Dodaj do ulubionych

Na peryferiach pięknie czy brzydko?

IP: *.MAN.atcom.net.pl 03.03.08, 21:35
Nasza Kochana Pani Prezydent od urodzenia mieszka na peryferiach - i
co? - prezydentem została!
W Polsce w ogóle tylko peryferia umozliwiaja karierę. Tusk z
peryferii - premierem jest.
A Kaczyński z centrum Żoliborza - tylko opozycjonistą.
Polaku młody - jeśli chcesz kariere zrobic - przeprowadź sie na
peryferia!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: od środka diagnoza społeczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.08, 21:40
      Nowa Warszawa, nowe blokowiskoIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
      Gość: od środka 03.03.08, 14:47 Odpowiedz opisany w artykule
      obraz odzwierciedla pozycję społeczną zawodu
      architekta i urbanisty, który w przeważającej wiekszości nie jest w
      stanie zadbać o interes społeczny, a nawet o dobrze rozumiany
      interes klienta kiedy sam walczy o przetrwanie egzystencyjne i
      zawodowe. ta walka pozbawia go wolności twórczej i wolności
      odrzucania zleceń poniżej godności architekta, pozbawia go
      argumentów w dyskusji z inwestorem i urzędem, pozbawia go autorytetu
      i moralnego prawa decydowania o życiu innych, skoro nie radzi sobie
      z własnym. a jak ma sobie radzić, kiedy w porządku społecznym
      utrwalana jest pozycja pieniądza bez żadnych ograniczeń zaś jego
      wielodyscyplinarną wiedzę stanowiącą o "potrzebie" jego bytu na
      rynku usług ma się za nic. niestety nasze ogupiałe od głupiej
      telewizji społeczeństwo karmione papką bełkotu politycznego na
      wszystkich możliwych kanałach przestało odróżniać rzeczy w życiu
      ważne od trywialnych. nie potrafi zatem zrozumieć, że w budynku
      zaprojektowanym przez architekta spędzi połowę lub całe swoje życie
      i będzie się w nim męczyć lub realizować rodzinnie. architekci nie
      mają żadnego głosu w pojedyńczych zleceniach, w planowaniu
      przestrzennym, a już wogóle w stanowieniu prawa dotyczącego ich
      profesji. w kwestii pierwszej decyduje krótkowzroczny developer, w
      drugiej kręgi kumoterskie lobbowane przez gremia inwestycyjne i
      dlatego właśnie planów miejscowych nie ma )żeby była wolność
      robienia kasy), a w trzecim decyduje albo lobby inwestorów i
      spekulantów gruntami albo niedorozwinięci intelektualnie politycy z
      wielkim parciem na słomiany sukces w stylu: znieśmy wszystkie
      ograniczające nas przepisy, w tym pozwolenia na budowę. nie chce
      nikogo straszyć ale najgorsze jeszcze przed nami, bo nagle pojawili
      się tak zdolni ludzie którzy dla swoich dyrdymałów gotowi obrócić w
      perzynę dorobek kilku tysięcy lat cywilizacji w zkresie budowania
      miast. wszyscy powinni się nad sobą zastanowić jak do tego dochodzi,
      na kogo głosują i dlaczego, co powoduje, że żyjemy w brzydkim i
      tandetnym otoczeniu, dlaczego mimo postępu minione lata zostawiają
      wielokrotnie lepszą spuściznę, po co nam architekci i czy nie można
      by ich zastapić jakimiś fachmanami samozwańcami skoro każdy potrafi
      projektować, co to jest projektowanie i czemu służy (a służy głównie
      przewidywaniu piękna i oszczędności kosztów realizacji) i wiele
      innych istotnych pytań, których mądre społeczeństwa nie zadają tylko
      ssą z mlekiem matki. w końcu architekci są też sami sobie winni
      dopuszczając do zawodu ludzi nie wyrobionych, nie ukształtowanych
      moralnie, etycznie i estetycznie, bez charakteru i celu, bez
      przekonania o służebności zawodu. uczelnie przyjmują na takie studia
      ludzi bez tzw. jaj, którymi następnie wszyscy kręcą albo przez ich
      braki wiedzy ogólnej, albo brak samodzielnego myslenia albo
      zwyczajnie porobcze przymioty. efekt jest taki, że powstaje
      pseudorynek usług projektowych podobny bardziej do produkcji zabawek
      niż kreowania przestrzeni. na takim rynku rządny sukcesu architekt
      godzi się na wszystkie, nawet najgłupsze i haniebne wymagania
      inwestora komercyjnego w ten sposób kształtując go na poziomie
      rynsztoka. w rezultacie developerzy proponują projektantom warunki w
      umowie, które nie są do przyjęcia dla normalnie myslącego człowieka,
      a jednak w swej naiwności środowisko je przyjmuje. potem płaci za to
      niekończącymi się uległościami stojąc przed niemożnością wyplątania
      się z idiotycznej umowy, w której architekt przeznaczony jest do
      odstrzału. tak rodza się problemy klientów developerów opisane w
      artykule, które następnie pogłębiane są w etapie realizacji i
      sprzedarzy mieszkań, a swoje absolutne żródło biorą w programowym
      wręcz odrzuceniu planowania miasta przez tzw. elitę samorządową jako
      element porzadku przestrzennego i ładu społecznego. dokąd zmierzamy?
      • Gość: ritzy zaban. Ty, od środka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.08, 22:23
        Powiedz mi, widziales Ty kiedy artykul w gazecie napisany tak jednym
        ciurkiem, jak leci. Przeciez tego sie, kuwa, nie da czytac. Chocby
        nie wiem jakie madrosci tam byly.
        • Gość: miu Takie badania nie maja ZADNEj wartosci! IP: *.fbx.proxad.net 04.03.08, 16:06
          Takie badania nie maja ZADNEj wartosci! W ogole nie ma najmnieszego
          sensu, zeby je przeprowadzac. Redakcja Gazety swietnie o tym wie, bo
          sama zamieszczala super ciekawe artykuly o tym jak ludzie oceniaja
          otoczenie miejsca w ktorym mieszkaja (sa to oceny wybitnie
          nieobiektywne, wrecz falszywe). Po co wiec GW traci pieniadze i
          energie na takie sondy i badania?!


          PS. Ludzie mieszkajacy na trasie nalotowej na Okecie uwazaja, ze
          mieszkacja w cichej okolicy. Buhahahahaha!!!
      • Gość: aktywny obywatel Re: diagnoza społeczna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 20:43
        Serdecznie zapraszam do akcji obywatelskiej Dość chaosu, planuj z
        głową. Prosimy o podpisanie petycji i komentarz do rzeczywistości na
        stronie www.petycja.org.pl
    • rosol4 Re: Na peryferiach pięknie czy brzydko? 03.03.08, 22:57
      Po redaktorze artykulu widac do czego dzisiaj przywiazujemy znaczenie
      Czemu nie pytamy o takie przyjemnosci jak uciecha dojazdu do pracy i
      z powrotem do domu. O bliskich szkolach i przedszkolach z wysokim
      poziomem nauczania. O sieci sklepow w sasiectwie i przyjaznej
      przychodni zdrowia. O mozliwosci uczestnictwa w lokalnym zyciu
      kulturalnym poza budka z piwem.
      Powiedzmy prawde.
      Rzady PO w stolicy poki co to nic pozytecznego nie dokonaly poza
      doskonalym pijarem, tak zapewne bedziemy oceniac po latach rzady w
      kraju.
      Stolica nie ma polityki lokalnej w st miescie i osiedli w
      aglomeracji warszawskiej.
      Brak kordynacji w dzialaniach wrecz nie dostrzeganie niedorozwoju
      obrzezy stolicy.
      Miasto jest zaniedbane ale to co zobaczymy na skraju miasta to obraz
      rozpaczy, brudu i smrodu. Nasza prezydent widzi tylko centrum i
      sasiednie dzielnice, za ciemnych szyb trudno cokolwiek zobaczyc.
      • pieniacz Re: Na peryferiach pięknie czy brzydko? 04.03.08, 10:23
        > szkolach i przedszkolach z wysokim poziomem nauczania.

        tak, to ważne...

        > sasiectwie

        no właśnie
    • Gość: staszek75 Skąd listy do redakcji? To jasne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 02:11
      Z badania, jak pisze autor, wynika że mieszkańcy generalnie uważają
      swoje osiedla za lepsze, za awans w stosunku do tego, co mieli
      poprzednio. I to pewnie jest prawda. Mieszkają bądź co bądź w nowych
      blokach, a więc sprawniejszych, nowocześniejszych i - przynajmniej
      na razie - czystszych, najczęściej również na większej powierzchni.

      Listy do redakcji, pełne narzekań, biorą się z czegoś innego. Ci
      ludzie liczyli na znacznie więcej niż dostali. Liczyli na
      zlokalizowane blisko szkoły i przedszkola, prostą i szybką
      komunikację z miastem, łatwy dostęp do lasu, piękne i eleganckie
      fasady. Liczyli, bo to im obiecywali deweloperzy. Liczyli, bo zdrowy
      rozsądek kazał podejrzewać, że jeżeli gmina od trzech lat wie, że
      powstanie na jej terenie wielkie osiedle, a ma ustawowy obowiązek
      zapewnienia szkolnictwa publicznego, to na czas zbuduje nową szkołę.

      Choć mieszkańcy uważają, że i tak mają lepiej niż mieli, uważają
      równocześnie, że zostali oszukani, a władze lokalne pozostawiły ich
      samymi sobie. I mają rację.
      • Gość: Marek Re: Skąd listy do redakcji? To jasne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 06:36
        Jak liczyli, to pytanie, czy jak zamieszkali, to się tam zameldowali? Bo może
        zwyczajnie gmina o nich nie wie. :)

        Tak powstawały wszystkie osiedla w Warszawie. Na początek bloki, potem powoli
        drogi, od płytowych, po asfaltowe. Później jakieś szkoły, przedszkola. Jakiś
        handel, usługi. Różnica jest tylko taka, że przy tych nowych osiedlach nie ma
        miejsca na te szkoły.

        Osiedla z lat 80/90 mają to już za sobą, i nadgoniły zaległości. Choć na wielu
        brakuje jeszcze szerszych dróg.
        • Gość: K0pytko Re: Skąd listy do redakcji? To jasne... IP: 81.210.17.* 04.03.08, 10:30
          Gość portalu: Marek napisał(a):

          > Jak liczyli, to pytanie, czy jak zamieszkali, to się tam
          zameldowali? Bo może
          > zwyczajnie gmina o nich nie wie. :)
          >
          > Tak powstawały wszystkie osiedla w Warszawie. Na początek bloki,
          potem powoli
          > drogi, od płytowych, po asfaltowe. Później jakieś szkoły,
          przedszkola. Jakiś
          > handel, usługi. Różnica jest tylko taka, że przy tych nowych
          osiedlach nie ma
          > miejsca na te szkoły.
          >
          > Osiedla z lat 80/90 mają to już za sobą, i nadgoniły zaległości.
          Choć na wielu
          > brakuje jeszcze szerszych dróg.

          Dokładnie tak. Moi rodzice jak wprowadzili się do swojego mieszkania
          w latach 70 to dookoła było tylko morze błota. Żadna taksówka nie
          chciała tam jeździć. Potem w tym błocku wyrastały kolejne bloki i
          przez lata budowano nowe chodniki, ulice, sklepy, szkoły,
          przychodnie. Zrobiono trawniki i posadzono drzewa i teraz wygląda to
          normlanie, ale przez pierwsze 15 lat to była prowizorka i plac
          budowy. Tak powstawały wszytskie osiedla i tak powstają tyle, że
          teraz przedmieścia są gdzie indziej. Polska to nie Niemcy, albo
          Austria, gdzie jak się coś robi to porządnie i od a do z. Jesteśmy
          skazani na bajzel.
      • Gość: spacebar Re: Skąd listy do redakcji? To jasne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.08, 19:36
        to jest najlepszy przykład że takie ankiety są do niczego, a mieszkańcy
        koloryzują w odpowiedziach, wystarczy sobie poczytać jakieś forum mieszkańców i
        nagle wyjdzie że - cicho nie jest bo samoloty latają, czysto nie jest bo obok
        sortownia śmieci, bezpiecznie nie jest bo wszędzie biegają gryzonie w ilościach,
        które nie można zliczyć na palcach, wielkości, kota, nutrii i inne porównania
        małych (wielkich) szczurów - nawet można zdjęcia znaleźć - polecam np. forum
        mieszkańców którzy nad wyraz dobrze wypowiadają się o Skoroszach -
        www.skorosze.eu. Żeby nie było - sam mieszkałem na Skoroszach i się z nich
        wyprowadziłem - właśnie ze względu na wszechobecne szczury i hałas samolotów
        (szczególnie uciążliwy w lato) - wytrzymałem na tym "super osiedlu" 4 miesiące -
        mieszkanie sprzedałem i się wyprowadziłem do innego blokowiska (w którym też są
        uchybienia i nie jest idealne, ale przynajmniej nie oglądam z balkonu samolotów
        i nie znajduję padniętych szczurów na chodniku przed blokiem) - reasumując -
        gdyby do mnie zadzwonili - Skorosze opisałbym niestety ale nie najlepiej
        (pomijam fakt zalewania garaży podziemnych przez wody gruntowe...)
        • Gość: bth Re: Skąd listy do redakcji? To jasne... IP: *.siodemki.com 21.04.08, 11:35
          Skorosze to nie jedno osiedle, dzisiaj to już niemalże dzielnica. W jednym
          miejscu jest problem ze szczurami i samolotami, w drugim nie. Jedyne gryzonie,
          jakie widuję, to polne myszy, które czasem przynosi mi w zębach mój kocur :)
    • Gość: pablo skorosze górą IP: *.aster.pl 04.03.08, 10:34
      minusem jest tylko brak ścieżek rowerowych i samoloty, poza tym
      klasa i jakość
      • Gość: spacebar Re: skorosze górą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.08, 19:38
        Piszesz że Skorosze górą - mam pytanie - mieszkałem na Skoroszach przez 4
        miesiące i się wyprowadziłem żeby nie oglądać szczurów na chodnikach - skasowali
        w końcu tą sortownię śmieci (wylęgarnię tych gryzoni)?
        zdrówka.
        • Gość: bth Re: skorosze górą IP: *.siodemki.com 21.04.08, 11:27
          No jak się mieszka przy śmieciach ... to pewnie dookoła jest syf, trudno żeby go nie było. Uwielbiam takie inteligentne wpisy - to mniej więcej tak, jak gdybym utożsamiał parę bloków w kwadracie 200x200 metrów z całym Ursynowem czy Centrum :) Baza MPO istniała tam od zawsze, a to że jakiś kretyn zdecydował się postawić po sąsiedzku bloki... Na Ochocie przy Grójeckiej obok przepompowni ścieków stoi budka z kebabem, równie mądra lokalizacja.

          Chociaż mam "nowym" Skoroszom (rejony Dzieci Warszawy, Ryżowej, Chełmońskiego i Skoroszewskiej) parę rzeczy do zarzucenia - to naprawdę mieszka się tutaj w porządku. Wychowałem się na Pradze Południe i logiczne, że nic nie pobije dojazdu w 7 minut na de Gaulle'a + wieeeelkiego parku Skaryszewskiego pod nosem... ale nie było mnie stać, żeby kupić tam sensowne mieszkanie, gdy wyniosłem się "na swoje".

          Co do Skoroszy, nie jestem jakimś psychopatą udowadniającym sobie, jak to społecznie nie awansował bo mieszka w nowym bloku ;-))) Moje plusy i minusy. Zacznę od minusów:

          - dojazd, jest słabo, będzie jeszcze gorzej - dziwne, że Gmina Ursus pozwala na budowę kolejnych osiedli. Jako, że jeżdżę na skuterze, przez 8-9 miesięcy mam spokój z korkami. Sytuację poprawia znacznie bilet aglomeracyjny na KM + SKM, gdybym jeździł codziennie do Centrum to wyłącznie koleją.

          - mało terenów zielonych dookoła, Park Achera to raptem mała glinianka i kilka alejek,

          - dzielnica pogrodzona osiedlami zamkniętymi, spacer jest raczej wymuszoną wędrówką wzdłuż tych ciut większych ulic, ew. można fajnie przejść się po starszym Ursusie (Szancerówek i dalej); szkoda, że naturalną tkankę małego miasteczka skutecznie zniszczono

          - w mojej części Skoroszy samoloty nie są aż tak uciążliwe jak kawałek dalej (np. w rejonach Leroy Merlin i przy Sosnkowskiego), ale daję jako minus, bo to może dać się we znaki

          No i plusy:

          + naprawdę super zrobione osiedla, nie sypią się (obok stoją bloki sprzed dobrych paru lat, nic im nie jest)

          + sporo dobrej jakości zieleni (nie byle krzaki) na terenie osiedli, oczywiście nie ma mowy o zadrzewionych alejach, bo większość Ebejotów jest wybudowana na poziomie +1, korzenie szybko przebiłyby się do garaży ;)

          + place zabaw dla dzieciaków - na samych Skoroszach V jest ich cztery w naprawdę doskonałym stanie, zapewniam że docenia się ten drobiazg jak urodzi się dzieciak :)

          + spokój, nawet demonizowany Szancerówek chyba dni świetności ma już za sobą, mieszkam tu 4 lata i nie miałem żadnej "dziwnej" sytuacji, a zdarza mi się wracać po nocy

          Pisanie alarmujących raportów o blokowiskach powoduje, że jako bądź co bądź rodowity warszawiak, czuję się na siłę wtłoczony w jakieś wydziwione gazetowe diagnozy. Niech ktoś z Waszych dziennikarzy pomieszka na danym osiedlu ze 2-3 miesiące i potem pisze opracowania - badanie oparte na obserwacji uczestniczącej będzie jednak sensowniejsze niż durne procenty.
    • Gość: Mieszkaniec Dlaczego mijacie się z prawdą? IP: *.bethere.co.uk 04.03.08, 10:46
      "Takimi ścieżkami chodzą codziennie do swoich domów mieszkańcy osiedla 'Dąbrówka
      Wiślana'" - czy autor w ogóle był na miejscu?
      Już nawet w tak błahych sprawach musicie manipulować opinią?
    • Gość: ada_124 Na peryferiach pięknie czy brzydko? IP: *.adsl.szeptel.net.pl 04.03.08, 11:11
      Ścieżką pokazaną na zdjęciu nie chodzi się nawet nad wisłę, bo i tam
      prowadzą dużo lepsze. Jeżeli chodzi o ciagi piesze gwarantuję, że są
      czyste zadbane i wyłożone kostka brukową, a poza tym na osiedle
      dojeżdżają autobusy komunikacji miejsckiej i połączenie z Pl.
      Wilsona to 20 min, a autobusy nie jeżdża po płocie i wąskich
      drogach, a więc autorze zdjęcia - zastanów się co piszesz pod
      zdjęciem. Pozdrawiam
    • Gość: Albo - albo... Na peryferiach pięknie czy brzydko? IP: *.biznesdsl.etel.pl 23.03.08, 22:01
      Mamy w Warszawie dwie opcje:
      Albo mieszkanie w ścisłym Centrum w oparach spalin i bez szansy na
      zobaczenie zieleni (zaraz PT Developerzy zabudują wszystkie wolne
      działki) - więc z konieczności działka w Topolinie, Wieliszewie albo
      Wildze... no i ciągły stres, że działkę okradną (albo że okradną
      mieszkanie, gdy jest się na działce).
      Albo domek poza Centrum, najlepiej w strzezonym i zamkniętym
      osiedlu, których tak nienawidzą redaktorzy GW, ale za to kłopoty z
      dojazdem do pracy.

      Opcja 3. Emigracja do Wiednia, mieszkanie w osiedlu Oberlaa przy U6
      można kupić za tyle samo, co w Warszawie "Miasteczku Wilanów" - i
      kłopot z głowy. I dojazd łatwy, i do zieleni blisko.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka