jak sie ma pecha to na calego.Najpierw w zeszlym tygodniu latalismy z cora po
lekarzach w sprawie kaszlu.Zrobili kilka badan no i w koncu Rtg pokazalo
poczatek zapalenia pluc.Kilka dni pozniej maz wyladowal w szpitalu z
przecieta tetnica na nodze,wielki krwotok,2h operacja,slowem koszmar.Teraz
jest juz w domu ale nie moze jeszcze chodzic.Do kompletu najmlodszy zlapal
jakiegos wirusa,dostal kataru i takiej wysokiej goraczki,ze tez prawie w
szpitalu skonczylo.Dzis jest juz lepiej ale maly prawie z rak mi nie schodzi
i marudzi,marudzi,marudzi.A Ewka znowu wyglada nieciekawie i chyba teraz
wirus wskoczyl na nia.Teraz spia wiec na chwile siadlam do kompa.A balagan
jaki w domu...a gora prasowania...coz poczeka na lepsze czasy.
Aha i jeszcze przez zupelny przypadek mamy od piatku malego szczeniaczka.To
tak,zebym sie przypadkiem nie nudzila

Pozdrawiam was z domowego szpitala!