• fikemola Re: Dx prosi 16.05.07, 20:38
      o co DX prosi?
    • dx771 Re: Dx prosi. 16.05.07, 20:50
      Napiszcie swoje historie.
      To one pomogą rodzinom zrozumieć cierpienia chorych domowników.
      Jest na forum wiele osób z ciężkimi przypadkami, a tylko Klemastis się
      zdecydowała napisać.
      Artykuły o boreliozie bardzo powoli zmieniają świadomość ludzi.
      Szkoda ze nie pisze sie dokładnych historii o ludziach.
      Wiem że rodzina chorego inaczej by spojrzała na chorego, gdyby przeczytała takie
      historie na stronie Stowarzyszenia, lub w gazecie.

      Dx prosi...



      • dartom.www Re: Dx prosi. 16.05.07, 21:21
        jutro robie PCR, jezeli wyjdzie pozytywny, to jak najbardziej opisze swoją
        historię, nie chcę przecież wprowadzać forumówiczów w błąd
      • nowy0071 Re: Dx prosi. 16.05.07, 21:31
        Ja napiszę, skoro prosisz.

        Opiszę Ci moją historię, historię słabego człowieka chorego na boreliozę.
        Historię człowieka, który postawił na kiepską chorobę..., aby uwolnić się od
        trudu normalnego życia. Miała być ucieczką stulecia, a stała się pułapką mego
        życia. A miało być tak pięknie...

        Tak, ucieczką, bo od wielu już lat poszukiwałem poważnej choroby, która pozwoli
        usunąć mi się z głębokiego nurtu życia, w jego cień. I w jej ożywczym cieniu
        chciałem spędzić resztę mego życia.

        Niestety, borelioza miast stać się wyczekiwanym wybawieniem, stała się moim
        krzyżem.

        Stacja PIERWSZA:
        "«Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie».
        Gdy Jerozolimę okrywają ciemności nocy, także dziś, oliwne drzewa Getsemani
        szelestem liści wiodą nas ku tamtej nocy Jezusowego cierpienia i modlitwy.
        Widzimy Go samotnie klęczącego pośrodku ogrodu. Jak każdy, kto staje w obliczu
        śmierci, tak i Chrystus popada w trwogę. Co więcej, Jego modlitwa, pełna
        dramatycznego napięcia, staje się potwornym wysiłkiem, a krwawy pot na Jego
        czole, każe nam myśleć o bezmiernym cierpieniu. "

        Bezmierne cierpienie...
        Czy to już to??, czy też ledwie preludium przed czekającym mnie bólem? Czy
        jeszcze potrafię to obiektywnie ocenić? A może zaślepiony ogarniającym mnie
        strachem przed czekającą mnie niewiadomą, gubię realny osąd sytuacji? Sam o to
        prosiłem i sam na ten los zasłużyłem. Tyle, że los w swej przewrotności miast
        skazać mnie na cierpienie w ogólnym zrozumieniu, skazał na ból niezrozumienia
        mojego cierpienia - ukarał mnie w dwójnasób w Swej szczodrości - nie licząc się
        z tym że o to nie prosiłem, a raczej że nie o to prosiłem.

        A trwoga? Chyba mnie jeszcze nie ogarnia. A może się tylko tej myśli boję?
        • klematis7 Re: Dx prosi. 16.05.07, 22:12
          dzieki, Dex.
          Franiolek juz przeslala swoja historie, aktimelek tez. Czekam na wiecej.
        • nowy0071 Re: Dx prosi. 18.05.07, 22:05
          Taki miałem pomysł na książkę. Niestety widzę bez odzewu, to sobie chyba
          odpuszczę.
          Miało to być o 30 letnim mężczyźnie, który zatracił się w pracy. Stał się
          pracocholikiem, któy nie potrafi żyć bez pracy. Przytrafia mu się choroba np.
          złamana noga, która unieruchamia go na dwa miesiące. Podczas tych dwóch
          miesięcy odkrywa inny świat. Świat ludzi którzy potrafią się cieszyć z porannej
          kawy w ogrodzie, spiewu ptaków nad ranem i z poranków bez trosk.

          Niestety dwu miesięczna przerwa nie pozwala mu na wyrwanie się z kieratu pracy.
          Wraca do swoich zawodowych obowiązków i pochłoniety pracą, powoli zapomina o
          dwumiesięcznej sielance. Zapomina, ale nie do końca. Pamięta o tym jego
          organizm, pamięta o tym jego mózg i podświadomie zaczyna mysleć o rozwiązaniu,
          które pozwoli mu wrócić do "wolnego życia". Niestety nie potrafi wymyślić innej
          metody na osiągnięcie "wolności", jak nieuleczalna choroba, wypadek,
          jakiekolwiek zdażenie, które kosztem jego zdrowia pozwoli mu na osiągnięcie
          wymarzonej ucieczki od prozy życia.
          Zaczyna ryzykować własnym życiem:
          - pić na umór,
          - szaleńczo prowadzić samochód,
          - przestaje dbać o siebie, pali dużo papierosów, przestaje jeść, popada w
          depresję.
          I przytrafia mu się coś, co wydaje się lekarstwem, wybawieniem... Borelioza.
          Podczas któregoś z rzędu, szaleńczego wypadu zachorował na Boreliozę.

          Jest szczęśliwy, nie wiedząc co go tak naprawdę czeka....
      • nataszkam Re: Dx prosi. 18.05.07, 17:05
        dx771 napisał:

        > Napiszcie swoje historie.
        > To one pomogą rodzinom zrozumieć cierpienia chorych domowników.

        Guzik prawda- jeśli szczere rozmowy nic nie dają, to tym bardziej przeczytanie
        czegoś nic nie zmieni.


        > Wiem że rodzina chorego inaczej by spojrzała na chorego, gdyby przeczytała
        taki
        > e
        > historie na stronie Stowarzyszenia, lub w gazecie.
        >


        DX prosi, ale mnie nie przekonał, jesli argumentem za napisaniem własnej
        historii miałaby być zmiana postawy domowników. Przynajmniej w moim wypadku.
        Żeby to przeczytać, to trzeba byłoby wiedzieć, że coś takiego jak
        Stowarzyszenie istnieje, że istnieje forum BORELIOZA. Trzeba byłoby się tym po
        prostu zainteresować, a jak się juz tym ktoś zainteresuje, to nie musi czytać-
        wystarczy porozmawiać.
        W moim przypadku jest tak, że rodzice wiedzą, co się ze mną dzieje- mama sama
        to przechodzi, tata wie z własnego doświadczenia jako mąż chorej osoby, ale
        oboje sa starsi i mieszkają daleko. Moje rodzeństwo ma to głęboko gdzieś, bo to
        nie jest ich sprawa. I mój mąż też- to ja choruję, choruje mój syn, ale jego to
        nie dotyczy- tak, jak nie dotyczyły narodziny syna, potem kolejno problemy
        opieki i mój powrotu do pracy, czy wreszcie przedszkole, szkoła, czy taka
        proza, jak inne codzienne problemy. Jeśli coś się wydarzało w naszej rodzinie,
        to był to problem dla mnie, a nie dla niego. Parę dni temu byłam świadkiem
        pewnego wypadku- zderzyły się dwa samochody osobowe, jedna osoba była w ciążkim
        stanie. Na miejscu jednego z poszkodowanych mogłabym byc ja, gdybym tylko
        kilkanaście sekund wczesniej wyjechała z osiedla na ulicę, gdzie się przydarzył
        wypadek. Pomyslałam sobie wtedy, że gdyby mi się coś stało, to mój syn nie
        miałby żadnych szans na wyleczenie- mój mąż nie wie nawet, jak nazywa się nasza
        dr, nie ma do niej numeru telefonu, nie ma pojęcia o tym, jakie leki dziecko
        bierze, w jakiej kolejności, na co zwracać uwagę w diecie, jakie badania robić
        itp. Jego to po prostu nie interesuje. Po co jeździć do Krakowa, jesli lekarze
        są na miejscu? Po co leczyć, skoro antybiotyki szkodzą, a nasi by orzekli
        pewnie, że syn jest już zdrowy? A gdyby tak zechciał jednak leczyć syna w
        Krakowie, to nawet nie widziałby, jak się skontaktować z lekarzem, bo forum też
        go nie interesuje. Nie ma pojęcia o tym co się z dzieckiem dzieje każdego dnia,
        na co się uskarża, a z czym jest lepiej- aby to wiedziec, musiałby się
        dowiedzieć, na co zwracać uwagę, jakie objawy daje borelka, no i musiałby się
        tym najnormalniej- zainteresować. Niestety, to jest poza możliwościami mojego
        męża.
        Mój mąż był ze mną kiedyś u homeopaty- pierwsza wizyta, dokładny wywiad.
        Mówiłam o wszystkich objawach. Po wizycie tylko się dziwił, że ja tak żyję. A
        ja o tym mówiłam cały czas, na bieżąco. Mimo tego mój mąż się nie zmienił, bo
        po co? Skoro nie leżę w łóżku, to widocznie nie jest źle. Mąż przez te
        kilkanaście lat, kiedy jesteśmy razem, ani razu nie zachorował tak, aby położyć
        się do łóżka, dlatego nie wie, co to znaczy chorować. Miał co prawda WZW B, ale
        nic mu nie dokuczało, a tylko wyniki były kiepskie.
        Wiem, że w kontekście planów macierzyńskich to, co piszę, może się wydać
        całkiem dziwne. Ale tak to jest- chciałam mieć dzieci, aby nie być samotną,
        chciałam mieć mały domek z działeczką. Przy mojej pensji nie byłoby mnie nawet
        stać na leczenie, bo miesięcznie wydaję na leczenie więcej, niż sama zarabiam.
        Teraz potrzebuję własnie tych pieniędzy, no i spokoju, bo wiadomo, że stresy
        działają na niekorzyść podczas leczenia boreliozy.
        Jak więc widzisz, drogi DX, mój przykład potwierdza tylko to, że mężczyźni,
        którzy chcą mieć w domu gospodynię, opiekunkę, sprzataczkę, kucharkę ikochankę,
        a nie żonę- nie powinni się żenić, bo nic dobrego z tego nie wynika- zwłaszcza
        w chorobie.
        • zazule Re: Dx prosi. 18.05.07, 17:19
          Natasza

          własnie dlatego mogłabys napisac dla innych osób które sa w takiej
          sytuacji "rodzinnej" jak Ty. Dla chorych osób.

          Dla takich co nie sa to tez moze dobrze wpłynie - czasmi chorzy ludzie sa
          egocentrykami i nie doceniają wsparcia i pomocy najbliższych.

          Trzymaj sie ciepło

          pozdr
          zaz


        • dx771 Re: Dx prosi. 18.05.07, 17:27
          Te historie to jednak są przydatne, skoro rzeczywistość tak bardzo odbiega od
          oficjalnej opinii lekarzy.

          A przedwczoraj też z żoną cudem uniknęliśmy wypadku z wariatem drogowym no i
          macie dalej Dx-a. Dzieci też maja rodzicówsmile
          • nataszkam Re: Dx prosi. 18.05.07, 17:34
            dx771 napisał:

            > Te historie to jednak są przydatne, skoro rzeczywistość tak bardzo odbiega od
            > oficjalnej opinii lekarzy.

            Wcześniej pisałeś, że te historie mogłyby pomóc naszym najbliższym w
            zrozumieniu nas, chorych. Teraz cel podałeś inny :0) Ten cel akurat jest jak
            najbardziej trafiony- pisać po to, by inni wiedzieli, jak długo się leczy
            boreliozę, jakie to "przyjemności" nas po drodze spotykają, jakiej pomocy może
            udzielić rodzina itp. To się zgadza. Jak juz kiedyś pisałam- wyzdrowieje, to
            opiszę wszystko- nawet w wersji na jedną kartkę A4 smile
            • likorek Re: Dx prosi. 18.05.07, 23:48
              nataszkam - twoja historia to tak jakbym czytała swoją sprzed kilkunastu ,
              kilku laty. Dziś moja dwudziestoletnia córka nie potrafi rozmawiać z ojcem, nie
              dzieli się z nim swoimi radościami i problemami. I dopiero teraz jemu to
              przeszkadza. A zaufanie buduje się latami a nie wtedy kiedy komuś wygodnie.
              Fajnie jest mieć kumpla ale gorzej jak masz pamiętać nazwisko wychowawczyni czy
              jakie leki podać.
              Jadnak głowa do góry bo masz szanse usłyszeć coś takiego - mamo jak bym chciała
              wychować swoje dzieci tak jak ty wychowałaś mnie. To jest nagroda za twój trud!
    • franiolek1 Re: Dx prosi 04.10.07, 14:45
      up

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka