Dodaj do ulubionych

jestem z Wrocławia

04.07.07, 20:23
Witam wszystkich Forumowiczów,
Trafiłam tu około 2 msc. temu szukając w inernecie informacji nt. boreliozy.
Zachorowałam jesienią 2006 r. Nie jestem pewna czy zaraził mnie kleszcz,
którego nigdy nie znalazłam na ciele, czy komary. Po powrocie z Karkonoszy we
wrześniu ubiegłego roku dostałam b. wysokiej gorączki - ponad 40 stopni,
mocnych bólów mięśni i stawów, koszmarnego osłabienia. Trwało to wszystko 3
dni. Myślalam, że to coś w rodzaju grypy. Przeszło i zapomniałam o tym. Pod
koniec września dotkliwie pokąsałały mnie komary. Bąble w msc. ugryzienia nie
znikły tak jak to zazwyczaj bywa, tylko rozlały się w ogromne czerwone
placki. Lekarz rodzinny przepisał mi jakiś spray na uczulenie, który tylko
podrażnił skórę, w związku z tym na kolejnej wizycie dostałam doksycyklinę w
dawce 100mg/dzień na 3 tygodnie i skierowanie do zakaźnika. Na wizytę czeka
się długo. Zaklepałam sobie msc i w szpitalu na Koszarowej i w przychodni
HIH. Termin - grudzień. Cały czas czułam się doskonale. Na wizycie pani dr
(ostrzegam wszystkich wrocławian przed p. dr M. z przychodni HIH!),
stwierdziła, że to na pewno była borelioza, ale leczyć nie trzeba, bo skoro
czuję się świetnie, tzn., że mój układ odpornościowy jest tak silny, że sam
zwalczył chorobę, a w ogóle to borelioza jest przereklamowana w mediach a
jeśli coś będę się u siebie doszukiwać tzn ,że mam syndrom studenta III roku
medycyny. Dała mi jednak skierowanie na Elisę . Test wypadł dodatnio b.
wysoko : IgM 171,88 RU/ml. Nadal czułam się świetnie. W Święta
Bożonarodzeniowe zaczęły mnie delikatnie pobolewać w nocy stawy rąk i stóp.
Początkowo nie zwróciłam na to uwagi. Ale bóle nasilały się i były coraz
częstsze. Na początku stycznia ponownie udałam się do przychodni. Dostałam
Zinnat 500 mg 2xdz na 4 tyg. i zapewnienie, żeby nie przejmować się wynikiem
testu. Po 3 dniach leku gwałtownie spadła mi temp. poniżej 36 st. Było mi
koszmarnie zimno. Nic nie wiedziałam wtedy o żadnych herxach. Trwało to dwa
dni i wróciło wszystko do normy, no prawie, bo stawy dalej mnie pobolewały,
ale mniej. Po skończeniu leczenia, po około 4 dniach znowu poczułam się
gorzej. Tym razem udałam się do szpitala na Koszarową sądząć, że tam są spece
najwyższej klasy, bo to przecież zakaźny szpital. Dostałam doxy 2x100g. Po
tygodniu brania myślałam, że umrę, ledwo wstawałam rano z łóżka, trzęsłam
się, było mi non stop zimno, w domu po schodach chodziłam na czworakach,
potem objawy zelżały.Na kolejnych wizytach dopraszałam się o następne dawki
antybiotyków, aczkolwiek lekarze twierdzili, że borelioza jest przy takim
intensywnym (!)leczeniu raczej wątpliwa. Zrobiłam różne testy: w kierunku
tarczycy (bo to na pewno zimno od tego), w kierunku chorób stawowych,
wszystko było w normie. W początkach kwietnia już nie chciano mi nic
przepisać. "Jak się pani naprawdę źle poczuje to proszę się zgłosić do
szpitala. A w ogóle to wszyscy się teraz pchają do szpitala. Proszę chodzić
na rehabilitację i zażywać leki p/bólowe". W międzyczasie próbowałam też
homeopatii - równolegle z antybiotykoterapią. Łykałam jakieś robione na
zamówienie kuleczki, nic to nie dało. Zmartwiona zaczęłam szukać w internecie
czegoś na temat boreliozy, chcąc przekonać się, że wszystko będzie dobrze i
pewno bóle same ustąpią po jakimś czasie. No i trafiłam na Forum. Włosy
zjeżyły mi się na głowie, bo zdałam sobie sprawę, że zmarnowałam kilka
miesięcy. Jeszcze w którymś z wątków wyczytałam, że źle leczona borelioza
może być bardziej niebezpieczna od nie leczonej wcale. Próbowałam przekonać
lekarza rodzinnego do proponowanego tu leczenia, nic z tego. "Nie będę nic
czytać, wolę wysłać do zakaźników i mieć problem z głowy. Poza tym jako
lekarz mam dostęp do najnowszych publikacji a borelioza jest bardzo rzadkim
problemem w Polsce". Cóż, pojechałam do Krakowa. Leczę się dopiero drugi
miesiąc. Wpierw Tetracykliną, teraz Klabaxem, Zamurem i Tini w pulsach. Bóle
nasiliły się, stały się ostrzejsze, takie dźgające, utrzymują się praktycznie
bez przerw, ale można wytrzymać. Całe szczęście, że mam poparcie rodziny, bo
psychicznie czuję się podle. Mam nadzieję, że mój przewód pokarmowy, wątroba
(i kieszeńsmile)wytrzymają tę drakońską kurację. Poznałam też, zupełnie przez
przypadek, pana, który u dr Beaty leczy się od stycznia i już jest na
finiszu. To optymistyczna wiadomość, bo przecież wszyscy mimo chwil
zwątpienia wierzymy w wyleczenie.
Pozdrawiam serdecznie
Dorota
Obserwuj wątek
    • kantyczka Re: jestem z Wrocławia 05.07.07, 11:24
      Witaj, Dorota, coraz nas więcej z Wrocławia...
      pozdrawiam
      odbierz pocztę
      Magda
      • de.szum63 Re: jestem z Wrocławia 05.07.07, 20:52
        Magdo dzięki za miły list. Odbierz pocztę. Ewa też odbierz pocztę.
        pozdrawiam dziewczyny
        Dorota
        • konan1983 Re: jestem z Wrocławia 05.07.07, 22:23
          nie polecam włóczenie się w terenach leśnych i nadodrzańskich Wrocławia, okazuje
          się, że tam można również złapać paskudztwo (przynajmniej ja złapałemuncertain )
          pozdrawiam
          • ziemniakozerca Re: jestem z Wrocławia 05.07.07, 23:28
            witam,rowniez jestem z wroclawia! widze ze poprzednicy maja juz jakies doswiadczenie w szukaniu "fachowego" lekarza we wroclawiu. Jakbyscie mogli napisac do kogo najlepiej sie udac waszym zdaniem i czy wogle jest ktos takismile dostalem wlasnie skierowanie do zakaznego i mam zamiar sie zarejestrowac na koszarowa! moj adresik: andylatuszek@tlen.pl dzieki za wszelka odpowiedz
          • de.szum63 Re: jestem z Wrocławia 06.07.07, 13:46
            One chyba są wszędzie, na terenie miasta też niestety. Mój ojciec złapał
            kleszcza idąc po gazetę do kiosku. Przeszedł na skróty dróżką między domami i
            tam go dopadł. A znajoma w zeszłym roku została ugryziona na działce w
            okolicach Popowic. D.
            • t_ola2 Re: jestem z Wrocławia 17.07.07, 13:00
              bardzo prosze o namiary na konretnego lekarza. lecze sie w zakazniku od lat 3,
              na wizyte czeka sie 3 mies, teraz gdy prawdziwa specjalistka ( dr J-K) opuscila
              poradnie, co miesiac jest inny lekarz. narazie nie wiadomo jak sie bedzie
              nazywal lekarz na sierpien ( mam wizyte)- paranoja. a z kleszczem spotkalam sie
              na praktykach studenckich. podobno kleszczowy raj w okolicach Sobotki/
              Sulistrowic

              pozdrawiam
              • de.szum63 Re: jestem z Wrocławia 17.07.07, 13:47
                t_ola, ja nie znalazłam w naszym mieście konkretnego lekarza. I nie ja jedna.
                Muszę dojeżdżać do Krakowa.
                pozdrawiam Dorota
              • bagnowska Re: jestem z Wrocławia 17.07.07, 14:06
                Witaj, ja też mojego męża wożę do Krakowa. We Wrocławiu nie miałam z kim gadać.
                Mąż ma od 10 lat podejrzenie sm , a my twierdzimy, że to jest...no,właśnie,co?
                Teraz po wizycie u Dr Beaty, Grzegorz podjął ślepą próbę leczenia
                neuroboreliozy (testy na razie nic nie wykazały). Pozdro
                • t_ola2 Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 10:56
                  jezeli moglabym cos podpowiedziec o leczeniu SM slyszalam o bardzo dobrej Pani
                  dr G. z przychodni Creator
                  • fikemola Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 11:56
                    lekarze od SM nie leczą SM bo to choroba nieuleczalna... tylko łagodzą objawy
                    przy pomocy sterydów.
                    Chodzi o to, aby choć podjąć próbę leczenia przyczyny dolegliwości, którą może
                    być patogen, np. bakteria, choćby w ciemno..., a "specjaliści" od SM choćby nie
                    wiem jak superznani czy supermądrzy nie widzą nic ciekawego w takich próbach...
                    • bagnowska Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 12:05
                      Zgadzam się całkowicie z Twoją opinią.
                  • bagnowska Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 12:04
                    Do Przychodni SM przy Creatorze mój mąż należy od początku, tzn. 10 lat, kiedy
                    to jeszcze mieściła się przy Zakładach Mięsnych. Pani dr G opiekowała się
                    Grzegorzem czas jakiś (spory), ale, t_ola2, SM NIE LECZY SIĘ!!! Ci chorzy są
                    tylko wspomagani sterydami, których mój mąż od początku nie
                    tolerował.Próbowałam rozmawiać o badaniach w kierunku innej diagnozy (np.
                    neuroboreliozy), próbowałam zorganizować Grzesiowi jeszcze jeden rezonans
                    magnetyczny.Nic z tego... No to na razie poszukujemy sami.Pozdrowienia
                    • t_ola2 Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 14:32
                      eh...nie pomyslalam z tym leczeniem. w kazdym badz razie wiem, ze dr G. z
                      Creatora zajmuje sie chorymi z SM.
                      • bagnowska Re: jestem z Wrocławia 18.07.07, 14:35
                        zgadza się i robi to z dużym poświęceniem, to trzeba przyznać

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka