Gość: ML
IP: *.244.39-62.rev.gaoland.net
29.01.04, 16:16
Jak podała „Trybuna”, ksiądz pułkownik dr hab. Jerzy S., wikariusz generalny
Kurii Polowej Wojska Polskiego, o mały włos nie zadźgał nożem na śmierć
młodej dziewczyny. Duchowny (druga postać po Głódziu w ordynariacie polowym)
wrócił pijany do swego mieszkania przy ul. Anielewicza 4. Zdenerwowała go
prawdopodobnie muzyka dobiegająca z mieszkania piętro niżej. Zadzwonił do
drzwi sąsiadów, a kiedy otworzyła mu ich córka, rzucił się na nią z nożem.
Gdyby nie robotnicy remontujący klatkę schodową, którzy natychmiast
pośpieszyli ofierze z pomocą, kapelan mógłby dziewczynę zabić. Skończyło się
na strachu i pociętych nożem drzwiach. Przybyła na miejsce policja, kiedy
zorientowała się, z kim ma do czynienia, wezwała żandarmerię wojskową, ta zaś
ostatecznie spacyfikowała nożownika. Wojsko ma go teraz przekwaterować do
innego lokum. Innej kary się nie przewiduje, bo na mocy ugody duchowny
wymienił sąsiadom drzwi. Ci twierdzą, że ksiądz pułkownik to miły człowiek,
tylko wielki moczymorda. Na szczęście jeszcze do nikogo nie strzelał, choć
broń palną też ma... RK