Dodaj do ulubionych

Czas leczenia

03.02.10, 16:32
Był kiedyś bardzo interesujący wątek na forum, dotyczący czasu leczenia.
Niestety, zarchiwizował się, ale można go przeczytać tutaj:

forum.gazeta.pl/forum/w,26140,79246180,79246180,Czy_wiesz_jak_sie_w_te_kocki_gra_.html
Przypominam o nim wszystkim niecierpliwym (a może nieświadomym!), którzy
oczekują zaniku wszystkich objawów po kilku miesiącach leczenia wink
Obserwuj wątek
    • szila2008 Re: Czas leczenia 03.02.10, 17:06
      Fionka wielkie dzięki za ten temat.Dlaczego w takim razie lekarz po
      roku proponuje zakończenie leczenia i ewentualne doleczanie?
      • fionka21 Re: Czas leczenia 03.02.10, 18:28
        Tego nie wiem, ale z pewnością nie jest to wskazówka ILADS wink

        Leczenie powinno trwać do ustąpienia wszystkich objawów + 2-4 miesięcy dla pewności.
        • ada122 Re: Czas leczenia 03.02.10, 18:49
          Tylko co uznac za ustapienie wszystkich objawow? ja np. niektore
          objawy mam od zawsze (lekkie bole w kolanie, bole w lydkach) wiec
          mam sie leczyc az one ustapia czy przyjac ze to nie zwiazane z bb,
          bo takie typowo boreliozowe objawy mam od roku i te prawie w calosci
          ustapily.
      • jan440 Re: Czas leczenia 06.02.10, 21:28
        Może przypomniał sobie o znanych i sprawdzonych prawdach.Wszystkie bakterie z
        czasem stają się lekooporne.U jednych trwa to dni,czasem tygodnie,rzadko
        miesiące.Inaczej nie będzie.Większość bakterii borelii
        przekształca się w formy na które nie działają żadne abx. Nikt nie
        wie kiedy się przekształcają ani co to powoduje
        • tosho Re: Czas leczenia 06.02.10, 21:42
          Z tego co wiem to oporność Borrelii raczej nie stanowi problemu, czyli
          najczęściej dalej są wrażliwe na antybiotyki, pomimo robienia przerw. Bakteria
          ta ma inne mechanizmy przetrwania, takie jak tworzenie cyst, czy przechodzenie w
          formy L.
          Poza tym, Borrelia burgdorferi zanim zostaje 'przekazana' przez kleszcza do
          człowieka to nie ma za bardzo okazji do nabierania oporności, bo nie jest
          poddawana antybiotykom.

          Choć pewnie może i są czasem przypadki oporności. To wszystko trudno zbadać.
          • jan440 Re: Czas leczenia 07.02.10, 13:01
            Czuję się zaszczycony polemiką ze strony jednego z największych autorytetów tego
            forum. Nie chcę zaśmiecać tego wątku dlatego otworzę
            nowy. Temat "lekooporność" wydaje mi się kluczowy w leczeniu boreliozy
            a już szczególnie w wydaniu ILADS.
            • tosho Re: Czas leczenia 07.02.10, 13:58
              Jan440, czyś Ty zwariował smile ? Czy to z tym autorytetem to było do mnie? Jeśli tak, to mam nadzieję że to był dowcip, bo ja nie jestem ŻADNYM autorytetem! Poza tym nie ma czegoś takiego jak autorytet na forum dotyczącym zdrowia, bo tu nie ma miejsca na zabawę w "autorytety", gdy chodzi o zdrowie osób.
              Autorytetem co najwyżej może być lekarz/ naukowiec itp. - w życiu realnym, nie przez internet!
              • izek.1 Re: Do Tosho 07.02.10, 15:00
                Witam! Jak Twoje samopoczucie? Czy jest choć ciut lepiej?
                • tosho Re: Do Tosho 07.02.10, 15:20
                  Cześć, niestety nic nie jest lepiej.
              • jan440 Re: Czas leczenia 07.02.10, 16:09
                Tosho - piszesz czy zwariowałem, przecież dobrze wiesz jak nam borelka odbija.
                Tak więc normalnych tu niewiele smile Zacytuję w skrócie wikipedię: Autorytet -
                osoba ciesząca się uznaniem mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu,
                prawdomówności w ocenie jakiegoś zjawiska.Przecież chyba nie jesteś amatorem i w
                dodatku kłamczuszkiem ?
                • tosho Re: Czas leczenia 07.02.10, 16:32
                  No to raczej jednak bliżej mi do amatorstwa. A z tym kłamczuchem to nie rozumiem
                  szczerze mówiąc smile
                  • doxycyklina Re: Czas leczenia 07.02.10, 16:55
                    Burascano pisze, ze czas leczenia to okolo 1 rok, a w przypadku koinfekcji nawet 2 lata. Mysle, ze to sa jakies wytyczne, ktore nie wziely sie z sufitu.
                    Poza tym koinfekcje moga wystepowac mimo negatywnych wynikow testow. (przypomina redakcja) x)
                    • marzena1963 Re: Czas leczenia 08.02.10, 11:58
                      Mnie do długiego leczenia przekonała czysta matematyka. Nic nie jest bardziej przekonujące od "królowej nauk". W każdej dziedzinie. Także i w naszej.

                      Zwykłą infekcję bakteryjną rzadko udaje się zwalczyć w ciągu tygodnia, częściej dwóch, czasami trzech a bywa, że i dłużej. I zawsze należy ją prowadzić do samego końca. Nawet, gdy już nie ma objawów choroby. Po to, aby nie dać szansy najbardziej odpornym mikrobom na przetrwanie.

                      Jeśli zatem bb dzieli się ok. 70 razy wolniej, a antybiotyk działa podczas jej podziału, to logicznym wydaje mi się pomnożenie tego tygodnia (dwóch, trzech itd) przez tą liczbę. Gdy do tego dołożyć jeszcze koinfekcje, które nie zawsze wychodzą w pierwszych badaniach... cysty...

                      Rozpoczynając leczenie założyłam na samym początku, że nie będzie to krótki okres. Optymistycznie marzył mi się rok, ale gdy zorientowałam się, że moja borelka ma prawie tyle samo lat co ja, to doszłam do wniosku, że chyba już ze mną zostanie na zawsze, ale muszę jej na tyle dokopać, żeby już nie podnosiła tak wysoko głowy jak to się jej ostatnio udało.

                      Miałam to szczęście, że radykalna poprawa nastąpiła od razu, ale moje leczenie trwa nadal. Czuję się świetnie, ale jeszcze podczas Bożego Narodzenia temperatura piknęła mi do 38 st. Od tego czasu minął kolejny miesiąc. Tym razem bez przerwy jest OK. Szesnasty miesiąc intensywnego leczenia. W sumie pół roku na Biotraksonie. Biorę jeszcze obecnie pięć antybiotyków. Nie przeszkadzają mi w tym by czuć się nadal lepiej niż kiedykolwiek w życiu. Często zastanawiam się jak ja mogłam żyć tyle lat z tak koszmarnymi bólami i dolegliwościami?

                      Przed zderzeniem się z tematem boreliozy każdego dnia brałam prochy przeciwbólowe, aby choć trochę sobie ulżyć. Zaufałam jednak informacjom z forum, że można miesiącami przyjmować antybiotyki i nie doznać poważnego uszczerbku na zdrowiu. Oczywiście stosując się do zasad obowiązujących w leczeniu.

                      Absolutnie tego nie żałuję i uważam, że nasze leczenie jest mniej szkodliwe niż to, które często jest serwowane z powodu wielu chorób wynikających z błędnej diagnozy i niewłaściwego leczenia.

                      Do tego obowiązkowo należy dołożyć jak najwięcej optymizmu, bo "jesteśmy tym, czym pragniemy być". Psychiką należy wesprzeć swój organizm i starać się mu jak najmniej dokopywać. Kto jak nie my ma sobie lepiej zdawać sprawę, że jesteśmy jako organizm całością?
                      Przekonałam się jak bardzo bakteria potrafi zawładnąć umysłem i emocjami. Nawet, gdy przychodziły złe dni mówiłam sobie: - To nie ja, to one sprawiają, że chce mnie dopaść deprecha. Przetrwam! Nie dam się! – po kilku dniach znów świeciło nade mną słońce. Mimo pochmurnych dni za oknem.

                      Bardzo ważne jest nastawienie się na sukces. Nie wolno nikomu się załamywać i pozwalać na zwątpienie. Trzeba cierpliwości. Większej niż w innych chorobach. Wyrzeczenia niestety też są większe.

                      Teraz być może zbliżam się do końca leczenia. Czy mi się uda na stałe? Gdyby to były tylko te ostatnie dwa rumienie, a nie całe życie, pewnie szybciej przyzwyczaiłabym się od myśli, że nie wrócę już nigdy do antybiotykoterapii. Wyszarpałam chorobie z Lyme ostatnie szesnaście miesięcy. I nie zamierzam oddać kolejnych! Te szesnaście miesięcy leczenia są dla mnie wielkim sukcesem. Po poczatkowej poprawie przez długi jedank czas - kilka miesięcy – było niemal bez zmian i nieciekawie, ale nagle z dnia na dzień i to się zmieniło. Poczułam się super. Mogłam pomyśleć , że to może już koniec, ale matematycznie wydawało mi się to jeszcze nierealne. Potem znowu temperatura się podniosła. Leczę się cierpliwie do końca.

                      Póki na tym świecie są antybiotyki i lekarz, który mnie poprowadzi czuję się bezpieczna. I nie boję się wejść do lasu czy na ogród. Nie mam urazu. Jestem tylko ostrożniejsza i bardziej świadoma. Z pełnym szacunkiem dla swojego przeciwnika. I z pełną wiara w to, że zmuszę go, aby pozwolił mi cieszyć się życiem.
                      Musicie wierzyć, że wygracie! Nie koncentrujcie się na niepowodzeniach.! To osłabia. Szukajcie pozytywnych emocji w sobie. Gdy je znajdziecie, nie będzie miejsca na złe. Całkiem tak samo jak to robimy z probiotykami, które wymiatają z nas grzyba. Dobre bakterie muszą zająć jego miejsce, aby ten nas nie zabił.

                      Nie darmo mówią: - „Wiara czyni cuda”

                      Sorry, za znowu zbyt długi post. Ale taka już moja uroda smile
                      smile

                      - mój wątek tiny.pl/s7pk
                      borelioza.org - strona Stowarzyszenia Chorych Na Boreliozę
                      • arrakis74 Re: Czas leczenia 08.02.10, 12:22
                        Marzenko bardzo dziękuję za tego posta. Zresztą każdy Twój wpis jest rewelacyjny
                        i bardzo optymistyczny. Dzięki nim w chwilach zwątpienia można "naładować
                        akumulatory". Warto je czytać by nie mieć wątpliwości, że to słuszna droga.
                      • antosia73 Re: Czas leczenia 10.02.10, 20:40
                        Ja również wydrukowałam. Dostanie go jutro ktoś kto jest w potrzebie.
                        Ja sama przeczytałam z 10 razy. Pozdrawiam
                  • jan440 Re: Czas leczenia 07.02.10, 22:44
                    Tylko to czy piszesz prawdę i tylko samą prawdę (jak w filmach amerykańskich-
                    chyba oglądałeś?wink)
                    • szila2008 Re: Czas leczenia 08.02.10, 12:21
                      Marzenko długi ale bardzo podbudowujący,dzięki.
                    • marzena1963 Re: Czas leczenia 08.02.10, 12:42
                      Szila, Arrakis dzięki Wam za miłe słowa smile

                      a do jan440 "Tylko to czy piszesz prawdę i tylko samą prawdę"

                      Wiem, że nie mnie dotyczy Twój komentarz, ale uprzedzam w razie wątpliwości -
                      Pisałam prawdę, samą prawdę. I radzę przyjąć ją do wiedomości. Naprawdę będzie łatwiej.

                      Oczekując mniej, otrzymamy więcej smile
                      • tosho Re: Czas leczenia 08.02.10, 13:52
                        Ja z kolei póki co żałuję, że zacząłem brać abx. Tyle leków w siebie władować i
                        zero rezultatów.
                        • tosho Re: Czas leczenia 08.02.10, 14:21
                          Nie rozumiem, do kogo Jan440 kieruje te słowa?
                          • jan440 Re: Czas leczenia 08.02.10, 14:30
                            Zapytany odpowiem - do Ciebie Tosho, z sympatią i uznaniem. Zakończmy to. Post
                            Marzeny jest wspaniały, będę go czytał często.
                            • great.blondino Re: Czas leczenia 08.02.10, 14:42
                              ja go sobie chyba wydrukuje smile
                              • marzena1963 Re: Czas leczenia 08.02.10, 15:15
                                smile smile smile
                                skoro wy sobie drukujecie, to chyba i ja to zrobięwink
                                Będę go sobie czytać w razie dopadnie mnie chandra. Choć już dawno jej nie miałam...

                                Ale poważnie mówiąc - odkąd podjęłam leczenie najbardziej dziwi mnie to, jak bardzo pozytywnie zmieniła mi się psychika (z naprawdę krótkimi przerwami na psychicznego herxika). Jeśli mi ona pozostanie, to nawet jak będzie źle, to i tak będzie mi ze sobą dobrze.

                                Porównując to, co czułam w sobie przed kuracją i stan obecny, to jakbym prosto z piekła trafiła do psychicznego raju. Zatem zarówno "piekło" jak i "raj" nosimy w sobie. Dużo od nas zeleży, ale i mikroby maja w tym udział większy niż mi się dotąd zdawało..
                                Te bakterie tak bardzo potrafią dać w kość układowi nerwowemu, że czasami to aż się wierzyć nie chce.

                                Często zastanawiałam się: - "Co się ze mną dzieje?!"
                                Czepiałam sie wszystkich i wszystkiego wokół. Nie potrafiłam przestać! I powtarzałam rodzinie:
                                - Nie mogę sama ze sobą wytrzymać. Jak wy ze mną wytrzymacie? Zdominowały mnie same złe emocje. A potem nagle antybiotyki je tak po prostu wymiotły! Już w pierwszych dniach biotraksonu! Nie powiem, kiepski czasami nastrój wracał czasami podczas herxa, ale nie przekazałam krętkom pałeczki. Zaciskałam ją mocno w garści. To ja musiałam być silniejsza! Teraz nawet jak wrócą, to przynajmniej mam świadomość ich istnienia i nie uda im się wyprowadzić mnie z równowagi smile

                                Bakterie są silne, ale ja o tym już wiem i to dodaje mi wiary, by nie dać się złamać!

                                A tak poza tym... Nasza ankieta wyglada bardzo optymistycznie. Zapraszam do niej. Także tych wątpiących w ILADS. Ważne, aby była rzetelna i wiarygodna.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka