amorejalo
23.10.06, 05:02
Witam serdecznie wszystkich forumowiczów !!!
Czytam to forum od miesiąca czerpiąc wiedzę z waszych doświadczeń i historii.
Chyba już czas żebym opisał mój przypadek, choć wygląda on typowo, jakich
wiele na tym forum.
Jednak widzę potrzebę założenia własnej historii ponieważ nie obejdę się
bez waszych rad i pomocy, a nie chcę zaśmicać innych wątków.
Choroba nie dotyczy mnie bezpośrednio, tylko mojej żony.
W środę 13.09.06 w okolicy pachy, odkryła ona kleszcza, który dzień lub dwa
wcześniej musiał ją ugryźć. Odrazu pojechaliśmy na pogotowie gdzie go wyciągneli.
Następnie po około 4-5 dniach pokazała się taka mała wysypka w miejscu gojenia
się ranki (około tygodnia od ugryzienia). Mysleliśmy że to podrażnienie od
stanika bo mógł on w tym miejscu otrzeć rankę, tym bardziej że zaczęła ta
wysypka schodzić.
Jednak po kolejnych 3-4 dniach mocno i szybko zaczęła się ona rozwijać
powiększając się i swędzieć a następnie w środku utworzyło się takie okrągłe
lekko wybrzuszone koło mocno bordowe, bolące i gorące. Działo się to końcem
tygodnia, tak że dopiero w poniedziałek, równo dwa tygodnie od ugryzienia,
znaleźliśmy się u lekarza rodzinnego.
Przepisała nam na 6 dni Azitrox 500mg, 2 tabletki naraz a potem po jednej
tabletce na dzień, oraz maść Mecortolon N na rumień wędrujący (żona dwa razy
nią posmarowała rumień w tym dniu co byliśmy u lekarz, ale ona jakby
podrażniała go więc żeśmy ją odstawili- potem już nie była potrzebna).
Po powrocie do domu późnym popołudniem żona posmarowała rumień maścią oraz
połknęła tabletki. Z godziny na godzinę zaczęła słabnąć, rozbolała ją głowa,
krzyże (chyba korzonki ponieważ kiedyś już chorowała na nie).
Zaczęło jej być zimno, jakby dreszcze miała, zmierzyliśmy temperaturę ale była
ona niższa od normalnej. Kompletnie ją rozłożyło.
Bardzo mnie to zdziwiło i choć od kilku dni zamierzałem poszukać jakichś
informacji w internecie, to dopiero w tym momencie zdecydowałem się na
internetowe poszukiwania i tak trafiłem na to Forum.
Do 3.00 w nocy studiowałem materiały, a rano wydrukowałem Burrascano,
zaznaczyłem potrzebne fragmenty i pognaliśmy znowu do lakarza.
Nie będę się zagłębiał w szczegóły ale udało się nam ją przekonać do zmiany
leku na doxycyklinę 2x 100mg dziennie przez 28 dni ( po konsultacji
telefonicznej z zakaźnikiem). Dała nam także skierowanie do dermatologa i
przechdni zakaźnej.
Do dermatologa poszliśmy od razu, ale okazało się że ten należy do lekarzy
optymistów a borelizę leczy jedynie maścią na rumień.
Do zakaźnika zarejestrowali żonę na 20.10.06 (czyli mniej więcej za miesiąc).
Przestaliśmy więc liczyć na pomoc z tej strony a zacząłem szukać lekarza wśród
znajomych i na forum. Na szczęście dzięki waszemu istnieni otrzymaliśmy
namiary na właściwą lekarkę w bielsku i choć to prawie 150 km od nas, to już
za dwa dni byliśmy umówieni na wizytę.
Teraz jeszcze raz wrócę do objawów i leczeni.
11.09 ugryzienie(poniedziałek),
13.09 (w środę) wyciągnięcie kleszcza
po około tygodniu od ugryzienia zaczął rozwijać się sie rumień
25.09 podjęcie leczenia (równo 2 tyg. od ugryzienia) 1000mg Azitroxu po którym
rozwinęły się objawy grypopodobne mocne osłabienie ból głowy.
Następnego dnia (wtorek),500mg azitroxu słabnięcie objawów stopniowo do wieczora.
27.09 na trzeci dzień przejście na doxycyklinę 2x200mg dziennie i poczucie
osłabienia dalej się stopniowo cofa, bóle głowy (ćmiące), pobolewające
korzonki, słabo pobolewające stawy, pojawiające się świderki w stawach nóg i
rąk. Takie przemijające pobolewania i objawy. Czytam cały czas Forum i
zaczynamy wprowadzać dietę i probiotyki od trzeciego dnia leczenia (czyli środy).
28.09 (4 dzień leczenia, 17 dni od ugryzienia) wizyta u właściwej lekarki
zapowiada się 2-3 miesięczne leczenie.
Od następnego dnia(czyli od29.09) dokłada jeszcze duomox 3x1g dziennie.
29,30.09 żona w miarę normalnie funkcjonuje. Występują poczucie zmęczenia,
lekkie dolegliwości,pobolewania, chwilowe kucie w stawach, poćmiewanie głowy.
Stopniowe łagodnienie objawów, coraz rzadsze i lżejsze.
Mija 3 tygodnie od ugryzienia oraz pierwszy tydzień leczenia.
2-3.10 Początek tygodnia bardzo dobry, objawy nie występują jedynie trochę
szybsze męczenie się, jakby spadek kondycji. Po zażyciu doxy źle się żona
czuje duomox raczej dobrze wchodzi. To wszystko co się zażywa ciężko pogodzić,
doby nie wystarcza(2x200mg doxy, 3x1g duomox,3xnestatyna gryziona przed
połknięciem, 3xliv52,3-4x probiotyki-ProBacti4 i trilac + 2x150ml jogurt+
aloes, odsępy zachowywać od wszystkiego jeść przed w trakcie i po- trudno się
w tym połapać).
Wątroba bardziej się odzywa. Intensywnie studiję forum i korygujemy na
bierząco nowe informacje.
4.10 rano chwilowe pobolewania wątroby, ból rąk, mrowienie na czubku głowy
(pierwszy i jak dotąd ostatni raz ten objaw), kłucie w przedramieniu.
5.10 bóle wątroby, żadnych boreliozowych, dobre samopoczucie.
6.10 rano, w czasie snu, ścierpła jej noga a wieczorem ok 22.00 po przyśnięciu
ręka po tej samej stronie. W ciągu dnia dobre samopoczucie brak innych objawów.
7 i 8.10. sobota i niedziela lekkie poćmiewania głowy i lekkie zmęczenie, brak
kondycji i szybsze męczenie się.
Mija 4 tygodnie od ugryzienia i drugi tydzień leczenia.
9-11.10 bardzo dobry żadnych dolegliwości ale dostała żona okres i pobolewanie
brzucha
12.10 w ciągu dnia tylko ten okres(pobolewanie brzucha) Wieczorem po myciu
zębów nudności.
13.10(piątek) rano po doxy rozbolała żonę głowa a potem żołądek i wystąpiły
nudności. Dolegliwości cały dzień się utrzymywały.
14.10. Rano w miarę dobrze a z czasem rozwinęły się takie dolegliwości jak
poprzedniego dnia. Ból głowy i brzucha, mulenie i nudności, ból w plecach
między łopatkami,i coś w przełyku jakby stanęło. Z różnym nasileniem objawy
występowały cały dzień.
15.10 rano dobre samopoczucie, ale po zażyciu antybiotyku stopniowe
pogarszanie się samopoczucia, lekkie bóle głowy oraz pieczenie i
przeszkadzanie czegoś w przełyku, nudności i znowu zaczyna się odzywać
wątroba. Podejrzewam że to jednak candida.
Kończy się 5-ty tydzień od ugryzienia i 3-ci leczenia.
16.10 uczucie przyklejenia się czegoś w przełyku nudności ból głowy i brzucha.
wieczorem zwymiotowanie.
17. 10 wizyta u lekarki zastanawiamy się co robic, wprowadzamy Flukonazol i
Gasec chcemy utrzymać leczenie antybitykami.
cały dzień złe samopoczucie nudności itp. wieczorem zaczynają się wymioty.
18.10 rano po zażyciu antybiotyków wymioty. Żona słabnie, dolegliwości się
nasilają.
Zmuszeni jesteśmy przerwać leczenie.
19.10 żona jest bardzo osłabiona zwraca, ból brzucha i głowy. Leży drugi
dzień. To jest drugi dzień bez antybiotyków.
20.10 Piątek powoli dochodzi do siebie, wymioty ustają, zaczyna więcej jeść,
wstawać z łóżka ale jest bardzo osłabiona.
21.10 sobota jedziemy do Czech po różności ale o tym napiszę później. Żona
czuje się coraz lepiej. Po zjedzeniu kawałka Umeboshi (Jakiś japoński
specyfik-reguluje równowagę kwasowo zasadową)następuje jakby przełom.
To jest strasznie gorzkie i kwaśne ale po tym mijają jej nudności.
Pozostałą część dnia czuje się coraz lepiej, jeszcze coś w przełyku odczuwa
ale już dużo mniej.
Od wczoraj czyli piątku bierze enterol, nadal flukonazol i gasec oraz małymi
łykami przez rurkę i często citrosept. Zaczyna jeść normalnie cały czas
przestrzegając od miesiąca diety.
Chcę podkreślić, że żona utrzymuje dietę jest zdyscyplinowana i nie grzeszy.
Choć Panie pewnie w to powątpiewają ale wiem to bo sam ją pilnuję.
22.10 samopoczucie dosyć dobre, lekkie pobolewanie w krzyżu, jeszcze trochę w
przełyku uczucie przyklejenia czegoś, ale już nie wiele,zaczęło się jakieś
przelewanie w brzuchu wieczorem ale nie bardzo uciążliwe.
Przestała zażywać Gasec bo twierdzi że czuje się dobrze. Nadal bierze
flukonazol, znów zaczęła nestatynę, enterol, probacti4, citrosept, zaczęła
jeść czosnek znowu, no i te umeboshi.
Podsumowanie dla tych co nie będzie im się chciało czytać