pajza
03.11.06, 01:32
Czlowiek przyjmuje w przychodni na Konwiktorskiej. Z pozoru sympatyczny,
poswiecajacy duzo uwagi i klarownie tlumaczacy teorie chorob dzieciecych. Gdy
jednak cos sie dzieje - powinni go zamykac w izolatce.
2,5-letniego chlopca leczyl przez 5 tygodni syropkami na zapalenie gardla. Nie
sluchal naszych sugestii i opisow nocnych kaszli. Gdy w czasie kolejnej wizyty
synek zlapal zapalenie krtani i zaczal dusic sie od kaszlu do tego stopnia, ze
przez kilka minut mial powazne klopoty ze zlapaniem oddechu, wezwalismy
karetke i szybko pojechalismy do szpitala. Doswiadczeniu i wiedzy dyspozytorki
dowiedzielismy sie - PRZEZ TELEFON - o zapaleniu krtani i moglismy szybko
zareagowac wychodzac na balkon, na swieze, wilgotne powietrze (oczywiscie z
kocem) i dotrwac do przyjazdy karetki. Kazdy z kilku lekarzy, ktorzy badali
synka w ciagu nastepnych kilkunastu godzin stwierdzil to samo: zapalenie
krtani ma od dwoch dni, a owe 5 tygodni chorowal na zapalenie oskrzeli.
Tydzien w szpitalu, antybiotyki i kilkadziesiat niespokojnych nocy - to efekt
chybionej diagnozy dr. Hadiego przy ksiazkowym przypadku.
Gdyby nie solidarnosc korporacyjna lekarzy, powinien za takie rzeczy odpowiadac.