Witajcie,
No dobra...Zdecydowałam się zacząć nowy wątek. Może niepotrzebnie, bo niby wiem, że w tej chorobie/leczeniu "wszystko jest możliwe", ale tkwię w tak zupełnie martwym punkcie, że odnalezienie kogoś, kto też na nim kiedyś sobie przysiadł dałoby mi jeszcze jakąś nadzieję, że nie wszystko stracone. Poza tym jest na forum wielu fanów tematów okołoherksowych, więc może ktoś mi odpisze

Ale jeśli owy interlokutor chce mi obwieścić, że miał mega herksa po czosnku niedźwiedzim, to niech sobie od razu odpuści...
Leczę ciężką, starą neuroboreliozę (zwaną dotychczas sm).Odkąd zaczęłam terapię (czyli 4 miesiące temu) jest tak: w czwartym tygodniu nasiliły się wszystkie objawy-czasem natężenie niemal do obłędu, czasem symptomy wracają do stanu sprzed leczenia, doszły nowe (np. straciłam zupełnie czucie w zębach i szczęce), nie ma żadnej wyraźnej sinusoidy (typu: wyraźny herks- przerwa-herks-przerwa itd.), pogorszenia są nieostre, poprawy (oczywiście

brak- jeden wielki obłęd. Oczywiście nie będę oryginalna w stwierdzeniu: nie wiem, czy to rozwój choroby, skutki uboczne leków, grzyb (raczej nie), totalna toksemia, permanentny herks itp.
Może znajdzie się ktoś, kto tak jak ja "marzy(ł)" o powalającym, wyrazistym, namacalnym, odczuwalnym, zauważalnym herksie a los dla niego wybrał inaczej: niewiadomoocochodziicorobić ? I-jeśli to sprawa toksyn- to, czy istnieje szansa, że organizm w ogóle zdoła się oczyścić bez przerywania terapii skoro trup się ściele tak gęsto, hmm?
Pozdrawiam serdecznie,
Ewka