zalamanalala81
20.07.15, 15:27
Witajcie.
Mojego dwuletniego synka kleszcz ugryzł 20 maja, mały, nienapity, pod płatkiem ucha. Synek miał stan podgorączkowy. Nie zdecydowałam się go usunąć sama, więc pojechaliśmy specjalnie do szpitala dziecięcego w Chorzowie na izbę przyjęć, gdzie naczekaliśmy się 3 godziny zanim nas przyjęli i wyjęli kleszcze pęsetą, spytali czy chcemy go zbadać pod kątem boreliozy i dali nam w pudełku. Powiedzieli też że jak wynik będzie negatywny to mamy nie podawać mu antybiotyku, jeśli jednak pozytywny to przepisali receptę na sumamed. Lekarka nie widziała związku gorączki z kleszczem. Od razu pojechaliśmy do Śląskich laboratoriów przekazać kleszcza do zbadania. Na drugi dzień wynik był NEGATYWNY-w dostarczonym materiale nie stwierdzono obecności antygenu borrelii z informacją, że taki wynik nie wyklucza zarażenia. Nie podaliśmy antybiotyku. Około 17 czerwca pojawiła mu się pręga czerwona wzdłuż policzka, tydzień czasu móżdżyłam z czego się wzięła, nawet podejrzewałam odczyn alergiczny od obroży przeciw kleszczom u psa, bo synek lubi się przytulać do naszego psa. 23 czerwca poszłam do pediatry, opowiedziałam wszystko i zasugerowałam czy czasem nie może to być od kleszcza ten rumień, bo nie wyglądał on typowo jak na zdjęciach w internecie. Pediatra powiedział, że przy ugryzieniu dzieci przez kleszcza powyżej szyi ZAWSZE stosuje się antybiotyk i że teraz to tylko badania mamy zrobić, kazał podać sumamed przez 7 dni jeśli będzie wynik pozytywny. Powiedział że dalszego leczenia nie ma, tylko za 4 miesiące mamy zrobić badania ponowne. Dlaczego szpital dziecięcy tego nie praktykuje tzn. nie podaje antybiotyku bez wzlędu na badania??? Od razu pojechaliśmy zrobić Elisę, wieczorem miałam już wynik IGM 183,3, IGG 143,4. Na drugi dzień zrobiliśmy WB w obu klasach i podaliśmy 2 ml sumamedu. To był piątek, przez cały weekend przeczytałam chyba cały internet na ten temat, byłam na stronie stowarzyszenia, pisałam do nich po pomoc, dowiedziałam się o tych metodach leczenia Ilads i Idsa, przeszłam dosłownie pranie mózgu, a informacji o chorobie u dzieci było jak na lekarstwo. Obdzwoniliśmy lekarzy ale albo nie leczą dzieci, albo listy mają zamknięte już i nowych pacjentów nie przyjmują, masakra jakaś, a wiedzieliśmy że najbardziej liczy się CZAS. 29 czerwca odebraliśmy wyniki i IGM:
p41 40
OspC Ba afzelii 80
OspC Bb burgdorferi 78
OspC Bg garinii 88
OspC spielmanii 95
Anti human Igm 117
Borelia Euroline RN-AT Igm pozytywny,
natomiast IGG:
VisE afzelii 8
VisE burgdorferi 34
p41 114
OspC 27
Anti human Igg 82
Euroline borrelia igg pozytywny
30 czerwca pojechaliśmy do Pani specjalistki w leczeniu boreliozy w Tychach, na wizycie której pokazywała nam obecne wytyczne lekarzy ogólnych i zapisała nam amotaks. Stwierdziliśmy że była to tylko strata czasu, bo wiedzieliśmy więcej o tej chorobie od niej, w drodze do domu, od telefonu do telefonu zdobylismy nr do lekarki w Łodzi leczącej wg Ilads dzieci i zdobyliśmy termin na 13 lipca, a w międzyczasie na 2 lipca zdobyliśmy skierowanie do Szpitala Dziecięcego zakaźnego w Krakowie na oddział, z nadzieją, że go tam położą, przebadają na wskroś i zastosują leczenie. Gdy tam pojechaliśmy lekarka przyjmująca ODMÓWIŁA nam przyjęcia na oddział po mega awanturze, włącznie z telefonem do lekarza, który skierowanie nam wypisał, nie spojrzała nawet na wyniki badań, tylko zobaczyła zdjęcie rumienia, potwierdziła że to borelioza i przepisała ospamox 6 ml w zawiesinie co 12 godzin od 3 lipca na 4 tygodnie.
13 lipca pojechaliśmy do Łodzi do tej lekarki leczącej wg ILads, która zebrała wywiad i pytała czy potwierdzaliśmy badania gdzieś i jakbyśmy chcieli (bo nie namawia) to obok jej gabinetu jest gabinet biorezonansu i tam można by było sprawdzić czy są koinfekcje i potwierdzić badania. Powiedziała, że ona też w to nie wierzyła, do czasu aż wybadało jej chorobę, którą miała. Zniesmaczeni zbadaliśmy synka, bo cóż oprócz 60 zł mieliśmy do stracenia. WYszła bartonella bovis, borrelia afzelii, burgdorferi, garinii, vincentii. Na podstawie wyniku TEGO "BADANIA" rozpisała leczenie Ilads:
Cedax 2x1,3 ml codziennie
sumamed forte co 2 dzień 2 ml,
metronidazol 1x 1/4 tabletki co 2 dzień
nystatyna 2x 2 ml codziennie
ostropest mielonu, probiotyki preparat muliwitaminowy, vit. C, D3, B complex, Eyeq i ziółka.
Nie powiem, wymęczyłam ją pytaniami o ewentualne powikłania po tych dawkach, o skutkach i rezultatach leczenia, o szansie wyleczenia, czasie trwania i nie potrafiła mi na te pytania odpowiedzieć. Mój synek jest w zasadzie bezobjawowy, a powiedziała, że leczy się do ustąpienia objawów, więc do kiedy?? Nie umiała tego sprecyzować, kazała obserwować dziecko i zapisywać zachowanie. Nie umiała też odpowiedzieć na pytanie czy jest to wyleczalne i czy można to usunąć z organizmu, powiedziała, że w trakcie leczenia będzie widzieć jakie są efekty. Leki przepisała na 2 miesiące, termin mamy na wrzesień. Przy zapłacie za wizytę dowiedziałam się, że te ziółka można tylko u niej kupić i kosztują 500 zł, bo są sprowadzone ze stanów.
Dużo mieliśmy czasu na dyskusję z mężem w drodze powrotnej do domu, byliśmy zniesmaczeni i rozczarowani tym biorezonansem, i tak jak byłam bardzo przekonana do leczenia ilads, tak teraz juz nie wiem, czy to czasem nie jest świetny biznes dla lekarzy tak jak w przypadku leczenia niepłodności. Długo się zastanawialiśmy co zrobić i uznaliśmy że skoro 16 lipca mamy znowu wizytę w Krakowie, to pojedziemy i zobaczymy czego sie dowiemy. Synek cały czas był na ospamoxie i probiotykach. W Krakowie dostał ciąg dalszy leczenia tym antybiotykiem, spytałam, czy ta bakteria jest możliwa do usunięcia z organizmu i usłyszałam, że oczywiście.
Dziś jest 20 lipca, uznaliśmy, że skoro syn jest bezobjawowy, dobrze toleruje antybiotyk, cisnę w niego witaminy i owoce, unikamy słodyczy, to będziemy leczyć go standardowo i postaram się wymusić leczenie do pełnych 6 tygodni, potem zrobimy testy, tylko nie wiem czy Wb czy KKI, jeśli wtedy coś będzie nie tak to pozostanie nam ilads. Co do moich wniosków, to nadal mam obawy czy dobrze robimy:
- z jednej strony dwuletnie dziecko ma słaby system odpornościowy, a on jest jeszcze wcześniakiem i zniszczyć mu go jeszcze antybiotykami w takich ilościach byłoby zbrodnią, bo później byle przeziębienie i będziemy leczyć zapalenie płuc, bo organizm nie da sobie z tym rady
- z tego co czytałam, to boreliozy nie da się całkowicie wyleczeć, w sensie usunąć bakterii z organizmu, można tylko wyciszyć OBJAWY i nauczyć się z tym żyć, więc skoro efekt końcowy jest taki sam, to po co faszerować taki mały organizm tyloma antybiotykami,
- czytałam też, że są szanse na wyleczenie leczeniem standardowym wczesnej boreliozy,
-myślę, że w szpitalu zakaźnym są przeróżne nietypowe i typowe choróbska, więc powinni mieć doświadczenie w leczeniu ich, bo mają z nimi styczność na co dzień
- z drugej strony obawiam sie, że to może nie wystarczyć, że jeśli miałabym pewność że całkowicie pozbędziemy się tej bakterii z organizmu to zastosuję to leczenie ilads, ale nie dotarłam do żadnych informacji, żeby ktoś zbadał się po leczeniu ilads i w wynikach wyszedł mu wynik negatywny obecności krętka w organiźmie, więc jak to do końca jest?
Napisałam taki elaborat, bo liczę na pomoc z Waszej strony, jest tu wielu doświadczonych ludzi, lekarzy, mądrych głów, więcej przeczytaliście, więcej wiecie o niebo ode mnie, proszę pomóżcie, co zrobić? Co sądzić o tym wszystkim??