Dodaj do ulubionych

matka i syn

02.03.06, 08:16
Przyznam sie że jest to temat który znacznie bardziej mnie interesuje niż
relacje matka - córka.

Mamaja napisała :

Kanoko, z synem jest latwiej - bo ma sie od niego mniejsze oczekiwania (nie w
sprawie "kariery" zyciowej), ale mniej sie o niego obawiamy, mniej
pokrewienstwa plci. Z czasem Ci sie ulozy lepiej - zobaczysz.


----------> Tak się składa że ja się bardzo o mojego syna obawiam, trudno mi
Go zrozumieć, a wymagam niestety niewiele...
Dzięki temu że Młoda przez ostatnie trzy lata wzięłą sie za Jego wychowanie
byłoby nieciekawie. Chyba odzywa sie we mnie tradycyjny podział ról... i
znacznie niej od Juniora wymagałam niż od Młodej. Na szczęście Ona się
postawiła okoniem i Junior umie gotować , sprzątąaći prasować dokładnie tak
jak ONa.
Ja bym nie umiała tego na Nim wymócsad((
Kran
Obserwuj wątek
    • popaye Re: matka i syn 02.03.06, 10:45
      trafilas Janie.Kran-ie w moj czuly punkt! smile

      Niewiele moge powiedziec na ten temat, bo mam wrazenie iz w ocenie mojej
      (prawie 80-cio letniej Mamy) znajduje sie dopiero w trakcie, jezeli nie w
      poczatkach procesu wychowawczego smile.
      Te okolicznosci determinuja nasze stosunki: doswiadczona i madra Mamusia
      oraz "wkraczajacy w zycie" zlakniony porad i uwag wychowawczych, mlodziutki
      (40+++), niedoswiadczony i nieobyty z pulapkami zycia - synek smile)

      Z Mama instytucja "rozwodu" nie istnieje!, a ja Ja tak samo kocham jak Ona
      mnie, tyko odrobine inaczej i zrezygnowalem juz z prob przekonywania Jej o tym.
      Za malo nam czasu pozostalo - daremny trud smile)
      • jan.kran Re: matka i syn 02.03.06, 11:42
        No normalnie idę się zrewidowac wychowawczosmile))
        Dokładnie tak widzę za kilkadziesiąt lat siebie i Juniora.
        I Młodą gdzieś w tle która czuwa nad nami:o)
        Jezus Maria na pomoc!
    • kanoka Re: matka i syn 02.03.06, 13:15
      Potwierdzam, że z synem jest łatwiej. Ale taką tezę postawiła Maryna, nie
      Mammaja smile)
      • mammaja Re: matka i syn 02.03.06, 13:24
        No wlasnie, chcialam sprostowac ze to nie ja! Moi przysporzyli mi tez wiele trosk
        w okresie dojrzewania, ale to juz bylo tak dawno! A od wczoraj do jednego z
        nich moge zwracac sie "panie radco" i o tamtych problemach dawno sie zapomnialo.
        Natomiast w sprawy osobiste tych doroslych facetow wtracam sie malo. Mam w nich
        oparcie w sprawach trudnych, a oni we mnie i to najwazniejsze.Poza tym przyznam
        ze wlasnie z jednym z synow mam najlepszy kontakt duchowy, ze tak powiem. Co nie
        ma wspolnego z miloscia. Ta jest dla wszystkich.
        • popaye Re: matka i syn 02.03.06, 14:18
          szczesliwa Ty i dzieci Twoje Mammajo smile
          - tak wynika z Twojego, subiektywnego przekazu, bo dla pelnego obrazu powinny
          sie wypowiedziec jeszcze w temacie juz dorosle dzieci smile

          Jestes ca. 2x mlodsza od mojej Mamy, masz 3-ke dzieci i meza
          (4-te "dziecko"!) smile.
          Oszczedzony Ci zostal los rel. wczesnego wdowienstwa przy (juz) braku rodzicow
          czy rodzenstwa i matki... jedynaka smile.
          Czy on bedzie (jest): radca, dyrektor a nawet... magister (he, he) nie ma
          znaczenia,- NIC nie jest w stanie zniwelowac (prawie) 30-tu lat roznicy wieku i
          doswiadczen oraz faktu, ze Ona-mamusia a on-syn smile.

          Gwoli prawdy musze dodac iz moja Mama (mimo zaawansowanego wieku) nie ma
          (prawie) zadnych zewnetrznych oznak umyslowego starczego zidiocenia, zawsze
          starala sie (obiektywnie) swoje matczyne troski artykulowac delikatnie choc
          dobitnie i bez oporow (zadnych) smile
          Faktem jest rowniez iz nie bylo nigdy zadnych konfliktow miedzy Nia a kobietami
          istniejacymi w moim zyciu.
          Synowa (moja zone) traktowala zawsze jak corke i Ona tylko "pomaga" jej w
          ciezkim trudzie zrobienia ze mnie "czlowieka" smile.

          Dla mnie nauczka, ze jak sie ma jedno dziecko to lepiej (dla matki) - by to
          byla corka.

          pozdr.,-
          pE
          • mammaja Re: matka i syn 02.03.06, 21:41
            Popaye, nie odmladzaj mnie, blagam, twoja mam nie ma chyba stu lat! A w zyciu
            jak w filmie - czasem slonce, czasem deszcz, nikt nie jest trwale szczesliwy.
            znam bardzo pozytywnych jedynakow, wiec chyba nie ma regulysmileNatomiast fakt, ze
            przy wiekszej niz jedno ilosci dzieci troski rozkladaja sie i raz jedno ich
            przysparza, raz inne smileZadne nie jest tym "niezwyklym".
            • skir.dhu Re: matka i syn 03.03.06, 00:57
              Polecam film "C.R.A.Z.Y." smile Miedzy innymi, uroczy zarys ukladow mama i Jej 5
              synow.
              Obserwuje moja tesciowa i Jej uklady z synami (5). Oczywiscie WSZYSCY wiedza,
              ktory jest najbardziej ukochany i oczywiscie Ona zyje w niepodwazalnym
              przekonaniu, ze WSZYSTKIE DZIECI KOCHA ROWNIE MOCNO CHOC KAZDE INACZEJ wink))))
              Tesc sie przynajmniej przyznaje otwarcie, ktora corke (a ma Ich 4) kocha
              najbardziej na swiecie, tesciowa tkwi w nieustajacym zaprzeczeniu i niech tak
              juz pozostanie smile
              Matki ogolnie maja te potrzebe udowadniania sobie i swiatu, ze "kochaja po
              rowno", zawsze mnie zastanawia po co? Czy naprawde nie zdaja sobie sprawy z
              tego, ze preferencji nie da sie ukryc na dluzsza mete? Nawet wnuki wiedza,
              ktory wujek jest zawsze "naj" dla babci wink
              Skir Dhu
              • maryna04 Re: matka i syn 03.03.06, 02:59
                Skir.dhu piszesz, "ze matki ogolnie maja potrzebe udowadniania sobie i swiatu,
                ze kochaja po rowno - zawsze mnie to zastanawia po co?"
                Mysle, ze po to, ze matki jako osoby obdarzone wieksza empatia, poczuciem
                sprawiedliwosci etc. od mezczyzn chca wlasnie wymazac swoje poczucie winy
                wyimaginowane czy prawdziwe, czy jakos zapobiec takiej niesprawiedliwosci.
                Irracjonalne?, chyba nie tak do konca. Twoj tesc przechodzi do porzadku
                dziennego nad tym i nie krepuje sie powiedziec, ze jedna corke kocha wiecej od
                pozostalych. Nie chcialabym byc jako dziecko corka Twojego tescia, ale i w
                zyciu doroslym tez nie. Dobrze, ze w opisanym przypadku jest mniej kochane
                nie jedno dziecko a trojka. A moze ma rankig od jeden do ilus tam? Milosci
                chyba jednak nie mozna tak do konca zmierzyc czy zwazyc i rzeczywiscie jak mowi
                Twoja tesciowa - kazda jest inna.
                • skir.dhu Re: matka i syn 03.03.06, 15:03
                  Pewnie by Ci jednak nie bylo tak zle byc corka mojego tescia, nawet ta mniej
                  kochana smile To jest bardzo porzadny pan i Jego dzieciom nigdy niczego nie braklo
                  (mam na mysli nie tylko dobra materialne, ale glownie czas, zainteresowanie,
                  czulosc, cierpliwosc, milosc rodzicow).
                  Sposrod swoich 9 dzieci (4 corki i 5 synow), moj tesc ma te swoja jedna,
                  ukochana "ksiezniczke", co zreszta nigdy nie wplynelo na rowne rozdzielanie
                  wszystkiego pomiedzy cala bande. Tesc nigdy nie kryl tego, ze Jego pierwsza i
                  najstarsza corka byla, jest i bedzie najwazniejsza w Jego sercu. Kolejne dzieci
                  nigdy tego nie kwestionowaly, gdy byli mali to mialo zasadnicza zalete, przez
                  Nia mozna bylo ojca "urobic" na wiele rzeczy korzystnych dla wszystkich wink
                  Uwazam, ze to byl i jest zdrowy uklad szczegolnie teraz, gdy
                  rzeczona "ksiezniczka" ma 60+ a tesc skonczone 80 lat. Roznice sie zacieraja,
                  pozostaje przyjazn i czulosc miedzy dwojgiem starzejacych sie ludzi.
                  Z tesciowa zawsze to bylo bardziej skomplikowane - nigdy nie pozwolila sama
                  sobie przyznac sie przed soba, ze jeden z synow jest tym Jej "ksieciem", co
                  oczywiscie odbijalo sie czesto negatywnie na samym synu traktowanym przez
                  reszte rodzenstwa jako "maminsynek". Poniewaz Go tak traktowali, czulosc
                  tesciowej sie wzmagala i tak to bylo w kolko. Teraz jest to glownie problem
                  mojej szwagierki, drugiej juz zony tegoz "ksiecia". A tesciowa wciaz sie broni
                  przed wyartykulowaniem oczywistosci.
                  Mam wrazenie, Maryno, ze zakladasz, ze jezeli jedno jest kochane bardziej to
                  reszta na tym zasadniczo traci. Obserwujac uklady w rodzinie mojego meza,
                  uwazam, ze to wcale nie jest takie oczywiste. Pomiedzy rodzenstwem tez sa
                  przeciez podobne zwiazki - moj maz jest blisko zaprzyjazniony z jednym z braci
                  i z dwiema siostrami. Reszte rodzenstwa widujemy wylacznie 2-3 razy do roku, ze
                  wspomniana 3 spedzamy czasem wakacje, spotykamy sie srednio raz w miesiacu na
                  obiad czy drinka. Pozostali bracia i siostry tez maja swoich "ulubionych"
                  sposrod calej rodziny wiec to, ze ojciec "ulubil sobie" najbardziej te jedna a
                  tesciowa tego jednego niczego tak naprawde wszystkim dzieciom nie odebralo. To
                  jest tylko problem mojej tesciowej i Jej najbardziej ukochanego syna, ze Ona
                  sie jakby wstydzi tego, ze Jego kocha mocniej. A czegoz tu sie wstydzic? Tak
                  dlugo jak wszystkie dzieci traktowane sa fair, czuja sie kochane "w ogole" i
                  znaja wartosc domu, rodziny itp. to jakiz w tym problem, ze to jedno jest
                  najblizsze sercu? To przeciez ludzka rzecz smile
                  Skir Dhu
                  • maryna04 Re: matka i syn 03.03.06, 18:27
                    Z przyjemnoscia przeczytalam twoj post. Opisujesz wspaniala rodzine, gdzie
                    wszyscy sie kochaja, nawet jesli jedno ma takie, a drugie inne slabostki i
                    zroznicowane poglady. A na dodatek ta rodzina jest tak duza i w kontakcie
                    miedzy soba. Wyobrazam sobie ile roboty ma tesciowa, zeby "odwalic" wszystkie e-
                    maile, telefony, zyczenia, rocznice, urodziny. Ponadto dane im bylo to, ze zyja
                    wszyscy dlugo i szczesliwie, nie maja klopotow materialnych, a los ustawil ich
                    w spoleczenstwie na bardziej uprzywilejowanych miejscach. Oczywiscie nie o
                    takim problenie nierownomiernej milosci myslalam. Zycze Waszej wielkiej
                    rodzinie (no bo przeciez i Twojej) wiele radosci jeszcze przez dlugie lata.
                    • marysia9615 Re: matka i syn 28.11.06, 18:24
                      Mam trzech synów i kazdy jest inny.Rózne charaktery najstarszy jest spokojny i
                      zawsze był bardzo dojrzały ale mysle ze powodem było ze obarczyłam niechcący go
                      odpowiedzialnościa za młodsze rodzenstwo podczas gdy ja musialam walczyc z mężem
                      o spokój w rodzinie.Sredni jest porywczy,czasami agresywny.Najmłodszy 13 lat
                      jest radosny,wesołek.Relacje są różne.Najwięcej kłopotów sprawia średni chociaz
                      jest na swoim.
                      • warum Re: Ojciec i corka 09.12.06, 14:56
                        Wlasnie wrocilam /kolejny juz raz.../po probie zrobienia "porzadkow' w
                        mieszkaniu taty. I bezcenne dla mnie okazaly sie jedynie swistki papieru,
                        kawalki pozolklego kratkowanego papieru z jego odrecznymi zapiskami/ np. notes
                        z pracy, czy przepis na ogorki konserwowe chyba z polowy 80l.smile/.
                        Zawsze podziwialam jego charakter pisma, byl w przeciwienstwie, do mojego w
                        ostatnich latach, zawsze taki sam: "zrownowazony", lekko przechylony w prawo ,
                        idealnie czytelny, stabilny. Nawet jak juz byl bardzo chory i z trudem mogl
                        utrzymac dlugopis jego podpis byl niezmienny, choc skomplikowany i widac bylo
                        drzenie reki. Chcialabym byc kims takim dla swoich dzieci, jak moj ojciec byl
                        dla mnie.
                        • wedrowiec2 Re: Ojciec i corka 09.12.06, 20:33
                          Będziesz Warum, będziesz. Jestem tego pewna. Od ładnych paru lat czytam o
                          relacjach między Tobą a dziecmi.

                          Rzeczy. One o nas stanowią o nas. Prócz wspomnień to świadectwo rzeczywistego
                          kontaktu, świadectwo istnienia nam bliskich. Wspomnienia bledną, zmieniają się
                          w naszej pamięci. Widok rzeczy powoduje, że sięgamy do zakamarków naszych
                          mózgów przywołując chwile, które minęły.
    • terem Re: matka i syn 10.12.06, 16:20
      Rzeczy, pewnie , że tak...
      Choc w moim przypadku rzeczy pozostawione przez bliskich były jak nóż wetknięty
      w świeżą ranę. I bursztynowy naszyjnik po Babci i mały , chiński dzbanuszek,
      pozostawiony przez Mamę...
      Lepiej służą mi rzeczy, podarowane mi przez moich nieobecnych, za ich życia.
      Sztućce srebrne, od babci, złoty łańcuszek od mamy...
      Ale i tak, pamiętam moich bliskich, pomimo rzeczy, jakie po sobie zostawili.
      Pamiętam ich za miłość i ciepłą obecność w moim życiu.
      Teraz mogę tylko wspominać i zbliża się czas, gdy to wspominanie będzie
      bardziej intensywne.
      Tak to jest, w ten świąteczny czas...
      • alfredka1 Re: matka i syn 10.12.06, 16:51
        Terem napisała : "Teraz mogę tylko wspominać i zbliża się czas, gdy to
        wspominanie będzie
        bardziej intensywne.
        Tak to jest, w ten świąteczny czas..."
        - i jest to jeden z powodów dla którego nie lubię świąt. Mam w dniu wigilijnym
        tak ogromny natłok wspomnień, że najchętniej zaszyłabym się gdzieś daleko od
        ludzi, została sama.. Jest to przypadek ciekawy dla psychologa/psychiatry, bo
        przecież ciągle pamiętam o Niej, wspominam, cytuję i robię to bez smutku, żalu.
        I tylko w ten jeden jedyny wieczór... ojej rozczulam się, na szczęście to raz
        do roku i trwa kilka godzinsmile.
        Warum, tyle lat miałaś Tatę aż przyszła Jego pora. Ten pierwszy Wieczór będzie
        paskudny ale następne napewno lżejsze - czego Ci serdecznie życzę.
        Wzorem "Ady Przelotnej" ślę cmok cmok
        • alfredka1 Re: matka i syn -errata 10.12.06, 17:13
          wpisalam się absolutnie nie na temat wątkowy, przepraszam. Czyżbym miała jakieś
          kompleksy i koniecznie chciała zaistnieć. Przecież chodziło o relacje "ojciec -
          córka", a ja na ten temat nic a nic napisać nie mogę, więc "podpięłam sie"..
          ech, tak to jest z wiekowymi juz osobnicami smile)
    • josarna Re: matka i syn 11.12.06, 11:44
      Mam dwu synów. Nie kryję, że z młodszym mam lepsze relacje, gdyż jesteśmy
      bardzo podobni. Mamy podobne zainteresowania; wymieniamy się płytami
      dyskutujemy, podsyłamy sobie artykuły. Mam też wieczne, ogromne poczucie winy,
      że zostawiłam chłopaka samemu sobie, bo nie miał się kto zająć starym,
      niewdzięcznym człowiekiem i padło na mnie. Może dlatego staram się
      synowi "nieba przychylić". Starszy o tym wie, ale i tak twierdzi, że jego
      samego za bardzo rozpieszczam, więc chyba nie czuje się zbytnio pokrzywdzony.
      Niestety układy między braćmi są kiepskie, choć w razie potrzeby mogą na siebie
      liczyć.
      Dla układu matka-syn z pewnością ogromne znaczenie ma własne życie matki: czy
      ma swoje pasje, pracę, czy jest spełniona jako kobieta. Syn nie może mieć
      poczucia, że wypełnia matce całe życie, że bez niego zginie, bo to zbyt wielka
      odpowiedzialność. Wciąż pamiętam mojego kolegę, profesora, który musiał 2 razy
      dziennie biegać do mamy zaniedbując własne dzieci, a i tak stale miała
      pretensje, że jest z nią zbyt krótko. Od kilku lat kolega nie żyje i mama jakoś
      musi się obejść - w domu opieki...
      • czubatek Re: matka i syn 11.12.06, 14:24
        Temat interesujacy,mam tez jedynaka syn juz doroslego z ktorym utrzymuje
        serdeczny kolezenski kontakt jesli sa problemy wspolnie rozwiazujemy,sa tez
        chwile kedy z checia bym wziela na kolano i przylozyla kilka klapsow,na
        szczescie takich chwil jest nie wiele.Urlopy , swieta, staramy sie spedzac
        razem z jego rodzina , wszystkim matko zycze milych kontaktow z synami.
        • maryna04 Re: matka i syn 11.12.06, 16:20
          Mam wyrzuty sumienia wzgledem syna, ze kiedy byl dzieckiem, a potem
          chlopcem to nie zawsze postepowalam z nim tak jak bym to robila teraz. Na swoje
          usprawiedliwienie mam, ze kiedy byl chlopcem, to zmarl jego ojciec i ja w leku,
          zeby nie bylo cos nie tak, bylam zbyt wymagajaca, przykra... Nikt mi nie
          podpowiedzial, ze nie kazdy da sie uksztaltowac tak jak bysmy chcieli. Na
          szczescie ma wspaniala zone, wartosciowego czlowieka. Najpierw poprawilo sie
          miedzy nami, kiedy wiele lat temu wyprowadzil sie do swojej przyszlej zony, a
          teraz drugi skok, po urodzeniu sie ich synusia. To nawet nie kwestia, ze czasem
          im zaopiekuje sie dzieckiem.
          Bardzo mi zalezy, zeby relacje miedzy nim i corka byly serdeczne, musze jednak
          pogodzic sie z tym, ze dla jego zony najwazniejsza jest siostra, to i
          automatycznie on tam przynalezy. Ale liczyc na siebie moga zawsze, najlepszym
          dowodem, ze corka poznala swojego obecnego meza przez niegosmile))
          • josarna Re: matka i syn 11.12.06, 18:29
            Tak, Maryno, to co "wyjdzie" z syna jest wypadkową wychowania i cech
            wrodzonych. Najlepiej wiedzą o tym rodzice dzieci adoptowanych - czasem jest
            super, a czasem wychodzą paskudne cechy biologicznych rodziców i nic się nie da
            zrobić. Czytałam kiedyś świetny artykuł Barbary Pietkiewicz na ten temat. Mój
            starszy syn ma wiele cech pradziadka, który zginął w czasie wojny! I co? Nic -
            trzeba robić to, co jest możliwe, ale nie zmieniać nikogo w tym, czego zmienić
            się nie da.
            • maryna04 Re: matka i syn 17.12.06, 17:38
              Josarno, tez pamietam ten artykul Pietkiewicz. I wyobraz sobie ja go inaczej
              odebralam, ze nie powinna go napisac, po prostu w ramach poprawnosci
              politycznej. Wtedy ja znielubilam. Rodzice adoptujacy dziecko bez tego wiedza
              o tym ryzyku, jak i zawsze jest ryzyko z dzieckiem biologicznym. A tu nie moze
              byc podtekstu, ze adoptowane kocha sie inaczej i po co ktos bierze sobie na
              glowe taki klopot. Dzieki takiemu artykulowi wiele dzieci, ktore mogly byc
              adoptowane - nie beda.
              Moja synowa pracuje w przyszpitalnej przychodni z dziecmi z wadami fizycznymi,
              bardzo duzo wsrod nich jest adoptowanych z zagranicy, bo nie tylko w Polsce
              prawo mowi, ze za granice mozna adoptowac tylko dzieci "felerne" - przykra
              ironia. Nigdy, przenigdy nie powiedziala, ze te dzieci "felerne" stanowia
              srednio wiekszy problem wychowawczy, a pole obserwacji ma duze, bo te dzieci sa
              leczone latami. Ma kilka przypadkow dzieci z Polski, chyba ze dwoje zostalo
              adoptowane przez samotne kobiety. Wszystkie one stanowia wielka radosc dla
              rodzicow.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka