Dodaj do ulubionych

Jak przetrwać kryzys?

23.05.09, 00:36
Po ostanich bardzo smutnych wpisach na forum, mysle ze warto
zastanowic sie jak najlpiej pomoc sobie samemu kiedy przychodzi
załamnie i brak nadzieji na wylecznie, czyli co zrobic zeby sie nie
poddac.

Kiedys czytałam artykuł o tym, ze osoby przewlekle chore, ktore
musza stosowac reżim lekowy i zyc z zachowaniem szczegolnych srodków
ostroznośi przechodza b powazny kryzys i bunt przeciwko takiemu
zyciu po 3 latach lecznia.

Wydaje mi sie ze u nas ze wzgledu na specyfike choroby ten kryzys
nastepuje szybciej.

Sama swiadomosc ze nalezy sie spodziewac takiego załamania po 2-3
latach leczenie moze juz pomoc przejsc kryzys.

Moj sposób jest taki ze, jak mam dosc i czuje sie podle to
rozmawiam o tym z Franiolkiem bardzo mi to pomaga. W sumie nikt nie
zrozumie chorej osoby lepiej niz inna chora osoba.

Bardzo polecam - tzn kazdy musi sobie znalezc swojego Franiolkawink

Jak macie jakies pomysły albo doswiadczenie to napiszce moze cos sie
komus przyda.

pozdr
zaz
Obserwuj wątek
    • piotr.kurkiewicz Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 08:07

      Witam
      A ja wtedy myślę-lepiej "polubić" borelioze ,bo jest jakaś -niekiedy
      nikła-nadzieja.Lepsza "ona" niż nieuleczalny nowotwór...I
      modlitwa.Moją taka opiekunką stała się Marta Robin-trwa jej proces
      beatyfikacyjny.Kto wie czy nie miała ona właśnie neuroboreliozy,a
      przez ponad 20 lat żyła tylko dzięki eucharystii.
      I każdemu polecam dietę warzywno-owocową,makrobiotykę.
      Piotrek K
      • zanka.2 Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 10:14
        ja tez szukam nadziei i pomocy w Bogu i modlitwie, to prawda trzeba
        sie komus zwierzyc i powiedziec o naszym bólu i przerazeniu/ bliscy
        tego na prawde nie rozumieją, bo tego nie czuja , musiałby ich
        złapać taki ból jak nas ,że tylko włosy nie bolą - to wtedy może
        ciut by zrozumieli z tej całej choroby/ Zatem zazule faktycznie
        każdy musi sobie znależc swojego Franiolka (-:
      • ren.ika Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 10:56
        Choroba moja ma inną nazwę, za to gorsze rokowania, więc pozwolę sobie wpisać
        swoje przemyślenia.

        Co pomaga? Swiadomosc, ze moze byc gorzej (zawsze moze byc gorzej). Przywolanie
        chwil, kiedy czulam sie podobnie, a najgorsze bylo dopiero przede mna.
        Odnajdywanie sensu i spokoju w tym, co JEST, w tym co bedzie, w tym co moze byc.
        Zycie tutaj jest krotkie, bardzo krotkie. Tylko koniec jest sprawa pewna, ale
        sposob odejścia juz nie. Na to nie mamy bezposredniego wplywu. Co za rownosc,
        prawda?

        Szukanie prostych radosci. W pieknie przyrody, architektury, w slowach pisanych
        i slyszanych, w muzyce. Czerpanie sily od ludzi. Jest dużo osob, ktore potrafia
        dawac "głaski", nawet te wirtualne są niezwykle pomocne. Choc osobiście mam
        problemy z wyrazaniem swojego bólu, to i tak dostawałam duzo posredniego
        wsparcia, chocby w chorobie Mai. Zycie nas doswiadcza po cos, choc tak trudno
        dostrzec sens cierpienia, uwierzyc, ze jest na nasze sily i dzwigniemy ten los.
        Poza tym czlowiek wszystko nosi w sobie! Trzeba tylko znalezc klucz do tej
        tajemnicy. Dlatego cala zewnętrzność jest zbiorem pomocnych punktów, ale
        prawdziwy ratunek kazdy ma dla siebie w glowie i sercu. Rodzina, bliscy,
        przyjaciele - to filary, ale to nie oni dzwigaja nasze choroby, zalamania i nie
        oni doznaja chwil szczescia nam przypisanych. Dlatego nie dziala "pocieszenie":
        przeciez masz rodzicow czy dzieci, meza.
        Tu jeszcze inspiracje
        www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/4890_choroby_przewlek%C5%82e_dlaczego.html
        kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,96857,4846614.html?as=1&ias=2&startsz=x
        Osobiscie odnajduje spokoj w wierze. Choc watpie, upadam, odchodze - jednak
        wracam. Bardziej pogodzona z rzeczywistoscia, ulomnosciami i losem. I bardzo bym
        chciała dostac urlop od mojego ciala, chocby na tydzien. Zyc bez bolu i strachu,
        zwyciezyc siebie. Z drugiej strony ja sie "przyzwyczailam", i wtedy da sie
        zniesc. Widziałam potwornie cierpiące dzieci, ten widok zawsze mnie "otrzeźwia"
        serdeczności
        Renika

        PS. może na zlocie przydałaby się prezentacja z zakresu psychologii zdrowia?
        PS.2.Warszawiaków namawiam na festyn u Dominikanów na Służewiu.
        www.sluzew.dominikanie.pl/index/
        www.youtube.com/watch?v=CWY6ZLUzeEw&feature=related
        • mscislaw.zawiedziony Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 13:00
          Osoba chora często w swoim życiu zmaga się z przekonaniem o zbędności swojego istnienia. Wolałaby się nie narodzić. Ma poczucie stygmatyzacji życiowej. Potrzebuje innych ludzi a zarazem nieraz trudno jej się oprzeć odczuciu, że stanowi dla innych, co najwyżej „zepsutą zabawkę". Czego oczekuje „zepsuta zabawka”, albo chce wrócić do stanu swojej świetności, albo pragnie być użyteczna ludziom,taką jaka jest. „Zepsuta zabawka" jest żywym człowiekiem, powinna własną osobę traktować jako wyjątkową w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pewnych stanów (uszkodzeń) po chorobowych w bardzo wielu wypadkach nie da się odwrócić. Postrzeganie upływu czasu, zarówno tego kalendarzowego, jak i swego biologicznego, indywidualnego czasu z perspektywy „zepsutej zabawki" staje się nieznośną udręką. Ta udręka staje się sprzężeniem zwrotnym pomiędzy udręczoną osobą a otoczeniem, w którym ona przebywa. Eskalacji wewnętrznej udręki i agresji słownej nie ma końca. Autodestrukcyjna wnikliwość psychiki uwięzionej w trwale zranionym ciele jest przerażająca. Jak uciec we własny świat, czyniąc go jednocześnie interesującym dla innych? Jak wyrzec się skrajności w postępowaniu swoim i w ferowanych wobec innych ocenach? Żyjąc w ciągłym napięciu, ma się tendencję do przyjmowania postawy imperatorsko-oskarżycielskiej lub postawy wyuczonej bezradności. Większe kłopoty życiowe prowadzą wówczas do myśli samobójczych, autodestrukcji, bądź zachowań psychopatycznych (np. niechęć do wszelkich zajęć, zawieranie nowych znajomości „anonimowo” w internecie, okazywanie wzgardy najbliższej rodzinie).
          Taka osoba wywołuje konflikty. Jest spięta, dąży do maksymalnej kontroli otoczenia, jednocześnie nie uświadamiając sobie potrzeby wkładania wysiłku w kontrolę zachowania samego siebie. Może znamionować ją apatia, zarozumiały ton głosu, permanentny brak radości. Gdy jesteście w takim stanie to nie oszukujcie się, sami się z tym nie uporacie niezbędny jest terapeuta no może przyjaciel da radę(jak będzie wystarczająco „silny”wink.
          • bagnowska Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 13:42
            mscislaw.zawiedziony - dzięki za rozjaśnienie w skołatanym łbiesmile
            Ja towarzyszę , tylko (?) towarzyszę, ale chwilami wydaje mi się, że
            to ja pierwsza skorzystam z pomocy psychiatry, bo mimo, że jestem
            silną osobą, ostatnio jakoś wymiękam przy próbach choć częściowego
            zrozumienia mojego kochanego "cyborga"...
            POzdrawiam - Basia
          • ren.ika Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 14:24
            NLP jest mi obce światopoglądowo. Ale można poczytać całość, do niektórych to
            przemawia www.racjonalista.pl/kk.php/s,5017
            Tu jeszcze można spojrzeć, np. na tekst o zyciu pełnią
            rodman.most.org.pl/kliszkoh.htm
            lektury wam pomagają?
            Mnie bardzo! Mam swój kanon, półkę, do której lubię wracać.

            • bagnowska Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 14:42
              ren.ika - dzięki za podrzucenie linków. NLP, podobnie, jak Tobie,
              nie odpowiada mi ze względu na zbyt silną, jak dla mnie,
              manipulację, szeroko pojętym "wnętrzem" .Brałam udział w
              warsztatach, w których zaznajamiano nas i wykorzystywano techniki
              NLP i zrezygnowałam. Podobnie nie odnalazłam miejsca dla siebie na
              ćwiczeniach tai-tchi, które, właśnie ze względu na obce dla mnie
              korzenie kulturowe, nie odpowiadało mojej naturze, moim emocjonalnym
              potrzebom. Ot, takie poszukiwania ...
              Drugi link jest już w moich ulubionych i bedę do niego wracać i
              rozszerzać.
              Pozdrawiam - Basia
    • zazule Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 15:24
      ja sie absolutnie nie czuje jak zepsuta zabawka, czuje sie
      wartościowym czlowiekm i uwazam ze cierpienie ma wielka wartosc.

      Problem polaga na tym ze czasmi jak bardzo boli mam dosc ( np bol
      przy kazdym oddechu trwajacy miesiacami) i wtedy wiem ze majlepiej
      mi robi pogadanie z kims kto przezywa lub przeszdł to samo.

      Rodzina mnie bardzo wspiera ale cos tak czuje ze jakbym rozmaiwała o
      tym wszystkim co przezywam z najblizszymi to oni by sie za bardzo
      zestresowali. Co nie znaczy ze nie rozmawiamy o mojej chorobie od
      czasu do czasu.

      Lekarz ktory mnie zdiagnozowal napisl mi ze nigdy nie wolno mi
      przestac wierzyc w to ze wyzdrowieje, cały czas wiec wierzewink

      • franiolek1 Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 16:53
        Ja tez nie czuje sie jak zepsuta zabawka, bo nawet w pelni zdrowia
        nie czulam sie jak zabawka, nie zepsuta.

        Przyjelam chorobe nie bez buntu i smutku, choc uzalam, ze jest
        czescia zycia.
        Choroba i cierpienie jest czescia zycia czlowieka, tak jak radosc,
        milosc czy samotnosc. Pogodzilam sie z nia intelektualnie i
        emocjonalnie.
        Potrzebowalam nadac jedynie sens temu wszsytkiemu....Znalazlam wiec
        sens i wiem co mam zrobic, zeby to nie bylo nieuzyteczne i w tym
        trwam.
        Gdy bylam ciezko chora, nie moglam sie ruszac ani nawet myslec, to
        kazdego dnia ofiarowalam moje cierpienie. Mialam liste tych ktorzy
        wedlug mojej oceny potrzebowali takiego wsparcia i z wielka
        satysfakcja ofiarowalam im wieczorem dzien cierpien. Oczywiscie oni
        o tym nie wiedzieli, ale potem w rozmowie wylapywalam dobre wiesci i
        cieszylam sie wewnetrznie, ze moze i ja maczalam palce w ich
        radosci smile I tak przezylam prawie osiemnascie miesiecy...
        Teraz dzialalnosc w stowarzyszeniu ( pol i fran) mi pomaga.

        Czerpie duzo otuchy i sily z przyjazni z kilkoma osobami na forum.

        Tak jak Zazula nie watpie w to , ze wyzdrowieje.
        Wiem, ze moje leczenie bedzie trwalo odpowiednio dlugo, a ja nie
        odpuszcze. Mozliwe, ze bede musiala sie leczyc jeszcze bardzo
        dlugo...

        W zasadzie cierpienie pomaga mi w trwaniu w tej decyzji, a nie
        przeszkadza. Wiem, ze poki cierpie, to leczenie jest niezbedne, a
        przerwanie go, pogorszy moj stan. Uznalam twardo, ze jest to jedyna
        droga.

        I nie twierdze, ze leczenie antybiotykami jest jedyna dobra droga.
        Mozliwe, ze w pewnym momencie bede musiala/chciala przejsc na inny
        sposob leczenia...nie wiem tego, narazie leczenie antybiotykami
        przynosi mi korzysci ( nawet malenkie, lub czasem niewidoczne smile,
        wiec jest mi latwo w nim trwac.

        Rodzina mnie wspiera bardzo, ale przeciez nie mozna oczekiwac od
        zdrowych ludzi, by zrozumieli co znaczy "wewnetrznie slyszec
        przeplyw plynow w organizmie" i cierpienia , ktore z
        tego "slyszenia" wynika. To moze zrozumiec Zazula, i wcale ja to nie
        smieszy, ani nie wydaje jej sie , ze zwariowalam. A ja wlasnie na
        takie cos cierpialam...
        Nie mam nikomu za zla, ze nie rozumie tego co przezywam - mozliwe,
        ze przed choroba tez bylaby to dla mnie czarna magia.
        Wiem, ze moja rodzina chce dla mnie jak najlepiej, i to mnie wspiera.

        Mscislawie - fajny jestes smile
        • ewa475 Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 19:18
          Franiolkusmile kocham Cięsmile
          • zanka.2 Re: Jak przetrwać kryzys? 23.05.09, 19:37
            Franiolek bardzo to jest krzepiące co piszesz , akceptacja i
            pogodzenie z z tym co spotkało ,nie tylko dotyczy choroby,ale
            wszystkiego w życiu.
            • mscislaw.zawiedziony „zepsuta zabawka”- nie!? To może „trybik” 23.05.09, 20:48
              Jeśli jesteśmy „trybikiem” w wielkiej machinie zarządzanej przez Boga to Jego spojrzenie w naszą stronę jest bardziej łaskawe gdy jesteśmy ładnym, błyszczącym „trybikiem” ze wszystkimi zębami.
              W tym czasie nie ofiarujemy Jemu radości, uśmiechu, czy łez szczęścia bo jesteśmy zbyt zajęci swym szczęśliwym, beztroskim życiem by o Nim pamiętać, pomijam rytualne odwiedzanie kaplicy.
              Gdy na „trybiku” pojawią się pęknięcia(zmarszczki) parę zębów wyleci , reszta sczernieje od abx a „łaskawości” jakby mniej to wtedy człowiek sobie o Bogu przypomina zanosi swe smutki, cierpienie na jego ołtarz. Ludzie powiadają „ofiaruję Tobie Panie me cierpienie”, czy Bóg to sadysta by napawać się cierpieniami i nieszczęściami , które są zanoszone na Jego ołtarze? To nie nasza wina że tak czynimy, nie uważam tego za złe postępowanie takie zasady nam wpojono. Lepiej się żyje przestrzegając ich niźli żyć bez zasad.
              „Masz taki los na jaki zasłużyłeś”- powiedzenie wymyślone przez sadystę by doszczętnie zdołować.
              Zmieńmy punk widzenia. Z perspektywy „trybika” to w jakim jest stanie jest „bez znaczenia”, to nie on decyduje o swym stanie (to nie Bóg o tym decyduje) decyduje o tym upływ czasu i otoczenie w jaki przyszło mu istnieć. Mając („trybikową”winkwolną wolę możemy się poddać i czekać na zesłanie „szczęśliwości” przez Pana lub działać dalej, mimo niesprawności jakie nas dosięgły(nie z woli Pana!!).
              Myślę że żyjemy po to by „ktoś” się uczył, by komuś coś uświadomić, coś pokazać - bo kto miał szczęście to geny już przekazał a pozostali mają to przed sobą.
              Jak ten „ktoś” postąpi czy przyjmie nasze „nauki” cholera wie... ale może zastanowi się nad sensem otaczającej rzeczywistości może będzie mu łatwiej dokonywać wyborów.
              Samo BYCIE jest szczęściem a reszta to dodatek.
              CUNT , GDM8

              PS
              Przepraszam autora za zmanipulowanie tekstu , który umieściłem w poprzednim wpisie. Przepraszam za to nadużycie.... przepraszam by lepiej się poczuć, bo autorowi to pewnie dynda.
              Autor tekstu: Jerzy Kolarzowski „Przesłanki programowania neurolingwistycznego dla procesów rehabilitacji i edukacji etycznej”
              • zanka.2 Re: „zepsuta zabawka”- nie!? To może 24.05.09, 10:44
                Jestem obolała wiec mogłam to żle zrozumieć mścisław.
                Myśle ,że pewne sytuacje ściąga na siebie sam człowiek, ale nie
                myśle ,że nie zuważonego w dzieciństwie kleszcza.
                Myśle ,że w jakis sposób mój los wtedy naznaczył Pan Bóg - z tego
                powodu przeszłam różne cięzkie chwile w życiu nie wiedząc co sie ze
                mną dzieje, nie radziłam sobie z życiem ,byłam z tego powodu
                upokarzana .....itp wyszłam na cało mimo tego ,że tak bardzo cierpie
                obecnie i fizycznie i psychicznie. Natomiast myśle ,że jest we mnie
                duzo buntu przeciw temu wszystkiemu co sie w moim życiu działo i
                dzieje ,czyli brak akceptacji- ale wynikajacy tez z ciagłego bólu.
                Myśle ,że umysłem chce normalnie życ , funkcjonowac ,znależc sobie
                faceta , pracowac , rozwijac sie intelektualnie , po prostu radzic
                sobie ; natomiast ciało i jego dolegliwości na to nie pozwalaja, a
                jak pozwalaja to w minimalny sposób. Myśle ,że tu na poziomie ducha
                zachodzi spięcie , trudno mi sie pogodzić ,ze gdyby choroba
                niepoluzowała , a nawet została w tym miejscu co jest to rozpacz i
                bezsens.
                Więc z jednej strony muszę zaakceptować chwile obecna i swoją
                niemoc/ bez emocji i szamotania ,że sie nie realizuje, ze jestem
                samotna itp./ a z drugiej strony muszę obudzić w sobie nadzieję i
                wiarę ,że w życiu człowieka czasem procesy zdrowotne odwracają sie
                nagle. Myśle,że wszystko polega jednak na zaufaniu Bogu/łatwo
                pisać , gorzej wykonać/
                Cała ta szamotanina i bunt właściwie na nic , na co mamy wpływ
                trzeba ratować , na co nie mamy musi sie odpuścić ,gdyż tracimy
                niepotrzebnie energię.
                Muszę zaakceptować chwilę obecną bez buntu ......................
                Pozdrawiam wszystkich obolałych tą chorobą .
                • koala101-0 Re: „zepsuta zabawka”- nie!? To może 24.05.09, 11:37
                  Tak, zanka.2 łatwiej chyba jest osobom, które w życiu już coś
                  osiągnęły, mają rodziny, w pracy się zrealizowali- nawet jeżeli już
                  nie pracują to pamiętają czasy "świetności". A człowiek jak jest na
                  starcie życia i nagle traci zdrowie to jest to bardzo trudne...
                  • zanka.2 Re: „zepsuta zabawka”- nie!? To może 24.05.09, 12:22
                    nie jestem na starcie życia ,ale przeszłam w życiu bardzo
                    traumatyczne chwile , przeplatane moją chorobą ,jestem juz osoba
                    dorosła i mam 25 letniego syna . Chciałabym wreszcie zacząc normalne
                    życie i zaznać chociaż troche chwil radości i normalnośći.
              • tuonetar Re: „zepsuta zabawka”- nie!? To może 25.05.09, 19:11
                > Samo BYCIE jest szczęściem a reszta to dodatek.

                Cytat za cytat:

                "Przypominam sobie tego profesora, który z wielkim namaszczeniem perorował, iż już jesteśmy w niebie, pieklem jest nicość, w którą zapadniemy po śmierci. Zapomniał jednak, że w owym piekle na próżno szukać choćby śladów cierpienia, którego pełno jest na ziemi (...) Jeżeli ów profesor miał rację, to o ileż bardziej atrakcyjna jest nicość! Jeżeli z kolei nicość jest piekłem, to za jakie grzechy skazani zostaliśmy na niebo?!"
        • franiolek1 Re: Jak przetrwać kryzys? 24.05.09, 10:44
          Zapomnialam tez o jednym , bardzo waznym aspekcie - mnie bardzo
          pomaga wiedza o wrogu. Chce wiedziec o tej chorobie jak najwiecej,
          czytam wszystko co sie da, wyszukuje informacje, sledze wszelkie
          nowosci.
          W ten sposob zdominowalam strach i panike. Nawet jezeli to co
          poznaje nie jest wesole, wole wiedziec, niz bac sie niewiadomej.
          I tu tez jestem ograniczona i tkwie w paradoksie - niestety im
          wiecej wiem, tym bardziej odkrywam, ze nie wiem nic...masakra smile
          • tomiro_999 Re: Jak przetrwać kryzys? 24.05.09, 13:29
            ja raz mialem wszystkiego dosc, przypadkiem wszedlem na forum ktore mozna
            znalezc w linkach po prawej stronie "Nowotwory-damy radę !" i stwierdzilem ze tu
            przynajmniej nie ma co chwile wpisow typu "niestety nie udalo mu sie i w dniu xx
            odszedl"
            moze troche drastyczna metoda ale mi pomoglo
            • anyx27 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 02:58
              Tomiro, mnie to nie pomaga, szczególnie jak wchodzę na forum SLA.
              Tam sa podobne wpisy jak na forum, które ty przytoczyłeś, z tym, że
              wszystko wskazuje na to, że ta choroba może być wywołana przez
              boreliozę. I tam sa też wpisy o tych, którzy odeszli na SLA. a jak
              wielu z nich odeszło na bb? pewnie bardzo wielu... i wiem, że w
              każdej chwili i ja, i inni z naszego forum, mogą "zmienić" chorobą
              na tamtą, najgorszą chyba jak może być. dla mnie nie ma gorszej. Nie
              potrafię o tym nie mysleć, szczególnie, gdy pojawiają się objawy
              takie, a nie inne... I nie wiem, jak przetrwać taki kryzys. Nie
              potrafię sobie z tym poradzić.
            • zanka.2 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 08:59
              ja podobnie anyx boje sie, mam długi wywiad boreliozowy , przeciez przez te
              wszystkie lata kretki cały czas uszkadzały układ nerwowy.
              Myśle ,że gdyby nie strach ,że to moze przerodzić sie w cos innego to może i
              choroba byłaby znośniejsza.
              • izek.1 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 11:28
                Ja też mam boreliozę staruszkę,całe mnóstwo kryzysów,wtedy myślę sobie,że to też
                sprawka tej choroby,że to minie tylko muszę czekać i że w chorobie tak bywa,że
                to nie moja wina,że odpoczynek mi się należy(że praktycznie, póki co, ciągły to
                już szczegół)i że nie jestem nienormalna,że sobie tego nie wymyśliłam,bo to był
                chyba największy mój lęk sprzed diagnozy,który pogłębiał napotkane doły.A czy to
                pomaga?Pewnie nie,tak samo jak musi swoje wyboleć to i wydołować,ale o czymś
                trzeba wtedy myśleć.I tak każdy z nas sobie coś duma...
                • arrakis74 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 12:19
                  Dla mnie najgorsze jest dokonywanie wyborów i wzięcie odpowiedzialności za własne leczenie ze wszystkimi tego konsekwencjami. I ciągła niepewność: pomoże czy zaszkodzi?
                  • bagnowska Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 14:36
                    No właśnie...Ta obawa i odpowiedzialność mnie dobija...A jeszcze na
                    dodatek dotyczy nie mnie a Grzegorza, który nie ma ani siły ani
                    chęci , żeby czytać, zdobywać wiedzę, układać kolejny zestaw itd...
                    Po raz kolejny czytam i analizuję Burrascano, żeby gdzieś tam
                    umiejscowić Grzesia i wybrać optymalny sposób na ruszenie do przodu.
                    Czas nam ucieka, mam wrażenie, że choroba ma coraz większą władzę, a
                    ja ciągle nie wiem, co jest najlepsze dla Grzesia. I to prawda, że
                    im więcej wiem, to wiem, że nic nie wiem...
                    No cóż, boję się...nie ukrywam, że kryzysy mam coraz częstsze,
                    staram się, jak mogę, nakręcać na dobre konstruktywne myslenie, ale
                    idzie mi to coraz gorzej, bo coraz mnie ludzi mnie rozumie...No, ale
                    jak może być inaczej, jeżeli ja coraz bardziej czegoś nie rozumiem...
                    Straciłam znowu poczucie choć minimalnego bazpieczeństwa
                    finansowego. Niemożność podjęcia przeze mnie pracy chyba te kryzysy
                    pogłębia...I, żeby było jasne: uwielbiam być w domu i nie brakuje mi
                    pracy jako sposobu na życie, ale li tylko jako sposobu na zarabianie
                    pieniędzy wink
                    Wspierałyśmy się z Kasią bardzo. Kasia i Frank stali się nam bardzo
                    bliscy...
                    Frank przegrał...Ta myśl mnie w środku zamraża...
                    Przepraszam za ten wpis, miało być bardziej optymistycznie, a wyszło
                    tak, jak zwykle mi ostatnio wychodzi...
                    Ale nie skasuję tych słów. Pisanie na forum, werbalizowanie własnych
                    myśli, obaw i emocji, to również sposób radzenia sobie z kryzysami.
                    I nie zabraniajmy tego, to także rodzaj terapii.
                    Kiedyś takich wątków nie było, teraz , po latach , musiały się
                    pojawić..Bo te kryzysy, to nieodzowna część choroby z Lyme.
                    A wg Wikipedii "Sytuacja kryzysowa – zespół okoliczności
                    zewnętrznych i wewnętrznych, wpływających na dany układ w taki
                    sposób, iż zaczynają się i trwają w nim zmiany. Rezultatem tych
                    zmian może być jakościowo nowy układ lub nowa struktura i funkcja w
                    układzie istniejącym.
                    Jest ona zwykle następstwem katastrof naturalnych lub awarii
                    technicznych." winkwinkwink
                    Cóż, na katastrofy naturalne mamy nieszczególny wpływ, ale awarie
                    techniczne zwykle dają się usunąć i cały proces sprzed katastrofy,
                    może nieco zmodyfikowany i zwykle ULEPSZONY, wraca na WŁAŚCIWE
                    TORY smile
                    I tym optymistycznym akcentem kończę i serdeczności przesyłam-Basia
                  • tomiro_999 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 14:38
                    a nie uwazacie ze sami sobie szkodzicie zamartwiajac sie jescze tym wszystkim?
                    wszyscy kiedys umra, jedni wczesniej inni pozniej ale nie ma ludzi
                    niezniszczalnych, popatrzcie na to z innej strony-dziennie tylko na polskich
                    drogach ginie 17 osob-dzisiaj tez zgina, takie jest niestety zycie
                    wydaje mi sie ze lepiej sie skupic na tym aby jak najwiecej miec z tego
                    zycia-nie jest to latwe ale jesli sie chce...... to sie dawink
                    • bagnowska Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 14:42
                      tomiro - teraz wylezie mój egoizm: a co mnie obchodzą inni ludzie,
                      kiedy ja nie mogę powstrzymać odchodzenia ukochanej osoby?
                      Ja się nie zawmartwiam, ja się zwyczajnie MARTWIĘ...
                      • tomiro_999 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 16:04
                        Ty akurat jestes w zdecydowanie innej sytuacji ode mnie, ja mam problem ze swoim
                        zdrowiem i szczerze mowiac nie chcialbym byc na Twoim miejscu
                        • bagnowska Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 16:19
                          Dzięki za próbę zrozumienia...Doceniam to bardzo, wierz mi.Nie
                          wszystkich na to stać...
                          Pozdrawiam - Basia
                        • anyx27 Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 18:12
                          tomiro_999 napisał:

                          > Ty akurat jestes w zdecydowanie innej sytuacji ode mnie, ja mam
                          problem ze swoi
                          > m
                          > zdrowiem i szczerze mowiac nie chcialbym byc na Twoim miejscu

                          a na moim miejscu chciałbyś być? życie ze świadomością skazania
                          własnego dziecka na ten szajs jest męczarnią. moja mam też jest
                          chora na bb ja to mam od niej. tak, masz rację, każdy kiedyś umrze,
                          każdego dnia umiera mnóstwo ludzi, ale ja mam to gdzieś. pal licho,
                          mnie i co będzie ze mną, ale nie mogę się nie dołować, mając
                          świadomość, że zaraziłam swoje dziecko śmiertelną chorobą.
                    • tuonetar Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 18:48
                      tomiro_999 napisał:

                      > a nie uwazacie ze sami sobie szkodzicie zamartwiajac sie jescze tym wszystkim?
                      > wszyscy kiedys umra, jedni wczesniej inni pozniej ale nie ma ludzi
                      > niezniszczalnych, popatrzcie na to z innej strony-dziennie tylko na polskich
                      > drogach ginie 17 osob-dzisiaj tez zgina, takie jest niestety zycie
                      > wydaje mi sie ze lepiej sie skupic na tym aby jak najwiecej miec z tego
                      > zycia-nie jest to latwe ale jesli sie chce...... to sie dawink

                      Nie wątki, w których ktoś pisze, że ma dość, że się poddaje itp., ale właśnie takie teksty mnie dobijają.
                      Iście konowalskie podejście.

                      Już dawno nie mam siły... żyć na siłę. Przetrwałam w ten sposób podstawówkę, szkołę średnią, studia, studia podyplomowe, staż... i koniec. Dłużej się nie da. Nie będę przypominała znajomym o swoim istnieniu, bo gwar spotkań od lat mnie męczy, bo gdy ktoś siedzi/stoi w niewielkiej odległości nie mogę na niego patrzeć, a gdy próbuję wiesza mi się system. Przez bite pół roku nie wiedziałam nawet jak wygląda mój lekarz! bo musiałam patrzeć w najdalszy punkt gabinetu... Mogę sobie chcieć pójść do pracy chociaż na pół etatu, mogę sobie chcieć wyjść na spacer w ciągu dnia i pooglądać przyrodę w rozkwicie, mogę sobie chcieć poczytać książkę (ooo, mam wiele książek, które kupiłam jeszcze na studiach i nie zdążyłam nawet do nich zajrzeć), ale... się nie da.

                      A ta "pociecha", że ludzie giną w wypadkach, podwójnie trafiona ... jak kulą w płot. Ani mnie nie pociesza, to że ktoś umarł, ani to, że jemu poszło tak szybko, podczas gdy ja cierpię od wielu, wielu lat i końca tego nie widać...

                      Dzisiejszego doła sponsoruje tomiro sad
                      • gozillas Re: Jak przetrwać kryzys? 25.05.09, 19:41
                        Takiej za przeproszeniem po****ej choroby to ja w życiu nie widziałem. Nie mam
                        jeszcze 20 lat a musiałem zrezygnowac ze wszystkiego co miałem. Tu też nie
                        chodzi o kryzys.. bo kryzys raz jest raz go nie ma. A to dziadostwo cały
                        czas jest.

                        Życie darem jest, owszem. Ale nie egzystencjo-wegetacja. W cierpieniu nie widzę
                        jakoś "przyjemności". Na tematy religijne nie chce się wypowiadać, żeby nikogo
                        nie urzazić.

                        Więc co.. los tak chciał, a może takie jest moje (czy każdego z Was)
                        przeznaczenie? Więc może czas najwyższy "oszukać przeznaczenie"...
    • izek.1 do gozillas 25.05.09, 20:38
      masz wiadomość

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka