Dodaj do ulubionych

Bracia Lelujkowie vs. Frycek

22.01.09, 19:00
Chciałam odpowiedzieć na jakiś post w jakimś wątku, ale nie mogę go teraz
znaleźć, więc będzie osobno. Ktoś się zastanawiał, czemu to chudy i
nieatrakcyjny Fryc wygrał z atrakcyjnymi Lelujkami, padły jakieś słowa o
nieodpowiedniej rodzinie (może to było rozsiane po różnych wątkach, nie wiem).
Mnie przyszło do głowy inne wytłumaczenie. Otóż do pewnego czasu, zanim panią
M. naszło na pięciogwiazdkowe piękności, regularnie dostawaliśmy w powieściach
ten krzepiący schemat, w którym dziewczę niepiękne, ale za to sympatyczne
pozbywa się kompleksów i zdobywa Mężczyznę Swego Życia. To samo, tylko w
wersji męskiej, zaszło w "Imieninach". Oschły i chudy kujon Fryc wygrał z
przystojnymi Lelujkami. W dodatku mamy tu ciekawe odwrócenie motywu z "Opium",
kiedy to sympatyczny, lecz brzydki Jacek przegrał z pięknym Maćkiem.
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 22.01.09, 19:07
      Może i ideologicznie to jest odwrócenie motywu, ale w praktyce wyszło na to samo
      • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 22.01.09, 19:32
        > Po co i na co?? Za szybko to zostało zrobione, postać Fryca w
        ogóle nie została
        dobrze wprowadzona do fabuły przed sceną imieninowego uwiezienia, a
        ja jako
        czytelnik pozostałam z uczuciem niesmaku na tę kretynkę Różę, która
        się wiesza
        na pierwszym lepszym męskim ramieniu, jakie się akurat w okolicy
        pojawi,
        natychmiast zapominając o poprzednich wielbicielach.


        Hm, a nie było to tak, że się Róża we Frycu od początku mocno
        podkochiwała? Do tego stopnia, że to właśnie Lelujki wkroczyły na
        już zajęty i zdobyty teren?

        Mnie tam wcale miłość dwóch wymoczków Fryca i Pyzy nie dziwi, wręcz
        się cieszę, że MM nie zmarnowała któregoś z sympatycznych, męskich
        Lelujków na pięciogwiazdkową Różyczkę, której serdecznie nie znoszę:)
        • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 22.01.09, 19:48
          > Hm, a nie było to tak, że się Róża we Frycu od początku mocno
          > podkochiwała?

          Ale to było po prostu źle przedstawione w książce! Ja rozumiem, że taki był
          zamysł autorki
          • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 22.01.09, 19:56
            A, no że Fryc to trochę humanoid-android to się zgodzę, gdzie mu tam
            do Hajduczka. Ale motyw jest właśnie ten sam i moim zdaniem dobrze
            widoczny - Pyzia poburkuje, postękuje, jeży się, ale też przecież
            patrzy i obserwuje cały czas! To już raczej sprawa właśnie
            osobowości Fryderyka i Pyzy (czy raczej braku osobowości:/), że się
            ten romans taki wyblakły wydaje.
            • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:38
              Ech, raczej tego tak nie widziałam. Co do Hajduka - oni obydwoje
              poświęcali sobie dużo uwagi. Poza tym Hajduk patrzył na Cesię, a ona
              nie wiedziała czemu - to intrygowało. potem w tekście było opisane,
              dlaczego to robi - wrażenie czytelnika było pozytywne. Natomiast
              Fryc się śmiał z jej niewiedzy, a tego chyba nie można interpretować
              pozytywnie?
              • dakota77 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 20:28
                Jezeli to wysmiewanie to byla jego metoda na podryw, to byla jakas taka
                przedszkolna raczej niz na poziomie liceum, moim zdaniem.
        • lezbobimbo Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 11:42
          morja13 napisała:
          > Hm, a nie było to tak, że się Róża we Frycu od początku mocno
          > podkochiwała? Do tego stopnia, że to właśnie Lelujki wkroczyły na
          > już zajęty i zdobyty teren?

          Cos Ty, w zyciu! Pyza czula na widok Fryca przede wszystkim krzywde
          i rozzalenie, bo ja szykanowal za braki wiedzy przy tablicy! Syczal,
          podskakiwal, przewracal oczyma i wywyzszal sie! Pyza opowiada nawet
          w domu Ignasiowi malemu o wstretnym prymusie Szopenie ;)
          Czula tez na jego temat zniecierpliwienie, wypominajac w duchu, ze
          wyglada jak typowy mlodszy brat, bo dopiero niedawno zaczal golic
          zloty puch porastajacy jego brzoskwiniowe liczka.
          I to ma byc podstawa do Jezycowego romansu? W zyciu! Nigdy! Argh!
          Jak MM mogla budujac tak antypatyczna postac, nagle kazac jej zdjac
          okularki i tym jednym gestem rozczulic Pyze?
          I jakim cudem ledwo-ledwo letnie rozczulenie ma nagle starczyc za
          milosc? Milosc na smierc, zycie, slub na studiach i dziecko?!
          I jakim cudem taki podly, oschly, bez serca i nieatrakcyjny Fryc
          wygrywa z trzema rycerskimi, pieknymi, interesujacymi i
          sympatycznymi Lelujkami? Od razu adoruja Pyze wszyscy troje, Wiktor
          wyglada jak rzymski glajdator a Adrian wpatruje sie w Róze
          intensywnie. Dlaczego spojrzenie prymusa Fryca bez szkiel wygrywa ze
          skwierczacym, powlóczystym spojrzeniem Adriana?
          A potem sama kwestia zdobywania: wychodzi na to, ze Pyza zakochalaby
          sie w kimkolwiek, kto by ja wzial na randke (oprócz Lucka, bo byl za
          mlody, zbyt otyly i mial czelnosc zabrac ja do miejsca rozpusty
          czyli infernalnej kawiarni). Potem Pyza wystawia pieknego Wiktora i
          intrygujacego Adriana do wiatru, chociaz sie z nimi umówila i
          zaklepala.. bo nagle Fryc zazyczyl sobie ja posiadac i pouczac.
          Wychodzi na to, ze Pyza jest bezwolnym mieczakiem, galareta, meduza
          i szmatka do podlogi, bo kto jej kaze pierwszy, za tym pójdzie, bez
          wzgledu na to, co to za czlowiek. Rany, ona zakochalaby sie w
          drewnianym chodaku, jesli tylko ten chodak zabralby ja na wagary!
          Nawet mimo tego, ze codziennie z Laura widza sie z trójka "rycerzy
          trzech" rano przed pójsciem do szkól i wlasciwie codziennie Wiktor z
          reszta mogliby ubiec Fryca i umawiac sie tysiac razy.
          Potem niby Pyza pograza sie dalej w uwielbieniu dla fstretnego Fryca
          (fuja, fubrowina!) bo rzekomo widzi gwiezdny pyl i komety wokól jego
          glowy, kiedy ten ja poucza na temat mierzenia odleglosci w kosmosie.
          Taaa wyklad bezdusznego prymusa o astronomii to jest wlasnie to, od
          czego kobiety az skwiercza na wyscigi ;P

          Odnosze nieodparte wrazenie, ze MM pochwala i promuje przede
          wszystkim prymusów, i wystarczy ze chlopak zna sie na matematyce, bo
          to wtedy prawdziwy mienszczyzna (moze wtedy tak mondrze pouczac
          romantyczna i humanistyczna miagwe/smetna firane-prawdziwa
          dziewczyne;)
          Lelujkowie nie sa w takim razie prawdziwymi facetami (mimo groma
          swoich poteznych zalet i przystojnosci) bo o zgrozo, chodza na
          humanistyczna linie w liceum! Nie wytlumacza Pyzie matmy ani chemii,
          ergo nie zakocha sie ona w nich. Finito..

          Nie znosze Imienin, naprawde ;) To jedna z moich ulubionych pet-
          hate, gdyz zawiera:
          1. wrzaski Ignaca nad zmywarka
          2. Nutrie samotna bez dzidziusia
          3. nieznosnego Bernarda wtryniajacego sie we wszystko
          4. Grzesia i Gaby nieudana randka
          5. rzekome uczucia Pyzy do rzekomego Fryca, ukoronowane ZARECZYNAMI
          6. cala reszte tresci ;P
          • onion68 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 11:44
            > Wychodzi na to, ze Pyza jest bezwolnym mieczakiem, galareta, meduza
            > i szmatka do podlogi, bo kto jej kaze pierwszy, za tym pójdzie,

            Lub po prostu... masochistką?
            • anutek115 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 12:45
              Nie, nie masochistką, masochistka LUBI, jak ją się krzywdzi, a Róża niczego nie
              lubi i niczego nie nie lubi (bardzo prosze o wybaczenie mi mojej polszczyzny
              :-)), no, poza lubieniem mienia dzidziusia, który zapełnił jej puste,
              dwudziestodwuletnie ramiona.

              Ona jest tym własnie, co Lezbobimbo pisała z własciwą sobie swadą, i nie
              pierwszy raz przychodzi mi sie z nią zgodzić - już o tym gdzieś wcześniej
              zresztą pisałam, tu nie żadna miłość jest opisywana, Róża jest z tym facetem,
              który ja sobie po prostu wziął. Pal licho, czy Lelujki (których wielbicielką
              zresztą nie jestem) są czy nie są humanistami, oni przede wszystkim zachowuja
              się, jak ludzie powinni się zachowywać - to znaczy pozwalają drugiemu
              człowiekowi dokonać wyboru. Nie "biorą sobie", tylko, kulturalnie, umawiają się,
              pytają, czy im wolno, takie rzeczy. A na to przychodzi troglodyta, który "sobie
              bierze". inna rzecz, że bierze sobie miągwę bez charakteru, w końcu dla niej
              podjęcie decyzji, którego z trzech braci Lelujków by wolała mogłoby się okazać
              ponad siły...
              • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:45
                Może Fryderyk lubi dziewczyny bez charakteru? Takimi może sobie
                rządzić wedle woli.
            • meduza7 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 00:57
              Proszę tu meduzom nie uwłaczać ;)
              A Imienin też nie lubię. Z powodu ogólnej rozlazłości kompozycyjnej i jakiegoś
              dziwnego niedookreślenia postaci i sytuacji.
              • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 20:04
                Wiecie co, nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile z moich pet-hates, czyli
                wybitnych irytacji Jeżycjadowych, występuje właśnie w Imieninach!

                Ta książka to jakiś upiór ohydny, Jeżycjada w krzywym zwierciadle!

                Nawet sam tytuł nigdy mi nie pasował do Jeżycjady
                • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:47
                  Mi się kiedyś podobał wątek Pyzy i Fryca. Ale im się starzeję, tym
                  więcej widzę w tym zgrzytów. Dziwię się sobie, jak człowiek może się
                  zmieniać, a wraz z tym odbiór książek
          • ananke666 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 12:51
            > Taaa wyklad bezdusznego prymusa o astronomii to jest wlasnie to, od
            > czego kobiety az skwiercza na wyscigi ;P

            Ależ kochana. Jeśli ktoś przez parę miesięcy dostawał regularnych drgawek,
            traktował kobietę z wyższością, zwracając się używał wyłącznie nazwiska, po czym
            wstawił gadkę o katalogu uranograficznym, to ona z zachwytu od razu zdejmuje
            majtki przez głowę.
          • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 19:27
            > Cos Ty, w zyciu! Pyza czula na widok Fryca przede wszystkim
            krzywde
            > i rozzalenie, bo ja szykanowal za braki wiedzy przy tablicy!
            Syczal,
            > podskakiwal, przewracal oczyma i wywyzszal sie! Pyza opowiada
            nawet
            > w domu Ignasiowi malemu o wstretnym prymusie Szopenie ;)
            > Czula tez na jego temat zniecierpliwienie, wypominajac w duchu, ze
            > wyglada jak typowy mlodszy brat, bo dopiero niedawno zaczal golic

            Napisałam takiego pięknego posta i zeżarł mi go jakiś wredny skrót
            klawiaturowy:/ Wobec tego, że wenę mi też przy okazji zeżarło, to
            powiem tylko, ze ja odbieram to właśnie całkiem inaczej. Róża we
            Frycu była zakochana po same uszy! Dlatego bez przerwy o nim
            myślała, stale go obserwowała, dlatego też o nim rozmawiała z
            młodszym bratem. Ona po prostu myślała, że Fryc uważa ją za idiotkę
            i stąd udawała sama przed sobą nawet jakąś straszną niechęć do
            niego. Wystarsczyło, że Frycek okazał jej odrobinę sympatii i już
            pofrunęła w jego cherlawe ramiona.

            Stąd też nie dziwi mnie absolutnie entuzjazm dla wykładu o czarnych
            dziurach - Fryc mógł jej zrobić wykład o hodowli trzody chlewnej w
            Wielkopolsce a ona by go słuchała z otwartą buzią.

            A co do Lelujków to nie przesadzajmy - mogli sobie i być obiektywnie
            przystojniejsi i bardziej męscy niż Frycu, ale wiadomo, że jak kto
            zakochany, to inaczej patrzy. W końcu gdyby było inaczej to
            wszystkie baby latałyby za Johnnym Deppem a wszelkie cherlawe
            chudzielce, pryszczaci okularnicy, brzuchate miśki leżałyby
            odłogiem. A nie leżą i to nie tylko z braku Johnny Deppów w okolicy,
            więc dla mnie wątek romansu Frycowo-Pyzowego jest jak najbardziej
            wiarygodny i zgodny z duchem "Jeżycjady" (miłość zwycięża wszystko,
            piękno jest w oku patrzącego, każde brzydkie kaczątko znajdzie swego
            amatora).

            > Nie znosze Imienin, naprawde ;) To jedna z moich ulubionych pet-
            > hate, gdyz zawiera:
            > 1. wrzaski Ignaca nad zmywarka
            > 2. Nutrie samotna bez dzidziusia
            > 3. nieznosnego Bernarda wtryniajacego sie we wszystko
            > 4. Grzesia i Gaby nieudana randka
            > 5. rzekome uczucia Pyzy do rzekomego Fryca, ukoronowane ZARECZYNAMI
            > 6. cala reszte tresci ;P
            >
            Tu się zgodzę ze wszystkim, nawet i z punktem 5, bo jednak te
            ZARECZYNY to była już gruba przesada. "Imieniny" niesamowicie mnie
            irytują - nawet nie wiem, kto najbardziej - Róża, Gaba, Mila,
            Bernard, Ignac, Nutria, Robrojek, zmywarka...?
            • anutek115 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 19:12
              morja13 napisała:
              W końcu gdyby było inaczej to
              > wszystkie baby latałyby za Johnnym Deppem

              Oj, nie wszystkie ;-)), nawet, gdyby w okolicy występowali sami Deppowie ...
              • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 19:53
                Oj no wiem, wiem, metyfora miała być tylko mi średnio wyszła, proszę
                mnie nie łapać za słówka;)
                • anutek115 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 20:02
                  A zaraz srednio, tu sie większość koleżanek z metyforą zgodzi z piesnia na
                  ustach, to ja jestem taka nie do końca typowa ;-))).
                  • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 20:12
                    Hmmm, a ja jak tak się wsłucham w siebie, to właściwie tez bym chyba
                    nie latała. Tzn. uważam go za pięknego mężczyznę, jest taki
                    estetyczny i przyjemny dla oka, ale czegoś w nim mi brak. Może jest
                    ZA piękny po prostu?
                    Za to bym latała za Joaquinem Phoenixem i jego zajęczą wargą na
                    pewno;)
                  • klymenystra Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 09:32
                    No :D
              • ginny22 OT (nie)latający za Deppem 24.01.09, 20:07
                Anutku, czy ja dobrze czytam, że TY byś za Deppem nie latała? :)
                Uuuf, znaczy to, że jest więcej takich dziwnych jak ja.
                • yowah76 Re: OT (nie)latający za Deppem 24.01.09, 21:02
                  Ja bym nie latala. Moze bym sie obejrzala, ale zadnego latania,
                  chociaz go i lubie. Chyba, ze jak w koncu obejrze Todda to mi znowu
                  na czarny charakter padnie, ale powatpiewam. Podobnie nie bierze
                  mnie ani Orlando Bloom ani Viggo Mortensen ani wielu innych. Ani
                  Daniel Craig z odstajacymi uszami...
                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 24.01.09, 21:07
                    A ja nie wiem, czy bym nie latała za Deppem. Nie znam go przecież. Może właśnie
                    bym latała, bo jest fajny facet, inteligentny, wrażliwy, z poczuciem humoru?
                    Szuka ciekawych i nietypowych ról, więc może jest ciekawym i nietypowym
                    człowiekiem?

                    Nie lubię oceniania aktorów jako ludzi na podstawie tego, co piszą o nich w
                    kolorowych pisemkach. Przecież aktor to nie tylko ładna/brzydka buzia na ekranie.
                    • yowah76 Re: OT (nie)latający za Deppem 24.01.09, 21:18
                      OK, nie latalabym za pierwszym wrazeniem po zetknieciu z Deppem ;)
                      Chociaz ponoc pierwsze i tak najwazniejsze, tzn. w ciagu pierwszych
                      sekund czlowiek juz podswiadomie wie, czy ewentualnie moglby dana
                      osobe potraktowac jako partnera czy absolutnie nie, a jesli osobnik
                      pozytywnie przejdzie ta wstepna selekcje to potem sytuacja sie moze
                      rozwinac alibo tez nie...
                    • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 25.01.09, 02:08
                      A ja na pewno bym nie latała, żeby nie wiem jaki świetny był w naturze. Ma
                      zasadniczą wadę - jest zajęty ;p facet zajęty - facet nietykalny. Druga
                      zasadnicza przeszkoda: ja jestem zajęta xD
                      • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 25.01.09, 02:35
                        ananke666 napisała:

                        > A ja na pewno bym nie latała, żeby nie wiem jaki świetny był w naturze. Ma
                        > zasadniczą wadę - jest zajęty ;p facet zajęty - facet nietykalny.

                        Ba, ale latanie nie równa się tykaniu... Można nie tykać, a w duszy latać, że
                        hej! :D
                        • szprota Re: OT (nie)latający za Deppem 25.01.09, 23:57
                          Ja bym polatała. Za demonicznym golibrodą bardzo chętnie bym polatała. A względem nietykalności, to, jak ujęła moja jedna koleżanka, to, że jest się na diecie, nie oznacza, że nie można sobie spojrzeć w menu.
                          • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 00:20
                            No to już zależy, co kto rozumie przez "latanie" ;) poza tym, nie jestem na
                            diecie, mam swój dwunożny zestaw dań xD
                            • szprota Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 00:35
                              Jak wyżej napisano, szło o latanie w myślach. Szpro jest wychowan na książkach L.M.M. i jeśli lata to ukradkiem, dyskretnie i bardzo niewinnie ;)
                              • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 00:48
                                A! Już doczytałam. To ja się przyznam, że mimo dań mogę sobie zasunąć małego
                                drinka. Tylko że za aktorami i inną urodziwą swołoczą myślowo nie latam wcale,
                                najwyżej za kreowanymi postaciami. Johnny Depp mnie w ogóle nie interesuje.
                                Kapitan Sparrow, owszem. Dean Corso albo J.M.Barrie jakoś nie.
                                • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 00:55
                                  > Tylko że za aktorami i inną urodziwą swołoczą myślowo nie latam wcale,
                                  > najwyżej za kreowanymi postaciami.

                                  Otóż to właśnie usiłowałam wyrazić
                                  • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:02
                                    Tłumaczyłam się, że nie doczytałam :) Mnie tam w peruczce nie raził, pod
                                    warunkiem, że się nie odzywał. Głosik mnie ciut drażni. Bezjajeczny zupełnie,
                                    ale wizualnie jako Legolasa mogłam tolerować. Przyznam się zresztą, że znacznie
                                    większą uwagą obdarzyłam... jego ciuchy, broń i ich szczegóły :p
                                    • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:07
                                      Ja nie zmogłam peruczki, tak samo zresztą jak "Agenta Smitha" z Matrixa w roli
                                      Elronda Półelfa... Czytałam Władcę po raz pierwszy w wieku szczenięcym, za
                                      komuny, czyli w pomroce dziejów
                                      • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:09
                                        Weź mi Elronda nie przypominaj, dobra? Hobbits are a virus.
                                        • nikusz Re: OT (nie)latający za Deppem 27.03.09, 17:03
                                          co Ci się nie podoba w Priscilli, królowej elfów?
                                      • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:21
                                        A, i co do elfów wzięłam poprawkę, że choćby nie wiem jak się ekipa starała, z
                                        ludzkich aktorów elfów nie zrobią. Zawsze będą wyglądać jak ucharakteryzowani
                                        ludzie. Z czego Haldir najgorszy, a i Celeborn jakiś taki mięsisty. Udawałam
                                        zatem, że nie widzę.
                                        Za to wcale nie podobała mi się bardzo ładna, ale dość przaśna Eowina, wcale a
                                        wcale niepodobna do chłodnej piękności...
                                        • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:39
                                          No mogli ich chociaż dokładnie ogolić :( Te niebieskie ślady zarostu u
                                          każdziusieńkiego elfiego blondyna... Bożesz ty mój.
                                        • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 01:41
                                          A za to Kate Blanchett jako Galadriela była przecież całkiem nieźle zrobiona!
                                          Więc jak widać
                                        • morja13 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 10:22
                                          > A, i co do elfów wzięłam poprawkę, że choćby nie wiem jak się
                                          ekipa starała, z
                                          > ludzkich aktorów elfów nie zrobią. Zawsze będą wyglądać jak
                                          ucharakteryzowani
                                          > ludzie.

                                          100% racji! Daltego ja do Władcy jakoś sentymentu nie mam. Wszystko
                                          mogę znieść, ale moje ulubione elfy w takiej postaci...jakoś mi
                                          przykro było patrzeć.
                                          • ananke666 Re: OT (nie)latający za Deppem 26.01.09, 10:47
                                            > 100% racji! Daltego ja do Władcy jakoś sentymentu nie mam. Wszystko
                                            > mogę znieść, ale moje ulubione elfy w takiej postaci...jakoś mi
                                            > przykro było patrzeć.

                                            A ja z tych samych powodów sentyment mam. Za to, że zrobili, co się dało.
                                            • sowca Re: OT (nie)latający za Deppem 08.03.09, 22:46
                                              Aaaa!!!!!!Co to za herezje na moim ukochanym forum? Elfowie w LOTR
                                              są fantastyczni, tak fantastyczni, jak tylko to możliwe! Lepiej nie
                                              dałoby rady ich zrobić. Moim zdaniem wypadli świetnie, wszyscy,
                                              począwszy od Legolasa, przez cudowną Galadriel, Elronda, aż do
                                              mojego ulubieńca - Haldira. Jedyny elf, któremu mam coś do
                                              zarzucenia, to Arwena - elfy były smukłe i zwinne, a nie baby z
                                              wielkim biustem, na pewnoż tym biustem nie epatowały, nie miały rąk
                                              jak łopaty, nie nosiły ubrań czerwonych ani granatowych i nie
                                              przyjmuję wyjaśnień kostiumografki, że "akurat typowa dla elfów
                                              paleta barw nie pasuje do Liv".... Skoro nie pasuje, tzn. że Liv do
                                              tej roli nie pasuje, to jasne jak slońce na niebie. No, ale ja tutaj
                                              elfów i w ogole całego filmu będę bronić własną, choć wątłą piersią!
                                              • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 08.03.09, 23:28
                                                Oh, bo Haldir i Galadriela są najlepsi:)
                                                W ogóle Blanchett jest genialna.
                                                A cóż ma począć nieszczęsny Bloom, że wygląda jak budyń z soczkiem? Mnie go żal
                                                po prostu.
                                              • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 07:53
                                                Ja nie przepadam za wymoczkowatym Bloomem, ale jakos pasowal mi do tej roli. Z
                                                Liv sie zgadzam, tez mi to zgrzytalo. Ale dla mnie najgorszy byl Haldir- jedyny
                                                elf z nadwaga:). No i wolalabym Bowiego zamiast agenta Smitha w roli Elronda;-)
                                                • anutek115 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 10:08
                                                  dakota77 napisała:

                                                  > Ja nie przepadam za wymoczkowatym Bloomem, ale jakos pasowal mi do tej roli.
                                                  Mnie niespecjalnie, ale jak się nie ma co się lubi...

                                                  >Z Liv sie zgadzam, tez mi to zgrzytalo.

                                                  Mnie niespecjalnie ;-), może duża, może z biustem, ale przynajmniej ładna.

                                                  Ale dla mnie najgorszy byl Haldir- jedyny
                                                  > elf z nadwaga:).

                                                  TAK JEST!!!!

                                                  No i wolalabym Bowiego zamiast agenta Smitha w roli Elronda;-)

                                                  WOLAŁABYM KOGOKOLWIEK. Liv może duża, może biusciasta, może jej w elfich
                                                  kolorach nie teges. Ale, jak wspomniałam, przynajmniej ładna,a, co robić, uroda
                                                  to cecha wyróżniająca elfy pośród wszystkich innych gatunków. Elrond jest
                                                  skrzywiony, pomarszczony, oględnie mówiąc mało urodziwy, przyciężki... porażka.
                                                  Pal licho agenta Smitha (ja tam nie zauważyłam, że to on, Matrixa wyparłam), ale
                                                  mnie zaangażowanie go kojarzy się z wspominanym tu gdzie indziej zaangażowaniem
                                                  Zamachowskiego do roli Jaskra, by zwiększyć oglądalność.

                                                  Ostatnio z mężem doszlismy do wniosku, że on nam po prostu psuje odbiór. Nawet
                                                  bardziej niż Aragorn... Po prostu najbardziej z całej obsady.
                                                  • ewaty Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 10:14

                                                    >
                                                    > No i wolalabym Bowiego zamiast agenta Smitha w roli Elronda;-)
                                                    >
                                                    > WOLAŁABYM KOGOKOLWIEK. Liv może duża, może biusciasta, może jej w elfich
                                                    > kolorach nie teges. Ale, jak wspomniałam, przynajmniej ładna,a, co robić, uroda
                                                    > to cecha wyróżniająca elfy pośród wszystkich innych gatunków. Elrond jest
                                                    > skrzywiony, pomarszczony, oględnie mówiąc mało urodziwy, przyciężki... porażka.
                                                    > Pal licho agenta Smitha (ja tam nie zauważyłam, że to on, Matrixa wyparłam), al
                                                    > e
                                                    > mnie zaangażowanie go kojarzy się z wspominanym tu gdzie indziej zaangażowaniem
                                                    > Zamachowskiego do roli Jaskra, by zwiększyć oglądalność.
                                                    >
                                                    > Ostatnio z mężem doszlismy do wniosku, że on nam po prostu psuje odbiór. Nawet
                                                    > bardziej niż Aragorn... Po prostu najbardziej z całej obsady.
                                                    >


                                                    A w oryginale Arwena miała być podobna jak dwie krople wody do ojca, jakby była
                                                    jego żeńską wersją...
                                                    Poza tym nie akceptuję szpiczastych uszu u elfów.
                                                  • anutek115 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 10:52
                                                    ewaty napisała:

                                                    >
                                                    > A w oryginale Arwena miała być podobna jak dwie krople wody do ojca, jakby była
                                                    > jego żeńską wersją...

                                                    No to faktycznie, reżyser utrafił :-/...

                                                    > Poza tym nie akceptuję szpiczastych uszu u elfów.

                                                    No bo moim zdaniem wszyscy "filmujący" elfy popadaja w przesadę. Moze elfy miały
                                                    po prostu lekko wyciągniete ku górze uszka, ale jak szaleć to szaleć i filmowcy
                                                    zawsze dolepiaja biednym aktorom GIGANTYCZNE małżowiny uszne, które szpecą nad
                                                    podziw te przepiekną, nieprawda, rasę.
                                                  • melmire Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:13
                                                    W ogole Arwena to pomylka, wymyslili sobie Arwene, wojownicza ksiezniczke bo im
                                                    kobiet brakowalo, grrrrrr.
                                                    I pamietam wywiad z Liv, juz po nakreceniu czy w trakcie, gdzie mowila ze ona
                                                    tej ksiazki nigdy nie czytala. Placa jej ciezkie miliony, ale nie tyle zeby
                                                    zechcialo sie jej przeczytac ksiazke na podstawie ktorej napisany jest
                                                    scenariusz, no ludzie! I dlatego wedlug niej elfy poruszaja sie ciezko i
                                                    dystyngowanie, wypisz wymaluj Legolas biegajacy po sniegu.
                                                  • anutek115 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:30
                                                    Żeby nie było, Viggo Mortenstern tez się przyznał, że nie czytał, albo raczej
                                                    czytał w samolocie na Nową Zelandie, hm.

                                                    Jak w buzię dał, nasze "gwiazdy", które nie czytały Sapkowskiego i były
                                                    zdumione, że wybuchł bunt na wieść o ich zatrudnieniu, no bo jak to, tyle osób
                                                    zna te książki?...
                                                  • melmire Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:37
                                                    Jako rezyser wywalilabym na zbity pysk :) A potem pisza "ah, cudowna
                                                    interpretacja!" jaka, kurde, intrepretacja jak aktor wie tyle o postaci ile bylo
                                                    w scenariuszu?
                                                  • the_dzidka Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:40
                                                    Heh, i znowu offowanie w kierunku, w którym nie mam nic do
                                                    powiedzenia. Czy wiecie, jak to źle robi na psyche? ;-))))))
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:44
                                                    Nieladnie, nieladnie, biora ciezkie pieniadze za role, a nie chca poznac
                                                    ksiazki, ech.
                                                  • melmire Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 11:48
                                                    Gorzej, oni nawet nie wiedza o jej istnieniu. A ani "Wladca pierscieni" ani
                                                    "Trzej muszkieterowie" (bo i takiego aktora znam) nie sa to dziela niszowe o
                                                    ktorych slyszal ulamek procenta zachodniego swiata.
                                                    Ja na ten przyklad nie czytalam "Anny Kareniny" ale WIEM ze istnieje, i gdybym
                                                    miala w filmie o tym tytula grac to bym ja przeczytala, zeby nie wyjsc na glupa.
                                                  • paszczakowna1 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 12:12
                                                    > Gorzej, oni nawet nie wiedza o jej istnieniu. A ani "Wladca pierscieni" ani
                                                    > "Trzej muszkieterowie" (bo i takiego aktora znam) nie sa to dziela niszowe o
                                                    > ktorych slyszal ulamek procenta zachodniego swiata.

                                                    Jedyny aktor grający w WP, który znał książkę (i to dobrze) przed przyjęciem
                                                    roli to C. Lee grający Sarumana. No i go pokarało - w 1-szym i 2-gim filmie
                                                    rozdęli postać do przesady, żeby w trzecim nagle i niespodziewanie wykreślić ze
                                                    scenariusza. Może się za bardzo awanturował...

                                                    Zresztą, może i lepiej że nie znali. Rolę Denethora każdy poważny aktor
                                                    przyjąłby na podstawie lektury książki z pocałowaniem ręki, a jakby zobaczył, co
                                                    mu przyszło grać, chyba udusiłby, w kolejności, scenarzystę, reżysera i swojego
                                                    agenta.

                                                    Ale muszę się tu ująć za filmowym Elrondem. Ja po obejrzeniu 'Drużyny
                                                    Pierścienia' dostałam na jego punkcie ciężkiego ataku (wirtualnego) latania.
                                                    Podobał mi się i jako mężczyzna (i to jak!), i jako wizja Elronda (który,
                                                    pamiętajmy, 'został' elfem w wieku coś pięćdziesięciu lat, i mieszane
                                                    dziedzictwo powinno być po nim widać). Ale ja jestem jedną z nielicznych osób,
                                                    która 'Matrix' obejrzała po WP, więc nie miałam kontaminacji.
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 14:15
                                                    Eh, Bowie może być w każdej roli :D chociaż nie powiem, żeby był genialnym
                                                    aktorem, ale jestem w stanie wybaczyć mu chyba wszystko:)
                                                    Co do Elfa "jak się patrzy", to postanowiłam ostatnio zaryzykować i zobaczyć
                                                    "Hellboya II" /co prawda bez pojęcia o czym to/ ale przyznam, że zrobiła na mnie
                                                    wrażenie postać księcia elfów - Nuada mu było bodaj i zdecydowanie nie jest to
                                                    gładkolicy milas /pokręcona postać jak lubię/ :D
                                                    Co do Sarumana, pozwolę sobie powiedzieć, że występuje w III, ale w wersji
                                                    rozszerzonej, gdzie ginie z ręki mojego ulubieńca Grimy sponiewieranego.
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 14:44
                                                    Otoz to, nie chodiz o to, czy jest dobrym aktorem:)
                                                    Hellboya uwielbiam, druga czesc jest po prostu genialna. A elfy naprawde
                                                    ciekawie zrobione, na mnie tez ksiaze zrobil wrazenie.
                                                  • idomeneo Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 23:45
                                                    "Hellboy II" tak, ale jednak Guillermo del Toro to dla mnie przede wszystkim
                                                    reżyser "Labiryntu fauna".

                                                    A wiecie, ze to del Toro będzie reżyserował obie części Hobbita, zaplanowane na
                                                    2012 rok (Peter Jackson jest wymieniany tylko jako współproducent i współautor
                                                    scenariusza)? Jest więc pewna szansa na elfy w stylu księcia Nuady ;)
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 00:08
                                                    Wiemy i czekamy, co z tego wyjdzie:). Ale mysle, ze wlasciwie wybrali rezysera,
                                                    ma facet wyobraznie:)
                                                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 17:24
                                                    > Jest więc pewna szansa na elfy w stylu księcia Nuady ;)

                                                    Elfy w Hobbicie MUSZA być inne, niż te eteryczne zjawiska z Władcy
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 19:39
                                                    Oj Del Toro na pewno nie użyje cudzej stylistyki, sam jest odpowiednio dobrze
                                                    pokręcony:) a jak jeszcze Mike Mignola się w to włączy, kto wie co to będzie:D
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:08
                                                    No ale chyba nie mozemy oczekiwac, ze Mignola wezmie sie za Hobbita?:)
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:23
                                                    Pewnie nie, ale kto wie. Del Toro mógłby go jakoś wciągnąć, chociaż i bez tego
                                                    jestem spokojna, że sobie poradzi jako, że "wizji" temu facetowi nie brak.
                                                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:29
                                                    > jestem spokojna, że sobie poradzi jako, że "wizji" temu facetowi nie brak.

                                                    Ja właśnie jestem niespokojna, bo przerażają mnie reżyserowie, którzy swoją
                                                    "wizję" stawiają ponad wszystko, a już szczególnie ponad klimat książki... Dodać
                                                    jeszcze trzeba producentów i wytwórnię
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:34
                                                    Wiesz, Nessie, mam podobne odczucia. Przede wszystkim co do tego, ze producenci
                                                    beda za wszelka cene chcieli z tego zrobic film podobny do LOTR, choc przeciez
                                                    Hobbit jest ksiazka zupelnie inna. Przeciez najwazniejsze sa dla nich zyski, a
                                                    taki towar sprzeda sie na pewno. Co do Del Toro, zachwyca mnie jego wyobraznia,
                                                    i to moze dawac nadzieje na ciekawy film, z drugiej strony tez nieco sie boje,
                                                    ze moze go nieco poniesc:-). Ciekawa jestem, co z tego wyjdzie, szkoda, ze
                                                    projekt sie opoznia, jakos niedawno przesuneli termin rozpoczecvia zdjec.
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:50
                                                    Mmm, ja bym się tu nie spodziewała "rzeczywistego" Hobbita. Pisać scenariusz
                                                    będzie ekipa od scenariusza LOTR. Na dodatek pewnie przyda się, żeby to jakoś
                                                    połączyć z tzw Hobbitem II, który jest "pomiędzy" LOTR, a Hobbitem. Słowem, ja
                                                    czekam co oni z tego zrobią i ucieszę się jeśli nie będzie zbyt wierne książce:)
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:56
                                                    Na pewno sie bedzie zbyt wierne skoro musza dopisac jedna czesc, w samej ksiazce
                                                    byla masa luk. No i wlasciwie w zaden sposob nie laczyla sie z LOTR, a teraz
                                                    musza juz ten swiat skleic w spojna calosc.
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 20:31
                                                    Najpierw chyba musieliby mu zlecic narysowanie komiksowego Hobbita;). W koncu
                                                    wspolpracowal z Del Toro z racji bycia autorem dziela, z esie tak wyraze, tu
                                                    mialny mniejszy punkt zaczepienia. Ale nie twierdze, ze mialabym cos przeciwko
                                                    zaprzegnieciu wyobrazni Mignoli do pracy przy tym filmie.
                                                  • idomeneo Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 23:51
                                                    Cytatwushum napisała:

                                                    Bowie może być w każdej roli


                                                    święte słowa
                                                  • kaliope3 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 07:33
                                                    idomeneo napisała:

                                                    > Cytatwushum napisała:
                                                    >
                                                    > Bowie może być w każdej roli

                                                    >
                                                    > święte słowa

                                                    Gorąco popieram!
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 12:35
                                                    :D to jest nas więcej
                                                  • yowah76 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 21:31
                                                    A Elrond, tak, tak, jako jedyny z elfow. Ale ja mam w ogole
                                                    sklonnosc do dojrzalych panow raczej a nie wymieklych i bladych
                                                    Bloomow (co to za nazwisko dla chlopa w ogole...) a Huga Weavinga
                                                    zauwazylam juz nawet wczesniej. W "Priscilli", bo "Matrixa" nie
                                                    widzialam.
                                                  • sowca Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 23:20
                                                    O nie, o nie.
                                                    Po pierwsze, wybaczcie, że sie tak wymądrzam, ale LOTR znam na
                                                    pamięć, czcę od lat i uwielbiam (tak ksiązki, jak i filmy), i
                                                    przeczytałam z pewnością coś około 90% wywiadów z aktorami oraz
                                                    wszelkiego rodzaju publikacji odnosnie kręcenia filmu (włączając w
                                                    to potwornie drogie albumy o tworzeniu filmu, za które płaciłam
                                                    drżącą ręką), kręciłam nawet ze znajomymi parodię LOTR, również moja
                                                    prezentacja maturalna dotyczyła LOTR, więc niejako czuję się w tej
                                                    dziedzinie ekspertem. Po drugie, absolutnie nieprawdziwa jets
                                                    pogłoska, jakoby ekipa nie przeczytała ksiązki! Jedynie Liv Tyler
                                                    tego nie uczyniła. Ale cala reszta - Ian McKellen, Elijah Wood,
                                                    Orlando Bloom, Cate Blanchett, Hugo Weaving i inni aktorzy czytali.
                                                    Absolutnym rekordem w tej dziedzinie jest Viggo Mortensen, który
                                                    przeczytał wszystkie trzy części wielokrotnie i regularnie
                                                    dostarczał Jacksonowi sterty własnych notatek, refleksji odnośnie
                                                    książki i tak dalej. Mało tego - większość obsady opanowała nawet
                                                    elfickie zwroty występujące i w książce, i filmie, do tego stopnia,
                                                    że podstawowych zwrotów używali nawet statyści, kierowcy oraz tym
                                                    podobne osoby. Dlatego bardzo proszę, nie róbcie z tych aktorów
                                                    idiotów, zwłaszcza że - moim skromnym zdaniem - obsada jest
                                                    największym plusem (no, jednym z największych plusów) całego filmu.
                                                    A drobiazgowośc przygotowań do niego świadczy o tym, że włożono w
                                                    ten film nie tylko kasę, ale i serce.
                                                    Po trzecie, jeśli chodzi o Hugo Weavinga, to moim zdaniem spisał się
                                                    w swojej roli genialnie. Nie jest tak piękny, jak być powinien, ale
                                                    nie zapominajmy, że był półelfem, a nie elfem czystej krwi - stąd
                                                    wyraźne różnice między wyglądem jego a np. Legolasa. Ale ja
                                                    osobiście uważam, że nadawał się do tej roli i spełnił się w niej
                                                    znakomicie. Wyglądał szlachetnie, mądrze, dostojnie, godnie - jak
                                                    władca elfów wyglądać powinien. Po czwarte, Haldir - gdzie on miał
                                                    nadwagę? Może wyglądał tak ze względu na zbroję? Jako żywo, nie
                                                    pamiętam, żeby Craig Parker wyglądał na elfa z nadwagą! Notabene,
                                                    śmierć Haldira - jedna z najbardziej wzruszających scen drugiej
                                                    części.
                                                    Po piąte - zgadzam się z tym, co napisał ktoś wyżej odnośnie tego,
                                                    że uczyniono z Arweny wojowniczą księżniczkę, bo brakowało postaci
                                                    kobiecych. Były nawet plany, aby to Arwena, a nie Haldir,
                                                    przyprowadziła elfów do Helmowego Jaru, ale na szczęście kiedy ta
                                                    wiadomośc przeciekła do mediów, fani się zbuntowali i Jackson
                                                    zrezygnował z idiotycznego pomysłu. Nadal uważam jednak koncepcję
                                                    postaci Arweny na nietrafioną, doklejoną na siłę, a do tego fatalnie
                                                    zagraną przez zupełnie niepasującą do tej roli Liv Tyler. To jeden z
                                                    bardzo nielicznych minusów, który widzę nawet ja, ortodoksyjna fanka
                                                    LOTR :P
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 23:34
                                                    Haldir nie mial na twarzy zbroi, wiec ten argument odpada:). Mial kompletnie
                                                    rozlany owal twarzy, wybacz, ale elfy tak nie wygladaja.
                                                    Ja tez od dziecinstwa wielbie wszytsko Tolkiena, ale powiem szczerze, ze od
                                                    jakiegos czasu mam faze przesytu. Triszke mnie drazni posagowosc i
                                                    "czarno-bialosc" postaci LOTR.
                                                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:35
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Triszke mnie drazni posagowosc i
                                                    > "czarno-bialosc" postaci LOTR.

                                                    No, bo taka jest konwencja gatunku! Zauważ, że Tolkien nie pisał żadnej
                                                    "fantasy", jego zamiarem było napisanie nowej mitologii. I tak jak np. w mitach
                                                    arturiańskich, postaci spełniają wyznaczone sobie role Poszukiwacza, Doradcy,
                                                    Strażnika, Kusiciela, Przeciwnika, Wiernego Pomocnika itepe, itede.

                                                    Pewnie, że zmitologizowana i
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:51
                                                    Alez oczywiscie, to basn, nie fantasy. Ja te ksiazke uwielbiam, nie wiem ile
                                                    razy ja przeczytalam, i po polsku, i w oryginale. Kiedys bylam prawdziwa
                                                    ekspertka od wszelkich zagadnien swiata LOTR;-). Ale, choc wciaz zaliczam LOTR
                                                    do moich ulubionych ksiazek, od jakiegos czasu nie robie powtorek, na razie
                                                    starczy. Za to jak na razie wciaz nie znudzilo mi sie wrcanie-i tez nie wiem po
                                                    raz ktory juz- do "Pamiec, Smitek i Ciern" Tada Williamsa, tez epopeja fantasy,
                                                    ale postacie wcale nie czarno-biale, no i jedyny Dark Lord with a cause:)
                                                  • paszczakowna1 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 22:10
                                                    > dziedzinie ekspertem. Po drugie, absolutnie nieprawdziwa jets
                                                    > pogłoska, jakoby ekipa nie przeczytała ksiązki! Jedynie Liv Tyler
                                                    > tego nie uczyniła. Ale cala reszta - Ian McKellen, Elijah Wood,
                                                    > Orlando Bloom, Cate Blanchett, Hugo Weaving i inni aktorzy czytali.

                                                    W trakcie, nie przed. Nie jestem specjalną znawczynią spraw filmu (bo nie
                                                    przepadam - pierwszy mi się podobał, drugi niezbyt, trzeci wcale), ale to, że
                                                    tylko Christopher Lee czytał Tolkiena przed przyjęciem roli, wydaje mi się
                                                    informacja dobrze ugruntowaną.

                                                    > idiotów, zwłaszcza że - moim skromnym zdaniem - obsada jest
                                                    > największym plusem (no, jednym z największych plusów) całego filmu.

                                                    Obsada była w porządku. Mam zastrzeżenia do Liz Tyler (rola Arweny wymagała
                                                    dojrzałej aktorki), ale to w sumie drobiazg.

                                                    > A drobiazgowośc przygotowań do niego świadczy o tym, że włożono w
                                                    > ten film nie tylko kasę, ale i serce.

                                                    Niewątpliwie. Detale są imponujące (jak khuzdulskie inskrypcje w Morii, na
                                                    ekranie przez ułamek sekundy). Szkoda tylko, że ważniejsze rzeczy (jak
                                                    przesłanie książki) diabli wzięli...
                                                  • sowca Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 22:24
                                                    O ile wiem, część ekipy przeczytała książkę wcześniej. Zresztą,
                                                    jakie to ma znaczenie? Przeczytali i to się liczy.
                                                    Paszczakówna, a widziałaś może reżyserską wersję trzeciej części?
                                                    Mam wrażenie, że tam to przesłanie jest bardziej czytelne. Co to
                                                    czarno - białych postaci, to wydaje mi się, że jest to zgodne z
                                                    konwencją książek fantasy, ale i tak to skontrastowanie nie wydaje
                                                    mi się bardzo szczególne. Najwyraźniej widać to na przykładzie
                                                    Froda, który jednak poddaje się wpływowi Pierścienia i w ostatniej
                                                    chwili zawodzi. Podobnie i Boromir - jak go osądzić? Postać zła czy
                                                    dobra? A Galadriel - i ona pożądała Pierścienia. Denethor, Saruman,
                                                    Theoden, to nie są bohaterowie czarni ani biali.
                                                    Haldir, IMHO, nie ma nalanej twarzy ;)
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:01
                                                    No to niech bedzie, ze jest rownomiernie gruby:). Nie moja wizja elfa.
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:12
                                                    Oj zaraz "gruby"...on jest tego...mmm...mniej kanciasty po prostu...elf obły... ;P
                                                    Poza tym, ma tą zimną wyniosłość w sobie.
                                                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:19
                                                    wushum napisała:

                                                    > elf obły...

                                                    RANY BOSKIE :D :D :D :D

                                                    Ktoś powinien wydać "Dzieła zebrane FMM" z ostrzeżeniem, żeby nie czytać przy
                                                    jedzeniu, bo grozi śmiercią lub kalectwem :)
                                                  • lezbobimbo Re: OT (nie)latający za Deppem 04.04.09, 14:23
                                                    nessie-jp napisała:
                                                    > > wushum napisała:
                                                    > > elf obły...
                                                    > RANY BOSKIE :D :D :D :D
                                                    > Ktoś powinien wydać "Dzieła zebrane FMM" z ostrzeżeniem, żeby nie czytać przy
                                                    > jedzeniu, bo grozi śmiercią lub kalectwem :)

                                                    TAK!! Popieram te czarowna idee! Chce miec to wydane na papiórze kredowym i
                                                    obszyte falszywa skórka!
                                                    Moze na poczatek zalozymy speszal watek i przyszpilim go u góry forum? Na
                                                    pierwszy ogien spierw i elf obly :))))
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 10.03.09, 23:20
                                                    Ja nie narzekam na postac, tylko na decyzje castingowe;-)
                                                  • paszczakowna1 Re: OT (nie)latający za Deppem 11.03.09, 00:49
                                                    > O ile wiem, część ekipy przeczytała książkę wcześniej. Zresztą,
                                                    > jakie to ma znaczenie? Przeczytali i to się liczy.

                                                    Żadnego, ja tylko dla porządku.

                                                    > Paszczakówna, a widziałaś może reżyserską wersję trzeciej części?

                                                    Nie. Ja jestem człowiek prosty, i uważam, że to co widziałam w kinie, jest
                                                    dziełem reżysera. Nie gremliny wycięły z trzeciej części Sarumana i wątek
                                                    Eowiny, tylko Jackson. (I nie gremliny nakręciły siedem zakończeń jedno po
                                                    drugim, i nie gremliny zrobiły teleportującego się Elronda.)

                                                    A jeśli Jacksonowi brakowało czasu na odpowiednie rozwinięcie akcji, sam sobie
                                                    tego piwa nawarzył. Trzeba było nie cudować, i zrobić wątek z Szelobą w drugiej
                                                    części, jak Tolkien przykazał. (Kosztem obecnych tam różnych różności, może i
                                                    ozdobnych, ale nijak nie posuwających akcji naprzód.) Zyskało by się eleganckie
                                                    zamknięcie wątku Golluma w części drugiej (reanimowanego w trzeciej części na
                                                    siłę tym prologiem ni w pięć nie w dziewięć), piękny cliffhanger na koniec
                                                    drugiej części, i dużo czasu w trzeciej. Z czysto reżyserskiego punktu widzenia
                                                    uważam przerzucenie Szeloby do części trzeciej za największy błąd.

                                                    > Mam wrażenie, że tam to przesłanie jest bardziej czytelne.

                                                    Nie sądzę. Moją główną pretensją w tym względzie jest strywializowanie
                                                    przedstawiają zła w WP. W filmie Saruman i Sauron są źli, bo orkowie zabijają
                                                    ludzi. W oryginale Saruman i Sauron są źli przede wszystkim dlatego, bo pod ich
                                                    wpływem ludzie stają się podobni do orków. Nie przypuszczam, by obszerniejsza
                                                    wersja coś tu polepszyła. (A to co czytałam na jej temat - i.e. Aragorn
                                                    zabijający posła - raczej sklania mnie do przypuszczeń, że wręcz odwrotnie.)
                                                  • melmire Re: OT (nie)latający za Deppem 12.03.09, 22:14
                                                    Aragorn zabil posla???? (zabil, sprawdzilam w necie)
                                                    I TO ma byc dobry film???? Wierna ekranizacja?
                                                    Zeby jeszcze scene z poslem pomineli, ale nie, SWIADOMIE ja zmienili, i po co?
                                                    Krol Gondoru, szlachetny, dobry zabija parlamentariusza? na oczach swojej armii?
                                                  • wushum Re: OT (nie)latający za Deppem 12.03.09, 22:36
                                                    Wierna to ona /znaczy ekranizacja/ nigdy nie była...i chyba nie zamierzała. Ale
                                                    ja tam wolę Aragorna, który jak dla mnie, w filmie ma dużo pokory w sobie, niż
                                                    nadętego faceta - jak go "odebrałam" w książce. Być może mam skrzywiony gust:)
                                                    bo lubię kiedy scenariusz nie jest zbyt wierny książce /np "Ziemia obiecana" wg
                                                    mnie bardzo dobrze na tym wyszła/.
                                                  • sowca Re: OT (nie)latający za Deppem 13.03.09, 22:20
                                                    Przyznaję bez bicia, że sceny z posłem nie kojarzę... Ale moim
                                                    zdaniem ekranizacja LOTR była i tak bardzo zgodna z literackim
                                                    pierwowzorem - musiała być hollywoodzka (patrz: rozwinięty wątek
                                                    Arwen),ale jak na hollywoodzka megaprodukcję była dziełem genialnym.
                                                    Zgadzam się co do wątku Szeloby - zdecydowanie powinna być w drugiej
                                                    części. Powinien być też wątek Froda uwypuklony bardziej niż walka w
                                                    Helmowym Jarze, będąca tak napradwę momentem kulminacyjnym drugiej
                                                    części. Niemniej jednak, fanką filmu jestem i pozostanę, bo
                                                    adaptacja pomnikowej wręcz epopei była bardzo trudnym zadaniem i
                                                    pełna jestem podziwu dla Jacksona, że dał radę.
                                                  • paszczakowna1 Re: OT (nie)latający za Deppem 14.03.09, 00:31
                                                    > Przyznaję bez bicia, że sceny z posłem nie kojarzę... Ale moim
                                                    > zdaniem ekranizacja LOTR była i tak bardzo zgodna z literackim
                                                    > pierwowzorem - musiała być hollywoodzka (patrz: rozwinięty wątek
                                                    > Arwen),

                                                    Ja się akurat Arweny nie czepiam (z wyjątkiem tego nagłego a niespodziewanego
                                                    umierania w cz. 3 w stylu wiktoriańskiego romansidła). W książce wątek Arweny
                                                    jest nader rachityczny z prostego powodu - ona była bardzo późnym dodatkiem do
                                                    praktycznie gotowego już dzieła. Faktycznie trzeba było coś z tym zrobić.

                                                    Ja w ogóle nie mam pretensji o zmiany, nawet drastyczne (dla mnie osobiście ten
                                                    zgorzkniały i cyniczny Elrond był w pełni akceptowalny, acz lata świetlne
                                                    odległy od oryginału, a ze zmiany w charakterystyce Faramira nawet się
                                                    ucieszyłam, bo nie trawię typa), jeśli tylko zachowują ducha książki i mają sens
                                                    i wewnętrzną spójność. No i dobry smak. I ze względu na ten ostatni nie jestem w
                                                    stanie przełknąć filmowego Gimlego, który zatruł mi kompletnie część drugą.
                                                    (Część pierwszą zatruwał mi Merry Brandybuck, na szczęście w znacznie mniejszym
                                                    stopniu.)

                                                    No a cześć trzecia była jak na mój gust po prostu bez sensu. Poszłam na nią bez
                                                    wielkich nadziei, zainteresowana tylko a) kreacją Denethora (IMO potencjalnie
                                                    najlepsza role WP, a Boromira 'my father is good man' w cz 1 mnie mocno
                                                    zainteresowało), b) rozwiązaniem wątku Sarumana, skoro 'Porządki w Shire'
                                                    wyleciały. No i możesz sobie wyobrazić moją reakcje po filmie. A poza tym robiło
                                                    to wszystko wrażenie montażu na chybcika.

                                                    Ale w ogóle, to gdy się porówna np. z Narnią czy Harrym Potterem, to ekranizacja
                                                    była wcale niezła. Tyle że przy takich środkach mogła być znakomita, gdyby nie
                                                    scenariusz i dialogi (w sumie rzeczy najtańsze).
                                                  • nessie-jp Re: OT (nie)latający za Deppem 14.03.09, 16:32
                                                    Cytat i wewnętrzną spójność. No i dobry smak. I ze względu na ten ostatni nie
                                                    jestem w stanie przełknąć filmowego Gimlego, który zatruł mi kompletnie część
                                                    drugą.


                                                    Nawet mi nie wspominaj o Gimlim :( Tak koszmarnego zarżnięcia postaci to chyba
                                                    jeszcze nie widziałam. Dlatego zresztą nie oglądałam w ogóle części trzeciej --
                                                    nie zainteresowała mnie. Uznałam, że szkoda nerwów. Ładne to wszystko i
                                                    kolorowe, tylko głupie jak cholera :(
                                                  • dakota77 Re: OT (nie)latający za Deppem 14.03.09, 07:55
                                                    Moge sie pod tym podpisac. Film mial swoje wady, ale podziwiam Jacksona, ze
                                                    podjal sie nad nim pracy i ze naprawde sobie z tym poradzil:)
                                                  • yowah76 Re: OT (nie)latający za Deppem 09.03.09, 21:34
                                                    Pomylką to bylo wsadzenie Arweny na przyciezkawego andaluza w scenie
                                                    ucieczki;) galopuje sobie ten konik zawziecie ale nie za szybko,
                                                    widac, z wysoka akcja przodu, a za nim gonia te scigacze i dogonic
                                                    nie moga;) To jakby bohater garbusem przed porsche uciekal...
              • mama_kotula Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 00:33
                Cytatanutek115 napisała:

                > morja13 napisała:
                > W końcu gdyby było inaczej to
                > > wszystkie baby latałyby za Johnnym Deppem
                >
                > Oj, nie wszystkie ;-)), nawet, gdyby w okolicy występowali sami Deppowie ...


                Moja córka lata i sika w gatki na jego widok.
                Córka lat 4,5.
                Jednakże ta fascynacja dotyczy jedynie Deppa w roli niejakiego Willy'ego Wonki. Przy czym córka kiedyś wyznała, iż fascynacja wypływa z faktu, iż Johnny Depp "wygląda zupełnie jak pani Edytka od angielskiego".
                To taki offtopic, skojarzyło mi się :).
                • klymenystra Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 09:36
                  Nie, nie, blagam xD

                  Ja sie juz nie moge doczekac pieknego Johnnego w roli Kapelusznika... Genialny
                  pomysl, obawiam sie, ze zdominuje caly film i zepchnie Alicje, Krolowa i
                  Tygrysia Lilie gdzies w bok :)
                  • szprota Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 12:39
                    Też się nie mogę...! Byle do (przyszłej) wiosny!
                • anutek115 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 10:26
                  Pozdrowienia dla córki :-))). Coś w tej "pani od angielskiego" byc musi,
                  podejrzewam, że to jeden z powodów, dla których ja za Deppem bym nie latała jednak.

                  No, ale Wonka wymiata :-)))).
          • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:43
            Też to tak odebrałam.
            Co do Pyzy, to ja ją odbieram jako kobietę, która zrobi wszystko,
            żeby być z _kimkolwiek_. Fryc był konkretniejszy w staraniach,
            dlatego wygrał. Jej chodziło o to żeby nie być sama, bo to by było
            straszne.
        • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:32
          Z tego co pamiętam, Róża uważała Fryca za jednego z podśmiewających
          się z niej przemądrzałych uczniów. Nie widzę w tym uczucia, ale może
          za płytka jestem :P
    • mmaupa Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 22.01.09, 19:14
      W dodatku mamy tu ciekawe odwrócenie motywu z "Opium",
      > kiedy to sympatyczny, lecz brzydki Jacek przegrał z pięknym Maćkiem.

      Niestety odwrocenie motywu zupelnie nie w te strone, w ktora trzeba -
      symaptyczni i piekni Lelujkowie przegrali z brzydkim bucem Frycem.
      • yowah76 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 00:56
        Bo ja wiem czy on jest brzydki, moze nie, tylko mdly i bez jaj. Moze
        niektorym sie podoba takie niemeski typ.
        • tygrys2112 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:57
          Nie wiem czy niemęski - jak dla mnie właśnie to on jest
          stereotypowym facetem - zimny, ścisły umysł, czysta logika, brak
          emocji. Wypadek z Różą to nie były uczucia. To były instynkty
          pierwotne.
          Jasne, że mogą być mężczyźni o umysłach ścisłych całkiem fajni - to
          nie ma nic do rzeczy. Chodzi mi o pewien stereotyp.
      • ananke666 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 01:02
        > Niestety odwrocenie motywu zupelnie nie w te strone, w ktora trzeba -
        > symaptyczni i piekni Lelujkowie przegrali z brzydkim bucem Frycem.

        Zwłaszcza najmłodszy Lelujka był wybitnie urodziwy :p Inna rzecz, że wprowadzana
        do książki postać Frycka była jak dla mnie beznadziejna, od sposobu bycia do
        szczycenia się włochatym tornistrem. Zwłaszcza wzmianki o dostawaniu drgawek w
        ławce przy cudzych sypnięciach przy tablicy budzą we mnie uczucia ciepłe
        inaczej. A już zwłaszcza szczególik o czynieniu tego w towarzystwie. Chodziłam z
        takimi dwoma do liceum, na szczęście krótko, nie żeby byli genialni, o nie, ale
        panowie razem byli och, jacy radośni, i och, jacy pokorni, kiedy byli sami.
        Uwielbiam ten typ.
        • ding_yun Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 16:13
          Bo miłość jest ślepa? To jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi
          do mojej spracowanej głowy :P
          • sowca Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 16:35
            Miłośc może i jest ślepa, ale nie musi być od razu tak głupia, żeby
            Róża dała się uwieść i uwieźć w siną dal, zostawiając na lodzie
            innego, niegłupiego przecież chłopaka!
            Należę do tego grona osób, które na wzmiankę o Fryderyku reagują
            nerwowymi drgawkami, i to na długo przed tym, nim się okazał świnią
            bez serca. Niechęć do niego promieniuje również na całą rodzinę, z
            wyjątkiem Wolfiego, za to z silnym akcentem na Żabę. Niezależnie od
            cech fizycznych, wszak nie one decydują o wartości człowieka, facet
            jets po prostu beznadziejny. Pomijam już fakt, że kujony z oczami na
            słupkach budziły moją antypatię od wczesnego dzieciństwa: nie mam tu
            na myśli osób inteligentnych, zdolnych i pracowitych, którzy
            nagradzani są dobrymi stopniami, bo to inny gatunek ludzki, tylko
            kujonków i prymusów, dla których zdobycie czwórki z plusem to skaza
            na honorze, a wieczór spędzony inaczej niż na bezmyślnym wkuwaniu
            jest wieczorem straconym. Wbrew temu, co Pyza mówi o Frycku Luckowi
            ("Nasz Shoppe inaczej, on nie musi być najlepszy, ale niechcący
            jest"), Frycuś jest dla mnie typowym przykładem takiej osoby.
            Natomiast bracia Lelujka, hoho. Inna klasa. Lucek może jeszcze
            trochę zbyt młody, żeby budzić bicie serca, ale przecież Adrianowi
            niczego nie brakuje, a jego króciutkie opisy w Tygrysie i Róży - że
            taki tajemniczy i tak dalej, intrygują, a czy może być coś
            piękniejszego niż intrygujący mężczyzna? Wiktor - wiadomo, rzymski
            gladiator, prawdziwy mężczyzna. I z tymi oto mężczyznami wygrywa
            Frycek. W głowie się nie mieści! To chyba tylko dowód na bezwolność
            Pyzy, która po prostu wlazła w ramiona temu, który się
            najintensywniej zabrał do uwodzenia. Żenujące.
            A na zakonczenie dodam, że gdyby mnie facet, z którym na dobrą
            sprawę rozmawiałam raz w życiu i z którym raz się pocałowałam,
            zabrał w moje własne urodziny na swoją imprezę rodzinna, żeby mnie
            zaprezentować swojej licznej rodzinie - dostałby w łeb, i to tak,
            żeby zadzwoniło!
            • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 16:42
              > A na zakonczenie dodam, że gdyby mnie facet, z którym na dobrą
              > sprawę rozmawiałam raz w życiu i z którym raz się pocałowałam,
              > zabrał w moje własne urodziny na swoją imprezę rodzinna, żeby mnie
              > zaprezentować swojej licznej rodzinie - dostałby w łeb, i to tak,
              > żeby zadzwoniło!

              O, o, otóż to właśnie!

              Ach, gdzie jest Nutria, rozmiażdżająca Tunia jak kobiałkę truskawek za to, że w
              ogóle pozwolił sobie pomyśleć o podobnym nietakcie!
              • mmaupa Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 17:47
                Ode mnie by dostal w leb gdybym potem w tejze rodzinie funkcjonowala jako
                "kolezanka".
                • yowah76 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 18:06
                  Funkcjonowanie jako "narzeczona" w wieku lat 16 zapewne przyjelabys
                  z entuzjazmem ;)
                  • mmaupa Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 18:12
                    Nie, ale jako "dziewczyna", "ukochana" - jak najbardziej. Nie powiesz mi, ze
                    chlopak zabiera na zjazd rodzinny "kolezanke". W dodatku przez piec lat jedna i
                    ta sama :).
                    • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 19:31
                      To ona tam przez 5 lat co roku jeździła? A mnie się właśnie kołacze
                      że on ją tam raz wywiózł a potem cisza na wieki, do tego stopnia, że
                      rodzina Szopów prawie wcale Róży nie znała.
                      • ginny22 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 19:40
                        Co też rewelacyjnie o Frycu świadczy. I o jego rodzinie też.
                        • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 23.01.09, 19:51
                          No i nijak się ma do tych smiesznych zaręczyn na sianie.
                          W ogóle to co sie w późniejszych częściach stało z Frycem a z jego
                          rodzina zwłaszcza, to jest jakaś niesamowita niekonsekwencja -
                          w "I." zakochany po uszy, zaręcza się z Różą, rodzina to ludzie
                          towarzyscy, pełni ciepła i życia, niemal Żakowie 2 (taki obraz sobie
                          wyrobiłam na podstawie tej rodzinnej biby kończącej "Imieniny").

                          Po czym w następnych tomach mamy kujona, który z trudem jest w
                          stanie wygospodarować, po żmudnych planowaniach, 2 godziny (?) w
                          tygodniu dla ukochanej dziewczyny oraz rodzinę skostniałych,
                          nieszczęśliwych, pelnych wzajemnych uraz i pretensji frustratów. Cos
                          tu nie gra...
                          • sowca Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 24.01.09, 23:59
                            Rzeczywiście, obraz rodziny Frycka budowany jest bardzo
                            niekonsekwetnie. Ja to sobie tłumaczę dwojako: albo że Pyza widziała
                            całą sytuacją oczami zakochanej albo że Fryc postawił rodziców przed
                            faktem dokonanym, i w obecności całej rodziny Alinie i Janowi trudno
                            bylo zachować się chłodno i nieuprzejmie wobec Róży. Jest i trzecie
                            wyjasnienie - między Imieninami a Żabą zdarzyło się coś, co
                            spowodowało w rodzinie Schoppe tak drastyczną zmianę na gorsze.
                            Obstawiam tutaj na przykład depresję mamy Frycka - jej zachowanie w
                            Ż jest co najmnij dziwne, a często jest tak, że depresyjny nastroj
                            promieniuje na resztę rodziny, zwłaszcza ze na tak małej przestrzeni
                            nie ma się jak przed tym uchronić. Być może Frycek po prostu nie
                            chciał pokazywać Róży swojej matki w takim stanie... sama już nie
                            wien, tu się otwiera pole dla wyobrazni.
                            A same "Imieniny" dosyć lubię. Są rzeczywiście trochę dziwne, ale ja
                            lubię Natalię i jej przejscia z Filipem, lubię Lelujków i pierwsze
                            objawy młodzieńczego buntu Laury.
                            • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 25.01.09, 02:41
                              > Jest i trzecie
                              > wyjasnienie - między Imieninami a Żabą zdarzyło się coś, co
                              > spowodowało w rodzinie Schoppe tak
                              > drastyczną zmianę na gorsze.

                              Ja mam wyjaśnienie czwarte
                              • sowca Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 25.01.09, 23:13
                                Nessie, a gdzie był ten dialog o TAKICH rodzicach?
                                • mamalilki Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 25.01.09, 23:47
                                  Wtedy jeszcze nie było wiadomo ze Frycek zachowa się jak szuja i szczerzuja.
                                  Mnie tam Lelujkowie odrzucają, wszyscy razem z mamusią (poza Jackiem). Jeden
                                  taki Fryc mi się w szkole podobał i imponował wiedzą, więc się Róży nie dziwię.
                                  A wizualnie też nie był szczególnie atrakcyjny. Zreszta, wszystko zależy od tego
                                  co dla kogo atrakcyjne :-)
                                  • ready4freddy Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek OT 10.03.09, 12:49
                                    offtopikowo: szczezuja przez z z kropka, wbrew pozorom nie pochodzi od
                                    szczerzenia sie (a od czego, to nie wiem :)
                                    • dakota77 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek OT 10.03.09, 13:02
                                      No taka szczeżuja kompletnie nie ma sie czym szczerzyc, jak to u malz bywa;-)
                                    • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek OT 10.03.09, 17:21
                                      ready4freddy napisał:

                                      > offtopikowo: szczezuja przez z z kropka, wbrew pozorom nie pochodzi od
                                      > szczerzenia sie (a od czego, to nie wiem :)

                                      Od żucia, rzecz jasna. Taka szczeżuja, ona szczerze żuje.
                                • ananke666 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 00:18
                                  pewnie ten, w którym padają słowa, że nie zawsze nasze błędy obciążają tylko nas
                                  i jest to w dużym stopniu sprawa korzeni. "Żaba", kiedy na Roosevelta przylazł
                                  stary Schoppe.
                                • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 00:28
                                  Chyba w Języku Trolli. Muszę poszukać. Konkretnie mowa była o tym, "jakie ten
                                  chłopiec ma wzorce" czy coś takiego. Niestety Trollę czytałam tylko raz i jakoś
                                  nie chciało mi się wracać...
                            • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 00:25
                              > Obstawiam tutaj na przykład depresję mamy Frycka - jej zachowanie
                              w
                              > Ż jest co najmnij dziwne, a często jest tak, że depresyjny nastroj
                              > promieniuje na resztę rodziny, zwłaszcza ze na tak małej
                              przestrzeni
                              > nie ma się jak przed tym uchronić.

                              To by było nawet prawdopodobne rozwiazanie, bo mama Szopowa wyglada
                              na osobę z depresją, ale myślę że rację ma Nessie pisząc, ze Autorka
                              po prostu pogubiła się w swoich założeniach i musiała ponaginać
                              różne postacie, żeby jej pasowały do koncepcji.

                              I ok., mogła tak zrobic, ale pamiętając przy tym, zeby jakoś te
                              przemiany uwiarygodnić. Choćby właśnie depresją mamy Frycowej - a w
                              książkach jakoś tego zabrakło, choćby jakiejś wzmianki, ze kiedys
                              było inaczej, że była inną kobietą. W końcu nie jest to naturalne,
                              ze ludzie aż tak diametralnie się zmieniają, musiało się stać coś
                              (albo jakaś straszna tragedia albo właśnie depresja). Bo tak to mamy
                              dwie całkowicie różne, wręcz wykluczające się postacie.
                              • grimma Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 08:58
                                W końcu nie jest to naturalne,
                                > ze ludzie aż tak diametralnie się zmieniają, musiało się stać coś
                                > (albo jakaś straszna tragedia albo właśnie depresja).

                                niekoniecznie tragedia powoduje depresje.
                                moze menopauza, a moze spadek poczucia wlasnej atrakcyjnosci, a moze kryzys
                                wieku sredniego, a moze to depresja egzogenna
                                • morja13 Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 26.01.09, 10:18
                                  Wiem, właśnie to napisałam:) Albo jakaś tragedia albo depresja - ale
                                  COŚ sie stac musiało.
    • zaisa Choćby to, 29.01.09, 04:09
      że przestała być pianistką. Chyba w "Imieninach" nią jest a później na siłę
      przerabia się ją na tą, co poświęciła karierę rodzinie.
      I poprawcie, jeśli kręcę ("I" poszły w swej nowości do ludzi i jakoś nie
      wróciły): święto w dworku było ku czci żywej babci Schoppowej, prawdaż? A w
      "CzP" mama Jana Schoppe, Milena, została uśmiercona wcześnie.
      Ech, i Fryderyk kiedyś dogadywał się z ojcem. I miał od niego pozwolenie na
      wagary z pułapką biologiczną... Co się z tymi ludźmi porobiło...
      A na czym grała Żaba? Też nic nie ma wspomniane dlaczego przestała.
      • zaisa Powyższy post 29.01.09, 04:11
        Powyższy post to odpowiedź na post Morji13:

        Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek
        morja13 26.01.09, 10:18 Odpowiedz
        Wiem, właśnie to napisałam:) Albo jakaś tragedia albo depresja - ale
        COŚ sie stac musiało.
      • taria Re: Choćby to, 29.01.09, 11:47
        W Imieninach Frycek zwierza się Pyzie:
        "Chyba rzucę ten bezsensowny fortepian, tak jak mama. Kiedyś grała
        bardzo biegle, ale potem ja się urodziłem... no i nazwała mnie
        Fryderykiem, niestety. "
        Czyli już w momencie założenia rodziny rzuciła karierę artystyczną,
        podobnie zresztą jak Tosia Kowalikowa.

        Zjazd w dworku był z okazji 82-gich urodzin babci, ale nie zostało
        sprecyzowane, z której strony. Mogła to być więc mama pani Schoppe:)

        Fryderyk nie tyle dostał pozwolenie na wagary, co na urwanie się ze
        szkoły na okoliczność imprezy rodzinnej. Skoro pani Schoppe nie
        wyraża cienia zdziwienia na widok Róży, to zapewne została
        poinformowana, że syn zaprosił koleżankę.
        • dakota77 Re: Choćby to, 29.01.09, 11:50
          Ja bym sie na jej miejscu zastanawiala ( no, nie przy Rozy, rzecz jasna)
          dlaczego na impreze rodzinna zaprosil obca osobe. Mozliwosc, ze nastoletni syn
          posiada nawet nie dziewczyne, a narzeczona, chyba mi nie przemknela przez mysl;-)
          • mamalilki Re: Choćby to, 29.01.09, 14:09
            To mnie akurat nie dziwi. W normalnej rodzinie wystarczy powiedziec, ze chce
            zaprosic kogos, kto jest dla mnie bardzo wazny i poprosic zeby rodzina nie
            robila z siebie blaznów. Oczywiscie z tym ostatnim roznie na koniec bywa, ale u
            mnie sie zdarzalo ze jakis absztyfikant lądował na urodzinach babci, choćby po
            to, żeby mogła go poznać bez herbatki rozpoznawczo-zapoznawczej. Mój młodociany
            kuzyn na ostatnie święta nam zafundował swoją ukochaną przy stole (10 lat
            starszą). Wszyscy byli bardzo taktowni :-))) Obrobiliśmy ich dopiero jak poszli.
    • parapluie Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 20.02.09, 19:04
      Wiktor był od początku na straconej pozycji. Dziadek Borejko nie
      przekręcał jego imienia!
    • isk.ierka Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 08.03.09, 18:03
      Prawdę mówiąc to całe te Imieniny sa jakieś takie skopane. Fryc
      jest okropny. Wiem, że rożne dziewczyny chodza po ziemi, ale nie
      sądzę że jakakolwiek dałaby się poderwac na gadkę o kosmosie i
      Koperniku. I to planowanie czasu... Brr... Godzinka na to, godzinka
      na tamto... Okropnośc. Lelujkowie są lepsi, choc gadka antyczna
      Wiktora z dziadkiem jakoś mnie do niego nie zachęca.( Młodsza kopia
      Ignaca) Najgorsza jest jednak bez wapienia Pyza. Pozdrawiam
      • kkokos Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 08.03.09, 20:43
        isk.ierka napisała:

        >>Najgorsza jest jednak bez wapienia Pyza.

        hihi, z wapieniem wypada lepiej :)
        • nessie-jp Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 08.03.09, 23:47
          > >>Najgorsza jest jednak bez wapienia Pyza.
          >
          > hihi, z wapieniem wypada lepiej :)

          Umarłam :)
    • wushum Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 08.03.09, 19:37
      Niestety, trudno pojąć sprawę, chyba MM nie lubi Lelujków.
      Powiedzmy, że hm, mogę zrozumieć, że ktoś kujonowaty, może depnąć dziewczęciu na
      ambicję, ale że ona nie postanawia cichcem się poduczyć i zmiażdżyć go przy
      najbliższej możliwości!?! Gdybyż to była rywalizacja z ukrytym uczuciem! No i
      gdyby on był jakiś. Pomijam, że gdyby ona była jakaś...
      Był surowiec na dobrą książkę.
      Ale nijaka Pyza oślepła z...uczucia poddania wobec nijakiego sterylnego Fryca /i
      daleko mu do androida, czy robota nawet, tak jest "żaden"/.
      Ja mogę zrozumieć, okej, pokochała brzydala, ale on ma w sobie to "coś", że
      wymiata stada przystojniaków...ale tu???
      Niestety oboje są warci siebie - ona chce mu usługiwać i z rozwartą gębą słuchać
      jego słów, których nie rozumie /czy aby w Japonii się tak nie wychowuje
      dziewcząt?/. On pragnie z lubością przeglądać się w jej uwielbieniu jak w
      lustrze, może nią poniewierać do woli, ona skwituje to tylko większym uniżeniem
      i z radością pobiegnie szorować podłogi, jeśli to go zadowoli.
      Ona lubi czuć się głupią służącą, poświęcać się w 200% procentach, on być jej
      wymuskanym panem Fryderykiem Schoppe, wielkim uczonym...w jej oczach.
      Słowem - Lelujkowie byli za dobrzy, żeby się tak marnować.
      • szprota Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 08.03.09, 21:46
        No więc właśnie.
        W pierwszej chwili myślałam, że Pyzunię rozumiem. Ja też lecę na intelekt i duży zasób wiedzy. Imponuje mi oczytanie i błyskotliwość. Ale moim pierwszym odruchem jest doganiać człeka w tej wiedzy, by miał we mnie partnera do dyskusji. Myślę, że większość z nas drażni ta bierna postawa Pyzuni pokornego cielątka słuchającego z tchem zapartem mądrości Fryca. Właściwie tylko podczas burzy w stogu siana w miarę staje w nim w szranki przerzucając się wierszami o burzy.
        • slotna Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 13.03.09, 23:55
          szprota napisała:

          > No więc właśnie.
          > W pierwszej chwili myślałam, że Pyzunię rozumiem. Ja też lecę na intelekt i duż
          > y zasób wiedzy. Imponuje mi oczytanie i błyskotliwość. Ale moim pierwszym odruc
          > hem jest doganiać człeka w tej wiedzy, by miał we mnie partnera do dyskusji.

          Ooo, mam wypisz wymaluj to samo. Ale nie w samym intelekcie czlowiek sie zakochuje, a Fryderyk jest ohydnym bucem zadufanym w sobie. Ja to pewnie bym sie poduczyla, zeby go zmiazdzyc bez podtekstow, od z czystej niecheci :)

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
      • croyance Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 04.04.09, 02:29
        Wushum, a moze wlasnie w tym rzecz? Moze Roza boi sie seksu, boi sie
        namietnosci, boi sie rozbuchanego zwierzecego magnetyzmu, i leci na
        aseksualnego jak lodowka Fryca, bo bycie w zwiazku z nim chroni ja
        przed zalotami innych samcow? No, raz sie trzeba bylo poswiecic, ale
        dzieciatko juz, Bogu dzieki, wyprodukowane, wiec z seksem koniec :-D
        • lezbobimbo Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 04.04.09, 14:49
          croyance napisała:
          > Wushum, a moze wlasnie w tym rzecz? Moze Roza boi sie seksu, boi >sie
          namietnosci, boi sie rozbuchanego zwierzecego magnetyzmu, i leci na
          > aseksualnego jak lodowka Fryca, bo bycie w zwiazku z nim chroni ja
          > przed zalotami innych samcow? No, raz sie trzeba bylo poswiecic, ale
          > dzieciatko juz, Bogu dzieki, wyprodukowane, wiec z seksem koniec :-D

          :D po pierwsze, dziwnie nagle czytac cos na temat watku pomiedzy oftopciami
          naszemi mnogimi ;)
          A po drugie, konkluzja wydaje mie sie prawidlowa - cale to talatajstwo jezycjowe
          boi sie seksu i unika namietnosci ;> Moze tylko Aniella ognista, Idusia z
          posagowym biustem i ewentualnie Laura? Plus Nerwus, Tunio, Baltona i Bernard
          wykazuja odrobine czegos na ksztalt hormonów plciowych... Ale autorka i tak im
          wszystkim raczyla ukrecic kregoslupy seksualne, przerzucajac ich pasje w strone
          kuchni, dzieci czy erzaców entelektualnych. Buuuu!!! Zwlaszcza Aniella, co
          spopiella, wydawala mi sie wulkanem (lsniacym apetycznie od olejku) i jako taka
          na studiach i po studiach powinna byla kwitnac i przebierac w facetach jak w
          ulegalkach, ale nie, nawet ona musi smetnie gdybac na temat dzieci i kochajacych
          mezów-donzuanów i jednego Pawelka z przeszlosci.. BUUUU!!
          No i tez ognisci, przepiekni, z klusek niczym feniksy powstali ;) Lelujkowie
          musza przegrac z wrednym cyborgiem Frycem, bo autorka raz ze pochwala
          aseksualnosc, to jeszcze kocha prymusów :(
          Szkoda, ze w Zezycjadzie tak czesto wystarczy, ze ktos (czytaj: zwlaszcza facet)
          dobrze sie uczy i czyta z oczami na slupkach, to od razu jest pociagajacym i
          dobrym czlowiekiem, a te miagwy zaraz za nimi na kraniec swiata i na mezologie
          (jesli w ogóle na jakies studia)
          :(
        • wushum Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 04.04.09, 20:42
          croyance napisała:

          > No, raz sie trzeba bylo poswiecic, ale
          > dzieciatko juz, Bogu dzieki, wyprodukowane, wiec z seksem koniec :-D

          A wcale nie..bo oto zbliża się nieuchronnie konieczność dalszej produkcji
          geniuszów. Przecież nie poprzestaną na jednym. Tożto byłoby nie po Jeżycowemu!
          Jedno dziecię..a fe, jeszcze Ignac by wyklął z klanu!
        • mamarcela Obserwacje z zycia vs jezycjadowe piekności 05.04.09, 11:06
          Moim skromnym zdaniem odpowiedź na to pytanie jest najprostsza z możliwych. Otóż
          bez względu na postęp cywilizacyjny, emancypację i seks w wielkim i mniejszym
          mieście większość młodocianych par dobiera się (niestety i ku mojemu wielkiemu
          przerażeniu)wciąż tak samo jak kilkaset lat temu , czyli na zasadzie - pierwszy,
          co się "oświadczył". Obserwuje od lat rówieśników moich dzieci i stwierdzam, co
          następuje - młode kobiety i faceci, chodzą po świecie z tym, co ja nazywam
          "dziurą na partnera" i te dziurę może zapełnić dowolny w miarę osobnik
          spełniający jakieś tam kryteria. I natychmiast następuje wielka miłość, opisanie
          ten miłości i obfotografowanie na portalach społecznościowych typu grono i inny
          fejsbuk, albo majspejs. W praktyce to wygląda tak, że dziewczynie podoba się i
          Janek, i Franek , i Antek, a potem nagle pojawia się Eustachy i w trzy dni mamy
          "grejt laf". U facetów lista potencjalnych partnerek jest niemal nieograniczona
          i działa to jeszcze szybciej! Oczywiście przeważnie nie ma romantycznych
          oświadczyn w stogu i wieczorku z rodzicami tylko nie mniej romantyczne porywy
          ciał na jakiejś imprezie, ale skutek jest identyczny chociaż niekoniecznie tak
          długotrwały jak w przypadku Pyzy i Frycka.
          Co najgorsze mechanizm ten jest tak powszechny, że jak się znajdzie para młodych
          ludzi, którzy są atrakcyjni i nie mają dziur na partnerów to często nijak się
          nie mogą dogadać i zamiast wielkiej miłości następuje wielkie nieszczęście.
          Wiem, co mówię, bo obserwuje takie zmagania z ciężką materią prawdziwego uczucia
          od ponad roku!
    • aasiek Re: Bracia Lelujkowie vs. Frycek 15.03.09, 16:51
      Chciałam tylko napisać, że lubię Was czytać :) Że to jedno z niewielu miejsc na
      forum, gdzie ludzie dyskutując starają się "wyciągać" z naszego języka to, co
      najlepsze (może też dzięki tematyce :)).

      I że "obły elf" rozłożył mnie na łopatki :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka