Dodaj do ulubionych

Bajka na dobranoc

11.12.09, 21:47
„Pijar w Platformie czyli nowe szaty medialne i programowe dla Donalda Tuska” - na podstawie Hansa Christiana Andersena


W tzw. drugiej Irlandii nad Wisłą i Wartą żył sobie pewien władca, który tak kochał nowe piękne medialne wizerunki swojej osoby, że prawie wszystkie pieniądze wydawał na pijar. Nie obchodzili go żołnierze, nie obchodził go nauczyciele, nie dbał o służbę zdrowia i o stocznie. Na każdą godzinę dnia miał inne przemówienie napisane przez Rafała Grupińskiego, i to jak o premierze często się mówi, że jest na posiedzeniu rządu, tak o nim zawsze mówiono: „premier jest w TVN-ie”.

W wielkim mieście nad Wisłą, gdzie urzędował, było bardzo wesoło, codziennie przyjeżdżało wielu cudzoziemców, a pewnego dnia zjawili się dwaj pijarowcy: Arabski i Nowak. Podawali się za wybitnych specjalistów i mówili, że potrafią utkać najpiękniejsze bajery, jakie tylko sobie można wyobrazić. Wyjątkowej urody miała być nie tylko erystyczna forma i treść, ale co więcej, zrobiony przez nich pijar wyróżniał się podobno tą przedziwną cechą, że były niewidzialny dla każdego, kto nie nadaje się na swoje stanowisko, albo jest „kaczystą”

To jakieś cudowne bajery – pomyślał premier. – dowiem się, który z moich urzędników nie nadaje się na swoje stanowisko, czy lud mówi prawdę o Aleksandrze Gradzie,a który być może mój minister jest „kryptokaczystą.” I dał pijarowcą do ręki mnóstwo pieniędzy, żeby zaczęli pracę.

Pijarowcy ustawili warsztat pracy i przenieśli bibliotekę z kancelarii rządu w inne miejsce. Przecież książki czytają tylko „kaczyści”...Bez drgnienia oka zażądali kart płatniczych, przelewów i zaczęli zapraszać w stolicy do najlepszych restauracji Stokrotki, Returny i Ketmany ze znanych redakcji. Już od dawna wiedziano, od Wolskiego, Bolka, Alka, Olina i Mina, że ich propaganda jest matką wydarzeń w Drugiej Irlandii nad Wisłą i Wartą.

„Chciałbym już wiedzieć, jak się posuwa praca nad naszym irlandzkim programem” – pomyślał premier Tusk, ale po prawdzie czuł niepokój w sercu na myśl, że nie będzie jego rozumiał ten, kto głupi lub kto nie nadaje się na swoje stanowisko. Uznał co prawda, że chyba nie musi się bać o siebie samego, ale co z wicepremierem Grzegorzem. Jednak wpierw wyślę kogoś, kto zobaczy, jak się sprawy mają. Wszyscy w całym mieście dzięki „GW”, „Dziennikowi”, TVN i Polsatowi wiedzieli z relacji i komentarzy: Witalisów, Stokrotek, Returnów i Ketmanów, jak cudowną moc ma irlandzki program i wszyscy gorąco pragnęli zobaczyć i usłyszeć, jak nieudolny albo głupi jest ich sąsiad lub kolega z pracy.

„Poślę tam mojego, uczciwego ministra, na myśli miał ministra Radosława Wspaniałego, o którym na mieście mówili „prawie – Wszechwiedzący” – pomyślał premier. – On najlepiej oceni, jak wygląda program, bo media i sondaże mówią, że jest rozumny, i nikt lepiej niż on nie nadaje się na swój urząd”.

Radosław, poczciwy minister wszedł do sali, w której pijarowcy pracowali, wcześniej żeby mieć power zażył sproszkowany róg z białego jelenia z chińska melaminą „Niech Bóg broni! – pomyślał, szeroko otwierając oczy. – Ależ ja nic z tej Drugiej Irlandii nie rozumiem, to mi bardziej wygląda na Islandię!” Lecz nie powiedział ani słowa.

Pijarowcy uprzejmie prosili, by podszedł bliżej, i zapytali, czy nie sądzi, że piękne są hasła i punkty programu. Wskazali na puste w treści merytoryczne zapisane kartki, a biedny, minister szeroko otwierał oczy, ale nic nie mógł wypatrzyć, bo nic tam konkretnego poza hasłem „zrobimy wszystkim dobrze”, nie było. „Panie Boże – pomyślał – czyżbym był głupi? Nigdy bym w to nie uwierzył, przecież w Oksfordzie licencjat zrobiłem... Nikt nie może się o tym dowiedzieć! Czyżbym się nie nadawał na swoje stanowisko? Nie, nie mogę przyznać, że nic nie rozumiem”.

- No, nic pan nie mówi – zagadnął Sławomir Nowak.
- O, śliczne! Przeurocze! – powiedział minister i popatrzył. – Ta forma, te treści to mi się w głowie nie
mieści! Tak, powiem premierowi Donaldowi, że program irlandzki nadzwyczaj mi się podoba.
- Aaa, to nas cieszy – powiedzieli Arabski i Nowak.
Radosław Wspaniały słuchał uważnie, żeby móc wszystko powtórzyć, gdy wróci do premiera. I tak też zrobił.

A pijarowcy zażądali więcej pieniędzy, stanowisk dla kumpli z wcześniejszych geszeftów.

Wkrótce premier posłał innego uczciwego urzędnika Grzegorza, żeby zobaczył, jak posuwa się praca, i sprawdził, czy irlandzki program wnet będzie gotowy. Poszło mu tak samo jak ministrowi: patrzył i patrzył, ale ponieważ poza pustymi w treści merytoryczne kartkami nie było nic, niczego nie mógł wypatrzyć.
- No, czy to nie piękny program? – pytali pijarowcy. I pokazywali, i opowiadali o cudownej treści, której w ogóle nie było.
„Głupi nie jestem – pomyślał Grzegorz Schetyna – więc czyżbym się nie nadawał na swoje stanowisko? A to historia! Nie mogę niczego dać po sobie poznać!” – i zaczął wychwalać kiepski program, którego nie widział, i zapewniał, że cieszą go piękne formy i wspaniałe treści .
- Jest superowy! – powiedział Donaldowi.

Całe miasto, cała Druga Irlandia mówiła o wspaniałym programie. TVN-24 trąbił o nim na okrągło.
Wreszcie premier sam chciał go zobaczyć, jeszcze na stole. Z całą świtą starannie dobranych osób, w tym z dwoma marszałkami i poczciwymi urzędnikami, którzy już wcześniej tam byli, poszedł do pijarowców.
- O, to jest program kompleksowy z receptami na wszystkie bolączki kraju – powiedzieli obaj poczciwi urzędnicy. – Niech Wasza Miłość spojrzy, jakie rozwiązania! – I wskazywali na puste merytorycznie treści, bo sądzili, że inni pewnie widzą istotę tego programu.
„Co takiego?! – pomyślał Donald. – ja nic nie widzę! To straszne! Czyżbym był głupi? Czy nie nadaję się na premiera i prezydenta? Nic gorszego nie mogło mnie spotkać!”
- O, bardzo piękny – powiedział. – Moje najwyższe uznanie! – I z zadowoleniem skinął głową, przyglądając się pustym treściom; nie chciał przyznać, że nic nie widzi. Cała świta patrzyła i patrzyła, i nikt nie widział więcej niż pozostali, lecz wszyscy mówili tak jak premier z Sopotu
Przez całą noc poprzedzającą dzień, w którym miała się odbyć programowa w mediach prezentacja, pijarowcy siedzieli przy ponad szesnastu zapalonych lampach. Widziano, jak się spieszyli, by skończyć nowy program Platformy.
- Program gotowy!
Premier przyszedł osobiście ze swymi najgodniejszymi dworzanami.
Stacje telewizyjne i radiowe rozstawiały światła, mikrofony i kamery.
Premier osobiście postanowił o programie i cudach poinformować naród
Propaganda premiera Tuska i Platformy wynikała z niewiary w siebie, zaś pijarowska reklama z wiary w publiczność urobioną przez: Stokrotki, Returny i Ketmany
I oto premier osobiście zaczął czytać, pod pięknym baldachimem, a ludzie na konferencji i w domach przed telewizorami mówili:
- Boże, jak niezrównanie piękny jest ten irlandzki program! Jak wspaniały ten premier! Jak doskonały rząd!
Nikt nie dawał po sobie poznać, że nic nie widzi konkretnego i merytorycznego, bo to by znaczyło, że nie nadaje się na swoje stanowisko, albo że jest całkiem głupi a i może „kaczystą”.
- Przecież ten program do bani, nie ma w nim niczego konkretnego, same bańki mydlane i „lody”! – powiedział uczeń z poznańskiego liceum.
- Boże, słuchajcie, co on mówi! – zawołali inni.
I ludzie powtarzali szeptem jeden drugiemu, co powiedział uczeń.
- Jakiś uczeń mówi, że premier nie ma irlandzkiego programu!
- Premier Donald Tusk jest nagi, a Polska w pokrzywach! – zawołał na koniec cały lud.
A premier aż skurczył się w środku, bo uznał, że mają rację, ale pomyślał: „Muszę wytrzymać do końca kampanii związanej z wyborami prezydenckimi”.
I
Obserwuj wątek
    • cat.4 Re: Bajka na dobranoc 11.12.09, 21:49
      cdn...

      A premier aż skurczył się w środku, bo uznał, że mają rację, ale pomyślał: „Muszę wytrzymać do końca kampanii związanej z wyborami prezydenckimi”.
      I trzymał się jeszcze dumniej....
      • witoldzbazin Re: Bajka na dobranoc 11.12.09, 23:37
        premierek zwariował na happy end heheheh

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka