weronika.3
13.08.09, 14:53
Mąż dwa lata temu zajął się handlem. Otworzył coś w rodzaju kiosku. Oczywiście
trzeba było ponieść pewne koszta, zaciągnąć kredyt. Okazało się, że do tego
potrzebny był mu samochód. Więc pojawił się kolejny kredyt. Uwzględniając
fakt, że spłacamy mieszkanie, były to w sumie trzy kredyty. Dla mnie spora
kwota. Pracuję w firmie państwowej i wiem ile dostaję na rękę. Prosiłam męża
by powiedział mi jaka On będzie miał pensję. Obliczenie tego okazało się
niemożliwe. Podobno pewne rozliczenia wykonuje się nie na bieżąco, są jakieś
różne formy płatności. Nie rozumiem tego, ale przyjęłam do wiadomości. Żyjemy
głównie z mojej pensji. Ja płacę kredyt mieszkaniowy, czynsz, prąd, gaz, wodę,
jeden z kredytów wziętych na rozkręcenie interesu. Oczywiście koszt wyżywienia
i domowych codziennych wydatków spoczywa na mnie. Mąż płaci wszystkie
płatności związane z funkcjonowaniem /powiedzmy/ firmy, ubezpieczenia.
Oczywiście spłaca samochód.
Niedawno Mąż prosił mnie o dołożenie 30 zł. Były Mu potrzebne do zapłacenia
jakiejś faktury. A później...a później pojechaliśmy na tygodniowe wakacje.
Oczywiście Mąż płacił. A był szczodry. Po powrocie do domu, znów próbowałam
wypytać się o sytuację finansową Męża. Dowiedziałam się, że zalega z
płatnościami jakiś faktur. Ale, że to nic, ze wszyscy tak robią. Że to
zaledwie faktury za ostatnie dwa miesiące /jakieś 3 tyś/. W dwa dni po tej
rozmowie, Mąż wyznał mi, że kwota już jest większa, że hurtownie nie dają Mu
towaru, bo wisi im prawie 6 tyś. Zaczął coś mówić o intercyzie, stracie
samochodu. No i okazało się, że te zaległe faktury dotyczą nie dwóch, a 3
miesięcy.
Chwilami mam wrażenie, że Mąż coś kręci. Jako dobra żona wzięłam więc kolejny
kredyt i "biznes" Męża znowu działa. Mam jednak wielkie poczucie
rozczarowania. Nie przekonuje mnie twierdzenie, że wszyscy tak
robią.Zwyczajnie się boję.
Proszę o poradę. Czy rzeczywiście prowadzenie małego sklepu może być tak
niestabilne finansowo? Czy w ciągu dwóch dni dług może się tak zwiększyć? Czy
rzeczywiście drobni handlowcy mają takie zaległości z płatnościami i żyją na
kredytach jak my? A może to jest początek staczania się po równi pochyłej? Jak
powinnam widzieć tę sytuację?
Nie wiem czy wybrałam właściwe forum. Ten sam temat wpisałam w dziale Pierwszy
milion.