Dodaj do ulubionych

jak pomóc przyjaciółce

11.01.10, 12:46
Moja przyjaciółka miała wyjść za mąż ale w dniu ślubu narzeczony się
wycofał. W tym samym dniu próbowła popełnić samobójstwo ale na
szczęście się nie udało. Była kilka dni w szpitalu, potem z niego
wyszła na własne żądanie ale poszła ze mna do psychiatry. Lekarka
stwierdziła, że boi się dać jej leki bo nie wie jak ona je
wykorzysta i dala jej skierowaie do leczenia szpitalnego. Teraz od
trzech dni jest w szpitalu i dostaje leki przeciwlekowe,
antydepresyjne i nasenne. Mówi że czuje sie źle, jak wstaje z łóżka
t kręci się jej w glowie, nie ufa swoim rodzicom i rodzeństwu, nie
chce nikogo z nich widziec w szpitalu poza mna i jednym zaufanym
księdzem. Nie wiem jak jej pomoc, bo ona niczego nie chce, ciągle
płacze i nawet nie wiem co moge jej powiedziec. Na wczorajszej
wizycie przez poltora godziny tylko siedzialam przy niej i albo nic
nie mowiłam i trzymalam ą za rękę albo mowilam ze facet jest glupi
ze ja zostawil a ona jeszcze spotka kogos kto jest jej warty. A ona
ciągle plakala. Boje sie ze lada moment mnie tez braknie sily.
Jeszcze ten oddzial jest taki dolujacy. Czy w szpitalach jest
prowadzona jakas terapia na zasadzie rozmow z psychiatra albo w
grupie wsparcia czy stale tylko leki? Ona tylko prosi żeby nie mówić
nic jej rodzicom a oni sie martwia bo tez nie wiedza co sie z nia
dzieje. Juz sama nie wiem co zrobić.
Obserwuj wątek
    • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 11.01.10, 13:50
      Szpital w tej chwili ma na celu dopilnowanei jej żeby nie popełniła samobójstwa,
      podobno są odziały gdzie się prowadzi psychoterapię i jakieś sensowne zajęcia
      ale generalnie to dają tablety i pilnują.
      Zresztą no cóż, w takiej sytuacji trzeba czasu żeby emocje opadły i dziewczyna
      jakoś uporała się z tym wszystkim, nie ma niestety leku na porzucenie. Jeżeli
      płacze to jej nei uspokajajj, póki może plakać i rozpaczać to moim zdaniem
      jeszcze nie jest tak źle. Nie ma sensu zaprzeczać jej uczuciom bo stało się co
      się stało i tyle.
      Jeżeli czujesz że to cię za bardzo obciąża to ogranicz te wizyty, faceta i tak
      jej nei zastąpisz, a jak masz sama się załamać to bez sensu.
      Co do rodziców no to moje zdanei jest takie że jeżeli są z nią zżyci, jeżeli są
      w stanie dać jej wsparcie to powinni wiedzieć.
      a ten uciekający pan młody wie o tej sytuacji?
      • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 12.01.10, 10:23
        Dziekuje za odpowiedzi, troszkę teraz wiem wiecej choc nadal
        niewiele o sposobach terapii w takich sytuacjach. Wczoraj wieczorem
        byłam porozmawiać z jej mama, bo uznałam, że ma prawo wiedzieć co
        się dzieje z jej corka. Kontaktow ograniczyc nie chce i nie moge, bo
        skoro ona nie chce sie widziec z nikim innym niz ze mna to nawet nie
        bedzie miala mozliwosci kupic sobie wody czy soku.
        Z rozmowy z mama mojej przyjaciolki dowiedzialam sie, ze nideoszly
        pan mlody wiedzial o probie bo po zdarzeniu sam wezwal pogotowie.
        Najgorsze, ze w tym pierwszym szpitalu do ktorego ja zawiezli
        powiedzial, ze ona to zrobila bo przersly ja studia i praca na dwa
        etaty a nic nie wspomnial o tym ze trzy godziny przez slubem sie
        wycofal. Teraz nie wiadomo gdzie jest bo kazdemu mowil co innego i
        strasznie naklamal wszystkim. Sytuacja jest trudna, zeby nie
        powiedziec ze beznadziejna, bo dochodzi do tego fakt, ze za
        mieszkanie w ktorym mieszkali razem ona placila wszystkie rachunki i
        kredyt ale kredyt na siebie wzial on. A to tylko dlatego, ze mial
        umowe o prace ale z niskimi dochodami a ona dwa etaty na umowy
        zlecenie ale za fajne pieniadze. I ona teraz tez ciagle o tym ze
        wpakowala kupe wlasnej kasy i nie wie jak sie z tego teraz wyplatac.
        Dla mnie jest jasne ze on to oszust matrymonialny i sprawa nadaje
        sie do prokuratury ale ona tego nie potrafi jeszcze zrozumiec. Mam
        nadzieje ze jakos ja w szpitalu ustabilizuja. Dzis ide do niej w
        odwiedziny to bede wiedziala dopiero jak sie rozwija sytuacja.
        • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 12.01.10, 11:29
          co do mieszkania to bez porady prawnika się nie obędzie, niestety to jest ta
          ciemniejsza strona tzw wolnych związków.
          Myślę sobei że jeżeli i studia i praca na dwa etaty i jeszcze wiarołomny
          narzeczony to już siła złego na jednego musiało w końcu trzasnąć.
          Grunt żebyś Ty umiała się jednak trochę od tej sytuacji zdystansować, rozumiem
          że ją przeżywasz bo to bliska przyjaciółka, ale wiesz żeby komuś pomagać
          skutecznei trzeba samemu mocno stać na nogach, jak tak razem siądziecie i
          będziecie obydwie załamane to niewiele z tego będzie. Nie możesz tego przeżywać
          tak jakby to Ciebie dosięglo nieszczęście, jednak margines bezpieczeństwa
          własnego trzeba zachować.
