deszczu_kropelka
15.12.08, 15:25
Ponieważ nie pisuję tutaj, tylko pasożytuję, czyli podczytuję :-) bardzo lubię
Wasze forum - zatem na wstępie pozdrawiam cieplutko wszystkich forumowiczów.
Co mnie skłoniło do napisania - otóż, zachęcona Waszymi zachwytami nad
pierwszymi częściami Jeżycjady, sprezentowałam sobie mikołajkowo "Szóstą
klepkę" - którą czytałam dawno temu w dzieciństwie i niewiele pamiętałam
(przez ostatnie lata czytałam na bieżąco nowe tomy Jeżycjady).
I jestem w szoku - jejku, makabra...
Mama Żakowa, która dla Was jest ideałem matki. Nie wierzę!!! Kobieta, która
zupełnie nie interesuje się tym, że jej szesnastoletnia córka, zamiast skupiać
się przede wszystkim na nauce, odwala w domu (z pomocą ciotki) robotę za
wszystkich członków licznej rodziny. A kiedy ta córka buntuje się wreszcie,
mama "zauważa w zadumie", że "nie poznaje tej Cielęcinki".
Menu obiadowe w domu: mrożone pierogi, makaron z przecierem pomidorowym, czyli
absolutnie bezwartościowe świństwo - dwa razu w tygodniu!!! jejku, przecież do
takiego makaronu można szybko zrobić najprostszy sos z jakichś warzyw:
pomidorów, papryki, cukinii, pieczarek... Wersja luksusowa obiadów: bigos,
fasolka po bretońsku, placki ziemniaczane - czyli raczej ciepłe kolacje, a nie
pełnowartościowe obiady.
I nie piszcie proszę, że nic nie można było dostać w sklepach - ja też
wychowywałam w czasach, kiedy półki sklepowe świeciły pustkami, moja mama
pracowała naukowo, a w domu zawsze był pożywny i zdrowy obiad. I nie piszcie,
że to nieważne, że tak wesoło i po cygańsku jest, jak się je byle co - nie,
nieprawda, dorastające dzieci potrzebują wartościowego jedzenia.
Ta matka to dla Celestyny nie jest żadna matka, nie jest nawet
matką-koleżanką, bo z tą bufoniastą Danusią Cesia jest bliżej niż z własną
matką. To jest takie nie wiadomo-co - zajmujące się swoimi artystycznymi
wizjami i plotkujące jak nastolatka o ciuchach. Jedna poważna rozmowa z Cesią
pod koniec książki bynajmniej na ratuje obrazu tej osoby. Sorki, ale tacy
ludzie nie powinny zakładać rodziny, jeśli nie zauważają problemów swoich
dzieci i nie potrafią o te dzieci zadbać.
Tata Żak, który żartuje w rozmowie z pierwszy raz widzianą na oczy koleżanką
córki, że ta myśli o niebieskich migdałach, bo trzeci ma powiększony. Rety, co
za burak.
I najsmutniejsze - jak Cesia wraca z zakupów z żywymi rybami i zagaduje się z
Danką. "Karpie w siatce jakoś przestały się ruszać. Być może dlatego, że Cesia
położyła je na śniegu". Zrobiło mi się tak potwornie smutno, jak w którymś z
tomów Ani z Zielonego Wzgórza czytałam list Tadzia, który taki zabawny miał
być - jak to pan Harrison postanowił pozbyć się swojego psa i go powiesił, ale
pies się zerwał i schował w stodole, więc pan Harrison powiesił go jeszcze
raz, tym razem skutecznie. W tym momencie przestałam żywić jakiekolwiek
ciepłe uczucia do sagi o Ani - przecież świetnie napisanej. No i Jeżycjada,
choć rzeczywiście naszpikowana humorem pierwszej klasy i pełna dobrych opisów,
po tej bezdusznej wzmiance o żywych, cierpiących stworzeniach - skoro woda
wyciekała, to może sobie powoli zdychały w tej siatce na śniegu? - też dla
mnie nigdy nie będzie pozycją bliską sercu.
Proszę nie zrozumcie mnie źle: wcale nie jest tak, że wpadłam tutaj, żeby Wam
naurągać :-) obrazić Wasze gusta czytelnicze i zrobić awanturę :-) Tylko
naprawdę strasznie niefajna jest ta Szósta klepka. Chciałam się podzielić z
Wami tymi moimi spostrzeżeniami - no bo jak nie z Wami, to z kim? :-)