aniaaniaania333333333
26.08.14, 21:33
Witam wszystkich.
Postanowiłam napisać ponieważ przeżyłam boreliozę, z której się podobno nie można wyleczyć, a jednak sadzę, że mnie to spotkało. Może choć jednej osobie pomogę. Oto moja krótka historia. W ubiegłym roku na początku sierpnia miałam infekcję grypopodobną. Straszny ból głowy, mięśni, kości, skóry, gorączka 37,8. Nikt wokół mnie nie był chory, nikogo nie zaraziłam. Nie przeziębiam się też generalnie. Potem przeszło, ale stan podgorączkowy został (ok. 37,2), straszne osłabienie i tak przez miesiąc cały. W międzyczasie testy elisa - pozytywnie, western blot pozytywnie. Trzech lekarzy stwierdziło boreliozę. Niestety również enzymy wątrobowe były znacznie podwyższone. Jeden z dobrych lekarzy w Olsztynie, który leczy metodą ILADS stwierdził, że niestety borelioza zaatakowała wątrobę. Miałam miejsce zapewnione w szpitalu w Ostródzie na leczenie antybiotykami 3 tyg, ale zrezygnowałam bojąc się o stan wątroby. W dużym skrócie tak wyglądało moje leczenie: byłam 3 razy u radiestety w Olsztynie, potem raz u prof. w Warszawie. Wszystkie objawy zniknęły. Minął już rok, enzymy wątrobowe mam w normie. Nie zachęcam nikogo do odwracania się od medycyny konwencjonalnej. Chciałam się tylko podzielić tym co przeżyłam. Pozdrawiam wszystkich