magdag20
10.03.08, 22:37
Tak jak niektórym z Was obiecałam rzetelnie opiszę naszą przygodę z
kleszczami i leczeniem po ich spotkaniu.
Jesteśmy (ja i mój chory mąż Piotr)obecni na tym forum od grudnia
2006 roku.Właściwie takiego swojego wątku nie mieliśmy tylko
skakaliśmy po wątkach innych chorych.
We wrześniu 2006 roku Piotra ugryzły 4 szwedzkie nimfy wyjątkowo
wredne-jedna wyciągnieta tego samego dnia-3 pozostałe wyciągnęłam 3
dni później. W sumie takie spotkanie z robakami Piotr już w życiu
miał ze dwa razy ale je zignorowaliśmy i wszystko było ok.Teraz
zrobiliśmy to samo i zapomnieliśmy o tym do połowy listopada, kiedy
to zauważyłam 8 cm rumień wokół jednego ugryzienia.W sumie się nie
przestraszyliśmy,bo oprócz rumienia nie było innych objawów-szwedzki
lekarz z przychodni przepisał na 10 dni kurację penicyliną 3g
dziennie i kazał się wynosić.
No i od tego właściwie się wszystko zaczęło...Dostał napadów
duszności,dreszczy,lęki,depresja,brak snu i potworne bóle nóg i rąk-
skórno-mięśniowe.Potem to już tylko gorzej-zaczęło piec go całe
ciało,utracił apetyt,bolały go stawy-w najgorszym momencie miał
uczucie igieł pod skórą twarzy i ciała i myśli o końcu wszsytkiego-
to był czas kiedy lataliśmy po wszystkich zakaźnikach w Trójmieście-
Piotr dostał Amoxy 3g i dodatkowo stwierdził lekarz,że Bb pewnie już
zniszczyła nerwy w nogach i te bóle już zostaną-to takie budujące
było!eh...Wyruszyliśmy do Poznania do pewnego ordynatora tropiku-i
tam się dowiedzieliśmy,że to nie bb i ma się przestać leczyć-no to
już było coś!
Czas mijał a poprawy żadnej-kolejne badania krwi-Elisa-dawały tylko
coraz wyższe miana przeciwciał-Więc pojechaliśmy do Szwecji-tam jest
mnóstwo chorych to myśleliśmy że tą chorobę już tam potrafią
opanować-dowiedzieliśmy się tyle,że Amoxy odstawić a wziąć Doxy w
dawce 400mg-i że Piotr ma postać neuroboreliozy ale wczesnej i tyle-
dalej nic.
Więc się wkurzyłam i skontaktowałam się z dr Beatą z forum i od
lutego Piotr zaczął się leczyć tak jak Beata mu kazała-ogólnie do
tego czasu trochę się już oswoiliśmy z chorobą-bo mimo wszystko
panika i strach nie pomaga w walce i po prostu się wzięliśmy za
leczenie-tylko doustne-dożylne nie były potrzebne-od początku na bok
odstawiliśmy alkohol i kawę-oraz ścisła dieta-bo bez tego ani rusz-
nie mogliśmy sobie pozwolić na grzyba-choć w pewnym momencie i to
Piotra dopadło,przez jeden dzień miał biegunkę ale flukonazol pomógł.
W czasie leczenia nie było już większych pogorszeń,ale też nie mogę
powiedzieć aby były spektakularne polepszenia-w sumie było tak,że w
miesiącu były dni lepsze,dobre,super i totalnie załamujące-jak się
już cieszyliśmy że jest ok,to parę dni później znowu coś dolegało. I
tak się to ciągnęło miesiącami.Piotr w końcu zrobił badania na
koinfekcje i w Lublinie wyszła pozytywna Babeszjoza-do tych objawów
co miał nie bardzo nam to pasowało więc zrobiliśmy 5 dodatkowych
badań z różnych próbek krwi,w różnych labach i wszędzie ją
wykluczono-powiedziano nam,że prawdopodobnie na samym początku
choroby miał z tym doczynienia,ale ją zwalczył.Trzymamy się tego,bo
nic się nie dzieje...
06 lutego za zgodą dr Beaty Piotr odstawił abx-bo w sumie nie było
nic gorzej nic lepiej-a w ostatnim miesiącu przy rimfapicynie nieco
skoczył GGTP-niedużo ale jednak i szkoda by było wątrobę podniszczyć.
W sumie po 14 miesiącach na antybiotykach wątroba, nerki, trzustka i
krew sprawowały się super i nie było problemów.
Na dzień dzisiejszy Piotr jest na "wspomagaczach"-bierze tran,B-
complex,magnez,wątrobowe,witaminy,Candida Clear,wyciąg z liścia
oliwy, Citrosept,nystatynę, probiotyki i Ketokonazol-nie jest źle-
trochę z początku pobolewały go ścięgna przy kolanach i stopach i od
czasu do czasu ma gorsze samopoczucie-ale bóle już minęły-dietę
jeszcze mocno trzyma- i naprawdę jesteśmy wniebowzięci,bo wszyscy
tylko biadolili nam nad głową przez ten czas-a wszyscy których
poznaliśmy dzięki forum trzymali za nas kciuki,my też za wszystkich
trzymamy i BEDZIE DOBRZE!!! trzeba być tylko cierpliwym i
konsekwentnym-bez tego ani rusz....