś
        kochasz, zawsze pozostaje jakieś uczucie, ale jeśli nie zmienisz
        podejścia do tego i nie zaakceptujesz faktu że macie dwa różne
        życia, to w gruncie rzeczy tkwisz w przeszłości.
        Szczerze mówiąc czułabym się źle wiążąc się z nowym mężczyzną
        zakładając, że moja miłość do niego zawsze będzie B. Nie ma czegoś
        takiego jak miłość B. Może być miłość A, A1, A2 (numery związane z
        kolejnością czasową ;) I żadna z nich nigdy nie przestanie być kimś
        bliskim. Bo dla mnie trwałe uczucia są trwałe, mogą się nieco zmienić
        ale zawsze pozostają. Co nie zmienia faktu, że nie muszą się
        wykluczać, po prostu trzeba je 'przeorganizować'.

        • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:06
          Fajnie to powiedziałaś, Tygrysie. Cóż robić, ckni mi się...

          Dakoto,
          oczywiście, że Gaba powinna rozliczyć się ze swoim związkiem z
          Januszem, nie przenosić tego na dzieci, co niestety robi. Tylko
          słówko o żałobie. Czasem łatwiej się pogodzić z tym, że kochana
          osoba umarła, niż że cynicznie nas wykołowała i zwiała. Może
          dlatego, że nie ma tu miejsca na rytual pożegnalny i w pełnym sensie
          tego słowa - żałobę - którą się przechodzi? Nie wiem. Jak ktoś
          umiera, czuje się rozpacz, żal i tęsknotę. A jak ktoś ukochany
          wywija taki numerek jak Janusz, dochodzi jeszcze straszny spadek
          wartości własnej, niektórzy czasem czują się po prostu jak kawałek
          g. Z tym trudniej się uporać, nawet z pomocą psychologa. A u
          Borejków raczej nie było takiej tradycji, żeby latać na kozetkę ;-)
          Ignacy nawet wypalił z karygodnym tekstem, gdy Gaba miała gorsze
          chwili, "nigdy taka nie bądź", czy coś w tym rodzaju. Gaba ma
          dzieci, pracę, wkrótce nowego męża, rodzinę i pasję, które
          wypełniają jej czas, zainteresowania i aktywność. Nie leżała pewnie
          całymi tygodniami w łóżku, jak to się co poniektórej - w tym mnie -
          zdarzyło, nie ćpała psychotropów, pewnie samej jej trudno się
          zorientować, że coś w jej życiu się jednak źle potoczyło.
          • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 13:09
            No jasne, ze nie nie zorientowala, ze zle sie dzieje. Przeciez wciaz uwaza sie
            za super matke i dzielna kobiete, pomimo krzywdy, jaka robi corkom i pomimo
            tego,ze jest rozmemlana ofiara losu. Co z tego, ze wewnatrz, ze to nie zawsze widac.
            "Brak tradycji" to zadne argument do szukania pomocy. Zreszta sama rodzina
            moglaby jej pomoc, gdyby u Borejkow mozna bylo rzeczywiscie porozmawiac o
            problemach. Z jak wiadomo tak nie jest, wbrew deklaracjom.
            • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:09
              Tak, ale może tu bardziej rozważamy, na ile takie zachowania są
              prawdopodobne, nie zaś, jak powinno być (bo to do zrealizowania
              tylko we własnej książce). Dla mnie to rozpamiętywanie dawnej
              miłości przez Gabę jest prawdopodobne i jakoś tam zrozumiałe. Może
              naprawdę było tak, że czuła się przez niego w pełni rozumiana i
              akceptowana, a potem zatrzasnęła się, odrutowała. Spójrzcie, co ona
              robi ze swoją kobiecością w tej flanelce i dżinsach, zdaje się bać
              ją okrywać, jakby nnadal chciała pozostać koszykarką z ekipy
              Pyziaka, co z wiekiem staje się coraz mniej świeże i urocze.
              • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:12
                Co robi ze swoja ko iecoscia? Przeciez ona nigdy je nie posiadala:-). Nawet
                zaryzykowalabym teorie, ze Pyziak, podrywacz i wielbiciel kwiatow jabloni szybko
                mial dosc tej flaneli i krzywo przystrzyzonych wlosow:-). Podrywal Gabe, bo jako
                jedyna nie ulegla mu z miejsca, a wiadomo, ze to ciekawsze, ale potem zobaczyl,
                ze to kobieta kompletnie nie w jego typie i sie zmyl.
                • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:22
                  Mogło tak być. Ale właśnie może dlatego to tak Gabę długo trzyma w
                  mocy, że nie potrafiła wyjrzeć spoza tej 18-letniej dziewczyny i w
                  tym stanie się zamutrowała. Tylko potem jej się "kostium marszczy
                  pod oczami". No właśnie kostium.... Może przy Pyziaku czuła, że to
                  jej ciało. W końcu w IS są opisy, że mocno się mogdalili pod tym
                  namiotem.
                • verdana Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:25
                  A mnie nigdy się nie wydawało, ze Gaba kocha Pyziaka jakoś
                  szczególnie mocno i że przez lata rozpamiętuje milość. Moim zdaniem
                  ona rozpamietuje tylko porzucenie. Ucierpiała jej milość wlasna, nie
                  uczucia. Sam fakt, ze kogoś tak wspanialego można bylo zostawić, byl
                  dla Gaby ciosem nie do "przejscia". Dla niej było oczywiste, ze
                  Pyziak zostawiajac ją, upokorzył ją na zawsze. Zreszta gdzies o tym
                  pisze.
                  Dla mnie jest zadziwiajace, jak naukowiec, matka dzieciom,
                  przykladna corka może uznać, ze porzucenie przez faceta obniza jej
                  wartość na zawsze.
                  • lattina Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:30
                    No nie wiem, jak Gaba, ale ja o sobie tak myślę.
                    • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:44
                      Każdy ma takie uczucia na początku, ale po pewnym czasie myślisz, że
                      może nie do końca coś było tak, albo przynajmniej, że nie byliście
                      na tyle oboje dojrzali, żeby to uczucie miało miejsce. i zaczynasz
                      myśleć kim jesteś, czego chcesz i otwierasz się na świat. W nowy
                      związek uczuciowy nie da się wejść jeśli w środku wszystko jest
                      niepoukładane. Co więcej, czasami potrzeba nabrać dystansu i zmienić
                      życie o 180 i odciąć się od przeszłości, żeby się poczuć wolnym. Ale
                      na to potrzeba czasu. Dla mnie rok czasu był naprawdę jak kilka lat,
                      tyle myślałam, zastanawiałam się i niekiedy męczyłam. Ale dałam
                      sobie ten czas. I wiem że była to zmiana na lepsze
                  • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 14:34
                    No wiec wlasnie. Mysle, ze masz racje, ze Gabe najbardziej boli zraniona duma.
                    • gothica666 Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 16:56
                      Tak sobie myślę, wyobrażam.. i doszłam do wniosku, że uczuciem które
                      teoretycznie gdzieś powinno sie w tym wszystkim pojawić jest złość.
                      Ze złością jest tak - to zdrowe uczucie, ostrzegawcze i (jeśli umie
                      się z nim odpowiednio poradzić) leczące. Cóż może czuć kobieta,
                      której facet robi gigantyczne świństwo? Wściekłość, złość !!!
                      Cham!!! Zostawił!!! Co on sobie... (lecznicza wiązanka)...myśli!!!
                      Niech go piekło!!!
                      Jednak wychowana przez ojca stoika, Gabrysia nie była skłonna do
                      takiego odreagowania - lepiej zdusić w sobie, zamieść pod dywan i
                      usiąśc na nim okrakiem, byleby sie nie wysypało. Z biegiem lat dywan
                      się conieco wyciera - i wszystkie negatywne emocje niekiedy wyłażą
                      na wierzch. Taka sytuacja to trochę konsekwencja poglądów, które
                      czesto spotykam: nie złość się nie wolno, to nieładnie się
                      złościć... Podejrzewam także, że w rodzinie gdzie tyleż czasu
                      poświeca sie dysputom o moralności, etyce itd przyznanie sie przed
                      samym sobą do negatywnych odczuć wobec innego człowieka jest nie do
                      pomyślenia.
                      I w ten oto sposób Gaba uciekając od tematu "Pyziak" chroni się
                      przed konfrontacją z całągamą uczuć których się boi, których nie
                      rozumie, z którymi nie wie co zrobić. Problem jest jeden - po
                      mieszkaniu nieustannie krąży Tygrysek, który w tej całej historii
                      jest najbardziej poszkodowany, bo co się napatoczy to matce czka się
                      przeszłością. I dalej nic sie z tym nie robi tylko przyklepuje,
                      zasypuje.... Tylko, że Gaba jest nie tylko skrzywdzoną była żoną
                      (miedzy innymi oczywiście) ale także matką. I jeśli chce o sobie
                      mówić "odpowiedzialna matka" powinna stawić czoła temu co ją trawi
                      od środka....
                      • sowca Re: Między Gabą a Pyziakiem 08.10.08, 22:02
                        O własnie, Gothica, dobre spostrzeżenie. Wprawdzie ktoś mądry
                        powiedział "Nie zamieniaj smutku w gniew, bo nigdy się go nie
                        pozbędziesz", ale moim zdaniem Gabie trochę gniewu i złości by się
                        przydało. Podkreślam, nie nienawiści, która jest uczuciem
                        niszczącym, ale właśnie złości. Tego wykrzyczenia swojego bólu i
                        upokorzenia. Taka złość byłaby dla Gaby oczyszczająca, myślę, że nie
                        trwałaby długo, bo złość się na ogół szybko wypala i Gabriela w
                        pewnym momencie machnęłaby ręką i zaczęła żyć dalej własnym życiem.
                        Niestety, nie miała takiej możliwości. Kiedy chciała sobie popłakać
                        w towarzystwie przyjaciółki (a miała w końcu powody, mąż ją zostawił
                        z malutkim dzieckiem, ojciec internowany, niepokoje w
                        społeczeństwie, problemy z zaopatrzeniem itp), surowo zganiono ją za
                        okazywanie słabości. I moim zdaniem tu jest pies pogrzebany - Gaba
                        miała być zawsze tą silną, uśmiechniętą, tym fundamentem rodziny i
                        nikt nie pomyślał, że może wcale taka nie chce być. Że czasem
                        potrzebuje spokoju, odpoczynku, że musi sobie popłakać. Takie
                        narzucanie sobie dzielności i optymizmu działa, owszem, wypróbowałam
                        na własnej skórze, ale najpierw trzeba sobie "przerobić" wszystkie
                        szalejące uczucia, wyrzucić rozpacz, poukładać i zrozumieć emocje. I
                        przede wszystkim - mieć wsparcie ze strony bliskich, którzy pomogą
                        odnaleźc się w życiu. Może być wtedy ciężko, ale do tej dzielności
                        przystępuje się już jako osoba oczyszczona, i z czasem ten smutek
                        gaśnie lub pojawia się sporadycznie.
                        Jeszcze jeden ciekawy temat tutaj poruszono - czy było fair ze
                        strony Gaby wychodzić za Grzegorza, skoro w gruncie rzeczy nadal
                        rozpamiętywała Janusza? Ja fanką Gaby nie jestem i mam do niej sporo
                        zastrzeżeń, ale wydaje mi się, że nie można jej zabraniać innego
                        związku. Nie wydaje mi się, żeby ona Grzesia nie kochała. Miłość ma
                        różne stopnie i różne odcienie i chociaż ta największa, najgorętsza
                        i najbardziej rozpaczliwa miłość zostałą zabrana przez Pyziaka, to
                        przecież nie oznaczało, że Gaba na swój sposób nie kochała swojego
                        drugiego męża. To było na pewno inne uczucie niż to, którym
                        obdarzyła Janusza. Oparte nie tyle na tęsknocie i namiętności, ile
                        na wzajemnym zaufaniu, bliskości, wspólnych pasjach, zrozumieniu
                        itp. Sądzę, że wielu z nam wydaje się nam to uczucie wobec tego
                        niepełne, nie tak wartościowe. Ale ja sądzę, że Gaba nie była już w
                        stanie pokochać nikogo innego tak jak Pyziaka. Dała Grzesiowi tyle,
                        ile mogła, a on to przyjął, dał jej ciepło i wsparcie, którego
                        potrzebowała. I myślę, że Grzegorz i Gabriela są w swoim małżeństwie
                        tak szczęsliwi, jak tylko jest to możliwe w tych okolicznościach.
                        Gabrysia jest na pewno bardziej szczęśliwa niż wtedy, iedy była
                        sama, a Grześ - bardziej niż wtedy, gdy całymi dniami pracował w
                        swoim małym pokoju, a wokół niego toczyło się zycie.
                      • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 10:02
                        "i tak sobie myślę, że może to uczucie, które Gaba tak w sobie
                        zawzięcie dusi to nie jest wcale miłość, jak sugerowały niektóre koleżanki? Ani
                        namiętność? Może to furia - czyli coś, czego PORZĄDNA KOBIETA jeszcze bardziej
                        niż namiętności nie może publicznie okazywać? Moze Gabie pomogłoby wrzaśnięcie z
                        głębi serca: "Ty (tu długa wiązka, na przykład rosyjska, oni przepięknie,
                        barwnie klną ;-)) co ty sobie wyobrażasz, że mnie tak można sobie odpuścić?! A
                        żeby cię (wiązka), nie wyobrażaj sobie, że będę za tobą oczy wypłakiwać, ty
                        (wiązka), właśnie, że będę szczęśliwa, na głowę bym musiała upaść, żeby się do
                        końca zycia umartwiać!!!!". Ale nie. Przecież tak nie wolno. Przecież
                        dziewczynki są grzeczne. Przecież nie klną. Nie rzucają przedmiotami. Grzeczne
                        dziewczynki są dzielne. I na ślub córki sprowadzają tatusia, który tej córki na
                        oczy nie widział, i którego ona najprawdopodobniej wcale nie chce na swoim
                        ślubie widzieć. Ale nic nie powie. Bo też już zaczęła przechodzić proces, który
                        jako produkt finalny ukształtuje nową Grzeczną Dziewczynkę."

                        Cha, cha, Gothiko, te same spostrzeżenia miałyśmy, nawet z tą wiązką, zauważyłaś
                        :-))))? I uważam, że mamy rację :-))). Gabie przydałoby się wrzasniecie ze
                        złości, popłakanie się - ale rzetelne, z rzucaniem przedmiotami i wiąchą, jakiej
                        w subtelnym domu wielbicieli Arystotelesa nikt nie umiałby sobie nawet
                        wyobrazić. Ale żeby dopuścic do siebie złość trzeba jednak być człowiekiem
                        świadomy siebie. I mieć wsparcie polegajace na czym innym niż szemrzącej
                        dyskrecji, nader często mocno przypominajacej obojętność.

                        I jeszcze a propos miłości, na które niektórzy zapadaja mocniej niz inni. Ja z
                        tych mocnych. Mając 14 lat zakochałam się nieprzytomnie, związek mnie się rypł
                        (nieprzyjemnie) pięć lat później, przez parę kolejnych lat byłam jak zamrożona.
                        Obolała, niedotykalska, chora, opętana uczuciem, którego, jak twierdziłam, nie
                        chciałam, ale co miałam robić?

                        I otóż teraz wiem, że chciałam właśnie. Umartwiałam się na własne zyczenie
                        niejako. Żaden inny facet, bo przecież jestem zakochana, albo porównywałam i na
                        niekorzyść absolutnie wszysy wypadali, ubierałam się jak Gaba też. Jak teraz
                        czytałam wpis Ginestry o tej pani z 2+1, to niestey, ale chciałam napisać, że to
                        nie jest kwestia tego, że niektórzy bardzo, a inni jak te motylki z kwiatka na
                        kwiatek. Miłość odchodzi, jeśli się jej pozwoli odejść. Jeśli się nie zamyka w
                        pokoju z ołtarzykiem, ale też nie chowa wszystkiego, co się kojarzy na strych
                        albo do piwnicy (oczywiście, po jakimś czasie, trochę czasu na cierpienie każdy
                        normalny człowiek powinie wręcz sobie zostawić). Pani z 2+1 nie pozwalała odejść
                        tej miłości, bo jakby pozwoliła, to może musiałaby na przykład uznać, że ona
                        taka cudowna nie była (zupełnie jak Gaba). A skoro nie była, to ona zmarnowała
                        parę lat życia inwestując tylko i wyłącznie w nią. No i dochodzi zaniżone
                        poczucie własnej wartości. Tak czy inaczej, mam wrażenie, że rozpamiętując za
                        bardzo człowiek ogranicza swoje istnienie do tej osoby, która została porzucona.
                        Nie jest to aby zbytni zaszczyt dla tego, kto porzucał? I przykra rzecz dla
                        tych, co taką osobę wspierali? "Pomagaliście mi i byliscie przy mnie, ale ja nie
                        istnieję, bo on mnie nie kocha, co mnie reszta obchodzi, w tym wy"?

                        Żebym nie wyszła na lodowata wredotę, ja rozumiem ból,żal i zamykanie się w
                        sobie też. Sama tak mam, jak pisałam. Ale nie na zawsze!!! W takie głębie
                        miłości, wybaczcie, ale nie wierzę, jeśli ktoś umartwia się przez 20 lat, moim
                        zdaniem nie czyni tego z miłości, ale z urażonej dumy, przyzwyczajenia,
                        wewnętrznego upajania się głębią własnych uczuc ("ach, ja naprawdę kochałam,
                        inni są tacy płytcy!!!"), strachu, co bedzie, jak da tej miłości odejść, czy
                        będzie umiał żyć, skoro przyzwyczaił się do kładzenia codziennie świeżych
                        kwiatów na grobie uczucia, a teraz trzeba stanąć twarzą w twarz z nowym światem,
                        bez niego i wspomnień o nim, tylko z samą sobą.

                        I żeby nie było, ja teraz też wspominam czasem moją wielką miłość. Z
                        rozrzewnieniem. Myślę "Jak dobrze, że dane mi było przeżyć tak wielkie
                        uczucie!". A przedmiot uczucia bardzo nadal lubię i bardzo mi się podoba jako
                        mężczyzna. Uważam się za szczęściarę, że mnie to spotkało.

                        Ale straciłabym bardzo wiele, zatrzymując się na tamtym etapie.

                        I Gaba tez traci. I jej dzieci, i Grześ (też, swoją drogą, z nie przepracowanym
                        problemem).
                        • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 11:16
                          Zgadzam się w pełni z tym co napisałaś.
                        • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 12:12
                          Zgadzam się, Anutku, z tym, co napisałaś, ale zaciekawiło mnie, co masz na mysli pisząc CytatGrześ (też, swoją drogą, z nie przepracowanym problemem).
                          Nie neguję, moim zdaniem Grześ ma niejeden nieprzepracowany problem, ale ciekawa jestem Twojej diagnozy Grzesia.
                          • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 12:26
                            Ach, cieszę się, że tylko to cię dziwi, bo ja przeczytałam moją wypowiedź, to mi
                            się nader chaotyczna wydała, cud, że ktoś ją zrozumiał :-).

                            Grzes jest wdowcem. Ze wzmianek, jakie na jego temat poczyniła MM wynika, że za
                            dobrze sobie z tym wdowieństwem nie poradził. Zamknął się w sobie, uciekł w
                            pracę, nawet wychowanie córki pozostawił dziadkom. Jego dom też nie wydaje mi
                            się takim, gdzie pozwolono mu tę żałobę przepracować, ale potem skłonic go do
                            powrotu do normalnego życia. Raczej zaakceptowano ten jego pracoholizm, a po
                            latach "tak się jakoś ułożyło", że nie miał kontaktu z córką, że nikt z
                            nimpewnie nie rozmawiał, że dziadkowie a propos Elki na pewno wiedzieli
                            lepiej... Ten jego zwiazek z Gaba jest dla nas dziwny, ale cały czas skupiamy
                            sie na Gabie, a zapominamy, że z drugiej strony jest samotny facet po
                            przejściach, który do tej pory nie miał łatwo (on był chyba bardziej
                            przytłumiony przez swoja rodzinę niż Cyryl, który, moim zdaniem, miał jakąś tam
                            autonomię) i... co on do Gaby czuje? Nie wdzięczność aby, choć troche, choć na
                            początku? Bo może ona pierwsza z nim porozmawiała (nie, żebym wierzyła w to na
                            sto procent, taktowna do paranoi Gaba rozmawiajaca szczerze...) albo uwagę
                            zwróciła? Bo w "Noelce" nikt za bardzo nie zwraca... poza Elka, która w słuszną
                            cholerę wpada... ale jakby Elka wyszła z domu wcześniej i się na ojca njie
                            wydarła, o ja mam wrazenie, że Grześ mógłby całe świeta przy komputerze spędzić
                            i nikt by tego nie zauważył...
                            • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 12:48
                              anutek115 napisała:

                              > Ach, cieszę się, że tylko to cię dziwi, bo ja przeczytałam moją wypowiedź, to mi
                              > się nader chaotyczna wydała, cud, że ktoś ją zrozumiał :-).

                              Nie dziwi a zaciekawia. A wypowiedź OK, myślę że zrozumiała, chaosu nie zauważyłam, może dlatego, ze sama piszę strasznie chaotycznie ;)

                              Co do Grzesia to tez miałam takie odczucia. To nieprzepracowane wdowieństwo (nb wdowieństwo po małżeństwie chyba nie takim znów różowym, zwłaszcza dla zony, bo wszedł w nie chyba już trochę pokiereszowany, wszak jego dom jest co najmniej dziwny). Kto wie czy żona umierając nie zrobiła najlepszej rzeczy jaką mogła zrobić by się z tego domu wydostać ;)
                              Ale nawet to nim nie wstrząsnęło i wrócił do punktu wyjścia jakby go ktoś pociągnąl za szelki - czyli wpadł jeszcze głębiej.
                              Szkoda mi Cyryla i Metodego i mam wielki podziw dla Terpentuli, która widzac, co się święci po prostu obu facetów olała, choc z pewnością było to dla niej bardzo trudne. Ale próba ratowania choć jednego z braci, by stał się normalny pewnie byłaby trudniejsza. A może miała nadzieję, że to im da do myslenia, jakoś nimi wstrząśnie i wypchnie z tej koleiny w którą się wsunęli.
                              Kolejny przykład toksyczności pokoleniowej.
                              Dobrze, że Elka trafiła na Tomcia ;)

                              Swoją drogą co się Waszym zdaniem stało z Mamertem, ze z tak sympatycznego człowieka stał się nagle potworem, który jeszcze nie tak dawno był chociaż ideowy i tylko dzielił się rozpaczą z powodu tego, co się dzieje w służbie zdrowia, a w Noelce jawi się jako może nie karierowicz, ale jakiś taki potworny zgred, który 2 metrów bez samochodu nie pokona a syna odsądza od czci i wiary.
                              > jakby Elka wyszła z domu wcześniej i się na ojca njie
                              > wydarła, o ja mam wrazenie, że Grześ mógłby całe świeta przy komputerze spędzić
                              > i nikt by tego nie zauważył...

                              Zgadzam się :)
                  • idomeneo Re: Między Gabą a Pyziakiem 09.10.08, 11:49
                    Cytatverdana napisała:

                    > Dla mnie jest zadziwiajace, jak naukowiec, matka dzieciom,
                    > przykladna corka może uznać, ze porzucenie przez faceta obniza jej
                    > wartość na zawsze.


                    dlaczego? Przecież zawirowania w życiu uczuciowym wpływają na tę część poczucia
                    własnej wartości, którą jest poczucie własnej atrakcyjności. A do niej
                    odnoszenie sukcesów zawodowych czy wychowawczych (w przypadku Gaby zresztą
                    raczej wątpliwych) niekoniecznie się odnosi. Można wiedzieć doskonale, że jest
                    się świetnym fachowcem i kochaną córką, a jednocześnie nie czuć się atrakcyjną
                    kobietą.

                    Dla mnie też, podobnie jak dla Lattiny, utrzymywanie się przez Gabę w tym stanie
                    ostentacyjnej abnegacji pod względem wyglądu i jednocześnie próba zatrzymania
                    się w tej mierze w czasie, zupełnego niemodyfikowania garderoby czy fryzury,
                    wskazuje właśnie na nieprzepracowanie problemów z poczuciem atrakcyjności.
                    Zwłaszcza, że w KK widzimy wygłupiającą się, pełną fantazji młodą Gabę, która
                    _dobrze się czuje we własnej skórze_ i kontrast między tym obrazem a jego
                    późniejszym odpowiednikiem jest, jak dla mnie ogromny.
                  • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 09.10.08, 21:45
                    verdana napisała:


                    > Dla mnie jest zadziwiajace, jak naukowiec, matka dzieciom,
                    > przykladna corka może uznać, ze porzucenie przez faceta obniza jej
                    > wartość na zawsze.
                    >
                    Wiesz, to tak, jakbyś chciała zakazać deszczowi padać, bo to dla Ciebie
                    zadziwiające, że pada akurat teraz czy akurat z takiej chmury. Pewne rzeczy po
                    prostu się dzieją, choć są kompletnie irracjonalne. I jeśli jakąś kobietę uderza
                    po poczuciu własnej wartości, i to totalnie, tak irracjonalny fakt, że jakiś
                    facet nią wzgardził, to tak po prostu jest i częściej niż myslisz.
                    U wielu kobiet poczucie własnej wartości jest bardzo kruche i byle co może je
                    pokruszyć. A sprawy jakoś zahaczające o sferę erotyczną czy o sferę relacji
                    wyłącznej z tym konkretnym meżczyzną są najczęstszym burzycielem tego poczucia.
                    Niezależnie od tego jak bardzo będzie to dziwic nawet rozum osoby zachwianej w
                    poczuciu własnej wartości, a co dopiero osoby postronne.
                    Jest to takie samo zjawisko na które nie ma się wpływu jak deszcz, snieg,
                    huragan czy tornado.
                    Jednego domu nawet tornado nie poruszy a inny rozsypie się po byle ulewie.
                    • verdana Re: Między Gabą a Pyziakiem 09.10.08, 21:56
                      Na zawsze mowie - nie na rok, dwa czy trzy...
                      Jesli tak jest, to nalezy iść na terapię, sprobowac coś z tym
                      zrobić. Nie uznać, ze tak wlasnie byc powinno. Szczególnie, ze Gaba
                      nie jest osoba w ogole krucha i o obnizonym poczuciu wartosci.
                      Przeciwnie.
                      Problem w tym, że wbrew deklaracjom MM dla Gaby liczy się jedna
                      osoba - ona sama. Może rodzice. dzieci nie. Matka przez 13 lat
                      przezywa odejście faceta, widzi że to destrukcyjnie wpływa na jej
                      crke i jej to nie przeszkadza. W tym domu licza się tylko jej
                      uczucia, corka ma wlasne dopasować do tego, co czuje matka, poniewaz
                      matkę dotknło nieszczęscie wykluczajace jakiekolwiek pocieszenie czy
                      mozliwość rozmowy i uspokojenia wlasnego dziecka. Dziecko ma mysleć
                      to co matka, tak jak matka i nienawidzić wlasnego ojca (czyli polowy
                      siebie).
                      To nie jest normalne, wybaczcie. Po trzech misiacach - moze. Po
                      trzynastu latach - karygodne.
                      • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 09.10.08, 22:12
                        O, to to. Popierqam, Verdano..
                      • idomeneo Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 07:42
                        oczywiście, że tkwienie w głębokim regresie emocjonalnym i narzucanie sobie "na
                        zawsze" takich blokad, jak czyni to Gaba wobec własnej cielesności (ale nie
                        tylko) to coś bardzo zaburzonego i niezdrowego.

                        Natomiast moja wątpliwość dotyczyła sposobu funkcjonowania poczucia własnej
                        wartości - moim zdaniem to nie jest prosty system naczyń połączonych, gdzie
                        jeśli człowiek ma poważny deficyt w jednej sferze swojego działania (czy w
                        jednej ze swoich ról społecznych), ale za to widoczne sukcesy w innych, to
                        ogólny poziom się automatycznie wyrównuje.

                        U Gaby, w związku z odejściem Pyziaka, nastąpił ciężki kryzys emocjonalny,
                        którego jednym z przejawów było obniżenie poczucia własnej atrakcyjności (co
                        widać po zmianie jej stosunku do własnego ciała i okopaniu się w swojej
                        aseksualności - młoda Gaba zachowywała się inaczej). Problem polega na tym, że
                        Gabriela nie pozwala kryzysowi minąć - ona nie pomaga temu naczyniu napełnić się
                        spokojnie na nowo, tylko wyrywa je z systemu i zakopuje gdzieś głęboko, odcina
                        się od tej części swojej osobowości. Więc mnie nie dziwi to, że Gaba nie jest w
                        stanie polubić swojej fizyczności, skoro przecież jest mądrą panią profesor i
                        dobrą córką, bo to nie są sfery w prosty sposób powiązane. Dziwi mnie natomiast
                        to, że ona tak sobie dezintegruje osobowość, że tak się sama blokuje, jakby
                        odcinała sobie dobrowolnie chorą rękę albo nogę, zamiast o nią zadbać i powoli
                        wyleczyć.

                        Słowo "regres" jest tu imho na miejscu dlatego, że Gaba po odejściu Pyziaka
                        cofnęła się emocjonalnie do czasów nastoletnich i do bezpiecznej roli Najlepszej
                        Córki Borejków. Tu różnimy się z Lattiną, która uważa, że widoczna próba
                        zatrzymania się przez Gabę w czasie z wyglądem fizycznym to wyraz jej tęsknoty
                        za miłosnym i erotycznym spełnieniem, którego zaznała tylko z Pyziakiem.

                        Moim zdaniem przeciwnie - Gaba cofnęła się do czasów przedpyziaczych,
                        przederotycznych (stąd jej wielokrotnie tu podnoszona aseksualność oraz
                        programowy brak dbałości o wygląd) i jej główną rolą życiową jest bycie Dobrą
                        Córką i spełnianie idealnych oczekiwań swoich rodziców. Przecież ona pracuje jak
                        wiadomo ukradkiem; matką jest naprawdę niezbyt ciekawą; swojego drugiego męża,
                        jak to dyskutowano nie tylko w tym wątku, traktuje raczej beznamiętnie. Sukcesy
                        w pracy, o których dowiadujemy się mimochodem, wynikają z tego, że jako Dobra
                        Córka jest też Dobrą Uczennicą, ale nie są dla niej szczególnie wartościowe same
                        w sobie. Za to wszystkie sfery życia Gaby związane z dorosłymi emocjami i
                        uczuciami leżą odłogiem i to jest według mnie rezultat tego podtrzymywanego
                        przez nią infantylizmu.

                        Gabriela się po prostu sama utrwaliła na dobre w emocjonalnej formie posłusznej
                        nastolatki. Stąd też imho jej dziwny egocentryzm, o którym pisze Verdana - z
                        nieprzyjmowania do siebie dorosłości, z nieprzerobienia sobie emocjonalnego
                        dojrzewania i usamodzielniania się. Nastoletni program "polubić siebie i wtedy
                        przestać się sobą tak przejmować, a potem iść ze swoim życiem dalej", o którym
                        dyskutujemy też w wątku o wywiadzie z MM, kompletnie nie został przez nią
                        przyswojony.
                      • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 12:34
                        verdana napisała:

                        > Na zawsze mowie - nie na rok, dwa czy trzy...
                        > Jesli tak jest, to nalezy iść na terapię,

                        Powiedz to Gabie, he he :P

                        Dopóki w książce nie pojawi się ktoś (lub coś) kto to Gabie uświadomi, dopóty ona będzie taka, jaka jest teraz (patrz: doskonała analiza Gaby gdzieś tu w okolicy dokonana przez idomeneo).
                        Innymi słowy znow otrzymujemy spójny portret psychologiczny kobiety uwiklanej we własną emocjonalnośc i skutki tegoż uwiklania rzutujace na dzieci oraz źródło tego uwikłania wynikajace z osobowości Ignaca i Mili.
                        I tu ukłon w stronę MM.

                        A Ty mi Verdano chyba nie powiesz, ze książki mają być o bohaterach NORMALNYCH pookładanych i w ogóle bez problemów. Takich co jak sobie z czyms nie radzą to pędem na terapię (Bridget?) i za chwilę znow wszystko jest cacy a dzieci wychowują zgodnie z najnowszymi standardami.

                        > sprobowac coś z tym
                        > zrobić. Nie uznać, ze tak wlasnie byc powinno.

                        Wiesz, Verdano, tez powinnaś coś z tym zrobić. Z tym Twoim łatwym ocenianiem ludzi. Nawet jeśli to tylko postacie wymyślone. I z niedawaniem im prawa do bycia kruchymi, nieposkładanymi, rozmamłanymi etc.

                        (Jeśli Cię powyzszymi zdaniami wkurzylam, to dobrze. Chciałam pokazać gdzie można sobie wsadzić rady w stylu "powinna coś z tym zrobić"
                        > Szczególnie, ze Gaba
                        > nie jest osoba w ogole krucha i o obnizonym poczuciu wartosci.

                        Tere fere ;)
                        Ona jest bardzo krucha i bardzo niepewna siebie i WŁAŚNIE DLATEGO od zawsze nadrabia miną, zwłaszcza, że wtedy jest chwalona - jaka to dzielna, jak się nie poddaje, jaki to z niej wzór cnót wszelakich.

                        > Matka przez 13 lat
                        > przezywa odejście faceta, widzi że to destrukcyjnie wpływa na jej
                        > crke i jej to nie przeszkadza.

                        Nigdy Ci się nie zdarzyło, że widziałaś w sobie jakąś słabość, przywarę, wadę, przyzwyczajenie lub jego brak, które destrukcyjnie wpływało na Twoje dziecko i nawet ta świadomośc nie była w stanie Cię zmotywować do zmiany tego czegoś? I mogłaś mieć tylko nadzieję, że może to aż tak bardzo destrukcyjnie nie wpłynie?
                        Ot choćby taka prosta sprawa - matka nałogowo paląca papierosy. Włącza się system iluzji i zaprzeczeń i ona naprawdę nei jest w stanie przyjąc do wiadomości, że jej nałóg jednak dziecku szkodzi. nawet jeśli matka pali tylko na balkonie.
                        Dlaczego Gaba miałaby być inna?

                        > W tym domu licza się tylko jej
                        > uczucia, corka ma wlasne dopasować do tego, co czuje matka,

                        Bo w tym domu jest taka tradycja, że dzieci dopasowują się do rodziców (Mila do Gizeli, Gaba do Mili a Pyziakówny do Gaby) a nie na odwrót.
                        Chyba zdajesz sobie sprawę jak trudną do pokonania rzeczą jest "tradycja domowa"?
                        Zwłaszcza jeśli się ma taką a nie inna osobowość. Ida potrafi się uniezależnić - Gaba, nie.


                        > To nie jest normalne, wybaczcie. Po trzech misiacach - moze. Po
                        > trzynastu latach - karygodne.

                        I tak powinno być. Mało które współczesne ksiażki opisują normalnych bohaterów.
                        Innymi słowy wszystko w porządku. Widzimy nienormalną Gabę i widzimy skąd w niej ta nienormalność i do czego prowadzi. Myślący czytelnik znajdzie tu kopalnię rzeczy do przemyśleń. :)
                        • verdana Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 14:25
                          Dla mnie w momencie, gdy krzywdzi się dzieci, nalezy coś ze soba
                          zrobić. Nie twierdzę, ze postacie ksiązkowe maja być idealne,
                          przeciwnie - tyle, że Gaba przedstawiana jest jako idealna. I to co
                          robi - jako jedynie słuszne. To córka krzywdzi w książkach MM matke,
                          podczas gdy jest odwrotnie - i gdyby bylo to pzedstawione wlaśnie w
                          taki sposob, postać Gaby bylaby ciekawa. Bohater ksiązkowy może być
                          kruchy, rozmemłany, może nawet - o zgrozo! być wrednym mordercą,
                          tylko wtedy nie nalezy go stawiać mlodziezy jako wzór cnót
                          wszelakich. A Gaba jest, chyba nikt nie zaprzeczy, wzorcem idealnej
                          matki. I tu jest problem.
                          Problemem jest, ze krzywdzenie dzieci ukazywane jest jako ideał
                          zycia rodzinnego, nie - ze jest pokazywane w ogóle.
                          Oczywiscie, ze mam wiele zachowań, ktore mogą potencjalnie źle
                          wplywac na dzieci, ale po pierwsze - ja widzę, ze sa złe (a jak nie
                          widze, to dzieci mi mówia...) - Gaba nie widzi, widzi cale zło w
                          dziecku, nie w sobie (a to już karygodne), dziecko ma milczeć, po
                          drugie - nie mam się za matkę idealna i nie każę dzieciom
                          przepraszać mnie za moje wlasne błędy. dzieki temu moje dzieci
                          wiedza, ze nie maja do czynienia z pomnikiem Matki-Polki i ze moga
                          mnie ochrzanić, jak im się cos nie podoba, a nie omijac z daleka
                          moje kruche uczucia, tłumiąc własne potrzeby. Wiecej powiem, ja się
                          naprawde usiluję zmieniać, gdy widze, ze dzieciom robie krzywde, a
                          nie ignoruję to...
                          Tradycja, polegajaca na tym, ze dzieci podporzadkowują fundamentalne
                          potrzeby potrzebom rodziców (nawet po slubie) to jest toksyczna
                          tradycja. Są domy, w ktorych tradycją jest lanie pasem, nie mam nic
                          przeciw opisywaniu tego, ale będę miala zastrzezenia, jeśli okaze
                          się, ze tak wlaśnie powinien wygladac dom idealny.
                          • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 14:47
                            A czy nie jest tak, że to pokolenia czytelniczek wmówiły sobie i MM, że Jeżycjada to zbiór wzorców do naśladowania?
                            Przecież pierwsze ksiazki które MM napisała przedstawiały postacie pełne wad i kompleksów, maksymalnie nieposkładane i gdyby ktoś chciał naśladować powiedzmy Cesię zapatrzoną bałwochwalczo w Dankę, to hmmm...
                            Ska właściwie wzięła się opinia, że Gaba to jakiś wzorzec?
                            Przecież ona tez ma sporo do przepracowania, choćby te poranne zimne prysznice o tym swiadczą, to karanie swego ciała i katowanie się treningami, z którym skończyła DOPIERO gdy zaszła w ciążę z Grzegorzem. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na litość względem siebie samej. Wcześniej nieustannie grała silną podporę - bo musiała przy ojcu, ktory był d... nie ojciec (o Ignacu myślę) i matce zapracowanej tak, że wyglądała na wiecej lat niż miała.
                            I to jej weszło w krew tak, że wiele z forumowiczek odbiera Gabę jako silna osobowść.
                            Może z czasem Gaba i inne rzeczy dostrzeże i przepracuje.

                            Podsumowując - skąd właściwie wzięła się opinia, że w Jeżycjadzie są jakiekolwiek wzorce?
                            Kto ma być takim wzorcem?
                            Ignac?
                            Kłamczucha?
                            Borejkówny lub Borejkowie?
                            A może Bernard? Wprawdzie jest nazwany wartościowym człowiekiem przez Dmuchawca, ale czy jest to od razu wzorzec?
                            Sądzę,że wątpię ;)
                            • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 15:12
                              Może dlatego, że Gabriela jest nazywana niewzruszonym centrum? i
                              wszyscy mówią o niej jest zawsze taka dobra, promienna?

                              Myślę, że w starej jeżycjadzie było tak, że nikt nie był idealny,
                              ale zdarzało się mu wypowiadać jakąś kwestię, która była pouczająca
                              dla czytelnika. (Zachowanie Tomcia, kiedy kłamczucha każe mu kłamać,
                              rozmowa Ciotki Lili i Anieli, rozmowa między Żaczkiem a Celestyną,
                              szczerość Mamy Żakowej co do zielonego królika w skoku i inne,
                              wyrzuty sumienia, kiedy Laura naopowiadała rzeczy o rodzinie).
                              • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 16:00
                                tygrys2112 napisała:

                                > Może dlatego, że Gabriela jest nazywana niewzruszonym centrum? i
                                > wszyscy mówią o niej jest zawsze taka dobra, promienna?
                                >
                                Ale kto ją tak nazywa? Narrator ze tak powiem odautorski, czy tez Gaba tak jest
                                postrzegana przez inne osoby?
                                Nie mam pod ręką Jeżycjady poza zupełnie pierwszymi częsciami, więc nie moge
                                sprawdzić.
                                Ale jeśli to drugie, to by potwierdzało moją tezę - że Gaba została wmanewrowana
                                na pozycję niewzruszonego centrum i chcąc nie chcąc musi tam trwać i oparcie
                                wszystkim dawać, udając (nawet przed sobą), że ona sama oparcia nie potrzebuje.
                                Są takie typy. Jedne po latach się buntują i normalnieją, a inne do końca życia
                                'zapominają o sobie' i nie rozumieją dlaczego jest tak źle, skoro ma być tak dobrze.
                                (żeby było jasne - samo zapominanie o sobie nie jest złe o ile człowiek robi to
                                świadomie i dobrowolnie i "wtedy i tylko wtedy" gdy najpierw siebie polubił,
                                zaakceptował i zaspokoił. Albo tez gdy obie te rzeczy idą w parze)

                                > Myślę, że w starej jeżycjadzie było tak, że nikt nie był idealny,
                                > ale zdarzało się mu wypowiadać jakąś kwestię, która była pouczająca
                                > dla czytelnika.

                                No ale przecież Gaba nie jest idealna! Jest jedna z najmocniej zwichrowanych
                                postaci, dźwigającą ciężary ponad siły (stąd ten "garb"), której zdarza się
                                "wypowiadać jakąś kwestię, która była pouczająca dla czytelnika."
                                Zatem nie tu tkwi problem.
                                Zakladam, że w komentarzach odnarratorskich gloryfikujących Gabę. Zastanawiam
                                się tylko czy rzeczywiście. Bo może to nie tyle autorka Gabę gloryfikuje, co jej
                                otoczenie? A ona (znaczy Gaba) nie ma wyjścia - musi być dzielna i idealna,
                                skoro się jej nie pozwala na bycie sobą.

                                Ktoś mógłby wspomóc dyskusję cytatami?
                                • tygrys2112 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 16:37
                                  O promiennej i radosnej Gabrieli jest w TiR zaraz na początku -
                                  Hajduk mówi tak o niej do Grzegorza. Potem jest ta scena gdzie
                                  Tygrys spotyka jakiegoś faceta w pociagu i ten mówi, że wiele jej
                                  zawdzięcza bo przygotowywała go z łaciny. A o centrum mówi tak
                                  Nutria, chociaż chyba w innej części.
                                  To prawda, że to raczej otoczenie mówi o Gabrieli, ale TiR jest tak
                                  skonstruowana, że na końcu to Laura wyznaje skruchę i cała jej
                                  wyprawa i chęć odnalezienia ojca jest pokazana jako coś złego. Tak
                                  to odbierałam zawsze jak czytałam. Laura bynajmniej nie jest idealna
                                  i widać, że patrzy nieobiektywnie na wiele rzeczy. Ale wszędzie na
                                  każdym kroku dzieje się coś co ma jej pokazać: mama jest wspaniała,
                                  jak możesz o niej źle myśleć. Jedynie negatywny komentarz należy do
                                  Mili, że Gabriela tchórzy.
                                • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 17:25
                                  Przekopałam "Żabę", niechetnie, bo nie lubię, oto, co znalazłam na chybcika:

                                  "...wygłosiłła Gabrysia, i już krzątała się przy kuchence, odruchowo gotowa do
                                  pomocy, nieustająco troskliwa najstarsza siostra - wysoka, uśmiechnięta, zawsze
                                  uśmiechnięta i nieuczesana." (to cytat który, przyznaję, irytuje mnie w sposób
                                  szczególny, bo jest naprawdę ni z gruchy ni z pietruchy - siostry rozmawiają
                                  sobie i nagle taki akt strzelisty nie mający żadnego zakorzenienia w tresci).

                                  "Ojciec przypomniał sobie, ile razy widywał tę zmartwioną minę: zaledwie
                                  kilkakrotnie! - w najtrudniejszych chwilach życia rodziny. Zawsze jednak
                                  Gabrysia potrafiła tę minę zastąpić dzielnym i optymistycznym usmiechem."

                                  Z "Języka Trolli":

                                  "Z trzech sióstr mamy najlepsza była własnie Gabrysia. Właściwie zawsze była
                                  usmiechnięta i krzepiąco pogodna. Miała piękny wzrost koszykarki i cechowała sie
                                  miłą energią i dyskretną troskliwoącią: zdawało się, że każdy człowiek żywo ją
                                  obchodzi, ale zarazem - że za nic nie chciałaby wtykac nosa w nieswoje sprawy."

                                  Jak jeszcze cos znajdę, to napiszę, chociaż całe masy tego typu wtrętów są w
                                  "Czarnej polewce" (do braku której się przyznałam), przemyslenia Laury, która
                                  dochodzi do jedynie słusznego wniosku, że ma najlepszą mamę na świecie, uff...
                                  • senseeko Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 21:01
                                    anutek115 napisała:

                                    > Przekopałam "Żabę", niechetnie, bo nie lubię, oto, co znalazłam na chybcika:
                                    >
                                    > "...wygłosiłła Gabrysia, i już krzątała się przy kuchence, odruchowo gotowa do
                                    > pomocy, nieustająco troskliwa najstarsza siostra - wysoka, uśmiechnięta, zawsze
                                    > uśmiechnięta i nieuczesana." (to cytat który, przyznaję, irytuje mnie w sposób
                                    > szczególny, bo jest naprawdę ni z gruchy ni z pietruchy - siostry rozmawiają
                                    > sobie i nagle taki akt strzelisty nie mający żadnego zakorzenienia w tresci).
                                    >
                                    > "Ojciec przypomniał sobie, ile razy widywał tę zmartwioną minę: zaledwie
                                    > kilkakrotnie! - w najtrudniejszych chwilach życia rodziny. Zawsze jednak
                                    > Gabrysia potrafiła tę minę zastąpić dzielnym i optymistycznym usmiechem."

                                    A czy to nie jest coś takiego, co się zdaje się nazywa "mowa pozornie zależna" Taki typ narracji, kiedy czytelnik patrzy na świat oczami któregoś z bohaterów i rzeczywistość ocenia przez pryzmat jego odczuć, a nie swoich ani nawet nie autorskich.

                                    Wiesz, coś na zasadzie:

                                    - Kurde, ale jestem zmęczony - pomyślał krasnoludek. - A ten próżniak tylko czeka by mu posprzątać. Ale cóż, krasnoludkowa dola. Wstał, sięgnął po miotłę i złorzecząc w myślach zaczął zamiatać. Do głowy przychodziły mu coraz to nowe pomysły nieszczęść, jakie mogłyby spotkać próżniaka. Od zawalenia się sufitu, poprzez porażenie prądem elektrycznym, otrucie gazem, lub ukąszenie przez jadowitego pająka. Albo mógłby zadusić się kurzem. Na samą myśl, że oto próżniak wije się po podłodze w konwulsjach daremnie walcząc o łyk powietrza, sprawiła, że krasnoludek szeroko się uśmiechnął.

                                    Jacek obserwował krasnoludka z zapałem zamiatającego podłogę. Co za pożyteczne stworki - pomyślał. Ukroił sobie kolejny kawałek ciasta upieczonego dziś rano. Przez tego sympatycznego malucha ma się rozumieć. Dobrze mieć własnego krasnoludka. Nie wyobrażał już sobie życia bez niego. Niby taki mały a ileż w nim siły! Dopiero co przydźwigał węgiel z piwnicy i to na trzecie piętro, strasznie się biedak przy tym zasapał, rozmasował stłuczone kolano i już wziął się do zamiatania, odruchowo gotowy do pomocy, nieustająco troskliwy, uśmiechnięty, zawsze uśmiechnięty i pełen zapału.

                                    ;)))
                                    • kaliope3 Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 23:40
                                      Och, jaki świetny tekst! Jakbym skądś to znała...Pełna solidaryzacja z
                                      krasnoludkiem!
                                    • mmoni Re: Między Gabą a Pyziakiem 11.10.08, 12:48
                                      Owszem, większość tych panegiryków na cześć św. Gabrieli poznańskiej jest w
                                      mowie pozornie zależnej (mogę dorzucić jeszcze "spokojna, mocna Gabriela" z
                                      "Córki Robrojka"), jednak na uwagę zasługuje fakt, że w gronie piewców cnót
                                      Gabrysi nie ma ani jednej osoby, która doszłaby do podobnych wniosków, do jakich
                                      doszła społeczność forumowa: Gaba ma problem. Poza Laurą, która jest
                                      konsekwentnie kreowana na szwarccharakter właśnie m.in. za niedostrzeganie tej
                                      aureoli.

                                      Kanonizacja Gabrieli zaczęła się IMHO gdzieś tak w okolicach "Noelki" i
                                      postępuje wielkimi krokami z tomu na tom. We wcześniejszych częściach Gaba nie
                                      była tym nieznośnym wzorcem z Sevres macierzyństwa i cnót wszelakich.
                                      • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 11.10.08, 13:55
                                        Wczorajszy wieczór - cały! to znaczy cały jaki się mnie ostał po uspieniu moich
                                        rozkosznych dzieciątek - poświęciłam na rycie w Jeżycjadzie w poszukiwaniu
                                        cytatów. W sumie trudna to sprawa, bo z jednej strony nie ma ani kartki, gdzie
                                        nie byłby wspomniany krzepiący usmiech Gaby albo jej niezawodna dyskrecja, alibo
                                        też ciepło (oczywiście, ani kartki, na których Gaba występuje. Jak autorka pisze
                                        o Aurelii to okrzyków na cześć Gabryjeli nie ma. Jeszcze.), ale z drugiej trudno
                                        o cytaty konkretne. Ale znalazłam jeszcze "Gabrysia, kierowana swym odruchowym
                                        poczuciem odpowiedzialności, już ruszała na pomoc..." i "Ta zawsze uśmiechnięta
                                        mama, której nigdy nic nie mogło wyprowadzić z równowagi, która w żart obracała
                                        największy kłopot i nie bała się niczego...". Mam jeszcze do przejrzenia
                                        "Tygrysa i Różę", zobaczymy, co tam znajdę.
                                        Ale szukałam też pod kątem historyjki o krasnoludku. Czyli fragmentów, o ile
                                        dobrze zrozumiałam przesłanie opowiastki, w których Gabę szlag trafia, że sobie
                                        usiąśc nie może, telepie ją na myśl, że robi ósmą kolację, a sama głodna nie
                                        może sie najeść, albo, że chce być sama, a tu jej rodzina na głowę włazi i każe
                                        zajmować się swoimi problemami. I znalazłam! W "Pulpecji" jest fragmencik,
                                        niemal wzmianka, o Gabie, która wróciła wcześniej z pracy i zastała ppusty dom,
                                        więc usiadła za stołem, aby ucieszyć się ciszą i spokojem. Natychmiast jednak
                                        podrywają ją na nogi wyrzuty sumienia ("Boże, ja nic nie robię!!") i zaczyna
                                        biegać po mieszkaniu z listą spraw do załatwienia.
                                        Dwa tomy dalej, w "Nutrii i Nerwusie", już sama w domu być nie umie, miejsca
                                        sobie nie może znaleźć i pociesza się towarzystwem pięciomiesięcznego synka.
                                        Trochę mało, aby uznać, że Gaba jest naszym małym krasnoludkiem, który nie chce,
                                        ale musi, został bowiem uznany za domowe słoneczko i ciepłą i dzielną podpore
                                        rodziny.
                                        • anutek115 Re: Między Gabą a Pyziakiem 12.10.08, 19:22
                                          Się przejęłam misją i oto następny cytat: "Bo Gabriela płakała, co nie zdarzało
                                          się jej często (he, he, he... dop. mój), gdyż była dzielnym człowiekiem, odważną
                                          kobietą o naturze pogodnej i silnej (...). Gabrysia zawsze była bastionem
                                          bezpieczeństwa, źródłem otuchy i dla niej - małej, nerwowej Nutrii, i dla Idy, i
                                          dla Pulpecji, i dla rodziców, i potem dla swych własnych dzieci, i dla Grzesia,
                                          którego wydobyła z czarnej samotności i wyprowadziła na drogę pełną sensu i pogody".
                                          Uff. Dopiero, jak sie przekopuje te książki w poszukiwaniu konkretnych cytatów
                                          widać, jak ta kobieta (Gaba, znaczy) często płacze, pomimo wręcz przeciwnych
                                          panegiryków!!! Nie ma tomu, żeby się nie mazała!
                                          Przy okazji, znalazłam w "Tygrysie i Róży" moją kolejną, wieloletnią już
                                          irytację, ale o tym w stosownym wątku będzie.
                                          • lezbobimbo Re: Między Gabą a Pyziakiem 12.10.08, 19:50
                                            anutek115 napisała:
                                            "Gabrysia zawsze była bastionem
                                            > bezpieczeństwa, źródłem otuchy i dla niej - małej, nerwowej Nutrii, i dla
                                            Idy,> i> dla Pulpecji,

                                            Czy wtedy, kiedy na nie male ryczala w mlodocianej wscieklosci? :-)

                                            >i dla rodziców, i potem dla swych własnych dzieci,

                                            Dzieci? Ignas ukradziony przez dziadka, Laura od urodzenia odtracona przez
                                            wlasna matke i niszczona systemaycznie przez cala rodzine, Pyza z wypranym
                                            mózgiem pierwsze, co czyni, to wpada..

                                            >i dla Grzesia,
                                            > którego wydobyła z czarnej samotności i wyprowadziła na drogę >pełną sensu i
                                            pog>ody".

                                            Taaa, droge pelna wspólnego czytania, bez erotyki,
                                            droge gniezdzenia sie z toksycznymi krewnymi, z których tesc zabral mu syna, a
                                            tesciowa tegoz syna tepi, kuzyn syna tlucze, pasierbica pyskuje, a wlasna zona
                                            jak nie robi zupki dla dzieci, lub nie flirtuje z Rojkiem i oblesnym Bernardem,
                                            to placze po katach za Pyziakiem i to juz od 20 lat.. tez mi sens i pogoda ;P
                                            • the_dzidka Re: Między Gabą a Pyziakiem 12.10.08, 23:26
                                              > droge gniezdzenia sie z toksycznymi krewnymi, z których tesc
                                              zabral mu syna, a
                                              > tesciowa tegoz syna tepi, kuzyn syna tlucze, pasierbica pyskuje, a
                                              wlasna zona
                                              > jak nie robi zupki dla dzieci, lub nie flirtuje z Rojkiem i
                                              oblesnym Bernardem,
                                              > to placze po katach za Pyziakiem i to juz od 20 lat..

                                              Rany boskie, istna patologia nam wychodzi :D
                                              A wiecie co, jakby taka Gabriela bez przerwy, nie czekając na jakiś
                                              znak z mojej strony, wiedziona poczuciem takim i śmakim, rzucała mi
                                              się na pomoc i wtykała dziób w moje problemy, to by ode mnie bardzo
                                              szybko w ten dziób dostała. Co to za cyborg jakiś, ona w ogóle
                                              sypia? O ile pamiętam, ona nawet z materaca zrywała się jednym
                                              susem. Jak tak czytam o jej nadpobudliwości ruchowej, to się czuję
                                              zmęczona :-)
                            • verdana Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 15:13
                              Nawet przyjmujac, ze nie jest to formalnie uznany wzorzec do
                              nasladowania, opinia MM o Gabie jest jednoznaczna - to ideał matki.
                              Czyli opis odautorski rozjeżdza się z rzeczywistoscią tak, ze nie
                              maja szans sobie nawet pomachać.
                              Na ogół jest tak, ze autor opisując kogoś jako wzór, stawia go za
                              wzór -Cesia, Danka itd byly normalne, jmialy wady i zalety, nie byly
                              gloryfikowane. Gaba jest.
                              Dla mnie w Jezycjadzie (tej nowszej) żadnych wzorców nie ma, jednak
                              autor opisujac w książce dla mlodziezy osobe wzorową, musi liczyć
                              się, ze wzorem dla tej młodziezy być powinna.
                              Zresztą nie zacytuję - ale MM wielokrotnie pisala o rodzinie
                              Borejkow jako tej wzorcowej (być może używając innych słów, ale sens
                              niewatpliwie był wlasnie taki).
    • limotini Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 17:49
      Ja miałam cichą nadzieję, że zamiast się zastanawiać po raz n-ty, czy Gaba jest
      postacią spójną, realistyczną i konekwentnie przedstawioną w książce, zaczniemy
      wymyślać scenariusze, które uzasadniałyby 20-letnie opętanie. Takie scenariusze,
      które nam osobiście wydałyby się przekonujące. Taka zabawa. Przykład: zdrada z
      kolegą.

      Co nie zmienia faktu, że cały czas ciekawie się czyta Wasze dyskusje, więc sama
      nie wiem...
      • kebbe Re: Między Gabą a Pyziakiem 10.10.08, 18:21
        a może...może to wcale nie Pyziak tego Robrojeczka napoczął...? Któż to wie -
        zauważmy nić czułości pomiędzy Gabunią a Robertem, już od KK bardzo namacalną :)
        I pamiętam, że w Imieninach namilsza dla Robrojka była Gaba, jakby chciała mu
        coś wynagrodzić...
        ...bo po krótkim, ognistym romansie jaki się wywiązał między nimi po przyjściu
        na świat Róży, pogoniła go, oczekując na powrót Janusza, tfu, Jasia! a potem gdy
        miała urodzić się Laura, Pyziak się o wszystkim dowiedział i nie będąc pewien
        ojcostwa, zwiał od Gaby :P
      • ginestra Re: Między Gabą a Pyziakiem 13.10.08, 16:42
        Jakoś ten wątek niepozornie i nisko się plasował wizualnie, to nadrabiając inne
        i dopisując to i owo nie zaglądałam do niego. Nie mogłam się jednakże teraz
        oprzeć i widzę, że przybyło dużo bardzo ciekawych wpisów i mrówcza praca Anutka
        (dzięki wielkie!) przy wyszukiwaniu cytatów.

        Nie wiem co od siebie dopisać, zresztą o Gabie to ja już od lat dużo pisałam,
        ale chcę powiedzieć, że zgadzam się bardzo mocno z tą piękną analizą Idomeneo, a
        także z wypowiedziami Senseeko i Anutka. O

        Pani MM z jednej strony bardzo prawdziwie i spójnie psychologicznie pokazuje tę
        nieidealność Gaby i rodzinną patologię, a z drugiej strony są te wszystkie opisy
        sławiące jej przymioty.

        Zastanawia mnie co naprawdę pani MM myśli o Gabie..


        • dakota77 Re: Między Gabą a Pyziakiem 13.10.08, 16:46
          ginestra napisała:

          >
          Pani MM z jednej strony bardzo prawdziwie i spójnie psychologicznie pokazuje tę
          nieidealność Gaby i rodzinną patologię, a z drugiej strony są te wszystkie opisy
          sławiące jej przymioty.
          > Zastanawia mnie co naprawdę pani MM myśli o Gabie..
          >
          Moim zdaniem niespojnosc psycholohgiczna Gaby jest kompletnie niezamierzona,
          podobnie jak patologie, ktore zakradaja sie do rodziny Borejkow. MM postrzega
          Gabe jako swietna osobe, tak jak o niej pisze w odautprskich komentarzach. To my
          widzimy, ze jak sie zbierze do kupy wszystko co Gaba robi i mowi, alboc zego nie
          robi, to obraz staje sie mniej idealny.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Między Gabą a Pyziakiem 24.09.24, 12:28
      Jestem w szoku jak wiele jest tu głosów poparcia dla potencjalnego romansu Pyziaczka i Robrojeczka! Jednak miałam nosa, shipując ich.
      Troskliwy Robrojek brałby pod uwagę potrzeby Janusza, rozweselałby go i dawał mu to wymarzone ciepełko bez niepotrzebnego pomiatania nim. W ogóle dawałby dużo od siebie zamiast tylko brać (miałam poczucie, że Gaba trochę tak robiła). Plus Robcio zapewnia w pakiecie względnie normalnych teściów - poligrafów od pokoleń, którzy gwiżdżą na zgrabne czaszki, ale na pewno cenią w człowieku zwykłą "porządność". Ukontentowany Pyziaczek również i tu zostałby samozwańczym pantoflarzem - taszczyłby Robciowi bagaż, wymieniał z nim nowinki poligraficzne, wychodził z kina jak film nie w robrojczym guście, w chłodzie opatulał go najmodniejszym drelichem, no i sadziłby mu takie komplementy, że kwiat jabłoni mógłby się schować. Ale jednocześnie ostudzałby robrojczy idealizm swoim trzeźwym krytycyzmem.

      Co do teorii na temat gabinych motywów antypyziaczych, mam parę propozycji:

      1. Gaba mentalnie stoi w rozwoju. Forum wiele razy wytykało, że mając lat parędziesiąt dalej zachowuje się jakby miała parętnaście, a będąc w długoletnim małżeństwie z Grzesiem funkcjonuje właściwie jak panna.
      Nie mamy wglądu w całość jej związku z Pyziakiem, ale pamiętam, jak czytając OwR po raz wtóry, już ze znajomością poprzednich tomów, uderzyło mnie jak łatwo Gaba zakłada, że skoro nie ma listów to męża, to na pewno dlatego, że się na nią wypiął. Nie że może coś się stało, nie że długo dochodzą z drugiego końca świata, od razu podejrzewa Pyziaka o samo zło. Takie podejście bardziej by mi pasowało do osoby w stosunkowo świeżym związku, gdzie zaufanie do drugiej połówki dopiero się buduje. A oni byli parą już z pięć lat. Słowem, Gąba się zacięła.

      2. Utrzymanie uprzywilejowanej pozycji w rodzinie. Być może Gąba pielęgnuje w sobie urazę do byłego męża i rozdrapuje ją przy byle okazji, bo pomaga jej to utrzymać wizerunek pokrzywdzonej, który daje jej liczne korzyści. Wszyscy wzdychają jakaż ona biedna, stale podnoszą ją na duchu, pozwalają na więcej jej (chlipanie pod byle pretekstem, niereagowanie w kryzysie) i jej dzieciom (ślubne makałko, kradzieże, czytanie cudzej korespondencji), godzą się na niańczenie tychże dzieci… również wtedy, kiedy Gabryjela już ma nowego męża, więc nie jest już samotną matką, która faktycznie potrzebuje “zmienników”.
      Zwłaszcza ta opcja wydaje mi się prawdopodobna, bo w okolicy, w której się wychowałam panowało podobne podejście do matek samotnie wychowujących dzieci. Wprawdzie nie dostawały przy tym jakiegoś doraźnego wsparcia, ale na pewno były otaczane taką niezdrową formą współczucia. Ludzie wręcz odruchowo potrafili wzdychać “jaka ona biedna”, niekiedy w zupełnie losowych sytuacjach, jakby to samotne wychowywanie dziecka było jakimś najgorszym koszmarem. I dawano większe przyzwolenie takiej matce na przemoc wobec dziecka, bo “tak jej ciężko” i “musi to jakoś rozładować” plus wytłumaczenia, że przecież dziecko kocha (więc jak je bije lub wyzywa, to z miłości?). Myślę, że wobec Gaby zachodzi podobny mechanizm, puszczanie jej wszystkiego płazem, bo biednej pokrzywdzonej się należy.

      3. Pyziak to pierwsza osoba w życiu Gaby, która ją odrzuciła tak otwarcie. Rozwód to konkretna i jednoznaczna deklaracja, nie to co niejasna i wieloznaczna “dyskrecja” jej rodziny, która chroni przed wszelkimi konfrontacjami i do której Gaba jest przyzwyczajona. Więc taka forma komunikacji mogła Gabuchnę przerosnąć. I przy okazji zrazić ją do konfrontacji. Dlatego później nie potrafi stawiać granic Laurze - ona nigdy nie traktowała matki za poważnie, więc Gąba mogła się obawiać, że po odmowie czy szlabanie córka odrzuci ją całkowicie.
    • minerwamcg Re: Między Gabą a Pyziakiem 25.09.24, 11:20
      Mam wrażenie, że wizja Gaby popoporzuconej i urządzającej chlipy pypy za byłym mężem to koncepcja stosunkowo późna. Do pewnego momentu Gaba jest ogarnięta, jakoś tam idzie dalej, w dalszym ciągu jest chorobliwie przywiązana do rodziny z której wyszła, ale pojawienie się Grzegorza daje jakąś nadzieję. Do pewnego momentu Voldemort Jeżyc się na horyzoncie nie pojawia, wizytę w stanie natrąbionym MM dopisała mu eks post na uzasadnienie, jaki to on jest zuy.
      Dopiero potem, nie pamiętam w którym tomie, Gaba będąc już zagrzesiowana i udzieciona IGSem, zaczyna odstawiać chore akcje pod hasłem "nieprzepracowane pierwsze małżeństwo". Ni stąd ni zowąd zaczynają się wspomnienia, chlipy pypy nad popoporzuceniem, i w ogóle ktoś (Autorka?) przypomina sobie o Pyziaczku , który odszedł w siną dal. Milicja przyznaje się do spuszczenia Janusza ze schodów, Tygrys (znamienne) pyta o ojca, a potem to już jest bombardowanie ciężkimi klopsami, stalowe mutry i chlipy na całego.
      Do cholery, co tam się stało? Poza tym, że IUA przypomniała sobie, że na Pyziaczku można ukręcić kilka wątków w jeżyckiej telenoweli? Na początku drugiego małżeństwa Gaba jest pi razy oko szczęśliwa z jeszcze wówczas nie zsałaciałym Grzegorzem, wszystko się całkiem nienajgorzej zapowiada, aż tu z tomu na tom widmo Pyziaka wyłazi spod łóżka, Gaba zaczyna chlipypypać a Grzegorz sałacieje.
      • tt-tka Re: Między Gabą a Pyziakiem 25.09.24, 13:04
        Pierwsze pypyziacze chlipy to juz Noelka (Gabon od roku randkuje z Grzesiem, ma dyplom, ma prace) - z racji tego, ze Tygrysek ma oczy swego ojca Gabe kluje w serce i boli. Oraz w tomie nastepnym, kilka tygodni pozniej, stalowe noze we wlasnych oczach Gaby, hdy Ida wymiawia slowo "mezczy...o przepraszam"

        Przypuszczam (i tylko przypuszczam) ze pierwowzor Gaby istnieje w realu, ze Musierowicz opisala zachowania kogos znajomego jak zwykle nie rozumiejac, co opisuje. Bo o ile wspomnienie meza, ktory odszedl moze zabolec i ma prawo zabolec nawet po tych szesciu latach, to zachowanie wobec Idy jest juz strategia "nie wymagajcie ode mnie niczego, czego robic mi sie nie chce, bo wam przypomne, jaka ja nieszczesliwa i porzucona".
        I ta strategia dziala ! Patrycja natychmiast staje po stronie Gaby i rzuca sie na Ide, choc to Ida ewidentnie ma racje w tej scenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka