Po ostanich bardzo smutnych wpisach na forum, mysle ze warto
zastanowic sie jak najlpiej pomoc sobie samemu kiedy przychodzi
załamnie i brak nadzieji na wylecznie, czyli co zrobic zeby sie nie
poddac.
Kiedys czytałam artykuł o tym, ze osoby przewlekle chore, ktore
musza stosowac reżim lekowy i zyc z zachowaniem szczegolnych srodków
ostroznośi przechodza b powazny kryzys i bunt przeciwko takiemu
zyciu po 3 latach lecznia.
Wydaje mi sie ze u nas ze wzgledu na specyfike choroby ten kryzys
nastepuje szybciej.
Sama swiadomosc ze nalezy sie spodziewac takiego załamania po 2-3
latach leczenie moze juz pomoc przejsc kryzys.
Moj sposób jest taki ze, jak mam dosc i czuje sie podle to
rozmawiam o tym z Franiolkiem bardzo mi to pomaga. W sumie nikt nie
zrozumie chorej osoby lepiej niz inna chora osoba.
Bardzo polecam - tzn kazdy musi sobie znalezc swojego Franiolka
Jak macie jakies pomysły albo doswiadczenie to napiszce moze cos sie
komus przyda.
pozdr
zaz