Gość: Narcyz
IP: *.gdynia.mm.pl
29.01.04, 20:59
Desygnowanie przez Aleksandra Kwaśniewskiego Danuty Waniek na członka
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oznacza dalszą dominację sił lewicowo-
liberalnych w tej sferze
Antyklerykałka w Radzie
Paweł Siergiejczyk
W ubiegłym tygodniu posłanka SLD Danuta Waniek została nowym
przedstawicielem prezydenta Kwaśniewskiego w Krajowej Radzie Radiofonii i
Telewizji. Zastąpiła na tym stanowisku Marka Jurka (rekomendowanego jeszcze
przez prezydenta Wałęsę) i jest to zmiana zupełnie zasadnicza: o ile Jurek
to człowiek katolicko–narodowej prawicy, o tyle Waniek zawsze należała do
czołówki skrajnej, antykatolickiej lewicy.
Śladami rodziców
Urodziła się w 1946 roku, w okresie “utrwalania władzy ludowej”. Nie było to
bez znaczenia, bowiem – jak pisało o niej “Życie” – wychowała się w
lewicowym domu we Włocławku. Ojciec kierował zakładem produkcyjnym, matka
związana była z handlem. Oboje w PZPR (Luiza Zalewska Śpiewaczka
prezydenta, “Życie”, 2–3.11.1996 r.). To wychowanie musiało bardzo mocno na
nią wpłynąć, skoro sama poszła drogą rodziców i w wieku 21 lat wstąpiła do
partii. Studiowała wówczas prawo na Uniwersytecie Warszawskim, zaś do PZPR
rekomendowała ją prof. Janina Zakrzewska, do której chodziła na seminarium.
Po marcu 1968 roku Zakrzewską – jako blisko związaną z żydowską
grupą “komandosów” – usunięto z uczelni. Wydarzenia marcowe miały też wpływ
na życie Danuty Waniek – poznała wtedy swojego męża. Jako młoda członkini
partii udzielała się też w Zrzeszeniu Studentów Polskich: była sekretarzem
Rady Uczelnianej na UW i przewodniczącą Rady Wydziałowej na Wydziale Prawa.
Warto pamiętać, iż właśnie z ZSP wywodzi się większość czołówki
postkomunistycznej, zwłaszcza tej związanej z Kwaśniewskim. Po ukończeniu
studiów zaczęła pracę w Instytucie Nauk Ekonomiczno–Społecznych Politechniki
Warszawskiej, gdzie wykładała nauki polityczne. Pisała też pracę doktorską o
parlamentaryzmie austriackim i w związku z tym wyjechała na dwuletnie
stypendium do Wiednia, a w roku 1989 habilitowała się w Akademii Nauk
Społecznych przy KC PZPR. Od tego czasu była zatrudniona jako docent w
Instytucie Studiów Politycznych PAN, do którego przyjął ją prof. Edmund Wnuk–
Lipiński, socjolog znany z proudeckich sympatii. Jednym z jej wcześniejszych
miejsc pracy był Instytut Podstawowych Problemów Marksizmu–Leninizmu przy
KC, popularnie zwany “Marleną”.
Solidarna z PZPR
Zaraz po zmianie ustroju Waniek rozpoczęła aktywną działalność polityczną.
Najpierw, w 1990 roku, utworzyła Demokratyczną Unię Kobiet, której została
przewodniczącą. Od początku była to organizacja skrajnie lewicowa i
antykatolicka (jej szefowa zawsze deklarowała się jako ateistka), co raziło
nawet inne feministki. Izabela Jaruga–Nowacka, przewodnicząca Ligi Kobiet
Polskich i działaczka Unii Pracy, w cytowanym już artykule w “Życiu”
wspominała, że Danuta Waniek wykazywała bardzo określone polityczne
zainteresowania, niekiedy bardzo mało związane z kobietami. Jeśli
twierdziła, że przez gardło nie przejdzie jej słowo “ksiądz”, to trudno mieć
jakieś wątpliwości. (...) W mojej organizacji nie byłoby to możliwe, bo
panie mają na tematy religijne diametralnie różne zdania. A w DUK panował
jednogłos: religia w szkole jest rzeczą złą. (...) Czy to służy kobietom?
Nie, to generuje nowe konflikty i raczej nie służy do porozumiewania się
ponad podziałami.
Nie było więc niczym dziwnym, że przed pierwszymi wolnymi wyborami DUK
przystąpiła do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a sama Waniek została
posłanką. Do Socjaldemokracji RP wstąpiła jednak dopiero kilka miesięcy
później, gdy lider KPN Leszek Moczulski z trybuny sejmowej rozszyfrował
skrót PZPR jako Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji. Był to z jej strony gest
solidarności z macierzystą partią. Ale nie tylko z tego powodu stała się
znaną postacią tamtego Sejmu. Założyła bowiem Parlamentarną Grupę Kobiet,
składającą się głównie z posłanek SLD i UW, i odtąd wspólnie z Izabellą
Sierakowską czy Barbarą Labudą występowała jako czołowa zwolenniczka
dopuszczalności aborcji oraz przeciwniczka Kościoła i religii katolickiej, a
szczególnie konkordatu. Właściwie tylko z tego była znana opinii publicznej.
Kariera “polskiej Żydówki”
Dlatego wielkim zaskoczeniem musiało być objęcie przez nią w 1994 roku
stanowiska wiceministra obrony narodowej w rządzie koalicji SLD–PSL. Był to
pomysł Kwaśniewskiego, który chciał mieć swojego człowieka w resorcie
podlegającym prezydentowi Wałęsie. Była w dodatku pierwszą kobietą w
kierownictwie MON, a chociaż podlegały jej m.in. sprawy kontaktów z
parlamentem, to jej roczny pobyt “w wojsku” został zapamiętany głównie z
racji antyklerykalnych upodobań. Głośnym echem odbiła się bowiem sprawa
modlitewnika przeznaczonego dla żołnierzy, autorstwa gen. Kazimierza
Tomaszewskiego. Pani wiceminister uznała tę publikację za niezgodną z
Konstytucją, ponieważ wspominała ona np. o uczestnictwie żołnierzy w
uroczystych apelach połączonych z modlitwą. Znana była też z tego, iż do
biskupa polowego Leszka Sławoja Głódzia zwracała się per “panie generale”,
ostentacyjnie unikając jego tytułu kościelnego.
Odeszła z ministerstwa skłócona z generalicją, zaś ówczesny szef Sztabu
Generalnego, gen. Tadeusz Wilecki oświadczył wprost, że nie znała się ona i
nie zna na wojsku. Pretekstem do odejścia była rozpoczynająca się wiosną
1995 roku kampania prezydencka Aleksandra Kwaśniewskiego, której została
szefową. W sławnym autobusie “KWACH” objechała z nim Polskę, zawsze stojąc u
boku swego kandydata. Wspominała później, że gdy na spotkaniach
przedwyborczych padał zarzut, iż Kwaśniewski z pochodzenia jest Żydem,
Waniek postanowiła, że powie o sobie: jestem polską Żydówką lat 90., bo jest
postkomunistką, co w ustach antykomunistów brzmi tak samo jak Żydówka w
ustach antysemitów. Ostatecznie jednak odradzono jej takie metody. Nie
wahała się natomiast oświadczyć, że Hanna Gronkiewicz–Waltz jest kandydatką
na prezydenta biskupów polskich albo – już po wyborach – gdy wyszło na jaw
kłamstwo Kwaśniewskiego odnośnie posiadanego wykształcenia, do końca
twierdzić, że lider SLD zdał wszystkie egzaminy na studiach.
Żarliwa postkomunistka
Nagrodą za tę wierność było objęcie przez Waniek stanowiska szefowej
Kancelarii Prezydenta. Tutaj z kolei głośna była sprawa odmowy
zarejestrowania Międzyzakładowej Komisji “Solidarności” w kierowanej przez
nią instytucji. Region Mazowsze “S” skierował nawet przeciwko niej wniosek
do prokuratury. Natomiast Liga Republikańska wytoczyła Danucie Waniek proces
o ochronę dóbr osobistych po tym, jak w wydawnictwie BGW ukazała się jej
książka o kampanii prezydenckiej ze stwierdzeniami, jakoby Liga była
organizacją płatnych bojówkarzy i organizowała burdy uliczne.
Jak więc widać, bliska współpracowniczka Kwaśniewskiego wykazywała raczej
temperament partyjnej aktywistki niż poważnego urzędnika państwowego, toteż
w 1997 roku porzuciła Kancelarię na rzecz dalszej kariery parlamentarnej.
Zwłaszcza że po byłym liderze SLD odziedziczyła pierwsze miejsce na liście
kandydatów w Warszawie i zdobyła tu najwięcej głosów. W obecnej kadencji
Sejmu nie była już tak widoczna jak dawniej, ale jej wystąpienia nadal miały
ten sam antyklerykalny żar. Już podczas dyskusji nad exposé premiera Jerzego
Buzka szydziła z jego wystąpienia, nazywając je chrześcijaństwem politycznym
i wyśmiewając postulat, aby poszanowanie wartości moralnych było polskim
wkładem do jednoczącej się Europy. Na zakończenie oświadczyła, że chce
czerpać z całego humanistycznego dorobku Europy łacińskiej, na który
składają się: starożytna filozofia, prawo, kultura wielu naro