man_sapiens
25.10.09, 17:08
W ostatnich dniach związane z "aferami" działania Kaczyńskich, ich adlatusa
Kamińskiego, różnych Kemp, Wassermanów itd. oraz ich aferalna retoryka
przypominają libretto kiepskiej operetki albo scenariusz "Brzyduli". Do tego
bezsensowna demonstracja w Poznaniu. Z drugiej strony w samym PiSie rzecz do
tej pory niesłychana, słychać głośną krytykę działań Kaczyńskich - nawet
Migalski odważył się na to, ba, także Rzeczpospolita nie zostawia na nich
suchej nitki.
Nie podejrzewam, żeby Jarosław "300zł" Kaczyński był tak głupi i zaślepiony
nienawiścią, żeby nie wiedział, jak takie działania nie tylko nie osłabiają
ale wręcz wzmacniają PO. O co więc chodzi?
Moim zdaniem są to rozpaczliwe próby Jarosława K. utrzymania swojej pozycji w
PiSie. PiS od czasu wyborów nie zrobił nic, aby wyjść poza swoje 20% - 25%
wyborców. Parę prób "zmiany wizerunku" zostało odbębnione z całkowitym brakiem
chęci ze strony Kaczyńskich. Jest oczywiste, że jeżeli tak tak będzie, to PiS
nigdy nie odzyska władzy. Także szanse na reelekcję Lecha K. są zerowe, nawet
Olejniczak wygrałby z nim a Jarosław za nic nie chce, żeby jego brat przegrał
już przedbiegi z jakimś innym kandydatem PiSu. Wyznawcy PiSu, przy całym swoim
zapatrzeniu w wodza, wiedzą o tym i frustracja wśród nich zaczęła zbytnio
rosnąć. Dla Kaczyńskiego to niebezpieczne, dyktatorzy raczej nie przeżywają
buntu poddanych, ich los jest tym tragiczniejszy im silniej tłumili wewnętrzną
krytykę. Moim zdaniem Kaczyński próbuje ratować się tradycyjną metodą
dyktatorów: kreuje zewnętrznego wroga, wywołuje sztucznie poczucie oblężenia a
nawet wojnę PiSu z resztą świata. Dyktatora nie obchodzi to, że wojna
wyniszczy jego kraj. Akceptuje nawet pewną przegraną, ale ma nadzieję że
poddani, zjednoczeni strachem i w poczuciu żołnierskiego, wojennego
braterstwa, zapału i posłuszeństwa pozostawią swojego wodza jako jedynego
zbawcę u władzy wewnątrz partii. Tak próbowała się ratować np. argentyńska
junta wywołując wojnę o Falklandy, zresztą bez skutku. Być może Kaczyńskiemu
uda się ta kombinacja, ale bez propagandowego wsparcia od Rydzyka szanse ma
marne. Tym bardziej, że komisja "hazardowa" może przynieść PiSowi wielkie
propagandowe straty. To zaś może oznaczać, że za kilka tygodni - miesięcy
będziemy mieli nowego przewodniczącego PiSu. Ziobrę? Ciarki chodzą po plecach.
Może by tak chociaż Putra :)