atlantiss
27.10.07, 10:31
Witam,
Od kilku tygodni czytam forum borelioza i zdaje się przyszedł czas,
aby się przedstawić i założyć swój watek. Postaram się jak najkrócej
i bez emocji opisać przebieg mojej choroby, choć nie będzie to
łatwe, bo historia zaczęła się ok. 10 lat temu i niestety do dziś
trwa.
Wszystko zaczęło się pod koniec lat 90-tych, gdy bez wyraźnej
przyczyny moje samopoczucie z miesiąca na miesiąc zaczęło się
systematycznie pogarszać. Na początku próbowałam tłumaczyć to sobie
przemęczeniem – wtedy jednocześnie pracowałam (praca związana z
silnym stresem), studiowałam zaocznie, pisałam pracę dyplomową i
robiłam prawo jazy. No, ale z czasem, po uporaniu się z wszystkim
objawy zamiast ustępować to z czasem wręcz przeciwnie, narastały. Po
pewnym czasie było ich całe mnóstwo:
- stan podgorączkowy,
- zapalenie czerwieni wargowej (teraz wiem, że to się tak nazywa),
- ogromne osłabienie i męczliwość,
- fale gorąca z nieznanych powodów,
- dreszcze,
- bóle nóg,
- cały czas stan zapalny gardła,
- ból wątroby,
- ciągłe uczucie zimna,
- lodowato zimne dłonie i stopy,
- nadmierna potliwość,
- nocne poty,
- biegunki,
- uczucie „maski” na twarzy,
- zapalenie stawu kolanowego i czasami bóle stawu biodrowego,
- suchy kaszel,
- zapalenia spojówek i pieczenie oczu,
- cera wręcz trupioblada,
- bóle dolnej części pleców,
- dziwne „wędrujące” bóle skóry
- i inne objawy, których już nie do końca w tej chwili pamiętam.
Ledwo żyłam… nie będę opisywać moich wędrówek od lekarza do lekarza,
bo nie ma to sensu. W każdym razie, ponieważ większość wyników
wychodziła ok., a antybiotyki przynosiły tylko pogorszenie objawów,
pomimo utrzymujących się objawów, uznawano, ze fizycznie jestem
zdrowa.
Przez kilka lat próbowałam znaleźć przyczynę: - zaliczyłam wizyty
chyba u kilkudziesięciu lekarzy rożnych specjalizacji i zdobiłam
masę badań, wszystko prywatnie. Właściwie to pracowałam po to, aby
zapłacić za wizyty i badania… smutne niestety prawdziwe. Ale do
rzeczy.
Na początku 2004r. zdiagnozowano u mnie nieciekawą chorobę: wirusowe
zapalenie wątroby typu C, w skrócie HCV. Jestem pewna, iż zaraziła
mnie służba zdrowie w czasie różnego rodzaju badań diagnostycznych,
zapewne podczas endoskopii. Miałam 50% szans na wyleczenie, bo
niestety obecna medycyna nie zna do dziś skutecznego leku. Przez
blisko rok, do połowy 2005 byłam leczona interferonem i rybawiryna.
Leczenie jest trudne i powoduje niestety sporo skutków ubocznych.
Ale, mimo iż cały czas pracowałam udało się dotrwać do końca
terapii, która dzięki bogu okazała się skuteczna. Ponieważ w czasie
terapii spora część objawów ustąpiła, byłam przekonana wtedy, iż po
terapii moje cierpienia się skończą. Jakież było moje przerażenie,
gdy w zaledwie klika dni po jej zakończeniu wcześniejsze objawy
zaczęły powracać. No i wszystko zaczęło się od początku… Ponieważ
byłam po tak poważnej terapii, problem potraktowano poważnie i
zostałam skierowana do kliniki na badania. Najpierw jednej, potem
drugiej. Mimo różnego rodzaju badań, nic konkretnego nie znaleziono.
Wykluczono choroby autoimmunologiczne, reumatyczne, miałam TK jamy
brzusznej, kolonoskopię, badania w kierunku boreliozy testem elisa,
chlamydii, CMV – wszystko ok.
Dzięki forum candida dowiedziałam się o grzybicy i i rzeczywiście,
wiele objawów pasowało, zresztą wyniki też potwierdzały kandydozę
wielonarządową- posiew plwociny, moczu, kału, pochwy- wszędzie
grzyby candida albicans i crusei. Miałam nadzieję, ze to wreszcie
koniec… tym bardziej, że leczenie najpierw preparatami naturalnymi i
dietą zaczęło przynosić spore efekty. Udało się zlikwidować wiele
objawów. Jednak czasami mimo leczenia i diety objawy powracały.
Miałam zawsze wrażenie ze w leczeniu kandydozy dochodzę do pewnego
momentu i dalej już nie mogę się posunąć w skuteczności leczenia.
Wreszcie zdecydowałam się na włączenie do leczenia leku chemicznego –
orungal. Znowu była na jakiś czas poprawa, ale sytuacja się
powtarzała – część objawów stale mi towarzyszyła, a w momencie
większego obciążenia organizmu wracala\niestety większość pomimo
stosowania orungalu, diety i mnóstwa innych specyfików. Trwało to
prawie półtora roku…
Po tym czasie nie pozostało mi nic innego jak szukać dalej…
właściwie, gdyby nie mój mąż już dawno bym się poddała...
Na podstawie informacji z waszego forum zrobiłam badania RT PCR w
Poznaniu, WB i na koinfekcje w Lublinie. Dziś dzwoniłam iw wyniki
mam takie: PCR- ujemny, koinfekcje- babeszjoza dodatni 256,
bartonella ujemy, wyników pozostałych konfekcji jeszcze nie ma.
Dodam ze w czasie, gdy udawał mi się do minimum ograniczyć objawy
grzybicy, to zawsze miałam objawy, których nie potrafiłam się
pozbyć, wskazujących, że to jednak coś innego:
- stany podgorączkowe,
- czasami nocne poty,
- bóle nóg, ale goleni nie łydek,
- pieczenie oczu,
- bóle w części lędźwiowej pleców z uczuciem palenia w tej części
ciała,
- czasami w nocy lekkie drętwienie palców u rąk,
- stan zapalny lewego stawu kolanowego.
Ponadto mam bardzo niskie ciśnienie, szmery nad zastawkami serca i
stan zapalny żołądka, którego od kilku lat nie potrafię wyleczyć.
Czytam forum i na razie mam totalny chaos … z czasem myślę coraz
więcej mi się rozjaśni….
Póki, co proszę pomóżcie … po tym wszystkim właściwie nie mam już
siły…
Czy babeszjoza zawsze towarzyszy boreliozie, czy też możliwa jest
infekcja tylko tym pierwotniakiem? Boję się ę stosowania
antybiotyków, bo jak nic rozwinie mi się grzybica w pełnej formie… i
nie wiem jak do tego podejść… obawiam się, że mój organizm nie
zniesie już za wiele.
Pozdrawiam serdecznie