          Terapia pewnei zacznei się dopiero jak minie ten szok, i już po wyjściu ze
          szpitala, ale nie czyniłabym sobei wielkich nadziei jeśli chodzi o nfz.
          • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 10:44
            Byłam znowu u niej wczoraj, dalej daja jej leki ale widze jakby
            poprawe bo na pytanie czy moze by jednak jej rodzice przyjechali
            stwierdzila, ze "jeszcze nie teraz" czyli jest szansa. Powiedziałam
            jej to co tu przeczytałam, że na poczatku daja duze dawki lekow a
            potem zmniejszaja i ze moze jak zmniejsza to zacznie sie terapia.
            Ale jesli teraz mowisz ze jest niewielka szansa to chyba zaczne
            szukac gdzies jakis terapii w okolicy. No zobaczymy co bedzie dalej.
            Ja przy niej staram sie byc zdystansowana do sytuacji i traktowac ja
            normalnie jak do tej pory. Juz jakby mniej plakala wczoraj choc
            mowila ze nadal "boli". Najgorsze ze na oddziale gdzie lezy sa osoby
            z zaburzeniami znacznie wiekszymi. Nie chce zeby mnie ktos zle
            zrozumial, ale jako ze wczesniej nie mialam doczynienia z osobami z
            chorobami psychicznymi to wydawalo mi sie, ze wszystkie filmy, w
            których rzecz dzieje się na oddziale psychiatrycznym sa
            przesysowane. Niestety, okazuje sie, ze widok jest przygnebiajacy.
            No i ta moja przyjaciolka jeszcze bardziej czuje sie zdolowana.
            Nawet mnie to przeraza, choc probuje nie zwracac uwagi na inne
            osoby. Na razie widze, ze wprawdzie mmikroskopijnymi kroczkami, ale
            jednak cos zaczyna byc lepiej.
            Pozdrawiam
            • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 11:16
              Pewnie jest na oddziale ogólno-obserwacyjnym gdzie trafiają ludzie z różnymi
              zaburzeniami zanim zostaną zdiagnozowani i przeniesieni na inne odziały. Nie
              jest to najweselsze miejsce na swiecie, ale lepiej niech tam pobędzie niż
              mialaby przed jakiegoś dupka popełnić samobójstwo. No i widok ciężej chorych
              może da jej do myślenia że z nią jeszcze nie jest tak tragicznie i że ma ogromną
              szansę wyjść na prostą. Po prostu zdarzyło jej się w życiu coś wyjątkowo
              przykrego ale z jej głową tak po prawdzie wszystko jest ok, reakcja jest może i
              silna ale adekwatna do sytuacji, jak odreaguje to wroci do normalngo życia.
              Niestety część jej wspoltowarzyszy niedoli nie ma pewnie nawet cienia takiej
              nadziei.
              • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 11:21
                Moze to jest mysl, zeby powiedziec jej ze sa osoby z zaburzeniami,
                ktorych bez lekow i szpitala na wiele lat nie da sie leczyc.
                Przeciez kazdy w pierwszej chwili po takich silnych negatywnych
                emocjach zrobilby cos glupiego.
                Ja pewnie bym natychmiast zglosila sprawe na policje, ze zostalam
                oszukana i od razu sprawa sadowa i zeby gostka zamkneli za oszustwo.
                Ale a jestem inna niz ona. Bywalam czesciej na randkach zanim
                poznalam meza.
                        • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 13:11
                          całościowej to nie, ale zawsze uważałam że poleganie na samych tabletkach nie
                          jest dobrym pomysłem, że trzeba jednak samemu się starać i metodą małych kroków
                          itd. Zawsze tak pisałam i uważałam. Weź się w garść takie wypowiedziane bez
                          próby zrozumienia zawsze będzie nie dość że przykre to jeszcze bez sensu, ale
                          powiedzenei wierzę że jak nei dzisiaj to za miesiąc za rok uda Ci się moim
                          zdaniem sens ma. Więc może to trochę zależy od tego kto, w jakim kontekście i w
                          jaki sposób.
                          Kiedy mi np Vinja pisala że dasz radę, spróbuj , zrob tak a tak to nie uważałam
                          że ona lekceważy moje problemy i jest bezduszna bo wiedzialam że rozumie i robi
                          to z serca chcąc mi pomóc, kiedy moi starzy rzucali weź się w garść kiedy
                          rozpadalam się przez nich na kawałki to byla dodatkowa tortura.
                          No nie umiem jaśniej tego wytłumaczyć, ale chyba da się zrozumieć różnicę.
                          Przecież ja nie lekceważę problemow tej dziewczyny, uważam że sytuacja w jakiej
                          się znalazla naprawdę jest bardzo przykra i nikomu takiej nie życzę, ale uważam
                          też że da sobei radę, nie każe jej dzisiaj pajacyków robić i się uśmiechać, ale
                          jednak w tym tunelu wyraźnie jest światełko.
          • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 11:54
            lucyna_n napisała:

            > co do mieszkania to bez porady prawnika się nie obędzie, niestety to jest ta
            > ciemniejsza strona tzw wolnych związków.
            niewolnych także
            jeśli mieszkanie jest na niego, to w ogóle był durny pomysł, bo pozostałoby
            takie nawet po rozwodzie (zgodnie z moją ubogą wiedzą)
            • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 12:45
              jeżeli nabyte w trakcie trwania małżeństwa to tak czy śmak jest majątkiem
              wspólnym, chyba że była spisana intercyza przedślubna.
              Tak ja rozumiem przepisy, i tak mi klarowali w baku jak braliśmy kredyt
              mieszkaniowy że czy mąż czy ja będziemy brać kredyt to i tak mieszkanie stanowić
              będzie majątek do podziału w razie czego, ale nie jestem prawnikiem i mogłam
              czegoś nei pojąć.

              • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 12:59
                Przyjaciolka jest zameldowana w tym mieszkaniu, a wspolwlascicielka
                miala byc po slubie. Niestety wczesniej nie przyszlo mi do glowy
                zeby podejzewac tego faceta o zle zamiary skoro ja zameldowal i
                poltora roku razem mieszkali, planowali slub i przjecie weselne. Ona
                nie potrafi wytlumaczyc logicznie dlaczego od razu nie zdecydowala
                sie na wspolwlasnosc. Moze zakochanie rzeczywiscie robi ludziom wode
                z mozgu. Z tego co mowila jej mama to ona jej odradzala taki uklad,
                ale przeciez wiadomo ze dzieci zawsze stana okoniem do tego o mowia
                rodzice.
                Ja powiedzialam jej rodzicom ze z mojego punktu widzenia to oszust
                matrymonialny i ze jesli facet nie przepisze mieszkania na nia albo
                jej nie splaci dobrowolnie to pozostaje tylko adwokat i sad.
                Coz, ciezka sprawa
                • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 13:14
                  w sytuacji kiedy przed ślubem to prawda że byłoby tylko jego, ale gdyby w czasie
                  trwania malżeństwa zaciągnął ten kredyt to mieszkanie byłoby wspólne. Nie wiem
                  też czy wspólne spłacanie kredytu nie jest wtedy jakoś brane pod uwagę przy
                  rozwodzie.
                      • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 13:47
                        tak wlasciewie to dla banku nie ma znaczenia kto placi za kredyt
                        byle placil i kto jest wspolwlascicielem bo wszyscy wlasciciele
                        odpowiadaja solidarnie. Oczywiscie nie mowie tu o sprzedazy
                        mieszkania, choc na sprzedaz bank by sie rowniez zgodzil bo przeciez
                        dostanie kase od razu przy sprzedazy.
                        • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 13:50
                          plastik.fantastik napisała:

                          > tak wlasciewie to dla banku nie ma znaczenia kto placi za kredyt
                          > byle placil i kto jest wspolwlascicielem bo wszyscy wlasciciele
                          > odpowiadaja solidarnie. Oczywiscie nie mowie tu o sprzedazy
                          > mieszkania, choc na sprzedaz bank by sie rowniez zgodzil bo przeciez
                          > dostanie kase od razu przy sprzedazy.
                          oj.... w przypadku każdego z tych stwierdzeń przeczuwam, że bankowi wcale nie
                          jest "wszystko jedno"
                          • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 13:59
                            No to nie wiem. Wydaje mi sie ze tak jest. Ale nie jestem
                            specjalista. Z mojego logicznego punktu widzenia to jesli bylby
                            wspolwlasciciel mieszkania to bank mialby zawsze wieksza mozliwosc
                            odzyskania kwoty kredytu niz jak jest jedna osoba kredytobiorca.
                            Wkoncu w bankach zawsze niepewnie patrza na singli za to na
                            malzenstwa jakos przychylniej. Takie jest moje zdanie po tym jak sie
                            dowiadywalam o wlasny kredyt. Dostalabym wiekszy gdybym byla wtedy
                            mezatka albo bylby wspolkredytobiorca.
                              • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:12
                                hmm, no to juz mi teraz namieszałaś niezle.
                                Ale jakby abstrahujac juz od kwestii czy tak moznaby bylo po slubie
                                zrobic czy nie nie zmienia faktu, ze przyjaciolka nie czuje sie z
                                tym dobrze i zostala oszukana. Przeciez nie mozna zakladac z gory
                                zaczynajac jakis zwiazek ze sie zle skonczy. Gdyby tak bylo to
                                detektywi mieliby duzo wiecej roboty niz w tej chwili.
                                • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:21
                                  plastik.fantastik napisała:

                                  > hmm, no to juz mi teraz namieszałaś niezle.
                                  > Ale jakby abstrahujac juz od kwestii czy tak moznaby bylo po slubie
                                  > zrobic czy nie nie zmienia faktu, ze przyjaciolka nie czuje sie z
                                  > tym dobrze i zostala oszukana.
                                  bardziej prawdziwie brzmi, że dała się oszukać

                                  Przeciez nie mozna zakladac z gory
                                  > zaczynajac jakis zwiazek ze sie zle skonczy.
                                  ale zawsze należy zakładać, że prawo jest bardziej popieprzone, niż się
                                  przeciętnemu człowiekowi wydaje

                                  Gdyby tak bylo to
                                  > detektywi mieliby duzo wiecej roboty niz w tej chwili.
                                  detektywi nie
                                  ale prawnicy na pewno
                          • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:19
                            car.pat.k napisała:

                            > plastik.fantastik napisała:
                            >
                            > > tak wlasciewie to dla banku nie ma znaczenia kto placi za kredyt
                            > > byle placil
                            nie
                            bo płacił cały czas jej facet
                            bank nie ingeruje kto konkretnie dawał kasę i to go nie interesuje. to jest
                            zasadnicza różnica
                            bo kredytobiorca pozostaje cały czas ten sam

                            i kto jest wspolwlascicielem bo wszyscy wlasciciele
                            > > odpowiadaja solidarnie.
                            po pierwsze: nie interesowałam się tematem, ale gdybym układała regulamin
                            kredytu, to na 100% wrzuciłabym coś o przenoszeniu własności w czasie
                            obowiązywania umowy - nie wiem na ile prawo tu ingeruje, ale najchętniej
                            wpisałabym całkowity zakaz
                            bo skoro zbadałam zdolność kredytową jednej osoby, to po co mam jeszcze zajmować
                            sobie głowę kolejną rzeczą
                            w skrajnym przypadku to może być ktoś o fatalnej historii i bardziej namieszać i
                            narobić problemów, niż być wsparciem w czasie spłacania kredytu - do czego chyba
                            nie byłby zobowiązany

                            założenie współwłasności nie jest równoznaczne z przeniesieniem kredytu
                            tu także zacznie się pewnie batalia prawna
                            i gdybym była bankiem, to wpisałabym zakaz
                            bo po jaką cholerę mam się jako bank babrać z prawnikami, skoro nie muszę?

                            Oczywiscie nie mowie tu o sprzedazy
                            > > mieszkania, choc na sprzedaz bank by sie rowniez zgodzil bo przeciez
                            > > dostanie kase od razu przy sprzedazy.
                            nie
                            bank zarabia na pożyczaniu pieniędzy
                            jeśli wcześniej spłacisz, to on mniej zarobi, choć narobił się przy udzielaniu
                            kredytu tak samo

                            dlatego banki także regulują możliwość wcześniejszej spłaty kredytu i wpisują
                            kary (tylko ładniej nazwane), za tego rodzaju praktyki klientów
                            • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:29
                              car.pat.k napisała:

                              > car.pat.k napisała:
                              >
                              > > plastik.fantastik napisała:
                              > >
                              > > > tak wlasciewie to dla banku nie ma znaczenia kto placi za kredyt
                              > > > byle placil
                              > nie
                              > bo płacił cały czas jej facet
                              > bank nie ingeruje kto konkretnie dawał kasę i to go nie interesuje. to jest
                              > zasadnicza różnica
                              > bo kredytobiorca pozostaje cały czas ten sam
                              >
                              > i kto jest wspolwlascicielem bo wszyscy wlasciciele
                              > > > odpowiadaja solidarnie.
                              > po pierwsze: nie interesowałam się tematem, ale gdybym układała regulamin
                              > kredytu, to na 100% wrzuciłabym coś o przenoszeniu własności w czasie
                              > obowiązywania umowy - nie wiem na ile prawo tu ingeruje, ale najchętniej
                              > wpisałabym całkowity zakaz
                              > bo skoro zbadałam zdolność kredytową jednej osoby, to po co mam jeszcze zajmowa
                              > ć
                              > sobie głowę kolejną rzeczą
                              > w skrajnym przypadku to może być ktoś o fatalnej historii i bardziej namieszać
                              > i
                              > narobić problemów, niż być wsparciem w czasie spłacania kredytu - do czego chyb
                              > a
                              > nie byłby zobowiązany
                              zabezpieczeniem kredytu jest hipoteka, więc to zabezpieczenie rzeczowe, a nie
                              osobiste, czyli jeśli byłyby problemy, to zawsze pozostaje mieszkanie do
                              zabrania i inne osoby nie powinny mieć tu jakiegoś specjalnego znaczenia
                              nie wiem jak w małżeństwie wyglądają sprawy z wcześniejszymi kredytami i jak się
                              to ma do wspólnoty majątkowej
                              nie jestem prawniczką
                              ale ogólnie w głowie mi się nie mieści, że Twoja przyjaciółka tak na gębę
                              chciała sobie załatwiać sprawę o wartości zapewne kilkuset tysięcy
                            • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:29
                              chyba z iekawości przejrzę raz jeszcze moją umowę kredytową,
                              pamiętam że bank dość szybko dmagał się aktu własności mieszkania, do czasu jej
                              dostarczenia trzeba było dodatkowo ubezpieczać kredyt, w przypadku małżeństwa
                              bank w którym brałam kredyt wręcz wymuszał wspolwlasnośc, musiałam specjalnei u
                              notariusza pismo podpisywać o wspólnocie majątkowej z mężem, mimo że przepisy
                              teoretyczne uważają że dobra nabyte w czasie trwania są wspólne. Bez tego nie
                              udzielonoby kredytu. Obydwoje też musieliśmy być wpisani w księdze wieczystej
                              jako właściciele, mimo że ja wtedy praktycznei zarabiałam jakieś śmieszne
                              pieniądze na umowy zlecenie więc dla banku nei byłam żadnym gwarantem spłaty.
                              Mąż musiał się za to obowiązkowo ubezpieczyć na życie na wartość zaciągniętego
                              kredytu i scedować wypłatę odszkodowania zaocznie na bank. Nie wiem więc czy w
                              przypadku wieloletnich kredytow hipotecznych nie jest lączone wspólkredytowanie
                              ze wspólwlasnością.
                              a co do tego kto rzeczywiście płaci to już nie ma najmniejszego znaczenia, może
                              to być wuj z ameryki, byleby się na wskazanym koncie regularnei pojawiała kasa.
                              • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 14:34
                                lucyna_n napisała:

                                > Nie wiem więc czy w
                                > przypadku wieloletnich kredytow hipotecznych nie jest lączone wspólkredytowanie
                                > ze wspólwlasnością.
                                i to są moim zdaniem argumenty za tym, żeby uregulować w umowie wszelkie sprawy
                                związane z przenoszeniem tej własności (lub ustanawianiem współwłasności)
                                  • car.pat.k Re: jak pomóc przyjaciółce 13.01.10, 15:13
                                    plastik.fantastik napisała:

                                    > Natomiast wiem, ze inni znajomi biorac kredyt nie mieli slubu a
                                    > brali go na wspolwlasnosc. Juz zgupialam calkiem.
                                    to też jest możliwa opcja :)
                                    ale brali go WSPÓLNIE od początku, a nie chcieli robić współwłasność po
                                    zaciągnięciu kredytu
    • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 11:19
      wieści z "frontu" o inaczej tego nazwac nie mozna w tej chwili.
      Teraz sie troche pozmienialo z ta przyjaciolka, moze to kwestia
      wplywu lekow jakie jej daja ale na chwile obecna to jestem na nia
      wkurzona, bo mnie oszukala i nie wiem czy zrobila to swiadomie czy
      nie. Narazila mi sie okrutnie. To ja do niej z otwartym sercem i
      checia pomocy a ona mi taki numer wywinela ze szkoda gadac. Ale i
      tak wam napisze bo musz sie wygadac.
      Otoz poprosila mnie ostatnio o kilka rzeczy z domu m.in. o tabletki
      oslonowe na zoladek. To pojechalam wczoraj, zanim weszlam do jej
      domu to zadzwonila do mnie zebym przypadkiem nie dawala tych
      tabletek pielegniarkom bo ona bedzie miala przerabane. No i wzielam
      to o co mnie prosila, tzn. Controloc 40 i Estazolam. Ale ze w zadym
      pudelku nie bylo ulotki i oba byly wydane z przepisu lekarza to mnie
      tknelo i zadzwonilam do meza zeby sprawdzil w internecie do czego to
      sluzy. No i owszem, ten pierszy jest oslonowy na zoladek ale ten
      drugi nasenny. No chyba musialabym byc chora dajac jej te leki.
      Oczywiscie ten estazolan zabralam ze soba. A jej w szpitalu
      powiedzialam ze tego estazolanu nie bylo. Musielibyscie widziec jaka
      byla wsciekla. Od razu zadzwonila do rodzicow z pretensjami bo
      stwierdzila ze to oni jej zabrali leki. Normalnie chocy w nia jakis
      diabel wstapil ze nie przywiozlam jej tego leku. Do tego powiedziala
      ze jak wyjdzie ze szpitala to pewnie i tak sie zabije. I ze nie chce
      nikogo widziec.
      No to nie. Ja mam wlasna rodzine, o ktora musze dbac a nie zajmowac
      sie przyjaciolka, ktora nawet nie potrafila mi powiedziec na co sa
      tabletki ktore mam jej przemycic do szpitala. Co ona sobie myslala,
      ze nie sprawdze, ze sie nie dowiem? A jakbym jej te tabsy zawiozla a
      ona by je wszystkie zezarla na raz i zapadla w spiaczcze albo co
      gorszego to ja bym byla za to odpowiedzialna. Bo niby skad ona by
      wziela na oddziale zamknietym tableki wydawane na recepte? Przeciez
      od razu by do mnie doszli i jeszcze bym odpowiadala za narazenie jej
      zycia na niebezpieczenstwo. Ona tylko mysli o sobie egoistka jedna.
      Nie pomyslala ze ja moglam miec przez te jej tabletki problemy.
      Kicham w takim ukladzie na nia. Jak ona taka to ja tez taka bede.
      niech sobie teraz tam sama lezy w szpitalu. I mam gdzies czy sie na
      mnie obrazi albo mnie znienawidzi. Zastanawiam sie tylko czy nie
      napisac jej ze to ja swiadomnie nie dalam jej tych tabletek.
          • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 13:09
            kiepska sprawa, wyraźnie kombinuje jakkoliwek specjalnie to sprytne nie jest
            truć się słabo trującym estazolamem będąc do tego w szpitalu, przecież wiadomo
            że nie ma prawa coby się jej to udało, jedynie płukanie żołądka by sobie
            zafundowała i porcję gorzkich uwag co do swojej postawy.
            a swoją drogą skoro już miała wcześniej w domu takie leki to coś musiało być na
            rzeczy wcześniej, coś mi się widzi że ten chłopina bryknął przed jakąś nerwicową
            albo depresyjną.
              • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 13:58
                pokręcona dziewczyna, pokręcona historia, ale tak myślę że takie rzeczy nei
                biorą się jednak bez przyczyny, albo ten gość cynicznie wybrał swoją ofiarę
                szukając kogoś latwego do uzależneinie a od siebei i zmanipulowania, albo
                poniewczasie się pokapował w czym rzecz, a może też go jakoś szantażowała
                moralnie i dlatego nie śmiał odejść. Jak widać ona za bardzo się nei przejmuje
                tym że komuś narobi problemów, więc tam wszystko mogło się zdarzyć.
                To ludzkie życie to jest naprawdę popierdolone, jakby tak u każdego można było
                wywolać jego szczere wewnętrzne ja to nikt by nie miał odwagi wyjść na ulicę.
                • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 14:53
                  No ja stwierdzilam, ze narazie nie pojade. Jak ona "okoniem" do mnie
                  to ja "okoniem" do niej. Narazie, niech sie przez tydzień uspokoi a
                  potem pomysle co z odwiedzinami u niej. Zas mi pewnie wyskoczy z
                  jakas "madroscią" i prosba o tabletki.
                  Z lekarzem nie ma jak rozmawiac bo ona nie ustanowila nikogo, kogo
                  lekarz moze infomowac o jej stanie zdrowia.
                  A swoja droga, to czy ona moze teraz wyjsc ze szpitala na wlasne
                  żądanie jak laduja w nia leki przeciwdepresyjne itp.?
                    • plastik.fantastik Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 15:23
                      Lucynko, teraz widze, ze to jednak Ty nie rozumiesz sytuacji, bo
                      skoro uglaskiwanie nie dziala to moze to zadziala.
                      Ja do tej pory myslalam, ze skoro ktos chce sie zabic ale wczesniej
                      o tym mowi to znaczy ze tak naprawde chce zeby mu pomoc. Ale jesli
                      ktos mi mowi ze sie zabije mimo leczenia a do tego wciaga mnie do
                      odpowiedzialnosci to ja nie mam ochoty w tym uczestniczyc. Takie
                      moje prawo i zamierzam z niego skorzystac. Z lekarzem niech sobie
                      rozmawia ona o ile lekarz bedie chcial z nia rozmiawiac bo na razie
                      nie chce.
                      A co do 13 latki to nie wiem czy mam to traktowac jako komplement
                      czy obelge.
                      Co wiecej, myslalam ze uzyskam kilka porad co zrobic z tym fantem,
                      skoro do tej pory nie mialam stycznosci z osobami z zaburzeniami. To
                      co wiem do tej pory to duzo ale w dalszym ciagu za malo jak na
                      laika. I chocbym miala i 50 lat to nie majac stycznosci z takimi
                      problemami, nie bede wiedziala co w takiej sytuacji zrobic. Bo moze
                      naiwnie myslalam ze po to sa fora internetowe. A moze ja jestem zbyt
                      normalna na to forum.
                      • lucyna_n Re: jak pomóc przyjaciółce wiesci z "frontu" 15.01.10, 15:57

                        A teraz przeczytaj sobei pierwszy wpis jaki Ci napisałam w tym wątku, żebyś się
                        zdystansowała, nie chcialaś przyjąć d wiadomości innego punktu widzenia, to Ty
                        cały czas stajesz okoniem że wiesz lepiej i wiesz lepiej. Prawdopodobnie
                        rzeczywiście jesteś zbyt normalna dla mnie.

                        Jeżeli mało Ci porad to ja wymiękam, faktycznie lepiej zrobisz idąć z tym
                        problemem na forum psychologia, ja nie jestem fachowcem, mogę tylko pisać z
                        punktu widzenia chorego, przez co pogląd na świat mam prawdopodobnie skrzywiony.

                        a Ty naprawdę się obrażasz jak 13 latka, a może to i nawet fajne zachować taką
                        młodość umysłu?
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka